Archiwa tagu: blokowiska

223 Rocznica Naszej Konstytucji – będę dziś optymistyczna :)

W Warszawie i nie tylko są uroczystości z okazji uchwalenia naszej konstytucji. To piękne święto, a więc bądźmy dla siebie dobrzy. Bądźmy dla siebie życzliwi nie tylko w to wspaniałe święto i niechaj salwy honorowe niosą przesłanie do wszystkich ludzi, aby zweryfikowali swoje poglądy i dali żyć innym ludziom o poglądach zupełnie innych. Rozmawiajmy ze sobą, spierajmy się, dyskutujmy na argumenty, bo różnić się można naprawdę pięknie. Bądźmy dumni, że jesteśmy Polakami o tak pięknych tradycjach i burzliwej historii, o której musimy koniecznie pamiętać i przekazywać młodszym pokoleniom.
Niechaj hejterzy uczciwie spojrzą na siebie w lustro i spojrzą sobie głęboko w oczy i niech sobie odpowiedzą – kim właściwie są i o co im konkretnie chodzi, poza obrzucaniem innych inwektywami. Nie musimy wszystkich kochać o innych poglądach politycznych, czy też przynależących do innego kościoła. Nie musimy lubić pana od matematyki, za to, że wymaga od nas wiedzy na poziomie, a więc wystarczy przysiąść i się zwyczajnie nauczyć. Nie musimy lubić lokalnych władz, a wystarczy próbować rozmawiać i wspólnie rozwiązywać problemy społeczności w małych państewkach. Nie musimy lubić w końcu sąsiadki, która czymś tam nam zawiniła, a wystarczy się uśmiechnąć i ukłonić, na przekór wszystkiemu, albo omijać i po kłopocie.
 A co czytam w sieci? To się nazywa chyba miłość do bliźniego. Wyzywanie innych użytkowników na forum seniora, bez którego pewne osoby w słusznym wieku nie mogą żyć i oddychać i pozwalają się obrażać na każdym kroku, bo tam pewne osoby mają o sobie wysokie mniemanie i mają wrażenie, że są pond tą hołotę zebraną w jednym miejscu! Wstyd, że dają się tak poniewierać i nic z tym nie robią, a niejaka Lila, ma nad nimi jedynie taką władzę, że inwektywami sypie jak z rękawa. No ma taki dar od Boga, czego szczerze jej nie zazdroszczę! Majówka więc przebiega pod hasłem „nie obrazisz mnie, a ja ci i tak stokrotnie przywalę i jeszcze raz napiszę, że to jest hańba następna w polskim Internecie, ta cała pani Lila!
„Napisał Lila
Skwierczenie na 4 fajerki i 1 pogrzebacz.Qrczę, weekend, a wy życia nie macie? Miało być radośnie a jest żałośnie, smutno i samotnie…przykra sprawa.Cóż starość  każdemu się nie udała.Rodziny was wyk opały do komputera, by nie waniało, czy jak?Cieszyć sie qrna, piwko pić i ‚gryla’ walić, bo to przecie rozrywka dla slumsowej jenteligęcji,która tak Polonii dowala, jakby ktoś nie wiedział, skąd jej nogi wyszły.Wątek polityczny podobno, a taki infantylny szczebiot dzieciaczków pod 70-tkę, że strach bierze.
Dodam, że ‚infantylny’ czyli dziecinny, to tylko eufemizm,
by przy Święcie Radości nie używać określeń bliskoznacznych do kompletnego idiotyzmu.I napiszcie coś poza tematem ”Kaczyński”. Może ktoś zacznie czytać, bo klikalność spada.
Może na ten przykład ” jak świętuje polskie święto proniemiecki premier”? Gwoli prawdzie, chciał być także proruski,
ale ostatnio dostał celnego kopniaka od partnera z namiotu.Odzyska ziemię dziadów wnuk!
Tak nam dopomóż Bóg!

Powinno być …Gott w zasadzie.

ps. przykre ….miało być wesoło, a została ….klawiatura.”

No ale miało być optymistycznie i będzie, bo czytam:

„Na wielkich blokowiskach i nowych osiedlach pojawił się nowy trend: ludzie nie chcą być anonimowi. Chcą znać sąsiada i działać na rzecz lokalnej społeczności.

Ktoś przyniósł sałatkę. Ktoś inny świeże marchewki i bochenek chleba. Jedna z sąsiadek upiekła ciasto, druga przyniosła owoce. Siedzenia i stoły zrobili też sami, bo zanim zasiedli do wspólnej kolacji, uczestniczyli w warsztatach recyklingowych. Z plastikowych butelek powstały siedziska, ze skrzynek stoliki. Okazało się też, że jedna z sąsiadek jest w grupie cyrkowej, więc przygotowała dla wszystkich widowiskowy taniec z ogniem. Teraz takie spotkania w osiedlowym amfiteatrze na warszawskim Służewie odbywają się cyklicznie. A zaczęło się od tego, że grupa przyjaciół postanowiła poznać ludzi, wśród których zamieszkali.

Czy to nie jest budujące?:
Na efekty nie musiała długo czekać. – To było wręcz niesamowite! Na drugi dzień szłam przez własne osiedle i co chwila słyszałam „dzień dobry!”. Wcześniej mijaliśmy się w milczeniu, bo zwyczajnie się nie poznawaliśmy – mówi. Co ważne, poczuła się bezpieczniej. – Kiedy zna się ludzi, którzy mieszkają obok, człowiek czuje się lepiej, spokojniej. Wie na przykład, że pod jego nieobecność sąsiedzi zareagują, gdyby w mieszkaniu działo się coś niepokojącego. Nie miałaby też obaw, aby tym najbliższym, z naprzeciwka – z którymi codziennie zamienia kilka słów w windzie i którzy czasem ją podwożą do pracy, bo jeżdżą w tym samym kierunku – powierzyć klucze na czas wyjazdu.”
Na moim osiedlu by się to nie udało i to nie jest optymistyczne, ponieważ ludzie w mojej miejscowości to jest wielka zbieranina różnych nacji i o sprzecznych poglądach. Jesteśmy jedną, wielką zbieraniną o innej tożsamości. Kiedy mąż zbierał podpisy na zgodę zrobienia i zamontowania dwóch ławeczek przy naszym bloku, to sąsiedzi się podzielili i wyszła z tego niezła chryja. Jedni przyklaskiwali, że pomysł jest słuszny, a drudzy byli kategorycznie przeciwni i tak przestali sobie odpowiadać na dzień dobry, a więc zakończę ten wpis, bo nie ma o czym gadać. My tutaj się po prostu nie lubimy i rzadkością są widoki rozmów międzysąsiedzkich – taka smutna to jest społeczność!
A i tak jestem dumna z bycia Polką!