Archiwa miesięczne: Listopad 2018

SOS dla naszego Globu!

 

Zgodnie z prognozą Światowego Forum Gospodarczego i Ellen MacArthur Foundation, obecnie w oceanach znajduje się około 165 mln ton plastiku. Jeżeli będzie go przybywać w tym samym tempie, jak obecnie, to w 2025 roku oceany będą zawierały około 1,1 tony plastiku na 3 tony ryb, a do roku 2050 w oceanach znajdzie się wagowo więcej plastiku niż ryb.

Obudźmy się w końcu!

Każde gospodarstwo domowe produkuje śmieci i codziennie z mojego domu wynoszony jest worek śmieci.

Mieszkamy tylko we dwoje, a mimo to produkujemy śmieci, bo wiele produktów pakowanych jest w plastik właśnie.

Kiedyś były butelki na wymianę, a produkty w sklepach zawijane były w papier, a teraz dominują opakowania plastikowe, które dużo miejsca zajmują w naszych wiadrach na śmieci.

Mleko, jogurty, mięso, ryby – to wszystko zapakowane jest w kolorowe plastiki, które kiedyś nas cieszyły, bo były takie nowoczesne, a teraz są udręką dla świata i jego czystości.

Trąbi się o smogu w Polsce, a dlaczego?

Ludzie w piecach palą śmieci, aby pozbyć się niechcianych opakowań.

Zawsze myślałam, że moje miasto jest wolne od smogu, bo nie ma u nas właściwie przemysłu i nie zwracałam na ten problem uwagi.

Dziś nad moim miastem wisiała gęsta mgła i niskie chmury i poczułam przez uchylone okno smog i dziwny posmak w ustach.

Zdałam sobie sprawę z tego, że na obrzeżach miasta są różne domki jednorodzinne, starego budownictwa i wszyscy palą w swoich piecach śmieci.

Dorośli ludzie na całym świecie nie pojmują, że wytwarzając smog trują nie tylko siebie, ale i swoje dzieci i są ich mordercami, bo wzrasta umieralność z powodu zatrutego powietrza.

Niedługo będzie tak jak w Japonii, że wszyscy będziemy chodzili w maseczkach na twarzy jak zombi!

Nigdy w życiu nie wyrzuciłam w lesie, czy nad jeziorem pustego opakowania – nigdy!

Zawsze liczyła się dla mnie czystość na naszej Ziemi i ekologia, ale czasami, gdy idę nad naszym jeziorem na spacer, to widzę butelki po napojach, papiery po batonach wrzucone do jeziora!

Dlaczego ludzie zaśmiecają swój własny dom, jakim jest ta nasza piękna Ziemia?

A tymczasem na koncercie dla Niepodległej infantylna Maryla Rodowicz ubrała się w rurki, którymi dławią się ryby w oceanach i ptaki! To trzeba nie mieć wyczucia, kiedy świat woła SOS dla ekologii!

Znalezione obrazy dla zapytania rodowicz koncert niepodległości

Jeśli nie zadbamy o czystość naszych, małych Ojczyzn, to będziemy żyli w syfie i nieporządku i dlatego serdecznie pozdrawiam tych Panów, którzy na znak uczczenia 100 – lecia naszej Niepodległości postanowili sprzątnąć skrawek swojej Ziemi!

Chapeau bas!

Bartosz Mikulski – gotowy do działania.

W dniu dzisiejszym Ja wraz moim tatą uczciliśmy 100 lat niepodległości Polski!!!
Nie marszem , bez rac i flag tylko z workiem na śmieci!
Posprzątaliśmy plaże żwirowni tzw ,, pływackiej,,. Na tej plaży spędziłem każde lato za dziecka.
A dzisiaj na ok  4 arach zebraliśmy 190 kg śmieci . Dziękuje swojemu tacie o pomoc. A wieczorem czeka nas ognisko i zimne piwko!!

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, na zewnątrz i zbliżenie

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, dziecko, jedzenie i na zewnątrz

Obraz może zawierać: roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, trawa, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: tabela i na zewnątrz

Reklamy

Dzień inny od wszystkich – relaks!

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Dzisiaj, w sobotę wybraliśmy się z Mężem na zakupy zimowe do oddalonego od nas o 45 kilometrów Stargardu, już nie szczecińskim.

Pogoda była cudowna, bo mocno słoneczna i z okna samochodu podziwialiśmy resztki jesieni, a na niektórych polach zakwitł żółty rzepak, tak jakby to była wiosna.

Nie jechaliśmy obwodnicą, a starą drogę, trochę dziurawą.

Chcieliśmy jechać przez wioski, które trochę zapomnieliśmy, ale skoro nigdzie się nie spieszyliśmy, to pragnęliśmy zobaczyć jak się zmieniły za czasów rządów PO.

Wypiękniały, a jadąc przez jedną z wiosek trwały w niej prace remontowe z transzy unijnej i powstały chodniki, studzienki i piękny, równy asfalt na wiejskiej drodze, aż miło się patrzyło.

Obecnie rządzący robią wszystko abyśmy dostali kopa z tej Unii Europejskiej, a bosa łajza w jednej koszuli na ekranie TV Info, na żywo spaliła flagę unijną i o zgrozo nie mieszka ta łajza w Polsce, a chce zaistnieć!

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się

Póki co chodząc po sklepie z obuwiem mamy zapełnione półki i stoją na nich rozmaite buty, a w sklepach innych także jest w czym wybierać.

Parkingi w sobotę zapełnione samochodami, że nie ma gdzie zaparkować i ludzie robią nieśpieszne zakupy w dniu wolnym od pracy.

Trafiliśmy na butik, gdzie kupiłam zimową kurtkę, a obsługa była znakomita i pani spojrzała na mnie i od razu wiedziała, co mi polecić i tak kurtka o wadze piórka stała się moją własnością.

Udało mi się być patriotką i nie podpadnę Kryśce Pawłowicz, tej durnej Kryście, bo zakupione towary są produkcji polskiej!

Ten nierząd chce wyprowadzić Polskę z Unii, ale moje miasto skorzystało jeszcze z dofinansowania i powstają nowe drogi, a co będzie z Polską, kiedy nam zakręcą kurek?

Obraz może zawierać: samochód, niebo i na zewnątrz

Nędza i bieda, bo oni rozkradają Polskę i stworzyli mafijną ośmiornicę, co będzie skutkować tym, że dziś:

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst

 

Doszłam do ściany!

Znalezione obrazy dla zapytania mam dość choroby matki

Przedwczoraj był Dzień Cukrzyków i chyba nigdy nie pisałam, że choruję na cukrzycę typu II.

Biorę leki, ale uważałam się za gierojkę i nie zniszczalną, a więc lekceważyłam swoją chorobę, aż do momentu, kiedy zauważyłam swoje kiepskie samopoczucie.

