Miłość na stare lata!

Queen is THE only one 👸🏼

A post shared by LovelyTornadoOfChaos&Rainbows (@dodaqueen) on

Kiedy wchodzimy w dorosłe życie – w pewnym momencie znajdujemy swoją, drugą połowę, z którą chcemy spędzić resztę życia.

Jak to leciało?

Zakochaliśmy się z Mężem w wieku 16 lat – tak wiem, że byliśmy obrzydliwymi smarkaczami.

Chodziliśmy ze sobą aż cztery lata i w zasadzie nie poznaliśmy się do końca, bo smarkacze nie myślały jeszcze o życiu poważnie.

Takie tam chodzenie po parkowych alejkach nad jeziorem, ławka w parku nasza i tylko nasza i pierwsze muśnięcia, pocałunki delikatne.

W pewnym momencie puściły hamulce i pstryk – zaszłam w ciążę w wieku 20 lat!

Oboje byliśmy poranieni, bo nasi rodzice nie do końca się ze sobą zgadzali i w domach były awantury.

Może dlatego chcieliśmy szybko z domu wyfrunąć i stworzyć zgodny i kochający się związek.

Podobno młode pary przez pierwszy rok nie wychodzą z łóżka nie mogąc się sobą nasycić i w tym czasie płodzą swoje pierwsze dziecko, a u nas było trochę inaczej.

Po ślubie Mąż poszedł odbyć obowiązkową służbę wojskową, a ja pracowałam i wychowywałam naszą pierworodną.

Dawałam radę, ale czekałam dwa lata na powrót Męża, a kiedy wrócił podjął automatycznie pracę i mijaliśmy się w drzwiach.

Mijały lata i pojawiła się druga Córka i tak jakoś z Mężem nie mieliśmy okazji się poznać – tak szczerze i do końca.

Tworzyliśmy rodzinę, ale pęd życia sprawił, że żyliśmy razem, a jednak trochę obok.

Przez moje małżeństwo przeszło nie jedno tsunami. Wiele razy zmiatało moją rodzinę z powierzchni i nie raz musiałam się podnosić i dokonywać wyboru, czy dalej tak chcę żyć, bo może lepiej to skończyć i odejść!

Nikt w tych okresach z rodziny nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni i wszyscy schowali głowy w piasek jak strusie!

Pomogła mi trzy miesięczna psychoterapia, na której zdałam sobie sprawę, że warto walczyć o rodzinę i wybaczyć.

Jesteśmy już 43 lata wciąż razem i dopiero teraz czuję, że zawsze byłam kochana, a on błądził.

Dopiero teraz, tak naprawdę siebie poznajemy i szanujemy się w końcu!

Jaka jestem, taka jestem!

Co przeżyłam, to przeżyłam, ale na stare lata jestem traktowana jak księżniczka.

Przeszłam przez piekło, ale wiem, że postąpiłam słusznie wybaczając i dziś szukałam artykułu w temacie miłości na starość i znalazłam perełkę na pewnym blogu.

Żródło podaję na końcu wpisu!

 

Miłość na starość

Nim doszło u nas do zaręczyn, bardzo długo rozmawialiśmy o związku. O tym jak wyobrażamy sobie małżeństwo teraz i na starość, o tym, że nie chcemy rozwodu, więc decyzja o małżeństwie musi być naprawdę przemyślana. Pewnego razu leżąc koło siebie, poczuliśmy, że tak – jesteśmy na ten smród gotowi… .

Stary człowiek i małżeństwo

Wiecie, byłam dzisiaj u sąsiadki mojej babci odebrać klucze. Sąsiadka jest tuż przed 90-tką i ma starszego od siebie męża. Powiem Wam – nie wiedziałam co czuć i jak się zachować.
Kobiecie było bardzo ciężko psychicznie. Jest przygłucha, więc nie rozmawia z ludźmi przez telefon. Odkąd babcia wyjechała, sąsiadka jest sama i nie ma z kim porozmawiać. Jak to określiła “nie mam do kogo otworzyć ust”, dlatego widząc mnie, postanowiła wylać wszystkie swoje ciężary. Powiedziała:

Nie mam siły. Mąż leży całe dnie w łóżku, nie rusza się, muszę go umyć bo zrobił kupę. Nie wiem jak się za to zabrać. Nie mam siły. Niedawno spadł z wersalki. Próbowałam go podnieść, ale nie dałam rady. Od tamtej pory tak mnie boli kręgosłup… . Ledwo się poruszam. Mąż umiera, wie Pani? – powiedziała szeptem. Tak jakby mąż w drugim pokoju miał tego nie słyszeć. Ja ledwo to usłyszałam. – Jest mi tak cieżko psychicznie. Wczoraj syn nas odwiedził. Ale on ma swoje życie, swoją rodzinę – przecież nie będzie u nas codziennie by pomagać. A ja nie wiem co robić. Nie mam już siły. Tak mi brakuje pani babci. Zawsze mogłam się jej wygadać. Chociaż na chwilę oderwać się od tego. W domu jest taki bałagan – nie mam siły sprzątać. I mąż… .

Któregoś razu leżeliśmy z Dawidem na łóżku i powiedziałam do niego:
– Wiesz co, gdybyś miał wypadek i od dziś miał byś jeździć na wózku – nie zostawiłabym Cię. 
– Ja Ciebie też nie – odpowiedział mi.

I wiecie co? Niedługo po tym zaręczyliśmy się. My wiemy, za dobrze wiemy, z czym wiąże się niepełnosprawność. Doskonale wiedzieliśmy co sobie mówimy.

