Archiwa tagu: dziecko

Stop pedofilii!

 

Znalezione obrazy dla zapytania ksiądz pedofil

Pewien mężczyzna poturbował się mocno w wypadku samochodowym, tak, że stracił władzę w nogach i w konsekwencji usiadł na wózku inwalidzkim.

Jego troskliwa żona bardzo się martwiła o stan zdrowia swojego męża i zapewniła mu po jego wyjściu ze szpitala, troskliwą opiekę na czas, kiedy musiała iść do pracy.

Po domu ich krzątała się więc gosposia, a także przychodziła młoda masażystka, która w konsekwencji przywróciła mężczyźnie władzę w nogach i to był jej sukces zawodowy.

Jednak żonie coś podpadło, bo uważała, że mąż może ją zdradzać, z którąś z tych kobiet i zamówiła detektywa, który w ich domu założył kamery i całe mieszkanie było na podglądzie.

Dwie obce kobiety ten mężczyzna wziął na litość i obie spełniały jego seksualne zachcianki, a kamera nagrała, że mąż udawał inwalidę tylko przed żoną, gdyż taki układ z dwoma kochankami bardzo mu odpowiadał i czerpał udawaniem inwalidy dla siebie korzyści.

Oczywiście sprawa się wydała i żona pogoniła potwora ze swojego życia, ale długo nie mogła się podnieść z depresji i ta sytuacja zmarnowała jej życie.

Tak samo jest w kościele katolickim, że panowie udają księży i przebierają się w te swoje sukienki, głosząc fałszywą miłość do Boga, bo też czerpią z tego ogromne korzyści.

To jest oszustwo zakrojone na światową skalę i tylko ślepi wierzą w te ich gadki o Bogu i w ten sposób omamiają ludzi fałszywą wiarą.

Papież Franciszek pojechał do Irlandii, gdzie kwitła pedofilia i zakonnice zabijały dzieci, wrzucając je do szamba.

Na całym świecie księża gwałcą dzieci i Watykan doskonale o tym wie, ale ukrywają te draństwa, bo studnia z kasą by im wyschła, a wierni by odchodzili z kościoła.

Oglądałam dzisiaj dokument jak to we Włoszech otwarto szkołę dla dzieci głuchoniemych i było tam 400 małych dzieci i z 30 księży tam zatrudnionych – gwałciło 25!

Te biedne dzieci pokrzywdzone przez los, a także wykorzystane nie miały komu się nawet pożalić, bo były głuchonieme, a ich rodzice oddając je w ręce księży mieli nadzieję i wierzyli w to głęboko, że oddają swoje dzieci w dobre ręce!

W dokumencie pokazano kilku już dorosłych, którzy językiem migowym opowiedzieli, iż byli gwałceni w wieku 6 lat!

Obejrzałam też film fabularny pt. „Gniew”, w którym pokazano jak wykorzystywanie i molestowanie wpłynęło na życie pewnego człowieka.

Było w nim tyle gniewu w życiu dorosłym, że nie potrafił żyć normalnie i wszystko palił za sobą, bo nawet nie umiał wejść w normalny związek z kobietą. Matka jego nigdy nie uwierzyła, że został tak strasznie skrzywdzony i został z tym wszystkim sam, a więc latami walczył z depresją i samotnością.

Podobno Polska w świecie jest znana z tego, że mieliśmy polskiego Papieża, ale tylko nieliczni mówią o tym, że Jan Paweł II wiedział o procederze pedofilii w kościele, ale nic z tym nie zrobił.

Potem był Papież Benedykt, którego sprawa przerosła i wycofał się tylnym drzwiami ze swojej funkcji i zdezerterował.

Gwałciciele w sutannach nie trafiają przed wymiar sprawiedliwości, a co najwyżej są przenoszeni z parafii, do innej parafii, gdzie też mają styczność z dziećmi i proceder dalej jest uprawiany.

Trzeba głośno krzyczeć na cały świat, że dziecko to jest istota, która nigdy nie powinna być skrzywdzona przez dorosłego, spoconego, napalonego księdza, a polityk Marek Migalski napisał:

Pedofilia wsród księży świadczy o tym, że oni nie wierzą w Boga. Przecież gdyby wierzyli w istnienie piekła wiecznego, nigdy nie zdobyli się na taki czyn.

Jak się cieszę, że świadomość ludzka się zmienia i dziś przy kościołach, na płotach ludzie wieszali dziecięce buciki na znak protestu wobec pedofilli w kościele.

