Archiwa tagu: kłamstwo

Szuja – donosiciel, świnia, człowiek wyzuty z wszelkich zasad!

Podobny obraz

Jakże często zarzucano opozycji, że jedzie do Unii Europejskiej i nadaje na nasz kraj.

Jakże często wmawiano Polakom, że opozycja jest wroga Polsce i w Brukseli szkaluje naszą Ojczyznę.

A tymczasem PiS ma w swoich szeregach donosicieli, którzy jadą dalej, aniżeli do Bruksceli i rozsławiają Polskę w samych negatywach.

Pojechała szuja w ludzkiej skórze do Nowego Jorku, w którym na szuję nikt nie czekał, a tą szują jest „Premier” Polski – Mateusz Morawiecki i w tym Nowym Jorku po kątach nadawał na sędziów polskich.

Nazwał naszych sędziów faszystowskimi kolaborantami!

Co trzeba mieć we łbie i jakie wychowanie wynieść  z domu, aby opluwać wykształconych sędziów w tak haniebny sposób.

Mam nadzieję, że nazywając sędziów kolaborantami wziął pod uwagę też Zbigniewa Ziobro, który ma sądy i prokuraturę w łapie.

Przeciętny wiek polskich sędziów, to lekko po 40-tce, a więc co oni mają wspólnego z faszystowskimi metodami?

Gdyby tak nazwał ludzi takich jak Piotrowicz, to daleko by nie odleciał!

Morawicki jest z wykształcenia historykiem, ale wątpię by na studiach wkładali mu do łba takie rewelacjie.

Musiał to wynieść z chorego domu, w którym ojciec codziennie wpajał mu nienawiść do Polski i faszerował go zgniłym komunizmem!

Takie samo wychowanie z domu wyniósł „Prezydent”, bo posługuje się identyczną narracją i to jest chore, smutne, naganne, gdyż ci ludzie przeżyli pranie mózgu w swoich, własnych domach!

Wyobraźmy sobie, co by się działo, gdyby to Donald Tusk tak określił polsich sędziów!

Wiecie, co by się działo w obozie rządzącym?

„Kraśko zszokowany „donosem” Morawieckiego na Polskę: Niezwykłe. Premier opowiada tak złe słowa o swojej ojczyźnie
  • W tym czasie, kiedy według pana premiera byliśmy państwem „zdobytym”, Polska była przyjęta do NATO i UE. Może, zgodnie z tokiem myślenia pana premiera, nie powinna zostać przyjęta? – zastanawiał się Piotr Kraśko w TOK FM. Dziennikarz pytał też o to, jak w „zdobytym” przez postkomunistów kraju, Mateusz Morawiecki dorobił się „kapitału, o jakim może pomarzyć 99 proc. jego rodaków”.

To, co powiedział Mateusz Morawiecki podczas wizyty na Uniwersytecie Nowojorskim, jest w Polsce szeroko komentowane. Sędziowie ze stowarzyszenia Iustitia protestują, bo nie podoba im się porównywanie ich do faszystowskich kolaborantów z rządu Vichy.

Jak ocenił Piotr Kraśko, to szokujące słowa. Ale zdaniem dziennikarza nie mniej szokująca jest wypowiedź dotycząca tego, że zdaniem Mateusza Morawieckiego, Polska po 1989 roku to był kraj, który „zdobyli sędziowie postkomunistyczni, postkomunistyczni kapitaliści i politycy postkomunistyczni”.

– W tym czasie, kiedy według pana premiera byliśmy państwem zdobytym, Polska była przyjęta do NATO i UE. Może nie powinna być przyjęta, zgodnie z tokiem myślenia pana premiera? Takiego donosu na własny kraj od lat nie słyszałem! I to jeszcze wypowiedzianego przez urzędującego premiera RP – komentował Kraśko w Poranku Radia TOK FM.

Według dziennikarza, po słowach premiera warto postawić pytania o karierę zawodową samego Mateusza Morawieckiego.Obecny premier – z wykształcenia historyk – przez lata pracował w bankowości. Ukoronowaniem kariery była prezesura BZ WBK, który teraz nosi nazwę Santander Bank.

– Chciałbym, żeby premier wytłumaczył: skoro przed rządami PiS Polska była krajem „zdobytym”, to niby gdzie kapitału, o jakim może pomarzyć 99 proc. jego rodaków Polaków, dorobił się premier Mateusz Morawiecki? Uważam, że ciężką pracą w banku, to jest ok. Skoro Polska była „krajem zdobytym przez postkomunistycznych kapitalistów”, to co on robił, pracując w banku? W podziemiu pracował, zanim PiS doszedł do władzy? Nielegalnie zdobywał te pieniądze? Czy był częścią postkomunistycznych kapitalistów, skoro mógł dorobić się takiego majątku? – pytał.”

 

Reklamy

Lubię słowo transparentność, ale próżno go szukać!

Obrazek
Podczas mszy na placu Św. Piotra papież Franciszek kanonizował Matkę Teresę z Kalkuty, założycielkę Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, laureatkę Pokojowej Nagrody Nobla z 1979 r. Na kanonizację „matki ubogich” przybyło około 100 tys. osób. Matka Teresa z Kalkuty została ogłoszona świętą w przeddzień 19 rocznicy śmierci.

A ja powiadam – niewiele jest ludzi którzy tyle złego uczynili swoim bliźnim – co ona. .;34;. 
Jej motto „Przez cierpienie do Chrystusa”.
Zbierała miliony kasy na leki przeciwbólowe dla cierpiących , ale bynajmniej ich nie kupowała, bo kasa leciała do Watykanu!! .;kaplan;. 
Sama leczyła się w najdroższych lecznicach, ale cierpiącym odmawiała leczenia zalecając jako lekarstwo – cierpienie Chrystusa ! .;ranting;. 
Do ciężko chorych i konających mawiała – „Bóg Cię Kocha” – i polecała modlitwę zamiast leków.
Przerażające były jej praktyki. Ludziom konającym w męczarniach nie podawano leków przeciwbólowych tylko kazano się modlić. .;kaplan;. 
Tylko ok. 5 % z milionowych dotacji, jakie dostawała – przeznaczyła dla chorych – resztę przelała na zakon i Watykan – do tego nikogo nie leczyła, a pod jej opieką ludzie umierali w straszliwych męczarniach – bo tak umierał Jezus!!
A sama była leczona w najlepszych klinikach amerykańskich!! .;ranting;. 
Trzymała miliony dolarów pomocy charytatywnej na tajnych kontach. A w tworzonych przez nią przytułkach ludzie umierali bez żadnej pomocy!!
– Zachwyt nad cierpieniem, bólem, wpatrywanie się w brud, nędzę, umieranie i dostrzeganie w tym Jezusa to specyficzna duchowość – bezdzietnej matki Teresy –
To było atrakcyjne, a Jan Paweł II brał to bez zastrzeżeń –
– Te siostry nie pomagały chorym i umierającym. Miały tylko być, modlić się, asystować przy umierających. .:dash:. 

