Archiwa tagu: 13 grudnia

I po co drze膰 szaty w tylko jednym, danym nam 偶yciu?

Dzisiejszy dzie艅, 13 grudnia sprawi艂, 偶e jestem w kiepskim humorze i po godzinie 13 sta艂am si臋 bardziej wra偶liwa ni偶 jestem w rzeczywisto艣ci. Cz臋sto jest tak, 偶e chowam w sobie g艂臋boko emocje i nie pokazuj臋 ich nikomu, bo po co mam swoimi emocjami zatruwa膰 innym 偶ycie, ale dzi艣 kiedy Nar贸d wyszed艂 na ulice Warszawy pod przewodnictwem Prezesa i innych z tej szajki zrobi艂o mi si臋 bardzo smutno.
Pami臋tam og艂oszenie Stanu Wojennego, bo mi zabrali m臋偶a na „wojn臋” i zosta艂am z dwojgiem malutkich dzieci i nie chc臋 wraca膰 do tego dnia, kiedy nie mog艂am pohamowa膰 艂ez rozpaczy, a jednocze艣nie uspokaja膰 dzieci, kt贸re widzia艂y m贸j smutek i na tym zako艅cz臋 swoje wspomnienia.
Wyszli ludzie na ulice Warszawy i domagali si臋 nie wiadomo czego, bo nie potrafili dok艂adnie sprecyzowa膰 po co w艂a艣ciwie wyszli, a co艣 dukali pod nosem, 偶e w obronie demokracji i krzyczeli, 偶e precz z komun膮, a ja tak na nich przez ekran telewizora spojrza艂am i stwierdzi艂am, 偶e mimo 25 lat wolno艣ci, ci ludzie wci膮偶 s膮 tacy smutni, jak to w komunie 艣piewa艂 Smole艅. Szli smutni ludzie, kt贸rzy zabawili si臋 w martyrologi臋 聽i zanegowali wszystko, dos艂ownie wszystko, co kraj nasz osi膮gn膮艂 przez te 25 lat. Nie ma dr贸g i most贸w. Nie ma ciep艂ej wody w kranach i nie ma ogrzewanych mieszka艅. Nie maj膮 co na siebie w艂o偶y膰 i nie maj膮 co w艂o偶y膰 do gara, ale za to maj膮 si艂臋 wyj艣膰 na ulic臋 i wieszczy膰 bana艂y, bo tak im podpowiada wielki w贸dz, kt贸ry dzi艣 zrobi艂 sobie kampani臋 wyborcz膮!
Nie twierdz臋, 偶e w moim kraju wszystko jest dobrze. Nie twierdz臋, 偶e ju偶 nic nie ma do poprawki i nie twierdz臋, 偶e rz膮dz膮cy s膮 super i hiper, bo bym sk艂ama艂a i wpad艂a w samo zachwyt albo bym straci艂a trze藕we patrzenie na rzeczywisto艣膰, a nie chc臋 si臋 ok艂amywa膰 i wiecie co?
Znalaz艂am taki szeroki artyku艂, kt贸ry tu wklejam, bo mi 艣wietnie pasuje do dzisiejszego dnia, kiedy niekt贸rzy z komuna艂ami wrzeszcz膮 i s膮 wiecznie niezadowoleni. Przychodzi taki czas, 偶e to wszystko jest diab艂a warte, bo przychodzi choroba, kt贸ra odbiera albo rozum, albo pozbawia si艂y wszystkie cz艂onki ludzkie i trzeba si臋 zmaga膰 z chorob膮 i niedo艂臋stwem. Trzeba wybra膰 i zadecydowa膰 i niech w贸wczas szlag trafi to wszystko.
Kto zechce, ten przeczyta poni偶szy artyku艂, a kto nie zachce, to niech chocia偶 przeczyta wst臋p, aby zatrzyma膰 si臋 na chwilk臋 i zastanowi膰, 偶e nie ma nic wa偶niejszego jak 偶ycie, samo w sobie.
Do Szwajcarii przyje偶d偶aj膮 umiera膰 ludzie z ca艂ego 艣wiata. Tu wolno pom贸c w samob贸jstwie.