Kościół musi z tym zrobić porządek, bo wierni się budzą i już się nie boją i nie chcą milczeć!

Te potwory w sutannach nie zdają sobie z tego sprawy, że ludzie mający już po 60 lat każdej nocy budzą się spoceni, bo śnią koszmary z dzieciństwa!

Chcę jednak napisać, że nie wszyscy księża są pedofilami i chwała im za dobrą robotę w różnych dziedzianach – w społecznościach.

Znalezione obrazy dla zapytania buciki dzieci w kościołach

Reklamy

Rodzić po ludzku, czy to tak wiele?

Poród dla każdej kobiety jest wielkim szczęściem, mimo bólu, gdyż oto nadeszła długo oczekiwana chwila powołania swojego dziecka na świat.  Każda kobieta inaczej to przechodzi i jedne kobiety rodzą szybko i bez powikłań, a drugie męczą się godzinami na salach porodowych jeśli oczywiście chcą rodzić siłami natury.

Jest wiele takich przypadków, że lekarz pilotujący poród decyduje o cesarskim cięciu i dobrze, że współczesna medycyna ma inne rozwiązanie niż za czasów słusznie minionych, kiedy to kobiety przeważnie rodziły siłami natury.

Poród dla kobiety nie powinien jednak być dla niej traumą, po której trudno się jej pozbierać. Czasami, a może często kobiety na porodówkach są bardzo źle taktowane i to się zdarza dużo za często.

Niektóre milczą na temat złego traktowania i jeśli urodzą zdrowe dziecko, to po paru dobach wypisane ze szpitala z dzieckiem – zapominają, albo nie chcą tego rozdrapywać. Wolą oddać się całkowicie swojemu dziecka i znikają ze swoimi złymi wspomnieniami tak ja ja, ale o tym za chwilę!

Od kilku dni media trąbią o rodzącej kobiecie w Starachowicach, która między łóżkami – na podłodze rodziła swoje martwe dziecko. Nikt z personelu jej nie pomógł, choć na oddziale położniczym nie było ważniejszych do ogarnięcia porodów. Pielęgniarki, salowe, a następnie przywołana lekarka nie udzieliły jej żadnej pomocy.

Co jest ważniejszego dla personelu, który bierze pieniądze za swoją pracę, oprócz ratowania ludzkiego życia?

Co robiły w tym czasie, kiedy ta biedna kobieta wiła się w bólach przez 5 godzin?

Dlaczego nikt nie zareagował na prośby jej męża, że dzieje się coś strasznego, a jego żona jak pies rodzi w cywilizowanym zdawałoby się szpitalu?

Dramat nie do opisania i zrozumienia, że w XXI wieku dzieją się tak dantejskie sceny.

Dziś w mediach była konferencja, na której Dyrektor Szpitala gorzko się tłumaczył i obwieścił, że zwolnił na pysk ileś tam osób, ale co z tego, skoro kobieta tej traumy nie wymaże ze swojej pamięci do końca życia.

Szkoda, że jej mąż nie zrobił drastycznych fotek, kiedy jego żona wiła się z bólu na szpitalnej podłodze, ale mam nadzieję, że ktoś im pomoże uzyskać wysokie odszkodowanie jako zadośćuczynienie za pogwałcenie człowieczeństwa w polskim szpitalu, który głosi rodzenie bez bólu.

Tak mnie na historia wstrząsnęła i automatycznie włączyły mi się wspomnienia z mojego porodu drugiego dziecka, a było to tak:

12 grudnia 1979 r.
O godzinie 12.20 urodziłam moją drugą Córeczkę.
Dziecko zostało mi zabrane, a mnie pozostawiono na sali pod nieszczelnym oknem.
To była ostra zimna, a mnie przykrytą tylko prześcieradłem
i trzymano do godziny 19 na jakimś metalowym garnku. 
Kiedy pytałam dlaczego tak długo muszę leżeć na tej sali i czy z dzieckiem jest wszystko w porządku – usłyszałam tylko, że zaraz, zaraz i mam być cicho!
Pielęgniarki miały jakieś imieniny i nie miał kto przygotować dla mnie łóżka. Dlatego trzymano mnie tak długo pod zimnym oknem w kusej koszulinie, a ja zmarzłam jak pies w budzie podczas ostrej zimy!
Dlatego bardzo rozumiem tę kobietę, którą potraktowano jak psa w szpitalu w Starachowicach.
Nie dość, że jej dziecko było martwe, to jeszcze spotkała ją taka znieczulica.
Na porodówkach chyba najbardziej ta znieczulica się objawia i to kobieta, kobiecie szykuje taki los!

