Archiwa tagu: ból

Kiedy mężczyzna skopie życie kobiety!

Już była wolna. Sprawa rozwodowa kosztowała ją wiele nerwów, ponieważ wytoczył przeciw niej najcięższe działa. Mówił na kolejnych sprawach, że była niegospodarna i źle wychowywała ich dzieci. Mówił, że w łóżku była do niczego, co spowodowało, że ich pożycie seksualne można włożyć między bajki. Sypał zmyślonymi przykładami, oczerniając ją w obliczu sądu, a wszystko miał to spisane na kartkach, aby czegoś nie pominąć.

Została w sądzie zbrukana i  na każdej sprawie nie potrafiła powstrzymać łez, bo przecież byli ze sobą 25 lat, a kiedy dowiedziała się, że ją zdradza z młodszym modelem, to ona założyła mu sprawę rozwodową, wiedząc, że nigdy mu tej zdrady nie wybaczy. A teraz, wszystko obróciło się przeciwko niej, bo człowiek, z którym żyła okazał się draniem bez klasy i był gotów zmieszać ją z błotem i wykręcić jak brudną ścierkę. Tyle były warte te wszystkie zmarnowane lata, że walczył jak lew, by po rozwodzie zostawić ją ze świadomością całkowitej winy za rozpad ich małżeństwa.

Była wolna, ale nie mogła się pozbierać po tym cyrku, jaki jej zafundował. Wyprowadził się do tamtej, zabierając najwartościowsze rzeczy z ich mieszkania. Zostawił szafę, łóżko do spania i stół z krzesłami. Zabrał telewizor, pralkę, lodówkę, uważając, że robi jej niedźwiedzią przysługę, bo spać będzie miała na czym. Nie miała siły protestować!

Dzieci rozesłane po szkołach, bardzo się o nią martwiły. Dzwoniły i wspierały duchowo, ale jej było źle w tych czterech ścianach i nie miała siły, aby zacząć żyć na nowo i się pozbierać. Leżała całe dnie z wbitym wzrokiem w sufit. Leżała i nie mogła swoim umysłem ogarnąć swojego, zmarnowanego życia. Opuściły ją siły i mimo rocznego urlopu zdrowotnego nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji bez wyjścia, bo mężczyzna, któremu niegdyś ufała, wycisną z niej sok jak z cytryny. Było jej ciężko i wpadła w depresję, przestając całkowicie interesować się światem. Zastygła w tym bólu i nie odbierała żadnych telefonów – od dzieci też.

Pewnego dnia przyjechała jej córka i siłą zaprowadziła do psychiatry. Nie mogła dłużej patrzyć, jak jej matka pogrąża się w bólu i tonie emocjonalnie w swojej rozpaczy.

Lekarz zapisał leki, które miały ją uwolnić od bólu, a także w rozmowie z córką, zasugerował, że konieczna będzie psychoterapia, przynajmniej pół roczna. Napisał zlecenie o przyjęcie swojej pacjentki do ośrodka leczenia depresji i zaburzeń nerwicowych.

Brała leki i spała. Wstawała tylko, by się umyć i coś od niechcenia zjeść i tak wyglądały jej kolejne dni. Wciąż oderwana od świata, nie miała bladego pojęcia, co się na tym świecie dzieje. Nie odbierała telefonów od koleżanek z pracy, które się o nią szczerze martwiły, bo zniknęła w swojej nicości, a więc wciąż było z nią źle. Leki tylko ją otumaniały i przesypiała całe dnie, a nocą miała koszmary z przeszłego życia. Wciąż nie mogła się pogodzić z tym, jak skończyło się jej małżeństwo – co za wstyd i niesława – myślała.

Ale obudziła się pewnego poranka i powiedziała sobie, że ma dość takiego życia. Musi się podnieść i odnaleźć. Spakowała walizkę i wsiadła do autobusu, który zawiózł ją do szpitala.

