Archiwa tagu: dzieci

Wspomnień czar!

Gdybym była młodsza, gdybym była, to też bym się wybrała z Mężem na pierwszego grilla – w tym roku!

U mnie dziś w zachodniej Polsce był piękny, słoneczny, optymistyczny dzień.

Mąż z kolegami postanowili więc rozpocząć sezon grillowy i pojechali na działkę, którą mamy na spółkę z naszym bardzo zaprzyjaźnionym sąsiadem.

Ja wolałam zostać w domu, gdyż wciąż jestem smutna,  w kontemplacji po śmierci Mamy i nie miałam ochoty opuszczać domu, choć może robię sobie tym krzywdę, gdyż życie toczy się dalej.

Codziennie widzę moją Mamę w trumnie i przypominam sobie, to Jej wielkie cierpienie, ale wiem, że kiedyś to minie, zatrze się trochę.

Mąż pielęgnuje swoje przyjaźnie z kolegami, bo z roku na rok jest ich coraz mniej, a pod koniec zeszłego roku pożegnał dwóch, swoich znajomych, co bardzo przeżył.

Pamiętam czasy, że jeździliśmy bardzo dużo za miasto, nawet kiedy były ostatnie śniegi.

Rozpalaliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaski , a ja robiłam danie jednogarnkowe, kiedy tylko zaświeciło wiosenne słońce.

Bardzo lubiłam te wypady z dziećmi i znajomymi, bo usmażona kiełbasa i ciepłe danie z szybkowara smakowały wybornie na świeżym powietrzu z pierwszymi promieniami słońca.

Dwa lata temu całą rodziną bliższą i dalszą się umówiliśmy nad jeziorem w Drawnie i tam rozpaliliśmy pokażne ognisko, a ja się bardzo cieszyłam, że my dorośli pokazaliśmy naszym Wnukom jak można pięknie spędzić czas na świeżym powietrzu.

Mam wiele wspomnień z wyjazdami na biwaki, ale jeden mi utkwił na zawsze w pamięci.

Zebraliśmy sprzęt, a więc namioty, łóżka polowe, materace, koce, kuchenki gazowe i gary i pojechalśmy na naszą wyspę nad jeziorem i tam byliśmy przez dwa tygodnie.

Wędkowaliśmy, a ze złowionych ryb robiliśmy rybne, pyszne kotlety, a małe okonki marnowaliśmy w occie i z cebulą i to była pycha nie mówiąc o wędzonych węgorzach.

Dzieci nie wychodziły z wody i kąpaliśmy je w ciepłej, jeziornej wodzie przy cudownych zachodach słońca.

Jak dobrze mieć takie wspomnienia i ja wiem, że każdy człowiek chwali swoje miejsce do życia i ja chwalę się moją ziemią, gdzie jest masę jezior, do morza bardzo blisko.

Chwalę się, że mamy gdzie zbierać grzyby, bo lasy dookoła i gdzie można popływać kajakiem i też wędkować.

Zawsze sobie ceniłam takie wypady, gdzie wieczorem, przy rozpalonym ognisku można było pośpiewać i wpatrzyć się w płomienie i po prostu się wyciszyć.

Za tydzień jadę z Mężem na taki rekonesans po znajomych miejscach, aby sobie przypomnieć stare, dobre czasy.

A były to czasy, że Maż wyremontował Gaza – 69, który nas wszędzie dowoził i był bardzo pakowny – to były piękne w swoje prostocie czasy bez Internetu i telefonów komórkowych.

 

Obraz może zawierać: ogień, noc i jedzenie

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, stoi i na zewnątrz

A teraz aby nie było tak ckliwie i pięknie przeczytajcie manifest ku Polsce jaką teraz jest!

Wkurwiłem się widząc tę bordową plamę w środku Europy (mapę skasował mi facebook!). To wyspa ciemnoty, zacofania, głupoty. Jesteśmy narodem ciemniaków, który nie ma pojęcia o problemach współczesnego świata, takich jak demografia, migracja, medycyna.

Polacy dają pieniądze na msze o deszcz, o zdrowie, o życie wieczne. Święcą samochody, maszyny, budynki, jedzenie. Pielgrzymują do cudownych obrazów. Jeżdżą, chodzą pieszo, a nawet na kolanach. Wymachują krzyżami i feretronami. Opasują granice państwa różańcem. Wnoszą do kościołów faszystowskie sztandary. Wypisują i wykrzykują obelgi pod adresem tych, co myślą inaczej niż oni. Modlą się do Boga, żeby ich pozostawił takimi, jakimi ich stworzył: bez rozumu, bez wiedzy, bez świadomości, jaką daje współczesna nauka. Modlą się o to, by ich kraj pozostał skansenem przeszłości, aby był taki, jak w dziewiętnastym wieku, a może i w średniowieczu. Zupełnie jak niszczący własne państwa islamscy fundamentaliści.

Wkurwiłem się czytając europejski raport o dostępie do antykoncepcji. Najniższy poziom w Europie! W państwach rozwiniętych dostęp do antykoncepcji oceniany jest na poziomie 90 i 80 procent, w Polsce na poziomie trzydziestu kilku. Jesteśmy jedynym krajem w Europie, w którym ten wskaźnik nie osiąga poziomu 40 procent, a 30 przekracza ledwo ledwo.

Ale o co chodzi? – pytają niektórzy. Przecież prezerwatywy leżą przy kasie w każdym supermarkecie i na każdej stacji benzynowej. To prawda, ale antykoncepcja to nie tylko prezerwatywy, to przede wszystkim wiedza, uświadomienie dzieci i młodzieży, świadome planowanie przez dorosłych życia własnego i życia własnej rodziny. To klimat, w jakim rozmawia się na ten temat. Nie tylko prywatnie, w rodzinie. Chodzi o klimat, w jakim przebiega debata publiczna, a ta w kwestii etyki seksualnej i kształtowania rodziny zdominowana jest u nas przez Kościół.

Polacy pozwalają, żeby ksiądz czy biskup pouczał ich, jak mają żyć i myśleć. Nie naukowiec, nie światły polityk jest ich przywódcą, nie odważny artysta, tylko konserwatywny, niewykształcony klecha. Zupełnie jak w islamskich republikach.

Wkurwiłem się patrząc na tę mapę Europy i uświadamiając sobie po raz kolejny, że Polska jest wyspą ciemnoty, zacofania, głupoty.

Popatrzcie tylko na mapę. Na bordowo: Polska, na samym końcu. Następnie przez jedenaście i pół procenta nic i dopiero potem Rosja, Białoruś, Węgry, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria i Słowacja. Rzeczywiście, przewodnictwo w Europie Wschodniej od morza do morza, a właściwie w Trójmorzu, jak chciał Kaczyński.

Polacy na każdym kroku dowodzą, że są narodem ciemniaków.

Wybrali faszystów do władzy. Wierzą, że są kimś lepszym niż reszta świata. Paw narodów i papuga. Gdyby nie Unia, nadal by wylewali ścieki wprost do rzek, śmieci wywoziliby do lasu, a srać chodzili za chałupę.

Gardzą swoimi najlepszymi bohaterami, twórcami, politykami, jeśli ci nie popierają ich faszystowskiej władzy lub kiedykolwiek ośmielili się krytykować jej idee, nawet przed dziesiątkami, przed setkami lat. Usuwają ich z historii. W mediach i w szkole. Poeci, na których wierszach ich dzieci uczą się języka, ponoć zażydzają ich wspaniałą mowę. Mowę, którą się słyszy na ulicy. Same przekleństwa na H, na K, na P. Te słowa zna już cały świat.

Mówią o sobie, że bronią Europy przed islamizacją, a tymczasem doprowadzili swój własny kraj do niespotykanej na naszym kontynencie klerykalizacji: w państwie, w szkołach, w szpitalach, w urzędach, w telewizji, w sztuce. Gdzie nie spojrzysz, tam ksiądz. W Polsce ksiądz jest głównym bohaterem co najmniej dwóch telewizyjnych oper mydlanych! Tylko Iran i Afganistan posunęły się dalej.

Pozwalają, by nauczyciele i pielęgniarki byli pariasami pracującymi za grosze. Żądają tego także i od lekarzy i od sędziów. Za karę, bo ich środowiska ośmieliły się przeciwstawić faszystowskiej władzy. Wierzą, że dobrobyt nie jest efektem pracy, przedsiębiorczości, pilności w szkole, wiedzy i wykształcenia, lecz że zależy od przyznawanych przez możnowładców hojną ręką zasiłków.

Doją Unię, dostają miliardy na autostrady, drogi, oczyszczalnie ścieków, uczelnie, szkoły i urzędy, na szkolenia, na rozwój zacofanych regionów, na dopłaty do rolnictwa, a mówią, że okradają ich brukselskie elity. Przed transformacją, którą nazywają zdradą elit i przed wejściem do Unii Europejskiej, które postrzegają jako utratę suwerenności, jeździli furmankami po dziurawych drogach, stali w kolejkach po ochłap mięsa, po cukier, papier toaletowy, meble. Po wszystko. Po trzydzieści lat czekali na przydział mieszkania w blokowisku z wielkiej płyty, a jak zdecydowali się sami zbudować dom, kradli z zakładów pracy cement, w teczkach wynosili cegły i gwoździe, na lewo kupowali piach, dachówki, pustaki, armaturę, a po znajomości – pralki i lodówki.

Kraj ich kwitnie co najmniej od piętnastu, dwudziestu lat, co widać na każdym kroku: w każdej wsi, miasteczku i metropolii, a oni powtarzają za demagogami, że Polska pogrąża się w ruinie.

Cały świat nas sobie wytyka palcami. Kiedyś byłem dumny z tego, że jestem Polakiem, dziś coraz częściej się tego wstydzę, musząc tłumaczyć swoim przyjaciołom z zagranicy, że nie wszyscy upadliśmy na głowę, a tylko połowa tego narodu.

