Podpatrzeć świat!

Bywa tak, że czasami uciekam od polityki w mediach i szukam czegoś lżejszego, optymistycznego, ciekawego.

Odpoczywam wówczas i resetuję się.

Ogromnie lubię zaglądać do mieszkań ludzi z pierwszych stron gazet, którzy mają duże pieniądze i urządzają swoje apartamenty według własnego projektu i są to często bardzo wysmakowane wnętrza.

Marcin Tyszka wpuścił do swojego apartamentu media i pochwalił się nim przed kamerami.

Kupił mieszkanie na Żoliborzu, na który ludzie nie mieli pomysłu, ale on – jako światowy fotograf świata mody zaryzykował i rozpoczął swój, autorski projekt.

Mnie się podoba produkt finalny, bo w tym apartamencie królują kolory i nie jest to mieszkanie sterylne, biało – szare jak to się teraz urząda, a jest feria kolorów i przede wszystkim ogrom kwiatów sprowadzonych z całego świata.

W jego mieszkaniu jest mieszanka warzywna, tętnąca kolorami i niby nic do siebie nie pasuje, a jednak pasuje.

Wiele lat kupował w różnych częściach świata ciekawe obrazy, komody, wazony, lampy, stoliki, aby to kiedyś połączyć w całość i moim zdaniem udało mu się stworzyć własny styl i z pewnością dobrze się w tym czuje.

My maluczcy nie możemy się równać z ludźmi, którzy mają miliony, bo w domu Tyszki królują marmury, teraktoty, a także miedź, ale warto coś skopiować bo choćby postawić na zieleń jak na przykład stroczyki.

Ja uwielbiam w domu mieć kolory i gdybym robiła permanentny remont, to bym nie postawiła na bezpieczne kolory, a bym się bawiła barwami.

We współczesnych mieszkaniach prawie wszyscy mają jednakowo, bo biało- szare kuchnie i takie same są łazienki.

Brakuje w nich kolorowych dodatków, bibelotów, co sprawia, że pomieszczenia są smutne i zachowawcze.

Osobiście uwielbiam kolory jesieni, a więc przygaszony żółty, brązy, butelkową zieleń i w tych barwach czuję się świetnie.

A ja Wy lubicie stroić swoje mieszkania?

Czy macie swoje ulubione bibeloty, których nigdy się nie pozbędziecie, bo mają swoją historię i są dla Was bardzo ważne.

 

 Apartament Marcina Tyszki, fot. instagram @tyszka_marcin - Warszawski apartament Marcina Tyszki

 Apartament Marcina Tyszki, fot. instagram @tyszka_marcin - Warszawski apartament Marcina Tyszki

 #tysiohome, fot. instagram @beata_rowyszyn - Warszawski apartament Marcina Tyszki

Znalezione obrazy dla zapytania mieszkanie tyszki

Znalezione obrazy dla zapytania mieszkanie tyszki

Znalezione obrazy dla zapytania mieszkanie tyszki

 

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, trawa, na zewnątrz i przyroda

Reklamy

Mam dość!

 

Znalezione obrazy dla zapytania śmierć

Mam dość i piszę to w swoim imieniu, bo chora Mama leży w łóżku już dwa lata w domu mojej Siostry.

Dochodzę i włączam się w opiekę, bo chora Mama tego wymaga.

Wymaga opieki całodobowej i 6 listopada minie dokładnie dwa lata od diagnozy – rak wątroby, który spowodował, że zmarniała i wychudła, ale wciąż żyje.

Mam wrażenie, że jest wieczna jak Lenin i nie ma zamiaru umierać.

Obie z Siostrą utraciłyśmy swoje, własne życie, bo wszystko jest podporządkowane Mamie.

W ciągu tych dwóch lat, chyba z sześć razy wydawało się nam, że oto nastąpi Jej koniec i przyjdzie nasze wybawienie, ale nie!

Ożywała za każdym razem i wracała do nas, co już nie raz pisałam, że jest jakimś cudem w świecie medycyny.

Umierała, tak się nam wydawało pod koniec października i myślałam, że 1 listopada nastąpi koniec Jej wędrówki.

Nie umarała i dziś ponownie kazała mi przełączyć telewizor na swoje ulubione, które uwielbia „Koło fortuny”.

Aby zaprowadzić Ją do WC, trzeba Ją z całych sił ściągać z łóżka, aby zmienić Jej pampersa i Ona wciąż tego pilnuje.

Doprawdy nie wiem skąd w Niej tyle sił i silnej woli, aby tylko grubszej sprawy nie zrobić w pampersa.

Dziś z ledwością prowadziłam Ją do WC, aż w końcu poddała się i kazała mi zmienić pieluchę w przedpokoju, bo nie miała sił dojść do WC.

