Archiwa tagu: dzieci

Święta Bożego Narodzenia i polityka!

Obraz może zawierać: w budynku

Niby codziennie się sprząta w domu, to przed świętami dostajemy bzika i lecimy ze szmatą po wszystkim, bo tak zapisane jest w naszej mentalności, że my kobiety – musimy!

U mnie pocieszające jest to, że Mąż w tym wariactwie  mi pomaga i o godzinie 20 zeszliśmy z drabiny, bo myliśmy klosze od żyrandoli!

W kuchni zdjęłam firankę i z poziomu drabinki Mąż zamontował mi żaluzję z bamusa, bo twierdzi, że trzeba od czasu do czasu iść z nowoczesnością ha ha.

Ja lubiłam w kuchni firaneczki, ale po założeniu żaluzji jestem zadowolona.

Rano ja wlazłam na drabinkę i umyłam okno w pokoju komputerowym i już zawiesiłam w oknie coś, co już świątecznie miga,  a ja lubię kiedy przed świętami mi już miga.

Może za wcześnie, ale jestem bardzo pozytywnie nastawiona na te święta, bo podzieliłam sobie prace i nie padam na pysk – a reklamy świąteczne robią swoje jednak!

Kończy się kolejny rok i cieszę się, że go z Mężem przeżyłam, ale w tyle głowy jest ile jeszcze i co nas na przyszłość czeka, bo nie robimy się młodsi przecież.

Na razie nie prosimy Dzieci do żadnej pomocy i wspólnie dajemy sobie radę.

Robimy dla siebie małe ulepszenia, by życie było zapełnione naszymi, wspólnymi zmianami, przegadanymi,  bo trzeba iść jeszcze z postępem.

Ciekawa jestem czy robicie noworoczne postanowienia, że od Nowego Roku coś zmienicie?

Przyznam się, że nie robię takich postanowień, bo znam siebie, że ich nie dotrzymam, co wynika z mojego, dość słabego charakteru w kwestii postanowień!

Powinnam ja domatorka postanowić sobie codzienne spacery, ale chyba nic z tego nie wyjdzie!

A teraz zjedź drogi czytelniku myszką  niżej, bo wkleiłam bardzo smutny tekst o tym, co ci rządzący bandyci robią ze społeczeństwem.

Ten tekst mnie strasznie poruszył i nie chcę wierzyć, że to się dzieje naprawdę!

Obraz może zawierać: tekst

Dezubekizacja: Małżonkowie po utracie emerytur wybrali śmierć.
Małżeństwo byłych funkcjonariuszy SB po obniżce emerytury przestało płacić czynsz, kredyty. Wybrali samobójstwo.

Dezubekizacja objęła ponad 38 tys. byłych funkcjonariuszy, którym zmniejszono emerytury. Jedni złożyli odwołania do sądu, inni liczą na „łaskę” ministra, niektórzy – kapitulują.

Środowiskiem mundurowych wstrząsnęła historia Wiesława i Józefy R., którzy wpadli w kłopoty finansowe, gdy Zakład Emerytalno-Rentowy MSWiA obniżył kobiecie emeryturę do 800 zł. Kiedy komornik zlicytował ich mieszkanie, małżonkowie zdecydowali się na samobójstwo. On się zabił, żonę uratował pies. „Nie widzieliśmy ratunku dla siebie” – napisała do nas ze szpitala psychiatrycznego Józefa R.

200 DAWEK INSULINY

Historię małżeństwa poznajemy dzięki rozmowom ze znajomymi oraz korespondencji esemesowej z Józefą R.

Wiesław R. od 1977 r. pracował w SB (wydziale ds. gospodarczych), a po kilku latach – jak twierdzi jego żona – „zbulwersowany zabójstwem ks. Popiełuszki” złożył wniosek o przeniesienie i trafił do wydziału paszportów. W 1990 r. przeszedł pozytywnie weryfikację, ale odszedł ze służby. We włocławskiej firmie wypracował ZUS-owską emeryturę. Józefa R. była sekretarką w wydziale polityczno-wychowawczym WUSW we Włocławku, zakwalifikowanym do SB, a od 1990 r. pracowała w wydziale dochodzeniowo-śledczym komendy miejskiej we Włocławku. W 1998 r. z powodu cukrzycy i choroby kręgosłupa odeszła na emeryturę.

5 października 2017 r. Józefie R. ustawą dezubekizacyjną obcięto emeryturę – do 800 zł.

„Dostałam zawału mózgu, przestaliśmy płacić czynsz, ponieważ brakowało nam pieniędzy na opłaty, lekarstwa, jedzenie. Męża emerytura wynosiła niecałe 1500 zł netto, bo nasze świadczenia zajął komornik. Mieliśmy także inne kredyty, które spłacaliśmy do 5 października 2017 r.” – tak kobieta relacjonuje powolne wpadanie w zapaść finansową.

Małżeństwo nie miało dzieci, a problemami nie chciało obciążać nikogo z dalszej rodziny.

„Nie widzieliśmy ratunku. Po długich rozmowach podjęliśmy wspólną decyzję o popełnieniu samobójstwa. Mężowi się udało, mnie niestety nie” – tłumaczy Józefa R. i dodaje, że zaaplikowała sobie 200 jednostek insuliny, po czym zapadła w sen. Wybudził ją pies. „Zjadłam kawałek czekolady, mąż już nie żył”.

Zaledwie w 2011 r. R. wykupili na własność mieszkanie w spółdzielni, a w czerwcu 2018 r. wszczęto egzekucję komorniczą – suma za niepłacenie czynszu wynosiła ponad 7 tys. zł. R. dostają wezwanie od komornika, ale nie płacą.

MIASTO CHCE POMÓC

W internecie znajdujemy ogłoszenie o licytacji mieszkania małżeństwa R. z 13 maja tego roku. Ponad 48-metrowe lokum warte blisko 127 tys. zł, zostało wystawione za 95 tys. zł. Kupił je, wraz z lokatorami, 40-latek. W sierpniu tego roku sąd we Włocławku usankcjonował zmiany właścicielskie.

Józefa R. od 21 października – po próbie samobójczej – przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Lipnie. „Lekarze twierdzą, że muszą popracować nad moją psychiką” – pisze kobieta. Ma nadzieję, że ze względu na okres ochronny wróci do dawnego mieszkania, gdzie ma dobytek. Ma propozycję zamieszkania w schronisku dla bezdomnych. „Tego nie zrobię, wolę dołączyć do męża” – odpisuje Józefa R. Dodaje, że jej 13-letnia suczka (która ją uratowała) przebywa w schronisku dla zwierząt. „Chociaż jej chciałam zapewnić godną starość” – pisze.

Pomoc Józefie R. oferuje miasto. – W przypadku trudnej sytuacji życiowej, w której znalazła się pani R., Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie zobowiązany będzie udzielić jej wsparcia po przeprowadzeniu oceny aktualnej sytuacji osobistej i rozpoznaniu potrzeb – zaznacza Bartłomiej Kucharczyk z Urzędu Miasta Włocławka. I dodaje, że „jako samorząd zrobimy, co w naszej mocy, by pomóc pani Józefie w codziennym funkcjonowaniu po wyjściu ze szpitala”.

– To nie jest pierwsze samobójstwo, podobnych jest co najmniej kilka. Ludzie odstawiają leki, nie wykupują ich, bo na to nie stać – komentuje Jan Gaładyk ze Stowarzyszenia Emerytów i Rencistów Policyjnych. – Ustawa dezubekizacyjna zagarnia wszystkich podlegających jej rygorom, bez względu na to, czym się zajmowali. Tak jak panią Józefę, która zajmowała jedno z najniższych stanowisk w strukturze i była zwykłą sekretarką. Potraktowano ją tak jak ok. 8 tys. esbeków, którzy inwigilowali opozycję czy księży – mówi Gaładyk i dodaje, że absurdów jest więcej, np. dezubekizacja objęła 4,5 tys. łącznościowców, którzy byli zapleczem technicznym.

https://www.rp.pl/Dezubekizacja/311279917-Dezubekizacja-Malzonkowie-po-utracie-emerytur-wybrali-smierc.html?fbclid=IwAR3HVBSmymqffUBNIaP-exvk-2dye72VmeQXjCQCCTmEsjRXv9HjSpou8mk

Obraz może zawierać: roślina

Seniorzy się rozwodzą!

Wiele razy pisałam na blogu, że z Mężem mamy ponad 40 letni staż małżeństwa, a bliżej 26 stycznia 2020 roku będziemy obchodzili 44 lecie bycia razem.

