Archiwa tagu: hobby

Lubię być tam, gdzie coś się dzieje!

Uwielbiam być tam, gdzie w moim mieście dzieje się coś ciekawego.

Uwielbiam robić z takch imprez swój reportaż i tak na pamiątkę gromadzę zdjęcia robione samodzielnie.

Dziś do mojego miasta zjechali pasjonaci motoryzacji w swoich cudnych rumakach z dawnych lat motoryzacji.

Uwielbiam więc pasjonatów, którzy chuchają i dmuchają na swoje maszyny i nie żałują na to swoich pieniędzy.

Z pewnością jest to drogie hobby, ale nie ma ceny na satysfację i dumę ze swojej pracy włożonej w utrzymanie swojego cacka.

Samochody wybłyszczone, wygłaskane szkliły się w letnim słońcu, które nas w tym roku rozpieszcza wprost.

Poleciałam więc na plac – w środku miasta i zrobiłam poniższy reportaż i mam nadzieję, że nie tylko dla Panów, ale i Pań, które dostrzegą piękno w tych cieszących oko samochodach.

 

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Reklamy

Przetrzepać swój życiorys!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Kiedy byłam młodą mamą, to kiedy ułożyłam Dzieci wieczorem do snu – miałam czas tylko dla siebie.

Wówczas siadałam w PRL – wskim fotelu i robiłam na drutach czapeczki, szaliczki dla Dzieci.

Dziegałam też swetry dla Dzieci i dla siebie także.

Brałam często szydełko i obrabiałam koronką płócienne chusteczki do nosa, albo ozdobne serwetki, dziergane z cieńkiego kordonka.

Naprawdę mi to nieźle wychodziło i lubiłam to robić, bo tym bardziej, kiedy w sklepach nie było żadnego wyboru.

Wzory na serwetki i robienie na drutach czerpałam z czasopism dostępnych wówczas, albo od koleżanek z pracy, które też dziergały i się tym bawiły.

Moim ulubionym zajęciem po godzinach po pracy, była uprawa działki, gdzie produkowałam z Mężem ekologiczną żywność.

Pamiętam jak pewnego, udanego lata wychodowaliśmy pomidory tak cudne i tak dużo, że nie nadążałam z ich przetwarzaniem.

Tak samo udały się pachnące truskawi, marchew i inne jarzyny.

W ten sposób ratowaliśmy swój budżet domowy, a Dzieci jadły świeże warzywa i owoce.

U nas w środku miasta jest jezioro i dostałam nagle olśnienia, że przecież mogę stać się wedkarzem i spędziłam wiele godzin na kładce i wędkowałam. Nauczyłam się obsługi wędek i moim największym trofeum był 4 kilogramowy – lin bodajże.

Kiedy straciłam pracę i w mojej mieścinie nie mogłam jej znaleźć – otworzyłam własną działalność i sprzedawałam używane ciuchy, po które z Mężem jeździliśmy do hurtowni.

Kiedy urosła konkurencja, to się przebranżowiłam i otworzyłam sklepik szkolno – chemiczny i prowadziłam go 3 lata.

Jeździłam też za granicę, a więc do Berlina i do Wiednia i tam się kupowało to, czego u nas na rynku nie było.

Sprzedawałam to jak wielu innych na ulicy i zawsze jakiś grosz się zarobiło.

Czasy się zmieniały i dostałam pracę na naszym Urzędzie Miejskim i tak zleciało mi kolejne 10 lat.

Na rynku można już było kupić prawie wszystko, a więc zaniechałam robienia na drutach i uprawy działki.

Zawsze w swoim życiu coś robiłam i starałam się o dodatkowe pieniądze, ale cieszyłam się kiedy dostałam pracę na pełen etat, Wówczas byłam spokojniejsza i była zabezpieczona finansowo moja Rodzina, bo Mąż też miał stałą pracę.

Przyszła emerytura i teraz na niej piszę bloga, bo nie umiem nic nie robić.

Poznaję tu na blogu interesujących ludzi i im dziękuję za zainteresowanie i komentarze.

Uwielbiam robić zdjęcia i dziś złapałam w obiektyw – zachód słońca.

Emerytura, to jest czas na spełnianie swoich marzeń i jeśli zdrowie jako tako dopisuje, to można być aktywnym w sieci.

