Archiwum dnia: 10 marca, 2020

PiS to samo z艂o!

Dzisiaj nie b臋dzie mojego tekstu, bo wstawiam tekst opowiadaj膮cy o tym jak PiS gnoi ludzi, kt贸rzy pracowali latami nad budow膮 naszej Polski i nie zrobili nic z艂ego wobec Niej!

Przeczytajcie, cho膰 tekst jest d艂ugi, ale straszne gorzki i to PiS sprowadzi艂 tych ludzi na samo dno i wymusi艂 masowe samob贸jstwa ludzi pracuj膮cych dla dobra Polski!

„Wiesiu poszed艂 sam”. Stracili emerytury, wybrali 艣mier膰.

Zobaczy艂a odbite na pod艂odze czerwone 艂apy psa. I wiedzia艂a: to zaschni臋ta krew, m臋偶a ju偶 nie ma. Razem mieli uciec przed d艂ugami, kt贸re uros艂y przez now膮 ustaw臋. Zosta艂a sama.
„I wiesz, co teraz b臋dzie… Przyjdzie jaki艣 i powie: >>prosz臋 si臋 wynosi膰<<鈥 鈥 kraka艂 Wies艂aw. I wykraka艂. Nowy w艂a艣ciciel ich mieszkania zapuka艂 do drzwi dziesi膮tego pa藕dziernika. Da艂 im pi臋膰 dni na wyprowadzk臋. Utargowali, 偶e zostan膮 do 20.
J贸zefa pami臋ta, 偶e nawet kwit贸w nie pokaza艂. Powiedzia艂 tylko, 偶e 9 wrze艣nia kupi艂 mieszkanie przy Kaliskiej we W艂oc艂awku: 鈥 Mi艂y by艂. Rozumia艂am go. Pieni膮dze mu ucieka艂y, a by艂 prawowitym w艂a艣cicielem.
Wies艂aw stanowczo powiedzia艂 偶onie: „S艂uchaj, nie wyprowadz臋 si臋 st膮d, najwy偶ej mnie wynios膮”. „Nie p贸jdziesz sam. Je偶eli ju偶 to p贸jdziemy razem” 鈥 odpar艂a bez zawahania J贸zefa.
Nie zamkn臋li drzwi. Nie chcieli, 偶eby kto艣 musia艂 wy艂amywa膰 zamki. Klucze zostawili na 艂awie. Ich mieli wynie艣膰, a nowy w艂a艣ciciel ich mieszkania mia艂 sobie w nim zamieszka膰.

