Archiwum dnia: 9 listopada, 2018

Moja codzienno艣膰!

Budz臋 si臋 o poranku ca艂a nerwowa, bo wiem, 偶e czeka mnie kolejny dzie艅 z chor膮 Mam膮.

Szybko bior臋 prysznic, szybko pij臋 porann膮 kaw臋 i szybko jako tako ogarniam sw贸j dom. Wszystko szybko!

Szybko pakuj臋 swoje manatki jak telefon, okulary, klucze – wrzucam bez艂adnie do koszyka i si臋 szybko ubieram, aby za chwil臋 wyj艣膰 z domu na par臋 godzin dy偶urowania.

Czasami bywa, 偶e zapomn臋 wzi膮膰 swojej porcji lek贸w, a wi臋c si臋 wracam i 艂ykam je na pusty 偶o艂膮dek, bo kompletnie rano nie mog臋 nic zje艣膰, a jem kiedy troch臋 si臋 uspokoj臋 i wycisz臋.

Otwieram drzwi od mieszkania Siostry i od razu widz臋 Mam臋, bo 艂贸偶ko Jej ustawione jest na wprost drzwi wej艣ciowych.

Kiedy wchodz臋, to od razu widz臋, czy Mama 艣pi, czy czuwa, ale ostatnio przewa偶nie 艣pi.

Robi臋 sobie drug膮 kaw臋, aby dobudzi膰 si臋 na spokojnie ju偶 i loguj臋 si臋 do sieci, bo mam sw贸j drugi laptop u Siostry.

Bez tej maszynki bym zwariowa艂a, bo to ona mi zape艂nia godziny sp臋dzone z Mam膮.

Siedz臋 blisko Jej i co troch臋 obserwuj臋, czy 艣pi, czy oddycha, czy czasem nie umiera.

W laptopie czytam wiadomo艣ci na Facebooku, oraz sprawdzam poczt臋, czy kto艣 dla mnie bardzo wa偶ny w sieci nie napisa艂 wiadomo艣ci, a bardzo si臋 ciesz臋, 偶e ta wa偶na dla mnie osoba si臋 odezwa艂a – odpisuj臋, bo mam chwil臋, 偶e Mama 艣pi.

Jednak, co troch臋 dogl膮dam, czy oddycha i czy 偶yje i wci膮偶 偶yje, bo nagle otwiera oczy i ka偶e si臋 zaporowadzi膰 do WC na zmian臋 pampera i prosi o picie.

Idzie resztkami si艂, o lasce do WC, ale wci膮偶 pilnuje tych spraw, a potem znowu zasypia. Trzymam j膮 pod pachami z ca艂ych si艂.

Budzi si臋 w okolicy po艂udnia i ka偶e sobie w艂膮czy膰 „Ko艂o fortuny” emitowane na TV2 i mimo, 偶e przesypa ten program ostatnio, to i tak ma by膰 na ekranie.

Tak patrz臋 i obserwuj臋 to jej umieranie i dzi艣 sobie pomy艣la艂am satyrycznie, 偶e Mama postanowi艂a sobie, 偶e na stare lata sobie pole偶y i si臋 porz膮dnie wy艣pi, bo umiera膰 nie ma zamiaru, kiedy my padamy na pysk z powodu zm臋czenia.

Ca艂e 偶ycie cierpia艂a na bezsenno艣膰, a teraz nadrabia.

Jest to zm臋czenie fizyczne i psychiczne, ale bardziej psychiczne, bo towarzyszy膰 chorej osobie w odchodzeniu jest bardzo m臋cz膮ce i absorbuj膮ce, oraz przygn臋biaj膮ce.

Kiedy wracam do domu po dy偶urze, to jestem w stanie tylko na ma艂e poprawki w domu, a potem padam na kanap臋 i 艂api臋 r贸wnowag臋, aby tylko nie zwariowa膰 i dotrwa膰 do dnia nast臋pnego, a teraz dni s膮 takie kr贸tkie i nastaje szybko ciemno艣膰.

Bior臋 wi臋cej lek贸w na serce, kt贸re w tym stresie robi mi arytmi臋 i marz臋 o tym, aby ten koszmar si臋 sko艅czy艂.

Niech to si臋 stanie przed Bo偶ym Narodzeniem, aby艣my wszyscy w te 艣wi臋ta w ko艅cu odpocz臋li, ale jak b臋dzie, to tego nie wie nikt.

Jutro znowu si臋 skrabi臋 po schodach, maj膮c nadziej臋 na rych艂y koniec, bo a偶 si臋 wstydz臋 swoich my艣li, aby Mama w ko艅cu nas wszystkich uwolni艂a i spocz臋艂a w spokoju.

Czasami sobie my艣l臋, 偶e diagnoza – rak w膮troby, to jaki艣 pic, bo dawali lekarze Mamie 4 miesi膮ce od diagnozy, a Ona tymczasem zjada pe艂ne posi艂ki i niech mi to jaki艣 onkolog wyt艂umaczy!

Min臋艂y dwa lata!

Przypominam sobie swoje uko艅czenie 50 lat i w贸wczas poczu艂am si臋 bardzo stara.

Ju偶 w贸wczas wiedzia艂am, 偶e przyjdzie czas, 偶e Mama kiedy艣 odejdzie, ale nigdy nie przypuszcza艂am, 偶e b臋dzie to takim utrapieniem.