Archiwa tagu: hejterka

Ziemniaki i polityka!

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Uwielbiam ziemniaki pod każdą postacią i zawsze tak miałam, choć z tego powodu są spięcia z Mężem, bo On jest makaroniarzem!

Musimy jakoś w temacie iść na kompromis! 😀

W mojej klatce mieszka młody człowiek z rodziną – świetny kucharz i raz nas poczęstował ziemniakami pieczonymi w piekarniku – pycha.

Takie ziemniaki można kupić gotowe w marketach, ale dlaczego nie zrobić sobie ich samemu, a więc:

  • włączyłam piekarnik na 180 stopni i włączyłam na termoobieg,
  • blachę wyłożyłam papierem do pieczenia,
  • 1,5 kg ziemniaków (średniej wielkości) wyszorowałam porządnie szczoteczką pod bieżącą wodą, a potem pokroiłam je na ćwiartki,
  • do większej miski wlałam kilka łyżek oleju i dodałam ząbek czosnku,  mieszankę ziołową do grilla, oraz sól i pieprz i to porządnie wymieszałam,
  • do tej mieszanki dodałam pokrojone ziemniaki i także je obtoczyłam, aby zioła oblepiły ziemniaki,
  • potem zostaje tylko ułożenie cząstek ziemniaków na brytfance i do pieca na jedną godzinę,
  • ziemniaki układamy skórką do góry, aby się fajnie przyrumieniła i wychodzi mniam, mniam!

Upieczone tak ziemniaki można jeść prosto z blachy, ale także z katchupem, czy majonezem.

Można także zjeść z sosem i jakimś mięskiem oraz surówką!

Obraz może zawierać: jedzenie

A teraz trochę polityki jak zwykle, bo mimo wszystko ona mnie interesuje, choć ze złości często gryzę pazury!

Chyba w żadnym ustroju w naszym kraju nie było tyle draństwa, że hejterzy atakują najważniejszą w Państwie instytucję jaką jest sądownictwo.

Takiej zgnilizny dawno nie było w tym kraju, kiedy alkoholiczka w porozumieniu z innymi sędziami postanowiła zaatakować ludzi z zawodu – przyzwoitych!

Mam nadzieję, że MałaEmi kiedyś odpowie za to prawnie, kiedy opozycja ogarnie sądownictwo i przywróci ją na literę prawa!

Komu będzie się chciało przebrnąć przez poniższy tekst, to się dowie jakie szambo wybiło w Polsce za przyzwoleniem Prokuratora Generalnego – Ziobry!

MałaEmi sypie:

– Atakowałam sędziów, których nazywaliśmy lewackimi, których chciano się w ministerstwie pozbyć albo ich zdyskredytować, bo nie popierali reformy sądownictwa i dobrej zmiany. Dostawałam za to pochwały od wiceministra Łukasza Piebiaka – mówi w szczerej rozmowie z „Wyborczą” Emilia Szmydt, internetowa hejterka o pseudonimie „mała Emi”

Agnieszka Kublik: Od czego zaczęła się pani współpraca z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem?

Emilia Szmydt: W 2016 r. mój mąż Tomasz zajmował się w Ministerstwie Sprawiedliwości reprywatyzacją. Ale bardzo źle mu się współpracowało z sędzią Kamilem Zaradkiewiczem. Gdy po pół roku kończyła mu się delegacja do resortu, spotkał któregoś dnia na korytarzu kolegę ze studiów Macieja Miterę, dziś rzecznika nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Mąż nie chciał zostać w wydziale reprywatyzacyjnym i poprosił Miterę, by pomógł mu przenieść się do innego wydziału. Maciek powiedział, że się postara.

Mąż przeniósł się do wydziału administracyjnego. I wtedy poznał mnie z Kubą Iwańcem w knajpie niedaleko ministerstwa. Działam na Twitterze i zaczęliśmy rozmawiać o współpracy – czy mogłabym im pomóc w mediach społecznościowych.

Ministra Piebiaka osobiście poznałam parę miesięcy później na imprezie u jednego z sędziów w wynajętym służbowym mieszkaniu. To była zwykła popijawa.

Już wtedy współpracowała pani z Iwańcem?
– Tak, dosyć intensywnie, tylko niespecjalnie się dogadywaliśmy. Mam ciężki charakter, on również. Koło kwietnia 2018 r. poznałam sędziego Arkadiusza Cichockiego, bo na „Kaście” chłopaki zauważyły, że coś się z nim dzieje niedobrego, że się poddaje – i miałam go wesprzeć.

Na „Kaście”, czyli?
– Na zamkniętej grupie „Kasta” na komunikatorze WhatsApp.

Dlaczego panią poproszono, by wspomóc nieznanego sobie sędziego?
– Bo wcześniej chłopaki z „Kasty” poprosili mnie o interwencję w sprawie sędziego Rafała Stasikowskiego [za rządów PiS w ciągu kilkunastu miesięcy awansował z sądu rejonowego do Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazała go tam neo-KRS]. W międzyczasie dostał od ministra Ziobry stanowisko prezesa Sądu Okręgowego w Katowicach. I jakoś tam go mobilizowałam. Więc później, jak coś się zaczęło dziać z Arkiem, również zasugerowano mi taką pomoc.

Czy sędzia Iwaniec powiedział, czego od pani oczekuje?
– Pierwsza rozmowa była ogólna: że potrzebne jest wsparcie dla ministerstwa, dla nowych sędziów, dla nowej KRS. Pytał mnie o pomysły, jak można wykorzystać moje konto na Twitterze i co można ogólnie zrobić, by poprawić PR Ministerstwa Sprawiedliwości, nowych sędziów itd. Potem kazano mi zainstalować konta na WhatsAppie i na Signalu, dostałam numery do chłopaków i informacje do rozprowadzania w internecie.

