Archiwa miesięczne: Styczeń 2019

A kiedy rodzice odchodzą.

Podobny obraz

Kto mnie czyta, to wie, że mam umierającą Mamę, która właśnie w otoczeniu bliskich za chwilę odda ostatnie tchnienie.

Być może przetrwa tę noc, a o poranku wejdziemy wszyscy w żałobę i organizowanie pogrzebu.

Nie rozpaczam póki co, bo już nie mogłam patrzeć na jej mękę i zmaganie się z chorobą, ale pewnie dopadnie mnie rozpacz, kiedy będzie po wszystkim, a w głowie zacznie się analizowanie tej przykrej sytuacji i będę musiała się bronić przed różnymi emocjami.

Kiedy odchodzi Matka, to umiera w nas jakaś czątka i coś się na zawsze skończy i nic z tym nie da się zrobić, a jedynym wyjściem będzie pogodzenie się z odejściem.

Nie mam siły więcej pisać, bo jestem rozedrgana, niespokojna i w domu palą się świece, aby dać wyraz temu, że całym sercem ją żegnam – na zawsze.

Jakże różne są stosunki z matkami i polecam poniższy artykuł znaleziony w sieci, mówiący o tym jak bardzo bywają skomplikowane relacje między córkami, synami z matkami, ojcami, rodzicami.

Polecam i może ktoś się do artykułu odniesie, a może wspomni o swojej mamie i relacjach z nią.

Czy jesteś cokolwiek winna matce, które cię nie kochała?

Córki, które doświadczyły zdrowego przywiązania w dzieciństwie, od mam odpowiadających na ich potrzeby, wyrastają na kobiety dostępne emocjonalnie, czułe, ufne, spontanicznie, pozostające w kontakcie z emocjami.

Córki, które nie doświadczyły bezpiecznej więzi z mamami, będą dorosłymi niedostępnymi emocjonalnie, odrzucającymi innych, niezdolnymi do spontanicznych reakcji emocjonalnych (odpowiedzialnych za budowanie bliskości). Mogą nabyć te umiejętności w toku terapii. Nadal stoją przed dylematem, czy podtrzymywać relację z matką, która nie była zdolna obdarzyć miłością i celowo rani.

Niekiedy córka próbuje chronić się myślą, że może jej matka w ogóle nie jest zdolna do okazywania uczuć, ale często okazuje się, że potrafi to, na przykład w relacji z synem.

Wiele córek niekochających matek nie tylko musi sobie poradzić z brakiem ich miłości, wsparcia i akceptacji, ale też z presją społeczeństwa na podtrzymywanie relacji, która stoi w sprzeczności z prawem do chronienia siebie przed jej destrukcyjnym wpływem.

Zerwanie relacji z własną matką jest piętnem, z którego córki są surowo rozliczane i z miejsca oceniane jako winne, niezależnie od tego, jak wiele okrucieństwa doświadczyły i jak wiele razy próbowały pojednania. Nikt nie wierzy, jak naprawdę wygląda ta relacja, ponieważ matki przy ludziach zachowują się zupełnie inaczej niż sam na sam z córkami. Jeśli nie rozmawiasz z własną matką, inni z miejsca wydają werdykt: coś z tobą jest nie tak, bo nikt normalny się na to nie decyduje. Zawsze świadczy to o tobie, nigdy o matce. Dlatego osoby z najbliższego otoczenia będą wywierać presję na dorosłej córce, by utrzymywała kontakt z matką, jakby podtrzymywanie tej więzi było jedynym słusznym i zdrowym wyborem.

Nawet kobiety, które zdecydowały się zerwać więź, często stoją przed ponownym dylematem spotkania, gdy matka jest umierająca.

O swoim doświadczeniu opowiada pisarka i terapeutka Peg Streep, która przez ostatnich 10 lat przed śmiercią jej matki, nie miała z nią kontaktu, a gdy zadzwonił brat, że to ostatnia chwila na pożegnanie, musiała stoczyć kolejną wewnętrzną walkę…

„Pewnego poranka, w lutym 2001, zadzwonił brat: „Mama umiera. Pomyślałem, że może chciałabyś przyjechać i się z nią po raz ostatni zobaczyć.” Nie widziałam się z nią, ani nie rozmawiałam przez ostatnie 10 lat, nie wiedziałam nawet, że jest chora.

„Czy chciała się ze mną zobaczyć, to z jej inicjatywy ten telefon?” – zapytałam. Brat zamilkł, odchrząknął i odpowiedział: „Nie.”

„Czy kiedykolwiek wspominała o mnie przez ostatnie miesiące, lata?” Zapytałam. Brat znów zamilkł, po czym odpowiedział: „Nie.” Po chwili dodał: „Pomyślałem, że może, mimo wszystko chciałabyś się pożegnać. To jej ostatnie chwile, jest nieprzytomna.”

Podziękowałam mu za telefon, życzyłam powodzenia i powiedziałam, że muszę to przemyśleć i do niego oddzwonię.

Zadzwoniłam do przyjaciół, krewnych, terapeutki i wszyscy doradzali: „Powinnaś jechać. Jesteś jej to winna, ponieważ cię urodziła, a takie spotkanie pozwoli ci zamknąć pewien etap.”

Moja terapeutka, którą podziwiałam, była kategoryczna, mówiąc mi, że mogę sobie nigdy nie wybaczyć, jeśli nie pojadę. Przyjaciele przekonywali, że poczuję się dobrze sama ze sobą, dokonując tego aktu ostatecznego obowiązku wobec matki. Nawet, jeśli moja matka była wobec mnie okrutna, takim gestem udowodnię, że w sprawach fundamentalnych, nie jestem ani trochę jak ona.

Wszyscy starali się być pomocni, mili i życzyli mi, bym była zadowolona ze swojego wyboru. Wiem, że mieli dobre intencje. Ale żadne z nich nie miało takiego dzieciństwa jak ja, ani takiej matki i nie mogli mnie zrozumieć.

Scena jaką ujrzałam w swoich wyobrażeniach, daleka była od zakończeń rodem z Holywood. Zobaczyłam siebie stojącą przy jej łóżku, mówiącą do niej, i jak podczas każdej innej rozmowy, okazałaby się niezdolna, by mnie wysłuchać, choć tym razem z innej przyczyny, finał byłby boleśnie znajomy. Stałabym tam ze łzami w oczach, zadając to samo od lat pytanie: „Dlaczego mnie nie kochałaś?”

Tym razem jej milczenie rozciągnęłoby się na wieki. A mała dziewczynka wewnątrz mnie znów zachowałaby nadzieję i modliła się z całego serca, że tym razem mama okaże jej miłość.

Nie pojechałam i nigdy tego nie żałowałam. Zignorowałam rady wszystkich, wybrałam z całą świadomością kosztów, jakie przyjdzie mi ponieść.

