Nienawidzę być matką!

Ilustracja: Agata Nowicka

Czytam tu i ówdzie, że współczesne kobiety są bardzo umęczone macierzyństwem i niektóre twierdzą, że gdyby przewidziały ile to je kosztuje, to nigdy nie chciałyby mieć dziecka.

Nawet kobiety, które mają wszystko piszą, że macierzyństwo je przerasta i gdyby można by było cofnąć czas, to tego dziecka by nie było!

Narzekają, że dziecko w nocy ryczy i trzeba do niego bez przerwy wstawać, albo ma kolki, lub płacze, bo ząbkuje i tak bez końca coś!

Dziecko, które było przez 9 miesięcy takie wymarzone i wyczekiwane nagle staje się po urodzeniu kłopotem i tylko denerwuje.

Nie generalizuję, ale naprawdę współczesne matki skarżą się, że nie mają ani odrobiny czasu dla siebie i padają na pysk, bo mąż pracuje, a rodzice, czy teściowie nie pomagają!

Kobiety te mają wszystko, bo nie muszą gotować pieluch w kotle i trzeć na tarce szarego mydła, a potem te pieluchy prać, płukać, wieszać i prasować, bo mają gotowe pampersy, które po prostu się po zużyciu wyrzuca.

Nie muszą trzeć marchewki przez sitko, aby ugotować zupkę dla dziecka, bo wszystko mają gotowe w sklepach, a więc jaka to jest oszczędność czasu.

Nie muszą za niczym stać w kolejkach, jak kobiety w stanie wojennym, bo wszystkiego jest pod dostatkiem na rynku.

Jest wszystkiego pod dostatkiem i od wyboru do koloru i nie muszą same szyć, dziergać, szydełkować, gdyż rynek aż puchnie od towarów i asortymentu dla dzieci.

Nie potrafią się cieszyć tym, że dziecko jest okazem zdrowia, a narzekają, że dziecko płacze, jest nieznośne, roszczeniowe i taka jedna z drugą ubolewa, że dziecko odcięło ją od życia towarzyskiego.

Kiedyś, gdy dziecko miało kolkę, to matka biegła do kuchni, aby szybko zaparzyć rumianek, czy koper, a teraz wszystkie medykamenty można kupić w aptece – wszystko na kolki, katar, gorączkę!

Kobiety teraz mają bardzo długi urlop macierzyński, kiedy dawne ich babcie i matki po 3 miesiącach musiały wracać do pracy, aby zarobić na swoje dzieci i inne wydatki.

Niech współczesne kobiety spytają kobiety w swojej rodzinie jak wyglądało ich macierzyństwo, które były w pogoni za wszystkim, a mimo to dawały radę, choć jakże często miejsce w żłobku, czy przedszkolu załatwiały po znajomości.

Życie tych kobiet było między pacą, żłobkiem, domem, w którym często dopiero wieczorem prały, gotowały, sprzątały i padały na pysk późną nocą, aby rano wstać i wszystko zaczynały od nowa.

Myślę, że współczesne kobiety nigdy nie chciałyby się zamienić na role z tamtymi, dzielnymi kobietami, a teraz czytam tylko takie smęty i lamenty.

Nie wiedzą, że matka, która nie może mieć własnego dziecka oddałaby wszystko, aby je mieć!

„Nienawidzę bycia matką, mam dość dziecka. Takie stwierdzenia wydają się w Polsce nie do pomyślenia. Bo matka Polka jest tylko jedna: kochająca, dźwigająca ciężar macierzyństwa z pokorą i poczuciem misji. Czyżby? Ostatnie międzynarodowe badania pokazują coś innego: jesteśmy w czołówce krajów o najwyższym poziomie wypalenia rodzicielskiego.

