Archiwum dnia: 6 lipca, 2018

Przychodzimy, odchodzimy, leciute艅ko, na paluszkach!

Nie na darmo si臋 m贸wi, 偶e staro艣膰 si臋 Panu Bogu nie uda艂a!

Moja Mama 19 miesi膮c le偶y w 艂贸偶ku nie maj膮ca na nic si艂y.

Mocne serce nie daje Jej odej艣膰 na wieczny odpoczynek, a wszyscy s膮 zm臋czeni do granic mo偶liwo艣ci.

Tak trudno patrze膰, 偶e聽 choroba uwi臋zi艂a Mam臋 we w艂asnym ciele, a odchodzenia nie wida膰.

Zm臋czona jest Ona i zm臋czona jest rodzina i chyba ka偶dy z nas, gdzie艣 tam w g艂owie ma, aby w ko艅cu ten dramat si臋 sko艅czy艂!

19 miesi臋cy, to du偶o i dla Niej i dla nas, bo wszyscy padaj膮 na pysk – dos艂ownie.

Staro艣膰 i do tego nieuleczalna choroba, to jest najgorsza mieszanka tego nieszcz臋snego bycia na tej ziemi.

Jest taka dzielna w tej swojej chorobie, 偶e takiej dzielno艣ci 偶ycz臋 wszystkim, kt贸rzy musz膮 si臋 opiekowa膰 schorowanym rodzicem, m臋偶em, 偶on膮, czy te偶 swoim dzieckiem.

Taka opieka wysysa z opiekuna tak偶e si艂y i obni偶a odporno艣膰 psychiczn膮, bo trzeba by膰 z chorym przy 艂贸偶ku i zerka膰, czy aby nie nadchodzi ta ostatnia godzina, ostatni oddech, a to niszczy najbardziej.

Patrz臋 w telewizji i w realu na ludzi, kt贸rych choroba nie z艂o偶y艂a do 艂贸偶ka i聽 gdzie艣 tam w miar臋 funkcjonuj膮 z laseczk膮,聽 czy z balkonikiem, a mojej Mamie to zosta艂o zabrane przez wstr臋tnego raka.

Taka by艂a radosna, dzielna jeszcze 19 miesi臋cy temu i tak bardzo lubi艂a o w艂asnych si艂ach spacerowa膰, porozmawia膰 z lud藕mi na 艂aweczce, a tu ni z tego, ni z owego sta艂a si臋 warzywem, ale ma wci膮偶 sprawn膮 psychik臋 i to jest ewenement na skal臋 艣wiatow膮!

Taka notoryczna opieka ograbia z w艂asnego 偶ycia. Trzeba oby膰 si臋 od przyzwyczaje艅, sp臋dzania czasu, a tak偶e od czasu na odpoczynek. Wycie艅cza i do艂uje!

Wiem, 偶e nie grzesz臋 tym, i偶 chcia艂abym, aby Mama ju偶 odesz艂a i nie dla odpoczynku dla nas wszystkich, a dla Jej skr贸cenia m臋ki 偶ywota!

Bo gdyby staro艣膰 wygl膮da艂a tak jak w poni偶szym wierszu, to by艂oby cudnie i nawet weso艂o, ale聽 staro艣膰 nie dla wszystkich jest 艂askawa.

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania staruszek w parku

SMUTKI I RADO艢CI OBJAW脫W STARO艢CI !

Id臋 ulic膮 – kto艣 mi si臋 k艂ania.
Oddaj臋 uk艂on – znam przecie偶 drania:
ta twarz, ten u艣miech i ten b艂ysk w oku …
To mi艂y facet, znam go od roku.
Jak偶e u diab艂a on si臋 nazywa?
… Dziura, w pami臋ci. Czasem tak bywa.
Wtedy my艣l smutna w g艂owie si臋 rodzi:
Nic nie poradzisz – staro艣膰 nadchodzi.

