Archiwa tagu: kobieta

Nie wiem czy mam rację!

Podobno seks jest największą przyjemnością daną człowiekowi.

Nawet narkotyki nie mają takiej mocy, by dać szczęście ludzkości.

Seks uzdrawia wręcz człowieka, ale pod warunkiem, że na ten seks się godzimy i nie jest wymuszony.

Rodzimy się z różnymi preferencjami seksualnymi i nie zawsze te preferencje są akceptowane w społeczeństwie, przez polityków, czy w końcu przez kościół.

Oglądałam kiedyś taki dokument, że w Rosji lesbijki i geje muszą się mocno ukrywać, bo kiedy odpowiednie organa się dowiedzą, że kobieta żyje z kobietą, to mogą one trafić do więzienia.

To samo dzieje się z gejami w różnych krajach i też nie akceptuje się takiej preferencji.

Gdybym była w Polsce premierem, czy prezydentem, to bym podpisała ustawę, że tacy ludzie mają swoje prawa!

Niech sobie każdy kocha, kogo chce i mi nic do tego, ale łapię się na tym, że przeszkadzają mi parady równości, kiedy ludzie wychodzą na ulicę poprzebierani za jakieś potworki tak jak to widać na powyższym zdjęciu.

Rażą mnie takie przebieranki w fallusy tęczowe, jakieś skórzane garnitury, a kobiety bez staników.

Przeszkadza mi na golizna na tych paradach i dziwne ubieranki, które dalekie są od człowieczeństwa i dobrego smaku.

Nie jestem pruderyjna, ale kiedy się manifestuje swoją orientację, to niech to będzie ze smakiem, kulturą, a więc tak bardzo po ludzku!

Jestem za tym aby w Polsce kobieta i mężczyzna mieli wybór, czy chcą poślubić tę samą płeć, aby skończyło by się to wariactwo i rozwydrzenie na ulicach.

Zawsze jestem za tym, aby człowiek zachowywał się jak człowiek, a nie jak małpa na ulicy.

Można o swoje prawa walczyć z klasą, a nie jak rozpuszczone osobniki, które odleciały od dobrych obyczajów w swoich zachowaniach.

Jestem za tym, aby ci ludzie mogli brać legalne śluby i mieli dzieci, a to dlatego, że jakże często są dzieci krzywdzone w tradycyjnych związkach.

Dzieci są bite, kopane, przypalane papierosami, wsadzane do kanapy, wykorzystywane seksualnie i mamy wysyp ostatnio takich zachowań.

Cały świat powinien akceptować inności, a na świecie nie byłoby parad równości i nie patrzyłabym na dziwne zachowania na ulicy!

Ostatnio jest głośno o pracowniku „Ikea”, który napisał, że:

Czytamy niżej i do tego odniosły się dwie kobiety żyjące w legalnym związku!

Można – można!

Jolanta Saacewicz

Ja mam trzy pytania do wszystkich Państwa.

Zanim je zadam, wyjaśnię, że zdjęcie po lewej jest moje ślubne. Sześć lat temu, powagą stanu Kalifornia zostałyśmy z Nancy Banks ogłoszone żoną i żoną, co praktycznie formalizowalo nasz związek trwający już od 14 lat i pozwalało na wspólne płacenie podatków oraz inne przywileje, które PAŃSTWA dają LUDZIOM deklarującym wspólne życie.

Większość cywilizowanych państw XXI wieku nie wnika już w płeć osobników deklarujących chęć życia w sformalizowanym związku. No, ale nie Polska. Wolnoć Tomku w swoim domku. Wolę większości trzeba szanować, choć można się z nią nie zgadzać.

Poproszę teraz by Państwo sobie wyobrazili, że ja pracuję w IKEI, w Polsce. Jest czerwiec, miesiąc gejowskiej dumy obchodzony w wielu cywilizowanych krajach dość tęczowo, łącznie z wciąganiem naszych flag na miejskie, wojewódzkie/stanowe i państwowe maszty.

Bawimy się wówczas na paradach, oglądamy filmy o nas samych, świętujemy ze współpracownikami w zakładach pracy. Jest to szczęsny czas choć ciężko okupiony.

Zapłacili za niego życiem LUDZIE o innej orientacji w obozach Dachau i Oświęcimia, zapłacili bywalcy baru Stonewall w Nowym Yorku zapałowani na smierć. Zapłacił życiem Harvey Milk, radny San Francisko; w torturach umierał genialny matematyk Alan Turing, który złamał kod Enigmy i umożliwił lądowanie aliantów w Normandii.

Za prawo do istnienia płaciliśmy bici do zabicia od Los Angeles po Warszawę, Moskwę, Dubai i Jakartę.

Od 50 lat, od czasu nalotu na bar Stonewall w Nowym Yorku przestaliśmy umierać po cichu. Co roku, od tamtych wydarzeń, w czerwcu maszerujemy na całym świecie nasz ból, nasz wstyd, nasze poniżenia, naszą degradację, nasze upodlenia, nasz strach, naszą krzywdę, ale i naszą godność i dumę. Co roku idzie z nami coraz więcej Was, bo czujecie i wiecie, że to co nam się robiło i robi jest bardzo złe. I my Wam jesteśmy bardzo wdzięczni, bo bez Was nic byśmy nie wskórali, gdyż nie jest nas wiele. Jak jednorożców. (Uśmiech).

Gdy wziąć wszystkie litery do kupy w LGBTQ, to jest nas pewnie około 10 proc w każdej populacji. W Polsce to będzie ze trzy – cztery miliony. A w Stanach 35 – 40 mln, może. Nikt dokładnie nie wie, bo żeby się policzyć trzeba nie bać się zaistnieć. A są ciagle takie kraje na Ziemi, gdzie za głos dodany do naszego chóru przestaje się istnieć z wyrokiem sądu lub bez.

