Archiwa miesięczne: Wrzesień 2018

Depresja – czyli weź się w garść!

Weź się w garść. Zrób coś ze swoim życiem.

Jesteś silny/a tylko ci się nie chce.

Wszyscy ludzie cierpią, nie jesteś jedyny/a. Takie słowa są najczęściej kierowane do tego kogoś, kto nagle traci chęć do życia.

Nie wiedzieć kiedy, zapada się w siebie i nic go już nie cieszy.

Nagle pochyla się i garbi, a przedmioty lecą mu z bezradności i braku siły na podłogę.

Wyraz twarzy się zmienia i widać na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak chęci do życia.

Myśli się plączą i nagle chory na depresję zatraca się w swoim smutku i beznadziejności.

Nie umie wytłumaczyć otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, że nie ma chęci dalej żyć i wszystko straciło dla niego sens.

Najczęściej ucieka w sen, albo też cierpi na wielkie pokłady bezsenności.

Często pojawia się nadmierne obżarstwo, albo kategoryczne odmawianie posiłków.

Jest wiele odmian depresji i zdiagnozować tę właściwą, to dla lekarza jest wielką sztuką, jeśli w ogóle pacjent zdecyduje się na takie leczenie.

Wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że pojawienie się przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku – jestem chory psychicznie i za chwilę wszyscy będą o tym gadać.

Będę skreślony/a i nie nigdzie nie dostanę pracy, albo wszyscy się ode mnie odsuną.

Zostanę sam/a.

Jak pomóc osobie chorej na chorobę duszy? Jak poprowadzić i wyciągnąć rękę ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomoże.

Jakie uruchomić mechanizmy, gdzie skierować, aby zajęli się nim, nią specjaliści i wyciągnąć z tego czarnego dołka.

Najczęściej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry.

W dobie Internetu, wpadamy więc do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie – chcemy pomóc, bo zależy na na nim, niej.

Na naszym dziecku, mężu, żonie, czyli na  naszym bliskim.

Jesteśmy zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierować tak chorym, aby do nas wrócił.

Jeśli uda nam się namówić chorego do wizyty u lekarza, najczęściej po wstępnym wywiadzie, otrzymuje chory receptę na leki, czyli tzw. antydepresanty. 

Jest nadzieja, że leki te od razu sprawią, że chory poczuje się lepiej i złapie pierwszy oddech od wielu miesięcy i zacznie patrzeć optymistyczniej na świat.

Jednak często tak bywa, że lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czuć się lepiej, wpada jeszcze w większy dół.

Druga i kolejna wizyta, a efektów brak i wówczas lekarz rozkłada ręce i wypisuje skierowanie do szpitala.

Jeśli u chorego pojawiają się myśli samobójcze, tym szybciej należy umieścić chorego w placówce zamkniętej, na obserwacji.

I tu zaczyna się dramat. Widziałam różne szpitale w swoim życiu.

Wielkie sale, zastawione kilkoma łóżkami i przy nich malutka szafeczka.

Nikt nie oddziela ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ciężkie przypadki, od ludzi z nadzieją na wyleczenie.

Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie leków do karty i tyle.

Nagle słyszy się na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wiązanie w pasy.

Nagle chory narażony jest na niewyobrażalny stres sytuacyjny.

Nie może się odnaleźć, bo nie ma w tym miejscu cichego miejsca, gdzie mógłby się odizolować.

Nie obchodzi to żadną pielęgniarkę i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego przeżywania.

Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzinę, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo dłużej tego nie wytrzyma.

Widziałam też szpital, gdzie jedyną rozrywką dla chorego jest palarnia i mocna kawa.

Gdzie spotykają się ludzie, aby opowiedzieć sobie jak spędzili noc.

Czy leki działają, czy też powodują większe rozdrażnienie.

Spotykają się w tej palarni, aby pogadać, pomilczeć, popłakać.

Nikt z personelu tam nie zagląda i nikt nie wspomina o tym, że w szpitalu palić nie wolno.

Nikt nie jest w stanie zlikwidować palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdyż palarnia działa jak pokój psychoterapeutyczny.

Widziałam jeszcze jeden szpital, chyba zbliżony najbardziej do cywilizowanych warunków.

Pokoje ładnie udekorowane. Każdy ma swój kawałek podłogi.

Nie ma w nim przypadków skrajnych.

Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa się w pasy.

Chorzy są pod ciągłą opieką lekarza i psychologa.

Ułożony grafik zajęć, sprzyja samodyscyplinie. Powstają grupy wsparcia.

Chorzy uczęszczają na zajęcia z muzyką, tańcem, a także muszą ćwiczyć na sali sportowej.

Psychoterapia w kółku, powoduje większe otwarcie się na problemy innych ludzi, co wywołuje różne emocje, zmuszając chorego do współodczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie.

Długie spacery po parku, rozmowy z zaprzyjaźnioną grupą i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drogę ku uzdrowieniu.

Widziałam ludzi po takiej kuracji, że na twarzach chorych pojawiała się chęć do życia.

Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że są w Polsce jeszcze i dobrze się mają, szpitale skostniałe, niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresję podciąga się pod chorobę psychiczną, najcięższego gatunku.

Powinno się to zmieniać i powinno się o tym mówić bardzo głośno!

Piszę o tym też dlatego, że ostatnio usłyszałam zarzut, który uderzył we mnie jak młot.

Usłyszałam, że nie byłam u swojej Mamy przez 4 lata w jakimś tam okresie mojego życia.

Odpowiedziałam, że mogło tak być, ale te 4 lata kosztowały mnie walkę o siebie i nikt, kto nie chorował na depresję nie zdaje sobie sprawy z tego, że często to trwa latami.

Wpada się z taki stan, że nie chce się człowiekowi myć, czesać, malować.

Nie chce się  ładnie wyglądać i sprzątać, bo nic się nie chce, a najbardziej chce się umrzeć i skończyć tę wegetację.

Moja pani doktor wysłała mnie do tego dobrego szpitala, całodobowego z psychoteriapią i dopiero tam małymi kroczkami otrzeźwiałam i zrozumiałam, że jestem czegoś tam warta i nie odstaję niczym od ludzi zdrowych.

To było moje koło ratunkowe, z którego na siłę skorzystałam i jestem od kilku lat wśród żywych.

Jednak nie wszycy tak postępują i tkwią latami w bólu i cierpieniu i tu zapłaczę nad losem, kiedyś pięknej Elżbiety Dmoch, która śpiewała „Windą do nieba”, a która odcięła się od świata po przeżyciach i odtrąca wszelką pomoc.

Depresja, zaraz po raku jest najbardziej, okropną chorobą.

Bolesne rozstanie

Po dawnej sławie nie zostało nic. Elżbieta Dmoch na nowych zdjęciach nie przypomina zjawiskowej gwiazdy sprzed lat.

Wybrała życie w samotności

„Już mi niosą suknię z welonem, już Cyganie czekają z muzyką” – śpiewa Elżbieta Dmoch w słynnym utworze „Windą do nieba”. Piosenka o wielkim smutku i nieszczęśliwej miłości stała się paradoksalnie hitem każdego wesela. Dmoch nie mogła wiedzieć, że słowa tego utworu staną się dla niej prorocze.

Do sieci trafiły zdjęcia paparazzi, na których widać Elżbietę Dmoch. To pierwsze zdjęcia, odkąd pojawiła się wiadomość o tym, że zdecydowała się na życie w samotności. Nic dziwnego, że wywołują sensację. Elżbietę Dmoch wielu z nas pamięta jako piękną kobietę, która pięła się po szczeblach kariery. Już dawno wybrała dla siebie inną drogę. Z daleka od luksusów, sławy, mediów i zainteresowania dawnych fanów.

Dmoch sfotografowano podczas zakupów w osiedlowym sklepie spożywczym. Gumowe klapki, przetarte rajstopy, wyciągnięte spodnie i krótki T-shirt, który odsłaniał brzuch. Na pierwszy rzut oka wygląda na zaniedbaną kobietę, która dawno przestała przejmować się swoim wyglądem. Potargane, niechlujnie ułożone włosy dopełniają obrazek nieszczęścia. Ale osoby, które ją widziały, zwracają uwagę na zupełnie co innego. – Poszła do sklepiku mieszczącego się przy jej bloku. Wyglądała bardzo dobrze. Była w czystych ciuchach, a na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Pani Elżbieta zrobiła zakupy i widać było, że polepszyło się jej materialnie – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z klientów sklepu.