Rozmowa z dr Erik膮 Preisig, lekark膮, kt贸ra pomaga umrze膰Czy to pok贸j, w kt贸rym si臋 umiera?– Tak. Jak pani widzi, pacjent mo偶e wybra膰, czy chce to zrobi膰 na 艂贸偶ku, czy w fotelu. Jest te偶 du偶a kanapa, bo wi臋kszo艣膰 os贸b przyje偶d偶a do nas z rodzin膮. To s膮 cz臋sto trzy pokolenia: dziadkowie, rodzice i dzieci. Dzi艣 rano umar艂 tu starszy pan z Francji, by艂a przy nim c贸rka z zi臋ciem i dw贸ch doros艂ych wnuk贸w. Przy czym jeden z nich od razu zaznaczy艂, 偶e nie chce by膰 obecny przy tym ostatnim momencie, i wyszed艂 na zewn膮trz. Rozumiem to i szanuj臋, bo ludzie czasem boj膮 si臋 patrze膰 na 艣mier膰. Boj膮 si臋, 偶e zobacz膮 drgawki, rz臋偶enie, 偶e ta osoba b臋dzie cierpie膰 i to b臋dzie dla nich trudne do zniesienia.Tak nie jest?– Wspomagane samob贸jstwo to jest spokojna, 艂agodna 艣mier膰. Pacjent dostaje du偶膮 dawk臋 silnego 艣rodka znieczulaj膮cego i po prostu zasypia.I pani mu to podaje?

– Nie. Musimy odr贸偶ni膰 dwie rzeczy: eutanazj臋 i wspomagane samob贸jstwo. Eutanazja jest wtedy, kiedy lekarz sam daje pacjentowi zastrzyk u艣miercaj膮cy. W Szwajcarii to nielegalne. Dopuszczalna jest za to pomoc w samob贸jstwie. Nasze prawo m贸wi, 偶e je艣li kto艣 chce umrze膰, mo偶na mu pom贸c, pod warunkiem 偶e nie stoj膮 za tym 偶adne osobiste korzy艣ci.

Dla pani to jest r贸偶nica?

– Gdybym sama mia艂a zrobi膰 ten zastrzyk, tobym czu艂a, 偶e ja go zabijam. A to musi by膰 decyzja i dzia艂anie pacjenta. Ja jestem po to, 偶eby on to zrobi艂 bezpiecznie.

I co pani robi?

– Robi臋 wk艂ucie do 偶y艂y i przygotowuj臋 kropl贸wk臋 z sol膮 fizjologiczn膮 – na pr贸b臋. Pacjent najpierw sprawdza, czy potrafi j膮 sam uruchomi膰. Je艣li tak, umieszczam w niej w艂a艣ciwy 艣rodek. Od tej pory nikt inny poza nim nie mo偶e jej dotkn膮膰. Kiedy jest gotowy, sam uruchamia kropl贸wk臋 specjalnym przyciskiem. I to jest bardzo wa偶ne, 偶eby on to zrobi艂 sam. Je艣li jest sparali偶owany i nie mo偶e rusza膰 r臋k膮, dajemy mu specjalny przyrz膮d. Prosz臋 zobaczy膰: to jest taka lekka d藕wigienka, kt贸ra przypomina dzia艂aniem migawk臋 w aparacie fotograficznym. Wykona艂 to dla nas na zam贸wienie cz艂owiek, kt贸ry zajmuje si臋 w艂a艣nie produkcj膮 aparat贸w. Wystarczy lekko dotkn膮膰 – brod膮, j臋zykiem – i uruchomi si臋 mechanizm, kt贸ry odblokuje lek.

I to ju偶?

– Pacjent wie, 偶e od tego momentu b臋dzie 偶y艂 jeszcze oko艂o czterech minut. Mo偶e po偶egna膰 si臋 z rodzin膮, przytuli膰. Po mniej wi臋cej minucie przychodzi sen, potem ustaje akcja serca.

Co dalej?

– Przychodzi policja i lekarz patolog, kt贸rzy sprawdzaj膮, czy to by艂a 艣mier膰 dobrowolna. Czy nie ma 艣lad贸w uduszenia, no偶a w plecach, czy wszystko odby艂o si臋 zgodnie z prawem. Na wszelki wypadek ka偶d膮 wspomagan膮 艣mier膰 filmujemy.

Pani tego nie prze偶ywa?

– Bardzo. Dlatego wolno nam asystowa膰 tylko przy jednej 艣mierci w tygodniu, nie wi臋cej.

Kim by艂 pani pierwszy pacjent?

– To by艂 m贸j ojciec. Dziewi臋膰 lat temu znalaz艂am go nieprzytomnego w jego pokoju. Mieszka艂 wtedy w domu ze mn膮 i moj膮 rodzin膮. Wok贸艂 艂贸偶ka wala艂y si臋 puste opakowania po lekach i dwie opr贸偶nione butelki wina. Wzi膮艂 chyba wszystko, co mo偶na by艂o znale藕膰 w apteczce, i solidnie zapi艂 alkoholem. Mia艂 82 lata, by艂 ju偶 po dw贸ch wylewach. Nie m贸g艂 pisa膰 ani m贸wi膰, porozumiewa艂 si臋 w艂a艣ciwie tylko ruchami g艂owy, a i to nie zawsze si臋 udawa艂o. Zadawa艂am mu na przyk艂ad pytanie, a on kiwa艂, 偶e „tak”. A za chwil臋 wali艂 si臋 r臋k膮 w czo艂o i rycza艂 rozw艣cieczony. Rozumia艂am wtedy, 偶e to mia艂o by膰 „nie”, tylko g艂owa odmawia艂a pos艂usze艅stwa. To by艂 szalenie inteligentny cz艂owiek, fotograf, silna osobowo艣膰. W domu by艂o nas siedmioro, moja mama zmar艂a przy porodzie najm艂odszego brata, wi臋c praktycznie wychowa艂 nas sam. Dla cz艂owieka o takim charakterze ten stan bezradno艣ci musia艂 by膰 nie do zniesienia.

