Archiwa tagu: dzieci

Ja pamiętam czasy PRL-u!

Wpis ten dedykuję ludziom starszym i także młodym.

Starszym by sobie przypomnieli jak żyliśmy w Polsce za czasów PRL-u, a młodszym chcę pokazać jakie to były czasy Waszych Rodziców!

Pamiętam rok 1963, kiedy to z Rodzicami przyjechałam do mojego, małego miasta.

Pamiętam, że Ojciec otrzymał mieszkanie bardzo ładne, bo z dużym przedpokojem i dużą kuchnią, a także z dwoma sporymi  pokojami oraz dużą łazienką.

Niestety, ale to były czasy, kiedy w każdym pokoju stał piec, w którym paliło się węglem, a aby nagrzać wodę do kąpieli trzeba było napalić także w kotle stojącym w łazience.

Aby Mama mogła ugotować obiad, to także rozpalała piecyk na fajerki i dopiero można było coś ciepłego ugotować.

Mieszkaliśmy blisko jednostki wojskowej i my dzieci z podwórka byliśmy wpuszczani do tej jednostki po fanty.

Dostawaliśmy od kucharzy kawę z cukrem w kostkach i wojskowe suchary – ale to była pycha!

Taka była rzeczywistość i z pewnością wielu z Was, to pamięta  i sporo zdjęć poniżej!

Trzeba tu oddać hołd naszym Rodzicom, że dawali radę i przeprowadzili swoje dzieci ku lepszemu i wygodniejszemu  życiu.

Ojciec ponownie dostał mieszkanie już w nowych blokach.

Na tamte czasy to były nowoczesne mieszkania i jak się wszyscy cieszyliśmy, że wszędzie były już kaloryfery, a także kuchenka do gotowania na gaz.

O ile dobrze pamiętam, to za czasów PRL, każdy dorosły musiał pracować, bo inaczej służby sprawdzały zatrudnienie, a niepracującego nazywano „niebieskim ptakiem.

Na rynku nie było za dużo do wyboru i wszystkie rodziny miały prawie tak samo urządzone mieszkania w bardzo podobne sprzęty i akcesoria.

Płace były także jednakowe, bo wg. wykonywanej profesji wszyscy pracujący mieli te same pieniądze.

Wszystkie księgowe miały taką samą stawkę i także np. sprzątaczki i było sprawiedliwie!

Pytanie mam do ludzi nobliwych – jakie są Wasze wspomnienia z tamtych lat?

A teraz coś o dzieciakach z tamtych czasów:

Tekst z netu:

„Jak my to przeżyliśmy?

O urodzonych przed Rokiem Pańskim 1980

Jeśli jako dzieci albo młodzi ludzie żyliście w latach 50-, 60-, 70-tych XX wieku, nie możecie dzis uwierzyć, że w ogóle ten czas mogliście przeżyć!
Dlaczego? A dlatego, że:

-jako dzieci siedzieliśmy w samochodach bez pasów bezpieczeństwa i poduszek powietrznych
-nasze łóżeczka pomalowane były farbami o krzykliwych kolorach, pelnymi kadmu i ołowiu (o rozpuszczalnikach nie wspomnę…)
-buteleczki z lekarstwami i innymi (nie)bezpiecznymi chemikaliami z “Wyborową” na czele dały się bez trudu otworzyć, a ciekawość to przecież cecha dzieci i młodzieży, prawda?
-drzwi i szafki w kuchni i łazience były stałym niebezpieczeństwem dla każdego z nas, zwłaszcza że nikt nie słyszał o zamkach antydziecięcych…
-do jazdy na rowerze nikt w życiu nie wkładał kasku ochronnego (podobnie na nartach albo wrotkach)
-wodę piło się z kranu, a nie hermetycznych butelek i temu podobnych…
-pierwsze samochody budowało się z pudeł albo skrzynek po kartoflach, i podczas jazdy z górki stwierdzało się, że się zapomniało o hamulcach…
-rano wychodziliśmy z domu, by pojść się pobawić, a musieliśmy wrócić wtedy, kiedy zapalały się pierwsze latarnie
-nikt nie wiedział, gdzie nas nosi, bo nikt nie miał przy sobie komórki, a sprawne budki telefoniczne można było policzyc na palcach jednej ręki (zresztą i tak nikt nie nosił grosza przy sobie…)
-człowiek się kaleczył, łamał kości, wybijał zęby i nikt nikogo z tego powodu
nie skarżył do sądu; sami byliśmy sobie winni…
-jedliśmy keksy, czekoladę (też czekoladopodobną), chleb grubo posmarowany masłem, kiełbasę, kartofle, skwarki i Bóg wie jeszcze co – i co? – i nikt nie był przesadnie gruby…
-piliśmy w grupie z jednej butelki i nikt od tego nie umarł…
n-ie mieliśmy: playstation, nintendo, x-box, gier video, 60 programow w telewizji, kaset video, dvd, surround sound, własnego telewizora, komputera, internetu, a mieliśmy świetnych kolegów i koleżanki!
-po prostu wychodziliśmy z domu i spotykaliśmy ich na ulicy, bez telefonowania i umawiania się, bez wiedzy rodzicow (oni nie musieli nas przywozić i odwozić) – jak to było możliwe?
-wymyślaliśmy zabawy z kijem i kamieniem, jedliśmy ziemię, dżdżownice i temu podobne – i co?- przepowiednie też się nie sprawdziły. Robaki nie żyły w naszych żołądkach, a kijami nie wyłupiliśmy rówieśnikom zbyt wielu oczu…
-niektórzy z nas nie byli tak sprytni i przepadali na egzaminach albo
powtarzali klasę i nikt nie zwoływał z tego powodu kryzysowych nauczycielskich narad
-jeździło się autostopem i nikomu nie przyszło do głowy, że coś takiego może się bardzo marnie skończyć…

Ewa i Dawidek (01.09.2003)”

https://www.rodzice.pl/temat/jak-my-to-przezylismy/

 

Obraz może zawierać: napój i tekst

Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i tekst

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: 1 osoba, sypialnia i w budynku

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: deser i jedzenie

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: tekst i jedzenie

Obraz może zawierać: 2 osoby, mem i tekst

Znalezione obrazy dla zapytania telewizor neptun

Reklamy

500+ już traci moc!

Obraz może zawierać: tekst

Ten sztandarowy program 500+ spowodował, że dorwali się do władzy i oto dowiadujemy się, że ten program może spowodować utratę władzy przez PiS!

Jest taka piosenka, że nic nie może wiecznie trwać i być może pusta kasa na 500+ spowoduje, że ludziom zaczną się otwierać oczy, bo nic więcej ludziom nie dali, a popsuli wszystko!

Dziś Kaczyński oskarżył Prezydenta Warszawy – Rafała Trzaskowskiego, że ten kłamie, kiedy ten ogłosił, iż w budżecie brakuje na 500 + do wypłaty w miesiącach – październiku, listopadzie i grudniu.

Nie ma powodu by nie wierzyć Rafałowi Trzaskowskiemu, bo to jest nad wyraz porządny człowiek, a Kaczyńskiemu wierzyć nie wolno, bo to krętacz, który widzi, że się wali, a więc kłamie.

Trzaskowski pyta Kaczyńskiego gdzie są te pieniądze, a odpowiedź jest prosta – u Rydzyka!

Moja Córka pracuje w szkole i jest zniesmaczona tym programem, bo brakiem nad nim kontroli, iż jakże w wielu wypadkach rodzice korzystają z tego 500+, kiedy ich dzieci chodzą w dziurawych spodniach i butach, gdyż 500+ zamieniane jest na alkohol!

Jakaś matka napisała na Facebooku, że żyje z dziećmi bardzo oszczędnie, gdyż 500+ wchłaniają coraz wyższe ceny i wniosek z tego taki, że 500+ już nie czaruje ludzi i to może być widoczne w wyborach do parlamentu!

Wydaje się, że sławetne 500+ chyli się ku upadkowi!

„TRZASKOWSKI PROSTUJE KŁAMSTWA KACZYŃSKIEGO WS. 500+

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zareagował na konferencję prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS atakował Trzaskowskiego ws. programu 500 plus.

  • Trzaskowski prowadzi operację, która zmierza do tego, żeby nie wypłacać 500+. To po prostu zapowiedź tego, co będzie się działo, jeżeli nasi przeciwnicy przejmą władzę, co będzie się działo z tym wielkim programem społecznym, który zrealizowaliśmy i który będziemy w dalszym ciągu kontynuować i rozwijać. Być może to jest w ogóle próba, która ma sprawdzić, w jaki sposób Polacy, polskie rodziny na to reagują – mówił Kaczyński.

