Gdzie się podziała radość dzieci?

Wychowywałam się w PRL-u w blokowiskach, które były bezbarwne i brzydkie i każdy w moim wieku pamięta jak to szaro i buro wyglądało.

W tych blokowiskach mieszkały rodziny, które miały dzieci i naprawdę było tych dzieci sporo, bo każda rodzina mimo biedy te dzieci mieć chciała.

Pamiętam czasy, kiedy dzieciaki wylegały na podwórka, też brzydkie, ale potrafiły sobie zająć czas nie tylko podczas wakacjom przeróżnymi zabawami i jakże często trudno było je zwołać przez rodziców do domu – wieczorem.

Wpadaliśmy do domu po jakąś kanapkę i wracaliśmy na podwórko, bo tam się dużo działo.

Nie mieliśmy profesjonalnych placów zabaw, bo wystarczył nam kawałek trawnika, trzepak, kapsel, guma, kilka cegieł i piłka.

Robiliśmy raban na podwórkach grając w dwa ognie, klasy, pięć cegiełek, zaklęcia do chowanego po piwnicach i takie tam.

Potrafiliśmy iść do parku i bawiać się w podchody, chowanego, niewidzialną rękę i naprawdę mieliśmy masę innych zajęć, a wieczorem padaliśmy ze zmęczenia jak kawki.

Kiedy moje Dzieci podrosły w początkowych latach osiemdziesiątych, to było tak samo, kiedy ja dorastałam.

Co się więc stało, że oto na tym podwórku, gdzie szalałam ja i moje Dzieci mimo wakacji, ładnej pogody na moim dawnym podwórku – dzieci brak.

Oberwuję podwórko pod moim balkonem od rana do wieczora i nie ma na nim dzieci, kiedy dawnymi czasy chłopcy rozgrywali swoje pierwsze mecze, a dziewczynki grały w gumę, lub  bawiły się paletkami i słychać było dziecięce emocje.

Nie ma teraz tego, choć przecież dzieci się wciąż rodzą i jest ich wcale nie mniej, niż to było kiedyś!

Czasami widzę grupkę szkolnych dzieci siedzących obok siebie i wszyscy gapią się w telefony wysokiej jakości i w coś tam grają, albo przeglądają Internet i to jest bardzo smutny widok.

Z dużego miasta przyjechała dziś moja Córka z Wnuczką i spytała mnie gdzie są inne dzieci na placu, bo w dużych miastach trudniej jest to zjawisko zauważyć, a ja nie potrafiłam sensownie tego zjawiska wyjaśnić.

Prawdopodobnie teraz nowododki z mlekiem matki wysysają obsługę smartfona i tableta i kiedy nie chcą jeść, to mamy włączają im bajeczkę na telefonie i w ten sposób wychowują swoje dzieci.

Na naszych oczach zmienia się wszystko, a dzieciaki zamiast szaleć na podwórkach, integrować się, to wolą w samotności bawić się wirtualnie.

Dziś Dorota Zawadzka – była Super Niania zamieściła taki tekst i tym razem – wyjątkowo się z nią zgadzam:

„Nieustannie zdumiewa mnie, jak często rodzice nie uczą manier.
Dzieci przy posiłkach w czapkach, jedzą „jak świnki”, czyli jedzenie na obrusie i podłodze, nie czekają aż rodzina usiądzie, nie czekają aż pozostali skończą, ogadają na tabletach i smartfonach „coś” przy posiłkach, nie korzystają z serwetek do wycierania ust, nie umieją posługiwać się sztućcami.
Nie rozmawiają a krzyczą do siebie, albo co gorsza na siebie.
Albo w ogóle rodzice nie zwracają uwagi na dziecko…
I NIE mowię o maluchach…”

 

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

A jak było kiedyś?

„Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:
  • Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
  • Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
  •  Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
  • Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
  • Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
  • Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
  • Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
  • Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
  • Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
  • Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
  • Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
  • Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
  • W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
  • Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
  • Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
  • Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
  • Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
  • Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
  •  Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
  • Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
  • Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
  • Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
  • Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
  • Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
  • Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
  • Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
  • Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
  • Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
  • Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
  • Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
  • Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
  • Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
  • Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
  • Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
  • Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!”
http://www.eioba.pl/a/2voj/my-dzieci-tamtych-rodzicow
Reklamy

Przychodzimy, odchodzimy, leciuteńko, na paluszkach!

Nie na darmo się mówi, że starość się Panu Bogu nie udała!

Moja Mama 19 miesiąc leży w łóżku nie mająca na nic siły.

Mocne serce nie daje Jej odejść na wieczny odpoczynek, a wszyscy są zmęczeni do granic możliwości.

Tak trudno patrzeć, że  choroba uwięziła Mamę we własnym ciele, a odchodzenia nie widać.

Zmęczona jest Ona i zmęczona jest rodzina i chyba każdy z nas, gdzieś tam w głowie ma, aby w końcu ten dramat się skończył!

19 miesięcy, to dużo i dla Niej i dla nas, bo wszyscy padają na pysk – dosłownie.