Objawiało się to kompletnym wycieńczeniem, nawet po dobrze przespanej nocy – arytmią serca, oraz bólami głowy w okolicach potylicy, a także miewam zawroty głowy.

Biorę leki zapisane przez lekarzy systematycznie, ale w wielu sytuacjach one mi nie pomagają, kiedy wkrada się stres.

Mam nerwowy czas, bo Mama choruje na raka i od dwóch lat nie wstaje z łóżka.

Od dwóch lat żyję na telefonie i w pogotowiu!

Trzeba wiele wykonać przy niej zabiegów i robimy to, ale resztkami sił, a ja sama ich już w sobie nie mam.

Nie ma w Polsce takiego zastrzeżenia, że jeśli opiekun jest poważnie chory, to nie powinien zajmować się umierającym rodzicem i ten opiekun nie ma żadnej w Polsce ochrony i żadnej pomocy.

Przedwczoraj – na łamach reportażu wypowiedział się dziennikarz – Michał Figurski, który wiele lat lekceważył swoją cukrzycę, aż dopadł go wylew krwi do mózgu i zdałam sobie sprawę z tego, że i mnie to też może czekać.

Cierpię na arytmię, podwyższony poziom cukru, bóle głowy, zawroty, bóle kręgosłupa, a nasza Matka jak Lenin żyje wciąż dwa lata od diagnozy i potrzebuje pomocy 24 h!

Mój Mąż ma na stanie swoją Matkę – panią po 80 -tce. Gotuję dla niej obiady, bo sama sobie już nie ugotuje.

Jest hipochondryczką i humorzastą kobietą – wiszącą na telefonie.

Wydzwania do Męża po 10 razy dziennie – wymusza wszystko, choć Mąż jest na każde jej zawołanie.

Oboje uwikłani jesteśmy w starość swoich rodziców, a za chwilę przyjdzie czas na nas.

Nikt nie myśli aby oddać staruszków do instytucji, bo w Polsce absolutnie nie ma takiej pomocy, bo nasze Państwo nie działa w tym temacie.

Nie wiem jak jest w innych krajach Europy, ale czytam w wielu miejscach, że to funkcjonuje!

Depresje, choroby układu krążenia i inne dolegliwości związane ze stresem sprawiają, że dzisiejsze 60-latki mogą być pierwszym pokoleniem żyjącym krócej niż ich rodzice.

Sama jadę na antydepresantach od lat, ale się rodzinie nie skarżę.

Medycyna na wysokim poziome sprawia, że nasi chorzy rodzice żyją przynajmniej o 15 lat dłużej, analogicznie jak to było dużo wcześniej, kiedy ludzie umierali w wieku 60/70 lat.

Teraz dzięki medycynie dożywają w różnym stanie do 90 – ki, a my 60 latkowie musimy się nimi zajmować, bo nasze państwo nie daje żadnej pomocy w tym, jakże trudnym temacie.

Kto nigdy nie opiekował się starością, to ten nigdy nie zrozumie dylematów dzieci zniewolonych przez chorobę rodzica.

Przeczytajcie ile dramatów jest w rodzinach, kiedy śmierć nie przychodzi szlachetnie – w porę!