Jeśli trafi się na ciekawych ludzi, to jest to czysta przyjemność.

Opiszcie jakie macie zainteresowania i co Was kręci. Napiszcie, co robicie poza pracą i co sprawia Wam radość?

 

 

Pasja fotografii!

Od zawsze mi się marzyło, aby móc fotografować ludzkie twarze na jednolitym tle.

Najbardziej ciekawiły mnie twarze ludzi starszych – z ich zmarszczkami i mapą wyrytą z przeżytych lat.

Twarze, na których zapisany jest ich życiorys, mądrość i czułość widoczna w ich oczach.

Nie było mi to dane, bo przecież nie mogłam zaczepiać ludzi na ulicy i ich fotografować, bo nie jestem wszak żadnym fotografem, a jedynie amatorem od przeważnie – krajobrazów.

Udało mi się jednak uwiecznić moją Mamę w pierwszej fazie choroby, kiedy to już o niej wiedziała, i która powoli – dzień po dniu odbiera Jej siły.

Nie uwieczniłam Mamy starości, a raczej Jej siłę z jaką szła przez życie i Jej mądrość zapisaną na twarzy kobiety w wieku 86 lat.

Udało mi się sfotografować Mamy ręce, którymi prała moje pieluchy, karmiła, szorowała wiórami podłogi i robiła nimi mebleki do zabawy, kiedy tych zabawek na rynku nie było.

Ten wpis powstał dlatego, bo zaispirowałam się francuskim fotografem specjalizującym się w utrwaleniu aparatem właśnie ludzkich twarzy i wkleję jego kilka fotografii. Gratuluję mu talentu  i inspiracji:

 

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Fotorgaf nazywa się Eric Lafforgue.

Urodził się w 1964 roku i przemierzył wiele krajów. Uwiecznił aparatem nie tylko ludzkie twarze, ale one w jego dorobku dominują i tak:

 

Zdjęcia pobrane z Google Grafika!

Znalezione obrazy dla zapytania ericlafforgue •

Znalezione obrazy dla zapytania ericlafforgue •

 

Znalezione obrazy dla zapytania ericlafforgue •

Znalezione obrazy dla zapytania ericlafforgue •

 

Znalezione obrazy dla zapytania ericlafforgue •

Moje skromne hobby!

Trzy lata temu wpadłam na pomysł, aby założyć swojego fan-page o moim mieście.

Mąż kupił mi dość dobry aparat fotograficzny i od tego czasu wstawiłam na swoją stronę pt. „Choszczno i okolice w obiektywie” około 5 tysięcy swoich zdjęć.

Zawsze biorę swój aparat jeśli tylko szykuje się jakieś wyjście z domu, czy wyjazd.

W ten sposób mam sfotografowane chyba całe miasto i jego ciekawe miejsca, a także okolice.

Lubię też obserwować zjawiska pogodowe w moim mieście, co uwieczniam na filmikach kręconych osobiście.

Często patrzę w niebo i obserwuję niebo. Uwielbiam zmieniające się niebo.

Coraz częściej na moim fan-page pojawiają się ludzie, którzy dzielą się ze mną swoimi zdjęciami, co mnie strasznie cieszy i tak poznałam zdjęcia Pani Ani i Pana Wojciecha.

Mój fan-page jest kompletnie apolityczny, a tylko estetyczny. Nie chcę na stronie żadnych politycznych wywodów i sporów i tak jest dobrze.

Dlaczego to robię? Dlatego, że lubię robić zdjęcia i uwieczniać w obiektywie ciekawe kadry przez cztery pory roku.

Bywa też tak, że ktoś prosi o zgodę na wykorzystanie moich zdjęć do projektu zawodowego, czy prezentacji. Oczywiście, że wyrażam zgodę!

Sama na swojej stronie umieszczam chętnie prośby o pomoc dla chorych, a także ciekawe wydarzenia w mieście i tak to mi się kręci, co stwierdzam z nieukrywaną satysfakcją, że moja strona jest do czegoś przydatna.

https://www.youtube.com/watch?v=9nU6DXOjl4Y&feature=youtu.be

https://www.youtube.com/watch?v=s8D5oTwiSWs&t=0s

 „Moje niebo”

Zdjęcie Agnieszki.

 Zdjęcie Pana Wojciecha.

 Zdjęcia Pani Ani.

 Zdjęcia Pani Ani.

