Archiwa tagu: choroba

Poszła baba do lekarza!

Kto mnie czyta, to wie, że trochę zaczęłam się leczyć i w związku z tym chodzę do lekarzy, co jakiś czas.

Właśnie wczoraj odbyłam wizytę w szpitalnej przychodni i to, co mnie podczas tej wizyty spotkało – spowodowało, że musiałam się z tym przespać!

Dopiero dziś dojrzałam do tego, aby napisać co i jak!

Siedziałam w kolejce do lekarza jakieś 1,5 godziny, bo mimo przydzielonej godziny, to czekanie się wydłużyło, bo lekarz wyszedł z gabinetu i długo go nie było! Norma!

Wreszcie przyszła moja kolej, weszłam do gabinetu i pokornie usiadłam na krześle po drugiej stronie stołu!

Mimo, że byłam już drugi raz, to lekarz zaczął mnie przepytywać tak jak za pierwszym razem i spytał czy pracuję?

Odparłam, że jestem na emeryturze i już nie pracuję, a ten  gdzie pracowałam?

Odparłam, że tu i tu, a on do mnie, a czym się w pracy zajmowałam?

Pokornie odpwiedziałam, ale nie widziałam zasadności tych dziwnych pytań, bo co ma piernik do mojej cukrzycy!

Spojrzał w książeczkę cukrzyka i zaczął zapisywać w karcie moje wyniki, a potem pomachał mi moimi wynikami z krwi przed nosem i rzekł – przez ostatnie trzy miesiące pani się obżerała ponad miarę i nieprzyzwoicie.

Spojrzałam na niego i prosiłam o powtórzenie, bo myślałam, że czegoś nie zrozumiałam.

A on do mnie, że paramer z krwi wskazuje, że się obżerałam chyba jakimiś golonkami i mięsiwem i zaczął na mnie się drzeć, że powinnam wiedzieć jaki parametr jest prawidłowy przy cukrzycy.

Zdębiałam, ale się nie społoszyłam i powiedziałam wprost, że jest w ogromnym błędzie, bo przez rok zrzuciłam 18 kilogramów, a moja dieta jest bardzo skromna i właściwie nie jadam pieczywa, a obiad jest bardzo skromny i nie jem kolacji po 18!

Wbiłam go w konsternację i nagle poszedł po rozum do głowy, że ja trzy miesiące przed leczeniem nie brałam żadych leków i stąd są takie, a nie inne wyniki.

Nawet mnie nie przeprosił za kalumnię rzuconą o obżarstwie!

Ale to  nie koniec szopki!

Jeszcze raz spojrzał na moje pomiary cukru i jednego wieczora miałam poziom blisko 200!

Grzecznie się przyznałam, że zjadłam trochę czereśni, bo sezon, a on do mnie – czeeereśnie pani zjadła?

A wie pani, że nie wolno jeść pani żadnych owoców, a jedynie warzywa i napadł na mnie w te słowa – a wie pani gdzie jest najwięcej węglowodanów?

Ja jąkając się odparłam, że w owocach,  on – no właśnie w końcu pani to zrozumiała i to wszystko podniesionym głosem!

Poczułam sie jak intruz i w pewnym momencie miałam ochotę pieprznąć drzwiami i powiedzieć mu, że pomylił się z powołaniem, ale zachowałam stoicki spokój!

Wyznaczył mi kolejną wizytę i pójdę i będę dalej pod jego kontrolą, ale nie dam się sprowokować temu chamstwu.

Pisałam niżej, że kiedy miałam arytmię serca, to trafiłam do szpitala, a tam lekarka – młoda też wydarła na mnie buzię, że nie umiem opowiedzieć o tym – dlaczego jestem słaba.

Dopiero kiedy spłynęły wyniki moje z krwi i moczu się przestraszyła i chciała mnie zostawić na obserwację!

Podziękowałam jej, bo nie pozwolę, aby ktoś traktował mnie – senorkę jak zło konieczne.

Powiem Wam szczerze, że bywało, iż w czasach komuny miałam styczność z lekarzami, bo przecież rodziłam i dzieci chorowały, ale nigdy nie spotkałam się z takim chamstwem!

Unikałam lekarzy jak ognia całe życie, a ten lekarz mnie się pyta na co jeszcze choruję?

Odpowiedziałam grzecznie, że jestem niezdiagniozowana, bo miałam pierwsze USG w swoim życiu i jego to dziwi!

Leczysz się nadmiernie, to jesteś natrętem, a nie leczysz się, to jesteś idiotą!