Kurtyna! Tak było, tak jest i tak będzie – twierdzę, bo kobieta jest gorszym gatunkiem od wieków!

I tu zadam jeszcze pytanie, czy w polskich szpitalach na każdym szczeblu już panuje klauzula sumienia i ci w Starachowicach bali się odpowiedzialności za martwy płód tej kobiety?

Uczucia dziecka podzieliły ludzi w sieci!

Kiedy zobaczyłam na FB taką karteczkę zapisaną dziecięcym, koślawym pismem i ten banknot, to uśmiechnęłam się pod nosem.

Pomyślałam sobie, że dziecko chcąc zrobić prezent dla  ukochanej babci – otworzyło swoją skarbonkę i postanowiło pieniążkiem obdarować  babcię.

Pomyślałam sobie, że może rodzice w domu mówią, że babcia ma zbyt niską emeryturę, a dziecko to słyszy. Postanowiło więc ulżyć jej w życiu i nie znając wartości tego pieniążka chciało ją wspomóc finansowo.

Ani mi przez myśl nie przeszło, że to zły i niewychowawczy sposób obdarowywania się i to, że dziecko wychowane zostało na materialistę.

Wierzę w szczerość dziecka i wierzę w jego dobre intencje i to, że dziecko przepada za swoją Babunią.

Ale, ale, ale!

Ta karteczka wzbudziła wielkie emocje w sieci i podzieliła ludzi, jak zwykle na dwa obozy.

Jedni pisali, że: Super, cudnie, wspaniale, rozczulająco, a drudzy, że tak jak pisałam wyżej!

Zastanawiam się ile złej woli jest w ludziach, gdy wszędzie doszukują się drugiego dna, bo przecież dziecko w tym świecie też jest nieszczere, kłamliwe, wyrachowane i trzeba wylać nie nie kubeł, zimnej wody.

Zgroza!

 

Edyta  Coś mi się wydaje, że dzieciak chciał uczynić przytyk w kierunku tych 20stu zlotych… Pewnie tyle dostaje od babci… Ale mam nadzieje, ze sie myle

Kinga  Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Zły pomysł na prezent, czy dla babci, czy dla dziecka.

 

Dorota Jak babcia wyraża miłość do wnuczka tak wnuczek się odpłaca… Szkoda, że nie każda babcia zdaje sobie sprawę, że nie o pieniądz tu chodzi. Pierwsze zdanie w zupełności by wystarczyło, ale cóż jak babcia nauczyła tak ma… Moim zdaniem smutne

 

Ewa Nie sądziłam ,że moja wnusia tą laurką dla mnie poruszy tylu ludzi i wzbudzi tyle różnych emocji 🙂 Nie szukajcie drugiego dna, bo go nie ma 🙂

Anna  Te 20zl to dla dziecka baaardzo dużo! Lepiej by było gdyby to była laurka ale dzieci biorą przykład z dorosłych. Babcia dawała kaskę, dziecko daje kaskę. Rola rodziców żeby wytłumaczyć sytuację. Na miejscu babci kupiłabym dziecku farby i poprosiła o rysunek.

Kobieto poroniłaś? Poznaj swoje prawa!

Hipokryzja wielkości Himalajów!

Rozgorzała znowu awantura światopoglądowa w Polsce w temacie aborcja i in vitro.

Po raz kolejny temat jest w mediach i na ustach tysięcy kobiet, ale także mężczyzn i to w wieku znacznie starszym i kościoła.

Duchowni i politycy PiS chcą wpływać na decyzję kobiety, bo życie zaczyna się wg. nich od chwili połączenia się dwóch komórek.

Jeśli życie zaczyna się od tej chwili, to dlaczego poronione płody wrzuca się do ścieków, albo niehumanitarnie utylizuje?

Dlaczego kobieta po poronieniu nie jest informowana, że ma prawo do pochówku poronionego płodu? Nie zostaje informowana, bo trzeba wypisać akt zgonu i trzeba wskazać miejsce pochówku.

Jak jest?

Znalazłam bloga, który pisze prawniczka na macierzyńskim i proszę bardzo!

Poronienie a prawo do pochówku.

Ostatnio otrzymałam pytanie co zrobić z martwym dzieckiem w przypadku przedwczesnego zakończenia ciąży.