Do nagonki na prezydenta Warszawy dołączyła się redakcja Teleexpressu”.

Warszawski ratusz to jedyne miejsce na mapie Polski, gdzie są problemy z wypłatą świadczenia Rodzina 500+”. Okazało się, że w miejskiej kasie brakuje środków. Resort rodziny poinformował, że pieniądze wpłynęły do ratusza, jak co miesiąc – mogliśmy dzisiaj usłyszeć w TVP.

  • Proszę nie kłamać, samorządy popierają i realizują 500+. Dotąd transze na 500+ były zapisane w rocznym planie, ale nie zaktualizowano go po rozszerzeniu programu na 1. dziecko. To jak z 13. emeryturą na 2020 – prezes obiecuje, a w budżecie nie ma. Gdzie są te pieniądze? – odpowiada prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

Paweł Rabiej (wiceprezydent Warszawy): Czyżby rządowi kończyły się pieniądze na 500+, skoro Kaczyński wpada w panikę? Pieniądze na wrześniowe wypłaty przelali dopiero po trzykrotnych monitach i liście Trzaskowskiego  do Morawieckiego. Do końca roku na wypłaty 500+ w Warszawie potrzeba jeszcze ponad 482 mln zł.

Jacek Liberski (dziennikarz, magazyn Liberte„!): Przecież to było do przewidzenia. Problemy z wypłatą 500+ przerzucić na samorządy, bo to ostatnia dziedzina życia, na którą Kaczyński nie ma wpływu. Rozdmuchali oczekiwania, napompowali balon, który przepuszcza powietrze, a za chwilę pęknie.

Reakcje internautów:

„Jarosław Kaczyński, kreowany przez PiS na bohatera narodowego, zbawcę Polski i transcendecję, odważny tylko w asyście. Do debaty nie stanie i nie pokaże wyborcom, jak zwycięża w merytorycznej walce z przeciwnikiem politycznym.Macie 500, głosujcie i o nic nie pytajcie”.

„na 500+ już brakuje, doszła 13 – tka, doszło pierwsze dziecko. Kaczyński stara się zmusić samorządy do pokrycia kosztów. Samorządy tez nie mają, bo muszą pokrywać inne pomysły PiS, już zostali wystarczająco okradzeni przez rząd PiS”.

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

http://polityczek.pl/uncategorised/11729-trzaskowski-prostuje-klamstwa-kaczynskiego-ws-500?fbclid=IwAR1CXmOIiJGqyrh6Ufp3iJBOBRmdEeP-NEiMTMq1YM1A0-kGfHIaZH8tcxo

Chce się wyć!

Znalezione obrazy dla zapytania symon hołowni

Jak to leciało?

Kaczyński grzmi na ostatniej prostej przed wyborami, że wara od polskich dzieci, bo rodzina, to mamusia, tatuś i dziecko!

Skąd ma ten model rodziny, gdy jego bratanica jest w trzecim związku i każde dziecko jest innego tatusia! Taka to jest ta pisowska hipokryzja pana posła szarego, który ma Polaków za durniów.

Kiedy dzisiaj o poranku włączyłam telewizor i usłyszałam, że ten rząd nie będzie wspierał Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży, to zachciało mi się wyć – dosłownie łzy mi płynęły po policzkach, a głos mi się załamał i zabrakło mi oddechu!

Potrzebowałam czasu, aby ochłonąć!

Rozumiecie o co mi chodzi?

Otóż w Polsce rośnie zastraszająco liczba samobójstw wśród dzieciaków i ten telefon jakże często był ostatnią deską ratunkową!

Jakże często ten jedyny tatuś i mamusia tworzą domową patologię i dzieci z takich rodzin są poranione i nie mają znikąd pomocy!

Jakże często są one gnębione w szkołach przez rówieśników za wygląd, za ubiór, za intelekt i orientację seksualną!

Jakże często spada na nich hejt w sieci, z którym nie potrafią sobie poradzić i ty Kaczyński śmiesz ględzić, że wara od polskich dzieci?

To wam w tym rządzie wara od polskich dzieci, którzy zabroniliście w szkołach edukacji seksualnej, bo religia jest ważniejsza.

Młodzi ludzie więc nie mając zielonego pojęcia o seksie płodzą dzieci  w wieku 12 lat.

Wara wam od polskich dzieci, kiedy gwałcą i molestują ich księża, a z waszej strony nie ma żadnej reakcji!

Mogę przeżyć upolitycznienie sądów, prokuratury, policji itd., ale nie jestem w stanie godzić się na rezygnację z młodych ludzi, jakże często zagubionych we współczesnym świecie!

Nie macie prawa takiego, by młody człowiek, wchodzący w dorosłe życie, chorujący na depresję musiał czekać miesiącami na miejsce do psychiatry, czy też do szpitala na leczenie!

Rozwaliliście szpitale psychiatryczne, bo w nich czekają na młodych łóżka na korytarzach i nie ma w nich lekarzy i obsługi, bo na wszystko jest brak kasy!

Co zrobiliście z dziećmi każąc im się uczyć w szkołach do godziny 19, bo przecież taką zrobiliście im reformę szkolnictwa.

Takie przeciążenie młodych ludzi prowadzi do depresji i zaburzeń, ale wy wyjecie – wara od naszych dzieci!

Gdybym na swojej drodze spotkała zagorzałego pisowca, który na nich zagłosuje, to bym mu plunęła prosto pod nogi!

  • Dzwoni dziewczynka na  telefon zaufania i mówi, że ojciec ją molestuje.
  • Dzwoni i mówi, że popełni zaraz samobójstwo, bo nie może tego znieść.
  • Telefon zaufania prowadzi z nią rozmowę, aby jak najdłużej być z nią na linii,
  • a w tym samym czasie namierza się jej telefon i wysyła pod adres karetkę i policję w celu zapobieżenia nieszczęściu i w  wielu przypadkach to się udaje!

I znowu trzeba będzie robić społeczną zbiórkę na funkcjonowanie Telefonu Zaufania o czym pisze Szymon Hołownia!

Wpis Hołowni o obecnej sytuacji w Polsce hitem internetu!

Szymon Hołownia znany jest z akcji charytatywnych, które prowadzi m.in. na swoim facebookowym profilu. Tym razem zorganizował zbiórkę pt. „Rząd nie dał na telefon ratujący nasze dzieci, więc zbierzemy sami”. Nie zabrakło z jego strony mocnych słów pod adresem obecnego rządu. Dlaczego zbieram pieniądze – pyta Facebook? Zbieram, bo trafia mnie szlag. Wspaniała fundacja prowadząca wspaniałą rzecz – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (116 111), działający 7 dni w tygodniu (od 12.00 do 2.00), na który codziennie dzwoni średnio prawie dwadzieścia dzieciaków chcących popełnić samobójstwo (i mnóstwo innych mających problemy z samooceną, akceptacją, agresją w grupie, z rodziną, które – jeśli się nie dodzwonią, nie znajdą pomocy, mogą też pójść w stronę samobójstwa). Ten numer uratował życie setkom z nich (w ciągu dekady – 1538 interwencji w rodzaju: na miejsce jedzie policja i karetka a psycholog z telefonu trzyma dziecko na linii). – zaczął popularny dziennikarz. 

Otóż na ten telefon po raz kolejny nie znalazły się pieniądze w budżecie rządu (a konkretnie MEN). Wniosek konkursowy fundacji został odrzucony, bo zabrakło mu 2,75 pkt, a uzasadnienia są po prostu idiotyczne. I to się dzieje w Polsce, która jest na drugim miejscu w Europie gdy idzie o liczbę samobójstw dzieci. I w której psychiatryczna opieka dzieci i młodzieży na skutek zaniedbań państwa zaraz przestanie istnieć. Na durne grające ławeczki, na wożenie się samolotami do Rzeszowa, objazdowy teatr Poety po kraju, dotacje na kolejne toruńskie deale, i propagandowe kampanie – to mają. Na to, by wesprzeć absolutnie każdego, kto chce (i umie) zrobić cokolwiek, żeby najsłabsi spośród nas – dzieci, nie wytrzymujące tempa, jakie narzuca dziś świat nas, dorosłych – środków brak. – kontynuuje Hołownia.