Rozumiem, że od prawie 3 lat wszyscy boją się PiS i jego nowych rządów, ale dlaczego mają to odczuwać pacjenci Bogu ducha winni?

Oto moje menu odkąd wiem, że nie mogę sobie folgować z dietą.

Czytam, co mi wolno, a czego nie, ale to jest takie trudne, bo mamy sezon i chce się spróbowowac wszystkiego i popełnia się małe grzeszki, ale za sałatę mnie cham lekarz chyba nie zbeszta, a truskawki mają mały indeks glikemiczny i czytam w sieci, że czereśnie też, ale co ja tam wiem!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Reklamy

A kiedy nastąpi kres życia!

Jesteśmy z Mężem już 43 lata razem, a poznaliśmy się kiedy mieliśmy po 15 lat – gówniarze!

Chodziliśmy z sobą prawie cztery lata, włócząc się alejkami nad jeziorem i się wzajemnie poznając – no wiecie takie nieśmiałe przytulaski i pierwsze pocałunki.

Pamiętam to jak by to było wczoraj i nigdy nie zapomnę tego naszego zakochania sztubackiego i tych motyli w brzuchu.

Zaszłam w ciążę i chyba tak jak tysiące młodych kobiet w pierwszych chwilach uniesień i całkowitym zatraceniu się w miłości.

Czułam, że to jest ten jedyny na całym świecie i całkowicie oddałam się tej miłości.

Wzięliśmy ślub i byłam na tyle dojrzała, aby stworzyć poważny związek i mieć jeszcze jedno dziecko.

Pracowałam i wychowywałam swoje pierworodne dziecko, kiedy Mąż odbywał dwa lata w zasadniczej służbie wojskowej, a ja cierpliwie czekałam na Jego powrót.

W ciągu tych 43 lat nie raz dopadł nasze małżeństwo armagedon i nie raz otarliśmy się o rozwód!

Ale przetrwaliśmy i teraz po latach oboje wiemy, że po co to, co złe się stało!

Nie rozumieliśmy wtedy, że życie jest tak krótkie i szkoda, że tak wiele razy się zraniliśmy.

To teraz na stare lata doceniamy bycie razem, i to co było złe nie wspominamy, a coraz bardziej się kochamy i żałujemy, że w młodości zrobiliśmy sobie tyle krzywdy.

W obliczu starości oboje nie wiemy jak potoczy się nasze życie i czy ja pierwsza zachoruję, czy mój Mąż.

Kto kim pierwszy będzie się opiekował w razie choroby, bo ten czas się zbliża nieuchronnie i kiedyś nastąpi kres naszego małżeństwa i się rozstaniemy na zawsze.

Bardzo mnie wzruszają takie historie – jak ta poniżej i może i u nas tak się zdarzy, że jedno nie będzie mogło żyć bez drugiego – czas pokaże i tylko nasze dzieci będą tego świadkami.

Po prawie 70 latach małżeństwa umarli w odstępie 40 minut. Gdy dzieci popatrzyły na ich dłonie, zalały się łzami.

Historia Izaaka i Teresy to dowód na to, że nawet dzisiaj taka miłość istnieje.

Historia tej dwójki zaczęła się jeszcze przed II wojną światową, gdy w 1926 roku w Urugwaju urodził się Izzak, a 2 lata później w Argentynie Teresa. W tym drugim kraju para poznała się. Był to 1945 rok. Pomimo młodego wieku wiedzieli, że spotkali miłość swojego życia. 2 lata od pierwszej randki byli już małżeństwem.

Młodzi zaczęli wspólne życie w jednej z dzielnic Buenos Aires. Tam zostały poczęte ich dzieci: Lew, Klara oraz Daniel. W 1968 roku rodzina przeprowadziła się do Chicago.

Był to kolejny rozdział rodziny, który również był bardzo szczęśliwy. Izzak prowadził restaurację, która przynosiła niemałe zyski. Mimo tego zakochani nadal żyli dosyć skromnie. Prawie całe pieniądze inwestowali w edukację swoich dzieci.

Mijały kolejne lata, a ich miłość nadal była żywa. W pewnym momencie kobieta zachorowała na Alzheimera. Mimo to mąż nadal dzielnie się nią opiekował i dbał, aby niczego jej nie zabrakło. Po pewnym czasie również i Izaak zaczął podupadać na zdrowiu.

W końcu nie mógł już samodzielnie opiekować się żoną. Wtedy też podjęto decyzję o przeniesieniu Teresy do domu opieki, gdzie mąż codziennie ją odwiedzał.