Z Kasią, 29 lat, księgową, mamą dwuletniego Antosia, spotykam się w parku w samo południe. Rozmawiamy, spacerując, żeby Antoś się nie obudził. Usypianie go to gehenna, zasypia tylko w wózku i samochodzie. Przez pierwsze osiem miesięcy na okrągło płakał. Potem okazał się dzieckiem nadzwyczaj ruchliwym. Od kiedy zaczął chodzić, nie można spuścić go z oka. A Kasia cały dzień jest z nim sama. Mąż w pracy, grubo ponad osiem godzin dziennie, bo właśnie awansował. Rodzice i teściowie mieszkają daleko.

– Czasem jestem tak zmęczona, że mam ochotę wyjść z domu i nie wracać. Zresztą raz tak zrobiłam. Mały darł się i darł, miał wtedy niecałe pół roku, położyłam go do łóżeczka i wyszłam przed blok. Obleciałam dookoła dwa razy i tak się przestraszyłam tego, co zrobiłam, że nie czekając na windę, wbiegłam na piąte piętro. Długo nie mogłam ochłonąć. Właściwie do tej pory nie mogę, bo myśli, żeby wyjść z domu i nie wracać, żeby rzucić wszystko w cholerę, wracają jak bumerang. Może nie nadaję się na matkę?”

https://zwierciadlo.pl/psychologia/387252,1,zmeczenie-macierzynstwem—jak-sobie-z-nim-radzic.read

36 myśli na temat “Nienawidzę być matką!

  1. Nie rozumiem współczesnych kobiet.
    Ja 27 lat temu kiedy zostałam matką byłam świeżą mężatką zaledwie z rocznym stażem małżeńskim . Pracowałam zawodowo i jeszcze porwałam się na studia. I jakoś że wszystkim dawałam radę. Trochę korzystałam z pomocy mamy i teściowej kiedy mała chorowała bo nie mogłam pracując w szkole często być na zwolnieniach lekarskich. Potrafiłam znaleźć czas dla siebie a zabieranie małej do znajomych nie stanowiło problemu. Ale teraz młode mamusie narzekają bo zamiast siedzieć na instagramie czy fejsie biedaczki muszą zajmować się dzieckiem. Obecne pokolenie młodych chce mieć dużo ale najmniejszym kosztem. Dziecko owszem może być, ale niech nie płacze, i najlepiej niech się samo sobą zajmie a nie absorbuje rodziców. To strasznie przykre, bo przecież dziecko to największy dar od losu. Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Nieco kąśliwy Twój komentarz. Weź pod uwagę, z czym borykały się nasze mamy i babki. Toż to my żyłyśmy w luksusie! Kuchenka gazowa, pralka, jeśli nie automatyczna to chociaż frania, bieżąca woda w mieszkaniu.
      Nie jest zbyt zasadne ocenianie współczesności z perspektywy minionego czasu. Warto wziąć pod uwagę, że inaczej podchodzi się do pracującej kobiety matki obecnie, a onegdaj inaczej bywało. Synek, oddany do żłobka, często chorował, a pomocy znikąd. Gdyby osadzić sytuację w obecnych czasach, zostałabym bezrobotną. Wymagania w pracy też były inne i tzw. „ludzkie podejście” nie istnieje.
      Inną rzeczą jest nieporadność młodych mam, które hodują sobie pociechę-tyrana. Wydaje mi się, ale tylko wydaje, że usiłują sprostać książkowym/netowym wymogom stawianym mamom, a potem padają pod ciężarem nierealnych powinności. Pokutują za rozpowszechniony dzieciocentryzm. Nikt im nie mówi, że oprócz spełniana roli matek są jeszcze ludźmi, którzy mają prawo do odrobiny własnej przestrzeni. Gdyby tak wypośrodkować między tym, co należne się dziecku, a co rodzicom, byłoby często dużo łatwiej młodym kobietom i ogólnie – całej rodzinie. Jeśli nie chcą pozwolić się wyżyłować dziecięciu do cna lub robią to na przekór sobie, często zapadają na depresję. To dopiero jest problem dla wszystkich, włączając w to podopiecznego.