Stare dzieci starszych rodziców – nie są bohaterami, są zmęczeni.
Praca, własne dzieci i starzy rodzice – wymagania, którym mogą sprostać tylko bohaterowie. Ale stawia się je wszystkim. Cena, którą płacą, jest wysoka. W Polsce od dzieci wymaga się opieki nad starymi rodzicami. Kiedy nadchodzi ten moment i starość lub choroby odbierają im samodzielność, zaczyna się problem. Czy dorosłe dzieci dają radę, czy nie? Jakie mają możliwości? O trudnych wyborach opiekunów – pisze Monika Kaczyńska.
Kiedy Marta słyszy o biletach do kina za 5 zł dla seniorów, siłowniach na wolnym powietrzu i kawiarenkach, dostaje piany na ustach. – Senioralia – sralia – tylko, że jak naprawdę trzeba się zająć starym człowiekiem, system jest bezradny – mówi i doskonale wie o czym. W blokowym mieszkaniu na jednym z poznańskich osiedli mieszka z dwojgiem dzieci, a od kilkunastu miesięcy z dwojgiem schorowanych, niemal kompletnie niesamodzielnych rodziców. I jest na skraju wytrzymałości nerwowej. 
– Nie miałam innego wyjścia – opowiada. – Musiałam ich wziąć do siebie. Ale to jest złe rozwiązanie. Nie wiem, jak długo to wytrzymam. Marta należy do tzw. pokolenia kanapkowego. Sama dobiegająca 60. wciąż jeszcze pracuje, z jednej strony przytłaczana powinnościami wobec dorosłych, ale jeszcze nie żyjących samodzielnie dzieci, z drugiej – powinnościami wobec rodziców.
Opieka nad starszymi osobami wcale nie jest taka łatwa i kolorowa jak w reklamach – To zupełnie nowe zjawisko – zwraca uwagę prof. Anna Michalska, socjolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Jest związane z wydłużającym się życiem.
Pokolenie to nazywane również pokoleniem przegubowym podlega silnej presji z obu stron. Dopóki starzy rodzice są względnie samodzielni, a dorosłe dzieci także żyją swoim życiem, wszystko jest w porządku.
Gdy jednak starość lub choroby odbierają najstarszemu pokoleniu samodzielność, zaczyna się problem. I organizacyjny, i etyczny, i psychologiczny. Dotyczy to coraz większej grupy osób. I z danych wynika, że w ciągu najbliższych lat będzie ona jeszcze liczniejsza. – W Polsce wciąż rodzina znajduje się wysoko w hierarchii wartości – mówi prof. Anna Michalska. – Otoczenie oczekuje, że dzieci zajmą się rodzicami w podeszłym wieku, jakby oddając im trud, który włożyli w wychowanie. Zdawanie się w tej kwestii na instytucje jest wciąż oceniane negatywnie. Na własnej skórze odczuły to dwie poznanianki, które opowiadają, jak radzą sobie ze zniedołężnieniem rodziców.
 Obawa przed negatywną oceną dalszej rodziny i przyjaciół to jedno. Druga sprawa to dostępność i jakość instytucjonalnej opieki. Oczekiwanie na miejsce w domu pomocy społecznej w dużym mieście trwa przeciętnie około roku. Czasem dłużej.
Usługi opiekuńcze, świadczone w domu, maksymalnie przez 8 godzin dziennie bardzo często nie rozwiązują problemu. Ostatecznie więc odpowiedzialność za starych i niedołężnych spada na ich także, co tu kryć, starzejące się dzieci.
Gdy Marta skończyła pięćdziesiątkę, jej rodzice cieszyli się dobrym zdrowiem. Fakt, że mieszkali w oddalonym o ponad 200 kilometrów Wrocławiu, nie stanowił problemu. Stały kontakt telefoniczny, weekendowe odwiedziny raz na miesiąc i bratanek na miejscu, który w razie konieczności przyniósł cięższe zakupy czy dokonał drobnych napraw, załatwiały sprawę.
Kilka lat temu u matki Marty rozpoznano nowotwór. Wkrótce ojciec stał się bardziej roztargniony niż zwykle. Najpierw tłumaczono to stresem, później zmianami związanymi z wiekiem. Kiedy po raz kolejny siedem razy wychodził do kiosku i wracał z kolejnym egzemplarzem tego samego numeru gazety, a ze sklepu przynosił siódmą w ciągu dnia 20-dekagramową paczkę wędliny, stało się jasne, że sprawa jest poważniejsza.
Badanie lekarskie tylko potwierdziły przypuszczenia – choroba Alzheimera. Liczba chorych na chorobę Alzheimera czy z poważnymi, utrudniającymi codzienne funkcjonowanie zmianami wzrasta z wiekiem Wraz z jej postępami Marta traciła kolejne części swojego życia. Zaczęło się od weekendów. – W piątek po pracy wsiadałam w samochód i gnałam do Wrocławia – opowiada. – Tam prałam, sprzątałam, załatwiałam, co konieczne.
Wracałam w niedzielę wieczorem, a w poniedziałek do pracy. Ale sytuacja z każdym miesiącem była coraz gorsza. Choroba ojca Marty postępowała, a coraz mniej sprawna matka po kilku operacjach przestała dawać sobie radę. – Nie była w stanie go upilnować. Znikał z domu, gdy była w toalecie, później przyprowadzali go obcy ludzie – wspomina Marta. – Wtedy, kiedy jeszcze to i owo kojarzył i był w stanie się podpisać, postanowiłam go ubezwłasnowolnić, choćby po to, by kiedy całkiem straci kontakt z rzeczywistością, móc umieścić go w domu pomocy społecznej.
Gdy o tym fakcie dowiedziała się dalsza rodzina, prawie Martę zlinczowała. – Nasłuchałam się, że chcę się ojca pozbyć, że chodzi mi o jego mieszkanie. Wyrodna córka to było najłagodniejsze określenie, z jakim się spotkałam. Padały wiele gorsze – mówi kobieta. Doroty, która przez trzy lata opiekowała się chorą na chorobę Alzheimera matką, wcale to nie dziwi. – Oczekuje się od nas postawy heroicznej – twierdzi. – Tyle że nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie sobie wyobrazić, jaka to przytłaczająca odpowiedzialność.
Matka Doroty od ponad roku jest pensjonariuszką domu pomocy społecznej. Dorota odwiedza ją kilka razy w tygodniu. Czasem matka nawet ją poznaje. I choć starsza pani, gdy jeszcze częściej była świadoma, sama zdecydowała o przeprowadzce, okres oczekiwania na miejsce Dorota wspomina jak nieustający koszmar. – Mieszkałyśmy po sąsiedzku – opowiada. – Kwestie techniczne – zakupy, sprzątanie, podawanie leków cztery razy dziennie to nie był problem. Tylko ten strach.
Bałam się oddalić od domu, bo matka może mnie potrzebować. Co noc budziłam się kilka razy i biegłam do okna sprawdzić, czy pali się u niej światło. Po tym, jak o trzeciej w nocy zadzwonili sąsiedzi, że mama w koszuli nocnej stoi na klatce schodowej i nie może wejść do mieszkania, prawie w ogóle przestałam sypiać.
Tylko dzięki ośrodkowi dziennego pobytu, do którego odprowadzałam mamę, mogłam w ogóle pracować. Ale i tak byłam u kresu sił. Czego bałam się najbardziej? Że z jakiegoś powodu trafię do szpitala, a mama zostanie sama – bez opieki, bez leków, kompletnie zagubiona i bezradna – wyznaje. – Dopiero kilka miesięcy po przeprowadzce mamy do DPS-u, na nowo odkryłam spacery, spotkania ze znajomymi, wyjścia do kina.
Zwyczajne rzeczy, które przez ostatnie lata były dla mnie niedostępne. Wciąż jeszcze nie mogę uwierzyć, że znów mogę wrócić do domu, o której chcę. Jak nastolatka spuszczona z rodzicielskiego oka – śmieje się. Najbardziej bałam się, że trafię do szpitala i matka zostanie bez opieki Marta po pracy pędzi prosto do domu. Zajęcia sportowe, kurs językowy, koncerty skończyły się wraz ze sprowadzeniem rodziców pod własny dach. Zresztą nie tylko to. Do piwnicy trafił ulubiony fotel i kilka kartonów z książkami. – Moje życie zostało zredukowane do 11 metrów kwadratowych – mówi. – Największy pokój oddałam rodzicom, bo w innym nie zmieściłoby się szpitalne łóżko dla ojca, stół z krzesłami i balkoniki dla obojga, dzięki którym mogą się poruszać.
W drugim pokoju mieszkają synowie. Mnie został ten najmniejszy. Nie dość, że nie mam praktycznie własnego życia poza domem i pracą, to nawet nie mam swoich ulubionych mebli. Są dni, kiedy mam ochotę wyjść z domu i więcej nie wrócić. I najgorsze, że tak już będzie. Z jednej strony presja społeczna, z drugiej działanie systemu opieki społecznej stawia takie osoby jak Dorota przed dramatycznymi wyborami.
Choć zakładała, że prędzej czy później rodzicami będą musiały zaopiekować się instytucje, bo ona sama nie da rady, życie pokazało, że sprawa jest znacznie bardziej złożona. – Ojciec i tak nie ma już kontaktu z rzeczywistością, nie sądzę, żeby w ogóle orientował się, gdzie jest – mówi Marta. – Ale matka, w żaden sposób niepogodzona ze starością, chorobą i ograniczeniami, jakie się z tym wiążą, nie godzi się na przeprowadzkę do domu pomocy społecznej. A ja przecież się nie rozdwoję. Żeby w ogóle się nimi zająć, muszę ich mieć w jednym miejscu. Jedyne możliwe to moje mieszkanie – dodaje zrezygnowana. Liczba chorych na chorobę Alzheimera czy z poważnymi, utrudniającymi codzienne funkcjonowanie zmianami otępiennymi wzrasta wraz z wiekiem, Polacy żyją dłużej. Ale ostatnie lata życia większości upływają na zmaganiu się z chorobami. – Medycyna przedłużyła człowiekowi życie – zauważa Dorota. – Ale dłuższe życie nie oznacza zachowania zdrowia. To, co nazywa się ofertą dla seniorów – te wszystkie kluby, kawiarenki, festiwale to propozycje dla sprawnych 60-70-latków.
Tym o dwadzieścia lat starszym potrzeba opieki medycznej. A tej praktycznie nie ma. Lekarze gerontolodzy to specjaliści rzadsi niż złoto. W liczącym blisko 850 tysięcy mieszkańców Poznaniu i powiecie poznańskim takich specjalistów jest zaledwie kilku. W całym Lesznie czy Koninie przyjmuje jeden taki lekarz. Nie ma też wielu wyspecjalizowanych opiekunów.
Znalezienie kogoś, kto choćby na kilka godzin zostałby z chorym na Alzheimera, graniczy z cudem, o kosztach nie wspominając. A opiekujące się schorowanymi rodzicami dzieci też się starzeją. I też mają swoje, także medyczne potrzeby. I proste marzenia: urlop, zakupy bez obawy o to, co się dzieje w domu, wizyta u fryzjera. W Polsce to na ogół marzenia ściętej głowy. – Gdybym wiedziała, że raz w roku mogę oddać rodziców na dwa, trzy tygodnie do ośrodka, w którym będą mieli opiekę i wyjechać do sanatorium…- rozmarza się Dorota. – Na Zachodzie takie rozwiązania są powszechne, u nas traktuje się je jak fanaberię. Poza tym są jeszcze moi synowie. Dotąd cierpliwie znoszą wszystkie uciążliwości i solidarnie na zmianę śpią na łóżku polowym. Ale jak długo? Czasem myślę, że spełniam obowiązek wobec rodziców ich kosztem – wyznaje.
Poczucie życia w potrzasku jest typowe dla pokolenia kanapkowego. W jego przedstawicielki (bo wciąż funkcje opiekuńcze spadają przede wszystkim na kobiety) miotają się między pracą, rodzicami a wnukami. Płacą za to wysoką cenę. Depresje, choroby układu krążenia i inne dolegliwości związane ze stresem sprawiają, że dzisiejsze 60-latki mogą być pierwszym pokoleniem żyjącym krócej niż ich rodzice. Uwalniając dzieci od swojej starości. 