Jest taki dzień, że podsypia, a drugi jest taki, że jest na czuwaniu choć już nie wiele rozumie z tego wszystkiego, co się wokół dzieje.

Cholernie przykro się na to patrzy i najgorsze jest to, że nikt nie wie, kiedy ten koniec nastąpi.

Dwa lata ciągłego doglądania, podawania leków, karmienia, nawadniania skutecznie zabiło w nas współczucie.

Bywa tak, że Mama coś tam bredzi i widzi jakiś ludzi w telewizji, którzy do Niej coś mówią.

Ja wiem, że jest w tej chorobie taka dzielna, ale jak napisałam na wstępie – mam dość!

Myślę, że i Siostra ma dość, która wciąż pracuje i wybrała wszelkie wolne dni, jakie się Jej należały.

Obie jesteśmy starszymi kobietami, które mają swoje jednostki chorobowe i z ledwością ciągniemy ten wózek.

Siostra kąpie Mamę, bo ja się tego boję robić, a także załatwia wszelkie sprawy z receptami i zakupem leków, oraz pampersów.

Utraciłyśmy swoje, prywatne życie, ale żadna z nas nie miała zapędów, aby Mamę oddać do hospicjum.

Obie czujemy się wykończone, zmęczone, umordowane, a Mama nie ma zamiaru umierać i jeden Bóg chyba wie, kiedy nas wybawi od tej udręki i wielkiego obciążenia fizycznego i psychicznego.

Obie jesteśmy blisko depresji i obie mamy szczerze dość!

Może ktoś na mnie nakrzyczy, że jestem wyrodną córką, ale pragnę na tę chwilę, aby Mama odeszła w końcu i oddała nam nasze życie, bo obie mamy mężów, dzieci i wnuki i to z tego powinnyśmy się cieszyć.

Kolega mojego Męża, który zmarł parę dni temu i opiekował się swoim, chorym Ojcem.

Mył go, zmieniał pampery i po prostu był z nim w chorobie i kiedy ojciec umarł, to on umarł na zawał za chwilę, bo tak był umęczony!

Boję się, że ten scenariusz może się powtórzyć w mojej Rodzinie, bo męka z chorą Mamą nas wyniszcza.

Brutalne będą jeszcze te słowa, które chcę napisać na swoim blogu, który mi pomaga przetrwać, bo się wygadam.

Mama odchodzi i kompletnie bez pożegnania, wspominania i nie ma tu żadnych słów – kocham cię, kochałam, jestem z ciebie dumna.

Przez dwa lata usłyszałam tylko, że jestem dobrą dziewczyną!

Muszę z tym jakoś żyć!

Czy warto analizować? Chyba nie i po śmierci Mamy należy szybko wrócić do swojego życia, którego tak niewiele mi zostało!

Przez dwa lata nigdzie nie byłam i niczego nie zobaczyłam, a dźwięk telefonu wprawia mnie w drżenie serca i powoduje arytmię ze strachu!

II tura Wyborów Samorządowych!

Gdańsk jest nasz!
Kraków jest nasz!
Kielce są nasze!
Poznań jest nasz!
Szczecin jest nasz!
Radom jest nasz!
Hurrrra!

Najlepiej te wybory podsumował Jarosław Kaczyński, który po pierwszej turze miał powiedzieć, że nastąpiła demitologizacja PiS jako niezwyciężonej maszyny wyborczej. Dzisiaj maszyna zastękała jeszcze bardziej. Te wybory są przełomowe, przypomnijcie sobie nastrój beznadziei sprzed dwóch miesięcy, przekonanie, że nie ma ratunku, że nawet Warszawa stracona. A dzisiaj? Król jeszcze nie jest nagi, ale wszyscy widzą, że gacie krótkie, dziury na tyłku, strach w oczach i tylko od uniesionych nagle nadzieją i wiarą poddanych zależy czy to właśnie ostatni rok jego toksycznych i niszczycielskich rządów. A jak dobrze wiemy z „Komandosów z Nawarony” wystarczy szczelina w tamie by ją szlag trafił. I to się zaczęło dziać, howgh.

Ta kanalia z Żoliborza, która tak bardzo podzieliła Polskę nie odpowie za nic, bo tak kanalia się świetnie ustawiła, aby nie odpowiadać za nic, bo robią to za kanalię wynajęci ludzie.
Marcinkiewcz zniszczył swoją rodzinę, zadawając się z pewną dziwną młódką, która była świetna w łóżku, ale się znudziła.
Były Premerem parę miesięcy był w rządzie Kaczyńskich i doskonale wie jak to działo się w tej partii i ocenia z perspektywy czasu!

