Archiwum dnia: Lipiec 11, 2018

Katolicy i polityka!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Nasz kościół przechodzi gruntowny remont fasady.

Od maja jest stawiane rusztowanie i odbywa się piaskownie cegieł jedna po drugiej.

Nie wiem dokładnie na czym, to polega, ale z pewnością nasz kościół odzyska swój blask.

W związku z tym wierni z ambony są przez Proboszcza nagabywani, aby wpłacać coraz więcej na ten remont i wpływa im na ambicję i manipuluje, że jeśli nie wpłacą, to spotka ich to, albo tamto, czyli będą żyli w grzechu!

Wiem to od pewnej osoby, z którą rozmawiałam i powiedziała mi, że ludziom nie chce się chodzić na msze, bo Proboszcz gada tylko o kasie i gani swoich wiernych, że tych pieniędzy jest wciąż za mało.

Tylko czekać, kiedy wierni ubędą z kościołów, tak jak zniknęły dzieci z podwórek i nastanie pustka.

Owy Proboszcz sobie wyliczył, że każda rodzina w mieście i w gminie powinna wpłacić na kościół 1 tysiąc złotych i niezależnie, czy to jest młoda rodzina, czy rodzina Seniora, który tyle pieniędzy dostaje emerytury za ciężkie lata pracy!

Po co ludzie chodzą do kościoła?

Chodzą po to by móc się pomodlić i usłyszeć słowa otuchy, wsparcia i rozgrzeszenia.

Jeśli tego nie otrzymują, to się zrażają i modlą się w swoich domach, bo ponoć Bóg jest wszędzie.

Jednak najgorsze jest to, że kościół brata się z politykami, co  jest bardzo widoczne i nagminne od 2015 roku, kiedy PiS doszedł do władzy.

08.07.2108 roku na Jasną Górę zjechali niemal wszyscy politycy PiS, a Premier Morawiecki zawierzył Polskę Czarnej Madonnie!

Politycy PiS robią sobie kampanię wyborczą w kościołach i wygadują takie androny, że nawet katolikom, to się nie podoba.

Szymon Hołownia streścił to, co wydarzyło się w Częstochowie i potępił te polityczne praktyki.

Ja się zgadzam z nim bardzo!

 

Nie wiem, czy ktoś kto to już dziś z katostrony powiedział głośno, jeśli tak – to sorry, ale ja też powiem.

Ależ oczywiście, że do kościoła może przyjść każdy. Prostytutka, dziennikarz, prezydent, rzeźnik i przedszkolanka – każdy ma prawo czuć się tu, jak u siebie w domu.

Nie zapominając, rzecz jasna, że jest to również dom innych. A przede wszystkim Boga, który (patrz historia z wywracaniem straganów) chyba nie bardzo lubi być traktowany jak scenografia dla różnych sprzedawców cudów na kijaszku.

Bo to po prostu nie jest ta branża. To wspaniałe, że premier rządu, chrześcijanin jak ty i ja, chodzi do kościoła. To jednak ciężka patologia, gdy premier – jako premier – w tym kościele przemawia. Premier, prezydent, minister, poseł, sprzedawca wycieczek, akwizytor śmiejżelków. Morawiecki, Komorowski, ludowiec czy kukizowiec, nie ma znaczenia. Bo w polityce partyjnej – a taką mamy i kochamy – polityk to zawsze sprzedawca. I w kościele nie głosi kerygmatu, a przemawia do elektoratu. Głosi nie Zmartwychwstałego, a swoją partię, jej ideologię i siebie. A ja idąc na Eucharystię, idę do Jezusa, nie do salonu sprzedaży, na partyjny event, na państwowe akademie. Świat nim nie jest (a szkoda), ale tu jest rezerwat Ewangelii.

To zaskakujące, że w XXI wieku trzeba to jeszcze komuś tłumaczyć. Kościół jako taki próbuje się przed tym jakoś bronić (patrz cytowana przeze mnie do znudzenia instrukcja „Redemptionis Sacramentum” wyraźnie zabraniająca łączenia celebracji Eucharystii ze „sprawami świeckimi”), ale widać niektórzy jego przedstawiciele nie mogą się oprzeć przed myślą, że ołtarz to ich prywatne ranczo, na które mogą zaprosić bohaterów swoich ulubionych seriali, zrobić sobie z Eucharystii domówkę dla fanów.

Idąc do kościoła – któregokolwiek, gdziekolwiek – nie chcę się zastanawiać, czy akurat dziś spotkam tam politycznego domokrążcę, wpadnę w pole rażenia nawiedzonego kibola (nawet jeśli ubrał sutannę). Czy dajmy na to gościa z truchłem jakiegoś stworzenia, przekonanego, że Dobra Nowina (którą Jezus nakazał głosić „całemu stworzeniu”), nakazuje zabijać lisy i przynosić je Panu i On się wtedy cieszy, bo nic go tak nie cieszy jak dobrze strzelony, martwy lisek (On jest takim miłośnikiem życia, że tylko przez przypadek tych lisów od razu nie stworzył martwych). Bo ja na przykład wolę lisy żywe i widok takich umajonych truchełek w kościele obraża moje uczucia religijne bardziej niż siedem Nergali, bo nie szydzi z Ewangelii, co ją wypacza.

Nikt nie stawia granic tym profanacjom, biskup Dydycz dalej swawolnie wygaduje bzdury. Nikt nie rozumie, że tu nie chodzi o to, by komuś zabraniać wstępu do kościoła, ale o to by nie zanieczyszczać Ewangelii naszymi politycznymi czy hobbystycznymi partykularyzmami (jakiekolwiek są), bo jak się ją raz zanieczyści, jak się raz zdogmatyzuje swoje własne fantazje (czy obsesje), to to – a nie Ewangelia – może kogoś odstraszyć od Jezusa. A to się nazywa zgorszenie, a za to Ewangelia proponuje kamień u szyi i etc.

Nie dziwię się ludziom, którzy widząc takie herezje rezygnują z uczęszczania do kościoła, ja nie rezygnuję, bo na szczęście znam w nim miejsca, w których serwowana jest czysta Ewangelia, dam sobie radę. Tylko ludzi mi szkoda i Kościoła mi szkoda. Bo Kościół – tysięczny raz to piszę – który bierze ślub z jakąś partią zostaje wdową po następnych wyborach (albo po jeszcze następnych, to nie ma znaczenia. Kościół, który dogmatyzuje czyjeś dziwne hobby to parodia Kościoła. Tego ślubu nie braliście w moim imieniu, nie wierzę w te wasze dogmaty. Idźcie z tym sobie gdzie indziej i nie róbcie z wiecie czego wiecie czego.

Dziękuję za uwagę. 🙂

Na zdjęciach: Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę oraz Pielgrzymka Myśliwych do Sanktuarium Matki Bożej Tuchowskiej.

Fot. TV Trwam.
Fot. Łowiec Tarnowski.

Zdjęcie użytkownika Szymon Hołownia.
Zdjęcie użytkownika Szymon Hołownia.

 

Reklamy