<podzial_strony>

Wezwa艂a pani karetk臋?– Postanowi艂am go nie ratowa膰. I to by艂o trudne, bo by艂am ju偶 wtedy lekark膮, od 20 lat prowadzi艂am praktyk臋 rodzinn膮. Mia艂am te偶 tr贸jk臋 dzieci, kt贸rym jako艣 musia艂am to wyt艂umaczy膰. Ojciec obudzi艂 si臋 po trzech dniach. Widzia艂am, 偶e jest zrozpaczony tym, 偶e ca艂y czas 偶yje. Jaki艣 czas p贸藕niej postawi艂 sobie ko艂o 艂贸偶ka poczt贸wk臋, na kt贸rej by艂 poci膮g. Jak do niego przychodzi艂am, pokazywa艂 palcem na ten poci膮g. Zapyta艂am go nawet, w jakim艣 przyp艂ywie naiwno艣ci, czy chce si臋 wybra膰 na wycieczk臋. A on wtedy z艂apa艂 si臋 za gard艂o i wykona艂 taki ruch, jakby chcia艂 si臋 udusi膰. „Dobrze – powiedzia艂am. – Zawrzemy uk艂ad. Obiecaj, 偶e nie b臋dziesz pr贸bowa艂 si臋 zabi膰, skacz膮c pod poci膮g, a ja postaram si臋 zorganizowa膰 ci wspomagane samob贸jstwo”.Wiedzia艂a pani, jak si臋 do tego zabra膰?– Mamy w Szwajcarii fundacj臋 Exit, kt贸ra pomaga osobom w takiej sytuacji. Posz艂am do nich, ale okaza艂o si臋, 偶e aby zakwalifikowa膰 si臋 do wspomaganego samob贸jstwa, trzeba by膰 ich cz艂onkiem przez przynajmniej p贸艂 roku. M贸j ojciec by tyle nie wytrzyma艂. I wtedy znalaz艂am Dignitas.Organizacj臋, do kt贸rej przyje偶d偶aj膮 umiera膰 ludzie z ca艂ego 艣wiata.– Dignitas w przeciwie艅stwie do Exit przyjmuje nie tylko Szwajcar贸w. Nie mieli te偶 takich obostrze艅 dotycz膮cych cz艂onkostwa. Jak si臋 dowiedzieli, 偶e jestem lekark膮, zaproponowali, 偶e mog臋 zrobi膰 to sama. Mnie ta my艣l przera偶a艂a, bo ja to wtedy postrzega艂am jako ci臋偶ki grzech.

Pani jest wierz膮ca?

– Pochodz臋 z bardzo religijnej rodziny. Rodzice nale偶eli do Armii Zbawienia i jako dzieci chodzili艣my tam przynajmniej dwa razy w tygodniu. Ojciec cytowa艂 Bibli臋 z pami臋ci, przyja藕ni艂 si臋 z teologami, duchownymi, prowadzi艂 z nimi nieko艅cz膮ce si臋 dyskusje na temat wiary. Bardzo 偶a艂uj臋, 偶e nie mog艂am go wtedy zapyta膰, jak zamierza to w sobie pogodzi膰 – samob贸jstwo i religi臋. Co by na to powiedzia艂 jego B贸g?

Pani zadaje sobie to pytanie?

– Ca艂y czas. Po 艣mierci ojca strasznie si臋 ba艂am, 偶e B贸g mnie jako艣 za to ukarze, na przyk艂ad 偶e umrze jedno z moich dzieci. W takim strachu prze偶y艂am dwa lata. Nic si臋 nie sta艂o. Mia艂am za to kilku umieraj膮cych pacjent贸w pod opiek膮. Lekarze rodzinni cz臋sto wol膮 takiego pacjenta odes艂a膰 do szpitala czy hospicjum, bo jemu trzeba po艣wi臋ci膰 du偶o czasu, czasami chodzi si臋 do niego nawet trzy razy dziennie. Mnie zawsze zale偶a艂o, 偶eby moi pacjenci – je艣li to mo偶liwe – umierali w domu, 偶ebym mog艂a si臋 nimi opiekowa膰 do ko艅ca. Widzia艂am, 偶e mniej wi臋cej po艂owa z nich odchodzi w strasznym cierpieniu. Zacz臋艂am si臋 wtedy zastanawia膰: co my w艂a艣ciwie im robimy?

