Archiwa tagu: inność

Nie wiem czy mam rację!

Podobno seks jest największą przyjemnością daną człowiekowi.

Nawet narkotyki nie mają takiej mocy, by dać szczęście ludzkości.

Seks uzdrawia wręcz człowieka, ale pod warunkiem, że na ten seks się godzimy i nie jest wymuszony.

Rodzimy się z różnymi preferencjami seksualnymi i nie zawsze te preferencje są akceptowane w społeczeństwie, przez polityków, czy w końcu przez kościół.

Oglądałam kiedyś taki dokument, że w Rosji lesbijki i geje muszą się mocno ukrywać, bo kiedy odpowiednie organa się dowiedzą, że kobieta żyje z kobietą, to mogą one trafić do więzienia.

To samo dzieje się z gejami w różnych krajach i też nie akceptuje się takiej preferencji.

Gdybym była w Polsce premierem, czy prezydentem, to bym podpisała ustawę, że tacy ludzie mają swoje prawa!

Niech sobie każdy kocha, kogo chce i mi nic do tego, ale łapię się na tym, że przeszkadzają mi parady równości, kiedy ludzie wychodzą na ulicę poprzebierani za jakieś potworki tak jak to widać na powyższym zdjęciu.

Rażą mnie takie przebieranki w fallusy tęczowe, jakieś skórzane garnitury, a kobiety bez staników.

Przeszkadza mi na golizna na tych paradach i dziwne ubieranki, które dalekie są od człowieczeństwa i dobrego smaku.

Nie jestem pruderyjna, ale kiedy się manifestuje swoją orientację, to niech to będzie ze smakiem, kulturą, a więc tak bardzo po ludzku!

Jestem za tym aby w Polsce kobieta i mężczyzna mieli wybór, czy chcą poślubić tę samą płeć, aby skończyło by się to wariactwo i rozwydrzenie na ulicach.

Zawsze jestem za tym, aby człowiek zachowywał się jak człowiek, a nie jak małpa na ulicy.

Można o swoje prawa walczyć z klasą, a nie jak rozpuszczone osobniki, które odleciały od dobrych obyczajów w swoich zachowaniach.

Jestem za tym, aby ci ludzie mogli brać legalne śluby i mieli dzieci, a to dlatego, że jakże często są dzieci krzywdzone w tradycyjnych związkach.

Dzieci są bite, kopane, przypalane papierosami, wsadzane do kanapy, wykorzystywane seksualnie i mamy wysyp ostatnio takich zachowań.

Cały świat powinien akceptować inności, a na świecie nie byłoby parad równości i nie patrzyłabym na dziwne zachowania na ulicy!

Ostatnio jest głośno o pracowniku „Ikea”, który napisał, że:

Czytamy niżej i do tego odniosły się dwie kobiety żyjące w legalnym związku!

Można – można!

Jolanta Saacewicz

Ja mam trzy pytania do wszystkich Państwa.

Zanim je zadam, wyjaśnię, że zdjęcie po lewej jest moje ślubne. Sześć lat temu, powagą stanu Kalifornia zostałyśmy z Nancy Banks ogłoszone żoną i żoną, co praktycznie formalizowalo nasz związek trwający już od 14 lat i pozwalało na wspólne płacenie podatków oraz inne przywileje, które PAŃSTWA dają LUDZIOM deklarującym wspólne życie.

Większość cywilizowanych państw XXI wieku nie wnika już w płeć osobników deklarujących chęć życia w sformalizowanym związku. No, ale nie Polska. Wolnoć Tomku w swoim domku. Wolę większości trzeba szanować, choć można się z nią nie zgadzać.

Poproszę teraz by Państwo sobie wyobrazili, że ja pracuję w IKEI, w Polsce. Jest czerwiec, miesiąc gejowskiej dumy obchodzony w wielu cywilizowanych krajach dość tęczowo, łącznie z wciąganiem naszych flag na miejskie, wojewódzkie/stanowe i państwowe maszty.

Bawimy się wówczas na paradach, oglądamy filmy o nas samych, świętujemy ze współpracownikami w zakładach pracy. Jest to szczęsny czas choć ciężko okupiony.