Na początku od Jakuba Iwańca. Rozmawialiśmy, jaki temat trzeba poruszyć, kogo z nowych sędziów wesprzeć, z kim się zaprzyjaźnić. Na zasadzie, że wspieramy sędziów „dobrej zmiany”, że ten sędzia jest fajny, a tego trzeba załatwić. Takie wpisy wrzucałam na Twittera. Robiłam też banery dla nowej KRS.

Na początku była taka akcja, że wysyłaliśmy SMS-y do sędziego Bartłomieja Przymusińskiego ze stowarzyszenia Iustitia. Dostaliśmy wszyscy jego numer telefonu i przekaz, że jest złym człowiekiem, że nie działa dla Polski. Gdzieś go zachowałam.

SKŁAD GRUPY „KASTA”
„My”?
– No, cała nasza grupa. Mnie nie było w grupie „Kasta” na WhatsAppie, ale wiem, co tam się działo, bo dostawałam niektóre screeny z rozmów od sędziego Cichockiego lub czytałam je w telefonie męża, który sam mi je pokazywał.

Mąż był w grupie „Kasta”.
– Był.

Kto jeszcze?
– Sędzia Wytrykowski, sędzia Radzik, sędzia Mitera, sędzia Lasota, Kuba Iwaniec, Arkadiusz Cichocki, sędzia Dudzicz, no i minister Piebiak. Miałam do nich numery telefonów. Jak coś się działo, to do mnie pisali czy dzwonili, że trzeba np. wysłać donos na jakiegoś sędziego.

Kontaktowaliście się na WhatsAppie i na Signalu, żeby was nie namierzono?
– Tak byliśmy umówieni. Na początku współpraca miała polegać na wsparciu dla nowej KRS i nowych sędziów. A potem przyszła pierwsza prośba o hejt, potem kolejne. To nie było polecenie wprost, że masz zhejtować tego i tego. Tylko: słuchaj, mamy sprawę, np. sędzi Przeczek. Dostałam na nią dokumenty i miałam coś z tym zrobić. Czyli albo zainteresować dziennikarzy, z którymi współpracowałam, albo publikować coś sama, albo zrobić i to, i to.

Jakie dokumenty pani dostawała?
– Choćby ze sprawy dyscyplinarnej. Była lista sędziów i prawników, którzy wiosną 2018 r. pojechali do Brukseli na spotkanie z Komisją Europejską, z wiceprzewodniczącym Timmermansem. Przeważnie były to dokumenty ze stemplami i ręcznymi uwagami, np. ministra Piebiaka, w żaden sposób nie zamazane.

Często wysyłałam je do dziennikarzy bez tych stempli i podpisów, a później ktoś potwierdzał te dokumenty. Na przykład Wojtek mnie dopytywał.

Wojtek to kto?
– Wojciech Biedroń z portalu wPolityce.pl [braci Karnowskich]. Pytał o oryginał. Więc dzwoniłam albo pisałam, że potrzebuję takiego i takiego potwierdzenia.

Do kogo pani dzwoniła?
– Do któregoś z chłopaków z grupy, np. do Kuby. On mówił, że musi spytać. Potem informował: dobra, masz zgodę, żeby udostępnić oryginał, ale on nie może tego pokazać.

Kogo Kuba pytał?
– Wydaje mi się, że wiceministra Piebiaka, bo on wyrażał zgodę na większe akcje. No i on mi za nie dziękował.

Często pani dostawała dokumenty z postępowań dyscyplinarnych, z prokuratury, z sądu?
– Później, jak współpraca się rozkręciła, sporo. Jak dostawałam dokumenty, zawsze je wykorzystywałam – pojawiał się wpis w internecie albo artykuł w mediach.

Miała pani wolną rękę, jak je wykorzystać?
– Tak. Mogłam zrobić z tym, co chciałam.

„Chłopaki” miały do pani zaufanie?
– O tak. Wiedzieli, że bardzo mi zależy na karierze męża. Kuba mi obiecał, że Tomek zostanie w ministerstwie i albo awansuje, albo dostanie delegację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dlatego tak mocno o to walczyłam.

Tylko za obietnicę awansu dla męża? Bez etatu, bez pensji?
– Tak. W którymś momencie dostałam nawet wprost zapewnienie od Kuby. I zapewnienie od Łukasza [Piebiaka], kiedy z mężem popsuły nam się stosunki. Prosiłam go, by moje sprawy nie wpłynęły na karierę Tomka. Łukasz mi odpisał, że to nie ma żadnego znaczenia, bo oni razem walczą o dobrą Polskę.

I załatwiła pani awans mężowi.
– Tak, został dyrektorem prawnym w KRS i dostał delegację do NSA. Były z tym jakieś problemy, bo mąż miał dostać inne stanowisko, ale pan Mazur się nie zgodził.

Mąż wyłącznie pani zawdzięcza ten awans?
– Nie tylko mnie. Nie jest złym sędzią ani złym człowiekiem. Ciężko pracował na to, myślę, że to wspólne nasze dzieło.

Wiedział dokładnie, co pani robi w mediach społecznościwych wspólnie z Piebiakiem i Iwańcem? O tym, że hejtujecie sędziów?
– O tak. I pomagał mi. Jak np. nie wiedziałam, jak coś napisać, bo nie jestem prawnikiem, to często konsultowałam się z mężem. Doradzał mi, jak coś poprawnie sformułować.

POCHWAŁY OD PIEBIAKA
Kto pani jeszcze przekazywał dokumenty?
– Tylko dwie osoby: Kuba i Arek, czyli sędzia Cichocki.

Piebiak?
– Nie, on nie, od tego miał Kubę. Miałam tylko zgodę Łukasza, że mogę je gdzieś puścić dalej.

Kto panią nakłaniał do ataku na pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf?
– To sędzia Wytrykowski wymyślił na WhatsAppie [rzucił pomysł wysyłania pocztówek z hasłem „Wypier…j”]. Dostałam screena rozmów od Arka o tym pomyśle, więc wiedziałam, że mam coś z tym zrobić. Od Kuby dostawałam też instrukcje takie jak: słuchaj, atakujemy sędzię Przeczek albo sędziego, który jechał pod wpływem alkoholu. A od Łukasza pochwały po jakiś konkretnych akcjach.