Starość i do tego nieuleczalna choroba, to jest najgorsza mieszanka tego nieszczęsnego bycia na tej ziemi.

Jest taka dzielna w tej swojej chorobie, że takiej dzielności życzę wszystkim, którzy muszą się opiekować schorowanym rodzicem, mężem, żoną, czy też swoim dzieckiem.

Taka opieka wysysa z opiekuna także siły i obniża odporność psychiczną, bo trzeba być z chorym przy łóżku i zerkać, czy aby nie nadchodzi ta ostatnia godzina, ostatni oddech, a to niszczy najbardziej.

Patrzę w telewizji i w realu na ludzi, których choroba nie złożyła do łóżka i  gdzieś tam w miarę funkcjonują z laseczką,  czy z balkonikiem, a mojej Mamie to zostało zabrane przez wstrętnego raka.

Taka była radosna, dzielna jeszcze 19 miesięcy temu i tak bardzo lubiła o własnych siłach spacerować, porozmawiać z ludźmi na ławeczce, a tu ni z tego, ni z owego stała się warzywem, ale ma wciąż sprawną psychikę i to jest ewenement na skalę światową!

Taka notoryczna opieka ograbia z własnego życia. Trzeba obyć się od przyzwyczajeń, spędzania czasu, a także od czasu na odpoczynek. Wycieńcza i dołuje!

Wiem, że nie grzeszę tym, iż chciałabym, aby Mama już odeszła i nie dla odpoczynku dla nas wszystkich, a dla Jej skrócenia męki żywota!

Bo gdyby starość wyglądała tak jak w poniższym wierszu, to byłoby cudnie i nawet wesoło, ale  starość nie dla wszystkich jest łaskawa.

 

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania staruszek w parku

SMUTKI I RADOŚCI OBJAWÓW STAROŚCI !

Idę ulicą – ktoś mi się kłania.
Oddaję ukłon – znam przecież drania:
ta twarz, ten uśmiech i ten błysk w oku …
To miły facet, znam go od roku.
Jakże u diabła on się nazywa?
… Dziura, w pamięci. Czasem tak bywa.
Wtedy myśl smutna w głowie się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Z trzeciego piętra schodzę radośnie,
bo w kalendarzu ma się ku wiośnie,
no i spaceru gna mnie potrzeba
zwłaszcza, że słońce i błękit nieba…
Gdy już po parku idę alei
nagle pot zimny koszulę klei,
bowiem pytanie w głowie mi tkwi:
czy aby kluczem zamknąłem drzwi?
W śpiesznym powrocie znów myśl się rodzi:
Nic nie poradzisz – starość nadchodzi.

Siedzę i czytam. Nagle myśl żywa
jakimś pragnieniem z fotela zrywa.
Robię trzy kroki, staję przy szafie
i jak to cielę na nią się gapię …
Pojęcia nie mam, po co ja wstałem?
Czego tak bardzo i nagle chciałem?
Oj, coraz bardziej mi to już szkodzi,
że ta nieszczęsna starość nadchodzi.

Jadę na urlop – prasuję spodnie.
żeby wśród ludzi wyglądać godnie.
Biorę walizkę, pędzę nad morze …
Lecz tam zamiast śledzić dziewczyny hoże,
zamiast podziwiać plażowe akty …
…Czy wyłączyłem wtyczkę z kontaktu?
Może dom spłonął? Strach we mnie godzi …
Tak to jest kiedy starość nadchodzi.

Żeby nie znaleźć się kiedyś w nędzy
zaoszczędziłem trochę pieniędzy.
W dużej kopercie, zamkniętej klejem,
dobrze ukryłem je przed złodziejem.
I teraz … już od paru miesięcy
nie mogę znaleźć moich tysięcy.
Ech, nie pojmiecie tego wy młodzi
jak miło żyć gdy starość nadchodzi.

Pomimo moich najlepszych chęci
nie zawsze mogę ufać pamięci.
Więc by jej pomóc, a przez nią sobie,
czasem na chustce węzełki robię.
A potem jeden Bóg wiedzieć raczy
co który węzeł ma dla mnie znaczyć?
Choć mi się nawet nieźle powodzi,
wciąż mam kłopoty. Starość nadchodzi.

Dwa razy dziennie – raz przy śniadaniu,
a potem w obiad, po drugim daniu
zażywam leki, tabletki białe:
cztery połówki i cztery całe.
Często się pieklę /bom nie aniołem/,
gdy w obiad nie wiem czy rano wziąłem?
Tę gorycz klęski wątpliwie słodzi
wiedza, że oto starość nadchodzi.

