Archiwa tagu: bicie

Tylko nie mów do mnie małpo!

Lubię oglądać programy przyrodnicze. Odpoczywam psychicznie na nich i odlatuję w inny, przyrodniczy świat.

Niedawno  oglądałam dokument o małpach i tak sobie pomyślałam, że nikt nie powinien do nikogo powiedzieć obraźliwie – ty małpo jedna!

Małpy są niesłychanie inteligentne i człowiek może się od tych zwierząt wiele nauczyć. Może się nauczyć nawet człowieczeństwa!

Najbardziej znamienne jest to, że małpy, a zwłaszcza orangutany, kiedy mają potomstwo, to opieka nad nim trwa nawet 8 lat.

Takie maleństwo jest kochane przez rodziców. Jest uczone życia w lesie i zdobywania jedzenia. Jest przytulane, iskane, zaopiekowane i nigdy matka nie zwali z drzewa swojego dziecka, bo jest grymaśne i niegrzeczne.

Piszę o tym, bo od rana zastanawiam się dlaczego człowiek postępuje inaczej, mimo, że cechuje się większą inteligencją od innych ssaków żyjących na tej Ziemi.

Ludzie biją swoje dzieci tak dotkliwie, że pozbawiają je życia.

Ludzie nie mają litości i walą główką dziecka o kant łóżeczka, łamią im obojczyki i żebra. Pozostawiają na dziecku siniaki jako objaw swojej niechęci i złości.

Co dzieje się z ludźmi? Dlaczego dorosły człowiek znęca się nad słabszą istotą, która nie potrafi się bronić?

Ten proceder jakby się ostatnio zwiększył. Dzieci są bite  i zabijane pod wpływem alkoholu przez tatusia, konkubenta, a często i samej rodzicielkę. Bite są też na trzeźwo, albo pod wpływem dopalaczy i narkotyków!

Czy 500+ czasem się nie przyczyniło do uaktywnienia tego procederu?

Tak się tylko zastanawiam!

Po tych smutnych rozważaniach, coś na wesoło 🙂

Turecki fotograf i podróżnik Mehmet Genc postanowił pokazać, jak myślenie o sobie wpływa na ludzi. Rozpoczął więc autorski projekt fotograficzny i zaczął jeździć po całym świecie, robiąc portrety spotkanym kobietom. Mówił im, że pięknie wyglądają, żeby uchwycić ich reakcję.

Mehmet publikuje swoje zdjęcia pod pseudonimem Rotasiz Seyyah, co oznacza „nomada na bezdrożach”. Dla swojej pasji porzucił pracę informatyka.

Odwaga głupca pomaga czasem dokonać najważniejszych decyzji w życiu – powiedział.

Zobaczcie, jak wyglądają bohaterki jego cyklu:

„Jesteś tak piękna”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Reklama

Kiedy nie dostaniesz lania, to nie będziesz wiedzieć jak to boli!

Może jest na tym świecie jakiś rodzic – mama, czy tata, a może i babcia i dziadek, którzy to nigdy nie wymierzyli żadnej kary cielesnej wobec swojego bliskiego. Nie chodzi tylko o dawanie klapsa, który ponoć biciem nie jest, ale o takie zwykłe szturchnięcie, aby kogoś przywołać do porządku i postawić do pionu.

Być może nie zdarzyło się, że dana sytuacja nie wyprowadziła z równowagi, że nagle straciliśmy kontrolę nad sobą i żadne argumenty nie trafiały, a mimo wszystko nie użyliśmy kary cielesnej, choćby w postaci maźnięcia i uderzenia  ścierą przez łeb.

Wiem, że są takie osoby, że same w dzieciństwie doświadczyły przemocy od rodzica i ja do nich należę, bo w moim domu bił ojciec i niejednokrotnie kuliłam się ze strachu i pamiętam do dziś i nie są to wspomnienia miłe.

Kiedy zakładałam rodzinę, to sobie powiedziałam, że moje przyszłe potomstwo bite nie będzie, ale czy mi się to udało zrealizować, że ani razu nie sięgnęłam po ścierę, czy kapeć?

Nie udało mi się, choć nie było mojej słabości i bezradności wiele, ale się zdarzyło i naprawdę, po latach bardzo się tego wstydzę. Mam wyrzuty sumienia, że nie zapanowałam nad nerwami i mi się wymsknęło. Przemoc delikatna, ale jednak przemoc i z pewnością moje dzieci to pamiętają, bo przemoc pamięta każdy, kto jej doświadczył.

Niektórzy głoszą, że nie raz dostali lanie od matki, czy ojca i wyrośli na normalnych ludzi, bo to lanie widocznie było im potrzebne i nie mają żalu do przemocowca. Można i tak sobie to tłumaczyć, ale ja uważam, że osoba, która była bita nie powinna stosować żadnych kar wobec swoich najbliższych, a zwłaszcza dzieci. Bicie dzieci jest oznaką naszej porażki i bezradności. Bicie na zawsze pozostawia ślad w psychice bez dwóch zdań.

Tak, żałuję, że w pędzie życia nagle zabrakło mi cierpliwości i zamiast mieć czas na rozmowę i pokojowe załatwienie sprawy, to ręka mi poleciała i biję się w piersi, że to stać się nie powinno.

Dlaczego o tym piszę? Piszę, bo jestem wysoce zdumiona, po obejrzeniu na TVN Style programu „Miasto kobiet”, w którym to poruszono temat przemocy wobec kobiet. Została do programu zaproszona prawniczka – Barbara Falandysz, która właśnie wygrała walkę z rakiem i pisarka – Manuela Gretkowska.

Rozmowa potoczyła się w kierunku, iż Barbara Falandysz stwierdziła, że bicie dzieci jest dla ich dobra, bo to ona w domu rządzi, a nie dzieci i to one powinny się jej słuchać absolutnie.

Rozmowa wymknęła się spod kontroli i dowiedziałam się, że czasami kobieta zasługuje, aby ją pacnąć tak na otrzeźwienie. Zdziwiłam się, że pani Barbara Falandysz wypowiedziała swoje tezy z pełną odpowiedzialnością, co wprawiło w osłupienia Manuelę Gretkowską!

Całą wypowiedź wkleiłam niżej i ciekawa jestem, co Wy na to, bo i mnie wypowiedzi Barbary Falandysz wysoce zdziwiły, ale może, to są dwie szkoły wychowywania dzieci, ta stara generacja i ta nowa, uczona, że klaps to też bicie.

https://www.facebook.com/tvnstylepl/videos/10152971344433440/?fref=nf

Tu można odsłuchać wypowiedzi z program „Miasto kobiet’.