Pamiętam, że kiedy byliśmy 10 letnim małżeństwem nastąpił u nas potężny kryzys i byłam skłonna złożyć do Sądu pozew rozwodowy i tak też zrobiłam.

Dostaliśmy powiastkę z Sądu, że mamy się stawić na rozprawę.

Ubrałam się w lekką, białą,  powiewną sukienkę w drobne kwiatki i poszłam do Sądu.

Sędzina nas przesłuchała na sali sądowej, a po rozprawie zaprosiła  do swojego gabinetu i kazała nam usiąść.

Sędzina z nazwiska, co pamiętam Dąbrowska rzekła tak:

  • Obserwuję was przez wiele lat i wiem, a nawet jestem przekonana, że nie udzielę wam rozwodu, bo wy jesteście dla siebie stworzeni, a więc mam poważną radę – dogadajcie się i kiedyś mi za to podziękujecie.

Chyba miała rację i choć w moim małżeństwie było sporo tąpnięć, to jakoś z tego wychodziliśmy wzmocnieni, że wciąż chcemy być razem.

Jesteśmy już seniorami i jest tylko coraz lepiej, bo nauczyły nas nasze błędy, że warto walczyć o związek, bo samemu na tym świecie jest smutno i źle.

Dzieci odeszły z domu i musieliśmy na nowo nauczyć się bycia razem i o dziwo nam wyszło.

Ja się troszczę o Męża, a On o mnie i nie zmyślam i nie konfabuluję, bo właśnie na stare lata jest nam najlepiej i nauczyliśmy dawać sobie przestrzeń!

Przestało być nerwowo, pośpiesznie i wszystko toczy się w swoim, niespiesznym rytmie, a i rozmawiać mamy o czym, a to jest bardzo ważne w związku.

Robimy coś razem i się uzupełniamy, a jutro jedziemy na zakupy, bo coś trzeba wymienić i zastąpić nowym!

Przeczytałam w sieci bardzo smutny artykuł, w którym opisane są smutne losy ludzi starszych, którzy na stare lata się po prostu rozchodzą!

Tendencja jest zwyżkowa od 2016 roku, że małżeństwa z 40 letnim stażem decydują się na rozstanie, gdyż chcą doświadczyć czegoś innego.

Ja sobie takiej sytuacji nie wyobrażam!

Nie wyobrażam, gdyż dopiero teraz wiem, że warto było walczyć o moje małżeństwo, kiedy rodzina grzmiała – rozwiedź się, ale nie dodała, że wyląduję z dziećmi pod mostem, bo znikąd pomocy!

Sędzina Dąbrowska przewidziała, że nigdy się nie rozstaniemy!

„Rozwód na emeryturze. ”Separacje są dobre dla młodych, którzy nie wiedzą, czego chcą”.

Dwoje staruszków czule trzymających się za ręce podczas spaceru to milion lajków w mediach społecznościowych. A przecież związek dwojga starszych ludzi nie zawsze jest różami usłany. Rosnąca liczba rozwodów w tej grupie jest dowodem, że w jesieni życia potrafimy mieć siebie dosyć bardziej kiedykolwiek wcześniej.

Kiedy Elżbieta i Zbigniew* podczas śniadania wielkanocnego oświadczyli, że rozwodzą się po 39 latach małżeństwa, wszyscy obecni przy stole na chwilę wstrzymali oddech. A potem wybuchnęli gromkim śmiechem. Jak już dotarło do nich, że to jednak nie żart, wydawali się zdruzgotani. Tak jakby w gruzy legło ich wyobrażenie o szczęśliwym związku.

– Ale czy mamy być małżeństwem na pokaz, czy dla siebie? Życie jest zbyt krótkie, żeby tkwić w czymś, co nie daje nam już radości – tłumaczyli zawiedzionej rodzinie małżonkowie u progu rozwodu. – Oboje chcemy spróbować szczęścia gdzie indziej. Ja chciałabym na starość przenieść się do domku za miastem, a Zbyszek – wyjechać w Bieszczady. Nasze drogi się rozeszły. Rozważaliśmy separację, ale separacje są dobre dla młodych, którzy nie wiedzą, czego chcą – mówili zgodnie.

Chociaż jedno i drugie zarzekało się, że za ich rozstaniem nie stoi nikt inny, okaże się wkrótce, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Zbigniew zacznie być nagle widywany z młodszą sąsiadką. Elżbieta zacznie starać się o powrót do panieńskiego nazwiska po 39 latach.

Dlaczego?

Powodów, dla których starsi ludzie dochodzą nagle do wniosku, że nie chcą już ze sobą dłużej być, jest równie dużo jak w przypadku par z kilkuletnim stażem. Przyczyny rozstań po latach wydają się niekiedy przyziemne i błahe. Brudne skarpety rzuca na podłogę. Odbija się mu/jej po posiłku. Albo mamrocze przy jedzeniu. Zrzędzi, nie myje się, ogląda się za młodszymi, pije albo po prostu – wkurza niemiłosiernie. Kiedy na wokandę trafia sprawa rozwodowa, wszystko ląduje w jednym worku pod hasłem: różnice charakterów. I chociaż owe różnice powinny ujawnić się już po dwóch czy trzech latach bycia razem, a nie po kilkudziesięciu, sędziowie się nad tym specjalnie nie zastanawiają i z reguły bez zbędnych komentarzy udzielają rozwodów osobom z dużym małżeńskim stażem.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pierwsza fala rozwodowa pojawiła się w 2014 roku. Wtedy niemal jedna trzecia to były rozstania par mających 20- czy 30-letni staż związku. W porównaniu do lat 90. – wzrost niemal trzykrotny.

W 2017 roku rozwiodło się już 67 tys. małżeństw, o około 1,5 tys. więcej niż w roku 2016. Przy czym 63 tys. Polaków rozwiedzionych w 2016 r. to niemal dwukrotnie więcej niż w roku 1980. Blisko 6 tys. z rozstań dotyczy 30-letniego i dłuższego pożycia małżeńskiego. Najwięcej rozwodów seniorskich orzekanych jest w dużych miastach, w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu. Najwięcej par decyzję o rozstaniu podejmuje po perłowej (30 lat) lub rubinowej (40 lat) rocznicy zawarcia związku.

W 2016 roku wzrosła liczba potwierdzonych sądownie seniorskich separacji. Zdecydowały się na takie rozwiązanie 443 osoby, które poszły do ołtarza w wieku 50 i więcej lat, oraz 123, które w chwili sakramentalnego „tak” miały ponad 60 lat.

Ciąg dalszy pod linkiem:

https://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/rodzina/rozw%c3%b3d-na-emeryturze-separacje-s%c4%85-dobre-dla-m%c5%82odych-kt%c3%b3rzy-nie-wiedz%c4%85-czego-chc%c4%85/ar-BBIGlpl?ocid=sf#page=1

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się

Rozmowa matki z córką!

www.egeppert.com

Z moim Mężem poznaliśmy się w 1972 roku i zaczęliśmy ze sobą chodzić-  jak to się dawniej nazywało.

Chodziliśmy więc po naszych alejkach nad jeziorem przez 4 lata.

Długo się nie całowaliśmy, bo każde z nas było bardzo nieśmiałe ha ha.

Pewnego dnia, a był to rok 1976 powiedziałam Mamie, że postanowiliśmy się pobrać i oto moja Mama przeprowadziła ze mną taką rozmowę – prawie tak dokładną jak w piosence Edyty Geppert napisaną przez Michała Łuszczyńskiego:

„Mamo, on zaprosił wczoraj mnie do kina
Mamo, on mi dzisiaj kupił tuzin róż
Mamo, on ma tutaj być za pół godziny
Mamo, on beze mnie żyć nie może już

Córko, sądząc po nazwisku żaden z niego książę ani hrabia
Córko, on nie skończył w życiu żadnych studiów ani szkół
Córko, czy ty wiesz, ile tak naprawdę on zarabia
Córko, nie pozwolę, żeby taki życie tobie psuł

Mamo, dziś nieważne pochodzenie i tytuły
Mamo, nie chcę żeby pieniądz rządził mną
Mamo, nawet nie wiesz jaki on jest dla mnie czuły
Mamo, zrozum dzisiaj czasy całkiem inne są

Córko, chcę pomówić właśnie o dzisiejszych czasach
Córko, to co widzę chyba mi się śni
Córko, taki w nic nie wierzy, nie uznaje żadnych zasad
Córko, on ma jedno w głowie, uwierz mi

Mamo, w takim razie powiedz, czemu wyszłaś za mąż za tatusia
Czemu nie słuchałaś babci przestróg oraz mądrych rad
Mamo, to przeze mnie on się z tobą żenić musiał
Mamo, sama widzisz nie zawalił się od tego świat

Córko, nie porównuj mnie do siebie, bo to nie to samo
Córko, tamte czasy to nie to, co dziś
Córko, mam rozumieć, że zostaniesz… mamą
Córko… mamo… córko… mamo…”

Autor tekstu: Michał „Lonstar” Łuszczyński

Moja Mama uważała, że do siebie kompletnie nie pasujemy, bo mówiła, że jestem spokojną dziewczyną, a wybrałam sobie łobuza takiego, w którym kochały się wszystkie dziewczyny, bo dziewczyny lubią takich chłopaków z fantazją!