Kilkanaście lat temu Elżbieta Dmoch przeszła załamanie nerwowe, wpadła w głęboką depresję. Przestała pracować, występować na scenie, żyła jedynie z oszczędności. Maria Szabłowska, znana dziennikarka telewizyjna i radiowa, mówiła w wywiadach, że Dmoch przestała płacić składki na ZUS. Nie przyjmowała też pieniędzy, które zbierali dla niej przyjaciele. Mieszkała sama w niewielkim mieszkaniu, które w końcu musiała opuścić ze względu na to, że nie płaciła czynszu. W 2005 roku jej losem zainteresowali się dziennikarze Uwagi TVN.

Dmoch nie zgodziła się porozmawiać wtedy z dziennikarzami Uwagi. Od lat konsekwentnie unika mediów. Dziennikarze poinformowali, że mieszka w fatalnych warunkach w maleńkim domu na wsi. Odizolowała się od świata, nie chce nikogo widywać, odmawia pomocy lekarzy i pracowników opieki społecznej. – Dziwi się, czemu zakłócamy jej spokój. Pyta, czy zrobiła coś złego, skoro do niej przychodzimy. Czy mamy jej pomagać na siłę, czy zostawić samej sobie, jeśli wybrała taki sposób życia? – mówiła Elżbieta Klimkowska z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Tarczynie. Dmoch wielokrotnie oferowano pomoc finansową. Ze wszystkich pieniędzy rezygnowała. Utrzymuje się tylko i wyłącznie z tantiem wypłacanych przez Stowarzyszenie Artystów i Wykonawców Utworów Muzycznych. – Bardzo skrupulatnie sprawdza, czy są to tantiemy, które jej się należą, a nie pomoc, której się jej udziela. Doszła do wniosku, że niczego więcej nie chce od świata i nie chce, by świat czegoś od niej chciał – mówił z kolei Jacek Skubikowski, prezes Stowarzyszenia.

Był koniec lat 60., gdy Elżbieta Dmoch zaczęła współpracować z Januszem Krukiem. W 1971 roku na rynku muzycznych pojawiło się ich wspólnego dziecko – zespół 2 plus 1. Królowali na polskich estradach i to dosłownie. Elżbieta miała wtedy 17 lat, Janusz 22. Oboje byli po przejściach. Ich duet podbił serce Polaków w zawrotnym tempie. Przeboje, koncerty, wielka sława. – Sami ledwo to wytrzymywaliśmy, a ona robiła dwa razy więcej – wspomina Cezary Szlęzak, były współpracownik Dmoch, przyjaciel artystki w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim”. – W Niemczech mieliśmy własne półki w sklepach muzycznych. W Japonii byliśmy na listach przebojów. Zagraniczni menadżerowie dobijali się bez przerwy. Jak jej zrobili sesję zdjęciową, to na sześćset fotografii – dodaje. Wspomina, że 2 plus 1 mieli już zamówiony koncert w Iraku, ale wojna przekreśliła występ artystów.

To ona zaśpiewała „Windą do nieba”, „Choć pomaluj mój świat” czy „Czerwone słoneczko”. W 1974 roku Elżbieta otrzymała tytuł Miss Obiektywu. Drugi raz ten tytuł przyznano jej w 1976 roku na Festiwalu w Opolu. Była zjawiskowa, hipnotyzująca, naturalnie piękna i ludzie to doceniali. W 1979 roku Dmoch otrzymała jedno z najbardziej wyjątkowych odznaczeń – Srebrny Krzyż Zasług. Była na szczycie. Stała się legendą PRL-u. Mówiło się, że ona i Janusz Kruk tworzą najpiękniejszą parę wśród polskich artystów. Pobrali się jeszcze w 1973 roku. On miał już wcześniej żonę i dziecko. Dla Elżbiety postanowił zostawić rodzinę. Ale ich szczęście nie trwało długo.

 

Jak wspomina Szabłowska w jednym z wywiadów: „Janusz był rozrywkowym facetem. Drzwi się nie zamykały, przyjaciele do nich lgnęli”. Kruk w końcu postanowił opuścić piosenkarkę dla innej kobiety. To była druga połowa lat 80. Rozwiedli się dokładnie w 1989 roku. Podobno pozostali w przyjacielskich stosunkach, ale w mediach krążyły liczne plotki o kolejnych romansach Kruka. Elżbieta wierzyła jednak, że kiedyś do siebie wrócą. Janusz był jej największą miłością. W 1992 roku mężczyzna zmarł na zawał serca. Wtedy wokalistka przeżyła załamanie nerwowe i wycofała się z życia publicznego. Zaszyła się na wsi i rzadko dopuszczała do siebie ludzi. Wróciła na scenę tylko raz – w 1998 roku. Publiczność przyjęła ją owacjami na stojąco. – Ela była tak zachwycona, że byliśmy pewni, iż ją odzyskaliśmy. Niestety, choroba znów dała o sobie znać – mówiła Szabłowska w rozmowie z „Na żywo”.

https://gwiazdy.wp.pl/po-dawnej-slawie-nie-zostalo-nic-elzbieta-dmoch-na-nowych-zdjeciach-nie-przypomina-zjawiskowej-gwiazdy-sprzed-lat-6299155448477313g/3

 

Nie przypomina dawnej siebie

Reklamy

„Dziwny jest ten świat,  Gdzie jeszcze wciąż,  Mieści się wiele zła” Czesław Niemen

Znalezione obrazy dla zapytania głodne dzieci

Dziwny jest ten świat, 
Gdzie jeszcze wciąż, 
Mieści się wiele zła. 
I dziwne jest to, 
Że od tylu lat, 
Człowiekiem gardzi człowiek. 

Tak śpiewał nas nieodżałowany Czesław Niemen.

Moja dusza krzyczy na niegodziwości, które opanowały nasz świat, bo ludzkość wciąż przymyka oczy na światowy głód i na światową pedofilię.

Wybaczcie, że dość często piszę o pedofilli, ale dla mnie świętością jest nie Pan Bóg, a dziecko!

Dziecko powinno być pod szczególną ochroną ludzkości, bo dziecko niczemu nie jest winne i kiedy rodzi się dziecko, to jest największy cud świata i nie ma innego, ważniejszego.

Dziecko się rodzi i jest jak czysta kartka papieru i tylko od dorosłych zależy jakie czeka go życie, a ma go przed sobą bardzo dużo i każde dziecko zasługuje na szczęśliwe życie w swoim środowisko.

Jednak tak nie jest, bo w czasach cywilizacji, sięgania w kosmosie do najdalszych planet, to z reguły dziecko cierpi najbardziej, jako bezbronne i często wykorzystywane przez dorosłych.

Istnieją na świecie bardzo bogate metropolie, które dbają tylko o swój interes i zapominają o ludziach biednych i niedożywionych, choć świat wytwarza bardzo dużo żywności, która jest niszczona i nie dociera ona przede wszystkim do dzieci.

Dziś w tv zobaczyłam najdroższe buty świata, które na naszą walutę kosztują 60 milionów złotych, które powstały z ciężkiej pracy biednego człowieka, ale świat o tym nie pamięta i się zachwyca.

Znalezione obrazy dla zapytania najdroższe buty świata

 

Wszystkie dobra na tym świecie zrodzone są z ciężkiej pracy zwykłych, często biednych ludzi, którzy wydobywają złoto, szukają diamentów, aby zaspokoić ego tych bogatych. Robią to, aby przeżyć!

Weźmy taki Dubaj, który ocieka złotem i diamentami, w którym, to jest masa bogaczy żyjących ponad stan, ale nie podzielą się oni z biednymi i nie nakarmią biednych dzieci.

Egoizm świata jest porażający i tak trudno się z tym pogodzić, że Bóg nad tym nie czuwa i ma ten stan głęboko gdzieś.

Z oceanów wyławiane są ryby, które trafiają na prestiżowe targi, na których kupcy się licytują, aby tylko zaspokoić najlepiej podniebienia bogaczy, kiedy na świecie dzieci walczą o marną miskę z byle jakim jedzeniem.

Chce się krzyczeć, kiedy na Placu w Watykanie zbierają się tysiące ludzi, którzy nie wiedzą, że Watykan jest największą pralnią brudnych pieniędzy i się tam żarliwie modlą.

Modlą się do mafii, która nie dba o wiernych i dopuszcza do pedofilli w swoim środowisku, kryjąc tych drani w sutannach.

 

FAKTY NA TEMAT ŚWIATOWEGO GŁODU

– Na świecie głoduje prawie 800 milionów ludzi.

– Mieszkają oni głównie w Afryce Południowej, Ameryce Południowej, Azji.

– Współczesna ekonomia jest w stanie rozwiązać problem głodu.

– Światowe zasoby żywnościowe przewyższają o 100% potrzeby planety.

– Połowa światowej produkcji żywności jest wyrzucana.

– Do wyżywienia „głodnego świata” wystarczy 37 mld dolarów. Tylko we Włoszech rocznie wyrzuca się jedzenie warte 34 mld Euro.

