Archiwa tagu: godność

W te święta poznałam Panią Jadwigę

Kiedy jesteśmy zapraszani w gości, to nigdy nie wiemy kogo możemy spotkać pierwszy raz. Stało się tak, że teść mojej córki zaprosił na święta swoją siostrę, której ja nie znałam, albo nie pamiętałam z wesela mojej córki. Nie zawsze jesteśmy z stanie zapamiętać gości weselnych, choć są nam przedstawiani. W ferworze weselnej atmosfery i lekkim zdenerwowaniu, aby wszystko się udało na weselu naszego dziecka nie jesteśmy w stanie kodować powinowactwa i dlatego kiedy zobaczyłam Panią Jadwigę na świętach zgadywałam sobie, jakaż to też jest osoba?

Mam tak,że nowe osoby w moim otoczeniu jakby obserwuję, aby je bliżej poznać i nie popełnić gafy podczas rozmowy, bo Pani Jadzia jest sporo ode mnie starsza, a więc muszę rozpoznać na ile mogę sobie pozwolić w żartach i ogólnej rozmowie. W zasadzie szybko karty się odkrywają i po około pół godzinie mogę określić czy powinnam zachować dystans, czy też stwierdzić, że to jest swojska kobieta i można z nią konie kraść.

Powiem w sekrecie, że Pani Jadwiga, a za chwilę Jadzia, bo przyszłyśmy na ty, jest z tych kobiet z tzw. starej szkoły i można z nią porozmawiać na każdy temat, a więc o życiu bardzo, lub mniej poważanie. Jest to kobieta, której nie obce są tematy polityki, a na seksie skończywszy w prześmiewczy sposób. Jest to kobieta z tzw. starej szkoły wychowania, pełna godności i dystynkcji i kiedy się z nią rozmawia, to mimo samotności, bo mąż umarł, ma w sobie wielkie pokłady pokory i zrozumienia na innych ludzi i na otaczający ją świat, a do tego wspaniale radząca sobie z przeciwnościami losu, choć łatwo jej nie jest.

Jakże się cieszę, że poznałam w te święta tak wspaniałą kobietę, dzięki której zrozumiałam, że kiedy odchodzi druga połówka, to można jednak jakoś żyć – mimo, że samotnie.

Mało już jest takich ludzi, którzy wiele w swoim życiu przeszli, a jednak pogoda ducha ich prowadzi każdego dnia i potrafią się z tego dnia danego im się cieszyć.

To było dla mnie wspaniałe doświadczenie i mam nadzieję, że jeszcze spotkam się z Jadzią nie jeden raz i oby tylko zdrowie nam obu dopisało.

Morał: Szukajcie takich ludzi i pozwólcie sobie na ich zapamiętanie, gdyż jest to już wymierające pokolenie ludzi prostych, a jednak wielkich!

 

 

A kiedy trzeba będzie pożegnać się z tym światem?

Jako, że latka moje lecą nieubłaganie i w zastraszającym tempie, moją głowę zaprząta coraz częściej słowo – eutanazja. Po przeczytaniu zwłaszcza życzenia naszego polskiego reżysera Krzysztofa Krauzego, który jest ciężko chory na raka i pisze tak: „

Moje prawo do dobrej śmierci nie narusza niczyjej wolności
Jestem za: za eutanazją, za paszportem do „dobrej śmierci”.
W Polsce jest to niewykonalne, a żyją pośród nas ludzie chorzy, bez żadnej nadziei na wyzdrowienie, ale nie dane im jest odejść z godnością, bo rękę trzyma na tym kościół, a rządzący boją się z kościołem zadrzeć. W Polsce podobno 50 % społeczeństwa jest za godnym odchodzeniem z tego świata i uważają, że każdy z nas ma mieć prawo do paszportu na tamtą stronę.
Pewna kobieta, która od lat opiekuje się swoim nieuleczalnie chorym synem, który jest już warzywem, ubolewa, że ratowała swojego syna trzy razy od samobójstwa, bo liczyła na to, że syn jej wyzdrowieje, ale teraz patrząc na swojego dziecko, ogromnie tego żałuje. Męczy się Ona i męczy się jej syn i nic z tym zrobić się nie da w naszym państwie.
Moje zdanie jest takie, że kiedy już nie ma żadnego ratunku i lekarze orzekną, iż zrobili już wszystko, każdy kontaktujący człowiek ma prawo do tego, aby uwolnić siebie od cierpienia i uwolnić swoich bliskich, którzy cierpią i nie mogą już na to cierpienie patrzeć.
Co można dać jeszcze osobie cierpiącej i co można oprócz podawania środków przeciwbólowych zrobić? Umieścić w hospicjum i patrzeć jak w katorgach ich bliski pomału odchodzi. W mękach i niewyobrażalnym odarciu z ludzkiej godności? Ileż było by zgłoszeń, gdyby w kraju dopuszczalna była eutanazja. Z pewnością bardzo wiele, jestem tego pewna.
Przychodzi ksiądz i każe się modlić i modlić, a modlitwa nie przynosi ukojenia, to co można jeszcze zrobić dla osoby cierpiącej w mękach i katorgach? Powinno być ustanowione prawo, iż każdy z nas powinien mieć prawo do godnego odchodzenia, jeśli tylko jest przy zdrowych zmysłach i sądzę, że wcześniej, czy później i w naszym kraju to prawo zostanie ustanowione, bo jest coraz więcej nacisków.
Pan Krzysztof Krauze pisze:

Ja, który chorobę terminalną próbuję zamienić na chorobę przewlekłą, żądam takiego paszportu. I chcę go mieć u siebie w domu. Mam dość tyranii państwa i Kościoła. Chcę być sobą. Bycie sobą to również prawo do niebycia. Prawo, aby odejść godnie – bez wysokich pięter, torów, wanien krwi. Śmierć to czasami jedyne lekarstwo na życie. Chcę mieć do niego prawo. Chcę mieć na nie receptę, niech leży przy łóżku. I nie zawaham się jej użyć. Agonia w torturach z nagrodą w zaświatach? Pozostawiam ten radosny przywilej biskupom. I proszę mnie nie mamić, że cierpienie uszlachetnia. Że jest źródłem mądrości. Cierpienie jest bezcelowe, okalecza, odbiera rozum. Nawet na Krzyżu. Nikt mnie nie namówi, żeby w tym smutnym kraju, jakim jest Polska, dorzucać do puli swoje cierpienie.”
Ileż racji jest w jego słowach i ile solidnych przemyśleń. To nie są słowa rzucane na wiatr. To są słowa błagalne, aby otworzyły się w naszym kraju umysły przesłonięte kołtuństwem i strachem, a ja już wiem, że nie chcę się w razie czego znaleźć w jakimś hospicjum i nie życzę sobie marnowania życia swoich dzieci, kiedy przyjdzie im się opiekować starą matką oplecioną wężami choroby, bo choć ciężko będzie się żegnać z tym pięknym światem, to w imię mojej godności też bym chciała odejść godnie.