Uważam, że Mama się pomyliła, gdyż jesteśmy ze sobą za chwilę 44 lata i mimo przeróżnych turbulencji wciąż się kochamy.

Parę razy było na noże i blisko rozwodowi, ale przetrwaliśmy i już do końca życia naszego będziemy razem.

Moja Mama niestety też źle wybrała, a chciała pouczać mnie, kiedy wzięła rozwód z moim Ojcem po 17 lat pożycia!

Jestem dumna z siebie, że walczyłam jak lwica o swoje małżeństwo, bo teraz na stare lata mam do kogo otworzyć buzię i wciąż się z Mężem uzupełniamy!

Dziś zrobiliśmy wspólnie mały lifting łazienki, bo zmieniliśmy łazienkową lampę na bardziej nowoczesną i jasną, a także kratkę wentylacyjną, oraz zmieniliśmy deskę klozetową. Niby nic, ale zawsze jest to taka mała zmiana!

Mamy dwie Córki, które dokonały samodzielnie swoich wyborów, co do towarzysza życia i nigdy im nie odradzałam i nie tłumaczyłam, że to zły wybór!

Jestem z tego dumna, że pozwoliłam im na samodzielne wybory i żadna nie ma do mnie pretensji, gdyż nie interweniowałam, a im zaufałam!

Morał z tego taki, że niech każdy sam poszukuje swojego szczęścia na tym świecie i jeśli zaiskrzy – nie wtrącajmy się!

W niedzielę oglądałam program pt. „Szansa na sukces”, w którym amatorzy śpiewają piosenki sławnych artystów i trafiłam na Edytę Geppert, którą bardzo lubię i jej piosenki.

Zapraszam więc na koncert jej nietuzinkowych piosenek!

 

 

Pamięć o naszych bliskich!

Cztery lata temu, a może trzy poszłam z Mężem 1 listopada na cmentarz, aby podumać nad naszymi grobami.

Przyszła też rodzina, bo o 12 odbywała się Msza Święta na cmentarzu.

Pamiętam, że moja Teściowa – starsza pani siedziała na ławeczce, a my staliśmy nad grobem Męża Ojca i jego Babci Heleny.

Cisza jak makiem zasiał. Nikt do nikogo się nie uśmiechnął, nie zagadał, choć msza się skończyła, ani nie spytał jak się ci wiedzie i jak ze zdrowiem! Obcy sobie ludzie!

Obcy sobie ludzie, którzy spotykają się raz w roku, a po mszy wszyscy wracają do swoich domów, by zjeść w końcu ciepły obiad z rodziną i kawałek ciasta do kawy.

Powiedziałam sobie wówczas, że nie będę brała więcej w tym udziału i chodzę na cmentarz parę dni wcześniej, albo w Zaduszki, kiedy te tłumy zniknął z cmentarza.

W tym swoim czasie zadumy odwiedzam groby bliskich mi ludzi, a także moich nauczycieli, którzy mnie uczyli!

Najdłużej stoję nad grobem moich dwóch Wnuków, których nie dało ich uratować – Szymona i Miłosza!

Nad ich grobem zastanawiam się, bo jakie to cudne Dzieci by były, a więc radością Dziadków i Rodziców.

Dane im było na tym świecie żyć godzinę!

Chromosomy zawiodły i dlatego już nigdy ich nie zobaczę!

Każdy przyjdzie 1 listopada i postawi kwiaty i znicze, ale nikt się nie zastanawia, kto umył groby i oczyścił je z  liści!

Moja Teściowa już nie ma zdrowia i w tym roku wszystko spadło na mojego Męża, który zajął się grobami i przywrócił im blask, choć są jeszcze inni, którzy by to mogli zrobić, ale nikt nie ma na to chęci i czasu!

Będziemy jutro mieli gości, a więc Mąż pracował na cmentarzu, a ja w kuchni, by gości nakarmić i pobyć z nimi kilka godzin, bo tak mało się ostatnio spotykamy!

Z całych sił z Mężem pragnę, by moja rodzina była blisko siebie i aby od czasu do czasu mieliśmy wspólny czas i na tym mi zależy.

Mam dwie Córki i chciałabym, aby o sobie pamiętały, bo to ode mnie zależy, że kiedy odejdę, to One będą blisko siebie – mimo odległości!

Póki żyję nigdy nie dopuszczę do tego, by moje Dzieci się do siebie nie odzywały, bo to by była moja, wielka porażka!

Nie wolno dzielić dzieci i je inaczej traktować w testamencie, bo jak wiadomo, pieniądze czynią samo zło i nienawiść na wieki!

Pragnie mi się, aby obie z chęcią i bez animozji chciały dbać o mój grób i ich Ojca także!

Wiecie, co najbardziej mnie wkurza w to święto?

Wkurza mnie to, że kierowcy jadą często przez pół Polski na cmentarze i są pijani!

Marian Ośniałowski

Śmierć

Czy wiesz, jak się umiera?
Jak by się zasypiało.
Noc szafirowa teraz
na czeremchy opada białość.

Ktoś się nad tobą schyli
i powie ciepłym głosem;
niczego nie bój się.

W TYM, ŻE NIE ZDARZY SIĘ

W tym, że nie zdarzy się na nowo,
Jest cała słodycz życia.
Takiej pewności żadna inna
Wiara nam nie użycza.

Jeśli coś będzie, to najwyżej
W odrębnym stanie czy bycie —
Ta pewność budzi w nas apetyt
Dokładnie odwrotny: na życie.

Emily Dickinson
Tł. Stanisław Barańczak

Obraz może zawierać: kwiat i na zewnątrz

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: drzewo, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, noc, drzewo i na zewnątrz

PiS i edukacja!

Znalezione obrazy dla zapytania hitler

Dzisiaj się dowiedziałam, że mała dziewczynka – uczennica drugiej klasy szkoły podstawowej została wytypowana przez nauczycielkę do pewnego konkursu!

Pomyślałam sobie na wstępie, że może ten konkurs będzie artystyczny, czyli malowanie obrazu jesieni i jak widzi ją dziecko, albo może namalowanie swojej ukochanej bajki.

Moje myśli poszły dalej, bo może będzie to konkurs recytatorski, albo muzyczny!

Taką miałam nadzieję, że konkurs będzie lajtowy, przystosowany do wieku dzieci z drugiej klasy szkoły podstawowej.

Kiedy się jednak dowiedziałam o czym będzie ten konkurs, to zamarłam, a dusza mi krzyczała – ty wredny PiS-ie, co robisz naszym dzieciom?

Jak przeprowadzasz edukację, skoro gumujesz ważnych ludzi z historii i wymazałeś Czesława Miłosza i Lecha Wałęsę!

Przypominam, że dziewczynka jest w drugiej klasie i ma się przygotować do konkursu z wiedzy o Hitlerze i faszyzmie!

Nie szkodzi, że dziewczynka na tym etapie nic z tego nie pojmuje, ale rodzice są zmuszeni, aby taką wiedzę przekazać dziecku.

Kompletnie nie pojmuję tego, że na takim etapie trzeba dziecko edukować, że Hitler stworzył obozy koncentracyjne, w których palono ludzi i przepuszczano przez komin.

Co chcą osiągnąć, bo chyba ponownie nienawiść do Narodu Niemiec, kiedy Niemcy bili się tysiąc razy w piersi i przepraszali!

Pamiętam, że w szkole podstawowej historii uczyliśmy się od starożytności, a dopiero w dalszych latach uczyliśmy się o II WŚ , ale byliśmy na to gotowi.

Edukacja teraz jest patologiczna i nigdy nie wiadomo, co jeszcze te „piździelce” wdrożą do podstawy programowej.

