Archiwa tagu: biografia

„Frida” – moje kino

Dzień dobry. 🙂

Zaczynam swój dzisiejszy wpis od piosenki o wyjątkowo zimnym maju. 🙂 Pani „Zimna Zośka” uparła się, że nie da się nam wygrzać w promieniach słońca i zaserwowała wyjątkowo zimne i nieprzyjemne dni. Przetrwamy. 🙂

Na spacer nie bardzo, ponieważ za oknem u mnie jest tylko 11 stopni i wieje, a głowę wiatr chce urwać, a więc trzeba jakoś sobie wypełnić takie dni. Co ja zrobiłam? Uciekłam w kino i obejrzałam pierwszy raz film pt. „Frida”. Zawsze mi się wydawało, że ten film widziałam  i miałam wrażenie, że mam go zaliczony – więc po co drugi raz.

Niestety, ale pamięć ludzka jest zawodna, a często przekłamuje, ponieważ okazało się, że nigdy nie widziałam tego filmu, a więc sama zrobiłam sobie niespodziankę – bardzo miłą niespodziankę. Nie macie pomysłu na dzisiejsze zimne popołudnie? Obejrzyjcie w sieci sobie ten film, a ja zapewniam, że zrobicie sobie ucztę dla ducha, a jednocześnie poznacie niesamowitą historię meksykańskiej malarki Fridy Kahlo i jej burzliwe i niesamowite życie.

Film „Frida” to majstersztyk w każdym aspekcie z wielką dbałością o szczegóły. Nie można się napatrzeć na przepiękne kadry w tym filmie. Kolorowo jest, bo po meksykańsku, a do tego cudowna, zmysłowa i bardzo prawdziwa, odtwórczyni słynnej malarki – Salma Hayek, która wcieliła się w rolę i tej roli oddała całą  siebie.

Życie Fridy, która uległa bardzo poważnemu wypadkowi naznaczone było wieloma operacjami i bólem, który towarzyszył jej całe życie, ale za to doświadczyła wielkiej, choć bardzo nieszczęśliwej miłości. Malowała siebie i swój ból fizyczny, który przelewała w obrazy. Niedoceniona za życia, ale po śmierci za to bardzo, a zwłaszcza po premierze tego właśnie filmu. O wiele za późno, ale bardzo dobrze, że powstał ten film, który gorąco polecam. Film nie banalny opowiadający biografię kruchej, choć bardzo silnej psychicznie kobiety. Frida zmarła w 1954 roku i nieoficjalnie się mówi, że popełniła samobójstwo, bo pokonał ją nieznośny ból fizyczny i się poddała.

 

Reklamy

Zaczęły się powtórki w telewizji, a więc kino będzie

Telewizja zrobiła sobie już sezon ogórkowy i do września będziemy katowani powtórkami – niestety. Kto nie jest telewizyjnym fanem, temu wsi rybka. ale ja kiedy już się obrobię, to lubię zajrzeć do telewizora, bo cóż ma robić seniorka z nadmiarem wolnego czasu?

Okej, ludzie w telewizji muszą mieć urlopy i jestem w stanie to zrozumieć, a więc przez te miesiące będę uciekała częściej w świat filmu i tu z pełną odpowiedzialnością polecam film pt. „Koncert na 50 serc”, z moją najukochańszą aktorką Meryl Streep. Jest to film biograficzny opowiadający historię skrzypaczki Roberty  Guaspari. 

Kiedy opuścił ją mąż i odszedł do kochanki, zostawiając ją z dwoma synami, Roberta rozsypała się na drobne kawałki i chyba już wiadomo, co pomogło jej się pozbierać, bo była to miłość do dzieci i skrzypiec.

Stworzyła grupę dzieci w Harlemie i z wielkimi umiejętnościami pedagogicznymi, zachęciła ich do nauki gry na tym instrumencie. Początki były trudne, gdyż dzieci z początku nie były chętne do nauki, a i z ich rodzicami musiała przejść różne przeprawy, ale kiedy doszło do koncertu na 50 serc, nie ma mocnych, aby powstrzymać łzy.

Obejrzyjcie kochani, bo warto.