Ale Polska to wciąż mój kraj. Jedyny! Nie dam więc sobie wmówić, że wierząc w naukę, w rozum, w pracę i wykształcenie, w nowoczesność i Europę, a protestując przeciwko rządom faszystów i cwaniaków, przeciwko kłamstwom i manipulacjom propagandy, przeciwko panoszeniu się religii i Kościoła, które w cywilizowanym świecie są już tylko reliktem przeszłości, jestem zdrajcą, jak oni by chcieli.

Zresztą, jeśli ktoś mi wmawia, że zdradzam swój naród, ponieważ wyznaję wartości racjonalistyczne, liberalne, prodemokratyczne i proeuropejskie, to w oczywisty sposób demaskuje sam siebie jako wroga tych wartości, czyli demonstruje, że jest ciemniakiem, który pragnie by jego kraj stał się zupełnym ciemnogrodem.

Nie dam sobie wmówić, że ja czy ktokolwiek z moich przyjaciół, nie jest prawdziwym Polakiem, z tego powodu, że jego dziadkowie czy pradziadkowie nosili żydowskie, niemieckie czy litewskie nazwisko.

Wierzę, że wkrótce bielmo ciemnoty i propagandy spadnie z oczu moim rodakom i że znów będziemy liderem rozsądku, pracowitości, wolności i demokracji. Że znów będziemy oddychać pełna piersią i mówić jak dawniej, że tutaj aż chce się żyć.

JERZY KRUK

Reklamy

Stop przemocy domowej!

Dzisiaj obchodziliśmy Walentynki – Święto Zakochanych i kto wie, co dzieje się w miliona domach, bo może zakochani jedzą uroczystą kolację, albo wpadli sobie w objęcia i się zwyczajnie kochają

Nie krytykuję tego święta, bo mimo, że jest amerykańskie, to czekam na zwykłego, czy niezwykłego buziaka i po prostu powiemy sobie z Mężem, że się wciąż kochamy  i to mi w zupełności wystarczy, choć dostałam prezent.

Obraz może zawierać: w budynku

Świat w tym dniu nie jest wyłącznie kolorowy, i serduszkowy, bo w jakże wielu domach panuje wszechobecna przemoc w rodzinie, bo mąż bije żonę notorycznie, albo przy okazji, a i w wielu domach, to kobiety naparzają swoich mężów, a jeśli są dzieci, to i one często obrywają.

PiS nawołuje, że niedziele powinny być dla rodziny i dlatego pozamykał wszelkie małe i duże sklepy, ale nikt nie mówi głośno w tej partii, że po wyściu z koścoła, jakże często dokonuje się okrutna przemoc i dzieją się straszne rzeczy.

W jakże wielu domach dokonuje się przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna i jeśli zajrzymy do statystyk, to dane są porażające.

Jakże wiele kobiet nie może opuścić przemocowca, bo kochają za bardzo, albo po prostu nie mają dokąd odejść  z powodów finansowych i tak tkwią latami w toksycznych związkach.

Jak to wyglądało w 2018 roku wg. statystyk Policji!:

Dane za rok 2018

Liczba wypełnionych formularzy „Niebieska Karta” 73 153
(w tym 59 829 wszczynających procedurę i 13 324 dotyczących kolejnych przypadków w trakcie procedury)
Ogólna liczba ofiar przemocy 88 133
Liczba ofiar – kobiet 65 057
Liczba ofiar – mężczyzn 10 672
Liczna ofiar – małoletnich 12 404
Ogólna liczba osób podejrzewanych o przemoc 73 654
Liczba podejrzewanych sprawców – kobiet 6 045
Liczba podejrzewanych sprawców – mężczyzn 67 306
Liczba podejrzewanych sprawców – nieletnich 303
Ogólna liczba podejrzewanych sprawców będących pod wpływem alkoholu 43 182
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – kobiety 1 903
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – mężczyźni 41 257
Podejrzewani sprawcy pod wpływem alkoholu – nieletni 22
Liczba dzieci umieszczonych w nie zagrażającym im miejscu (np. rodzina zastępcza, dalsza rodzina, placówka opiekuńcza) 427

 

Te dane są porażające i u mnie dzisiaj odbył się  happening przeciwko przemocy wobec kobiet.

Ja jaskiniowiec staram się być tam w moim mieście, gdzie dzieje się coś ciekawego.

Poszłam z aparatem i zrobiłam uwiecznienie tego ważnego wydarzenia i wiecie co?

Jestem dumna z mojego miasta, bo przybyło bardzo dużo osób – maleńkich i dorosłych.

Wszyscy przećwiczyli na salach gimnastycznych układ taneczny i wyszło po prostu pięknie.

Na imprezie były osobistości z Powiatu i Urzędu Miasta i to jest nasz – mieszkańców sukces, że nam się chce, tak jak mieszkańcom Gdańska!

Jestem dumna z naszych meszkańców!

Proszę posłuchajcie porywającej piosenki przeciwko przemocy, bo ja kiedy słucham – to ryczę.

 

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 13 osób, uśmiechnięci ludzie, kapelusz i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, kwiat i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 5 osób, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie na scenie, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 5 osób, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie tańczą, ludzie stoją, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 9 osób, tłum, drzewo i na zewnątrz

Przemoc w domu: jaka jest skala tego zjawiska w Polsce?
Temat wzajemnego krzywdzenia się członków rodzin wzbudza szczególne emocje. Dotyczy bowiem cierpienia, które wywołuje osoba najczęściej znajdująca się w bliskiej relacji z ofiarą. Jaka jest skala tego zjawiska w Polsce? I jakie są jego przyczyny?

Niedawno premierę miała niezwykła książka – „Kwiaty Boga”. Opowiada ona o losach kilkunastu podopiecznych Domu Samotnej Matki im. Stanisławy Leszczyńskiej, prowadzonego w Łodzi przez siostry antoninki. Śledząc kolejne historie najczęściej bardzo młodych kobiet, widać coraz bardziej przerażające obrazy.

Są to świadectwa dziewczyn, które odebrano rodzicom, bo ci byli uzależnieni od alkoholu; młodych mam, które uciekły od męża, choć on zarzekał się, że „to już ostatni raz”. Ale są to także – a może przede wszystkim – historie kobiet odważnych i dzielnych, które, wielokrotnie poniżane i krytykowane, postanowiły ratować siebie i swoje dzieci. Podobne lektury nie należą do najłatwiejszych. Dostrzegamy w nich, jak niepojęty mechanizm zła jest w stanie zniszczyć w bliskiej relacji wszelkie pokłady dobra.

 

Czym jest przemoc w rodzinie?

Koncepcji tego, coraz bardziej obnażanego, zjawiska spotykamy mnóstwo. Niejednokrotnie zależą one od przyjętego podejścia terapeutycznego. By uniknąć licznych rozważań naukowych, warto przywołać przyjętą w polskim ustawodawstwie definicję zjawiska „przemocy w rodzinie”. Zwrócono w niej uwagę, że działania przemocowe:

– to jednorazowy, bądź też powtarzający się umyślnie i regularnie czyn,

– to działania lub zaniechania naruszające prawa lub dobra członków rodziny,

– działania te prowadzą do pojawienia się u ofiar niebezpieczeństwa „utraty życia, zdrowia, naruszają (…) godność, nietykalność cielesną, wolność, w tym seksualną, powodują szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołują cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych przemocą”.

Przykładem takiej przemocowej sytuacji może być zdarzenie opisane we wspomnianej wyżej książce. Jedna z podopiecznych DSM opowiada, jak jej upojony alkoholem mąż udał się nagle do pokoju małej córki. Obudził ją, szarpał, następnie zaczął obrażać jej mamę, po czym zaczął ją bić. Ta krótka relacja dokładnie pokazuje stan, w którym czyjeś intencjonalne działanie prowadzi do cierpienia drugiego człowieka. Celowe krzywdzenie innej osoby to jest, najkrócej rzecz ujmując, właśnie przemoc.

 

Rodzaje przemocy domowej

Temat wzajemnego krzywdzenia się członków rodzin wzbudza szczególne emocje. Dotyczy on bowiem cierpienia, które wywołuje osoba najczęściej znajdująca się w bliskiej relacji z ofiarą. Zbadanie tego problemu nie jest łatwe. Mówimy bowiem o przemocy mającej postać nie tylko fizyczną (czasem widoczną), ale także emocjonalną, seksualną lub ekonomiczną.

Jej wszystkie elementy zostały ukazane bardzo dokładnie w filmie „Nigdy więcej”: młoda kobieta, po latach upokorzeń związanych m.in. z regularnym biciem, ucieka od męża dzięki pomocy bliskich osób. Okazuje się jednak, że ci najbliżsi ofiary nie wiedzieli o jej cierpieniu. U kobiety widać również, że doświadcza nie tylko bólu fizycznego – temu nieuchronnie towarzyszy cierpienie psychiczne. Przybrać może postać np. syndromu wyuczonej bezradności. Osoba doświadczająca przemocy wręcz nie jest w stanie odejść od sprawcy, który ją fizycznie, ekonomicznie i psychicznie uzależnił od siebie. Ofiara, wielokrotnie poniżana, traci wiarę we własne siły, co z kolei potęgować może objawy stresu pourazowego, wystąpienie zaburzeń lękowych i nerwicowych, a także depresji.

 

Fakty na temat przemocy w rodzinie

Mówiąc o tak trudnych sprawach, warto zwrócić uwagę na kilka faktów. Dostarczają nam je coroczne sprawozdania wskazujące na realizację programów przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Odnoszą się one do procedury „Niebieskiej karty” (NK). Jak przypomina mec. Aleksandra Kutyma, jest „to nazwa procedury podejmowanej i prowadzonej w związku z uzasadnionym podejrzeniem istnienia przemocy w rodzinie”.