Dla mnie sprawa jest prosta: wspólnota jest tak silna, jak najsłabszy we wspólnocie. I jeśli państwo, które podobno teraz ma mnóstwo pieniędzy, bo pokonało mafie VAT-owskie i w ogóle jest okres dobrobytu i esktazy, a nie ma na najsłabsze dzieci, to ja bardzo chętnie to państwo wyręczę, bo – z całym szacunkiem – ale wyobrażam sobie Polską politykę bez tych, którzy dziś puchną od władzy, nie wyobrażam zaś sobie Polski bez żadnego z tych dzieciaków, które nie będą mogły się jutro dodzwonić na ten telefon, a pojutrze ich już z nami nie będzie.

Dość jęczenia. Zmieńmy dziś ten chory kraj stawiając rzeczy, które stoją na głowie, znów na nogi. Pokażmy, że możemy. I zacznijmy od tego właśnie. Od naszych dzieciaków. Kto do mnie dołączy? – zakończył.

Źródło: Facebook.com Szymon Hołownia

Znalezione obrazy dla zapytania telefon zaufania

Rodzić po ludzku!

Dla każdej kobiety urodzenie dziecka powinno być wielkim wydarzeniem, a więc także wielkim szczęściem.

Wczoraj dokumentalny program „Czarno na białym” pokazał jakże w wielu przypadkach jest to szok dla kobiety, który będzie kobieta pamiętała do końca życia.

Rodziłam swoje Córki pod koniec lat 70 – tych, a więc w głębokim PRL-u.

Naprawdę nie wspominam tego mile i gdy po porodzie wracałam do domu z dzieckiem byłam tylko  na szczęście w lekkiej depresji!

Pierwszą Córkę rodziłam dość długo i byłam pozostawiona sama sobie w boleściach, a położna tylko powiedziała, że te pierwiastki, to są histeryczki!

Kiedy w końcu urodziłam dziecko zostało automatycznie mi zabrane i nie było tego, abym je przywitała na tym świecie i nawet mi nie pokazano jak wygląda!

Zabrali mi je i dopiero rano podano do karmienia i nawet nikt nie zainteresował się, że moja Córka nie chce podjąć piersi do karmienie! Siedziałam i płakałam.

Nawet mi nie powiedziano, że nakarmili moje dziecko mlekiem innej kobiety!

Drugą Córkę rodziłam w grudniu 1979 roku i była to zima stulecia w Polsce.

Urodziłam ją dużo lżej o godzinie 12.20 i znowu zabrali mi dziecko bez możliwości przywitania się!

Położono mnie pod nieszczelnym oknem w kusej koszulinie, na basenie pod prześcieradłem i tak leżałam obolała i drżąca z zimna do godziny 19 z minutami.

Położne świętowały jakieś imieniny i nie miały czasu, aby przewieźć mnie do ciepłej sali.

Dziecko ponownie dano mi dopiero rano, abym mogła je poznać po wielu godzinach.

Dwa porody i dwie traumy, z których wychodziłam wiele miesięcy po porodzie.

Reasumując, to 40 lat temu czułam się na porodówce jak jakiś intruz, który musi urodzić bez słowa wsparcia i pomocy!

Myślałam, że skoro minęło tyle lat, to kobiety teraz rodzą w dobrych warunkach i czują się zaopiekowane.

To jest ten czas, kiedy mogą skorzystać z USG i innych technologii do bezpiecznego prowadzenia ciąży, kiedy my kobiety PRL-u do końca ciąży nie wiedziałyśmy jaką płeć nosimy w brzuchu i czy dziecko jest zdrowe.

Niestety, ale nadal polskie kobiety rodzące są traktowane jak zło konieczne na porodówkach i mimo specjalistycznego sprzętu są poniewierane, że wychodzą do domu z depresją do tego stopnia, że  nie potrafią po traumie pokochać swojego dziecka!

Dokument „Czarno na białym” obnażył bardzo dokładnie, że od czasów PRL-u niewiele się zmieniło, a może nawet położne jeszcze bardziej schamiały i czytamy:

„Nie drzyj się, tylko przyj!”. Trauma porodu może być przyczyną depresji.

Narodziny dziecka – moment tak samo piękny, jak trudny, nie powinien być okraszony przemocą, wyzwiskami czy krzykiem. Żadna rodząca kobieta nie powinna czuć strachu wobec lekarzy, niepotrzebnego bólu czy uprzedmiotowienia. Niestety wciąż wiele matek z porodówek wychodzi nie tylko z noworodkiem, ale również traumą.

Kolejne standardy opieki okołoporodowej, zmiany w przepisach i nagłaśnianie tych najgorszych przypadków nie wiele zmieniają na polskich porodówkach. Ostatni raport Fundacji Rodzić po Ludzku pozostawia wiele do życzenia względem opieki nad rodzącymi kobietami. Blisko 17 proc. badanych doświadczyło przemocy słownej lub fizycznej, takiej jak krzyki, grożenie, rozkładanie nóg na siłę czy przywiązywanie do łóżka.

1. Poród, o którym chcę zapomnieć

Iwona bardzo źle wspomina opiekę podczas pierwszego porodu. Już na wejście usłyszała, że „pani się za bardzo stresuje, jak się pani tak będzie stresować to nic z tego nie będzie.” W trakcie porodu położna dalej była niemiła, teksty „nie drzyj się, tylko przyj!” padały wielokrotnie.

Jednak to szycie krocza było jej największą traumą.

 

– Do dziś mi słabo, jak sobie przypomnę. Nie dostałam znieczulenia, położne trzymały mnie za nogi, krzyczałam z bólu, wyrywałam się na fotelu i błagałam, żeby przestały. Mówiły do mnie: „Dziewczyno, nie dajesz mi pracować, przestań się rzucać! Muszę cię pozszywać, żeby mąż był zadowolony, potem przyjdzie i będzie miał do nas pretensje!” – wspomina Iwona. – Potem dostałam gaz, poczułam się jeszcze bardziej upodlona. Zdawało mi się, że obserwuję całą sytuację z zaświatów. Słyszałam własne krzyki, wyzwiska lekarki i płacz mojego synka, gdzieś w kąciku do ważenia. Pomyślałam, że umieram – podsumowuje. Wszystkiego doświadczyła w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie.

Kasia rodziła w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Kiedy próbowała przekonać personel, że ma skurcze, usłyszała, że ma się uspokoić, dostała leki na uspokojenie.

– Później nie miałam skurczów partych, nie umiałam urodzić. Akcja się przedłużała, padły słowa: „No Kasia, nie starasz się, my nie mamy całego dnia, myślisz tylko o sobie.” Największym problemem było bagatelizowanie tego, co mówiłam, że nie dam rady, że nie wiem, jak to robić – mówi.

Podczas całego pobytu w szpitalu Kasia usłyszała również komentarz o tym, że nie ma męża, i że fajnie tak sobie zrobić dziecko i odpoczywać w szpitalu.

Marta do Szpitala MSWiA w Warszawie trafiła jeszcze w ciąży. Lekarza zaniepokoiły jej wyniki, więc dostała skierowanie na oddział. Lekarz, który ją badał z obrzydzeniem poinformował ją, że istnieją golarki i on nie wie, jak mogła się tak zapuścić.

Sylwia w związku z silnym lękiem przed porodem leczyła się u psychiatry. Z zaświadczeniem o strachu przed cesarskim cięciem pojawiła się na porodówce. Tam otrzymała pseudonim psychiczna… Przez cały pobyt w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku czuła się wyśmiewana.

Ola usłyszała, że nie potrafi przeć, w ogóle tego nie robi.

– Położna powiedziała, że zaraz uduszę dziecko i je męczę. Tętno spadało, lekarze szeptali między sobą. Zbiegło się jeszcze kilka osób, lekarka przytrzymywała mi brzuch, żeby syn nie cofał się po skurczu. Ostatecznie położna nacięła krocze, mimo że główka nie była na krawędzi. Bolało jak skurczybyk – opowiada.

Agatę do terapii skłonił fakt, że nie potrafiła nawet myśleć o własnym porodzie bez łez:

– Na jego wspomnienie nie mogłam złapać oddechu. To, co wydarzyło się na sali porodowej wpłynęło na moje postrzeganie siebie, czułam, że się zawiodłam. Wiem, że gdyby to był mój pierwszy poród, to miałabym tylko jedno dziecko – wraca do traumatycznych przeżyć Agata.

