Archiwa tagu: babcia

Czy Wnuki nas zapamiętają!

 

Zdjęcie powyżej, to jest moje ukochane zdjęcie z tych wakacji, które, to młodsza Córka mi przysłała.

Jechali na wakacje do Wrocławia, aby pokazać swoim dzieciom, to piękne miasto, pełne atrakcji.

Wybacz mi Zięciu, że zaszczycisz mojego bloga, ale nie mogę obojętnie przejść obok takiego zdjęcia, kiedy Ojciec pokazuje Synowi, jak można spędzić czas w pociągu  razem – czytając książkę.

Jak pisałam niżej, to mamy Wnuki u siebie od dwóch dni i Mąż troi się i dwoi, aby dzieciom zapewnić jakąś, sensowną rozrywkę.

Dzisiaj o 10 rano pojechał po nie na wieś, gdzie mieszkają drudzy dziadkowie, a ja zrobiłam w tym czasie im kanapki, aby kiedy zgłodnieją nad wodą, mogłyby zaspokoić głód.

W międzyczasie, kiedy Dziadek mocował łódkę, to miałam chwilkę, aby z Wnukami pogadać sobie.

Kiedy dorosły nie wiadomo kiedy, to jeżdżą na kolonie, obozy i nie mam z nimi już tak bieżącego kontaktu i w zasadzie mało o nich wiem.

Mieszkają z rodzicami w innym mieście  i dlatego nie jestem z Nimi tak często jak to bywało dawniej.

Wnuczka – ta najstarsza – długo wyczekiwana czyta, a właściwie pochłania książki.

Dziś się dowiedziałam, że interesuje się Japonią, czyli historią, zwyczajami, tradycją tego państwa.

Dowiedziałam się, że na własną rękę uczy się języka japońskiego w mowie i piśmie, co mnie kurcze pod niebiosa zadowoliło, a tego o Niej nie wiedziałam.

Ona wie, że Japończycy strasznie dużo pracują, a dzieci uczą się od 5 roku życia i ona wie, że  Japończycy są narodem niezbyt szczęśliwym, a nawet są samotni.

Wnuczek, trochę młodszy „harata w gałę” i zna wszystkich piłkarzy świata, a do tego nieźle mu to haratanie wychodzi.

Jestem dumna z tych dzieciaków i jak każdej babci serce rośnie, że mają już swoje zainteresowania i kochających rodziców.

Dziadek z Wnukami był nad jeziorem 5 godzin, a ja zrobiłam im na powrót bardzo banalny, lekki obiad, a więc młode ziemniaki z koperkiem, mizerię i jajko sadzone.

Zmiotły z talerza, aż miło było patrzeć.

Odpoczęły trochę i udały się do Prababci, czyli do Mamy mojego Męża, a ja wpadłam w przemyślenia.

Nigdy nie miałam babci i dziadka, bo kiedy się urodziłam, to oni umarli, a więc takie przeżycie bycia z dziadkami kompletnie mi los odebrał.

Nigdy żadna babcia, czy dziadek nie wziął mnie na kolana, nie pogłaskał, nie porozmawiał, a babcia nie ugotowała dla mnie pysznej zupy, czy też nie usmażyła smacznych pączków.

Nigdy babcia ze mną nie porozmawiała, nie wytłumaczyła, nie pobyła ze mną i tu jestem ograbiona z dziecięcych wspomnień.

Zazdroszczę mojemu Mężowi, który miał swoją ukochaną Babcię, która była świetną kucharką i  dogadzała gotując frykasy dla  wnuka.

Do dziś wspomina rozmowy z babcią, która odeszła, kiedy Mąż miał 19 lat.

Mąż wspomina, że babcia mu mówiła, że zmieni się klimat w Polsce tak bardzo, że będą u nas rosły drzewa bananowca i się chyba nie pomyliła, bo klimat właśnie się zmienia!

Nasze Wnuki są już na tyle duże, że jestem pewna, iż zapamiętają to, co dla nich robią babcie i dziadkowie i i wbije się w ich pamieć to, że byliśmy z nimi.

Może na zawsze zapamiętają, że my seniorzy o nie dbaliśmy i pragnęliśmy by były szczęśliwe.

Najważniejsze jest dobro dziecka!

Od 24 godzin cała Polska szuka 5 letniego Dawida.

Ojciec zabrał syna od dziadków i obiecał, że zawiezie go do jego mamy, z którą od miesiąca nie mieszkał.

Była godzina 17, a 3 godziny potem rzucił się pod pociąg, ale cała Polska zadaje sobie pytanie, co stało się z dzieckiem?

Jest  to  straszna historia i można zadawać sobie różne pytania i samemu sobie odpowiadać.

Może ojciec w akcie zemsty zabił syna i ukrył zwłoki?

Może oddał dziecko komuś zaufanemu, a może dziecko jest już za granicą.

Mam nadzieję, że ta sprawa zakończy się tak, że dziecko całe i zdrowe wróci do matki.

Jestem babcią i bardzo jestem uwrażliwiona na punkcie dzieci, bo mam trójkę Wnucząt.

Boję się o nie i moja wyobraźnia szaleje, kiedy dowiaduję się, że moje szkolne Wnuki są wysyłane na kolonie, obozy, a ja wszędzie szukam zagrożeń, bo tyle się teraz o tym czyta.

Czyta się o pedofilach w każdym zawodzie, bo nie tylko księży i dlatego włączyła mi się jakaś, chyba chora czujność.

O swoje Córki tak nie drżałam jak teraz o Wnuczęta i ciężko się żyje z taką wyobraźnią.

Godzina 11 i ktoś mocno puka do moich drzwi.

