Archiwa tagu: dzieci

Lepiej poźno, niż wcale!

Podobny obraz

Irena i Janusz poznali się kiedy byli na studiach, mając po 21 lat.

Ich miłość wybuchła mocno i nagle i sami byli nią zdziwieni.

Już na samym początku znajomości wiedzieli, że chcą być razem na całe życie, gdyż nie wyobrażali sobie życia bez siebie.

Pod koniec studiów Irena zaszła w ciążę i oczywiście wzięli ślub, na który zaprosili rodzinę i wszystkich swoich znajomych.

Byli przeszczęśliwi, kiedy urodziła im się pierwsza córka, a potem Irena urodziła jeszcze dwie dziewczynki i całkowicie była pochłonięta ich wychowaniem.

Janusz miał pracę w instytucie naukowym i nie zarabiał wiele, ale dorabiał korepetycjami i jakoś im się w miarę żyło.

Kiedy Irena odchowała z Januszem dzieci, postanowiła poszukać pracy, aby postawić budżet domowy na przyzwoitym poziomie.

Nie miała doświadczenia zawodowego i na początek otrzymała pracę w dużej firmie i krok po kroku pięła się po szczeblach kariery, aż do stanowiska bardzo odpowiedzialnego i prestiżowego.

Szefostwo ją docenilo, bo była zdolna i ambitna i naprawdę zarabiała duże pieniądze.

Było ją stać wziąć kredyt na budowę większego domu i z czasem przeprowadzili się z niewielkiego mieszkania do swojego, własnego domu jednorodzinnego.

Robiła karierę i z czasem jej uczucie do męża zaczęło wygasać.

Nie raz mu wypomniała, że to ona nosi spodnie w tym małżeństwie i to ona utrzymuje ten dom i rodzinę.

Wypominała Januszowi, że jest mało ambitny i za mało się stara, a jego pensja przynosi ujmę i stwierdziła, że jest mało zapobiegwczy i usiadł na laurach.

W łóżku też im się nie układało, bo mąż przestał ją pociągać i nie raz wypomniała mu, że jest nieudacznikiem i ciapciakiem.

Janusz miał świetne relację z córkami, ale te młodsze słysząc matkę nabijały się z ojca, że na niczym się nie zna i jest nudny jak flaki z olejem.

Matka słysząc takie przytyki do męża nie strofowała córek, a wszystkie nim poniewierały i śmiały się z jego uległości i to wykorzystywały, wołając coraz więcej pieniędzy na ubrania i kosmetyki.

Irena nie raz mówiła do swoich córek, że żadna kobieta nie spojrzy nawet na jej męża, bo która by chciała takiego ciamajdę i niemotę, ale stało się coś dziwnego.

Irenę w pracy podrywał macho, z którym wyobrażała siebie w łóżku, bo pragnęła tego, czego nie dawał jej własny mąż.

Pewnego dnia jedna z córek zauważyła swojego ojca na ulicy z inną, młodszą i ładną kobietą.

Spytała wówczas matkę, czy jest zazdrosna o ojca, a Irena odpowiedziała, że ojciec nigdy nie znajdzie drugiej kobiety, bo po prostu tego nie potrafi, i która by go zechciała.

Córka zaczęła grzebać w dokumentach ojca i znalazła rachunki za opłatę drugiego mieszkania w innej dzielicy i wtedy było dla niej jasne, że ojciec ma kochanę.

Córka długo nie utrzymała w tajemnicy, że wie o tym, iż ojciec spotyka się z inną w drugim mieszkaniu i podała matce  adres i Irenie zapaliła się natychmiast czerwona lampka, że może stracić męża.

Zdała sobie sprawę z tego, że wciąż go kocha i zrozumiała, że bardzo go raniła.

Pobiegła pod podany adres i waliła z impetem w drzwi mieszkania z nadzieją, że złapie męża na zdradzie.

Janusz jej powiedział, że jedzie na konferencję, a ukrywał się w tym mieszkaniu od czasu do czasu, aby odpocząć od domowego babińca, które go terorryzowało.

To w tym mieszkaniu miał czas na swoją pracę naukową, z której się śmiały jego kobiety i wtedy Irena zrozumiała, że ma najwspanialszego faceta za męża, który jej nie zdradzał, a uciekał od niej, gdyż go w pewnym momencie odsunęła i poniżyła.

Kiedy Irena zrozumiała, że postąpiła podle – przysięgła sobie, że nigdy więcej nie zwątpi w męża, gdyż kobieta na ulicy przy jego boku, to była jego studentka, której pomóg wyjść z depresji.