Iwona po porodzie czuła się jak śmieć, nie potrafiła nawet karmić piersią. Kolejny poród był dużo łatwiejszy, mimo to wszystkie emocje wróciły – zdecydowała się na terapię i dopiero ta pomogła jej znów poczuć się dobrze.

2. Trudny poród przyczyną depresji poporodowej?

Blisko 30 proc. młodych mam dotyka depresja poporodowa. I choć jej przyczyny nie są do końca pewne, to trudny poród jest wymieniany jako jeden z czynników mogących ją powodować. Nie trudno dostrzec związku między poniżającym, pełnym przemocy porodem, a złym stanem psychicznym kobiety, która i tak znajduje się w zupełnie nowej życiowej roli.

Historie opisywane w artykule, są pełne przemocy. Wiele z nich nosi znamiona traumy, jest powodem ogromnego cierpienia młodych matek. Trauma ta jest tym dotkliwsza, bo wydarzyła się w czasie wielkiej wrażliwości i podatności na zranienie. Skutki traumatycznych wydarzeń w tak delikatnym dla kobiecej psychiki okresie, jakim jest sytuacja porodu czy połogu oraz brak wsparcia ze strony personelu i najbliższego otoczenia, mogą wpływać bezpośrednio na matkę – mówi psycholog i psychoterapeuta Magdalena Borkowska.

3. Depresja poporodowa – problem całej rodziny

Warto pamiętać, że depresja poporodowa to poważna choroba. Ma ona wpływ nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Badania nad relacjami potwierdzają, że kiedy występuje depresja, pomocy potrzebują dwie osoby – matka i dziecko. Zły stan psychiczny matki może negatywnie wpłynąć na więź tworzącą się między nią a dzieckiem oraz rozwój młodego człowieka.

 Nie należy zapominać także o wpływie opisywanych traum na dziecko i relację partnerską między rodzicami. Kobiety doznające krzywdy i przemocy ze strony osób, które w założeniu mają się nimi opiekować, są bardziej narażone na wystąpienie objawów depresji poporodowej, a także zespołu stresu pourazowego – tłumaczy Magdalena Borkowska.

4. Poród to nie koniec

Traumatyczne doświadczenia porodowe dają o sobie znać również w domu, kiedy mama z dzieckiem może już odetchnąć od szpitalnej rzeczywistości. Nawet jeśli to, jak została potraktowana, nie skończy się depresją, może mocno wpłynąć na to, jakie będą początki jej macierzyństwa.

– Moment pojawienia się dziecka na świecie, ale i całe wczesne macierzyństwo – szczególnie pierwsze dni z dzieckiem są dla matek chwilą, którą zazwyczaj wyobrażają sobie, jako coś pięknego. Zaniedbania personelu prowadzące do brutalizacji chwili, która miała i mogła być piękną, może spowodować wielkie poczucie straty. Straty tego wymarzonego czasu, którego nie da się przecież powtórzyć – tłumaczy psycholog. – Matka w takiej sytuacji może doświadczać procesu żałoby i potrzebować czasu, aby powrócić do równowagi psychicznej.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie tak dużo czasu musi upłynąć, zanim na polskich porodówkach zmieni się stosunek do rodzących. W żadnym wypadku nie należy traktować matek jako roszczeniowych, bo szacunek do drugiej osoby nie jest czymś, o co powinniśmy walczyć. Szczególnie w tak trudnym i wyjątkowym momencie, jak poród.

Trauma porodu

Rodzeństwo!

Znalezione obrazy dla zapytania skłócone rodzeństwo

Kiedy tworzyłam rodzinę, zresztą w bardzo młodym wieku, to obiecałam sobie, że moje przyszłe dzieci nigdy nie będą traktowane inaczej, bo moje serce mi podpowiadało, że muszę być sprawiedliwą matką.

Przysięgłam sobie, że nigdy nie uderzę swojego dziecka, tak jak czynił to mój ojciec odbijający swoje niepowodzenia życiowe na mnie.

Kiedy urodziłam pierwszą Córkę, to uważałam ją za najpiękniejszą na świecie, bo tak chyba ma każda, świadoma matka.

Tak samo traktowałam swoją drugą – urodzoną trzy lata później.

Wychowywaliśmy nasze dzieci tak, aby żadna z nich nie czuła się gorsza, choć z czasem było tak, iż różniły się od siebie mimo, iż pochodziły z tej samej matki i ojca.

Kiedy rozrabiały i się kłóciły, to najczęściej ich tata latał ze ścierą, aby je uspokoić i pojednać. Taki był groźny!

Minęło już sporo od kiedy się wyprowadziły z rodzinnego domu i mieszkają z dala od siebie, ale ja zawsze proszę, by nie pogubiły się w tych kilometrach i utrzymywały ze sobą kontakt, aby nie się nie stały sobie obce.

Tylko czasami interweniuję, kiedy czuję, że coś jest nie tak, ale staram się robić to bardzo delikatnie i subtelne.

Jako matka i babcia nie wkraczam w życie moich dzieci, bo są mądre i wychowują swoje dzieci nie budząc u mnie żadnych uwag.

Wydaje mi się, że w tej sferze mi się udało i mogę spać spokojnie, a także cieszę się, że udało mi się wychować dzieci w miłości i przyjaźni.

Jestem szczęściarą, ale jakże w wielu domach rodzinach rodzeństwo się nienawidzi i nie chce kompletnie ze sobą utrzymywać kontaktów żadnych.

Nie wyobrażają sobie, by razem spędzić święta, czy też normalnie wyjaśnić sobie różne sprawy.

Jakże często, to ich rodzice doprowadzili do tej nienawiści faworyzując tylko jedno ze swoich dzieci, bo reszta jest mało warta i się zawiedli.

Jakże często rodzice doprowadzają do tej nienawiści nierówno dzieląc swój spadek i odcinają resztę pozbawiając ich praw i prowadzą je na ścieżkę sądową.

Jakie to przykre jest, kiedy własny rodzic nie potrafił w swoim życiu pokochać wszystkie swoje dzieci!

Czytaj felieton więc, a może zrozumiesz dlaczego tak się dzieje, bo może też doświadczyłeś odrzucenia i kłótni w rodzeństwie nie do naprawienia!

Relacje między rodzeństwem w wieku dorosłym.

Podobnie jak zdarzają się szczęśliwe i udane małżeństwa, tak też istnieją zgodne i zgrane rodzeństwa. Tyle tylko, że dla większości z nas to raczej wirtualna rzeczywistość. Nieumiejętność lub niemożność dogadania się zwykle oznacza
jakiś nierozwiązany problem z przeszłości. Ale można przyjrzeć się mu dzisiaj.

Mój brat… właściwie słabo go znam. Pamiętam, że kiedy mama była w ciąży, powiedziałam, że chcę mieć brata albo psa. Urodził się ktoś zupełnie niespełniający moich wyobrażeń, za to w pełni zawłaszczający uwagę rodziców i ich miłość. Dziś kocham go, bo jest moim bratem, ale w sercu nadal wybrzmiewają mi słowa mamy: „Ustąp mu, jest młodszy”.

„Gdyby nie była moją siostrą, pewnie w ogóle byśmy się do siebie nie odzywali”; „Kocham go, ale nie z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więźlubię i ciągle się kłócimy”; „Jest dla mnie ważny, ale jego żona nie pozwala nam się przyjaźnić. Broni do niego dostępu zupełnie jak kiedyś nasza matka” – słyszę od moich pacjentów. Jak widać, w innych relacjach siostrzano-braterskich wcale nie wygląda to różowo.

Lądowanie na planecie rodzina

„To twoja siostra, musicie się kochać”, „Kiedy nas zabraknie, będziecie dla siebie najbliższą rodziną” – jak często od dzieciństwa słyszałaś podobne zdania? To prawda, z rodzeństwem łączy nas najsilniejsza więź – geny. Relacja z bratem czy siostrą jest prymarna (pierwotna, podstawowa, najważniejsza) w stosunku do innych związków, jest też całkiem odmienna od więzi z rodzicami. To jak burza z piorunami – miłość, bliskość, poczucie totalnego zrozumienia przeplatają się z antypatią, złością i rywalizacją. Psychologowie twierdzą, że tak właśnie ma być. Arena siostrzano-braterskich porachunków to cenne źródło nauki dla przyszłych dorosłych. Bezcenne doświadczenie w procesie socjalizacji: możliwość wspólnej zabawy, posiadania świata odmiennego od świata dorosłych, dzielenia tajemnic, trosk i radości, wsparcia i uczenia się od siebie nawzajem.

