Archiwa tagu: groby

1 listopada i refleksje!

Obraz mo偶e zawiera膰: ro艣lina, kwiat, drzewo i na zewn膮trz

Andrzej D膮br贸wka

+++

Przyjad膮
albo nie przyjad膮

Przynios膮 kwiaty
albo nie przynios膮

Zabior膮 wnuki
albo nie zabior膮

Przyjad膮, je艣li nie b臋dzie strasznie pada膰
Przynios膮 kwiaty, je偶eli trafi膮 na kwiaciarni臋
Wnuki si臋 zjawi膮, je艣li nie b臋d膮 mia艂y imprez

Jednym s艂owem wszystko b臋dzie tak
jak za 偶ycia.

Dzi艣 w zachodniej Polsce by艂 cudny, s艂oneczny dzie艅 bez 偶adnej chmurki na niebie.

Postanowi艂am i艣膰 na spacer i trafi艂am 艣wiadomie na nasz, komunalny cmentarz, na kt贸rym spoczywaj膮 moi Rodzice.

Tak! Nie mam ju偶 Rodzic贸w i niestety musz臋 si臋 z tym pogodzi膰, a teraz kolej na mnie!

Taka naturalna selekcja!

Mam nadziej臋, 偶e Mama i Tata, tam u g贸ry w ko艅cu 偶yj膮 w zgodzie, bo za 偶ycia roz艂膮czy艂 ich rozw贸d!

Przemierza艂am alejki na cmentarzu i zrobi艂am kilka fotek, gdy偶 zawsze bior臋 ze sob膮 aparat fotograficzny! Cudna jesie艅 na cmentarzu jakby, krzycza艂a kolorami – przeciwna umieraniu.

Cmentarz o艣wietlony S艂o艅cem i kompletny brak ludzi – cisza i moja zaduma nad by膰, czy za chwil臋 ju偶 nie by膰!

Spotka艂am po drodze moj膮 dawn膮 znajom膮 z pracy i ona tak偶e wspomnia艂a o tym, 偶e teraz kolej na nas!

Jeszcze ludzie nie szoruj膮 pomnik贸w. Jeszcze nie zgrabiaj膮 li艣ci i nie przynosz膮 jeszcze chryzantem.

Jeszcze chyba o tym nie my艣l膮, a akcja zacznie si臋 par臋 dni przed 1 listopada i przyjazdu rodzin na groby, aby wstydu nie by艂o!

Sz艂am sobie tak w zadumie, w s艂o艅cu i u艂o偶y艂am takie opowiadanie!