„Ludzie są wolni w podejmowaniu decyzji, ale nie są wolni od konsekwencji tych decyzji.”

To nie jest historia, którą ktokolwiek chce usłyszeć, ale jest to historia, która musi być usłyszana, w obliczu wszystkich historii przebaczenia i pojednania. Każda z tych historii świadczy na swój sposób o tym, co się dzieje, gdy matka nie potrafi kochać swojej córki.”

Marta Szyszko

fragmenty książki: „Mean Mothers. Overcoming the Legacy of Hurt” Peg Streep.

mean-mothers

http://niedoskonalamama.pl/jestes-cokolwiek-winna-matce-ktore-cie-kochala/mean-mothers/

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Reklamy

Deweloper +

Znalezione obrazy dla zapytania taksówka 500+

Brałam dziś udział w rozmowie:

  • dostają to 500 + i z wiosek przyjeżdżają do miasta na zakupy – taksówkami,
  • ja – ale przecież to są pieniądze dla dzieci – twierdzę naiwnie,
  • no dla dzieci, ale rodzice ochoczo z tego krzystają i zamawiają taksówki w tę i we wtę,
  • ja – ale przecież to jest nieuczciwie w stosunku do własnych dzieci – twierdzę naiwnie,
  • mało tego – oni kiedy dostaną kasę, to ją wydają w ciągu jednego dnia, bo kiedy jest ciepło, to robią wypasione grille w ogódkach, a kiedy jest zimno, to robią balangi na domówkach,
  • mnie zatkało, a tu jeszcze się dowiaduję, że są rodziny, które mają za swojego kierowcę – wynajętego taksówkarza na stałe,
  • w małych miejscowościach nic się nie da ukryć, bo bystre jest oko sąsiada.

Ten rząd rozpuścił społeczeństwo do granic „niemożliwości” i jakże często rodziny przepuszczają otrzymaną kasę, a dzieci nie mają z tego nic, bo nie mają butów, kurtek, czapek, materiałów do szkoły, kiedy wielu rodziców ma gotowy zastrzyk gotówki, z którego tylko oni korzystają i nikt tego nie sprawdza i nikt nie ma nad tym kontroli.

Rozmowa ta pochodzi z wiarygonego żródła i ja nic tu nie zmyślam, a taksówkarzom na moim terenie znacznie się poprawiło finansowo.

Przeważnie to są rodziny patologiczne, które dostały spory zastrzyk i  nagle poczuli się panami życia i korzystają i piją, lulki palą oraz dobrze się bawią.

Oni krzyczą z trybuny sejmowej, że polepszyli byt polskim rodzinom, ale nie wiedzą o tym, że te pieniądze nie są przeznaczane dla dzieci, a są marnotrawione.

Kaczyński wymyślił to przekupstwo i tylko dzięki temu wygrał wybory, a potem zajął się deweloperką, aby w Warszawie wybudować potężne, dwie wieże, by móc czerpać z tego korzyści dla swojej partii i mógł rządzić do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Czekałam na tasiemki, kiedy bezpośrednio nagrają prezesa i się doczekałam.

Po tych tasiemkach  dla prezesa już nic nie będzie takie samo, bo jeśli w swoich wystąpieniach będzie podnosił, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy, to Polacy (rozumni Polacy) pękną ze śmiechu!

Panie prezesie – jesteś spalony gdyż:

„Gdy grabież staje się sposobem życia dla grupy ludzi, …stworzą oni dla siebie system prawny, który usprawiedliwi ich działania i kodeks moralny, który będzie go gloryfikował”
Frédéric Bastiat

Nagrali stratega
Okazało się, że taki mądry, przenikliwy, nieskazitelnie uczciwy, wolny od pokus, myślący tylko o Polsce, o biednych, krystalicznie prawy, mądry, zatroskany patriota z Żoliborza, dał się nagrać i to ok. 30 godzin. Chodził do niego kuzyn, któremu nie zapłacił, nagrywał. Nie pomogła ochrona, przenikliwy Kamiński, biurokrata Błaszczak, urocza p. Basia Skrzypek, nie pomogła armia tajniaków, ochroniarzy, patriotów najwyższej próby, a mimo to nagrali karła. Nagrał ten, któremu nie zapłacił – jak w Kabarecie Starszych Panów „a on powiedział, że ne zaplaci”. Teraz mam nadzieję zapłaci Napoleon z Żoliborza utratą władzy. Już wiadomo po co było aresztowanie Misiewicza i tej damy co zatrzymała harcerza na Westerplatte (proszę stać) – nowa wersja Emilii Plater. To było działanie wyprzedzające miało osłonić genialnego stratega, co tam Misiewicz trzeba ratować Kaczyńskiego. Ale nie uratowali, słychać jego niechlujny wredny głos i pryska budowany mit nie dbającego o sprawy finansowe ojca narodu. Liczą się tylko pieniądze dla swoich, na walkę o władzę i jej utrzymanie, pieniądze na instytut genialnego braciszka (ciekawe co będą robić pracownicy tego dzieła). Przyjdą do pracy i będą chyba rzeźbić kolejne tablice, grawerować genialne myśli Lecha Kaczyńskiego i formułować nieśmiertelną doktrynę bohatera dwóch narodów Polski i Gruzji. Z taśm wynika, że trzeba jeszcze więcej pieniędzy, budynków, banków, aby kupować zwolenników i pachołków i nigdy nie oddać władzy. Polska to Kaczyński, A Kaczyński to Polska, a dwie wieże Kaczyńskich będą stać jak Pałac Kultury pomnik Stalina, który okazał się śmiertelny. Oni będą nieśmiertelni. Okazuje się, że poparcie kryptonazistów nie jest przypadkowe słowa o żydowskim profesorze nie zostaną zapomniane. Ojcze Ludwiku czy nadal będziesz błagał o audiencję u bohatera nagrań? Czy długo jeszcze będziemy czekać, aż Papież Franciszek pośle Rydzyka na jego miejsce czyli do diabła? I czy po tych nagraniach długo jeszcze będziemy znosić tę łapczywą klikę w roli władców Polski?
Stefan Niesiołowski

Oni się kończą!

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński łupież

Wyznawcy tej bandyckiej partii PiS nie mają kompletnie politycznej intuicji i dalej stoją murem za tymi, co to weszli do polityki i wygrali podstępem wybory, by Polskę zniszczyć!

Nie dociera do wyznawców, że popierają mafię, która kradnie wielkie, nasze pieniądze.

Nie dociera do nich, że w następnych wyborach na mafię zagłosują tylko ci, którzy dostali to przekupne 500+

Wyznawcy może nie chcą widzieć, że ich partia kradnie garściami nasze pieniądze, z naszych podatków.