Idziemy we tr贸jk臋

Niby jesie艅, ale 19 pa藕dziernika by艂o jeszcze ca艂kiem ciep艂o. Chocia偶 s艂o艅ce tego dnia nie za艣wieci艂o nad blokiem przy Kaliskiej we W艂oc艂awku. Zebra艂y si臋 nad nim ciemne chmury.
Wies艂aw jak ka偶dego dnia rano wyszed艂 z psem. Zrobi艂 ma艂e聽zakupy. Wzi膮艂 col臋 i rzodkiewk臋. Wr贸ci艂 do domu, zaparzy艂聽偶onie kaw臋. D艂ugo rozmawiali o 艣mierci. I dalej nie widzieli dla siebie innego rozwi膮zania.
Wiesiek buszowa艂聽po sieci. Na Facebooku po偶egna艂聽si臋 wpisem o Piotrze Szcz臋snym, kt贸ry dwa lata wcze艣niej podpali艂 si臋 przed Pa艂acem Kultury w Warszawie. Ale s艂贸wkiem nikomu nie pisn膮艂聽o tym, co z J贸zef膮 zrobi膮 za par臋 godzin.
Jedynym okiem zerkaj膮 na telewizor, akurat leci „Szk艂o kontaktowe”, ale ju偶 palcami wyciskaj膮 z szeleszcz膮cych blistr贸w ma艂e tabletki.
El偶bieta z Dubaju dzwoni聽do studia TVN24聽 i czyta postulaty Szarego Cz艂owieka. Zimi艅ski i Iwaszkiewicz 偶artuj膮, 偶e „Duda musia艂by przejecha膰 zakonnic臋 na pasach”, 偶eby go znowu na prezydenta nie wybrali. J贸zefy i Wies艂awa tak naprawd臋 ju偶 nie interesuje, kto zostanie prezydentem. W maju 2020 roku ju偶 ich nie b臋dzie.
Szykuj膮 tabletki. Po艂kn膮 i po krzyku. 鈥 M膮偶 ju偶 wcze艣niej odk艂ada艂 sobie przeciwb贸lowe dorety. Ja wiedzia艂am, 偶e wezm臋 insulin臋. Tak膮 dawk臋, 偶e mnie ju偶 nie odratuj膮 鈥 J贸zefa spokojnie g艂adzi d艂oni膮 blat sto艂u.
Jest pi膮ty grudnia. J贸zefa siedzi w ciasnym pokoiku psychiatryka w Lipnie. Trzymaj膮 j膮 tu od dw贸ch miesi臋cy.聽 Oczy jej si臋 szkl膮 jak dziecku w chorobie. Cho膰by chcia艂a si臋 rozp艂aka膰, nie mo偶e.
Psu te偶 daj膮 insulin臋. 鈥 Wiesio jeszcze do niej m贸wi艂: „Monusia, idziemy we tr贸jk臋”. I ona si臋 cieszy艂a. Chcieli艣my te偶 j膮 zabra膰, bo ona ma 13 lat, nikt by jej przecie偶 nie chcia艂. A nie chcieli艣my, 偶eby ko艅czy艂a w schronisku. Tylko 偶e za ma艂o tej insuliny dosta艂a 鈥 m贸wi bardzo powoli.
Wies艂aw najpierw po艂kn膮艂 40 doret. Ale w og贸le na niego nie dzia艂a艂y. J贸zefa na darmo powtarza艂a, 偶e potrzeba czasu. Nic nie s艂ucha艂. Wzi膮艂 jeszcze 20. Popi艂. Dalej nic.
鈥 Denerwowa艂 si臋 i m贸wi艂: „Wiesz co, chyba trzeba b臋dzie 偶y艂y podci膮膰”. „Uspok贸j si臋, jak mo偶e 60 doret nie zadzia艂a膰” 鈥 wkurza艂am si臋 鈥 i nak艂ada艂am ampu艂ki insuliny 鈥 J贸zefa ten moment pami臋ta jeszcze bardzo dok艂adnie. Nawet na p贸艂 sekundy si臋 nie zawaha艂a. By艂a trze藕wa, nie musia艂a podlewa膰 odwagi alkoholem.
Po „Szkle” po艂o偶yli si臋 spa膰 w osobnych pokojach. Nie 偶egnali si臋.聽鈥 Przecie偶 szli艣my razem. A Wiesiu ci膮gle mi m贸wi艂, 偶e mnie kocha, a ja jego 鈥 robi pauz臋. Mijaj膮 nas pacjenci, kt贸rzy nie艣piesznym krokiem zmierzaj膮 na terapi臋 grupow膮.
J贸zefa聽szybko zapada艂a w sen. Pami臋ta tylko jak przez mg艂臋, 偶e m膮偶聽do niej przyszed艂.

Pod艂oga w czerwone 艂apki

Pewnie spa艂aby dalej, ale Mona lizaniem po twarzy wyrwa艂a j膮 ze snu.聽Nie wiedzia艂a nawet, jaki jest dzie艅. Nie mia艂a si艂y, 偶eby przekr臋ci膰 si臋 na drugi bok. Na 艂awie obok 艂贸偶ka le偶a艂a czekolada. Zjad艂a kawa艂ek聽i zaraz cukier jej podskoczy艂.
W mieszkaniu by艂o ciemno, specjalnie dzie艅 wcze艣niej zas艂onili rolety. Chwyci艂a za telefon i zdziwi艂a si臋, 偶e jest 贸sma wieczorem. Nic jej si臋 nie zgadza艂o. Bo po jedenastej k艂adli si臋 z Wie艣kiem spa膰.
Zobaczy艂a, 偶e ca艂a pod艂oga jest w czerwonych 艂apkach Mony. Ju偶 wtedy wiedzia艂a,聽偶e Wiesiek poszed艂 sam. Nie musia艂a nawet zagl膮da膰 do pokoiku. Posz艂a prosto do kuchni.
鈥 Tam Wiesiu postawi艂 sobie taki fotel do komputera. I w tym fotelu siedzia艂 鈥 m贸wi.
鈥 Tu 鈥 na r臋kach 鈥 podci膮ga czarn膮 koszulk臋 i ods艂ania nadgarstki 鈥 mia艂… 鈥 nie ko艅czy. 鈥 I ju偶 ta krew zacz臋艂a… Obok le偶a艂 niebieski n贸偶 鈥 opowiada.
W pierwszej chwili spanikowa艂a. Zadzwoni艂a do kole偶anki, kt贸rej m膮偶 by艂 kiedy艣 naczelnikiem kryminalnego. To on wezwa艂 karetk臋.
Kilka minuty p贸藕niej przyjecha艂o pogotowie i policja. Zadawali du偶o pyta艅. A J贸zefa聽b艂膮dzi艂a w odpowiedziach. Nie wiedzia艂a nawet, czy jeszcze jest sobota, czy ju偶 niedziela.
By艂a niedziela, 20 pa藕dziernika.

