Archiwa tagu: choroba

Dzieci i koronawirus!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi, tabela i w budynku

Najbardziej chyba ten stan z koronawirusem przeżywają dzieci.

Nie znały przecież takiej sytuacji, że nie mogą iść do szkoły, przedszkola, na basen, czy też na salę sportową, a także na żadne zajęcia dodatkowe i z pewnością brakuje dzieciom kontaktu z rówieśnikami.

Dzieciom trudno to wszystko wytłumaczyć, bo dorosłym już tak:

Obraz może zawierać: tekst „Pierwszy raz możesz uratować ludzkość nicnierobieniem i leżeniem przed telewizorem. Nie spierdol tego.”

Dzieci zamknięte w domach są jak na razie na dwa tygodnie, ale sądzę, że ta kwarantanna się znacznie przedłuży, bo Minister Zdrowia przewiduje, że w ciągu następnych dwóch tygodni wzrośnie skala zachorowań.

Pojawiają się w sieci poradniki jak zająć dzieci, aby mniej odczuwały izolację  – lista poniżej.

Jest wielki kłopot z opiekowaniem się dzieci, bo Ministerstwo Zdrowia nie poleca, aby zwozić dzieci do Babć i Dziadków, bo to oni są najbardziej podatni na wirusa.

Jak sobie więc radzą rodzice, którzy często muszą iść do pracy i jest dylemat, co zrobić z dziećmi?

U moich dzieci sprawa jest tak rozwiązana, że jedna Córka pracuje w szkole, a więc póki co ma wolne od pracy na czas dwutygodniowej kwarantanny.

Druga zaś idzie do pracy co drugi, albo trzeci dzień i dzieli opiekę nad dziećmi z mężem, który zabiera pracę do domu i pracuje zdalnie.

Moje Wnuki także uczą się z pozycji domu i zadania robią w domowym zaciszu dzięki rozwiniętej technologii.

Ja jako seniorka kompletnie nie wiem na czym to polega i jakimi programami obsługiwane jest takie nauczanie, ale nie ma innego wyjścia!

Myślę, że nie jedno dziecko przechodzi traumę w tak  niezrozumiałej sytuacji, że dla wielu będzie potrzebny psycholog!

Drogie Babcie i Dziadkowie jak to wygląda w Waszych rodzinach – podzielcie się!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

 

 

 

Szlachetne zdrowie!

To był lipiec 2019 roku – strasznie gorący!

Ludzie siedzieli w domach, bo na zewnątrz było nie do zniesienia.

Siedziałam z Mamą na swoim dyżurze i nagle poczułam się strasznie źle!

Serce chciało mi wyskoczyć z piersi i kołatało we wszystkie strony.

Wystraszyłam się bo miałam już za sobą epizod ukrytego zawału serca, co stwierdził u mnie kardiolog na wizycie prywatnej.

Zrobił mi bardzo dużo badań i w końcu powiedział, że chyba nawet nie wiem, ale moje serce doznało ukrytego zawału.

Taki zawał serca często zdarza się właśnie kobietom.

Przepisał leki i jakoś funkcjonowałam, ale ostrzegł mnie, że muszę unikać koniecznie stresu!

W lipcu 2019 roku podczas morderczego gorąca poszłam do mojej rodzinnej i ta zleciła mi EKG, a kiedy je odczytała, to kazała mi się pakować do szpitala, a ja byłam przerażona, bo nigdy nie leżałam w szpitalu prócz porodów.

Ale w szpitalu zostałam potraktowana jak stara baba, której nie warto leczyć i podano mi tylko kroplówkę.

Lekarka na mnie nakrzyczała, że nie potrafię opisać objawów, a ja się spytałam dlaczego tak na mnie wrzeszczy?

Po podaniu mi kroplówki przyszła na salę po odczytaniu wyników i chciała mnie zostawić w szpitalu, ale tak potraktowana – odmówiłam!

Wobec tego zmieniła mi leki i taka jest sympatia młodych lekarzy do starości!

Na drugi dzień poszłam do rodzinnej, by wpisała do karty mój nowy lek na serce, a przy okazji ją spytałam o coś, co mnie nurtowało!

Rodzinna jest  mnie bardzo bliska, bo znamy się od szkoły podstawowej.

Spytałam ją, czy osoba chora na serce, na cukrzycę, depresję  może otrzymać zaświadczenie, że nie może opiekować się druga osobą wymagającą stałej opieki – leżącą.

Niestety, ale nasz system zdrowotny nie przewiduje takiego rozwiązania i choćbyś padał na pysk, to musisz nawet kosztem zgonu.

W sieci jest bardzo dużo świadectw starszych ludzi, którzy piszą wprost, że włożony wysiłek w pomocy i opiece może ich zabić, bo zwyczajnie ich organizm odmawia posłuszeństwa i boją się, że chora osoba ich przeżyje!

Apeluję, że jeśli będą chcieli Was zatrudnić do opieki nad nieuleczalnie chorym – krzyczcie o swoim stanie zdrowia, gdyż innej drogi nie ma!

Cd. niżej!

Znalezione obrazy dla zapytania: kroplówka

Na świecie szaleje koronawirus i poparzcie co dzieje się w Chinach, co zostaje ukryte przed światem.

Nie trzeba wojny byśmy zeszli z tego świata!

Chiny najwidoczniej pracowali nad bronią biologiczną i coś się wymknęło z pod kontroli!

Tam jest dramat, bo ludzie padają jak muchy, a trupy pali się w krematorium!

 

Dumna matka

Chyba dwa wpisy moje na blogu, poświęciłam pomocy dla 15 letniej, chorej Mai, o której świat zapomniał!

Maję wychowuje i opiekuje się nią jej kochana, pełna poświęcenia babcia, która jest przy niej 24 godziny na dobę!

Dziewczynką zainteresowała się moja Córka i zorganizowała dla niej „Zrzutkę” w sieci i na tę porę uzbierano na wózek i rehabilitację 11 606 zł  z 14 000 zł (Cel)

Córka i osoby jej pomagające prowadzą na Facebooku aukcje i licytacje, ale to nie koniec!

Właśnie trwa „Karaoke” czyli śpiewanie dla  Mai w naszej, miejscowej restauracji i tam także trwa akcja, by zebrać dla dziewczynki potrzebne jej pieniądze.