Autorka dodaje, że NK to de facto „ogół czynności podejmowanych i prowadzonych przez zespół osób będących przedstawicielami jednostek organizacyjnych pomocy społecznej (MOPS), gminnych komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, Policji, oświaty i ochrony zdrowia, w związku z uzasadnionym podejrzeniem istnienia przemocy w rodzinie”.

Jak czytamy w raporcie Komendy Głównej Policji, np. w 2014 r. wypełniono 77808 formularzy NK. W 17% przypadków sprawy te dotyczyły kolejnego już razu (procedura była wcześniej wszczynana). W pozostałych sytuacjach podjęto działania pierwszy raz. Według tego raportu, zlokalizowano 105 332 ofiar przemocy. W grupie tej było 72 786 kobiet, 11 491 mężczyzn oraz 21 055 dzieci. Jak wskazuje Policja, w tym czasie podejrzanych o stosowanie przemocy było blisko 80 tys. osób.

Mężczyźni są 14 razy częściej podejrzani są o podobne działania. Trzeba jednak podkreślić, że mężczyźni także padają ofiarami przemocy domowej. Tutaj pojawia się, niestety, często pomijany problem. Panowie obawiają/wstydzą się zgłosić fakt bycia ofiarą np. swojej żony.

Poza tym odbiór społeczny podobnych działań jest nieco zaskakujący. Pokazuje to doskonale jeden z filmów antyprzemocowych znalezionych w sieci. W pierwszej ze scen na deptaku idzie kobieta, którą mężczyzna obraża i potrąca dynamicznie ręką. W ciągu kilku chwil podbiega do tej dwójki kilku innych mężczyzn broniących ową kobietę. Gdy jednak na następnym filmie zostają odwrócone role „kata” i „ofiary”, okazuje się, że reakcja jest inna. Mężczyzna nie tylko pomocy nie uzyskuje, ale jest wyśmiewany przez kolejne osoby.

Przyczyny przemocy domowej

Dane statystyczne kierują nas w stronę nadal mocno dyskutowanego w literaturze problemu przyczyn występowania zjawisk przemocowych. Obowiązująca w Polsce od trzech lat tzw. konwencja antyprzemocowa Rady Europy bardzo mocno wskazuje na rzekome kulturowe źródło występowania zjawiska przemocy domowej.

Podkreśla się, że to patriarchalny model rodziny, w którym kobieta znajduje się na niższej względem mężczyzny pozycji, stanowi przyczynę podobnych działań. Zaznacza się, że utrwalane są one w sposób szczególny przez obecne w kulturze stereotypy, według których mężczyźni znajdują się na dominującej pozycji, co z kolei ma być akceptowane i promowane m.in. przez religię.

Wniosek ten wydają się obalać przede wszystkim wyniki danych, jakie aktualnie posiadamy. Między innymi statystyki Komendy Głównej Policji wskazują, że w 2014 r. aż 66% sprawców przemocy (mężczyzn) znajdowało się pod wpływem alkoholu. Nowsze wyniki badań, bo z 2016 r., mających miejsce na terenie Warszawy wskazują, że 71 z 91 sprawców przemocy domowej było pod wpływem alkoholu.

Naukowcy z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia” zaznaczają, że „bazując na dostępnych danych (w szczególności dotyczących form przeciwdziałania przemocy), można zauważyć, że dzielą się one na dwie podstawowe kategorie: te związane z uzależnieniem lub współu­zależnieniem od alkoholu/substancji psychoaktywnych oraz (nieliczne) inne (np. związane z konfliktami małżeńskimi lub wokół wychowywania/łożenia na dzieci)”.

Tezę o kulturowym źródle przemocy obalają również inne dane. Dotyczą one bowiem formy relacji, w jakiej znajduje się „przemocowiec” z „ofiarami”. W głośnych sprawach medialnych bez trudu dostrzec można informacje wskazujące, że osoba oskarżona o np. pobicie dziecka nie była jego biologicznym ojcem, ale partnerem matki.

 

Przemoc boli

Przemoc w rodzinie jest szczególnie bolesnym zjawiskiem. Nie tylko w sensie dosłownym. Dotyczy ona bowiem niepojętych wręcz działań mających na celu skrzywdzenie kogoś, kto w sposób naturalny powinien być danej osobie bliski.

Kobiety opisujące swoje historie w książce „Kwiaty Boga” zwracają uwagę, że „na początku było jak z bajki”, wymarzona rodzina, cudowna relacja i pierwsze dziecko. W ich opowiadaniach familijne szczęście najczęściej zniszczył alkohol. To on zapoczątkował następujące po sobie zdarzenia, które powodowały, iż ucieczka była konieczna.

Ale z całą pewnością nie tylko alkohol jest tutaj źródłem. Zaburzenia osobowości, silne konflikty rodzinne, w tym zbyt duża aktywność np. jednych z teściów także są w stanie doprowadzić do pojawienia się przemocy psychicznej. Jest jednak niepojętym, że ktoś, kto ślubował miłość, nagle zaczyna łamać rękę, na którą zakładał kiedyś obrączkę.

Jakie jest lekarstwo na przemoc? Jednego nie ma. Wspomniana przeze mnie książka wyraźnie pokazuje, że to po stronie mężczyzn w znacznej większości przypadków tkwi problem. Nie chodzi tutaj o kulturowe wzorce, ale o umiejętność powiedzenia sobie „nie”, umiejętność wzięcia odpowiedzialności za bliskich. Jak opowiada jedna z podopiecznych Domu Samotnej Matki, to kolejny kieliszek powodował, że zamiast taty zjawiała się bestia. Bez wątpienia przemoc jest bestią, którą trzeba z naszych domów usunąć.

Przemoc w domu: jaka jest skala tego zjawiska w Polsce?

Kiedy hejt w sieci zabija ludzi!

Obejrzałam dzisiaj dokument opowiadający o 5 szkołach najdziwniejszych i trafiłam do Bangladeszu, gdzie dzieciaki pobierają naukę na pływających łodziach.

W Bangladeszu często występują powodzie i w ramach eksperymentu wymyślono takie właśnie, pływające szkoły.

Dzieciaki pochodzą przeważnie z bardzo biednych rodzin, ale są głodne wiedzy i chętnie do szkoły chodzą.

W domach nie mają prądu, a więc nie mają komputerów, a korzystają tylko z jednego komputera w szkole dzięki bateriom solarnym zamontowanym na dachu łodzi.

Ten komputer służy nie do zabawy, a do nauki.

Dzieci większość czasu przebywają na świeżym powietrzu i są bardzo grzeczne i rozsądne.

Wiedzą, że aby do czegoś w życiu dojść, to trzeba się uczyć,  aby sprawić rodzicom radość, to biorą udział w przeróżnych konkursach, bo na przykład w pływackich maratonach i konkurują ze sobą, ale to jest zdrowa konkurencja.

Chłopiec, który wygrał maraton pływacki wywalczył dla swojej rodziny baterię solarną i tym sposobem będą mieli w domu prąd.

Na twarzych tych dzieci nie widać smutku, bo są wychowywane w natrulalnym środowisku w zgodzie z przyrodą, a nie ma mowy, aby tak jak w innych krajach siedziały przy komputerach.

Od 2002 roku, kiedy fundacja zaczęła działać, w szkołach na łodziach uczyło się ponad 70 tysięcy dzieci.

Pływające szkoły:

Piszę o tam dlatego, bo jakże inny, zdrowszy jest świat dla dzieci z Bangladeszu, a jakże inny jest w krajach bogatych, gdzie dzieci wychowuje się bezstresowo i żyją one w świecie wirtualnym, a rodzice bardzo często nie sprawdzają, co ich dzieci robią w sieci.

Robią różne rzeczy i jakże często zamieniają się w istne bestie, zdolne od gnębienia, wyzywania, pomawiania, straszenia, wyszydzania.

Jakże wiele dzieci gnębi inne dzieci i zaszczuwa, a są to dzieci, którym nie brakuje ptasiego mleczka, ale są tak podłe, że potrafią zabić inną, słabszą osobę. (Artykuł poniżej).

Nie jestem dzieckiem, ale doskonale wiem jak się czuje zaszczuty człowiek – obojętnie w jakim jest wieku.

Pisałam nie raz, że paniusia Maria Pałac zgotowała mi w sieci piekło przez 5 lat.

Nie raz wstawałam w nocy z lękiem, włączałam komputer, by sprawdzić, co nowego wysmażyła.

Nie popełniłam samobójstwa tylko dlatego, że strasznie kocham swojego Męża i moje Dzieci i Wnuki i sobie tłumaczyłam, że ta kanalia mnie nie zmiecie z powierzchni ziemi i się nie dam.

Mam nadzieję, że kiedyś zapomnę to piekło i nigdy więcej o tej bestii pisać nie będę!

Hejterka ma córkę pisarkę, którą prosiłam grzecznie, aby matkę powstrzymała.

Hejterka ma wnuka, który nigdy się nie dowie jaką kanalą jest jego babcia, ale ja hejterce nigdy nie zapomnę, że małam przez nią myśli samobójcze.

O swojej traumie nie mówiłam bliskim, bo ani Dziecom, ani Mężowi i cierpiałam samotnie, aż w końcu poszłam na Policję, która za rządów PiS miała mnie w tyle i kanali się upiekło.

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, okulary

Nie jestem gołosłowana i mam zapisane wszystkie jej draństwa, bo potrafiła napisać tak w roku 2016 i powielić w 2017, a mamy 2019 rok.