Czytaj więcej: https://gloswielkopolski.pl/stare-dzieci-starszych-rodzicow-nie-sa-bohaterami-sa-zmeczeni/ar/1021439


Tandeta w języku polskim!

Znalezione obrazy dla zapytania dzieci technologii
Starzeję się!

Dziś obejrzałam reklamy, bo uciec się od nich nie da i chyba w dwóch kompletnie nie zrozumiałam, co reklamują i o co w tych reklamach chodziło!

Prawie ani jednego słowa po polsku, a prawie wszystko po angielsku, a ja angielskiego nie znam.

W telewizji też są niby polskie programy, ale na licencjach zagranicznych i tak mamy program modowy „Top Model”, albo kulinarny „Master Chef”, albo program muzyczny pod nazwą „Voice of Poland”.

Dochodzi też do tego, że zaczynam nie rozumieć swoich Wnuków, które już posługują się swoim językiem – dla mnie obcym.

Nawet nazwy bajek są dla mnie niezrozumiałe, bo np.: „Ninjago: Mistrzowie Spinjitzu (Lego)”,  „Umizoomi 3″.

Było parę razy tak, że Wnusia chciała bawić się w jakąś grę w moim laptopie i wybaczcie, ale nie zapamiętałam jej nazwy!

Technologia jest w rozkwicie i młodzież gra godzinami w jakieś gry i pokonuje coraz wyższy level, a to chyba oznacza na wyższy poziom?

Pamiętam moje nauczycielki języka polskiego, które posługiwały się piękną polszczyzną i aż miło było je słuchać, a teraz jest językowa tandeta, a więc język skrótowy, szybki, bez treści i tak mamy:

Siema, lol, git – czyli język współczesnej młodzieży.

„Idziemy na chate. Będzie niezła impra. Zapodamy proszki,  złapiemy haluny i odlot. Potem kolejna kreska, działka i znowu faza.”

Powyższa wypowiedź jest typowym przykładem slangu młodzieżowego, czyli stylu potocznego, niestarannego w którym przeważają krótkie zdania i skróty myślowe. Jest to język nacechowany humorem i ekspresywnością, zazwyczaj niezrozumiały dla postronnych osób. Przysłuchując się młodym ludziom można usłyszeć, że coś jest „odjechane” czy „spoko”. Innym razem że „obciachowe” i lipne. Młodzież coraz częściej i sprawniej tworzy nowe słowa. Slang stał się językiem ciągłej zmiany, stale przekształcającym się i płynnym. Jak się okazuje, ilość nowych zwrotów i udoskonalonych o nowe znaczenie starych słów, jest ogromna. Powstające wyrazy są najczęściej zapożyczeniem z języka angielskiego np. cool (fajnie), pliska (proszę), lukać (patrzeć), czy dżamprezka (przyjęcie, zabawa). Język młodzieżowy korzysta także z innych źródeł, są to zapożyczenia z kultury hip-hopowej, rockowej, masowej oraz mediów. Częste jest również posługiwanie się wulgaryzmami. Niestety wzbudza to wiele kontrowersji. Bardzo często język używany przez młodych bulwersuje osoby starsze i  wywołuje negatywne odczucia. Dorośli twierdzą że młodzież w ten sposób ogranicza swój zasób słownictwa i kaleczy poprawną polszczyze. Według językoznawców dzieje się tak dlatego ponieważ młodzież coraz rzadziej siega po wielostronicowe pachnące niepowtarzalnym bibliotecznym zapachem książki. Nie biorą jednak pod uwagę tego, że tworzenie własnego jezyka daje młodym ludziom poczucie swobody, wolności a także indywidualizmu. To prawda że slangiem nie powinny być pisane wypracowania, eseje  czy pisma urzędowe, ale to nie znaczy, że język ten jest zły. Przede wszystkim wzmacnia poczucie więzi miedzy daną grupą środowiskową a także buduje własną niezależną tożsamość.

Poniżej przedstawiam kilka tekstów dzisiejszej młodzieży:

Rozkminiać – zastanawiać się

Miksować klimaty – zmieniać odwiedzane miejsca

Czaić baze – rozumieć coś

Ściema, zmyła – kłamstwo

Towar, dragi, czady, materiał  – narkotyki

Ćpun, grzejnik, trawiarz, klejarz – narkoman

Wymiatać – być najlepszym w jakiejś dziedzinie

 

A jakie teksty Wy pamiętacie ze swoich czasów? 😉

https://grupatrzecia.wordpress.com/2012/05/25/siema-lol-git-czyli-jezyk-wspolczesnej-mlodziezy/

Obejrzyjcie poniższe video o tym jaka nastąpiła zmiana pokoleniowa.