Pomyślałam sobie, że może znowu Policja mnie zaszczyca, bo może ktoś mnie znowu podkopał za wypowiedź w Internecie, co już przeżyłam.

Podeszłam do drzwi i gapię się przez Judasza i widzę dwa małe smerfy po drugiej stronie.

Otwieram, a smerfy do mnie, że przyszły mnie odwiedzić.

Luiza i Wojtek są kuzynami 8 letnimi i świetnie się dogadują.

Jak to babcia chciałam ich czymś poczęstować, a że wizyta była niezapowiedziana, to miałam tylko morele w kształcie UFO!

Gotował się bób, a więc zjedli też po parę ziarenek i sobie pogadaliśmy o tym, jak spędzają wakacje!

Luiza pokazała babci jak nauczyła się tańczyć walca wiedeńskiego w szkole dla tancerzy!

Biłam brawo i spytałam Wojtusia jak mu idzie kopanie piłki, bo rośne drugi Lewandowski.

Potem dziadek zabrał moje szczęśliwe Wnuki nad jezioro, co było odmianą dla trochę nudnych wakacji, bo dzieciom trzeba czas urozmaicać.

Cieszę się, że moje Wnuki mają rozsądnych rodziców, kochających się i nie grozi im los 5 letniego Dawida.

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz, woda i przyroda

Dzień Babci – Dzień Dziadka!

 

Obraz może zawierać: ekran

Jestem padnięta i lecę na pysk, ale lubię te swoje wieczorne godziny, kiedy mogę coś napisać na moim blogu – odpoczywam tak!

Wiele godzin z chorą Mamą i napiszę niestety, że nie urodziłam się pielęgniarzem, czy też pielęgniarką.

O ile mogę opiekować się podając chorej pić, nakarmić, podać leki, poprawić poduchy, okryć ciało, aby nie marzło, to sprawy higieniczne mnie przerastają i tu biję się w piesi, że wówczas potrzebuję pomocy.

Wiele godzin z chorym wysysa energię i wypala i by nie zwariować towarzyszy mi laptop, aby sobie zapełnić ten czas – pomiędzy, ale i gapię się przez okno i dziś zauważyłam, że moje miasto tonęło w słońcu!

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Tyle razy tu pisałam, że Mama umiera, ale to jest często tak zgubne, bo o dziwo na drugi dzień, kiedy minie kryzys – kolejny, to Mama ożywa i doprawdy nie wiemy jak to sobie tłumaczyć!

Jest silna jak koń i ma chyba bardzo mocne serce, które wytrzymuje to wielomiesięczne leżenie w łóżku.

Laptop pomaga mi znieść te chwile i dyżur z Mamą, bo można w sieci przeczytać coś ciekawego, co zastanawia i tak:

Jestem babcią trójki Wnuków i uważam, że jestem normalną babcią bez wydziwiana i skakania nad Wnukami i pozwalania im na wszystko.

Staram się być babcią mądrą, tak jak i mój Mąż jest dziadkiem i traktujemy nasze Wnuki wydaje mi się z szacunkiem, ale bez tego, nadmiernego, dziwnego ich gloryfikowania, jakbyśmy traktowali Wnuki lepiej, aniżeli swoje Dzieci, które mają już swój świat i swoje życie.

Oboje kochamy Wnuki ogromną miłością, bo w końcu w nich płynie i nasza krew, ale bez tego wariactwa, że Wnukom wolno więcej, aniżeli kiedyś naszym Dzieciom!

Może zechcecie się odnieść do poniższego tekstu!

„Dlaczego nie byli tacy, gdy byłam dzieckiem?”. O wspaniałych dziadkach, którzy byli kiepskimi rodzicami.

Byli kiepskimi rodzicami, ale są za to wspaniałymi dziadkami. Tak się przynajmniej wydaje. Za wnukami skaczą, biegają po schodach, bawią się godzinami, na zawołanie robią ulubioną zupkę. Nigdy nie byli tacy dla swoich dzieci. Dlaczego? Czy coś się w nich zmieniło? Jak rozumieć to mają ich dzieci, dziś dorosłe i samodzielne.

Zmieniła się ich miłość
Przytulają, bawią, kołyszą – wcześniej nigdy takie nie były. Baśka codziennie odbiera swoją córkę Julkę od dziadków po pracy. Widzi, jak robią dla niej wszystko, widzi sceny, o jakich marzyła w dzieciństwie. Czuje, że jej rodzice odkryli w sobie potencjał do bezgranicznej i bezwarunkowej miłości. Teraz – wcześniej byli zapracowani, wściekli, głośni i surowi.

Jak patrzy na swoich rodziców dziś, ściskających trochę nawet za mocno jej dzieci, ma mieszane uczucia. Myśli: „Istne szaleństwo. Gdzie oni byli, jak ja byłam dzieckiem? Właśnie tego potrzebowałam! W zamian miałam listę oczekiwań i tonę krytyki. Szkoda, bo na lata podcięło mi to skrzydła”. Ta myśli uparcie do niej wraca, za każdym razem od momentu, gdy wchodzi do rodzinnego domu po swoje dziecko.

Znam niejedną taką historię. I zawsze, gdy ich słucham, zastanawiam się, czy zmieniają się ludzie, czy zmieniają się okoliczności. Zapewne to i to. A o trafną odpowiedź nie łatwo, szczególnie w kwestii miłości. Choć tu nie powinno być wątpliwości – zasługiwać na miłość nie trzeba, a wyrażana wprost daje potężną siłę.