 

[22.04.2017] 22:24

art. kk
/-/ (16.10.2016.16 22:08):
co ci do tego pijaczko (16.10.2016.15 17:27):
pilnuj swoich zdechlaków na cmentarzu! zaraz znicze im zapalisz pier..dolnięty swirze.
Mam wszystkie jej wpisy zapisane, a wyszłaby z tego pokaźna książka i o mało mne nie zabiła, a co dopiero się dzieje, kiedy hejt dopada dziecko, któremu trudno się pogodzić, gdyż dziecka psychika jest dużo słabsza i taka ofiara nie potrafi sobie wytłumaczyć dlaczego musi tak cierpieć z powodu rozwydżonych rówieśników.

Chce się krzyczeć, co stało się z ludźmi małymi i dużymi, bo kiedy powstawał Internet,  miał łączyć ludzi, a sprawia, że dzięki niemu doświadczamy słowa pisanego, które zabija.

Mam trójkę Wnucząt szkolnych i już jedno dopadł hejt w szkole i na szczęście moje Wnuki mają mądrych rodziców, którzy reagują i edukują, oraz wspierają.

O tym nie mówi się głośno. Mama dziewczynki, która popełniła samobójstwo przerywa milczenie.
Wstrząsająca historia młodej dziewczyny.

Wstrząsająca historia młodej dziewczyny. Zrzut z ekranu Facebook/Linda Trevan

22 miesiące walki z demonami, wspomnieniami, strachem, nocnymi koszmarami. Droga donikąd.

Tak trudno czasem pomóc najbliższej osobie
Dla każdego rodzica przeżycie śmierci swojego dziecka jest najbardziej traumatycznym przeżyciem. Zwłaszcza gdy dziecko umiera nie z powodu nieuleczalnej choroby, a z powodu depresji i smutku – konsekwencji gwałtu. Ta mama milczała dwa lata, starając się ze wszystkich sił przywrócić dziecku chęć do życia. Nie udało jej się… 15-letnia córka Cassidy zmarła. Posłuchajcie.

„Trzymałam to zbyt długo w tajemnicy…”
Cass miała dopiero 13 lat, kiedy stała się ofiarą bestialskiego ataku kolegów. Te dzieciaki miały 13-15 lat i dokonały obrzydliwych, nienawistnych zbrodni wobec mojej córki. Spędziłam blisko dwa lata, desperacko utrzymując ją przy życiu, ale nigdy nie zapomniała. Nawet wtedy, gdy zabrałam ją daleko od dawnej szkoły, nawet wtedy, gdy nie widziała więcej tych ludzi, którzy ją skrzywdzili, nie potrafiła zacząć życia na nowo. Do tego stopnia, że nawet krótki spacer do sklepu budził w niej przerażenie.

22 miesiące walki z demonami, bo ona cały czas obawiała się, że ją znajdą i będą znowu gnębić. I udawało im się przez social media albo przez wspólnych znajomych. Cierpiała na bezsenność, lęki, ataki paniki, miała koszmary, aż wszystko przerodziło się w chorobę psychiczną. Musiałam być z nią całymi dniami, patrzeć jak cierpi. Aż w końcu coraz rzadziej wstawała z łóżka i któregoś dnia odeszła. Nie mogła dłużej znieść cierpienia i samej siebie.

Wiem, kim jesteście. Wy też wiecie, kim jesteście. Policja też wie. Mam nadzieję, że wiedza o tym, co zrobiliście, będzie wam towarzyszyć do końca życia i pewnego dnia, kiedy będziecie mieli już własne dzieci, przypomnicie sobie, co zrobiliście mojej córce. Może wtedy będziecie sobie umieli wyobrazić co czułam patrząc na cierpienia Cass.

Ona była moim całym światem i pozostanie nim. Teraz jednak nie mam nic, cały czas staram się znaleźć powód, by żyć bez niej. I to nie tylko dlatego, że moje dziecko, dziecko, które kochałam z całych sił przez prawie 16 lat, umarło, ale dlatego też, że zabraliście mi przyszłość. Nigdy nie zobaczę jak Cass będzie wychodzić za mąż, nigdy nie doczekam się wnuków.

Zniszczyliście nie jedno a wiele żyć swoim głupim, samolubnym, złośliwym działaniem. To nie była gra, to nie była jedna zabawna noc, zabraliście mojemu dziecku niewinność, a potem zniszczyliście ją pomówieniami i zastraszaniem. Zabraliście jej prawo do godnego życia, do normalności, aż w końcu odebraliście jej życie. Nie jestem mściwa i zła, ale nie mogę spokojnie patrzeć na to, co dzieciaki robią sobie nawzajem. Macie krew na rękach, bo zastraszanie może zabijać, trzeba traktować to bardzo poważnie”.

Cassidy napisała list przed śmiercią
Matka Cass, Linda Trevan postanowiła też upublicznić list, który pozostawiła po sobie jej córka. Napisała w nim, że wie, co piszą i mówią o niej ludzie, że wiele razy słyszała, że jest „k…”, „dz…”. Prawda jest jednak taka, że została zgwałcona przez chłopców ze szkoły, którzy potem rozpuścili na jej temat plotki, które zniszczyły jej życie. Zamęczali ją, wyszydzali, zastraszali do tego stopnia, że straciła chęć do życia.

Ta historia jest niezwykle smutna, tym bardziej że nie odosobniona. Pomijamy fakt gwałtu, bo to historia wyjątkowo trudna, ale warto wspomnieć o coraz częściej spotykanym linczu wśród młodzieży, ostracyzmu wobec każdego, kto jest choć trochę inny.

W mediach społecznościowych można dziś napisać wszystko o wszystkich. Kilka zdań może zniszczyć bezpowrotnie czyjąś reputację. Dla osoby nieodpornej na ataki ludzkie, o słabej psychice, może to być zbyt trudne do podźwignięcia. Obserwacja dzieci jest ogromnie ważna, musimy bacznie przyglądać się ich zachowaniu. Musimy rozmawiać z nimi o „potędze” wyrażania publicznie swoich przekonań, o szacunku dla innych i nieczynienia innym tego, czego sami nie chcielibyśmy doświadczyć.

 

 

 

Kiedy córka nie kocha swojej matki! Opowiadanie!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pani Celina liczy sobie obecnie dobrze po 60-tce i zaczęła podupadać na zdrowiu, będąc na emeryturze.

Nie są to jeszcze bardzo niepokojące schorzenia, ale trochę dają się już we znaki pani Celinie.

Urodziła dwie córki, które starała się wychowywać najlepiej jak tylko umiała i podpowiadała jej intuicja.

Pracowała przez całe życie, a także jej mąż, aby tylko dzieciom niczego nie brakowało, choć bywało różnie, ale dzieci wiedziały, że rodzice bardzo się starają.

Kiedy córki były małe, to pani Celina odstawiała je do przedszkola i je odbierała, a po pracy starała się ogarnąć dom,a więc prała, gotowała, sprzątała.

Dzieci rosły zdrowo i wszyscy zazdrościli pani Celinie tak ułożonych i grzecznych dzieci, bo faktycznie nie miała z nimi żadnych kłopotów wychowawczych.

Były to grzeczne dziewczynki, które dobrze się uczyły i przynosiły do domu tylko dobre oceny z czego pani Celina była dumna.

Życie pani Celiny nie było kolorowe, bo w pewnym momencie dowiedziała się, że jej mąż ją zdradza i ma na boku dziecko.

Pani Celina się wówczas załamała i chorowała wiele lat na depresję, co skutecznie odbilo się na jej zdrowiu i jest skazana do końca swojego życia na leki p/depresyjne.

Choć mężowi wybaczyła, to po tych lekach nabrała kilka kilogramów za dużo, co odbiło się na jej wyglądze.

Przyszedł czas, że dzieci odeszły z domu i założyły swoje rodziny, porodziły dzieci i tu w pewnym momencie coś się między matką, a jedną z córek popsulo.

Usłyszała z ust swojego dziecka, że ta brzydzi się starością i pani Celina wiedziała, że to się tyczy jej, bo już nie była smukłą, młodą matką, a kobietą z bagażem życiowym i wątpliwą urodą, gdyż leki też zmieniły jej rysy twarzy, sylwetkę, a także to, że spowolniała i stała się trochę niezdarna.

Usłyszała od córki – a co ty taka głucha jesteś!

Zaczęła obserwować swoje dziecko i nagle poczuła, że jest w jej towarzystwie okropnie skrępowana i nerwowa, bo córka ją prześwietla na wskroś.

Córka nie obdarza swojej matki uśmiechem i dobrym słowem, a wpada od czasu do czasu i wytyka matce jakieś niedoróbki w domu i  każdy pyłek kurzu, czy też niedomyty zlew, albo umywalkę.

Przestała  się zwracać do matki słowem „mamo”, a wali jej na „ty” wyniośle i z lekceważeniem, a pani Celina drętwieje na każdą jej wizytę, bo wie, że niczego dobrego od niej nie usłyszy i cieszy się, kiedy córka opuszcza jej dom.

Na szczęście druga córka pani Celiny, jeśli ją odwiedza, to zawsze znajdzie dla niej czas i mogą ze sobą rozmawiać godzinami i teraz jest taka sytuacja, że jeśli pani Celina mocno zachoruje i stanie się bezbronną staruszką, to będzie się bała opieki ze strony córki jej nie kochającej, bo nie chciałaby być dla niej balastem, aby do końca z obrzydzeniem się nią opiekowała!

Współczesne dzieci i młodzież myślą o samobójstwie!

Kiedy chodziłam do czwartej klasy w szkole podstawowej, to doznałam gnębienia mnie przez inną uczennicę.

Za każdym razem, kiedy otrzymałam lepszą ocenę, ta siedząc za mną waliła mnie pięścią w plecy o czym oczywiście powiedziałam swojej Mamie i ta interweniowała, a odzyskałam spokój.

Obecnie w szkołach jest strasznie, bo wkradł się do niej hejt, stalking i nie tylko w realu, ale i w sieci.