„– Czy jestem za tym, żeby mąż lał żonę, żeby była cała fioletowa? Nie. Ale jeżeli żona powie coś upokarzającego i dostanie delikatnie w twarz, to bardzo mi przykro, ale być może by się należało – stwierdziła w programie “Miasto kobiet” w TVN Style Barbara Falandysz, znana prawniczka i działaczka społeczna.

Po sieci krąży fragment programu “Miasto kobiet” z udziałem Barbary Falandysz i pisarki Manueli Gretkowskiej. Tematem odcinka były m.in. kary cielesne. Dyskusja szybko jednak skoncentrowała się na odpowiedzi na pytanie, pozwalamy na klapsy dla dzieci, to czy można uderzyć osobę dorosłą. Falandysz zaskoczyła swoją wypowiedzią. Stwierdziła, że nie widzi nic złego w lekkim uderzeniu w twarz, jeśli ktoś kogoś obrazi. Tyczy się to zarówno dzieci, jak i dorosłych.

“Pani Barbaro, uderzy mnie pani?” – dopytywała ją Gretkowska. “Jeżeli pani spowoduje sytuację taką, że będę musiała panią uderzyć, panią uderzę” – odpowiedziała Falandysz. Potem dodała, że nie jest za tym, by “mąż lał żonę, by była fioletowa”, jednak w przypadku prowokujących, upokarzających zachowań lekkie uderzenie w twarz “być może by się należało”.

http://natemat.pl/141295,barbara-falandysz-szokuje-wypowiedzia-o-przemocy-wobec-kobiet-jesli-zona-dostanie-w-twarz-byc-moze-by-sie-nalezalo

Bo zupa była za słona! Nienawidzę przemocy!

Już tu u siebie gdzieś pisałam o tym, że moje dzieciństwo jak i mojej siostry nie było usłane różami. Nasze dzieciństwo było szkołą przetrwania i dlatego bardzo szybko dorosłam i wciąż czuję, że coś mnie fajnego w życiu ominęło za sprawą ojca despoty.

Tak, bardzo szybko spoważniałam, bo musiałam myśleć jak przetrwać kolejny dzień. Gdzie uciec, aby schować się przed razami pijanego ojca. I uciekałam, najczęściej do szkoły, gdzie brałam udział w zajęciach pozalekcyjnych i starałam się do domu wracać jak najpóźniej, ale w niedzielę to już było gorzej.

Byłam, tak uważam, dobrym dzieckiem i zupełnie nie zasłużyłam na przemoc domową. Dobrze się uczyłam, ale ojciec się tym nie interesował. Nie wiedział do jakiej szkoły chodzę i jakie oceny mam na świadectwie.

Nie myślę teraz już tak często o swoim przegranym dzieciństwie i już potrafię wytłumaczyć ojca dlaczego tak robił, ale to mi zabrało tak wiele lat mojego życia, aby przebaczyć. Ojciec już nie żyje, ale za sprawą takich kampanii to wszystko wraca na chwilę i tak się potrafię na nowo zadumać, że przemoc w moim domu była zupełnie bezzasadna, bo ani ja, ani moja siostra i mama na nią nie zasłużyłyśmy.

Obejrzyjcie klip i popatrzcie na widzów, bo kampania ma moc.

Znacie ludzi statuy – stałych bywalców turystycznych miast – którzy ruszają się dopiero wtedy, kiedy wrzucisz monetę do kapelusza? Ta kampania UNICEF spowoduje, ze zatrzymasz się na dłużej

Wciąż przemoc rządzi w bardzo wielu domach. Podobno w 700 tysiącach domów dochodzi do niej rocznie. Wielu nie przeżywa przemocy i targają się na swoje życie z bezsilności i depresji. Bite są kobiety, bite są dzieci, ale bici są mężczyźni – tak, tak oni też.

Nie orientuję się jak obecnie można bronić się przed przemocą? Niebieska linia, policja, sądy, telefony zaufania, ale jakże często wstydzimy się zgłaszać i tkwimy w domach i związkach, w których regularnie dochodzi do aktów przemocy.

Przemoc jest trudno udowodnić i pamiętam, że kiedy moja mama do sądu zgłosiła świadków, sąsiadów, to nikt się nie odważył zeznawać. Teraz jest akcja – widzisz, słyszysz, to reaguj, ale w praktyce to tak nie działa. Ludzie boją się wychylać i często milczą odwracając głowy. Nie chcą żadnych kłopotów, tego ciągania po policjach i prokuraturach.

Przeczytałam w sieci taki komentarz pod artykułem o przemocy i to też mną wstrząsnęło:

„Działo się to na niewielkiej wsi, w dawnym woj. Kaliskim, zabitej dechami dziurze oddalonej od najbliższego miasta o 40 km. Była niedziela, piękny letni dzień. Pewna wielodzietna rodzina wybrała się do kościoła, po mszy, żona z dziećmi poszła do domu, a szanowny małżonek do wiejskiej knajpy. Po kilkugodzinnej biesiadzie, powrócił do domu i …. on jej nie zbił, on ją skatował. Nie było mowy o wezwaniu policji czy pogotowia, najbliższy telefon był we wsi oddalonej o kilka kilometrów, po za tym „tradycyjny” światopogląd tubylców nie pozwalał na takie „odchyły”. Kobieta, udała się do proboszcza i …. wielebny najpierw przestrzegł ją przed samym myśleniem o rozwodzie, a później dał do zrozumienia, że źle służy mężowi. Katowanie powtórzyło się jeszcze kilka razy, były również wizyty u wielebnego. Obiecał modlitwę. Kobieta, całkowicie osamotniona powiesiła się na samotnym drzewie, w środku pola. Nie pomógł jej nikt, a modlitwy chyba nie zostały wysłuchane.”

 Rodzaje Przemocy

Fizyczna – naruszanie nietykalności fizycznej.

Psychiczna – naruszenie godności osobistej.

Seksualna – naruszenie intymności.

Ekonomiczna – naruszenie własności.

Zaniedbanie – naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich.