Za r臋ce

Tak膮 dat臋 zapisano w akcie zgonu Wies艂awa. Jego cia艂o wynie艣li w czarnym worku. A spraw臋 bada prokuratura.
J贸zef臋 wolnym krokiem zaprowadzili do karetki. Zapasowe klucze do mieszkania da艂a policjantom. Przewie藕li j膮 na SOR we W艂oc艂awku, p贸藕niej na komend臋 i do szpitala psychiatrycznego w Lipnie. Bez majtek na zmian臋, bez szczoteczki do z臋b贸w.
Nie wypu艣cili jej nawet na pogrzeb m臋偶a. To mog艂oby j膮 za du偶o kosztowa膰. Przez telefon poprosi艂a tylko siostr臋 Wie艣ka, 偶eby go skremowa膰 i nie zaprasza膰 ksi臋dza. Bo Wies艂aw ani w Boga, ani w 偶ycie wieczne nie wierzy艂.
Chwil臋 po 21:00 policjanci zacz臋li dobija膰 si臋 do s膮siad贸w J贸zefy i Wies艂awa. Wypytywali, czy nie mieli przypadkiem wrog贸w albo jakich艣 zatarg贸w.
鈥 Nikt opr贸cz listonosza do nich nie przychodzi艂. Wtedy dowiedzieli艣my si臋 o tej tragedii 鈥 smuci si臋 s膮siadka z bloku przy Kaliskiej.
W tym roku budynek ko艅czy 40 lat. J贸zefa i Wies艂aw mieszkanie na pierwszym pi臋trze zajmowali od pocz膮tku. Na w艂asno艣膰 wykupili je dopiero w 2011 roku. Z nikim si臋 tu specjalnie nie przyja藕nili, ale zawsze przystan臋li, porozmawiali. Byli lubiani.
Sklepowa: 鈥 Pan Wies艂aw to cz艂owiek do rany przy艂贸偶. 呕ona-diabetyczka, u nas jej nic nie kupowa艂. Do market贸w chodzi艂. W szoku by艂am, 偶e co艣 takiego zasz艂o. Nic nie wskazywa艂o, 偶e mogli mie膰 problemy.
Szpakowaty m臋偶czyzna czekaj膮c na wind臋, kiwa g艂ow膮 z niedowierzaniem: 鈥 呕al, 偶al. To przez t臋 „dobr膮 zmian臋”. Ka偶dego z nas to mo偶e spotka膰. Nie znali艣my si臋 jako艣 dobrze. To by艂o na zasadzie „dzie艅 dobry”. Nie chodzili po cha艂upkach.
Byli z偶yci ze sob膮, kochali si臋 鈥 tak m贸wi膮 o nich s膮siedzi i znajomi. 鈥 Sko艅czyli tragicznie. Troch臋 jak Romeo i Julia 鈥 szuka analogii kole偶anka J贸zefy聽z zak艂adu pracy. Nie widzia艂y si臋 20 lat, ostatnio w szpitalu.
Damian, gospodarz bloku,聽nie pami臋ta, 偶eby Wies艂aw i J贸zefa na co艣 si臋 skar偶yli:
鈥 呕yli sobie spokojnie. W ostatnim tygodniu pan Wies艂aw by艂 troch臋 zamy艣lony. Wcze艣niej to tak pogada艂, a ostatnio 鈥渄zie艅 doby鈥 odpowiedzia艂 i nawet nie przystan膮艂.
S膮siadka z naprzeciwka odrywa si臋 od go艂膮bk贸w: 鈥 Zapachy na ca艂膮 klatk臋 si臋 roznosi艂y. Pan Wies艂aw i nagotowa艂, i posprz膮ta艂, skaka艂 nad 偶on膮. Za r膮czk臋 chodzili. Wystaje zza lekko uchylonych drzwi i ze smutkiem ci膮gnie: 鈥 Z艂ego s艂owa nie mog臋 powiedzie膰. Pan Wies艂aw bardzo dobry i uczynny cz艂owiek. 聽Na pogrzebie m贸wili, 偶e innym ludziom te偶 pomaga艂. Szpik dla kogo艣 za艂atwia艂.

