Archiwum dnia: 27 września, 2020

Raz uderzył, to uderzy drugi i trzeci!


Oglądałam dzisiaj program rozrywkowy na „POLSAT” pt. „Twoja twarz brzmi znajomo”

Wydaje się, bo nie oglądam regularnie, że to są odcinki nowej, jesiennej edycji!

Bezapelacyjnie wygrała Kamila Boruta w piosence Lady Gaga i swoją wygraną przeznaczyła na fundację broniącą kobiet przed przemocą domową!

Taka jest szlachetna intencja, że wygrywający swoją wygraną przeznaczają na cel charytatywny!

Pani Kamila powiedziała, że w Polsce co cztery minuty dochodzi do domowej przemocy wobec kobiet w czterech ścianach i nie tylko z powodu, że zupa była za słona!

Kobiety są bite w Polsce i praktycznie nie mają żadnej ochrony ze stronu rządu, który chce wypowiedzieć Konwencję Stambulską, bo dopatrzyli się w niej wiele szkodliwych zapisów!

Kobiety cierpią więc w samotności bite i poniżane, a jakże często jest tak, że po prostu nie mają dokąd odejść, a jednocześnie wstydzą się mówić o przemocy!

Nikt im nie wierzy, bo nawet na Policji jeśli nie mają ze sobą obdukcji!

Sprawy w sądach trwają miesiącami i bardzo trudno jest udowodnić kobiecie, że jest bita.

Jakże często bijący to mężczyźni na wysokich stanowiskach, których się broni w środowisku i nie wierzy kobiecie.

Jakże często do przemocy dochodzi w rodzinach katolickich, gdzie mężczyzna jest także chroniony!

Jest takie powiedzenie, że jeśli facet uderzył raz swoją kobietę, żonę, bo będzie to robił już zawsze.

Uderzy i następny raz i choć po pobiciu idzie do kwiaciarni i kupuje kwiaty na przeprosiny, to nastąpi następny raz i wtedy kobietom powinna zapalić się „czerwona lamka”

To są bardzo trudne sprawy, a kiedy są dzieci, to kobiety nie mając dokąd uciec – trwają w takich związkach latami i wierzą, że on się poprawi i przestanie!

Znalazłam w sieci dwa świadectwa, że nie wolno się godzić na przemoc, która może grozić utratą życia!

„Trochę a propos’ Ziobry i tak nielubianej przez niego „Konwencji Stambulskiej”

Znalezione w necie
Ku refleksji i przestrodze…

Aż śmierć nas rozłączy…

Mam na imię Anna. Mam 27 lat, a jutro wychodzę za mąż . Jestem niesamowicie szczęśliwa! Wstyd się przyznać, ale nie widzę poza Nim świata. Nieustannie powtarza mi, że jestem piękna. Jest miłością mojego życia…..

Mam na imię Anna . Mam 30 lat i jestem w ciąży. Ciąża to ciężki stan. Rano budzę się, a wieczorem zasypiam niebywałe głodna. Kacper robi wszystko, aby zadowolić apetyt tego małego człowieka mieszkającego w moim brzuszku. Powtarza, że jestem piękna, ale nie wierzę mu – przytyłam dziesięć kg…..

Mam na imię Anna. Mam 31 lat i od kilku miesięcy mam Kubusia w ramionach. Mogłabym całować jego stopki całymi dniami. Każdego dnia patrzę na niego ze zdumieniem, ale Kacper ma inne podejście. Podnosi głos i wścieka się, gdy mały płacze. Wczoraj z nerwów uderzył mnie w twarz, bo wylałam butelkę z mlekiem. Wybaczyłam mu, jest zmęczony. Ojcostwo daje mu się we znaki…..

Mam na imię Anna. Mam 32 lata, a dziś patrząc na siebie w lustrze zauważyłam siniaka na prawym ramieniu. Mam też dość duże rozcięcie na wardze. Teraz się trzęsę , zamknięta w łazience. Wszystko przepadło….

Mam na imię Anna. Mam 33 lata, a dziś wieczorem wylądowałam na izbie przyjęć . Trzy złamane żebra. Kacper mnie kopnął w nerwach. Ale to nie jego wina. Jest zmęczony, bo dużo pracuje. Na policji stwierdziłam, że mąż próbował mnie podnieść, gdy upadłam w kuchni i przewrócił się na mnie. Ból zabiera mi dech w piersiach….

Nazywam się Anna . Mam 35 lat, a dziś rano Kacper wbił mi nóż w gardło. Czułam, jak ostrze wchodzi w ciało. Przez kilka sekund wstrzymałam oddech i myślałam „Czy to naprawdę się stało?” Umarłam po kilku godzinach w kałuży krwi. W ostatnich chwilach słyszałam przeraźliwy płacz Kuby….

Mam na imię Anna i teraz jestem chmurą i deszczem. Jestem ziemią i morzem. Jestem oddechem matek wszystkich sierot na tym świecie i przestrogą wszystkich ofiar przemocy domowej. Nie podziel mojego losu. Ratuj się, ratuj się dopóki możesz.

Przestań mieć nadzieje. On się nie zmieni…

Zostaw go i uciekaj tam, gdzie jesteś kochana i szanowana.

Nie wybaczaj kolejnego uderzenia.