Kiedy doszli do władzy, to darli ryja, że wszystko jest ważne, co jest polskie i kazali nam robić zakupy tylko w polskich sieciach, a tymczasem nie stać jest ich na to, by pogratulować polskiej Noblistce – Oldze Tokarczuk – faryzeusze!

„Od blisko trzech tygodni ani Duda ani Morawiecki nie znaleźli czasu pogratulować polskiej noblistce?

Mijają blisko 3 tygodnie od momentu, gdy Olga Tokarczuk, polska pisarka, otrzymała nagrodę Nobla. To najważniejsza i najbardziej prestiżowa nagroda, jaką można zdobyć na świecie. Nie przeszkadza to jednak prezydentowi ani premierowi by osobiście złożyć noblistce gratulacje.

Ta sprawa obnaża ogromną hipokryzje i zakłamanie PiS. Partia, która tak wiele mówi o przywracaniu roli Polski na świecie i wstawaniu z kolan sama nie szanuje Polaków, nie docenia ich sukcesów i najwyraźniej nie ma zamiaru doceniać naszych osiągnięć.

Duda i Morawiecki okazują się więc ludźmi małymi, zawistnymi – Tokarczuk jest najwyraźniej przez nich postrzegana jako jakaś konkurencja polityczna. To typowe budowanie podziałów pomiędzy Polakami jest bardzo szkodliwe dla naszej przyszłości.

Skandaliczne zachowanie Dudy będzie miało niewątpliwie wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Coraz więcej osób odwraca się od aktualnego prezydenta z powodu jego zachowań i braku samodzielności.”

źródło: Twitter

Ja pamiętam czasy PRL-u!

Wpis ten dedykuję ludziom starszym i także młodym.

Starszym by sobie przypomnieli jak żyliśmy w Polsce za czasów PRL-u, a młodszym chcę pokazać jakie to były czasy Waszych Rodziców!

Pamiętam rok 1963, kiedy to z Rodzicami przyjechałam do mojego, małego miasta.

Pamiętam, że Ojciec otrzymał mieszkanie bardzo ładne, bo z dużym przedpokojem i dużą kuchnią, a także z dwoma sporymi  pokojami oraz dużą łazienką.

Niestety, ale to były czasy, kiedy w każdym pokoju stał piec, w którym paliło się węglem, a aby nagrzać wodę do kąpieli trzeba było napalić także w kotle stojącym w łazience.

Aby Mama mogła ugotować obiad, to także rozpalała piecyk na fajerki i dopiero można było coś ciepłego ugotować.

Mieszkaliśmy blisko jednostki wojskowej i my dzieci z podwórka byliśmy wpuszczani do tej jednostki po fanty.

Dostawaliśmy od kucharzy kawę z cukrem w kostkach i wojskowe suchary – ale to była pycha!

Taka była rzeczywistość i z pewnością wielu z Was, to pamięta  i sporo zdjęć poniżej!

Trzeba tu oddać hołd naszym Rodzicom, że dawali radę i przeprowadzili swoje dzieci ku lepszemu i wygodniejszemu  życiu.

Ojciec ponownie dostał mieszkanie już w nowych blokach.

Na tamte czasy to były nowoczesne mieszkania i jak się wszyscy cieszyliśmy, że wszędzie były już kaloryfery, a także kuchenka do gotowania na gaz.

O ile dobrze pamiętam, to za czasów PRL, każdy dorosły musiał pracować, bo inaczej służby sprawdzały zatrudnienie, a niepracującego nazywano „niebieskim ptakiem.

Na rynku nie było za dużo do wyboru i wszystkie rodziny miały prawie tak samo urządzone mieszkania w bardzo podobne sprzęty i akcesoria.

Płace były także jednakowe, bo wg. wykonywanej profesji wszyscy pracujący mieli te same pieniądze.

Wszystkie księgowe miały taką samą stawkę i także np. sprzątaczki i było sprawiedliwie!

Pytanie mam do ludzi nobliwych – jakie są Wasze wspomnienia z tamtych lat?

A teraz coś o dzieciakach z tamtych czasów:

Tekst z netu:

„Jak my to przeżyliśmy?

O urodzonych przed Rokiem Pańskim 1980

Jeśli jako dzieci albo młodzi ludzie żyliście w latach 50-, 60-, 70-tych XX wieku, nie możecie dzis uwierzyć, że w ogóle ten czas mogliście przeżyć!
Dlaczego? A dlatego, że:

-jako dzieci siedzieliśmy w samochodach bez pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych
-nasze łóżeczka pomalowane były farbami o krzykliwych kolorach, pelnymi kadmu i ołowiu (o rozpuszczalnikach nie wspomnę…)
-buteleczki z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami z “Wyborową” na czele dały się bez trudu otworzyć, a ciekawość to przecież cecha dzieci i młodzieży, prawda?
-drzwi i szafki w kuchni i łazience były stałym niebezpieczeństwem dla każdego z nas, zwłaszcza że nikt nie słyszał o zamkach antydziecięcych…
-do jazdy na rowerze nikt w życiu nie wkładał kasku ochronnego (podobnie na nartach albo wrotkach)
-wodę piło się z kranu, a nie hermetycznych butelek i temu podobnych…
-pierwsze samochody budowało się z pudeł albo skrzynek po kartoflach, i podczas jazdy z górki stwierdzało się, że się zapomniało o hamulcach…
-rano wychodziliśmy z domu, by pojść się pobawić, a musieliśmy wrócić wtedy, kiedy zapalały się pierwsze latarnie
-nikt nie wiedział, gdzie nas nosi, bo nikt nie miał przy sobie komórki, a sprawne budki telefoniczne można było policzyc na palcach jednej ręki (zresztą i tak nikt nie nosił grosza przy sobie…)
-człowiek się kaleczył, łamał kości, wybijał zęby i nikt nikogo z tego powodu
nie skarżył do sądu; sami byliśmy sobie winni…
-jedliśmy keksy, czekoladę (też czekoladopodobną), chleb grubo posmarowany masłem, kiełbasę, kartofle, skwarki i Bóg wie jeszcze co – i co? – i nikt nie był przesadnie gruby…
-piliśmy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarł…
n-ie mieliśmy: playstation, nintendo, x-box, gier video, 60 programow w telewizji, kaset video, dvd, surround sound, własnego telewizora, komputera, internetu, a mieliśmy świetnych kolegów i koleżanki!
-po prostu wychodziliśmy z domu i spotykaliśmy ich na ulicy, bez telefonowania i umawiania się, bez wiedzy rodzicow (oni nie musieli nas przywozić i odwozić) – jak to było możliwe?
-wymyślaliśmy zabawy z kijem i kamieniem, jedliśmy ziemię, dżdżownice i temu podobne – i co?- przepowiednie też się nie sprawdziły. Robaki nie żyły w naszych żołądkach, a kijami nie wyłupiliśmy rówieśnikom zbyt wielu oczu…
-niektórzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo
powtarzali klasę i nikt nie zwoływał z tego powodu kryzysowych nauczycielskich narad
-jeździło się autostopem i nikomu nie przyszło do głowy, że coś takiego może się bardzo marnie skończyć…

Ewa i Dawidek (01.09.2003)”

https://www.rodzice.pl/temat/jak-my-to-przezylismy/

 

Obraz może zawierać: napój i tekst

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba, sypialnia i w budynku

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: deser i jedzenie

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst i jedzenie

Obraz może zawierać: 2 osoby, mem i tekst

Znalezione obrazy dla zapytania telewizor neptun

500+ już traci moc!

Obraz może zawierać: tekst

Ten sztandarowy program 500+ spowodował, że dorwali się do władzy i oto dowiadujemy się, że ten program może spowodować utratę władzy przez PiS!

Jest taka piosenka, że nic nie może wiecznie trwać i być może pusta kasa na 500+ spowoduje, że ludziom zaczną się otwierać oczy, bo nic więcej ludziom nie dali, a popsuli wszystko!

Dziś Kaczyński oskarżył Prezydenta Warszawy – Rafała Trzaskowskiego, że ten kłamie, kiedy ten ogłosił, iż w budżecie brakuje na 500 + do wypłaty w miesiącach – październiku, listopadzie i grudniu.

Nie ma powodu by nie wierzyć Rafałowi Trzaskowskiemu, bo to jest nad wyraz porządny człowiek, a Kaczyńskiemu wierzyć nie wolno, bo to krętacz, który widzi, że się wali, a więc kłamie.