Wróćmy wiec do tego, że jest czerwiec i ja pracuję w IKEI, która jest dobrym pracodawcą dla nas. Traktuje nas jak ludzi i chroni przed nienawiścią, dyskryminacją, strachem. Tak jak tysiące innych wielkich firm. Apple, Google, Facebook, Microsoft, Volvo, Volkswagen, Toyota, Levis, Nike, Fila, Addidas, Visa, Delta, American Airlines, Disney, Warner Brothers, Netflix, Uber i odechciało mi się już kontynuować te listę. Oczywiście na liście musi być Coca-Cola, Absolut i Gazeta Wyborcza, bardzo zasłużone. Pełną listę można sobie wygooglować lub rozejrzeć się dookoła.

Czyli, ja pracuję w IKEI i IKEA świętuje to nasze czerwcowe święto razem z nami. Wszyscy pewnie widzieli te piękne tęczowo pasiaste, torby IKEI. Bardzo to miłe.

Dlaczego biznes to robi? – możecie się dziwić. Bo my mamy siłę nabywczą, to raz (i tu miałabym ochotę wkleić emoji śmiejące się pełną gębą, z dumą). No, bo tak: Statystycznie jesteśmy trochę lepiej wykształceni i lepiej uposażeni niż średni Smith. Nie wiem, czy są takie dane dla Kowalskiego.

Wielu z nas, nadwrażliwych artystów robi zawrotne kariery od kultury po show biznes, o ile się nie zabiją w młodym wieku, bo popełniamy samobójstwa jak mistrzowie świata, pięć razy częściej niż nasi rówieśnicy hetero. Dwa: Biznes wspiera nas też dlatego, że biznes to ludzie, to różnorodność religii i kolorów, i ludzie rozumieją coraz częściej, że nie można krzywdzić innego człowieka. I to przesłanie starają się nieść w świat dając nam wsparcie.

Więc jeszcze raz: pracuję w tej IKEI, w domu mam amerykańską żonę i prezent dla niej schowany pod szafą, bo będziemy obchodzić w tym roku nasze dwudziestolecie. Pierwszy raz ślubowałyśmy sobie w bazylice katolickiej w Riom we Francji. Nie, nie był to żaden oficjalny ceremoniał. Po prostu weszłyśmy tam zwabione strzelistością łuków podniebnych i akt strzelisty ślubowania zrodził się ad hoc. I tak już zostało.

Młodszy brat mojej żony, który też jest gejem brał „prawdziwy” kościelny ślub ze swoim mężem w prawdziwym episkopalnym kościele, ze wszystkim dzwonkami, kadzidłami i prawdziwym pastorem.

Drugi brat mojej żony, który tak się składa też jest gejem, brał ślub ze swoim mężem Chińczykiem w ich mieszkaniu w Toronto, w ceremonii buddyjsko-chińskiej, że to tak określę enigmatycznie. Pamietam, że wszystkiego było po 108, kwiatów, ptaków origami itp. 108 to ważna liczba w buddyzmie. Dodam na marginesie, że żona ma też starszą siostrę, która jedyna z czworga rodzeństwa jest hetero. Żartujemy sobie, że i TAK ją kochamy. Ciekawe, czy jak bóg chce kogoś pokarać to mu robi trójkę z czworga dzieci gejami?

Wróćmy jednak do IKEI. Wyobraźcie sobie Państwo, że przychodzę do pracy, otwieram e-mail i widzę komentarz napisany przez kolegę z pracy. Czytam o sobie i mojej żonie, i jej dwóch braciach, i pośrednio o synu mojej żony z pierwszego małżeństwa, i o naszej czteroletniej wnuczce też.

Czytam: Dewiacja, zgorszenie, biada, kamień młyński u szyi, pogrążyć w głębokościach morskich, obrzydliwość, ukaranie śmiercią, skąpani we krwi. To homoseksulaizm według jakiejś strasznej księgi, której autora nikt nie zna, który żył w czasach strasznych wojen, gdzie zwycięzcy brali wszystko, a gwałt na podbitych kobietach był kwnitesencją nagrody. Gdy brakowało kobiet, gwałcono podbitych wojowników. I księga to potępiała najwyraźniej, bo dumnemu wojownikowi nie powinno się robić takich strasznych rzeczy, jakie można robić tylko podbitej kobiecie. Każdej kobiecie, na dobrą sprawę.

I tu doszłam wreszcie do tych pytań, które chciałam Państwu zadać. I przepraszam, że to tyle zajęło.

Pytanie pierwsze:

1. Jak Państwo by się czuli w mojej sytuacji, gdyby drukarz odmówił Wam wydrukowania np. specjalnego plakatu dla mojej żony na dwudziestą rocznicę naszego związku?

2. Jak Państwo by się czuli w mojej skórze, gdybyście przeczytali, że Wam kamień na szyję, zbryzgać krwią i do wody?

3. Jak Państwo czuli by się, gdyby Wasze laickie państwo stanęło całą swoją mocą za drukarzem i za autorem krwawych słów?

Tak naprawdę nie oczekuję od Państwa odpowiedzi. Ja chcę tylko byście chwilę pomyśleli, o tym jak byście się czuli.

https://natemat.pl/…/jolantasa…/277369,pytania-od-jednorozca

Znalezione obrazy dla zapytania tęczowy most zdjęcia

Reklamy

Coś dzieje się w Polsce niedobrego!

Od tygodnia trwa medialna burza po słowach Kaczyńskiego, że wara od naszych dzieci.

Włączam telewizor i słucham o lesbijkach, homoseksualistach, masturbacji w wieku dziecięcym i chce się wymiotować bo PiS przekręca, to co ogłosił Rafał Trzaskowski w karcie LGBT+

Dlaczego w tym kraju nie ma edukacji o tym, że każdy  dorosły ma prawo do swojej seksualności i z tego powodu nie wolno go prześladować i dyskyminować, bo to są tacy sami ludzie jak hetero i nikomu swoją orientacją nie robią krzywdy?

Dlaczego już w szkołach podstawowych, kiedy dzieci i młodzież szukając swojej drogi są prześladowani?

Dlatego, że dorośli ludzie nie potrafią z nimi normalnie rozmawiać!

Dlaczego Kaczyński, ani słowem nie wspomiał, że wara księżom od naszych dzieci i poltycy oraz kościół nabrali w tym temacie wody w usta.