Wszystkie kobiety Janusza w jednej chwili zrozumiały, że mają wspaniałego męża i ojca i żyli długo i szczęśliwie.

Reklamy

Kiedy przychodzi czas zapłaty!

Znalezione obrazy dla zapytania chory rodzic

Rodzimy się i jesteśmy całkowicie podporządkowani naszym rodzicielom, którzy od pierwszych chwil pobytu na tym Świecie się o nas troszczą.

Wszystko następuje w swoim czasie, a więc pierwszy łyk matczynego mleka, pierwsza kupka, pierwsza pielucha, pierwsza kąpiel, pierwszy krok, pierwsze wypowiedziane słowo i tak dalej.

To przeważnie Matka się troszczy o swoje dziecko, a Ojciec może ją wspomagać i pomagać, ale główny obowiązek spada na rodziciekę.

Rośniemy i się rozwijamy.

Idziemy do szkoły i uczymy się życia, a potem następuje wyfrunięcie z gniazda i toworzymy swoje rodziny i swoje relacje z własnymi dziećmi.

Przestawiam nasze życie w wielkim skórcie, ale tak właśnie wygląda ludzkie istnienie na tej tajemniczej Ziemi.

Kiedy jesteśmy młodzi, to nie zastanawiamy się nad tym, że nasi Rodzice się starzeją i kiedyś to oni będą potrzebowali naszego wsparcia i pomocy w razie wystąpienia starczych chorób i tego, że będą całkowicie zależni od nas.

Taka wiadomość spada na nas, kiedy pada diagnoza, a rodzic traci siły i jest leżący, a wtedy następuje automatyczne nas czas zapłaty, bo:

  • trzeba choremu zmieniać pampersy,
  • trzeba zaprowadzić do WC i podetrzeć pupę,
  • trzeba zadbać o higienę i podać lekarstwa,
  • trzeba zmienić bieliznę, uczesać, obciąć paznokcie,
  • trzeba posmarować maścią bolesne miejsca,
  • trzeba zrobić jedzenie i nakarmić,
  • trzeba kontaktować się z lekarzem,
  • trzeba być przy chorym 24 h

i tak dalej!

Nasi rodzice mimo chorób żyją coraz dłużej, bo medycyna wysoko rozwinięta skutecznie oddala widmo śmierci.Dlatego na dorosłych i też już schorowanych dzieci spada długotrwała opieka, która wyniszcza i te dorosłe dzieci!

Są zmęczeni i sfrustrowani, ale nie mają innego wyjścia jak odpłacić się za dane nam życie, ale co to za życie, kiedy pada się na pysk!

 

 

Nie katujcie swoich dzieci i wnuków!

W sieci krąży mądry tekst – tak ja uważam i wkeiłam go poniżej.

Jednak zacznę od tego w związku z tym tekstem, bo przypomniały mi się czasy mojej wczesnej młodości.

W szkole podstawowej ogromnie lubiłam uczyć się języka polskiego, geografii, biologii, a nienawidziłam matematyki i historii.

Kochałam ćwiczyć na WF i byłam w tym naprawdę dobra.

Świetnie grałam w kosza, piłkę ręczną, a także biegałam i skakałam.

Miałam niezły głos, a więc należałam do chóru i zespołu „Stokrotki” i to było wszystko z własnej woli – bez presji rodziców!

Jednak najbardziej nie lubiłam matematyki, która spędzała mi sen z powiek.

Bałam się nauczycielki wykładającej, która według mnie matematyki nie nauczyła nikogo z kim czasem na ten temat rozmawiałam.

Jej nauki gdzieś do mnie nie trafiały i leciały gdzieś obok mojego, młodego mózgu i dlatego bałam się każdej klasówki, czy też wywołania do tablicy – masakra – słowo kiedyś nie używane!

Zbliżały się egzaminy do szkoły średniej i dopiero wówczas wpadłam w niesmaowitą panikę, bo przecież byłam w tym przedmiocie bardzo słaba.

Mama jak zwykle przyszła z pomocą i prowadzała mnie przez dwa tygodnie do swojego znajomego, który krok po kroku mi tłumaczył jak rozwiązywać równania i te wszystkie inne meandry i zahaczył też o geometrię.

Okazałam się pojętną uczennicą i egzaminy zdałam z matmy na piątkę!

W szkole średniej trafiłam na klasę złożoną z 33 dziewczyn – z nalepszymi ocenami.