Medycyna nie radzi sobie z cierpieniem umieraj膮cych?

– Nie w ka偶dym przypadku. Mia艂am pacjenta z zaawansowanym rakiem p艂uc. Ko艅cowe stadium tej choroby wygl膮da tak, 偶e cz艂owiek ma p艂uca pe艂ne wydzieliny, kt贸r膮 si臋 stopniowo dusi. To jest 艣mier膰 w strasznych m臋czarniach. 20 grudnia, tu偶 przed 艣wi臋tami, zacz臋艂o by膰 z nim bardzo 藕le. Nie m贸g艂 oddycha膰, wi臋c zacz臋li艣my odsysa膰 wydzielin臋, ale to tylko powodowa艂o, 偶e p艂uca produkowa艂y jej wi臋cej. Ca艂y dom – bo on by艂 pod opiek膮 paliatywn膮 w domu – wype艂niony by艂 zapachem gnij膮cych p艂uc i tym charczeniem dusz膮cego si臋 cz艂owieka. Jego 偶ona b艂aga艂a mnie, 偶ebym mu pomog艂a umrze膰, a ja nic nie mog艂am zrobi膰. M臋czy艂 si臋 jeszcze kilka dni.

Ale jest przecie偶 morfina. Nie mo偶na takiego cz艂owieka „wygasi膰” lekami?

– To si臋 nazywa sedacja paliatywna. Podajemy kombinacj臋 morfiny i innych 艣rodk贸w w takiej dawce, 偶eby pacjenta nie u艣mierci膰, tylko wprowadzi膰 w 艣pi膮czk臋. Ten pacjent z rakiem p艂uc te偶 to otrzyma艂. Ale czy kto艣 jest w stanie z ca艂膮 pewno艣ci膮 stwierdzi膰, 偶e cz艂owiek w 艣pi膮czce nic nie czuje? Mia艂am kiedy艣 pacjentk臋 w terminalnej fazie raka. By艂a potwornie spuchni臋ta, musia艂a bardzo cierpie膰, ale jako艣 nie mog艂a umrze膰, mimo 偶e podali艣my jej sedacj臋 paliatywn膮. Jej m膮偶 zdradzi艂 mi, 偶e podejrzewa, dlaczego ona nie mo偶e odej艣膰: „Mamy pi膮tk臋 dzieci, ale jedna c贸rka nie jest moja. 呕ona odesz艂a do innego, by艂a z nim raptem dwa tygodnie, ale wr贸ci艂a ju偶 w ci膮偶y. My艣l臋, 偶e ona si臋 boi, co si臋 stanie z t膮 dziewczynk膮 po jej 艣mierci”. I ja zaproponowa艂am, 偶eby usiad艂 przy niej i zapewni艂 j膮, 偶e si臋 b臋dzie dalej opiekowa艂 t膮 c贸rk膮. Trzy godziny p贸藕niej jego 偶ona zmar艂a.

To m贸g艂 by膰 przypadek.

– Mia艂am wi臋cej takich przypadk贸w w swojej praktyce. Jak umiera艂a moja matka, ojciec poszed艂 j膮 odwiedzi膰 w szpitalu. Kiedy stan膮艂 ko艂o jej 艂贸偶ka, wyci膮gn臋艂a r臋k臋, przesun臋艂a po guzikach na jego koszuli i zapi臋艂a mu ten przy ko艂nierzyku. A lekarz zapewnia艂 nas, 偶e jest w takim stanie, 偶e nic do niej nie dociera.

Ludzie zawsze znajdowali spos贸b, 偶eby odebra膰 sobie 偶ycie bez asysty lekarza i piel臋gniarki. Dlaczego mamy im pomaga膰?

– 呕eby to by艂o bezpieczne dla nich i dla ich bliskich. Mniej wi臋cej rok po tym, gdy umar艂 m贸j ojciec, zadzwoni艂a do mnie 偶ona jednego z moich pacjent贸w. To by艂 m臋偶czyzna z zaawansowanym nowotworem, mia艂 86 lat. I ona m贸wi mi, 偶e znalaz艂a u niego pistolet i 偶e on na pewno zamierza si臋 zabi膰. Przekaza艂am mu przez telefon, 偶eby nic nie robi艂 do mojego przyjazdu, i wsiad艂am do samochodu. Usiedli艣my przy stole i zapyta艂am, jak w艂a艣ciwie zamierza to zrobi膰. Strzeli膰 sobie w skro艅? „By艂em w wojsku, wi臋c wiem, jak si臋 zabi膰 na 100 proc. Luf臋 wk艂ada si臋 do ust”. Wyt艂umaczy艂am mu, jak to b臋dzie wygl膮da膰: jego 偶ona, kt贸ra siedzi obok, b臋dzie w kuchni gotowa膰 obiad, us艂yszy huk, p贸jdzie do ich wsp贸lnej sypialni i znajdzie go w ka艂u偶y krwi z rozp艂atanym m贸zgiem. Owszem, b臋dzie martwy, ale czy na pewno chce jej to zrobi膰? On si臋 wtedy rozp艂aka艂. To by艂o co艣, o czym w og贸le nie pomy艣la艂.