Te zdjęcia można w bajki włożyć – spełniając marzenia!

Ma 50 lat i właśnie spełnia swoje marzenia. W zdjęciach Polki zakochał się nawet Vogue.

 

Magdalena Russocka to prawdziwa mistrzyni fotografii. Na jej zdjęciach ożywają sceny jak z baśni. Mieszkająca na co dzień w Dublinie fotograf czerpie inspirację z irlandzkich krajobrazów – zamglonych pól, tajemniczych jezior, zamkowych ruin. Każde zdjęcie to osobna historia.

Pani Magdalena sama o sobie pisze tak:

Romantyczka, uciekam z teraźniejszości do przeszłości. Kocham erę wiktoriańską i romantyzm. Jestem Polką, mam 53 lata, mieszkam w Irlandii. Zajmuję się profesjonalnym sprzątaniem a fotografia jest moją pasją i moim hobby.

Fotografia jest pasją Magdaleny Russockiej od kiedy na 50 urodziny dostała w prezencie aparat fotograficzny. Było to zaledwie kilka lat temu.

„Oto kobieta, która jak mówi, odzyskała wolność, kiedy pozornie straciła wszystko. Dla niektórych upadłość własnej firmy, emigracja, zmiana otoczenia jest końcem świata ? dla niej wszystko to okazało się wyzwoleniem. Bizneswoman została sprzątaczką. Na pięćdziesiąte urodziny zrobiła sobie prezent w postaci aparatu fotograficznego i wtedy poczuła, że wkroczyła w zupełnie nowy, fantastyczny świat, zupełnie jej dotąd nieznany, który zawładnął jej ciałem, umysłem, całym życiem” – czytamy o Polce na stronie Warsztatywzłodziejewie.pl.

Dziś jej zdjęcia pokazują się w branżowych pismach, zakochali się w nich internauci z całego świata. Fotografie pokazał również włoski Vogue. I nic dziwnego – pani Magdalena ma wyjątkowy dar.

Irlandzkie krajobrazy stają się tłem dla wyobraźni fotografki. Na jej zdjęciach znajdziecie wodne nimfy, wojowników, księżniczki, a nawet szekspirowską Ofelię.

Fotografią pokazuję to, co nie istnieje w rzeczywistości. To podróż do świata mojej wyobraźni, do mojej krainy snów – mówi Magdalena Russocka.

Obsesją dla mojej duszy są stare ogrody, opuszczone miejsca, pozostałości zamków i posiadłości. Wpływ na moje zdjęcia mają też obrazy – renesansowe, barokowe i rokoko.

Uwielbiałam bajki, kiedy byłam dzieckiem – i nadal je uwielbiam, choć jestem już w średnim wieku. Uwielbiam to, co jest niewinne i dziecięce, bo jest bez skazy i bez doświadczeń dorosłości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

http://deser.gazeta.pl/deser/56,111858,19944242,ma-50-lat-i-wlasnie-spelnia-swoje-marzenia-w-zdjeciach,,18.html

Przyroda się odradza i ludzie też :)

Dzień dobry. 🙂

WIOSNA!!!! Dzieci biegają już na krótki rękawek i o dziwo pojawiły się na podwórku po długiej zimie. 

Wszystko, co ma być zielone się zazielenia i zakrywa brzydotę pozimową, a więc idzie ku lepszemu, bo świat na nowo się odradza.

Ale to już wiecie, bo przecież wszyscy tęsknimy za słońcem i zielenią.

Mężczyźni i tym tematem chcę się zająć w dzisiejszej notce.

Mam mężczyznę u swego boku, który nie potrafi pięć minut posiedzieć w miejscu. Musi wciąż być aktywny, gdyż ta aktywność potrzebna jest mu jak tlen.

Trudno za nim nadążyć, ponieważ ja jestem domatorką od urodzenia, a Mąż musi wciąż coś robić i czymś się zajmować, gdyż taki typ człowieka z niego jest. Pracoholik jednym słowem i się do tego zdążyłam przez 40 lat przyzwyczaić. Zresztą moja starsza Córka ma tak samo, że kompletnie nie potrafi odpoczywać.

Ma się to zmienić, jeśli tyczy się mojego Męża, gdyż obiecał mi, że tego lata zwolni i postara się nie być takim zarobionym.