Była konferencja episkopatu na dniach i nie padło ani razu słowo – przepraszamy, a Kaczyński nie wspominając o krzywdzie molestowanych dzieci przez księży, dał im jawne przyzwolenie na te niecne procedery.

Dlaczego Kaczyński nie mówi o tym, że na całym świecie cierpią dzieciaki gwałcone i molestowane przez tych sukienkowych i dlaczego nie  pomaga się w Polsce osobom niepełnosprawnych, których nie zauważa się nawet?

Dlaczego jest przeciwny temu, aby w szkołach w sposób cywilizowany uczono dzieci seksualności i poznawanie własnego ciała i potrzeb?

Hipokryzja na miarę szczytu K2 i kompletne niezrozumienie tak ważnej materii ludzkiej, bo wszycy na tej Ziemi odczuwamy popęd seksualny oprócz małych wyjątków, a piszę o osobach aseksualnych.

Aby istnieć, to trzeba się rozmnażać, a do tego potrzebna jest kopulacja i to jest tak bardzo naturalny proces, że nie wolno tego negować, bo tak woła natura.

Kaczyński albo jest aseksualny, albo po prostu jest gejem, który nigdy z szafy nie wyszedł, albo przez całe swoje życie się masturbuje!

Jak świat, światem inności istniały i Kaczyński nic z tym nie zrobi, bo swoją polityką wznieca tylko nienawiśc do innych i brak tolerancji wobec osób homoseksualnych, a to już jest draństwem!

Jestem seniorką i kompletnie mnie nie obchodzi, co robi facet z facetem, czy kobieta z kobietą, ale interesuje mnie to, co robi ksiądz niewinnemu dziecku.

Na poważnie więc – na co był mu ten temat, tuż przed wybrami do PE?

A teraz trochę lżejszy temat o kobietach, które po 40-tce są chyba najbardziej szczęśliwe, bo przeszły różne etapy swojego życia i nagle magiczna liczba sprawiła, że zaczynają być prawdziwymi kobietami.

U mnie tak właśnie się stało, bo dzieci odchowane, bo przestałam się martwić, co inni gadają na mój temat i odzyskałam swoje ciało i je zrozumiałam, a w  słowach znanej piosenki słyszymy, że po 40-tce to się wie, co jest dobre, a co złe!

Po 40 kobiety stają się..niegrzeczne.

Vidya Balan to indyjska aktorka Bollywood, która w styczniu tego roku skończyła 40 lat. Gdy przekroczyła czterdziestkę, trzeźwo zauważyła, że powodem, dla którego kobiety tak świetnie radzą sobie po jej przekroczeniu, jest fakt, że stają się niegrzeczne.Coraz bardziej zaczyna nam zależeć na nas samych i coraz mniej przejmujemy się opinią innych. I w tym tkwi nasza siła.

Aktorka wcielająca się w różne role kobiece, zauważyła, że kolejne lata sprawiają, że my kobiety stajemy się pewniejsze siebie.

„Po 40 stajemy się jeszcze bardziej gorące niż dotychczas. Rzadziej czujemy się nieswojo, coraz mniej dbamy o zdanie innych. Gdy przestaje nas obchodzić oburzenie innych, mamy coraz więcej zabawy z życia”.

Vidya Balan dodała: „Już nie noszę całego ciężaru świata na ramionach. Gdy miałam 20 lat, żyłam marzeniami, lata 30-te minęły mi na poznawaniu siebie, a po 40 przyszedł czas, by naprawdę pokochać swoje życie„.

Co Wy na to? Dobrze mówi?

Ja podsumowuję to parafrazą słów Sigmunda Freuda, po 40 nie tylko się  śni, ale się przytrafia!

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał – Julian Tuwim

Jak ten czas okropnie szybko upływa i oto stałam się seniorką.

Do pierwszej pracy poszłam w 1975 roku i oto zaczęło się obchodzenie Dnia Kobiet.

Miałam to szczęście, że pracowałam z mężczyznami i pamiętam jak w ten dzień czaili się z goździkiem, rajtopami i o dziwo paczką kawy w ziarenkach.

Nigdy nie zostawałam na kobiece spędy i dlatego nic o nich nie opowiem, bo kiedy zwalniali kobiety z pracy o 12, to biegłam do domu uradowana, że mam więcej czasu dla domu.

My kobiety w tamtych czasach miałyśmy bardzo mało czasu dla domu i dzieci, gdyż pracowałyśmy też w soboty na pełen etat.

Każda niedziela poświęcona była na ogarnięcie domu i tylko tą jedną niedzielę miałyśmy dla rodziny.

Pracowałam w księgowości z Elą – starszą ode mnie o 10 lat i z panną Krysią, której nie spieszyło się do małżeństwa.

Ja miałam już dwoje dzieci i to ja byłam zawsze w pracy pierwsza mimo, że musiałam każdego poranka ogarnąć dzieci i odstawić je na państwową służbę.

Nie wiem jak to ogarniałam, ale zawsze zdążyłam nałożyć makijaż i ładnie się uczesać, a do przedszkola miałam bardzo daleko i naprawdę nie wiem jak ja to robiłam.

Byłam młoda i silna, a więc dawałam radę i teraz wspominam, to z rozrzewnieniem.

Teraz będąc na emeryturze mam o czym myśleć i o czym wspominać, a pamięta teraz o mnie – w ten Dzień Kobiet mój Mąż i takim drobnym gestem mnie dziś obdarzył i nie wymagam więcej róż, bo dba o mnie cały rok, choćby w taki sposób, że taszczy do domu wszystkie zakupy!

Dziękuję Ci Mężu za to!

Obraz może zawierać: w budynku

Moja ukochana piosenka Mirosława Breguły mówiąca o miłości mężczyny do kobiety i mój ukochany wiersz zawsze mi towarzyszą podczas Dnia Kobiet.

Powspominajmy!

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza…
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec…

(J. Tuwim)

Przy goździku i napitku – tak obchodzono Dzień Kobiet w czasach PRL-u!

