Archiwum dnia: 12 wrze艣nia, 2018

Odej艣cia i powroty

To by艂 wiosenny, ciep艂y poranek. To by艂 dzie艅 budz膮cej si臋 przyrody do 偶ycia, a i oczywi艣cie budz膮cej si臋 nadziei w ka偶dym cz艂owieku, zm臋czonym d艂ug膮 i mro藕n膮 zim膮, kt贸rej ma si臋 szczerze do艣膰 i ka偶dy zielony listek i ka偶dy wschodz膮cy kwiat cieszy – cieszy.

Wiosn膮 ludzie budz膮 si臋 do 偶ycia z nowymi wyzwaniami, 偶e schudn膮, 偶e b臋d膮 si臋 lepiej od偶ywia膰, 偶e wi臋cej b臋d膮 si臋 rusza膰, je藕dzi膰 na rowerze, biega膰, pla偶owa膰 i odpoczywa膰, a wi臋c budzi si臋 w cz艂owieku tyle marze艅 i zamiar贸w do spe艂nienia.

Jadwiga obudzi艂a si臋 w tym wiosennym dniu z nadziej膮, 偶e ugotuje m臋偶owi pyszny obiad, posprz膮ta, a potem p贸jd膮 na spacer i ma艂e zakupy.

Obudzi艂a si臋, ale m臋偶a ju偶 w 艂贸偶ku nie by艂o, cho膰 lubi艂 sobie pospa膰 do dziewi膮tej, jak to na emeryturze.

Nie by艂o go, a wi臋c za艂o偶y艂a podomk臋 i uda艂a si臋 do drugiego pokoju, oddzielonego d艂ugim korytarzem. Jeszcze troch臋 zaspana szura艂a kapciami i lekko ziewa艂a, ale po kawie z m臋偶em zawsze si臋 dobudza艂a. Mieli taki poranny rytua艂, p贸ki nie przeszli do normalnego cyklu dnia.

Roman si臋 pakowa艂!

– A c贸偶 ty wyprawiasz, po co te walizki? – Wyje偶d偶asz gdzie艣, o czym mi nie wiadomo nic?

– Odchodz臋 Jadwigo. – Zakocha艂em si臋 i chc臋 jeszcze prze偶y膰 co艣 nowego. – Chc臋 po偶y膰 jeszcze i wybacz, ale nie utrudniaj mi tego.

Zamilk艂a i stan臋艂a jak wryta i od razu si臋 przebudzi艂a!

– Kto to jest, powiedz mi!

– B臋d臋 szczery i nie mam zamiaru ci臋 ok艂amywa膰. – Pami臋tasz t膮 kelnerk臋, kt贸ra nas obs艂uguje w tej kawiarni, gdzie pijemy czasem kaw臋? – To ona i spotkam si臋 z ni膮 ju偶 p贸艂 roku.

K艂ama艂em, 偶e jestem na rybach. – By艂em zawsze u niej i zakocha艂em si臋 jak sztubak. – Owin臋艂a sobie mnie wok贸艂 palca i nie utrudniaj mi, bo nasze ma艂偶e艅stwo, to ju偶 tylko rutyna, a ja potrzebuj臋 czego艣 艣wie偶ego.

– Przecie偶 ona jest od ciebie nieprzyzwoicie m艂odsza – krzykn臋艂a. – Jak si臋 nie wstydzisz naszych dzieci i chyba rozum ci odj臋艂o!

– Dzieci s膮 ju偶 doros艂e, a tobie b臋d臋 pomaga艂 finansowo. – Zostawiam ci mieszkanie i z czasem z艂o偶臋 pozew o rozw贸d. – Wybacz mi Jadwigo i 偶ycz臋 ci wszystkiego dobrego i mam nadziej臋, 偶e si臋 pozbierasz.

Zostawi艂 klucze na toaletce i zamkn膮艂 za sob膮 drzwi.

Nie wstawa艂a z 艂贸偶ka przez trzy miesi膮ce. Wy艂a z rozpaczy i bra艂a 艣rodki na uspokojenie w nadmiernej ilo艣ci, aby tylko spa膰, spa膰 i nie my艣le膰 o swoim losie. Nie powiadomi艂a dzieci i on ich nie powiadomi艂, a wi臋c 偶y艂y w b艂ogiej nie艣wiadomo艣ci, 偶e ich rodzice nie s膮 ju偶 razem.