W wieku 92 lat Izaak zachorował na ciężką grypę. W tym samym czasie zachorowała i Teresa, ale na zapalenie płuc. Oboje trafili do jednego szpitala. Kiedy ich dzieci weszły na salę, gdzie byli rodzice, zobaczyły coś wzruszającego.

Mimo tego iż obydwoje byli wyczerpani i umierający, nadal trzymali się za ręce. Wspierali się do samego końca.

 

Teresa odeszła pierwsza. Czterdzieści minut później zmarł również Izaak. Odeszli prawie w tym samym momencie. Po latach prawdziwej miłości rozdzieliła ich śmierć…

Kamień z serca!

Podobny obraz

Jak pisałam niżej zaczęłam chodzić po lekarzach i w konsekwencji zadbać o swoje zdrowie.

Nie chodziłam po lekarzach latami i myślałam sobie buńczucznie, że jestem niezniszczalna, bo nawet żadne grypy mnie się nie imają.

Jednak miesiąc temu poczułam się źle, bo zaczęło kołatać mi serce i znalazłam się na kilka godzin w szpitalu.

Tam podano mi kroplówki, a po zbadaniu krwi chcieli mnie zostawić na obserwację na kilka dni!

Nie zgodziłam się, bo panicznie boję się szpitali, a wyniki z krwi wykazały, że moja wątroba coś szwankuje.

Zaczęłam więc leczyć się abulatoryjnie i biegam po lekarzach.

Ten zły wynik wątrobowy od razu zrodził w mojej głowie, że mam raka wątroby, tak jak moja chora Mama.

Już widziałam siebie w szpitalu, gdzie dają mi chemię i oczywiście to, że umrę na raka, bo mam w życiu takie „zezowate szczęście”.

Według wskazówek lekarza zaczęłam systematycznie badać poziom cukru i oczywiście regularnie biorę zapisane mi leki.

Rodzinna skierowała mnie do specjalisty, a ten napisał dla mnie skierowanie na USG jamy brzusznej.

Do badania dzisiejszego miałam parę dni i w wyobraźni miałam diagnozę – rak!

Nawet do Męża powiedziałam, że jak umrę, to ma się ponownie ożenić z kobietą, która o Niego zadba!

Sama siebie pocieszałam, że rak to nie wyrok i w dzisiejszej, rozwiniętej medycynie jakoś mnie uratują!

Ze strachem na ramieniu poszłam dzisiaj na te USG i pokornie czekałam na swoją kolejkę, ale wewnętrznie byłam sparaliżowana i strasznie wystraszona, że za chwilę usłyszę wyrok!

Tak samo czułam się na kozetce, kiedy pani robiła mi to USG i czekałam na to straszne słowo – rak, torbiel, guz, narośl.

Pani podała mi papier, abym się wytarła z tego żelu i usłyszaaaam – śledzona zdrowa, trzustka zdrowa, nerki działają i w końcu wątroba zdrowa choć lekko stłuszczona jak to bywa u cukrzyków.

Wyleciałam z gabinetu jak na skrzydłach i poczułam ogromną ulgę i do teraz czuję się jak w skowronkach, że mi się udało.

Mam do Was kochani apel – badajcie się i nie odpuszczajcie mimo, że do lekarzy są ogromne kolejki i trzeba swoje wysiedzieć, ale warto i nie idźcie moją drogą, że uważałam, że nie lubię lekarzy.

Nie zabierzemy kasy na tamtą stronę!

Nigdy, ale to nigdy w moim życiu nie marzyła mi się willa z basenem, jacht, osobisty samolot, kolekcja rzeźb i obrazów oraz droga biżuteria czy piękne stroje.

Nie marzyłam o tym, bo było to nieosiągalne, a więc po co miałam sobie tym zaprzątać głowę.

Marzył mi się w czasach młodości malutki domek, gdzieś na wsi ze swoim ogrodem zapełnionym grządkami i malutkim sadem.

To marzenie się spełniło, bo mieliśmy dość sporą altanę i 32 ary ziemi, gdzie jeździlimy na grilla z całą rodziną, a ja po ciężkim tygodniu w pracy tam się ukrywałam z dala od trosk i kłopotów.

Kiedy kończyłam pracę w piątek, to robiłam sobie szybkie zakupy i Mąż mnie tam na dwa dni woził, choć sam nie lubił tam nocować.

Budziły mnie ptaki drepczące po dachu, a ja o poranku chodziłam do lasu zbierać grzyby, jagody i byłam szczęśliwa, że mogę odpocząć na łonie przyrody.