Dużo ich było?
– Trochę. Czułam wtedy, że robię coś dobrego. No bo jeżeli chwali mnie sam wiceminister, że akcja wyszła super – a widać to było też po liczbie kliknięć w tweet, potrafiły dochodzić do 98 tys. – to sprawiało mi to radość. Wiedziałam, że będzie to dobrze dla Tomka i dla sprawy.

Jakie środowisko miała pani atakować?
– Sędziów, których między nami nazywaliśmy lewackimi. Były to osoby, których chciano się w ministerstwie pozbyć albo je zdyskredytować, bo nie popierały reformy sądownictwa i „dobrej zmiany”.

Jeśli jakiś sędzia w mediach krytykował „dobrą zmianę”, to z automatu dla pani był celem?
– Przeważnie tak. Ale i sama wiedziałam, że np. sędzia Żurek jest „zły”, więc trzeba go zaatakować. Nie zastanawiałam się, czy on naprawdę jest zły, po prostu wiedziałam, że tego grupa ode mnie oczekuje. A ja byłam waleczna, walczyłam o Polskę, robiłam coś dobrego – tak mi to chłopaki przedstawiali.

Czyli niektórych sędziów atakowała pani bez prośby Iwańca?
– Tak.

PIEBIAK ZATWIERDZAŁ AKCJE
Kiedy współpraca z Iwańcem zaczęła się psuć?
– Latem 2018 r. Kuba mocno naciskał, żeby nie ujawniać informacji o rzekomej aborcji kochanki sędziego Krystiana Markiewicza, prezesa Iustitii.

Skąd w ogóle pani miała taką informację?
– Od Iwańca. Ponoć kiedyś przyjaźnił się z sędzią Markiewiczem i on sam mu o tym powiedział. Mocno pokłóciliśmy się z Kubą, który twierdził, że sędzia Markiewicz będzie wiedział, że ta informacja jest od niego. A poza tym ta partnerka jest koleżanką – już nie pamiętam, czy wiceministra Piebiaka, czy też jego żony – i że to może nas pogrążyć.

Uważałam, że to nie ma żadnego znaczenia. Bo albo atakujemy wszystkich, którzy są źli, albo nie robimy nic. Spytałam wtedy bezpośrednio wiceministra Piebiaka, czy mogę zadziałać z tą informacją, i on powiedział, że tak.

W tej sprawie współpracował ze mną sędzia Stasikowski. To on zatwierdził mejla, który poszedł do Iustitii z informacją o aborcji. Kilka razy ten tekst poprawiałam, bo to miało być krótkie, konkretne. Później pół nocy drukowałam, bo część poszła listownie. I właśnie wtedy wiceminister zatwierdził akcję, a z Kubą się całkowicie popsuło.

Kto płacił za wysyłanie tych listów, papier, znaczki, koperty?
– Ja.

Za telefony?
– Jeden z tych telefonów, który jest dzisiaj w prokuraturze, należy do mojego męża. Opłacał go z naszych wspólnych pieniędzy.

Miała pani jakieś telefony na karty prepaidowe?
– Nie. Kiedyś poprosiłam Kubę, że przydałby się laptop i telefon, które byłyby odpowiednio zabezpieczone. Ale nie zareagował na te prośby.

Gdy popsuło się z Iwańcem, zaczęła pani w lipcu 2018 r. współpracować z sędzią Cichockim.
– Tak, już wtedy znałam Arkadiusza Cichockiego. Dużo rozmawialiśmy, m.in. o sędziach stanu wojennego, i wymyśliliśmy, by powstała specjalna grupa, która się tym zajmie. Tak go poznałam. Jak miała powstać ta grupa, to spotkaliśmy się w knajpie z trójką prokuratorów, którzy byli potrzebni do wyciągania informacji o sprawach tych sędziów.

Cichocki, jak Iwaniec, przesyłał pani dokumenty i wskazywał cel do oczerniania?
– Arek dogadywał się z Kubą, co ma mi przekazywać.

Piebiak wiedział, dlaczego zerwała pani współpracę z Kubą?
– Tak, wiedział, że pokłóciliśmy się o tę aborcję i o groźby Kuby wobec mnie.

I zatwierdził, że Kubę zastąpi Cichocki?
– Tak, na spotkaniu towarzyskim. Był wiceminister, Arkadiusz Cichocki, sędzia Ireneusz, nazwiska nie pamiętam, gdzieś spod Gliwic. Były dwie panie, których nie kojarzę, mój mąż i dyrektor mojego męża. Podeszłam do Piebiaka i powiedziałam, że jest pomysł takiej grupy, ale że już z Kubą współpracować nie będę. I proponuję, by to Arek zastąpił Kubę. Łukasz powiedział „w porządku”.

DECYZYJNY JEST ZIOBRO
Co „w porządku”? Pomysł specgrupy w sprawie sędziów stanu wojennego?
– Tak, powiedział, że pomysł jest dobry, ale że musi mu to ktoś zatwierdzić, bo on nie jest decyzyjny.

A kto jest?
– Jego szef, Ziobro.

I Ziobro się zgodził?
– Chyba tak. Podjęto nawet uchwałę, że taka grupa powstaje, że będzie się zajmować dyscyplinarkami dla sędziów stanu wojennego. Mieliśmy szukać sędziów, którym nie przedawniły się jeszcze jakieś sprawy, by zrobić im postępowanie dyscyplinarne.