Żuję kolację – w niej polędwica
me podniebienie smakiem zachwyca.
Pogodnie dumam o tej starości …
Czy ona musi stale nas złościć?
Przecież jest piękna. Masz sporo czasu …

Chcesz iść nad wodę, albo do lasu,
to sobie idziesz – nikt ci nie broni.
Z łóżka zbyt wcześnie też nikt nie goni,
bowiem nie musisz pędzić do pracy
jak wszyscy twoi młodsi rodacy.
Co prawda wigor z wolna przekwita,
lecz po co wigor u emeryta?
Podwyżki pensji już nie wyprosisz,
należną gażę poczta przynosi …

Spokojnie patrzysz jak świat się zmienia,
gdyż wiek ci daje m ą d r o ś ć spojrzenia …
Więc wiwat starość! Niechaj nam służy,
nawet gdy trochę chwilami nuży.
Bowiem – jak sądzę – w tym jest rzecz cała,
by jak najdłużej ta starość trwała …

Wiersz Reinera Kerna „Das Alter kommt auf seine Weise” spolszczył /i uzupełnił/ Tadeusz Rejniak

Gdzie jest granica zakłamania?

Premier Mateusz Burczymucha pojechał do Strasburga i nakłamał tak, że to się w mojej głowie nie mieści.

Chyba nikt nie lubi kłamstwa i się nim brzydzi, a jednak stek kłamstw z siebie wydalił i myślał, że świat nie wie, co się w Polsce wyprawia.

Wszystkie poważniejsze gazety na świecie piszą o tym, co dzieje się w Polsce i jak pada w naszym kraju sądownictwo.

Politycy z ekipy rządzącej myślą, że Polska leży wciąż za żelazną kurtyną i można świat oszukać, że niby w Polsce jest praworządność.

Morawicki na swoim Facebooku sam sobie pogratulował – komedia!

Wypadł gorzej, aniżeli Szydło w Parlamencie Europejskim i wyszedł na durnia.

Europosłowie tak go poobijali i zgryllowali, że przykro było na tę masakrę patrzeć.

Wstyd mi jako Polce, że mamy za Pemiera tak obrzydliwego matacza rzeczywistości.

Ludzie wyszli na ulicę – protestują, bo ta banda rządząca myśli, że za 500+ wszyscy będą dziękować i w pas się kłaniać.

Mamy w Polsce jeszcze ludzi myślących, wykształconych, rozumnych, którzy wiedzą, co to jest ograbienie ich z postawowych praw gwarantujących sprawiedliwość.

Mam tylko nadzieję, że nic nie może wiecznie trwać i ci kłamcy staną przed TS – kiedyś, bo zapomnieć im tego draństwa nie można!

Może dożyję tej wielkiej chwili!

Morawiecki ma chyba troje dzieci i ciekawa jestem modelu ich wychowania, bo ojca mają kłamcę!

Tyle samo prawd ile kłamstw rządzi całym światem mym.
Tyle samo prawd ile kłamstw kieruje nim.
Tyle samo prawd ile kłamstw pośród mijających dni,
Że sam diabeł nie odróżni ich.

Zdjęcie użytkownika Kompas Anny Saranieckiej.

 

 

Zdjęcie użytkownika PiS na Księżyc.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Darek Scibor.

Zdjęcie użytkownika Marcin Orliński.

I tylko usiąść i płakać!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.
Dziś pułkownik Adam Mazguła – obrońca demokracji w Polsce na Facebooku napisł coś, co mnie zabolało:
„Jeśli siedzisz w domu, nie protestujesz, to godzisz się na bycie niewolnikiem PiS-u.
Ja protestuję, bo rola niewolnika bezprawia mi nie odpowiada. Nigdy się nie poddam!”
Nie popieram tego, co PiS zrobił z Sądem Najwyższym, ponieważ to uderzyło w demokarację Polski, którą z takim trudem Polska wywalczyła, a teraz PiS ją brutalnie zniszczył i na tym się nie zakończy!
Po co PiS-owi potrzebne są Sądy, Trybunał i zmiana Konstytucji, a właśnie po to:
Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.
Słowa pułkownika Mazguły zabolały mnie bardzo, bo ja nie mam gdzie protestować w związku z łamaniem Konstytucji i niszczenia sądownictwa w Polsce!
W małych miasteczkach ludzie mają w de… głęboko zamach na demokrację, bo wciąż im z kranu płynie ciepła woda i wolą żyć spokojnie i nie wojować.
Sama pod sądem stać nie będę jak Pazura w filmie „Psy”, bo to nie ma absolutnie żadnego sensu!
Do Warszawy też nie pojadę, aby się włączyć, bo już nie to zdrowie i nie zawsze w sercu mam maj!
Dzisiaj, kiedy profesor Gersdof miała swój odczyt na UW powiedziała, że oto skończyła się pewna epoka sprawiedliwych sądów i tu się kompletnie rozsypałam i zalałam łzami.
Tyle mogę w tym kraju zrobić – ubolewać i płakać.
Druga sprawa, to uważam, że te protesty na ulicach kompletnie nie mają sensu, bo wciąż za mało jest tych ludzi, gdyż powinny wyjść miliony ludzi – miliony!
Do mediów zapraszani są mądrzy ludzie z dziedziny prawa i co z tego, skoro Kaczyński i tak zrobił swoje.
Sądy mu są potrzebne, bo dzięki nim zduszą w każdym człowieku niepokorność i zamkną ludziom usta!
Zastanawiam się, czy warto iść na wybory, bo one też będą sfałszowane i po co się więc wysilać i starać!
Boli mnie strasznie to, że w jakiej Polsce przyjdzie żyć moim Dzieciom i Wnukom, bo chyba w Polsce demolki i bezprawia!
Gada się w kulisach, że Kaczyński choruje na raka i tylko w tym jest nadzieja, że umrze, a wówczas ta partia drani się rozpadnie!
Dziś śledziłam obrady Sejmu pod wodzą prawdopodobnie pijanego Marszałka Sejmu  – Terleckiego i liczę na to, że te typy niedługo będą spieprzać na Białoruś, a Adriana postawi się przed TS za notoryczne łamanie Konstytucji!
W kampanii krzyczęli, że będą rozmawiać z Polakami i rozmawiają napuszczeniem kordonów Policji w Warszawie na ludzi, a klip jest poniżej!
Rozmawiają i owszem, spisując Obywateli i wytaczają im sprawy karne – tak teraz wygląda Polska.
Niech to idzie w świat i niech świat widzi teraźniejszą demokrację w Polsce – niech to szlag!
Podczytuję forum Senior Cafe i tam jedna taka o nicku Lila jest urzeczona tym, że mamy oto koniec demokracji w Polsce i wydaliła z siebie, że cieszyła by się na Majdan w Polsce, bo jest jej nudno!
Tak patrzę na jej avatar i ma ten sam wyraz twarzy, co Bernateta Krynicka z PiS, która brzydzi się niepełnosprawnymi i tu mamy ten sam szczękościsk, a więc tak wyglądają kobiety PiS!
Taka ciekawostka, że owa Lila jest matką prawniczki, a więc powstaje pytanie czy jej córka daleko padła od jabłoni, bo ja takiej matki bym się wstydziła!
Lila's Avatar