I pani wtedy m贸wi o wspomaganym samob贸jstwie?

– Pokazuj臋 im, 偶e jest taka opcja.

<podzial_strony>

My艣la艂am, 偶e takiego cz艂owieka trzeba raczej przekona膰 do 偶ycia.– Jak kto艣 si臋 dowiaduje, 偶e jest inne wyj艣cie, to cz臋sto w艂a艣nie otwiera si臋 na rozmow臋 o 偶yciu. I ja zawsze pr贸buj臋 go przekona膰, 偶eby jeszcze 偶y艂. Ale ostatecznie to pacjent wie, jak bardzo cierpi i ile cierpienia mo偶e jeszcze znie艣膰. Kim ja jestem, 偶eby decydowa膰 za niego?Ten m臋偶czyzna jak wybra艂?– To by艂a druga osoba po moim ojcu, kt贸rej pomog艂am w ten spos贸b odej艣膰. By艂a przy nim 偶ona i cztery c贸rki, to si臋 dzia艂o w ich domu. Tu偶 przed 艣mierci膮 on j膮 mocno przytuli艂 i powiedzia艂: „Odchodz臋 po prostu troch臋 wcze艣niej ni偶 ty, ale wkr贸tce si臋 spotkamy”. Wcze艣niej pyta艂a pani, jak ja to pogodzi艂am z Bogiem. Ot贸偶 jak si臋 widzi tak膮 spokojn膮, dobr膮 艣mier膰, to cz艂owiek my艣li: czy to jest na pewno niezgodne z religi膮, 偶e pozwalamy odchodzi膰 ludziom w taki spos贸b? A mo偶e to jest w艂a艣nie akt mi艂osierdzia? Po tym do艣wiadczeniu zgodzi艂am si臋 przyj膮膰 propozycj臋 Dignitas i zacz臋艂am asystowa膰 przy samob贸jstwach. A pi臋膰 lat temu za艂o偶y艂am w艂asn膮 organizacj臋 w Bazylei – Lifecircle.Kto prosi o pomoc?– Ludzie ci臋偶ko chorzy albo umieraj膮cy, kt贸rym medycyna nie mo偶e pom贸c. W r贸偶nym wieku. Najm艂odszy pacjent mia艂 27 lat. To by艂 ch艂opak z uszkodzonym rdzeniem kr臋gos艂upa. W swoje 20. urodziny urz膮dzi艂 imprez臋 i skoczy艂 do basenu dla dzieci. Mimo parali偶u nie藕le sobie radzi艂, m贸g艂 troch臋 porusza膰 g艂ow膮, wi臋c pracowa艂 przy komputerze, u偶ywaj膮c joysticka. Po sze艣ciu latach zacz膮艂 odczuwa膰 b贸le neuropatyczne. Zna pani to uczucie, kiedy cz艂owiek sobie zim膮 odmrozi r臋ce i jak wchodzi do ciep艂ego pomieszczenia, czuje mrowienie w palcach? To jest to samo, tylko tysi膮c razy mocniejsze. Taki b贸l bierze si臋 st膮d, 偶e m贸zg naraz orientuje si臋, 偶e skoro nie docieraj膮 do niego 偶adne sygna艂y z cia艂a, to znaczy, 偶e z tym cia艂em jest co艣 nie tak. Zaczyna si臋 b贸l, na kt贸ry w艂a艣ciwie nie ma lekarstwa. Morfina nie dzia艂a, opiaty nie dzia艂aj膮, pozostaj膮 jedynie neuroleptyki, kt贸re w du偶ych dawkach robi膮 z pacjenta warzywo. I on stwierdzi艂, 偶e nie chce tak 偶y膰.

Taki cz艂owiek pisze do pani, 偶e chce umrze膰. Sk膮d wiadomo, 偶e jest naprawd臋 chory?

– Prosz臋 go o przes艂anie dokumentacji medycznej, wynik贸w wszystkich bada艅. Umawiam si臋 na rozmow臋 przez telefon albo Skype’a. Mog臋 wtedy zobaczy膰, w jakim jest stanie, jak m贸wi, jak si臋 porusza. Potem to wszystko przekazuj臋 dw贸m niezale偶nym lekarzom tu, w Szwajcarii, oraz radzie fundacji. Oni wszyscy sprawdzaj膮, czy pacjent spe艂nia kryteria.