Dla niej nigdy taki nie był
Znam też historię kobiety, której ojciec podnosił na nią rękę w dzieciństwie, dzisiaj słodko biega za gromadką swoich wnuków. Jak to rozumieć? W pamięci ciała ma rany, które zostaną na zawsze. Sceny rodzinne rodzą w niej złość, niesprawiedliwość i nieporozumienie. Bo oto skrzywdził własne dziecko, a zmagazynował energię, pokłady cierpliwości i miłości dla przyszłych pokoleń. Może dopiero teraz dowiedział się, czym jest miłość? Może to rodzaj zadośćuczynienia za niewłaściwe ojcostwo? Może odczuł, że zeszła z niego presja bycia twardym mężczyzną, pracującym na dom? – Jak to rozumieć? – pyta dzisiaj kobieta psychologa.

Można zastanawiać się długo, dlaczego nie byli takimi czułymi, bezwarunkowo kochającymi rodzicami, jak są dzisiaj dziadami. Odpowiedzi pewnie będą różne, w zależności od rodziny i jej historii. Większość z nich jest bolesne i rodzą wściekłość. Szczególnie wtedy, gdy dziadkowie bezmyślnie rozpieszczają, wchodzę w rolę matki czy ojca – Teraz? Trochę za późno – myślisz.

I żeby była jasność – dziadkowie są ważni i potrzebni. Potocznie mówi się, że są od rozpieszczania, ale to tak powierzchowne. Przekazują wartości i doświadczenie – słowem, gestem, postawą. Nawet jeśli są naturalnymi nauczycielami historii i tradycji.

Miłość przyszła, ale po latach
Kluczem jest akceptacja dla tego, co było i co jest. Przeszłości nie zmienimy, a jeśli dziś nasi rodzice”dorośli” do miłości, powinniśmy się cieszyć, choćby przez łzy. Może to dobry powód do zadowolenia, że w ogóle dotarli do takiego momentu. Akceptacja bez żadnego „ale” może więcej dać niż zabrać – to bardziej niż pewne. W życiu wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jedną z nich jest właśnie budowanie bliskości i rozwój relacji. Jeśli jest to miłość do wnucząt, ale też do dzieci po latach – może warto się uśmiechnąć, że przyszła, nawet jeśli dopiero teraz. Bez pretensji o to, co za nami – tak będzie lepiej.

Jakie wy macie obserwacje na temat relacji dziadków z wnukami? Jacy są wasi rodzice? Podzielcie się doświadczeniami.

https://mamadu.pl/140647,bledy-wychowawcze-dziadkow-sa-lepszymi-dziadkami-niz-rodzicami

Czy babcia wie lepiej?

Jestem babcią i długo czekałam na pojawienie się moich Wnuków na świecie.

Pojawiły się kiedy miałam grubo po pięćdziesiątce i cieszyłam się jak głupia.

Najpierw pojawiła się Wnusia o imieniu Anielka, a za trzy lata urodzili się Wojtuś i Luza – w tym samym roku i w tym samym miesiącu, a więc była to podwójna radość.

Sama nie wiem kiedy ten czas minął, bo moje Wnuki już uczeszczają do szkoły, a więc są dumnymi uczniami, co mnie się nie mieści w głowie, że tak szybko poleciał ten czas.

Tak niedwno były to szkraby, a teraz już są na początku edukacji wczesno – szkolnej.

Kochamy te nasze Wnuki miłością babciną i dziadkową i cieszymy się, że je mamy, a każde z Wnucząt jest inne i doskonale wiemy, że do każdego trzeba podchodzić indywidualnie.

Najstarsza Aniela kocha czytać książki stosowne do swojego wieku.

Wojtuś kocha piłkę nożną i zna wszystkich piłkarzy świata, a także sam trenuje.

Luiza, to wielka zagadka, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zagnie słowem dorosłych, gdyż tak jest wygadana i z Nią trzeba rozmawiać jak z dorosłym i która kocha koty!

Nigdy nie byliśmy z Mężem naciskani na opiekę nad Wnukami – nigdy!

Byliśmy potrzebni w wyjątkowych przypadkach, kiedy Rodzice nie mieli innego wyjścia, bo na przykład nie mieli urlopu i musieli iść do pracy.

Jestem na emeryturze, a więc mimo woli zaczynam wspominać moje przeszłe życie i tak mi się przypomniała taka sytuacja z moją Starszą Córką.

Miała jakieś 5 lat i moja Teściowa wzięła moją Córkę na spacer, a ja w tym czasie nadrabiałam domowe obowiązki, a więc pranie, gotowanie, bo przecież pracowałam i tego czasu miałam mało.

Wieszałam pranie na balkonie i nagle zobaczyłam moje Dziecko z krótkimi włosami – prosto od fryzjera, kiedy chodwałam Jej długie włosy, bo zawsze miała je gęste i grube.

Moja Teściowa zrobiła coś wbrew mnie i ja byłam oburzona, że zrobiła coś, czego nie powinna bez porozumienia ze mną – byłam wściekła!

Wtedy postanowiłam sobie, że nigdy – przenigdy nie będę się wtrącała w wychowanie moich przyszłych Wnuków, bo to rodzice są w ich życiu najważniejsci i to oni wiedzą, co dla ich dzieci jest dobre, a co złe.

Wydaje mi się, że moje Córki nigdy nie będą miały do mnie pretensji, że rozpieszczam ich Dzieci do granic nienormalności i się wtrącam oraz ingeruję.

Wiem jedno, że Rodzice moich Wnuków podporządkowali swoje życie w to, aby wychować swoje dzieci jak nalepiej i poświęcają im swój wolny czas, weekendy i są przy nich w każdej sytuacji.

Moje Wnuki chodzą na basen, ćwiczą grę na skrzypcach, grają w piłkę na boisku i po co  ja mam się wtrącać w ich wychowanie?

Do tego tekstu skłoniła mnie słynna Super Niania, która niedawno została babcią!