Polska lekarka, WANDA BŁEŃSKA:
Obrazek
DLACZEGO ONA NIE ZOSTAŁA ŚWIĘTĄ? 
Skończyła kursy medycyny tropikalnej w Hanowerze, a w 1948 podyplomowe studia w Instytucie Medycyny Tropikalnej i Higieny na Uniwersytecie w Liverpoolu. W latach 1951–1994 pracowała w ośrodku leczenia trądu w Bulubie nad Jeziorem Wiktorii w Ugandzie, a w latach 1951–1983 była lekarzem naczelnym. Początkowo mała placówka prowadzona przez irlandzkie franciszkanki, stała się pod jej kierownictwem nowoczesnym centrum leczniczym i szkoleniowym ze 100-łóżkowym szpitalem i oddziałem dziecięcym, zapleczem diagnostycznym, domami dla trędowatych i kościołem, noszącym obecnie jej imię („Buluba Leprosy Centre, The Wanda Blenska Training Centre”). W ośrodku tym, oprócz szkoleń dla lekarzy, dr Błeńska zainicjowała i zorganizowała kursy opiekunów nad trędowatymi (Leprosy Assistants Training Courses). Wraz z dr Błeńską w Bulubie pracowali inni polscy lekarze: dr Bohdan Kozłowski, dr Wanda Marczak-Malczewska, dr Elżbieta Kołakowska, dr Henryk Nowak. Jej długoletnia praca sprawiła, że dorobiła się przydomka „MATKI TRĘDOWATYCH”, a miejscowi nazywali ją „Dokta”.

I jeszcze:

Matka Teresa z Kalkuty dziś została ogłoszona świętą. Na konta Zgromadzenia Misjonarek Miłości spływały miliony dolarów od najmożniejszych darczyńców, jednak „święta” nie uważała za stosowne kupować za te pieniądze środków przeciwbólowych dla swoich cierpiących podopiecznych. Fascynowało ją cierpienie, które potrafiła gloryfikować ze swadą godną prawdziwej psychopatki ( w sieci są dziesiątki jej wypowiedzi). W domach prowadzonych przez jej zgromadzenie brakowało nawet igieł jednorazowych. Jednak sama Teresa leczyła się w USA. Sprzeciwiała się emancypacji kobiet, a antykoncepcję uważała za największe zło. Dobra koleżanka kilku panów, którzy wiedzieli i nic nie powiedzieli o skali pedofilii w kościele. Kumpela irlandzkich siostrzyczek prowadzących domy dla samotnych matek, które de facto były obozami pracy przymusowej oraz targiem dzieci. Ja tam jestem niewierząca, więc nie mam dylematów. Ale gdybym była to bym miała. Albo nie. Nie miałabym, bo przecież dawno bym zwątpiła.

 

WATYKAŃSKA HIPOKRYZJA DO KWADRATU!! .:dobani:.
Nie mam racji?? .:bezradny:.

Ps. Dziękuję „B” 🙂

Czy kłamstwo jest miarą człowieczeństwa!

Henryk Ibsen „Od­bierz prze­ciętne­mu człowieko­wi je­go kłam­stwo życia, a wziąłeś mu za­razem całe szczęście.”

Stephen King 

„Uf­ność niewin­nych jest naj­większym da­rem dla kłamcy.”

Wybrałam dwa cytaty o kłamstwie, a jest ich cała masa w sieci, a to oznacza, że wielcy ludzie mieli swoje osobiste spojrzenie na temat kłamstwa.

Przeczytałam, że każdy człowiek codziennie kłamie przynajmniej dwa razy i tu od razu pod koniec dnia zweryfikowałam swój dzień i dziś nie skłamałam chyba ani razu.

Mąż mi dziś zarzucił, że przesiedziałam cały dzień w domu zamiast wyjść na spacer, kiedy On był w pracy. Moja odpowiedź była zgodna z prawdą, ponieważ dziś na zachodzie, co chwilę padał deszcz i było pochmurnie, a więc nie wyszłam, ponieważ nie miałam ochoty zmoknąć, a więc ani grama nie skłamałam. Drugiego kłamstwa chyba nie było w dniu dzisiejszym, a więc teza, że dwa razy kłamiemy się nie sprawdziła.

Jednak wiadomo jest, że kłamstwo ma się całkiem dobrze w przestrzeni publicznej i wśród stosunków międzyludzkich.

Kłamstwo jest potrzebne bardzo, bo gdyby wszyscy ludzie mówili prawdę na kuli ziemskiej, to mogłoby dojść do końca ludzkości. Gdyby każdy mówił prosto z mostu prawdę, to ludzie by się na siebie gniewali za prawdę i skakali by sobie do oczu, a tak kłamstwo zamyka wiele spraw, bo na przykład.

Kiedy mężczyzna mówi kobiecie miły komplement, a trochę kłamie, to sprawia, że kobieta czuje się o wiele lepiej i ma dobry dzień. Gdyby jej powiedział prawdę, że ta sukienka jej nie pasuje, to proszę sobie wyobrazić kobiecą reakcję. Znienawidziła by faceta do końca życia, bo powszechnie wiadomo, że kobiety są łase na komplementy.

Kłamią „zdradzacze” i to obu płci, bo który „zdradzacz” się przyzna, że zdradza i ma kogoś na boku, skoro chce mieć ciastko i zjeść ciastko i na dwóch frontach jest mu całkiem wygodnie. Kłamstwo pozwala więc na mniejszą skalę rozwodów i rozstań, a sądy mają tym sposobem mniej pracy w tej kategorii.

Kłamią politycy, a jakże! Kłamią na salach sejmowych i przed wyborami, choćby teraz przed wyborem Prezydenta. Kłamią, bo muszą kłamać, co to nie załatwią i o co to nie zadbają, by społeczeństwu żyło się lepiej. Padają deklaracje z sufitu i tylko mądry wyborca nie da się na te czułe słówka nabrać. Muszą kłamać, bo przecież bez kłamstwa nie usiądzie taki jeden z drugim na ciepłej posadzie, a więc łże, że robi się niedobrze.

Kłamią lekarze i urzędnicy. Kłamią sędziowie i wszyscy ci, którzy zrobili błąd w swojej profesji, bo nie chcą odpowiadać za swoje zaniedbanie, czy też braki w wiedzy.

Każdy ma w swoim otoczeniu notorycznego kłamcę, któremu nie raz kłamstwo udowodniono, a mimo tego osobnik kłamie dalej i idzie w zaparte.

Kłamią ludzie na forach i portalach społecznościowych, bo każdy chce uchodzić za pięknego, młodego, żyjącego w godziwych warunkach, któremu już niczego do szczęścia nie brakuje. Jakże często prawda jest zupełnie inna, bo jak zacytowałam „Od­bierz prze­ciętne­mu człowieko­wi je­go kłam­stwo życia, a wziąłeś mu za­razem całe szczęście.”

Są między nami duzi kłamcy i nieszkodliwi kłamcy, a co robić i jak żyć, by w kłamstwie nie żyć? Czy dobrą metodą będzie, że po prostu nie mówić prawdy, albo przemilczeć? Nie wiem, co jest lepsze, choć czasami warto skłamać, ale ważne jest, by nie żyć w kłamstwie całe lata, bo to jest wyniszczające dla kłamcy i dla tego, kto wie, że kłamca kłamie.