Fizyczna – naruszanie nietykalności fizycznej. Przemoc fizyczna jest intencjonalnym zachowaniem powodującym uszkodzenie ciała lub niosącym takie ryzyko, np.: popychanie, szarpanie, ciągnięcie, szturchanie, klepanie, klapsy, ciągnięcie za uszy, włosy, szczypanie,, kopanie, bicie ręką, pięścią, uderzenie w twarz – tzw. „policzek”, przypalanie papierosem, duszenie, krępowanie ruchów, itp.;

Psychiczna – naruszenie godności osobistej. Przemoc psychiczna zawiera przymus i groźby np.: obrażanie, wyzywanie, osądzanie, ocenianie, krytykowanie, straszenie, szantażowanie, grożenie, nieliczenie się z uczuciami, krzyczenie, oskarżanie, obwinianie, oczernianie, krzywdzenie zwierząt, czytanie osobistej korespondencji, ujawnianie tajemnic, sekretów, wyśmiewanie, lekceważenie, itp.;

Przemoc psychiczna jest najczęstszą formą przemocy i jest trudna do udowodnienia.

Seksualna – naruszenie intymności. Przemoc seksualna polega na zmuszanie osoby do aktywności seksualnej wbrew jej woli, kontynuowaniu aktywności seksualnej, gdy osoba nie jest w pełni świadoma, bez pytania jej o zgodę lub gdy na skutek zaistniałych warunków obawia się odmówić. Przymus może polegać na bezpośrednim użyciu siły lub emocjonalnym szantażu. Np.: wymuszanie pożycia, obmacywanie, gwałt, zmuszanie do niechcianych praktyk seksualnych, nieliczenie się z życzeniami partnerki/partnera, komentowanie szczegółów anatomicznych, ocenianie sprawności seksualnej, wyglądu, itp.;

Ekonomiczna – naruszenie własności. Przemoc ekonomiczna wiąże się celowym niszczeniem czyjejś własności, pozbawianiem środków lub stwarzaniem warunków, w których nie są zaspokajane niezbędne dla przeżycia potrzeby. Np.: niszczenie rzeczy, włamanie do zamkniętego osobistego pomieszczenia, kradzież, używanie rzeczy bez pozwolenia, zabieranie pieniędzy, przeglądanie dokumentów, korespondencji, dysponowanie czyjąś własnością, zaciąganie pożyczek „na wspólne konto”, sprzedawanie osobistych lub wspólnych rzeczy bez uzgodnienia, zmuszanie do spłacania długów, itp.

Zaniedbanie – naruszenie obowiązku do opieki ze strony osób bliskich. Jest formą przemocy ekonomicznej i oznacza np.: nie dawanie środków na utrzymanie, pozbawianie jedzenia, ubrania, schronienia, brak pomocy w chorobie, nie udzielenie pomocy, uniemożliwianie dostępu do miejsc zaspokojenia podstawowych potrzeb: mieszkania, kuchni, łazienki, łóżka, itp.;

Posłanko Kempa, posłanko Wróbel – szkoda, że nigdy nie miałyście oko fiolo!

Pierwszy raz uderzył ją na ich własnym weselu, kiedy znikła na dłużej, bo z wrażenia dostała miesiączkę i nie była na to kompletnie przygotowana. Zadzwoniła do koleżanki, aby przywiozła jej podpaski i to trochę musiało potrwać, a sama była przerażona, że pobrudzi sobie ślubną sukienkę. Dorwał ją w ciemnym kącie i uderzył  w twarz, bo z pewnością się z kimś umówiła i chciała go od razu zdradzić.

Po tym policzku długo zbierała się w sobie i płakała w kącie, ale poprawiła makijaż i wróciła na salę, gdyż nie chciała rozwalać wesela i martwić rodziców i gości.

Przepraszał w noc poślubną rzecz jasna i błagał o wybaczenie klęcząc i się tłumacząc, że go poniosło, że tak ją strasznie kocha i nie zniesie nigdy zdrady, a wie, że jest pękną kobietą, która podoba się jego kolegom i na jej widok się ślinią.

Przebaczyła i pomyślała sobie, że skoro tak bardzo kocha, to może i go poniosło, choć uraz w głowie został na wiele tygodni. Po ślubie zasypywał ją kwiatami, urządzał im gniazdko, troszczył się z całej siły, aby niczego jej nie zabrakło.

Incydent poszedł w niepamięć i ona powoli zapominała ten pierwszy policzek, bo nie brakowało jej przy nim niczego. Robił zakupy, a od niej wymagał, aby tylko leżała i pachniała dla niego. Była szczęśliwa, że spotkała na swojej drodze tak dobrego męża i przyjaciela.

Zaszła w ciążę i pewnego dnia lekarz podczas kolejnego badania oznajmił im, że będą bliźnięta, a więc muszą przygotować wszystko X 2.

Cieszyli się ogromnie, bo za jednym zamachem będę mieli dwoje dzieci, tak jak planowali rozmawiając o swoim przyszłym potomstwie. Urodził się chłopiec i bliźniaczo podobna córeczka jak dwie krople wody. Mieli przygotowany pokój dla swoich dzieci pomalowany na dwa kolory, bo na różowo i na niebiesko i było jak bajce, a ona uczyła się swojego macierzyństwa też x 2.

Pracy przy maluchach było moc, bo na zmianę jedno płakało, a drugie spało, albo jedno chciało jeść, a drugie miało kolkę. On w dzień pracował, a ona sama przez cały dzień z maluchami krążąca między pokojem maluchów, a kuchnią. Mieszała i podgrzewała pokarm, bo z nerwów straciła bardzo szybko pokarm matki. Przewijała dzieciaki, bujała do snu, bo źle zasypiały, a wiec wymagały usypiania na rękach i głaskania dzień i noc. Padała na twarz, tak była zmęczona, a mąż domagał się seksu w nocy, a kiedy zasypiała ze zmęczenia – obrażał się. Dzieci w nocy często płakały, to stwierdził, że ludzie w Oświęcimiu spali więcej, niż on we własnym domu. Pewnej nocy nie wytrzymał i uderzył ją w głowę, w kuchni, kiedy podgrzewała kolejne butelki dla ich  dzieci.

Upadła na ziemię, a mleko maluchów się rozlało na podłodze. Długo nie mogła się pozbierać, ale zacisnęła zęby i wytrzymała do rana.

O poranku poszła na policję, aby zgłosić przemoc w swoim domu, a policjant spisujący protokół kazał jej pokazać ślady tego pobicia, ale nie potrafiła, bo jej mąż tak ją uderzył, że śladów nie było widać, gdyż siniak  pojawił się we włosach. Ona na siniaki nie ma obdukcji i tak sprawę umorzono, bo nie znaleziono żadnych symptomów pobicia i nie ważne, że w chwili ciosu straciła na chwilę świadomość, ale jak to niby miała udowodnić?

