Archiwa tagu: film

Wracamy do codzienności!

Może być zdjęciem przedstawiającym jedzenie i w budynku

Wczoraj nic nie napisałam na blogu i wytłumaczę dlaczego?

Otóż po pośpiechu przedświątecznym opadła mi adrenalina i padłam po świątecznym śniadaniu jak kawka – dosłownie!

Znalazłam się w klimacie komfortu, kiedy mieszkanie czyste i pełna lodówka!

Postanowiłam odpocząć i włączyłam sobie film pt. „Pożegnanie z Afryką” z przecudowną Meryl Streep i Robertem Redfordem!

Film stary, bo nakręcony w 1985 roku, ale zachciało mi się klasyki i polecam ten film, gdyż jest na prawdziwej historii!

Dzisiaj z Mężem wyszliśmy z domu, gdyż zaprosiła nas Córka na obiad!

Było super przyjemnie i smacznie i tak oto mamy koniec świąt!

Jutro już normalny dzień i zacznie się polityczne wariactwo i ciekawa jestem czym nas ten nierząd znowu zaskoczy!

Czuję, że znowu będzie bolało!

Mimo świąt też była awantura, bo Hołownia się zaszczepił poza kolejnością jako 40 latek, a w Rzeszowie, gdzie PiS bije się z PO o przywództwo – szczepili ludzi jak leci! Komedia!

Wróciliśmy z obiadu i nagle wyskoczyła wiadomość, gdzieś tak o 17.30, że zmarł Krzysztof Krawczyk i oto jest narodowa żałoba!

Internet zalany jest kondolencjami i cała Polska żegna naszego Elvisa Presleya!

Chyba sam Krzysztof Krawczyk nie zdawał sobie sprawy z tego, jak jego twórczość Polacy kochają, a i ja sama uwielbiałam jego piosenki, bo są przeważnie o życiu i miłości!

Mam nadzieję, że kiedy minie kadencja Adriana, to już żaden Prezydent nie napisze tak durnych kondolencji!

Adrian pisze, że muzyki Krzysztofa Krawczyka nie zna młodzież, kiedy dziś pod clipami na YT, to właśnie młodzi piszą komentarze o wielkim żalu, a ten kacyk niedouczony pisze takie bzdury, że ręce opadają!

Może być zrzutem ekranu z Twittera przedstawiającym 1 osoba i tekst „45 min Andrzej Duda @AndrzejDuda Odszedł Krzysztof Krawczyk. Młodzi może lekceważą taką muzykę albo nawet nie znają, ale nie ma wÄtpliwoÅ›ci, że jakiś rozdział w polskiej muzyce i rozrywce się zamknął. z pewnością był Postacią. Tacy Artyści odchodzą ale nie umierają. Żyją w swojej twórczości. RiP 1259 1224 1893”

Moja ukochana piosenka wielkiego barytonu, to „Bo jesteś ty” – znów przy mnie budzisz się. [*}

Zauważyłam, że często w czasie świąt odchodzą wielcy ludzie!

Jak Wam minęły święta kochani?

Pedofilia i pieniądze – moje kino!

Allen kontra Farrow. Przerażająca relacja Dylan o tym, co robił jej Woody Allen - WP Gwiazdy

Allen kontra Farrow to gorzka historia o tym, komu wierzymy - recenzja

Obejrzałam dwa dokumentalne odcinki z czerech pt. „Allen kontra Farrow”

Premiera następnych będzie 8 marca, a potem 15 marca na HBOGO i jest to świeży dokument opowiadający o tym jak Woody Allen dopuścił się pedofilii na własnych dzieciach, które adoptował razem z Farrow – jego filmową muzą!

Dobierał się także do ich wspólnej córki, która zaledwie miała 7 lat!

Zabrał ją na strych i dotykał jej intymnych części ciała!

Ten brzydki i niemęski facet oszukał wszystkich, a w jego filmach dopiero po latach dopatrywano się, że je kręcił z podtekstem pedofilskim, bo zawsze miał te skłonności!

O tym, że Allen miał skłonności pedofilskie mówiło się już bardzo dawno, ale niczego mu nie udowodniono i w tym dokumencie został ten typ obnażony dokumentnie i mam nadzieję, że to będzie jego koniec!

Mia Farrow opowiedziała w tym dokumencie o wszystkich szczegółach molestowania i udostępniła  nagrania z rodzinnej kamery, a także nagrane rozmowy, oraz zdjęcia opowiadające o ich wspólnym życiu, a więc wszystko prawie zostało pokazane!

Wiedziałam, że to ciemny typ i dlatego nie oglądałam nigdy jego filmów, tak samo jak nie oglądam filmów z Melem Gibsonem , który był przemocowcem w stosunku do swojej drugiej żony!

Nie mam pojęcia dlaczego Farrow zakochała się w Allenie, ale się zakochała i przez wiele lat nie poznała się na jego pedofilskich skłonnościach!

Byli ze sobą 12, a kiedy adoptowana z Wietnamu dziewczynka – Soon-Yi Previn stała się nastolatką, to Allen wziął ją w swoje obroty i to  już było obrzydliwe dla Farrow i społeczności obserwującej ten dramat!

Gosposia w jego domu widziała ślady na pościeli i w koszu prezerwatywy, a to oznaczało, że sypia z nieletnią, adoptowaną córką, którą potem poślubił!

Pamiętamy Polańskiego, który też się dopuścił pedofilii na 13 latce,  który w jakimś tam stopniu odpokutował  ten czyn, a do tego ofiara mu przebaczyła!

Ciekawa jestem, co się wydarzy po tym dokumencie, ale zdaje się, że Woody Allen wyjdzie z tego obronną ręką, bo pieniądze zrobią swoje!

Oto recenzja dla chętnych, którzy skuszą się na ten, jakże prawdziwy i bolesny  dokument!

„Allen v. Farrow – recenzja serialu

O tym dokumencie było głośno od dawna, ale dopiero dziś możemy się z nim zapoznać. To, co prezentuje, zmieni sposób, w jaki wielu widzów postrzega reżysera Woody’ego Allena. Czemu tak sądzimy? Przeczytajcie recenzję.

Są takie dokumenty, które w szybki i brutalny sposób zdejmują fanom różowe okulary i obalają posągi gigantów popkultury. Taką produkcją jest właśnie czterogodzinny serial dokumentalny Allen v. Farrow Kirby’ego Dicka i Amy Ziering. Obejrzałem całość jednego dnia i poziom obrzydzenia Allenem, reżyserem, którego filmy bardzo lubiłem, wzrósł u mnie tak, że już nigdy nie będę mógł spokojnie cieszyć się jego produkcjami. Nie wiem nawet, czy zdołam do jakiejś powrócić, wiedząc, jaki potwór za tym stoi. Nowe fakty bezpowrotnie zmienią także wasze spojrzenie – nie tylko na Allena, ale też na jego twórczość.

Twórcy serialu krok po kroku pokazują nam, w jaki sposób doszło do skandalu sprzed 30 lat, kiedy to Mia Farrow oskarżyła słynnego reżysera o to, że molestował seksualnie jej siedmioletnią córkę. Podczas nieobecności matki zabrał dziewczynkę na strych, kazał jej się położyć na brzuchu i dotykał w intymne miejsca. Powiem szczerze, że ten fakt gdzieś mi umknął. Moja uwaga zawsze była skupiona na tym, że Allen związał się z inną adoptowaną przez Farrow córką, starszą Soon-Yi Previn. Co samo w sobie było już dla mnie obrzydliwe. Z Allen v. Farrow dowiedziałem się natomiast, czemu informacje o tym, co przydarzyło się malutkiej Dylan, do mnie nie dotarły. Jak wielką rolę w tym wszystkim odegrały przychylne Woody’emu Allenowi media i wymiar sprawiedliwości podchodzący do gwiazdy w sposób bardzo pobłażliwy. Jak w szybki sposób z aktorki zrobiło się mściwą, porzuconą kobietę manipulującą swoimi dziećmi, by oczernić byłego partnera.