Córka i osoby włączone w akcję poświęcają dla sprawy swój osobisty czas, ale wiedzą, że robią dobrą robotę, bo pomagajmy!

Dziś chciał mnie nawiedzić ksiądz, który chodzi po domach po kopertę, ale nie przyjęłam, bo wolę dać ze swojej emerytury i mężowskiej dla takiej sprawy jak pomoc choremu dziecku!

Papież Franciszek powinien zabronić łażenia klechów brzuchatych po domach i tej żebraniny.

Tak się porobiło, że w tym środowisku są pedofile i naciągacze, a jeśli jest Pan Bóg, to mi wybaczy i nagrodzi, że pomagam słabszym, bo chyba w kościele o to powinno chodzić!

Tak po prostu jestem dumną matką!

Jednak jest i tak, że czasami Ją pytam czy potrafi odpoczywać, ale Ona nie potrafi i ciągle coś w życiu musi robić.

Pracuje w szkole dla dzieci z lekkim upośledzeniem i naprawdę, to nie jest lekka praca.

Mówię!

  • masz weekend, weź książkę, zrelaksuj się, odpocznij, ale Ona gna przez życie, bo ten pośpiech ma w genach!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Znalezione obrazy dla zapytania: ksiądz karoca"

Nie da się wszystkim pomóc!

12 stycznia 2020 roku, po raz 28 zagra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka.

Pamiętam pierwszą edycję i jakaż ona była biedna w stosunku do tego, jak teraz zbiera się w sposób nowoczesny pieniądze.

Pamiętam młodziutkiego Owsiaka i Agatę Młynarską i piosenkę Urszuli – „konik na biegunach”.

Sama chodziłam z dziećmi zbierać pieniądze do puszki i pamiętam, że na ulicach był mokry, przyklejający się do butów śnieg.

Jeśli dobrze sobie przypominam, to uzbierałyśmy około 150 złotych, a przecież mieszkam w małym miasteczku.

W tym dniu w Polakach budzi się dobro i mamy wielkie serca, by pobić kolejny raz rekord!

Polska staje się uśmiechnięta i odbywają się festyny i koncerty i jesteśmy szczęśliwi.

Jurek Owsiak od lat jest atakowany za swoją działalność i zmieszany z błotem, ale po tych wszystkich kalumniach odradza się i robi swoje, a przeciwnikom rośnie ze złości „gul w gardłach”. Zwłaszcza kościołowi!

Nie ma na świecie nigdzie takiego pomysłu, aby ludzie wspomagali służbę zdrowia w najlepszy sprzęt, w który Owsiak zaopatruje szpitale i inne ośrodki związane ze zdrowiem.

Kiedy się jest w szpitalu to wszędzie możemy zobaczyć sprzęt oznaczony czerwonym serduszkiem i właściwie gdyby nie Owsiak, to w służbie zdrowia była by „bida z nędzą”, gdyż nasze rządy nie budżetują wystarczająco te placówki.

Teraz z rozwojem technologii możemy wpłacać na Orkiestrę nie wychodząc z domu, bo mamy do wyboru różne systemy płatności!

Polacy lubią pomagać i w sieci istnieją portale, na których wpłacane są pieniądze dla potrzebujących jak np. „Zrzutka pl i Siepomaga pl”.

Właśnie moje starsze Dziecko zorganizowało pomoc dla chorej Mai na „Zrzutka pl” i tam ludzie wpłacają pieniądze na wózek dla chorej i rehabilitację!

Dziewczynka ma 15 lat i nikt do tej pory nie zainteresował się nią, a więc była pozostawiona sama sobie z chorą babcią, która przy niej trwa.

Moje dzielne Dziecko ma z tą sprawą dużo pracy, bo prowadzi także licytację przedmiotów by tylko zebrać jak najwięcej pieniędzy!

Ruszyła więc pomoc, w którą i ja mam swój wkład, ale w Polsce jest tak, że wszystkim pomóc się nie da!

Mam taką małą prośbę, bo jeśli czujesz, że możesz wspomóc, to Maja będzie wdzięczna.

Link do zrzutki – niżej:

Jestem dumna z mojej Córki, bo jednocześnie pokazuje swojej Córce, że warto pomagać, bo mamy to w genach!

Czasami pojawiają się w mediach prośby, by pomóc danemu dziecku, które musi wyjechać do innego kraju, a operacja kosztuje miliony i to nie rząd pomaga takim dzieciom, a właśnie darczyńcy, którzy są wrażliwi na ból i cierpienie.

Nasz rząd woli wydawać na bzdury pieniądze tak jak z Państwowego Funduszu Narodowego, co jest skandalem!

Maja jest 15 letnią dziewczynką, która mieszka w Witoszynie koło Choszczna. Dziewczynka cierpi na wrodzoną wadę ośrodkowego układu nerwowego (holoprosencepkalia), była operowana z powodu przepukliny oponowo-rdzeniowej,ponadto ma dysplazję stawu biodrowego. Majeczka nie chodzi, nie mówi, jest pampersowana i żywiona dojelitowo. Każdy jej dzień to walka o życie, łatwo u niej o złamanie kości, a zwykła infekcja grozi śmiercią. Maja potrzebuje permanentnej rehabilitacji, którą ma zapewnioną za darmo tylko do końca tego roku. Od stycznia 2020r. trzeba znaleźć nowego i przy tym płatnego rehabilitanta.

Dziewczynką zajmuje się wyłącznie jej babcia p. Marzena. Warunki mieszkaniowe, w której przyszło żyć dziewczynce są także bardzo trudne. Pani Marzena czuje bezradność w swojej sytuacji życiowej, ale walczy każdego dnia bez wytchnienia, aby zapewnić swojej wnuczce niezbędną opiekę i optymalny komfort życia. Maja jest dla niej całym światem.  Majeczka od niedawna jest uczestniczką Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego im. Kawalerów Orderu Uśmiechu w Suliszewie. Za zgodą pani Marzeny my pracownicy szkoły pragniemy jej i Majeczce pomóc, aby choć w małym stopniu ulżyć codziennemu ciężarowi życia i choroby wnuczki. Pani Marzena będzie wdzięczna za każdą okazaną pomoc i życzliwość.