Zapłacili za niego życiem LUDZIE o innej orientacji w obozach Dachau i Oświęcimia, zapłacili bywalcy baru Stonewall w Nowym Yorku zapałowani na smierć. Zapłacił życiem Harvey Milk, radny San Francisko; w torturach umierał genialny matematyk Alan Turing, który złamał kod Enigmy i umożliwił lądowanie aliantów w Normandii.

Za prawo do istnienia płaciliśmy bici do zabicia od Los Angeles po Warszawę, Moskwę, Dubai i Jakartę.

Od 50 lat, od czasu nalotu na bar Stonewall w Nowym Yorku przestaliśmy umierać po cichu. Co roku, od tamtych wydarzeń, w czerwcu maszerujemy na całym świecie nasz ból, nasz wstyd, nasze poniżenia, naszą degradację, nasze upodlenia, nasz strach, naszą krzywdę, ale i naszą godność i dumę. Co roku idzie z nami coraz więcej Was, bo czujecie i wiecie, że to co nam się robiło i robi jest bardzo złe. I my Wam jesteśmy bardzo wdzięczni, bo bez Was nic byśmy nie wskórali, gdyż nie jest nas wiele. Jak jednorożców. (Uśmiech).

Gdy wziąć wszystkie litery do kupy w LGBTQ, to jest nas pewnie około 10 proc w każdej populacji. W Polsce to będzie ze trzy – cztery miliony. A w Stanach 35 – 40 mln, może. Nikt dokładnie nie wie, bo żeby się policzyć trzeba nie bać się zaistnieć. A są ciagle takie kraje na Ziemi, gdzie za głos dodany do naszego chóru przestaje się istnieć z wyrokiem sądu lub bez.

Wróćmy wiec do tego, że jest czerwiec i ja pracuję w IKEI, która jest dobrym pracodawcą dla nas. Traktuje nas jak ludzi i chroni przed nienawiścią, dyskryminacją, strachem. Tak jak tysiące innych wielkich firm. Apple, Google, Facebook, Microsoft, Volvo, Volkswagen, Toyota, Levis, Nike, Fila, Addidas, Visa, Delta, American Airlines, Disney, Warner Brothers, Netflix, Uber i odechciało mi się już kontynuować te listę. Oczywiście na liście musi być Coca-Cola, Absolut i Gazeta Wyborcza, bardzo zasłużone. Pełną listę można sobie wygooglować lub rozejrzeć się dookoła.

Czyli, ja pracuję w IKEI i IKEA świętuje to nasze czerwcowe święto razem z nami. Wszyscy pewnie widzieli te piękne tęczowo pasiaste, torby IKEI. Bardzo to miłe.

Dlaczego biznes to robi? – możecie się dziwić. Bo my mamy siłę nabywczą, to raz (i tu miałabym ochotę wkleić emoji śmiejące się pełną gębą, z dumą). No, bo tak: Statystycznie jesteśmy trochę lepiej wykształceni i lepiej uposażeni niż średni Smith. Nie wiem, czy są takie dane dla Kowalskiego.

Wielu z nas, nadwrażliwych artystów robi zawrotne kariery od kultury po show biznes, o ile się nie zabiją w młodym wieku, bo popełniamy samobójstwa jak mistrzowie świata, pięć razy częściej niż nasi rówieśnicy hetero. Dwa: Biznes wspiera nas też dlatego, że biznes to ludzie, to różnorodność religii i kolorów, i ludzie rozumieją coraz częściej, że nie można krzywdzić innego człowieka. I to przesłanie starają się nieść w świat dając nam wsparcie.

Więc jeszcze raz: pracuję w tej IKEI, w domu mam amerykańską żonę i prezent dla niej schowany pod szafą, bo będziemy obchodzić w tym roku nasze dwudziestolecie. Pierwszy raz ślubowałyśmy sobie w bazylice katolickiej w Riom we Francji. Nie, nie był to żaden oficjalny ceremoniał. Po prostu weszłyśmy tam zwabione strzelistością łuków podniebnych i akt strzelisty ślubowania zrodził się ad hoc. I tak już zostało.

Młodszy brat mojej żony, który też jest gejem brał „prawdziwy” kościelny ślub ze swoim mężem w prawdziwym episkopalnym kościele, ze wszystkim dzwonkami, kadzidłami i prawdziwym pastorem.