Jeszcze trochę, a babcie i dziadkowie kompletnie nie złapią wspólnego języka ze swoimi wnukami.

Przerażające!

 

Rodzice się starzeją – choroby – opieka!

 

Podobny obraz
„Nienawidzę swoich rodziców. Nie będę się nimi opiekować” Czy zawsze jesteśmy winni starszemu pokoleniu pomoc?

Pierwszy SMS był krótki: „Marcin, z tatą gorzej. Przyjedź, proszę”. Drugi, trzeci, czwarty już dłuższe. „Będziesz żałował, a jeśli on umrze? Nigdy nie porozmawiacie. Po co ta złość? To w końcu nasz ojciec. Nawet dla mamy tego nie zrobisz?!”.

To ten, na którego Marcin odpisał. Wiedział, że jego siostra wypiła za dużo wina. Tylko wtedy mówiła, co myśli: Jesteś egoistą. Wiem, że cię skrzywdzili, mnie też. Ale jestem inna niż ty”. „Właśnie. Inna. Ty rób co chcesz. Wolisz zapomnieć? Twoja sprawa” napisał.
W końcu wiadomość od ojca: „Przyjedź”
Żona Marcina, matka jego dzieci: „Kochanie, ja tego nie rozumiem. Powinniśmy opiekować się rodzicami, to nasz obowiązek”.

Marcin: „Każda dobra pamięć jest wybiórcza. Podobno. Traumy się zapomina. Nie zapomniałem swoich. Nie jestem nic winny rodzicom, mogą umrzeć. Mam znajomych z toksycznych domów. Znajomi mają po trzydzieści, czterdzieści lat. Silni, niezależni. W środku dygot. Bo mama powiedziała „be”, bo tata powiedział „fe”. Bo ojciec pije, bo matka płacze. Wykładają na rodziców kasę, znoszą pretensje i manipulacje. Wyrzucają kasę na psychologów. A rada jest jedna: odciąć gówno.

„Źle się uczysz? Zajeb….Cię”
„Po co Ci okrucieństwo?” piszę.
Marcin: „To nie okrucieństwo. Nie oceniaj mnie”.
Chłopiec ma 8 lat. Brzydko pisze: „Ale ma kota”. Szlaczków ładnych też nie potrafi robić. „Przyjdzie ojciec, to zobaczysz” mówi matka. Chłopiec się boi. Kroki na schodach, szuranie butów, odgłos płaszcza, który ląduje na wieszaku. I matka; „Kochanie, tu masz ziemniaki, kotlet, coś jeszcze?”. I: „Nie mam do niego siły, on w ogóle nic nie potrafi”.

Marcin: W moim domu śmierdziało strachem. Jej. Moim. Naszym. Nie bił tylko siostry. „Jesteś taką moją blondyneczką” powtarzał. Nienawidziłem jej.

„Jak napisałeś tę literkę? Jak ją, ku….a napisałeś?! ” wrzeszczy ojciec.
„Normalnie napisałem” mówi cicho chłopiec. Mocny cios. Czasem jest to deska. Twarda i długa. Część boazerii tak wtedy modnej. Trwa remont. Czasem jest to pas, który ojciec ściąga powoli patrząc chłopcu w oczy. Czasem ręka.
Marcin po latach zapisze: „Chodzi o ból, który pociąga cię na dno, o nieprzewidywalność, niesprawiedliwość. I upokorzenie, bo ktoś bije cię wszędzie. I wszystkim. Przecież ja miałem osiem lat, nie wiedziałem jak się pisze literki. I nie rozumiałem dlaczego ktoś wali mnie deską po głowie. Jest 1986 rok. Nie ma policji, nie ma mediów. Przemoc toczy się w większości domów. Nikt o tym nie mówi. Matki nas nie bronią”.

„Odchodzę od Twojej matki. To dziwka”
Z szafy wylatują krawaty i skarpetki. Ojciec wrzuca rzeczy do czarnej, podniszczonej walizki. Słychać odgłos otwieranego piwa. Marcin uczy się: piwo daje lekkość, daje chwiejny krok, daje krzyk, ale i miękkość. Po piwie ojciec nie jest agresywny. Nawet jeśli się zamachnie, nie zawsze trafia. Marcin lubi piwo.
Gdy rzeczy lądują na podłodze i ojciec upycha je do walizki, Marcin jest bezpieczny. Mówi więc głośno: „Ale co ty robisz, tato?”. Słyszy: „Wyprowadzam się, twoja matka to dziwka”. Podbiega i syczy: Dziwka, kurwa, szmata. Zdechniecie razem. Drzwi trzaskają, ktoś coś słyszy.
Marcin: Cierpiałem, gdy odszedł. Pokaż mi dziecko, które nie cierpi po stracie rodzica. Siadałem przed pustą szafą. Zaklinałem: niech tata przestanie pić, niech mnie kocha, niech tata przestanie pić, niech kocha.

„Zadzwonię. Obiecuję”
Chłopiec ma 10 lat. Często jada obiady u rodziców kolegów z klasy. Tam ojcowie też czasem biją, i piją też. Albo matki. Ale chociaż na obiad jest zupa pomidorowa. I rosół.
Marcin lubi smak marchewki. Jego matka nie gotuje. Wciąż za to płacze. „Ojciec nas skrzywdził, skrzywdził, zostawił” mówi. W białej szafce w kuchni są tabletki. Ona łyka je garściami, bo po nich się śpi. Marcin któregoś dnia łyka je wszystkie. Koleżanka:  Możesz zasnąć na zawsze”. Marcin się cieszy, bo chciałby umrzeć. A potem jest szpital, i płukanie żołądka, i panie w białych fartuchach. „Jemu nic się nie stało, to taka pomyłka” tłumaczy matka. Dzwoni do męża, on już mieszka z inną kobietą. „Zadzwonię, zadzwonię, obiecuję” słyszy.
Marcin: Do dziś nienawidzę słabych kobiet, to udawanie, że nic się nie stało. I miliony obietnic ojca. Że przyjdzie, że zadzwoni, że będzie. Nie przyszedł nigdy.

„Spier… nie mam pieniędzy”
Chłopiec ma 19 lat, zdał maturę, chce jechać do Londynu. Zaczynać wszystko od nowa. Odzywa się do ojca, prosi o pożyczkę. W końcu nie płacił alimentów. W mieszkaniu ojca śmierdzi. Już nie lękiem, ale niestrawionym alkoholem, przegraną. „Jeb się, synu, jeb się” . Kochanka ojca wpycha ojca do łóżka. Pościel jest brudna. Marcin wie. Nawet gdyby ojciec się na niego zamachnął bez trudu by się obronił. „Przepraszam, przepraszam, on ma takie problemy z pracą. Musisz zrozumieć, zrozumieć musisz” kochanka powtarza. Wciska chłopcu banknot, tłumaczy.
On myśli: Jest czulsza niż matka. I bardziej opiekuńcza.