„No i pozamiatane.

Robta swoje czyli Majdan, bo nudno”.

A. Duda potwierdził zwolnienie Pierwszego Prezesa SN

Dzisiaj będziemy mieli ostateczny koniec trójpodziału władzy i demokracji w Polsce jeśli sędziowie Sądu Najwyższego ugną się przed władzą PiS-u i dadzą się odesłać na emeryturę.
Już jutro każdy sędzia będzie zależny od partyjnej władzy, która powołała izbę dyscyplinarną dla sędziów.

Jeśli masz jakikolwiek spór z członkiem PiS lub z jego znajomym, już go przegrałeś! Jeśli członek partii rządzącej zrobi Ci krzywdę, umyślnie lub nie, jeśli zrobi krzywdę twojemu dziecku czy innym członkom rodziny, nawet się nie skarż – już przegrałeś!

Tu chodzi o Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, który z urzędu jest Przewodniczącym Trybunału Stanu. Jest on również z urzędu członkiem Krajowej Rady Sądownictwa.
Jeśli prezes, wbrew Konstytucji RP, zostanie zwolniona, to jakikolwiek PiS-owski urzędnik, który ją zastąpi, będzie mógł nie dopuścić do wyborów, uznać je lub nie, ograniczyć kandydatów na wybieralne stanowiska i decydować o jakości prawa w Polsce.
Jeśli dzisiaj władza łamie konstytucję, to znaczy, że jest to dla niej kluczowa sprawa, więc nie cofnie się też przed żadną podłością narodową.

Jeśli siedzisz w domu, nie protestujesz, to godzisz się na bycie niewolnikiem PiS-u.
Ja protestuję, bo rola niewolnika bezprawia mi nie odpowiada. Nigdy się nie poddam!

Zdjęcie użytkownika Adam Mazguła.

Mądrość i głupota Polaków!

Kilka lat temu, ale nie pamiętam ile, powstał u nas blok inny niż wszystkie i został on okrzyknięty przez mieszkańców „Eden”, czyli raj!

Faktycznie jest inny i się znacznie w mieście wyróżnia.

Lubię spacerować w tym miejscu, gdzie ten budynek jest wzniesiony, bo upajam się zagospodarowaniem wokół bloku.

Jestem loakalną patriotką i piszę często na blogu o tym, co mi się w moim mieście podoba, a co mnie drażni i denerwuje.

Nie wiem kto zarządza tym budynkiem, bo może TBS, a może Wspólnota Mieszkaniowa, ale ludzie mieszkający w tym budynku zadbali bardzo o estetykę i widać tam ogromny wkład mieszkańców w ogródek przydomowy.

Zrobiłam kilka zdjęć kwiatów, które cudnie kwitną i zauważyłam, że ktoś o ten ogródek stale dba, bo trawa przystrzyżona, a chwastów brak.

Wydaje mi się więc, że ludzie tam mieszkający, to są ludzie, którym zależy mieszkać ładnie i z gracją.