Przez ustaw臋

Nikomu tu si臋 w g艂owie nie mie艣ci, 偶e spokojni s膮siedzi z pierwszego pi臋tra, do kt贸rych co miesi膮c zagl膮da艂 listonosz z emerytur膮, mogli popa艣膰 w takie k艂opoty.
Pa藕dziernik 2017, d艂ugi zaczynaj膮 narasta膰.
J贸zefa na 艂awie rozk艂ada banknot po banknocie, w sumie 800 z艂otych emerytury. Pierwszy raz po obci臋ciu przez ustaw臋 dezubekizacyjn膮 Zak艂ad Emerytalno-Rentowy MSWiA wys艂a艂 tak ma艂o. Nie wie, czy z tego zap艂aci膰 rachunki, kupi膰 leki na cukrzyc臋, a mo偶e聽na nadci艣nienie.
Bierze Mon臋 i id膮 do sklepu. Przed osiedlowym spo偶ywczakiem sprzedaj膮 w艂a艣nie jesienne grzyby. Chce je kupi膰 鈥 tyle pami臋ta. Traci przytomno艣膰, okazuje si臋, 偶e to wylew.
聽Od tego momentu zacz臋艂y si臋 nasze k艂opoty. Nie mieli艣my ju偶 pieni臋dzy na czynsz. Przestali艣my p艂aci膰 i komornik wszed艂 nam na emerytury. M臋偶owi pobiera艂 660 z艂, a mnie ponad 200 鈥 liczy.
Komornik Albert Tomasiewicz zagl膮da do dokument贸w: 鈥 Widz臋, 偶e w 2017 roku zacz臋艂y si臋 problemy pa艅stwa R.
Wies艂aw i J贸zefa przestaj膮 sp艂aca膰 kredyty, kt贸re zaci膮gn臋li, gdy nie wystarcza艂o im do pierwszego. Zaleg艂o艣ci rosn膮 te偶 w sp贸艂dzielni (7 tys. z艂). Brakuje im nawet na jedzenie i lekarstwa. Ka偶da wizyta listonosza z urz臋dowym pismem to dla nich stres.