Nie zawsze się z kobietą zgadzam, ale spokorniała, kiedy na świecie pojawiła się jej Wnuczka, a na blogu swoim napisała:

Dorota Zawadzka, Superniania

https://dorotazawadzka.blogspot.com/2018/10/babcia-wie-lepiej.html

Babcia wie lepiej…

Podczas rozmów z rodzicami bardzo często pojawia się wątek dziadków. Rodzice skarżą się, że dziadkowie „robią co chcą” z ich dziećmi, a mianowicie rozpieszczają. To, jak się okazuje, dla wielu poważny problem.

Opowieść zwykle przebiega według określonego scenariusza. Gdy dziecko przebywa z rodzicami jest „posłuszne”, ułożone i grzeczne, ale w towarzystwie teściów czy rodziców wszystko się zmienia. Rodzice nie akceptują takiego stanu rzeczy, nie radzą sobie z sytuacją i z własnymi w tej sprawie emocjami. Zupełnie nie potrafią rozmawiać na ten temat. Mając różne lęki, obiekcje i często czując się bardzo niekomfortowo, nie potrafią nic z tym zrobić.

Są domy w których babcie decydują jaki mamusie mają zrobić posiłek, potem karmią, wbrew prośbom rodziców, by dziecko zjadło samodzielnie. Czasem zastępują i wyręczają wnuczęta we wszystkim. Wbrew rodzicielskim zakazom podają słodycze. Modyfikują czy wręcz ignorują domowe zasady. Pozwalają na wszystko i nie dają sobie wytłumaczyć, że to nie zawsze dobrze. Babcie zawsze wiedzą lepiej.

Bywa tak, że dzieci uczą się przy dziadkach drobnych kłamstewek. Niestety to często tylko wierzchołek góry lodowej. Zdarza się, że dziadkowie przepytują dziecko z problemów domowych, bywa, że nastawiają dziecko przeciwko rodzicom, wtrącają się w życie i wybory swoich dorosłych dzieci. Niekiedy bywają „kością niezgody” między młodymi, z ich konfliktów czerpiąc energię na własne życie. Zwykle babcia próbuje wcielić w życie własne przekonania i powtórzyć scenariusz, który sprawdził się, gdy sama była mamą malucha. Dziadek nadrabia zaległości z czasów, gdy był zapracowanym tatusiem i nie miał czasu dla własnego dziecka. To dobrze, ale co za dużo to niezdrowo.

Ten problem, dotyczy bardzo wielu małżeństw mieszkających wspólnie z dziadkami swoich dzieci. Oczywiście zdarza się, że podobne kłopoty są udziałem tych, których rodzice mieszkają daleko. Częściej jednak bywa, że dziadkowie chcą porządzić, gdy są u siebie.

By to zmienić, trzeba zacząć od poważnej rozmowy rodziców dziecka. Kluczowe jest mówienie jednym głosem i pewność wzajemnego wsparcia. Trzeba ustalić wspólne stanowisko i dopiero wtedy przedstawić je dziadkom. Gotowość na szczerą i być może nawet dość trudną rozmowę to podstawa. Nie ma innego wyjścia. Jeśli denerwują Was różne zachowania dziadków trzeba im o tym powiedzieć. To z pewnością  lepsze niż burczenie pod nosem czy tłumienie złości.

To przecież Wy jesteście rodzicami dziecka i to Wy je wychowujecie.  Dziadkowie, zwykle nieświadomie, podważają Wasz autorytet i taka droga nie wróży nic dobrego. Trzeba to zatrzymać i zmienić. Dziadkowie mogą i powinni służyć radą i doświadczeniem, ale to Wy decydujecie jak wychowywane jest Wasze dziecko.

Każda mama powinna porozmawiać ze swoją mamą jak… mama z mamą a nie jak córka z mamą. POdobnie rzecz się ma jeśli chodzi o rozmowę syna z matką. Teraz musi mowić jak ojciec a nie jak syn. Wiem, wiem że trudne ale konieczne. Dobrze jest też załatwiać sprawy z własnymi rodzicami czyli nie synowa z teściową czy zięć z teściową. Tylko córka z matka i syn z matką. To najzdrowsze na dłuższą metę.

Pewnie już nieraz powiedzieliście im co myślicie i tłumaczyliście, że nie zgadzacie się na to by wchodzili w Waszą rolę. Być może usłyszeliście wówczas, że babcia i dziadek są od rozpieszczania. To wszystko się zgadza,  ale to rozpieszczanie musi mieścić się w ramach Waszej strategii wychowawczej. Według Waszego planu i na Waszych warunkach. Musicie być w tym stanowczy i nieustępliwi. Dziadkowie rzeczywiście są od rozpieszczania, ale wszystko ma swoje granice i zarówno rodzice jak i teściowie, nie powinni wtrącać się i dezorganizować życia rodzinnego.

Wychowanie dzieci to Wasze zadanie i odpowiedzialność. To także Wasza satysfakcja z sukcesów. Oni mieli już swoja szansę, gdy byliście dziećmi – teraz kolej na Was!

Powiedzcie swoim rodzicom, że skoro was dobrze wychowali, to niech nie skąpią zaufania i pozwolą mądrze i po swojemu dbać o rozwój ich wnuków.

Dziecko potrzebuje jasnych, klarownych i niezmiennych reguł i norm. Nie może być tak, że otaczający go dorośli mącą mu w głowie i to co z mamą było „bee!” z babcią jest „cacy” lub odwrotnie.

Bądźcie konkretni, jasno komunikujcie o co chodzi, bo przecież babcia nie czyta w waszych myślach i nie musi wiedzieć, że próbuje pomagać w sposób, który nie zawsze wam się podoba.