Drugi brat mojej żony, który tak się składa też jest gejem, brał ślub ze swoim mężem Chińczykiem w ich mieszkaniu w Toronto, w ceremonii buddyjsko-chińskiej, że to tak określę enigmatycznie. Pamietam, że wszystkiego było po 108, kwiatów, ptaków origami itp. 108 to ważna liczba w buddyzmie. Dodam na marginesie, że żona ma też starszą siostrę, która jedyna z czworga rodzeństwa jest hetero. Żartujemy sobie, że i TAK ją kochamy. Ciekawe, czy jak bóg chce kogoś pokarać to mu robi trójkę z czworga dzieci gejami?

Wróćmy jednak do IKEI. Wyobraźcie sobie Państwo, że przychodzę do pracy, otwieram e-mail i widzę komentarz napisany przez kolegę z pracy. Czytam o sobie i mojej żonie, i jej dwóch braciach, i pośrednio o synu mojej żony z pierwszego małżeństwa, i o naszej czteroletniej wnuczce też.

Czytam: Dewiacja, zgorszenie, biada, kamień młyński u szyi, pogrążyć w głębokościach morskich, obrzydliwość, ukaranie śmiercią, skąpani we krwi. To homoseksulaizm według jakiejś strasznej księgi, której autora nikt nie zna, który żył w czasach strasznych wojen, gdzie zwycięzcy brali wszystko, a gwałt na podbitych kobietach był kwnitesencją nagrody. Gdy brakowało kobiet, gwałcono podbitych wojowników. I księga to potępiała najwyraźniej, bo dumnemu wojownikowi nie powinno się robić takich strasznych rzeczy, jakie można robić tylko podbitej kobiecie. Każdej kobiecie, na dobrą sprawę.

I tu doszłam wreszcie do tych pytań, które chciałam Państwu zadać. I przepraszam, że to tyle zajęło.

Pytanie pierwsze:

1. Jak Państwo by się czuli w mojej sytuacji, gdyby drukarz odmówił Wam wydrukowania np. specjalnego plakatu dla mojej żony na dwudziestą rocznicę naszego związku?

2. Jak Państwo by się czuli w mojej skórze, gdybyście przeczytali, że Wam kamień na szyję, zbryzgać krwią i do wody?

3. Jak Państwo czuli by się, gdyby Wasze laickie państwo stanęło całą swoją mocą za drukarzem i za autorem krwawych słów?

Tak naprawdę nie oczekuję od Państwa odpowiedzi. Ja chcę tylko byście chwilę pomyśleli, o tym jak byście się czuli.

https://natemat.pl/…/jolantasa…/277369,pytania-od-jednorozca

Znalezione obrazy dla zapytania tęczowy most zdjęcia

Reklamy

Nigdy rodzice nie wiedzą, jakie geny przekażą swojemu dziecku!

Ola i Jan od trzech lat starali się o dziecko. Kiedy tylko test nie wykazywał ciąży, to Ola popadała w obłędną rozpacz, bo przecież na karku miała już po trzydziestce.

Jan ją pocieszał, ale z każdą jej rozpaczą sam zaczął wątpić, że kiedykolwiek doczekają się swojego upragnionego dziecka. Mieli wszystko, bo duży dom, dobrą pracę, a jednak tęsknili za maleństwem, które dopełniłoby ich szczęścia.

Ola się leczyła, ale jakoś marnie to wszystko wychodziło i już myśleli o adopcji, a nawet przez myśl przechodziła im surogatka, choć to nielegalne.

Kiedy już całkiem stracili nadzieję, to pewnego poranka Ola  pobiegła do toalety i wymiotowała, bo tak źle się poczuła. Myślała, że się czymś zatruła, ale kiedy nie pojawiła się następna miesiączka, czym prędzej pobiegła kupić test i czym prędzej go zrobiła.

Kiedy zobaczyła dwie kreski, to wpadała w taką euforię, że tańczyła po pokoju ze szczęścia i powiadomiła czym prędzej męża i wszystkich znajomych i rodziców, bo szczęście rozrywało jej duszę i chciała, aby cały świat się z nią cieszył.