Trzaskowski pyta Kaczyńskiego gdzie są te pieniądze, a odpowiedź jest prosta – u Rydzyka!

Moja Córka pracuje w szkole i jest zniesmaczona tym programem, bo brakiem nad nim kontroli, iż jakże w wielu wypadkach rodzice korzystają z tego 500+, kiedy ich dzieci chodzą w dziurawych spodniach i butach, gdyż 500+ zamieniane jest na alkohol!

Jakaś matka napisała na Facebooku, że żyje z dziećmi bardzo oszczędnie, gdyż 500+ wchłaniają coraz wyższe ceny i wniosek z tego taki, że 500+ już nie czaruje ludzi i to może być widoczne w wyborach do parlamentu!

Wydaje się, że sławetne 500+ chyli się ku upadkowi!

„TRZASKOWSKI PROSTUJE KŁAMSTWA KACZYŃSKIEGO WS. 500+

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zareagował na konferencję prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS atakował Trzaskowskiego ws. programu 500 plus.

  • Trzaskowski prowadzi operację, która zmierza do tego, żeby nie wypłacać 500+. To po prostu zapowiedź tego, co będzie się działo, jeżeli nasi przeciwnicy przejmą władzę, co będzie się działo z tym wielkim programem społecznym, który zrealizowaliśmy i który będziemy w dalszym ciągu kontynuować i rozwijać. Być może to jest w ogóle próba, która ma sprawdzić, w jaki sposób Polacy, polskie rodziny na to reagują – mówił Kaczyński.

Do nagonki na prezydenta Warszawy dołączyła się redakcja Teleexpressu”.

Warszawski ratusz to jedyne miejsce na mapie Polski, gdzie są problemy z wypłatą świadczenia Rodzina 500+”. Okazało się, że w miejskiej kasie brakuje środków. Resort rodziny poinformował, że pieniądze wpłynęły do ratusza, jak co miesiąc – mogliśmy dzisiaj usłyszeć w TVP.

  • Proszę nie kłamać, samorządy popierają i realizują 500+. Dotąd transze na 500+ były zapisane w rocznym planie, ale nie zaktualizowano go po rozszerzeniu programu na 1. dziecko. To jak z 13. emeryturą na 2020 – prezes obiecuje, a w budżecie nie ma. Gdzie są te pieniądze? – odpowiada prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Paweł Rabiej (wiceprezydent Warszawy): Czyżby rządowi kończyły się pieniądze na 500+, skoro Kaczyński wpada w panikę? Pieniądze na wrześniowe wypłaty przelali dopiero po trzykrotnych monitach i liście Trzaskowskiego  do Morawieckiego. Do końca roku na wypłaty 500+ w Warszawie potrzeba jeszcze ponad 482 mln zł.

Jacek Liberski (dziennikarz, magazyn Liberte„!): Przecież to było do przewidzenia. Problemy z wypłatą 500+ przerzucić na samorządy, bo to ostatnia dziedzina życia, na którą Kaczyński nie ma wpływu. Rozdmuchali oczekiwania, napompowali balon, który przepuszcza powietrze, a za chwilę pęknie.

Reakcje internautów:

„Jarosław Kaczyński, kreowany przez PiS na bohatera narodowego, zbawcę Polski i transcendecję, odważny tylko w asyście. Do debaty nie stanie i nie pokaże wyborcom, jak zwycięża w merytorycznej walce z przeciwnikiem politycznym.Macie 500, głosujcie i o nic nie pytajcie”.

„na 500+ już brakuje, doszła 13 – tka, doszło pierwsze dziecko. Kaczyński stara się zmusić samorządy do pokrycia kosztów. Samorządy tez nie mają, bo muszą pokrywać inne pomysły PiS, już zostali wystarczająco okradzeni przez rząd PiS”.

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

http://polityczek.pl/uncategorised/11729-trzaskowski-prostuje-klamstwa-kaczynskiego-ws-500?fbclid=IwAR1CXmOIiJGqyrh6Ufp3iJBOBRmdEeP-NEiMTMq1YM1A0-kGfHIaZH8tcxo

Chce się wyć!

Znalezione obrazy dla zapytania symon hołowni

Jak to leciało?

Kaczyński grzmi na ostatniej prostej przed wyborami, że wara od polskich dzieci, bo rodzina, to mamusia, tatuś i dziecko!

Skąd ma ten model rodziny, gdy jego bratanica jest w trzecim związku i każde dziecko jest innego tatusia! Taka to jest ta pisowska hipokryzja pana posła szarego, który ma Polaków za durniów.

Kiedy dzisiaj o poranku włączyłam telewizor i usłyszałam, że ten rząd nie będzie wspierał Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, to zachciało mi się wyć – dosłownie łzy mi płynęły po policzkach, a głos mi się załamał i zabrakło mi oddechu!

Potrzebowałam czasu, aby ochłonąć!

Rozumiecie o co mi chodzi?

Otóż w Polsce rośnie zastraszająco liczba samobójstw wśród dzieciaków i ten telefon jakże często był ostatnią deską ratunkową!

Jakże często ten jedyny tatuś i mamusia tworzą domową patologię i dzieci z takich rodzin są poranione i nie mają znikąd pomocy!

Jakże często są one gnębione w szkołach przez rówieśników za wygląd, za ubiór, za intelekt i orientację seksualną!

Jakże często spada na nich hejt w sieci, z którym nie potrafią sobie poradzić i ty Kaczyński śmiesz ględzić, że wara od polskich dzieci?

To wam w tym rządzie wara od polskich dzieci, którzy zabroniliście w szkołach edukacji seksualnej, bo religia jest ważniejsza.

Młodzi ludzie więc nie mając zielonego pojęcia o seksie płodzą dzieci  w wieku 12 lat.

Wara wam od polskich dzieci, kiedy gwałcą i molestują ich księża, a z waszej strony nie ma żadnej reakcji!

Mogę przeżyć upolitycznienie sądów, prokuratury, policji itd., ale nie jestem w stanie godzić się na rezygnację z młodych ludzi, jakże często zagubionych we współczesnym świecie!

Nie macie prawa takiego, by młody człowiek, wchodzący w dorosłe życie, chorujący na depresję musiał czekać miesiącami na miejsce do psychiatry, czy też do szpitala na leczenie!

Rozwaliliście szpitale psychiatryczne, bo w nich czekają na młodych łóżka na korytarzach i nie ma w nich lekarzy i obsługi, bo na wszystko jest brak kasy!

Co zrobiliście z dziećmi każąc im się uczyć w szkołach do godziny 19, bo przecież taką zrobiliście im reformę szkolnictwa.

Takie przeciążenie młodych ludzi prowadzi do depresji i zaburzeń, ale wy wyjecie – wara od naszych dzieci!

Gdybym na swojej drodze spotkała zagorzałego pisowca, który na nich zagłosuje, to bym mu plunęła prosto pod nogi!

  • Dzwoni dziewczynka na  telefon zaufania i mówi, że ojciec ją molestuje.
  • Dzwoni i mówi, że popełni zaraz samobójstwo, bo nie może tego znieść.
  • Telefon zaufania prowadzi z nią rozmowę, aby jak najdłużej być z nią na linii,
  • a w tym samym czasie namierza się jej telefon i wysyła pod adres karetkę i policję w celu zapobieżenia nieszczęściu i w  wielu przypadkach to się udaje!

I znowu trzeba będzie robić społeczną zbiórkę na funkcjonowanie Telefonu Zaufania o czym pisze Szymon Hołownia!

Wpis Hołowni o obecnej sytuacji w Polsce hitem internetu!

Szymon Hołownia znany jest z akcji charytatywnych, które prowadzi m.in. na swoim facebookowym profilu. Tym razem zorganizował zbiórkę pt. „Rząd nie dał na telefon ratujący nasze dzieci, więc zbierzemy sami”. Nie zabrakło z jego strony mocnych słów pod adresem obecnego rządu. Dlaczego zbieram pieniądze – pyta Facebook? Zbieram, bo trafia mnie szlag. Wspaniała fundacja prowadząca wspaniałą rzecz – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111), działający 7 dni w tygodniu (od 12.00 do 2.00), na który codziennie dzwoni średnio prawie dwadzieścia dzieciaków chcących popełnić samobójstwo (i mnóstwo innych mających problemy z samooceną, akceptacją, agresją w grupie, z rodziną, które – jeśli się nie dodzwonią, nie znajdą pomocy, mogą też pójść w stronę samobójstwa). Ten numer uratował życie setkom z nich (w ciągu dekady – 1538 interwencji w rodzaju: na miejsce jedzie policja i karetka a psycholog z telefonu trzyma dziecko na linii). – zaczął popularny dziennikarz. 