Z trzeciego pi臋tra schodz臋 rado艣nie,
bo w kalendarzu ma si臋 ku wio艣nie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zw艂aszcza, 偶e s艂o艅ce i b艂臋kit nieba…
Gdy ju偶 po parku id臋 alei
nagle pot zimny koszul臋 klei,
bowiem pytanie w g艂owie mi tkwi:
czy aby kluczem zamkn膮艂em drzwi?
W 艣piesznym powrocie zn贸w my艣l si臋 rodzi:
Nic nie poradzisz – staro艣膰 nadchodzi.

Siedz臋 i czytam. Nagle my艣l 偶ywa
jakim艣 pragnieniem z fotela zrywa.
Robi臋 trzy kroki, staj臋 przy szafie
i jak to ciel臋 na ni膮 si臋 gapi臋 …
Poj臋cia nie mam, po co ja wsta艂em?
Czego tak bardzo i nagle chcia艂em?
Oj, coraz bardziej mi to ju偶 szkodzi,
偶e ta nieszcz臋sna staro艣膰 nadchodzi.

Jad臋 na urlop – prasuj臋 spodnie.
偶eby w艣r贸d ludzi wygl膮da膰 godnie.
Bior臋 walizk臋, p臋dz臋 nad morze …
Lecz tam zamiast 艣ledzi膰 dziewczyny ho偶e,
zamiast podziwia膰 pla偶owe akty …
…Czy wy艂膮czy艂em wtyczk臋 z kontaktu?
Mo偶e dom sp艂on膮艂? Strach we mnie godzi …
Tak to jest kiedy staro艣膰 nadchodzi.

呕eby nie znale藕膰 si臋 kiedy艣 w n臋dzy
zaoszcz臋dzi艂em troch臋 pieni臋dzy.
W du偶ej kopercie, zamkni臋tej klejem,
dobrze ukry艂em je przed z艂odziejem.
I teraz … ju偶 od paru miesi臋cy
nie mog臋 znale藕膰 moich tysi臋cy.
Ech, nie pojmiecie tego wy m艂odzi
jak mi艂o 偶y膰 gdy staro艣膰 nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych ch臋ci
nie zawsze mog臋 ufa膰 pami臋ci.
Wi臋c by jej pom贸c, a przez ni膮 sobie,
czasem na chustce w臋ze艂ki robi臋.
A potem jeden B贸g wiedzie膰 raczy
co kt贸ry w臋ze艂 ma dla mnie znaczy膰?
Cho膰 mi si臋 nawet nie藕le powodzi,
wci膮偶 mam k艂opoty. Staro艣膰 nadchodzi.

Dwa razy dziennie – raz przy 艣niadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
za偶ywam leki, tabletki bia艂e:
cztery po艂贸wki i cztery ca艂e.
Cz臋sto si臋 piekl臋 /bom nie anio艂em/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wzi膮艂em?
T臋 gorycz kl臋ski w膮tpliwie s艂odzi
wiedza, 偶e oto staro艣膰 nadchodzi.

呕uj臋 kolacj臋 – w niej pol臋dwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej staro艣ci …
Czy ona musi stale nas z艂o艣ci膰?
Przecie偶 jest pi臋kna. Masz sporo czasu …

Chcesz i艣膰 nad wod臋, albo do lasu,
to sobie idziesz – nikt ci nie broni.
Z 艂贸偶ka zbyt wcze艣nie te偶 nikt nie goni,
bowiem nie musisz p臋dzi膰 do pracy
jak wszyscy twoi m艂odsi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwy偶ki pensji ju偶 nie wyprosisz,
nale偶n膮 ga偶臋 poczta przynosi …

Spokojnie patrzysz jak 艣wiat si臋 zmienia,
gdy偶 wiek ci daje m 膮 d r o 艣 膰 spojrzenia …
Wi臋c wiwat staro艣膰! Niechaj nam s艂u偶y,
nawet gdy troch臋 chwilami nu偶y.
Bowiem – jak s膮dz臋 – w tym jest rzecz ca艂a,
by jak najd艂u偶ej ta staro艣膰 trwa艂a …

Wiersz Reinera Kerna „Das Alter kommt auf seine Weise” spolszczy艂 /i uzupe艂ni艂/ Tadeusz Rejniak