Na początku do tej grupy trafił Arkadiusz, ale między nami powstało uczucie. I wtedy mój mąż postawił warunek, że będzie należał do tej grupy, jeśli nie będzie w niej Arkadiusza. Napisałam w czerwcu zeszłego roku do Piebiaka, że Arkadiusz ma zostać wyrzucony. I wiceminister powiedział, że w porządku. Potem Arkadiusz przyjechał osobiście do ministerstwa i złożył rezygnację. Niby z powodu nadmiaru obowiązków.

W tym zespole dyscyplinarnym zasiadał też Iwaniec. Miała pani wątpliwości, czy może tam być. Dlaczego?
– Uważałam, że na to nie zasługuje, gdy dowiedziałam się o jego sprawie dyscyplinarnej. I poinformowałam o tym wiceministra Piebiaka.

I Iwaniec przestał być członkiem tego zespołu?
– To Ziobro powoływał ten zespół, więc wydaje mi się, że chyba on musiał ostatecznie zdecydować o usunięciu Iwańca.

Wpływowa pani była.
– Przeszłość. Współpraca z Arkadiuszem trwała krótko, to było już w 2018 r. Wdaliśmy się w romans i to jakoś się rozpadło.

Od sędziego Cichockiego, od końca lipca do początku września 2018 r., dostała pani kilka przekazów na 6,5 tys. zł. Za co?
– Czysto osobiste sprawy: na kosmetyczkę, fryzjera. Oprócz tego jedyna rzecz, którą dostałam od chłopaków z „Kasty” – później okazało się, że z inicjatywy Arkadiusza, który już był ze mną blisko – to była ta figurka husarza. I raz były kwiaty.

BYŁAM ICH ŻOŁNIERKĄ
Husarz był od „Herszta” i żołnierzy – taki widniał na nim napis. Dlaczego Piebiaka nazwali „Hersztem”?
– Po prostu chłopaki tak go traktowali. A żołnierze to my, nasza grupa.

Pani też?
– Byłam ich żołnierką. Byłam „Inką” [pseudonim bohaterki niepodległościowego podziemia Danuty Siedzikówny, skazanej na śmierć w procesie w 1946 r.], przynajmniej tak mnie nazywali.

Bo?
– Miałam kiedyś w swoim opisie na Twitterze, że chciałabym na koniec życia powiedzieć jak „Inka”, że zachowałam się jak trzeba.

Zachowała się pani jak trzeba?
– Nie.

Dlaczego?
– Trudno mi odpowiedzieć. Duże znaczenie miała jeszcze wtedy miłość do męża i jego kariera. I przekaz, że tak właśnie trzeba, że to jest dla Polski dobre. Ja w to uwierzyłam. Uwierzyłam, że tamci sędziowie są źli.

Właściwie dlaczego uznała pani, że sędzia Żurek był zły?
– Bo był po przeciwnej stronie. Bo nie popierał reformy sądownictwa, więc musiał być zły. Tak naprawdę prawie w żadnej sprawie nie chodziło o sędziego jako osobę, tylko o to, że nas nie popiera.

Ale pani atakowała konkretne osoby, raniła ich rodziny.
– Wie pani, to jest trochę tak, jak się wpada w spiralę. Zaczyna się od czegoś dobrego, a później się to ciągnie, choć już tak dobre nie jest. Bo tak trzeba. Bo dostaje się za to pochwałę. Bo mąż awansuje. Bo sam wiceminister sprawiedliwości chwali.

Żadnych wątpliwości?
– Nie, wtedy jeszcze nie. Ba, byłam z tego dumna.

Kiedy przyszły wątpliwości?
– Tak naprawdę zaczęłam się nad tym zastanawiać z czysto samolubnych powodów, kiedy w 2018 r. zaczęło rozpadać się moje małżeństwo i pozostawiono mnie samą sobie. Miałam dostać wsparcie, sprawy z Arkadiuszem Cichockim miało nie być, rozwód miał być cichy, spokojny, a ja miałam być bezpieczna.

Sprawa z Cichockim?
– Jego zawiadomienie do prokuratury o nękanie, stalking i opublikowanie jego nagiego zdjęcia w internecie.

Kto pani obiecywał wsparcie?
– Kuba i wiceminister Piebiak. Kuba był tym łagodzącym sytuację z moim mężem. Dostałam od niego zapewnienie, że Tomaszowi się nic nie stanie, że na pewno awansuje, a ja nie pójdę siedzieć i nie poniosę żadnych konsekwencji, bo za dobro się nie karze. Zrozumiałam, że będą rozmawiać z Arkadiuszem, by wycofał zawiadomienie z prokuratury. Nie wycofał, a czy rozmawiali, nie wiem.

NIE DALI MI OBIECANEJ OCHRONY
W końcu przyszła do pani w marcu 2018 r. policja i na polecenie prokuratury zarekwirowała telefony, komputer, laptop.
– Tak.

Wtedy już pani wiedziała, że ochrony nie ma?
– Wiedziałam już wcześniej, ale jeszcze liczyłam, że to wszystko jakoś się ułoży. Latem 2018 r. zapaliły mi się w głowie wszystkie czerwone lampki. Zaczęłam obiektywnie patrzeć na to, co się dzieje np. z sędzią Żurkiem, i dystansować się od Twittera i grupy „Kasta”. I zaczęłam się zastanawiać nad tym, co robiłam. I że nie mam tej obiecanej ochrony, i tak naprawdę w ogóle nic z tego nie mam. I nie chodzi o pieniądze, tylko o poczucie bezpieczeństwa. Zaczęłam się też zastanawiać, czy nie byłam tylko zwykłym pionkiem, którego potrzebowali na chwilę, by wykorzystać, a później spalić.

Tak się pani czuje, wykorzystana i porzucona?
– Teraz czuję się nikim.

Współpracowała pani z dziennikarzami. Kto ich wybierał?
– Próbowałam wszędzie, gdzie są media prawicowe. Portal wPolityce.pl, czyli redaktor Biedroń. TVP, czyli Michał Rachoń, Przemysław Wenerski, Samuel Pereira. Raz udało mi się nawet dotrzeć do pana Jarosława Olechowskiego, czyli szefa „Wiadomości”. Chodziło o jakąś sprawę nepotyzmu w sądzie, już nie pamiętam.