I na koniec jeszcze jeden aspekt. Czy powiedzieć wprost, że wiemy o kłamstwie trwającym jakiś czas i w skandaliczny sposób kłamca udaje, że jest w porządku wobec oszukiwanej osoby, czy też przemilczeć i udawać, że ktoś pluje, a my udajemy, że pada deszcz.

Niestety, ale należę do tej grupy ludzi, którzy kłamstwem się brzydzą i nie napiszę personalnie, ale wytknęłam pewnej osobie, że to kłamstwo mi się nie podoba i powinna zrobić porządek ze swoim życiem, ale za karę wyrzucono mnie poza nawias. Może to i dobrze, bo będę miała psychiczną wygodę i oderwę się od kłamcy i dobrze mi z tym.

Kłamcy życzę wszystkiego dobrego i życzę jeszcze, by owe kłamstwo się nigdy nie wydało, bo jeśli się wyda, to będzie:

Armagedon!

Aby w święta widzieć uczciwą twarz w lustrze!

Z badań, które przeprowadził międzynarodowy serwis Victoria Milano wynika, że aż 71 proc. zdradzających kobiet i 58 proc. niewiernych panów zrobi wszystko, by w święta wyrwać się z domu i choć na chwilę znaleźć się w ramionach kochanka lub kochanki.

http://natemat.pl/86269,zdrada-jako-swiateczny-prezent-boze-narodzenie-to-nie-tylko-czas-dla-rodziny-ale-i-kochankow

Tyle mówią statystyki, a co jeśli kochankowie nie mogą się spotkać z różnych przyczyn, bo kłamstwo ma krótkie nogi? Chyba cierpią piekielnie z tego powodu, że oto tam gdzieś jest kochanka, czy kochanek i trzeba przy współmałżonku robić dobrą minę do złej gry. Trzeba w końcu przygotować mieszkanie, czyli wysprzątać i wypolerować i trzeba w końcu coś na stół przygotować, kupić choinkę i ją ślicznie ubrać, aby partnerka, czy też partner się nie pokapowali, że kompletnie nie ma się na to ochoty i robi się to bez serca, aby tylko stwarzać pozory i uśmiechać się przez łzy, gdyż po głowie chodzi jedynie potajemna, świąteczna schadzka.

To musi być straszne i traumatyczne, kiedy siada się z rodziną przy stole, pięknie przystrojonym w magicznym domu, oświetlonym świecami i lampkami, które blaskiem odbijają się w kolorowych bombkach. To musi być strasznie trudne, kiedy trzeba w końcu złożyć żonie, czy też mężowi życzenia wszystkiego najlepszego na następny rok i podziękować za miniony. To musi być smutne, kiedy własne dzieci rozpakowują prezenty i się z nich cieszą i dziękują za nie ze szczerych, dziecinnych serduszek. To musi być okropne, kiedy partner pod wpływem nastrojowego klimatu poprosi po Wigilii o chwilę intymną by zwieńczyć ten cudowny wieczór, a więc ogólnie podsumowując, to jest droga przez mękę i te spojrzenia ukradkiem na telefon, czy ukochana, lub ukochany dał drobniutki znak esemesem!

Cierpienie chyba jest jeszcze większe, kiedy zakochani wiedzą, że kochanek, czy też kochanka spędza te święta zupełnie samotnie i czeka, aż ten ktoś się w końcu wyrwie z pod kurateli i zapuka niespodziewanie do drzwi, w które się patrzy z utęsknieniem przez tyle godzin. Niestety, ale w święta trudno coś wykombinować, bo delegacje nie wchodzą w grę i w zasadzie jakoś trudno z tego domu się wyrwać, bo przychodzi rozradowana rodzina i zaczyna się biesiada. No jak się wyrwać, aby nie wzbudzać podejrzeń, choć tam w środku aż skręca z tęsknoty.

Trudne jest życie uwikłanych w takie podwójne relacje i kłamstwo musi strasznie uwierać, a mimo to, ludzie w to wchodzą i na co dzień żyją w tym kłamstwie i zakłamaniu kombinując różne powody, aby tylko zaspokoić swoją chuć.

Nie lepiej by było rozstać się z partnerem i poukładać sobie życie na nowo, niż okłamywać drugą stronę, najczęściej zupełnie nieświadomą. Nie lepiej, bo zgodnie z wiarą chrześcijańską być uczciwym wobec siebie i zacząć żyć zgodnie z wyznawaną wiarą, bo wcześniej, czy później takie dziadowskie zachowanie i tak się wyda, a potem jest tylko jeszcze większy dramat i rozpacz, że tej drugiej stronie wali się nagle świat, ale zdradzacze nie zdają sobie z tego sprawy i brną w to ile się tylko da.

Wiem jak to jest, bo sama byłam ofiarą takiej sytuacji i kiedy się dowiedziałam, to przed oczyma widziałam tamte święta i Wigilię, kiedy się niczego nie domyślałam i wiem jak cholernie to boli. Boli tak, że można z tego bólu zwariować i współczuję wszystkim, którzy przez to piekło przeszli, albo przechodzą, a sama na dzień dzisiejszy znam kobietę, która zabrnęła w zdradę bardzo głęboko i wciąż w niej trwa, a na facebooku napisała, że jej mąż już obdarował ją wspaniałym i wymarzonym prezentem i zebrało mi się na mdłości.

Jestem taka, że nie wtrącam się w życie innych ludzi, ale po cichu napiszę, że strasznie mi żal tego jej męża, bo choć szorstkim jest mężem, to mimo wszystko ją po swojemu   kocha.

I to by było na tyle moich rozważań, bo moje życie toczy się dalej, a mdłości z czasem miną 🙂

Pan z dużą kasą pilnie poszukiwany

Jolanta była młodą, wykształconą kobietą po studiach polonistycznych, a do tego bardzo ładną. Jej wydatne piersi zwracały uwagę facetów i jej bardzo interesujące rysy twarzy. Biła z nich mądrość i wzbudzała swoją osobą u płci przeciwnej takie męskie mlaśnięcie, że warto by było i tak dalej.

Jolanta wyszła jednak za mąż zaraz po studiach i myślała, że to jest miłość do końca życia. Pasowali do siebie i niektórzy sądzili, że chyba żartują, że są małżeństwem, bo wyglądali jak siostra z bratem, bo tak się dopasowali powierzchownością.  Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia i ich miłość z każdym dniem kwitła, a Jolanta chodziła z głową w chmurach od tego ich szczęścia, a jej mąż prawie codziennie obsypywał ją kwiatami. Jednym słowem, taka miłość się nie zdarza!

Jolanta urodziła dwoje dzieci, ślicznych dzieci i całkowicie się im poświęciła, a mężowi pragnęła pokazać, że jego dzieci i on są dla niej całym światem i zrezygnowała z kariery zawodowej, która zupełnie poszła na drugi plan.

Mijały lata i dzieci rosły, a małżeństwo zapragnęło nowego domu z ogrodem gdzieś na przedmieściach, z dala od zgiełku miasta. Mąż Jolanty dobrze zarabiał, ale zbyt mało, aby zacząć budowę na wykupionej działce nad pięknym jeziorem. Wzięli więc kredyt bardzo wysoki i ruszyła niemal natychmiast budowa  ich upragnionego miejsca na ziemi.

Po dwóch latach wyrzeczeń wprowadzili się do swojego domu i cieszyli się jak dzieci, że się udało zrealizować ich wielkie marzenie. Jolanta wciąż nie pracowała, ale miała dość pracy w domu  przy dzieciach i w ogrodzie. Mąż jej pracował z całych sił, aby spłacać regularnie kredyt wzięty na budowę. Nie było go często całymi dniami w domu, ale Jolanta znosiła to bardzo dzielnie, bo wiedziała, że pracuje na rodzinę.

Zapełniała sobie czas i czytała bardzo dużo książek, bo zawsze to lubiła i pragnęła nie wypaść z obiegu na rynku pracy, a więc wciąż się dokształcała jakby coś czuła, bo pewnego dnia zadzwonił telefon i po krótkiej chwili słuchawka wypadł jej z rąk, gdyż to co usłyszała zwaliło ją z nóg i zupełnie załamało.

Okazało się, że jej mąż popełnił samobójstwo, wieszając się w lesie na mocnej gałęzi. Okazało się, że przyjął wysoką łapówkę i to się wydało w firmie, a jej mąż się kompletnie załamał. Wiedziała, że zrobił to dla rodziny, ale dlaczego niczego nie zauważyła? Obwiniała go i siebie za to, że on zrobił tak wstrętną rzecz, a ona niczego się nie domyślała i żyła obok niego w kompletnej nieświadomości.

Musiała szybko się pozbierać, ponieważ zostawił po sobie masę długów i komornik pukał do drzwi, a bank naliczał coraz to wyższe odsetki za zwłokę, a więc w panice wysyłała dziesiątki CV, aby natychmiast gdzieś znaleźć pracę i właściwie nie miała czasu na żałobę. Zawsze była silną kobietą i tym razem musiała pokazać dzieciom, że w domu biedy nie będzie.

Dostała pracę w szkole, ale jej pensja nie starczała na spłatę zadłużeń i musiała brać dodatkowe godziny, ale i to było mało, a więc musiała koniecznie coś jeszcze wymyślić, aby spłacać rachunki i aby jej dzieci nie odczuły straty ojca tak cholernie mocno, bo lodówka jest pusta i nie ma czym zapewnić dzieciom tego wszystko, kiedy ich ojciec żył.

Jolanta szalała, bo wciąż tych pieniędzy było jej mało i ta sytuacja kompletnie ją zmęczyła. Była wyczerpana na zmianę ze zrezygnowaniem i pewnego dnia wbiła w wyszukiwarkę hasło – szybkie i duże pieniądze i wyskoczyła jej strona ze sponsoringiem, a więc zaczęła czytać te wszystkie anonse kobiet utrzymujących się w taki właśnie sposób.

Zaryzykowała i założyła sobie profil z aktualnym zdjęciem i napisała, że musi zarabiać, ponieważ posypał się jej świat i chętnie nawiąże współpracę z mężczyzną, który za dotrzymanie towarzystwa i ciekawą rozmowę sypnie groszem i o dziwo za chwilę otrzymała dwie, bardzo pociągające propozycje. Po przeczytaniu o mało nie zapadła się pod ziemię, ale szybki zarobek wziął górę i nawiązała korespondencję z dwoma panami, którzy oprócz towarzystwa pragnęli seksu z nią.

Musiała się przespać z tymi propozycjami, ale w końcu uzgodniła z nimi mejlowo, że się zgadza, choć miała w sobie wysokie poczucie, że to jest zwykła prostytucja, ale nie miała wyjścia.

Z każdym z panem uzgodniła dwa spotkania w miesiącu i kiedy zostawiała dzieci pod opieką najbliższej koleżanki, to mówiła jej, że znalazła pracę na nocne zmiany i musi koniecznie dorabiać, bo rachunki są bezwzględne.

Nikt nie wiedział, że Jolanta jeździ do luksusowych hoteli by świadczyć usługi i sprzedawać swoje ciało i przez dwa lata jej procederu nikt się tego nie domyślał, a tylko ona po „pracy”, w nocy gryzła się ze świadomością, że jest zwykłą dziwką, ale obiecała sobie, że kiedy stanie finansowo na nogi, to kategorycznie z tym skończy, by odzyskać twarz.

Pracowała w takim biegu przez dwa lata, bo w pracy jako pedagog, a na drugim etacie jako kobieta lekkich obyczajów, bo tak się w skrytości ducha nazywała. Przez ten czas spłaciła wszystkie długi i dom stał się jej własnością i w zasadzie historia ta mogłaby się zakończyć, ale się nie kończy, bo:

Jolanta zakochała się bez pamięci w jednym z panów, bo seks z nim to był kosmos i nigdy czegoś podobnego w swoim życiu nie przeżyła, a do tego z tym panem się jej świetnie rozmawiało na wszelkie tematy, bo był wszechstronnym rozmówcą, a i ona nie była idiotką, którą to faceci chcieli mieć tylko w łóżku. Po seksie z tym panem wychodzili do restauracji i czuła się z nim jak królowa intelektualna i parkietu, a więc byli idealną parą, gdyby nie fakt:

Pan był żonaty i miał dwoje dzieci i od początku zastrzegł, że nigdy się z żoną nie rozwiedzie, ale Jolanta spotykając się wciąż z nim ma nadzieję, że kiedyś to nastąpi, bo oboje uzależnili się od idealnego seksu i wzajemnej adoracji.

Nikt z nich nie wie, jak to się skończy i nikt z nich nie wie, czy uda się skończyć wzajemną fascynację, która nie zdarza się często, tylko jak żyć wiele lat w kłamstwie i oszukiwaniu swoich bliskich.

Ps. Jolanta zachorowała na raka piersi i walczy z chorobą, a jej ukochany zabrał rodzinę i przeprowadził się do Hiszpanii i tylko czasami do niej mejluje, że życzy jej powrotu do zdrowia i wstawia fotki ze szczęśliwą żoną i dziećmi na plaży, kiedy ona patrzy w lustro, że nie ma włosów i brwi, ale odwiedzają ją jej ukochane dzieci, dla których się tak zakochała i  zeszmaciła!

Kłamstwo, które uratowało pewne małżeństwo!

 

Malutka, przytulna kawiarenka, gdzie dyskretne światło pozwalało ukryć twarze gości i gdzieś tam wydobywająca się klimatyczna muzyka, to było miejsce spotkań zakochanych i tych, którzy chcieli na chwilę schować się przed światem w oparach aromatycznej kawy i lekkiego zapachu wina.

Takie miejsce na spotkanie z dawno nie widzianą koleżanką ze studiów wybrała Elwira. Pragnęła porozmawiać z Joanną i telefonicznie się umówiły. Były najlepszymi koleżankami przez wiele lat, ale w pogoni za karierą i w codziennych sprawach nie spotykały się tak często, jak by sobie tego życzyły.

Joanna strasznie się ucieszyła na to spotkanie i na fakt, że na trochę wyrwie się z domu, gdzie jej mąż ostatnio trochę ją denerwował, gdyż wolał sport w telewizji, niż czas spędzony z nią. Wkradła się w ich małżeństwo rutyna i takie wyjście dobrze jej zrobi.

Elwira wyszła za mąż jeszcze na studiach, bo zakochali się z Jackiem jak szaleni i nie chcieli dłużej czekać. Uważano ich za parę roku na studiach, gdyż nigdy się ze sobą nie rozstawali i nie widzieli poza sobą świata. Postanowili szybko wziąć ślub i zamieszkali w wynajętym pokoju, ale nie narzekali, bo mieli siebie i byli bardzo szczęśliwi i szaleńczo w sobie zakochani.

Po ukończeniu studiów oboje od razu dostali pracę, bo Elwira dostała zatrudnienie w korporacji, zajmującej się czasopismem dla kobiet, a Jacek dostał kontrakt w Afryce, gdyż był bardzo utalentowanym inżynierem i tam były świetne pieniądze, które były im bardzo potrzebne. Marzyli o budowie domu kiedyś tam, ale na to trzeba było zarobić, gdyż nie chcieli zaciągać wysokiego kredytu.

Przed wyjazdem Jacek nalegał na dziecko, bo strasznie chciał mieć dziecko. Kochał dzieci od zawsze i miał z nimi świetny kontakt, ale Elwira była – na nie.

Chciała się piąć po szczeblach kariery i prosiła Jacka, by nie nalegał na razie, bo ona chce się spełnić w pracy, która daje jej duże pokłady satysfakcji, a więc Jacek się spakował i wyjechał, a ona wiedziała, że miłość ich jest tak wielka, że żadna odległość im nie zagrozi.

Jacek przylatywał do niej dwa razy w roku, a ona była w siódmym niebie, kiedy odbierała go z lotniska. Tęskniła, ale praca pochłaniała ją bez reszty i trochę tę tęsknotę zagłuszała. Brakowało jej bliskości i przytuleń Jacka i kiedy był w domu, nie wychodzili z łóżka. Porywał ją w piękne miejsca, aby zrekompensować swoją nieobecność i obiecywał, że jak tylko nazbiera więcej pieniędzy, to wróci i zaczną jakby nowe życie. Jacek nalegał na dziecko, mając nadzieję, że kiedy wróci, to on zajmie się budową domu, a ona będzie szczęśliwą mamą, ale Elwira miała inny plan i decyzję o macierzyństwie odwlekła do czasu, kiedy Jacek będzie już na stałe przy niej.

Odlatywał na cały rok, bo miał tyle pracy, że nie mógł sobie pozwolić na częste przyloty. Odwiozła go na lotnisko i długo się żegnali ze łzami w oczach. Przysięgali sobie miłość i wierność i to, że nikt i nic ich nigdy nie rozdzieli, ale jeszcze trochę i będą na zawsze razem.

Elwira tęskniła i często rozmawiali ze sobą przy pomocy komunikatora. Okropnie za sobą tęsknili, ale byli pewni, że ich miłość przezwycięży wszystko.

Do pracy Elwiry przyjęto nowego pracownika, a był to wzięty projektant z bardzo dużym doświadczeniem zawodowym. Jakoś od razu sobie wpadli w oko i zaczęli ze sobą nadawać na tej samej fali. Tadeusz, bo tak było mu na imię, to mężczyzna wysoki i strasznie przystojny, a więc taki, że babki za nim szalały. Inteligentny i elokwentny, mocny mężczyzna.

Elwira od razu zauważyła, że Tadeusz inaczej na nią patrzy i poczuła dziwne trzepoty w sercu i coś się w niej zmieniło, choć broniła się przed dziwnymi ukuciami w sercu.

Tadeusz zapraszał ją na lunch i wspólne wypicie kawy. Proponował kino, a więc z nim szła nie uważając tego za jakąś zdradę. Mogli ze sobą rozmawiać godzinami i zawsze mieli wspólne tematy, aż Elwira się tego wystraszyła.

Zaczęła ubierać się szykowniej, choć nie przyznawała się w duszy, że jej na Tadeuszu zależy, ale chciała mu się podobać i kiedy pewnego dnia założyła czerwone szpili i pończochy, to zauważył i przycisnął ją namiętnie do ściany dając do zrozumienia, że chce ją mieć.

Umawiali się w hotelach i kochali jak szaleni. Tadeusz był wytrawnym kochankiem i znał wszystkie sztuczki działające na kobiety. Elwira zatraciła się w tym romansie i biegła na każdą randkę w czerwonych szpilach jak nastolatka. Odebrał jej całkowicie zdolność racjonalnego myślenia, bo odjął  jej rozum swoją namiętnością i sprytem doświadczonego mężczyzny. Niby ganiła się za ten romans, a jednak namiętność zwyciężała.

Przyszedł dzień, że Tadeusz powiedział jej, że musi wyjechać nagle, ale nie na długo, a Elwira dowiedziała się, że jest żonaty i właśnie urodziło mu się dziecko. Była załamana, ale miała czas na to, by otrzeźwieć i wrócić myślami do Jacka, choć motyle w brzuchu nie dawały zapomnieć o Tadeuszu. Cierpiała strasznie, a kiedy zorientowała się, że jest w ciąży, to znajomy ginekolog dał jej zwolnienie do rozwiązania i kazał na siebie uważać. Bała się, że dowie się Jacek i jakie szczęście, że nikt nie znał jej męża i nikt nie doniósł, że jest na zwolnieniu.

Kiedy Joanna weszła do kawiarni, zauważyła w kącie bardzo smutną Elwirę, która pustym wzrokiem patrzyła się w okno.

– Witaj kochana i rzuciły się w sobie w ramiona. – Czego się napijesz – zapytała Elwira i obie zamówiły dwie kawy i jedno wino dla Joanny, bo Elwira zamówiła sok.

– Jestem w ciąży, nagle bez wstępu wypaliła Elwira i mam dla Ciebie propozycję. Jacek wróci do mnie za kilka miesięcy i zdążę do tego czasu urodzić.Chcę to dziecko urodzić Joanno dla Ciebie, bo tyle lat się staracie o dziecko, a ja muszę uratować moje małżeństwo z Jackiem, a więc czekam na odpowiedź. Porozum się z mężem i daj mi znać, bo ja tego dziecka nie zaakceptuję i  tu opowiedziała historię swego romansu.

Kiedy Jacek wrócił do domu, Elwira jak zawsze wyjechała po niego i rzuciła mu się z płaczem na szyję.

Jacek nigdy się nie dowiedział prawdy, bo Joanna wyjechała z mężem i synem Tadeusza na drugi koniec Polski.

Jacek przyjechał na stałe do kraju i zaczął budować dom dla niej, a ona zaszła z nim w ciążę i urodziła śliczną córeczkę i tylko w chwilach, kiedy Jacek nie wdział rozpaczała i tęskniła za synem, ale była świetną aktorką.

 

Dobra rada koleżanki z dawnych lat!

                         

Kiedy dzieci Krystyny poszły na swoje, a jej przyznano rentę z powodu choroby kręgosłupa nie wiedziała, co zrobić nagle z wolnym czasem. Miotała się między rehabilitacją, a domem. Rehabilitacja nie chciała jej jednak wybaczyć tych lat siedzenia za biurkiem. Pokrzywiły się jej kręgi i cholernie bolały, kiedy nie wzięła środków przeciwbólowych. Robiła w domu ćwiczenia, jakie zalecił jej lekarz i jakoś z dnia na dzień trwała, choć czasami było ciężko,a przecież miała w domu trochę zajęć jak sprzątanie i gotowanie.

Trochę te domowe zajęcia ją z czasem nudziły i chciała czegoś więcej od życia, niż tylko dogadzanie swojemu mężowi. Pewnego razu spojrzała w kąt, gdzie dzieci zostawiły jej stary komputer. Odpaliła i nie wiedziała, co z tą maszyną dalej począć. Była kompletnym laikiem, ale drogą prób i błędów dowiedziała się, że przez wyszukiwarkę Google dowie się wszystkiego i tak krok po kroku dotarła do Facebooka. Już wiedziała, że musi sobie założyć pocztę, aby zarejestrować się na tym portalu. Jest, ucieszyła się i aktywowała konto na  portalu, gdzie podobno się dzieje, jak to słyszała w telewizji. Krok po kroku zebrała znajomych ze swojego miasta i na jej Osi zaczęły się pojawiać pozdrowienia od osób mniej, lub bardziej znanych.

Siedziała przy komputerze nocami, kiedy jej mąż wyjeżdżał w delegacje. Nie znosiła czasu, kiedy nie było go w domu, bo był u niej, a nie na żadnej delegacji! Wiedziała, że ją zdradza z tamtą, ale pogodziła się z tym już wiele lat temu, kiedy w domu były jeszcze dzieci.  Skoro był dla niej taki cholernie dobry i chronił ją, oraz zaspokajał wszystkie jej potrzeby, nie miała prawa go nienawidzić. Kochała go z całego serca i zgadzała się na jego wyskoki, choć kiedy go nie było, serce jej drżało z niepokoju, że któregoś dnia powie jej, że chce rozwodu. Nie lubiła seksu za bardzo i tylko z tego powodu nie zabraniała mu jeździć to tamtej, której kompletnie nie znała i nie chciała nic o niej wiedzieć. Tak było dobrze i nie chciała tego zmieniać.

Siedząc na komputerze wbijała w wyszukiwarkę dawnych, swoich znajomych ze szkoły średniej i wyskoczyła jej Halinka, z którą siedziała w jednej ławce przez 4 lata. Bardzo się przyjaźniły, ale po skończeniu szkoły ich drogi się rozeszły.

Napisała do niej wiadomość, że może się spotkają i przypomną  dawne lata. Zaproponowała, aby Halinka przyjechała do niej i spędzą wspólnie parę dni.

Halina przyjęła zaproszenie i Krystyna odebrała ją z pociągu. Wpadły sobie w ramiona po latach, stwierdzając, że wcale się nie zmieniły.

Krystyna przygotowała uroczystą kolację, w której uczestniczył jej mąż. Wspomnień było bardzo wiele i przy winie cała trójka doskonale się bawiła. Nazajutrz Krystyna zabrała Halinę w dawne miejsca, gdzie zdarzało im się zwierzać z młodzieńczych zauroczeń. Opowiedziała jej, że nie sypia z mężem, gdyż wie, że on ją zdradza z inną kobietą, ale nie ma siły tego przerwać, gdyż gdy jej mąż jest, to góry dla niej przenosi, obsypuje prezentami  i jest skłonna znieść jego zdrady i je znosi.

Halina potępiła postępowanie Krystyny i tłumaczyła jej przez wiele godzin, że nie powinna dawać się tak oszukiwać i powinna zrobić z tym kategoryczny porządek. Nie może być tak, że facet zdradza i zasłania się dobroczynnością i zniża ją do kategorii poddańczej. Tłumaczyła Krystynie, że sama da sobie radę, a niewiernego faceta powinna posłać w kosmos, tym bardziej, że w łóżku dla niej nie istnieje z powodu chyba obrzydzenia, albo niech zacznie leczyć swoją niechęć do seksu, co nazwała dyspareunią.

Jak powiedziała Halina, tak Krystyna przemyślała, że należy się jej od męża szacunek i wystąpiła o rozwód z mężczyzną, którzy spełniał jej każde życzenie i o nią dbał.Wstydziła się przed koleżanką, że tkwi w takim chorym związku.

Sąd przychylił się do jej wniosku i orzekł rozwód, a Krystyna, któregoś dnia na mejla otrzymała serię zdjęć z Egiptu, jak to jej ex mąż pomyka na wielbłądach z jej koleżanką z klasy – Halinką!

A kiedy życie pisze swój scenariusz?

Codziennie mijały się w sklepie nabiałowym, gdzie kupowały pieczywo i dodatki na śniadanie. Jadwiga i Weronika, to kobiety już po pięćdziesiątce. Obie po zrobieniu zakupów biegły zaraz do tego samego urzędu w malutkim miasteczku. Nie przyjaźniły się wcale, ale mówiły sobie dzień dobry, bo  w takich małych społecznościach nie wypada inaczej. 

Jadwiga, to niewysoka kobieta, trochę puszysta, ale bardzo ładnie i gustownie ubrana. Miała kruczy kolor włosów, bardzo starannie upiętych i wielkie, ciekawe świata – oczy. Była piękną kobietą i bardzo zadbaną z nienagannym makijażem.

Weronika zaś była wysoką blondynką, trochę nieśmiałą i lekko zgarbioną, jakby chciała schować się przed światem. Ubierała się klasycznie i elegancko, ale na jej twarzy malował się jakby skrywany smutek. Zawsze po skończeniu pracy natychmiast wracała do domu, jakby się czegoś, a może kogoś bała. Nigdy nie uczestniczyła w żadnych imprezach, imieninach swoich koleżanek z pracy.

Jadwiga zaś była otwartą i uśmiechniętą kobietą i korzystała z życia ile się da. Nauczyła się dbania o swoje potrzeby przez lata oczekiwania na męża, który spłodził jej dwoje dzieci i wypłyną na lata w morze, aby zarobić na lepsze życie. Kochał swoją pracę i Jadwiga się z tym musiała pogodzić.

Pewnego razu Jadwiga usiadła do komputera i zalogowała się na babskie forum. Lubiła te swoje chwile z kawą przy komputerze i wlepionym wzrokiem w cudze rozterki i problemy. Miała bardzo dobrą opinię na forum, gdyż starała się inne użytkowniczki z problemami pocieszyć i wskazać drogę do rozwiązywania problemu. Często trzymała kciuki za pozytywne rozwiązanie małżeństwa, czy też próbach go ratowania. Była takim plasterkiem na zranione dusze. Pisząc tak z innymi kobietami polubiła bardzo wypowiedzi kobiety o nicku „trochę smutna”. Zaczepiła ją pewnego razu w prywatnej rozmowie i okazało się, że „trochę smutna”, to kobieta bardzo zbliżona poglądami do poglądów Jadwigi. Polubiły się ogromnie i ich korespondencja była taką, że sprawiała obu przyjemność. Opisywały sobie wszystko, a więc wzloty i upadki, a także się wzajemnie wspierały. 

Minął rok ich codziennej korespondencji i postanowiły, że czas poznać się w realu. Jadwiga wykupiła miejsca na internetowej stronie i postanowiły, że w czasie urlopu spotkają się na neutralnym gruncie – w uzdrowisku nad morzem. Bardzo się cieszyły, że spotkanie się odbędzie i poznają się jeszcze bardziej oraz pobędą ze sobą w nadmorskiej miejscowości.

Kiedy dotarły do miejsca, każda osobno – wpadły w konsternację, bo się przecież znały. Jadwiga i Weronika codziennie się przecież mijały w drodze do pracy. Nie stało się nic złego i żadna z nich nie żałowała, że tak się właśnie stało. Znały się przecież z prywatnych rozmów na forum, a więc się polubiły i w realu, a więc rzuciły się w sobie w ramiona i wycałowały.

Kiedy nadszedł wieczór postanowiły, że się wybiorą na dansing przy domu wczasowym i się rozerwą, a także porozmawiają. Kilka kieliszków wina i rozmowa zeszła na tematy osobiste. Jadwiga i Weronika nigdy nie podejmowały tego tematu szerzej w swojej korespondencji, a więc okazało się, że Jadwiga już nie tęskni za mężem, bo po tylu latach czekania bardzo się oddalili od siebie. Była tym sfrustrowana i zniechęcona, bo nie widziała już w swoim małżeństwie potencjału. Już miłość dawno odleciała i w zasadzie nic ją przy mężu nie trzyma. Dzieci są już dorosłe, a więc swoją rolę w związku wykonała najlepiej jak umiała.

Weronika zwierzyła się Jadwidze, że jej małżeństwo, to wielka pomyka, ponieważ nic jej w tym związku nie wolno, bo jest traktowana przez męża jak  własność i musi być tak jak chce on. Czuła się wypalona i zastraszona i nie wie jakim cudem wybłagała, aby ją puścić z domu na te parę dni. Wiedziała, że po powrocie będzie szczegółowo wypytana, bo może dopuściła się zdrady.

Po dansingu postanowiły kupić jeszcze butelkę wina, aby swoje rozmowy dokończyć już w apartamencie. Wykąpały się i usiadły na łóżku, aby sączyć powoli wino i się rozluźnić i nagle nie wiedzieć, kiedy się pocałowały. To był zaczątek do namiętnej nocy, pełnej oddania i szczęścia. Uniesieniom nie było końca i kiedy obie zasnęły w miłosnym uścisku nie wiedziały nawet czy to jeszcze noc, czy już dzień.

Nie wyszły z łóżka przez cały dzień, bo nie mogły się sobą nacieszyć, gdyż żadna z nich już dawno nie czuła takich motyli w brzuchu.

Kiedy się od siebie odkleiły, aby wyjść nad morze i pospacerować, każda z nich zadała sobie pytanie – co dalej? Muszą być ze sobą, aby ostatnie lata przeżyć w szczęściu i spełnieniu, ale co powiedzą swoim mężom i dzieciom. Jak to rozwiązać, aby nikogo nie skrzywdzić, bo krzywdzić nie chciały, ale chyba się nie da. 

Po powrocie do domu bardzo za sobą tęskniły, a że mieszkały w tym samym mieście nie mogły sobie pozwolić na cień podejrzeń o ich miłość, a więc obie łapały wspólne chwile na wyjazdach do kina, czy też teatru, po drodze zaczepiając o hotel – to musiało im na razie wystarczyć, a potem? Życie napisze dalszy scenariusz.

Interesujesz się tą sferą życia – wejdź:

Najlepsze kino LGBT w VoD.pl

Kobieto, nie pożądaj męża cudzego, bo to się zwykle kończy żałośnie

Czytam to tu, to tam i nie napiszę gdzie, aby nie reklamować, że zawsze kobietom kleją się łapy do zajętych mężczyzn. Kiedyś się kleiły i teraz jakby to zjawisko się nasiliło. Piszą rozpaczliwe posty na forach, że ona wie, że on żony nie kocha swojej i jest z nią tylko ze względu na dzieci, albo na wspólny majątek, który nie wiadomo w razie rozwodu jak podzielić.

Piszą, że one oczywiście są lepsze i ładniejsze od tych wszystkich żon, a seks to on ma nieziemski tylko z nią i ona jest na 100% pewna, że on tę żonę zostawi i będą razem żyli długo i szczęśliwie.

Piszą, że zrobią wszystko, aby on zostawił tego babola, kurę domową, niezbyt rozgarniętą, zaniedbaną, materialistkę, brzydką i głupią żonę i są gotowe rozwalić tamten związek, w przekonaniu o swojej doskonałości w każdym calu i na każdym polu.

Umawiają się z facetem zajętym, uprawiając seks ile się da i gdzie się da, bez żadnych skrupułów i bez żadnego żalu, że krzywdzą kobietę, której on kiedyś tam w kościele, lub nie – ślubował.

Nie mają wyrzutów sumienia, że zabierają ojca dzieciom i rozwalają rodziny. Zakochane, nie są w stanie zobaczyć, że facet często fajnie się z nimi zabawia na delegacji bardzo nudnej i służą im tylko do zaspokojenia swoich żądzy, bądź monotonii.

Wierzą we wszystko, co ten facet im opowiada i czują niekłamaną satysfakcję, że to ona została zauważona przez tak przystojnego faceta, do którego wzdycha tyle kobiet. Czują się wyróżnione, jakby wygrały los na loterii.

Nie mogą spać, bo tęsknią za nim od spotkania, do następnego i gryzą palce, kiedy wiedzą, że ich ukochany właśnie śpi obok swojej żony, a ona obok telefonu przy uchu na samotnej poduszce. Łzy ściekają po policzkach z niemocy, że on tam z żoną być może figluje i ona nic z tym zrobić nie może, bo przecież obiecała mu dyskrecję i zgodziła się na związek bez zobowiązań, oraz na dziki tylko seks.

Seks jest seksem, ale gorzej jest, kiedy seks zamienia się w wielką i niespełnioną miłość. To wówczas cierpią, kiedy on spędza każdy weekend z żoną i dziećmi, a także każde święta. Pozostaje samotne czekanie, że może chociaż wyśle jej czułego smsa. Albo wakacje spędzone z żoną – to musi je bardzo boleć. Jak każda kobieta pragnie taka jedna z drugą stabilizacji, bo przecież jej to obiecał. Obiecał, że się rozwiedzie, tylko ona musi być cierpliwa. Obiecał, że porozmawia z żoną o rozstaniu i ona w to wierzy, bo przecież kocha tylko ją.

Tak mijają miesiące i czasami lata, a on wciąż ma nowe wymówki, że  to jeszcze musi trochę potrwać, aż dzieci pójdą do szkoły, albo na studia. Obiecywał złote góry i wielkie szczęście, a jednak prosi ją o cierpliwość, bo żona jest chora i nie wypada jej w tej chorobie zostawić.

Czekają więc cierpliwie, bo on nie kłamie i z pewnością kiedyś będą razem, aż wiadomości od niego są coraz rzadsze, a spotkania jakby bardziej zimne. Nie przychodzą już smsy i trzeba skamleć o kilka minut  spotkania, aby porozmawiać i w końcu coś ustalić.

Jakie to żałosne, że próbują budować swoje szczęście na nieszczęściu innej kobiety. Jakie to żałosne i  ciekawa jestem, czy są badania, które mówią ilu facetów zdradzaczy i kłamców opuszcza swoje żony, a ilu jest potem szczęśliwych w nowych związkach?

Ale jak świat, światem faceci zawsze tak kołowali te naiwne, a potem facet ułożył dla tych nieszczęsnych i zmanipulowanych kobiet piosenkę, że facet to świnia! 😀

Życie po zdradzie, czyli moja szczera solidarność z takimi kobietami

Życie po zdradzie nie jest łatwe, a statystycznie zdarza się to w co trzecim związku i szczęśliwe są kobiety i mężczyźni, którzy jeszcze o zdradzie nie wiedzą i życzę im, aby nie dowiedzieli się nigdy! Nadal bardziej chyba zdradzają faceci, szukający nowych, świeżych wrażeń, ale podobno się to zmienia, gdyż emancypacja kobiet robi je bardziej odważne, gdyż są coraz lepiej wykształcone i pewne siebie. Pracują w korporacjach i mają coraz lepsze zarobki. Więcej pracują i praktycznie nie ma ich w domu. To powoduje, że nawiązują ciekawe znajomości i trudno się im oprzeć pokusom. Nie generalizuję, a tylko mi się wydaje, że współczesne kobiety są inne, niż byłam ja,jako kobieta młoda. Nie należałam do kobiet łatwo nawiązujących znajomości z płcią przeciwną, a może bałam się takich kontaktów, nawet w pracy. Owszem, pracowałam z mężczyznami, ale traktowałam ich jako zwykłe, koleżeńskie znajomości. Priorytetem był dom i dzieci i biegłam prosto do domu, po pracy. Biegłam do mojego ukochanego miejsca na ziemi, w którym czułam się najbezpieczniej. Robiłam wszystko, na miarę finansowych zdolności, aby dom był przyjemny i czysty, a dzieci dobrze się w nim czuły i chyba mi się to udawało, gdyż dzieci wyprowadziły się z naszego domu w wieku 30 lat i poszły dopiero na swoje. W tym zabieganym czasie nie zauważałam wielu symptomów zdrady. Nie liczyłam powrotów późnych męża do domu, wierząc, że też ciężko pracuje i ma nienormowany czas pracy. Nie zauważyłam, że zaczął o siebie przesadnie dbać, a wręcz przeciwnie, cieszyłam się, że nie muszę się za męża wstydzić, że jest niechlujny wśród ludzi. Nie liczyłam, ile razy wrócił do domu pod wpływem alkoholu, a tłumaczyłam sobie, że ma stresującą pracę i czasami musi się z kolegami wyluzować. Byłam ślepa, jak każda zakochana kobieta, której zależało na rodzinie i względnym w niej spokoju. Co się dzieje z kobietą, matką i żoną, kiedy wiadomość o zdradzie spada na nią jak grom z jasnego nieba. Co się z nią dzieje, kiedy zazwyczaj dowiaduje się ostatnia w mieście? Może sobie to wyobrazić każdy wrażliwy człowiek, ale opowiem. Najczęściej staje ona jak wryta, wobec takiej wiadomości i się zastanawia, kto chce zmącić jej wypracowany spokój. Nie wierzy, bo to jest przecież nie możliwe, że jej ukochany facet mógł zrobić jej takie świństwo. Kobieta taka broni się rękoma i nogami przed plotką, ale w pewnym momencie zaczyna kojarzyć fakty i te jego dbanie o siebie, późne powroty do domu pod wpływem. Zaczyna się zastanawiać, dlaczego jej to zrobił i co z nią jest nie tak, że mimo dbałości o niego i dzieci z wielkim oddaniem, została zdradzona. Jeśli jeszcze do tego otrzymuje smsy od kochanki, że jest od niej lepsza w te sprawy, to zaczyna walić jej się świat. Zaczyna oczywiście doszukiwać się w sobie wad, uważniej na siebie patrzeć z oczami pełnych łez w lustro. Nie widzi nic, bo jest zbolała wewnętrznie, a najbardziej ją boli dusza i jej jestestwo. Zaczyna doszukiwać się w sobie wad i mankamentów i wszelkich defektów urody. Zastanawiają się w czym tamta jest lepsza, skoro mąż zawsze był zadowolony z alkowy i nigdy się nie skarżył. Co się stało, że tamta mimo, że to totalna idiotka, nie cytaty i nie pisaty, tak mu zaimponowała, że gotów był poświęcić, że cię nie opuszczę, aż do śmierci i pokusił się skalać dobre imię rodziny i swoich dzieci przede wszystkim, czyli zdradził ich.

Przez głowę zdradzonej kobiety przepływają tysiące myśli i już po ochłonięciu, podejmuje ona radykalne decyzje – rozejść się, separacja, przebaczyć, mimo wszystko. I tu nie zazdroszczę, żadnej zdradzonej kobiecie, gdyż każda decyzja jest zła i niesie za sobą same straty, bo już nic nie będzie takie jak było. Wkrada się nienawiść i nieufność, pomieszana z rozgoryczeniem i złością. Targają nią myśli, złorzeczenia wszystkiego najgorszego dla niego i tamtej. Kobieta staje się walczącym demonem i nigdy już nie będzie krainą łagodności i opiekunką domowego ogniska, bo wpada w paranoję. Biegnie do fryzjera i kosmetyczki. Kupuje sobie najlepsze ciuchy i umawia się z przyjaciółmi na lampkę wina i kawę, aby się wypłakać. Niestety te zabiegi nie przynoszą jej zazwyczaj żadnej ulgi, bo i tak czuje się nie kochana i gorsza. Wracają jak bumerang myśli – co dalej? Rozwód, a co z mieszkaniem, dokąd ja pójdę z dziećmi i z czego się utrzymamy, kiedy te cholerne alimenty są takie małe. Wybaczenie? Przecież już mu nigdy nie zaufam i zamienię się w potwora, który sprawdzać będzie go na każdym kroku. Wąchać i przeszukiwać kieszenie i komórkę i tak, aż do śmierci? Separacja? Do cholery, nie będę po nim sprzątała, bo jest dziadowskim bałaganiarzem, że wanny po sobie nie umyje, a więc jak dalej żyć? Co zdradzona kobieta traci? Traci zdrowie i zaczyna łykać prochy na uspokojenie, aby przespać noc. Traci poczucie swojej wartości i kobiecości Traci się więź ze swoim mężem, od którego się odsuwa, bo śpią osobno. Traci uśmiech swoich dzieci, sparaliżowanych łzami matki i taka kobieta traci wszystko, na co latami pracowała. I tu otwieram dyskusję, jeśli ktoś będzie chciał się wypowiedzieć, bo temat jest odwiecznym problemem dla kobiet zdradzonych, z którymi się solidaryzuję – ja zdradzona, ale już w lepszym stanie.