Matematyki uczył nas pieruńsko przystojny profesor Sowa i kto by tam zważał na to, co pisał na tablicy, kiedy wszystkie do niego wzdychały ha ha.

Profesor  wiedział, że nas tego przedmiotu nie nauczył dobrze i dlatego każdej na maturze podciągnął oceny i wszystkie były szczęśliwe idąc w dorosłe życie.

Tak sobie przypominam kiedy ta matma była mi potrzebna w karierze zawodowej, bo chyba nigdy i dlaczego ja tak cierpiałam katusze przez ten przedmiot?

Współcześni rodzice teraz, jakże często katują swoje dzieci, bo mają być we wszystkim najlepsze.

Mają się świetnie uczyć, dobrze pływać, grać na instumencie, grać w piłkę, tańczyć i śpiewać itp.

A tymczasem ja – Seniorka wciąż czekam!

Znalezione obrazy dla zapytania sinus cosinus humor

A teraz zachęcam do przeczytania mądrego tekstu i pomyślcie o swoich dzieciach i wnukach!

Zdjęcie użytkownika Jarek Guc.

Dyrektor ds Szczęścia cytuje:
W sieci krąży list, ponoć skreślony ręką singapurskiego dyrektora szkoły…
Ktokolwiek go faktycznie napisał dotknął istoty sprawy:

„Drodzy Rodzice!

Już wkrótce rozpoczną się egzaminy. Wiem, że martwicie się, żeby Wasze dzieci zdały je jak najlepiej.

Jednak, proszę, pamiętajcie, że wśród uczniów zasiadających do testów, będzie artysta, który nie potrzebuje zrozumieć matematyki… Znajdzie się wśród nich także przedsiębiorca, któremu nie zależy na historii czy literaturze angielskiej… Jest tam też muzyk, dla którego ocena z chemii nie ma znaczenia… Jest i sportowiec, dla którego sprawność fizyczna jest ważniejsza niż fizyka…

Jeśli Wasze dziecko uzyska najlepsze noty, to wspaniale! Ale jeśli nie, proszę, nie pozbawiajcie go pewności siebie i poczucia godności. Powiedzcie: ‚W porządku, to tylko egzamin’.

Wasze dzieci stworzone są do o wiele większych rzeczy w życiu. Powiedzcie im, że nie ważne, ile zdobyli punktów, i tak ich kochacie i nie osądzacie.

Proszę, uczyńcie to. A kiedy tak zrobicie, zobaczycie, jak wasze dzieci podbijają świat.

Jeden egzamin czy niższa ocena nie odbierze im marzeń i talentów. I proszę, nie myślcie, że lekarze czy inżynierowie to jedyni szczęśliwi ludzie na świecie”

 

We dwójkę jest łatwiej żyć!

 

We dwójkę jest łatwiej żyć!

Dzieci odeszły na swoje, a ja z Mężem staramy się dbać o nasze mieszkanie i wspólnymi siłami dajemy radę.

Pisałam niżej, że będziemy robili lifting naszego balkonu i dziś się to dokonało.

Wiosna jednak dobrze działa na ludzi i na nas też, bo się nam chce coś zmieniać, odnawiać, by żyło się weselej i w miarę możliwości – schludnie.

Dziś Mąż oszlifował bareierki balkonowe, a kurzyło się jak diabli.

Ja wzięłam się za ich malowanie i jako tako mi to wyszło, choć powinnam te barierki pociągnąć farbę jeszcze raz, ale jestem Seniorką i odpuściłam sobie.

Po pomalowaniu farbą olejną tupałam nogami, aby ta farba wyschła w ciągu paru godzin i tak o godzinie 19 zaczęliśmy z Mężem przycinać sztuczną trawę i wieszać osłonkę na barierce.

Nie jest to jakieś wielkie łał, bo jest skromnie i na lifting wydaliśmy łącznie z pelargoniami jakieś 200 złotych.

Jest czysto i jest coś innego i na moim balkonie pewnie wypiję nie jedną kawę i coś przeczytam, albo rozwiążę krzyżówkę, lub napiszę notkę na bloga!

Czekam z nieciepliwością na pierwsze kwiatki zwisających pelargonii i to będzie takie dopełnienie naszych starań.

Niby nic, niby mały balkonik, ale jakże potrzebny, kiedy chce się pogapić na świat i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Zapraszam na kawę moich czytelników ha ha, a może i na zimne lody, kiedy lato nam okaże się udane i gorące. 😀

A teraz przykra sprawa.

Jeszcze dwa lata temu za balkonem był plac zabaw dla dzieci, który mi nie przeszkadzał.