I materiał o tym ukazał się w głównym wydaniu „Wiadomości”?
– Tak.

DOSTAWAŁAM KONTAKTY DO DZIENNIKARZY
Jak pani się przedstawiała dziennikarzom?
– Z imienia i z nazwiska. Mówiłam, że współpracuję z Ministerstwem Sprawiedliwości i z nową KRS. Miałam na to zgodę Łukasza, chociaż nie byłam żadnym pracownikiem ani współpracownikiem resortu.

A gdyby ktoś chciał to potwierdzić?
– Toby wiceminister Piebiak potwierdził. Tak byliśmy umówieni.

Ile w sumie było przez panią zainspirowanych tekstów w portalu wPolityce.pl?
– Ojejku! Bardzo, bardzo dużo.

Zatwierdzała pani te teksty przed publikacją? Jest o tym mowa w pani czatach z Kubą czy Cichockim.
– Był jeden tekst, który weryfikowałam.

Nagradzała pani dziennikarzy?
– Chciałam im podziękować za to, co robią, ale nigdy do tego nie doszło. Nie dostałam na to pieniędzy od chłopaków z „Kasty”, choć pojawił się taki temat rzucony przez Arka albo przez mojego męża, już nie pamiętam, że potrzeba pieniędzy, by coś kupić i w ten sposób podziękować dziennikarzom. Nie spotkało się to jednak z odzewem. Czyli, jeśli chodzi o pieniądze, to „Kasta” nie była chętna.

Czy któryś z dziennikarzy z telewizji, do którego się pani zwróciła, nie chciał współpracować?
– Nie. Za to często dostawałam od nich numery telefonów albo kontakty do innych dziennikarzy. A raz nawet od rzecznika policji, który też mi dawał namiar na kogoś z dziennikarzy.

Po programie „Alarm” w TVP 1 o sędzim Piotrze Gąciarku w maju 2018 r. w jednym z czatów Piebiak panią chwali i mówi, że już wysyła ten materiał „Szefowi”. Potem był jakiś sygnał, co Ziobro na to?
– Nie dostałam żadnego sygnału, ale myślę, że był zadowolony. Nie protestował, bo przecież by mnie Łukasz wycofał.

ZNIKŁA GRUPA NA SIGNALU
W jednym z czatów z Iwańcem prosi pani o przyspieszenie dwóch spraw, podaje sygnatury.
– To były sprawy mojego męża.

Jedna z nich to ta, kiedy poprosiła pani o pomoc prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? Sprawa kontaktów pani męża z córkami z poprzedniego małżeństwa?
– Nie. To inne prywatne sprawy męża.

Iwaniec pomógł je przyspieszyć?
– Termin kolejnego posiedzenia był w miarę szybko i doszło do mediacji.

W obu sprawach?
– Tak. Była również taka sytuacja, że wyrok karny i 3 tys. grzywny dostał redaktor Biedroń. Napisał o tym do mnie, a ja napisałam do wiceministra. On poprosił o sygnaturę i jakieś dokumenty związane ze sprawą [Biedroń został skazany z art. 212 Kodeksu karnego; chodziło o opisanie sprawy sędziego Wojciecha Łączewskiego; miał on na Twitterze nawiązać prywatną korespondencję z osobą, którą wziął za dziennikarza Tomasza Lisa i którą miał namawiać do przyjęcia nowej strategii w politycznej walce z rządem; Ziobro w lutym br. publicznie obiecał wnieść w sprawie Biedronia kasację do Sądu Najwyższego].

W którymś momencie grupa „Kasta” się zamknęła i chłopaki otworzyli nową. Pojawiali się nowi sędziowie, inni znikali. Jeden sędzia w którymś momencie się wkurzył, bo chciał się dostać do Sądu Najwyższego, ale lista była już dawno gotowa, więc nie było takiej możliwości. Zatem też się z grupy wypisał, później do niej wrócił. Z tego, co wiem, Arkadiusz też wcześniej się tam pojawiał i znikał, bo miał na pieńku z Kubą. A to on był administratorem „Kasty” na WhatsAppie. Decydował, kto może do niej należeć, a kto nie.

Na tym koncie były pokazywane dokumenty, np. z postępowań dyscyplinarnych, do których dostęp ma tylko bardzo określona grupa osób.
– Dostałam zapewnienie, że można je tam bezpiecznie publikować.

Od kogo?
– Od Łukasza i Kuby. Aha, była jeszcze jedna grupa, po której w ogóle nie ma śladu, ponieważ znikła z telefonami na Signalu. Był w niej Arkadiusz Cichocki, mój mąż, wiceminister Piebiak i ja. Omawialiśmy tam tematy, o których nie chcieliśmy, by wiedzieli chłopaki z „Kasty”. Założył ją Arek, a mnie zrobił administratorem. Ale już nie ma po niej śladu. Bo mieliśmy taką niepisaną zasadę, że codziennie wieczorem każdy czat ma być skasowany.

MYŚLAŁAM, ŻE WSZYSTKO ZATWIERDZA MINISTER
Ale pani zaczęła archiwizować czaty.
– Mam ogólną tendencję do archiwizowania. Jakoś czułam, że w którymś momencie coś się może wydarzyć. Nie wiem, może kobieca intuicja, że te zapisy czatów mogą być dla mnie jakąś formą zabezpieczenia. A jak pojawiły się moje problemy osobiste, to chłopaki zaczęły zakładać swoje konta i przejmować moją robotę.

Kto przejął?
– W dużej mierze Kuba. Pojawiły się na Twitterze konta sędziów Radzika, Lasoty, Dudzicza. Sędzia Dudzicz był dosyć aktywny na Twitterze i dosyć ostry, czasami nawet dla mnie zbyt niegrzeczny. Obserwowałam to z zewnątrz i bardzo się cieszyłam, że mnie już tam nie ma. Spadły mi klapki z oczu, zaczęłam widzieć, co naprawdę robią, że niszczą ludzi.