Jednak to również układ, który dostarcza silnych uczuć: zazdrości, bezradności, żądzy krwi i walki o swoje. Tak czy siak twarda szkoła życia, jaką dostajemy w dziecięcym pokoiku, w dużym stopniu decyduje o tym, kim jesteśmy w dorosłym życiu: o naszym samopoczuciu, zdrowiu i rozwoju, spełnianiu się w relacjach zawodowych, przyjaźni i miłości. Gdyby nie twój brat czy siostra, dziś byłabyś zupełnie innym człowiekiem. Nić historycznej ciągłości, jaką tworzy związek z rodzeństwem, może być ważnym źródłem wsparcia. Jednak czasami trudno w to uwierzyć.

Czy na pewno myślisz samodzielnie?

Magda dziś jest dorosła, ma męża i dzieci, ale jej zazdrość o brata wcale nie zmniejszyła się od czasów dzieciństwa, jedynie wściekłość na rodziców, głównie na matkę, zmieniła obiekt. – Mój brat to idiota, ciągle uczepiony maminej spódnicy. Z byle drobiazgiem dzwoni do niej, a ona świata nie widzi poza ukochanym syneczkiem. Nawet jego syn jest dla niej ważniejszy od moich córeczek, i to mnie najbardziej boli – opowiada.

Kilka tygodni temu Magda miała z bratem kolejną kłótnię. Wygarnęła mu, że przez niego matka nie ma czasu zajmować się jej córkami. Tym razem brat zareagował inaczej niż zwykle. Nie obraził się, nie rzucił słuchawką, tylko spokojnie powiedział: – Pomyśl czasem o tym, że ja mam już dość ingerencji matki w moje życie. Chętnie bym się z tobą zamienił. Do opieki nad synem zatrudniłbym opiekunkę i dzięki temu przestałbym wreszcie słuchać tych wszystkich „mądrych” rad naszej mamusi.

Po tej rozmowie Magda pomyślała, że może ten jej „głupkowaty” brat nie jest taki całkiem do niczego.

Iwona jest wściekła na Izę, swoją siostrę, o to, że ta ciągle absorbuje uwagę schorowanych rodziców. – To absurd, żeby dorosła kobieta dzwoniła do rodziców z najmniejszym katarem. Ojciec wozi ją do lekarzy, mama gotuje jej obiadki. Na dodatek obydwoje oczekują, że ja również będę skakać koło Izuni. Czy ty wiesz, że parę lat temu ojciec kazał mi obiecać, że po ich śmierci zajmę się siostrą? Ja, młodsza od niej o 8 lat – skarży się Iwona. Kiedy w terapii pracowałyśmy nad tym problemem, okazało się, że Iza zaczęła chorować, kiedy urodziła się Iwona. Myślę, że w ten sposób chciała zwrócić na siebie uwagę matki i ojca. Z czyjej winy ten sposób zabiegania o rodziców utrwalił się w jej dorosłym życiu?

Kamila była najmłodszym dzieckiem i na dodatek jedyną dziewczynką spośród trzech braci. W dzieciństwie rozpieszczana przez całą rodzinę jednocześnie została obsadzona w roli opiekunów rodziców. Wiele razy słyszała z ust matki: „Bóg mi cię zesłał na stare lata”. Kamila tuż po skończeniu studiów dostała rodzinny dom. Bracia nie mieli nic przeciwko temu, byli już dorośli, mieli swoje domy, rodziny. Rzadko odwiedzali rodziców, a kiedy któreś z nich chorowało, oczywiste było, że to Kamila się nimi zajmie: załatwi lekarza, wykupi lekarstwa. – Dlaczego i dla kogo jest to takie oczywiste? – pytałam podczas jej pierwszej wizyty. – No wiesz, to z dzieci, które przejmuje rodzinny majątek, ma obowiązek zająć się rodzicami, a poza tym na tych idiotów nie można liczyć – odpowiedziała zdenerwowana. – Czy to twoje zdanie, sprawdziłaś to? A może to opinia twoich rodziców? – spytałam wtedy. Kiedy Kamila przeżyła bolesne rozstanie z mężem, który na dodatek chciał ograbić ją z całego majątku, to właśnie jej najstarszy brat – prawnik – stanął w jej obronie.

Nierozwiązany problem między rodzeństwem

Jeśli twierdzisz, że twój brat czy siostra nie są dla ciebie ważni, wcale ich nie lubisz, nie rozumiesz sposobu, w jaki żyją, nie dogadujesz się z ich partnerami, spotykacie się tylko wtedy, kiedy musicie (najczęściej w obecności rodziców), to często dowodzi właśnie siły waszego związku. Co jest w nim tak ważnego, że musicie trzymać się daleko od siebie? Co dzieje się z twoim „ja”, kiedy jesteś z rodzeństwem? Chęć zerwania siostrzano-braterskich relacji oznacza, że istnieje pomiędzy wami jakiś ważny nierozwiązany problem, który prawdopodobnie ciągnie się od dzieciństwa. Rodzice nie są w stanie pomóc go wam rozwiązać, bo mniej lub bardziej świadomie utrzymują was w rolach, w których obsadzili was przed laty.

Dorosłe kłótnie pomiędzy rodzeństwem często przypominają awantury z dziecięcego pokoiku. Choć jesteście już dorośli i macie swoje rodziny, w waszych sercach drzemią dawne urazy. Najgorsze jest to, że pamiętacie je tak, jak widzieliście je w przeszłości.

Relacje dorosłych

Kiedy przyglądasz się swojemu rodzeństwu, jedyną prawdą o waszych relacjach jest to, co pamiętasz. Brat czy siostra nie mogą się z tobą zgodzić, bo mają własną wersję wydarzeń. Oni także trzymają się osobistej prawdy, by chronić samych siebie. Jednak dziś jesteście już dorośli i w każdym momencie życia możecie nawiązać kontakt na nowo, na dorosłych zasadach. Nie musicie powielać relacyjnych scenariuszy z dziecięcego pokoju. Możecie w pełni świadomie popatrzeć na to, co dziś jest między wami. Jak? Na przykład spróbujcie stworzyć bank miłych wspomnień. Jeśli odłożycie na bok pretensje i urazy, okaże się, że przeżyliście razem sporo fajnych chwil. To całkiem niezła baza do rozpoczęcia nowej relacji, tym razem na dorosłych zasadach. Z kolei raniące doświadczenia możecie opisać osobno, każdy ze swojego punktu widzenia. To pokaże wam, jak zapamiętało je każde z was. Może się okazać, że obydwoje czuliście się pokrzywdzeni. Może dziś jest właśnie ten moment, żeby sobie wybaczyć? Pamiętaj, że wiele bolesnych sytuacji mogło być źle rozwiązanych bądź zlekceważonych przez waszych rodziców.

Dziś nie ma już sensu obwiniać mamy i taty za wszystkie błędy z przeszłości, ale można postawić im granicę. Zacznij od tego, by delikatnie, ale stanowczo powiedzieć im, że nie masz zamiaru dłużej wysłuchiwać ich skarg na brata czy siostrę. A do brata lub siostry możesz napisać list wdzięczności, w którym podziękujesz za wszystko, co było ważne w waszej relacji. W końcu fajnie jest, jeśli kochacie się nie tylko z obowiązku, ale także lubicie i wiecie, że zawsze możecie liczyć na siebie nawzajem.

Ewa Klepacka-Gryz: psycholog, terapeutka, autorka poradników psychologicznych, trener warsztatów rozwojowych dla kobiet.

https://zwierciadlo.pl/psychologia/relacje-miedzy-rodzenstwem-w-wieku-doroslym

Śladami Ojca!

 

Obraz może zawierać: góra, na zewnątrz, przyroda i woda

Ukradłam zdjęcie ze strony mojego Burmistrza i chcę Wam pokazać moje miasto z lotu drona!

Uważam, że mieszkam w pięknym, przyrodniczo miejscu! Jezioro w środku miasta, które kanałami jest połączone jeszcze z dwoma innymi.

A teraz o czym innym!

W moim pokoju komputerowym na ścianie wisi zdjęcie mojego Ojca, kiedy był młodym mężczyzną.

Spojrzałam  dziś na nie i dostałam olśnienia!

Kiedy się urodziłam, to wszyscy stwierdzili, że jestem czysty Ojciec – skóra zdarta wręcz!