Rozebrali go ponieważ był zbudowany z drewnianych elementów i murszał. Oto mam  więc widok  na cmentarzysko po placu zabaw i to jest smutne.

Może władze znajdą pieniądze na odnowienie tego miejsca, bo dzieci w moim mieście zostały pozbawione wszystkich miejsc do zabawy, ale zdaje się, że samorządy pieniędzy nie mają!

Skoro PiS jest taki rozrzutny i studnia pieniędzy jest u nich bez dna, to może sypną groszem, tak jak na 500+

Za balkonem widzę niedofinasowanie i dziury w płocie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.a

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

To cholerne bezstresowe wychowanie!

Znalezione obrazy dla zapytania prace techniczne dzieci

Wracam na stare lata dość często do swoich szkolnych lat, a bliżej do szkoły podstawowej.

Jako pierwszoklasistka sama chodziłam do szkoły i Mama mnie nie prowadzała, a jedynie odprowadzał mnie i po skończonych lekcjach na mnie czekał – mój mądry piesek o imieniu As.

Pamiętam, że w pierwszej klasie smarowałam sobie atramentem palce i w ten sposób chwaliłam się ludziom na ulicy, że chodzę do szkoły i byłam z tego bardzo dumna.

Pamiętam też, że w pierwszej klasie siedziałam w ławce z kolegą, któremu pomagałam uczyć się pisać obsadką.

My dzieci w latach 60-tych ubiegłego wieku byliśmy skazani na to, aby uczyć się samodzielności, bo rodzice bardzo często nie mieli dla nas czasu, gdyż po prostu pracowali.

Klucz na szyję i musieliśmy się wiele nauczyć, aby nie sprawiać rodzicom problemów, a więc dość szybko stawaliśmy się dziećmi samodzielnymi.

Uczyłam się raczej dobrze, ale największe problemy miałam z pracami ręcznymi i rysunkiem, bo w tym kierunku talentu mi zabrakło.

Bodajże w 3 klasie podstawowej nauczyciel zadał uczniom skonstruowanie dźwigu i tu jako mała dziewczynka poległam. Musiała mi w tym pomóc moja zręczna Mama i to był chyba jedyny raz, kiedy to Mama wykonała za mnie  zadanie.

Z rysunkiem sobie radziłam sprytem, bo na książki układałam szybę od czegoś tam i pod spodem umieszczałam zapaloną, nocną lampkę i tak kalkowałam swoje prace.

Rodzice nie pieścili nas i nie wkładali pod swoje skrzydła, bo oprócz nauki mieliśmy zadane wyniesienie śmieci, czy też pomoc w domowych porządkach, bo Mamie często brakowało na to czasu.

Pamiętam, że pastowałam płytki PCV i robiłam miksturę z octu i oleju i czyściłam meble na błysk.

Nasze dorastanie było zupełnie inne i nie można tego porównać do dorastania współczesnych dzieci, kiedy rodzice stosują bezstresowe wychowanie i trzęsą się nad swoimi pociechami jak osika.

Nie wypuszczają dzieci na podwórka, bo może pedofil.

Dzieci w teraźniejszych czasach są zagubione i bojące, bo wszędzie czai się zagrożenie i tak wmawiają im matki i ojcowie.

Proponuję przeczytać poniższy tekst wzięty z sieci, ale jest to tekst prawdziwy.

Ten tekst to kwintesencja zachowań współczesnych rodziców:

„To matki matkom zgotowały ten los.