Co roku idę tam i robię zdjęcia, bo jest na czym zawiesić obiektyw.

Tu gdzie ja mieszkam też jest dużo  zieleni, ale nie ma tak pięknie kwitnących roślin, które cieszą oko od samego rana, kiedy idzie się do pracy, albo pospacerować.

Mam pewnien problem z mieszkaniem w mojej okolicy.

Często widzę paniusie, które wyprowadzają swoje pieski, a te robią kupkę na trawnikach, ale żadna paniusia nie ma ze sobą woreczka, aby to po pupilu posprzątać.

Czasem chce się krzyknąć, że twój pies i twoja kupa, ale mam z tym problem, bo nie chcę być uważana za miejscową wichrzycielkę.

My Polacy jesteśmy w pewnych tematach niereformowali i można pisać i zwracać uwagę, a i tak to do nich nie dociera i myślą, że nikt nie widzi jak ich pies – no wiecie co!

Ludzie wciąż nie rozumieją, że są tym jak się zachowują i jak mieszkają i to od nas zależy wszystko i wystarczy tylko chcieć.

Polacy są ponoć najgorszymi kierowcami, bo odsetek wypadków drogowych jest największy w Europie.

Można robić kampanie, że nie wolno w nagrzanym samochodzie zostawiać dziecka, ani psa, a co roku takie przypadki się wciąż zdarzają.

My Polacy jesteśmy odporni na kampanie i na wiedzę i to jest przykre.

Albo jak się wybierają na wakacje Polacy!

Zdjęcie użytkownika Wojciech Maciejewski.

Zdjęcie użytkownika Wojciech Maciejewski.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

W życiu piękne są tylko chwile – Dżem!

Jestem seniorką – już na emeryturze i mam sporo czasu na rozmyślania o wszystkim.

Czytam Internet, oglądam wiadomości, a dla równowagi w ramach ćwiczenia mózgu rozwiązuję krzyżówki, ale lubię też dobre, a raczej wybitne kino.

Nie oglądam komedii, ani horrorów, ale uwielbiam filmy psychologiczne, dramaty i trochę obyczajowe.

Jestem także pilną obserwatorką polityki, bo nijak nie umiem się od niej odkleić i z tego powodu od prawie trzech lat – cierpię katusze!

Ktoś mi powie, a po cholerę Ci ta polityka Elka, a ja odpowiem, że zależy mi na tym, aby moje Dzieci i Wnuki żyły sobie w dobrej Polsce – pukładanej w każdym aspekcie.

Aby moje Wnuki nie wsydziły się za granicą, że pochodzą z Polski zniewolnej i zepsutej – bardzo mi zależy na tym, aby były z Polski dumne.

Ale do meritum:

Na stare lata dochodzę do wniosku, że mimo paskudnej polityki jest dla mnie najważniejsze i ponad wszystko:

  • mieć rodzinę, która jest fundamentem dla wspaniałego samopoczucia i móc na rodzinie polegać,
  • mieć dach nad głową i móc w każdej chwili złej w nim się skryć,
  • mieć na emeryturze jako takie zdrowie,
  • nie ważne jest jakie mamy w domu meble i nie ubolewać, że nie dorobiliśmy się willi z basenem i luksusowych, włoskich płytek, oraz wypasionego samochodu,
  • spełniać swoje marzenia w ramach możliwości finansowych i mieć choć małe hobby,
  • od czasu do czasu pojechać na wczasy nad morze i zamoczyć stopy w naszym Bałtyku, a ci, którzy kochają góry niech wędują szlakami – oby bezpiecznie,
  • kiedy jest sezon grzybowy – pojechać do lasu i je zbierać, a potem przetworzyć i wąchać jak cudnie pachną.
  • przed pokrojeniem chleba też go powąchać i podziękować, że mamy za co go kupić,
  • uprawaić działkę i mieć na niej warzywa swojej produkcji i dużo kwiatów,
  • pojechać na Mazury i żeglować, napawając się pięknem i zapachem jezior,
  • ugotować coś pysznego i poczęstować tym swoich bliskich, albo upiec ciasto z truskawkami,
  • mieć tyle pieniędzy, aby starczało na wszystkie potrzeby i mieć odłożoną kupkę na lekarzy, bo kiedyś nastąpi ta chwila,
  • od czasu, do czasu zorganizować grilla dla rodziny i znajomych i mieć w zanadrzu ciekawe tematy, a nawet inteligentne kawały,
  • patrzeć w niebo, bo tam dzieją się cuda, gdyż chmury tworzą ciekawe obrazy, a gwiazdy są największą zagadką w kosmosie,
  • idąc na spacer obserwujmy wszystko, co dzieje się wokół, a zauważymy ludzke szczęście i nieszczęście i nie bądźmy obojętni na toczące się życie, bo jest ono piękne, ale i brutalne,
  • słuchajmy śpiewu ptaków, bo to koi skołatane nerwy,
  • powąchajmy zapach róż i uczymy się jak chodować wymagające storczyki,
  • w razie niższej formy nie zmuszajmy się do mycia okien i ścierania kurzy – wenna kiedyś wróci i zrobimy to bez wysiłku, a z przyjemnością,
  • miejmy dobre stosunki z sąsiadami, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będziemy ich potrzebowali,
  • nie kłóćmy się o politykę – nawet w rodzine i najlepiej zmieńmy temat,

Mogłabym tak pisać i pisać, a mnie dzisiaj sprawił radość mój spacer z aparatem foto.