Jeździłam tam także zimą i sama rąbałam drzewo, a potem rozpalałam piecyk, aby było mi ciepło i potrafiłam przez dwa dni leżeć i czytać książki.

Z czasem trzeba było zrezygnować z działki, bo oboje z Mężem stwierdziliśmy, że nie damy rady ogarnąć tak dużego terenu.

Zmierzam do tego, że znam ludzi pazernych na kasę i ciągle na coś ciułających.

Dali by się pokroić za pięc złotyczh i liczą te pieniądze i nie potrafią nawet z nich mądrze korzystać.

Odmawiają sobie wszystko i rezygnują z przyjemności, bo dla nich liczy się stan konta  i nie potrafią się tymi pieniędzmi cieszyć – zapominając, że do grobu tej kasy nie zabiorą.

Ja zawsze chciałam mieć tyle pieniędzy, aby mi nie brakowało do pierwszego i abym nie musiała brać kredytu, choć kilka razy się zdarzyło na nowe meble, czy też remont mieszkania.

Cieszę się tym, co mam i uwielbiam swój mały domek, w którym czuję się bezpieczna i kochana.

Ludzie gonią za kasą całe życie i pławią się w luksusach, ale kiedy przychodzi choroba, to zaczynają dochodzić do wniosku, że popełnili kardynalny błąd goniąc za pieniądzem i dopiero na łożu śmierci przychodzi refleksja i opamiętanie.

Przeczytajcie ostani list  Steve’a Jobsa, który posłał w przestrzeń publiczną bardzo ważne przesłanie o tym, że pieniądze to nie wszystko, a najważniejsza jest miłość:

 

Zdjęcie użytkownika Leszek Bartoszewski.

Ostatnie słowa Steve’a Jobsa:

„Osiągnąłem szczyt sukcesu w biznesie. W oczach innych, moje życie stało się symbolem sukcesu.
Jednak oprócz pracy, mam niewiele radości. Bogactwo nie robi już na mnie żadnego wrażenia.
W tej chwili, leżąc na łóżku szpitalnym i rozpamiętując całe życie, zdaję sobie sprawę, że wszystkie osiągnięcia i bogactwa, z których kiedyś byłem tak dumny, stały się nieistotne w obliczu mojej rychłej śmierci.
Kiedy w ciemności, patrzę na zielone światła urządzenia do sztucznego oddychania i słyszę jego mechaniczne dźwięki, czuję oddech zbliżającej się śmierci.
Dopiero teraz rozumiem, że nawet jeśli zgromadzisz dużo pieniędzy, nagle chcesz realizować cele, które nie są związane z bogactwem. Jest coś ważniejszego: miłość, sztuka, marzenia z twojego dzieciństwa.
Nie, nie uganiaj się za bogactwem, to może robić tylko osoba tak zakręcona jak ja.
Bóg stworzył nas, aby każdy mógł poczuć miłość w sercu, a nie biegał za złudzeniami budowanymi przez sławę i pieniądze, tak jak ja to robiłem w moim życiu. Teraz wiem, że nie mogę zabrać je ze sobą.
Jedyne co się liczy to wspomnienia wzmocnione miłością.
To jest prawdziwe bogactwo, które będzie szło za tobą; będzie ci towarzyszyło, da siłę i światło, które cię poprowadzi.
Miłość nie zna granic. Będzie ci towarzyszyć nawet poza granice życia. Przeniesie się tam, gdzie chcesz się udać. Dąż do osiągnięcia celów, które sobie wyznaczasz. Wszystko jest w twoim sercu i w twoich rękach.
Które łóżko jest najdroższe na świecie? Łóżko szpitalne.
Jeśli masz pieniądze, możesz zatrudnić kogoś do prowadzenia twojego samochodu, ale nie jesteś w stanie zatrudnić kogoś, kto zabierze chorobę, która cię zabija.
Rzeczy zagubione można odnaleźć. Ale jest jedna rzecz, której nigdy nie można znaleźć, gdy ją stracisz – życie.
Niezależnie od tego, na jakim etapie życia jesteśmy teraz, w końcu będziemy musieli zmierzyć się z chwilą, gdy kurtyna opadnie.
Szanuj swoją rodzinę, kochaj współmałżonka, szanuj znajomych …
Traktuj wszystkich dobrze i dbaj o przyjaźnie”.