Znów przepraszał, że go poniosło, ale kiedy  uderzył ją kolejny raz, krytykując jej kilogramy po ciąży i powiedział, że wygląda jak krowa, to zabrała dzieci, kiedy go nie było i wyniosła się z dziećmi z powrotem do rodziców, aż do sprawy rozwodowej. Za żadne skarby już nie była zdolna do życia z przemocowcem i nie wyobrażała sobie z nim dalszego bycia razem.

Cierpiała, a po rozwodzie zapisała się na psychoterapię, aby zrozumieć dlaczego była bita, za to, że starała się być dobrą żoną i matką jego dzieci. Na psychoterapii poznała 30 letnią Danusię, która była psychicznie wykańczana przez swojego męża, ale nie miała dokąd odejść, gdyż była całkiem sama na tym świecie. Nie miała rodzeństwa, a rodzice umarli. Kompletnie skazana na męża, który wykańczał ją psychicznie i wmawiał, że jest brzydka i nic nie warta, że nigdy w życiu nic się jej nie uda i nikt inny jej nie zechce. Przyszła na psychoterapię, aby uwierzyć w siebie.

Poznała też Krystynę – 35 letnią, której mąż był na wysokim stanowisku – nie pił i nie palił, ale zostawiał razy na jej twarzy tak od czasu do czasu, dla zdrowotności, aby wiedziała gdzie jest jej miejsce w szeregu i zagroził, że jeśli ucieknie, to i tak ją znajdzie. Na policji nikt jej nie uwierzył, że taki szanowany mąż nie może bić własnej żony.

Poznała też Marię, 40 letnią kobietę, która bita była kiedy do domu wrócił mąż alkoholik i bił ją i bił dzieci, a kiedy wytrzeźwiał zamieniał się w pokornego aniołka, a ona wciąż wierzyła w jego przemianę. Też nie miała dokąd uciec ponieważ straciła nagle pracę i bez męża nie miałaby co wsadzić do gara.

Takich bitych kobiet jest tysiące w naszym kraju. Tysiące też jest wpisów na forach o przemocy, pełnych łez i wołaniem o pomoc jakąkolwiek i tu mam apel do posłanek z prawej strony, sprzeciwiających się podpisaniu konwencji o przemocy wobec kobiet. Niech wejdą na te fora i może spadną im klapki z oczu!

Burza w szklance wody, a ja oj naiwna, naiwna, naiwna

Kiedy usłyszałam, że będą w Sejmie debatowali nad ratyfikacją konwencji w sprawie przemocy wobec kobiet, to się ucieszyłam, że wreszcie dojdzie w naszym państwie do sytuacji, że kobiety bite przez swoich mężów, partnerów, konkubentów będą miały odpowiednią ochronę i będą miały się do kogo zwrócić ze swoją traumą i nie będą nie chronione. Jakże się pomyliłam, że ten jakże prosty przekaz, który powinien iść do realizacji w trybie natychmiastowym wywołał taką awanturę w naszym Sejmie, że ciarki miałam na ciele i sobie pomyślałam, że jestem mimo mojego wieku wciąż naiwna, naiwna, naiwna.

Dzisiaj w Sejmie padało wiele przyzwoleń ze strony prawicowej, że bicie kobiet wcale nie jest złe, a konwencja uderza w chrześcijaństwo i tradycyjne rodziny katolickiej i nie tylko. Wpleciono w to ideologię gender ( tego nie pojmuję kompletnie), a i kościół utrzymuje, że babę należy lać, kiedy przesoli zupę, albo zostawi zmarszczkę na koszuli męża, który ma ją prawo walnąć za źle wykonaną robotę.

Bicie jest złe, bo bicie to jest ludzka słabość i nie radzenie sobie z emocjami, ale obrona tego prawa dla oprawcy to jest koniec ludzkiego gatunku. Biją osoby słabe. Biją i kobiety swoich partnerów i bite są dzieci i to wszystko jest złe i karygodne, ale bronienie oprawców, bo tak zrozumiałam z dzisiejszego posiedzenia Sejmu, to jest podłość nad podłościami. Nikt nie może nikogo bić posłanko Kempa, Wróbel i inne panie i tu paradoks, że to kobiety bronią oprawców, ale widocznie nigdy w mordę nie dostały, bo gdyby dostały raz i drugi, to by inaczej śpiewały, a kościół?

Kościół chce mieć poddańcze społeczeństwo, słabo wykształcone i nie myślące, a owieczki będą pokornie rzucały na tacę i tu kościół boi się wyzwolonych kobiet, inteligentnych kobiet, które znają swoje prawa i dlatego tak Biskupi się rzucają, jak wesz na grzebieniu.

Chcę wierzyć, a nawet pragnę, aby powstały nowe infolinie dla katowanych kobiet, a także nowe ośrodki i wszelka pomoc dla pokrzywdzonych kobiet bitych latami w swoich czterech ścianach. Kobiet nie mających do kogo się zwrócić, ponieważ przemoc domową jest bardzo trudno udowodnić i dlatego policja tak wiele spraw umarza. Pragnę, aby kobiety były świadome, że mają ochronę prawną i państwa i nie bały się zgłaszać przemoc, a także nauczyły się dokumentować przejawy agresji  i dlatego piszę to, aby ta cała konwencja nie była tylko burzą w szklance wody świadczącej o tym, która partia postawiła na swoim i tak powinno być jak w przedstawionym, clipie, gdzie dyspozytor domyślił się, że kobieta zamawiająca pizzę prosi o interwencję i pomoc. 

Ale nie zbadane są wyroki boskie i dzisiaj Papież Franciszek ogłosił światu i wszystkim katolickim rodzinom, że dziecko czasami potrzebuje skarcenia, ale nie wolno bić dziecka w twarz, gdyż to odbiera mu poczucie bycia człowiekiem, czy jakoś tak. Rodzic według Papieża ma prawo maznąć dziecku po tyłku, aby postawić je do pionu i tu mam pytanie do katolików? Dopuszczacie walenie kobiety w twarz i zrobienie jej śliwki po okiem, a dzieci według słów Papieża możecie bezkarnie sprać tyłek, bo się smarkacz nie słucha dorosłych.