Kiedy na drzwiach przedszkola zawisł kawałek bristolu z wypisaną nań informacją, że do 16.03 dzieci mogą składać kartki wielkanocne na KONKURS, któren to rozstrzygnięty będzie w poniedziałkowy poranek, przyjęłam to ze spokojem. Jestem wszak matką- weteranką, przeżyłam przygotowania moich latorośli do niezliczonych odmian współzawodnictwa w świecie krasnali. Najbardziej hardkorowy był konkurs piosenki dziecięcej, gdy nagle okazało się, że tylko Małgośka śpiewała puszka-okruszka, reszta rodziców uznała bowiem, że „miłość miłość w Zakopanem, polewamy się szampanem, nanana” jest równie niewinna, jak dziewica Orleańska i opowiada o wyjeździe na ferie z rodziną, a „ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie” to współczesna historia miłości Dziadka do Orzechów i baletnicy. Także ten. Kartka świąteczna.
W sobotę wyjęłam z tajnej skrytki, jaką posiada każdy rodzic dzieci w wieku 5 wzwyż ( w której to skrytce jest zazwyczaj wszystko, tylko, klasycznie, nie to, co o 22 dziecko przekazuje, że potrzebne jest na jutro) wszelkiej maści arkusze pianek, filców, tekturek, piórek, rurek i innych przydasiów, posadziłam młodzież przy stole i zakrzyknęłam- róbta co chceta, byle zawierało jajko, kurczaka bądź inny element skojarzeniowy.
Radosna TFUrczość pięciolatki wyewoluowała w baranka, któremu z dupy wystają żonkile w fazie kwitnięcia. Podpisałyśmy dzieło inicjałem i zaniosłyśmy do przedszkola, gdzie powitały nas między innymi:
– naturalnej wielkości baranek zrobiony metodą quilingu, podpisany: Jaś, 4 lata, grupa Gwiazdek,
– ręcznie pleciony kosz wiklinowy 2 d z pełnym wyposażeniem wyszytym włóczką Zuzia, 5 lat, Słoneczka,
– wydzierganą szydełkiem białą serwetkę z zadziornie różowym napisem „Alleluja”- Kasia, Planetki, lat 3.
No kurfa.

Ja, oczywiście, nie odmawiam dzieciom talentu. Może rodzice powyższych progenitur zamiast gryzaków oswajali dziecięcia swe ze sztuką, rękodzielnictwem, eko-modą. Może zamiast wierszy Tuwima czytano takim brzdącom do poduszki dzieła klasyków greckich w oryginale. PRZYPUSZCZAM, ŻE WĄTPIĘ. Tym bardziej, że w szatni kiblujemy koło wspomnianej Zuzi, stąd wiem, że blondwłosy ten aniołek ma problem z założeniem kapci na prawidłową stopę i mimo że ma tylko dwie opcje, jest w stanie pomylić się pięć razy.

Matki. Pozwólcie dzieciom tworzyć baranki z żonkilami w dupie, kurczaczki w osranych skorupkach, zające z jednym oczkiem bardziej. Nie bądźcie jak mama Jasia, Zuzi, Kasi. Nie twórzcie klik Matek Współzawodniczących, Matek Cierpiętniczych, Matek Odpięciulatniewypiłamciepłejkawy. Matki, dajcie Matkom żyć!”

Samotność Seniora!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pędziłyśmy, my kobiety przez życie swoje jak szalone, bo trzeba było zarabiać na chleb, kiedy na świecie pojawiły  się dzieci, a my kobiety nie chciałyśmy być gorsze od mężczyzn.

Może teraz kobiety mają lżej, bo po urodzeniu dziecka przysługuje im roczny urlop macierzyński, kiedy dawniej po 3.5 miesiąca trzeba było wrócić do pracy, a dzieci oddać do żłobka.

Musiałyśmy pogodzić pracę z wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu, a wieczorem padałyśmy ze zmęczenia, by rano ponownie rozpocząć gonitwę przez życie.

Kiedy opowiedziałam swoim Córkom, że do rozwiązania ciąży pracowałam, to przetarły oczy ze zdumienia, bo teraz kobiety całą ciążę mogą spędzić na zwolnieniu, bo takowe im przysługuje.

Tak więc pędziłyśmy tak przez życie, aż tu nagle pewnego dnia zaczyna nam przysługiwać emerytura i z tego powodu jesteśmy bardzo szczęśliwe, że w końcu będziemy miały tylko dla siebie ten czas i w końcu przystopujemy i zajmiemy się tylko sobą, by zająć się swoimi pasjami, hobby, życiem w spokoju.

Jednak ta euforia szybko mija, bo nagle telefony milczą, a kontaktów z drugim człowiekiem coraz mniej.

Kiedy pracowałyśmy, to były kontakty z innymi i myślałyśmy, że to przetrwa.

To wszystko też dotyczy mężczyzn oczywiście, którzy często na emeryturze wkładają ciepłe kapcie i leżą na kanapie z pilotem w ręku.

Obserwuję emerytów na moim osiedlu i stwierdzam, że są pozamykani w swoich domach i mało ich widać.

Kiedyś przed domami były ławeczki, gdzie schodzili się starzy ludzie i jedli ciasto – popijając kompotem i prowadzili swoje rozmowy – tego już nie ma!

Osiedla są pozamykane szlabanami, że karetce trudno wjechać, aby udzielić pomocy  choremu.

Tamte czasy zniknęły i w związku z tym staliśmy się samotnikami – może na własne życzenie.