Prosimy ludzi dobrego SERCA o najmniejsze wsparcie, aby podarować Mai i jej babci poczucie bezpieczeństwa i nadzieję na pewne jutro.

https://zrzutka.pl/pomoz-mai-sie-leczyc-i-rehabilitowac?utm_medium=social&utm_source=facebook&utm_campaign=sharing_button&fbclid=IwAR2pCM5PHI1Ybz5C-ugxZPSkf_nUtlIsWfr-weLvex5lJGazYHePYZu0vS8

Znalezione obrazy dla zapytania wośp 28

Eutanazja powinna być przywilejem!

 

Znalezione obrazy dla zapytania osoba starsza

Mamy następny kłopot w rodzinie z osobą starszą, choć z Mężem już też jesteśmy starszymi osobami.

Tak jest ten świat ułożony, że w czasie naszej starości – starzeją się nasi rodzice.

Jest noc i w ciągu niej po 3 razy dzwoni matka Męża, bo skoczyło jej ciśnienie, a wówczas zachowuje się dziwnie i koniecznie musi ktoś do niej przyjść, by ją wyciszyć i ewentualnie podać leki, bo sama zapomina!

Potrafi zadzwonić do wszystkich, starszych członków rodziny, bo nawet do wnuków, których numery ma w telefonie.

Jesteśmy cierpliwi i Mąż oraz jego brat matką się opiekują, ale sytuacja jest coraz bardziej przygnębiająca.

Mąż jest na każde skinienie i brat także, ale widzę jak są już zmęczeni, gdyż oboje jeszcze pracują i to ciężko, a te zarwane noce wysysają z nich energię.

Z dnia na dzień jest coraz gorzej, bo teściowa zaczyna zapominać i chowa rzeczy, a potem zapomina gdzie, albo zaczyna przypalać garnki.

Proponowałam Mężowi, aby zatrudnił opiekunkę, aby przypilnowała regularnych posiłków,  a także by brała leki, które także chowa, albo wyrzuca.

Teściowa jest wdową dobrze po 80-tce i naprawdę chorowała zawsze, bo była całe życie hipochondryczką, ale teraz zaczęła się masakra i nijak nie wiadomo jak rozwiązać problem, skoro nie życzy sobie opiekunki.

Prawie cała rodzina jest włączona w pomoc, by nie czuła się samotna, głodna i odrzucona, ale to wszystko za mało dla starszej pani.

Jakże często budzę się w nocy i zauważam, że nie ma Męża, ale wiem, że On śpi u swojej Mamy w opakowaniu, bo ta się uspokaja i też zasypia.

Gotować dla siebie już nie musi, bo moja Córka przywozi dla niej obiady ze szkoły – zresztą bardzo dobre, ale trzeba pilnować by zjadła, gdyż jest chuda jak szczypior!

Bardzo współczuję Mężowi, gdyż widzę jak bardzo chce jej pomóc i jest na każde Jej zawołanie, ale płaci to swoim zdrowiem, kiedy i jemu ciśnienie skacze i kiedyś może zapłacić za stres i nie przespane noce.

Jesteśmy już skrzypiący i tak patrzeć na starszego rodzica zastanawiamy się kiedy nas dopadnie starość po całości i jak nami się zaopiekują bliskie osoby!

Myślę, że ludzie starsi już wiekiem dość często zastanawiają się jak to będzie za parę lat, kiedy nagle staniemy się bezradni i warzywem skazani na pomoc innych ludzi.

Wiele razy pisałam na blogu, że jestem zwolenniczką eutanazji, do której powinien mieć każdy prawo, kiedy nie ma się zamiaru skazywać bliskich na męki!

Kiedy się nie chce skazywać na zmienianie brudnych pamperów, co jest wbrew człowieczeństwu i każdy powinien mieć wybór jak zakończyć swoje życie.

Mam 63 lata, a już wybiegam w przyszłość, że mogę zachorować na raka, na demencję starczą i na wiele innych chorób i powinnam mieć możliwość, aby uwolnić od siebie bliskich.

Nie wyobrażam sobie, że mogłabym podciąć sobie żyły, czy też się powiesić, ale dopuszczam śmierć po wzięciu dużej dawki leków!

Eutanazja nigdy w Polsce nie będzie zatwierdzona, ale jeśli ktoś ma pieniądze, to może się jej poddać w Holandii chociażby!

Póki co musimy mieć cierpliwość dla Mamy mojego Męża, która  żyje w swoim świecie, bo chce żyć!

Uzdrowiciele mają moc?

Znalezione obrazy dla zapytania uzdrowiciel

Parę lat temu jeśli w rodzinie ktoś źle się poczuł, albo po prostu coś mu dolegało, to prócz wizyty u lekarza jeździliśmy do pewnej uzdrowicielki o imieniu Laura, która mieszkała w Barlinku.

Laura mieszkała bardzo skromnie i przyjmowała pacjentów w małym pokoju, a pacjenta sadzała na zwykłym stołku, aby być najbardziej blisko.

Nie miała żadnej strony w Internecie, a ludzie dowiadywali się o jej mocy z przekazywania z ust do ust i tak fama się rozeszła.

Zgłaszali się do niej ludzie z całej Polski i naprawdę miała dużo roboty oraz rzecz jasna pieniędzy.

Nikt nie wiedział, czy miała zarejestrowaną działalność i czy odprowadzała podatki, ale ludzi pragnących pomocy, to wcale nie obchodziło, bo Laura była bardzo przyjazna ludziom.

Kiedy cierpiałam na depresję, to sama u niej się zjawiłam, by mnie wzmocniła i nadała jakiś sens w życiu, ale niestety – ja odpychałam jej dotyk i zupełnie do mnie nie trafiła, a w duszy się śmiałam z jej praktyk.

Jej  leczenie polegało na dotyku i szukania na ciele miejsc ciepłych i zimnych, a potem omawiała z pacjentem jak dalej postępować, czego unikać i na co należy zwrócić uwagę!

Jednak stał się cud, bo podczas wizyty powiedziałam, że zaczęły mi wypadać niepokojąco włosy.

Wzięła mnie na tapetę i zrobiła mi intensywny masaż głowy i wyobraźcie sobie, że problem zniknął na długie lata.