Po rozmowie z lekarzem i niezbędnym wywiadzie, otrzymała pokój jednoosobowy i grafik z codziennymi zajęciami. Weszła do przyjemnego pokoju i rozpakowała rzeczy, a także zmieniła ubranie na wygodny dres. Nie wiedziała, co ją tutaj będzie czekało i była pełna obaw na nowych ludzi, których minęła na korytarzu. Siedzieli też w salonie, oglądając telewizję, a gdzieś w kącie, ktoś układał samotnie puzzle, Było cicho i spokojnie.

Na drugi dzień zaprowadzono ją na psychoterapię, która miała za zadanie wyspowiadanie się z tego, co boli. Grupa była mieszana i dość liczna. Siedzące w okręgu osoby były w jej wieku, co trochę ją uspokoiło i ciekawa była tego, dlaczego oni tu są i co ich tu przywiodło. Jakie mieli problemy –  ci ludzie w wieku 50+?

Została poproszona o złożenie przysięgi, że wszystko, co usłyszy w tym gronie, powinna zachować tylko dla siebie,a więc złożyła taką klauzulę lojalności wobec grupy i zostawiono ją w spokoju, bo na tym spotkaniu opowiadał o sobie Ryszard. 

Ryszard długo opowiadał o tym, że po śmierci swojej żony, która zmarła na raka, nie potrafi się podnieść i pogodzić z jej odejściem. Opowiadał o pustym domu i strachu przed samotnością, a więc grupa go wspierała i wywiązała się dyskusja, która ją odciągnęła myślami od swoich spraw. Poczuła się pewniej i już wiedziała na czym owa psychoterapia będzie polegała.

Jej leczenie było przewidziane na pół roku, ale czas szybko mijał, gdyż do południa odbywały się liczne zajęcia i spotkania ze specjalistami, a popołudnia spędzała przeważnie w swoim pokoju. Nie miała śmiałości wejść w jakąś grupę ludzi się znających, bo zawsze cechowała ją nieśmiałość. Jeśli wychodziła, to spacerowała sama po przyszpitalnym parku i rozmyślała o tym, co to leczenie jej da.

Przyszedł dzień, że poproszono ją na terapii, aby opowiedziała o sobie, a więc nie miała wyjścia i ze łzami w oczach opowiedziała jak posypało się jej małżeństwo. Opowiadała niechętnie, ale taki jest wymóg tego leczenia i musiała się zastosować. Nie chciała stroić fochów, że nie będzie się obcym zwierzała.

Poświęcono jej w grupie bardzo dużo czasu, a dyskusje były bardzo żarliwe, bo zahaczające o temat zdrady i klasy przy rozstaniach. Grupa dała jej dużą dawkę wsparcia i z dnia na dzień czuła się silniejsza i bardziej rozumiała siebie. Dowiedziała się, że miała prawo się załamać, ale musi się teraz otrząsnąć i żyć dalej.

Nie żałowała, że zdecydowała się na przyjazd do szpitala, choć na początku miała wrażenie, że to będzie zmarnowany czas. Terapia była jej potrzebna, bo powoli uwalniała się od złych emocji i pogodziła się z tym, że żyła tyle lat z obcym sobie człowiekiem. 

Terapia sprawiła, że otworzyła się na ludzi i kiedy jej grupa spotykała się po zajęciach, chętnie do nich dołączyła, bo czuła się z nimi dobrze i bezpiecznie. Ta grupa bardzo ją wzmocniła i uwolniła z poczucia winy.

Ryszard często siadał obok niej i chętnie razem pili poranną kawę. Jeszcze przed zajęciami, w szlafrokach wszyscy szli na stołówkę rozbić sobie poranną kawę, rozczochrani po nocy, w kapciach i nikomu to nie przeszkadzało. Oddział stał się ich drugim domem i często było gwarnie i wesoło. Dużo rozmawiali, albo ktoś siadał do pianina, a pozostali śpiewali, albo tańczyli. Grupa rosła w siłę i z dnia na dzień się scalała i wzmacniała – wolna od plotek i niesnasek.

Czuła, że powzięła bardzo dobrą decyzję, decydując się na to leczenie. Ryszard zabierał ją na spacery, które bardzo ją cieszyły, bo właśnie budziła się wiosna, a ona nie czuła się taka sama. Delikatnie szukał je dłoni, kiedy siedzieli na ławce przy rzece. Miał taki delikatny i czuły głos i bardzo lubiła go słuchać. Czuła się w jego towarzystwie bardzo bezpiecznie i jego towarzystwo sprawiało jej przyjemność.