Moja Mama kiedy była zdrowa, to spotykała się z innym emerytkami na ławeczce przy fontannie, gdzie sobie prowadziły różne rozmowy.

Kiedy zachorowała, to żadna z tych kobiet nawet się nie spyta, co u mojej Mamy i czy może Ją odwiedzić.

Tacy się zrobiliśmy bez empatii i zrozumienia dla drugiego człowieka. Jesteśmy lodowaci bez względu na wiek.

Ludzie są różni, bo jedni znoszą swoją samotność, a nawet jej pragną, ale są tacy, którym kontakt z drugim człowiekiem jest potrzebny jak tlen do życia,

Ja mam Męża i na emeryturze żyję dla Niego i to mi zupełnie wystarcza do życia.

Mój Mąż, to odmienny gatunek i musi być otoczony znajomymi, kolegami, bo inaczej by usechł po prostu.

Dzisiaj właśnie poszedł na koleżeńskie spotkanie z wódeczką, a ja zrobiłam starszym panom zakąskę w postaci galerety – tzw. „zimne nóżki”.

Niech sobie panowie pogadają, a wszyscy są na emeryturze, ale czynni wciąż zawodowo.

Cieszy mnie to, że Mąż jest wciąż aktywny i kocha ludzi i to trzyma go w pionie.

Dopóki trwa przy mnie, to mnie trzyma przy życiu i żadne „kolegówny” nie są mi do niczego potrzebne, bo my się świetnie uzupełniamy.

Kiedy Męża w domu nie ma, to wiem, że wróci, a ja staram się i On się stara.

Jak robię galaretę?

Może ktoś podpowie mi inny przepis, a ja opiszę swój:

  • do szybkowara wlewam litr wody, dodaję liście laurowe, ziele angielskie, oraz łyżkę jarzynki,
  • wkładam dużą golonkę, dwie świńskie nogi, oraz skrawki gulaszowego indyka,
  • gotuję godzinę z minutami, aż mięso odejdzie od kości.
  • do miski dodaję groszek z marchewką, pokrojone jajka ugotowane na twardo i duże zmiażdżone ząbki czosnku i ozdobiłam jajkiem na twardo i zieloną pietruszką,
  • czekam, aż wszystko zastygnie i uważam, że moja galareta jest smaczna.

Kto robi inaczej, to niech da mi znać – proszę!

Oto rysunek naszej Wnusi jak nas widziała na Dniu Babci i Dziadka, a także zdjęcie naszych kochanych, dla których warto żyć.

Samotność nam nie grozi!

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Wszystkie dzieci nasze są: Basia, Michael, Małgosia, John, na serca dnie mają swój dom, uchyl im serce jak drzwi. Majka Jeżowska!

Zdjęcie użytkownika Lidia Saga-Kolasa.

Mamy dwoje Wnuków – urodzonych w miesiącu – lutym – tego samego roku, a więc miesiąc luty obdarował nas podwójnym szczęściem.

Teraz urodziny dzieci świętuje się nie tylko w rodzinnym gronie, ale i na salach zabaw specjalnie przystosowanych do takich imprez.

Pod okiem rodziców – dzieciaki mają frajdę w nieograniczonej konsumpcji pizzy, coca – coli i innych zabronionych dań na co dzień. 😀

Dzieciaki kilka godzin spędzają więc na zabawach, grach i zdrowej rywalizacji.

Jak to wszystko się zmieniło od czasów naszego wychodzenia z dzieciństwa do dorosłości.

Nie mogliśmy liczyć na tak liczne atrakcje w dniach naszych świąt, a rodzice najczęściej w domowym zaciszu zapalali nam świeczki na torcie i z tego się cieszyliśmy.

Teraz jest wszystko inaczej i dzieciaki mogą liczyć na atrakcje i rodzinne wyjście z domu, a tym samym zaproszenie swoich dziecinnych, małych przyjaciół do fajnej zabawy,

Oglądam dość często program pt. „Nasz nowy dom” prowadzony przez Katarzynę Dowbor i tam jak w soczewce widać wciąż biedę i dzieci, które nie mogą sobie nawet pomarzyć o takich atrakcjach.

Samotne matki i samotni ojcowie jakże często z ledwością wiążą koniec z końcem i nie mają pieniędzy nawet na remont domu.

Jakże często borykają się z jakimiś tam naprawami domu, aby tylko dzieciom zapewnić jako takie warunki.

Niby rządzący twierdzą, że dzięki 500+ rodzinom się poprawia, ale nie zawsze te pieniądze  trafiają tam gdzie trzeba i dzieciaki żyją w nędzy.