      Polubienie

  2. O dziadkach. Zmienia się mentalność. Młode mamy nie odnajdują się w roli ofiarnic, dziadkowie uciekają od pomocy. Jeśli kiedyś było normą, że na dziadków zawsze można było liczyć, dziś nic takiego nie istnieje. Dziadkowie żyją własnym życiem i niekoniecznie chcą je dzielić z wnukami. Fakt, że nie każdy senior potrafi podołać obowiązkowi opieki nad dzieckiem, jednak – z moich obserwacji – wynika, że nasze pokolenie już ani się poczuwa do obowiązku (?) pomocy, ani się do niego nie kwapi. Świat się zmienia, a wraz z nim mentalność.

    Polubienie

  3. Trochę inne czasy teraz mamy.
    One można by się nawet zdziwić nie są dla młodych matek łatwiejsze.Jest łatwośc dostępu wszelkich produktów,ale wszystko jest drogie.
    Kiedyś kobiety miały przed sobą jedną droge,bycie żoną i matką.Teraz młode kobiety mają inne możliwości. Kształecenie się ,dobra praca.Nie chcą być narzucaną im jak o wzór Matka Polką.

    I mają prawo narzekać, mówić o swoich wątpliwościacj,problemach.

    Polubienie

  4. Myślę, że teraz jest taki czas kiedy kobiety mogą wreszcie mówić co czują i co przeżywają. Kiedyś, zajęte właśnie praniem pieluch i gotowaniem kaszek, były zamknięte w przekonaniu że muszą to robić bo taka jest ich rola. Dziś kobieta ma ambicje, chce spełniać się w roli pracownika, spełniać marzenia i realizować się nie tylko w roli matki i żony. Czasem rzeczywistość przerasta i okazuje się, że posiadanie dziecka to nie tylko piękne chwile, ale też trud, zmęczenie, brak czasu na własne sprawy. Dlatego tak ważne jest zrozumienie otoczenia i oczywiście wsparcie partnera.

    Polubienie

  5. Myślę, że tutaj problemem są raczej media, fesbuki, instagramy itp., które promują macierzyństwo jak cudowne, słodkie, po prostu cud, miód, malina. Kobieta ogląda te reklamy, relacje i myśli, że i ona by tak chciała, a potem jest zderzenie z rzeczywistością… Ja jestem gdzieś po środku, bo rozumiem te „marudzące” mamy, a jednocześnie wiem, że kiedyś było znacznie trudniej- ze wszystkim. Jestem prawie 5 lat w domu, mimo, że dzieci moje już chodzą do przedszkola, z córką są kłopoty, ma opóźnienia w niektórych sferach i czasem naprawdę chce się płakać ,Nigdy nie marudziłam, że np. dziecko płacze i ma kolkę, bo to jest normalne kiedy malutki człowiek nie potrafi inaczej komunikować swoich potrzeb ale kiedy dziecko ma 3 lata i wciąż słabo się komunikuje to czasem załamuje się ręce… Teraz pozostało jeżdżenie po specjalistach, diagnozy, poradnie itp, a pewnie i tak będę musiała zmienić przedszkole…Każdy niesie swój krzyż, także z dziećmi. Ja tylko bym chciała, żeby wszystko szło w dobrym kierunku i zazdroszczę mamom, których dzieci nie mają poważnych problemów już w tak wczesnych latach, bo one mogę wszystko zaplanować, pracować itp, pomimo tego, że mają prawo być zmęczone… Ech rozpisałam się, ale temat dotknął też mnie bezpośrednio…
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. Joanno dziękuję za tak obszerny komentarz i ja mam nadzieję, że Twoja tytaniczna praca i trud z czasem przyniosą efekty! Wiem, że w tym kraju rodziny z dziećmi z defektami zostawione są same sobie. To jest wielki trud, aby wyprowadzić dziecko na prostą i do tego kosztowny, Życzę siły!

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s