Dzieci się nawzajem dręczą i jakże często rodzice nie wiedzą, co je w tej szkole spotyka, bo dzieci bardzo często o tym nie mówią i się nie skarżą.

Rodzice często są zapracowani i nie mają czasu na głębsze rozmowy ze swoimi dziećmi nie mając pojęcia jaką ich dzieci przechodzą traumę.

Dzieciaki uzbrojone w smartfony z dostępem do Internetu potrafią być bardzo okrutne, czego kiedyś nie było.

Pamiętam w szkole była „ośla ławka” i tam siedziało dwóch gagatków, którym nie chciało się uczyć i trochę podskakiwali do nauczycieli i więcej burd nie pamiętam, a klasy były złożone z naprawdę przyjaznych sobie uczniów.

Jeśli uczeń zachowywał się nagannie, to wystawiał rękę i otrzymał porcję linijką i tak nauczyciele walczyli z niepokornymi.

W domach też nie zawsze było wesoło, bo ojciec alkoholik wymierzał karę pasem, ale z tego powodu nikt nie mścił się na rówieśniku, a swary załatwiane były po cichu, że nikt o tym nie wiedział.

Przyszły nowe czasy i stało się modne bezstresowe wychowanie i to, że klaps to też bicie, ale nie wiem czy to wychodzi na zdrowie współczesnym, młodym pokoleniom, bo są one coraz słabsze i czują się opuszczone przez dorosłych.

Wpadają więc do sieci i tam zjednują sobie zainteresowanie i znajomości.

Nie potrafią sobie radzić ze stresem, kiedy my w tamtych latach, zmuszeni byliśmy walczyć o swoje i często bez pomocy rodziców, by wyrosnąć na przydatnych, samodzielnych, silnych ludzi.

Aby nie zabrzmiało, że jestem za biciem dzieci, ale należy je odrywać od ekranów komputerów, tabletów i nakazać wyniesienie śmieci, zmycie podłogi i naczyń, a także starcia kurzy z mebli, aby poczuły się odpowiedzialne za wspólne z rodzicami zamieszkanie!

Kiedy moje Dzieci mieszkały z nami i zauważyłam w ich pokoju nieporządek, którego nie chciały sprzątnąć, to jednym ruchem wszystko lądowało na podłodze!

Nie były to częste praktyki, ale się zdarzały.

Rośnie liczba samobójstw dzieci i młodzieży w Polsce i jak to wytłumaczyć?

Teraz w szkołach jest wiele godzin religii zamiast przedmiotu kształtującego kręgosłup młodego człowieka, a więc więcej sportu, kółek pozalekcyjnych, wyjazdów na obozy harcerskie, a kiedy tego brakuje dzieciaki nie dostają wzorca do uwierzenia w siebie i budowania poczucia własnej wartości!

Nie jestem oczywiście psychologiem, ale sądzę, że bezstresowe wychowanie robi wiele zła!

Smutne to jest!

Rekordowa liczba samobójstw wśród dzieci w Polsce. To przerażające, ale jest gorzej, niż wskazują statystyki.

To nie są krótkie rozmowy. W 5 minut nie da się rozstrzygnąć problemów tak bolesnych, że młodzi ludzie są pogrążeni w beznadziei. Tak dogłębnej, że nie widzą sensu, by dalej żyć.

Z danych Eurostatu wynika, że Polska jest na drugim miejscu w Europie pod względem liczby samobójstw osób do 19. roku życia, tuż za ponad 80-milionowymi Niemcami. Za Odrą odnotowano w 2014 r. 224 samobójstwa zakończone zgonem, u nas 209. W tej smutnej statystyce przeganiamy znacznie liczniejsze od nas kraje, jak Francja czy Wielka Brytania.

Dane krajowe wypadają nieco inaczej, bo obejmują osoby do 18. roku życia. Ale i z nich płyną wnioski bardzo niepokojące. W 2017 r. znacznie wzrosła liczba prób samobójczych wśród nieletnich – z 475 do 730. W 116 przypadkach zakończyły się one śmiercią, to o 13 więcej niż przed rokiem. Nieco bardziej optymistycznie brzmi to, że spadła liczba samobójstw w grupie tych najmłodszych w przedziale wiekowym od 7 do 12 lat. W roku 2016 r. takich przypadków zakończonych zgonem odnotowano dziewięć, w kolejnym roku tylko jedno. Tu przyczyną najczęściej jest przemoc ze strony otoczenia.

Tak naprawdę jest o wiele gorzej
– Ten znaczny wzrost liczby odnotowanych prób samobójczych wynika ze zmiany w sposobie zbierania tych danych. Ale i tak te dane w niewielkim stopniu oddają to, jaka naprawdę jest skala zjawiska – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Jak mówi, WHO szacuje, iż liczby z oficjalnych statystyk należy przemnożyć razy sto lub nawet razy dwieście.

LUCYNA KICIŃSKA

koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

Większość prób samobójczych nie trafia do oficjalnych statystyk. W statystykach mogą to np. wielonarządowe uszkodzenia ciała, zatrucia czy wypadki komunikacyjne. W rzeczywistości jednak ktoś rzuca się z 10. piętra, łyka leki popijając alkoholem, rzuca się pod samochód. Dlatego sądzę, że znacznie prawdziwsze byłoby stwierdzenie, że rocznie wśród dzieci i nastolatków dochodzi do ponad 100 tysięcy prób samobójczych.

Te przerażające szacunki potwierdza zarówno niedawno przeprowadzona przez FDDS „Ogólnopolska diagnoza skali i uwarunkowań krzywdzenia dzieci„, w której aż 7 proc. respondentów w wieku 11-17 lat zadeklarowało, że podjęło w swoim życiu próbę odebrania sobie życia, jak i to, co słychać na co dzień 116 111.

Średnio każdego dnia na Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży dzwoni 14 osób, które przyznają, że mają myśli samobójcze i zamierzają je zrealizować. Ba – już je realizowały.

Ale kiedy konsultanci pytają, czy ktoś dziecku pomógł po wcześniejszej próbie samobójczej, to pada odpowiedź, że nie, bo nikt o niej nie wiedział. Bo samochód wyhamował. Bo zwyciężył strach przed bólem, gdy zaczęło się ciąć. Bo gdy nałykało się leków nasennych i w sobotę obudziło się popołudniu, to wszyscy w domu się cieszyli, że nastolatek się w końcu wyspał, bo przecież za nim taki ciężki tydzień nauki. A on wie, że już nie powinien żyć. Tyle że nikomu tego nie powie.

Nawet jeśli dziecko się zwierza
Bo dzieci bardzo często nie mówią nikomu o swoich problemach. Wchodzą w rolę „opiekuna” – przecież rodzic i tak ma dużo własnych problemów. Albo tłumaczą, że mama nigdy nie zachęcała, by się jej z czegoś zwierzać.

– Z drugiej strony, gdyby zapytać mamę, czy dziecko do niej przyjdzie, jeśli będzie miało kłopoty, to odpowie, że oczywiście. Ale gdyby dopytać: „Czy kiedyś pani powiedziała swojemu dziecko – jakby się coś działo, to do mnie przyjdź”, to ona powie: „Po co? Przecież to jest oczywiste”. Niestety – nie jest. Mało tego – trzeba to dziecku mówić wiele razy i z przekonaniem – tłumaczy Lucyna Kicińska.

Ale nawet jeśli dziecko decyduje się powiedzieć rodzicom o problemie, to jest bardzo ostrożne, nie mówi wszystkiego. Na przykład mówi tak: „Mamo, jest mi smutno”. I mama proponuje: „Może idź do kina, spotkaj się z koleżankami” albo rzuca tylko coś w stylu „Uśmiechnij się”, „Będzie lepiej” lub „Weź się w garść”.

– Tymi sposobami na pewno nie da się poradzić z myślami samobójczymi. W dziecku zaś tylko rośnie ogromne poczucie niezrozumienia, braku wsparcia, braku zainteresowania. I bardzo często z tym do nas dzwonią – wyjaśnia koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży.

„Naprawdę nie mam już siły”
Przez 10 lat istnienia w Fundacji Dajemy Dzieciom telefon 116 111 odebrano ponad milion razy. I gdyby nie ten telefon, setki prób samobójczych zakończyłyby się skutecznie. Nie ma w tym ani trochę przesady.

Bo bywa tak, że w czterdziestej minucie rozmowy telefonicznej nastolatka oświadcza do słuchawki, że teraz to już na wszystko jest za późno. Że zanim zadzwoniła, wzięła jakieś leki, popiła alkoholem i już czuje, że się z nią coś dzieje. Raczej nie zdarza się, żeby zadzwonił ktoś i powiedział: „Proszę mnie uratować”. Częściej w słuchawce pada: „Naprawdę nie mam już siły”.

W zdecydowanej większości kontaktów z Telefonem Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 wystarcza rozmowa, wsparcie, wspólne szukanie rozwiązań. Rozmowy dotyczą relacji rówieśniczych, kłopotów rodzinnych, problemów z zaakceptowaniem własnego wyglądu, kłopotów w nauce. Nawet w rozmowach z nastolatkami w obniżonym nastroju, czy takim którym towarzyszą myśli samobójcze, udaje się znaleźć bezpieczne wyjście z kłopotów. Jednak jeśli życie lub zdrowie dziecka jest zagrożone, konsultanci wchodzą w rolę interwentów kryzysowych.

– Tylko w 2018 roku podjęliśmy 346 interwencji w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia. Część z tych interwencji dotyczyło osób, które były już w trakcie podejmowania próby samobójczej. Gdyby te osoby nie dodzwoniły się do nas na czas, to istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że one już do nikogo więcej by nie zadzwoniły – przyznaje w rozmowie z naTemat Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. W sumie przez 10 lat istnienia telefonu takich interwencji podjęto ok. 1200.