Temat na tyle ważny, że mimo pewnych osobistych oporów zdecydowałam się go poruszyć.
Smutny listopad jest do tego w sam raz.

Większość kobiet, które nie donosiły ciąży nie lubi słowa „poronienie”.

Ja też go nie lubię.

Kobiety, które noszą taką stratę w sercu, pocieszają się, że ich aniołki tak naprawdę nie odeszły, tylko zmieniły datę urodzin.

W wielu przypadkach zajdą w kolejną ciążę i stwierdzą, że ich dziecko po prostu zrobiło sobie „restart”.

Zgodzić się trzeba, że jest to koncepcja niezwykle budująca.

Kobieta musi być twarda

W przypadku przedwczesnego zakończenia ciąży kobiecie w polskich warunkach szpitalno-mentalnych naprawdę nie jest lekko. Panuje totalna znieczulica w tym zakresie. Dlaczego?

Bo takich jak ty, mamy tu kilka dziennie.

Kobietę taką kieruje się na oddział, na którym razem z nią leżą inne ciężarówki, które do rozwiązania ciąży mają po kilka dni. Ich widok naprawdę nie jest niczym pożądanym dla matki, która właśnie się dowiedziała, że dziecko, które nosi w swoim łonie jest już martwe.

Kobiecie takiej nie proponuje się żadnych środków przeciwbólowych, tylko wmawia niezgodnie z prawdą, że poronienie nie ma prawa jej boleć.

Kobiety takiej nie próbuje się też w żaden sposób podtrzymać na duchu. Nie przekazuje się nawet podstawowych informacji o placówkach, w których mogłaby uzyskać wsparcie psychologiczne.

A przecież można by to zrobić, bo to nic nie kosztuje i naprawdę nie wymaga żadnej zmiany prawa.

Znieczulica jest do tego stopnia ogromna, że w trakcie zabiegu pielęgniarki z lekarzem (przed podaniem narkozy), nie zważając na taką kobietę, potrafią gawędzić sobie radośnie o znakomitym przebiegu ciąży żony pana doktora.

To w sferze mentalno-etycznej służby zdrowia.

A co słychać w sferze prawnej?

Jeszcze kilka lat temu, gdy kobieta urodziła przedwcześnie dziecko, tj. przed końcem 22 tygodnia ciąży nikt nie pytał jej jaki ma stosunek do urodzonego dziecka/płodu i czy chciałaby je pochować.

Dziś jest już na to przepis. Jest prawo. Jej prawo do wyboru.

Na skutek petycji składanych przez m.in. Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu oraz rodziców z organizacji „Dlaczego” (rodzice po stracie i rodzice dzieci chorych) w 2007 roku Ustawa o cmentarzach i chowaniu zmarłych z 1959 roku została zmieniona w ten sposób, że dodano przepis, zgodnie z którym możliwe jest zorganizowanie pogrzebu dla dziecka martwo urodzonego, bez względu na czas trwania ciąży, wagę płodu, czy jego rozmiar. W tym celu należy zadbać o to, aby wydano kartę zgonu, o którą mogą się ubiegać tzw. osoby uprawnione.

Pamiętacie kategorie krewnych uprawnionych, o których pisałam przy okazji Prawa do ekshumacji? Znajdują one zastosowanie także w przypadku decyzji pochówku dziecka urodzonego przedwcześnie.

Ok. doczekaliśmy się przepisu – super! Ale czy jest on stosowany w praktyce tak jak należy?

Ze skrajności w skrajność

Szpitale reprezentują zasadniczo 3 skrajne postawy:

1.    Przemilczymy twoje prawo do pochówku

W wielu szpitalach lekarze po prostu nie informują kobiet o istnieniu takiego prawa. One z kolei nie pytają, bo są w szoku i do głowy im nie przyjdzie, że oprócz tego dramatu są jeszcze jakieś kwestie prawne.

Martwa ciąża, poronienie, zabieg. Dziękuję i po sprawie. Każdy się rozchodzi do domu. Tak jest najprościej i najszybciej.

2.    Utrudnimy ci je

Znane są przypadki, w których odmawiano wydawania kart zgonu. Niedoszli rodzice musieli wręcz walczyć ze szpitalem o to, by wydał ciało dziecka oraz odpowiednie dokumenty umożliwiające jego pochówek.