Dzień Kobiet w Polsce popularność zyskał w czasach PRL-u. Wtedy to, z okazji swojego święta, kobiety obdarowywane były kwiatami – najpopularniejsze były pojedyncze goździki, tulipany lub róże przyozdobione gałązką asparagusa. W zakładach pracy organizowano też spotkania przy stole suto zastawionym ciastami, pączkami i napitkiem. Zobaczcie archiwalne zdjęcia z lat 60. i 70!

Obchody Dnia Kobiet

Kobiecy alkoholizm!

Wczoraj przeczytałam w Newsweeku felieton o alkoholizmie kobiety, którą było stać na torebkę Prady.

Jest to wstrząsające świadectwo kobiety z tzw. wyższej półki, która zatraciła się w nałogu i opisała dokładnie jak kobiety pijące potrafią się kamuflować przez wiele lat i ich nałóg często zostaje niezauważony w pracy, czy też w domu.

Naukowo jest udowodnione, że to kobietom trudniej jest wyjść z impasu, a udaje się częściej mężczyznom.

Jednak to kobiety potrafią się lepiej maskować i mają opracowaną strategię do perfekcji.

Ja piszę o przeciętnej kobiecie, nie z wyższej półki – zwykłej kobiecie, której się udało i od wielu lat nie zajrzała do kieliszka.

Wszystko na nowo się jej pukładało, bo wróciła do pracy i uratowała swoje małżeństwo, a mąż jej wybudował cudowny dom, w którym są szczęśliwi!

Każdy alkoholik przestaje kiedyś pić, niektórym udaje się, to jeszcze za życia.

Jakże miło na nią teraz patrzeć, a było kiedyś patrzeć na nią z politowaniem i wielkim współczuciem, bo piła i to wcale nie w towarzystwie, ani okazjonalnie.

Mężatka i matka dwóch synów zaczęła pić kiedy jej dzieci chodziły jeszcze do gimnazjum, a więc wciąż potrzebowali matki. Jednak najczęściej matka była w stanie wskazującym, a więc chłopcy czując luz robili wszystko, co najgorsze.

Zaczęli wagarować notorycznie, imprezować i pojawiły się też narkotyki. Nauczyciele załamywali ręce, bo żadne argumenty nie trafiały do nich, że muszą się uczyć. Psycholog coraz częściej wzywał matkę na rozmowy, gdyż zachowanie chłopców było coraz bardziej naganne i niepokojące. Byli brutalni wobec innych i często z ich winy dochodziło w szkole do bójek, ale matka się w szkole nie zjawiała, a jeśli to była skacowana i wszyscy rozkładali ręce, bo szkoda było dzieciaków.

Przykro było na nią patrzeć, ponieważ miała własną działalność i w malutkim lokalu robiła kobiece paznokcie,a więc  finansowo zawsze coś dla siebie miała, ale często zakład był zamknięty, bo nie miała siły pracować.

Codziennie przemierzała tą samą drogę z domu do sklepu, gdzie szybkimi ruchami chowała flaszkę w torebce i czym prędzej pędziła do domu, aby się tylko znowu napić. Mąż jej wyjeżdżał służbowo na dalekie budowy i bywał w domu tylko podczas weekendu, a więc nie był w stanie jej pilnować. Robiła to jej matka – staruszka, która schorowana siedziała w jej domu i pilnowała, by córka nie miała sposobności wyjść po alkohol.

Nigdy alkoholika się nie upilnuje, bo alkoholik ma schowany alkohol w przeróżnych miejscach, a więc w pralce, w piwnicy, na klatce schodowej w licznikach i tak dalej.

Nasza bohaterka była mistrzynią w kamuflowaniu zakazanego towaru i nikt nie był w stanie wywęszyć, gdzie zdąży się napić. Jeśli brakowało pieniędzy, to zawsze ktoś jej pożyczył kasę, bo robiło się jej wszystkim żal, a była lubiana w społeczności. Była mistrzynią kłamstwa i zawsze coś wymyśliła, aby skołować kasę choćby na parę piw.

Szkoła zaczęła ją straszyć, że jeśli się za siebie nie weźmie, to dzieci pójdą do ośrodka i potem pod kuratelę rodziny zastępczej i dopiero kiedy policja zaczęła robić pierwsze kroki w celu odebrania jej dzieci – podziałało.

Nikt nie wiedział dlaczego pije i ludzie się dziwili, bo dzieci zdrowe, mąż pracowity, a ona przestała nad wszystkim panować. Nie sprzątała i nie gotowała dla dzieci. Była nerwowo trzeźwa, kiedy mąż wracał do domu, ale i ten nagle zauważył, że jego żona z niczym sobie nie radzi. Zagroził, że jeśli nie przestanie pić, to się z nią rozwiedzie i to  o dziwo – podziałało.

Nagle stanęła i pomyślała, że w jednej chwili może stracić wszystko. Poszła więc do lekarza, który wypisał jej wniosek na zamknięte leczenie i pojechała.

Nie było jej widać prawie miesiąc i ludzie szeptali, że pewnie to leczenie guzik jej da, bo alkoholik i tak zawsze wraca do pica i mało komu udaje się wyjść z nałogu. Szeptali, że z pewnością po powrocie zacznie się na nowo szopka i wybiegi, aby tylko się napić ponieważ widzieli jej wieloletnie uzależnienie.

Wróciła z tego leczenia i wyglądała bardzo dobrze, bo przybrała na wadze, a z twarzy znikł syndrom pijaństwa i się ładnie wygładziła.

Wróciła i wzięła się do roboty tak w domu jak i w pracy. Minęło parę lat, a chłopcy się pożenili i urodziły się im dzieci, a ona jest najlepszą babcią pod słońcem. Wiecznie zapędzona, gdyż to taki typ kobiety, że okna myje raz w tygodniu i zmienia firany. Biegnie na rynek, by kupić świeże warzywa, aby ugotować dobry obiad i zawsze latem na jej balkonie są ślicznie utrzymane kwiaty.

Ludzie przecierają oczy ze zdumienia, że jej się udało i zastanawiają się na tym, co jej w tym szpitalu zrobili, że wszyła na prostą i miło się na nią teraz patrzy. 🙂

Historia prawdziwa, a zostały zmienione detale jeno.

Alkoholiczki z torebkami Prady – znana dziennikarka opowiada o swoim nałogu.

Małgorzata Święchowicz

MAŁGORZATA ŚWIĘCHOWICZ

Byłam non stop pijana, a ludzie mi mówili: „fajnie, że już nie pijesz”, „od roku nie widzieliśmy cię pijanej”. Tak mi się udawało wszystkich oszukiwać – mówi Michalina Taczanowska, dziennikarka. Na ekranach kin pojawił się niedawno film Kingi Dębskiej „Zabawa, zabawa”. Jego bohaterki są wykształcone, dobrze sytuowane i bardzo uzależnione. – Ja mówię na takie: alkoholiczki z torebkami od Prady. Strasznie się wstydzą i świetnie maskują – mówi Tacznowska i apeluje. Przestańcie się wstydzić i oszukiwać, zacznijcie się leczyć.

MICHALINA TACZANOWSKA: Piłam? 15 lat. Długo. I ostro. Choć początkowo wydawało mi się, że niewinnie. Mąż był w szkole filmowej w Łodzi. Tam pili wszyscy, ja z nimi, na okrągło. Miałam mocną głowę, świetnie mi się piło. Picie w tym środowisku nie było rzeczą wstydliwą, pod warunkiem, że nie kończyło się żenująco. A u mnie z czasem ta świetna tolerancja na alkohol gdzieś zniknęła i zaczęły się żenady. Budziłam się w obcym łóżku, z obcym facetem albo na izbie wytrzeźwień. To jest ten moment, po którym lepiej już pić nie wychodząc z domu. Piłam więc w samotności. A to jest wielkie nieszczęście, początek totalnego zjazdu. Choć z czasem już nawet się nie upijasz.

Tylko? 

– Wyrównujesz poziom alkoholu we krwi waląc setkę co dwie godziny. Przez wiele lat mieszkałam w USA i jeden rok miałam taki, że stale wyrównywałam sobie poziom. Wszędzie miałam butelki, także pod fotelem w samochodzie. Piłam, po czym żułam gumę arabską, która zabija wszelki zapach. Byłam w takim stanie, że gdybym raz czy drugi odpuściła sobie tę setkę, to bym zaraz miała delirkę, poty, lęki. Przez rok byłam non stop pijana, a ludzie mi mówili: „fajnie, że już nie pijesz”, „od roku nie widzieliśmy cię pijanej”. Tak mi się udawało wszystkich oszukiwać. Ale później już było coraz gorzej, w tym stanie, w którym byłam, nie mogłam zasnąć, więc zaczęłam brać prochy. A prochy są jeszcze gorsze, niż wóda, bo wóda jest śmierdząca, ordynarna, ewidentna. A proszki to się łyka lekko, najpierw trzy, pięć, później dziesięć. Im dalej zabrniesz, tym większą pracę musisz później wykonać, żeby wytrzeźwieć. I nie chodzi tylko o to, żeby przestać pić. Niektórym może się wydaje, że abstynencją wszystko naprawi. Tymczasem jest ogromna różnica między abstynencją a trzeźwością. Abstynencja to tylko przerwa między piciem. Trzeźwość to długi proces zmieniania siebie tak, by móc normalne żyć, mieć normalne relacje z innymi, być pogodzonym ze sobą. To nie jest łatwa droga i wielu się na niej wywraca. Ja się wywróciłam szybko.

Później odtrucia, kolejne próby leczenia? 

– Na odtruciach byłam niezliczoną ilość razy. Dają kroplówki, sprawdzają parametry i po trzech dniach wracasz do domu. Na początku nawet to nieźle znosisz, ale każdy kolejny raz, to większe cierpienie. Delirka, halucynacje, rzyganie, sranie. Alkoholizm to straszna choroba. Te sfery tak zwane wyższe mają z nią gorzej. Ponieważ to choroba iluzji i zaprzeczeń, używa się wszystkich środków, by nie przyznać, że ma się problem. Ukrywa się, minimalizuje, próbuje racjonalizować. Ludziom mniej skomplikowanym jest łatwiej – szybciej spadają na swoje dno, szybciej się odbijają. Tym, którzy mają wyższą pozycję, jest gorzej wyzdrowieć. Choćby dlatego, że mają zaplecze. Finanse, rodzinę, przyjaciół.

Czytaj też: Alkoholizm i kobiety

Takie zaplecze nie pomaga wyjść z nałogu? 

– Może cię ciągnąć w dół, bo jeśli masz pieniądze, to sobie fundujesz różne zabiegi, kroplówki, to wszystko, co pozwala zatrzeć ślady picia i jakoś funkcjonować. Jeśli masz dobrze sytuowanych znajomych, na przykład lekarzy, to oni ci pomogą po koleżeńsku. Masz więcej możliwości maskowania tego, że pijesz. Znam wiele kobiet sukcesu, którym długo udawało się, pomimo picia, robić fantastyczną karierę. Ale ani jednej, która by ostatecznie – w wyniku picia – nie zniszczyła, tego co osiągnęła. To tylko kwestia czasu.

Powiedzmy o stratach. 

– Mogę powiedzieć o moich: odszedł mąż, straciłam mieszkanie w Nowym Jorku, samochód, konta w banku. Wróciłam do rodziców, którzy widząc, co ze mną zrobił alkoholizm, mało nie oszaleli. Wciąż byłam jeszcze młoda, miałam 34 lata, niby piękny wiek, można wszystko zacząć od nowa. Ale to „od nowa” jest tak ciężkie… Naprawdę trudno zaczynać, gdy tyle się straciło, gdy bez picia już nie jest się w stanie nic zrobić, gdy ma się depresję. Z wielkim współczuciem patrzę na każdego, kto jest w takim położeniu, w jakim ja byłam wtedy. Wyobrażałam sobie, że jak tylko pójdę na leczenie, to szybko pójdzie, wyjdę, będzie cudownie. Okazało się, że bez picia nic nie jest takie, jak było. Wszystko wydaje się inne, wszystkiego trzeba się uczyć na nowo, bo wcześniej niemal wszystko robiło się z alkoholem. Ja bez alkoholu nie umiałam nawet tańczyć, ani pójść z facetem do łóżka. Spotkałam wiele kobiet, które piły. Jedne, bo mąż od nich odszedł. Inne, bo dopadł je syndrom pustego gniazda – dopóki były dzieci, jakoś było, dzieci wyfrunęły z domu, nie ma co robić, zaczyna się pić. Inne zaczynają od koniaczku, żeby im się lepiej zasypiało. I nie wszystkie się uzależnią. Dużo o tym myślałam i teraz wiem, że już w podstawówce, wypijając swoje pierwsze dwa piwa, powinnam wiedzieć, że się uzależnię. Leciutko się wtedy wstawiłam, ale poczułam to COŚ. Coś na moje kompleksy, na moją nieśmiałość, na brak poczucia bezpieczeństwa. Alkoholik właśnie dlatego pije. Nie, jak większość po to, by było radośnie, przyjemnie. Tylko dlatego, że picie mu coś załatwia. Zapełnia jakiś brak.

Czy kobiety nie szukają odprężenia w alkoholu, bo stres, bo awans, bo za dużo się od nich oczekuje?

– Oczywiście można sobie szukać takich usprawiedliwień: bo w pracy ciężko, bo miałam ciężkie dzieciństwo, bo ojca alkoholika. Z tego, jak szukać sobie usprawiedliwień, każda alkoholiczka mogłaby napisać doktorat. Tak już jest w tej chorobie, że szuka się usprawiedliwień, że się kłamie, pozuje, aby tylko ktoś nie pomyślał, że upijam się, jak ostatnia menelka. Jednak, jak się w porę nie weźmiesz za leczenie, to kończysz, jak menelka. Byłam na pogrzebach paru kobiet, które w porę się nie zatrzymały. Patrzyłam po żałobnikach: część w drogich garniturach, nawet znane twarze, a część: twarze sine, napite, odziane w byle co – znajomi z ostatniej części życia. Pijąca kobieta, po jakimś czasie już nie potrafi się porozumieć z tymi, z którymi nie pije. Jest ogromna agresja uzależnionych do tych, którzy mogliby spojrzeć ze zdziwieniem, obrzydzeniem, ocenić. Unika się ich. Nie chce się słuchać uwag w rodzaju: masz problem, idź na odwyk?

– Niewielki odsetek uzależnionych zgłasza się na leczenie, szczególnie tam, gdzie to leczenie jest najskuteczniejsze – czyli do państwowych ośrodków. Alkoholiczki z torebkami Prady wybierają prywatne, co jest takim stawianiem sprawy, jakby chciały leczyć cukrzycę separując się od innych cukrzyków.

Wstydzą się? Może odstraszają je spartańskie warunki?

– Spartańskie warunki, ostry regulamin. W państwowym ośrodku wszyscy są traktowani tak samo, nie ma szans zgrywać się, mieć się za kogoś z lepszej półki. Miałam szczęście, że trafiłam do Ośrodka Terapii Uzależnień przy Sobieskiego w Warszawie. Tam dostałam w kość. Walnęli mi prawdę prosto w oczy. W grupie było 8 osób, z kobiet tylko ja i jedna babka. Niestety, już nie żyje. Na początek usłyszeliśmy: zgodnie ze statystykami dwie osoby z waszej grupy przestaną pić, dwie szybko się zapiją, reszta będzie mieć wpadki, wracać na terapię i znów mieć wpadki. Niektóre, wkładając wielki wysiłek w to, żeby wyjść z rynsztoka, przestać pić, latami chodzą na spotkania AA i jakoś udaje im się trzymać z dala od alkoholu, ale bywa, że jak tylko odpuszczą sobie pracę nad sobą, wciąga je jakieś nowe uzależnienie. Już nie wódka ich wciąga, ale na przykład hazard. Żeby nie przejść z uzależnienia w uzależnienie, trzeba wciąż nad sobą pracować. Także nad tym, żeby odbudować relacje z tymi, których się skrzywdziło. Moje dzieci musiały pójść na dwuletnią terapię Dorosłych Dzieci Alkoholików i teraz już jest w porządku, ale co ze mną przeszły, to przeszły. Dotąd, gdy do mnie wpadają, muszę się pilnować, żeby na przykład nie położyć się na kanapie, nie zdrzemnąć, bo jakby mnie zobaczyły taką leżącą, wróciłyby najgorsze wspomnienia. Spaprałam im dzieciństwo, ale teraz widzą, że jestem już innym człowiekiem. Lepszym. Pracującym nad sobą. Codziennie, gdy wstaję, parzę kawę, wychodzę na taras, bez względu na to, jaka jest pogoda, i mówię: „No, Panie Jezu, co dziś fajnego się wydarzy?” W ogóle nie jestem religijna, tylko zafascynowana Pismem Świętym. Wybieram sobie jakiś fragment, czytam. I jest fantastycznie. To taki mój rytuał. Mam wkodowane, żeby każdy dzień tak zaczynać. Właśnie od zachwytu, i od wdzięczności za to, co mam. Za to, że jestem trzeźwa.

 

https://www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/alkoholiczki-z-torebkami-prady-znana-dziennikarka-opowiada-o-swoim-nalogu/em4wf4x?fbclid=IwAR1joH0O063qOPBhuRExjd4u0VJ0-27YdBmjdDdOW3bIkq9AXlu-uJKbLMA

Ryczące czterdziestki na Instagramie!

Dziś będzie o ryczących czterdziestkach.

Andrzej Poniedzielski kiedyś powiedział, że można zmienić kobietę, ale to nic nie zmieni i ma rację.

Tak samo jest już ze mną, że mogę stać się o rok starsza i mogę przestać się dziwić, bo zdziwienie też niczego nie zmieni, bo za dużo już na tym świecie zobaczyłam i praktycznie już nic mnie nie dziwi.

Oto nadchodzi nowa moda w fotografii i w świadomości kobiet, które swe nagie foty wrzucają do Internetu, a najlepszym miejscem jest Instagram, na który sobie w wolnej chwili zaglądam, aby pobyć z wielkim światem i ludźmi na świeczniku i zazwyczaj już nic mnie nie dziwi, chociaż!

Czasami się zastanawiam, ale się nie dziwię, że ludzie rano wstają z myślą – muszę to wrzucić do sieci koniecznie!

Stroją się i malują, robią zdjęcie i siup – hop na Instagrma!

Tak robią prawie wszyscy pracujący w telewizjach wszelakich i z każdego wydarzenia wrzucają foty z pracy – nawet poważni dziennikarze, a także z wyjazdów urlopowych, aby pochwalić się wypadem na ciepłe wyspy, kiedy my tu w Polsce marzniemy! Ich stać, a nas nie zawsze – zwykłych zjadaczy chleba.

Na koniec roku 2018 Lara Gessler – córka słynnej Magdy Gessler – kolorowej i kontrowersyjnej, szukając zainteresowania w mediach pokazała się w całej okazałości – od tyłu z tatuażem na plecach.

Fajna dupencja z tej Lary, ale od tyłu, bo twarzowo już nie za bardzo.

Desperacja i chyba sposób zwrócenia na siebie uwagi, bo tak faktycznie nic w życiu jej nie wyszło i walczy o liczbę lajków, a także być może jakaś gazeta poprosi ją o wywiad, a to już jest coś!

Druga tak odważna, to Anna Mucha znana z jedynego serialu, w którym gra latami, matka dzieciom, także biega po ciepłych plażach z golizną i tu mnie zastanawia, czy jej dzieci oglądają matkę w sieci i czytają komentarze?

Może jeszcze są zbyt małe, ale kiedyś?

Tak samo ma Małgośka Rozenek – znana, że jest żoną Majdana i od sprzątania mieszkań Polek.

Nic mnie nie dziwi podkreślam, ale tak się zastanawiam, czy takie odważne foty nie powinny być w prywatnych albumach, a nie wszystko na sprzedaż?

Panowie są pewnie zachwyceni patrząc na piękne ciałka tych kobiet i mnie to nie przeszkadza, choć zadaję sobie pytanie dlaczego mężczyźni tych kobiet pozwalają na to, że nie jeden prymitywny facet, pod te zdjęcia fantazjuje.

 

– Chcę uczyć ludzi piękna, co nie jest łatwą misją – mówi Lara Gessler w rozmowie z naTemat.

 

Mucha znowu świeci golizną na Instagramie

Awantura o pióropusz lejdi Rozenek. "Mam szacunek dla świata"

SOS – dla małżeństwa!

Znalezione obrazy dla zapytania bliskość senior

Aby nie zgubić po drodze miłości!

To już ponad trzydzieści lat po ślubie, pomyślała i spojrzała nieśmiało na siebie w lustro.

Był wieczór, taki niby jak zawsze, kiedy wieczorem każde z nich szło do swojego pokoju na odpoczynek po całym dniu.

  • O nie, nie może być tak zawsze, do końca życia i poszła do łazienki wziąć wieczorny prysznic.

Ubrała najpiękniejszą koszulę, ułożyła włosy i zrobiła delikatny makijaż.

Spojrzała ponownie na siebie w lustro i stwierdziła, że jest jeszcze fajnie i podobała się sobie.

Wzięła głęboki oddech i weszła do pokoju męża, który czytał w łóżku gazetę.

Spojrzał na nią od niechcenia i nie zauważył jej pragnienia w oczach, a zarazem ogromnego zażenowania.

Stanęła w progu z oczekiwaniem, że zaprosi ją do wspólnego łoża i po prostu przytuli.

  • Chciałaś coś, coś się stało, tylko takie pytanie usłyszała, rzucone za gazety.

  • Nie, nic się nie stało i wycofała się do swojego pokoju, zakrywając załzawioną twarz.

Położyła się w swoim pokoju, pełna tęsknoty za tamtymi latami, kiedy kochali się namiętnie i prawdziwie, a tu już od czterech lat, żyjąc pod jednym dachem, w pięknym mieszkaniu czuje się coraz bardziej samotna.

Pomyślała, że chyba wszystko się już wypaliło i nic ją nie czeka.

Tak bardzo go kocha, a mimo to, nie potrafi mu opowiedzieć, co czuje, co ją uwiera i do czego tak bardzo jeszcze tęskni.

Codzienna rutyna ją zabijała i coraz bardziej czuła się odepchnięta przez swojego kochanego mężczyznę.

O poranku usmażyła kolejny raz mężowi jajko na bekonie, po czym on wychodził do pracy na długie godziny, bez pocałunku i bez grama czułości.

Gdzieś te wszystkie uczucia się zagubiły i to ją okropnie uwierało.

Nie mogła się pogodzić, że być może on już jej nie kocha i go ani troszeczkę nie pociąga.

Przecież nie może tak dalej żyć, wśród niedomówień i pragnienia za czułością, delikatnym dotknięciem, przelotnym pocałunkiem, a o seksie nie wspominając.

Nie może tak być i postanowiła poszukać specjalisty, który pomoże jej odnaleźć się w zaistniałej sytuacji.

Ktoś kto pobudzi ich dwoje do powrotu do siebie, bądź odrzucenia bez względu na wyniki terapii.

Musi to wiedzieć, co między nimi jest jeszcze do ocalenia.

Odda każdy grosz, aby ratować swoje małżeństwo, które po odejściu dzieci z domu, stało się skostniałe, jakby go nie było.

Było by jej łatwiej, gdyby ją opuścił i czułaby się mniej samotna, niż obok niego, który zamknął się w świecie swoich zajęć i rutyny.

Gdyby zechciał jej się zwierzyć z tego, czy ma jeszcze jakieś oczekiwania i pragnienia?

Nie wiedziała o nim nic właściwie i chciała przy pomocy specjalisty na nowo go poznać i rozszyfrować.

Postawiła wszystko na jedną kartę, bo albo się rozstaną, albo na nowo się do siebie zbliżą w oparach nowej namiętności.

Każda kobieta wychodząc za mąż ma swoje oczekiwania i pragnienia.

Każda z nas chce być pożądana przez swojego mężczyznę wybranego spośród miliona innych.

Wychodzimy za mąż, budujemy gniazdo rodzinne, rodzimy dzieci, pracujemy i tak nam ucieka wiele lat.