 

Na naukach przedmałżeńskich słuchamy jak wychowywać dziecko, jak okazywać sobie miłość, czym się różni kobieta od mężczyzny, itd. To wszystko ma nas niby przygotować do małżeństwa. Ale nic tak Cię do niego nie przygotuje, nic tak nie wpłynie na Twoje myślenie o ślubie i małżeństwie i nie rozwieje Twoich wątpliwości co do ślubu jak to jedno pytanie – Czy byłabyś w stanie codziennie podcierać obsraną dupę swojego męża? Jak Ty byś się czuła, gdybyś codziennie musiała patrzeć, jak Twój mąż ściąga Ci pampersa, bierze miskę i myje Twój obsrany tyłek?

Tak właśnie wygląda miłość na starość – patrzenie jak codziennie tracisz tego swojego ukochanego męża, kawałek po kawałku i codzienne babranie się w jego odchodach. A później przed snem całujesz go. Bo Kochasz – najmocniej na świecie. I wciąż cieszysz się z każdego dnia, że jeszcze jest.

 

Powiem Wam, że małżeństwo jest fajne. Naprawdę jest fajne! Ale tylko wtedy, kiedy kochacie się tak mocno, na tyle mocno, by kochać się do ostatnich dni – wiedząc, jak te ostatnie dni będą wyglądać.

http://mynaswoim.pl/milosc-na-starosc/

Reklamy

23 uwagi do wpisu “Miłość na stare lata!

  1. Kiedy patrzę z perspektywy czasu, to wszystkie moje miłości były – mówiąc językiem Staszka Górnego – do dupy. Rozumiem szaleństwa, tolerancje i wybaczania, ale więcej bym nie chciała. Nie znaczy, że faceci byli źli. Ja ich w tej klasycznej męskiej prostocie nie rozumiałam. I nadal nie rozumiem, choć przyjaźnię się z mężczyznami, ale na obecnym etapie życia bardziej sobie cenię ich pomoc i współpracę niż płeć.
    Kiedy słucham o dozgonnej bezgranicznej miłości, to nie wydaje mi się możliwa, bo mamy cechy ludzkie nie boskie.

    Polubione przez 1 osoba

    1. No tak, kolejna osoba wypomina mi że jestem wulgarny… 🙂 🙂 🙂 A dupa to nie przekleństwo tylko część ciała 🙂 Ja w miłości szczęścia nie miałem nigdy, ogólnie w życiu też go nie mam, dlatego tak klnę 🙂 🙂

      Polubienie

      1. Z doświadczenia wiem, że to co spada z nieba nie musi być przyjemne… 🙂 Cóż, nadzieja umiera ostatnia…

        Polubienie

    2. Teresko jest miłość do końca, choć coraz rzadziej się zdarza. Młodzi biorą rozwody bardzo szybko, a kiedyś te małżeństwa trwały dłużej nie zawsze szczęśliwe. Rozwody to był grzech!

      Polubienie

  2. Mówią, że na miłość nigdy nie jest za późno, a na samotność zawsze jest za wcześnie… Tak to już w związkach jest, są dobre i złe dni, ale przyznasz że jednak Ci się udało, skoro tyle lat jesteście razem… Ostatnio czytałem, że w dużych miastach rozpada się ponad 40% małżeństw, wiec tym bardziej powinnaś ze swojego być zadowolona i pamiętać o jednym-coś takiego jak idealny facet nie istnieje 🙂 Ja na tą swoją czekam dłuuuuuugo,parę razy zdrowo oberwałem w serducho, ale jeszcze troszkę nadziei we mnie jest…

    Polubienie

    1. Stanisławie udało się, ale uwierz, że bym nie chciała tak drugi raz.
      Wierzę, że kiedyś poznasz fajną kobietę. Musisz tylko wyjść z domu.
      Ne sądzę, aby pisana była Ci samotność. Jesteś inteligenty i to ktoś zauważy 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  3. Miłość jest przereklamowana i rzadko kiedy wygląda tak, jak to opisałaś z tym podcieraniem tyłków. Ja się zawiodłam kilka razy, że już nie chcę tego ogłupienia. Bardziej sobie cenię przyjaźń, wzajemny szacunek i odpowiedzialność w słowach i czynach. Jestem od prawie 10 lat w takim związku – bez fajerwerków, ale i bez wbijania się w glebę aż po zęby, gdy się nagle spada z obłoków.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  4. Nie mierzę prawdziwości miłości czasem trwania. Zapewne przepadłabym w takim związku, który się zaczyna od ochów i achów przy pierwszym kryzysie. Bo uznałabym, że nie ma o co walczyć. I wg mnie nie byłoby. Albo ludzie do siebie pasują, albo nie. Jeśli nie, nie ma sensu szukać na siłę dopasowania, albo czekać 40 lat, żeby komuś libido spadło i był w końcu kimś kto nie lata po babach, więc się nie muszę już niepokoić. Oceniając z perspektywy czasu, jestem niezmiernie zadowolona, że nie przetrwały moje młodzieńcze miłości, które w zasadzie zawsze oparte są nie na realnym dopasowaniu, tylko na wyobraźni i innych bzdurach. Bogowie, jak jestem wdzięczna, że nie wpakowałam się wtedy w jakiś bzdurny, romantyczny związek „na zawsze”. Teraz byłabym pewnie na dnie deprechy z myślą „o matko, to niemożliwe, że to już wszystko i tak będzie do końca życia”. Żyję tak, jak chcę, z facetem, który też się cieszy, że jestem. Fantastyczne uczucie.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s