Produkcja HBO jest mocna, ale w dużej mierze opiera się na stawianiu w kontrze słów jednej i drugiej strony oraz kilku wcześniej niepublikowanych faktów, jak choćby nagrane rozmowy telefoniczne pomiędzy Woodym a Mią tuż po tym strasznym zdarzeniu. Gdy słyszymy śliskie i zawiłe próby tłumaczenia się reżysera z tego, co się wydarzyło na strychu, widzimy, że coś jest nie tak. Oczywiście Allen v. Farrow nie przekona wszystkich. Myślę, że część fanów stanie po stronie Woody’ego, twierdząc, że dokument jest stronniczy i nie uwzględnia argumentów, jakie reżyser zawarł w swojej autobiografii A propos niczego. Już pojawiły się oskarżenia, że Kirby Dick i Amy Ziering wybierają tylko te słowa, które pasują do ich tezy. Do mnie jednak te tłumaczenia nie trafiają. To, co się wydarzyło, nie jest jakąś chorą fantazją dziecka zmanipulowanego przez matkę. Dylan występuje w tym dokumencie. Staje przed kamerą i mówi, co się stało. Co pamięta z tego traumatycznego okresu w swoim dzieciństwie, które tak brutalnie zostało zakończone. To nie jest kobieta po praniu mózgu, chcąca zemścić się na przybranym ojcu za to, że ją porzucił. Jest to kobieta, która pomimo traumy stara się normalnie żyć.

Allen v. Farrow pokazuje, że gwiazdom można więcej. Niestety, w oczach prawa ludzie nie są sobie równi. Sława i pieniądze pozwalają na łagodniejsze traktowanie. Zwykli śmiertelnicy zostaliby rozjechani przez prokuraturę bez taryfy ulgowej. Allen już na samym początku tej sprawy był uznany za niewinnego, a z biegiem postępowania oczerniano tylko Farrow. Nikt nie brał na serio tego, co ona mówi, bo przecież tak wspaniały twórca jak Allen, którego filmy kocha cały świat, nie może być potworem. Skazanie człowieka, który dzięki swoim produkcjom uczynił Nowy Jork miastem, które chce odwiedzić każdy intelektualista, nie może być pedofilem. To źle odbiłoby się na wizerunku Wielkiego Jabłka.

Oczywiście obrońcy reżysera będą podkreślać, że Mia była zafascynowana Allenem. I ten dokument to też pokazuje. Twórcy w pieczołowity sposób przedstawiają początki znajomości tej pary. Zaczynają od przybliżenia sylwetki Farrow i momentu, kiedy jej ścieżki – prywatna i zawodowa – skrzyżowały się z nowojorskim reżyserem. Jak ich związek zaczął się rozwijać. I trzeba przyznać, że od samego początku był on dziwny, powiedziałbym – podejrzany. Można by stwierdzić, że Allen był introwertykiem i dlatego na noc zawsze wracał  do swojego mieszkania na Manhattanie. Nie zostawał z dziećmi w domu Farrow, nawet po tym, gdy je adoptował. Żył na dwa domy. Później dowiadujemy się dlaczego.

Zawsze żyłem w przekonaniu, że potrafię odseparować twórcę od jego dzieła. Wciąż potrafię oglądać Braveheart – Waleczne Serce, nie myśląc o tym, jakim człowiekiem jest Mel Gibson. Po obejrzeniu Allen v. Farrow nie jestem w stanie oddzielić tych dwóch rzeczy. One są dla mnie połączone. Zwłaszcza że w większości filmów Allena zawsze przebija się motyw starszego intelektualisty i dużo młodszej, zapatrzonej w niego kobiety. Ta jego fantazja nie widniała tylko na kartkach scenariusza, on ją realizował w życiu prywatnym. Niestety, nie będę mógł oglądać produkcji Allena bez uczucia ogromnego obrzydzenia. Szkoda, bo – jak wspomniałem na wstępie – bardzo je lubiłem. Jednak nie mogę być obojętny i mówić, że nic się nie stało. Dla mnie ten dokument jest równie wstrząsający i otwierający szeroko oczy jak poprzednia produkcja HBO – Leaving Neverland”

Allen kontra Farrow. Przerażająca relacja Dylan o tym, co robił jej Woody Allen - WP Gwiazdy

LGBT w Rosji – moje kino!

Znalezione obrazy dla zapytania: syberia film'

Ostatnimi czasy obejrzałam wiele filmów, ale jeden z nich utkwił mi w pamięci i chyba na zawsze!

Kocham rosyjskie kino i właśnie obejrzałam taki film, który wbija w fotel, a po obejrzeniu długo się o nim myśli!

Film pt. „Syberia” (2019) w reżyserii młodego rosyjskiego artysty – Viatcheslava Kopturevskiy, to cudne kino na bardzo ważny temat, a mianowicie o LGBT!

Wszyscy w Polsce pamiętamy, kiedy to „prezydent” Polski wrzeszczał, że LGBT to nie ludzie, a ideologia i to mu te środowiska zapamiętają na zawsze!

Tymczasem w Rosji jest jeszcze gorzej i pogrzebałam w sieci, że tam tacy ludzie nie mają właściwie życia, bo im się grozi różnymi karami i czytamy:

„Kraj skrajnej homofobii

Sytuacja prawna i społeczna osób LGBT w Rosji jest bardzo zła.
Kontakty homoseksualne są w tym kraju legalne od 1993 roku, jednak osoby innej orientacji często padają ofiarami dyskryminacji i przemocy.
Poparcie dla małżeństw jednopłciowych wynosi w Rosji zaledwie 14%.
Geje nie mogą wypełniać służby wojskowej.
W ostatnim czasie rosyjska Duma przegłosowała ustawę, na podstawie której „propagowanie homoseksualizmu” wśród nieletnich będzie karane bardzo wysokimi grzywnami.
Ze względu na skalę homofobii homoseksualiści w Rosji najczęściej żyją w ukryciu, pozostając niewidoczni w społeczeństwie”

 

Z tego filmu wynika, że jeśli ktoś się urodził ze skłonnością seksualną do tej samej płci, to nie ma mocnych, aby się z tego wyzwolić!

Z tego powodu i  takiej skłonności ludzie cierpią katusze, bo ukrywają przed światem fakt, że wolą tę samą płeć i w filmie tym jest to świetnie pokazane!

Nie tylko to, bo także reżyser w filmie ujął cudowne krajobrazy Syberii – Rosja jest piękna, że trudno oderwać oczy, a także wielki ból obu mężczyzn, którzy się kochają, ale system nie pozwala im na tę miłość!

Zakończenie filmu jest bardzo zaskakujące i dlatego ten film Wam zapadnie w pamięci jeśli się zdecydujecie go obejrzeć!

Ja polecam to kino, bo nie polecam byle czego i wiec, że nie będzie komentarzy!

Za Filmweb”

„Dwóch mężczyzn zakochuje się w sobie w podupadającym mieście na Syberii w Rosji. Łagodny parobek Sasha (Viatcheslav Kopturevskiy) i policjant Dima (Ilya Shubochkin) nie mają łatwo. Są szwagrami i – potajemnie – kochankami.

W trakcie ich podróży do babci Sashy na jaw wychodzą wcześniej niewypowiedziane tajemnice i pojawia się intymność. Chociaż są daleko od spojrzeń przedstawicieli opresyjnego społeczeństwa, ich związek cały czas balansuje nad przepaścią”

Niewinność Tomasza Komendy – moje kino!

25 lat niewinności. Historia Tomka Komendy - EMPIK.COM
Lubię oglądać filmy jak wiecie, ale ostatnio żadnego nie polecałam, gdyż nie wywarły we mnie tak mocnych emocji, aby o nich pisać!