Z maila: „Tych sytuacji było tysiące. Nic, ku… a nie jesteśmy winni swoim rodzicom, którzy się nami opiekowali. Nic nie jesteśmy winni pijakom, ludziom agresywnym, którzy nie dawali nam wsparcia, gdy byliśmy bezradni, mieliśmy kilka lat. Nawet jeśli to nasi rodzice. Dajesz miłość, dostajesz ją w zamian. Nie dajesz, nie dostajesz nic. To matematyka. Dzieciństwo bywa jak nóż w gardle. Nie umiem go wyjąć. Przemoc rodzi przemoc. Złość rodzi złość. Nieuwaga rodzi nieuwagę. W dupie mam rodziców. I to, że ktoś mówi: bądź mądrzejszy, i lepszy. Nie chcę. Mam swoje dzieci, pracuję na wzajemność”.

Odpowiedź: Rodzice pewnie też mieli swoją historię. Twój ojciec….
Marcin: Byłem bity, nikogo nie biję. Byłem zostawiony, nie zostawiam. Nie mam poczucia winy. Uwielbiam swoich synów. Tania ta psychologia. Znam setki ludzi, którzy czują jak ja. Ale trwają przy rodzicach. I marnują życie.

PS. Marcina ojciec umarł na początku sierpnia. Marcin nie pojechał na pogrzeb. Nie odezwał się też do matki.
P.S 2. Ojciec Marcina był inżynierem. Mama redaktorką w dużym wydawnictwie. O Marcinie mówili: „Bo ty jesteś z dobrego domu”.

https://mamadu.pl/120763,nienawidze-swoich-rodzicow-nie-bede-sie-nimi-opiekowac-czy-zawsze-jestesmy-winni-starszemu-pokoleniu-pomoc

Pany i chamy!

Gdy emocje już opadną
jak po wielkiej bitwie kurz.
Gdy ten marsz zapomnę, jako
jedyny symbol tego – pozdrawiam
Ciebie Panie Donaldzie Tusk!

Polska i 100 lat Jej Niepodległości i oczywiście nie dożyję do obchodów 200 lecia, bo wówczas podejrzewam będzie jeszcze gorzej na Świecie, a co się stać może, tego nikt nie jest w stanie przewidzieć.

Może Polska naprawdę wstanie z kolan, a może pogrąży się w niebycie, a o tym wszystkim będą decydowali ludzie żyjący w 2118 roku.

Jak się losy Polski i Świata potoczą i dokąd to wszystko zmierzy za 100 lat?

Życie na Ziemi formowało się przez miliardy lat, ale w ciągu 100 można je zabić, kiedy ludzkość jest w posiadaniu tak niszczycielskiej broni jak bomby nuklearne i jakiś psychopata może nacisnąć ten sławetny „Czerwony Guzik”.

Wracając do Marszu, to zapamiętam z niego jeno ludzi, którzy z potrzeby serca wyszli na ulicę, aby się cieszyć z Niepodległości i zapamiętam Donalda Tuska, który nie pojechał do Paryża, aby być z innymi, największymi przywódcami, a pozostał w Warszawie!

Panie Donaldzie Tusk – ile razy byłam na Pana zła, kiedy był Pan Premierem i pozwolił na to, aby polityków PO podsłuchiwano podczas prywatnych rozmów, a Pan nie włączył swoich służb, aby tę bandę Kamińskiego i Ziobry wyłapać i ukarać.

Byłam zła, że Pana rząd pozwolił na to, aby Amber Gold panoszył się i okradał Pana Obywateli – byłam zła, że Pana Państwo jest tak, bardzo słabe.

Pomimo tych zarzutów uważam nadal, że jest Pan najbardziej kompetentym politykiem w Polsce i mam nadzieję, że jako Mąż Stanu włączy się Pan w polską politykę, bo tylko w Panu nadzieja.

Przez trzy lata rządów tej hucpy nikt lepszy się nie pojawił!

Został Pan pominięty przez te miernoty polityczne na Obchodach 100-lecia Niepodległości i bardzo trafnie ocenił to ksiądz Stanisław Walczak.

Tekst poniżej:

Obraz może zawierać: 1 osoba, zbliżenie

ks.Stanisław Walczak

PANY I CHAMY
Widziałem Pana Tuska. Przechodził przed rzędem kamiennych twarzy polskich katolików. Kłaniał się uprzejmie. A oni jak posągi, stali i okazywali pogardę.
Miało być pojednanie. Czekałem na słowa przeprosin i prośby o przebaczenie ze strony p. Jarosława Kaczyńskiego i p. Prezydenta – za zniszczenie najpiękniejszej stronicy polskiej historii – Lecha Wałęsy. A oni nawet słowem nie wspomnieli jednego z największych Polaków, który poprowadził naród k wolności.
To nie ideologia ich dzieli. Pojawiła się w Polsce nowa klasa społeczna. Uważa ona, że Polska to oni i pospólstwo, chamstwo.
Jakżeż mógł elektryk, robol, nieuk, parias pomyśleć, że wykształciuchy, doktory, magistry – intelektualni nowobogaccy dopuszczą chama do swego towarzystwa?
Nieraz publicznie ogłaszali się „łaskawymi panami”. I chamstwo powinno im się kłaniać i upadać przed nimi na twarz.
I tak z inteligencji (szpagatowej) przekształcili się zwykłych, nieokrzesanych gburów, którym, z tytułami naukowymi, brak jednego: kultury na co dzień, kindersztuby.
Podział na lepszą i gorszą kategorią Polaków to właśnie ich mentalność: „My. Pany, wy, chamy”; „My prawdziwi katolicy, wy, gromada plebsu”.
Tego leczyć nie można. Jeśli ktoś, jak powiadał wielki Polak, smrodzi wyżej niż ma dziurkę, to jedynie nowe wybory mogą ochronić kraj przed upadkiem. Przepraszam, za prostackie porównanie – autorem, od którego to przejąłem był Kardynał Adam Kozłowiecki SJ, mój nie żyjący już mentor i przyjaciel.
Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, broda i na zewnątrz

Obraz może zawierać: tekst

PiS z chołotą na ulicach Warszawy – skandal, kompromitacja i za to przyjdzie im zapłacić!

12 listopada jest wolny od pracy, bo oni piją z rozpaczy!

Na zdjęciu jest mój blok, w którym zamieszkuje 36 rodzin, a flaga pojawiła się tylko na trzech balkonach.

Ludzie mają chyba w nosie fakt, że już 100 lat mieszkamy i żyjemy w wolnej Polsce.