Dziadkowie zwykle chcą dla swoich wnucząt jak najlepiej i dobrze jest o tym pamiętać, co oczywiście nie oznacza, że trzeba się na wszystko godzić. Warto jednak spokojnie wysłuchać ich zdania. Dobrze jest postarać się przekonać dziadków do swoich racji, nie urządzać awantur. Trzeba je wytłumaczyć i powołując się na autorytety: opinie pediatrów, artykuły z fachowych czasopism, książki  – ustalić wspólne, lepsze normy rodzinnego funkcjonowania. Dobrze jest być mądrymi, oczytanymi rodzicami, by pewniej ustalić „święte” zasady. Takie, których absolutnie nie wolno łamać.

Docenienie starań i wiedza, że dziadkowie niczego nie muszą, także pozwala dostrzec prawidłową perspektywę. Jeśli rodzice pomagają, bądźcie wdzięczni. Ta wdzięczność nie może jednak Was uzależniać od różnych decyzji dziadków. Wsparcie – tak, wtrącanie się – nie.

Babcia i dziadek są dziecku potrzebni, to oczywiste, ale prawidłowe relacje rodzinne i stabilizacja emocjonalna potrzebna jest bardziej. Bezpieczny świat trzeba i można tworzyć dzieciom wspólnie.

Zgoda buduje a niezgoda, no cóż… odsyłam do literatury.

Autor: Dorota Zawadzka 14:47

Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w usłudze TwitterUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest

Mamo Seniorko – Babciu – tego ci już nie wypada!

 

Pani Jadwiga już miała przechodzić na zasłużoną emeryturę kiedy spadł na nią grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zapadła diagnoza, że jej mąż, Jurek ma raka jelita grubego i rokowania są niestety, ale bardzo słabe, a lekarze nie dawali mężowi większej nadziei.

Postanowili walczyć z całych sił i jeździli po prywatnych lekarzach, a także uzdrowicielach, aby tylko choróbsko pokonać, ale niestety.

Minęły dwa lata i mąż Jadwigi zmarł po morderczej walce.

Długo nie mogła się pozbierać, bo  tak się stało jakby ktoś odłączył Jadwigę od tlenu i oddychała na zwolnionych obrotach.

Przeszła na emeryturę i nie wiedziała jak ma dalej pokierować swoim życiem, aby mogła się na nowo nim cieszyć.

Szukała czegoś takiego, co było by balsamem na schorowaną i obolałą jej duszę.

Syn, jedynak pewnego razu zadzwonił i oznajmił jej, że jego żona, którą Jadwiga średnio lubiła jest w ciąży i tu zapaliło się Jadwidze światełko, że może to jeszcze nie narodzone dziecko stanie się dla niej ratunkiem.

I faktycznie tak było, ponieważ sama zaproponowała, aby synowa jak najszybciej wróciła do pracy, a ona zajmie się maleństwem, bo czuje się na siłach.

Pani Jadwiga mimo zbliżającej się sześćdziesiątki trzymała się świetnie i była w dobrej formie, a więc opieka nad maluchem nie będzie stanowiła żadnego problemu.

Synowa przyklasnęła, bo każdy rok przerwy w pracy oddalał ją od wymarzonego awansu w szkole, a bardzo jej zależało, aby zrobić nauczyciela mianowanego i w związku z tym jej finanse znacznie by się poprawiły.

Kiedy urodził się wnuczek od razu się w nim zakochała i wzięła na siebie obowiązek pilnowania malucha, aby nie musiał chodzić do żłobka i nie łapał wszelkich wirusów od innych zakatarzonych maluchów.

Wnusiu rósł jak należy i tak też się rozwijał, a Jadwiga doskonale radziła sobie z obowiązkami.

Kiedy maluch spał, to gotowała dla syna i synowej obiad, aby zawsze po pracy mieli na stole  ciepłą strawę.

Nie dokładała się do rachunków, bo syn zawsze się z nią rozliczał, a więc była w stanie zaoszczędzić dla siebie trochę pieniędzy, bo najadała się razem z młodymi.

Mijały lata i się nie obejrzeli wszyscy, kiedy wnuczkowi trzeba było kupić wyprawkę do szkoły.

Przyszła już pora na szkołę, a więc pewnego dnia Jadwiga zagadnęła, że w związku z tym nie będzie  już tak bardzo potrzebna i młodzi sobie dadzą już świetnie radę.

Kochała oglądać w telewizji programy podróżnicze i zawsze marzyła, aby zwiedzić jeszcze kawałek świata.

Nie czekała długo na realizację swojego marzenia, bo wykupiła wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić Rzym, a potem jeszcze Hiszpanię i Portugalię.

Miała oszczędności, a więc nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie.

Zadzwoniła do syna, że właśnie się pakuje i za tydzień rusza w świat i oznajmiła, że jest tak bardzo szczęśliwa, że na stare lata spełni swoje marzenie.

Myślała, że syn się ucieszy razem z nią, ale tak się nie stało.

Po godzinie wpadła do niej synowa z pretensjami, że chyba zwariowała, że chyba jej odbiło, bo ona wciąż jej potrzebuje, bo kto jej syna odprowadzi do szkoły i przyprowadzi.

Kto ugotuje im obiad skoro oni do domu wracają dopiero po 17, a więc niech sobie wybije z głowy te swoje urojone marzenia, bo jej miejsce jest przy wnuku i rodzinie i niech pokaże zaświadczenie od psychologa i psychiatry, że jest zdrowa na umyśle, bo to będzie cud, gdyż stare kobiety siedzą w domu i mają obowiązek pomagania swoim dzieciom, a nie tam jakieś szlajanie się po świecie – wykrzyczała na jednym tchu.

Tak wrzeszczała na Jadwigę, że ta w końcu zwątpiła w swoje marzenie i prawie uwierzyła synowej, że faktycznie chyba jej odwaliło, że zachciało jej się wojaży.