Otóż na ten telefon po raz kolejny nie znalazły się pieniądze w budżecie rządu (a konkretnie MEN). Wniosek konkursowy fundacji został odrzucony, bo zabrakło mu 2,75 pkt, a uzasadnienia są po prostu idiotyczne. I to się dzieje w Polsce, która jest na drugim miejscu w Europie gdy idzie o liczbę samobójstw dzieci. I w której psychiatryczna opieka dzieci i młodzieży na skutek zaniedbań państwa zaraz przestanie istnieć. Na durne grające ławeczki, na wożenie się samolotami do Rzeszowa, objazdowy teatr Poety po kraju, dotacje na kolejne toruńskie deale, i propagandowe kampanie – to mają. Na to, by wesprzeć absolutnie każdego, kto chce (i umie) zrobić cokolwiek, żeby najsłabsi spośród nas – dzieci, nie wytrzymujące tempa, jakie narzuca dziś świat nas, dorosłych – środków brak. – kontynuuje Hołownia.

Dla mnie sprawa jest prosta: wspólnota jest tak silna, jak najsłabszy we wspólnocie. I jeśli państwo, które podobno teraz ma mnóstwo pieniędzy, bo pokonało mafie VAT-owskie i w ogóle jest okres dobrobytu i esktazy, a nie ma na najsłabsze dzieci, to ja bardzo chętnie to państwo wyręczę, bo – z całym szacunkiem – ale wyobrażam sobie Polską politykę bez tych, którzy dziś puchną od władzy, nie wyobrażam zaś sobie Polski bez żadnego z tych dzieciaków, które nie będą mogły się jutro dodzwonić na ten telefon, a pojutrze ich już z nami nie będzie.

Dość jęczenia. Zmieńmy dziś ten chory kraj stawiając rzeczy, które stoją na głowie, znów na nogi. Pokażmy, że możemy. I zacznijmy od tego właśnie. Od naszych dzieciaków. Kto do mnie dołączy? – zakończył.

Źródło: Facebook.com Szymon Hołownia

Znalezione obrazy dla zapytania telefon zaufania

Rodzić po ludzku!

Dla każdej kobiety urodzenie dziecka powinno być wielkim wydarzeniem, a więc także wielkim szczęściem.

Wczoraj dokumentalny program „Czarno na białym” pokazał jakże w wielu przypadkach jest to szok dla kobiety, który będzie kobieta pamiętała do końca życia.

Rodziłam swoje Córki pod koniec lat 70 – tych, a więc w głębokim PRL-u.

Naprawdę nie wspominam tego mile i gdy po porodzie wracałam do domu z dzieckiem byłam tylko  na szczęście w lekkiej depresji!

Pierwszą Córkę rodziłam dość długo i byłam pozostawiona sama sobie w boleściach, a położna tylko powiedziała, że te pierwiastki, to są histeryczki!

Kiedy w końcu urodziłam dziecko zostało automatycznie mi zabrane i nie było tego, abym je przywitała na tym świecie i nawet mi nie pokazano jak wygląda!

Zabrali mi je i dopiero rano podano do karmienia i nawet nikt nie zainteresował się, że moja Córka nie chce podjąć piersi do karmienie! Siedziałam i płakałam.

Nawet mi nie powiedziano, że nakarmili moje dziecko mlekiem innej kobiety!

Drugą Córkę rodziłam w grudniu 1979 roku i była to zima stulecia w Polsce.

Urodziłam ją dużo lżej o godzinie 12.20 i znowu zabrali mi dziecko bez możliwości przywitania się!

Położono mnie pod nieszczelnym oknem w kusej koszulinie, na basenie pod prześcieradłem i tak leżałam obolała i drżąca z zimna do godziny 19 z minutami.

Położne świętowały jakieś imieniny i nie miały czasu, aby przewieźć mnie do ciepłej sali.

Dziecko ponownie dano mi dopiero rano, abym mogła je poznać po wielu godzinach.

Dwa porody i dwie traumy, z których wychodziłam wiele miesięcy po porodzie.

Reasumując, to 40 lat temu czułam się na porodówce jak jakiś intruz, który musi urodzić bez słowa wsparcia i pomocy!

Myślałam, że skoro minęło tyle lat, to kobiety teraz rodzą w dobrych warunkach i czują się zaopiekowane.

To jest ten czas, kiedy mogą skorzystać z USG i innych technologii do bezpiecznego prowadzenia ciąży, kiedy my kobiety PRL-u do końca ciąży nie wiedziałyśmy jaką płeć nosimy w brzuchu i czy dziecko jest zdrowe.

Niestety, ale nadal polskie kobiety rodzące są traktowane jak zło konieczne na porodówkach i mimo specjalistycznego sprzętu są poniewierane, że wychodzą do domu z depresją do tego stopnia, że  nie potrafią po traumie pokochać swojego dziecka!

Dokument „Czarno na białym” obnażył bardzo dokładnie, że od czasów PRL-u niewiele się zmieniło, a może nawet położne jeszcze bardziej schamiały i czytamy:

„Nie drzyj się, tylko przyj!”. Trauma porodu może być przyczyną depresji.

Narodziny dziecka – moment tak samo piękny, jak trudny, nie powinien być okraszony przemocą, wyzwiskami czy krzykiem. Żadna rodząca kobieta nie powinna czuć strachu wobec lekarzy, niepotrzebnego bólu czy uprzedmiotowienia. Niestety wciąż wiele matek z porodówek wychodzi nie tylko z noworodkiem, ale również traumą.

Kolejne standardy opieki okołoporodowej, zmiany w przepisach i nagłaśnianie tych najgorszych przypadków nie wiele zmieniają na polskich porodówkach. Ostatni raport Fundacji Rodzić po Ludzku pozostawia wiele do życzenia względem opieki nad rodzącymi kobietami. Blisko 17 proc. badanych doświadczyło przemocy słownej lub fizycznej, takiej jak krzyki, grożenie, rozkładanie nóg na siłę czy przywiązywanie do łóżka.

1. Poród, o którym chcę zapomnieć

Iwona bardzo źle wspomina opiekę podczas pierwszego porodu. Już na wejście usłyszała, że „pani się za bardzo stresuje, jak się pani tak będzie stresować to nic z tego nie będzie.” W trakcie porodu położna dalej była niemiła, teksty „nie drzyj się, tylko przyj!” padały wielokrotnie.

Jednak to szycie krocza było jej największą traumą.

 

– Do dziś mi słabo, jak sobie przypomnę. Nie dostałam znieczulenia, położne trzymały mnie za nogi, krzyczałam z bólu, wyrywałam się na fotelu i błagałam, żeby przestały. Mówiły do mnie: „Dziewczyno, nie dajesz mi pracować, przestań się rzucać! Muszę cię pozszywać, żeby mąż był zadowolony, potem przyjdzie i będzie miał do nas pretensje!” – wspomina Iwona. – Potem dostałam gaz, poczułam się jeszcze bardziej upodlona. Zdawało mi się, że obserwuję całą sytuację z zaświatów. Słyszałam własne krzyki, wyzwiska lekarki i płacz mojego synka, gdzieś w kąciku do ważenia. Pomyślałam, że umieram – podsumowuje. Wszystkiego doświadczyła w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie.

Kasia rodziła w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Kiedy próbowała przekonać personel, że ma skurcze, usłyszała, że ma się uspokoić, dostała leki na uspokojenie.

– Później nie miałam skurczów partych, nie umiałam urodzić. Akcja się przedłużała, padły słowa: „No Kasia, nie starasz się, my nie mamy całego dnia, myślisz tylko o sobie.” Największym problemem było bagatelizowanie tego, co mówiłam, że nie dam rady, że nie wiem, jak to robić – mówi.

Podczas całego pobytu w szpitalu Kasia usłyszała również komentarz o tym, że nie ma męża, i że fajnie tak sobie zrobić dziecko i odpoczywać w szpitalu.

Marta do Szpitala MSWiA w Warszawie trafiła jeszcze w ciąży. Lekarza zaniepokoiły jej wyniki, więc dostała skierowanie na oddział. Lekarz, który ją badał z obrzydzeniem poinformował ją, że istnieją golarki i on nie wie, jak mogła się tak zapuścić.