Nie zauważałam tego będąc dzieckiem oczywiście, ale kiedy się zrobiłam seniorką, to więcej dostrzegam.

Przystawiłam swoje zdjęcie do zdjęcia Ojca i faktycznie – jestem kalką swojego Ojca.

Te same rysy twarzy, te same oczy i brwi, a także kolor włosów i kształt ust .

Pamiętam jakie Ojciec miał paznokcie i mam identyczne, a więc nie ma to tamto – jestem czysty Ojciec.

Prześledziłam Ojca życiorys i mój jest prawie podobny, bo szłam zawodowo prawie w te same miejsca pracy, a więc także realizowałam się w wojskowości w tych samych budynkach, w których pracował mój Ojciec.

To był bardzo przykry budynek, bo pracowali w nim oficerowie żyjący w strachu, gdyż to były służby specjalne, a ja pracowałam jako pracownik kancelarii.

Praca była strasznie stresująca, a w gabinetach pachniało alkoholem, bo tak się bali oficerowie i parli do kariery wojskowej.

Mój kolega z kancelarii zmarł na zawał serca, a ja się automatycznie zwolniłam, a tak też postąpił mój Ojciec!

Po Ojcu też odziedziczyłam dość słaby, psychicznie charakter, gdyż on też chorował na depresję, choć w tamtych czasach był to nieznajomy termin jednostki chorobowej.

Leżał w psychiatryku, a ja musiałam w życiu skorzystać z psychoterapii, a więc i taki etap nas łączy.

Różnię się jednak od Ojca tym i zdałam sobie sprawę z tego zakładając rodzinę, że nie wolno rodziny krzywdzić i on mnie lał jak mokre żyto, a ja tego nie robiłam, bo wiedziałam jak to boli.

Nie potrafił uratować rodziny, a ja o swoją walczyłam jak lwica i mi się udało!

Mimo fizycznego podobieństwa i prawie takiej samej drogi zawodowej, potrafiłam wyciągnąć wnioski, że rodzina jest najważniejsza, czego nie rozumiał mój Ojciec, bo gdyby rozumiał, to bym go szanowała, a tak miałam okresy, że go nienawidziłam.

Z czasem mu przebaczyłam i kiedy po rozwodzie rodziców sobie nie radził, to umieściłam go w Domu Opieki Społecznej, gdzie przeżył 7 lat, ale z powodu samotności – odebrał sobie  życie.

Wybiegam więc myślami w przyszłość i tak się zastanawiam, co się ze mną stanie, kiedy mój Mąż mnie opuści pierwszy?

Czy dzieci umieszczą mnie w jakimś domu, bo nie będą miały czasu się mną zajmować?

Mój Ojciec żył bardzo krótko, bo miał zaledwie 67 lat, a więc czy i ja powielę to, kiedy stanę się samotna, bezwolna, opuszczona?

Może Mąż mnie przeżyje i jakie to są trudne tematy, kiedy jest bliżej niż dalej!

Jak sobie On poradzi, a może kogoś nowego spotka na stare lata – będę zazdrosna w grobie!

Kilka lat temu w moim bloku stał się dramat.

Starsze małżeństwo, które się nie opuszczało i wszędzie chodzili we dwoje za rękę.

On nagle umiera, a za parę tygodni ona nalewa wodę do wanny i podrzyna sobie gardło, bo podobno w wodzie tak nie boli.

Inne małżeństwo przez ścianę!

Ona umiera nagle, a za parę tygodni umiera on!

Dlaczego życie jesteś tak okrutne!

Na razie jest tak, że:

Carpe diem czyli cieszę się chwilą i skoro na razie nic nie boli i budzę się każdego poranka w miarę zdrowa, to na cholerę się dobijam.

Jednak myślę, że każdego Seniora od czasu do czasu takie refleksje dopadają i nijak od tego uciec!

Moje życie z rodzicami było pokręcone, bo Ojciec bił,a Matka przed śmiercią mnie wydziedziczyła i skierowała roszczenia do Sądu, a nic złego w życiu jej nie zrobiłam!

Moje życie to ciągła walka!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko i niemowlę

Wiekowa matka, żona, babcia, teściowa!

Obraz może zawierać: roślina, tabela i w budynku

Nie lubię w roku miesiąca sierpnia, a tylko dlatego, że mam w sierpniu urodziny!

Chyba nikogo w starszym wieku, to nie cieszy, kiedy z roku na rok robimy się starsi i bliżej nam – niż dalej!

Urodziny mam za trzy dni i najchętniej bym się schowała do jakieś nory, by tylko ich nie obchodzić!

Jednak się nie da, bo bliscy pamiętają i już dziś otrzymałam w prezencie cudnego, niewinnego storczyka!

Muszę się zapoznać jak nim się opiekować, bo to są naprawdę trudne kwiaty do prowadzenia, aby zawsze były piękne i pełne nowych pąków!

Może ktoś podpowie?

Jeśli jesteśmy stosunkowo młodzi, to nie zastanawiamy się i nie martwimy, że jesteśmy o kolejny rok starsi i wydaje się nam, że mamy jeszcze kupę lat do przeżycia.

Inaczej jest, kiedy jesteśmy w wieku seniora, a wówczas w dzień urodzin robimy podsumowanie swojego życia i ja tak mam!

Mam tak, że pamiętam ludzi, którzy mi źle życzyli, albo odepchnęli, ale sobie z tym poradziłam!

Oliwa zawsze na wierzch wypływa i karma wraca!

Tylko mądrością życiową można pokonać ludzi chytrych, zawziętych i nieszczerych!

Sumuje się swoje życie i drąży, oraz analizuje, bo co nam w życiu wyszło, a gdzie spotkała nas totalna klęska, z którą sobie lepiej lub gorzej poradziliśmy.

Włączają się automatycznie wspomnienia niestety!

Sięgam więc do albumów ze zdjęciami i analizuję każde ze zdjęć,  na których zapisana była młodość i dość dobre życie.

Z biegiem dni – z biegiem lat wsłuchuję się w mój organizm i każdy ból sprawia, że oto odzywa się choroba, a może nawet rak!

Moja Mama dostała boleści w ciągu paru minut i w szpitalu okazało się, że ma raka, a więc uwrażliwiłam się , że może spotkać mnie to samo!

Póki co zdrowie jako tako dopisuje, choć mogłoby być lepiej!

Mieszkam z Mężem od 60 lat w tym samym miasteczku, pełnym zieleni i ścieżek spacerowych, gdzie jest spokój i cisza, a w środku miasta znajduje się  przepiękne jezioro.

Dla młodych ludzi to jest nuda, ale dla starszych, to raj na ziemi!

Jakże często robię zdjęcia i wstawiam na bloga i mojego fan – page!

Nie nudzę się jako emerytka!

Jedyne co mnie martwi, to to, że Polską rządzi grupa przestępcza, która w tej dumnej Polsce zepsuła wszystko, a tak bym chciała, by moje Wnuki żyły w mądrej Polsce!

Dzieci i Wnuki  są zdrowe i są szczęśliwe, a więc mimo upływu lat i ja staram się być szczęśliwa i cieszę się z małych rzeczy, drobnostek, z Męża a także nabywam nowej filozofii życia, co sprawia, że jestem mądrzejsza niż kiedy byłam młoda!

 

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Współcześni, zagubieni rodzice!

Za chwilę kończą się wakacje i moje Wnuki rozpoczną nowy rok szkolny – jak ten czas leci!

Były na obozach harcerskich w lesie i to ja babcia chyba bardziej się o nie bałam niż ich rodzice.

Kiedy się człowiek naczyta, o pedofilach, zagrożeniach różnych jak np. wichura w lesie, to się o te Wnuki trzęsie.

Jako, że więcej siedzę w sieci niż moje dzieci, to mam szersze spojrzenie na to, co może grozić dzieciakom oderwanych na jakiś czas od rodziny.

Naprawdę się trzęsłam, aby nic złego ich nie spotkało!

Na szczęście wróciły całe i szczęśliwe i za chwilę wrócą do  szkoły,  a ja chyba niepotrzebnie tworzę w swojej głowie demony i drżę, aby żaden wyjazd nie sprawił jakiegoś nieszczęścia.

Pamiętam czasy, gdy z kluczem na szyi biegałam po podwórku i nic złego się nie wydarzyło, ale może to było kiedyś, a teraz jest inaczej!