Naucz swoje córki, że kwiaty nie wystarczają by wybaczyć… Na groby też nosimy kwiaty…”

***************************************************************************************

„Dziś od ciebie odejdę. Po cichu zamknę za sobą drzwi i się nie odwrócę.

Siedzę i robię rozrachunek z ostatnim rokiem, a może nawet i latami. Pamiętam wszystkie ostatnie dni, kiedy obiecywałam sobie, że to już koniec, że odejdę, że nie pozwolę siebie tak dłużej traktować.

Mówiłam sobie: “tak teraz z nowym rokiem, niech przyjdzie nowe”. I wierzyłam, że to zrobię, że dam radę, że miarka już tak się przebrała, że nie wytrzymam ani jednego dnia dłużej. Tymczasem znowu jestem w tym samym punkcie zastanawiając się, co poszło nie tak.

Bo ty jakbyś czuł, że chcę odejść. Święta, Sylwester – cudowne dni, kiedy mówiłeś, jak bardzo mnie kochasz. Nie piłeś, nie wypijałeś grama alkoholu. Próbowałam z tobą rozmawiać mając nadzieję, że może teraz do ciebie dotrze, jak wielką krzywdę mi robisz. Jak za każdym razem podnosząc na mnie głos i rękę mnie niszczysz. Łudziłam się, że może teraz będzie lepiej, że może jeszcze jedna szansa, że nie muszę się pakować już i teraz, ale poczekać kilka dni, tygodni, które zamieniały się w miesiące. A ty nabierałeś pewności, że znowu jestem, że zostaję, że wszystkie twoje manipulacje ponownie na mnie podziałały.

I przychodził ten dzień, kiedy trochę przestawałam się bać przekręcanego klucza w zamku, kiedy słabła moja ostrożność. Wtedy zaczynałeś swoje show. Wystarczyło, że spojrzałam ci w oczy i mogłam tylko żałować, że nadal tu z tobą jestem. Mogłam popłakać się nad sobą, wściekać się, że znowu byłam tak naiwna…

Talerz spadł ze stołu z hukiem. Kazałeś mi jeść z podłogi. “Zasługujesz tylko na to, by traktować cię jak psa” – syczałeś przez zęby. A gdy próbowałam się podnieść stawiałeś nogę na moich plecach. Bałam się, że złamiesz mi kręgosłup. Widziałam swoją krew na podłodze. I swoje łzy. Tak bardzo chciałam wstać, spojrzeć na ciebie z pełną nienawiścią i wyjść, trzasnąć drzwiami i już nigdy nie wrócić. Tym razem naprawdę. Ale nie mogłam się podnieść. Tkwiłam na kolanach wymiotując ze stresu, z obrzydzenia nad sobą, nad tobą, po tym, jak mnie zgwałciłeś. Cała byłam w rozlanej zupie… A ty wyszedłeś z kuchni  jak gdyby nigdy nic usiadłeś na kanapie wołając, żebym zrobiła ci kawę. Chciałam cię zabić. Wziąć nóż i wsadzić ci go w szyję. Wiele razy widziałam, jak to robię, jak twoja krew rozlewa się po kanapie… Zawsze, gdy sobie to wyobrażałam czułam ulgę. Ale strach był silniejszy. Bo co, jakbyś zauważył, co chcę zrobić, jakbyś złapał nóż i tym razem mnie zabił. Tyle razy to obiecywałeś. Mówiłeś: “już nie żyjesz, szmato”, “tylko komuś powiedz suko, to cię zabiję”. Wiedziałam, że jesteś do tego zdolny. Bałam się. Strach towarzyszył mi każdego dnia z tobą, nawet gdy wydawało mi się, że go nie czuję, że zniknął, bo ty się starałeś. Kupowałeś kwiaty, szliśmy do kina, czasami tylko mocniej ścisnąłeś mi rękę przypominając, kto tu rządzi, kto ma władzę, kto decyduje o moim być czy nie być. Szybko przywoływałeś mnie do twojego porządku. Zamykałeś w ramy. Spychałeś na margines twojego życia.

Dzisiaj się spakowałam. Nie chcę czekać do nowego roku. Chcę zamknąć stary tak, jak powinnam go zamknąć niemal rok temu. Może 1. stycznia to jakaś magiczna linia, za którą nie będę znowu mieć odwrotu. Może nie powinnam postanawiać sobie niczego, tylko zrobić to, co już dawno zrobić powinnam. Piszę, żeby dodać sobie odwagi i siły, by upewnić się, że moje myśli są prawdziwe i realne, że nie jest to mrzonka, którą ty zaszczepiłeś mi w głowie. Chce mieć pewność, że to wszystko dzieje się tu i teraz. Że niczego sobie nie wymyśliłam. Że jesteś potworem, który nie zasługuje na moją miłość. Boże. Jak się boję. Jak się boję, że usłyszysz moje myśli, że uprzedzisz mnie, zatrzymasz, że będziesz błagał i płakał. Chcę odejść po cichu. Zamknąć drzwi i nie odwracać się za siebie. Wszystko zaplanowałam. Chcę zostawić to życie, które życiem nigdy nie było. Wszystko zaplanowałam. Wiem wszystko. Muszę tylko przekroczyć próg domu z walizką w ręce… Zrobić ten jeden krok. Chcę wierzyć, że dziś mi się to uda…”