Jakie?

– Pierwsze – to musi by膰 nieuleczalna choroba. Drugie – osoba musi by膰 w pe艂ni w艂adz umys艂owych. Trzecie – trzeba wykluczy膰 chorob臋 psychiczn膮. Czwarte – decyzja nie mo偶e by膰 podj臋ta pod wp艂ywem os贸b trzecich. I wreszcie – 偶yczenie, by umrze膰, musi by膰 dobrze ugruntowane i przemy艣lane.

Co to znaczy?

– 呕e pacjent wyra偶a艂 tak膮 wol臋 od d艂u偶szego czasu. Na przyk艂ad sporz膮dzi艂 testament 偶ycia i tam jest jasno napisane, 偶e w okre艣lonej sytuacji nie 偶yczy sobie dalszej terapii. Albo jest cz艂onkiem naszej organizacji na tyle d艂ugo, 偶e to nie pozostawia w膮tpliwo艣ci. Je艣li lekarze i rada fundacji dadz膮 zielone 艣wiat艂o, pacjent mo偶e przyjecha膰 do Szwajcarii na badania. Na miejscu ma dwie wizyty lekarskie i je艣li badania si臋 potwierdz膮, mo偶e odej艣膰.

A je艣li kto艣 chce umrze膰, bo ma po prostu depresj臋?

– Je艣li to jest taka depresja, 偶e w艂a艣nie umar艂 mu najlepszy przyjaciel i on si臋 czuje samotny, to lekarz powinien go wykluczy膰. Ale je艣li mamy do czynienia z powa偶nym cierpieniem psychicznym, to mog膮 istnie膰 przes艂anki do wspomaganej 艣mierci. Przy czym my – m贸wi臋 tu o organizacji Lifecircle – nie pomagamy takim osobom, bo nie mamy w zespole psychiatry, a tego wymagaj膮 przepisy.

Jak pani s艂ucham, to mam w膮tpliwo艣ci, czy nie za 艂atwo to si臋 odbywa.

– To nie jest tak, 偶e przyjmujemy ka偶dego, kto si臋 zg艂osi. Pierwsz膮 rzecz膮, jak膮 robi臋 jako lekarz, jest sprawdzenie, czy tej osobie mo偶na pom贸c tak, 偶eby mog艂a dalej 偶y膰. Szukamy dla niej terapii, lek贸w. Mieli艣my m臋偶czyzn臋 z nowotworem w膮troby. Lekarze w jego kraju nie dawali mu ju偶 nadziei, a my przestudiowali艣my jego wyniki i okaza艂o si臋, 偶e m贸g艂by si臋 podda膰 jeszcze chemoembolizacji. Musia艂 to zrobi膰 za granic膮, ale dalej 偶yje.

A je艣li pacjent przyniesie histori臋 choroby, ale sfa艂szowan膮?

– Mia艂am pacjenta z W艂och, kt贸ry kwalifikowa艂 si臋 do wspomaganej 艣mierci. Przyjecha艂 sam. Zg艂osi艂 si臋 do nas potem prawnik jego c贸rki, kt贸ra zarzuca艂a nam, 偶e nie powinni艣my byli mu pom贸c. Ten pacjent mia艂 jej zostawi膰 list po偶egnalny, w kt贸rym pisa艂, 偶e sfa艂szowa艂 cz臋艣ciowo swoj膮 dokumentacj臋 medyczn膮, 偶eby na pewno dosta膰 zielone 艣wiat艂o. Do dzi艣 nie wiemy, o jakie dokumenty chodzi艂o. S膮d orzek艂, 偶e nie pope艂nili艣my 偶adnych uchybie艅.

I nie ma pani poczucia, 偶e to by艂 b艂膮d?

– To by艂 bardzo schorowany cz艂owiek. Przeby艂 chorob臋 Heinego-Medina, z trudem si臋 porusza艂, mia艂 te偶 powa偶n膮 chorob臋 wirusow膮. Przyje偶d偶a艂 do nas przez trzy lata i przez te trzy lata szukali艣my dla niego rozwi膮za艅, przekonywali艣my, 偶eby jeszcze 偶y艂. Ale je艣li kto艣 tak bardzo chce umrze膰, mamy prawo to uszanowa膰. Po tej historii zacz臋li艣my pilnowa膰, 偶eby pacjenci informowali rodzin臋 o swojej decyzji. Jak mam w膮tpliwo艣ci w tej sprawie, to prosz臋 o telefon i sama dzwoni臋.