Człowiek ponad prawem, 🇵🇱🇪🇺

Bardzo mało zajmujemy się Jarosławem Kaczyńskim, a to on jest polskim problemem. To on podejmuje decyzje państwowe, które premier i rząd, czy prezydent, a nawet parlament tylko wciela w życie. Jest głównym decydentem, liderem obozu rządzącego, bez jakiejkolwiek odpowiedzialności przed kimkolwiek. Protestujemy pod kancelarią premiera, czy prezydenta, albo pod sejmem, a JK śmieje się z nas na Nowogrodzkiej.

Jaroslaw Kaczyński nie bierze jakiejkolwiek odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Co więcej przed nikim nie musi się tłumaczyć i to od latach. Wychował sobie opozycję i dziennikarzy już wówczas, gdy był w opozycji. Na świecie jest to nie do przyjęcia by człowiek rządzący krajem mógł nie odpowiadać za swoje czyny, mógł nie tłumaczyć się przed opinią publiczną z podejmowanych decyzji. Mógł być odizolowany od społeczeństwa i jego przedstawicieli.

Kaczyński uczestniczy w konferencjach prasowych, ale nie odpowiada na pytania. Udziela wywiadów, ale tylko dziennikarzom którzy nie zadadzą mu trudnych pytań. Spotyka się z obywatelami, ale tylko popierającymi jego rządy. Nie dopuszcza do siebie ludzi inaczej myślących. Nie uczestniczy w debatach. Właściwie nigdy nie słucha, tylko przemawia. Przed nikim z niczego nie musi się tłumaczyć. To nienormalne. Stworzył wokół siebie klosz i jest poza prawem. Wytworzył wyimaginowany obraz męża stanu, który odpowiada tylko przed sobą, a inni mogą go tylko podziwiać, albo współczuć. Jeszcze parę lat temu tłumaczył się bratu lub mamie. Dziś jest sam i robi totalnie co chce.

Tak, to on napuścił Polaków jednych na drugich, podzielił Polskę jak nikt nigdy wcześniej i wprowadził do przestrzeni publicznej możliwość nazywania nas, części Polski, zdrajcami i obywatelami „drugiego sortu”, czy kanaliami. Zrujnował nasza wspólnotę. Zdewastował współpracę. Rozwalił debatę publiczną. Zniszczył niezależne instytucje państwa. Zezwolił na rozprzestrzenianie się w przestrzeni publicznej rasizmu, ksenofobii, nacjonalizmu, a nawet faszyzmu. Tak, zrobił to wszystko Jaroslaw Kaczyński, używając do tego podległych mu i wiernie posłusznych instytucji państwa.

Dlaczego nie analizujemy jego samotnego, zamkniętego życia? Dlaczego nie śledzimy jego ruchów i działań? Dlaczego nie zadajemy mu nieustannie pytań o Polskę, o jego odpowiedzialność za to co dzieje się w naszym kraju? Dlaczego nie bombardujemy go naszym sprzeciwem na rujnowanie niezależnych instytucji państwa, czy naszej pozycji w świecie. Dlaczego pozwalamy mu na bycie i życie poza prawem, poza odpowiedzialnością, poza kontrola?

Obraz może zawierać: 2 osoby, garnitur

SOS – dla małżeństwa!

Znalezione obrazy dla zapytania bliskość senior

Aby nie zgubić po drodze miłości!

To już ponad trzydzieści lat po ślubie, pomyślała i spojrzała nieśmiało na siebie w lustro.

Był wieczór, taki niby jak zawsze, kiedy wieczorem każde z nich szło do swojego pokoju na odpoczynek po całym dniu.

  • O nie, nie może być tak zawsze, do końca życia i poszła do łazienki wziąć wieczorny prysznic.

Ubrała najpiękniejszą koszulę, ułożyła włosy i zrobiła delikatny makijaż.

Spojrzała ponownie na siebie w lustro i stwierdziła, że jest jeszcze fajnie i podobała się sobie.

Wzięła głęboki oddech i weszła do pokoju męża, który czytał w łóżku gazetę.

Spojrzał na nią od niechcenia i nie zauważył jej pragnienia w oczach, a zarazem ogromnego zażenowania.

Stanęła w progu z oczekiwaniem, że zaprosi ją do wspólnego łoża i po prostu przytuli.

  • Chciałaś coś, coś się stało, tylko takie pytanie usłyszała, rzucone za gazety.

  • Nie, nic się nie stało i wycofała się do swojego pokoju, zakrywając załzawioną twarz.

Położyła się w swoim pokoju, pełna tęsknoty za tamtymi latami, kiedy kochali się namiętnie i prawdziwie, a tu już od czterech lat, żyjąc pod jednym dachem, w pięknym mieszkaniu czuje się coraz bardziej samotna.