Nastała pewna noc i kiedy oddział całkowicie zasnął, usłyszała, że ktoś wszedł do jej pokoju i delikatnie wsunął się pod jej kołdrę. Tylko pragnę cię przytulić – usłyszała szept Ryszarda. Zgodziła się i sama wtopiła się w jego oddech. Było jej tak dobrze.

Na drugi dzień została wezwana do ordynatora, który kazał jej się spakować i opuścić szpital, gdyż złamała obowiązujący regulamin, bo przyjęła mężczyznę do swojego pokoju, co jest kategorycznie zabronione. Ryszard nie otrzymał żadnego upomnienia i mógł kontynuować leczenie, ale już be z niej. 

Było jej tak przykro, bo do ordynatora nie trafiły żadne tłumaczenia, że to tylko była niewinna chęć pobycia z drugim człowiekiem i do niczego nie doszło, ale ordynator słuchać jej nie chciał.

Wróciła do domu, ale na tyle silniejsza, że ta sytuacja jej nie złamała. Nauczono ją, że musi o siebie dbać i walczyć, a tym bardziej, że znów ją posądzono za niewinność. Mąż były ją oczernił, a także szpital, a więc drugi raz jej nikt nie złamie, co to, to nie!

Nie zdążyła się jeszcze rozpakować, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła zdziwiona, a w drzwiach stał Ryszard z bagażem i spytał, czy może dokończyć to przerwane przytulanie?

Wyjechała z Ryszardem do jego miejscowości, zostawiając za sobą złą przeszłość, z dala o złego męża i przykrych wspomnień i są już razem – bardzo szczęśliwi. 🙂

Złe słowa szybsze niż karabin maszynowy!

Założyłam wątek na o2, aby promować swojego bloga, bo każdy uczciwy pomysł jest dobry, aby blog dotarł do większej ilości czytelników i tak robią inni blogierzy, którzy chcą pozyskać nowych czytelników.

 http://forum.o2.pl/temat.php?id_p=6958044&start=60

Pod nickiem kalinaxa informuję na o2, że ukazała się nowa notka i zachęcam do przeczytania i nie jest to pycha z mojej strony, a normalne zachowanie. Blog. pl w ten sposób właśnie poleca promowanie swojego bloga i ja zastosowałam się do tej wskazówki, ale jest jedno ale. Pod spodem mojego wątku pojawiły się hejty szybsze od karabinu Kałasznikowa. Padły tam i padać będą hejty w słowach najgorszych jakie zna ludzkość – na mnie! 

Nie zamierzam tak tego zostawić i mogę teraz stwierdzić, że świetnym pomysłem było założenie tego wątku, bo mam czarno na białym, iż mam prawo domagać się przywrócenia mi mojej godności i będę o to walczyła z całych sił. Wywalą mnie oknem, wejdę drzwiami i tak do skutku. Nie pozwolę, by sprawcom hejtu, ohydnego hejtu, uszło  na sucho. 

Sprawa wciąż jest w toku i nie mam zamiaru się poddać. Być może będą jedyna w sieci, która wywalczy spokojne serfowanie w sieci, bez obrażania, a na zasadach merytorycznej dyskusji!

Jeśli ktoś z moich czytelników jest już znudzony moją walką o dobre imię, niechaj podaruje sobie wchodzenie na mojego bloga, a tych którzy wchodzą z własnej woli, przepraszam za tak dotkliwy dla mnie temat.

Miłego dnia 🙂P1050523

 

 

 

 Éric-Em­manuel Schmitt Éric-Em­manuel Schmitt

Zazdrośnik pluje tylko na tego, kto go przewyższa.