Wyznawcy nie wiedzą, albo nie chcą wiedzieć, że w następnych wyborach nie zagłosują na tą partię nauczyciele, sędziowie, prokuratorzy, policja, wojskowi, renciści, emeryci, rolnicy, górnicy, obsługa administracyjna, kobiety pracujące, niepełnosprawni i wiele innych grup zawodowych, które zostały ewidentnie oszukane, bo w kapanii wyborczej było tyle obietnic, które nie zostały spełnione i nigdy nie zostaną  za rządu tego nierządu.

Trzy lata rozpierduchy w Polsce i nie powstała przez ten czas żadna, poważna inwestycja, a rozwalono wszystko, co nawet nie powinno być rozwalone.

Maski spadły i ludzie zobaczyli tych, którzy krzyczeli, że wystarczy nie kraść – teraz kradą na potęgę sami i ze swoimi rodzinami.

Wyrąbali puszczę i inne lasy, zabili dziki, łosie i teraz chcą strzelać do żurawii i ośmielili  faszystów!

Zastaszyli sędziów i prokuratorów, ale na szczęście idzie ich kres, bo nie panują nad Polską i ludziom otworzyły się oczy.

Mają w łapach CBA i dziś arsztowano przydupasa Macierewicza – Bartka Misiewicza i tylko jeszcze nie wiem, co chcieli tym przykryć, że ich służby aresztują swoich.

Czują, że się kończą i słupki lecą na pysk, a więc dziś na Nowogrodzkiej wielkie poruszenie i palą się światła w oknach tak samo jak za czasów PZPR – coś się dzieje, coś kombinują i być może jutro Gazeta Wyborcza odpali news, że PiS będzie skończone.

Może czas kupić szampana i niech się chłodzi.

Może dożyję tej chwili, kiedy te wykrzywione i kłamliwe twarze nie będą mi się śmiać w twarz z ław sejmowych i tego, że nie liczą się z Polakami.

Może dożyję, że ta kreatura z łupieżem na marynarce nie będzie nic się liczyła i kiedyś za demolkę w Polsce zostanie osądzona razem z Ziobro, Maierewiczem za defraudację krajowego budżetu.

Może dożyję osądzenia Beaty Szydło, która za darmoszkę latała w czwartki do Brześć i może dożyję, aby rozliczyć ich wszystkich za szastanie kasą na wszystkich odcinkach.

O prezydenie też wspomnę, że te nocne podpisy również zostaną rozliczone.

Będzie bardzo dużo roboty!

Niech się szampan chłodzi, bo ich kres oto nadchodzi!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Dziwna żałoba!

Dwa tygodnie temu, podczas światełka do nieba – 13 stycznia została popełniona ohydna zbrodnia na Prezydencie Gdańska – Pawle Adamowiczu.

Nie wiadomo jak do tego doszło, że podczas przemówienia Prezydenta wtargnął szaleniec na scenę i zadał kilka, śmiertelnych ciosów przebijając nożem płaszcz, garnitur i ugodził nożem, profesjonalnie Prezydenta.

Cała Polska wstrzymała oddech, a na drugi dzień ogłoszono, że Prezydent nie przeżył, mimo intensywnego ratowania jego życie!

Byłam w żałobie przez tydzień, płakałam, analizowałam i współczułam rodzinie, bo ten mord nie powinien się wydarzyć – nigdy!

Państwo zawiodło, procedury zawiodły i nikt do dzisiaj nie został osądzony za zaniedbania, a ministrom włos z głowy nie spadł.

Pamiętam czasy, kiedy to Minister Sprawiedliwości – Ćwiąkalski podał się do dymisji, kiedy w celi powiesił się więzień.

Teraz są już inne standardy i nikt kompletnie nie poczuwa się do winy, że doszło do takiego mordu!

Polska Policja jest tam, gdzie trzeba zabezpieczyć pisowskie imprezy, a w dzień Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Policji brak i Państwo jest bez ochrony.

Ale do meritum.

Prezydent Gdańska osierocił żonę Magdalenę i dwie Córki – Antoninę i Teresę.

Od tej tragedii minęło zaledwie 14 dni, a w tym czasie gdańszczanie byli w wielkiej żałobie i na każdym kroku podkreślali, że ta zbrodnia mocno ich dotknęła i nie mogą do dziś się z tej traumy otrząsnąć.

Zaraz po pogrzebie wdowa po Preyzdencie udzieliła wywiadu w TVN i przyznaję, że był to wywad mocny, dobitny, choć wydaje się, że wdowa była na prochach.

Pięknie składała zdania i nie była chaotyczna odpowiadając w punkt na pytania dziennikarza.

Nie spodobało mi się to, bo ja wciąż ubolewałam nad śmiercią jej męża, a ona miała siłę na wywiad i nie chcę na Boga hejtować, ale napiszę jak ja bym się czuła, gdyby mi zabito męża.

Znalazłabym się w psychiatryku na długie miesiące i nie byłabym zdolna do udzielania wywiadów.

Wdowa zaraz potem poszała do gazety Tomasza Lisa i tam też udzieliła ogromnego wywiadu, kiedy ja po takiej traumie leżałabym plackiem strasznie nieszczęśliwa.

Może się czepiam, bo ludzie różnie reagują w obliczu śmierci, ale dla mnie zachowanie tej wdowy kłóci się z przeżywaniem żałoby i tak sobie myślę, że w tym małżeństwie nie było za dużo miłości, a był to raczej swego rodzaju układ. – może biznesowy!

Proszę nie bierzcie mnie za hejterkę, ale po prostu się zastanawiam nad tym, że ta kobieta wcale nie weszła w żałobę i nawet jej nie rozpoczęła.

Być może latanie po mediach sprawia, że tak się oczyszcza z traumy, kiedy wdowy i wdowcy po katastrofie smoleńskiej długo nie mogli do siebie dojść i byli z dala od mediów oprócz paru wdówek, którym kasa nie śmierdziała.

Magdalena Adamowicz: 13 stycznia Paweł zadzwonił bardzo wcześnie. Nie mógł spać, miał fatalną noc, jakieś koszmary.
  • Antonina sypia w jego piżamie… ja wzięłam jego poduszki… nosimy jego swetry w domu… Koszula, którą ostatnio miał i leżała na krześle, też jest z nami w łóżku. Ze spotkania z przyjaciółmi w niedzielę zabraliśmy stojące tam zdjęcie Pawła, który teraz cały czas na nas patrzy – mówi Tomaszowi Lisowi Magdalena Adamowicz, żona zmarłego prezydenta Gdańska.

W pełnej emocji rozmowie żona zamordowanego prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza opowiada redaktorowi naczelnemu „Newsweeka” o ich ostatnich wspólnych dniach: wakacjach w Kalifornii, pierwszej Wigilii poza Polską, noworocznych życzeniach, które zdążyli sobie złożyć. Wspomina, jak poznali się na Uniwersytecie w Gdańsku, mówi o ich pierwszym tańcu i zaproszeniu na bal, na które zdobył się przyszły prezydent – a wtedy jeszcze radny.