– Problem głodu na świecie to problem moralny, a nie ekonomiczny.

http://www.hungergenerat

Tymczasem daleko od Afryki w kościele katolickim tak krzywdzone są dzieci, które ja nazywam największym cudem i jak mam nie krzyczeć i milczeć?

Co zrobił dzieciom irlandzki Kościół katolicki

Katarzyna Surmiak-Domańska
250 placówek, które przez lata funkcjonowały w świadomości Irlandczyków jako azyle dla zaniedbanych dzieci, było w rzeczywistości siedliskami sadyzmu, którego dopuściło się ponad 800 członków męskich i żeńskich kongregacji zakonnych.

Wstyd i zażenowanie!

Podobny obraz
Dobrali się jak w korcu maku, a chodzi tu o parę Adriana i Agaty!

Oni nie powinni wcale wychodzić z Pałacu Prezydenckiego, bo kiedy tylko go opuszczą, to jest kupa śmiechu przez łzy!

Jeszcze dobrze kiedy te łzy rozpaczy lejemy w Polsce, ale kiedy historia dzieje się za granicą, to ja chowam się ze wstydu w swojej dziupli i nie przyznaję się, że oto ta para mnie w świecie reprezentuje. Nas Polaków!

Jeszcze znośne jest to, że te gafy popełniają na naszej, udeptanej ziemi, ale kiedy jadą w teren i zachowują się jak para clownów, to dla mnie jest to afront i kurde ogromne zawstydzenie. Nie wiem gdzie mam się schować z tego wstydu właśnie i zażenowania.

Polona na całym świecie już wie, że w Polsce jest łamana Konstytucja i Polona przywdziewa koszulki z napisem Konstytucja i głośno krzyczy na znak protestu!

Co robi nasza para, czyli Adrian i Agata?

Machają rączkami, klaszczą, przytupują, posyłają buziaczki i tańczą zaraz po wyjściu z limuzyny i to jest ich kardynalny błąd, bo oboje nie mają klasy, tak jakby słoma z butów nie wyszła im przez 4 lata!

Gdyby Adrian nie łamał polskiej Konstytucji, to nie byłoby takich protesów i to jest jasne jak słońce.

Jednak notoryczne łamanie Konstytucji skutkuje takim zachowaniem się Polonii i ośmiela do tworzenia memów w zastraszającej ilości!

Z ropaczy taki wierszyk, mój nieudolny, a niżej podsumowanie tańcowania Agaty w Nowym Jorku, bo ja nie jestem specjalistką od mowy ciała polityków!

Z polskiego podatnika kasy,
Agata nabrała wielkiej klasy.
Za oceanem pięknie podskakuje
i macha rączką oraz tańcuje!
Co Polak na to?
Puka się w głowę i pyta,
co się stało z tą Agatą?
„Swawola karnawałowa”. Ekspert zobaczył film z Agatą Dudą i łapie się za głowę”

Wydawało się, że obecnie urzędująca polska para prezydencka nie może już niczym zaskoczyć opinię publiczną. A jednak takie myślenie było błędem. To, co zrobiła w Nowym Jorku Agata Kornhauser-Duda, nadaje się nie tylko na temat mema albo GIF’a, ale powinno być obrazkiem w podręczniku do etykiety podpisane hasłem „zakazane”.

Para prezydencka zdaje się coraz gorzej znosić krytykę. Andrzej i Agata Dudowie nie potrafią utrzymać nerwów na wodzy, gdy spotykają protestujących skandujących słowo „konstytucja”. Tak było w tym tygodniu w Nowym Jorku, gdzie małżonka prezydenta wykonywała dziwne gesty wobec demonstrującej Polonii.

Przypominały one dyrygowanie tłumem w rytm okrzyków. Całe zajście nagrali obecni tam dziennikarze i protestujący. Film rozszedł się już po internecie i jest szeroko komentowany. Głównie negatywnie.

„Czy państwo Duda przypadkiem się o coś nie założyli? Na przykład, kto zrobi większy obciach za granicą”, „Każda dama jest kobietą ale nie każda kobieta jest damą. Co widać na powyższym obrazku”, „Też nie rozumiem tej kobiety, jej zachowań, jej milczenia wtedy kiedy oczekiwane jest jej zdanie w danym temacie a za to pokrzykiwanie w kfc” – pisali o zachowaniu Agaty Kornhauser-Dudy internauci.

Pokazaliśmy nagranie doktorowi dr Januszowi Siborze, znawcy protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego.

Jakie jest pana wrażenie po obejrzeniu tego filmiku?

Przed obejrzeniem tego nagrania myślałem, że chodzi o ten trik, który od ponad roku wykorzystywany jest przez prezydenta i jego żonę, czyli o pozdrawianie protestujących. Tymczasem mamy tutaj do czynienia z inną sytuacją. Małżonka prezydenta wychodząc z samochodu swoim zachowaniem włącza się w rytm manifestacji.

Włącza się w rytm? Co ma pan na myśli?

Agata Kornhauser-Duda miała do wyboru dwie opcje zachowania się w tej sytuacji. Pierwszą: jako osoba towarzysząca prezydentowi podczas wizyty zagranicznej nie powinna włączać się w demonstrację i nie powinna reagować. Po prostu wysiąść z samochodu i udać się do środka budynku. Takiego zachowania wymagają zresztą przepisy etykietalne, które są jednym z działów protokołu dyplomatycznego.

Drugą, rzadziej praktykowaną, byłoby podejście do protestujących i rozmowa z nimi. Istnieje taka opcja w polityce. Ale jako że towarzyszyła prezydentowi i była to sytuacja na tyle oficjalna, nie mogła tego zrobić. Tak jak np. Steinmeier nie mógł podejść do protestujących na targach książki w Warszawie, bo był gościem prezydenta.

Więc wybrała trzecią opcję…

Tak. Nie wiadomo dlaczego. Jej zachowanie nie mieści się w kanonach takiej ogólnoświatowej powściągliwości. Małżonki prezydentów wypełniają funkcje etykietalne, protokolarne, bo towarzysząc mężom stają się osobami oficjalnymi. I teraz trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jej zachowanie mieści się w kanonach etykiety dyplomatycznej?

A mieści się?

Nie, ponieważ wiemy jak jej zachowanie powinno wyglądać. Tymczasem widzimy, że żona prezydenta Dudy chciała swoimi gestami zneutralizować lub nawet wykpić demonstrujących. Jej zachowanie przypomina trochę „swawolę karnawałową”, takie chwilowe wyjście ze swojej roli małżonki prezydenta.

Pani Duda „ściąga” na chwilę swoje szaty i przyłącza się do protestujących – zmienia rolę. Zapewne było to zachowanie spontaniczne, ale z całą pewnością nie było dostojne. Spowodowało, że podsycone zostały płomienie konfliktu politycznego w Polsce. Małżonka pana prezydenta uczestniczy w tym konflikcie w sposób niewerbalny.

Chciała w ten sposób okpić protestujących?

Małżonka prezydenta próbowała tworzyć alternatywną rzeczywistość. Być może w ten sposób chciała nieco zneutralizować protest. Widzimy jakąś próbę dyrygowania protestującymi. Trochę to przypomina karnawałową zmianę ról. Już słyszę tę narrację. A na poważnie to widzimy przecież jak to wyglądało.

Czy zna pan przypadki, kiedy żony prezydentów innych państw zachowywały się w podobny sposób jak w tym momencie polska pierwsza dama?

Nie znam przypadków, żeby małżonka prezydenta, którego wypowiedzi są kontrowersyjne i krytykowane, włączyła się do takiego kontestowania opinii publicznej. Owszem w historii ostatnich prezydentów Francji były sytuacje trudne np. przypadki problemów małżeńskich – w związku Nicolasa Sarkozy’ego – ale rozgrywały się one poza widokiem opinii publicznej.

Michelle Obamie zdarzyły się dwie wpadki modowe i słynne obejmowanie królowej Elżbiety II, ale jeśli chodzi o zachowanie, to nie przypominam sobie takich sytuacji. Poza tym, to byłbym ostrożny z określeniem „pierwsza dama”.

Dlaczego, przecież to nazwa jej funkcji, prawda?

Pojęcie „pierwsza dama” przywędrowało do nas z Ameryki. Współcześnie „jakość” tego wyrażenia ustaliła Michelle Obama, która zabierała głos we wszystkich ważnych debatach publicznych i realizowała programy edukacyjne adresowane do milionów młodych ludzi. Pierwsza dama to nie tylko forma, ale i treść. Wydaje mi się, że to określenie jest wartościujące i kolokwialnie przyjęło się nazywać nim żonę prezydenta.