Tak to wciąż wygląda i nie ma, co zakłamywać rzeczywistości z trybuny sejmowej drodzy politycy z PiS, którzy zamknęliście się na przyjmowanie matek z dziećmi z wojennej Syrii. Macie w nosie los dzieci przede wszystkim, bo uważacie, że z tych dzieci wyrosną terroryści i zarazicie się pierwotniakami i inną zarazą! WSTYD!

W Polsce wciąż jest bieda, a na świecie miliony dzieci zagrożone są głodem, kiedy wielcy tego świata pławią się w luksusach!

Taki jest ten świat! Dziwny jest ten świat!

Urodziłam się za wcześnie!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Coś mi w życiu umknęło i to dzisiaj wpadłam na taką myśl.

Urodziłam się za wcześnie, bo nie w dobie Internetu i my Seniorzy dopiero od kilku lat dowiadujemy się o tym, jaką on ma moc i ile możliwości.

Tupię nogą i jestem zła, że nie miałam takiej możliwości jak – zatrzymane w kadrze – opisane, czy też utrwalone na kamerze.

W sieci są tysiące blogów poświęconych dorastaniu pociech, a więc są tam zdjęcia, opowieści o dzieciach i cały ten cykl przez dzieciństwo, aż do wczesnej młodości swoich Dzieci.

Mnie nie dana była taka technologia!

A i owszem, bo mam dużo zdjęć, ale jakże często my rodzice z tamtych lat zapomnieliśmy ten moment, w którym były one zrobione i jakie emocje temu towarzyszyły.

Owszem – mamy kilka kaset VHS, gdzie utrwalone jest dzieciństwo, ale, jakże często nie mamy już sprzętu, aby je odtworzyć.

Potem były już profesjonalne kamery i tam znajdują się wesela moich córek, ale jak je oglądać, kiedy Dzieci wybyły z domu – tylko chyba w święta.

Utrwalone są ważne momenty, a jednak nadal żałuję, że nie było Internetu i nie mogłam założyć zahasłowanego bloga!

Brakuje mi wspomnień napisanych własnoręcznie o tym –  jak to pokazał się pierwszy ząbek u malucha i kiedy padło pierwsze słowa – mama, czy tata, a może babcia.

Ludzka pamięć jest zawodna i jakże często takie szczegóły wylatują nam z pamięci – niestety.

Mogłam pisać ręcznie w osobistym dzienniku, ale tego nie zrobiłam i bardzo tego żałuję.

Może dopiero na starość robimy się bardziej romantyczni i myślimy o tym jak nam życie przeleciało niczym kometa, a my nie zadbaliśmy o wspomnienia.

Gdybym wtedy miała taki rozum jak dziś – taki refleksyjny, to taki dziennik by powstał.

Dopiero teraz sobie wyobrażam, jak siedzę pod wiekowym drzewem na biwaku i opisuję mijający dzień nad jeziorem z Dziećmi w tle – na laptopie!

Napisałabym, że kąpały się w ciepłym jeziorze i jadły rybne kotlety, a w zasadzie wcinały.

Napisałabym, że się ślicznie opaliły i wieczorem padły jak muchy po intensywnym dniu.

Pewnie nie jedna Matka w moim wieku ma osobiste zapiski z dzieciństwa swoich pociech oraz ma w kopercie pierwszy loczek, ale to za mało.

Gdybym prowadziła systematycznie mojego bloga wspomnieniowego, to bym sobie go wydrukowała i każda z Córek na 18 by go dostała.

Szkoda, szkoda, że urodziłam się za wcześnie!

Widzę, że wiele młodych matek wrzuca bezrefleksyjnie zdjęcia swoich pociech na Facebooku i nic z tego nie wynika oprócz lajków!

Udostępnione zdjęcia swoich pociech na publicznym statusie mogą trafić wszędzie i o to mogą mieć żal kiedyś ich dzieci.

Osobisty blog, to jest doskonała forma spełnienia dla współczesnych matek, aby kiedyś te zapiski stały się skarbem rodzinnym.

To taka cicha podpowiedź dla współczesnych matek, które często piszą, że się nudzą na urlopie macierzyńskim i same sobie wmawiają, że macierzyństwo  je wpędziło w poczucie niskiej wartości, a to nie tak!

Trzeba mieć pomysł na siebie, a my Seniorki nie miałyśmy takich możliwości i dlatego wiele chwil poleciało w zapomnienie.

Niepełnosprawność = normalność!