Żona zmarłego prezydenta szczerze tłumaczy też, jak brutalnie do domu Adamowiczów wdzierała się polityka. Wspomina stres związany z przesłuchaniami Pawła Adamowicza przed komisją ds. Amber Gold, tłumaczy, jak znosiły to córki Teresa i Antonina oraz przypomina, że wspólne wezwanie do prokuratury dostali na dzień przed Wigilią.

Radość ze zwycięstwa w Gdańsku tłumiła w rodzinie Adamowiczów atmosfera nagonki: kolejne przesłuchania, wezwania do wyjaśnień, biegający za prezydentem dziennikarze. Paweł Adamowicz – wspomina żona – znosił to dzielnie, ale stres odbijał się na jego zdrowiu: był zmęczony, coraz gorzej sypiał.

Jak dla Magdaleny Adamowicz wyglądał wieczór 13 stycznia i noc po niej? Jak wraz z córkami próbują sobie radzić ze swoją niewyobrażalną stratą? Czy mają nadzieję, że z całego tego dramatu może wziąć się jakieś dobro? Czytajcie w poniedziałkowym numerze tygodnika „Newsweek Polska”.

 

Magdalena Adamowicz wywiad dla Newsweeka

Magdalena Adamowicz, cytaty z wywiadu dla Newsweeka

Magdalena Adamowicz, cytaty z wywiadu dla Newsweeka

Magdalena Adamowicz, cytaty z wywiadu dla Newsweeka

 

Seniorzy bądźcie grzeczni w sieci!

Znalezione obrazy dla zapytania senior pl

Jakieś siedem lat temu zostałam wykopana z największego forum dla seniora Cafe Senior i tak właściwie nie wiem do dzisiaj – dlaczego?

Istnieją na tym forum użytkowniczki, które mają setki usuniętych postów, ale admin ich nie wyrzuci, bo to byłby jej koniec i jej forum, z którego żyje dzięki reklamom.

Ten ban mocno mnie zabolał, bo nauczyłam się na tym forum wiele, przydatnych spraw w kwestii obsługi komputera i komputerowego nazewnictwa.

Ubolewałam, a jakże, ale nagle zmienił się rząd i panuje nam od trzech lat PiS..

Nagle zmieniła się optyka i administracja wielce przestraszona kasuje hejterskie posty w ilości zastraszającej i wygląda to tak:

Stary Dzisiaj, 19:40
pluto37
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia
Stary Dzisiaj, 19:36
Miran
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia

Jednym zdaniem podsumuję, że kończy się epoka forów dyskusyjnych, bo administratorzy boją się niebezpiecznych dyskusji i tego, że nagle organa ścigania będą ich prosić o ujawnienie IP użytkowników, którzy się wypowiadają niewygodnie dla władzy i dlatego na tych forach już dyskusji brak, bo wygląda to tak:

Stary Dzisiaj, 18:21
Mar-Basia
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia
Stary Dzisiaj, 17:36
Miran
Wiadomość została usunięta przez: admin Powód: naruszenie regulaminu KSC, wycieczki osobiste lub odpowiedzi na naruszenia

Po tylu latach banicji chciałam podziękować bardzo admince Senior Cafe – Joannie Gackiej za to, że zablokowała moje IP, a tym sposobem nie biorę udziału w nienawistnych wpisach w temacie polityka.

Dziękuję, że tym banem ochroniła mnie przed wieloma emerytami, posługującymi się mową nienawiści i nie grozi mi atak serca, czy choroba psychiczna. 😀

Na tym forum emeryci tworzą posty od rana do wieczora, bo mają po prostu za dużo czasu, a do tego nie przebierają w słowach.

Jestem wolna więc od hejtu i z tego powodu jeszcze raz dziękuję admince Senior Cafe, że oszczędziła moje i tak nadwątlone nerwy, a ja w zamian założyłam bloga!

Wyszło na to, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i nie biorę udziału w szambie.

Lubię gadać o polityce i pewnie gdybym nie była zablokowana, to bym się o politykę spierała, a tak mam spokój i śmieję się ze staruszków, którzy w Polsce są po .gimbazie największymi hejterami w sieci.

Babuszki na tym forum siedzą od rana do wieczora i opowiadają o tym jak minął ich dzień, bo są takie wątki dyskusyjne, gdzie są obrazki kwiatków, kawusi i ciasteczek, co mnie ogromnie śmieszy.

Jestem w stanie zrozumieć samotność, ale pisząc przez 12 lat istnienia tego forum o tym jaką zupę się gotuje, uważam za niedojrzałość i śmieszność, ale nich im tam będzie.

Jestem od 8 lat na Facebooku i nie należę do żadnej grupy dyskusyjnej i nie biorę udziału w hejcie, bo okazuje się, że staruszki nieźle sobie w sieci poczynają i czytamy poniżej!

Ja wystosuję apel – idzie wiosna i bądźmy dla siebie dobrzy – chociaż z wiosną, a ja mam na blogu bardzo interesujących rozmówców i ban na forum wyszedł mi tylko na dobre!

Nikt cię tak nie zhejtuje jak ludzie po 60-tce. To oni najbardziej wyzywają w internecie.

Na swoich profilach w mediach społecznościowych zamieszczają zdjęcia z wnukami, a w komentarzach pod artykułami zieją jadem. Sądząc po zdjęciach, które zamieszczają, mają około 60 lat. Jedna z takich osób właśnie została zatrzymana w Zabrzu. Ma 61 lat, w sieci chwaliła atak na prezydenta Adamowicza. Gdy ją zatrzymano, była zaskoczona. Nie wiedziała, że coś jej może grozić.

Nie wiemy dokładanie jakiej treści był wpis mieszkanki Zabrza. Wiadomo tylko, że w mediach społecznościowych zamieściła go niecałą godzinę po ataku na prezydenta Adamowicza. Pisała ze swojego komputera.

– Ta pani nie pochwalała przestępstwa zabójstwa, ona pochwalała samą napaść. Była zaskoczona. Nie spodziewała się, że za tego typu wpis może czekać ją odpowiedzialność karna. Myślę, że teraz już tę świadomość ma – mówi naTemat mł. asp. Rafał Kobyłecki z Komendy w Zabrzu.

Kobieta przyznała się do winy i chce dobrowolnie poddać się karze. Sprawa trafi do sądu, hejterce grozi do roku pozbawienia wolności. W internecie wywołała duże poruszenie. Bardzo dużo internautów bije brawo policji, niektórzy kpią: „Wnuczek zapomniał babci powiedzieć, żeby założyła fikcyjne konto”, „61 lat? Jaka z niej babcia, która pochwala takie rzeczy”.