Będę sama przez trzy dni, bo Mąż wyjechał z kolegą w ważnej sprawie i już tęsknę!

Wyobraziłam sobie, a jak by to było gdybym już na zawsze była sama i byłoby krucho, bo dziś bez Męża nawet nie odgrzałam sobie obiadu – brak motywacji.

Poszłam w miasto i zrobiłam zdjęcia, aby zapełnić sobie czas i zniwelować tęsknotę,  a to są efekty – poczułam się dumna z tego, że pokonałam w sobie lęk przed samotnym wychodzeniem z domu po dwóch, brutalnych próbach gwałtu na moją osobę.

Pokonałam ten lęk!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Spisuje Policja Obywateli!

Znalezione obrazy dla zapytania białe róże

Już wiadomo, że Polska bezprawiem stanie, bo to, co ten nierząd z sądownctwem zrobił, to już pachnie Trucją, a Kaczyński idzie tropem Erdogana!

Jakie są obecne rządy w Turcji można znaleźć w sieci, a są to rządy autorytarne i wymuszony jest kult jednostki i tak samo jest u nas, że Kaczyńskiego boi się każdy z tej szemranej partii i zaczynają się bać Obywatele.

Dziś pod Sądem w Warszawie stoją ludzie w obronie sądów, ale została nasłana Policja na tych ludzi i spisują każdego po kolei!

Już jest mały krok do tego, że zamkną nam wszystkim usta i będą masowo aresztować każdego, kto śmie mieć własne zdanie na temat polskiej, obecnej polityki.

Niech nikt w Polsce nie czuje się bezpieczny, bo szykują się czasy bezprawia i każdy z nas może być sądzony przez sędziego z nadania politycznego.

To takie smutne, że daliśmy sobie odebrać nasze prawa, a rządzą nami debile, którzy poszli w politykę dla kasy!

Tak sobie wymyśliłam, że tak przykro rano wstać i nie mieć na kogo głosować, bo faktycznie nie ma!

Jednak to co odpierdziela Kaczyński, który nie potrafi sam zrobić sobie zakupów, to jest ewenement na skalę światową.

Ludzie nie wytrzymują i publikują w sieci swoje niezadowolenie i posłuchajcie, co Obywatel mówi na miliony dawane Rydzykowi i nie żadnemu ojcu, a złodziejowi!

 

Drugi głos na niezgodę tego, co w kraju się dzieje i myślę, że takich głosów będzie coraz więcej, a mój blog, to jest totalna niezgoda na tych nieudaczników i hochsztaplerów!

Gabriela Lazarek

Tego dnia wstanę rano i jak zwykle zaparzę kawę. Stanę w oknie i z uśmiechem spojrzę w niebo, nabierając glęboko powietrza.

Pójdę na spacer. Jeżeli to będzie wiosna lub lato, to pójdę na łąkę. Może nazrywam kwiatów do wazonu. Jesienią pójdę poszeleścić trochę po liściach i powdycham ich jesienny zapach.
Zimą wyjdę na trzaskający mróz i będę podziwiać białe widoki.
I będę się uśmiechać do wszystkich mijanych osób.
O 17:00 pójdę na rynek, serdecznie wyściskać obecnych tam codziennie ludzi i będę beczeć na głos z ulgi i radości.
Puścimy „Odę do radości „na cały regulator i będziemy śpiewać i tańczyć tam, gdzie teraz stoimy z transparentami, a Włodek jak co dzień, będzie nas częstował ciasteczkami.
Staszek jak co dzień, to wszystko nagra.

Nie ma znaczenia jaka to będzie pora roku, jaki dzień tygodnia. Będzie to z pewnością jeden z ważniejszych i piękniejszych dni w życiu.

Teraz też budzę się rano, robię kawę i patrzę w niebo i chodzę o 17:00 na rynek.
Też chodzę na łąkę i staram się uśmiechać do ludzi.

I czekam.
Czekam na ten dzień, kiedy uwolnimy się od tej zarazy.
Od tej choroby, która zmieniła tak wielu ludzi wokół.
Ludzi opanowanych przez strach, kłamstwa, teorie spiskowe i nienawiść.
Czekam na dzień, kiedy ci, którzy są za to odpowiedzialni, staną się małą, niegroźną myszą uciekającą w najglębszą szczelinę i wszyscy to zobaczą.
Zobaczą, że głupiec jest głupcem, złodziej złodziejem, a kłamca i nienawistnik, kłamcą i nienawistnikiem.