Obejrzałam dokument pt. „Więź” polecony na blogu przez świechnę, o którym myślę do dzisiaj i nigdy o nim nie zapomnę, ale z tym dokumentem mam osobiste wspomnienia, których już nie chcę tykać!

Mamy pandemię i wszyscy siedzimy w domach, a więc jakoś trzeba sobie ten czas zająć, a więc szukam dla siebie dobrego kina!

Weszłam więc na VOD i oto na pierwszym planie ukazał mi się film pt. „25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”

Film w reżyserii Jana Holoubka – syna Gustawa Holoubka i Magdaleny Zawadzkiej jest świetny i każdemu go polecam!

Za film zapłaciłam na VOD – 25 złotych, ale nie żałuję ani jednej złotówki, gdyż to kino po prostu wywołało u mnie masę emocji, a jest nakręcone na prawdziwych zdarzeniach!

Kto w Polsce nie słyszał o Tomaszu Komendzie, który za niewinność spędził w więzieniu niesłusznie 18 lat, a miał zasądzone 25!

Lech Kaczyński pełniący w latach 2000 – 2001  funkcję prokuratora generalnego naciskał na to, aby tego zbira zamknąć, który miał zgwałcić i zamordować dziewczynę w noc Sylwestrową, a służby w czasie komunizmu przeprowadziły i spreparowały dowody wobec niewinnego człowieka i im się to udało!

Prawdziwy morderca 18 lat chodził na wolności!

Tomasz był w więzieniu katowany, gwałcony, a służby ówczesne prowadzące dochodzenie wymusiły na nim przyznanie się do winy wkładając mu w usta pistolet!

Film jest świetnie zrealizowany i  polecam go tylko ludziom o mocnych nerwach – o takich nerwach jakie miał Tomasz w więzieniu!

Każdy kadr, to łzy, bo wydaje się, że nie można przeżyć takiego poniżenia, obdarcia z człowieczeństwa i jakże silnej woli osadzonego!

Tomasz Komenda za każdy rok spędzony w więzieniu domaga się milion złotych i mam nadzieję, że w końcu to otrzyma, a jego kochająca matka, która go tak mocno wspierała osiągnie z synem satysfakcję, że nie wolno przestać walczyć!

Dodam, że świetnie dobrano głównych aktorów, bo Piotr Trojan zagrał chyba swoją życiową rolę, a Agata Kulesza wcieliła się w rolę matki tak prawdopodobnie, że nie do uwierzenia!

Film moim zdaniem jest na miarę Oscara, ale i tak już otrzymał wiele, prestiżowych nagród!

Tomasz Komenda dalej by odsiadywał niesłuszną karę, ale znalazł się policjant, który odkrył, że odcisk jego uzębienia nie był zgodny z ugryzieniem na ciele denatki!

Śledczy, którzy na nowo wzięli sprawę przeczytali zeznania prawdziwego zabójcy, który powiedział, że dziewczyna była ładna, na czarno ubrana i miała białe skarpetki!

Niestety, ale na zdjęciu nie było widać, iż ona ma białe skarpetki, gdyż miała na sobie czarne getry, które je zakrywały, a więc doszli do wniosku, że to on dziewczynę odarł z ubrania i tak zobaczył te białe skarpetki!

To było bingo!

Już karę odsiaduje prawdziwy morderca, a Tomasz układa sobie życie po więzieniu i się ożenił  oraz doczekał potomka!

Jak to drzewiej było z kinem polskim!

Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski w filmie w filmie "Potop", reż. Jerzy Hoffman, 1974, fot. Polfilm /East News

Małgorzata Braunek i Daniel Olbrychski w filmie w filmie „Potop”, reż. Jerzy Hoffman, 1974, fot. Polfilm /East News

W pierwszy, czy drugi dzień świąt Bożego Narodzenia wyemitowano naszą, wielką, polską produkcję „Potop” w reżyserii Jerzego Hofmana.

W związku z tym przypomniałam sobie czasy, kiedy byłam młodą dziewczyną, która czytała prasę, bo przecież nie było Internetu.

Pamiętam jaka burza wybuchła w Polsce, że Daniel Olbrychski nie powinien grać Kmicica, a Małgorzata Braunek – Oleńki.

Wybuchła więc narodowa histeria i awantura z tego tytułu!

Czytałam to wszystko w regionalnej gazecie czyli w „Głosie Szczecińskim”, bo moje miasto wówczas było w województwie szczecińskim!

Tak sobie pomyślałam w związku z tym, że Polacy już nie potrafią kręcić takich filmów, a jeśli je kręcą to są to fatalne produkcje jak np. filmy niejakiego Partyka Wegi, który potrafi spłodzić „dzieło życia” w miesiąc!

Do ostatniej, swojej produkcji zatrudnił perfekcyjną panią domu – niejaką Małgorzatę Rozenek – Majdan i ja tego kiczu z pewnością oglądać nie będę!

A kiedyś nakręcono „Trędowatą”, „Noce i dnie”, „Krzyżaków”, „Pan Wołodyjowski”,  „W pustyni i w puszczy”, „Lalkę” i jeszcze wiele innych, cudownych filmów!

Ku wspomnieniu zajrzałam do Internetu i poszerzyłam swoją wiedzę o filmie „Potop”, co mnie niezmiernie ubogaciło!

W zeszłym już roku obejrzałam wiele, super produkcji, ale zagranicznych i wiem, że nie szczędzono na nie pieniędzy, ale nie w Polsce niestety!

Jest to wpis kopiuj – wklej, ale inaczej się nie da, a może Was zaciekawi czego nie wiedzieliście o „Potopie”

Czy możliwy byłby „Potop” bez Daniela Olbrychskiego? Dlaczego Janusz Głowacki mówił o Małgorzacie Braunek, że jest Maxem Von Sydowem polskiego kina? Wreszcie – po co Kmicicowi piłkarskie korki i jak szwedzkie płaszcze przerobiono na szkolne plecaki? Oto „Potop”, jakiego nie znacie.

Kmicic i Wołodyjowski grzeją się w stawie…

Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Była zimna wiosna, pochmurnie i wietrznie. Ekipa „Potopu” kręciła legendarną scenę pojedynku Kmicica i Wołodyjowskiego. Kilka zastępów straży pożarnej cały czas polewało wodą aktorów i filmowy plan, a specjaliści od kostiumów przygotowali dla każdego dwa identyczne zestawy ubrań, by w przerwach między dublami suszyć przemoczone części garderoby. Podczas gdy ekipa przygotowywała się do kolejnego dubla, przemoczeni Olbrychski i Łomnicki marzli niemiłosiernie. Aby nieco się ogrzać, obaj panowie wskakiwali do pobliskiego stawu. „W wodzie było po prostu cieplej” – wspominał po latach Daniel Olbrychski. To właśnie w jego prywatnej kolekcji znajduje się jedyne zdjęcie przedstawiające ową wodną „poczekalnię”.

…i walczą w piłkarskich korkach

Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Na błotnistym planie dwójce szermierzy trudno było utrzymać równowagę. Żeby stopy Daniela Olbrychskiego i Tadeusza Łomnickiego mocniej trzymały się gruntu, w butach obu aktorów umieszczono wkręty – dokładnie takie jak w butach piłkarskich.

Największą trudność stanowił nieruchomy nadgarstek. Jeśli w nadgarstku ręka drgnie o pół centymetra, na końcu szabli zmienia się to w kilka centymetrów. Możesz ciachnąć przeciwnika” – wspominał Jerzy Hoffman w rozmowie z Jackiem Szczerbą z „Gazety Wyborczej”.

Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Tadeusz Łomnicki i Daniel Olbrychski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Sprawę komplikował fakt, że Tadeusz Łomnicki był słabszym szermierzem aniżeli Daniel Olbrychski, a na planie filmu musiał wykazywać wyższość nad nim. Dzięki dwóm miesiącom przygotowań i treningów pod okiem prof. Waldemara Wilhelma dwójka znakomitych aktorów mogła bezpiecznie wykonać tę scenę.

Żeby nakręcić ujęcie, w którym Wołodyjowski rani Kmicica w głowę, na głowie Daniela Olbrychskiego umieszczono specjalną ochronną płytkę, a zamocowana z tyłu pompka tłoczyła krew.

Jerzy Hoffman w roli konia?

Daniel Olbrychski i Leszek Teleszyński w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Daniel Olbrychski i Leszek Teleszyński w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Pojedynek w deszczu nie był jedynym, który nastręczał twórcom nie lada problemów. Kłopotliwy okazał się także pojedynek konny, w którym Kmicic ścierał się z księciem Bogusławem. Dla Hoffmana byłą to jedna z najważniejszych scen filmu – musiała mieć swoją dramaturgię i odpowiednio długi czas trwania.

Tymczasem długa walka szermiercza na koniach jest niemożliwa – po trzech uderzeniach szabel, konie rozchodzą się na boki. Aby nakręcić spektakularną wymianę ciosów między Danielem Olbrychskim i Leszkiem Teleszyńskim najpierw sfilmowano więc bohaterów na koniach i zbliżenia głów końskich. Później zaś Jerzy Hoffman oraz jeden z kaskaderów sadzali na swych barkach obu aktorów i kręcili się w koło w odpowiednim rytmie, by móc sfilmować szermierczy pojedynek.

Pożar Wołmontowicz czyli wielka ucieczka

 

 

 

„Potop” nie był bezpiecznym filmem. Kaskaderskie popisy, dużo scen na koniach, walki na szable – to nie wszystkie zagrożenia, z jakimi spotykali się twórcy. Jedną z najbardziej dramatycznych chwil była ta, gdy ekipa realizowała scenę pożaru Wołmontowicz.

Aby na ekranie można było pokazać płonące chałupy, straż pożarna asystująca przy produkcji obliczyła, gdzie i jak będzie się rozprzestrzeniał ogień. Na tej podstawie ustalono trasę wycofywania się ekipy filmowej. Tymczasem pod wpływem wysokiej temperatury, jaka wytworzyła się w wyniku pożaru, drastycznie zmienił się kierunek wiatru, a trasa, którą mieli się wycofywać Jerzy Wójcik i jego współpracownicy, znalazła się na linii pożaru. Operator, szwenkierzy i reszta ekipy musiała w pośpiechu uciekać się z planu, a wysoka temperatura uszkodziła nawet jedną ze szpul filmu.

100 milionów w 535 dni – „Potop” w liczbach

Na planie "Potopu" Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sumik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Na planie „Potopu” Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sumik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Budżet filmu opiewał na rekordową kwotę 100 milionów złotych, a zdjęcia rozciągnięte na trzy lata trwały 535 dni. Na potrzeby filmu przygotowano 23000 kostiumów, szwedzkie skórzane okrycia po zakończeniu zdjęć zostały przerobione na szkolne tornistry. W filmie udział wzięło 400 aktorów i kilka tysięcy statystów.

Armaty na potrzeby filmu wykonała elbląska firma Zamech, która zadbała nawet, by wszystkie one naprawdę mogły strzelać. Kiedy sprzęt przewożono na plan filmowy na Białorusi, potrzebnych było aż 37 wagonów towarowych. To właśnie na Białorusi zbudowano dekoracje udające Wołmontowicze, Wodokty i Lubicz, a zdjęcia do filmu kręcono także w Polsce i na Ukrainie.

Leszek Teleszyński w "Potopie", fot. Romuald Pieńkowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Leszek Teleszyński w „Potopie”, fot. Romuald Pieńkowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Wielki budżet filmu nie oznaczał jednak braku problemów. Z trudem udało się zdobyć pieniądze na wynajem szerokich obiektywów Panavision. Na kamery tej firmy nie starczyło budżetu, dlatego wypożyczone obiektywy dostosowano do kamer, które posiadała polska ekipa. Dopiero w połowie zdjęć Hoffman i Jerzy Wójcik otrzymali drugi obiektyw i transfokator.

W 1972 roku, gdy zlikwidowano zespół filmowy odpowiedzialny za produkcję „Potopu”, władze rozważały przerwanie zdjęć. Poniesione nakłady były jednak zbyt wysokie, by wyrzucić do kosza nakręcone już materiały. Aby kontynuować prace, Jerzy Hoffman musiał podpisać oświadczenie, iż ponosi odpowiedzialność za finansowe powodzenie filmu. Gdyby cokolwiek się nie udało, byłby to pewnie ostatni film w dorobku reżysera. Film przyciągnął do kin 27 milionów widzów, dzięki czemu stał się trzecim najchętniej oglądanym polskim filmem w historii, ustępując jedynie „Krzyżakom” i „W pustyni i w puszczy”.

„Potop” bez Olbrychskiego?

Daniel Olbrychski w kontrowersyjnej roli Azji Tuhajbejowicza w "Panu Wołodyjowskim" Jerzego Hoffmana, fot Jan Ossowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Daniel Olbrychski w „kontrowersyjnej” roli Azji Tuhajbejowicza w „Panu Wołodyjowskim” Jerzego Hoffmana, fot Jan Ossowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Dziś trudno sobie wyobrazić ten film bez Daniela Olbrychskiego. A jednak kiedy ogłoszono, że to właśnie on wcieli się w postać szlachetnego awanturnika, w kraju podniosło się prawdziwe larum. Część dziennikarzy oraz widzów nie mogło uwierzyć, że aktor, który w „Panu Wołodyjowskim” grał nikczemnego Azję Tuhajbejowicza, miałby wystąpić w jednej z najważniejszych ‚narodowych’ ról.

Nadeszła lawina listów, a to od koła gospodyń wiejskich, a to wstrętnych anonimów. Ale dla Daniela to był bodziec, żeby pokazać tym kretynom, że nie mają racji. – wspominał Jerzy Hoffman.

Kirk Douglas, który zapraszał wówczas Olbrychskiego do udziału u jego boku w filmie przygodowym o piratach, mówił polskiemu gwiazdorowi: „Ciekawy ten Twój kraj – jeszcze nie zagrałeś Kmicica, a już mówią o twojej roli”. Ostatecznie za swą rolę Olbrychski zgarnął nagrodę dla najlepszego aktora Festiwalu Filmowego w Gdańsku.

Oleńka – jedna na 9 tysięcy

Małgorzata Braunek w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Jerzy Troszczyński, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Małgorzata Braunek w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Jerzy Troszczyński, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

O ile Danie Olbrychski był pierwszym i jedynym wyborem Hoffmana, Małgorzata Braunek trafiła na plan „Potopu” dużo później. Pierwotnie reżyser wybrał do roli Oleńki studentkę Filmówki, Janinę Sokołowską, jedną z 9 tysięcy kandydatek do roli. Decyzję o zatrudnieniu Braunek podjął już podczas zdjęć.

Małgosia Braunek przyjechała na zdjęcia próbne, gdy kręciliśmy w Kaplicy Jasnogórskiej. Była w siódmym miesiącu ciąży i wyglądała zjawiskowo. Zajęci scenami batalistycznymi mogliśmy na nią poczekać. Nikt nie przewidział jednak, że jej ówczesny mąż Andrzej Żuławski skłoni ją po porodzie do gwałtownego schudnięcia. Trzeba było zwężać kostiumy, twarz jej się zaostrzyła. To spowodowało, że Janusz Głowacki napisał, że Braunek to „Max von Sydow polskiego kina” – opowiadał Jerzy Hoffman.