Popełniamy błąd mówiąc np., że żona prezydenta chodzi boso po Pałacu Prezydenckim, co było nota bene nieudaną próbą ocieplania jej wizerunku, w momencie kiedy ona nie wypowiada się np. o sytuacji kobiet lub o tym, czym żyje opinia publiczna.

Przywołać można tutaj przykład protestu niepełnosprawnych. Owszem, ujrzeliśmy jej wizytę w Sejmie, ale i pośpieszne wyjście z niego oraz brak rozmowy ze społeczeństwem za pośrednictwem mediów. Zadaniem pierwszej damy jest budowanie mostów, a nie okopów. Jest przecież wiele obszarów, poza czystą polityką, które łączą, a nie dzielą.

Więc żona prezydenta Dudy nie zasługuje na to miano…

Przecież to my płacimy podatki, które pokrywają również funkcje reprezentacyjne żony prezydenta. A wypracowany przez Pałac Prezydencki model funkcjonowania małżonki głowy państwa ogranicza się w tym momencie właściwie do dwóch czynności. Pierwszą jest towarzyszenie mężowi podczas wyjazdów zagranicznych, a drugą – starannie zaplanowana działalność PR-owska typu czytanie „Przedwiośnia”, czy podejmowanie dzieci z Inowrocławia.

Owszem, to też jest ważne, ale poprzeczka wisi o wiele wyżej. Trochę szkoda, bo minęły już trzy lata od zaprzysiężenia jej męża.

A jak jest w innych krajach? Gdybyśmy mieli porównywać, to kogo można nazywać tym określeniem?

Jeśli popatrzymy na Stany Zjednoczone to wszystkie pierwsze damy wypowiadały się na różne tematy związane z rodziną czy sytuacją kobiet, nie wyłączając tych najbardziej drażliwych. Nawet jeśli miały odmienne zdanie do większości opinii publicznej, to nie bały się go wyrażać. Powiem więcej, przecież byłe pierwsze damy w USA działają wspólnie organizując różnego typu konferencje i pomoc, np. zapraszając pierwsze damy przywódców z Afryki.

Nawet patrząc na małżonki poprzednich prezydentów Polski. To były nowoczesne, postępowe, otwarte na dialog i problemy społeczne oraz aktywnie działające kobiety. Np. pierwsza żona Mościckiego czy żona prezydenta Wojciechowskiego.

Tymczasem małżonka pana prezydenta unika wypowiadania się na tematy społeczne. I kiedy my nie słyszymy wypowiedzi w sprawach istotnych, to nadawanie rozgłosu sprawom pobocznym odczytać można jako niewłaściwe.

https://natemat.pl/250175,agata-duda-w-nowym-jorku-jak-zachowala-sie-zona-prezydenta-skandalicznie

Kościół na przestrzeni wieków!

Znalezione obrazy dla zapytania kler

Wojciech Smarzowski – polski reżyser w swoim nowym filmie pt. „Kler”, rozprawia się właśnie  z klerem w Polsce.

Sprawdziłam na stronie internetowej mojego kina, kiedy ten film będzie u mnie wyświetlany i okazało się, że 28 września 2018 roku o godzinie 20.30.

Dla mnie ta pora jest już dość późna, a więc do kina się nie wybiorę, a do tego nie jestem tak wściekle ciekawa tego filmu, bo dla mnie, to jest żadna nowość, co tam wewnątrz się wyprawia.

Pozostaje mi więc czekanie bez spinki, kiedy ten film będę mogła obejrzeć w domowym zaciszu na co sobie, spokojnie poczekam.

Jeśli będzie płatny na VOD, to zapłacę!

Już w niektórych miastach władze, łącznie z kościołem zapowiadają, że w ich mieścinie ten film nie będzie emitowany, bo mamy takie czasy, że kościół jest ściśle powiązany z władzą, a władza z kościołem, a więc nałożona jest już cenzura, co jest ogromnie śmieszne.

W dzisiejszych czasach, w dobie Internetu można filmy sobie przesyłać na płytkach, czy też na pendrivach i cenzura jest nikomu nie straszna.

Smarzowski ma nadzieję, że ludzom otworzą się oczy na to, co dzieje się w kościele, a ja uważam, że każdy, normalnie myślący, doskonale o tym wie i nie trzeba mu otwierać oczu przez reżysera i żadnej rewolucji ten film nie uczyni!

Katolik nie uwierzy w to, co zostało pokazane w filmie i na niego nie pójdzie, a ateista tylko pokręci głową i stwierdzi, że przecież o tych draństwach doskonale wie.

W kościele od wieków była korupcja, pedofilia, nałogi i zdziczenie, a to wszystko pod przykrywką facetów w sutannach, którzy też mają swoje rządze, tak jak każdy człowiek na tej ziemi.

Po wykonanej robocie zdejmują koloratki i jadą do burdelu, albo do klubu gejowskiego, choć zastrzegam nie wszyscy!

Sumując, to ten film nie jest dla mnie żadną nowością, choćby po przeczytaniu poniższego i nie ma się czym ekscytować!

Jeśli obejrzę ten film, to tylko dla wspaniałych, polskich aktorów i to by było na tyle!

Ale może warto obejrzeć jeszcze ten film!

Film jest lepszy, od produkcji Smarzowskiego!

Juliusz II, by zostać papieżem, przekupił biskupów biorących udział w konklawe. Stefan VII sprofanował zwłoki swojego poprzednika. Sykstus IV otworzył w Rzymie dom publiczny, z którego czerpał zyski. Paweł II lubił towarzystwo młodych mężczyzn, a Pius II pisywał erotyczne bestsellery.
Papież Pius II, fot. Album / Prisma/EAST NEWSFoto: Onet
Papież Pius II, fot. Album / Prisma/EAST NEWS

Papież na ławie oskarżonych

Proces sądowy wytaczany papieżowi przez innego papieża, to rzecz sama w sobie bezprecedensowa. Jeżeli dodamy do tego fakt, że oskarżony nie mógł się bronić, bo był martwy, sprawa staje się wstrząsająca.

Urzędujący w latach 928 – 931 papież Stefan VII nie przepadał za swoim poprzednikiem do tego stopnia, że nie pozwolił mu zaznać spokoju nawet po śmierci. W styczniu 897 roku zgotował nieżyjącemu papieżowi Formozusowi makabryczny proces, znany dzisiaj jako trupi synod.

– Po dziewięciu miesiącach od pochówku wygrzebano z ziemi trupa papieskiego – opowiada Mariusz Agnosiewicz, autor książki „Kryminalne dzieje papiestwa” – najwyższa hierarchia kościelna pod przewodem nowego papieża przez kilka dni znęcała się nad rozsypującym się papieżem.

Proces odbywał się w rzymskim kościele. Przed rozprawą papież nakazał ubranie zwłok nieszczęśnika w szaty pontyfikalne i usadowienie ich na tronie papieskim. Oskarżony oczywiście nie mógł się bronić, toteż w jego imieniu przemawiał obrońca. Adwokat musiał to być nienajlepszy, bowiem papieża uznano winnym wszystkich zarzucanych czynów: krzywoprzysięstwa, pożądania papiestwa, niezdrowych ambicji i naruszenia zasad kanonicznych.

Pośmiertnie anulowano wszystkie akty, decyzje i święcenia Formozusa. Odrąbano mu trzy palce, które za życia służyły do udzielania błogosławieństw. Trupa zrzucono z tronu, przebrano w szmaty i wleczono ulicami Rzymu. Aż do zbiorowego grobu z biedakami, w którym go złożono. Kilka dni później Stefan uznał wydany wyrok za niewystarczający. Nakazał ponowne wydobycie zwłok Formozusa z grobu i wrzucenie ich do Tybru.

Dołącz do nas na Facebooku

Mieszkańcy Rzymu zdali sobie sprawę, że ich pasterz jest niepoczytalny. W mieście doszło do zamieszek. Formozusa uznano za męczennika, a Stefana pozbawiono godności i wtrącono do więzienia, gdzie został uduszony. Z rzeki wyłowiono zbezczeszczone zwłoki Formozusa, które tym razem godnie pochowano. Wszystkie postanowienia trupiego synodu zostały odwołane.

Papieskie erotyki

Nie każdy papież realizował się prawniczo, jak opisany Stefan VII. Eneasz Sylwiusz Piccolomini (późniejszy Pius II) zanim zasiadł na Tronie Piotrowym, był poetą. Spod jego pióra wychodziły jednak nie piosenki religijne, lecz pikantna erotyka. Znakomitym przykładem twórczości Eneasza może być „Chrysis” z 1444 r. Komedia ta opowiada o dwóch korzystających z usług prostytutek duchownych, których smuci fakt, że ich partnerki mają innych klientów. Dzieło pełne jest miłosnych wyznań. „Mogę pozbawić się jedzenia i picia, ale nie seksu. Pragnę spać w ramionach mojej Cassiny, nawet jeśli cuchnie jak cap” – mówił o swoim uczuciu do kurtyzany jeden z bohaterów utworu. Inna książka Piusa II, równie sprośna „Opowieść o dwojgu kochankach” doczekała się kilkudziesięciu wydań i była jednym z najpopularniejszych ówcześnie bestsellerów.