Mój Mąż bywał u Laury częściej i bezgranicznie wierzył w jej moc!

Kiedy tylko tracił energię, to jechał do niej, by go jak to mówił  – doładowała.

Wracał naładowany, ale osłabiony oraz bardzo uspokojony i senny.

Po takim zabiegu musiał odpoczywać kilka godzin, a potem stawał się ożywiony i pełen energii.

Mąż w to wierzył, a ja jednak nie!

Kiedy moja Teściowa miała problemy z ciśnieniem i inne dolegliwości, to Laura także stawiała ją na nogi!

Laura po takich zabiegach także była bardzo zmęczona i robiła grafik kiedy będzie mogła na nowo przyjmować i udzielać ludziom pomocy!

Trzeba  było po prostu umawiać wizyty telefonicznie i naprawdę sporo czekało się w kolejce.

Trzy lata temu doszła do nas wiadomość, że Laura nie żyje.

Umarła podobno na raka i jaka to jest złośliwość losu, że sama sobie nie była w stanie pomóc.

Korzystaliście z takich terapii i macie podobne doświadczenia, że szukaliście pomocy nawet u uzdrowicieli?

Depresja!

Wiele razy pisałam na blogu, że chorowałam, a może i dalej choruję na depresję i mam ataki paniki.

Wczoraj wybrałam się na spacer. Pierwszy raz po śmierci matki, a minęło już 6 miesięcy.

Wieczór był cudny i mało ludzi na ulicach, a ja po zrobieniu kilku zdjęć czym prędzej chciałam wrócić do domu, do mojej oazy spokoju.

Zmęczyłam się, bo szłam szybkim krokiem, aby jak najszybciej być w domu.

Zrozumiałam, że wciąż mam wątpliwości, czy nadaję się do życia na zewnątrz, skoro dopadają mnie lęki.

Rodzina mi zarzuciła, że w pewnym momencie 4 lata nie odwiedziłam swojej matki, ale rodzina nie zainteresowała się ani na jotę, dlaczego tak się stało?

Stało się więc tak, że mnie matka wydziedziczyła, bo miała tylko jedną córkę!

Nie zauważyła, że potrzebowałam pomocy!

Siedziałam w tamtym okresie w domu, albo leżałam i zastanawiałam się jak mam dalej żyć, skoro wszystkiego się bałam.

Zawsze byłam smutna, bo ojciec alkoholik wyprał ze mnie poczucie wartości i czułam się gorsza od swoich koleżanek, które pytały mnie w szkole średniej dlaczego jestem taka smutna.

Tak byłam smutna, bo czułam się od nich gorsza po prostu – stygmatyzowana alkoholizmem ojca.

Potem w życiu dorosłym wiele rzeczy poszło nie tak i się zwyczajnie załamałam.

Położyłam się do łóżka na wiele miesięcy i nie potrafiłam się pozbierać, by czerpać z życia wszystko, co najlepsze.

Poszłam do lekarza, bo miałam myśli samobójcze, które się dokonały, ale mnie uratowano.

Przepisywane leki były źle dobrane i cierpiałam jeszcze bardziej i czułam się źle wciąż.

Funkcjonowałam jakoś tylko dlatego, że miałam dzieci, ale faszerowałam się psychotropem, który przez 20 lat jakoś trzymał mnie w ryzach, ale organizm się zbuntował i wylądowałam na detoksie!

Przez 7 tygodni przeżywałam horror, ale jako tako z tego wyszłam.

Potem pojechałam na 3 miesięczną psychoterapię i od razu zauważyłam tam, że były tam osoby faktycznie chore na depresję, ale i byli kombinatorzy, którym zależało na papierku potrzebnym do uzyskania renty!

Nikomu na świecie nie życzę depresji, która zbiera coraz większe żniwo, bo nawet dzieci myślą o samobójstwie, gdyż tak bardzo są zagubione we współczesnym świecie.

Z depresji nie można się wyleczyć, a co najwyżej ją zaleczyć, co pozwala w miarę żyć!

Ja to wiem, bo wczorajsze uczucie lęku na spacerze uzmysłowiło mi, że jestem na pograniczu, kiedy w swojej ostoi jestem bezpieczna i nie wolno mi się denerwować, bo serce chce wyskoczyć i informuje, że tylko spokój może mnie uratować!

Przeczytajcie świadectwa ludzi dotkniętych depresją, bo ile bólu jest w tych zwierzeniach i nigdy nie można tym ludziom powiedzieć – weź się w garść, bo to jest krzywdzące!

Piszę o tym tak szczerze, bo pisanie mi pomaga przetrwać!

„Chyba przerosło mnie zwykłe życie”. Historie depresji pokazują, z czym mierzą się ludzie na całym świecie.

  • Ludzie z depresją muszą cały czas mierzyć się z tym, że inni nie uznają ich za chorych. Tak jakby wymyślili sobie chorobę, żeby przykryć, że są po prostu smutni i leniwi. A to przecież choroba, która finalnie prowadzi do śmierci. Tyle, że samobójczej – mówi Andrzej, jeden z bohaterów naszej akcji #NOTJUSTAMOOD. Historie naszych czytelników z Polski, Serbii, Węgier, Niemiec i Słowacji pokazują, że depresja ma wiele wcieleń i objawów, a jej bagatelizowanie może mieć tragiczne skutki.

Leczę się z depresji, a jednocześnie bardzo kocham życie – Ewa, 25 lat, Polska  

Prawdopodobnie jestem ostatnią osobą, jaką ktokolwiek podejrzewałby o depresję. Jestem towarzyska, pełna energii i pomysłów. Ale czasem tak się zdarza, że osoba, która najwięcej się uśmiecha, kryje w sobie najcięższe tajemnice. Miałam naście lat, gdy mój ojciec zaczął pić. Moja rodzina straciła dom, a ja na zawsze wewnętrzną równowagę. Nawet psa musiałam oddać do schroniska. Przez te wszystkie lata radziłam sobie z traumami dzieciństwa bez leków i terapii, bo miałam chłopaka, który był dla mnie wsparciem. Rok temu odszedł. Straciłam nie tylko miłość, ale przede wszystkim jedyną osobę, przy której czułam się bezpiecznie, której mogłam się wygadać i wypłakać. Gdy go zabrakło, nic już nie chroniło mnie przed „czarną dziurą”. Mimo że mam wielu znajomych, nikomu nie mogłam już powiedzieć, jak podle się czuję. Przestałam jeść i spać, ale do psychiatry poszłam dopiero, gdy zaczęłam mieć fantazje, że rzucam się z mostu. Wiem, że tak naprawdę nie chcę się zabić, że to choroba we mnie podsuwa mi takie myśli. Mam depresję i leczę się na nią, a jednocześnie kocham życie i kocham to, co robię w życiu. Leki stabilizują mnie i dają mi pewność, że jestem bezpieczna sama ze sobą. Będę brać je tak długo, aż zyskam całkowitą pewność, że chęć życia jest silniejsza niż myśli samobójcze.

Pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo – Carmel Paradise, 21 lat, piosenkarka, Słowacja

Nie miałam pojęcia, że to jest depresja, bo miałam tylko 12 lat. Czułam się źle, miałam ataki paniki. O tym, że jestem w depresji dowiedziałam się, gdy jako 15-latka próbowałam popełnić samobójstwo. Gdy wychodziłam ze szpitala, w raporcie przeczytałam, że mam depresję, zaburzenia lękowe, ataki paniki i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Może to dziwne, ale ucieszyłam się – w końcu zrozumiałam, kim jestem i dlaczego tak się czułam, wiedziałam, jak nad tym pracować. Początkowo byłam przerażona wizją wyzdrowienia, lekarze powiedzieli, że „to minie i będzie lepiej”, ale nie wiedziałam co to znaczy i czy odnajdę się w tej „nowej ja”. Dziś wiem, że pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo.

Zatapiałam się w nienawiści do siebie – Carlotta Pollmann, 21 lat, blogerka modowa, Niemcy

Historia mojej choroby zaczęła się, gdy miałam 14 lat. Powoli zdałam sobie sprawę z emocji, o których wcześniej nie miałam pojęcia: czułam albo pustkę, albo ból. Zaczęłam więc szukać drogi wyjścia z tych dwóch stanów. Najpierw nożyczki, potem sięgnęłam po nóż, a w końcu żyletki. Oczywiście, nie były to zdrowe sposoby radzenia sobie z moimi uczuciami, ale nie widziałam lepszego rozwiązania. Stałam się zależna od bólu i uczucia ulgi, która się z nim wiązała. Z czasem małe zadrapania stały się głębokimi cięciami, a raz w tygodniu zamieniło się w trzy razy dziennie. Samookaleczenie było dla mnie jedynym sposobem na chwilę spokoju. Cięłam się, gdy wpadałam w pustkę, bo ból i krew sprawiały, że znów czułam, że żyję. Cięłam się, gdy dopadał mnie wewnętrzny ból, bo ten fizyczny łatwiej było znieść niż to, co działo się we mnie. Samookaleczenie jest uzależnieniem i jak każdy nałóg daje ulgę tylko na chwilę, a potem jest tylko gorzej. Żałowałam tych cięć, zatapiałam się w nienawiści do siebie i znów się cięłam. To było błędne koło, z którego bardzo trudno było mi się wyrwać. Udało się dzięki pomocy rodziny, przyjaciół, niezliczonych terapii, ale przede wszystkim mojej własnej woli. Od kilku lat jestem wolna od samookaleczeń i akceptuję swoje depresje. Nauczyłam się o tym rozmawiać i radzić sobie z bólem w zdrowy sposób.

 

Depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam – Marta, 38 lat, redaktorka Noizz, Polska

W swoje 35. urodziny nie wstałam z łóżka, ale depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam. Tego dnia moje ciało zrozumiało, że nigdy sama niczego nie zmienię i to ono zdecydowało za mnie. Wcześniej zignorowałam wszystkie sygnały – trwającą dwa lata bezsenność, narastające ataki paniki, natrętne myśli samobójcze. Gdy nie mogłam spać – biegałam, gdy myślałam, żeby się zabić – zatapiałam się w pracy, gdy przestałam rozumieć, co czytam – powtarzałam jedno zdanie tyle razy, aż jego treść dotarła. Czułam, że jestem chora, ale robiłam wszystko, żeby nie przyznać, że mam depresję. To oznaczałoby, że nie jestem dość fajna, że nie doceniam tego, co mam, że nie daję rady. Gdy złamiesz nogę – to widać, ale jak wytłumaczyć innym, że łamiesz się w środku? Gdy nie dało się już dalej tego ukrywać, dziewczyna znalazła mi psychiatrę. Dostałam zwolnienie z pracy na miesiąc i leki, po których spałam ponad 12 godzin na dobę i czułam się gorzej, niż przed wizytą u specjalisty. Byłam totalnie „odcięta” od rzeczywistości – nic nie mogło mnie ani zdenerwować, ani ucieszyć. Lekarz sam nie był pewny czy to “zwykła” depresja, czy choroba afektywna dwubiegunowa. Zmieniał leki, a ja brałam kolejne zwolnienia. Miałam szczęście, bo byłam na etacie, a szefowa podeszła do mojej choroby z pełnym zrozumieniem. Co bym zrobiła, gdybym, jak większość moich znajomych, nie miała takiego zabezpieczenia? Po 4 miesiącach wróciłam do pracy, leki odstawiłam po ponad roku. Równolegle z antydepresantami zaczęłam psychoterapię. To bardzo drogi sposób, ale po trzech latach nadal tam chodzę, żeby nie stracić równowagi.

Zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień – Sara, 40 lat, Węgry

Nie byłam pierwszą osobą w rodzinie, która zachorowała na depresję, wśród moich bliskich były nawet próby samobójcze, więc gdy pojawiły się pierwsze objawy od razu poszłam do psychoterapeuty. Na terapii przepracowałam traumy z dzieciństwa – anoreksję, złe relacje, ale przede wszystkim śmierć taty. Myślę, że moja depresja jest silnie związana z jego odejściem. Uciekałam w alkohol, który – mimo że był tylko substytutem – dodawał mi energii i pomagał przezwyciężyć pustkę. Nie chciałam żyć, ale nie myślałam o samobójstwie, bo sama mam dziecko i czułam się za nie odpowiedzialna. Nie mogłam go zawieść. W końcu zdecydowałam się na leki antydepresyjne, ale to też nie było proste rozwiązanie, bo leki dobiera się metodą prób i błędów. Po niektórych byłam agresywna, inne za bardzo mnie usypiały. Minął rok zanim udało nam się z lekarzem dobrać odpowiednie tabletki. To ważne, by chorzy mieli świadomość, że zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień. U mnie pierwsze pozytywne efekty pojawiły się dopiero po kilku miesiącach farmakoterapii. Dziś mogę już spotykać się ze znajomymi, często się śmieję, mniej martwię się o niepotrzebne sprawy i nie towarzyszy mi ciągły niepokój, ale to nie znaczy, że jestem w pełni zdrowa. Nadal obserwuje siebie, żeby mieć pewność, że w przyszłości poradzę sobie bez leków.

Przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem – Sebastian Goddemeier, 25 lat, dziennikarz Noizz, Niemcy

Mój pierwszy atak paniki miał miejsce w 2016 roku. Miałem 22 lata. Tego dnia zdiagnozowano u mnie guz w lewym płucu. Obwód: osiem centymetrów.

Wieczorem siedziałem w barze z przyjaciółmi, piłem tylko wodę. W pewnym momencie ściany wydawały się zbliżać, muzyka stała się nieznośnie głośna, nie mogłem oddychać. Wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na chodniku i nie mogłem uwierzyć w to, co się ze mną dzieje. Tak wygląda atak paniki.

Wróciłem do domu i tłumaczyłem sobie, że to nic, tylko muzyka była za głośna i zrobiło mi się słabo. Ale gdy zasypiałem, moje serce nagle zaczęło bić jak dzikie, ścisnęło mnie w klatce piersiowej, a w głowie pojawiła się natrętna myśl, że zaraz umrę. Zadzwoniłem po karetkę, w szpitalu podano mi Tavor (Lorazepam – przyp. red.), silny lek przeciwlękowy, po którym czujesz się jak pusta skorupa i śpisz cały dzień.

W międzyczasie pomyślnie przeszedłem operację płuc, guz wycięto, ale panika pozostała. Przez dwa lub trzy lata zmagałem się ze strachem. Ataki paniki pojawiały się coraz częściej – w biurze, w metrze, w trakcie ćwiczeń, w domu, w Boże Narodzenie. W pewnym momencie bałem się już nawet samego strachu. Żeby go nie czuć, odurzałem się alkoholem. Jednocześnie wstydziłem się moich ataków i nie chciałem nikomu wyjaśniać co się ze mną dzieje, zwłaszcza w pracy.

Po operacji płuc zacząłem psychoanalizę. Trzy razy w tygodniu leżałem na kozetce i opowiadałem o swoich stanach. Dzięki terapii zdałem sobie sprawę, że przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem. Lęk często pojawiał się, gdy traciłem kontakt ze sobą i odwracałem uwagę od swoich uczuć i nie słuchałem intuicji. By lepiej poznać siebie w 2018 roku przestałem pić alkohol.

Dziś mogę powiedzieć, że jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek, ale to nie znaczy, że jestem całkowicie wolny od lęków. Benedict Wells napisał: „Trudne dzieciństwo jest jak niewidzialny wróg: nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy”. Tak samo jest z paniką.

Samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi – Judit, 25 lat, Węgry

Miałam 22 lata, kiedy pojawiły się pierwsze objawy depresji. Wszystko zaczęło się od poczucia samotności, a właściwie wyobcowania. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Wykonanie codziennych czynności sprawiało mi olbrzymią trudność. Depresja i paniczny lęk doprowadziły mnie do jedynego rozwiązania – zaczęłam sama siebie krzywdzić. Myślałam, że fizyczny ból pozwoli łatwiej znieść to, co czuję w środku. Ale samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi. Czułam się jeszcze gorzej, bo w ten sposób krzywdziłam nie tylko siebie, ale także całą moją rodzinę. Dotarło do mnie, że potrzebuję pomocy. Psycholog skierował mnie do psychiatry, a ten dał mi leki psychotropowe. Farmakoterapia wzmocniła mnie na tyle, że mogłam odstawić tabletki już po czterech miesiącach, ale na terapię chodziłam ponad rok. Gdy czułam się już w miarę stabilnie, postanowiłam wyjechać na trzy miesiące do Stanów, zmiana otoczenia bardzo mi pomogła, wróciłam do domu silniejsza i spokojniejsza.

Przerosło mnie zwykłe życie – Olja, 17 lat, Serbia

Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i dławienia się, potem doszły lęki, niepokój, bóle mięśni, w końcu myśli samobójcze. Na początku płakałam codziennie, potem już nawet na to nie miałam siły. Dlaczego? Chyba przerosło mnie zwykłe życie – kłótnie z rodzicami, rozstanie z chłopakiem, próba gwałtu, śmierć babci. Do tego styl życia, któremu nie obce były alkohol i narkotyki. Depresja zaczęła się prawie rok temu. Rodzice od razu zauważyli zmianę i zachęcali mnie, żebym poszła do psychologa. Na początku ich nie słuchałam, nie zdawałam sobie sprawy, że mój stan jest tak poważny, ale też nie wierzyłam, że ktoś może mi pomóc. Trafiłam do lekarza, gdy nie mogłam już zrobić niczego koło siebie, nawet wstać z łóżka. Psychiatra od razu dał mi leki. To była dobra decyzja, bo dość szybko poczułam poprawę. Zaczęłam trenować i sport do dziś bardzo mi pomaga. Biegam, mam grono zaufanych osób, z którymi spędzam czas. Nie powiedziałabym, że jestem w pełni zdrowa, ale kontynuuję leczenie i czuję, że jest mi o wiele lepiej.

Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała” – Umelkyňa Denisa, Słowacja

Odkąd skończyłam 12 lat, byłam “dziwna”, spięta, zdemotywowana, apatyczna. Dopiero w szkole średniej pomyślałam, że to może być depresja. Myśli, że do niczego się nie nadaję, że nikt mnie nie lubi, że nie mam żadnej wartości stały się tak natarczywe, że paraliżowały mnie. Rodzice widzieli, że mam problemy, ale ignorowali je. Sama je ignorowałam, aż do pojawienia się dziecka. Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała”, wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym, gdy moje dziecko miało zaledwie 2,5 miesiąca. Spędziłam tam cztery tygodnie, lekarze zdecydowali, że najlepszą metodą dla mnie będą elektrowstrząsy, bo one przynoszą najszybszą poprawę. Sześć zabiegów postawiło mnie na nogi.