3.    ”Wylejemy dziecko z kąpielą”, tj. chciałyście takie prawo, to proszę bardzo – weźcie sobie „to” do … domu

Wyobraźcie sobie, że dochodziło do takich sytuacji, w których matki, które dopiero co przeżyły ten cały dramat, w szpitalach informowano, że płód należy koniecznie zabrać. Jak? – pytały. W jakimś woreczku? A co potem? Nadać imię? Wyprawić pogrzeb?

Czy matka powinna sama pochować dziecko urodzone przedwcześnie?

Są takie matki, które chcą to zrobić i w ogóle się nad tym nie zastanawiają.Dziecku, jakie małe by ono nie było, należy się szacunek i godne odejście – twierdzą. Organizują pogrzeb, zamawiają pomnik i mają potem swoje miejsce kultu. Jeśli im to potrzebne, to chyba powinny. Ale tylko z moralnego punktu widzenia.

W przypadku poronienia w pierwszych tygodniach ciąży często w praktyce mamy do czynienia z martwymi tkankami. Tkanki te nie przypominają żadnej postaci, a co dopiero dziecka. Są więc i takie kobiety, i ich koncepcja, jest mi zdecydowanie bliższa, które uważają, że stawianie pomnika, późniejsza opieka nad grobem w takim przypadku to iście masochistyczne posunięcie.

Niemniej na pewno powinny mieć możliwość podjęcia w tym względzie samodzielnej decyzji.

Prawo to nie to samo co obowiązek

Drogie kobiety, niezależnie od tego, jakie macie zdanie w tym temacie wiedzcie, że uprawnienie do czegoś to nie to samo, co obowiązek.

Przepisy stworzyły matkom prawo do pochówku, ale nie nałożyły na nie obowiązku. Zgodnie z ustawą o cmentarzach i chowaniu zmarłych, w przypadku gdy ani ona, ani dalsi krewni nie zajmą się pogrzebem wyręczy ich w tym gmina i żadnej łaski nie robi, a jeśli jest to poronienie na bardzo wczesnym etapie – zrobi to szpital.

http://prawnik-na-macierzynskim.blog.pl/2013/11/20/poronienie/

Czy to jest w porządku?

Za pozwoleniem mojego wirtualnego znajomego wklejam jego post z pewnego forum.

Zgadzam się z nim z nim w 100 procentach, bo takie draństwo jest w Polsce!

Asia Jagła z Poznania ma niespełna 9 lat, a na swoim podwórku postanowiła zorganizować kiermasz, by pomóc w leczeniu chorej mamie.

Zrobiła plakaty, zawiesiła je na drzwiach klatki schodowej, a na sprzedaż wystawiła swoje ubrania, buty i lalki. Plakat ktoś wrzucił do internetu i z sąsiedzkiego kiermaszu może zrobić się targ dobrych serc.
Obrazek
Mądrość dziewczynki przerasta nas ludzi dorosłych – którzy usprawiedliwiają to że 8-letnia dziewczynka musi sprzedawać swoje lalki – aby zdobyć pieniądze na leczenie swojej Mamy!
A w tym samym czasie jakiś PiS-owski drań:
Obrazek
– opłaca po 20 tysięcy miesięcznie – 20 darmozjadów , tylko za to, aby wymyślali bajki pozwalające uciszyć sumienie Prezesa i zagłuszyć fakt, że Bracia K. z żądzy WADZY – doprowadzili do śmierci niemal setki ludzi – pod Smoleńskiem..
———————————————————————————–
Pojawia się coraz więcej takich przelewów:
Obrazek
Ale PiS szuka kasy – więc tylko czekam jak skarbówka zinterpretuje te darowizny łącznie i naliczy podatek oraz karę za NIELEGALNĄ zbiórkę pieniędzy, albo dowali jeszcze karę za kiermasz – tzn. sprzedaż bez kasy fiskalnej i odprowadzania podatku. .;34;.
Zezwolenia na organizacje loterii promocyjnej wymagane przez ustawę o grach hazardowych, też Asia nie ma.. .:boisie:,
Obrazek
Zdrowie mamusi Asi – to nie jest problem PiS-u, bo kasę to PiS musi mieć dla bezdzietnego Ojca z Torunia i innej patologii – aby na nich głosowała.. .:dash:.
Od kiedy „DOBRA ZMIANA” oddała lecznictwo w ręce arystokracji (zagrodowej) pozostaje nadzieja w naszych wspaniałych dzieciach. .:bezradny:.

Dziś jest i moje święto!

 12 maja 1976 roku leżałam na porodówce i czekałam w bólach na swoje pierwsze dziecko. 