Interesujące jest, skąd Pius II czerpał inspirację do pisania erotyków. Zapewne opierał się na własnym doświadczeniu, ponieważ lubił przygody miłosne. Mieszkanki Szkocji, w której przebywał jeszcze jako papieski przedstawiciel, uważał za „czarujące i łatwe do zdobycia”. Nie gardził mężatkami. Doczekał się zresztą dwójki nieślubnych dzieci.

Eneasz w końcu zmienił lubieżny tryb życia, według oficjalnej wersji – pod wpływem nawrócenia. Fragment listu papieża do jednego z księży stawia jednak owo „nawrócenie” pod znakiem zapytania: „Włos mi posiwiał, nerwy mam wysuszone, kości zmurszałe, ciało pokryte zmarszczkami. Żadnej kobiecie nie mogę służyć do rozkoszy i żadna mnie… Prawdziwie jest tak, że Wenus bardziej mnie unika, niźli ja jej.”

Wyścigi starców

Papież Paweł II również lubił towarzystwo pięknych kobiet. Młodych mężczyzn także. Jednak największą miłością papieża były… drogocenne kamienie. Kochał przepych, czemu dał wyraz choćby przywróceniem charakterystycznej, potrójnej korony papieskiej wysadzonej klejnotami. Jej wartość opiewała na 200 tysięcy złotych florenów, czyli około 40 milionów dzisiejszych dolarów.

Kosztowności stanowiły dla niego fetysz. Klejnoty zabierał ze sobą nawet do łóżka. Dotykanie ich sprawiało mu przyjemność, być może nawet większą niż widok tortur, które lubił oglądać leżąc na poduszkach i sącząc wino.

Paweł II był jednak lubiany przez mieszkańców Rzymu. Dał się poznać jako organizator hucznych imprez w okresie karnawału. Jedną z „najlepszych” zabaw było upokarzanie mniejszości. W 1468 r. zorganizował wyścigi, w których przymusowo ścigali się Żydzi, prostytutki, starcy, dzieci, garbaci, karły, osły i woły. Publiczność obrzucała uczestników wyzwiskami i kamieniami. „Zawodnicy” potykali się i upadali, ku radości gawiedzi. Za papieżem nie przepadali humaniści, którzy zawiązali przeciw niemu nieudany spisek. Papież w końcu zmarł na wylew, podczas zabawy z chłopcem.

Handel mężatkami

Gdyby miarą papiestwa był nepotyzm, Sykstus IV byłby z pewnością najbardziej papieskim z wszystkich papieży. Jego tradycyjnym prezentem rodzinnym była nominacja kardynalska. Z wielkim entuzjazmem obdarowywał krewnych wysokimi godnościami kościelnymi. W szczególności faworyzował swojego „siostrzeńca” – Pietro Riario, który w rzeczywistości mógł być jego synem. Podobnie zresztą jak Guliano della Rovere, późniejszy papież Juliusz II.

Sykstus był bardzo przedsiębiorczy. „Inwestował” w ludzi, niestety w sposób bardzo wyrachowany jak na Ojca Świętego – założył bowiem dom publiczny. Prostytutki (w tym także męskie) zapewniały papieżowi zysk w wysokości 26 tysięcy dukatów rocznie. Apostolskie wpływy były oczywiście znacznie większe, papież wprowadził bowiem podatek od księży posiadających kochanki oraz sprzedawał m.in. przywilej „przynoszenia pocieszenia pewnym matronom podczas nieobecności ich mężów”.

Kto pyta nie błądzi – odpowiedz na pytania naszych użytkowników

Sykstus IV miał swobodne podejście do dekalogu, szczególnie do piątego przykazania. Podczas wojny solnej gwarantował na przykład odpust zupełny każdemu, kto zamorduje Wenecjanina. Warto dodać, że to za jego pontyfikatu rozpoczęła się hiszpańska inkwizycja.

Papieskie orgie

Kronika wpływowego rodu Borgia pełna jest seksualnych ekscesów, przestępstw, oskarżeń o korupcję, przypadków nepotyzmu czy symonii. Mario Puzo poświęcił jej swoją ostatnią powieść sugerując, że była to pierwsza w historii rodzina mafijna. Nic więc dziwnego, że Rodrigo Borgia, który w 1492 r. zasiadł na tronie papieskim jako Aleksander VI, określany był mianem „diabelskiego emisariusza”.

Aleksander troszczył się nie tyle o zbawienie wiernych, co o doczesne zabezpieczenie swoich dzieci , oczywiście rodzonych. Rozpoczynając pontyfikat miał ich czwórkę. Swojego siedemnastoletniego syna, Cezara Borgię, uczynił biskupem Walencji oraz kardynałem. Córkę Lukrecję wydawał kilkakrotnie za mąż, za każdym razem za co raz bogatszego męża. Księstwo Benewentu oddał w 1497 r. Juanowi, który wkrótce jednak padł ofiarą zabójstwa. Wstrząs po śmierci syna był tak wielki, że Aleksander wyznał grzechy na konsystorzu i byłby nawet gotów przeprowadzić niezbędne reformy, gdyby nie Cezar, który szybko odwiódł ojca od tych ambicji.

Największe kontrowersje budził niepohamowany popęd seksualny papieża. W jego pałacu odbywały się regularne orgie. Jedna z nich przeszła do historii pod nazwą „Bankietu Kasztanów”, a jej przebieg opisał Mistrz Ceremonii, Johann Burchard.

„W niedzielny wieczór, 30 października, Don Cesare Borgia wydał kolację w swoim apartamencie w pałacu apostolskim, gdzie czekało pięćdziesiąt przyzwoitych prostytutek i kurtyzan, które po posiłku tańczyły ze służącymi i innymi obecnymi, najpierw w pełni ubrane, a potem nagie. Następnie, także po kolacji, świeczniki z zapalonymi świecami umieszczono na podłodze i porozrzucano kasztany, które prostytutki, nagie i na czworaka, musiały zbierać wczołgując się i wyczołgując spomiędzy świeczników. Papież, Doc Cesare i Donna Lukrecja byli wszyscy obecni i przyglądali się. Na koniec oferowano nagrody – jedwabne koszule, pary butów, kapelusze i inne ubrania – dla tych mężczyzn, którzy mieli największe powodzenie u prostytutek” – relacjonował Burchard.

Nie wszystkie szokujące opowieści należy brać za pewnik – niektóre z nich to pomówienia rozsiewane przez politycznych przeciwników papieży, chcących wykreować im czarny wizerunek. Tak mogło być w przypadku plotki o rzekomym kazirodztwie, jakiego dopuszczał się Aleksander ze swoją córką Lukrecją.

– Pojawiają się na ten temat informacje kronikarskie, tyle że opierają się one na krążących wówczas pogłoskach i poszlakach. Ich wiarygodność jest więc co najmniej trudna do udowodnienia – tłumaczy Agnosiewicz – Z drugiej jednak strony nie sposób w poznaniu dziejów papiestwa całkowicie zrezygnować z poszlak i ograniczać się jedynie do rzeczy w sposób mocny udowodnionych – papieże mieli wówczas tak dużą władzę, że mogli łatwo blokować wszelkie postępowania wyjaśniające i ujawniające ich ciemne dokonania. Przez wieki władza kościelna wielką miotłą zamiatała pod dywany Watykanu większość brudów, jakie mogły szkodzić wizerunkowi zastępców Chrystusa. Rosnące szeregi wrogów papiestwa z czasem coraz skuteczniej utrudniały ten proceder.

Papież w zbroi

Po Aleksandrze VI na tronie św. Piotra zasiadł na krótką chwilę Pius II, którego zły stan zdrowia nie pozwolił mu przeprowadzić zapowiadanych reform – zmarł po 26 dniach pontyfikatu. Podczas konklawe w 1503 r. większość elektorów została przekupiona przez Giuliana della Rovere, dzięki czemu został on wybrany kolejnym zwierzchnikiem Kościoła. Świętokupstwo Juliusza II było o tyle paradoksalne, że otwarcie krytykował symonię. Jako papież wydał nawet bullę unieważniającą każdy wybór papieża dokonany w drodze świętokupstwa.

Juliusz II, poza utworzeniem Gwardii Szwajcarskiej, zasłynął objęciem patronatu nad sztukami pięknymi. Był mecenasem Michała Anioła, Donata Bramante czy Rafaela Santi. Wolny czas najchętniej spędzał w towarzystwie kurtyzan i chłopców. Nałogowo pił alkohol. W 1510 r. wydał bullę na mocy której ustanowił dom publiczny. Inny papieski dokument umożliwiał uzyskanie odpustu każdemu, kto złoży dar pieniężny na budowę bazyliki św. Piotra.

