Archiwum dnia: Kwiecień 13, 2019

Kuchnia i wspomnienia!

Właściwie mogłabym nie gotować obiadów, ponieważ w mieście można sobie zamówić codzienny catering z dostawą do domu.

Wielu ludzi w mieście z tego korzysta, a zwłaszcza ludzie starsi i samotni, albo zagonione, młode rodziny.

Póki mam jeszcze siły, to gotuję w domu, bo lubię gotować i nie chcę spocząć na laurach oraz iść na łatwiznę.

Jesteśmy z Mężem już Seniorami, a więc już dużo nie jemy i gotuję tylko jedno dane, bo to nam zupełnie wystarcza.

Codziennie, rano planujemy zakupy i dziś padło na bigos z białej kapusty z wędzoną kiełbasą.

Co jest potrzebne więc:

  • duża, biała kapusta,
  • dwie duże cebule,
  • kilka grzybów boczniaka,
  • cztery marchewki,
  • kilka listków laurowych,
  • kilka ziaren ziela angielskiego,
  • 1,5 łyżki jarzynki,
  • pęczek zielonej piertuszki,
  • pęczek zielonego koperku,
  • słoiczek przecieru pomidorowego,
  • 4 pętka kiełbasy wędzonej,
  • odrobina papryki słodkiej, majeranku, lubczyku,
  • dwie duże łyżki mąki,
  • odrobina oleju.

I tak po kolei:

  • poszatkowałam kapustę i wstawiłam w dużej ilości wody, gdyż biała kapusta lubi być gorzkawa, a więc wodę ową wylałam i ponownie zalałam gorącą, aby kapusta się ugotowała,
  • w międzyczasie podsmażyłam cebulę pokrojoną w paski i boczniaki,
  • na drugiej patelni podsmażyłam kiełbasę i to wszystko dodałam do kapuchy,
  • następnie dodałam przyprawy, jarzynkę i gotowałam bigos do miękkości,
  • starłam merchewkii dodałam też do bigosu,
  • na koniec podsmażyłam na suchej patelni mąkę na złoty kolor, a po ostygnięciu zalałam zimną wodą i taką substancję dodałam do bigosu, aby go odrobinę zagęścić,
  • na koniec poszedł przecier pomidorowy podsmażony też na patelni i w końcu do garnka wsypałam pokrojoną zieleninę, czyli pietruszkę i koperek.

Bigos wyszedł bardzo smaczny, tylko chyba mamy go za dużo, a więc jutro podzielimy się z chorym sąsiadem i moją Teściową – starszą panią!

A traz coś innego chcę napisać:

Dzisiejszej nocy zmarł kolejny kolega z grona mojego Męża.

Oczywiście, to jest zawsze smutek i zastanowienie się nad naszym życiem, a to był jeszcze dość młody człowiek, ale rak nie wybiera!

Zaczęliśmy go więc wspominać i mi się przypomniało, że kiedy byłam dzieckim i on także w wieku 7 lat, to mieszkaliśmy na tej samej ulicy w blokach wojskowych, tuż przy jednostce.

Jesteśmy z Mężem już razem 43 lata, ale nigdy się nie zgadaliśmy, że kiedy z Ojcem przybyliśmy do naszego miasta, a Ojciec dostał wojskowe mieszkanie, to wcześniej tam mieszkał mój ha ha – nedoszły Mąż wraz z rodzicami – w tym samym mieszkaniu.

Oni się wyprowadzili w 1963 roku, a zaraz ja z rodzicami zamieszkałam tam na trzy lata.

Czy to nie dziwne, że kiedy wyprowadzilismy się ponownie na inne mieszkanie, to mój niedoszły Mąż też tam zamieszkał – w tym samym bloku i w tej samej klatce.

Kiedy to odkryliśmy buchneliśmy śmiechem, że los chciał, abyśmy byli razem na zawsze.

Już od dzieciństwa deptaliśmy sobie po piętach! 🙂

 

 

Obraz może zawierać: jedzenie