Dopieszczam się

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Mój dzień był bardzo emocjonalny, bo już o 8 godzinie pobiegłam do szpitalnego labolatorium, aby zrobić kolejne badania krwi.

Myślałam, że jestem jedna z pierwszych, a tam tłum ludzi już się zebrał, a więc blisko dwie godziny przyszło mi czekać na swoją kolejkę.

Potem bieganie do chorej Mamy i w końcu trzeba było coś ugotować na ząb, a także zająć się domem między opieką, a obowiązkami.

Ostatnio jestem zaganiana i w związku z tym zmęczona, a do tego jeszcze ten upał.

Biegam też po lekarzach i będę robiła następne badania, gdyż kiedyś trzeba pomyśleć o sobie też.

Kiedy tak obserwuję teraz ludzi w poczekalniach do lekarzy, to zauważam jak nasze społeczeństwo się starzeje.

Dziś rano widziałam chyba z 15 starszych ludzi, przeważnie o kulach i balkonikach, co nie wprawia w dobry humor, a wręcz odwrotnie – przygnębia, bo sama zbliżam się do starości i różnie może być przecież.

Moje cukry szaleją, ale jest już trochę lepiej odkąd zaczęłam systematycznie brać leki.

Mam takie pudełeczko, w którym układam swoją chemię na tydzień i staram się być systematyczna dla swojego dobra.

Szukam w tym wszystkim pozytywnych akcentów, takich, które poprawiają na chwilę humor i powodują, że na duszy robi się lżej!

Ogromną przyjemność sobie zrobiłam oglądając w niedzielę festiwal w Zielonej Górze imieniem Anny German.

Wróciły dawne klimaty, kiedy cała Polska oglądała festiwal w Opolu, czy w Sopocie, a tym bardziej było przejemnie, bo był też konkurs z piosenek komponowanych przez Seweryna Krajewskiego i Agnieszkę Osiecką.

Spłakałam się, ale tak mile i tak szczerze, bo wróciły dawne wspomienia i moja młodość rzecz jasna.

A dzisiaj!

A dzisiaj wybrałam się pobuszować po sklepach i sprawiło mi to przyjemność. Stwierdzam, że wciąż jestem kobietą, której się chce upiekszyć swój dom, a także coś w nim zmienić i odnowić.

Kupiłam więc:

  • pojemnik na cebulę i czosnk,
  • obrus na rodzinny stół,
  • zegar do kuchni, bo stary zbrzydł,
  • malutki kwiatek do łazienki na półeczkę
  • pojemnik na sól, bo czas było to zmienić.

I tak kochani dopieszczam się i robię sobie chwile odskoczni od chorej Mamy i Wam też polecam taką terapię w złych i ciężkich chwilach!

Zrobiłam biegnąc do labolatorium parę, fotek mojego, zielonego miasta, bo to też sprawia mi przyjemność!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Kiedy przychodzi czas zapłaty!

Znalezione obrazy dla zapytania chory rodzic

Rodzimy się i jesteśmy całkowicie podporządkowani naszym rodzicielom, którzy od pierwszych chwil pobytu na tym Świecie się o nas troszczą.

Wszystko następuje w swoim czasie, a więc pierwszy łyk matczynego mleka, pierwsza kupka, pierwsza pielucha, pierwsza kąpiel, pierwszy krok, pierwsze wypowiedziane słowo i tak dalej.

To przeważnie Matka się troszczy o swoje dziecko, a Ojciec może ją wspomagać i pomagać, ale główny obowiązek spada na rodziciekę.

Rośniemy i się rozwijamy.

Idziemy do szkoły i uczymy się życia, a potem następuje wyfrunięcie z gniazda i toworzymy swoje rodziny i swoje relacje z własnymi dziećmi.

Przestawiam nasze życie w wielkim skórcie, ale tak właśnie wygląda ludzkie istnienie na tej tajemniczej Ziemi.

Kiedy jesteśmy młodzi, to nie zastanawiamy się nad tym, że nasi Rodzice się starzeją i kiedyś to oni będą potrzebowali naszego wsparcia i pomocy w razie wystąpienia starczych chorób i tego, że będą całkowicie zależni od nas.

Taka wiadomość spada na nas, kiedy pada diagnoza, a rodzic traci siły i jest leżący, a wtedy następuje automatyczne nas czas zapłaty, bo:

  • trzeba choremu zmieniać pampersy,
  • trzeba zaprowadzić do WC i podetrzeć pupę,
  • trzeba zadbać o higienę i podać lekarstwa,
  • trzeba zmienić bieliznę, uczesać, obciąć paznokcie,
  • trzeba posmarować maścią bolesne miejsca,
  • trzeba zrobić jedzenie i nakarmić,
  • trzeba kontaktować się z lekarzem,
  • trzeba być przy chorym 24 h

i tak dalej!