Na rząd nie ma co liczyć
To jasne, że Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę przeciwdziała samobójstwom – wprost: interweniując, ale też zapewniając możliwość anonimowego i bezpłatnego kontaktu z psychologiem w każdej ważnej dla dziecka sprawie. Kiedyś robiła to dzięki wsparciu państwa. Od 2018 r. na środki z rządu nie ma co liczyć.

Telefon funkcjonuje od 10 lat. Do końca 2016 r. działał między innymi dzięki środkom z konkursów organizowanych przez MSWiA oraz MEN. Odkąd rządzi PiS, tego typu konkursy w tych ministerstwach nie są organizowane, więc FDDS nawet nie ma jak ubiegać się o środki z tej puli.

Zresztą czasem można wątpić, czy w ogóle jest sens starać się o pieniądze z budżetu. Resort sprawiedliwości bowiem wprawdzie konkursy na środki z Funduszu Sprawiedliwości organizuje, ale największa organizacja pozarządowa w Polsce niosąca pomoc dzieciom, czyli właśnie FDDS, na pieniądze z tego Funduszu liczyć nie może.

Przed rokiem Fundacja ubiegała się o środki na inną działalność niż funkcjonowanie Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży. Wtedy chodziło o pomoc dla dzieci, które padły ofiarą przestępstw – wsparcie psychologów, terapeutów, korepetytorów pomagających odrabiać lekcje, ale także pomoc polegającą na wykupywaniu bonów żywnościowych.

Dotacje z Funduszu Sprawiedliwości otrzymały liczne jednostki OSP, fundacja Lux Veritatis,milion skapnął na remont sali gimnastycznej w mieście ówczesnego zastępcy Zbigniewa Ziobry, a Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę w ministerialnym konkursie przepadła.

Wzruszające wsparcie
Aby telefon mógł funkcjonować, pomogli sponsorzy. Najwięcej emocji wzbudziło wsparcie, jakie 116 111 otrzymało od Fundacji Ludzki Gest. Gdy rząd nie poczuł się odpowiedzialny za pomoc dzieciom, do akcji wkroczył Kuba Błaszczykowski – piłkarz, który sam nie miał łatwego życia w dzieciństwie. Gdy miał 11 lat na ojciec zabił jego mamę wychowywała go babcia, pomagał wujek, Jerzy Brzęczek. Piłkarz jak mało kto wie, jak wiele znaczy pomoc dzieciom, które znalazły się w dramatycznej sytuacji.

Dzięki wsparciu Kuby Błaszczykowskiego, a także Kulczyk Foundation, Fundacji Benefit Systems i Orange Polska, darczyńców indywidualnych i biznesowych, Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111 działa codziennie od 12.00 do 2.00. Ale wszyscy w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę zdają sobie sprawę, że to o wiele za mało wobec potrzeb.

Nie można się dodzwonić
Aby pomoc była skuteczna, niezbędne jest zbudowanie poczucia bezpieczeństwa i zaufania, pomoc dziecku w obniżeniu napięcia, wspólne szukanie rozwiązań. Dlatego rozmowy trwają długo. I dlatego też tak wielu dzwoniących słyszy po wybraniu numeru 116 111 – niestety, w tej chwili wszyscy konsultanci prowadzą rozmowy. I dlatego w internecie pojawiają się komentarze wypowiadane z ogromnym żalem: „dzwoniłam do was, kiedy potrzebowałam pomocy, ale się nie dodzwoniłam”.

Niestety – aktualnie Telefon 116111 obsługiwany jest przy maksymalnie 5 jednocześnie dostępnych stanowiskach. Lucyna Kicińska szacuje, że aby w godzinach szczytu potrzebujący mogli się dodzwaniać bez większych przeszkód, takich stanowisk powinno być 35-40. I oczywiście najlepiej byłoby, aby telefon mógł funkcjonować całodobowo. Stąd właśnie pomoc o wsparcie – można wysłać darowiznę przez wspierajtelefon.pl lub przekazać FDDS 1 proc. podatku.

Na szczęście istnieje, oprócz linii telefonicznych, kanał pomocy on-line przez stronę internetową 116111.pl. W 2017 r. tą drogą przyszło do FDDS 7 tys. wiadomości z prośbą o pomoc. W 2018 r. – już ponad 9 tys. Widać więc, jak bardzo dzieciom i młodzieży potrzebne jest to wsparcie.

Żeby się nie skończyło tragicznie
– Nie jesteśmy telefonem alarmowym, ratowniczym czy interwencyjnym. Jesteśmy od tego, żeby zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa, zrozumienie, wsparcie emocjonalne i żeby w każdej sytuacji, kiedy jest to potrzebne, odbudować u dziecka wiarę w świat dorosłych. Żeby to dziecko nigdy nie weszło na taką drogę, która może się skończyć tragicznie – podsumowuje Lucyna Kicińska.

Bo możemy się tylko ze smutkiem zastanawiać – ile z tych dzieci, które targnęły się na swoje życie, nie zdołało się dodzwonić pod 116 111.

I stał się cud!

 

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, salon, roślina i w budynku

Jak zwykle święta bardzo szybko upłynęły, a było tyle nerwów, czy się wyrobię, a tu kolejny raz wszystko się udało i sądzę, że nasi Goście spędzili miły czas z nami – rodzicami.

Bardzo mnie cieszył fakt, że wszystko Im smakowało i o dziwo dziś mieli apetyt i nikt nie grzmiał, że nie zje więcej, bo się odchudza!

O godzinie 12 zaczęłam nakrywać do stołu świątecznego, a w między czasie gotowałam makaron do rosołu i ziemniaki, aby wszystko było gotowe na godzinę 13.

Zasiedliśmy więc do obiadu i była pochwała, że wszystko jest smaczne, ale schab w sosie chrzanowym wzbudził najwięcej zachwytów, bo był soczysty w środku i mięciutki jak masło – rozpływał się w ustach.

Jak przyrządzić smakowity schab w sosie?

Robiliśmy go z Mężem tak, że cztery dni przed świętami mięso zapeklowaliśmy w oleju, czosnku, ziołach i podlaliśmy to octem jabłkowym.

Wczoraj podsmażyliśmy go z obu stron, obtoczony w mące  trafił do garnka z przyprawami, podlany wrzącą wodą, a na koniec dodaliśmy słoiczek chrzanu – niebo w gębie.

Nasi goście cały rok też czekają na czerwoną kapustę z jabłkiem startym i rodzynkami, doprawioną na koniec sokiem z cytryny.

Po obiedzie nastąpiło rozdawanie prezentów i każdy coś fajnego dostał, ale to Wnuki, które wciąż wierzą w Mikołaja cieszyły się najbardziej – jak to dzieci!

Udały się do drugiego pokoju i tam rozłożyły swoje prezenty i pięknie się nimi bawiły, kiedy dorośli przy stole toczyli dysputę, ale na szczęście bez polityki i kościoła.

Było bardzo miło mnie, jako gospodyni, że tak jak sobie wymarzyłam, to tak się stało.

Ale ja tak ogólnie nie o tym chciałam napisać, bo w te święta stało się coś niespodziewanego.

Jakieś 10 lat temu moja Teściowa zrobiła mi ogromną przykrość i nie będę opisywała jaką, ale wówczas przysięgłam sobie, że nigdy, ale to nigdy się do Niej nie odezwę, bo bolało jak cholera.

Teściowa liczy sobie dobrze po osiemdziesiątce i jest wdową.

Zgodziłam się, aby przyszła do nas na święta, bo przecież trzeba wybaczać i tak też się stało, że urazę schowałam głęboko i doszłam do wniosku, że staruszka nie może spędzać świąt w samotności.

Kiedy się żegnała po zjedzeniu tego i owego nagle  mnie przytuliła, pogłaskała i powiedziała wiele ważnych słów, jakby dziękując, że dbam o Jej Syna i zauważyła ile pracy włożyłam w przygotowanie tych świąt.

Kiedy to się działo, co mnie samą zamurowało – wszyscy wstrzymali oddech, że to się zadziało.

A ja Jej przebaczyłam, bo w końcu nie chcę tej urazy zabierać do grobu.

Stał się cud, który zapamiętam do końca swoich dni i dalej będę gotowała więcej, aby zanieść Teściowej coś dobrego do zjedzenia, bo taka jestem – nie mściwa.

A tak podsumowując, to mimo wysiłku włożonego w szykowanie świąt, mimo ograniczeń zdrowotnych, to warto je szykować, aby pobyć z Córkami i ich Mężami, oraz Wnukami, bo takich chwil jest bardzo mało.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Refleksje świąteczne!

Jak zwykle święta, święta i za chwilę będzie po świętach, a także pójdzie w zapomnienie, to wariactwo sprzątania i pitraszenia.

Odpoczniemy za chwilę od świąt.

Jeszcze jutro u nas odbędzie się świąteczny obiad i wieczorem będę mogła Mężowi powiedzieć, że kolejny raz staruszki dali radę.

Kto wie jak będzie, to wszystko wyglądało za rok, bo przecież nie młodniejemy, a zbliżamy się do tego ostatecznego.

Kiedy szykowałam świąteczne potrawy, to zewsząd słyszałam kolędy, ale żadna mnie w tym roku nie rozczuliła.

Nawet moja ulubiona „Lulaże Jezuniu – moja perełko”,  ani na minutę nie sprawiła, że poczułam w tym roku tą sławną magię świąt!.

Uciekła gdzieś, schowała się w cierpieniu z powodu umierającej Mamy i nie byłam w stanie i nie jestem, aby wykrzesać z siebie ten nastrój świąteczny, mimo, że potraw zrobiłam chyba za dużo – jakby w amoku!.

Nie potrafię szykować świąt minimalistycznie, a zawsze się rozpędzamy z Mężem i gotujemy o wiele za dużo, tak jak byśmy się bali, że będzie za mało, za skromnie!.