Jednak śledząc opinie internetowe czasem można mieć odmienne wrażenie. Spróbujcie przejrzeć komentarze pod artykułami na Facebooku. Na zdjęciach profilowych znajdziecie sporo twarzy, które można określić na 55-60+. Niektóre konta wydają się anonimowe, nie mają żadnych wpisów.

Ale inni wprost określają się jako emeryci. Łatwo wchodzą w zajadłe dyskusje. Nie raz zieją jadem i nienawiścią, piszą co ślina na język przyniesie, a na prywatnych profilach zamieszczają słodkie zdjęcia z wnukami. Oczywiście, nie wszyscy. Ale…

„Trzeba zacząć od usuwania takich zdrajców jak on! Nikt nie powinien nawet wejść do kościoła w czasie gdy ta kreatura stoi przy ołtarzu! Zdrajca!!!!” – to jeden z takich wpisów. Dotyczył hierarchy polskiego kościoła, który mówił o bezpieczeństwie uchodźców.

Inny, spod tego samego artykułu na FB: „to nasłać na niego paru uchodźców niech mu tyłek przeczepią to zmieni zdanie. (…) ja osobiście to gardzę takimi osobnikami co przeciw ojczyźnie występują”.

O Tusku, gdy został wyróżniony przez „Foreign Policy”: „Przecież to sprzedawczyk. Z czego się tak cieszcie on ma was wiecie gdzie!”.

O o. Wiśniewskim: „W pale się przewraca szuja szczuć umie i nic więcej”.

Itd., itp.

Nie brakuje wulgaryzmów lub obelg
– Już dawno zauważyłem tę prawidłowość, bo naprawdę rzuca się w oczy. Osobami, które są najbardziej skłonne do hejterskich wpisów są właśnie „ciocie” i „wujkowie” 55+. Nie raz jestem w szoku, jakie rzeczy są w stanie wypisywać pod swoimi nazwiskami. Czasami wchodzę sobie na ich profile i widzę zdjęcia z wnukami czy dziećmi. I nie, to nie są fejkowe konta, te potrafię odróżnić. To także osoby najbardziej zacietrzewione w politycznych dyskusjach – mówi Michał, który zajmuje się m.in. moderacją komentarzy w Grupie naTemat.

Jego zdaniem, nie licząc fejkowych czy anonimowych kont, najwięcej nienawiści i braku kultury jest właśnie w tej grupie: – Nie brakuje wulgaryzmów lub obelg, czasami śmiesznych, często prostackich. Ale wspólny mianownik to właśnie wiek i styl bycia. Aż mnie skręca, jak sobie pomyślę, że mój dziadek, babcia czy wujostwo mieliby wypisywać takie rzeczy w internecie. Na szczęście nie mają Facebooka – dodaje.

„Sygnalista w sutannie. Jednak starość robi z ludzi durniów” – pisze np. starsza kobieta o jednym z duchownych. Choć, sądząc po zdjęciu, sama na młodą nie wygląda.

„Trochę wstyd wśród znajomych”
Gdy rzucam hasło „babcia lub dziadek” na Facebooku”, koleżanka od razu opowiada, jak jej babcia w czasie pobytu w szpitalu i na rehabilitacji dowiedziała się o istnieniu messengera i natychmiast chciała, by jej założyć, bo inne panie jej pokazały, że „od razu widać, że ktoś odczytał wiadomość i szybko można reagować”. Zupełnie inaczej jak w sms. – A ostatnio miała pomysł, by założyć jej Facebooka, ale jej nie założyliśmy – mówi.

Wspomina też, że trochę wstyd mieć dziadków wśród znajomych. – Kolega zamieścił zdjęcie, na którym był w spodniach z dziurami. Jego babcia od razu zareagowała, że kiedyś takich nie zakładano nawet do kopania kartofli – śmieje się. Niejedna babcia potrafi napisać wprost.

Ale hejterskie komentarze to co innego. – Moim zdaniem to wynika z dwóch powodów. Po pierwsze trochę z nieświadomości. Te osoby nie zdają sobie sprawy, że wszystko jest aż tak bardzo publiczne. Po drugie z dużej ilości wolnego czasu – mówi Michał.

„Ludzie nie mają świadomości”
Pamięta, jak kiedyś jeden z czytelników w mailu do redakcji oskarżał nas o „włamanie na jego konto na Facebooku i wypisywanie hejtów w komentarzach”: – Był bardzo oburzony. Po jakimś czasie napisał maila z przeprosinami. Okazało się, że wyszedł na chwilę z domu na zakupy, a w domu został jego tata, który z jego konta na Facebooku zaczął wchodzić w bardzo ostre, polityczne dyskusje z innymi internautami. Nie wiedział, że wszystko jest podpisywane danymi jego… syna – opowiada z rozbawieniem.

– Ludzie nie mają świadomości, że jest wolność słowa, ale to nie oznacza, że można pisać wszystko i wszędzie. 61-letnia kobieta z Zabrza nie jest pierwsza, nie jest jedyna i nie jest ostatnia, która takie rzeczy robi. Nieznajomość przepisów prawa nie zwalnia od ich przestrzegania. Należy się kierować rozwagą, rozsądkiem i własnym poczuciem wrażliwości, jak druga strona może to odebrać – słyszymy w zabrzańskiej komendzie.

W tym mieście jest to jednak pierwszy taki przypadek

W poszukiwaniu przyjaciół!

Znalezione obrazy dla zapytania plotkara

Człowiek jest zwierzęciem stadnym i mimo, że na świecie jest wciąż tyle pustych miejsc, sprzyjających do życia, to ludzie tłoczą się w miliony w miastach takich jak Tokio, Pekin, Moskwa, Nowy Jork, Warszawa i tak dalej.

Ludzie mieszkają w wielkich metropoliach, gdzie już trudno palec wścibić, a i tak do siebie lgną.

Jestem samotnikiem i wolę żyć w spokojnym miejscu, bez tego hałasu, zgiełku, autobusów, tramwajów, samochodów osobowych i smogu!

Może i jestem odludkiem, ale tak mi dobrze jest, że nie muszę przedzierać się przez tłumy ludzi spieszących do metro i nie muszę szukać miejsca dla zaparkowania samochodu, czy też łazić po galeriach, gdzie ludzie się mijają i na siebie nie patrzą, nie uśmiechają i nie rozmawiają ze sobą.

Powstała tendencja we współczesnym świecie, że chętnie zawiązujemy przyjaźnie w Internecie i choć ludzie się kompletnie nie znają, to nazywają innych ludzi przyjaciółmi i to jest matrix, że ufamy bardziej ludziom w sieci, aniżeli w realu.

W świecie realnym jest tyle ludzi samotnych – opuszczonych przez rodziny, którzy tęsknią i czekają choćby na telefon od bliskich i jakże często umierają samotnie, albo w hospicjum.