Pomyślała, że chyba wszystko się już wypaliło i nic ją nie czeka.

Tak bardzo go kocha, a mimo to, nie potrafi mu opowiedzieć, co czuje, co ją uwiera i do czego tak bardzo jeszcze tęskni.

Codzienna rutyna ją zabijała i coraz bardziej czuła się odepchnięta przez swojego kochanego mężczyznę.

O poranku usmażyła kolejny raz mężowi jajko na bekonie, po czym on wychodził do pracy na długie godziny, bez pocałunku i bez grama czułości.

Gdzieś te wszystkie uczucia się zagubiły i to ją okropnie uwierało.

Nie mogła się pogodzić, że być może on już jej nie kocha i go ani troszeczkę nie pociąga.

Przecież nie może tak dalej żyć, wśród niedomówień i pragnienia za czułością, delikatnym dotknięciem, przelotnym pocałunkiem, a o seksie nie wspominając.

Nie może tak być i postanowiła poszukać specjalisty, który pomoże jej odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.

Ktoś kto pobudzi ich dwoje do powrotu do siebie, bądź odrzucenia bez względu na wyniki terapii.

Musi to wiedzieć, co między nimi jest jeszcze do ocalenia.

Odda każdy grosz, aby ratować swoje małżeństwo, które po odejściu dzieci z domu, stało się skostniałe, jakby go nie było.

Było by jej łatwiej, gdyby ją opuścił i czułaby się mniej samotna, niż obok niego, który zamknął się w świecie swoich zajęć i rutyny.

Gdyby zechciał jej się zwierzyć z tego, czy ma jeszcze jakieś oczekiwania i pragnienia?

Nie wiedziała o nim nic właściwie i chciała przy pomocy specjalisty na nowo go poznać i rozszyfrować.

Postawiła wszystko na jedną kartę, bo albo się rozstaną, albo na nowo się do siebie zbliżą w oparach nowej namiętności.

Każda kobieta wychodząc za mąż ma swoje oczekiwania i pragnienia.

Każda z nas chce być pożądana przez swojego mężczyznę wybranego spośród miliona innych.

Wychodzimy za mąż, budujemy gniazdo rodzinne, rodzimy dzieci, pracujemy i tak nam ucieka wiele lat.

Nie zauważamy, że obok żyje z nami drugi człowiek, który także ma swoje fantazje i pragnienia.

Jakże często nie rozmawiamy na te tematy, bo wstydzimy się ujawniać nasze najskrytsze myśli.

Mijają lata, dzieci odchodzą z domu i nie potrafimy cieszyć się tą wolnością, przestrzenią, która jest niespodziewanie nam dana.

Codzienne czynności, codzienne przyzwyczajenia zatracają w nas potrzebę bliskości.

Dochodzi do tego także zmiana naszego wyglądu, dodatkowych kilogramów, posiwiałych włosów.

To wszystko oddala nas od bliskich spotkań w sypialni, ponieważ szybko przekreślamy swoją atrakcyjność.

Rezygnujemy z bliskości, obawiając się odrzucenia.

Spoglądamy na siebie w lustro i stwierdzamy, że nie powinniśmy już domagać się seksu, przytuleń, pocałunków.

Oddalamy od siebie swoje oczekiwania, choć pojawiają się nie raz.

Ktoś to wszystko źle urządził, ponieważ kiedy mamy tak wiele czasu na bliskość, odrzucamy ją niejednokrotnie, wstydząc się swoich myśli.

Boimy się rozmawiać o tym z kochanym partnerem i dopóki ktoś z tych dwojga nie przerwie tego przeklętego milczenia, poczujemy nagle, że omija nas jeszcze coś bardzo ważnego w życiu.

Omija nas szczęście jakie może dać nam bliska i kochana osoba z wzajemnością.

Jak to zmienić? Trzeba rozmawiać, a jeśli się nie udaje, trzeba poszukać rady dobrego psychologa, aby nam pomógł przełamać te lody, bo szkoda czasu, ostatniego czasu na miłość.

PS. Moja bohaterka wygrała i jej determinacja sprawiła, że zostały pokonane wewnętrzne obawy przed bliskością, bo sobie założyła, że jeśli on kocha, to do niej mentalnie wróci i przeżyją niejedną upojną noc.

PS. Czytałam w wielu miejscach, że są takie małżeństwa, którym seks nie jest potrzebny, a współżyją ze sobą tylko dla prokreacji i są szczęśliwi i się kochają.

Na tym Świecie wszystko się zdarzyć może i niczemu nie należy się dziwić.

 

Uratowane drzewo!