Ciąża przebiegała książkowo i Ola nie musiała brać żadnych zwolnień, bo czuła się świetnie, a wymioty minęły i nie miała żadnego wstrętu do jedzenia, nic z tych rzeczy.

Oboje wpadli w wir zakupów i urządzali pokoik dla malucha, a już wiedzieli, że będą mieli synka. Zastanawiali się nad imieniem. Jan chciał by był mały Heniu, po dziadku, a Ola wolała Franka, też po swoim dziadku, który był dla niej najlepszym dziadkiem na świecie.

Stanęło więc na Franku, a Ola kupując ubranka dla swojego dziecka, wpadała w euforię i każde ubranko całowała i nie mogła doczekać się porodu.

W szpitalu zastrzegła sobie, że chce rodzić siłami natury i nie ma być żadnej cesarki. Chciała czuć, że rodzi swoje wytęsknione dziecko i po trzech godzinach urodziła ślicznego i zdrowego Franka, swojego synka ukochanego.

Kiedy położyli jej maleństwo przy piersi od razu je pokochała  i czuła się matką najszczęśliwszą na świecie.

Ola wzięła urlop wychowawczy, aby Franka mieć na matczynym oku w jego najważniejszych latach rozwoju. Uczyła go wszystkiego i kochała jak wariatka. Była bardzo troskliwą mamą i dawała mu moc miłości.

Kiedy Franiu skończył trzy lata, uznali, że czas go wypuścić w świat i mały zaczął chodzić do najlepszego przedszkola. Wszytko było dobrze, ale opiekunki zgłaszały, że Franio woli bawić się z dziewczynkami i razem z nimi ubiera i czesze lalki, a chłopcami w grupie się wcale nie interesuje.

Nie zmartwiło to Oli wcale, bo jeśli tak wybiera, to widocznie taki jest, że woli być z dziewczynkami i wcale nie darła z tego powodu szat.

Jednak i w domu zauważyła, że nie bawi się zabawkami, jakie Jan mu kupował, a były to samochody policyjne i strażackie, a wolał przytulać miękkie misie i maskotki kolorowe.

Jednego dnia pojechała z Frankiem do super marketu i w stoisku z ubrankami Franek się uparł, by kupiła mu sukienkę i różowe buciki. Kiedy powiedziała, że owszem kupi mu ubranko, ale to będą spodnie, to Franek się rozpłakał i w spazmatycznym szlochu rzucił się  na podłogę. Kiedy go uciszyła, to oznajmił jej, że chce lalkę do zabawy i niech tatuś mu już nie kupuje żadnych samochodów, bo on nie lubi i nie będzie się tym nigdy bawił.

Oli zapaliła się lampka, że jej syn jest inny i źle się czuje w swojej skórze. Nie rozpaczała i kiedy Jan oponował i się wściekł, że jego syn jest babą, to Ola brała go w obronę z całych sił i tłumaczyła, że ma go zaakceptować, takim jakim jest.

Przyszedł czas, że Franek musiał już iść do szkoły, do pierwszej klasy i za żadne skarby nie chciał ubrać chłopięcej garderoby, a więc Ola miała schowaną sukienkę i tak ubrała swojego syna na przywitanie szkoły.

Kiedy Jan to zobaczył, to o mało nie uderzył Oli i oznajmił, że jeśli tak wyśle syna do szkoły, to on się wyprowadzi, bo spali się ze wstydu, że ma w domu dziwoląga.

Wyprowadził się faktycznie, a Ola ubierała swoje dziecko w damskie ciuchy i wcale z tego powodu nie cierpiała, bo pragnęła by Franek, a raczej Franka była szczęśliwym dzieckiem.

Jan mieszkał sam, ale strasznie tęsknił za Olą i wiedział, że jego syn, a może córka, cierpi katusze z powodu swojej inności. Nie mógł tego znieść, że jego dziecko jest z tego powodu szykanowane.

Odważył się i pewnego dnia i też ubrał się w sukienkę i damskie buty. Zrobił sobie makijaż i poszedł pod szkołę Franciszki, aby ją odebrać, czym wzbudził salwy śmiechu i niezrozumienia. W ten sposób chciał wyrazić, że rozumie i solidaryzuje się ze swoim dzieckiem.