Nie wiedziałam rzecz jasna jaka płeć będzie mojego Dziecka, bo to były kompletnie inne czasy.

Urodziłam o godzinie 19.20 i był to czas emisji dobranocki w telewizji.

Tak urodziłam swoją Córkę na dobranockę, a było to nasze wielkie przywitanie.

Nic piękniejszego kobiecie nie może się zdarzyć jak urodzić zdrowe i cudne dziecko, bo dziecko już na zawsze zapełni kobiece serce.

40 lat minęło i nie wiedzieć kiedy. 40 lat – to taka okrągła rocznica, że dziś i ja świętuję z łezką w oku.

Jestem szczęśliwą matką dwóch cudownych Córek, które są sensem mojego życia.

 

 

Małgorzata Hałyszyn-Dygas

Pierwszy zachwyt
dla A.

Szpitalny zegar wystukiwał
sekundy, minuty, godziny.
Skurcz – wytchnienie, łzy bólu.

Kolejny skurcz – oczekiwanie
kolejny skurcz – pragnienie
kolejny skurcz – krzyk
– coraz głośniejszy, donioślejszy,
tuż obok, nie tuż pod sercem.

Położono maleńką istotkę.
Czarne włosy skręcone jak paciorki
usta w kolorze dojrzałej wiśni
policzki w rumieńcu zachwytu
nad nowym bezwodnym światem.

To ona – oczekiwana córeczka.

Aby dostrzegać i kochać, trzeba mieć serce!

– Nie ożenię się z tobą i sama jesteś sobie winna, że poszłaś ze mną do łóżka. – Jesteś sobie sama winna i nie myśl, że ożenię się z kuternogą – usłyszała.

Joasia miała siedemnaście lat, kiedy zakochała się w koledze z klasy. Długo wzdychała w ukryciu do niego i budziła się i zasypiała z jego imieniem w głowie.

Rodzice nie wiedzieli, że ich córka już się w kimś podkochuje i mimo jej niepełnosprawności liczyli na to, że córka pójdzie na studia i może będzie lekarzem, albo prawnikiem.

Zgodzili się, aby pojechała z koleżankami i kolegami na zlot, a ona tam przespała się ze swoim wyśnionym, ukochanym, wymarzonym.

Zorientowała się, że jest w ciąży i nie wiedziała jak o tym powiedzieć rodzicom. Bała się strasznie ich reakcji, bo przecież pokładali w niej takie wielkie nadzieje.

Milczała więc, ale poszła do swojego ukochanego i oznajmiła mu, że będą mieli dziecko, ale ten zaśmiał się jej w twarz i powiedział, że niech sobie sama bachora chowa, albo skombinuje kasę na aborcję i załatwi jej lekarza.

Załamała się, że tak ją potraktował i postanowiła, że mimo wszystko urodzi to dziecko, bo nie wyobrażała sobie, aby pozbyć się balastu.

Najbardziej jednak ją zabolało, że nazwał ją kuternogą, a podczas namiętnych chwil całkowicie mu to nie przeszkadzało.

Joasia przeszła bardzo poważną chorobę w dzieciństwie i faktycznie jedna noga nie szła w parze z drugą i to był jej wielki kompleks, ale myślała, że ten chłopak tego nie widzi i kocha ją taką jaką jest.

Pomyliła się i zamknęła się w sobie. Matka zauważyła, że coś jest nie tak. W toalecie nie znikały podpaski, a więc obserwowała córkę i w  końcu zorientowała się, że jest w ciąży.

Kiedy córka opowiedziała jak do tego doszło, to matka o mało nie wylądowała w szpitalu na serce, a ojciec nie chciał jej widzieć w domu.

Kupili jej małą kawalerkę i po zrobieniu w niej remontu natychmiast córki pozbyli się z domu.

Zdecydowali, że skoro sobie to zrobiła, to niech sama sobie radzi, ale zobligowali, że będą ją finansować, bo musi mieć na jedzenie i na pieluchy.

Zostawili ją całkiem samą i kiedy urodziła, to natychmiast ją odwieźli do jej mieszkania i musiała sama nauczyć się opieki nad córeczką, którą urodziła.

Było jej bardzo ciężko, bo nie miała zielonego pojęcia jak opiekować się tak malutkim dzieckiem, a matka kompletnie się od niej odcięła. Płakała nie raz z płaczącym dzieckiem i nie przespała wielu nocy, ale nigdy nie przeklęła swojego losu.