Kilka notek niżej pisałam o tym, że nasza 30-letnia choinka, która urosła tak bardzo przez ten czas, że przewyższyła wysokość mojego bloku.

Mąż posadził choineczkę na 15 urodziny naszej Córki, a drugą na urodziny pierworodnej.

Niestety, ale przyjęła się tylko jedna, która rośnie blisko mojego balkonu i osłania go od hałasu ulicy, ale przede wszystkim jest pamiątką, kiedy nasze Dzieci z nami mieszkały. Na imię jej „Lidia”.

Kochamy to drzewo wielką miłością, bo należy do nas i przypomina czasy także naszej młodości, bo kiedy Mąż je posadził byliśmy rodzicami pełnymi apetytu na życie.

Oboje przywiązujemy ogromną uwagę do czasu przeszłego i przywiązujemy się do miejsca zamieszkania, do rzeczy, do naszej historii i lubimy wspominać i takim wspomnieniem jest to nasze drzewo.

W tym roku w zachodniej Polsce, latem nie było prawie deszczu i nastała susza, która zabijała to nasze, ukochane drzewo.

Pewnego poranka zauważyłam, że nasze drzewo umiera i pojawiły się na nim rdzawe igły i się przeraziłam tym, że je tracimy.

Wpadłam do sieci w poszukiwaniu odpowiedzi co robić, aby je ratować, bo serce mi rozdzierała myśl, że trzeba będzie je ściąć.

Szukałam, bo może dopadła je zaraza, jakiś wirus, ale moje poszukiwania stanęły na tym, że drzewo ma za mało wody i nie jest w stanie wykarmić się, a więc zrzuca igły i marnieje.

Rzuciłam Mężowi hasło – podlewamy na maksa.

Mąż do kranu podłączył wąż ogorodowy i licznik bił, ale podlewaliśmy nasze drzewko trzy dni pod rząd, aż zauważyliśmy, że gałęzie się ochoczo podniosły, a kiedy zaczął wiać silny wiatr, to otrzepał drzewo z rdzawych, chorych igieł.

Hura – uratowaliśmy nasze drzewo i jesteśmy z siódmym niebie.

Konkluzja z tego taka, że woda jest darem niebios i bez niej umrze wszystko na naszym globie, ale nie potrafimy jej jakże często cenić – marnując ją.

Jakże w wielu zakątkach naszej Ziemi jest miejsc, kiedy ludzie nie mają dostępu do wody i traktują każdą kroplę na wagę złota.

Pamiętajmy o tym, że w kranach mamy wciąż wodę i podobno kranówka jest zdrowsza od wody z butelki.

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, śnieg, choinka, na zewnątrz i przyroda

Nie powinno się odchodzić 1 listopada!

Myślałam że zawsze będziemy młodzi, że świat poczeka. Nic nie poczekało.. Nie odkładajcie na później ani piosenek, ani egzaminów, ani dentysty, a przede wszystkim nie odkładajcie na później miłości. (Agnieszka Osiecka)

1 listopada to jest takie święto, że spotykamy się ze swoją rodziną mieszkającą z dala od nas i nie tylko przy grobach, ale jakże często przy wspólnym stole.

Ugotowałam obiad dla moch bliskich, którzy zjechali na groby, aby kolejny raz oddać im swoją pamięć, zapalając symboliczne znicze.

Zapaliłam w domu świece na znak pamięci o bliskich, gdyż dziś nie wybrałam się na cmentarz, bo nie lubię tego tłumu i spotkania się z ludźmi, którzy przychodzą na cmentarz raz w roku, aby się pokazać. Nie znoszę hipokryzji, bo ja swoich umarłych noszę w sercu cały rok.

Pójdę jutro, kiedy rozjadą się samochody i zniknie tłum i tak w ciszy Zaduszek, będę odwiedziała groby i sobie nad nimi powspominam i podumam.

Miałam pójść na cmentarz wieczorem, który pośród ciemności wygląda zjawiskowo, ale zauważyłam u siebie fobię przed wyjściem z domu w ciemności.

Tak mam na stare lata, że tych fobii mam coraz więcej, z którymi staram się walczyć, ale tym razem poległam.

Poprosiłam Męża, aby poszedł wieczorem na cmentarz i zrobił mi kilka zdjęć, bo okropnie, pięknie cmentarze wyglądają wieczorową porą.

Wyposażyłam Męża w aparat i nastawiłam na funkcję – nocą, a za chwilę odebrałam telefon od Męża, który płakał mi w słuchawkę.

Właśnie wieczorem, na cmentarzu otrzymał wiadomość, że umarł Jego najbliższy przyjaciel na zawał – w takim dniu! Był w pracy i sobie umarł! 😦

W moim domu pali się świeca za kolegę Męża, który był młodszy od niego.