Nasi rodzice mimo chorób żyją coraz dłużej, bo medycyna wysoko rozwinięta skutecznie oddala widmo śmierci.Dlatego na dorosłych i też już schorowanych dzieci spada długotrwała opieka, która wyniszcza i te dorosłe dzieci!

Są zmęczeni i sfrustrowani, ale nie mają innego wyjścia jak odpłacić się za dane nam życie, ale co to za życie, kiedy pada się na pysk!

 

 

Dyskusyjny temat – eutanazja!

Dzisiaj miałam dyżur przy łóżku mojej chorej Mamy.

Mama jest w domu mojej Siostry, a ja kiedy jest taka potrzeba także włączam się w opiekę nad Nią.

Biorę ze sobą komputer, aby szybciej leciał mi czas, bo z Mamą jest bardzo słaba komunikacja.

Od 5 miesięcy jest już tylko leżąca jak warzywo i z dnia na dzień widać jak gaśnie, chociaż może pożyć przy tak dobrej opiece jeszcze długo!

Trzymałam się przez te miesiące dzielnie i hardo, ale dziś o mało się nie rozleciałam na kawałki.

Będąc z Mamą, co chwilę przyglądam się czy oddycha, czy nie oddycha – śpi, czy nie śpi i patrzy się w sufit.

Tak by chciało się urozmaicić Jej czas rozmową, ale Mama nie dosłyszy i trzeba się drzeć wprost i powtarzać blisko ucha po trzy, cztery razy.

Tak by się chciało, aby czas zapełniał Jej telewizor, ale nie dowidzi i nie dosłyszy.

Tak by się chciało coś ciekawego Jej przekazać, ale Ona momentami jest w zupełnie innym świecie i mnie nie rozumie.

Tak by się chciało przysunąć fotel i bez wysiłku opowiedzieć Jej jakie mam piękne buty, torebkę, sukienkę na I Komunię mojej pierworodnej Wnusi, ale musiałabym zedrzeć gardło, aby z tego coś zrozumiała.

Dziś tak popatrzyłam na Mamę i o mało bym nie wybuchła płaczem z bezradności i niemocy.

Schudła i okropnie zmarniała oraz się skurczyła i o ile fizycznie się zmieniła, tak nie potrafię się pogodzić z tym, że odleciała psychicznie.

Mama nigdy przy mnie nie wspomiała o eutanazji, ale w Polsce bliscy opiekują się starymi rodzicami, którym medycyna przedłuża życie i jest to dla opiekunów ogromne obciążenie, a wielu by chciało, aby męczarnia się skończyła!

Z pewnością nie jeden chory pragnie eutanazji, ale w Polsce jest to nie dopuszczalne, a powinno być.

W Polsce nakazuje się śmiertelnie chorym cierpienie do granic wytrzymałości i ja chciałabym mieć wybór.

Gdybym była na miejscu mojej Mamy, a mogę być, to chciałabym odejść w ciągu 5 minut i nie skazywać moich Dzieci na wyrzeczenia i mękę ze mną!

Niżej wklejam opowieść o chęci odejścia, ale nie w każdym kraju pozwalają na godne odejście.

Kilka kropel magicznego leku i po wszystkim. Uwalnia się chorego od cierpienia i od beznadziejnego życia!

104-letni naukowiec podda się eutanazji: „Chcę umrzeć. Smutne jest to, że chcą mi tego zakazać”

David Goodall, australijski botanik i ekolog 4 kwietnia obchodził 104. urodziny. Mimo udanego życia i pełnej sukcesów kariery naukowej nie był to jednak dla niego powód do radości. Dwa lata wcześniej władze uniwersytetu w Perth, gdzie wykładał, poprosiły go o odejście z pracy. Pod wpływem fali krytyki i zarzutów o dyskryminację z powodu wieku, wycofały się z tego pomysłu.

Goodall doszedł jednak do wniosku, że żyje już wystarczająco długo i przyszedł czas na to, by w pełni świadomie podjąć decyzję o zakończeniu życia.

I tu się robi problem, bo eutanazja w większości krajów jest zakazana. Australijski stan Victoria niedawno podjął decyzje o zmianie przepisów prawnych i zezwolenia na wspomagane samobójstwo osobom śmiertelnie chorym. Nowe prawo będzie obowiązywało od 2019 roku. Goodall nie chce czekać, poza tym nie jest śmiertelnie chory, więc nowe przepisy i tak by go nie objęły.