Na terapię poszedłem o 5 lat za późno – Paweł, 25 lat, Polska

Myślę, że pewna melancholia jest niejako „wbudowana” w mój system. W liceum jarałem się tym, że jestem smutny. Pewnie już wtedy zamiast programować w sobie, że smutek jest fajny i twórczy, powinienem się udać na pierwszą konsultację psychologiczną, bo z biegiem lat przestałem kontrolować moje lęki. Kryzysy przychodziły falami, trwały dwa-trzy miesiące, a później jakoś udawało mi się wyjść z dołka. O ile nie miałem problemów z codziennym funkcjonowaniem, coraz trudniej szło mi kontaktowanie się z otoczeniem: ludzie wydawali mi się wrogami, panicznie bałem się zabierać głos na zajęciach, mimo że naprawdę miałem dużo do powiedzenia. Zasypiałem i budziłem się z lękiem.

Cudem skończyłem studia; zacząłem unikać imprez, bo zabawianie ludzi i ciągłe zastanawianie się czy jestem odpowiednio fajny było dla mnie zbyt trudne. Pozwoliłem, by paraliżujący stres zdominował moje życie, z czasem pojawiał się już nawet wtedy, gdy teoretycznie znajdowałem się w bezpiecznych warunkach. Niedawno poszedłem do lekarza, ale znalezienie odpowiedniego terapeuty też zajęło mi bardzo dużo czasu. Możecie się domyślić, że dzwonienie do przychodni i chodzenie po lekarzach to nie jest ulubiona czynność osoby, która jest w depresji. Szczególnie, gdy na terapię zapisujecie się jakieś 5 lat za późno. Teraz chodzę prywatnie na terapię indywidualną, a lekarkę otrzymałem z polecenia od zaufanej osoby. Gdyby nie to polecenie, pewnie nadal byłbym bez terapii.

Mam nerwicę. Terapia mi pomaga, bo uświadamia mi, że nie jestem z moimi lękami sam. Terapeutka poleca mi środki farmakologiczne, myślę, że wkrótce skorzystam z jej rady, bo przeczytałem, że permanentny stres i nerwica powoduje zmiany chemiczne w mózgu.

#NOTJUSTAMOOD – rozmawiajmy o depresji

W Noizz chcemy wyraźnie powiedzieć, że depresja to poważny temat, którego nie można ignorować. Mamy nadzieję, że dzięki akcji #NOTJUSTAMOOD zaczniemy rozmawiać o leczeniu otwarcie: bez tabuizowania i stygmatyzowania chorych, bez porad w stylu “weź się w garść” albo “spróbuj się uśmiechnąć”. Będziemy pokazywać temat zdrowia psychicznego z różnych perspektyw, mówić o tym, że warto sięgać po pomoc specjalistów. Przez następne miesiące będziemy rozmawiać z ekspertami oraz osobami cierpiącymi na depresję. Będziemy publikować wywiady oraz osobiste historie ludzi z Polski, Niemiec, Słowacji, Serbii i Węgier, czyli krajów, w których jesteśmy obecni. Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, opisać swoje doświadczenia ze zmaganiami z depresją lub opisać historię znajomego, napisz na notjustamood@noizz.pl

*

Jeśli czujesz, że jesteś w ciężkiej sytuacji i potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, nie czekaj i porozmawiaj ze specjalistą całodobowego Centrum Wsparcia800 70 2222. Numer jest bezpłatny. Możesz również wysłać maila lub porozmawiać na chacie. Jeśli jesteś dzieckiem zadzwoń pod (również bezpłatny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich: 116 111.

https://noizz.pl/not-just-a-mood/depresja-historie-ludzi-ktorzy-zachorowali-objawy-depresji-notjustamood/0bfkxxw

Sąsiedzka pomoc!

 

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, dom, na zewnątrz i przyroda

Pokazuję w jakim bloku mieszkam od ponad 40 lat.

Za balkonem mam dużo zieleni i naprawdę mieszaka się tutaj bardzo przyjemnie, bo drzewa i inne budynki oddzielają nas, mieszkańców od ulicy głównej, po której jeździ  dużo samochodów.

W bloku żyje 36 rodzin, a w każdej klatce po 12, a w mojej klatce przeważają seniorzy, gdyż młodych jest bardzo mało.

Spytałam Męża czy mogę napisać o naszej klatce i sąsiedzkiej pomocy?

Mąż się zgodził i nie widzi w tym nic złego, że pomagamy sąsiadowi chorym na raka, aby po prostu go wspomóc, bo pieniędzy on nie ma za wiele, choć pracował.

Kilkanaście notek  poniżej napisałam o pomocy sąsiedzkiej, ale nie wiedziałam, że czyta mnie siostra sąsiada i tak mnie na Facebooku ochrzaniła, że zajmuję się plotami, a więc wpis ukryłam, choć całkiem niepotrzebnie.

Nie wiedziałam, że mój blog ma taki zasięg, a po drugie we wpisie nie było ani grama kłamstwa, a napisałam jak jest!

Sąsiad ma trzy siostry i między tym rodzeństwem toczy się bój o mieszkanie, ale żadna z nich bratem się nie interesuje, a wszystko dlatego, że rodzice nie podzielili swego majątku równo między dziećmi.

Kiedy rodzice odeszli zaczęła się sądowa walka o schedę.

Niech chcę wnikać zbyt głęboko, bo to nie moja sprawa, ale zastanawia mnie to, że gdyby nie sąsiedzi, to sąsiad by padł z głodu!

Nie boję się już o tym pisać, bo nie zmyślam i nie koloryzuję, a piszę samą prawdę jak jest!

Bardzo często nawet gotuję więcej, aby zapakować sąsiadowi słoik zupy, czy też innego dania.

To samo robi mój drugi sąsiad, który jest świetnym kucharzem i także sąsiada nie omija.