I zrozumiałam, że nie mamy prawa oceniać ludzi, tylko ich zachowania. A ja bezpośrednio atakowałam ludzi. I że nie miałam do tego prawa, bo to ludzie, którzy de facto mnie ani innym nie zrobili nic złego.

Czy na jakimkolwiek etapie współpracy z Piebiakiem miała pani wątpliwości, czy to akceptuje, czy wie o tym Ziobro?
– Myślałam, że jeżeli taka grupa powstała i jest w niej sam wiceminister, to wszystko jest zatwierdzane przez górę, czyli ministra. A ponieważ byłam chwalona za to, co robię, to się upewniałam w tym, że Ziobro wie i pochwala. Ale nikt mi wprost tego nie powiedział.

„Hejterka”, tak panią nazywają.
– Boli mnie to. Nie uważam się już za hejterkę. Myślę, że jestem po prostu człowiekiem popełniającym błędy.

A „nawrócona hejterka”?
– Czy jestem nawrócona? Może trochę znormalniałam. Jestem uczciwsza, to na pewno. I świadoma, że ludzie popełniają błędy, a my możemy je oceniać, ale nie oceniać ludzi.

 

Mała Emilka – szparka sekretarka!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, fotka z ręki i zbliżenie

Następna głupia blondynka w sieci, której się wydawało, że hejtem załatwi porządnych ludzi – sędziów i wylewała na tych ludzi pomyje grzebiąc w ich życiorysach.

Głupiej blondynce wydawało się, że tak pomaga dobrej zmianie i robi coś wspaniałego dla partii rządzącej.

Takie rzeczy, to tylko w Polsce za rządów tej kasty, zepsutej do granic możliwości, która sama podawała jej dane osobowe porządnych ludzi, którzy chcą być tylko dobrymi sędziami!

Kto nie przeżył w sieci internetowego hejtu nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak się czuje osoba hejtowana!

Ja to przeżyłam i trwało to 5 długich lat! ‚

Przeżyłam piekło, a zgotowała mi taki los stara kobieta z Krakowa – Maria Pałac!

W konsekwencji podała mnie do Prokuratury i weszła do mnie Policja zgarniając mi do przeszukana dwa komputery!

Zrobiła zrzut z bloga, który był cytatem, ale stara baba tego nie zauważyła.

Przeszukiwali 6 tygodni, a ja podając ją z imienia i nazwiska, by ją ukarano za hejt  obrzydliwy na mojej osobie – przegrałam.

Nic jej nie zrobili, choć miałam wydruki wszystkich jej perfidnych wpisów i teraz ta kobieta pisze gdzie indziej i udaje intelektualistkę, ale ja wiem jaką ona ma czarną, zepsutą, obrzydliwą duszę.

Mam pytanie do Ziobry – dlaczego głupiej Emilce nie zarekwirował komputera i nie sprawdzają tego, co ona ma jeszcze na sumieniu?

Oczywiście tego nie zrobią, bo ta działała na zlecenie Ziobry i on doskonale wie o tym, że głupia hejterka działała pod ochroną tego ministerstwa.

W innym, demokratycznym kraju za takie coś na pysk poleciałby cały rząd, a u nas nabrali wody w usta i nie wiedzą,  co z tą śmierdzącą rybą zrobić.

Dlaczego Ziobro nie wyszedł na konferencję i nic nie wyjaśnia, ano dlatego, że wszyscy w tym są umoczeni i myślą, że się rozejdzie po kościach!

Nie po to upolitycznili wszystko, a by teraz się tłumaczyć. Mają Polskę w głębokim poważaniu, a najważniejsze są stołki i dojenie państwa.

Kto nie był hejtowany, to sobie nawet nie wyobraża jak to boli i ile z człowieka wysysa energii.

Głupia hejterka nie zdawała sobie sprawy z tego, że atakując sędziów, to atakuje także ich rodziny, które tak samo cierpią jak osoba hejtowana.

Teraz ona przeprasza, ale ja nie mam dla niej litości i cieszę się, że oto zło wraca i nagle pojawił się hejt na głupią hejterkę, a nie weźmie ją w obronę jej ukochana partia i zostanie z tym kompletnie sama.

Rycz mała rycz – karma wraca!

Doprowadziła do tego, że cały świat już wie, w co się umoczyła i zapisze się w historii jako głupia blondynka na alkoholu i prochach, a do tego jej własny mąż zrobił z niej wariatkę!

Tak obecnie wygląda Polska i nasza praworządność, a do tego w ten sposób mogą zniszczyć mnie i ciebie i nigdzie nie otrzymamy ochrony i sprawiedliwości.

To państwo już nie działa i niech świat o tym się dowie!

Kaczyński ochroni Ziobro, bo ten ma haki na wszystkich w tej szemranej partii!

Szparka sekretarka gryzie pazury i wylewa krokodyle łzy – niech wylewa!

4 lata temu przed wyborami ostrzegałam wszystkich, że ta partia wchłonie wszystkie służby i nas wchłonie, bo nigdzie nie uzyskamy w razie co – sprawiedliwości!

O tym wiedzieli także ci ludzie, którzy stali pod sądami z białymi różami i jakże to wszystko się sprawdziło!

I taka myśl:

50% Polaków nie zna znaczenia słowa #hejt!
To nie wpłynie na wyniki wyborów – przykro mi!