Pewnego letniego poranka postanowi艂a to wszystko zmieni膰. Mia艂a do艣膰 rozpaczy po niewiernym m臋偶u.

Wysz艂a do ludzi i zapisa艂a si臋 na kurs malarstwa i uczy艂a si臋 robi膰 zdj臋cia w klubie dla seniora. Poch艂ania艂a ksi膮偶ki i zacz臋艂o by膰 jej dobrze na tym 艣wiecie i w swoim 艣wiecie. Zacz臋艂a by膰 szcz臋艣liwa, cho膰 wci膮偶 t臋skni艂a za tymi porankami ze wsp贸ln膮 kaw膮 przed telewizorem.

Jadwiga biega艂a po wernisa偶ach i po prostu zadba艂a o swoj膮 sfer臋 duchow膮.

Zacz臋艂a bardziej o siebie dba膰 i na znak protestu zmieni艂a kolor w艂os贸w i fryzur臋 i kiedy patrzy艂a na siebie w lustro, to zaklina艂a, 偶e jest dobrze, 偶e jest okej i daje sobie rad臋. Cierpienie rozstania blak艂o.

Zbli偶a艂y si臋 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia i mia艂y przyjecha膰 dzieci z zagranicy, gdzie pracowa艂y na powa偶nych stanowiskach, ale nagle zadzwoni艂y, 偶e nie mog膮, bo w艂a艣nie na 艣wi臋ta jad膮 na kontrakty i nie dadz膮 rady jej odwiedzi膰.

Za艂ama艂a si臋 艣wiadomo艣ci膮, 偶e to jej pierwsze, samotne 艣wi臋ta, ale mia艂a na p贸艂ce filmy i postanowi艂a sp臋dzi膰 艣wi臋ta spokojnie i na luzie, bo i poczyta ksi膮偶ki, p贸jdzie na spacer i obejrzy zaleg艂膮 porcj臋 film贸w.

Nie przestraszy艂a si臋 tej samotno艣ci i by艂o jej ca艂kiem 聽fajnie sam膮 ze sob膮, ale nagle kto艣 zadzwoni艂 do drzwi i kiedy otworzy艂a, to zd臋bia艂a z wra偶enia.

– Mog臋 wej艣膰 – spyta艂 jakby skruszony Roman. – Wejd藕, cho膰 nie wiem, co ci臋 tu do mnie sprowadza. – Chcesz mi z艂o偶y膰 偶yczenia 艣wi膮teczne? – Mog艂e艣 telefonicznie, a wi臋c po, co ta fatyga?

Zmieszany wszed艂 i kl臋kn膮艂 i jednym tchem wyrzuci艂 z siebie.

– Wci膮偶 ci臋 kocham, wci膮偶 t臋skni臋 za tob膮, bo to ty dawa艂a艣 mi paliwo do 偶ycia, a tamta to ka偶e mi ta艅czy膰 w rytm hip hopu i disco polo.

Jest pusta ja wiadro. W domu s膮 wieczne imprezy, alkohol, ba艂agan, a ja w tym wszystkim jestem dodatkiem do wynoszenia 艣mieci, sprz膮tania, gotowania.

Ona mn膮 poniewiera i wyzywa od staruch贸w. Zdradza mnie z kolesiami, a mnie wytyka b艂臋dy i wyzywa od nieudacznik贸w, kt贸rzy nie czuj膮 bluesa.

– Jadziu, to z tob膮 mia艂em wsp贸lny j臋zyk, bo ty zawsze by艂a艣 m膮dr膮 kobiet膮, oczytan膮, maj膮c膮 w艂asne zdanie. To ty interesujesz si臋 polityk膮. To ty masz zawsze swoje, jak偶e trafne zdanie. To ty kochanie wiedzia艂a艣, co mi trzeba. – Wybacz, ja pragn臋 do ciebie wr贸ci膰.

艁zy lecia艂y z jego oczu i b艂agalnym wzrokiem prosi艂 o przebaczenie, a Jadwiga ukl臋k艂a obok niego zap艂akana i pog艂adzi艂a go po twarzy.

Us艂ysza艂, 偶e ma zosta膰. Wci膮偶 go kocha艂a i w jednej minucie wybaczy艂a!

Dzieci si臋 nigdy nie dowiedzia艂y o ich rozstaniu i nast臋pne 艣wi臋ta Bo偶ego Narodzenia sp臋dzili ju偶 wszyscy razem.