Juliusz II prowadził niezwykle agresywną politykę – zaatakował Bolonię, Wenecję, a w końcu także i Francję. Często osobiście brał udział w potyczkach. Jego waleczność krytykował m.in. Erazm z Rotterdamu, który napisał satyryczny utwór pt. „Juliusz wykluczony z Nieba”. Przed jedną z bitew papież z mieczem w dłoni krzyczał: „Zobaczymy, kto ma większe jaja, król Francji czy papież!”.

Źródła: Mariusz Agnosiewicz, „Kryminalne dzieje papiestwa”, wyd. Racjonalista, Wrocław 2011; Mariusz Agnosiewicz, „Horror Vaticanus”, Racjonalista.pl;Hanna Adamkowska, „Szatan na papieskim tronie”, Focus.pl; John Burchard, „Pope Alexander VI and his Court. Extracts from the Latin Diary of the Papal Master of Ceremonies”, 1484-1506, wyd. F. L. Glaser, New York 1921

Nie wierz nigdy mężczyźnie – dobrą radę ci dam!

Znalezione obrazy dla zapytania seniorzy zakochani

W małym miasteczku pojawiła się nowa para, choć już niemłoda.

Spacerują  sobie razem, trzymając się za ręce i ludzie mówią, że dobrze, iż się spotkali, bo oboje są po życiowych przejściach i na stare lata należy im się odrobina szczęścia.

Ona zazwyczaj trzyma go pod pachą i widać, że  jest ogromnie zakochana, a i u niego widać błysk w oku.

Robią razem zakupy i można wnioskować, że razem ze sobą zamieszkali i chcą jeszcze zaznać na starość odrobinę miłości i ludzie im kibicują oczywiście, gdyż w małych miasteczka ukryć się nic nie da!

Ona wyszła za mąż bardzo młodo, bo zakochała się w mężczyźnie sporo od siebie starszym i to jej imponowało.

Z tego związku urodziło się dwoje dzieci i wychowanie spadło tylko na nią, bo męża miała pracowitego, ale i trunkowego.

Pił, choć nie zaniedbywał pracy i mając własny interes mógł pić, bo nikt go nie kontrolował.

Ona nie pracowała, bo wiodło im się znakomicie i zajmowała się przeważnie domem i dziećmi.

Kiedy dzieci podrosły, to ich ojciec zmarł w końcu z tego przepica, a interes wziął w swoje ręce dorosły syn, a ona prowadziła domową księgowość i tak było przez parę lat.

Teraz o nim:

On ożenił się bardzo wcześnie z piękną kobietą i zamieszkali w niewielkim domu z ogrodem.

Żona urodziła mu czterech synów, bardzo udanych i wszystkie te ciąże nie odebrały jej urody, tak jakby była stworzona do rodzenia, bo zachowała urodę i piękną figurę.

Wyszła za przystojnego mężczynę i wiedziała, że kobietom się jej mąż podoba, ale była o niego spokojna, gdyż pracował na rodzinę i co niedzielę  szli z dziećmi do kościoła.

Jej mąż często upominał swoich kolegów zdradzających swoje żony, argumentując, że można żyć z jedną kobietą i można być szczęśliwym.

W wolnych chwilach oboje zajmowali się ogrodem, a to było bardzo dobre dla ich dzieci, bo miały zawsze świeże warzywa i owoce, a więc małżeństwo idealne.

Ich synowie byli wszyscy niesamowicie utalentowani i świetnie się uczyli, co cieszyło rodziców.

Jeden z synów kształcił się muzycznie, drugi w kierunku komputerów, trzeci był świetnym polonistą, a czwarty kształcił się w kierunku reżyserii.

Pewnego dnia ktoś jej powiedział, że jej ukochany mąż ją zdradza.

Miał ku temu okazję, bo jako kierowca znalazł sobie cycatą blondynę w innym mieście i się w niej kompletnie zatracił, myśląc oczywiście, że to się nigdy nie wyda.

Wydało się i jego żona zrobiła rachunek w aktach notarialnych i wywaliła go z domu na zbity pysk, bo to silna kobieta była.

Nie płakała, a szybko się pozbierała i wzięła sprawy w swoje ręce i facet został z ręką w nocniku, a i blondynie się szybko znudził i został kompletnie sam.

Latami pomieszkiwał u swojego ojca, który mieszkał w ciasnej kawalerce, a pracę podjął na tirach i jeżdził po całej Europie – opuszczony i samotny.

Poderwał więc wdowę, która przyjęła go pod własny dach i można by mniemać, że ci dwoje odnaleźli swoje szczęście na starość, ale tak nie jest do końca.

Wdowa pewnie nie wie, co jej ukochany opowiada swoim kolegom, a opowiada w szczegółach, że wdowa dawno nie miała faceta i jest spragniona i się nieźle bzyka!

Taki z niego jest drań, który nic nie zrozumiał ze swojej, życiowej porażki!

Już jesień, a za progiem Święto Zmarłych!

Znalezione obrazy dla zapytania groby

Tydzień wcześniej ludzie sobie przypominają o tych, których już nie ma, a więc pędzą  z wiadrami, szczotkami, aby przygotować groby na 1 listopada.

Wtedy przy grobach, raz do roku spotykają się kuzynki, kuzyni, ciotki, wujkowie, siostry, bracia, no cała niemal rodzina, zobowiązana tym dniem.

Ubierją się jak najładniej, przywdziewając nowy płaszcz, może piękne futro i obowiązkowo nowe buty i nie szkodzi, że nie ma śniegu, najczęściej są to długie, pachnące, nowością kozaczki.

Panowie w eleganckich kurtkach, nowych spodniach i często w kapeluszu, bo szyk być musi.

Przychodzi ten dzień podczas, którego jest odprawiania msza na cmentarzu.

Przecież wszyscy, to są wzorowi katolicy i nie wypada nie zebrać się przy grobach, aby wspólnie  wysłuchać słów księdza przez kiepskie głośniki.

Stoją na baczność, może troszkę przestępując z nogi na nogę, w milczeniu.

Jeden patrzy się na migające znicze, drugi skupia wzrok gdzieś w nicość -smutni, jakby nieobecni, zadumani, jakby trochę obojętni.

Nikt na nikogo nie patrzy, nie uśmiecha się, nie próbuje zagadać, choćby jak tam zdrowie, co u ciebie słychać – totalne milczenie jakby nikt nikomu do niczego nie był potrzebny.

Zresztą o czym tu gadać, skoro nie widzieli się cały rok i nikt do nikogo nie ma o to pretensji, to niby dlaczego mieli by dzisiaj wymieniać jakieś uprzejmości i się nadmiernie wysilać.

Skończy się msza, to się przecisną w tłumie i wrócą do domu na wcześniej przygotowany obiad, a potem wypiją gorącą kawę i skosztują kawał ciasta i wszystko wróci do starego porządku.

Ona nie raz widziała takie sceny i kiedy tylko odeszła od grobu, słyszała szepty za plecami. 

– Terenia, widzisz jak ona się zmieniła i zobacz, dalej siedzi z tym swoim mężusiem, ciekawe czy dalej ją zdradza?

– A wiesz, że jej córka straciła kolejne dziecko, co do cholery z nimi jest nie tak?

– Ale to nic moja droga, zobacz jak ona przytyła i wygląda jak potwór.

– Wiesz, a ja słyszałam, że ona choruje na cukrzycę i dlatego.

– Poważnie? No patrz, kto by pomyślał, że ją też choroby dopadły…

I tak dalej, i tak dalej i Ona już nie chce uczestniczyć w tym.

Ona idzie na swoje groby dzień wcześniej, stawia kwiaty i zapala lampki.

Ona nie cierpi szeptanek za plecami, dziwnych aluzji, nie szczerych uśmiechów, bo dla niej najważniejsza jest pamięć o tych, których już nie ma.

Niech inni sobie szepczą do woli i niech mają z tego satysfakcję, że niby z nimi wszystko w porządku i są wiecznie piękni i młodzi.

Ona odcina się od hien cmentarnych.

Woli samotnie przejść się alejkami z zaciśniętym gardłem z żalu, kiedy dochodzi do grobów swoich bliskich, którzy odeszli i są głęboko w jej sercu!

Obraz może zawierać: ludzie stoją, kwiat, roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

W Polsce nikt nie chce rozmawiać o eutanazji!

Znalezione obrazy dla zapytania miłość film

Było sobie starsze małżeństwo.

Nazwijmy ją i jego, a więc On niech będzie Stanisław, a Ona Anna.