Pamiętam bardzo dobrze, że sama byłam nie bita, a katowana przez swojego ojca i w zasadzie za nic, gdyż szanowałam swoją matkę i ojca i nie sprawiałam żadnych wychowawczych kłopotów, a dostawałam za to, że wstawiałam się za bitą matką. Nie były to niewinne klapsy, a walenie po moim młodym łbie tym, co popadnie. Naprawdę byłam grzecznym dzieciakiem i potem nastolatką, ale miałam mieć przyjemność ojca psychopatę i tego Papież nie wziął pod uwagę i to jest smutne. Dał katolikom przyzwolenie na bicie swoich dzieciaków po dupie pasem, ręką, sznurem od żelazka?

Z ręką na sercu przyznaję, że sama dokonałam przemocy w postaci klapsa wobec swoich dzieci i kurcze. Może One tego nie pamiętają już, ale pamiętam ja! Matka, która nie zapanowała nad swoimi emocjami i zamiast tłumaczyć posunęłam się do klapsa i do dzisiaj pluję sobie w brodę. Nie wolno bić dzieci, trzeba im tłumaczyć, a jeśli nie zrozumieją znów tłumaczyć, bo klaps świadczy o nas dorosłych! Dzieci pamiętają, a kiedy dorosną nie mają ochoty pielęgnować swoich starych i niedołężnych rodziców, którzy kiedyś ich skrzywdzili i tak odbija się pałeczka dla naszych zachowań. karma wraca!

Ciekawa jestem co powie polski kościół na to, że Papież sam strzelił sobie w stopę.

W dzisiejszych czasach przemoc domowa nie ma płci!

Nowa kampania przeciwko przemocy w domu i widzimy trzy aktorki na plakatach, które zostały pobite, a ja się pytam w takim razie, dlaczego nie ma ani jednego plakatu pobitego mężczyzny?

Mamy niestety nowe zjawisko, że od wielu lat wzrasta przemoc domowa wobec mężczyzn, która rośnie zastraszająco. Mężczyźni także są bici w swoich czterech ścianach, tylko jakoś dziwnie to umyka mediom, bo mniej się skarżą i temat zamiatany jest pod dywan, a nie powinien.

Dziś do programu śniadaniowego zaproszono policjantkę, która miała sporą wiedzę na temat pomocy ofiarom przemocy domowej, ale ani słowem nie zająknęła się, że mężczyźni też są bici, choć tego tak bardzo nie nagłaśniają z prostej przyczyny – bo się wstydzą, że baby okładają ich w domu. Przyczyny bicia mężczyzn są takie same, jak przyczyny bicia kobiet, tylko, że kobiety częściej wychodzą ze swoim problemem, a mężczyźni milczą. Wstydzą się tego, że dają się bić i chowają się w swojej skorupce cierpiąc, bo też często nie wiedzą do kogo mogą się zgłosić po poradę i wskazówki by zaprzestać i uciąć ową przemoc.

Nie mówi się o tym w mediach i nie robi się żadnej kampanii, by świat się dowiedział, że kobiety często są gorsze od mężczyzn i robią im w życiu istne piekło.

Piszę o tym dlatego, bo ja lubię mieć w swojej głowie jasność, że jeśli podejmuje się kampanią jakiś ważny temat i problem, to niech to będzie na 100% prawdziwe. Mnie wnerwia takie stawianie sprawy i było by mi lżej na duszy, gdyby jakiś sławny, polski aktor był na plakacie z rozkwaszoną twarzą przez kobietę, a tak bawimy się w półprawdy!

Żony policjantów – dwie historie

A to było tak:

W latach siedemdziesiątych w małym miasteczku się pobrali. Na uroczystość w Urzędzie Stanu Cywilnego przybyli najwięksi oficjele tutejszej Milicji Obywatelskiej. Ona ubrana skromnie, ale bardzo elegancko. Była śliczną dziewczyną z burzą czarnych włosów, upiętych w najmodniejszy kok. On, wysoki brunet w mundurze ze sznurem, zapięty na ostatni guzik, prezentował się jak malowany. Pasowali do siebie i tworzyli prześliczną parę.

Po życzeniach i lampce szampana wręczono im od milicyjnych gości – sokowirówkę. Na tamte czasy to był ekstra prezent, z którego najbardziej cieszyła się ona.

Czas na wesele, a więc w wynajętym lokalu grała orkiestra w mundurach i wszyscy doskonale się bawili. Młodzi grajkowie nie mogli się nadziwić, że panna młoda jest taka śliczna i to powiedzieli matce panny młodej. Taka była dystyngowana i taka inna od innych pań młodych.

Potem nastąpiła proza życia. On pracował w prewencji na zmiany, a więc często w nocy nie było go w domu. Nie sprawdzała go i ufała bezgranicznie. Czasami prosiła, aby przyjechał w czasie służby i ją przytulił, aby sen miała spokojny.

Urodziła mu dwoje dzieci w przerwie trzech lat. Dziewczynki rosły zdrowo, a ona zajęta domem i dziećmi nie zauważyła, że on kąpie się i stroi przed każdą nocną służbą. Przecież to takie naturalne, że chce być świeży na swoich służbach, by koledzy nie posądzili go o niechlujstwo.

Zaczął pracować więcej i więcej, ale dla niej był to znak, że skoro pracuje więcej, to się stara i przyniesie większe pieniądze.

Przyszedł do domu dobrze wypity i kiedy ona na niego czekała już w łóżku robiąc mu wyrzuty, że nie powinien pić w pracy, wyciągnął pistolet i lufę skierował w jej stronę.

– Zabiję cię, bo jesteś zrzędliwą babą – i w tym momencie pistolet się rozsypał mu w dłoniach, a więc uszła z życiem. Wezwała milicję, ale przyjechali jego kolesie i sprawie ukręcono łeb.

Pił coraz więcej i tłumaczył, że to z powodu stresu w pracy. Rozumiała i znosiła to wszystko, bo wciąż go kochała.

Dowiedziała się, że na tych nocnych służbach zmajstrował jednej, takiej dziecko. Okazało się, że pani była szeroka w kroku i chętnie przyjmowała w swoim domu milicjantów, którzy dowozili w nocy alkohol swoimi służbowymi sukami. Balangom nie było końca, a ten dom, tej pani wsławił się w mieście jako przystań milicjantów.

Zrozumiała, że dlatego chciał ją zastrzelić, aby iść do kochanki i rozpocząć nowe, rozrywkowe życie. Stała mu na drodze do nowej miłości i szczęścia, a więc chciał się jej pozbyć.