Obraz może zawierać: niebo, dom, roślina i na zewnątrz

Moje miasto jest ujęte na tej grafice i jestem z tego dumna. Poszukajcie się kochani.

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

W moim mieście prowincjonalnym odbyły się uroczystości świąteczne, które celebrowano przy obelisku, poświęconym wyzwolicielom naszego miasta w 1945 roku.

Jestem dumna, że nawet w małych miasteczkach potrafimy wspólnie świętować.

U nas nie było faszystów, barierek, Policji, a byli Ci, którzy godnie oddali cześć naszej Polsce.

Obraz może zawierać: 3 osoby, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda

W moim mieście też zatańczono Poloneza! Jestem znowu dumna.

Obraz może zawierać: 9 osób, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, buty, drzewo i na zewnątrz

Co zapamiętam z tego obchodzenia 100 lecia Odzyskania Niepodległości?

Zapamiętam przede wszystkim Donalda Tuska, który pojawił się na ochodach i świętował z kochającymi Polskę.

Został po chamsku zignorowany przez PiS i postawiono go na trybunie w szarym końcu – tak zignorowany tylko zyskał.

Składał wieńce i proszę sobie porównać ten sam pomink i dwóch polityków i proszę znaleźć różnicę!

Osamotniony Adrian i otoczony Donald Tusk ludźmi, którzy na niego czekają i mają z nim wielkie nadzieje.

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, tłum i na zewnątrz

Mój kolega Dominik tak podsumował obchody niepodległościowe w Warszawie i ja się z Nim całkowicie zgadzam, bo PiS 100 lecie położył na łopatki i zostanie po tej rocznicy tylko niesmak.

I znowu płaczę nad Tobą Polsko.

Co żeście skurwysyny uczynili z tą krainą? – „Kazik”.

BARWY NARODOWE

Biało-krwawy,
Krwawo-biały, lniany
Opatrunku, który zwiesz się: sztandar,
Coś się z wielkim krwotokiem uporał!
Wiatr rozwija ten dokument rany,
Wznosi w górę bohaterski bandaż.
Tę pamiątkę,
Ten dług
i
ten morał.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

 

Marsz Niepodległości pod patronatem Dudy się udał:
Wszyscy pięknie odśpiewali hymn:
Obrazek
A potem pokojowo przemaszerowali przez centrum stolicy Rzeczypospolitej:
.:okok:.
https://web.facebook.com/oko.press/vide … 360645189/

https://web.facebook.com/osrodek.monito … 104744438/

Polskie wojsko szło praktycznie ramię w ramię z neofaszystami w stolicy Polski. .:boisie:,
Obrazek

Duda nawet gorąco zapraszał na ta uroczystość rodziny z dziećmi:
https://web.facebook.com/marcin.szczygi … 182112241/

W międzyczasie uroczyście spalono flagę Unii Europejskiej:
Obrazek

A że w Warszawie smog, to nie od dzisiaj wiadomo (to wina Tuska! .;34;.):
Obrazek

Zagraniczne agencje i media komentują Marsz Niepodległości, a w nagłówkach pojawia się informacja, że Prezydent Polski, Andrzej Duda dołączył do antysemickich nacjonalistów .:oklaski:.
„Polska pod znakiem nacjonalistycznego marszu w 100 rocznicę odzyskania niepodległości”
Obrazek

Obrazek

 

 

A gdyby to Jarosław zginął?

Kiedy rodzą się bliźniaki, to od samego początku jest to bardzo specificzna więź.

Podobno jak jeden jest głodny, to drugi zaraz zaczyna też ryczeć, że jest też głodny i matka musi je karmić piersią razem.

Podobno jak jednego boli kolano, to drugi też się na to skarży, ale może to są tylko plotki.

Jadwiga Kaczyńska urodziła ich dwóch i tu powyższa teoria się zgadza, bo Lech i Jarosław mieli ze sobą zawsze bardzo silną więż, choć ich charaktery były skrajnie różne.

Lech to taka mamałyga, która wszystkiego się w życiu bała, a Jarosław przebojowy i miał ogromny wpływ na brata i apetyt na władzę.

Podobno Lech wcale nie chciał istnieć w polityce, bo wolał żyć spokojnie, według swoich zamierzeń i marzeń.

Jego brat, to istny brutal i za wszelką cenę chciał zaistnieć w polityce i mieć na nią swój wpływ.

Lech się ożenił i bez swojej Marii by nie istniał, bo tylko ona miała na niego wpływ i się bardzo kochali, ale Jarkowi to przeszkadzało i kazał bratu wystartować w wyborach na prezydenta.

Lech wygrał, ale ta rola mu mocno ciążyła, ale jak brat bliźniak kazał, to nie miał innego wyjścia.

Musiał się pożegnać ze spokojnym życiem, ale miał to szczęście, że miał u boku żonę Marię.

Czasami ta funkcja mu przeszkadzała i posiłkował się „małpeczkami” w celu zredukowania stresu.

Jarek kazał lecieć do Katynia, to poleciał i z powodu bylejakości zginął w katastrofie.

I tu zaczął się horror  dla Polski, bo musieliśmy przeżyć fanaberie Jarosława z miesięcznicami i w końcu doczekaliśmy się pominka byle jakiego, zastraszonego prezydenta.

Jakie to smutne, że na cokole stoi Lech bez żony, bez której nie potrafił żyć.

I tylko gołębie będą miały gdzie świnić, a Jarosław i tak nie zagłuszy swojego sumienia, że spowodował śmierć brata, bratowej i innych biorących udział w tym pazernym locie.

Okazuje się, że Jadwiga Kaczyńska urodziła Mścisława i Dobrosława i gdyby, to Jarosław zgniął w Smoleńsku, a nie Lech, to mielibyśmy w Polsce spokój, ład i praworządnąć, a tak mamy anarchię i faszyzm!

 

Postawili go takiego samotnego w samotnym miejscu.
Zapomniano o żonie – Pani Marii i kto mu teraz kanapki przyniesie w reklamówce i poprawi krawat?
Przecież nie istniał bez żony!
Kto mu teraz kupi słynne małpeczki?
Zostawili go na pastwę gołębi!

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną w juracie

 

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną w juracieZnalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński z żoną

Miało być radośnie, a ja płaczę!

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, tekst i na zewnątrz

 

Moja Polsko kochana – składam Ci życzenia z okazji 100 – lecia Odzyskania Niepodległości, ale najpierw pogadajmy!

Kiedy się rodziłam – Tyś podnosiła się z pożogi wojennej.

Byłaś obtłuczona, zdruzgotana, brzydka i płacząca nad swoją, trudną historią, która obiła Ciebie i zrujnowała.

Rosłam mimo wszystko w Twoich granicach i ja się starzałam, a Tyś piękniała.

