Archiwa tagu: bojaźń

Tylko egoiści nie martwią się, co dalej!

Pięknie jest u mnie, na zachodniej stronie Polski. Wiosna puka do okien tak, że wzięłam się aż za umycie chociaż jednego. Pomyślałam sobie, że niechaj więcej tego słoneczka będzie w moim domu i faktycznie – przejrzało.
Codziennie zadaję sobie pytanie, o czym tu dziś napisać, bo przecież skoro jest blog, to musi być wypełniony jakąś treścią i raz jest to treść głupsza, a raz całkiem mądra. Puk, puk i mam!

Tak sobie pomyślałam, że jestem teraz w bardzo dobrym okresie swojego życia. Nie muszę się przecież nigdzie spieszyć, bo nie muszę i chyba sobie na to zasłużyłam latami pracy. Moje dzieci są zdrowe i świetnie sobie w życiu radzą, więc jestem z nich nieustannie dumna. Nie muszę się wstydzić za moje córki, bo zachowują się jak kobiety z klasą, czyli mają swoje rodziny, dobrych mężów i udane dzieci i pracują. Nie muszę martwić się o moje wnuki, bo wiem, że otoczone są strasznie, troskliwą opieką i są, co najważniejsze zdrowe. Nie muszę martwić się o męża, bo nadal się kochamy, mimo zawirowań, jakie nas nie ominęły, ale to teraz rozumiemy się najbardziej. Mąż pracuje i robi to co lubi, a jest pracoholikiem i tej pracy nie mogę mu zabronić. Nie muszę martwić się o finanse, gdyż nie brakuje nam na razie na nic. Jest dobrze, ale to z powodu ciężkiej pracy mojego męża, który nie żałuje swoich pieniędzy i nie jest materialistą. Kiedy trzeba jest w stanie pomóc finansowo naszym dzieciom i choć nie są to wielkie kwoty, ale zawsze coś. Nie muszę się martwić, że nie ma w naszym domu na opłaty i na leki – starcza. A więc wymieniwszy to nie muszę się martwić, to jednak od czasu do czasu przychodzą mi do głowy czarne myśli, bo boję się;

– Boję się, że nie będę w stanie sama koło siebie zrobić z powodu jakieś ciężkiej choroby.- Boję się, że nie będą miała sił sama posprzątać swojego mieszkania i choć obiegowo się mówi, że tylko kobiety nudne, mają perfekcyjne domy, to ja jednak, choć chyba nudna nie jestem, codziennie staram się ogarnąć, aby nie utonąć w kurzu i nieładzie. – Boję się, że kiedyś mogę nie mieć sił, aby ugotować coś dobrego dla odwiedzających mnie dzieci, a także, że nie będę miała sił, by przygotować dla nich święta. – Boję się, że zabraknie mi sił, abym od czasu do czasu przypilnowała wnuczkę, albo wnuka i będę musiała kategorycznie odmówić. – Boję się, że zachoruję na jakąś chorobę, która może pomieszać mi zmysły i przestanę kontaktować i cokolwiek rozumieć, co ode mnie się chce i co dzieje się w około. – Boję się, że może być tak, iż odejmie mi siły i wzrok, że nie będę mogła zajrzeć do komputera by dowiedzieć się, co dzieje się na świecie i wymienić kilku pozdrowień ze swoimi znajomymi. – Boję się i tego chyba najbardziej, że coś złego może stać się mojemu mężowi i mogę nagle zostać sama (choć może być odwrotnie) – któż to wie. – Boję się w związku z tym, ewentualnej samotności, bo moja samotność teraz jest całkiem miła, kiedy wiem, że w każdej chwili, mój mąż wróci do domu.

A więc boję się bardzo wielu rzeczy i zdarzeń, ale czy to warto wybiegać tak w przyszłość? Nie warto, ale nie da się całkowicie o tym nie myśleć, bo takich myśli nie mają tylko egoiści, którzy sądzą, że ich nic złego dopaść nie może, a gdy dopadnie, są wielce zaskoczeni, że….

Życie, to jeden wielki splot wydarzeń i wielka niewiadoma, a więc żyć należy tak, aby po naszym odejściu ludzie stwierdzili, że po nas została pustka nie do wypełnienia, bo gdy ja odejdę, mojego bloga nikt za pewnie kontynuował nie będzie i niestety – jednak pustka zostanie.

Ale na smędziłam – dobrego popołudnia.:)