Minęło parę lat i w związku z przeprowadzoną kuracją i operacją mieli w domu ukochane dziecko, które z chłopca zmieniło się w dziewczynkę.

Zaczęli szperać w przeszłości i z podań rodzinnych wynikało, że dziadek Oli – Franek też czuł się bardzo źle w swoim ciele, ale nigdy tego nie ujawnił oficjalnie.


Tolerancja? W naszym kraju, to wolne żarty!

Mateusz Maga pojawił się w programie „Top Model” Ja się nie znam na urodzie pożądanej w zawodzie modela, a  jego uroda jest inna i ja starsza pani to widzę.

Mateusz Maga odbiega urodą i zachowaniem od innych, swoich rówieśników tak z wyglądu, jak i zachowania się podczas kręcenia tego programu. Mateusz odstaje od innych uczestników i za przyzwoleniem produkujących ten program, jest szykanowany i wyśmiewany przez innych, muskularnych facetów. Jeśli więc producenci i prowadzący pozwalają na hejt w jego kierunku, to niby dlaczego nie mogą robić tego użytkownicy w sieci.

Powstał Fan – page pod tytułem „Mateusz Maga – wypierdalaj”, gdzie na chłopaka spływa tylko szambo, a jest tak strasznie cuchnące, że czytając komentarze tam  -złapałam się za głowę i sobie pomyślałam, że w ludziach drzemią najgorsze instynkty i tego pojąć nie jestem w stanie.

Mateusz się broni i prosi o wsparcie, bo na moje oko – Mateusz jest słabej konstrukcji psychicznej. Jest delikatny i widać, że bardzo wrażliwy i tu można zadać pytanie, brzmiące, czy hejterzy będą zadowoleni jeśli nie daj Boże, Mateusz targnie się na swoje życie?

Co ma zrobić Mateusz, jeśli jego wizerunek, inny wizerunek, ciekawy wizerunek, nadal będzie brukany najgorszymi określeniami jakie zna ludzkość. Co ma zrobić? Powinien usunąć się w cień i przestać wychodzić z domu, bo grożą mu pobiciem, a więc co ma zrobić ten zastraszony chłopak?  Ja sądzę, że powinien opuścić ten nietolerancyjny kraj, w którym podobno żyje 90 % katolików, tylko gdzie oni są!

Ja starsza pani wiem, że ten chłopak osiągnie w modelingu wszystko, ponieważ jego oryginalna uroda w modelingu jest bardzo poszukiwana, ale ten chłopak musi mieć twardą dupę. Wierzę, że  kiedyś Polacy będą z niego dumni, tak jak są dumni z Ani Rubik, która nas reprezentuje w świecie, a wówczas ci wszyscy, którzy zachowują się jak kiedyś naziści, powinni raz na zawsze zamknąć mordy!

 

Żyj i pozwól żyć innym!

Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką i bawiłam się na podwórku z innymi dziećmi, często byli to moi koledzy  – chłopcy, to chciałam być taka jak oni. Tak, chciałam być chłopcem, bo wydawało mi się, że są mądrzejsi i silniejsi. Upodabniałam się w zabawach do nich i tak jak oni pokonywali przeszkody i włazili na drzewa – właziłam i ja, drąc spodnie ku zmartwieniu mojej Mamy. Nie straszne mi było wchodzenie na dachy komórek i strzelanie z procy, a także rzucanie nożem, gdyż upodabniałam się w ten sposób do moich, odważnych kolegów z podwórka.

Mijały lata, a ja wciąż lepiej dogadywałam się z chłopakami, gdyż bardziej mi imponowali i często ubolewałam, że jednak jestem dziewczynką. Pogodziłam się z tym faktem gdzieś około 12 roku życia, kiedy stałam się kobietą i moje marzenie o bycie chłopakiem pękło jak bańka mydlana i tak już mi zostało do dzisiaj. 🙂

Ten wstęp napisałam w nawiązaniu do wyroku sądu, który nakazał pewnemu redaktorowi – Terlikowskiemu nie nazywać Anny Grodzkiej – Krzysztofem. Ten redaktor nie wierzy, że Anna Grodzka po pewnych medycznych zabiegach stała się kobietą i uważa to za prowokację i chęć zwrócenia na siebie uwagi. Jest oburzony wyrokiem sądu i twierdzi, że zamyka się w Polsce usta ludziom, którzy mają swój pogląd na zmianę płci i uważa to za fanaberię.