Pan Zagłoba dostaje zawału

Kazimierz Wichniarz w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Kazimierz Wichniarz w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Pierwotnie w rolę Zagłoby miał się wcielić Mieczysław Pawlikowski, który grał rubasznego szlachcica w „Panu Wołodyjowskim”. Aktor dostał jednak zawału na krótko przed rozpoczęciem zdjęć, a jego miejsce zajął Kazimierz Wichniarz.

Daniel Olbrychski kaskaderem

Daniel Olbrychski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sulik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Daniel Olbrychski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sulik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Dla Olbrychskiego rola Kmicica była ogromnym wyzwaniem. Chyba żaden inny aktor nie sprostałby fizycznym wyzwaniom, jakie postawiono przed Olbrychskim.

Daniel musiał udowodnić wszystkim, że najlepiej biega, najlepiej fechtuje i wódkę pije też najlepiej”– mówił o nim Hoffman.

Scena z "Potopu" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Scena z „Potopu” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Olbrychski, świetny szermierz, bokser i jeździec, sam wykonywał większość ewolucji. Podczas jednej ze scen jego siodło poluzowało się i aktor spadł na ziemię, prosto pod kopyta 40 rozpędzonych w galopie koni, a tylko dzięki własnemu sprytowi i sprawności zdołał szybko umknąć z pod ich nóg.

Nie była to jedyna z ryzykownych przygód na planie. Podczas realizowania sceny przeprawy przez Dniepr, koń na którym jechał Olbrychski wpadł w dziurę i zapadł się pod wodę, a tylko dzięki pomocy aktora zwierzę nie utonęło.

Kuklinowski ci boczków przypiecze?

Daniel Olbrychski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sulik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Daniel Olbrychski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Roman Sulik, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Olbrychski nie mógł też liczyć na zastępstwo kaskadera podczas kręcenia jednej z najsłynniejszych scen filmu – podwieszony na linie uwiązanej do rąk i nóg Kmicic podpalany jest pochodnią przez mściwego Kuklinowskiego. Aby zrealizować tę scenę, twórcy korzystali ze specjalnych azbestowych płytek, które przykładano do boku aktora i przykrywano filmowym makijażem. „W porządku, najpierw próbujemy na was, potem na aktorze” – mówił Hoffman do pomysłodawców tego rozwiązania, gdy wraz z Olbrychskim przygotowywali się do realizacji ujęcia.

Sam aktor po latach wspomina, że gdy na wielostopniowym mrozie wisiał półnagi i skrępowany sznurami, samo podpalanie dzięki azbestowym zabezpieczeniom wydawało się przyjemnością.

Bitwa pod Pierdziszewem

Scena z "Potopu" Jerzego Hoffmana, fot. Romuald Pieńkowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Scena z „Potopu” Jerzego Hoffmana, fot. Romuald Pieńkowski, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

W związku z koniecznością ograniczenia powieściowych wątków i uczynienia opowieści bardziej przejrzystą dla widza, Hoffman i jego współscenarzyści zdecydowali się na połączenie dwóch powieściowych bitew w jedną. Zamiast bitwy pod Warką i Prostkami w filmie znalazła się jedna potyczka.

Gdy Adam Kersten, historyk i współscenarzysta pytał, gdzie w takim razie odbywa się owa bitwa, Hoffman odpowiadał ironicznie – pod Pierdziszewem.

Jasna Góra czyli trudna podróż w czasie

Klasztor Jasnogórski w "Potopie" Jerzego Hoffmana, fot. Jerzy Troszczyński, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Klasztor Jasnogórski w „Potopie” Jerzego Hoffmana, fot. Jerzy Troszczyński, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Pod koniec 1970 roku Hoffman uzyskał zgodę zakonu paulinów na kręcenie zdjęć w klasztorze na Jasnej Górze. Dla Jerzego Wójcika, operatora filmu, realizacja zdjęć w autentycznej klasztornej lokalizacji była pewnym kłopotem. Wybierając miejsce ustawienia i punkt widzenia kamery musiał cały czas uważać, by na ekran nie trafiły elementy współczesnego pejzażu.

Na prośbę Wójcika generał zakonu zgodził się na to, by w scenie odsłonięcia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej użyto oryginału, a nie jego kopii, a w scenie, gdy Kmicic wysypuje na klasztorny stół drogie klejnoty, wykorzystano głównie autentyczną biżuterię ze skarbca klasztoru.

Ówczesnym władzom nie do końca podobało się, że sceny obrony Częstochowy miały być centralną częścią filmu. Włodarze z Komitetu Centralnego nakazali m.in. skrócenie sceny odsłonięcia świętego obrazu.

Jerzy Wójcik schodzi z planu

Jerzy Wójcik na planie Potopu Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Jerzy Wójcik na planie Potopu Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Mimo że wpływ Jerzego Wójcika na „Potop” jest nie do przecenienia, a bez jego genialnych zdjęć film nie byłby taki sam, w czasie prac nad adaptacją Sienkiewiczowskiej powieści raz po raz dochodziło do sporów między Jerzym Hoffmanem i operatorem.

Wójcik miał (…)ambicje reżyserskie, pod koniec zdjęć aura między nami była gęsta” – mówił reżyser Jackowi Szczerbie.

W związku z różnicą zdań i ambicjami obu twórców jedna ze scen (atak górali na kolumnę szwedzkiego wojska), które znalazły się w filmie została nakręcona bez udziału Wójcika.

„Potop” w drodze po Oscara

Scena z "Potopu" Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ www.fototeka.fn.org.pl
Scena z „Potopu” Jerzego Hoffmana, fot. Franciszek Kądziołka, Fototeka Filmoteki Narodowej/ http://www.fototeka.fn.org.pl

Zaraz po premierze film Hoffmana stał się największym kinowym hitem w Polsce. 27 miliony widzów i Złote Lwy sprawiły, że „Potop” otrzymał nominację do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Statuetkę zdobył jednak „Amarcord” Felliniego.

„Potop” po latach stał się jednym z największych klasyków polskiego kina. W 1999 roku w ankiecie „Polityki” zajął 5 miejsce wśród „Najciekawszych filmów polskich XX wieku”, a w jubileuszowej, 50. Edycji „Złotych Kaczek” otrzymał nagrody za najlepszy pojedynek w historii polskiego kina oraz nagrodę najlepszego filmu historyczno-kostiumowego w historii polskiej kinematografii.

Film w wersji skróconej i cyfrowo odnowionej można obejrzeć w serwisie Ninateka.pl.

Źródła:

  • Jacek Szczerba rozmawia z Jerzym Hoffmanem – Gazeta Wyborcza,
  • „Jerzy Hoffman. Gorące serce”, Marta Sztokfisz, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2011 r.
  • „535 dni Potopu”, Maria Oleksiewicz, Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe, Warszawa 1975 r.
  • „Labirynt światła”, Jerzy Wójcik, Canonia, Warszawa 2012 r.

Informacje własne BS.

Bartosz Staszczyszyn

Bartosz Staszczyszyn – filmoznawca, krytyk filmowy i literacki, scenarzysta. Ukończył filmoznawstwo na UJ. Jako dziennikarz publikował m.in. w „Polityce”, „Filmie”, Filmwebie, Dwutygodniku. Jest scenarzystą serialu „Nielegalni”, konsultantem scenariuszowym i współautorem książek o historii kina i telewizji.


Eutanazja powinna być legalna!

Jack, jakiego nie znacie - Film w Interia.pl

Niedawno obejrzałam film bardzo smutny, ale i potrzebny na temat eutanazji!

Film nosi tytuł „Jack jakiego nie znacie” i w roli lekarza amerykańskiego wcielił się Al Pacino – rewelacyjny!

Film zrealizowano na faktach i opowiada o lekarzu Jacku Kevorkianu, który przez lata walczył w Ameryce o prawo do eutanazji nazywanej jako samobójstwo wspomagane.

Zgłaszali się do niego ludzie nieuleczalnie chorzy, którzy z powodu bólu, cierpienia nie chcieli dalej żyć!

Lekarz działał niezgodnie z amerykańskim prawem, ale dokonał 130 razy tzw. samobójstw wspomaganych i w sądach tłumaczył, że nie jest zabójcą, a jedynie robił usługę medyczną!

Przed eutanazją robił dokumentację i wszystkie osoby chore, proszące o przerwanie im męki nagrywał jako dowód.

Nagrywał, aby  mieć dowód na to, że działał w imię empatii w stosunku do ludzi śmiertelnie i nieodwracalnie chorych!

Sam skonstruował urządzenie do podawanie leku – najpierw usypiającego, a potem zatrzymującego akcję serca.

Chorzy nie cierpieli, a odchodzili spokojni i przed podaniem leków mogli się pożegnać z bliskimi – a wszystko było nagrywane!

Niestety, ale w Ameryce nie został zrozumiany i w konsekwencji skazano go na 8 lat więzienia mimo, że sam był człowiekiem już wiekowym!

Walczył do końca o prawo do eutanazji, gdyż uważał, że każdy chory ma prawo do godnej śmierci, kiedy cierpi i wyje z bólu, a także jest ciężarem dla bliskich!

Po obejrzeniu tego filmu doszłam do wniosku, że chciałabym mieć taki wybór i nie chciałabym nigdy stać się ciężarem, kiedy będę robiła w pampersy, a ból nie będzie niwelowała nawet morfina!

Moja chora na raka matka prosiła mnie o żyletkę, bo miała dość cierpienia!

Mam bardzo niski próg znoszenia bólu i naprawdę chciałabym odejść godnie bez obciążania bliskich, bo oni mają prawo do swojego życia!

Cd. niżej  – o dramatach, kiedy to współmałżonek dokonuje wyboru i sam dokonuje eutanazji w domowych warunkach ze względu na brak innego wyjścia i tak qurwa nie powinno być!

Oglądałam też film o zamordowaniu swojej, bardzo chorej żony dla przez męża dla, której nie było żadnego ratunku!

Film pt. „Milość” opowiada właśnie o tym, że z braku dostępu do eutanazji mąż dusi poduszką swoją żonę i po tym zgłasza się na policję!

Eutanazja powinna być legalna, a nie, że ludzie umierają w boleściach w hospicjach – często samotni!

Takie powinno być prawo starości!

Zdj. ilustracyjne /JOE GIDDENS /PAP/EPA

Zdj. ilustracyjne/JOE GIDDENS /PAP/EPA

92-latek udusił ciężko chorą żonę, z którą był od 70 lat. „Nie mogłem znieść, jak cierpi”

​92-latek został w Niemczech skazany za zabójstwo swojej żony, z którą był przez 70 lat. Mężczyzna tłumaczył, że był już całkowicie wyczerpany psychicznie i fizycznie opieką nad swoją ciężko chorą małżonką!

Julius S. i Margarethe z Gemuenden am Main w Bawarii byli małżeństwem przez 70 lat. Tworzyli spokojny związek, nie mieli dzieci. Na starość pojawiły się jednak problemy – kobieta zaczęła chorować. Przez problemy związane ze stawami nie mogła się poruszać oraz zaczęła jej towarzyszyć demencja.

Julius przez lata opiekował się kobietą. Jak jednak tłumaczył w sądzie, zajmowanie się ciężko chorującą żoną wyczerpywało go fizycznie i psychicznie. Zaczął sam cierpieć na depresję. Twierdził, że nie widział innego sposobu rozwiązania sytuacja, jak pozbawienie małżonki życia.

Między nami była wspaniała harmonia. Szanowaliśmy się, wspólnie decydowaliśmy o wszystkim. Dlatego nie mogłem znieść, jak cierpiała moja żona – tłumaczył 92-latek. Musiałem ją uwolnić od demencji i wszystkich innych problemów – mówił.

Do zbrodni doszło na początku listopada 2019 roku. Oglądaliśmy telewizję, chociaż ona nic już nie rozumiała. Potem dałem jej tabletki nasenne, nie miała pojęcia, co się wokół niej dzieje. Usiedliśmy na łóżku, wypiliśmy razem kieliszek wina, a potem udusiłem ją kocem – powiedział. Zdaniem ekspertów, śmierć była szybka i bezbolesna.

92-latek przygotował instrukcje dotyczące pogrzebu, napisał listy pożegnalne i przygotował umowy dla firm ubezpieczeniowych, by nikt potem nie musiał niczego szukać. Następnie przyznał się do przestępstwa.

Sąd skazał mężczyznę na dwa lata więzienia. Musi także zapłacić wybranej organizacji non-profit 10 tysięcy euro. Tłumaczono, że to łagodny wyrok, bo Julius S. „nie działał ze złością, ale w rzekomym interesie ofiary”

https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-92-latek-udusil-ciezko-chora-zone-z-ktora-byl-od-70-lat-nie-,nId,4850955

 

Kiedy to ludzie – ludziom zgotowali ten los! Czarnobyl!

Kiedy w 1986 roku do Polski dotarła szczątkowa wiadomość, że w Czarnobylu doszło do wielkiego wybuchu elektrowni atomowej, to pamiętam jak biegłam do punktu sanitarnego, by dzieciom podano jod!

Chodziło o to, aby tarczycę ochronić przed promieniowaniem!

Obejrzałam przez dwa dni pięć odcinków serialu pt. „Czarnobyl” i oto w głowie mi się rozjaśniło – jak to tam naprawdę było!

A było strasznie, potwornie, tragicznie.

Oglądając serial zdałam sobie sprawę z tego – jak mało świat wie o tym wybuchu, kilka razy mocniejszym niż wybuch bomby atomowej w Hiroszimie pod względem parametrów promieniowania!

Świat miał się o tym nie dowiedzieć, no bo jakże taki wielki kraj, a tu nagle taka katastrofa.

KGB i KC chciało oszukać nawet samego Gorbaczowa i bagatelizowano wybuch!

Jednak kiedy Szwecja zauważyła u siebie wzrost promieniowania, a USA zrobiły zdjęcia, to tragedię było coraz trudniej ukryć!

Do wybuchu doszło na skutek błędu ludzkiego, bo w elektrowni przeprowadzono tekst, który skończył się olbrzymim wybuchem.

Ludzie napromieniowani umierali w zastraszających bólach, a ich skóra odchodziła od kości i nie było na to żadnego lekarstwa!

Chowano ludzi w trumnach metalowych, które były zaspawane i wkładano do grobów zbiorowych zalewając ciała betonem i tak samo wszystkie zwierzęta, które masowo zabijano!

Ewakuowano tysiące ludzi, a ze Związku Radzieckiego sprowadzono 60 tysięcy potrzebnych do usuwania ziemi na głębokość metra i wycinano wszystkie lasy!

Powstała pustynia napromieniowana łącznie w wodami gruntowymi!

Człowiek, którym badał tę katastrofę chciał ujawnić swoje badania światu.

Został jednak skutecznie zastraszony i dwa lata po katastrofie popełnił samobójstwo!

Jak tam jest dzisiaj?

Nie wolno tam wracać, a po emisji serialu Ukraina dopuściła wycieczki w celu zwiedzania za pieniądze oczywiści!

Nadal tam wszystko świeci i była to największa na świecie, taka katastrofa i oby nigdy więcej się nic takiego nie wydarzyło.

Serial jest świetnie nakręcony!

Oglądając go czułam, jakbym tam była, a napięcie nie schodziło ze mnie przez ponad pięć godzin oglądania.

Nie mam oczywiście wiadomości ile w serialu jest prawdy, a ile fikcji, ale i tak warto poświęcić czas na obejrzenie tego, co nie powinno się zdarzyć!