Tamta urodziła mu córkę, ale nie odszedł, gdyż nagle puknął się w łeb, że ta jego kochanka to latawica i dawała jego kolegom też. Błagał o przebaczenie, ale stres go zjadł na tyle, że dostał zawału serca i opuścił żonę i kochankę. Kwiaty nosi na grób tylko żona, bo kochanka bawi się dalej.

 

Kilkanaście lat po tym Katarzyna też wyszła za mąż, ale już za policjanta. Wszyscy ją ostrzegali, że policjant, to cholernie zła partia, bo to jest specyficzna grupa zawodowa, która kompletnie nie nadaje się, by rodzinę zakładać. Nie słuchała i wierzyła, że jej się uda i koleżanki bredzą i jej zazdroszczą tak przystojnego mężczyzny.

Poznali się na domówce jej koleżanki i od razu wpadli sobie w oko. Przetańczyli ze sobą całą noc i przegadali. Była wniebowzięta, że mając około trzydziestki wreszcie trafiła na tak interesującego faceta.

Po roku wzięli ślub i otrzymali służbowe mieszkanie. On jeździł na akcje, bo pracował w kryminalnym. Wiele widział i szczycił się wśród kolegów tym, iż był najbardziej skutecznym. Był dobry w swojej robocie, ale to była praca bardzo stresująca, a więc często zbierali się w zakamarkach komisariatu i chlali na umór, a Komendant udawał, że nic nie widzi. Tolerował to, bo chłopakom należy się odskocznia i kiedy przyszła na skargę, że jej mąż pije na terenie, obiecał, że wezwie go na rozmowę, ale raczej nie wezwał, bo jej mąż chlał coraz więcej, pod przykrywką własnego szefa.

Kiedy robiła mu wymówki i biła się o jego godność, ten przychodził i od progu walił ją pięścią w twarz. Twierdził, że ma się zamknąć i nie fikać, bo nie takie numery on w pracy widział i ma być posłuszną.

Przychodził do domu i okładał ją ile wlezie. Miał pretensje o wszystko i choć nie mieli dzieci, to ona służyła mu za worek treningowy za przyzwoleniem kolesi z pracy, którzy udawali, że nic się nie dzieje.

Chowała przed światem te swoje siniaki i tak przeżyła z nim dziesięć lat. Nie mogła dobić się sprawiedliwości, bo wszyscy wiedzieli, że ją bije, ale wszyscy chronili świetnego policjanta.

Pewnego razu nie wytrzymała i uzbroiła się w kuchenny nóż i wbiła go mu prosto w serce. Nagle stała się wolna od przemocowca i agresora, ale sąd postanowił, że zamordowała męża, nie dając jej cienia na obronę. Odsiaduje karę 25 lat za kratami za to, że jej mąż ją chciał zaszczuć i zrobił z niej ofiarę ciężkiej pracy w policji.

Podsumowanie: Praca jak praca, ale kochane kobiety – nigdy nie wychodźcie za policjantów, gdyż jest to najbardziej stresogenna grupa zawodowa, nie radząca sobie z emocjami i od lat siedemdziesiątych nic się nie zmieniło i nie zmieni. To jest grupa, wypasionych osiłków, którzy idąc w tę służbę uważają, że wszystko im wolno i zatracają się w swojej władzy, raniąc, bijąc, maltretując, bo sami nie radzą sobie z alkoholem, kochankami, kłamstwami, a najbardziej ze sobą!

Jeśli się mylę, to sorry.

Kiedy bajka zmieniła się w piekło

Ile w domach na całym świecie dzieje się zła i ile przemocy. Pobierają się ludzie zakochani. Snują wspólne plany na przyszłość i obiecują sobie wierność i te magiczne słowa, że nie opuszczę cię, aż do śmierci. Przepiękna oprawa w kościele, zaproszeni goście płaczą ze wzruszenia, a rodzice cichutko łkają, że oto ich dziecko oddają w inne ręce z nadzieją, że będzie szczęśliwe, bo każdy rodzic przecież o tym marzy. Tak bardzo  pół swojego życia się starali, aby ich dziecko w przyszłości trafiło na wspaniałego partnera, który ich dziecku nie zrobi krzywdy. Obrączki wybrane, kwiaty zamówione, baloniki i menu wybrane i musi być wspaniałe wesele, które wszyscy zaproszeni goście zapamiętają na długo. Wszyscy szczęśliwi, tańce, toasty i oczepiny. Kupa śmiechu, bo ktoś tam złapał welon, albo krawat i z pewnością niedługo się zakocha i będzie następne weselicho. Orkiestra gra super kawałki i cała sala bawi się wspaniale, do poprawin, a na poprawinach jest jeszcze fajniej – zazwyczaj.

Młodzi idą swoją drogą i zaczynają swój plan na życie. Zakładają swój dom i ustanawiają swoje zasady funkcjonowania. Oboje pracują, albo tylko on, a ona zajmuje się domem i ewentualnie przyszłym potomstwem. Wszystko się pięknie układa i oboje są szczęśliwi przez pierwsze uniesienia i motyle w brzuchu dopóki nie pojawi się rutyna. Dopóki jedna ze stron nie objawi swoich nie tylko dobrych cech, ale obnaży i te złe.

Piszę o tym dlatego, że właśnie obejrzałam filmik kobiety, która robiła sobie codziennie, przez rok  fotkę. Piękna, młoda kobieta, szczęśliwa w związku, ale do pewnego momentu, kiedy na jej twarzy pojawiły się siniaki. Zresztą, co ja będę pisała – obejrzyjcie sami. 😦

Tu każdy z nas postawi sobie pytanie – dlaczego tkwimy w takich związkach, ale ja nie pokuszę się na analizę, bo każdy przypadek jest inny i jednostkowy. A Ty i Ty, co byście zrobili będąc w takim związku, czy raczej układzie?

Czasami nie ma dokąd odejść i to jest podejrzewam główny powód, albo nie mamy żadnych oszczędności, a dzieci wołają jeść i CO?

W domach dzieje się różnie

Często czytamy, że gdzieś tam dzieci doświadczają przemocy ze strony dorosłych. Często czytamy, że gdzieś tam za drzwiami dzieci są bite i poniewierane i odziera się je z ludzkiej godności, no bo to tylko dziecko i można je prać z myślą, że to jest jedyny sposób, by wychować prawego człowieka. Jest akcja – słyszysz, widzisz – reaguj, tylko, że mało kto ma ochotę iść na policję i zgłosić zło jakie dzieje się obok. Jesteśmy w tym temacie tchórzami, bo nie lubimy gdy ciąga się nas po sądach. O przemocy fizycznej stosowanej na dziecku łatwiej jest zawiadomić organy ścigania, ale istnieje też przemoc psychiczna, trudniejsza do rozpoznania, która dzieje się w zaciszu domowym, ukrywana skrzętnie, której nie widać.