Życie po zdradzie, czyli moja szczera solidarność z takimi kobietami

Życie po zdradzie nie jest łatwe, a statystycznie zdarza się to w co trzecim związku i szczęśliwe są kobiety i mężczyźni, którzy jeszcze o zdradzie nie wiedzą i życzę im, aby nie dowiedzieli się nigdy! Nadal bardziej chyba zdradzają faceci, szukający nowych, świeżych wrażeń, ale podobno się to zmienia, gdyż emancypacja kobiet robi je bardziej odważne, gdyż są coraz lepiej wykształcone i pewne siebie. Pracują w korporacjach i mają coraz lepsze zarobki. Więcej pracują i praktycznie nie ma ich w domu. To powoduje, że nawiązują ciekawe znajomości i trudno się im oprzeć pokusom. Nie generalizuję, a tylko mi się wydaje, że współczesne kobiety są inne, niż byłam ja,jako kobieta młoda. Nie należałam do kobiet łatwo nawiązujących znajomości z płcią przeciwną, a może bałam się takich kontaktów, nawet w pracy. Owszem, pracowałam z mężczyznami, ale traktowałam ich jako zwykłe, koleżeńskie znajomości. Priorytetem był dom i dzieci i biegłam prosto do domu, po pracy. Biegłam do mojego ukochanego miejsca na ziemi, w którym czułam się najbezpieczniej. Robiłam wszystko, na miarę finansowych zdolności, aby dom był przyjemny i czysty, a dzieci dobrze się w nim czuły i chyba mi się to udawało, gdyż dzieci wyprowadziły się z naszego domu w wieku 30 lat i poszły dopiero na swoje. W tym zabieganym czasie nie zauważałam wielu symptomów zdrady. Nie liczyłam powrotów późnych męża do domu, wierząc, że też ciężko pracuje i ma nienormowany czas pracy. Nie zauważyłam, że zaczął o siebie przesadnie dbać, a wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że nie muszę się za męża wstydzić, że jest niechlujny wśród ludzi. Nie liczyłam, ile razy wrócił do domu pod wpływem alkoholu, a tłumaczyłam sobie, że ma stresującą pracę i czasami musi się z kolegami wyluzować. Byłam ślepa, jak każda zakochana kobieta, której zależało na rodzinie i względnym w niej spokoju. Co się dzieje z kobietą, matką i żoną, kiedy wiadomość o zdradzie spada na nią jak grom z jasnego nieba. Co się z nią dzieje, kiedy zazwyczaj dowiaduje się ostatnia w mieście? Może sobie to wyobrazić każdy wrażliwy człowiek, ale opowiem. Najczęściej staje ona jak wryta, wobec takiej wiadomości i się zastanawia, kto chce zmącić jej wypracowany spokój. Nie wierzy, bo to jest przecież nie możliwe, że jej ukochany facet mógł zrobić jej takie świństwo. Kobieta taka broni się rękoma i nogami przed plotką, ale w pewnym momencie zaczyna kojarzyć fakty i te jego dbanie o siebie, późne powroty do domu pod wpływem. Zaczyna się zastanawiać, dlaczego jej to zrobił i co z nią jest nie tak, że mimo dbałości o niego i dzieci z wielkim oddaniem, została zdradzona. Jeśli jeszcze do tego otrzymuje smsy od kochanki, że jest od niej lepsza w te sprawy, to zaczyna walić jej się świat. Zaczyna oczywiście doszukiwać się w sobie wad, uważniej na siebie patrzeć z oczami pełnych łez w lustro. Nie widzi nic, bo jest zbolała wewnętrznie, a najbardziej ją boli dusza i jej jestestwo. Zaczyna doszukiwać się w sobie wad i mankamentów i wszelkich defektów urody. Zastanawiają się w czym tamta jest lepsza, skoro mąż zawsze był zadowolony z alkowy i nigdy się nie skarżył. Co się stało, że tamta mimo, że to totalna idiotka, nie cytaty i nie pisaty, tak mu zaimponowała, że gotów był poświęcić, że cię nie opuszczę, aż do śmierci i pokusił się skalać dobre imię rodziny i swoich dzieci przede wszystkim, czyli zdradził ich.