Sylwia w związku z silnym lękiem przed porodem leczyła się u psychiatry. Z zaświadczeniem o strachu przed cesarskim cięciem pojawiła się na porodówce. Tam otrzymała pseudonim psychiczna… Przez cały pobyt w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku czuła się wyśmiewana.

Ola usłyszała, że nie potrafi przeć, w ogóle tego nie robi.

– Położna powiedziała, że zaraz uduszę dziecko i je męczę. Tętno spadało, lekarze szeptali między sobą. Zbiegło się jeszcze kilka osób, lekarka przytrzymywała mi brzuch, żeby syn nie cofał się po skurczu. Ostatecznie położna nacięła krocze, mimo że główka nie była na krawędzi. Bolało jak skurczybyk – opowiada.

Agatę do terapii skłonił fakt, że nie potrafiła nawet myśleć o własnym porodzie bez łez:

– Na jego wspomnienie nie mogłam złapać oddechu. To, co wydarzyło się na sali porodowej wpłynęło na moje postrzeganie siebie, czułam, że się zawiodłam. Wiem, że gdyby to był mój pierwszy poród, to miałabym tylko jedno dziecko – wraca do traumatycznych przeżyć Agata.

Iwona po porodzie czuła się jak śmieć, nie potrafiła nawet karmić piersią. Kolejny poród był dużo łatwiejszy, mimo to wszystkie emocje wróciły – zdecydowała się na terapię i dopiero ta pomogła jej znów poczuć się dobrze.

2. Trudny poród przyczyną depresji poporodowej?

Blisko 30 proc. młodych mam dotyka depresja poporodowa. I choć jej przyczyny nie są do końca pewne, to trudny poród jest wymieniany jako jeden z czynników mogących ją powodować. Nie trudno dostrzec związku między poniżającym, pełnym przemocy porodem, a złym stanem psychicznym kobiety, która i tak znajduje się w zupełnie nowej życiowej roli.

Historie opisywane w artykule, są pełne przemocy. Wiele z nich nosi znamiona traumy, jest powodem ogromnego cierpienia młodych matek. Trauma ta jest tym dotkliwsza, bo wydarzyła się w czasie wielkiej wrażliwości i podatności na zranienie. Skutki traumatycznych wydarzeń w tak delikatnym dla kobiecej psychiki okresie, jakim jest sytuacja porodu czy połogu oraz brak wsparcia ze strony personelu i najbliższego otoczenia, mogą wpływać bezpośrednio na matkę – mówi psycholog i psychoterapeuta Magdalena Borkowska.

3. Depresja poporodowa – problem całej rodziny

Warto pamiętać, że depresja poporodowa to poważna choroba. Ma ona wpływ nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Badania nad relacjami potwierdzają, że kiedy występuje depresja, pomocy potrzebują dwie osoby – matka i dziecko. Zły stan psychiczny matki może negatywnie wpłynąć na więź tworzącą się między nią a dzieckiem oraz rozwój młodego człowieka.

 Nie należy zapominać także o wpływie opisywanych traum na dziecko i relację partnerską między rodzicami. Kobiety doznające krzywdy i przemocy ze strony osób, które w założeniu mają się nimi opiekować, są bardziej narażone na wystąpienie objawów depresji poporodowej, a także zespołu stresu pourazowego – tłumaczy Magdalena Borkowska.

4. Poród to nie koniec

Traumatyczne doświadczenia porodowe dają o sobie znać również w domu, kiedy mama z dzieckiem może już odetchnąć od szpitalnej rzeczywistości. Nawet jeśli to, jak została potraktowana, nie skończy się depresją, może mocno wpłynąć na to, jakie będą początki jej macierzyństwa.

– Moment pojawienia się dziecka na świecie, ale i całe wczesne macierzyństwo – szczególnie pierwsze dni z dzieckiem są dla matek chwilą, którą zazwyczaj wyobrażają sobie, jako coś pięknego. Zaniedbania personelu prowadzące do brutalizacji chwili, która miała i mogła być piękną, może spowodować wielkie poczucie straty. Straty tego wymarzonego czasu, którego nie da się przecież powtórzyć – tłumaczy psycholog. – Matka w takiej sytuacji może doświadczać procesu żałoby i potrzebować czasu, aby powrócić do równowagi psychicznej.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie tak dużo czasu musi upłynąć, zanim na polskich porodówkach zmieni się stosunek do rodzących. W żadnym wypadku nie należy traktować matek jako roszczeniowych, bo szacunek do drugiej osoby nie jest czymś, o co powinniśmy walczyć. Szczególnie w tak trudnym i wyjątkowym momencie, jak poród.

Trauma porodu

Rodzeństwo!

Znalezione obrazy dla zapytania skłócone rodzeństwo

Kiedy tworzyłam rodzinę, zresztą w bardzo młodym wieku, to obiecałam sobie, że moje przyszłe dzieci nigdy nie będą traktowane inaczej, bo moje serce mi podpowiadało, że muszę być sprawiedliwą matką.

Przysięgłam sobie, że nigdy nie uderzę swojego dziecka, tak jak czynił to mój ojciec odbijający swoje niepowodzenia życiowe na mnie.

Kiedy urodziłam pierwszą Córkę, to uważałam ją za najpiękniejszą na świecie, bo tak chyba ma każda, świadoma matka.

Tak samo traktowałam swoją drugą – urodzoną trzy lata później.

Wychowywaliśmy nasze dzieci tak, aby żadna z nich nie czuła się gorsza, choć z czasem było tak, iż różniły się od siebie mimo, iż pochodziły z tej samej matki i ojca.

Kiedy rozrabiały i się kłóciły, to najczęściej ich tata latał ze ścierą, aby je uspokoić i pojednać. Taki był groźny!

Minęło już sporo od kiedy się wyprowadziły z rodzinnego domu i mieszkają z dala od siebie, ale ja zawsze proszę, by nie pogubiły się w tych kilometrach i utrzymywały ze sobą kontakt, aby nie się nie stały sobie obce.

Tylko czasami interweniuję, kiedy czuję, że coś jest nie tak, ale staram się robić to bardzo delikatnie i subtelne.

Jako matka i babcia nie wkraczam w życie moich dzieci, bo są mądre i wychowują swoje dzieci nie budząc u mnie żadnych uwag.

Wydaje mi się, że w tej sferze mi się udało i mogę spać spokojnie, a także cieszę się, że udało mi się wychować dzieci w miłości i przyjaźni.

Jestem szczęściarą, ale jakże w wielu domach rodzinach rodzeństwo się nienawidzi i nie chce kompletnie ze sobą utrzymywać kontaktów żadnych.

Nie wyobrażają sobie, by razem spędzić święta, czy też normalnie wyjaśnić sobie różne sprawy.

Jakże często, to ich rodzice doprowadzili do tej nienawiści faworyzując tylko jedno ze swoich dzieci, bo reszta jest mało warta i się zawiedli.

Jakże często rodzice doprowadzają do tej nienawiści nierówno dzieląc swój spadek i odcinają resztę pozbawiając ich praw i prowadzą je na ścieżkę sądową.

Jakie to przykre jest, kiedy własny rodzic nie potrafił w swoim życiu pokochać wszystkie swoje dzieci!

Czytaj felieton więc, a może zrozumiesz dlaczego tak się dzieje, bo może też doświadczyłeś odrzucenia i kłótni w rodzeństwie nie do naprawienia!

Relacje między rodzeństwem w wieku dorosłym.

Podobnie jak zdarzają się szczęśliwe i udane małżeństwa, tak też istnieją zgodne i zgrane rodzeństwa. Tyle tylko, że dla większości z nas to raczej wirtualna rzeczywistość. Nieumiejętność lub niemożność dogadania się zwykle oznacza
jakiś nierozwiązany problem z przeszłości. Ale można przyjrzeć się mu dzisiaj.

Mój brat… właściwie słabo go znam. Pamiętam, że kiedy mama była w ciąży, powiedziałam, że chcę mieć brata albo psa. Urodził się ktoś zupełnie niespełniający moich wyobrażeń, za to w pełni zawłaszczający uwagę rodziców i ich miłość. Dziś kocham go, bo jest moim bratem, ale w sercu nadal wybrzmiewają mi słowa mamy: „Ustąp mu, jest młodszy”.

„Gdyby nie była moją siostrą, pewnie w ogóle byśmy się do siebie nie odzywali”; „Kocham go, ale nie z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więźlubię i ciągle się kłócimy”; „Jest dla mnie ważny, ale jego żona nie pozwala nam się przyjaźnić. Broni do niego dostępu zupełnie jak kiedyś nasza matka” – słyszę od moich pacjentów. Jak widać, w innych relacjach siostrzano-braterskich wcale nie wygląda to różowo.