Obok nas żyją ludzie, tacy jak Anna Grodzka, którzy męczą się w swojej skórze i bardzo chętnie by się ujawnili, ale się boją bojkotu i wyśmiania. Obok, gdzieś tam w zaciszu domowym stoją przed lustrem ludzie, którzy ukrywają swoje preferencje przed światem i cierpią. Jakże często wbrew sobie wchodzą w związki małżeńskie, aby pokazać innym ludziom, że wszystko jest z nimi w porządku i płodzą dzieci, albo je rodzą, by nie zdradzić nikomu, że tam w duszy, czują się zupełnie kimś innym, 

Czasami geny i uwarunkowania płatają figla i krzyżują się ze sobą chromosomy niezgodne z prawami płci. Nikt nie wie dlaczego tak się dzieje i ja nie jestem lekarzem, aby zrozumieć dlaczego tak się zdarza. Jestem za to w stanie uwierzyć, że ktoś może w swojej skórze czuć się obco i bardzo źle i widocznie Anna Grodzka, jako jedna z odważniejszych postanowiła się ujawnić, mimo szamba jakie na nią spływa i tutaj chcę zaapelować. Jeśli przeszkadza Ci widok tej kobiety, wyłącz telewizor, albo przejdź na drugą stronę ulicy i nie obrażaj, jak robią to ludzie w sieci, co jest obrzydliwe i nieludzkie, bo czytam i wzdrygam się nad chamstwem internetowych hejterów – wstydźcie się prostaki! :

A gdyby Posłanka Anna Grodzka umiała śpiewać?

Dzisiejszą noc lekko zarwałam – przez Eurowizję rzecz jasna, bo ciekawa byłam jak się ma w Europie stan piosenki, a także jak bawi się Europa. Nie żałuję, gdyż zawsze byłam ciekawska i w zasadzie się nie zawiodłam, bo Europa bawiła się świetnie. Nie chcę zajmować się za bardzo liczeniem głosów, bo podobno ta sprawa leży na całej długości i gdyby nie jury, Polska byłaby na piątym miejscu. Szczegół, czy też regulamin do poprawienia, bo polska publiczność czuje się zawiedziona.

Wstawiłam niżej clip z występu Conchity z Austrii i chyba wiedziałam, że ta piosenka, podkreślam piosenka będzie faworytem z tej edycji konkursu i się nie pomyliłam. Aby ocenić sprawiedliwie jej występ, nie trzeba było patrzeć na jej kontrowersyjną brodę, a bardziej wsłuchać się w melodię i wykonanie piosenki i dla mnie to była uczta. Piosenka brzmi niczym utwory z filmów o Bondzie, a te zawsze zapadały w pamięć, czyt. Skyfall  Adele.

Muszę się pochwalić, że słoń nie nadepnął mi na ucho i to, co brzmi, potrafię ocenić jako przyszły hit. Tak się stało jeszcze z dwoma piosenkami, które mam nadzieję, że będą hitami w polskim radio i jazda samochodem z nimi będzie czystą przyjemnością. Do moich faworytów zaliczyłam występ szwedzkiej piosenkarki, która po ABB-ie zabrzmiała bardzo przyjemną nutką,  a także występ Holandii sprawił mi wielką przyjemność.

 

 

 

Nie zazdroszczę kobiecie z brodą tej wygranej, bo spłynął na nią już potężny hejt i mam nadzieję, że nie z kraju, który zaprezentowała. W Polsce już ją prawie ukamienowano i opluto, że aż strach zajrzeć na Facebooka. Strasznie, że ludzie inność uważają za coś bardzo groźnego i im w czymś zagrażającego. Spalają i wypalają się w celu pisania obrzydliwych komentarzy, używając niecenzuralnych słów i wyszukanych metafor. Myślą, że jeśli ktoś nie pasuje do ich poukładanego świata, należy go zniszczyć i spalić na stosie. Nie tędy droga i nie te metody, bo świat nie składa się tylko z poprawności. Świat jest różnorodny i będzie jeszcze bardziej się zmieniał i powinniśmy się do tego przyzwyczajać.

