Archiwa tagu: akceptacja

Wnusiu, tylko nie m贸w do mnie babciu!

Zadzwoni艂 telefon z samego rana i obudzi艂 pani膮 Klementyn臋, kt贸ra by艂a troch臋 z艂a, 偶e tak o poranku kto艣 聽j膮 budzi.

– Halo, zaspanym g艂osem si臋 odezwa艂a i mia艂a ochot臋 na ochrzan, 偶e tak rano, bo dopiero by艂a 6, a pani Klementyna lubi艂a sobie pospa膰, ot, tak do 9 w weekend.

– Mamo jeste艣, us艂ysza艂a g艂os w s艂uchawce swojego syna, kt贸ry mieszka艂 w Anglii i tam si臋 o偶eni艂 szybko, bez wesela, bo szkoda mu by艂o czasu na takie ceregiele.

– Jestem, jestem synku, sta艂o si臋 co艣?

– Mamo, w艂a艣nie zosta艂a艣 babci膮, bo Monika w nocy urodzi艂a mi synka, 艣licznego, zdrowego i nawet nie wiesz jaki jestem szcz臋艣liwy.

Klementyna nagle si臋 obudzi艂a i usiad艂a z wra偶enia na 艂贸偶ku jak spr臋偶yna naci膮gni臋ta.

– 呕e co? Ja babci膮? – Pami臋taj synek, 偶e ja nigdy babci膮 nie b臋d臋, bo ja si臋 nie czuj臋 na 偶adn膮 babci臋, ale gratuluj臋 wam i ciesz臋 si臋 razem z wami. Nich si臋 chowa male艅stwo zdrowo i 偶ycz臋 wam wszystkiego najlepszego.

D艂ugo jeszcze le偶a艂a w 艂贸偶ku, aby otrz膮sn膮膰 si臋 z tej wiadomo艣ci i nie wiedzia艂a, czy ma si臋 cieszy膰, czy te偶 ubolewa膰, 偶e oto ju偶 jest taka stara i przysz艂o jej babciowa膰. Przecie偶 czuje si臋 wci膮偶 m艂od膮 kobiet膮 i w miar臋 zdrow膮, a tu takie s艂owo, fuj, brr – babcia?

Pani Klementyna jeszcze pracowa艂a. By艂a lekko po pi臋膰dziesi膮tce i lubi艂a swoj膮 prac臋. Pracowa艂a w urz臋dzie na do艣膰 wysokim stanowisku z bardzo dobr膮 pensj膮. M臋偶a pochowa艂a 5 lat temu, bo biedaczek pracowa艂 w wojsku i ze stresu wojskowego dosta艂 zawa艂u i mu si臋 zesz艂o.

Kiedy si臋 pozbiera艂a do kupy, to postanowi艂a 偶y膰 w pojedynk臋 pe艂ni膮 偶ycia i ju偶 nigdy nie chcia艂a wyj艣膰 za m膮偶, ale to nie oznacza, 偶e nie lubi艂a flirtowa膰. Raz w roku wykupywa艂a sobie wczasy i je藕dzi艂a w r贸偶ne miejsca, a tak偶e potrafi艂a sobie za艂atwi膰 dobre sanatorium dla podratowania zdrowia.

By艂a szczuplutk膮 kobiet膮, tak膮 filigranow膮. Zawsze 艂adnie ubran膮, mo偶na powiedzie膰, 偶e szykownie. Tupta艂a taka malutka na szpileczkach i naprawd臋 podoba艂a si臋 miejscowym wdowcom, bo mia艂a w sobie to co艣. Kiedy brylowa艂a po sanatoriach, to zawsze znalaz艂 si臋 pan do spacer贸w i ta艅ca, cho膰 si臋 zakocha艂, to pani Klementyna tylko dobrze si臋 bawi艂a, a po wszystkim lubi艂a wr贸ci膰 do swojego domu i w ciszy i spokoju rozkoszowa艂a si臋 pod reperowanym zdrowiem.

Nigdy nie wysz艂a do miasta bez makija偶u. Zawsze perfekcyjnie ubrana i wyszykowana, z dum膮 wybiera艂a w sklepie kosmetycznym najlepsze kremy i szmineczki. Oj jak ona lubi艂a tak膮 kolorow膮 kosmetyk臋, a po k膮pieli wciera艂a te wszystkie kremiki i balsamy i wci膮偶 walczy艂a dzielnie z procesem starzenia.