Łączyła ich przez całe życie pasja do muzyki klasycznej i wręcz godzinami mogli ze sobą rozmawiać o muzyce właśnie.

Ich rozrywką na starsze lata było chodzenie na wszystkie koncerty jakie odbywały się w ich mieście.

To była dla nich uczta, a po każdym koncercie wracali autobusem do swojego domu, pełnego książek, obrazów, starych bibelotów i pamiątek i oczywiście.

W salonie stał okazały fortepian, przy którym Anna często zasiadała, a dom ich rozbrzmiewał muzyką.

Stanisław siedział wtedy z herbatą w fotelu, zapatrzony i zasłuchany podziwiał jej grę.

Pewnego poranka usiedli w kuchni do wspólnego śniadania.

Anna ugotowała mężowi jajka na miękko, ale zapomniała podać soli.

Kiedy Stanisław podniósł się po przyprawę, wracając do stołu, zauważył, że z Anną dzieje się coś bardzo dziwnego.

Mówił do niej, pytał co jej jest, a Anna siedziała z nieruchomym wzrokiem, wpatrzona w jeden punkt.

Stanisław bardzo się wystraszył i zaczął Annie robić zimny okład.

O dziwo, Anna przemówiła i zaczęła się zupełnie normalnie zachowywać, nie pamiętałąc jednak nic, co się wydarzyło.

Czujny Stanisław zawołał lekarza, który Annę skierował na badania do szpitala.

Okazało się, że Anna musi być poddana operacji, w celu usunięcia skrzepu z żyły szyjnej.

Niestety, ale operacja się nie udała i po niej pozostał Annie paraliż, co wiązało się z wózkiem.

Niewładne nogi i prawa ręka, skazały ją na całkowitą pomoc ze strony Stanisława.

Kochający jak nikt, starał się, aby Anna w miarę normalnie funkcjonowała.

Opiekował się nią z całych sił, kąpał, mył włosy, czytał, gładził jej ręce, karmił i rehabilitował.

Wzbraniał się przed pomocą pielęgniarki, gdyż Anna, to był tylko jego, ukochany skarb.

Pewnego dnia Anna miała drugi atak i straciła zdolność mówienia i rozpoznawania.

Stanisław i Anna mieli jedną córkę, która mając swoje poważne kłopoty małżeńskie, wpadała do rodziców jak po ogień, współczując swojemu Ojcu.

Między wierszami sugerowała, aby oddać matkę do domu starców, ale Stanisław nie chciał o tym słyszeć.

Sam chciał opiekować się żoną, mimo, że coraz gorzej sobie z tym radził.

Zdecydował się wreszcie przyjąć pielęgniarkę, ale widząc jaka z niej szorstka i nieludzka kobieta w obchodzeniu się z jego żoną, wypędził ją na trzy wiatry.

Z Anną było już tylko gorzej i nie miała już żadnej szansy na powrót do zdrowia.

Leżała w łóżku jak roślina, robiąc pod siebie. Stanisław jednak wciąż się nią opiekował, choć kontakt z żoną już był żaden.

Sam zaczynał podupadać na zdrowiu i było mu coraz ciężej, patrząc, jak jego ukochana żona jest warzywem.

Pewnego dnia, goląc się, usłyszał jęki z pokoju żony.

Poszedł do niej i spytał, czy ma jej coś opowiedzieć ze swojego życia.

Opowiedział jej historię, której przez całe ich wspólne życie  nie zdążył opowiedzieć, a kiedy skończył, wziął poduszkę i zakrył twarz żony tak szczelnie, że za chwilę Anna skonała.

Następnie poszedł do kwiaciarni i kupił kwiaty.

Przebrał żonę w najpiękniejszą suknię, obsypał ją kwiatami, a potem zamknął w pokoju, oklejając drzwi szczelnie taśmą, aby nikt jej nie przeszkadzał już.

Tym razem opowiedziałam film z zakończeniem pt. „Miłość”.

Nie wiem jaki czort kazał mi oglądać ten film.

Nie wiem, co mnie podkusiło być przez dwie, bite godziny w domu Stanisława i Anny, podglądać ich małżeńską miłość i ogromną tragedię.

A może dlatego, że się ponownie utwierdziłam, że starość się Panu Bogu nie udała, a także, że starość, to gówniana sprawa.  

Gdybym kiedyś ja stała się taką bezbronną istotą, dla której nie ma już żadnego ratunku, to nie chcę za wszelką cenę, trzymania mnie na siłę przy życiu.

Może taka poduszka i odwaga kogoś bliskiego, to jest całkiem dobre rozwiązanie, skoro nikt w naszym kraju nie chce ze starymi ludźmi rozmawiać o eutanazji!

Smutny temat i adekwatnie zdjęca jesienne mojego autorstwa!

 

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Mamo Seniorko – Babciu – tego ci już nie wypada!

 

Pani Jadwiga już miała przechodzić na zasłużoną emeryturę kiedy spadł na nią grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zapadła diagnoza, że jej mąż, Jurek ma raka jelita grubego i rokowania są niestety, ale bardzo słabe, a lekarze nie dawali mężowi większej nadziei.

Postanowili walczyć z całych sił i jeździli po prywatnych lekarzach, a także uzdrowicielach, aby tylko choróbsko pokonać, ale niestety.

Minęły dwa lata i mąż Jadwigi zmarł po morderczej walce.

Długo nie mogła się pozbierać, bo  tak się stało jakby ktoś odłączył Jadwigę od tlenu i oddychała na zwolnionych obrotach.

Przeszła na emeryturę i nie wiedziała jak ma dalej pokierować swoim życiem, aby mogła się na nowo nim cieszyć.

Szukała czegoś takiego, co było by balsamem na schorowaną i obolałą jej duszę.

Syn, jedynak pewnego razu zadzwonił i oznajmił jej, że jego żona, którą Jadwiga średnio lubiła jest w ciąży i tu zapaliło się Jadwidze światełko, że może to jeszcze nie narodzone dziecko stanie się dla niej ratunkiem.

I faktycznie tak było, ponieważ sama zaproponowała, aby synowa jak najszybciej wróciła do pracy, a ona zajmie się maleństwem, bo czuje się na siłach.

Pani Jadwiga mimo zbliżającej się sześćdziesiątki trzymała się świetnie i była w dobrej formie, a więc opieka nad maluchem nie będzie stanowiła żadnego problemu.

Synowa przyklasnęła, bo każdy rok przerwy w pracy oddalał ją od wymarzonego awansu w szkole, a bardzo jej zależało, aby zrobić nauczyciela mianowanego i w związku z tym jej finanse znacznie by się poprawiły.

Kiedy urodził się wnuczek od razu się w nim zakochała i wzięła na siebie obowiązek pilnowania malucha, aby nie musiał chodzić do żłobka i nie łapał wszelkich wirusów od innych zakatarzonych maluchów.

Wnusiu rósł jak należy i tak też się rozwijał, a Jadwiga doskonale radziła sobie z obowiązkami.

Kiedy maluch spał, to gotowała dla syna i synowej obiad, aby zawsze po pracy mieli na stole  ciepłą strawę.

Nie dokładała się do rachunków, bo syn zawsze się z nią rozliczał, a więc była w stanie zaoszczędzić dla siebie trochę pieniędzy, bo najadała się razem z młodymi.

Mijały lata i się nie obejrzeli wszyscy, kiedy wnuczkowi trzeba było kupić wyprawkę do szkoły.

Przyszła już pora na szkołę, a więc pewnego dnia Jadwiga zagadnęła, że w związku z tym nie będzie  już tak bardzo potrzebna i młodzi sobie dadzą już świetnie radę.

Kochała oglądać w telewizji programy podróżnicze i zawsze marzyła, aby zwiedzić jeszcze kawałek świata.

Nie czekała długo na realizację swojego marzenia, bo wykupiła wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić Rzym, a potem jeszcze Hiszpanię i Portugalię.

Miała oszczędności, a więc nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie.

Zadzwoniła do syna, że właśnie się pakuje i za tydzień rusza w świat i oznajmiła, że jest tak bardzo szczęśliwa, że na stare lata spełni swoje marzenie.

Myślała, że syn się ucieszy razem z nią, ale tak się nie stało.

Po godzinie wpadła do niej synowa z pretensjami, że chyba zwariowała, że chyba jej odbiło, bo ona wciąż jej potrzebuje, bo kto jej syna odprowadzi do szkoły i przyprowadzi.

Kto ugotuje im obiad skoro oni do domu wracają dopiero po 17, a więc niech sobie wybije z głowy te swoje urojone marzenia, bo jej miejsce jest przy wnuku i rodzinie i niech pokaże zaświadczenie od psychologa i psychiatry, że jest zdrowa na umyśle, bo to będzie cud, gdyż stare kobiety siedzą w domu i mają obowiązek pomagania swoim dzieciom, a nie tam jakieś szlajanie się po świecie – wykrzyczała na jednym tchu.