Mamy w sercu żałobę, bo nie powinno się umierać 1 listopada?

Nigdy nie wiemy, kiedy widzimy się i rozmawiamy  z kimś ostatni raz.

Darku żegnaj! Wspaniały przyjacielu mojego Męża!

Rodzinie, którą znam składam najszczersze kondolencjie z pytaniem – dlaczego tak wcześnie!

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz

 

Polski już nie ma!

Głowę mam zaprzątniętą chorobą Mamy, ale jestem też cholerną patriotką i obserwuję to, co dzieje się w naszym kraju.

Umarła Polska i być może za chwilę umrze mi Mama i tak się miotam i głowię mam zaprzątniętą, bo dlaczego tak to się wszystko zbiegło w czasie.

Polska umiera już trzy lata, a moja Mama dwa, ale w obu przypadkach staram się trzymać w pionie, bo adrenalina robi swoje.

Polska pięknie żarła przez 28 lat demokracji, a kiedy PiS dorwał się do władzy, to zaczęła zdychać.

Wszystko dlatego, że taki dureń trzęsie Polską i pociągnął Ją na samo dno!

Włączcie głos koniecznie!

Ja wiem, że pod tym wpisem nie będzie komentarzy, bo są ludzie, którzy politykę boją się komentować, albo zupełnie się nią nie interesują i mają w dupie wybory, bo im wciąż w kranach leci ciepła woda.

Jednak jest duży procent ludzi, którzy ubolewają nad tym, że obecna polityka prowadzi Polskę na aut i za chwilę wyjdziemy z Unii Europejskiej.

Znajdziemy się z ręką w nocniku. Trzeba być debilem, aby popierać działania tych niedouczonych debili, którzy są jak chorogiewka i zmieniają swoje poglądy, bo prezes każe – czytaj Czaputowicz, który nie poparł Zioby, a za parę godzin go poparł, bo był na dywaniku u Prezesa.!

Na ogranizację 100-lecia Odzyskania Niepodlełości wydano podobno 200 milionów, ale okazuje się, że Adrian nie weźmie udziału w uroczytościach, ale weżmie udział ONR i tak oddano Stolicę BANDYTOM  i sądzę, że w Warszawie poleje się krew i w ruch pójdą race i kostki brukowe, kiedy Błaszczak i inni zwieją z Warszawy do Krakowa.

Mamy taki cudowny hymn, że jeszcze Polska nie zgnięła, ale niestety – Polski już nie ma.

Na 25-lecie odzyskania wolności przyjechało do Polski kilkadziesiąt delegacji, w tym prezydenci USA, Francji, Niemiec, Ukrainy, Węgier, król Belgii, premierzy.
Na 100 -lecie odzyskania niepodległości do Polski nie przyjedzie nikt. PIS od 3 lat wiedział, że będzie taka uroczystość. Wzięli miliony na przygotowanie 100 lecia odzyskania niepodległości, nie przygotowali nic. Uroczystości będą wyglądać, jak co roku… Polska już niewiele znaczy na mędzynarodowym forum. Zostaliśmy na końcu Europy  Jaka władza, takie obchody. Czyja wina?

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, garnitur i w budynku

Odchodzenie!

 

Znalezione obrazy dla zapytania umieranie

Nigdy w swoim życiu nie byłam blisko przy osobie umierającej.

Mam już dużo lat, ale los mi oszczędził bycia przy odchodzeniu widzianym na własne oczy.

Nigdy nie miałam babci i dziadka, gdyż wszyscy odeszli kiedy mnie jeszcze nie było na świecie.

Nigdy nie siedziałam na kolanach ukochanej babuni i nigdy nic dla mnie nie ugotowała, jak to się często czyta o tym, że babcie kochają karmić swoje wnuki.

Nigdy żaden z dziadków mnie nie wziął za rączkę – jak małego dzieciaka i nie zaprowadził na przykład do lasu, aby pokazać piękno tego lasu i nie zdążył mi pokazać jak trzeba zbierać grzyby, czy jak nazwać ptaki, albo drzewa.

Zawsze, całe życie zastanawiałam się dlaczego los mnie tak doświadczył, że nie poznałam swoch babć i dziadków, kiedy inne dzieci w szkole opowiadały o swoich.

Mój Ojciec umarł szybko i w szpitalu, a więc nie widziałam na własne oczy Jego odchodzenia.

Odszedł 20 lat temu i pamiętam go w trumnie, która była otwarta.

Pamiętam, że pierwszy raz w życiu pożegnałam nieboszczyka, który był taki zimny i sztywny.

Pierwszy raz zetknęłam się ze śmiercią i potem długo, długo było mi to oszczędzone.