„Par臋 dni wcze艣niej przed 1 listopada, ludzie sobie przypominaj膮 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma, a wi臋c p臋dz膮 聽z wiadrami, szczotkami, aby przygotowa膰 groby na 艣wi臋to i Zaduszki.
Kiedy przy naszych grobach raz do roku spotykaj膮 si臋 kuzynki, kuzyni, ciotki, wujkowie, siostry, bracia, no ca艂a niemal rodzina.
Zobowi膮zani tym dniem, aby ubra膰 si臋 jak naj艂adniej, przywdzia膰 nowy p艂aszcz, mo偶e pi臋kne futro i obowi膮zkowo nowe buty.
Nie szkodzi, 偶e nie ma 艣niegu, najcz臋艣ciej s膮 to d艂ugie, pachn膮ce nowo艣ci膮 kozaczki.
Panowie w eleganckich kurtkach, nowych spodniach i cz臋sto w kapeluszu, bo szyk by膰 musi.
Przychodzi ten dzie艅, a mo偶e godzina, odprawiania mszy na cmentarzu, bo przecie偶 wszyscy, to s膮 wzorowi katolicy.
Nie wypada nie zebra膰 si臋 przy grobach, aby wsp贸lnie nie wys艂ucha膰 s艂贸w ksi臋dza przez kiepskie g艂o艣niki – stoj膮 na baczno艣膰, mo偶e troszk臋 przest臋puj膮c z nogi na nog臋, w milczeniu.
Jeden patrzy si臋 na migaj膮ce znicze, drugi skupia wzrok gdzie艣 w nico艣膰, smutni, jakby nieobecni, zadumani, jakby troch臋 oboj臋tni.
Nikt na nikogo nie patrzy, nie u艣miecha si臋, nie pr贸buje zagada膰, cho膰by jak tam zdrowie, co u ciebie s艂ycha膰 – totalne milczenie jakby nikt nikomu do niczego nie by艂 potrzebny.
Zreszt膮 o czym tu gada膰, skoro nie widzieli si臋 ca艂y rok i nikt do nikogo nie ma o to pretensji, to niby dlaczego mieli dzisiaj wymienia膰 jakie艣 uprzejmo艣ci i si臋 nadmiernie wysila膰.
Sko艅czy si臋 msza, to si臋 przecisn膮 w t艂umie i wr贸c膮 do domu na wcze艣niej przygotowany obiad, a potem wypij膮 gor膮c膮 kaw臋,聽 skosztuj膮 kawa艂 ciasta i wszystko wr贸ci do starego porz膮dku.
Ona nie raz widzia艂a takie sceny i kiedy tylko odesz艂a od grobu, s艂ysza艂a szepty o innych za plecami.聽
– Terenia, widzisz jak ona si臋 zmieni艂a i zobacz, dalej siedzi z tym swoim m臋偶usiem, ciekawe czy dalej j膮 zdradza?
– A wiesz, 偶e jej c贸rka straci艂a kolejne dziecko, co do cholery z nimi jest nie tak?
– Ale to nic moja droga, zobacz jak ona przyty艂a i wygl膮da jak potw贸r.
– Wiesz, a ja s艂ysza艂am, 偶e ona choruje na cukrzyc臋 i dlatego.
– Powa偶nie? No patrz, kto by pomy艣la艂, 偶e j膮 te偶 choroby dopad艂y…
I tak dalej, i tak dalej i Ona ju偶 nie chce uczestniczy膰 w tym.
Ona idzie na swoje groby dzie艅 wcze艣niej, stawia kwiaty i zapala lampki.
Ona nie cierpi szeptanek za plecami, dziwnych aluzji, nie szczerych u艣miech贸w, bo dla niej najwa偶niejsza jest pami臋膰 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma.
Niech inni sobie szepcz膮 do woli i niech maj膮 z tego satysfakcj臋, 偶e niby z nimi wszystko w porz膮dku i s膮 wiecznie pi臋kni i m艂odzi.
Ona odcina si臋 od hien cmentarnych. Woli samotnie przej艣膰 si臋 alejkami z zaci艣ni臋tym gard艂em z 偶alu, 聽kiedy dochodzi do grobu swoich bliskich, kt贸rzy 偶yj膮 na zawsze w jej pami臋ci, a reszta?
Niech ich wszystkich ….:.
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, tabela, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, niebo, ro艣lina, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, niebo, ro艣lina, buty, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, trawa, buty, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: buty, ro艣lina, drzewo, tabela, kwiat, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, trawa, kwiat, buty, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, niebo, trawa, na zewn膮trz i przyroda
Obraz mo偶e zawiera膰: drzewo, ro艣lina, na zewn膮trz i przyroda

Idziemy na cmentarze!

Pan Stefan i Pani Helena poznali si臋 w sanatorium.

Byli r贸wnolatkami, bo oboje liczyli sobie po 60 lat.

Jak to bywa w sanatoriach, aby kuracjusze si臋 zintegrowali – organizuje si臋 wieczorek zapoznawczy.

Pani Helena by艂a wdow膮 od trzech lat, a pan Stefan rok temu straci艂 ukochan膮 偶on臋, z kt贸r膮 w zgodzie i mi艂o艣ci prze偶y艂 prawie 40 lat.

Pani Helena przyjecha艂a do sanatorium podleczy膰 chore stawy kolanowe i biodro, a pan Stefan schorowane serce – os艂abione z powodu t臋sknoty za 偶on膮.

Na balu poprosi艂 pani膮 Helen臋 do ta艅ca i tak im si臋 dobrze ta艅czy艂o, 偶e za p贸艂 roku pan Stefan poprosi艂 pani膮 Helen臋 o r臋k臋.

Po wyje藕dzie z sanatorium utrzymywali sta艂y kontakt przez komunikatory w Internecie i w ko艅cu pani Helena przyj臋艂a o艣wiadczyny pana Stefana.

Zamieszkali razem w domu pana Stefana i wzi臋li od razu 艣lub.

Pan Stefan mia艂 du偶膮 rodzin臋 i pani Helena troch臋 si臋 ba艂a, bo w ko艅cu by艂a聽 jego 偶on膮, ale nr dwa..

Niby rodzina pana Stefana przyj臋艂a pani膮 Helen臋 przyja藕nie i mog艂a my艣le膰, 偶e si臋 spodoba艂a i zosta艂a zaakceptowana.

Przyszed艂 dzie艅 1 listopada i ca艂a rodzina wybra艂a si臋 na gr贸b pierwszej 偶ony pana Stefana, a tak偶e na inne groby rodzinne.

Kiedy stali nad grobem pierwszej 偶ony pana Stefana, to sta艂o si臋 co艣 dziwnego.

Pani Helena zapali艂a znicz i postawi艂a go na grobie 偶ony swojego m臋偶a.