Nie jestem samotna, bo z Mężem mamy siebie, a gdzieś tam są w swoim świecie nasze Dzieci, które pamiętają o staruszkach.

Mam tyle lat, co mam i przeżyłam już kawał czasu z moim Mężem i dziś stuknęła nam 43 rocznica ślubu, którą spędziliśmy razem – we dwoje.

Dostałam kwiaty i życzyliśmy sobie jeszcze parę lat razem w jako takim zdrowiu i taka celebracja rocznicy zupełnie nam wystarcza.

Wiem, że ten wpis jest bardzo chaotyczny i zmierzam do meritum.

Mam za przyjaciela, miłość, za towarzysza na co dzień tylko mojego Męża i chwała, że go mam.

W swoim już dość długim życiu miałam tylko jedną, prawdziwą przyjaciółkę o imieniu Mariola.

Poznałyśmy się na psychoterapii i połączyły nas wspólne przeżycia i tak mogłyśmy ze sobą rozmawiać od rana do wieczora – spacerując często po parku pod rękę.

W takim wielkim świecie miałam ją jedyną, której mogłam się wygadać, a ona mnie i nigdy to nie wyszło w formie plotek i gadania.

Jakże trudno w tym świecie znaleźć jest prawdziwą, bratnią duszę w tych miliardach istnień ludzkich, a może to ze mną jest coś nie tak, że spotkałam na swojej drodze tylko jedną bratnią osobę?

Dziś otrzymałam telefon i pewna pani zapraszała mnie na kawę, ale znając ją ze świdrujących oczek, takich, co to prześwietlają ludzi na wylot – odmówiłam i wymigałam się.

Okropnie jestem ostrożna i stronię o ludzi kochających plotki, kiedy ta osoba wie o mnie więcej, niż ja sama o sobie i myślę, że nic nie straciłam.

O ironio losu – mam wirtualną przyjaciółkę i nie boję się tej przyjaźni tak nazwać, z którą piszę od trzech lat, codziennie i jest jak kamień w wodę – pozdrawiam Ciebie „A” i dziękuję za Twoje wsparcie.

Dlaczego jestem tak trudna w kontaktach, ano dlatego, że pewna pani była gościem  w moim domu dawno temu, ale to nie mnie przychodziła odwiedzać, a mojego Męża i może dlatego mam w sobie ten dystans do kobiet, bo z mężczyznami zawsze się świetnie dogadywałam i dogaduję – tak jest bezpiecznie!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, kwiat i roślina

Wyznaczyć sobie datę śmierci!

Znalezione obrazy dla zapytania samobójstwo tabletki

Kiedy się tak siedzi godzinami z chorą Mamą i obserwuje, czy jeszcze żyje, czy oddycha.

Kiedy jesteś na telefonie i każdy dźwięk przeraża, że może właśnie umarła.

Kiedy budzisz się ze strachem takim, że serce chce od rana wyskoczyć z piersi.

Kiedy opada stres i nagle wszystkie członki wiotczeją i nagle chce się spać, bo napięcie spada.

Kiedy się tak siedzi obok chorej, to do głowy napływa setki pytań o tym czy chciałabym tak leżeć miesiącami i być zdaną na pomoc rodziny, Córek, hospicjum

Dlaczego hospicjum, a no dlatego, że każdy ma swoje życie, swoje zmartwienia i dlatego mogę zostać oddana w obce ręce.

W opiekę nad moją Mamą włączone jest pięć osób i się wymieniamy, ale przez te 28 miesięcy padamy na twarz – zmęczeni i okradzeni z własnego życia – zrezygnowani, ale walczymy, choć łykam prochy na serce.

W pewnym momencie znika współczucie dla chorej, bo przecież ile można, a co dzieje się w innych przypadkach, kiedy opieka spada tylko na jedną osobę – lepiej sobie nie wyobrażać, a jeśli jest osobą pracującą, to jest wielki dramat.

Jestem na antydepresantach i postanowiłam z każdego opakowania zatrzymać dla siebie, na przyszłość – listek z tabletkami na wszelki wypadek, abym miała wyjście.

Może uda mi się zebrać nawet 100 sztuk!

Nie zniosę jak moja Mama tego bólu, bo mam bardzo na ból – niską odporność.

Nie zniosę sadzenia kup w pampers, aby moje Dzieci to robiły i tej całej ceremonii, aby mi ulżyć morfiną!

W Polsce nie ma żadnej pomocy dla rodzin obarczonych opieką nad śmiertelnie chorymi i to rodziny są obarczone przeżywaniem w odchodzeniu, opieką, kiedy nie ma się sumienia oddać bliskiego do hospicjum.

Nikt nie poleci opiekunki na godziny, aby rodzina mogła odpocząć i złapać oddech, a te opiekunki trzeba szukać we własnym zakresie.

Moja Mama, to stara,  przedwojenna osoba  – zahartowana, ale to, co wyrabia z tym apetytem na życie jest już przesadą i sama nie wiem, czemu to służy i co chce nam wszystkim udowodnić?

Nasze życie jest podporządkowane bycia z Nią, ale padamy na pysk i nie okłamujmy się, ale czekamy na koniec.

Umierała kilka razy, a na drugi dzień była żywa jak żywczyk, a nam opadały kopary.

Jeśli zachoruję na raka, to nie przyjmę chemii wzorem mojej Mamy, którą chemia by dawno zabiła.

Wezmę te tabletki i odejdę w cichości, robiąc przestrzeń rodzinie, która odetchnie, że nie zabiorę jej cennego życia, bo życie jest piękne, a rodzina nie będzie obarczona kupami w pampers.

Sama wyznaczę sobie datę śmierci i piszę o tym śmiertelnie poważnie.

Choruje na nowotwór, sama wybrała datę śmierci. „Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy”

Kiedy u 29-letniej Brittany Maynard zdiagnozowano raka mózgu, dawano jej kilka lat życia. Prognoza się jednak zmieniła – lekarze powiedzieli, że przeżyje pół roku. Chora jednak postanowiła inaczej. – Umrę pierwszego listopada – powiedziała Maynard, która walczy, by nieuleczalnie chorzy mogli zadecydować, kiedy chcą umrzeć.

W poniedziałek na YouTube zostało zamieszczone wideo, w którym 29-letnia Maynard opowiada swoją historię i mówi o planowanej dacie śmierci. – Po miesiącach badań, nadszedł bolesny moment dla mnie i mojej rodziny. Dowiedziałam się, że nie istnieje żadna metoda leczenia, która mogłaby uratować moje życie – mówi.