Pokochała córkę wielką miłością i była wciąż przy niej. Sąsiedzi postrzegali tą młoda matkę jako najlepszą na świecie i bardzo podziwiali, że sama daje sobie tak świetnie radę.

Mijały lata i Joasia wraz z córeczką wciąż mieszkały same. Ojciec od czasu do czasu przychodził, ale matka nigdy. Nie kochała swoje wnuczki i miała wciąż żal do córki.

Nie wiedzieli nawet, że Joasia posłała swoją siedmioletnią córkę do szkoły muzycznej, gdzie mała uczyła się gry na skrzypcach i miała ogromny talent, a Joasię roznosiła duma, że dała radę.

Zbliżał się konkurs muzyczny i córka Joasi została zaproszona do udzielenia koncertu w grupie muzycznej.

Joasia z drżeniem w sercu zaprosiła na ten koncert swoich rodziców, którzy po jego wysłuchaniu stwierdzili, że ich córka zrobiła tak wiele, a oni zostali okrzyknięci wspaniałymi dziadkami i gratulowano im wnuczki oklaskanymi na stojąco.

Było im wstyd!

„Kocham Cię od tak dawna” – moje kino

Dobry wieczór 🙂

Przeżywamy te dni, które nam przypominają o kruchości życia. Przeżywamy i wspominamy naszych najbliższych, których z nami już nie ma, a my kiedyś dołączymy do tych Wszystkich Świętych.

Dlatego też los chyba tak chciał, abym natrafiła na bardzo wartościowy, francuski film, który mną wstrząsnął. Lubię kino francuskie, które często okrojone jest ze spektakularnych obrazów, ale to kino ma swoją głębię i niesłychany przekaz, a więc:

Oto na 15 lat więzienia jest skazana, piękna, młoda i wykształcona kobieta. Zabiła swoje dziecko!

Odsiedziawszy swoją karę w całkowitej samotności, bo nikt jej nie odwiedzał, gdyż wszyscy się od niej odsunęli za to, co zrobiła, nagle z lotniska odbiera ją jej siostra.

Proponuje jej wspólne zamieszkanie i pomoc w przystosowaniu się do nowego życia, a więc znalezienie przede wszystkim pracy i przyjmuje morderczynię pod swój dach. Jest dużo wyjaśnień, dużo rozmów i próba poukładania tego na nowo!

Adaptacja w nowym środowisku jest bardzo trudna, bo nikt nie chce mieć do czynienia ze zbrodniarką, ale małymi krokami udaje się kobiecie zacząć wszystko od nowa. Siostra ma ogromne pokłady dobrej woli, gdyż zawsze czuła więź i próbowała zrozumień – dlaczego tak się stało, że dziecko zostało zamordowane i tutaj następuje ogromny zwrot w akcji, gdyż:

Siostra znajduje ważny dokument, który wszystko tłumaczy – dlaczego zginął jej siostrzeniec. 

Spada kurtyna i doznajemy wielkiego współczucia dla matki, która dopuściła się takiego okropieństwa.

Film mocny, dobitny, nie dla każdego. Film mówiący o tym, że eutanazja, to znienawidzone słowo w wielu przypadkach jest jedynym wybawieniem, a kobieta nie musiałaby spędzić tylu lat w więzieniu!

Wybitnie nie mój tekst

Przeczytałam tekst, bardzo kontrowersyjny i wklejam go na mojego bloga.

Niech każdy wyrobi sobie opinię na jego temat:

Kim jest Fiolka Najdenowicz?

„Polska wokalistka bułgarskiego pochodzenia Violetta „Fiolka” Najdenowicz urodziła się 25 grudnia 1963 roku. W wieku 11 lat wraz z rodziną przeprowadziła się z Bułgarii do Polski. Zanim Najdenowicz zajęła się rozwijaniem kariery muzycznej, pracowała w radiowej „Trójce” prowadząc audycję „Zapraszamy do Trójki”. To właśnie wtedy, Marek Niedźwiecki wymyślił dla niej pseudonim „Fiolka”. 

W wieku 22 lat zaczęła grać z zespołem Voo Voo. Odbyła z nimi trasę koncertową po Związku Radzieckim i Szwecji. Po 3 latach założyła zespół Balkan Electrique. Współpracowała również z zespołami Army of Lovers, Tubylcy Betonu, Wilki oraz Closterkeller. W 2000 Najdenowicz wydała swój pierwszy i ostatni solowy album „Fiolka”. Potem na wiele lat zniknęła z polskiego show biznesu. 