Bardzo żałuję, że dożyłem tego wieku – wyznał naukowiec w rozmowie z ABC. Nie jestem szczęśliwy, chcę umrzeć. To nie jest dla mnie smutne. Smutne jest to, że chcą mi tego zakazać. Moim zdaniem osoby starsze, takie jak ja, powinny mieć pełne obywatelskie prawa, w tym do możliwości wspomaganego samobójstwa.

W tej sytuacji jedynym wyjściem pozostaje wyjazd do Szwajcarii, by poddać się legalnej eutanazji.

Goodallowi pomaga fundacja Exit International, która zorganizowała zbiórkę pieniędzy na jego podróż do Bazylei, tłumacząc, że to niedopuszczalne, by „najstarsi obywatele musieli wyjeżdżać na drugi koniec świata, by móc umrzeć z godnością”. Do tej pory zebrano 17 tysięcy dolarów australijskich.

Z inicjatywy Davida Goodalla powstał filmik, zamieszczony potem na Youtube, który miał być jego głosem w sprawie prawa seniorów do decydowania o tym, kiedy i w jaki sposób pragną zakończyć swoje życie.

Świętował z rodziną swoje 104. urodziny, ale nie czerpał z tego żadnej radości – wyjaśnia głos z off-u. Zawsze przykładał wagę nie do wartości życia samego w sobie, lecz jego jakości.Zaczęło się od tego, że lekarze zabronili mu prowadzić samochód. Przez to nie mógł dojechać od teatru, gdzie gościnnie występował w spektaklach, co było jego wielką pasją. Potem zabronili mu jeździć komunikacją miejską, a nawet samodzielnie przechodzić przez ulicę.

Córka Goodalla, z zawodu psycholog kliniczny, przeprowadziła z ojcem wiele rozmów o życiu i umieraniu, żeby upewnić się, że jego decyzja o eutanazji nie została podjęta pochopnie.

Uważam, że jakakolwiek jest jego decyzja, powinien mieć do niej prawo – przekonuje Kylie Goodall-Smith.

 

Wierzę w to, że karma wraca!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Jestem u mojej chorej Mamy i mam  dyżur do niedzieli – wieczorem.

Nie mam więc pomysłu na nową notkę, bo moja głowa jest zajęta ważniejszymi sprawami niż np. – polityka.

Opieka nad chorą Mamą jest przede wszystkim bardzo stresująca i wysysająca energię.

Właśnie Mama zasypia, a ja chcę się z Wami podzielić moim szczęściem.

Kto mnie czytał,  to wiedział, że miałam w sieci za plecami dwie hejterki, a jedna z nich – wyjątkowa bandziorka netowa doniosła na mnie na Policję.

Przyszli i zarekwirowali mi komputer na 6 tygodni. Grzebali i nic nie znaleźli!

Niemniej ta historia obciążyła mój system nerwowy i bardzo to przeżyłam.

Dlaczego dzielę się swoim szczęściem?

Dlatego, że ta bandzorka od trzech miesięcy dała mi wreszcie święty spokój i gdyby ten proceder trwał  dalej, to nie wiem, czy bym to przeżyła i tu piszę bardzo poważnie.

Mogę się teraz skupić na  swoich sprawach i na chorej Mamie i od jakiegoś czasu  paniusia – Maria Pałac zamieszkała w Krakowie dała mi wreszcie zaczerpnąć świeżego powietrza!

Pani Mario – karma wraca i o tym się pani jeszcze przekona!

Ciekawe jak ta kobieta, która zrobiła mi piekło w sieci, patrzy na siebie w lustrze!

„Nieraz już ja to sprawdziłam na sobie, że najlepszy rumianek w chorobie” – Maria Konopnicka

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Oboje jesteśmy przeziębieni, czyli ja i mój Mąż.

Jesteśmy zasmarkani i kaszlący i choć nie jest to grypa typowa, a przeziębienie, to ratujemy się czym możemy, aby wyjść z przeziębienia, gdyż nie jest to miły stan.

Mąż jako mężczyna poleciał oczywiście do lekarza i choć płuca są czyste, a tylko lekko zaczerwienione gardło dostał antybiotyk.

Uważam, że w takim lekkim przeziębieniu przepisywaniu antybiotyku to błąd, bo nasze organizmy  za chwilę nie będą reagowały na żadne antybiotyki i medycyna już o tym trąbi.