Komornik i 艂uszczyca

W lutym聽pierwszy raz przychodzi do nich komornik.聽鈥 Powiedzia艂em im, 偶e wierzyciel z艂o偶y艂 wniosek o oszacowanie ceny ich mieszkania. Nie wygl膮dali na zaskoczonych. My艣la艂em, 偶e s膮 tak spokojni, bo kto艣 im pomo偶e 鈥 przypomina sobie Albert Tomasiewicz.
Spok贸j jest tylko na poz贸r. Wies艂aw z nerw贸w dostaje silnej 艂uszczycy. Siada mu te偶 kr臋gos艂up, chodzi o lasce. Martwi si臋 o 偶on臋 i d艂ugi. Denerwuje si臋, 偶e za chwil臋 usi膮dzie na w贸zku, bo jedna noga ju偶 mu odmawia艂a pos艂usze艅stwa.
鈥 Ba艂 si臋, 偶e wtedy ju偶 sobie kompletnie nie poradz臋. Poza tym to byli艣my zgodnym ma艂偶e艅stwem i postanowili艣my sobie, 偶e odejdziemy razem 鈥 J贸zefa opiera si臋 o 艣cian臋 szpitalnego korytarza, jakby chcia艂a po艂o偶y膰 g艂ow臋 na czyim艣 ramieniu.
Nie szukali pomocy w MOPR-ze (nigdy si臋 do urz臋dnik贸w nie zg艂osili).聽Do g艂owy im te偶 nie przysz艂o, 偶eby komukolwiek powiedzie膰 o swoim zad艂u偶eniu.
W maju 40-latek z W艂oc艂awka kupi艂 48-metrowe mieszkanie J贸zefy i Wies艂awa. Dwa pokoje z kuchni膮 wyceniono na 127 tys. z艂, ale posz艂o za 95 tysi臋cy. W sierpniu s膮d we W艂oc艂awku zmieni艂 w艂a艣ciciela 鈥 ich wykre艣li艂.
J贸zefa pami臋ta, 偶e ju偶 wcze艣niej nachodzili ich zakapturzeni m臋偶czy藕ni. Wypisywali listy, 偶e kupi膮 mieszkanie i dadz膮 90 tys. z艂, ale bez licytacji komorniczej.
鈥 Obiecywali, 偶e pomog膮 nam si臋 przeprowadzi膰. Jak przychodzili, to m膮偶 ich goni艂. Odgra偶ali si臋 鈥 stresuje si臋 J贸zefa.
鈥 Nic nie wiem na ten temat 鈥 odpowiada nowy w艂a艣ciciel mieszkania przy Kaliskiej. I zarzeka si臋, 偶e pojawi艂 si臋 u R. dopiero w dniu licytacji.
鈥撀 Opowiadali mi o trudnej sytuacji, chorobie 偶ony. M贸wili, 偶e chc膮 si臋 przenie艣膰 do rodziny. Nawet zasugerowa艂em, 偶e mog臋 zaoferowa膰 im transport. Podzi臋kowali i powiedzieli, 偶e sobie poradz膮 鈥 m贸wi nowy w艂a艣ciciel, kt贸ry ju偶 nie jedno mieszkanie z licytacji zakupi艂.

Sama, bez mieszkania

鈥 M膮偶 mi zawsze m贸wi艂, 偶e poradz臋 sobie sama 鈥 J贸zefa pr贸buje przekona膰 sam膮 siebie. Zosta艂a sama (dzieci z Wies艂awem nie mieli, rodzice nie 偶yj膮), bez mieszkania, za to z d艂ugami, kt贸rych wysoko艣ci nie jest w stanie nawet oszacowa膰. W portmonetce zosta艂o jej par臋 z艂otych.
W艂adze miasta na pocz膮tku chcia艂y j膮 wys艂a膰 do przytu艂ku dla bezdomnych.聽 鈥 Powiedzia艂a, 偶e je艣li tak si臋 stanie, to ona odejdzie do swojego Wiesia 鈥 wspomina znajoma Ziutki.
Urz臋dnicy zapewniaj膮, 偶e pomog膮 J贸zefie. Ale na razie bez konkret贸w.
W szpitalu nikt z rodziny J贸zefy nie odwiedza艂. By艂y za to kole偶anki z zak艂adu pracy. Szybko zorganizowa艂y zbi贸rk臋, kupi艂y r臋cznik, dziewi臋膰 par majtek, koszulki, swetry, dres.
Kto艣 wys艂a艂 jej ksi膮偶ki: krymina艂y i jedn膮, kt贸rej akcja toczy si臋 w szpitalu psychiatrycznym. Ale J贸zefa woli czyta膰 co艣, co pozwoli jej si臋 troch臋 oderwa膰 od rzeczywisto艣ci.
Ma te偶 telefon: tam przegl膮da teksty z portali internetowych i zdj臋cia. 鈥 Tak Wiesiu wygl膮da艂, jak si臋 w nim zakocha艂am 鈥 u艣miecha si臋 do m臋偶czyzny w kr臋conych w艂osach. 鈥 A to ja w m艂odo艣ci 鈥 pokazuje fotografi臋 艣licznej kobiety. Ma na niej mo偶e ze 20 lat.