Pewnego dnia syn zadzwoni艂 i zaprosi艂 j膮 do siebie, aby zapozna艂a swojego jedynego wnuczka. Nie za bardzo jej si臋 spieszy艂o, bo syn chcia艂 wyrwa膰 j膮 z jej 艣wiata, ale za艂atwi艂a wszystko, wsiad艂a w samolot i polecia艂a.

Na lotnisku syn przywita艂 j膮 z kwiatami i pojechali, by pozna膰 wnuka. No 艣liczny by艂 ten jej wnusio, ale nie wiedzia艂 kto to przyjecha艂.

– Klementyna jestem i uca艂owa艂a ma艂ego.

– Mamo, jaka Klementyna? Przecie偶 musi si臋 nauczy膰 m贸wi膰 do ciebie babciu, a jak to niby po imieniu, upomnia艂 j膮 syn, a synowa sta艂a wbita w ziemi臋 ze zdziwienia.

– Klementyna i ju偶, 偶achn臋艂a si臋 i c贸偶 by艂o z ni膮 robi膰, gdy upar艂a si臋 jak osio艂.

Wizyta przebieg艂a w dobrej atmosferze i faktycznie wnuczek zwraca艂 si臋 do babci po imieniu i nawet to szybko posz艂o.

Kiedy wr贸ci艂a do domu i do swego stylu 偶ycia, to by艂y zn贸w wakacje i zn贸w wieczorki taneczne i ma艂e flrciki, ale kiedy艣 syn zadzwoni艂 i oznajmi艂 jej, 偶e musi koniecznie zaj膮膰 si臋 wnuczkiem. Przywiezie go na wakacje, bo jego 偶ona jest w ci膮偶y z drugim dzieckiem. Musi le偶e膰 w szpitalu ca艂膮 ci膮偶臋 i on nie wyrobi z prac膮 i opiek膮 nad synkiem.

Hm.., c贸偶 robi膰! 聽Zgodzi艂a si臋 niech臋tnie, ale jak trzeba to trzeba!

Wnuk mia艂 ju偶 cztery latka, a wi臋c nie powinno by膰 z nim wi臋kszych k艂opot贸w i postanowi艂a si臋 po艣wi臋ci膰. Organizowa艂a mu zabawy w domu, malowanki, wsp贸lne spacery, zabiera艂a go na wycieczki rowerowe i tak jako艣 im czas mija艂 i tak si臋 poznawali. Ma艂y zakocha艂 si臋 w Klementynie, a ona pozna艂a inn膮 stron臋 偶ycia, nie tylko w pojedynk臋. Zasypiali spe艂nieni i na jej twarzy pojawia艂 si臋 coraz cz臋艣ciej u艣miech.

By艂a pi臋kna pogoda i postanowi艂a zabra膰 malucha na plac zabaw. Wzi臋艂a wiaderko, 艂opatki, foremki, ale ma艂y wola艂 si臋 hu艣ta膰 i kr臋ci膰 na karuzeli.

W pewnym momencie wydar艂 si臋 na ca艂y plac – Klementyna chod藕 tu i pohu艣taj mnie wy偶ej.

Dwie babcie, kt贸re te偶 pilnowa艂y swoje wnucz臋ta spojrza艂y si臋 po sobie ze zdziwieniem i na pani膮 Klementyn臋, bo by艂y oburzone i pad艂o takie tfu!

– Co to za wychowanie, 偶eby do babci zwraca膰 si臋 po imieniu, to jest co艣 bardzo dziwnego, niewychowawczego, jakie艣 zagraniczne. 呕achn臋艂y si臋 z oburzeniem, 偶e babcia, to powinna by膰 babcia, a nie jakie艣 tam!

Us艂yszawszy to pani Klementyna zadar艂a nosa i odpowiedzia艂, 偶e babcie to mo偶e one s膮, a ona jest Klementyna, bo s艂owo babcia do niej nie pasuje, gdy偶 czuje si臋 zbyt m艂oda na jak膮艣 tam babcie. Zabra艂a wnuka, by opu艣ci膰 to staro艣wieckie towarzystwo.

Ps. Ciekawa jestem jak Wy kochani przyj臋li艣cie wiadomo艣膰, 偶e oto b臋dziecie babciami i dziadkami? Ja babci膮 po raz pierwszy zosta艂am w wieku 52 lat i to s艂owo brzmia艂o mi w uszach do艣膰 d艂ugo, bo mo偶e miesi膮c, 偶e oto jestem babci膮. Nie by艂a to trauma, ale musia艂am si臋 przyzwyczai膰 do brzmienia tego s艂owa, a teraz jestem babci膮 El膮 pe艂n膮 g臋b膮 i ju偶! 聽馃榾