Pytamy często – dlaczego tak dużo ludzi teraz umiera na raka?

Umieramy, bo promieniowanie wciąż nas dotyka, choć minęło już tyle lat!

Mamy w Polsce też straszny czas, bo zgotowali piekło polskim kobietom, a więc można porównać ludzkie rozterki z Czarnobylem kiedy to ludzie – ludziom zgotowali ten los!

 

Lekarze Czarnobyla •js

Czarnobyl (Serial TV 2019-2019) - Filmweb

34 lata temu doszło do katastrofy w Czarnobylu. Zobacz online, jak dziś wygląda okolica wybuchu [ZDJĘCIA] | Polska Times

Każdy dzień jest niespodzianką!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Z okna kuchennego mam widok na dwa drzewa i to bardziej jesienne nie potrafię nazwać, choć szukałam w sieci.

Ma ono na jesień czerwone owoce, które uwielbiają podjadać ptaki!

Drugie drzewo, to piękny, zdrowy platan i on najpóźniej ze wszystkich drzew liściastych zrzuca liście!

Myślę sobie, że wielu ludzi starszych, uwięzionych w domach przez pandemię gapi się na świat – na jesień  z okien właśnie!

Przypomniało mi się, że czas zadzwonić do mojej lekarz rodzinnej, bo leki zaczęły mi się kończyć, a więc trzeba do rozmowy się odpowiednio przygotować, bo długopis i kartkę, aby zapisać numer recepty.

Zawsze jest to dla mnie wielki stres nie wiedzieć czemu, ale przeżywam to bardzo!

Udało się załatwić sprawę szybko i sprawnie, a telefonicznie usłyszałam, że mam wychodzić na spacery z dala od ludzi! Acha! 🙂

Zalecenie drugie, to mam się kłuć trzy razy dziennie – dwie godziny po posiłkach, aby monitorować poziom cukru! Nie lubię się kłuć, ale muszę!

Niby normalny poniedziałek, a jednak smutny!

Odszedł od nas wielki aktor – Wojciech Pszoniak w stosunkowo młodym wieku!

Miał tylko 78 lat, ale choroba nie wybiera!

Zmarł o 6 godzinie  z minutami nad ranem w szpitalu, w którym jego żona była z nim do końca!

Na stacji TVN-u żegnały go nasze gwiazdy sztuki, filmu, teatru jak Janusz Gajos, Andrzej Seweryn, Agnieszka Holland, Tomasz Raczek i wielu, wielu innych!

Pomału odchodzą od nas najlepsi i kończy się pewna epoka.

Ja jako młoda dziewczyna byłam w kinie na filmie „Ziemia obiecana” i pamiętam, że film był wybitny! Muszą sobie go powtórzyć!

Mówię do siebie – sprawdzam i weszłam dzisiaj parę razy na telewizję reżimową, a tam jak makiem zasiał o wielkim aktorze!

Nic, zero, null, a tylko grzeją temat Romana Giertycha!

Te reżimówki są wybitnie dla kretynów, których się ogłupia Zenkiem Martyniukiem – ojcem i mężem patologicznej rodziny, która co rusz gości na „Pudelku”

Oglądając wolne media ludzie by wiedzieli, kto to był Wojciech Pszoniak i byli by bogatsi w wiedzę, a tak ich telewizja wypiera skutecznie ludzi, którzy dali tak wiele Polsce!

Ich telewizja promuje miernoty, kabotynów, beztalencia, patologię!

Za ONET przytaczam, pokrótce osiągnięcia najlepszego aktora od 50 lat!

„Drogę do międzynarodowej kariery otworzyła mu znakomita rola Moryca Welta w „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy. Wystąpił w takich filmach jak „Wesele”, „Danton” i „Korczak” Andrzeja Wajdy, „Austeria” Jerzego Kawalerowicza.

Od 1978 grał w teatrach francuskich m.in. w Nanterre, Montparnasse i Chaillot, a także na scenach londyńskich. W latach 80. wyjechał do Francji i zamieszkał w Paryżu. W 2008 r. otrzymał francuski Order Zasługi za „wkład w rozwój stosunków polsko-francuskich w dziedzinie kultury”.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, niebo, chmura i na zewnątrz

Wojciech Pszoniak i Jan Nowicki w ‚Biesach’, reżyseria – Andrzej Wajda, Stary Teatr, 1971

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Tym filmem Wajda zbulwersował Amerykę. Dlaczego "Ziemia obiecana" nie dostała Oscara? - Super Express - wiadomości, polityka, sport

Moje kino – zawalczyć o miłość, czyli „Lekcja miłości”

Na blogu poruszam często tematy o seniorach i tym razem też tak będzie.
Na HBO GO obejrzałam premierę polskiego filmu dokumentalnego, który ogląda się jak film fabularny o bardzo dzielnej pani Joli!
Film nosi tytuł „Lekcja miłości” w reżyserii Małgorzaty Goliszewskiej Katarzyny Mateja
O tym filmie opowiada Tomasz Raczek na swoim kanale na YT:
Po obejrzeniu tego filmu pomyślałam sobie, że kobiety żyją latami w toksycznych związkach, bo boją się cokolwiek zmienić, a także nie mają odwagi przerwać piekła domowego.
Pani Jola postawiła na siebie i wygrała!
Na samej końcówce życia doznała szczęścia i spełniała swoje marzenia skrywane przez lata.
Z nowym partnerem, który traktował ją jak swoją królową doznała tego, czego nikt jej nigdy nie dał!
Dlaczego tak długo trwała przy mężu pijaku?
Ksiądz na ślubie kościelnym powiedział, że „na dobre i na złe”, a więc 45 lat trwała w swojej przysiędze, ale w pewnym momencie postanowiła zawalczyć o swoje szczęście i powiedziała – dość!
„Lekcja miłości”: nie zawsze „na dobre i na złe” to słuszne rozwiązanie. Przekonała się o tym pani Jola
Wytrwała 45 lat u boku alkoholika, a potem powiedziała basta! Choć ksiądz odradził jej rozwód, nie przeszkodziło jej to w znalezieniu mężczyzny, który pokocha ją taką jaka jest. A pani Jola jest najbarwniejszą bohaterką polskiego dokumentu ostatnich lat.

Wystarczy, że pani Jola pojawi się na horyzoncie, a nie sposób oderwać od niej wzroku. Zawsze elegancka, w sukni, wystawnej biżuterii i mocnym makijażu. Ale życie przez długi czas nie pozwalało jej być na co dzień damą.

W młodym wieku związała się z Bogdanem, którego uwielbiała, gdy był trzeźwy. Jednak po ślubie coraz rzadziej można było go zobaczyć w takim stanie. Zaczęło się piekło: codzienne picie alkoholu i bijatyki. Ale pani Jola urodziła 6 dzieci i chciała zapewnić im pełną rodzinę. W końcu przysięgała przed Bogiem, że będą razem „na dobre i na złe”.

Dziś bohaterka filmu „Lekcja miłości”, który robi furorę na festiwalu Millenium Docs Against Gravity, jest przekonana, że trzymanie się tej ślubnej maksymy przyniosło jej więcej strat niż korzyści. Mimo że pytając młodego księdza o zdanie w sprawie rozstania, usłyszała, że powinna mężowi-alkoholikowi wybaczyć i trwać z nim do końca, bo przecież rozwód nikomu nie przyniesie nic dobrego.

Po latach upokorzeń postanowiła jednak zawalczyć o siebie. Spakowała siebie i dzieci i spod Kielc ruszyła pieszo aż do Szczecina. Stamtąd trafiła na włoską emigrację. Jej oprawca postanowił podążyć jej śladami i znowu z nią zamieszkał.

Dopiero gdy usłyszała śmiertelną diagnozę, poczuła, że w końcu może pozwolić sobie na bycie egoistką. Po operacji zaczęła chodzić na lekcje śpiewu i dancingi do szczecińskiej Cafe Uśmiech. Tam poznała nowych przyjaciół i Wojtka, który zdobył jej serce.

Nagrania do filmu powstawały przez 4 lata, przez co widać, jak pani Jola zaczęła zmieniać swoje nastawienie i rozkwitła u boku nowego ukochanego. Z osoby, która myślała, że wszystko co dobre jest już za nią, stała się spragnioną nowych przygód szczęśliwą seniorką.

Dziś bohaterka dokumentu śpiewa „szukanie swej miłości to nie stracony czas, może powróci, mam tą nadzieję, połączy znowu nas”. W swoim repertuarze oprócz własnych utworów ma też przeboje Hanki Ordonówny. Zawsze w torebce nosi ze sobą mikrofon i jeśli widzi smutnych ludzi na przystankach, to wyciąga go i śpiewem poprawia im humor.

Życiorys 70-latki to nie tylko historia trudnej drogi do miłości, ale też wolności. W ostatnich latach wiele osób próbowało nakłonić ją do rozwodu z Bogdanem. Postanowiła, że szkoda jej na to nerwów i zdrowia. Czeka aż Bóg ją wyręczy.

Fenomen pani Joli wykracza poza granice kraju. „Lekcja miłości” miała światową premierę na prestiżowym festiwalu IDFA w Amsterdamie, a po jego pokazie publiczność ustawiała się w kolejkach po zdjęcie i chwilę rozmowy z bohaterką filmu. Bo takich herosek nam trzeba.

"Lekcja miłości": Jola i Wojtek na dancingu.

„Lekcja miłości”: Jola i Wojtek na dancingu. (Materiały prasowe)

ZAMKNIJ

Dziś bohaterka filmu „Lekcja miłości”, który robi furorę na festiwalu Millenium Docs Against Gravity, jest przekonana, że trzymanie się tej ślubnej maksymy przyniosło jej więcej strat niż korzyści. Mimo że pytając młodego księdza o zdanie w sprawie rozstania, usłyszała, że powinna mężowi-alkoholikowi wybaczyć i trwać z nim do końca, bo przecież rozwód nikomu nie przyniesie nic dobrego.

Po latach upokorzeń postanowiła jednak zawalczyć o siebie. Spakowała siebie i dzieci i spod Kielc ruszyła pieszo aż do Szczecina. Stamtąd trafiła na włoską emigrację. Jej oprawca postanowił podążyć jej śladami i znowu z nią zamieszkał.

Dopiero gdy usłyszała śmiertelną diagnozę, poczuła, że w końcu może pozwolić sobie na bycie egoistką. Po operacji zaczęła chodzić na lekcje śpiewu i dancingi do szczecińskiej Cafe Uśmiech. Tam poznała nowych przyjaciół i Wojtka, który zdobył jej serce.

Nagrania do filmu powstawały przez 4 lata, przez co widać, jak pani Jola zaczęła zmieniać swoje nastawienie i rozkwitła u boku nowego ukochanego. Z osoby, która myślała, że wszystko co dobre jest już za nią, stała się spragnioną nowych przygód szczęśliwą seniorką.

Dziś bohaterka dokumentu śpiewa „szukanie swej miłości to nie stracony czas, może powróci, mam tą nadzieję, połączy znowu nas”. W swoim repertuarze oprócz własnych utworów ma też przeboje Hanki Ordonówny. Zawsze w torebce nosi ze sobą mikrofon i jeśli widzi smutnych ludzi na przystankach, to wyciąga go i śpiewem poprawia im humor.

OBEJRZYJ JESZCZE RAZ

 

Życiorys 70-latki to nie tylko historia trudnej drogi do miłości, ale też wolności. W ostatnich latach wiele osób próbowało nakłonić ją do rozwodu z Bogdanem. Postanowiła, że szkoda jej na to nerwów i zdrowia. Czeka aż Bóg ją wyręczy.

Fenomen pani Joli wykracza poza granice kraju. „Lekcja miłości” miała światową premierę na prestiżowym festiwalu IDFA w Amsterdamie, a po jego pokazie publiczność ustawiała się w kolejkach po zdjęcie i chwilę rozmowy z bohaterką filmu. Bo takich herosek nam trzeba.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku

Seriale, które uczą – „Wiktoria”

Królowa Wiktoria: życiorys władczyni. Jak wyglądały małżeństwo i panowanie Wiktorii Hanowerskiej? (Wikimedia Commons)

 

No i wpadłam jak śliwka w kompot jesienią!

Odkąd mam dostęp do filmów i seriali na HBO dowiedziałam się, że w ostatnich latach powstały genialne produkcje seriali, a Brytyjczycy są mistrzami w produkcji seriali historycznych i kostiumowych – po prostu perfekcja!

Piszę o tym jak oni potrafią idealnie niemal, odwzorować tamtą epokę, a piszę o serialu pt. „Wiktoria”, który opowiada o Królowej Wiktorii, jako jednej z najdłużej panującej w historii, bo 63 lata!

Dziś skończyłam oglądać 1 sezon, a jest ich trzy i każdy składa się z 9 odcinków, a więc jest to kawał kina, ale strasznie  wciągającego!

Wiktoria  jako 18 latka została Królową po śmierci swojego ojca i na początku niezgrabnie sobie radziła z rządzeniem, bo wyśmiewano jej wzrost, gdyż mierzyła zaledwie 1.49 i była istotką malutką, z której drwiono!

Nie brano pod uwagę, że już w tym wieku była doskonale wykształcona!

Na początku swojego panowania w ważnych sprawach radziła się Premiera –  Lorda Melbourne’a, który był dużo od niej starszy, ale między nimi iskrzyło!

Wiktoria była nim zauroczona, ale on zdawał sobie sprawę z tego, że nie może odwzajemnić tego uczucia!

Kiedy na horyzoncie pojawił się Albert – książę niemiecki, to Wiktoria zauważyła, że na jego widok i obecność serce jej zadrżało i ona sama mu się w pewnym czasie po prostu oświadczyła.

Wiktoria nie była pięknością, ale Albert pokochał ją z wzajemnością i po pewnym czasie ona go upoważniła do sprawowania rządów i to się świetnie sprawdzało.

Kochali się przez całe swoje życie i kiedy Wiktoria zaszła w ciążę z pierwszym dzieckiem – strasznie bała się, iż umrze przy porodzie i okropnie bała się bólu!

Małżeństwo trwało i oboje nadal się kochając, spłodzili jeszcze ósemkę dzieci!

W XIX wieku panowało takie nastawienie, że kobieta w ciąży nie powinna się śmiać i cieszyć, gdyż to może zaszkodzić przyszłemu dziecku!

Wiktoria nie była piękna, ale była bardzo mądra i swoje rządy prowadziła z wybitną intuicją odpierając ataki na nią i wszelkie spiski!

Zauważyłam, że zakochuję się w takich serialach, bo fascynują mnie losy wielkich kobiet, a także wybitna scenografia, kostiumy, zamki, karoce, konie i stroje z tamtych lat!

Ten okres panowania Wiktorii, aż prosi się o ekranizacje robione właśnie takim sposobem jakbyśmy sami uczestniczyli w tamtych czasach i zostajemy wpuszczeni na salony!

Serial polecam cierpliwym, a ja taka jestem i chętnie pochłaniam każdy kolejny odcinek, ale wybór pozostawiam Wam, czy chcecie na parę nawet dni poświęcić swój czas tak znakomitej produkcji!

Ciekawostka jest taka, że Królowa Wiktoria w pewnym czasie stała się żarłoczna i strasznie utyła, ale przed śmiercią stała się lekka jak piórko, gdyż wciąż tęskniła za swoim mężem, który umarł przed nią, a ona chorowała!

Wiktoria Sezon 3 oglądaj wszystkie odcinki online