Nie spodoba艂o si臋 to rodzinie, gdy偶 jej znicz automatycznie zosta艂 przesuni臋ty w inne miejsce, bo w tej rodzinie by艂 jaki艣 tajemny rytua艂 i wszyscy go znali, ale nie zna艂a go druga 偶ona pana Stefana.

Jakby tego by艂o ma艂o, to pani Helena us艂ysza艂a wspominki, 偶e jak to pierwsza 偶ona by艂a dobra, bo pastowa艂a wszystkie, rodzinne groby i samodzielnie robi艂a cudowne stroiki.

Zachwalano jej talent do gotowania i dbanie o m臋偶a i dom i pan聽 Stefan takiej drugiej nie znajdzie!

Wychwalano pierwsz膮 偶on臋 pod niebiosa i pani Helena poczu艂a si臋 jak jaka艣 czarna owca.

Pan Stefan j膮 uspokaja艂, 偶e rodzina tak ma, ale pani Helena obieca艂a sobie, 偶e nigdy wi臋cej nie stanie nad grobem jego by艂ej 偶ony, kiedy b臋dzie skupiona przy nim rodzina pana Stefana.

Sta艂o si臋 co艣 cudownego, bo pan Stefan doskonale odczyta艂 uczucia 偶ony聽 i w ka偶de, nast臋pne 艢wi臋to Zmar艂ych oboje szli na cmentarz w Zaduszki, kiedy mogli tylko we dwoje celebrowa膰 pami臋膰 o by艂ej 偶onie pana Stefana, a pani Helena mog艂a postawi膰 zapalony znicz w dowolnym miejscu!

Dla tych, kt贸rzy odeszli

Dla tych
kt贸rzy odeszli w nieznany 艣wiat,
p艂omie艅 na wietrze
ko艂ysze wiatr.
Dla nich tyle kwiat贸w
pod cmentarnym murem
i niebo jesienne
u g贸ry

Dla nich
harcerskie warty
i chor膮giewek
gromada,
i dla nich ten dzie艅 –
pierwszy dzie艅 listopada.

Danuta Gellnerowa

Ju偶 jesie艅, a za progiem 艢wi臋to Zmar艂ych!

Znalezione obrazy dla zapytania groby

Tydzie艅 wcze艣niej ludzie sobie przypominaj膮 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma, a wi臋c p臋dz膮 聽z wiadrami, szczotkami, aby przygotowa膰 groby na 1 listopada.

Wtedy przy grobach, raz do roku spotykaj膮 si臋 kuzynki, kuzyni, ciotki, wujkowie, siostry, bracia, no ca艂a niemal rodzina, zobowi膮zana tym dniem.

Ubierj膮 si臋 jak naj艂adniej, przywdziewaj膮c nowy p艂aszcz, mo偶e pi臋kne futro i obowi膮zkowo nowe buty i nie szkodzi, 偶e nie ma 艣niegu, najcz臋艣ciej s膮 to d艂ugie, pachn膮ce, nowo艣ci膮 kozaczki.

Panowie w eleganckich kurtkach, nowych spodniach i cz臋sto w kapeluszu, bo szyk by膰 musi.

Przychodzi ten dzie艅 podczas, kt贸rego jest odprawiania msza na cmentarzu.

Przecie偶 wszyscy, to s膮 wzorowi katolicy i nie wypada nie zebra膰 si臋 przy grobach, aby wsp贸lnie聽 wys艂ucha膰 s艂贸w ksi臋dza przez kiepskie g艂o艣niki.

Stoj膮 na baczno艣膰, mo偶e troszk臋 przest臋puj膮c z nogi na nog臋, w milczeniu.

Jeden patrzy si臋 na migaj膮ce znicze, drugi skupia wzrok gdzie艣 w nico艣膰 -smutni, jakby nieobecni, zadumani, jakby troch臋 oboj臋tni.

Nikt na nikogo nie patrzy, nie u艣miecha si臋, nie pr贸buje zagada膰, cho膰by jak tam zdrowie, co u ciebie s艂ycha膰 – totalne milczenie jakby nikt nikomu do niczego nie by艂 potrzebny.

Zreszt膮 o czym tu gada膰, skoro nie widzieli si臋 ca艂y rok i nikt do nikogo nie ma o to pretensji, to niby dlaczego mieli by dzisiaj wymienia膰 jakie艣 uprzejmo艣ci i si臋 nadmiernie wysila膰.

Sko艅czy si臋 msza, to si臋 przecisn膮 w t艂umie i wr贸c膮 do domu na wcze艣niej przygotowany obiad, a potem wypij膮 gor膮c膮 kaw臋 i skosztuj膮 kawa艂 ciasta i wszystko wr贸ci do starego porz膮dku.