Diagnoza jak wyrok

U kobiety w styczniu zdiagnozowano raka mózgu. Na początku lekarze dawali jej kilka lat życia, jednak po szczegółowych badaniach okazało się, że jej stan się pogarsza i przeżyje najwyżej pół roku. – Rak się rozwija, zaczyna doprowadzać do bólu, którego nic nie jest w stanie uśmierzyć. Mam młode, zdrowe ciało, ale nowotwór zaczyna je zjadać. Musiałabym iść do hospicjum na kilka tygodni, może nawet miesięcy, a moja rodzina musiałaby oglądać moje cierpienie – mówi.

Trudna decyzja

By zrealizować swoje plany, Brittany razem z mężem i rodziną przeprowadziła się z Kalifornii do stanu Oregon, w którym dopuszcza się stosowanie środków przyspieszających śmierć.

Kobieta datę śmierci zaplanowała na 1 listopada, kilka dni po urodzinach swojego męża. Zaznacza jednocześnie, że nie jest to samobójstwo, że bardzo chciałaby żyć, ale nie ma dla niej lekarstwa. – Czuje ulgę, wiedząc, że mam możliwość umrzeć na własnych warunkach i chcę, aby inni w podobnej sytuacji również mieli tę opcję – mówi.

– Rak nie zrobi ze mnie niewolnicy – podkreśla. Głosy poparcia i sprzeciwu

Wideo z wyznaniem chorej na raka 29-latki zostało wyświetlone już ponad 6,5 mln razy. I jak zwykle bywa przy tak kontrowersyjnych tematach – wzbudziło zainteresowanie mediów, a także pobudziło do zagorzałej dyskusji zwolenników i przeciwników stosowania leków pozwalających przyspieszyć śmierć.

Bioetyk Arthur Caplan uważa, że przypadek Brittany Maynard ma potencjał, aby zmienić sposób, w jaki wielu ludzi – zwłaszcza młodych Amerykanów – postrzega ten problem. – Wielu z nich śledzi teraz tę historię i zastanawia się, dlaczego ich stan nie dopuszcza możliwości skorzystania z takich leków. Decyzja Brittany ma duży wpływ na to, co będzie się dalej działo w sprawie legalizacji tych środków – powiedział.

Z kolei Matt Walsh, dziennikarz „The Blaze”, jest „przerażony wizją debaty publicznej na temat dostępu do środków przyspieszających śmierć”. – Nie chce myśleć, że moje dzieci będą dorastać w kulturze, która otwarcie pozwala na samobójstwo. Jeśli uważasz, że to godne i odważne dla chorego na raka, który decyduje się zabić, to ciekawe, co mówisz o tych, którzy decydują się z tym żyć – zapytał Walsh.

https://www.tvp.info/17213869/choruje-na-nowotwor-sama-wybrala-date-smierci-rak-nie-zrobi-ze-mnie-niewolnicy

Dzień Babci – Dzień Dziadka!

 

Obraz może zawierać: ekran

Jestem padnięta i lecę na pysk, ale lubię te swoje wieczorne godziny, kiedy mogę coś napisać na moim blogu – odpoczywam tak!

Wiele godzin z chorą Mamą i napiszę niestety, że nie urodziłam się pielęgniarzem, czy też pielęgniarką.

O ile mogę opiekować się podając chorej pić, nakarmić, podać leki, poprawić poduchy, okryć ciało, aby nie marzło, to sprawy higieniczne mnie przerastają i tu biję się w piesi, że wówczas potrzebuję pomocy.

Wiele godzin z chorym wysysa energię i wypala i by nie zwariować towarzyszy mi laptop, aby sobie zapełnić ten czas – pomiędzy, ale i gapię się przez okno i dziś zauważyłam, że moje miasto tonęło w słońcu!

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Tyle razy tu pisałam, że Mama umiera, ale to jest często tak zgubne, bo o dziwo na drugi dzień, kiedy minie kryzys – kolejny, to Mama ożywa i doprawdy nie wiemy jak to sobie tłumaczyć!

Jest silna jak koń i ma chyba bardzo mocne serce, które wytrzymuje to wielomiesięczne leżenie w łóżku.

Laptop pomaga mi znieść te chwile i dyżur z Mamą, bo można w sieci przeczytać coś ciekawego, co zastanawia i tak:

Jestem babcią trójki Wnuków i uważam, że jestem normalną babcią bez wydziwiana i skakania nad Wnukami i pozwalania im na wszystko.

Staram się być babcią mądrą, tak jak i mój Mąż jest dziadkiem i traktujemy nasze Wnuki wydaje mi się z szacunkiem, ale bez tego, nadmiernego, dziwnego ich gloryfikowania, jakbyśmy traktowali Wnuki lepiej, aniżeli swoje Dzieci, które mają już swój świat i swoje życie.

Oboje kochamy Wnuki ogromną miłością, bo w końcu w nich płynie i nasza krew, ale bez tego wariactwa, że Wnukom wolno więcej, aniżeli kiedyś naszym Dzieciom!

Może zechcecie się odnieść do poniższego tekstu!

„Dlaczego nie byli tacy, gdy byłam dzieckiem?”. O wspaniałych dziadkach, którzy byli kiepskimi rodzicami.

Byli kiepskimi rodzicami, ale są za to wspaniałymi dziadkami. Tak się przynajmniej wydaje. Za wnukami skaczą, biegają po schodach, bawią się godzinami, na zawołanie robią ulubioną zupkę. Nigdy nie byli tacy dla swoich dzieci. Dlaczego? Czy coś się w nich zmieniło? Jak rozumieć to mają ich dzieci, dziś dorosłe i samodzielne.

Zmieniła się ich miłość
Przytulają, bawią, kołyszą – wcześniej nigdy takie nie były. Baśka codziennie odbiera swoją córkę Julkę od dziadków po pracy. Widzi, jak robią dla niej wszystko, widzi sceny, o jakich marzyła w dzieciństwie. Czuje, że jej rodzice odkryli w sobie potencjał do bezgranicznej i bezwarunkowej miłości. Teraz – wcześniej byli zapracowani, wściekli, głośni i surowi.

Jak patrzy na swoich rodziców dziś, ściskających trochę nawet za mocno jej dzieci, ma mieszane uczucia. Myśli: „Istne szaleństwo. Gdzie oni byli, jak ja byłam dzieckiem? Właśnie tego potrzebowałam! W zamian miałam listę oczekiwań i tonę krytyki. Szkoda, bo na lata podcięło mi to skrzydła”. Ta myśli uparcie do niej wraca, za każdym razem od momentu, gdy wchodzi do rodzinnego domu po swoje dziecko.

Znam niejedną taką historię. I zawsze, gdy ich słucham, zastanawiam się, czy zmieniają się ludzie, czy zmieniają się okoliczności. Zapewne to i to. A o trafną odpowiedź nie łatwo, szczególnie w kwestii miłości. Choć tu nie powinno być wątpliwości – zasługiwać na miłość nie trzeba, a wyrażana wprost daje potężną siłę.