Bolało ją, że syn nie chciał się narazić żonie i nie chciał się narazić matce, a więc dziwnie zamilkł i schował się, bo chciał być niewidzialnym w tym sporze.

Minęła bezsenna noc i Jadwiga biła się z myślami.

Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że w oczach swojego syna i synowej jest już wrakiem i nie wolno jej marzyć, a więc swoją wycieczkę nie odwołała, ale przesunęła na inny termin, co było dość trudne, ale się udało.

Poszła do psychologa prywatnie, za co zapłaciła 200 zł, ale za kilka dni rzuciła synowej przed oczy opinię, że jest całkowicie zdrowa na umyśle i pojechała tam gdzie sobie wymarzyła

.Kiedy wróciła z poznanym panem z wycieczki była na nowo szczęśliwa, ale tym się młodym nie pochwaliła, a z ukochanym kupili działkę, na której przebywali od wczesnej wiosny, do późnej jesieni.

A młodzi? Poradzili sobie znakomicie.

 „Dorota Wellman (skończyła 54 lata): Nie wiedzieć czemu, mężczyznom wiek dodaje doświadczenia i mądrości. Kobietom wieku się nie wybacza”

„Najczęściej kobieta po 50-tce słyszy, że takiej jak ona „starej wiedźmie”, „starej pudernicy”, w najlepszym razie „dzidzi piernik” nie wypada tego, czy tamtego”

http://http://stylzycia.newsweek.pl/dyskryminacja-kobiet-w-polsce-polki-po-50-tce,artykuly,358571,1.html

Wyrodna Babcia!

 Znalezione obrazy dla zapytania babcia

Tekst jest z sieci i poddaję go pod dyskusję każdemu Seniorowi, który doczekał się Wnucząt.

Jacy powinniśmy być i czy odrobina egoizmu to wielki grzech!

Ja opiekuję się Wnukami o ile mnie o to poproszą ich Rodzice, ale nie jest to nagminne, a więc się godzę z wielką przyjemnością.

Jednak są i inne przypadki, kiedy na Babciach i Dziadkach wymusza się taką opiekę – często ponad siły Seniora!

Ma 61 lat i zrobiła coś, na co większość babć nie ma odwagi. Oburzy tym niejednego rodzica.

Decyzja pani Grażyny może nie spodobać się wielu rodzicom i zaburzyć ich wizję rodziny. Ma 61 lat i odwagę, by zacząć wszystko od nowa. Po 35 latach odeszła od męża, sprzedała dom na wsi i kupiła mieszkanie w Olsztynie. Zaczęła uczyć się niemieckiego, ma konto na Facebooku, a gdy córki proszą, by zajęła się dziećmi, nie boi się odmówić i przyznać, że tego dnia idzie na dyskotekę. Historia pani Grażyny opisana w „Gazecie Olsztyńskiej” pokazuje, że jeśli czegoś bardzo się pragnie, pokona się wszelkie przeszkody. Do tego otwiera dyskusję: czy babciom wypada tak „szaleć”?

Pani Grażyna jest ofiarą przemocy domowej. Odejście od męża nie było łatwe – terapia, walka o dom, prawnicy. Dopiero gdy odcięła się od przeszłości, zrozumiała, co tak naprawdę znaczy „żyć”.

– Chodzę do kina, do teatru. Poznaję nowych ludzi i lepiej potrafię z nimi rozmawiać. Część z nich poznałam na terapii. W tym nowym życiu nauczyłam się obsługi komputera, mam konto na Facebooku, swobodnie korzystam z internetu. Potrafię wyszukać informacje, których potrzebuję. Bywam w mieście, chodzę na imprezy – przyznaje w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską”. – Mam spokój i chce mi się żyć. I nauczyłam się w końcu asertywności. Jeśli dzieci mnie o coś proszą, a ja jestem w tym czasie zajęta, rozmawiam z nimi. Mówię: nie zaopiekuję się dzieckiem/psem/kotem, bo idę na dyskotekę – dodaje.

Pani Grażyna łamie stereotyp „babci na zawołanie”, która poświęca cały wolny czas wnukom. Chociaż w wielu rodzinach wciąż funkcjonuje ten sam model – dziadkowie na emeryturze zajmują się wnukami, dzięki czemu rodzice mogą pracować i nie muszą wynajmować opiekunki – coraz częściej słyszy się o babciach i dziadkach, którzy nie chcą być niańkami własnych wnuków. Gdy przechodzą na emeryturę, mają czas dla siebie – podróżują, zapisują się na kursy językowe, odkrywają talenty i nowe pasje i robią wszystko to, co na wcześniej nie mogli sobie pozwolić.

Zdarza się jednak, że „druga młodość” dziadków nie podoba się… ich dzieciom. Chociaż wielu cieszy się z aktywności rodziców, są też tacy, którzy chcieliby, aby dziadkowie zajmowali się wnukami, dzięki czemu sami nie musieliby zatrudniać opiekunki czy posyłać dziecka do przedszkola. To z kolei prowadzi do rodzinnych kłótni i niespełnionych oczekiwań, a przy tym rodzi pytanie, czy dziadkowie naprawdę powinni zajmować się wnukami?

Przypadek pani Grażyny pokazuje, że wszystko zależy od relacji i umowy pomiędzy dziadkami a rodzicami. Nawet jeśli mama 4-letniej Ani (lub jakikolwiek inny rodzic) chciałaby, żeby wnuczką zajmowali się dziadkowie, nie może tego od nich wymagać. W końcu dziadkom również należy się coś od życia.

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Czy wszystkie wnuki nasze są?