Tak wrzeszczała na Jadwigę, że ta w końcu zwątpiła w swoje marzenie i prawie uwierzyła synowej, że faktycznie chyba jej odwaliło, że zachciało jej się wojaży.

Bolało ją, że syn nie chciał się narazić żonie i nie chciał się narazić matce, a więc dziwnie zamilkł i schował się, bo chciał być niewidzialnym w tym sporze.

Minęła bezsenna noc i Jadwiga biła się z myślami.

Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że w oczach swojego syna i synowej jest już wrakiem i nie wolno jej marzyć, a więc swoją wycieczkę nie odwołała, ale przesunęła na inny termin, co było dość trudne, ale się udało.

Poszła do psychologa prywatnie, za co zapłaciła 200 zł, ale za kilka dni rzuciła synowej przed oczy opinię, że jest całkowicie zdrowa na umyśle i pojechała tam gdzie sobie wymarzyła

.Kiedy wróciła z poznanym panem z wycieczki była na nowo szczęśliwa, ale tym się młodym nie pochwaliła, a z ukochanym kupili działkę, na której przebywali od wczesnej wiosny, do późnej jesieni.

A młodzi? Poradzili sobie znakomicie.

 „Dorota Wellman (skończyła 54 lata): Nie wiedzieć czemu, mężczyznom wiek dodaje doświadczenia i mądrości. Kobietom wieku się nie wybacza”

„Najczęściej kobieta po 50-tce słyszy, że takiej jak ona „starej wiedźmie”, „starej pudernicy”, w najlepszym razie „dzidzi piernik” nie wypada tego, czy tamtego”

http://http://stylzycia.newsweek.pl/dyskryminacja-kobiet-w-polsce-polki-po-50-tce,artykuly,358571,1.html

Siostry!

Bodajże wczoraj obejrzałam w „Czarno na białym”, reportaż poświęcony wyrywkowo posłance Krystynie Pawłowicz.

Kto interesuje się polityką, to ten wie kto, to jest Krystyna Pawłowicz i kojarzy sobie ją z ostrych wypowiedzi i dziwnych zachowań. Oczywiście jest to posłanka z ramienia partii PiS!

Znana jest z bezwzględnych i często chyba nieprzemyślanych do końca wypowiedzi i zachowań jak na przykład „Wielkie żarcie” w Sejmie, oraz z wulgarnych wpisów na Twitterze, które pisze bez opamiętania.

Jest całkowicie oddana Jarosławowi Kaczyńskiemu i w chwili obecnej jest w stanie za niego oddać życie!

Dla mnie jako kobiety, te jej wyczyny są nie do zaakceptowania i ta kobieta mnie denerwuje i drażni, a momentami dziwi.

Dziwi mnie to, że tak można bezgranicznie zaprzedać się Prezesowi i spełniać jego zachcianki, aby to ona sprawdzała na odcinkach partyjnych jak daleko może się posunąć jego partia!

Ona bada grunt, a Prezes rozkazuje, a więc Kryśka ma specjalne zadanie.

Wszystkie te neptki w PiS są w tej partii dla kasy i dla załatwienia fuch swoim bliskim i dlatego tak kłamą, ale Kryśka kocha Prezesa i da się za niego pokroić.

Oberwując ją mam w sobie taką myśl, że być może cierpi ona na jakiś zespół chorobowy z tych psychicznych, bo to, co ona wyprawia nie jest normalne.

Do tej notki skłoniła mnie wypowiedź siostry Krystyny – Elżbiety zupełnym jej przeciwieństwem.

Obie stoją na przeciwnych biegunach politycznych i od lat są w konflikcie z powodu przekonań politycznych.

Elżbieta, bardzo podobna jest do swojej siostry Krystyny, ale obie wyznają zupełnie inne wartości i są jak woda i ogień.

Elżbieta ma w sobie empatię i przede wszystkim wyobraźnię, bo w reportażu powiedziała tak:

– Wachlarz to jest symbol naszej rodziny, bo jak jest energia to są emocje, a jak są emocje to trzeba je studzić – mówi siostra posłanki Pawłowicz, Elżbieta. Odnosząc się do wypowiedzi swojej siostry dodaje: – Gdyby nie ten wachlarz, to kto wie, co by się działo na sali sejmowej. (http://www.tvn24.pl)

i jeszcze!

„Będzie bardzo osamotniona” – Nie wiem, co będzie za parę lat, kiedy – mam nadzieję – zmieni się sytuacja w Polsce i będzie ona bardzo osamotniona – mówi Elżbieta Pawłowicz. Dodaje, że zaproszenie dla Krystyny na święta Bożego Narodzenia „jest wciąż aktualne”. – Mam nadzieję, że pewnego dnia otworzę drzwi, bo zapuka moja siostra i będziemy mogły razem spędzić święta. Bardzo bym była zadowolona, bardzo – przyznaje. (http://www.tvn24.pl)

Wiem to z pewnością, że kiedy partia PiS przegra wybory, to Krystyna Pawłowicz zginie w niebycie i tu zrobiło mi się jej żal, ale zadaję sobie pytanie jak kobieta może tego nie przeczuwać, że zostanie sama jak palec i z pewnością żaden poseł z tej partii jej nie wesprze, a Prezes to już wcale.

A więc warto było z losem się tak droczyć, bo kiedy stanie się chora i niedołężna, to zostanie jej jeno pielęgniarka w hospicjum!

Znalezione obrazy dla zapytania pawłowicz

 

Znalezione obrazy dla zapytania elżbieta pawłowicz

Cierpliwość!

Przeglądam z nostalgią dość często nasze, rodzinne zdjęcia.

Siedzę sobie w wolnej chwili i pochylam się nad wspomnieniami i analizuję każde zdjęcie przypominając sobie momenty, kiedy to było i w jakich okolicznościach zdjęcie zostało zrobione.

Zawsze dbałam, jako kobieta, aby zapisać wszystko w zdjęciach i zawsze starałam się uwiecznić wszelkie święta, imprezy, wyjazdy, aby potem to wywołać i mieć na pamiątkę.

Nazbierało się więc tego dużo i naprawdę oglądania jest na kilka godzin!

Bardzo mnie wzruszają zdjęcia moich, małych Dzieci, które teraz mają swoje, osobiste życie i patrzę z rozrzewnieniem na fotografie naszych Rodziców, kiedy byli w pełni sił, a teraz ciężko chorują!

Odwróciły się role, bo to teraz my – dzieci musimy dbać o swoich Rodziców, choć jesteśmy już sami  wiekowi i następni w kolejce na tamtą stronę!

Dziś pokazałam mojemu Mężowi poniższe zdjęcie, zrobione chyba w 1975 roku przez kogoś przypadkowego, który nam to zdjęcie wręczył!

To był 1 maja 1975 roku, w latach słusznie minionych i na zdjęcu jestem ja z moim przyszłym Mężem, choć tego jeszcze nie wiedziliśmy.

Oboje jesteśmy ubrani w białe koszule na znak ważności tego święta i trzymamy się za ręce.

Już wtedy Go kochałam okropnie i czułam, że to jest ten jedyny na wieki!

Kto nas nie znał w tamtym czasie jako parę, to uważał, że jesteśmy rodzeństwem, bo tak byliśmy do siebie podobni.

Na zdjęciu uwidoczniony jest nasz kościół i wojskowy samochód „Star”, bo tak wyglądały obchody 1 Maja w tamtych czasach.

Pokazałam dziś to zdjęcie mojemu Mężowi i zaskoczył mnie swoją refleksją, bo rzekł, że gdyby miał rozum, taki jak dzisiaj, to wiele by zaoszczędził mi trosk!

Oniemiałam!

Jesteśmy ze sobą 43 lata za chwilę i faktycznie przeżyłam wiele obok tego mężczyzny, ale starość mam piękną, bo Mąż skacze koło mnie i wynagradza wszystkie swoje błędy popełnione!

Jestem szczęśliwa!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

Sport News

Blood Sport

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Zapiski Joanny

Myśli (nie) banalne - czyli moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Polka Polce

Życie przeplatane szczegółami

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty

Księga Myśli

Cytaty, cytaty w formie graficznej, myśli, sentencje, aforyzmy, książki, ciekawostki. Daj się zainspirować.

Blues napisał już wiele historii...

"Jeśli go nie znałeś to nie żałuj, nie..." Podróż po zakamarkach kobiecej duszy. Moje eseje, wiersze, luźne przemyślenia, czyli refleksyjne, poetycko-lekkofilozoficzne miejsce.

Myśli (nie)banalne Joanny

Moje spojrzenie na świat