Lądowanie na planecie rodzina

„To twoja siostra, musicie się kochać”, „Kiedy nas zabraknie, będziecie dla siebie najbliższą rodziną” – jak często od dzieciństwa słyszałaś podobne zdania? To prawda, z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więź – geny. Relacja z bratem czy siostrą jest prymarna (pierwotna, podstawowa, najważniejsza) w stosunku do innych związków, jest też całkiem odmienna od więzi z rodzicami. To jak burza z piorunami – miłość, bliskość, poczucie totalnego zrozumienia przeplatają się z antypatią, złością i rywalizacją. Psychologowie twierdzą, że tak właśnie ma być. Arena siostrzano-braterskich porachunków to cenne źródło nauki dla przyszłych dorosłych. Bezcenne doświadczenie w procesie socjalizacji: możliwość wspólnej zabawy, posiadania świata odmiennego od świata dorosłych, dzielenia tajemnic, trosk i radości, wsparcia i uczenia się od siebie nawzajem.

Jednak to również układ, który dostarcza silnych uczuć: zazdrości, bezradności, żądzy krwi i walki o swoje. Tak czy siak twarda szkoła życia, jaką dostajemy w dziecięcym pokoiku, w dużym stopniu decyduje o tym, kim jesteśmy w dorosłym życiu: o naszym samopoczuciu, zdrowiu i rozwoju, spełnianiu się w relacjach zawodowych, przyjaźni i miłości. Gdyby nie twój brat czy siostra, dziś byłabyś zupełnie innym człowiekiem. Nić historycznej ciągłości, jaką tworzy związek z rodzeństwem, może być ważnym źródłem wsparcia. Jednak czasami trudno w to uwierzyć.

Czy na pewno myślisz samodzielnie?

Magda dziś jest dorosła, ma męża i dzieci, ale jej zazdrość o brata wcale nie zmniejszyła się od czasów dzieciństwa, jedynie wściekłość na rodziców, głównie na matkę, zmieniła obiekt. – Mój brat to idiota, ciągle uczepiony maminej spódnicy. Z byle drobiazgiem dzwoni do niej, a ona świata nie widzi poza ukochanym syneczkiem. Nawet jego syn jest dla niej ważniejszy od moich córeczek, i to mnie najbardziej boli – opowiada.

Kilka tygodni temu Magda miała z bratem kolejną kłótnię. Wygarnęła mu, że przez niego matka nie ma czasu zajmować się jej córkami. Tym razem brat zareagował inaczej niż zwykle. Nie obraził się, nie rzucił słuchawką, tylko spokojnie powiedział: – Pomyśl czasem o tym, że ja mam już dość ingerencji matki w moje życie. Chętnie bym się z tobą zamienił. Do opieki nad synem zatrudniłbym opiekunkę i dzięki temu przestałbym wreszcie słuchać tych wszystkich „mądrych” rad naszej mamusi.

Po tej rozmowie Magda pomyślała, że może ten jej „głupkowaty” brat nie jest taki całkiem do niczego.

Iwona jest wściekła na Izę, swoją siostrę, o to, że ta ciągle absorbuje uwagę schorowanych rodziców. – To absurd, żeby dorosła kobieta dzwoniła do rodziców z najmniejszym katarem. Ojciec wozi ją do lekarzy, mama gotuje jej obiadki. Na dodatek obydwoje oczekują, że ja również będę skakać koło Izuni. Czy ty wiesz, że parę lat temu ojciec kazał mi obiecać, że po ich śmierci zajmę się siostrą? Ja, młodsza od niej o 8 lat – skarży się Iwona. Kiedy w terapii pracowałyśmy nad tym problemem, okazało się, że Iza zaczęła chorować, kiedy urodziła się Iwona. Myślę, że w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę matki i ojca. Z czyjej winy ten sposób zabiegania o rodziców utrwalił się w jej dorosłym życiu?

Kamila była najmłodszym dzieckiem i na dodatek jedyną dziewczynką spośród trzech braci. W dzieciństwie rozpieszczana przez całą rodzinę jednocześnie została obsadzona w roli opiekunów rodziców. Wiele razy słyszała z ust matki: „Bóg mi cię zesłał na stare lata”. Kamila tuż po skończeniu studiów dostała rodzinny dom. Bracia nie mieli nic przeciwko temu, byli już dorośli, mieli swoje domy, rodziny. Rzadko odwiedzali rodziców, a kiedy któreś z nich chorowało, oczywiste było, że to Kamila się nimi zajmie: załatwi lekarza, wykupi lekarstwa. – Dlaczego i dla kogo jest to takie oczywiste? – pytałam podczas jej pierwszej wizyty. – No wiesz, to z dzieci, które przejmuje rodzinny majątek, ma obowiązek zająć się rodzicami, a poza tym na tych idiotów nie można liczyć – odpowiedziała zdenerwowana. – Czy to twoje zdanie, sprawdziłaś to? A może to opinia twoich rodziców? – spytałam wtedy. Kiedy Kamila przeżyła bolesne rozstanie z mężem, który na dodatek chciał ograbić ją z całego majątku, to właśnie jej najstarszy brat – prawnik – stanął w jej obronie.

Nierozwiązany problem między rodzeństwem

Jeśli twierdzisz, że twój brat czy siostra nie są dla ciebie ważni, wcale ich nie lubisz, nie rozumiesz sposobu, w jaki żyją, nie dogadujesz się z ich partnerami, spotykacie się tylko wtedy, kiedy musicie (najczęściej w obecności rodziców), to często dowodzi właśnie siły waszego związku. Co jest w nim tak ważnego, że musicie trzymać się daleko od siebie? Co dzieje się z twoim „ja”, kiedy jesteś z rodzeństwem? Chęć zerwania siostrzano-braterskich relacji oznacza, że istnieje pomiędzy wami jakiś ważny nierozwiązany problem, który prawdopodobnie ciągnie się od dzieciństwa. Rodzice nie są w stanie pomóc go wam rozwiązać, bo mniej lub bardziej świadomie utrzymują was w rolach, w których obsadzili was przed laty.

Dorosłe kłótnie pomiędzy rodzeństwem często przypominają awantury z dziecięcego pokoiku. Choć jesteście już dorośli i macie swoje rodziny, w waszych sercach drzemią dawne urazy. Najgorsze jest to, że pamiętacie je tak, jak widzieliście je w przeszłości.

Relacje dorosłych

Kiedy przyglądasz się swojemu rodzeństwu, jedyną prawdą o waszych relacjach jest to, co pamiętasz. Brat czy siostra nie mogą się z tobą zgodzić, bo mają własną wersję wydarzeń. Oni także trzymają się osobistej prawdy, by chronić samych siebie. Jednak dziś jesteście już dorośli i w każdym momencie życia możecie nawiązać kontakt na nowo, na dorosłych zasadach. Nie musicie powielać relacyjnych scenariuszy z dziecięcego pokoju. Możecie w pełni świadomie popatrzeć na to, co dziś jest między wami. Jak? Na przykład spróbujcie stworzyć bank miłych wspomnień. Jeśli odłożycie na bok pretensje i urazy, okaże się, że przeżyliście razem sporo fajnych chwil. To całkiem niezła baza do rozpoczęcia nowej relacji, tym razem na dorosłych zasadach. Z kolei raniące doświadczenia możecie opisać osobno, każdy ze swojego punktu widzenia. To pokaże wam, jak zapamiętało je każde z was. Może się okazać, że obydwoje czuliście się pokrzywdzeni. Może dziś jest właśnie ten moment, żeby sobie wybaczyć? Pamiętaj, że wiele bolesnych sytuacji mogło być źle rozwiązanych bądź zlekceważonych przez waszych rodziców.

Dziś nie ma już sensu obwiniać mamy i taty za wszystkie błędy z przeszłości, ale można postawić im granicę. Zacznij od tego, by delikatnie, ale stanowczo powiedzieć im, że nie masz zamiaru dłużej wysłuchiwać ich skarg na brata czy siostrę. A do brata lub siostry możesz napisać list wdzięczności, w którym podziękujesz za wszystko, co było ważne w waszej relacji. W końcu fajnie jest, jeśli kochacie się nie tylko z obowiązku, ale także lubicie i wiecie, że zawsze możecie liczyć na siebie nawzajem.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

https://zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-miedzy-rodzenstwem-w-wieku-doroslym