EMILIA SZMYDT :
” TWORZYŁAM HEJT, TERAZ JESTEM OFIARĄ HEJTU „Emilia Szmydt, zaufana Łukasza Piebiaka, specjalistka od hejtu przeciwko niezawisłym sędziom prywatnie…. jest żoną sędziego Tomasza Szmydta.
To ona za pieniądze Ministerstwa Sprwiedliwości szkalowała w mediach najwartościowszych i najlepszych sędziów w Polsce, m.in. prof.Krystiana Markiewicza, Igora Tuleyę czy Waldemara Żurka. 
Jej mąż, sędzia Tomasz Szmydt wiedział o przestępczej działalności żony, zapewne razem współpracowali, gdyż w neoKRS zajmuje się sprawami dyscyplinarnymi niepokornych sędziów. Do wczoraj był również podwładnym Łukasza Piebiaka.
Aby uniknąć odpowiedzialności karnej w przyszłości Emilia wydała oświadczenie, twierdząc, że wszystkie bezeceństwa wypisywała dla dobra Polski, że miała problemy alkoholowe, rodzinne ale nie jest niepoczytalna. Zatem próbuje stworzyć sobie alibi w postaci tzw. „pomroczności jasnej”. Coś tam pisałam, ale w tamtym momencie nie rozumiałam znaczenia tych słów, gdyż byłam pod wpływem alkoholu, środków psychotropowych i silnego wzburzenia emocjonalnego.
Szanowni państwo, PiS stawia nam Polskę na głowie. Nie wierzę, że to wszystko dzieje się w demokratycznym państwie prawa będącym członkiem Unii Europejskiej.

5 lat mojego blogowania!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

6 czerwca 2013 roku w godzinach porannych postanowiłam pisać bloga.

Tak, tak to już pięć lat minęło i mówię Wam, że nie wiem kiedy ten czas zleciał.

Na początku nie miałam na bloga pomysłu i pisałam bardzo nieśmiało i oszczędnie, ale z czasem się ośmieliłam i to pisanie wychodziło mi raz lepiej, a raz gorzej, ale nie zniechęcałam się.

Blog założyłam na Onecie i tam była taka przyjemna tradycja, że ciekawe wpisy były publikowane na stronie głównej, na którą sporo razy się załapałam, co automatycznie podnosiło statystykę na blogu.

Było to bardzo miłe, kiedy ludzie wchodzili i komentowali oraz dyskutowali na temat poniesionego tematu.

Pisanie bloga zaczęło mi sprawiać przyjemność, bo mogłam pisać na różne tematy, które w danym dniu przyszły mi do głowy, a także częściej niż teraz – pisałam opowiadania.

Jednak przez pisanie i na tematy polityczne doznałam nie lada przykrości, bo hejterka zrobiła zrzut z mojego wpisu i poleciała z tym do organów ścigania.

Zrobiła mi właściwie reklamę, bo mojego bloga zaczęli czytać miejscowi, kiedy Policja przyszła do mojego domu z nakazem i zarekwirowała mi dwa komputery.

Nic mi nie zrobiono, bo wpis opierał się na cytacie, a nie były to moje osobiste myśli.

Hejterka myślała, że wsadzi mnie za kraty i stanę się więźniem politycznym, ale Policja po 6 tygodniach zwróciła mi mój sprzęt i nic na mnie nie znaleziono!

Ten fakt tylko mnie napędzał i nie przestraszyłam się, bo nic nie miałam na sumieniu i pisałam sobie spokojnie dalej jeszcze bardziej zdeterminowana i nakręcona.

Kto pisał na Onecie ten pamięta jak nas poinformowano, że Onet likwiduje swoją stronę blogową i zostaliśmy z reką w nocniku.

To też mnie nie zniechęciło i zaczęłam myśleć o tym – gdzie znaleźć bezpieczne miejsce do dalszego pisania i aby nie stracić treści pisanych na Onecie.

Udało się pokonać barierę językową i jestem od ponad 7 miesięcy na WordPress i nie żałuję tego, że się uparłam i piszę dalej.

Jak to się mówi, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i to tu – na WP poznałam nowych, wspaniałych ludzi, którzy wchodzą do mnie, a ja do nich i sobie dyskutujemy i komentujemy.

Poznałam wspaniałych ludzi takich jak Stanisław, anzai, gabunię, szarąbajkę, świechnę, Tatula, Czarownicę z bagien, thaftaniuka, zlepek klepek i wielu, wielu innych, pozytywnych i inteligentnych ludzi.

Skąd czerpię tematy?

Z życia czerpię i każdego dnia coś mnie poruszy, zainteresuje, wzruszy i o tym piszę, a dzisiejszy wpis jest nr 2239 popełniony przez 5 dobrych dla mnie lat, w których doznałam od życia więcej dobrego niż złego.

Staram sie być ciekawa dla czytelnika, ale przede wszystkim szczera, bo czytelnik wyczuje każdą nieszczerość i może się zrazić, a mnie zależy na serdecznej atmosferze na blogu, ale nie taką pitu pitu, a konkretną – taką do merytorycznej dyskusji na rożnorodne tematy.

Dopóki zdrowie mi pozwoli, to pisać będę i w tym dniu dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądają, a ja bardzo staram się to odwzajemnić!

Kochani jest tyle pięknych piosenek w płytotece polskiej, że nie wiem jaką Wam piosenkę zadedykować, ale zdecydowałam się na Mirosława Bregułę:

 

Znalezione obrazy dla zapytania rocznica 6 lat

Moje miasto kiedy biegłam do fotografa, bo emerytce Dowód Osobisty stał się nieważny, a w telewizji mówili, że za nieważny DO grozi 5 tysięcy kary.

Sprawdźcie ważność swoich  DO!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Nie życzę nikomu hejtera w sieci!

 

Spójrz na zdjęcie i co powiesz?

Jest to starsza pani z posiwiałą głową, a mówi się, że siwa głowa, to mądra głowa.

Pani mieszka w Krakowie – pięknym mieście, ale w głowie nie ma pięknie.

Nazywa się wzniośle, bo Maria Pałac i od pięciu lat dręczy mnie w sieci.

Zaczęło się dręczenie z chwilą założenie przeze mnie bloga na Platformie ONET!