Inny sąsiad zmieniał meble, a więc swoje dobre oddał choremu sąsiadowi.

Inna sąsiadka także wspomaga jak może i wiecie co?

Cieszę się, że mieszkam w klatce z ludźmi pełnych empatii, co przyznacie rzadko się teraz zdarza.

Mój Mąż bardzo często pożycza jakąś kwotę, by ten kupił sobie cokolwiek do jedzenia i opłacił światło i gaz, a jedna z sióstr na święta ofiarowała mu 100 złotych.

Siostry raczej nie pomagają, bo wszyscy są tak skłóceni, że przykro na to patrzeć.

Jakże często to rodzice skłócają swoje dzieci nie zdając sobie sprawy z tego, że walka o spadek je podzieli do końca życia.

Jestem tego ofiarą i skoro matka mnie nie uważała, że jestem jej dzieckiem, to naprawdę nie spieszy mi się na cmentarz, aby zapalić jej znicz!

 

Odpieprzcie się od staruszki!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Przeczytajcie powyższe motto Coco Chanel i zapamiętajcie, że trzeba myśleć samodzielnie, ale najlepiej głośno.

Patrzę na naszych polityków – obojętnie z jakiej opcji i tak sobie myślę, że oni mają głowy jak sklep i wielką odporność psychiczną.

Czytam na FB, czy na TT komentarze skierowane do nich i gdybym ja była w polityce i takie bym otrzymywała komentarze i memy na swój temat, to bym tego nie wytrzymała psychicznie i wycofałabym się z polityki.

Ja wiem, że oni tam są wszyscy dla kasy, a nie z  troski o mnie i o Was, ale mają łby jak sklep – market i wszystko w tych głowach się pomieści, bo nawet najgorsze inwektywy kierowane do nich.

To samo dzieje się w rodzinach, że ktoś milczy i nie chce nikogo urazić, a ktoś inny wali w ciebie ile się da i z tego powodu nie ma ani grama skrupułów.

Jeśli chcesz jasności w rodzinie, to wal z grubej rury i wyłuszczaj draństwo, bo inaczej ciebie zjedzą jak piranie.

Nie można akceptować draństwa i wówczas trzeba myśleć głośno, a nie chować wszystko w sobie, bo wówczas dusza choruje i chce się wyć w samotności.

Nie wolno pozwolić sobie na to, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, które twierdzą, że podczas choroby mamy, mnie nie było i dyskredytują mój wkład, bo dla nich to było takie nic!

Matka umarła i już nie mam szansy na zadanie pytania – dlaczego?

Co mi po mamie zostało:

  • stara patelnia,
  • płaszczyk, który jej kupiłam,
  • wazon wręczony na imieniny i dwie bluzki, kiedy tamci ludzie zgarnęli 79 tysięcy!

Uwierzcie, że nie chodzi mi o tą kasę, bo w  każdej chwili mogę z Sądu wycofać pozew, ale chodzi  o szacunek, że przez dwa lata byłam przy chorej i byłam na każde zawołanie!

W tym momencie czuję się oszukana, kiedy siostrzenica mi pisze, że nic dla matki nie zrobiłam i to boli mnie okropnie!

Byłam na tyle delikatna i niedociekliwa i nie spytałam, czy choć jakiś kąsek  matka zapisała na mnie, a teraz tamci ludzie mają wszystko w łapach i jeszcze mnie obrażają!

Powinnam już wówczas myśleć głośno, ale kultura osobista mi tego zabraniała i obudziłam się z ręką w nocniku.

Podczas choroby mamy miałam skierowanie do szpitala z powodu awarii serca, ale dla tych ludzi to była moja fanaberia!

Dziś ponownie od rodziny dostałam plaskacza i od południa chodzę i płaczę zamiast im powiedzieć – odpierdolcie się!

Mam swoje lata i nikt by nie chciał się zamienić ze mną na życiorys.

Przeżyłam tyle, że teraz mam prawo do swojego życia i odpoczynku, a wy zajmijcie się swoim życiem, swoją rodziną i dziećmi, gdyż mi się należy odpoczynek od życia i to ja powinnam być zapraszana na kawę w ramach wdzięczności, a nie odwrotnie – koniec, basta!

Nikt nie ma prawa dla swoich korzyści i wygody nas wykorzystywać, a tym bardziej, że mamy bliżej niż dalej!

Nikt z rodziny nie ma prawa obdzierać nas z naszych zasług – nikt!

Buntujcie się i myślcie głośno – nawet jeśli to będą wulgaryzmy.

Przez wiele lat byłam w depresji i wstawałam po nocy o 4 rano, a teraz śpię do 10 i nikt nie ma prawa mi tego zabierać, bo ani siostrzenica, ani córka!

Jeśli będą chciały, to opiszę mój życiorys i napiszę odpieprzcie się od staruszki!

365 dni w obiektywie LG/Samsunga

365 days a lens LG/Samsung

WikaKos czyta

Bardzo miło Mi gościć was na moim blogu😊😍. Będę tu dodawała recenzje książek📚 i opisywać wrażenia, które dotyczyły mi podczas ich czytania. Przekaże wam ich minusy 👎i plusy👍. Abyście mogli zobaczyć jak wygląda książka pokazywać będę okładki i w postach umieszczę fragmenty🗨️książek. Następnym zadaniem mojego blog jest zachęcenie ludzi (najlepiej młodzieży👥) do czytania książek. Mam już wiele pomysłów na posty z tym związane. 🤗Zapraszam na mojego blog WikaKosczyta! mam już umieszczone na nim kilka recenzji

Travel N Write

Travel, Poetry & Short Stories

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Szufladkowe poezyjki

Wiersze, poezja, skryte myśli. Jestem słowem.

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

Program PIT 2020 pobierz

Programy do rozliczenia PIT

welcome to my blog

blogging, travel, advertising, christianity, google, life, blog,

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

Blog Caffe

Mój punkt widzenia / My point of view

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Wodospad Slow

Przemyslenia,wiersze,smutne,wesole./Wszelkie kopiowanie wierszy,tekstow bez mojej zgody zabronione.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

nieporadnik prywatnej osoby o Irlandii, Polsce, wieczorach filmowych, książkach, ludziach, muzyce, zwierzętach i zmianie na lepsze.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych