Archiwa tagu: film

Rozważania różne!

 

Obraz może zawierać: niebo, chmura, na zewnątrz i przyroda

Zdjęcie zostało zrobione przez mojego Męża i proszę zobaczyć jak ucieka nam lato.

Jakieś zboże dojrzało – zostało już ścięte i na zdjęciu widzimy  malownicze rżysko!

Na zachodzie Polski wisiały metalowe chmury, ale po południu wyjrzało słońce i na sercu zrobiło się milej.

Nie potrafię opisać przyrody tak jak to opisała Eliza Orzeszkowa w swojej powieści „Nad Niemnem”.

Dziś zaczęłam oglądać ten serial w dwóch częściach i jestem zafascynowana tak samo jak „Nocami i Dniami” – Marii Dąbrowskiej.

Muszę ze wstydem przyznać, że w życiu zabrakło mi jakoś czasu, aby ten film obejrzeć.

Orzeszkowa zostawiła w swojej powieści tę naszą niesamowitą polskość i przywiązanie do ziemi, a także posługiwała się cudowną polszczyzną.

Wydaje mi się, że kiedyś ludzie zwracali się do siebie z ogromnym szacunkiem i atencją, co nie przetrwało do naszych czasów.

Obojętnie z jakiej grupy społecznej pochodzili, to swoje rozmowy zamykali w okrągłych, pełnych zdaniach i bardzo mi się to w filmie podoba, a także te stroje i pejzaże.

Teraz komunikujemy się ze sobą szybko, skrótowo, aby prędzej siebie wyrazić, bo już nie potrafimy tak pięknie posługiwać się językiem polskim.

Niektórym wystarczają „emotki”.

Komórki, tablety, komputery nie pomagają, aby wyrażać swoje myśli, tak jak kiedyś robili nasi dziadowie.

A teraz drugi temat:

Czy piszecie z kimś w sieci regularnie np. mejle?

Prawie 4 lata temu delikatnie zaczepiłam w sieci pewną kobietę w moim wieku.

Podobało mi się, to, co Ona w sieci zostawiała i przyjęła moje zaproszenie do wzajemnego wspierania się.

Połączyły nas prawie identyczne losy kobiet, które w swoim życiu musiały się wiele razy podnosić, a potem upadać i znowu się podnosić.

Martwię się o Nią ostatnio, bo znowu życie Ją przygniotło, a, że jest niesłychanie wrażliwą osobą, to musi znowu mieć czas, by się pozbierać.

Jest mi Ona bardzo droga, bo jeśli tylko mam problem, to wiem, że Ona mi pomoże i mnie wesprze, a więc dla mnie stanowi Ona wielką wartość prawego, sprawiedliwego człowieka  i bardzo dobrego.

Poznałyśmy się w czasie, kiedy nasze Wnuki były małe i tak to trwa do dzisiaj, kiedy nasze Wnuki postarzały się o 4 lata, a my razem z nimi.

Staram się Ją wpierać także na ile mejlowo potrafię i każdego dnia otwieram skrzynkę pocztową i wyparuję wiadomości od Niej.

Była przy mnie, kiedy chorowała moja Mama i takiego wsparcia nie otrzymałam od swojej rodziny, a na Nią zawsze mogłam liczyć.

Bardzo mi pomogła w wielu, trudnych sprawach i za to Ci „A” dziękuję!

Zdrowiej kochana „A” i jeśli nawet nie będziesz miała siły pisać, to na zawsze zapamiętam Twoją dobroć i mądrość.

Wiem jednak, że kolejny raz przegonisz demony! Taka jesteś mocna!

Szukajcie w sieci bratnich dusz, bo nawet w sieci można trafić na wspaniałych ludzi i mnie się to udało.

Znalezione obrazy dla zapytania nad niemnem

 

Reklamy

Byłam nastolatką!

W 1963 roku wraz z rodzicami przyjechałam do mojego miasta i tutaj osiadłam na stałe.

To w tym mieście wydarzyło się wszystko w moim życiu i nie od razu czułam to miasto, a dopiero niedawno je zaakceptowałam, decydując się na robienie zdjęć ze swojego miejsca zamieszkania.

Ale od początku:

Zamieszkaliśmy w budynku należącym do wojska, bo ojciec był wojskowym, ale trzeba było mieszaknie ogrzewać węglem i mama rozpalała piec, by gotować posiłki, a by się wykąpać też trzeba było napalić węglem w baku na wodę.

Po jakiś trzech latach dostał ojciec mieszkanie w nowym bloku, gdzie było już c.o., a także był   podłaczony gaz i to była ulga dla nas wszystkich.

W tym bloku zamieszkała dziewczynka, z którą chodziłam do jednej klasy w szkole podstawowej i polubiłyśmy się.

Często odwiedzałyśmy się w naszych domach, a także odrabiałyśmy wspólnie zadania domowe i tak to trwało parę lat.

Wygupiałyśmy się zakładając buty naszych mam i robiłyśmy sobie makijaż, a także wkładałyśmy mamine pończochy! Chciałyśmy byś dorosłe.

Jej mama szyła, a więc i ja miałam ubrania spod jej igły  i wydawało mi się, że się z koleżanką przyjaźnimy.

Wszystko na to wskazywało, bo razem z innymi rówieśnikami bawiłyśmy się na podwórku grając w piłkę, czy też w inne dziecięce zabawy.

Lubiłam jej urodę, jakże odmienną od mojej, bo ja rasowa brunetka, a ona zwiewna, delikatna blondynka, dość wysoka o lekko falujących się włosach, czego jej bardzo zazdrościłam, bo moje były proste jak druty.

Lubiłam jej towarzystwo i cieszyłam się bardzo na to, że nasze mamy wysłały nas obie na kolonie w Dziwnowie.

Myślałam, że to będą super wakacje i miałam nadzieję, że przy niej będę zadowolona z pobytu nad morzem.

Stało się jednak inaczej, bo ona na tych wakacjach mnie zostawiła samą i „zakolegowała” się z innymi dziewczynkami, a na mnie  kompletnie nie zwracała uwagi.

Kiedy szliśmy w parach na plażę, to ona mnie opuszczała i świetnie się bawiła w gronie nowych koleżanek.

Te wakacje pamiętam do dziś, bo mnie bardzo zraniła i poczułam się zdradzona i jak opuszczony, samotny byt.

Obie miałyśmy chyba po 14 lat i po powrocie z tych wakacji byłam smutna, cierpiąca, ale się od niej odunęłam, a ona chyba nigdy się nie domyśliła tego, jak mnie zraniła.

Nasze drogi się rozeszły na zawsze, kiedy wyprowadziła się z rodzicami do innego miasta, a ja na długo zapamiętałam jej obojętnosć, ale z czasem oczywiście wszystko się zabliźniło.

Historię tę przypomniałam sobie dzisiaj, po obejrzeniu francuskiego filmu z 2014 roku pt. „Oddychaj”.

Jest to  historia strasznie podobna do mojej, a powinny ten film obejrzeć wszystkie nastolatki na świecie.

Film opowiada o przyjaźni Charlie i Sarah, które spędziły razem udane wakacje, ale po powrocie wszystko się zmieniło i zauroczona koleżanką Charlie krok po kroku zostaje upokorzona przez Sarah i —– obejrzyjcie sami.

Ciekawa jestem, czy moi czytelnicy też w młodości przeżyli takie odsunięcie, zniewagę, upokorzenie, zdradę przez rówieśnika, któremu zawierzyliście i myśleliście, że to jest na zawsze, a okazło się nic nie wartą przyjaźnią i został tylko ból.

Znalezione obrazy dla zapytania oddychaj film

Podobny obraz

Podobny obraz

Freddie Mercury i o nim wielki film!

Obejrzałam dzisiaj Bohemian Rhapsody (2018), w którym opowiedziano bigrafię Freddiego Mercury’ego i powstanie zespołu Queen w reżyserii Bryana Singra.

W rolę Freddiego wcielił się wręcz po mistrzowsku  Rami Malek i za swoją rolę otrzymał Oscara.

Przed obejrzeniem  nie przeczytałam żadnej recenzji i nie żałuję, gdyż malkontentom raczej film nie przypadł do gustu i w recenzjach wylali na ten film wiadro pomyj, co mnie osobiście zbulwersowało.

Dlaczego mnie zbulwersowało, ano dlatego, że ja nie jestem znawcą kina, a tylko amatorką, która lubi dobre kino i podczas oglądania momentami brakowało mi powietrza ze wzruszenia i musiałam parę razy w ciągu 2 godzin przerywać seans, aby do siebie dojść.

Na samym końcu już wyłam i nie mogłam sobie poradzić z emocjami, bo główny aktor zrobił takie show  na stadionie Wimbledon, że miałam schizę, gdyż aktor pokonał mistrza -momentami.

W filmie śledzimy dojście Fededdiego do kariery i budowanie własnej toższamości, a potem pławienie się w luksusie, a następnie wielką samotność z jaką się zmagał mimo ogromnych pieniędzy.

Śledzimy reakcje ludzi, którzy byli wobec niego lojalni, ale byli też zdrajcy, którzy chcieli się przy nim dorobić ogromnej fortuny.

Reasumując na szczęście kiedy zorientował się, że jest chory na AIDS dał z siebie wszystko, aby go zapamiętano jako twórczego i ogromnie utalentowanego wokalistę.

Dla mnie ten film, to majstersztyk i żaden krytykant mi go nie obrzydzi, bo nie płaczę na wielu dobrych filmach, a na tym się spłakałam i zapamiętam ten film na całe swoje życie.

Polecam, polecam, polecam!

 

Znalezione obrazy dla zapytania Rami Malek

Znalezione obrazy dla zapytania Bohemian Rhapsody

Podobny obraz

Polecam tylko najlepsze kino na blogu!

W ostatnim czasie mam wielkie szczęście do wyszukiwania bardzo wartościowego kina i dziś mi się, to ponownie zdarzyło.

Z wielkim zainteresowaniem obejrzałam film w reżyserii  Mikaela Hafstroma.

Jest to film produkcji szwedzko – duńskiej i coraz częściej przekonuję się do kina skandynawskiego, gdyż w tych filmach pokazywana jest prawda o życiu, aż do bólu.

Tyle lat przeżyłam na tym świecie, a nie wiedziałam, że edukacja w tamtych krajach – w latach 50 -tych była brutalna i bezwzględna.

Film nosi tytuł „Zło” i właśnie zło w tym filmie ukazane jest do granic wytrzymałości.

Co my mamy w tym filmie?

Życiem szesnastoletniego Erika rządzą przemoc i chaos.

Ojczym chłopca 16 letniego karcił brutalnie pasem za to nawet, kiedy chłopcu spadł widelec ze stołu.

Kiedy Ojczym bił, to matka, aby nie słyszeć – grała na fortepianie, bo nie umiała chronić syna.

Po wyrzuceniu ze szkoły za drobne przewinienia, zostaje wysłany do internatu w Stjärnsberg, który w niczym nie przypomina bezpiecznej przystani.

Odbywały się tam porachunki aż do krwi, na które wychowawcy przymykali oczy, tak jakby nie widzieli brutalności i zła.

Zło jest tam częścią systemu pozwalającego starszym uczniom na dręczenie młodszych.

Czy Erik zdoła się przeciwstawić prześladowaniom, nie łamiąc przy tym szkolnych przepisów i unikając wyrzucenia?

Czy będzie potrafił zachować godność i nie da się wciągnąć w spiralę przemocy zagrażającą jego przyszłości?

Polecam ten film ludziom o mocnych nerwach, gdyż są momenty bardzo brutalne, ale takie brutalne miał życie 16 letni Eryk.

Ja osobiście zakochałam się w młodym aktorze – Andreas Wilson, który odegrał swoją rolę po mistrzowsku! 

Film jest dostępny w sieci!

Podobny obraz

Znalezione obrazy dla zapytania zło film

Znalezione obrazy dla zapytania zło film

Znalezione obrazy dla zapytania zło film

 

Moje kino – „Uśpieni”

Amerykańskie kino z 1996 roku pt. „Uśpieni”, to rewelacyjny film, który o dziwo otrzymał tylko jednego Oscara za muzykę, a powinien być nominowany we wszystkich kategoriach!

Ten film to arcydzieło i powinien być bardziej doceniony i tylko się dziwić dlaczego nie był.

Nowy Jork, lata 60. XX wieku. Lorenzo, Michael, John i Tommy – nastolatkowie z Manhattanu – pracują dla miejscowego gangstera.

Pochodzą z domów, gdzie prym wiedli ojcowie, a matki były często przez nich bite, a także te biedne dzieciaki i dlatego swoje dzieciństwo spędzali na ulicy.

Bawili się, kąpali w oceanie i oczywiście broili i dla tych czterech chłopców spuszczenie wózka po schodach z ciepłymi kiełbaskami, który przygniótł przypadkowego przechodnia spowodowało, że wszyscy trafili na ponad rok do poprawczaka.

Ten wózek zmienił ich życie na zawsze, bo w poprawczaku doznali niewyobrażalnej krzywdzie ze stony strażników, którzy notorycznie bili i gwałcili chłopców.

Film jest cholernie mocny i choć długi, to nie wieje nudą, gdyż sceny są wartkie i się dobrze przeplatają tak, że akcja filmu z każdym kadrem jest coraz ciekawsza.

Prawdopodobnie film powstał na biograficznej powieści jedego z chłopców, który jako dorosły napisał wspomnienia z życia czterech przyjacół, którzy jako dzieci przeszły piekło zadane im przez życie i złych ludzi!

Już jako dorosli postanawiają się zemścić i pokazać oprawcom gdzie jest ich miejsce!

W tym filmie jest doborowa obsada, bo mamy w nim Roberta DeNro, Dustina Hoffmana, a także  mojego ukochanego Bratta Pitta, którego wielbię w każdej jego roli.

Polecam ten film z całego serca, bo już nie często kręci się tak wiarygodne i mocne kino, które sprawia, że przeżywa się istną ucztę!

Ostrzegam tylko, że ogladając ten film na zawsze pozostane w naszym umyśle, który będzie długo drążył nasze zwoje mózgowe, bo jest strasznie mocny, dogłębny i nie da się szybko o nim zapomnieć.

Kiedy [iszę o filmie i go polecam, to brak jest komentarzy i to dziwi, bo kiedy jest dyskusja na Oscarami, to w sieci wrze!

 

Podobny obraz

Znalezione obrazy dla zapytania uśpieni

Podobny obraz

Carpe diem – korzystaj z każdego dnia i nie marnuj mijających chwil!

Po obejrzeniu dzisiaj filmu pt. „Krótki pobyt w Szwajcarii” doszłam do wniosku po raz kolejny, że będąc w moim wieku powinnam częściej przytulać się do Męża, a także mówić własnym dzieciom, że je bardzo kocham i wszyscy są dla mnie najważniejsi w moim życiu.

Trzeba się cieszyć swoimi Wnukami i każdym, danym nam dniem, a  budząc się dziękować, że się  obudziliśmy i powitać nowy dzień uśmiechem i nadzieją.

Powinniśmy cieszyć się każdą porą roku i dostrzegać piękno przyrody i natury, oraz kochać świat jaki on by nie był!

Powinniśmy cieszyć się nawet wówczas, kiedy nasze życie jest skromne, ale mimo to mamy,  co włożyć do garnka, oraz mamy z kim zjeść wspólny posiłek, a także celebrować rodzinnie, wszelkie święta i być ze sobą razem, kiedy to jest tylko możliwe.

Piszę o tym dlatego, że film opowiada prawdziwą historię kobiety, która miała dobre życie, bo kochanego męża i trójkę udanych, bardzo dzieci, oraz ukochaną pracę.

Nagle jej mąż zaczyna chorować na nieuleczlaną chorobę pod nazwą PSP, a więc na postępujące porażenie nadjądrowe i z dnia na dzień zaczyna gasnąć, choć kobieta planowała z mężem cudowną emeryturę i tyle mieli planów i marzeń, ale choroba zabrała jej męża i trudno radziła sobie z żałobą.

Widziała ogromne cierpienie swego męża każdego dnia i choć była sama lekarzem, to nic nie mogła dla niego zrobić.

Film oparty jest na faktach i bardzo wzrusza, bo za chwilę ona sama zaczyna chorować dokładnie na tę samą chorbę, której obiawy są jak poniżej:

Wiedząc, co ją czeka planuje samobójstwo na zlecenie na co absolutnie nie zgadzają się jej dzieci, które zobowiązały się być przy niej dzień i noc, aby nie czuła się w chorobie samotna i opuszczona i tu kończę swoją opowieść o filmie, bo ponownie świechna mnie zruga.

Film jest o tym, że nigdy nie znamy dnia, ani godziny kiedy zostaniemy zaatakowani chorbą, a medycyna jest często bezradna.

Powtarzam więc, bo jakże często zapominamy, że najważnjesze jest zdrowie, a nie majątek i pieniądze, a żyć powinniśmy pokornie wobec wszelkiej maści chorób, które tylko czyhają, abyśmy z chorobą przegrali.

PSP – objawy:

  • upośledzenie zdolności wykonywania ruchów (związane zarówno ze spowolnieniem ruchowym, jak i z niestabilnością chodu i ze znacznie zwiększoną skłonnością do upadków)
  • zaburzenia ruchomości gałek ocznych (początkowo niemożność poruszania nimi w pionie, później upośledzenie dotyczy poruszaniami gałkami ocznymi i patrzenia we wszystkich kierunkach)
  • dysfagia (upośledzenie połykania)
  • retrocolitis (dystoniczne pochylenie szyi ku tyłowi)
  • apraksja powiek (poproszeni o uniesienie powiek i otwarcie oczu pacjenci nie są w stanie tego zrobić)
  • dyzartria (zaburzenia mowy)
  • zaburzenia otępienne (spowolnienie myślenia, apatia, spowolnione podejmowanie decyzji)
  • labilność emocjonalna (u pacjentów może pojawiać się np. przymus płaczu, ale i napady śmiechu)
  • wzmożenie napięcia mięśniowego pod postacią sztywności
  • perseweracje słowne

 

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

Znalezione obrazy dla zapytania krótki pobyt w szwajcarii

Film o wychodzeniu z szafy!

Dzisiaj w zachodniej części Polski było raczej smutno i deszczowo.

Będąc na emeryturze można coś robić, albo nie robić i odpuścić sobie wszelkie obowiązki i czekać na zwyżkę formy i chęci, co nie oznacza, że leży się cały dzień i leni.

Zawsze jest w domu coś do zrobienia i jeśli pokręcę się do południa i zdążę z obiadem, to popołudnie mam wolne i mogę sobie na ten czas zaplanować coś miłego, takiego tylko dla siebie.

Przychodzi więc czas wyciszenia po porannych wiadomościach, kiedy to odłączam się od polityki i oglądam filmy, bo uwielbiam dobre, wartościowe kino od zawsze.

Czasami jednak film mi się nie spodoba i wcale o nim nie piszę i szybko zapominam.

Inaczej jest jeśli trafię na dobry film, który pochłonie moje myśli i potem długo o filmie rozmyślam i zostaje on w głowie na zawsze.

Filmów szukam w Internecie i mam już na koncie ich bardzo wiele, ale czasami trafi się na nowość i po przeczytaniu krótkiej recenzji decytuję się i wybieram.

Dzisiaj trafiłam na bardzo dobry film pt. „Wymazać siebie” – produkcji australijsko – amerykańskiej, nakręconego w 2018 roku, a więc świeżynka.

Film w reżyserii Joela Edgertona opowiada historię dobrego, skromnego, utalentowanego, wierzącego 19 – latka, który dotąd nie sprawiał rodzicom żadnych kłopotów.

Ojciec  ksiądz w kościele babtystów jest dumny z syna i żony, która bardzo go popiera i w niczym się nie sprzeciwia.

Jednak nagle pęka mydlana bańka i selanka rodzinna, gdyż chłopiec wychodzi z szafy i oznajmia rodzicom, że jest homoseksualny i nie podobają mu się dziewczęta.

Rodzina przechodzi kryzys, a ojciec nie może się pogodzić z tym stanem rzeczy i nie przyjmuje do siebie orientacji syna.

Wysyła go więc do ośrodka, w którym wojskowym drylem, wybiórczą lekturą Biblii i homofobią rzekomo sprowadza się młodzież na jedyną właściwą, heteroseksualną ścieżkę.

Takie ośrodki funkcjonują w Ameryce po dziś dzień, a działają na zasadzie sekty, w których odbywają się straszne praktyki za ciężkie pieniądze rodziców.

Często sami rodzice takich dzieci stawiają  ultimatum – albo poddzą się terapii konwersyjnej, albo zostaną wykluczeni z kościoła, stracą rodzinę i przyjaciół.

„Terapia konwersyjna, terapia reparatywna (ang. reparative therapy) – nazwa pseudonaukowej techniki mającej, według jej zwolenników, zmieniać orientację psychoseksualną, zwykle z homoseksualnej lub biseksualnej na heteroseksualną”.

Ameryka jest takim postępowym krajem, a mimo to działają tam takie okrutne praktyki, podczas których chłopcy są bici Biblią i upokarzani, a więc dochodzi też do wielu samobójstw.

Nasz bohater wygrywa, ale musi przejść długą drogę walki o siebie.

Film jest piękny i co warto podkreślić – na faktach!

Polecam z całego serca.

Nasz bohater do dzisiaj żyje ze swoim mężem i pisze!

Jeśli dodam jeszcze, że matkę chłopaka zagrała cudowna Nicole Kidman, którą uwielbiam w każdej jej roli, to będzie doskonała zachęta, aby nad filmem się pochylić!

 

Znalezione obrazy dla zapytania wymazać siebie

Znalezione obrazy dla zapytania wymazać siebie

Znalezione obrazy dla zapytania wymazać siebie

 

 

Zawieszenie w czasie!

Po pogrzebie Mamy czuję się bardzo dziwnie i sama ze sobą gadam w głowie.

Nagle od dwóch lat zrobiło się tak dużo czasu, tylko dla siebie i muszę na nowo nauczyć się z niego czerpać, tak jak to było przed Mamy chorobą.

Na razie żyję w zawieszeniu ze swoją żałobą i nie biorę się za większe, domowe sprawy, a jedynie gotuję na bieżąco i ogarniam dom bardzo pobieżnie, gdyż chcę pozostać w zgodzie ze sobą i uporać się z wieloma pytaniami, szukając odpowiedzi.

Po pogrzebie wszyscy się rozpiechrzli i wrócili  do swojego życia, do pracy, do codziennych zajęć i tak powinno być.

Ja będąc na emeryturze muszę na nowo budować swój świat i wiem jedno, że w rodzinie powstała ogromna pustka i niczym jej już nie można załatać, a jest to odejście Mamy.

Śpię teraz dużo, bo prawie do 10-tej, bo tak mój organizm potrzebuje i już nie budzę się z lękiem, że muszę być gotowa do opieki nad Mamą.

Mogę sobie pozwolić na lenistwo – np. cały dzień w pidżamie dumając i medytując układając swoje myśli i dzień.

Widzę Mamę w trumnie, ale myślę, że ten stan kiedyś minie i nie będzie mnie ten widok prześladować.

Widzę Ją kiedy patrzę przez okno, a Ona lubiła się przechadzać – taka malutka z berecikiem na głowie, a czasami z laseczką.

Widzę Ją kiedy była jeszcze młodą kobietą i kąpała moją pierworodną, aby mnie tego nauczyć.

Takie obrazy będą się pojawiały we wspomnieniach, bo one nigdy nie odejdą z zamknięciem wieka od trumny.

Obejrzałam więc dzisiaj film polski – sławny film pt. „Kler” i zadałam sobie pytanie, co ten film ma niby zmienić w postrzeganiu draństwa w kościele, bo nie zmieni nic!

Ten film obejrzały miliony Polaków, a mimo to kościół ze swoją pedofilią będzie miał się świetnie!

Oglądałam lepsze filmy o tej tematyce, bo np. film „Wątpliwość” z rewelacyjną aktorką – Meryl Streep. Polecam, bo jest bardzo ambitne kino o trudnym temacie z bardzo dobrymi dialogami.

Przeczytałam też fragment z książki, którą napisała Michelle Obama o tym czasie, kiedy ona i jej mąż wchodzili w politykę i jak wcale im nie było łatwo.

Ogromnie lubię mądre kobiety i jestem pełna dla nich podziwu, a taką mądrą jest Michelle, która niewykluczone będzie się ubiegała o urząd Prezydenta USA, ale to pokaże czas.

Michelle Obama: Barack był pracoholikiem i nie mierzył sił na zamiary.
Tuż po ślubie Michelle chciała robić karierę, a jednocześnie marzyła o roli typowej żony i matki. W tym czasie Barack miał już opinię „wysokiego, sympatycznego pracoholika”, który musiał słono zapłacić za niedotrzymanie jednej umowy.
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Agora publikujemy fragment książki Michelle Obamy „Becoming. Moja historia”, która ukaże się w Polsce 13 lutego.

Rozdział 12.

(…)

Po powrocie ze spędzonego w Kalifornii miesiąca miodowego Baracka i mnie czekała zarówno dobra, jak i zła wiadomość. Tą pierwszą był wynik listopadowych wyborów, który zapowiadał falę dobrych zmian. Bill Clinton wygrał ze znaczną przewagą, po zaledwie jednej kadencji odsuwając od władzy prezydenta Busha. Carol Moseley Braun także odniosła zdecydowane zwycięstwo i została pierwszą afroamerykańską senatorką. Baracka szczególnie ucieszyła wieść, że frekwencja okazała się rewelacyjna: sam Project VOTE! zarejestrował ponad sto dziesięć tysięcy nowych wyborców, a szeroko prowadzona kampania na rzecz udziału w wyborach także przyczyniła się do zwiększenia liczby głosujących.

Po raz pierwszy od dekady ponad pół miliona czarnoskórych wyborców z Chicago poszło na wybory i dowiodło, że ma moc zbiorowego wpływania na politykę. Był to jasny komunikat dla prawodawców i przyszłych polityków, w który po śmierci Harolda Washingtona część ludzi, jak się zdawało, przestała wierzyć: głosy Afroamerykanów się liczą. Ignorowanie ich czy lekceważenie ich potrzeb i problemów będzie kosztownym politycznym błędem. Również sama afroamerykańska społeczność otrzymała sygnał, że się liczy, a postęp jest możliwy. Te wydarzenia napawały Baracka otuchą. Choć praca, którą wykonał, była wyczerpująca, nauczył się dzięki niej wiele o złożonym systemie politycznym miasta. Upewnił się też, że posiada zdolności organizacyjne pozwalające mu na podjęcie większych wyzwań. Współpracował z liderami inicjatyw oddolnych, zwykłymi obywatelami i wybranymi urzędnikami, jakimś cudownym sposobem dopinając swego. Kilka gazet odnotowało niezwykły wpływ działań Project VOTE! Dziennikarz z czasopisma „Chicago” opisał Baracka jako „wysokiego, sympatycznego pracoholika”, twierdząc, że pewnego dnia sam powinien wystartować w wyborach, co Barack po prostu zbył wzruszeniem ramion.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Obama-Robinson Family Archive

Była też jednak zła wiadomość: ten wysoki, sympatyczny pracoholik, którego właśnie poślubiłam, przeoczył termin oddania książki. Tak bardzo pochłonęło go rejestrowanie wyborców, że zdołał złożyć tylko część maszynopisu. Po powrocie do domu agent Baracka poinformował nas, że wydawca unieważnił umowę i Barack musi zwrócić zaliczkę w wysokości czterdziestu tysięcy dolarów.

Jeśli go to przeraziło, nie okazał przede mną paniki. Ja sama wdrażałam się właśnie do nowych obowiązków w ratuszu, które obejmowały znacznie więcej zebrań z zarządem planowania przestrzennego, a mniej pikników z seniorami niż na poprzednim stanowisku. Choć nie pracowałam tak długo jak w kancelarii, codzienny zgiełk sprawiał, że wieczorami byłam wymęczona i niezbyt chętna mierzyć się z problemami w domu. Wolałam raczej nalać sobie lampkę wina, odłączyć zwoje mózgowe i oglądać telewizję na sofie. Jeśli obsesyjne zaangażowanie Baracka w Project VOTE! czegoś mnie nauczyło, to tego, że nie powinnam się martwić kłopotami mojego męża, bo przejmowałam się nimi bardziej niż on sam. O ile mnie chaos pobudzał, o tyle Baracka wręcz rozsadzał. Był niczym żonglujący talerzami cyrkowiec – jeśli robiło się zbyt spokojnie, odbierał to jako sygnał, by zwiększyć tempo. Zorientowałam się, że notorycznie bierze na siebie za dużo zobowiązań i angażuje się w kolejne projekty, nie mierząc sił na zamiary. Zgodził się na przykład zasiąść w zarządzie kilku organizacji non profit i wykładać na część etatu na University of Chicago w nadchodzącym semestrze wiosennym, a jednocześnie planował zatrudnić się w kancelarii w pełnym wymiarze godzin.

Pozostawała jeszcze sprawa książki. Agent zapewniał, że zdoła sprzedać tytuł innemu wydawcy, o ile Barack szybko skończy pierwszą wersję tekstu. Ponieważ jeszcze nie zaczął pracy na uczelni, a kancelaria, która i tak czekała już od roku, by go zatrudnić na pełny etat, zaaprobowała takie rozwiązanie, wymyślił idealny sposób wybrnięcia z kłopotów: będzie pisał w odosobnieniu i z dala od codziennego zgiełku w jakiejś odległej chatce, gdzie zdoła skupić się wyłącznie na jednej sprawie. Był to ekwiwalent całonocnego pisania eseju zaliczeniowego na ostatnią chwilę w koledżu, tyle że ta praca miała mu zająć kilka miesięcy. Zaczął rozwijać tę wizję pewnego wieczora jakieś sześć tygodni po naszym ślubie, po czym spuentował ją wiadomością, że jego matka wyszukała mu idealny domek. Tak naprawdę to już go dla niego wynajęła. Był tani, cichy i stał przy plaży. W Sanurze. Czyli miasteczku na indonezyjskiej wyspie Bali piętnaście tysięcy kilometrów ode mnie.

Źródło: Obama-Robinson Family Archives

To brzmi trochę jak kiepski dowcip, prawda? Co się stanie, gdy samotnik indywidualista ożeni się z towarzyską, kochającą życie rodzinne kobietą, która nie znosi samotności? Odpowiedź brzmi chyba tak samo jak rozwiązanie prawie każdego małżeńskiego problemu, nieważne, kim się jest i jak wyglądają szczegóły, trzeba się jakoś dostosować do sytuacji. Skoro małżeństwo jest na zawsze, to właściwie nic innego nie pozostaje.

I tak na początku 1993 roku Barack poleciał na Bali, by spędzić prawie pięć tygodni sam na sam z własnymi myślami i pracować nad manuskryptem książki Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu. Zapełniał starannym pismem żółte kartki notesów i klarował swoje idee podczas codziennych powolnych spacerów wśród palm i szumu fal. Ja tymczasem zostałam w domu i po dawnemu żyłam nad mieszkaniem matki przy Euclid Avenue, a kolejna ołowiana chicagowska zima lakierowała drzewa i chodniki warstwą lodu. Szukałam sobie zajęć, widywałam się z przyjaciółmi, wieczorami chodziłam na treningi. Podczas regularnych spotkań z ludźmi w pracy i w mieście używałam czasem dziwnego nowego określenia: „mój mąż”. Mój mąż i ja chcielibyśmy kupić dom. Mój mąż jest pisarzem i kończy książkę. Było to dziwne i cudowne. Przywoływało wspomnienie nieobecnego przy mnie człowieka. Bardzo tęskniłam za Barackiem, ale starałam się racjonalnie wyjaśnić sobie tę sytuację. Rozumiałam, że choć dopiero co się pobraliśmy, taka przerwa była chyba najlepszym rozwiązaniem.

Barack zabrał chaos związany z pracą nad książką daleko od domu, aby tam go opanować. Być może zrobił to przez wzgląd na mnie, żeby mi ten bałagan nie przeszkadzał. Musiałam pamiętać, że wyszłam za niesztampowego myśliciela. Radził sobie ze swoimi problemami w najrozsądniejszy i najskuteczniejszy sposób, jaki przyszedł mu do głowy, nawet jeśli z pozoru wyglądało to na tropikalne wakacje czy miesiąc miodowy z samym sobą (jak go nazywałam w momentach szczególnie doskwierającej samotności), na który wybrał się zaraz po miesiącu miodowym ze mną.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Callie Shell, Aurora Photos

Ty i ja, ty i ja, ty i ja. Uczyliśmy się dostosowywać, na zawsze splatać w jedno trwałe „my”. Nawet jeśli byliśmy tymi samymi ludźmi co dawniej, tą samą parą od lat, obecnie mieliśmy nowe etykietki i musieliśmy sobie poradzić z nową tożsamością. On był moim mężem. Ja – jego żoną. Oznajmiliśmy to sobie nawzajem i całemu światu w kościele. Wydawało się, że zakres naszych zobowiązań wobec siebie wzrósł.

Dla wielu osób, w tym dla mnie, słowo „żona” nie jest czymś błahym. Ma historyczne konotacje. W oczach ludzi dorastających jak ja w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych żony jawiły się jako pewien gatunek białych kobiet z telewizyjnych sitcomów – radosnych, ufryzowanych i spiętych gorsetem. Siedziały w domu, rozpieszczały dzieci i zawsze miały na kuchence naszykowany obiad. Czasem nalewały sobie sherry albo flirtowały ze sprzedawcą odkurzaczy, ale na tym wszelkie podniety się kończyły. Na ironię zakrawał fakt, że oglądałam te programy w naszym salonie przy Euclid Avenue, gdy moja pracująca w domu matka bez słowa skargi przygotowywała kolację, a gładko ogolony ojciec odpoczywał po dniu pracy. Związek moich rodziców był równie tradycyjny jak te w telewizji. Barack żartuje sobie nawet czasem, że moja rodzina przypominała czarną wersję Leave It to Beaver, serialu o idealnej amerykańskiej rodzinie, z udziałem Robinsonów z South Side, równie statecznych i nieskazitelnych co telewizyjni Cleaverowie z Mayfield, choć, rzecz jasna, biedniejszych – niebieski kombinezon miejskiego pracownika, mojego ojca, zastępował tu garnitur pana Cleavera. Barack robił to porównanie z nutką zazdrości w głosie, ponieważ jego dzieciństwo przebiegało zupełnie inaczej, aczkolwiek także stało w kontrze do głęboko zakorzenionych stereotypów na temat Afroamerykanów, którzy ponoć mieszkają głównie w rozbitych rodzinach i nie są zdolni do realizacji typowych dla klasy średniej marzeń o stabilnym życiu spełnianych przez naszych białych sąsiadów.

Ja sama w dzieciństwie wolałam The Mary Tyler Moore Show i z fascynacją pochłaniałam wszystkie odcinki. Mary miała pracę, modne ciuchy i świetne włosy. Była niezależna, zabawna i w przeciwieństwie do innych pań z telewizji mierzyła się z ciekawymi problemami. Prowadziła rozmowy, które nie dotyczyły dzieci czy domu. Nie pozwalała Lou Grantowi sobie rozkazywać i nie miała obsesji na punkcie znalezienia męża. Emanowała z niej młodzieńcza werwa, choć zarazem była dojrzała. W czasach na długo przed internetem, kiedy świat prezentowano nam prawie wyłącznie za pośrednictwem telewizji, takie sprawy miały znaczenie. Dla inteligentnej dziewczyny o kiełkującym przekonaniu, że nie chce ograniczyć się do roli pani domu, Mary Tyler Moore była boginią.

Michelle i Barack Obamowie

Źródło: Official White House Photo by Chuck Kennedy

A teraz, w wieku dwudziestu dziewięciu lat, żyłam w tym samym mieszkaniu, w którym wtedy oglądałam telewizję i jadłam posiłki przygotowane przez cierpliwą, bezinteresowną Marian Robinson. Dostałam bardzo wiele – wykształcenie, poczucie własnej wartości, arsenał ambicji – i zdawałam sobie sprawę, że to głównie zasługa matki. Nauczyła mnie czytać, nim poszłam do zerówki, pomagała mi literować słowa ze stron książeczek Dick and Jane, kiedy siedziałam skulona niczym kocię na jej kolanach w bibliotece. Gotowała nam pełnowartościowe posiłki, domagając się, byśmy zjedli brukselkę i brokuły. Uszyła mi nawet suknię na bal maturalny, na litość boską! Obdarowywała nas nieustannie i wszystko nam oddała. Własną tożsamość zbudowała wokół rodziny. Dziś już rozumiałam, że godziny spędzone na opiece nade mną i Craigiem były godzinami, których nie poświęciła sobie.

Jednak za wspaniałe dary, które otrzymałam w życiu, płaciłam teraz cenę, jaką był komfort psychiczny. Wychowano mnie tak, bym była pewna siebie, nie uznawała żadnych granic i wierzyła, że mogę osiągnąć dosłownie wszystko, czego zapragnę. A pragnęłam wszystkiego. Bo, mówiąc słowami Suzanne, czemu nie? Chciałam żyć wystrzałowo i robić karierę jak Mary Tyler Moore, a jednocześnie skłaniałam się ku ustabilizowanej, pełnej poświęceń i na pozór bezbarwnej roli typowej żony i matki. Chciałam mieć zarówno życie rodzinne, jak i zawodowe, lecz zarazem jakoś sprawić, by jedno nie stłamsiło drugiego. Miałam nadzieję, że pójdę w ślady matki, a zarazem, że będę od niej zupełnie różna. Samo rozważanie tych spraw było dziwne i mieszało
mi w głowie. Czy mogę mieć wszystko? Czy faktycznie tego chcę? Nie miałam pojęcia.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki Michelle Obamy „Becoming” (wyd. Agora), która ukaże się w Polsce 13 lutego.

Źródło: Materiały prasowe

Zawiedzione nadzieje – moje kino!

Sobotni wieczór w Sewilli należał zdecydowanie do „Zimnej Wojny” Pawła Pawlikowskiego. Polska produkcja zgarnęła aż pięć „europejskich Oscarów” na 31. gali Europejskiej Akademii Filmowej. Nic dziwnego, że z całej Polski i z zagranicy płyną słowa uznania dla reżysera i aktorów –zwłaszcza dla Joanny Kulig.

Obejrzałam ten wyczekiwany film jakiś miesiąc temu i proszę sobie wyobrazić, że nawet nie wspomniałam o nim na blogu, a opisuję wszystkie, wybrane dla siebie filmy.

Jednak kiedy film obsypany jest nagrodami postanowiłam się odezwać!

Niestety, ale film nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, a przyniósł jedynie, wielkie rozczarowanie i nie wiem dlaczego niektórzy tak pieją na temat tego filmu.

Owszem – podobała mi się konwencja czarno – biała, bo nadała kadrom tajemniczości.