Trybik w maszynie

J贸zefa i Wies艂aw poznali si臋 w pracy w latach 70. W aktach IPN zachowa艂y si臋 ich wnioski o wyjazdy na wczasy do Rumunii czy Bu艂garii. M艂odzi byli, zakochani.
W 1977 komisja lekarska wyda艂a orzeczenie o zdolno艣ci 24-letniego Wies艂awa do pracy w Milicji Obywatelskiej.聽Zosta艂 przyj臋ty jako inspektor wydzia艂u IV SB.聽Wcze艣niej pracowa艂 w Zak艂adzie Karnym jako dyspozytor. Jego ojciec by艂 szefem wi臋zienia.
W tym samym roku J贸zefa przyjmuje 艣lubowanie na funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej. Zaczyna jako sekretarka Komitetu Zak艂adowego PZPR przy KWMO we W艂oc艂awku.
W aktach IPN zapisano 艣cie偶k臋 Wies艂awa w wydziale IV SB (zajmowa艂 si臋 dezintegracj膮 Ko艣cio艂a katolickiego w Polsce): zaczyna艂 od kaprala, sko艅czy艂 na poruczniku (w 1986 roku). W 1980 roku poprosi艂 o skierowanie do Wy偶szej Szko艂y Oficerskiej MSW im. Feliksa Dzier偶y艅skiego w Legionowie (argumentowa艂 „chcia艂bym uzupe艂ni膰 wykszta艂cenie”).Pokazuj臋 akta Wies艂awa R. historykowi dr. hab. Andrzejowi Zawistowskiemu: 鈥揨asadniczo z聽tych聽materia艂贸w wy艂ania si臋 bardzo przeci臋ty funkcjonariusz SB, kt贸ry nie robi wi臋kszej kariery. Trybik w maszynie komunistycznego pa艅stwa. Dzia艂a w partyjnej m艂odzie偶贸wce, potem w PZPR.
J贸zefa:聽鈥 Jak wysz艂a sprawa zab贸jstwa Popie艂uszki, to m膮偶 si臋 bardzo denerwowa艂 i napisa艂 raport o przeniesienie do innego wydzia艂u. Poszed艂 do paszport贸w. Tam pracowa艂 do 1990 roku. P贸藕niej przeszed艂 pozytywnie weryfikacj臋 i zwolni艂 si臋 z pracy. Potem wyjecha艂 za granic臋, wr贸ci艂 i zatrudni艂 si臋 w cywilnej firmie i wypracowa艂 ZUS-owsk膮 emerytur臋.
Akta w IPN m贸wi膮 co innego: Wies艂aw R. o przeniesienie do dzia艂u paszportowego wnioskowa艂 dopiero w 1989 roku, rok p贸藕niej chcia艂 dosta膰 si臋 do policji, ale nie przeszed艂 pozytywnie weryfikacji. J贸zefa jest zdziwiona. 鈥撀燘y艂am przekonana, 偶e m膮偶 przeszed艂 weryfikacj臋, ale p贸藕niej wyjecha艂, bo nie chcia艂 pracowa膰 w policji. Oni tam mog膮 mie膰 ba艂agan 鈥 m贸wi. Nie s膮dzi, 偶e m膮偶 j膮 ok艂amywa艂.鈥撀燱ies艂aw R. zosta艂 zaliczony do do艣膰 w膮skiej grupy funkcjonariuszy „wrogich demokratycznemu ustrojowi”, „藕le zas艂u偶onych” lub po prostu nieprzydatnych s艂u偶bom niepodleg艂ego pa艅stwa 鈥 zauwa偶a Zawistowski.
Wylicza, 偶e procedur臋 weryfikacji (wraz z odwo艂aniami) przesz艂o pozytywnie聽ponad 10 tys. SB-ek贸w, a tylko ok 3,5 tys. zosta艂o聽zweryfikowanych negatywnie. Oczywi艣cie trzeba pami臋ta膰, 偶e nie wszyscy funkcjonariusze SB poddali si臋 weryfikacji.
Nie uda艂o nam si臋 dotrze膰 do materia艂贸w z weryfikacji Wies艂awa R. Pewne jest, 偶e jego nazwisko nie pojawia si臋 w sprawie zab贸jstwa ksi臋dza Jerzego Popie艂uszki.
Piotr Litka, autor ksi膮偶ki „Ksi膮dz Jerzy Popie艂uszko. Dni, kt贸re wstrz膮sn臋艂y Polsk膮”, t艂umaczy, 偶e wydzia艂 IV SB KWMO we W艂oc艂awku mia艂 zwi膮zek z聽poszukiwaniem zw艂ok ks. Popie艂uszki na tamie we W艂oc艂awku w聽drugiej聽po艂owie pa藕dziernika 1984 roku.