Uczyłam się Ciebie Polsko!

Uczyłam się o Twojej historii i uczyłam się podziwiać Twoje piękne pola, lasy,  rzeki, morze,  góry i polskie miasta oraz wioski.

Uczyłam się zarysu Twoich granic i uważam, że są piękne, bo prawie w kształcie serca, a nie jakiś tam włoski but.

Uczyłam się Ciebie Polsko i pokochałam to miejsce na Ziemi, uważając je za jedyne dla mnie.

Nigdy nie chciałam z Ciebie Polsko wyjechać, bo podobało mi się Twoje bohaterstwo i duma.

Pogoniłaś Polsko złe moce i w końcu wbiłaś się w swoje, nierozerwalne granice – stawałaś się piękną panną na wydaniu.

Ja się starzałam, a Ty piękniałaś z roku na rok –  stawałaś się jak młoda kobieta z wiankiem na głowie, plecionym z polnych kwiatów.

Twoje krajobrazy z wierzbą płaczącą, z żurawiami na polach i bocianami,  zawsze były inspiracją dla poetów i malarzy, bo jesteś piękna nawet wtedy, kiedy zasnuje Ciebie tajemnicza mgła.

Nagle zaczynały Ciebie Polsko przecinać cudowne autostrady, drogi, mosty, a miasta zaczynały błyszczeć blaskiem, kiedy słońce odbija się od dachów , gdy widzimy Ciebie Polsko z lotu ptaka.

Pokochałam Ciebie Polsko i w Tobie postanowiłam założyć Rodzinę i dla Ciebie wychować dobrze, swoje Dzieci, abyś była dumna z nowego pokolenia, które kiedyś będzie Twoją nadzieją.

Prawie mi się wszystko udało i ja się starzałam, a Tyś piękniała.

Byłam taka dumna, że masz Polsko tylu w swojej historii bohaterów narodowych i tylu mądrych, światłych ludzi, których z przyjemnością się słuchało w telewizji i w radio, aż tu nagle coś się z Tobą Polsko złego stało!

Z woli jakiegoś tam procenta wyborców,  wzięli Ciebie Polsko w łapy szubrawcy.

Ja się starzeję, a ty marniejesz,  jak kwiat, którego się nie podlewa.

Zbrunatniałaś, zbrzydłaś i wyglądasz jak kikut rośliny podczas suszy.

Płaczę nad Tobą Polsko!

„Czekam na wiatr, co rozgoni 
Ciemne skłębione zasłony 
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz”.

Olga Jackowska

 

Kapela z mojego miasta zrealizowała clip na 100 – lecie Odzyskania Niepodległości! Brawo, cudna produkcja!

 

Moja codzienność!

Budzę się o poranku cała nerwowa, bo wiem, że czeka mnie kolejny dzień z chorą Mamą.

Szybko biorę prysznic, szybko piję poranną kawę i szybko jako tako ogarniam swój dom. Wszystko szybko!

Szybko pakuję swoje manatki jak telefon, okulary, klucze – wrzucam bezładnie do koszyka i się szybko ubieram, aby za chwilę wyjść z domu na parę godzin dyżurowania.

Czasami bywa, że zapomnę wziąć swojej porcji leków, a więc się wracam i łykam je na pusty żołądek, bo kompletnie rano nie mogę nic zjeść, a jem kiedy trochę się uspokoję i wyciszę.

Otwieram drzwi od mieszkania Siostry i od razu widzę Mamę, bo łóżko Jej ustawione jest na wprost drzwi wejściowych.

Kiedy wchodzę, to od razu widzę, czy Mama śpi, czy czuwa, ale ostatnio przeważnie śpi.

Robię sobie drugą kawę, aby dobudzić się na spokojnie już i loguję się do sieci, bo mam swój drugi laptop u Siostry.

Bez tej maszynki bym zwariowała, bo to ona mi zapełnia godziny spędzone z Mamą.

Siedzę blisko Jej i co trochę obserwuję, czy śpi, czy oddycha, czy czasem nie umiera.

W laptopie czytam wiadomości na Facebooku, oraz sprawdzam pocztę, czy ktoś dla mnie bardzo ważny w sieci nie napisał wiadomości, a bardzo się cieszę, że ta ważna dla mnie osoba się odezwała – odpisuję, bo mam chwilę, że Mama śpi.

Jednak, co trochę doglądam, czy oddycha i czy żyje i wciąż żyje, bo nagle otwiera oczy i każe się zaporowadzić do WC na zmianę pampera i prosi o picie.

Idzie resztkami sił, o lasce do WC, ale wciąż pilnuje tych spraw, a potem znowu zasypia. Trzymam ją pod pachami z całych sił.

Budzi się w okolicy południa i każe sobie włączyć „Koło fortuny” emitowane na TV2 i mimo, że przesypa ten program ostatnio, to i tak ma być na ekranie.

Tak patrzę i obserwuję to jej umieranie i dziś sobie pomyślałam satyrycznie, że Mama postanowiła sobie, że na stare lata sobie poleży i się porządnie wyśpi, bo umierać nie ma zamiaru, kiedy my padamy na pysk z powodu zmęczenia.

Całe życie cierpiała na bezsenność, a teraz nadrabia.

Jest to zmęczenie fizyczne i psychiczne, ale bardziej psychiczne, bo towarzyszyć chorej osobie w odchodzeniu jest bardzo męczące i absorbujące, oraz przygnębiające.

Kiedy wracam do domu po dyżurze, to jestem w stanie tylko na małe poprawki w domu, a potem padam na kanapę i łapię równowagę, aby tylko nie zwariować i dotrwać do dnia następnego, a teraz dni są takie krótkie i nastaje szybko ciemność.

Biorę więcej leków na serce, które w tym stresie robi mi arytmię i marzę o tym, aby ten koszmar się skończył.

Niech to się stanie przed Bożym Narodzeniem, abyśmy wszyscy w te święta w końcu odpoczęli, ale jak będzie, to tego nie wie nikt.

Jutro znowu się skrabię po schodach, mając nadzieję na rychły koniec, bo aż się wstydzę swoich myśli, aby Mama w końcu nas wszystkich uwolniła i spoczęła w spokoju.

Czasami sobie myślę, że diagnoza – rak wątroby, to jakiś pic, bo dawali lekarze Mamie 4 miesiące od diagnozy, a Ona tymczasem zjada pełne posiłki i niech mi to jakiś onkolog wytłumaczy!

Minęły dwa lata!

Przypominam sobie swoje ukończenie 50 lat i wówczas poczułam się bardzo stara.

Już wówczas wiedziałam, że przyjdzie czas, że Mama kiedyś odejdzie, ale nigdy nie przypuszczałam, że będzie to takim utrapieniem.