Zawsze miałam tak, że lubiłam moich gości nakarmić i naprawdę lubię gotować, ale chyba z Mężem przesadziliśmy, bo lodówka pęka w szwach, a i na balkonie stoją gary!

Ja wiem i rozumiem, że w tym wszystkim nie chodzi o żarcie, ale o atmosferę, a mimo to zawsze się rozpędzam za bardzo, a potem pakuję jedzenie dla bliskich w pojemniki, aby się nie zmarnowało nic, a nic.

Moim popisowym daniem, którego nauczyła mnie moja Teściowa, to są drożdżowe racuchy z sosem grzybowym i na to danie wszyscy czekają cały rok.

Robię je tak:

  • do miski wsypuję kilogram mąki, dodaję 4 jajka, lekko solę i dodaję odrobinę cukru, oraz trzy szklanki mleka,
  • wcześniej nastawiam całą kostkę drożdży rozpuszczonych w mleku do wyrośnięcia na kaloryferze,
  • Kiedy drożdże wyrosną, to dodaję to do mąki i jajek, a potem ręką wyrabiam ciasto mocno, aby dostało się do niego powietrze,
  • Tak wyrobione ciasto znowu stawiam na kaloryferze do wyrośnięcia i następnie nabieram na łyżkę zamoczoną w wodzie i smażę na dobrze rozgrzanym oleju.

Sos grzybowy to łatwizna, bo:

  • cztery garście suszonych grzybów zamaczam na noc,
  • na drugi dzień je osączam i mielę w starej maszynce do mielenia mięsa,
  • na oleju podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę, dodaję zmielone grzyby i kostkę rosołową,
  • lekko solę i podlewam wodą, mieszając aż grzyby zrobią się miękkie, a na koniec dodaję odrobinę śmietany i to wszystko.

Jutro swoim bliskim zaserwuję:

  • rosół z makaronem,
  • ziemniaki ubijane ze schabem w sosie chrzanowym,
  • surówkę z czerwonej kapusty z rodzynkami, lekko zakwaszoną,
  • dwie sałatki – jarzynową i z paluszków krabowych z selerem naciowym,
  • rybę po grecku,
  • bigos i kiełbasę białą – smażoną w głębokim oleju,
  • ciasto, kawę, herbatę i kompot z suszu.

Mam nadzieję, że głodni nie wyjdą, a ja kolejny raz podkreślę, że z Mężem wspólnie daliśmy radę, choć trochę boli mnie krzyż i biodro, ale staram się nie poddawać.

Tak po cichu liczę na to, że na następne święta, to my starzy zostaniemy zaproszeni na świąteczny obiad, ale Oni są młodzi i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc jest takie powiedzenie, że jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie i niech los nam – starym da zdrowie na następne święta.

Pragnę ogromnie, aby kiedy my odejdziemy, to nasze Dzieci i ich rodziny miały wspomnienia, że jednak się staraliśmy, by być razem.

Trzeba coś po sobie zostawić, a najbardziej pamięć, że się staraliśmy.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: jedzenie

 

Obraz może zawierać: tabela, roślina i w budynku

To był cudowny, wigilijny wieczór!

 

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, roślina, tabela i w budynku

Podczas naszego małżeństwa, które w styczniu osiągnie 43 lata stażu, Wigilię tylko we dwoje spędzaliśmy pierwszy raz.

Jak ja się bałam tej chwili, że kiedy skończymy wszystkie sprawy związane z przygotowaniem świąt, to nie będziemy mieli o czym przy stole rozmawiać.

Oboje dość wykończeni przygotowaniami, gdyż byliśmy zaangażowani w tym ferworze, to zasiądziemy do stołu zmęczeni i obawiałam się, że nastanie cisza!

Nakryłam stół dla trojga, bo zaprosiliśmy samotną, moją Teściową, ale jak co roku znowu zrobiła focha i nie przyszła.

Zrobiło nam się kolejny raz przykro, ale Teściowa jest dorosła i wie, co robi.

Ubraliśmy się świątecznie, tak jak byśmy wychodzili do kogoś na Wigilię, albo miał by ktoś do nas zawitać – zaproszony.

Postawiłam na stole moje popisowe danie wigilijne, a więc drożdżowe racuchy i sos grzybowy, a do tego rybę po grecku, sałatki, ciasto, kompot z suszu, bo my już jesteśmy w podeszłym wieku i nie jemy za dużo, a jeno na smak i symbolicznie.

Ja zrobiłam sobie kawę z mlekiem, a Mężowi herbatę zieloną i tak sobie posiedzieliśmy we dwoje – gadając, wspominając nasze dzieciństwo i buzie nam się nie zamykały.

Spędziliśmy tą Wigilię tak jak lubimy, a więc bez spinki, sztucznych uśmiechów, bez tego tragicznego słowa – wzajemnie.

Przytuliłam się do tego mojego Męża mocno, „mocniteńko” i wyszeptałam mu do ucha życzenia prosto z serca, a na koniec powiedziałam, że Mu dziękuję i, że Go okropnie kocham i to zostało odwzajemnione!

Bardzo wiele razy chcieliśmy oboje uciec na święta i Sylwestra gdzieś do domu wczasowego, hotelu, ale baliśmy się bycia tylko we dwoje.

Baliśmy się nudy i tego, że coś stracimy nie będąc z rodziną, ale dzisiejsza Wigilia nam pokazała, że potrafimy ze sobą mile spędzić czas!

Kiedy ja odpoczywałam, to Mąż poszedł na wieczorny spacer i zrobił mi masę świątecznych zdjęć z naszego miasta, które wrzuciłam na mojego fan – page  i tak oto się dopełniamy w zgodzie i miłości.

Jestem szczęśliwa, bo pod choinkę przed wcześnie dostałam smartfona, perfumy i zimową kurtkę, oraz buty, a dziś pod choinkę dostałam jeszcze „Biovital” na moje skołatane serce.

Moim prezentem dla Męża są moje potrawy, które Mąż uwielbia, bo się strasznie staram, aby przez żołądek do serca!

Sprawdza się!

Kochani wszystko przemija, ale wspomnienia nigdy!

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

Obraz może zawierać: noc

 

Obraz może zawierać: noc i w budynku

Starzy, zmęczeni szykują Święta Bożego Narodzenia!

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Moje okna z czystymi szybami są wystrojone w świecidełka, bo zawsze lubiłam taki pierwszy, świąteczny klimat na dwa tygodnie przed świętami.

Wchodziłam w czas fascynacji, w klimat Świąt Bożego Narodzenia, tak duchowo, bo zawsze lubiłam ten okres, choć nie reklamy.

Zawsze uważałam te święta za czas dla Rodziny i robiło mi się na serduchu tak tkliwie, radośnie, że przyjdą i zasiądziemy do wspólnego stołu, oraz pobędziemy ze sobą trochę czasu przy ustrojonej choince i jadle na stole.

Zawsze się potrafiłam zorganizować, aby nie narobić się na ostatni dzwonek, bo mam w sobie rozpisany plan, aby codziennie zrobić coś, a wtedy w końcówce przygotowań z listy się skreśla kolejny punkt.

Jak każda gospodyni domu na miesiąc przed świętami wpadam w popłoch i nerwówkę, czy dam kolejny raz radę i tak jest i w tym roku.

Jednak kiedy mam ogarnięte okna, świeże firany, pościel, podłogi i zakupy porobione za co dziękuję Mężowi, to się uspokajam i mogę siedzieć w kuchni i pitrasić, co lubię.

W tym roku jest inaczej, bo w związku z chorobą Mamy nie czuję kompletnie tej magii świąt i najchętniej bym święta przespała i obudziła się po Nowym Roku.

I tak się dziwię, że mam sporo zrobione między zmianą pampersa jednego, drugiego, dyżurem, a szykowaniem się do świąt, ale to dzięki Mężowi.

Moje Dzieci z Rodzinami zaprosiliśmy na drugi dzień świąt i będzie uroczysty, świąteczny obiad.

Jestem padnięta i padam na pysk wieczną gotowością do pójścia do Mamy, aby Ją oporządzić i dlatego Wigilię pragnę spędzić tylko z Mężem w spokoju i ciszy – z dala od rodzinnych spotkań i obojgu nam to dobrze zrobi, bo jesteśmy zmęczonymi staruszkami, choć Mąż by się na takie określenie pogniewał, bo jest pracoholikiem – wiecznie w ruchu.

Z czego się cieszę więc?

Cieszę się, że mimo horroru z Mamą wydaje się, że kolejny raz, mimo zmęczenia zrobię ten obiad i potraw nie będzie mało, czyli jeszcze daję radę.

Nie wiadomo jak będzie w przyszłym roku, bo nie młodnieję.

Czy święta wszystkim dają radość, bo czytając poniższy artykuł – niekoniecznie!

My 60 – latkowie jesteśmy schorowani i zmęczeni, ale jakże często nasze Dzieci nie mają o tym zielonego pojęcia.

Obarczają starych rodziców szykowaniem świąt. Pobędą trzy godziny i się rozjadą, a starzy rodzicie pozostawieni sami sobie ponownie, w następnym roku przygotują święta jeśli tylko zdrowie im dopisze.

Po świętach starzy rodzice zsunął stół, ustawią na miejsce. Poplamiony, świąteczny obrus wrzucą do pralki. Zmyją naczynia i uśmiechną się do siebie, że kolejny raz dali radę i padną spać!

Tak wygląda magia świąt u starych ludzi!

Przeczytajcie koniecznie i napiszcie swoje zdanie na ten temat:

„Dzieci znowu zwalają się do mnie na święta.” Matki mają dość.
Święta to czas dla rodziny. Wspólne kolędowanie, uroczysta kolacja, wręczanie sobie prezentów. Nie dla każdego jest to jednak okres radości. Nasze bohaterki mają dosyć Bożego Narodzenia. Wszystko przez ich dorosłe dzieci.