Ja podchodzę na spokojnie i będę się leczyła w ciepłym domu, pod kocem i będę się leczyła siebie i Męża dodatkowo – domowymi specyfikami.

Tym razem postawiłam na czosnek i zrobiłam miksturę, która „gębusię” wykręca i tak:

  • do słoiczka wcinęłam przez praskę ząbki z całej główki czosnku – koniecznie polskiego,
  • dodałam sok z dwóch, dużych cytryn,
  • dodałam 3 łyżki miodu,
  • składniki te zalałam szklanką letniej wody – koniecznie letniej by nie zabić właściwości leczniczych,
  • odstawiłam miksturę na kilka godzin, a potem przelałam przez sitko do nowego słoiczka,
  • należy dawkować 3 razy dziennie w malutkich ilościach – czyli 3 razy dziennie po łyżce.

Mam pytanie – jak Wy się leczycie domowymi sposobami?

Może macie swoje tajemne receptury, które działają bez wizyty u lekarza.

Do Polski zawędrował syberyjski mróz i może dobrze się stało, bo wymrozi wszelkie wirusy, które ludzie łapią od innych w dużych skupiskach, a może uda mu się wymrozić też komary! 😀

W takie syberyjskie mrozy bardzo mi jest żal ludzi biednych i bezdomnych, którzy uważają, że alkohol sprawi, że przetrwają!

Jednak, na co im jest mój żal, skoro sami wybierają swój los i zamarzają na własne życzenie!

 

„Pełnia życia” – moje kino

Kiedy byłam tak przy chorej Mamie, wzięłam ze sobą komputer, z którego korzystałam kiedy Mama sobie pochrapywała i mogłam za pomocą komputera zająć sobie w ten sposób czas.

Aby Mamie nie przeszkadzać, wzięłam ze sobą słuchawki i odleciałam do domowego kina tak jak lubię.

Dziś trafiłam na film produkcji brytyjskiej z 2017 roku pt. „Pełnia życia”.

Film jest biograficzny, opowiadający o życiu młodego mężczyzny, który zachorował na polio, co spowodowało u niego całkowity paraliż, gdyż ta choroba atakuje układ nerwowy.

Nie mógł funkcjonować bez respiratora, który pomagał  mu w akcji oddychania i tak żył przez wiele lat z maszyną.

Jako młody człowiek miał wszystko, bo majętnych rodziców, wykształcenie i kochaną przy sobie żonę, a także malutkiego synka, który po latach opowiedział historię swojego ojca.

Kiedy choroba dała o sobie znać i zdał sobie sprawę, że nigdy nie wyzdrowieje – chciał umrzeć, by nie być dla nikogo ciężarem.

Dzięki determinacji swojej żony zgodził się żyć dalej dla niej i ukochanego dziecka.

Miał masę przyjaciół, którzy włączyli się w walkę o jego życie i jego komfort.

Zbudowali dla niego wózek z podłączonym respiratorem i tak zaczęła się walka o pieniądze z fundacji, aby inni, tak samo chorzy, zostali wypuszczeni ze szpitali, by mogli żyć w społeczeństwie i byli przydatni.

Udało się to ziścić i walka się powiodła, bo wielu więzionych w szpitalach odzyskało swoje człowieczeństwo.

Nie będę opisywała jak film się skończył, a zachęcam do obejrzenia tego dzieła wszystkich, którzy narzekają na swój los i na to, że są nieszczęśliwi, bo ktoś im zarysował samochód, albo nie dostali premii.

Film opowiada o walce o swoje życie i czerpanie z niego jak najwięcej – mimo choroby.

Ten film uzmysłowił mi, że nie ważne jest ile mamy kasy na koncie, bo nie to jest najważniejsze!

Ten film mi uzmysłowił, że trzeba cieszyć się każdym, danym nam dniem i umieć dostrzegać wschody i zachody słońca i uroki każdej pory roku.

Trzeba umieć dostrzegać niuanse jak śpiew ptaków i kolor drzew, oraz kształt chmur płynących po niebie.

Trzeba dbać o to, by nasze rodziny, które założyliśmy żyły w zgodzie tak, by dało radę w radości być w Boże Narodzenie i w każdy  dzień.

Nie ma nic ważniejszego jak zdrowie, zgoda i miłość, oraz potęga rodziny i o tym jest ten film.

 

Znalezione obrazy dla zapytania pełnia życia

Znalezione obrazy dla zapytania pełnia życia

Znalezione obrazy dla zapytania pełnia życia