Teraz rządzi ich cień wielki na całą ścianę i przysłania ludziom prawdę.
A ludzie albo boją się tego cienia albo patrzą na niego jak na boga.
Ten cień przysłania prawdę o nas samych.
Ja wierzę, że ludzie z natury są dobrzy.
Nie chcę tego zmieniać.

Wystarczyłoby, żeby więcej ludzi w to uwierzyło i spróbowało o tę dobrą część ludzkiej natury zawalczyć.

Czekam na ten dzień i wierzę, że nadejdzie.
Musi nadejść.

Klapa, buźka, goździk i kropidło!

Uwielbiam solidne dziennikarstwo, którego jest coraz mniej w naszych mediach.

Uwielbiam więc oglądać solidny program pt. „Czarno na białym”, w którym bez słodzenia obnażana jest terażniejsza polityka PiS pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego, bo inni w rządzie to pionki!

Dziennikarze pojechali do Białej Podlaskiej, gdzie miały stanąć trzy bloki komunalne, ale zastraszone władze postawiły bloki – mieszkanie +.

Przyjechała świta, wręczyła klucze do kompletnie nie wykończonych mieszkań, które muszą wykańczać na własny koszt najemcy od podstaw.

Czynsz jest droższy, aniżeli czynsz mieszkań komunalnych bez możliwości wykupu tych mieszkań w przyszłości – czyste oszustwo i kłamstwo!

Morawiecki ocieplił się w tej swojej propagandzie i pojechał!

Najemca jeśli nie opłaci czynszu przez 3 miesiące, to automatycznie w ciągu 14 dni zostanie eksmitowany i pójdzie z rodziną pod most.

Powstały takie „Alternatywy 4” jak za komuny!

W kampanii PiS krzyczał, że uratuje Stocznię w Szczecinie i próbował.

W Stoczni miał powstać prom relacji Szczecin – Szwecja i znowu przyjechał Morawiecki z Brudzińskim i ksiądz, który poświęcił stępkę.

Namaślili ją, pokropili kropidłem i pojechali!

Stoczniowcy do dzisiaj nie mają na tę budowę żadnych planów, pieniędzy,  stępka rdzewieje, a na terenie Stoczni nie dzieje się nic!

I ponownie zapachniało PRL-em, choć może krzywdzę PRL!

Inna historia draństwa!

Kaczyńskiemu zamarzyło się lotnisko, największe w Europie z pewnością imienia Lecha Kaczyńskiego.

Ludzie na tych terenach, gdzie ma ono powstać płaczą z bezsilności, bo chcą ich pozbawić ojcowizny i sam diabeł wie, gdzie chcą ich przesiedlić.

PiS-owi jest potrzebna ziemia, ale większa niż na pasy startowe, bo pragną tej ziemi o wiele więcej, aby na niej zarobić kokosy, a więc chcą tej ziemi dwa razy więcej.

Nóż się w kieszeni otwiera, bo nie mają na to żadnych planów, a ludzie płaczą, bo będą musieli za grosze oddać swoją własność.

Na tym terenie stanią pewnie hotele i infrastuktura, a PiS zarobi na tym kokosy!

Nawet za czasów PRL-u ludzie nie byli tak oszukiwani, a PiS w kampanii wrzeszczał, że będzie rozmawiał z Polakami i owszem rozmawia, ale tylko po to, aby ich oskubać i okraść.

Przez niespełna 3 lata zepsuli wszystko, czego tylko się  dotknęli, ale stosują propagandę sukcesu i ograbiają Polskę ile się tylko da!

I jeszcze wzięli się za wojsko, bo o tym pisze pułkownik Adam Mazguła – wielki patriota w Polsce, któremu zależy na niej!

 

Zdjęcie użytkownika Adam Mazguła.

Adam Mazguła
Wczoraj o 18:05 ·
Żegnajcie polscy żołnierze

A. Duda zapowiedział ostateczne zmodernizowanie systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi i dopasowanie do niego odpowiednich kadr.

Przyszedł czas urlopów i nikomu nie chce się protestować, A. Duda z M. Błaszczakiem wykorzystają ten czas i ostatecznie rozwiążą sprawę polskiego wojska. Zmienią sposób dowodzenia, a więc wprowadzą pełne partyjne podporządkowanie każdej jednostki i ulokują swoje niewykształcone miernoty na najwyższych stanowiska w wojsku. Oczyszczą także szeregi WP z elementów wywrotowych i wichrzycieli (czytaj: zwolnią ze służby wojskowej, bez podania przyczyny, świadomych obrońców konstytucji i honoru żołnierza polskiego) i przystosują wojsko do współczesnych warunków ewentualnego konfliktu zbrojnego (czytaj: nie zamierzamy utrzymywać niepotrzebnej armii i będziemy płacić miliardy złotych za obecność dywizji amerykańskiej. Zostaną tylko orkiestry wojskowe i pułk reprezentacyjny, do obsługi odsłanianych pomników L. Kaczyńskiego. Liczba generałów uwarunkowana jest potrzebami tworzenia tapet, stanowiących tło dla przemówień A. Dudy, M. Błaszczaka i innych PiS-owskich aparatczyków w terenie…). Dla politycznej propagandy, ochrony siedzib partii w terenie i podtrzymania tradycji narodowych patriotycznej młodzieży rozwijane będą wojska weekendowe, zwane WOT.