<podzial_strony>

Rodzina musi si臋 zgodzi膰?– Nie, ale musi wiedzie膰.Zdarza si臋, 偶e pacjent zmienia zdanie?– Po艂owa os贸b, kt贸rym dajemy zielone 艣wiat艂o, nigdy z niego nie korzysta. By膰 mo偶e sama 艣wiadomo艣膰, 偶e mog膮 to zrobi膰, kiedy b臋dzie bardzo 藕le, przynosi im ulg臋. Mia艂am tak膮 pacjentk臋 z rakiem krtani. By艂a ju偶 po trzech operacjach, nie chcia艂a czwartej. Odwiedzi艂am j膮 w domu. Wida膰 by艂o, 偶e ona jest zdecydowana na wspomagane samob贸jstwo, ale m膮偶 nie. Ca艂y czas by艂 w niej zakochany, w og贸le sobie nie wyobra偶a艂, 偶e ona mo偶e odej艣膰. Nam贸wi艂am j膮, 偶eby jednak podda艂a si臋 tej operacji, i dzi臋ki temu zyskali jeszcze jeden rok razem. Potem nast膮pi艂 wyj膮tkowo agresywny nawr贸t, z przerzutami do p艂uc i m贸zgu, ale ona zdecydowa艂a si臋 odej艣膰 w opiece paliatywnej, chocia偶 by艂a cz艂onkiem Lifecircle. I tak powinno by膰 – to jest wyb贸r pacjenta, jak chce umrze膰.Uprzedzi艂a mnie pani, 偶e nie b臋dzie rozmawia膰 o statystykach. Czyli nie dowiemy si臋, ilu macie cz艂onk贸w i ile os贸b umiera z pomoc膮 waszej organizacji?– Mog臋 powiedzie膰 tylko, 偶e te liczby rosn膮. Nie ujawniamy ich, bo potem robi膮 si臋 z tego sensacyjne nag艂贸wki w gazetach.

A o pieni膮dzach?

– Cz艂onkowie Lifecircle p艂ac膮 roczn膮 sk艂adk臋 56 frank贸w szwajcarskich- to jest 45 euro. Mo偶na te偶 zap艂aci膰 jednorazowo 1000 frank贸w i to daje cz艂onkostwo na ca艂e 偶ycie. Za wspomagan膮 艣mier膰 p艂aci si臋 7 tysi臋cy frank贸w, a za zielone 艣wiat艂o – czyli ca艂膮 procedur臋 kwalifikacyjn膮 – 3 tysi膮ce frank贸w. Te same stawki obowi膮zuj膮 w innych organizacjach. Je艣li kto艣 nie ma 艣rodk贸w, mo偶e ubiega膰 si臋 o zwolnienie z tych op艂at.

Gdzie trafiaj膮 te pieni膮dze?

– Na konto naszej fundacji. Z tych 艣rodk贸w op艂acani s膮 lekarze, piel臋gniarki, us艂ugi pogrzebowe, administracja. To, co zostanie, przeznaczamy na pomoc dla tych cz艂onk贸w, kt贸rych nie sta膰 na op艂aty.

Przeciwnicy zarzucaj膮 wam, 偶e robicie biznes na umieraniu.

– Szwajcarskie prawo wyra藕nie m贸wi, 偶e na wspomaganej 艣mierci nie mo偶na zarabia膰. To znaczy – mo偶na pobiera膰 pensj臋, ale tylko w takiej wysoko艣ci jak w swojej zwyk艂ej pracy. Czyli je艣li piel臋gniarka zarabia 4 tysi膮ce frank贸w miesi臋cznie, to u nas mo偶ne dosta膰 tyle samo, nie wi臋cej. Inaczej jest to przest臋pstwo. Konto naszej fundacji te偶 jest regularnie kontrolowane.

A s膮siedzi nie protestuj膮, 偶e ludzie przyje偶d偶aj膮 tu umiera膰?

– Celowo szukali艣my miejsca na parterze, z osobnym wej艣ciem, gdzie samoch贸d m贸g艂by podjecha膰 i zabra膰 trumn臋 tak, 偶eby nikt tego nie musia艂 ogl膮da膰. Ale mieli艣my jeden telefon z policji, bo okaza艂o si臋, 偶e kto艣 z mieszka艅c贸w z艂o偶y艂 na nas skarg臋. Zaproponowano nam mediacj臋 s膮siedzk膮 i dopiero tam okaza艂o si臋, 偶e przeszkadza im w贸z policyjny. Od tej pory prosimy, 偶eby policjanci, kt贸rzy sprawdzaj膮 procedury, przychodzili w cywilu i na piechot臋.

Pacjent odchodzi, rodzina wyje偶d偶a, a pani z tym zostaje.