Zawsze wiedziałam, że Mama kiedyś odejdzie, ale byłam szczęśliwa, że mimo wieku doskonale sobie radziła.

Wciąż miała dość dobry wzrok, świetną pamięć i wciąż wiele rzeczy robiła sama nie potrzebując pomocy z zewnątrz, co z czasem się zmieniało, ale mimo wieku można rzec, że była bardzo dzielna.

Dwa lata temu, dokładnie w listopadzie Mama zachorowała na raka wątroby i w ciągu tych dwóch lat chyba ze cztery razy myśleliśmy, że to koniec, ale to były takie przełomy i dzielnie wracała do rzeczywistości.

Leżąca i kompletnie od nas zależna jakoś się otrzepywała i wciąż wracała do nas.

Dziś nastąpił przełom na niekorzyść i chyba nam Mama umiera, bo Jej mózg prawie się wyłączył i przestała z nami się kontaktować.

Patrzyłam tak na Nią i wydaje mi się, że Ją tracimy, choć nikt nie wie ile taki stan może jeszcze potrwać, ale ja przygotowuję się do żałoby i moi bliscy także.

Zbliża się dzień Wszystkich Świętych i możemy w ten dzień utracić Mamę, ale Ona jest mimo wszystko bardzo mocna i może zrobić nam psikusa!

Wszycy zgłupieliśmy w tej Jej chorobie, bo na żadnym filmie nikt nie widział takiej woli życia mimo, że Mama od wielu miesięcy jest warzywem.

Na razie trzymam się dzielnie, bo Mama wciąż oddycha, ale boję się pogrzebu i czasu po tym, bo mogę się rozsypać na kawałki i długo będę się zbierała do kupy.

Ludzka psychika w takich momentach jest niezbadana i każdy z nas inaczej reaguje na odchodzenie Rodziców.

Ja siebie nie znam w tej materii, bo mnie temat śmierci oszczędzał.

Mój Mąż wyprowadza swoją Mamę – staruszkę na spacery, która choruje na serce i tak oboje i moja Rodzina osaczeni jesteśmy śmiercią, a prawda jest taka, że nadchodzi czas na nas – ludzi też już w kwiecie wieku seniora.

Idziemy na cmentarze!

Pan Stefan i Pani Helena poznali się w sanatorium.

Byli równolatkami, bo oboje liczyli sobie po 60 lat.

Jak to bywa w sanatoriach, aby kuracjusze się zintegrowali – organizuje się wieczorek zapoznawczy.

Pani Helena była wdową od trzech lat, a pan Stefan rok temu stracił ukochaną żonę, z którą w zgodzie i miłości przeżył prawie 40 lat.

Pani Helena przyjechała do sanatorium podleczyć chore stawy kolanowe i biodro, a pan Stefan schorowane serce – osłabione z powodu tęsknoty za żoną.

Na balu poprosił panią Helenę do tańca i tak im się dobrze tańczyło, że za pół roku pan Stefan poprosił panią Helenę o rękę.

Po wyjeździe z sanatorium utrzymywali stały kontakt przez komunikatory w Internecie i w końcu pani Helena przyjęła oświadczyny pana Stefana.

Zamieszkali razem w domu pana Stefana i wzięli od razu ślub.

Pan Stefan miał dużą rodzinę i pani Helena trochę się bała, bo w końcu była  jego żoną, ale nr dwa..

Niby rodzina pana Stefana przyjęła panią Helenę przyjaźnie i mogła myśleć, że się spodobała i została zaakceptowana.

Przyszedł dzień 1 listopada i cała rodzina wybrała się na grób pierwszej żony pana Stefana, a także na inne groby rodzinne.

Kiedy stali nad grobem pierwszej żony pana Stefana, to stało się coś dziwnego.

Pani Helena zapaliła znicz i postawiła go na grobie żony swojego męża.

Nie spodobało się to rodzinie, gdyż jej znicz automatycznie został przesunięty w inne miejsce, bo w tej rodzinie był jakiś tajemny rytuał i wszyscy go znali, ale nie znała go druga żona pana Stefana.

Jakby tego było mało, to pani Helena usłyszała wspominki, że jak to pierwsza żona była dobra, bo pastowała wszystkie, rodzinne groby i samodzielnie robiła cudowne stroiki.

Zachwalano jej talent do gotowania i dbanie o męża i dom i pan  Stefan takiej drugiej nie znajdzie!

Wychwalano pierwszą żonę pod niebiosa i pani Helena poczuła się jak jakaś czarna owca.

Pan Stefan ją uspokajał, że rodzina tak ma, ale pani Helena obiecała sobie, że nigdy więcej nie stanie nad grobem jego byłej żony, kiedy będzie skupiona przy nim rodzina pana Stefana.