W wywiadach Fiolka przyznaje się do dwóch operacji plastycznych: usunięcia „worków pod oczami”, którego dokonał doktor Sankowski oraz odessania drugiego podbródka, który był zmorą wokalistki od dzieciństwa. Otwarcie mówi również o przejściu na buddyzm.”

http://www.mowimyjak.pl/newsy/kto-jest-kim/fiolka-najdenowicz-kim-jest-co-osiagnela,49_68834.html

 

 

Fiolka Najdenowicz „Brak instynktu”

Pani Terlikowska i pani Dykiel wypowiedziały się ostatnio publicznie co sądzą o osobach bezdzietnych. Ubawiło mnie to po kokardy, choć panią Dykiel lubię bardzo.

Zawsze, gdy czegoś doświadczam, staram się dociec przyczyny tego zjawiska. Wiele razy zadawałam sobie pytanie, dlaczego macierzyństwo mnie odrzuca i dlaczego tak strasznie mnie drażnią opowieści o damach, które przewijają niemowlęta na restauracyjnym stoliku, na oczach wszystkich?

Dlaczego pukam się w czoło, gdy widzę, jak kobieta karmi piersią publicznie swoje pięcioletnie dziecko ? Na to pytanie potrafię odpowiedzieć. Po prostu nie podoba mi się, gdy ktoś uskutecznia czynność która wydaje mi się intymna w miejscu publicznym. Nie lubię również, gdy para się całuje i obmacuje lubieżnie w metrze, albo na ulicy. Głupio się wtedy czuję i nie wiem, co mam ze sobą zrobić.

Ale wróćmy do macierzyństwa. Cała ta fizjologia, która dotyczy porodu i połogu wydaje mi się po prostu strasznie obrzydliwa i nieestetyczna. Sam poród, wiadomo, przepychanie fortepianu przez lufcik – zawsze napawał mnie przerażeniem, podobnie jak karmienie piersią. Nienawidzę zapachu mleka, gdy tylko go poczuję – zbiera mi się na wymioty. Świadomość, że z cycków miałoby mi lecieć mleko, a cycki mam przecież pod nosem – budzi we mnie wstręt i odrazę.

Zadałam sobie kolejne pytanie: dlaczego?

Odpowiedź może być tylko jedna. Jestem kompletnie wyprana, wyjałowiona z instynktu macierzyńskiego. Są takie kobiety i żadna pani Terlikowska, ani urocza pani Dykiel tego nie zmieni. Nawet Sejm!

Na koniec pozwolę sobie zacytować jedną moją bardzo inteligentną znajomą, która skomentowała próbę przeforsowania w Sejmie przez niektóre środowiska całkowitego zakazu aborcji:

„Przykra dla mężczyzn prawda o dzieciach jest taka, że one się rodzą kiedy ich matki się na to zgodzą. Nie ma innego sposobu. Te wszystkie prawa wkładające kobiety do klatek, żeby uniemożliwić im odmowę życiu są rozpaczliwą próbą przejęcia władzy nad tym co mężczyznom niedostępne. Nikt nie zmusi kobiety do urodzenia dziecka którego ona nie chce. Bo tak zdecydowała. Można próbować namawiać ją do urodzenia, można stwarzać jej warunki, ale jak nie zechce, to żadnego życia nie będzie. Trzeba być matołem, żeby tego nie wiedzieć. Opresyjnym, ślepym duchowo matołem. Można też za to nienawidzić kobiet i dawać temu wyraz, tworząc opresyjne dla nich prawo. A usta mieć pełne frazesów o świętości życia. Przykro myśleć, co się zrobiło polskim kobietom w wieku rozrodczym tym prawem. Myślę, że więcej dzieci się przez nie nie rodzi, bo przy nielegalnych czy zagranicznych skrobankach – nie ma rozmów z psychologiem, telefonów zaufania, nie ma czasu na namysł, zmianę decyzji. Ta sfera życia kobiety została zdelegalizowana i stabuizowana. I to nie jest błaha sprawa, tylko dlatego, że dotyczy kobiet”

Dodam tylko, że kompletnie nie przemawia do mnie argument, jakoby po urodzeniu dziecka instynkt  sam się pojawiał. A co jeśli się nie pojawi? Znam takie przypadki. Pierwszy z brzegu: Brigitte Bardot. Urodziła, oddała na wychowanie. A przecież żadna z niej patologia, ani alkoholiczka.

 http://www.sophisti.pl/felietony-i-porady/fiolka-najdenowicz/brak-instynktu/