– I to jest trudne, zw艂aszcza je艣li zd膮偶ymy si臋 zaprzyja藕ni膰. Na samym pocz膮tku pracy mia艂am pacjentk臋 z Australii, Lil臋. Cudowna, pogodna kobieta. Mia艂a nowotw贸r gard艂a, czeka艂a, a偶 dostanie zielone 艣wiat艂o, bardzo cierpia艂a. Wys艂a艂am jej poczt膮 morfin臋. Kojarzy pani takie herbatniki z dziurk膮? Ot贸偶 tam w艂a艣nie uda艂o mi si臋 wcisn膮膰 leki. Paczk臋 nada艂am z Niemiec, 偶eby nikt nie m贸g艂 doj艣膰, 偶e to ode mnie. Dzi臋ki tej morfinie Lila i jej m膮偶 prze偶yli jeszcze wspania艂e cztery miesi膮ce razem. A potem przyjechali tu. Kiedy Lila wypi艂a 艣rodek u艣miercaj膮cy, uprzedzi艂am j膮, 偶e ma jeszcze cztery minuty 偶ycia, i 偶eby nie zwraca艂a na mnie uwagi, tylko po偶egna艂a si臋 z Donaldem. A ona odwr贸ci艂a si臋 do mnie i powiedzia艂a: „Erika, obiecaj mi, 偶e b臋dziesz wi臋cej je艣膰”. Mia艂am wtedy problemy w 偶yciu osobistym, strasznie schud艂am. Donald te偶 nie jad艂. „Po wszystkim macie i艣膰 w g贸ry, do tej 艣wietnej restauracji, i zam贸wi膰 po steku. Ja stawiam!”. A tu obok emocji trzeba by膰 jeszcze profesjonalist膮, 偶eby dope艂ni膰 procedur. Po tej historii pomy艣la艂am: nie dam rady.

To dlaczego pani to dalej robi?

– Opowiem o pacjencie, kt贸rego mam teraz pod opiek膮. To m艂ody cz艂owiek, 42 lata, cierpi na pl膮sawic臋 Huntingtona – jedn膮 z najgorszych chor贸b neurologicznych, kt贸ra polega na tym, 偶e cia艂o przestaje si臋 nas s艂ucha膰. Na przyk艂ad – chc臋 pani膮 pog艂aska膰, ale moja r臋ka robi taki gwa艂towny ruch, 偶e wal臋 w st贸艂. Nie ma na to lekarstwa, chorzy umieraj膮 oko艂o pi臋膰dziesi膮tki, kiedy buntuj膮 si臋 mi臋艣nie odpowiedzialne za oddychanie. Ten cz艂owiek ma cia艂o jak kulturysta, z trudem oddycha, nosi specjalny kask i ca艂y czas robi sobie krzywd臋, nie艣wiadomie oczywi艣cie. Widzia艂 rodzic贸w umieraj膮cych na t臋 sam膮 chorob臋, ma brata i siostr臋 w bardziej zaawansowanym stadium, z demencj膮. Jak do nas trafi艂, by艂 w g艂臋bokiej depresji, m贸wi艂, 偶e nie chce sko艅czy膰 tak jak oni. Dali艣my mu zielone 艣wiat艂o i termin na grudzie艅. I to by艂 pierwszy raz, kiedy zobaczy艂am u艣miech na jego twarzy. Odstawi艂 wszystkie antydepresanty, promienieje. Jego 偶ona powiedzia艂a mi, 偶e odk膮d pozna艂 dat臋 swojej 艣mierci, zacz膮艂 si臋 cieszy膰 偶yciem.

Dalej pracuje pani jako lekarz rodzinny?

– Na p贸艂 etatu.

<podzial_strony>

Pacjent贸w to nie odstrasza?– Przeciwnie. Mia艂am tylu ch臋tnych, 偶e musieli艣my zamkn膮膰 zapisy. My艣l臋, 偶e pacjent chce mie膰 lekarza, kt贸ry b臋dzie z nim do ko艅ca i da mu mo偶liwo艣膰 wyboru.A znajomi, s膮siedzi – wiedz膮?– Tak. Jak zmar艂 m贸j ojciec, powiedzia艂am rodzinie: b臋dziemy m贸wi膰, 偶e to by艂 po prostu trzeci wylew. Ale jedna siostra si臋 zbuntowa艂a, 偶e nie zamierza k艂ama膰. Pami臋tam, 偶e ojciec zostawi艂 list臋 go艣ci, kt贸rych mieli艣my zaprosi膰 na pogrzeb – 150 os贸b, w tym sporo zwi膮zanych z Ko艣cio艂em. Pogrzeb odbywa艂 si臋 w takim pi臋knym miejscu, kt贸re ojciec sam wybra艂, na mo艣cie nad rzek膮. Podczas tej ceremonii opowiedzia艂am publicznie o tym, jak odszed艂. Nikt mnie nie pot臋pi艂.http://wyborcza.pl/duzyformat/1,142470,17107626,Pomogam_w_samobojstwie__Rozmowa_z_dr_Erika_Preisig.html?utm_source=agora&utm_medium=email&utm_campaign=Pomagam-w-samob%C3%B3jstwie-Teksty-tygodnia-Wyborczej-111214