Podobała mi się gra głównych, znakomitych, polskich aktorów i to, że kamera kocha ich twarze, bo w kadrach poszczególnych zauważyć można każdy grymas, zmarszczę, błysk w oku, albo smutek.

Jak to w polskich filmach zwykle bywa – dialogi są tak niewyraźne, że to denerwuje i trzeba się ich domyślać.

Film opowiada o czasach zaczynających się w 1949 roku – prawie zaraz po zakończeniu wojny. Pokazuje losy ludzi, którzy chcieli coś zapisać w pamięci, to co jest warte zapisania (chodzi o muzykę ludową), ale wszyscy byli podporządkowani jedynej, słusznej partii, aby było partyjnie poprawne.

Film miał zamiar opowiedzieć o wielkiej miłości w tamtych czasach, ale spotykamy tych dwoje i tej miłości reżyser nie wypunktował, bo znowu musiałam się domyślać, co było pomiędzy, kiedy nie byli ze sobą, kiedy każde z nich robiło karierę.

Zabrakło mi rozmów między kochankami, dialogów bardziej wyrazistych, emocji spotkań i rozstań – ich własnych myśli i przeżyć związanych z rozłąką.

Film nosi tytuł „Zimna wojna” i faktycznie był zimny, nieprzyjazny i nawet kiedy tych dwoje zdecydowało się na wspólne samobójstwo nie uroniłam ani jednej łzy – dokładnie tak jak na „Idzie” Pawlikowskiego też!

Naprawdę czekałam na ten film miesiącami i się cholernie zawiodłam, a jestem wrażliwcem, ale ten film nie wywarł na mnie żadnego wrażenia – nic, zero, nul.

Nie wolno się rozpływać nad filmem, tylko dlatego, że jest filmem polskim, bo trzeba być obiektywnym, bo film jest albo dobry, albo byle jaki – spartaczony i „Casablanka” z tego nie wyszła.

Tomasz Raczek – znawca kina światowego nad filmem się rozpływa, kiedy Maciej Orłoś podziela moje zdanie, bo pisze:

„Bardzo serdecznie gratuluję prestiżowych nagród twórcom „Zimnej wojny”! A jednocześnie szukam sojuszników – osób, którzy podobnie jak ja nie do końca podzielają zachwyty krytyków czy jurorów i zadają sobie pytanie „ale o co kaman”?! Czyż nie jest oczywiste, że „Zimna wojna” to film piękny, ale zimny nomen omen, choć przecież powinien być gorący skoro traktuje o gorącym uczuciu? Fani filmu – proszę o zachowanie spokoju. Sceptycy – ręka do góry! ”

Znalezione obrazy dla zapytania zimna wojna

Znalezione obrazy dla zapytania zimna wojna

Strawa duchowa na Święta Bożego Narodzenia!

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Zdjęcie mojego autorstwa!

Za 14 dni zasiądziemy do wspólnej, rodzinnej Wigilii i w końcu spotkamy się z bliskimi, choć wiem doskonale, że wielu z nas spędzi je samotnie, bo życie pisze i takie, smutne scenariusze.

Dlatego jeśli mamy rodziny spróbujmy z nimi spędzić parę godzin przy wspólnym stole i ja tu deklaruję, że nie zamęczę się w kuchni robieniem 12 potraw, bo zaprosiłam Dzieci z rodzinami na drugi dzień świąt – na skromny obiad, gdyż mam chorą Mamę i trudno jest się rozpasać w takim czasie.

Ugotuję zupę grzybową, a na drugie kawałek mięsa, ziemniaki, czerwoną kapustę z rodzynkami, sałatkę, racuchy drożdżowe z sosem grzybowym, ciasto, kompot z suszu i to wszystko!

Kochani, a kiedy dzieci Wasze się rozjadą, to proponuję Seniorom na świąteczny odpoczynek moim zdaniem – wspaniały film o seniorach właśnie.

Tatulu wiem, że strasznie się kochacie z żoną, a także inne starszaki tu zaglądające nie pogardźcie moją propozycją!

Ten film Was rozśmieszy, zaduma, a może nawet na nim pochlipiecie w chusteczki, a  nosi on nawę „Do zakochania jeden krok” i jest to brytyjska produkcja zrealizowana w 2017 roku!

Film ten poleciła mi moja Córka z adnotacją – Mamo, to jest film w twoim guście i za to Jej dziękuję.

Ta pozycja jest dostępna w sieci na VOD – Onet i wymaga wykupienia w kwocie 10 złotych, ale zapewniam, że warto.

O czym opowiada?

Opowiada o dwóch siostrach, które są ulepione z różnego gatunku gliny i ta starsza – Elizabeth to iskra, kochająca życie za bardzo. Wszędzie jej pełno w lokalnej społeczności, w której się udziela, bawi i jest bardzo lubiana.

Druga, to Sandra, która ma piękny dom, męża wysoko postawionego i całkowicie się mężowi oddała zamieniając się w kurę domową, którą jej mąż w pewnym momencie zdradzał z jej najlepszą przyjaciółką.

Sandra po odkryciu zdrady wyjeżdża do Elizabeth i po dziesięciu latach siostry odkrywają się na nowo.

Sandra szaleje z rozpaczy po zdradzie, ale Elizabeth powolutku wprowadza ją w inny świat, w którym Sandra poznaje zupełnie inną siebie i odkrywa w sobie radość życia dzięki siostrze i jej przyjaciół.

Nie zdradzę więcej, bo mnie czytelnicy ochrzanią, ale dla mnie to nie jest lekka komedia, a taka niespodzianka, co nam się może jeszcze na te starsze lata zdarzyć!

Kino cudne ze świetną obsadą i dialogami najwyższych lotów!

Polecam dla dwojga na kanapie z laptopem na kolanach!

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film

Znalezione obrazy dla zapytania do zakochania jeden krok film