Nie ma co się dalej oszukiwać; we wrześniu już nie będzie Wojska Polskiego, tylko partyjne siły zbrojne PiS.

Żegnajcie, żołnierze narodu polskiego, koledzy wojskowi, wraz z Waszą biernością, wygodnictwem i brakiem odwagi, żegnajcie!
Nie życzę Wam dobrze w szeregach partyjnej mafii bezprawia Kaczyńskiego. Tak jak nie życzę dobrze tej brunatnej partii ciemnoty, bałaganu, oszustwa smoleńskiego, niszczycieli polskiego społeczeństwa i kompromitacji międzynarodowej.
Nie zapomnijcie jednak odpiąć polskie orzełki ze swoich czapek i zamienić je na symbole PiS-u.

Zdjęcie użytkownika Adam Mazguła.

Nie tak słodko – jak myślisz, bo jest gorzko!

W tym tygodniu, we wtorek poszłam na bezpłatne zbadanie wzroku u jednego z optyków w moim mieście.

Zauważyłam, że mój wzrok ma wiele do życzenia, bo nawet czytanie Internetu sprawia mi już trudność, a rozwiązywanie krzyżówek, to koszmar.

Tak samo zauważyłam, że mam już za słabe okulary do oglądania telewizji i z pewnoścą na ten stan wpłynęła moja cukrzyca!

Powiedziałam o tej wizycie mojej leżącej Mamie, a Ona do mnie, że też ma już za słabe okulary i nie widzi dobrze obrazów w telewizji, która jest Jej jedyną rozrywką w chorobie.

Moja Siostra była u dwóch optyków z pytaniem, czy można pomóc chorej Mamie w sprawie nowych okularów!

Wszędzie usłyszała, że chory musi się pojawić osobiście u optyka i nie ma innej możliwości.

Poszłam więc do optyka i na samym początku spytałam, co robić, kiedy osoba chora nie może się osobiście pojawić ze względu na stan swojego zdrowia.

Usłyszałam od lekarza, że Mama musi się pojawić i on wówczas zbada takiej osobie wzrok i dobierze okulary.

Uparcie spytałam, co ma taka osoba chora zrobić, skoro i tak dalej!

Lekarz spojrzał na mnie – pomyślał i zgodził się na wizytę domową – uf!

Poprosił tylko o załatwienie tablicy w postaci brystolu i powieszenie tego na ścianie, gdyż on ma rzutnik, a więc i trzeba zaopatrzyć go w przedłużacz.

Mąż poszedł do innego optyka i pożyczył oryginalną tablicę, a więc wszystko spada na rodzinę!

Jutro idę do tego zakładu na godzInę 10 i tym sposobem może uda się Mamie zbadać wzrok i wreszcie będzie mogła oglądać tv.

W związku z tą sytuacją pomyślałam sobie, że jeśli zachorujesz i staniesz się warzywem, to w tym dzikim kraju nikogo prócz rodziny nie obchodzisz – nikogo!

Przecież lekarz rodzinny doskonale wie, że jego dawny pacjent/pacjentka leży miesiącami, ale można zapomnieć o jakimkolwiek zainteresowaniu – zero/nul!

To samo dzieje się z pielęgniarkami środowiskowymi, które pojawiają się tylko w chwilach, kiedy trzeba zrobić zastrzyk, albo podpiąć kroplówkę.

Od miesięcy moją Mamą nikt ze służby zdrowia się nie zainteresował, bo dla służby zdrowia moja Mama już nie istnieje.

Jeśli choremu kończą się leki, to też musi to załatwić rodzina i jakże często te recepty są źle wypisane, bo dawki leków na recpetach są na tydzień – zamiast na miesiąc.

Rodzina musi mieć żelazne zdrowie, bo chorzy w Polsce są traktowani jak zło konieczne i taki chory jest kompletnie osamotniony i gówno kogo obchodzi.

Wszystko jest skomplikowane, bo w dobie komputerów każdy taki chory powinien być w bazie danych i tam powinny być wpisane np. dawki leków, a recepty wydawane automatycznie.

Coś w tym kraju nie gra i nie mówiąc już nawet o darmowych lekach dla Seniorów.

Masz chorego w rodzinie, to się martw sam, bo od państwa nie dostaniesz żadnego wsparcia i pomocy i to jest nieludzkie traktowanie tych pokonanych przez nieuleczalną chorobę.

Ja mam takie doświadczenia, ale może ktoś z Was ma w tym temacie lepsze!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

W ramach odstresowania Mąż zabrał mnie na wycieczkę – z dala od znieczulicy!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.