Żeby można było wspólnie usiąść do stołu i cieszyć się atmosferą, ktoś do tego stołu musi nakryć. W wielu domach wciąż funkcjonuje model, w którym zajmuje się tym matka. I do pewnego momentu może to być dość naturalne, jednak kiedy dorosłe dzieci nie kwapią się do pomocy, zaczyna być męczące.

Odwołajcie święta

– W ogóle nie czekam na święta. Moje dzieci na mnie żerują i mam dosyć harówki. Co roku dwójka moich dorosłych już dzieci przyjeżdża do domu rodzinnego. Ja przez cały tydzień zasuwam, sprzątam, lepię te pierogi, a oni przyjeżdżają dzień przed Wigilią i mają wszystko w nosie. Nawet się żadne nie zapyta, czy pomóc, czy coś przywieźć. Po prostu oczekują, że ja się wszystkim zajmę. A ja mam dość – mówi nam Teresa, 48-letnia pani domu z niewielkiej miejscowości pod Warszawą.

– Zawsze jest tak samo – dodaje Teresa. – Wszyscy są w domu, ale nikt nic nie robi. Ja od samego rana pracuję w kuchni. I co roku jest tak, że moje dzieci i mąż siedzą sobie w salonie, oglądają telewizję, śmieją się, a ja urabiam się po łokcie – mówi kobieta.

– Rok temu przy kolacji byłam już tak zmęczona, że dosłownie zamykały mi się oczy. Nie chciało mi się śmiać ani z nikim rozmawiać. Chciałam tylko iść spać. Siedzieliśmy do późna, a z każdą minutą byłam bardziej wykończona. Córka zapytała mnie, czemu nie mam humoru i czemu muszę być takim smutasem w Wigilię. W końcu jaka Wigilia, taki cały rok. Myślałam, że ją uduszę. Łatwo im mówić. Oni nie zrobili nic, a ja przygotowałam święta dla 4 osób od A do Z – opowiada rozgoryczona Teresa.

A mamusia ugotuje…

Nie tylko ona czuje się wykorzystywana. Podobne uczucia ma Łucja, która ma dorosłą córkę i jest babcią 4-letniej wnuczki. – Co roku święta są u nas. Przyjeżdżają córka z zięciem i wnuczką, rodzice zięcia, moja mama i mama mojego męża. W sumie 7 osób. Niby niedużo, ale roboty nie brakuje. Samo ugotowanie kolacji wigilijnej to cały dzień stania przy garach. Myślicie, że ktoś mi pomaga? Pobożne życzenie! Przyjeżdżają na gotowe i siedzą przez 3 dni. A mamusia poda, ugotuje, posprząta, pozmywa… Nawet rodzice zięcia nie poczuwają się do tego, żeby coś przywieźć czy pomóc. Z roku na rok mam coraz większą ochotę odwołać święta – mówi kobieta.

Dorosłe dzieci dzisiejszych 50-,60-latków mają niestety większe oczekiwania względem rodziców, niż starsze pokolenie. – Trzymanie pod kloszem, podsuwanie wszystkiego pod nos, pobłażanie i brak obowiązków w niektórych przypadkach objawiają się problemami z samodzielnością w dorosłym życiu. To głównie efekt braku konsekwencji w działaniu i nieuświadamianiu dziecku od małego, że pomiędzy jakością życia a pracą jest wprost proporcjonalna zależność – mówi psycholog, Ewa Jarczewska-Gerc.

– Weźmy chociażby przykład zza wielkiej wody. Amerykanie właśnie zaczęli sobie uświadamiać, że stosowany przez nich system wychowawczy, polegający na powtarzaniu dziecku, że jest najlepsze i wszystko może, ma poważny efekt uboczny. Dochowali się roszczeniowego pokolenia, które wiele chce, choć niewiele daje od siebie – dodaje specjalistka.

Moja wina, moja wina

– Moje dzieci od zawsze unikały obowiązków domowych. To po części moja wina, bo nigdy nie goniłam ich do pracy. Teraz w święta pluję sobie w brodę, bo całe przygotowania spadają na mnie. Czasem zdarzy się, że któreś z moich dzieci wróci z miasta, w którym studiuje i poświęci chwilę na pomoc zmęczonej matce. Ale ta pomoc ograniczy się do odkurzenia jednego pokoju albo ubrania choinki. Całą resztę muszę robić ja. A co będzie, kiedy pojawią się wnuki? Nie dam rady ogarnąć tak dużej wigilii – pisze na kafeteryjnym forum użytkowniczka Drażka.

Druga strona

Medal ma jednak dwie strony. Matki organizujące święta też nie są bez winy. Na forum pisze o tym użytkowniczka Syll. – Moja matka zawsze narzeka, że musi całe święta ogarnąć, a jak ktoś jej pomoże, to od razu jest źle. Próbowałam przywozić jakieś jedzenie, ciasto, to albo było za słodkie, albo barszcz za blady. Jak jej nie pasuje, to nie będę się narzucać – tłumaczy.

Podobne doświadczenia ma 27 letnia Ola, która co roku spędza święta w domu, ale pomoc ogranicza do minimum. – Nieważne co zrobię i tak jest źle. Posprzątam – mama przyjdzie i posprząta drugi raz, bo ja nie zrobiłam tego dokładnie. Ulepię pierogi – powie, że za małe. Odechciewa mi się pomagać, kiedy ona cały czas mnie krytykuje – mówi Ola.

Świąteczne przygotowania stały się najwyraźniej tłem do międzypokoleniowych przepychanek. Rodzice mają dość, że dzieci nie chcą pomagać, a dzieci wściekają się, bo każda chęć pomocy spotyka się z krytyką.

W tym przypadku trochę racji ma każda ze stron i nie można powiedzieć, że tylko jedna z nich jest „tą złą”. Podczas świąt warto jednak zakopać topór wojenny i postarać się zrozumieć drugą osobę. Może uda nam się zauważyć to, co sprawia, że święta nie są tak magiczne, jak mogłyby być.

Urodzinowe wspomnienia!

W roku 1979 – 12 grudnia urodziłam swoje drugie Dziecko, a miałam 23 lata.

To była zima stulecia i było naprawdę bardzo zimno i śnieżnie.

Znalezione obrazy dla zapytania 1979 zima stulecia

Dziś moja Córka ma urodziny i kończy – o bogowie 39 lat i sama się siebie pytam, kiedy ten czas tak szybko uleciał, że oto zdałam sobie sprawę z tego, że nie młodnieję i ja!

Pracowałam do końca ciąży i nie oszczędzałam się, a biegałam do pracy po 4 kilometry codziennie, ciągnąc za sobą pierwszą Córkę do przedszkola.

Takie były czasy, że lekarze niechętnie proponowali zwolnienia ze względu na ciążę, a więc skoro czułam się dobrze, to nie kwękałam i do pracy chodziłam.

Wszystkie kobiety w tamtym czasie pamiętają jak wyglądały wizyty u lekarza prowadzącego ciążę, bo żadna z nich nie dowiedziała się do końca jakiej płci będzie dziecko, bo nie było usg.

Lekarz za zwyczaj mierzył obwód brzucha, posłuchał trąbką, popukał, sprawdził wyniki i to wszystko.

Pierwsze bóle poczułam 12 grudnia o 6 rano, a o 12.20 moje Dziecko było już na świecie, a więc bardzo szybko, ale stało się coś – czego nigdy nie zapomnę.

Otóż urodziłam i pielęgniarka zabrała moją Córkę, a mnie przetrzymano na sali porodowej przy nieszczelnym oknie, w krótkiej koszulinie, pod prześcieradłem, na metalowej nerce do godziny 17, czyli 5 godzin po porodzie.

Pielęgniarki obchodziły jakieś imieniny i nie miały czasu, aby mnie zabrać do ciepłej sali, a gdy pytałam dlaczego tu leżę tyle godzin – nie miały sensownego wytłumaczenia.

Pamiętam to do dziś, bo czułam się wówczas jak mnie sponiewierały i po prostu olały.

Gdybym miała wówczas ten rozum, co teraz, to bym je podała do sądu, ale stało się!

Mimo przykrych wspomnień w czasach PRL-u, to wynagrodziła mi je wspaniała Córka, która wyrosła na dobrą Mamę dla swoich Dzieci, a moich Wnuków – troskliwa, kochająca, empatyczna, wrażliwa i w tym dniu życzę Jej przede wszystkim zdrowia, bo kiedy jest zdrowie, to można pokonać wszystkie trudności życiowe.

Dałam Jej na imię Lidia, bo w tamtych czasach, to imię nie było popularne, a więc wymyśliłam dla Niej imię nieszablonowe, unikalne i to była świetna decyzja.

Moje Córki mieszkają od siebie oddalone i Starsza posłała Młodszej Pocztę Kwiatową, bo mnie ogromnie cieszy, że o sobie pamiętają i  tym gestem są sobie bliskie, a dla mnie jako matki nie ma lepszej nagrody jeśli moje Córki o sobie pamiętają mimo odległości!

 

 

Program PIT-y 2019

Programy do rozliczenia PIT

Worldwide Blog

World + Information + Center

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

Zawsze w obliczu wyzwania/ Always in face of the challenge

Sport News

Blood Sport

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Zapiski Joanny

Myśli (nie) banalne - czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Polka Polce

Życie przeplatane szczegółami

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie.

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

Burza-Tumblemind

~Myślodsiewnia~ Ten blog jest dla ludzi, którzy lubią zastanawiać się nad tym, co w dzisiejszym materialnym i sceptycznym świecie jest łatwo zapominane i odchodzi w cień. Sny, miłość, honor, wzajemny szacunek i ciekawość świata- o tym jest ten blog.

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.

HANIAKO

blog jak ciepły koc

Tata Szymona Blogujący

Codzienny pamiętnik Taty