Jakże często rodzina z osiedla wydaje się być wzorową, bo mama i tata idąc trzymają się za ręce, a ich dzieci są zadbane i niczego z pozoru im nie brakuje. Tylko to są właśnie pozory, takie na pokaz, żeby pokazać innym ludziom, że wszystko gra, a jednak nie gra. Dzieci dręczone psychicznie chowają się w swoich skorupkach i boją się wyjawić prawdę, bo kto by im uwierzył, że dla własnych rodziców są baranami, osłami i nieudacznikami. Takich epitetów jest bardzo wiele – do wyboru, do koloru. Dzieci te tracą grunt pod nogami i zaczynają wierzyć w wmówione im, czasami przez lata przez bliskich epitety. Pewnie się zastanawiają dlaczego nic nie znaczą dla swoich rodziców i są wewnętrznie rozdarte, wypłakując swój żal w poduszkę, która wie najwięcej o ich bólu.

Ja sama jestem ofiarą takiego gwałtu na mojej psychice i wiem najlepiej jak smakują z tego powodu łzy. Byłam bita i krzywdzona przez własnego Ojca, o czym staram się codziennie zapominać i nie rozdrapywać starych ran, gdyż już do niczego nie są mi one potrzebne. Z wiekiem potrafię sobie wytłumaczyć, że Ojciec swoje piekło psychiczne przelewał na rodzinę, a demony jakie w nim siedziały, uwalniał w prostacki sposób. Ale to już było i nie wróci więcej i do czego zmierzam?

Pewien mieszkaniec Wrocławia, Adam, który obecnie ma 29 lat – rozpoczął precedensowy proces skierowany przeciwko swoim rodzicom, za zaniedbania jakich się dopuścili wobec niego w okresie dzieciństwa. Zaniedbania dotyczą braku opieki nad nim, co skutkuje, że jest teraz bardzo ciężko chorym człowiekiem. Rodzice go nie leczyli, co objawia się obecnie w wielu schorzeniach i dużej depresji. Matka nigdy nie poszła z nim do dentysty, co spowodowało, iż ratowanie uzębienia kosztowało Pana Adama 17 tys. złotych. Żąda od rodziców 150 tys. zadośćuczynienia i ciekawa jestem jak potoczy się ta sprawa.

Tak sobie myślę, że Pan Adam otworzył puszkę Pandory i takich pozwów będzie coraz więcej i mam nadzieję, iż być może dorośli ludzie zastanowią się, iż nie sztuką jest dziecko spłodzić, a sztuką je wychować bez strachu i psychicznego bólu, ale to chyba są moje tylko marzenia, bo głupich ludzi nie brakuje na tym łez padole!

Jeśli masz słabe nerwy – nie oglądaj tego!!!!

Kocham cię, ale tylko mnie nie bij!

Poznali się całkiem przypadkowo. Oboje byli entuzjastami wszelkiej sztuki i kiedy tylko czas pozwalał odwiedzali w mieście wszystkie wystawy i galerie. Beata niespodziewanie na niego wpadła, potrącając delikatnie  łokciem, a on się uśmiechnął znacząco, że zrobiła mu przyjemność i poszedł po dwa kieliszki szampana, aby wyrazić w ten sposób, że wpadła mu w oko. Nie zamierzał utracić okazji, aby się do niej nie zbliżyć. Beata odwzajemniła uśmiechem i pomyślała,  że ten szampan  to dobre posunięcie, bo i jej Zbigniew się spodobał.

Pasowali do siebie jak mało, która para. Ona wysoka blondynka, o filigranowych kształtach i spojrzeniu spod błękitnych tęczówek. Delikatny makijaż rozświetlał jej piorunujące i zalotne oczy. Takich oczu nie spotyka się często i ten wzrok poraził Zbigniewa.

On, wysoki i przystojny brunet, ubrany w sportowe ciuchy, podszyte wielką elegancją i smakiem. Twarz oprószona delikatnym zarostem, współgrającym z lekką siwizną, taką jaka podoba się płci przeciwnej. Miał w sobie ten urok, jaki Beacie zawsze imponował i jakiego w mężczyźnie szukała.

Umówili się następnego dnia, aby zjeść wspólnie obiad w dobrej restauracji, za który zapłacił Zbyszek. Spodobało się jej, że mieli ze sobą o czym rozmawiać, bo łączyła ich wspólna pasja do sztuki. Mogli o niej rozmawiać godzinami i nigdy w swoim towarzystwie się nie nudzili.

Mijały tygodnie, a potem miesiące na wspólnych randkach, pełnych miłosnych uniesień. Pasowali do siebie w łóżku i stanowili jedną całość. Oboje bez żadnych zobowiązań mogli cieszyć się  sobą do upadłego i do zatracenia. Beata była taka szczęśliwa, a Zbyszek nie spuszczał jej z oczu. Wszędzie bywali razem. Na bankietach, spotkaniach z przyjaciółmi – wszędzie nierozłączni i imponowało jej to, że nie odstępował jej na krok, a także, że inni postrzegali ich jako wzorową i przepiękną parę. Oboje byli dowcipni i towarzyscy i żadne spotkanie towarzyskie nie mogło być bez nich udane. Ich szczęście, było szczęściem ich przyjaciół, a Beata była coraz bardziej zakochana.

Pojechali do Paryża, aby uciec trochę od swojej pracy i odetchnąć innym powietrzem. Mieli w planie zwiedzanie galerii i paryskich wystaw, na co Beata bardzo się cieszyła. Pewnego wieczoru, przy kolacji w paryskiej kafejce, Zbigniew oświadczył się Beacie. Wino, romantyczna muzyka i wspaniałe jedzenie, tak to sobie zaplanował – w  Paryżu właśnie. Ależ oczywiście, że zauroczona Beata oświadczyny przyjęła ze łzami szczęścia.

Pragnęła, aby być najpiękniejszą panną młodą. Wybrała suknię, w której wyglądała jak księżniczka i zabrali się za listę gości na wesele i ślub, na który nie szczędzili grosza. Oboje świetnie zarabiali, a więc nie będą sobie na nic żałować.