Kiedy rodzą się dzieci, to wszyscy są wniebowzięci, bo oto na świat przybyła malutka perełka, słoneczko, dzidziuś w rodzinie.

Wszyscy, bo rodzice i dziadkowie cieszą się, bo rodzina się powiększyła o ślicznego, różowego bobaska i jest oto kolejna istotka do kochania i rozpieszczania.

Podobno dziadkowie bardziej kochają swoje wnuki, aniżeli własne dzieci i zdaje się, że coś w tym jest.

Jak w każdej rodzinie na futrynie drzwiowej odznacza się kreseczką, ile nasz bobas urósł w ciągu miesiąca, czy też roku!

Grafika powyżej jednak jest bezlitosna, bo przychodzi czas, który szybko płynie, iż nasze ptaszki odlatują z gniazda i pozostawiają po sobie puste, bardzo puste gniazdo.

Ubolewają rodzice i ubolewają dziadkowie, że ich ten bobas nagle stał się dorosłym człowiekiem, chcącym stanowić sam o sobie i niech nikt mu się do życia nie wtrąca.

Bywa też tak, że dorosłe bobasy są całe życie na garnuszku rodzicieli, ale to jest inny temat!

Bobas dorosły idzie na studia, ale nie za bardzo ma z czego żyć samodzielnie, a więc rodzice i dziadkowie pakują jedzonko do słoików, aby nie umarł z głodu.

Stąd więc w wielu miastach mieszkają słoiki i przeżywają dzięki zapobiegliwości swoich bliskich i powinni im być niezmiernie za to wdzięczni.

Najbardziej wrażliwe na losy dorosłych bobasów są ich babcie, które by im nieba przychyliły i gotują i pieką i pitraszą, aby tylko smakowało i starczyło.

Nieważne, że dorosły bobas babci nie odwiedza za często, ale ona i tak go kocha miłością bezgraniczną i wypatruje go każdego dnia, spoglądając na telefon, a on wpada i wypada – po żarełko, albo go nie widać długie miesiące.

Oczywiście nie można generalizować, bo wnuki są dobre i złe i mam nadzieję, że więcej jest tych dobrych, które na zapominają o dniu babci i dziadka i o innych rodzinnych uroczystościach. Pamiętają, że trzeba iść do kwiaciarni, aby kupić chociaż różyczkę.

Jak wiadomo w Polsce emeryci nie mają za wielkich  emerytur, ale babcie i dziadkowie zawsze mają parę groszy zaoszczędzone na to, że kiedy dorosły bobas ich odwiedzi, to zaserwują mu wszystko, co najsmaczniejsze – czyli starą, dobrą kuchnię.

Dlaczego ja o tym piszę?

Otóż na jedym z forum przeczytałam dramatyczny wpis pewnej babci, która kocha swego wnuka nad życie, ale właśnie otworzyły się jej oczy na to, jak ten dorosły bobas ją widzi.

Dla mnie jest to dramat tej babci, która niespodziewanie odkryła to, co o niej sądzi dorosły, zdeprawowany bobas.

Babcia zadaje sobie pytanie po przeczytaniu – jak po tym żyć?

Wpisy wnuczka na portalu:

Znalezione obrazy dla zapytania babcia i wnuk


Jestem babcią 20-letniego wnuczka i zdarza się że korzystamy z jednego komputera. Dziś, chcąc jak co dzień sprawdzić pogodę i wiadomości, włączyłam przeglądarkę i natknęłam się na jego profil w serwisie społecznościowym. Do teraz nie mogę się otrząsnąć z jednej z wiadomości którą o mnie napisał:

Cytat:
Ale mnie wkurwiliście.

Zawsze gniję z ***** smakoszy babcinego jedzenia co plują na każdą sieciówkę jedzeniową.

Ja pierdolę, można mieć swoje preferencje, ale gnije z cyrku jaki odpierdalacie chwaląc pod niebiosa te babcine wyroby. Przecież to synonim potraw z sierścią kota, bo żal sierściucha z blatu przegonić. Jedzenie zrobione z przeterminowanych składników, bo nieważne że składniki były po dacie już w sklepie, ważne że z promocji. No a nawet jakby chciała sprawdzić datę przydatności to i tak jej niedowidzi bo ostatni raz u okulisty była jeszcze za gierka. Do tego ta dojebana ilość przypraw, a szczególnie soli. Zupełnie jakby na jej języku było mniej aktywnych kubków smakowych niż różowych pasków na wykopie. A wszystko tłuste jak tylko się da. Taka mizeria na przykład. Wiecie ile kalori ma ogórek? 16 kcal na 100 gram. Brzmi zdrowo i odchudzająco? No to jeb, dodaje do tego śmietanę, oczywiście 18% ale jakby mogła to i 30% dodała. No i obowiązkowo sól. No ja rozumiem że podczas wojny trzeba było jeść tłusto, ale na boga wojna skończyła się 70 lat temu. Czy to ta słynna demencja starcza?

A teraz dla kontrastu: Jak bułka leży na opiekaczu pół godziny to ląduje w śmietniku, a wasza babka będzie odgrzewała te same kotlety 5 dni pod rząd, aż ***** olej wyparuje z patelni xD, super zdrowe produkty xD

inb4 prezes mcdonalds polska

do teraz mam łzy w oczach i jestem tak roztrzesiona ze nie wiem co z tym zrobić. 

Jesteśmy szczęśliwymi staruszkami!

Wśród Seniorów od rana wielkie poruszenie, gdyż dostali zaproszenie – a gdzie?

Dziś w Przedszkolu naszej Wnusi odbyły się występy dla Babć i Dziadków.

Bałam się iść, bo w „telewizorni” straszą grypą, że choruje już tak wielu i młodych i starszych.