Dla niej nigdy taki nie był
Znam też historię kobiety, której ojciec podnosił na nią rękę w dzieciństwie, dzisiaj słodko biega za gromadką swoich wnuków. Jak to rozumieć? W pamięci ciała ma rany, które zostaną na zawsze. Sceny rodzinne rodzą w niej złość, niesprawiedliwość i nieporozumienie. Bo oto skrzywdził własne dziecko, a zmagazynował energię, pokłady cierpliwości i miłości dla przyszłych pokoleń. Może dopiero teraz dowiedział się, czym jest miłość? Może to rodzaj zadośćuczynienia za niewłaściwe ojcostwo? Może odczuł, że zeszła z niego presja bycia twardym mężczyzną, pracującym na dom? – Jak to rozumieć? – pyta dzisiaj kobieta psychologa.

Można zastanawiać się długo, dlaczego nie byli takimi czułymi, bezwarunkowo kochającymi rodzicami, jak są dzisiaj dziadami. Odpowiedzi pewnie będą różne, w zależności od rodziny i jej historii. Większość z nich jest bolesne i rodzą wściekłość. Szczególnie wtedy, gdy dziadkowie bezmyślnie rozpieszczają, wchodzę w rolę matki czy ojca – Teraz? Trochę za późno – myślisz.

I żeby była jasność – dziadkowie są ważni i potrzebni. Potocznie mówi się, że są od rozpieszczania, ale to tak powierzchowne. Przekazują wartości i doświadczenie – słowem, gestem, postawą. Nawet jeśli są naturalnymi nauczycielami historii i tradycji.

Miłość przyszła, ale po latach
Kluczem jest akceptacja dla tego, co było i co jest. Przeszłości nie zmienimy, a jeśli dziś nasi rodzice”dorośli” do miłości, powinniśmy się cieszyć, choćby przez łzy. Może to dobry powód do zadowolenia, że w ogóle dotarli do takiego momentu. Akceptacja bez żadnego „ale” może więcej dać niż zabrać – to bardziej niż pewne. W życiu wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jedną z nich jest właśnie budowanie bliskości i rozwój relacji. Jeśli jest to miłość do wnucząt, ale też do dzieci po latach – może warto się uśmiechnąć, że przyszła, nawet jeśli dopiero teraz. Bez pretensji o to, co za nami – tak będzie lepiej.

Jakie wy macie obserwacje na temat relacji dziadków z wnukami? Jacy są wasi rodzice? Podzielcie się doświadczeniami.

https://mamadu.pl/140647,bledy-wychowawcze-dziadkow-sa-lepszymi-dziadkami-niz-rodzicami

Niech żyje Jurek Owsiak!

 

Znalezione obrazy dla zapytania owsiak

Dziś oglądałam program na TVN-24 „Czarno  na białym” poświęcony Jurkowi Owsiakowi i Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Reporterzy dotarli do trójki dzieci, które były leczone sprzętem zakupionym przez WOŚP i tak:

Lena przez 6 lat wychodziła z białaczki i wyzdrowiała.

Kacper zachorował na raka i wyzdrowiał.

I jeszcze pokazano innego chłopca, ale nie pamiętam imienia, który ma poważną wadę serca, ale żyje.

Wszystkie te dzieci, a teraz już nastolatki żyją dzięki Owsiakowi.

Wszystkie te dzieci, a jest ich oczywiście więcej żyją tylko dzięki sprzętowi zakupionego dla szpitali i dzięki tym ludziom, którzy wrzucają pieniądze do puszek, wolontariuszom i ludziom dobrej woli, którzy działają w fundacji Owsiaka.

Rodzice tych uratowanych dzieci nie mają słów, by móc Owsiakowi podziękować i dlatego w ramach wdzięczności kwestują i zbierają pieniądze.

Nie ma w Polsce szpitala, w którym nie moglibyśmy znaleźć urządzenia, czy też łóżka z naklejonym serduszkiem, jako darem dla szpitala od Fundacji.

Doskonale wiem jak smakuje hejt i doskonale wiem, że trzeba mieć cholernie twardą skórę, aby hejtowi się nie poddać i nie powiesić się, bo to bardzo boli.

5 lat szykan Marii Pałac zamieszkałej w Krakowie i pomówień, spraw na Policji, ale jestem, choć nigdy nie zapomnę.

Hejt  nauczył mnie tego, że trzeba mimo ataków być dobrym człowiekiem i dawać z siebie w sieci i w realu dobre świadectwo o sobie, bo to osoba hejtująca jest zwykłą świnią, psychopatą, niezrównoważoną osobą, która w życiu prywatnym jest niedowartościowana, nieszczęśliwa i samotna.

Jurek Owsiak grał ponad 20 lat z Telewizją Publiczną i współpraca układała się wspaniale.

Kiedy PiS doszedł do władzy Jurek Owsiak zaczął grać z TVN-em i nagle telewizja pisowska zaczęła go hejtować, a ludzie blisko PiS opluwają go systematycznie.

Jurek ma mocną skórę, ale kiedy jakaś paniusia zarzuciła mu w swoim filmiku plastusiowym złodziejstwo na rzecz Hanny Gronkiewicz Waltz i kiedy na scenie podczas puszczania światełka do nieba – zabito Prezydenta Gdańska, to Owsiak się poddał!

Nie zagryzł go bloger „Matka Kurka” i nie zagryźli go inni, ale zagryzł go ten, jakże obrzydliwy mord na Prezydencie Gdańska.

Jurek Owsiak przez tydzień się miotał, czy wrócić i pod wpływem prawie całej Polski postanowił kolejny raz, że się nie podda i stanie na czele Fundacji i to już jest nóż w serce tym wszystkim miernotom, które rano patrzą w lustro i widzą miernoty – panie matka kurka, któremu w życiu nic się nie udało.

PiS rządzi już trzy lata i w ciągu tego okresu mieli sposobność wsadzić Owsiaka do pierdla, a więc się pytam dlaczego Jurek Owsiak nie siedzi za malwersację, kradzież, zabór, wzbogacenie się nielegalne – hę cieniasy polityczne.

Dokument „Czarno na białym” wyraźnie pokazał jak odbywają się przetargi na sprzęt ratujący życie i ile osób bierze w tym udział i powiem wam, że nigdy nie uda wam się wsadzić Jurka do kicia – walcie się – bo wszystko jest transparentne.

Jarosław Kaczyński w 2018 roku trochę przeleżał w szpitalu, bo coś tak miał z kolanem i myślicie,  że nie był badany sprzętem Orkiestry?

Nie pluł i nie złorzeczył i takich jest wielu, którym choroba zajrzała w oczy, a są to żenujący hipokryci.

Niech Orkiestra gra do końca świata i o jeden dzień dłużej!

Siema!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.