Ona nie raz widzia艂a takie sceny i kiedy tylko odesz艂a od grobu, s艂ysza艂a szepty za plecami.聽

– Terenia, widzisz jak ona si臋 zmieni艂a i zobacz, dalej siedzi z tym swoim m臋偶usiem, ciekawe czy dalej j膮 zdradza?

– A wiesz, 偶e jej c贸rka straci艂a kolejne dziecko, co do cholery z nimi jest nie tak?

– Ale to nic moja droga, zobacz jak ona przyty艂a i wygl膮da jak potw贸r.

– Wiesz, a ja s艂ysza艂am, 偶e ona choruje na cukrzyc臋 i dlatego.

– Powa偶nie? No patrz, kto by pomy艣la艂, 偶e j膮 te偶 choroby dopad艂y…

I tak dalej, i tak dalej i Ona ju偶 nie chce uczestniczy膰 w tym.

Ona idzie na swoje groby dzie艅 wcze艣niej, stawia kwiaty i zapala lampki.

Ona nie cierpi szeptanek za plecami, dziwnych aluzji, nie szczerych u艣miech贸w, bo dla niej najwa偶niejsza jest pami臋膰 o tych, kt贸rych ju偶 nie ma.

Niech inni sobie szepcz膮 do woli i niech maj膮 z tego satysfakcj臋, 偶e niby z nimi wszystko w porz膮dku i s膮 wiecznie pi臋kni i m艂odzi.

Ona odcina si臋 od hien cmentarnych.

Woli samotnie przej艣膰 si臋 alejkami z zaci艣ni臋tym gard艂em z 偶alu, kiedy dochodzi do grob贸w swoich bliskich, kt贸rzy odeszli i s膮 g艂臋boko w jej sercu!

Obraz mo脙聟脗录e zawiera脙聞脗聡: ludzie stoj脙聞脗聟, kwiat, ro脙聟脗聸lina, drzewo, na zewn脙聞脗聟trz i przyroda

Dni Zadumy, a wi臋c i ja ma艂o napisz臋

Wybra艂am si臋 dzisiaj na cmentarz i tak sobie pomy艣la艂am, 偶e mam komfort, bo nie musz臋 daleko jecha膰 w Polsk臋 i czu膰 si臋 niebezpiecznie w nat艂oku p臋dz膮cych samochod贸w na cmentarze. Doj艣cie do cmentarza zajmuje mi co najwy偶ej 10 minut, a wi臋c powolutku, wolnym krokiem i jestem przy grobach moich bliskich.聽

Na cmentarzu dzisiaj jeszcze niekt贸rzy robili porz膮dki przy grobach, a inni ju偶 je pi臋knie ogarn臋li. Umyli pomniki, wyrwali jakie艣 tam chwasty i zagrabili, aby by艂o 艣wi膮tecznie, bo przecie偶 jutro przy grobach spotka si臋 ca艂a rodzina i oby nie by艂o tak, jak na poni偶szym obrazku.

Dzisiaj na zupe艂nym luzie przesz艂am si臋 po cmentarzu, bo ludzi nie by艂o zbyt wiele, ale jutro b臋dzie t艂ok i na szcz臋艣cie zapowiadaj膮 przepi臋kn膮 pogod臋, co jest wa偶ne, kiedy tak ludzie czasami raz w roku si臋 spotykaj膮 przy grobach, bo na co dzie艅 nawet rodziny si臋 nie nie spotykaj膮 i ze sob膮 nie rozmawiaj膮. Jest to okazja wi臋c, aby si臋 spotka膰 i chwil臋 ze sob膮 poby膰.聽

Mam tak, 偶e wol臋 dzie艅 wcze艣niej odwiedzi膰 groby i poduma膰 chwil臋 o tym wszystkim, o sensie 偶ycia, w ciszy i wspomnie膰 tych, kt贸rych z nami ju偶 nie ma.

Id臋 wi臋c do swojego taty i te艣cia, ale najd艂u偶ej to bym posta艂a nad grobkiem moich dw贸ch wnuk贸w, kt贸rym nie dane by艂o nas wszystkich spotka膰 i by膰 tu z nami. Nie my艣l臋 o tym codziennie, ale s膮 chwile, 偶e jest mi bardzo z tym 藕le i smutno.

Id藕cie jutro na cmentarze, bo Oni na Was czekaj膮.聽

Andrzej D膮br贸wka

+++

Przyjad膮
albo nie przyjad膮

Przynios膮 kwiaty
albo nie przynios膮

Zabior膮 wnuki
albo nie zabior膮

Przyjad膮, je艣li nie b臋dzie strasznie pada膰
Przynios膮 kwiaty, je偶eli trafi膮 na kwiaciarni臋
Wnuki si臋 zjawi膮, je艣li nie b臋d膮 mia艂y imprez

Jednym s艂owem wszystko b臋dzie tak
jak za 偶ycia