Obiecał, że postawi na wypoczynek i relaks i dziś pojechał daleko po obiekt swoich marzeń, a jest nim łódka, którą ma zamiar pływać po naszym jeziorze i jeziorach okolicznych. 

Mam nadzieję, że obiekt jego marzeń, to będzie trafione w punkt i faktycznie spowolni, a i Wnuki będą zadowolone.

Ja sama uwielbiam pływać po jeziorach i robić zdjęcia przyrodzie. Mam nadzieję, że lato będzie piękne i nie raz spędzimy rodzinne pikniki z nowo zakupioną łódką w tle.

Mężczyźni zawsze muszą mieć jakiego konika i dla hobby są skłonni wydać nie małe pieniądze i tu ciekawa jestem jakie hobby mają Wasi faceci.

Co Senior może zrobić jeszcze dla świata?

Dzisiaj zastanowię się nad tym, co dzieje się z seniorem odchodzącym na emeryturę, albo na rentę zdrowotną z jakiś tam przyczyn. Emerytura, to wiadomo, że kończy się pewien etap w życiu i czas przejść na nią  -wyczekiwaną bardziej, lub mniej.

Piszę o seniorach, bo jest to blog bardziej dla seniorów,chociaż i młodzi zaglądają. Obiecujemy sobie, że na wytęsknionej emeryturze nadrobimy wszystkie swoje marzenia i oddamy się im bez reszty. Inaczej jest z seniorami odchodzącymi z powodu renty, bo choroba nie wybiera i w związku z nią są pewne ograniczenia zdrowotne. Wszystkim, którzy już nic nie muszą, marzy się spełnienie tego na co nie było czasu. Oto jesteśmy wolni i nie musimy już każdego poranka wstawać i pędzić do pracy, mniej lub bardziej lubianej.

Obiecujemy sobie, że zapełnimy  swój czas i jedni chcą wreszcie pisać wiersze, a jeszcze inni chcą napisać powieść, albo oddać się ulubionemu malarstwu. Inni kochają swoje ogrody i od wiosny znikają na nich, a więc sadzą i pielą oraz uprawiają kwiaty i warzywa.

Długo by tu wymieniać i mimo tego, że w pracy miało się znajomych, którzy obiecywali, że nigdy nie zapomną i będą chociaż dzwonić, to po pewnym czasie te telefony milkną i zostajemy sami. Próbujemy odświeżać znajomości, ale z czasem i my się poddajemy. W końcu zadajemy sobie pytanie – co ja mogę jeszcze z siebie dać dla siebie i dla świata, by o mnie pamiętali.

Jedni idą w wolontariat, inni w podróże, jeśli oczywiście finanse pozwalają i zdrowie. Jeszcze inni zapisują się do różnych kółek zainteresowań, oczywiście jeśli takie w ich miejscowościach funkcjonują, ale duża grupa siedzi w Internecie.

Piszą na forach i wiem to na pewno, że całe dnie siedzą w sieci i tak mija im każdy niemal dzień.

Co robić, aby nie dać zabić się samotności i co robić, by mieć chociaż w sieci z kim porozmawiać i nie czuć się wykluczonym i ja nie ukrywam, że kocham siedzieć w sieci.

Jestem z pokroju samotniczek i jeśli te telefony umilkły i nikt już nie pyta, o to jak ja się czuję i czy żyję, to musiałam zbudować sobie swój świat.

Mąż się śmieje, że zawsze zabieram ze sobą aparat fotograficzny, ale On nie zdaje sobie z tego sprawy, że robienie zdjęć moich okolic sprawia mi radość. Dopiero niedawno zrozumiał, że lubię robić zdjęcia i dlatego często zabiera mnie w plener, bym sobie cyknęła kilka ujęć. Chociaż w ten sposób pozostawię po sobie oprócz bloga – migawki tego, jak widzę ten nasz piękny świat w czterech porach roku. Niby nie wiele, a jednak mam dość dobrze hulającą swoją stronę na Facebooku i tak sobie myślę, że skoro sprawia mi to przyjemność i uśmiecham się, to jest już coś.

Tak jest – niby nie wiele, ale zawsze coś! Jak to z Wami jest na tej emeryturze? Podzielcie się swoimi przemyśleniami.

Nie umiem odpoczywać!