Przez głowę zdradzonej kobiety przepływają tysiące myśli i już po ochłonięciu, podejmuje ona radykalne decyzje – rozejść się, separacja, przebaczyć, mimo wszystko. I tu nie zazdroszczę, żadnej zdradzonej kobiecie, gdyż każda decyzja jest zła i niesie za sobą same straty, bo już nic nie będzie takie jak było. Wkrada się nienawiść i nieufność, pomieszana z rozgoryczeniem i złością. Targają nią myśli, złorzeczenia wszystkiego najgorszego dla niego i tamtej. Kobieta staje się walczącym demonem i nigdy już nie będzie krainą łagodności i opiekunką domowego ogniska, bo wpada w paranoję. Biegnie do fryzjera i kosmetyczki. Kupuje sobie najlepsze ciuchy i umawia się z przyjaciółmi na lampkę wina i kawę, aby się wypłakać. Niestety te zabiegi nie przynoszą jej zazwyczaj żadnej ulgi, bo i tak czuje się nie kochana i gorsza. Wracają jak bumerang myśli – co dalej? Rozwód, a co z mieszkaniem, dokąd ja pójdę z dziećmi i z czego się utrzymamy, kiedy te cholerne alimenty są takie małe. Wybaczenie? Przecież już mu nigdy nie zaufam i zamienię się w potwora, który sprawdzać będzie go na każdym kroku. Wąchać i przeszukiwać kieszenie i komórkę i tak, aż do śmierci? Separacja? Do cholery, nie będę po nim sprzątała, bo jest dziadowskim bałaganiarzem, że wanny po sobie nie umyje, a więc jak dalej żyć? Co zdradzona kobieta traci? Traci zdrowie i zaczyna łykać prochy na uspokojenie, aby przespać noc. Traci poczucie swojej wartości i kobiecości Traci się więź ze swoim mężem, od którego się odsuwa, bo śpią osobno. Traci uśmiech swoich dzieci, sparaliżowanych łzami matki i taka kobieta traci wszystko, na co latami pracowała. I tu otwieram dyskusję, jeśli ktoś będzie chciał się wypowiedzieć, bo temat jest odwiecznym problemem dla kobiet zdradzonych, z którymi się solidaryzuję – ja zdradzona, ale już w lepszym stanie.

Moja nie rymowanka

Nie mów jej, że ją kochasz,
bo gdybyś kochał,
ran by nie było.
Nie przytulaj jej już,
bo każdy dotyk ją boli.
Odsuń się na swoje pozycje
i daj oddychać jej swoją wolnością.
Nie mieszaj już jej w głowie,
nie zapraszaj i nie przepraszaj,
bo każde słowo rzucone jest na wiatr
i ona to wie.
Nie musisz już zmieniać się
i zostań taki jaki byłeś,
bo lata kłamstw
nie da się zmyć żadną chemią.