艢miertelne 偶niwo

J贸zefa nie jest nikim wa偶nym w aparacie SB. Najpierw sekretark膮, w 1989 trafia do聽 Wydzia艂u Paszport贸w WUSW we W艂oc艂awku. Do 1998 pracuje w dochodzeniowo-艣ledczym KMP .
Przez cukrzyc臋 i problemy z kr臋gos艂upem przechodzi na emerytur臋. Przez d艂ugie lata, kiedy Wies艂aw pracuje w Grecji, ona opiekuje si臋 chor膮 matk膮.
Dzisiaj J贸zefa narzeka na polityk贸w, kt贸rzy wprowadzili ustaw臋 dezubekizacyjn膮 i wszystkich wrzucili do jednego worka. Ona przecie偶 ani nie walczy艂a z Ko艣cio艂em, ani z opozycj膮.
To samo irytuje J贸zefa Piaseckiego, prezesa Stowarzyszenia Emeryt贸w i Rencist贸w Policyjnych we W艂oc艂awku:鈥 Pani J贸zefa by艂a sekretark膮, zajmowa艂a jedno z najni偶szych stanowisk. A potraktowano j膮 jak wielu innych w my艣l ustawy z 16 grudnia.
W sumie ustawa dezubekizacyjna obj臋艂a ponad 38 tys. by艂ych funkcjonariuszy. By艂a policjantka Gra偶yna Piotrowicz w Bia艂ej Ksi臋dze odnotowa艂a, 偶e przez obni偶enie emerytur kilkadziesi膮t os贸b pope艂ni艂o samob贸jstwo.
Rozenek od lat powtarza, 偶e 艣wiadczenia emerytalne nie powinny by膰 ani metod膮 karania, ani nagradzania. 鈥 Od tego s膮 s膮dy. Je艣li kto艣 pope艂nia艂 z艂e czyny w przesz艂o艣ci, to jestem za tym, by tak膮 osob臋 os膮dzi膰, umo偶liwi膰 jej sprawiedliwy proces, ale nie kara膰 w taki spos贸b 鈥 m贸wi pose艂 Lewicy Andrzej Rozenek.

Wyszed艂 i zaraz wr贸ci

Tydzie艅 po spotkaniu dzwoni J贸zefa. Wypu艣cili j膮 ze szpitala. Napisali, 偶e jej stan jest stabilny i przepisali psychotropy.
Najpierw pojecha艂a do schroniska po Mon臋. Znajomy zostawi艂 je przed blokiem przy Kaliskiej. Mona jak perszing wpad艂a do 艣rodka, szuka艂a pana. 鈥 Zacz臋艂a liza膰 z pod艂ogi krew i chyba sobie przypomnia艂a, co si臋 sta艂o 鈥 smuci si臋 J贸zefa.
鈥 Krwi jest bardzo du偶o. Na pod艂odze s膮 takie 艣lady, jakby Wiesia nie wynosili, tylko wyci膮gali 鈥 g艂os jej dr偶y.
W mieszkaniu, kt贸re nie jest ju偶 jej domem, wszystko jest tak, jak by艂o. Obok fotela le偶y jak le偶a艂 niebieski ochraniacz na n贸偶. Ale samego no偶a nie ma. Nie ma te偶 Wie艣ka telefonu i portfela. Kto艣 zerwa艂 z drzwi wej艣ciowych tabliczk臋 z napisem聽J贸zefa i Wies艂aw R.聽Jakby chcia艂 jej powiedzie膰: nie masz tu po co wraca膰.
Ale dok膮d mia艂a p贸j艣膰. Zabra艂a si臋 z przyjaci贸艂k膮 za sprz膮tanie. Wyrzuci艂a z lod贸wki t臋 rzodkiewk臋, co to Wiesiek kupi艂 w sobot臋 przed 艣mierci膮. Wyci膮gn臋艂a col臋. Pije, chocia偶 ju偶 wygazowana.
P.S. Nowy w艂a艣ciciel mieszkania pozwoli艂 J贸zefie pozosta膰 w nim do ko艅ca marca. Urz膮d Miasta lokum zast臋pcze mo偶e jej zapewni膰 dopiero w 2021 roku. Proponowano jej, by w tym czasie zamieszka艂a w o艣rodku, a psa odda艂a do schroniska. Na to J贸zefa nie chce si臋 zgodzi膰. Mona to jej najwi臋ksza terapia i najbli偶sza rodzina. Boi si臋, 偶e od kwietnia zostanie bez dachu nad g艂ow膮.