Ciągle muszę coś robić. Tak mam, że nie potrafię wypoczywać. Nie, nie przemęczam się już za bardzo, bo dość się w życiu napędziłam, napracowałam biegnąc przez życie z wywieszonym jęzorem, aby wieczorem paść jak kawka. Tak to jest, że w młodości pędzimy z domu do pracy i z powrotem, do następnych obowiązków, bo kobiety mają ich w rodzinie jakby zawsze więcej. 

Gotowanie, pranie, prasowanie, opieka nad dziećmi, praca, a zresztą, co ja tu będę wymieniała, same kobitki wiecie jak to jest. Kiedy przestałam pracować, myślałam sobie, że odpocznę za wszystkie czasy i będę delektowała się nic nie robieniem, a tu figa z makiem, bo mnie to nie wychodzi. 

Od rana wiadomości z telewizora przy porannej kawie – koniecznie! Muszę wiedzieć, co w piszczy w trawie, potem jakieś sprzątanie w domu, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia, a jak już założy się okulary, to tego sprzątania momentalnie przybywa, bo się widzi po prostu niedociągnięcia. 

Potem komputer, bo tam też jest ciekawie i też mnie ciągnie, co tam ludzie piszą w sieci i z czego się cieszą, a na co przeklinają i się złoszczą, a kogo zmieszają z błotem, czego nie pochwalam. Nienawidzę chamstwa w sieci i nie wdaję się w żadne dyskusje prowadzące do wulgaryzmów, a kiedy widzę, co się święci – wycofuję się natychmiast.

Kiedy komputer mi się znudzi, to jak dziś zaświeciło słońce, bo lato sobie o nas przypomniało, wybyłam z książką na balkon. Fajnie się czyta, kiedy ogarnięta ciszą wtapiam się w treść. Wakacje się zaczęły, a dzieci nie ma na placu zabaw, a więc spokojnie mogłam oddać się lekturze. Polecam książkę Maryli Rodowicz, którą dostałam w prezencie od córek. Długo po nią nie sięgałam, bo czekałam na ten ciepły balkonik, a wiec dziś była doskonała okazja. Maryla pisze o początkach swojego dzieciństwa i wspomina, wspomina, przyznając, że wiele uleciało jej z pamięci, choć ja i tak podziwiam ją za doskonałą pamięć. Miała bardzo ciekawe życie i można się dowiedzieć, że do wielu rzeczy doszła swoją pracą i talentem, a ciekawostką jest, że miała zostać sportowcem. Polecam te ciepłe w odbiorze wspomnienia i podsumowanie swojego życia.

Kiedy nasyciłam się książką, której jeszcze nie skończyłam, zamierzam obejrzeć wybrany film, choć nie wiem na co dziś padnie. Jak widzicie, nie potrafię glebnąć się na poobiednią drzemkę, bo mi kompletnie to nie wychodzi. Wciąż gdzieś mnie gna, ale to chyba dobrze, że nie rdzewieję i jest we mnie wciąż ciekawość świata.
P1050540-001A może jednak wypoczywam, właśnie w ten sposób – jednak? 😀

I jeszcze piosenka mi się po głowie tłucze – fajna nutka 🙂

Moja nie rymowanka – „Pisać każdy może”

Z pewnością nie umiem
napisać wiersza.
Nie ja ostatnia
i nie ja pierwsza.
Z pewnością źle
rymuję, ale 
 tym nie przejmuję się wcale.
Nigdy nie napiszę jak tkliwy Baczyński,
czy zakochany wiecznie Gałczyński.
Mówi się trudno i pisze się dalej.
A więc po co te strofy piszę,
bo lubię tę swą intymną ciszę.
I choć pisać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
co z serca płynie starej kobiety,
to dzieła nie umiem stworzyć
– niestety 😀

Nie rymowanka moja – „W poszukiwaniu szczęścia”

Szczęścia nikt ci nie podrzuci,
a i listonosz go nie przyniesie.
Nie kupisz go także
z wódką w pakiecie w bufecie.
Nie znajdziesz go w lesie,
ni na polanie.
Daremny trud.
Możesz szukać pół życia,
możesz jechać na koniec świata,
albo szukać go w chmurach.
Daremny trud
Szczęścia nie kupisz,
ani za grosz, czy miliony,
bo szczęście podstępne jest
i tylko wie ono,
kiedy podstępnie obdarzyć ma Cię
i się Tobie pokłonić.