Ślub i wesele odbyło się w cudownej oprawie i wszyscy życzyli im długich lat w szczęściu i zdrowiu z gromadką wspaniałych dzieci. Czuli się jakby wygrali los na loterii, bo mieli siebie, a kiedy Zbigniew wręczył jej klucz do ich mieszkania,  znajdującego się w luksusowym apartamentowcu z widokiem na miasto, nie posiadała się ze szczęścia. Nie wierzyła, że ta bajka jej się w życiu przydarzyła i kochała jeszcze bardziej swojego wybranka na całe życie.

Pewnego poranka obudziła się, kiedy promienie słońca zaglądały do wielkich okien. Zbyszka już przy niej nie było. Poszedł do pracy, a więc postanowiła, że spędzi ten dzień na domowych zajęciach. Posprząta i ugotuje Zbyszkowi obiad, bo kochała tak bardzo, że robienie mu przyjemności, uważała za coś zupełnie normalnego. Pragnęła go codziennie uszczęśliwiać, a wiec poszła do miasta i kupiła bukiet świeżych kwiatów, bo tak lubił i poczyniła zakupy, aby  ugotować mu posiłek, gdyż nie uznawał jedzenia poza domem.

Krzątała się po ich luksusowej kuchni, a w tle leciała jej ulubiona muzyka. Kroiła, siekała, mieszała i dosmaczała, aby tylko mu smakowało. Następnie ubrała się elegancko i zrobiła makijaż, bo chciała mu się podobać każdego dnia i o każdej porze. Oboje byli estetami i dbali o swój elegancki wizerunek, a Zbigniew też potrafił się ubrać i nie szczędzili pieniędzy na ubrania w najlepszej jakości. Było ich na to stać, gdyż Zbigniew bardzo dobrze zarabiał. Beata zrezygnowała z pracy, bo tak chciał Zbyszek, twierdząc, że póki co, jego żona nie musi się przemęczać. Beata zgodziła się na taki układ, ponieważ starali się o dziecko, a więc powinna być wypoczęta i zrelaksowana.

Usłyszała, że Zbigniew wszedł do domu, w którym unosił się zapach obiadu. Rozejrzał się po mieszkaniu i zauważył w wazonie, świeże kwiaty. Na przywitanie pocałował i przytulił Beatę, tak jak robił po powrocie z pracy każdego dnia.

Kiedy rozkładała na talerze przygotowany posiłek, nagle poczuła uderzenie w plecy, tak silne, że podkurczone z bólu nogi, zwaliły ją z nóg. Upadła na podłogę nie zdając sobie sprawy, co się wydarzyło. Straciła na chwilę świadomość, by z trudem się podnieść i nagle na swoim brzuchu poczuła mocne kopnięcie. Bił ją tak, że nie miała szans, aby stanąć do pionu i tylko słyszała, że kurze są na meblach i pewnie cały dzień się leniła i go zdradzała.

– Wymagam bezwzględnej czystości – wrzeszczał i kopał ją coraz mocniej, a ona nie wiedziała dlaczego tak mocno ją kopie i katuje. Nie poznawała swojego męża , który w jednej chwili obdarł ją z godności i poświęcenia jakie mu pragnęła zapewnić  – wszystko z miłości przecież!

Kiedy przestał ją katować, mocno posiniaczona doczołgała się do łazienki, aby zmyć z siebie bestialstwo i obejrzeć serię siniaków na swoim ciele.

Płakała tak bardzo, że nie usłyszała, kiedy wszedł za nią i pociągnął za włosy tak silnie, że nie miała żadnej szansy na wyzwolenie, a następnie powalił na podłogę i ją perfidnie zgwałcił. Zgwałcił bez żadnych skrupułów, a kiedy skończył, oznajmił, że nigdy się od niego nie uwolni i stanowią jedną całość i jest mu przypisana do końca jego dni, a więc niech się nie waży,  mu się przeciwstawiać, bo jest jego własnością i ma robić wszystko, tak jak on chce.

Tej nocy nie spała, nie mogąc pozbierać myśli. Nie mogła zrozumieć, że jej ukochany mąż zamienił się w takiego potwora. Nie docierało do niej, że wcale go nie zna i nie wie jak dalej będzie wyglądało jej życie.

Kiedy się rano pozbierała, zauważyła, że jest uwięziona i zabrał jej telefon. Zabrał jej klucze od domu i odciął od wszelkiego kontaktu ze światem, wyrywając kable od telefonu stacjonarnego. Nie miała już nic swojego. Nie miała jak uciec i obolała przeleżała kilka godzin do jego powrotu.

Przyszedł z wielkim bukietem czerwonych róż i założył jej na szyję drogi naszyjnik na znak zgody, a potem ponownie ją zgwałcił. To był dla Beaty koniec jej małżeństwa i już wiedziała, że grozi jej niebezpieczeństwo przy boku tego człowieka, dla którego stała się zabawką i bezwolną kobietą.

Nie zamierzała się jednak poddać i pewnego razu, stanęła na parapecie okna, wysokiego piętra i zaczęła krzyczeć, że rzuci się z okna i chce popełnić samobójstwo.

Za chwilę służby wszelkie postawione w stan gotowości zjawiły się w jej mieszkaniu, wywarzając drzwi i  w ten sposób stała się  wreszcie wolna. Zabrała z domu kilka rzeczy i zaoszczędzone pieniądze. Wsiadła w pierwszy, lepszy pociąg, aby  pojechać jak najdalej od miejsca, w którym spotkało ją tyle zła. Uciekła przed swoim oprawcą, nie wiedząc gdzie trafi i jak się otrząśnie po traumie, oraz wyleczy z fatalnego związku.

Minęło kilka lat i ponownie związała się bez ślubu z człowiekiem, który podał jej dłoń i starał się wyciągnąć  z depresji po poprzednich zdarzeniach. Był to bardzo dobry człowiek i jemu urodziła dwoje dzieci. Była bardzo szczęśliwa, wiodąc spokojne i bezpieczne życie.

Wciąż, gdzieś tam z tyłu głowy miała wrażenie, że Zbigniew gdzieś tam za nią jest. Nie raz łapała się na tym, że się go boi i nigdy od niego nie uwolni, gdyż miała wrażenie, że się  zjawi  nieoczekiwanie, by zmusić ją do powrotu, zgodnie z groźbami, iż należy tylko do niego.

Pewnego dnia wzięła gazetę do ręki i przeczytała notatkę, że pewien, bogaty prezes korporacji targnął się na swoje życie w związku z chorobą psychiczną!

Poczuła się wolna!