Przeczytałam w sieci bardzo ciekawy artykuł, który definiuje wychowanie dzieci, kiedy rodzice chcą im zapewnić wszystko, co najlepsze i to ze szkodą dla potomstwa, które robi się z każdym rokiem coraz bardziej bezradne.

Takim wychowaniem rodzice robią wielką szkodę swoim dzieciom i zdaje się, że i ja wychowana na podwórku się do tego przyłączam!

Media robią swoje!

I czytamy!:

Pokolenie płatków śniegu!

Wychowujemy coraz mniejszą liczbę coraz bardziej doinwestowanych dzieci. Nadopiekuńczość i zapobiegliwość rodziców drugiej połowy lat 90. stworzyła generację niesamodzielnych, bojaźliwych młodych ludzi, którzy nie radzą sobie z wyzwaniami dnia codziennego

„Jesteśmy nadopiekuńczy i rozpieszczamy nasze dzieci. To właśnie przez to wychowujemy pokolenie bojaźliwych, wątpiących we własne możliwości płatków śniegu” – mówi prof. Jonathan Haidt z Uniwersytetu Nowojorskiego, współautor książki The Coddling of American Mind (Rozpieszczanie amerykańskiego umysłu), z wymownym podtytułem Jak dobre intencje i złe pomysły przygotowują generację porażki.

Określenie snowflakes odnosi się do osób o słabej kondycji psychicznej, które zbyt emocjonalnie reagują na otaczające ich środowisko, np. zmiany polityczne lub sytuację społeczną.

„W poprzednich pokoleniach rodzice rozumieli, że ich »pracą« jest jak najszybsze pozbycie się tej »pracy«, czyli przygotowanie dzieci do opuszczenia domu i samodzielności” – mówi prof. Haidt w wywiadzie dla Studia 10. „Wygląda na to, że teraz rodzice szukają dla siebie stałego zatrudnienia” – dodaje.

Największe zmiany w mentalności młodych Amerykanów zauważono w 2014 r. To właśnie wtedy pierwsi przedstawiciele tzw. generacji Z pojawili się na amerykańskich kampusach. Studenci nagle stali się pełni obaw – prosili o ostrzeżenia przed „niebezpiecznymi” treściami oraz o tworzenie bezpiecznych stref.

Profesor Haidt wyjaśnia, że bezpośrednią przyczyną tego stanu rzeczy było pojawienie się mediów społecznościowych. „Między 2009 a 2011 r. życie społeczne nastolatków zmienia się z interakcji bezpośrednich na kontakty wirtualne. W 2012 r. wszyscy są już online. Niedługo później, szczególnie wśród dziewczynek, liczba przypadków depresji, stanów lękowych i samookaleczeń gwałtownie rośnie” – tłumaczy.

Przyciągająca siła porównania

Media społecznościowe dostarczają nie tylko nowych sposobów komunikacji, ale pozwalają śledzić celebrytów, gwiazdy i internetowych influencerów, którzy dają przykład doskonałego wyglądu i stylu życia. Z drugiej strony, w internecie aż roi się od hejterów i agresywnych komentatorów. Nagle okazuje się, że w nowym pokoleniu to słowa ranią bardziej niż akty fizycznej przemocy.

Profesor Haidt zwraca uwagę, że problem z nadmiernym porównywaniem się do wirtualnych wzorców znacznie częściej dotyka dziewczynek. Chłopcy chętniej grają w gry komputerowe i wpływ social mediów jest u nich mniej widoczny.

Nadopiekuńczy rodzice zapewniają dzieciom doskonałe środowisko – pozbawiają ich możliwości odniesienia porażki, zapewniają o wyjątkowości i klepią po plecach, nieważne, czy im się udało, czy nie. Dlatego młode pokolenie nie jest przyzwyczajone do jakiegokolwiek krytycyzmu.

„Stopniowo wzmacniamy poczucie własnej wartości u naszych dzieci, co samo w sobie jest okropnym pomysłem. Zamiast sztucznie pompować ich wysoką samoocenę, powinniśmy dać im narzędzia i umiejętności, dzięki którym same zdobędą szacunek u innych” – zaznacza Haidt.

Młode osoby, które opuszczają bezpieczną i przyjazną strefę, pierwsze co napotykają w prawdziwym świecie to niedoścignione wzorce i agresywne ataki. I nie są na to gotowe.

Pułapka dziecięcych potrzeb

Współcześni rodzice dostarczają swoim pociechom wszystkiego, czego one potrzebują. A czasem nawet więcej. Towarzyszą dzieciom przez cały czas, chroniąc je i zabezpieczając przed całym złem tego świata.

W 2011 r. stworzono nawet nowe pojęcie opisujące taki model wychowania. Jak pisze Kate Byless w serwisie Parents.com, „helikopterowi rodzice” (helicopter parents) przedkładają potrzeby dzieci ponad wszystko inne i często wyręczają je w czynnościach, które mogłyby wykonać same.

Helikopterowi rodzice przez cały czas podążają za dzieckiem, organizują mu czas i bawią się z nim, bez przerwy instruując, co ma ono robić. Nie zostawiają swoim pociechom nawet chwili „sam na sam ze sobą”.

„Rodzice nie rozumieją, że dzieci potrzebują stresu, potrzebują frustracji” – mówi Haidt. „Nie chodzi o długotrwałe, chroniczne napięcie, a o wiele małych, pojedynczych stresowych sytuacji” – dodaje.

Naukowiec proponuje schemat, dzięki któremu dzieci mogą nabyć odporność na codzienne komplikacje. „Wyzwanie, porażka, regeneracja, wnioski. Wyzwanie, porażka, regeneracja, wnioski – i właśnie wtedy uczymy się, jak w końcu osiągnąć sukces” – podkreśla.

Cały szkopuł polega na tym, by pozwolić dzieciom uczyć się na własnych doświadczeniach, a nie tylko podążać za bezpośrednimi instrukcjami rodziców. Jeśli tego zabraknie, nastolatkowie wkraczający w dorosłość nie będą gotowi na wyzwania prawdziwego świata. Pierwsze poważne kłopoty zaczynają się tuż po opuszczeniu rodzinnego domu, gdy trafiają na studia.

Zostawić dzieci w spokoju

Każdy współczesny rodzic traktuje bezpieczeństwo i szczęście swoich dzieci jako priorytet. W poprzednich pokoleniach, sześcio- czy siedmiolatki bawiące się w parku i grające w piłkę na ulicy stanowiły normalny widok nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale we wszystkich rozwiniętych krajach Zachodu.

Teraz pozostawienie dziecka bez opieki jest uznawane za przykład skrajnej nieodpowiedzialności i może być penalizowane. We wszystkich mediach pojawiają się informacje o przestępstwach, morderstwach i porwaniach, dlatego rodzice ze strachu nie chcą pozwolić dzieciom na samodzielność.

„To prawda, ludzie stają się czasem ofiarami morderstw. Ale to zdarza się bardzo rzadko. Z drugiej strony, dzieci masowo popełniają samobójstwa i to zjawisko jest znacznie częstsze. To do nas, rodziców, należy decyzja, które ryzyko jesteśmy skłonni na siebie przyjąć” – zauważa prof. Haidt.

Słowa psychologa potwierdzają statystyki. Raport opublikowany w 2015 r. przez JAMA Pediatrics wskazał, że 1,12 mln dzieci i nastolatków wykazuje skłonności lub zachowania samobójcze. W Polsce samobójstwa są drugą – po wypadkach – najczęstszą przyczyną śmierci wśród dzieci i nastolatków.

Jeszcze pokolenie milenialsów pamięta, że momentem rozpoczęcia samodzielnej zabawy było ukończenie siedmiu lat. Ten próg znacząco się podwyższył i obecnie rodzice nie wypuszczają dzieci z domu przez dodatkowe trzy lata.

Profesor Haidt twierdzi, że „brak pozwolenia na samodzielną zabawę ośmiolatków i starszych dzieci powinien być traktowany jak niezamierzone, nieświadome znęcanie się nad nimi”. Wydłużanie wieku, w którym dziecko potrzebuje stałej opieki, sztucznie wydłuża dzieciństwo i infantylizuje młodych dorosłych. W dodatku osoby wychowane przez nadopiekuńczych rodziców, powielą schemat nadmiernego rozpieszczania dzieci we własnych rodzinach w przyszłości.