Ból utopiony w alkoholu – historia prawdziwa

Dlaczego ludzie sięgają po alkohol? To jest pytanie odwiecznie zadawane. Nie chcę tu poruszyć tematu picia okazjonalnego, na imieninach u cioci. Chcę wziąć temat od innej strony, od strony bólu jaki zadaje nam życie. Ludzie wpadają w ciąg alkoholowy i jakże często upadają na samo dno i jest tak, że jedni wydobywają się, nagle otrząsają i zaczynają żyć na nowo. Zaczynają uczyć się samych siebie, naprawiać popełnione błędy, godzić się i przepraszać najbliższych. Inni się nigdy nie podniosą i zamieniają się w zombie. Ilu mamy znajomych, bądź w swoim otoczeniu, albo w rodzinie, którzy pochłonięci przez alkohol zakończyli swoje życie w niesławie. Mam znajomego, z którym niegdyś pracowałam, młody mężczyzna, który tylko patrzeć, jak lada moment zakończy w niesławie właśnie swoje życie. Popijał już, gdy razem pracowaliśmy, ale sobie myślałam, że tak korzysta z życia. Myślałam, że takie od czasu do czasu nie jest dla niego groźne – pomyliłam się, bo zaraz go nie będzie. Dziś słuchałam wywiadu z naszą polską aktorką – Stanisławą Celińską, byłą alkoholiczką. Pani Stanisławie się udało i na powrót jest kobietą szczęśliwą. Każdy powód do picia jest dobry. Alkoholem coś chcemy, my ludzie zagłuszyć, coś co siedzi w człowieku i wierci i dręczy. Powody picia są różne, bo może nieudane dzieciństwo, małżeństwo, kłopoty w pracy itd. Ja chcę opowiedzieć o kimś mi bliskim, a więc: Dowiedziała się, że zdradza ją mąż. Ta wiadomość spadła na nią nie po raz pierwszy zresztą, co było kolejnym ciosem nie do zniesienia. Rozmowy z mężem nie dały pożądanego skutku. Nie przyznawał się, mimo, że smsy od jego kochanki wbijały jej nóż w serce. Katowana i psychicznie niszczona myślała, że tego nie wytrzyma. Ból rozsadzał ją od środka i miotała się po mieszkaniu, nie chciała żyć. Może gdyby się do niej wyniósł byłoby jej lżej.  Kazała wybierać, a więc wybrał żonę, ale każde jego wyjście z domu, było dla niej katorgą. Wyobrażała sobie jak znowu z tamtą się spotkał. Wyobrażała sobie ich seks i co do tamtej mówi o żonie. Pewnego dnia w swojej rozpaczy wyszła z domu po alkohol. Chciała uciec od swojego nieudanego życia. Chciała zapomnieć i niech go szlag trafi. Kupiła trzy butelki wódki i zaczęła swój ból i rozpacz topić w kieliszku. Piła i rozpaczała, bo nie wiedziała jak będzie mogła obok niego dalej żyć. Rozwód, czy wybaczenie, to były te pytania, które sobie w pijackim amoku zadawała. Ten cholerny alkohol wcale nic nie zagłuszył, a raczej wzmógł w niej agresję. Wyrzuciła jego ubrania i buty na klatkę i dawała mu sygnał, że już go nie chce. Nie chce z nim żyć i da sobie radę sama. On z powrotem wszystko wnosił, a Ona na powrót jego szmaty wyrzucała. Nie przeprosił i w dalszym ciągu się zapierał, że sobie coś uroiła. Myślał, że żona mu zwariowała, bo nie mógł sobie poradzić z jej agresją, złością i wrzaskami. Nie wiedział jak ją uspokoić, jak ukoić jej ból, a wystarczyło się przyznać i po ludzku przeprosić. Tchórz, myślała i piła dalej. Nie wytrzymał i poszedł do rejonowego psychiatry, aby mu pomógł napisać  pozew, aby ją zamknąć w szpitalu psychiatrycznym i poprosił o wizytę domową. Za kilka dni, ktoś zapukał w jej drzwi. Otworzyła zmizerowana i przepita. Wizyta lekarska doszła do skutku. Zaprosiła do domu, ale nie miała ochoty na tę rozmowę. Usłyszała, że mąż złożył już w sądzie pozew o przymusowe umieszczenie jej w szpitalu zamkniętym. Usłyszała, że powinna przestać pić i wziąć się za siebie i takie tam morały i pouczenia. Wpadła w złość i wykrzyczała tej pani doktor, że powinna zamknąć jej męża, który notorycznie ją zdradza, a wyprowadzić się nie chce. Raptownym ruchem pokazała lekarce, gdzie są drzwi, bo nie miała zamiaru słuchać tych bzdur. Z tej rozmowy wynikło, że nie ma prawa rozpaczać i nie ma prawa cierpieć, bo niby nic się nie stało. Nikt jej nie skrzywdził, nikt nie odebrał jej godności przecież. Nie szkodzi, że całe miasto gadało po kątach i nie szkodzi, że dostaje obraźliwe smsy i nie szkodzi, że serce jej pracuje na ostatnich obrotach. Nic się nie stało według uczonej pani doktor i to ją trzeba odizolować od społeczeństwa i zamknąć w pokoju bez klamek. Po tej wizycie postanowiła wziąć się za siebie i chciała pokazać, że zmierzy się ze swoją rozpaczą, ale już na trzeźwo i postanowiła, że więcej nie kupi alkoholu i nie będzie go traktowała jak lekarstwo na smutek i rozpacz. I tak też się stało i nadal ze sobą żyją, a ich życie stało się jakby lepsze i głębsze, choć wszystkiego wymazać i zapomnieć się nie da. Z tej historii wynika, że alkohol nie jest panaceum – na nic!