Lekarze radzą, aby omijać szerokim łukiem większe skupiska ludzi, aby się nie zarazić.

Kiedy powiedzieli, że z powodu grypy umarły 4 osoby, to naprawdę się wystraszyłam.

Nigdy nie bałam się takich wiadomości, a na stare lata tak mi się porobiło, że stałam się na takie wiadomości bardziej wrażliwa i ostrożna, bo to głupota umrzeć z powodu grypy!

Nie ma więc lekko i od rana Dziadek się szykował, a Babcia poleciała do fryzjera, bo nie można lekceważyć Wnusi, która z rówieśnikami od dwóch miesięcy szykowała się do występu.

Wiecie co?

Dziadków i Babć było więcej aniżeli przedszkolaków. Przyszli wszyscy jak jeden mąż, że sala pękała w szwach.

Ja z Mężem staliśmy, bo miejsc nie było i aby zrobić zdjęcia, to tylko na stojąco.

Potem zostaliśmy zaproszeni na ciacho i napoje i naprawdę było bardzo przyjemnie i rodzinnie.

Dzieciaki zadowolone, że starszyzna tak licznie przybyła i widać było po ich buziach, że sprawiliśmy im swoim przybyciem – radość.

Ciekawa jestem czy w związku z wyjściem z domu – grypa mnie dopadnie! Oby nie! 😀

A  tak na koniec, to ja jako Babcia i mój Mąż jako Dziadek pragniemy podziękować paniom, które pracują z naszymi Wnukami i Je uczą – za tak cudne przygotowanie dzieciaków.  Wasza praca jest naprawdę ciężka.

Wszystkie Babcie dostały w prezencie zeszyt przepisów kulinarnych, bo nasze Wnuki dużo gotowały w przedszkolu i szykowały sałatki, pierogi i oponki.

Dziadkowie otrzymali magnesy na lodówkę, którymi ma się przypinać ciekawe przepisy.

Jesteśmy szczęśliwymi staruszkami i wiecie co w tym wszystkim jest magiczne?

Nasza Wnusia po występach pojechała z nami do naszego domu i była z nami 4 godziny, do powrotu Mamy z pracy.

Pojawiło się we mnie i w moim Mężu takie uczucie – jakby powrót do czasów, kiedy były z nami nasze Dzieci. Uczucie, które przywraca dawne czasy, kiedy taka mała osóbka sprawia, że nas odmłodziła, bo w naszym domu po latach zaćwierkała dziecina jak za dawnych lat.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Prezenty dla Wnuków, to nie lada wyzwanie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Niestety, ale ja starsza pani już nie nadążam za światowymi trendami.

Od czasu do mego życia pojawiły się Wnuczęta w postaci sztuk na trzech!

Stosujemy więc niektóre tabletki, które można nakładać i babcie i dziadkowie, że płacimy Mikołajowi, są do Rodzinny i do Oni kupują, a potem do nas kurier przywozi wielkie paczki, takie jak na na spodziejąciu!

Czasami z Mężem jechałem w galerii w celu zakupu prezentów, ale poruszaliśmy się jak słonie w składzie porcelany, czyli czarnej magii.

W tym wszystkim chodzi o to, żeby prezent był włączony i trwał razem z pouczający i motywujący. Dlatego też przyznałem się do tego, że się to udaje.

Swoją drogą, do wyboru zabawek, gier, książek i książek.

Jestem starej daty i pamiętam moje połączenie prezenty.

Nie było szaleństwa, ale na przykład, kiedy dostałam chińskie pióro, na skakałam po niebiosa z radości. Kiedy dostałam dresy, albo czapkę i szalik, oraz rękawiczki – tak samo się cieszyłam i bardzo do dbałam.

Przedstawy w tamtych czasach są w wieku, ale się znudziły.

Pióro chińskie mi ukradziono i tą stratę pamiętam do dzisiaj.

Teraz dzieci mają górę zabawek na półkach, w kątach pokoju, czy do których wracają, ale takie oto mamy czasy! Jakże inne czasy i niekoniecznie jest do wychowawczych.

Poniższe zdjęcie jest strasznie rozczulające, bo my – starsi tacy byli.

Definitywny koniec wakacji!

Godzina 7 rano! Śpię sobie jeszcze smacznie, bo lubię teraz pospać do 8, aż tu nagle słyszę – Babcia!

Budzę się automatycznie i zdaję sobie sprawę z tego, że mam Wnusię w domu.

Niestety, ale dzieci nie śpią za długo w wolne od przedszkola dni!

W niejednej rodzinie to się sprawdza, że dzieci w weekendy nie dadzą pospać zmęczonym tygodniem rodzicom.

Taka ironia losu.

Wstaję i robię sobie kawę, by brać real za fraki, bo nie ma zmiłuj się.

Wnusia leży jeszcze w łóżku z okrągłymi oczami, a ja jej mówię, że dziś robimy sobie niedzielę pidżamową!

– A co to znaczy pidżamowa niedziela?

– To jest taka niedziela, że leżymy w łóżkach do woli i nie ubieramy się. – Robimy wszystko, aby się nie przemęczyć i się totalnie lenimy!

I tak było do godziny 12, a potem każda godzina weryfikowała nasze postanowienie.

Zaczęły się więc zabawy, aby zająć niedzielny czas. Malowanie, układanie klocków, bajki, filmy w komputerze i tak dobiegła moja opieka nad Wnusią.

Rodzice wrócili, a  jutro zaczyna się ciężka praca. Wnusia do przedszkola, Rodzice do pracy, a ja do chorej Mamy.

Koniec wakacji i wszystko wraca na normalne tory. Każdy ma swoje obowiązki!

I jeszcze ta pogoda! Dziś już o poranku powiało chłodem – niestety!