Nigdy tej kobiety nie obraziłam, gdyż w moim słowniku nie ma wulgaryzmów, które bym użyła publicznie i nie nazwę tej kobiety czubem, świrem tak jak ona mnie wyzywa od 5 lat.

Dla mnie Internet – jako Seniorki jest oknem na świat, ale ta kobieta skutecznie mi moje okno obrzydza, bo wędruje po sieci za mną i mnie szpieguje, a potem używa wulgaryzmów.

Jest to kobieta wykształcona, ale po latach coś się jej porobiło z głową, bo któż mądry tyle lat bawiłby się w hejt i mowę nienawiści.

Swój parszywy proceder robiła na forum o2, gdzie praktycznie nie ma Administracji i można tam napisać każde plugastwo – bezkarnie.

Robiła zrzuty z mojego starego bloga i posyłała to na Policję i do Prokuratury.

Szukała sposobu za wszelką cenę, aby mnie chyba wsadzić do kicia, albo obciążyć grzywną, ale niestety Policja i Prokuratura nic na mnie nie znalazła.

Kilka razy ją ostrzegałam publikując na starym blogu jej ohydztwa, ale na nic się to zdało.

Kiedy donosiła na mnie do Organów Ścigania, to na jakiś czas zamilkła i miałam spokój, ale do wczoraj!

Na forum Senior Cafe wczoraj, późnym wieczorem szukała poklasku wśród takich samych, złych kobiet i odwróciła sytuację, że to ja ją w sieci dręczę i napisała tak:

Wczoraj, 23:06
maja59.'s Avatar
Stały bywalec
Zarejestrowany: Aug 2012
Posty: 787
Domyślnie

Lila, Basia – dziękuję za wsparcie. Autorka cytowanego bloga Kalinaxa vel Sagula (także wiele innych wcieleń) nęka mnie od kilku lat. Uwierzcie mi, te ataki znacznie przekraczają zwykłe forumowe zaczepki i wymianę zdań. Są to brutalne napaści, obelgi, publikacja zdjęć i wiele innych rzeczy mających znamiona zniesławienia i obrazy. Nie wiem, skąd zainteresowanie moją osobą, dlaczego akurat ja jestem obiektem tej nienawiści.

Jest to wierutne kłamstwo, ale dziękuję za promowanie mojego nowego bloga, na którym jest częstym gościem, bo może znowu ma ochotę zrobić jakiś zrzut i lecieć z tym na Policję, a ja wiem, że szuka nowych haków!

Pani Mario Pałac nie ma pani na mnie nic i to jest ostatnie ostrzeżenie, że jeśli się kobieto nie ogarniesz, to zgłoszę ponownie wszystko tam gdzie trzeba – za nękanie mnie i psucie w sieci mojej dobrej opinii.

Możesz kobieto znowu zrobić zrzut z tego wpisu i lecieć na Policję i niech pani pamięta, że w żadnym zdaniu pani nie obraziłam.

Odczep się kobieto ode mnie, bo ja nie wchodzę ci kobieto w drogę i pani nie nękam mejlami, wiadomościami i nic pani na mnie nie ma.

W mojej Rejonowej Policji już się z pani śmieją!

Przypomnę pani próbkę zostawioną na forum o2. Mam je wszystkie!

Wespół zespół pisała pani ohydztwa zmyślone, aby było wesoło!

Należy do pani grupy taka sama zła osoba jak Lila i Mar-Basia, które wchodzą na mojego bloga, choć Lilka się zapiera – ha ha mam podgląd i Baśka też jest, choć pluje na mnie w Senor Cafe!

To takie typowe, aby komuś dokopać, a potem mieć z tego ubaw, że ktoś, gdzieś tam cierpi!.

[18.07.2015] 09:55
czub w akcji
czub w akcji (15.07.2015.18 09:35):
czub opanował obsługę komputera i obsługę onetu!!Drżyj świecie w posadach,czub ma komputer i moc z nią!!Czub móżdżył i wymyślił jak dokopać.Czub wie,ze policji ma się nie obawiać bo policja czuba nie ruszy.

Czub do wariatkowa. 

(Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [21878064]

Trolla zabija się uprzejmością :)

Ludzie, którzy nie mają własnego życia, zawsze muszą wściubiać nos w cudze.(Carlos Ruiz Zafón)

I to jest cytat adekwatny do mojej sytuacji, w jakiej znalazłam się nie wiedzieć czemu od trzech lat. Mój blog stał się solą w oku u babinek z forum seniora i nie mogą przeboleć, że ktoś mnie tu czyta, a więc trzeba dowalić na o2, a mianowicie, że jestem pijaczką i wariatką, a  jest to wymysł pani mieszkającej w Hiszpanii,która zwiała tam za komuny, by ogrzać się w hiszpańskim słońcu, a może miała coś na sumieniu. Inne kanalie piszą, że z pewnością jestem ćpunką i tylko nie określają niby skąd ja te prochy mam niby brać – ja seniorka ha ha

Inne trolle imputują mi, że biorę jakieś prochy i niech im będzie, bo wyobraźnia ludzka nie zna granic i to piszą seniorki opuszczone przez bliskich, które żyją wyimaginowanym moim świecie, że niby mój mąż mnie zdradza z kobietami z gminu i są uszczęśliwione i idą z tą myślą spać – to psychopatki i przykro mi.

Jak odgonić się od psychopatek, samotnych wariatek, którym nie ma kto pogmerać między nogami? Nie ma innego wyjścia, jak zbyć je uprzejmością i zatkać im dzioba przesadnym – kłaniam się i całuję rączęta sfatygowane głupim klapaniem w klawiaturę i niech mi nikt nie pisze, że trolla nie należy karmić, bo należy karmić uprzejmościami takimi jak padam do nóżek, a w myśli –  żmijo poza nawiasem cywilizowanego świata i spójrz żmijo w lustro, bo powinnaś widzieć tam potwora i głupiego człowieka, że rzygać się chce!