Jeśli tego nie napiszę teraz, to już nigdy – Kobieta nie powinna robić tego drugiej kobiecie

To było jakieś dwa lata temu. Proszę wybaczyć, ale wciąż żyję w matriksie i plączą mi się lata i dni. Nie pamiętam dokładnie, a wydaje mi się, że było to dawno, a czasami, że wczoraj, Dowiedziałam się, że nadal się spotykają i on nadal, śpiąc ze mną, posuwa tą drugą. Co się dziwić, wszak jest 14 lat młodsza ode mnie i 13 lat młodsza od niego, a więc cymesik, tylko brać. Nie jeden raz prosiłam, wybieraj i przysięgał, że więcej się z nią nie spotka i kocha tylko mnie. Uwierzyłam i chciałam, aby nasze małżeństwo trwało nadal, mimo rys w moim sercu. Chciałam uratować nasze małżeństwo i pragnęłam na nowo zaufać, a tu taka powiastka. Gówno warte jest jego słowo. Ponownie wystawił mnie do wiatru, jak jakąś durną i niepełnosprawną. Mnie tu zapewniał, że koniec, że żałuje i zapraszał mnie na małżeński seks i ja się zgodziłam. Kiedy się dowiedziałam, że ona wciąż jest w jego życiu i mami go swoimi wdziękami, coś we mnie pękło. Nie byłam zła na niego, a byłam wściekła na nią, bo kobieta kobiecie nie powinna tego robić. Chłop jak to chłop, bo jak suka nie da, pies nie weźmie. Tak sobie to tłumaczyłam w mojej chwili rozpaczy. Nie usprawiedliwiałam go, o nie, broń Boże, ale w tej konkretnej chwili moja wściekłość skierowała się na to cholerne beztalencie, nieudacznika życiowego, której nic w życiu się nie udało. Jej dzieci nie skończyły szkół, wpadły w narkotykową sieć. Mąż kopnął ją w dupę, a zawodu żadnego to to nie zdobyło. Potrafiło to, to rozstawiać nogi przed każdym chętnym, a chętny był mój mąż, jako ostatnia jej zdobycz. Strasznie mnie to zabolało, bo wychowałam swoje dzieci na cholernie, dobrych ludzi. Mój dom, przypominał dom i wszystkie święta rodzinne w nim się odbywały, a sama zawsze zadbana, byłam do dyspozycji męża, a temu zachciało się innej dziury! Kiedy się dowiedziałam, że się spotykają, załamałam się. Nie chciałam żyć, ale o tym potem, bo wcześniej zawisłam na wpół barierki na balkonie, zrozpaczona, zrezygnowana i wpadłam na pomysł, że ku..ę ubiję. Mąż miał w swoich rupieciach jakiś pistolet i ja nie wiedziałam, czy na ostrą, czy ślepaki. Wzięłam to do torebki i choć nie wiedziałam, gdzie ku… sze mieszka – wybrałam się ciemną nocą. Wiecie co, że nie wiem jak, ale trafiłam na jakiś korytarz, gdzie badzisko w koszulinie się zjawiło, zaspane. Byłam tak zdeterminowana, że zasadziłam jej kopa, potem drugiego, z liścia i potargałam jej kudła. Ja nie wiem, skąd ja wzięłam te siły, ale ku…sze nie miało przy mnie szans. Ktoś wezwał policję, ja nie wiem kto i ci policjanci odwieźli mnie do domu. Nie zostały mi postawione żadne zarzuty, nikt mnie nie wezwał na komisariat na przesłuchanie, bo wszyscy wiedzieli, że urwie się należało! Wciąż się leczę, tak jak leczyłam po tej bitwie siniaki i skaleczenia, ale warto było, bo kobieta kobiecie tego nie powinna robić!

Nie chciałam żyć, a więc połknęłam znowu tabletki, ale mnie odratowano i znowu próbuję zaufać!