„Musimy przerwać to błędne koło. W Stanach Zjednoczonych fala przestępstw została znacząco obniżona, a jednak wciąż wychowuje się dzieci w przekonaniu, że świat jest bardzo niebezpieczny. To poczucie trwałego lęku sprawia, że kortyzol jest na wysokim poziomie, co działa destrukcyjnie na młode umysły” – podkreśla naukowiec.

Kolejne pokolenia w jeszcze większym stopniu będą borykały się z depresją, stanami lękowymi i całą masą innych dolegliwości psychicznych.

Odwrócić niepożądany proces

Na szczęście dla rodziców, którzy rozpoznają u swoich dzieci objawy typowe dla „płatków śniegu” i nadwrażliwość na codzienne fluktuacje, jest jeszcze szansa na odwrócenie tego procesu.

Jako że dużą rolę w pojawieniu się problemów z przystosowaniem się nastolatków odgrywają media społecznościowe, warto zadbać o to, by najmłodsze dzieci nie miały szansy zderzenia z wirtualną rzeczywistością.

„Po pierwsze, trzeba ustalić godzinę, po której dziecko przestaje korzystać z urządzeń elektronicznych. Nikt nie musi odpisywać na wiadomości czy sprawdzać profili społecznościowych w nocy” – proponuje profesor.

„Po drugie, możliwość aktywnego korzystania z social mediów powinny mieć nastolatki powyżej 14 lat. Dla młodszych dzieci jest na to za wcześnie. Po trzecie, trzeba ustalić z dzieckiem tygodniowy limit czasu, podczas którego może korzystać z dobrodziejstw najnowszej techniki” – wylicza.

Haidt zaznacza również, że istotną rolę w wychowaniu niezależnych młodych ludzi mają kary, które następują od razu po zachowaniu, którego chcemy oduczyć. Nie chodzi mu bynajmniej o przemoc fizyczną, a o drobne upomnienia i wyciąganie konsekwencji tuż po niepożądanym czynie.

Problem społeczeństwa „doinwestowanych dzieci”

Opisywane przez prof. Haidta zjawiska kiedyś odnosiły się głównie do potomków klasy średniej, w której dobro dziecka stanowiło najwyższy priorytet. Teraz ta nadopiekuńczość dotyczy już każdej grupy społecznej i ekonomicznej, również w Polsce.

Już w 2001 r. naukowcy Lippitz i Heike zauważyli, że „dobro dziecka stało się nadrzędnym celem rodziny, a obowiązki rodziców wobec niego zaczęły górować nad prawami”. W rezultacie otrzymaliśmy społeczeństwo „doinwestowanych” i dobrze wykształconych dzieci, którzy nie radzą sobie w realiach szarej codzienności.

Ilość czasu, pieniędzy i uwagi, jakie poświęcamy pociechom, powoduje, że rodzice inwestują coraz więcej w coraz mniejszą liczbę dzieci i nie zauważają zagrożeń płynących z nadopiekuńczości.

Ta tendencja stawia nowe wyzwania nie tylko przed uczelniami i pracodawcami, ale również przed systemem opieki zdrowotnej. Już teraz zapotrzebowanie na pomoc psychiatryczną i psychologiczną rośnie z roku na rok i nic nie wskazuje na to, by ten trend można było szybko zahamować lub odwrócić.

Jak podaje Forum Przeciw Depresji, w Polsce na kliniczną postać depresji może cierpieć nawet do 20 proc. nastolatków. Jednocześnie aż 30–70 proc. dzieci z depresją spełnia również kryteria diagnostyczne zaburzeń lękowych.

Profesor Haidt ostrzega, że kolejne pokolenia będą jeszcze bardziej narażone na destrukcyjne działanie zewnętrznych czynników właśnie ze względu na nadmierną troskę ich rodziców.

Źródła: The Coddling of American Mind, YouTube, Parents.com, Forum Przeciw Depresji, Dziecko jako inwestycja współczesnych rodziców z klasy średniej

Kochani wyszłam na spacer, by odreagować współczesną politykę i zrobiłam kilka zdjęć, by Wam pokazać w jak cudnym miejscu mieszkam.

Wszędzie jest zielono, cicho, spokojnie, a była to godzina 20.00

Zapraszam na spacer.

Obraz może zawierać: drzewo, dom, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, chmura, roślina, dom, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, boisko do koszykówki, niebo, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, drzewo, roślina, buty i na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: niebo, roślina, drzewo, trawa, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, trawa, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura, na zewnątrz, przyroda i woda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, trawa, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, dom, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, dom, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, chmura i na zewnątrz

Popełnione błędy!

Kiedy miałam dość swojego ojca, który jak to się potocznie mówi – pił i bił, to jak najszybciej chciałam zwiać z  rodzinnego domu.

Poznałam chłopka, w którym od pierwszego wejrzenia się zakochałam i wymyśliłam sobie, że się z nim zestarzeję i będziemy żyli długo i szczęśliwie.

Już w wieku nastolatki byłam romantyczką i wierzyłam, że mi się uda stworzyć modelowe małżeństwo i rodzinę.

Nie chciałam żyć w kłamstwie rodzinnym i dlatego dążyłam do tego, aby mi się udało być szczęśliwą i kochaną.

Pobraliśmy się, a ja urodziłam pierwsze dziecko, kiedy mąż był dwa lata w wojsku.

Sama więc wychowywałam dziecko przy pomocy mojej matki i czekałam cierpliwie na powrót męża na łono domowego ogniska.

Wychowywałam dziecko i biegałam do roboty, aby zarobić na potrzebne rzeczy dla swojej córeczki.

Nie było lekko, ale starałam się, gdyż zależało mi, aby dziecku niczego nie brakowało na tamte, chude czasy.

Po trzech latach pojawiła się druga córka i doszły więc nowe obowiązki, ale ja zawsze chciałam mieć dwoje dzieci, bo zawsze twierdziłam, że w razie co – mam swoje dwie ręce i będę miała jak je ochronić.

Nigdy o tym nie pisałam, ale kiedy moja starsza córka szła do komunii, to w tym dniu dowiedziałam się, że mąż będzie miał dziecko z inną kobietą!

Kobietą, która w swoim życiu nie przepracowała ani jednego dnia, a każde dziecko pochodziło z innego związku!

Miała ich czwórkę i tak zagięła parol, że mój mąż się dał uwieść jak to młody byczek.

Mój świat runął!

Nie wytrzymałam tego, że tak kochając zostałam zdradzona!

Wzięłam za dużo tabletek, bo chciałam odejść i nie myślałam w tamtym momencie o moich dzieciach.

Rodzina się wypięła i nawet nie próbowała mnie ratować.

Nabrali wody w usta i zostawili mnie samą z wielką, moją tragedią!

Mój anioł czuwał i lekarze mnie uratowali, a kiedy doszłam jako, tako do siebie, to kazałam mężowi wybierać, bo albo ja i dzieci, albo ona.

Został przy mnie i tak jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Poszłam kiedyś to niej i spytałam dlaczego mi to zrobiła, a ona, że się zakochała i było jej wszystko jedno, czy rozbije moją rodzinę!

Tamte przeżycia tkwią we mnie przez ponad 30 lat i choć staram się o tym nie mówić, nie rozdrapywać, to wryły się tak mocno, że od czasu do czasu demony mnie atakują w cichości mojej duszy.

Nikt o tym nie wie, bo nawet mąż, gdyż nie wracam  do tamtego czasu, ale ja mam w sobie wciąż ten ból, to odrzucenie i poniżenie tylko za to, że kochałam i kocham za bardzo.

Kiedy tylko spotkałam jakiś rodzaj sztuki nazwany przeze mnie – tylko w dwoje, które mam do dzisiaj, to mi przypomina jak cholernie pragnęłam miłości! – zdjęcia poniżej!

Udało się nam to wszystko posklejać, choć minęły lata i teraz kiedy mąż do mnie mówi, że szkoda, iż nie miał takiego rozumu jak teraz, to by się to zło nigdy nie wydarzyło.

Jesteśmy teraz tacy, że się cholernie kochamy i żadne z nas nie umie żyć bez siebie.

Jesteśmy małżeństwem,  przyjaciółmi i wspieramy się na każdym kroku i tamte wypadki sprawiły, że rozumiemy się bez słów.

Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy nie byłam.

Ta smutna historia zakończyła się happy – endem!

Tylko, teraz jest tak, że boję się kto, kogo zostawi i odejdzie pierwszy!

Piotr piszesz bloga o zdradach i proszę Ciebie – przestań zdradzać swoją żonę!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.