Na szczęście Posłanka Anna Grodzka nie potrafi śpiewać, bo organizatorzy i decydujący o nominowaniu do konkursu w Polsce, nie zawahali by się, aby to Pani Ania nas reprezentowała na Eurowizji, bo w tym konkursie przecież chodzi o lekki szok i budowanie tolerancji. Ale by się działo ha ha.

Z pamiętnika Dojrzałej Psycholożki o specjalności ” jak bronić się przed kolorową tęczą”

Będąc dojrzałą psycholożką o specjalności „jak bronić się przed kolorową tęczą” umiejącą odciąć się od wszystkiego co może dziwne, czyli lata obserwacji i życiowego doświadczenia , weszła raz do mojego gabinetu  pacjętka nieco zagubiona, bądź zarefleksowana.

PACJENTKA – Dzień dobry, pani psycholog!

DOJRZAŁA PSYCHOLOG – Dziędobry, co pani dolega?

P – Dolega mnię życie Pani Psycholog, bo ja przeczytała dzisiaj takie słowa, co to do teraz łażą mi po głowie i nijak rady nie daję, bo chociaż już stara jestem, to dalej nie wiem jak poruszać się w tym dzisiejszym świecie, aby nie zwariować, a mieć spokojną głowę, na co chyba zasłużyłam sobie całym, przyzwoitym życiem.

Pani zamieni się w słuch, a ja zadeklamują, a więc proszę nie uronić ani jednego słowa, co by się Pani połapała:

Ania Witkowska napisała tak: „Miej odwagę pokazać kim jesteś naprawdę. Prawdziwość zasługuje na szacunek i dodaje atrakcyjności”, no piękne słowa prawda Pani Psycholog?

DP – Piękne to fakt, ale i dość  niebezpieczne, ale o co Pani dokładnie się rozchodzi? Proszę opisać, co w związku z tym Pani dolega, bo śmiem twierdzić, że boli Panią dusza i tzw. jestestwo.

P – W rzeczy samej Pani psycholog, w rzeczy samej, boli mnie moje rozgoryczenia nad tym światem, bo jak ja dzisiaj poparzyła na tych przebierańców na jakimś tęczowym marszu, to ja sobie pomyślała o tych słowach, com zacytowała. Odwagę oni mają, to fakt, ale czy pokazują kim są naprawdę? Kobita przebrana za chłopa, chłop za kobitę i paradują po ulicach, że nijak u ludzi nie zdobywają szacunku. Rozplenili się w naszej przestrzeni i nawołują do szacunku dla ich inności, ale czy w tych swoich przebierankach są naprawdę atrakcyjni? Mam sąsiadkę, co jak ich widzi to spluwa za siebie trzy razy i zdrowaśki odmawia, a więc Pani Psycholog, ja chcę być nowoczesna babcia i pragnę pogodzić w sobie uczucie zdziwienia i niesmaku, ale proszę mi tylko nie radzić, abym pilotem manewrowała i oglądała jeno Ojca Mateusza, bo mi naprawdę zależy, abym nowoczesna była, bo kiedyś może moje wnuki zechcą ze mną o tym pogadać, a więc co mi Pani radzi?

DP – Zrozumiałam Pani problema i w związku z tym, proszę się położyć na mojej mnięciutkiej kozetce i drogą hipnozy wyleczę Panią z obaw i pewnego rodzaju niesmaku. Proszę zamknąć oczęta, a ja sprawię, że na każdym takim marszu, mimowolnie zamknie Pani oczy i będzie Pani widziała tylko i wyłącznie naszych polskich ułanów, sprężystych, na koniach z szabelką przy boku. Ich oficerki błyszczące , a na spodniach lampasy i każdy z wąsiskiem niczym Piłsudski na swojej kasztance. Czyż to nie pięknisty będzie widok? Wnukom Pani opowie, że przybyli ułani pod okienko z kolorową tęczą, bo tego świata już my nie jesteśmy w stanie zrozumieć przecie 🙂

P – No racja, tylko wyobraźnia może nas uratować – dzięnkuję Pani psycholog 🙂