Stało się coś cudownego, bo pan Stefan doskonale odczytał uczucia żony  i w każde, następne Święto Zmarłych oboje szli na cmentarz w Zaduszki, kiedy mogli tylko we dwoje celebrować pamięć o byłej żonie pana Stefana, a pani Helena mogła postawić zapalony znicz w dowolnym miejscu!

Dla tych, którzy odeszli

Dla tych
którzy odeszli w nieznany świat,
płomień na wietrze
kołysze wiatr.
Dla nich tyle kwiatów
pod cmentarnym murem
i niebo jesienne
u góry

Dla nich
harcerskie warty
i chorągiewek
gromada,
i dla nich ten dzień –
pierwszy dzień listopada.

Danuta Gellnerowa

100 – lecie Odzyskania Niepodległości!

Starsi ludzie z pewnością pamiętają piosenkę, którą śpiewała Krystyna Prońko do wiersza Ernesta Brylla – „Za czym kolejka ta stoi”.

Przypomnę ten smutny tekst:

Za czym kolejka ta stoi?
Po szarość, po szarość, po szarość
Na co w kolejce tej czekasz?
Na starość, na starość, na starość

Co kupisz, gdy dojdziesz?
Zmęczenie, zmęczenie, zmęczenie
Co przyniesiesz do domu?
Kamienne zwątpienie

Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc

Bądź jak kamień, stój, wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną
I polecą jak lawina
Przez noc, przez noc, przez noc

Ernest Bryll

Znamienne słowa to są, że bądź jak kamień, stój wytrzymaj, kiedyś te kamienie drgną i drgnęły i otrzepała się Polska i odkleiła od rosyjskiego buta i zaczęliśmy budować swoją, polską tożsamość.

Szło jak po grudzie, bo w polskiej historii było wiele, bardzo smutnych kart i musieliśmy budować swoje państwo – niezależne i tylko nasze.

Musieliśmy przeżyć Stan Wojenny i pojawił się Lech Wałęsa, który za sprawą „Solidarności” kroczył do budowania w Polsce – demokracji.

Potem Polska weszła do Unii Europejskiej i zaczynała rosnąć, pięknieć za sprawą dotacji unijnych i gdzie się nie obrócimy, to tam widać efekty prawie 30-letniego wstawania z kolan.

Drgnęły więc te kamienie i Polska zaczynała być widoczna na scenie światowej i doceniana w końcu.

Zaczynaliśmy wychodzić z grajdoła i biedy, bo zaczęły powstawać cudowne autostrady i mosty, a miasta piękniały z roku na rok.

Taka byłam dumna z rozwoju naszego kraju i mojego, małego miasteczka, które robiło się coraz bardziej kolorowe i wychodziło z szarości.

12 listopada 2018 roku będziemy obchodzili 100-lecie Odzyskania Niepodległości, ale, że Polską rządzi od 3 lat PiS, to ja z nimi nie będę świetować.

Nie będę świętować z draniami, którzy w moim kraju popsuli już wszystko i nazwali mnie gorszym sortem, a dali przyzwolenie ruchom nacjonalistycznym, które niosą hasła brunate i rzucają race.

Nie będę z nimi świętować, gdyż pogwałcili Konstytucję i złamali wszystkie prawa w moim kraju.

Nie będę świętować z niby prezydentem i niby premierem, kiedy Polską rządzi zwykły poseł Kaczyński, któremu w życiu nic nie wyszło!

Nie mam prezydenta i nie mam także premiera, a więc póki co, będę świętowała w gronie rodziny ze smacznym obiadem przy wspólnym stole.

Jest to sytuacja dla mnie bardzo przykra, ale chcę być w zgodzie ze sobą i swoimi poglądami politycznymi i patriotycznymi.

Ku pamięci przypominam Polskę za Bruno Barbey – światowym fotografem, który fotografował Polskę w latach 1979 – 81.

Przeżyjmy to jeszcze raz i zobaczmy jak wyglądała Polska na początku wstawania z kolan.

Zdjęcia pokazują naszą rzeczywistość w tamtych latach – szarą, burą, biedną i zagubioną!

Tacy byliśmy jeszcze wczoraj, a teraz czekam na powrót  do czasów rozkwitu, ale musi przeminąć PIS, który ciągnie nas w stronę opuszczenia Unii Europejskiej i dąży do POLEXT-u i tu nie ma mojej zgody!

 

https://designyoutrust.com/2018/10/stunning-color-photographs-capture-daily-life-in-poland-in-the-early-1980s/?fbclid=IwAR1aXpG2xtruasG8ObfQu8OUA2Yw4bpm7f2XPDJatThyZ8y78Qa7aHkubVc#.W9WUBABSHiM.facebook