Jestem dumna z mojego starszego Dziecka, bo zdecydowała się od 1 września 2017 roku rozpocząć pracę w szkole dla dzieci z lekkim upośledzeniem i niepełnosprawnością. Jest to Ośrodek Szkolno – Wychowawczy im. Kawalerów Orderu Uśmiechu w naszym województwie – zachodnio – pomorskim,

Praca jest inna niż w Gimnazjach i specyficzna, bo dzieciaki nie są łatwe i wymagają dużej uwagi i troski.

Jednak daje sobie doskonale radę i cieszę się, kiedy widzę na zdjęciach jak wspaniałe to są dzieci.

Oczywiście nie mogę mieć wyobrażenia ile uwagi potrzebują, ale na szczęście są tacy ludzie, którzy poprzez swoją pracę poprawiają los tych dzieci. Jest całe grono pedagogiczne, które dba o to, by dzieci rozwijały się w dobrych, szkolnych warunkach.

Córka do pracy dojeżdża i tu trochę się obawiam o nią, ale nie trzeba kusić losu negatywnymi myślami matki.

Dzieci w szkole się nie nudzą, bo troskliwe ciało pedagogiczne dba o to, aby zajęcia były urozmaicone i wartościowe.

Na poniższych zdjęciach „ukradzionych” z FB można obejrzeć relację z „Andrzejek” zorganizowanych dla dzieci przez ich szkolnych opiekunów.

Nie byłabym sobą, gdybym nie pojechała politycznie:

W nowej pisowskiej ordynacji wyborczej zostanie ludziom niepełnosprawnym zabrane głosowanie korespondencyjne i to jest hańba!

 A oto jakże piękny hymn tej szkoły:

 

I.

Dzień słoneczny żegluje po niebie,
Uczeń żyje szkołą swą.
Twoja szkoła chce liczyć na ciebie,
Przecież żyjesz razem z nią.

Ref.:
Wszędzie praca, w którą spojrzysz stronę,
W oknach kwiaty białe i czerwone.
A dokoła, jak Polska szeroka,
Płoną słońca szkolnych serc!

II.

Kawalerów Orderu Uśmiechu,
Szkoła takie imię ma.
Szukaj dobra, radości w człowieku,
Nam przyświeca prawda ta.

Ref.:
A nasz sztandar dumnie nam powiewa,
Bądźmy silni, mocni tak jak drzewa.
A dokoła, jak Polska szeroka,
Będzie płynąć nasza pieśń!

 

 

 

 

 

 

 

Wspomnienia Matki Polki!

40 lat temu urządzałam pokój dziecinny dla moich Córek.

Pamiętam dokładnie, że wyboru nie było żadnego.

Poszliśmy z Mężem do sklepu meblowego i kupiliśmy dwa sermiężne biurka, bo wybierać nie było z czego!

Stał w sklepie tylko jeden model, a więc się taki brało i już!

Jakie szczęście nas spotkało, kiedy w drugim sklepie stało tylko jedno łóżko piętrowe bez materaców.

Materace kazaliśmy sobie uszyć na wymiar i to był wyczyn jak na tamte PRL-owskie czasy.

Potem trafił nam się dywan w orientalne wzory – całkiem ładny i duża szafa na ubrania oraz dwa segmenty na drobiazgi naszych Córek.

Oczywiście z czasem zniknęło łóżko piętrowe, a meble zostały potraktowane okleiną, aby zmienić wystrój pokoju.

Co jakiś czas robiliśmy remont i na ścianach pojawiały się inne tapety, a także mały telewiozor produkcji radzieckiej – (czerwony).

Piszę o tym dlatego, że oto moja Wnuczka doczekała się w swoim domu osobnego pokoju.

Do tej pory mieszkała z rodzicami,  aż tu nagle wielki remont, w którym zamieszka 6 latka.

Byłam niedawno w sklepie meblowym i zobaczyłam cudowne, prześliczne zestawy do pokoju dziecinnego.

Dostałam oczopląsu od białych łóżek i mebli z jaskarawymi dodatkami i doszłam do wniosku, że jeśli ma się pieniądze, to można teraz pokój dziecięcy urządzić na milion sposobów.

Wystarczy też wejść do sieci i przejrzeć propozycje – istny kosmos – ludzie kochani.

Ile mebli, łóżek, puf, dywaników i lampek i ważne jest to, żeby dzieciaki umiały docenić to, co im dają obecne czasy.

Dawniej dzieci cieszyły się z każdej nowości, a teraz zdaje się, iż uważają, że wszystko im się należy, że mało kosztuje i bierze się znikąd!