Nie zauważamy, że obok żyje z nami drugi człowiek, który także ma swoje fantazje i pragnienia.

Jakże często nie rozmawiamy na te tematy, bo wstydzimy się ujawniać nasze najskrytsze myśli.

Mijają lata, dzieci odchodzą z domu i nie potrafimy cieszyć się tą wolnością, przestrzenią, która jest niespodziewanie nam dana.

Codzienne czynności, codzienne przyzwyczajenia zatracają w nas potrzebę bliskości.

Dochodzi do tego także zmiana naszego wyglądu, dodatkowych kilogramów, posiwiałych włosów.

To wszystko oddala nas od bliskich spotkań w sypialni, ponieważ szybko przekreślamy swoją atrakcyjność.

Rezygnujemy z bliskości, obawiając się odrzucenia.

Spoglądamy na siebie w lustro i stwierdzamy, że nie powinniśmy już domagać się seksu, przytuleń, pocałunków.

Oddalamy od siebie swoje oczekiwania, choć pojawiają się nie raz.

Ktoś to wszystko źle urządził, ponieważ kiedy mamy tak wiele czasu na bliskość, odrzucamy ją niejednokrotnie, wstydząc się swoich myśli.

Boimy się rozmawiać o tym z kochanym partnerem i dopóki ktoś z tych dwojga nie przerwie tego przeklętego milczenia, poczujemy nagle, że omija nas jeszcze coś bardzo ważnego w życiu.

Omija nas szczęście jakie może dać nam bliska i kochana osoba z wzajemnością.

Jak to zmienić? Trzeba rozmawiać, a jeśli się nie udaje, trzeba poszukać rady dobrego psychologa, aby nam pomógł przełamać te lody, bo szkoda czasu, ostatniego czasu na miłość.

PS. Moja bohaterka wygrała i jej determinacja sprawiła, że zostały pokonane wewnętrzne obawy przed bliskością, bo sobie założyła, że jeśli on kocha, to do niej mentalnie wróci i przeżyją niejedną upojną noc.

PS. Czytałam w wielu miejscach, że są takie małżeństwa, którym seks nie jest potrzebny, a współżyją ze sobą tylko dla prokreacji i są szczęśliwi i się kochają.

Na tym Świecie wszystko się zdarzyć może i niczemu nie należy się dziwić.

 

Alkoholiczka!

 

Zadzwonił budzik jak każdego poranka, nastawiony wieczorem przez Hanię. Niestety, czas wstawać pomyślała, ale postanowiła poleżeć jeszcze pięć minut. Pięć minut przeciągnęło się do piętnastu i Hania wystraszona, że spóźni się do pracy jak katapulta wyskoczyła z łóżka.

Prysznic i te wszystkie zabiegi kobiece, obowiązkowe każdego poranka miała opracowane do perfekcji. Kiedy skończyła makijaż, przypomniała sobie, że wieczorem wywiesiła na balkon upraną bluzkę, a więc poszła, aby ją zdjąć i przeprasować lekko żelazkiem.

To był moment, kiedy rzuciła okiem dalej niż wisząca jej ulubiona bluzka i stanęła jak wryta. Zauważyła w zaułku oddalonego budynku, między jedną, a drugą klatką, swoją koleżankę z pracy – Beatę.  Siedziały w jednym pokoju w urzędzie. Znały się od roku i bardzo polubiły, a tu taki widok.

Widziała bardzo wyraźnie, że Beata odkręciła małą buteleczkę i wypiła jej zawartość jednym haustem. Postała jeszcze chwilę i wzięła głęboki wdech, a za chwilę odwinęła gumę do życia i skierowała się w stronę miejsca pracy.

Beata przeważnie pierwsza była w pracy i tłumaczyła innym współpracownikom, że cierpi na bezsenność i dlatego jako pierwsza rozpoczynała dzień w urzędzie, robiąc przy okazji wszystkim poranną kawę.

Wszyscy się do tego już przyzwyczaili i pytań było coraz mniej, bo Beata po prostu tak ma i już!

Hania niewiele wiedziała o Beacie, ale ta raz jej się zwierzyła, że jej mąż jest bardzo wymagający i wręcz obsesyjnie perfekcyjny, kiedy ona sama nie przywiązuje wagi do wielu detali i dlatego żyje z mężem jak pies z kotem.

Mąż Beaty wymagał od niej bezwzględnej czystości w domowych kątach i zwracał jej na każdym kroku uwagę, a więc na tym tle dochodziło do ostrych spięć.

Beata nie skarżyła się nikomu, że jej małżeństwo to czyste piekło, z którego nie wiedziała jak się uwolnić, gdyż mąż zawsze twierdził, że nigdy nie da jej rozwodu i jest skazana na niego do końca życia.

Hania zaczęła obserwować Beatę i zauważyła, że jej koleżanka z pracy często wychodzi z torebką do toalety po czym czuła od Beaty zapach alkoholu, tłumiony cukierkami miętowymi.

Hania wiedziała już wszystko – Beata pociąga alkohol przed pracą i w pracy. 

Minęło kilka dni, a Beata wciąż przychodziła do pracy pod wpływem i tylko Hania to już wiedziała na pewno. 

Nie wiedziała, co ma zrobić z tą wiedzą, bo żal było jej koleżanki, która była bardzo dobrą pracownicą i wykonywała swoje obowiązki najlepiej jak umiała.

Petenci ją szanowali za kompetencje, a ona była dla nich zawsze miła i bardzo pomocna, a więc nikt się nie domyślał, że Beata ma problem.

Hania pewnego razu zdobyła się na odwagę i prosto w oczy powiedziała Beacie, że wie o jej problemie.

Rozmowa odbyła się w pokoju, kiedy innych współpracowników w nim nie było.

Beata zrobiła się czerwona, a jej oczy zalały się łzami. Nie wiedziała jak ma się zachować, ale poprosiła, aby Hania nikomu o tym nie mówiła, a ona zrobi wszystko, aby się takie sytuacje więcej nie zdarzyły. 

Hania czuła, że Beata ma poważny problem w swoim życiu, ale uwierzyła koleżance, że stanie na wysokości zadania i więcej do tematu nie wracała, gdyż czuła, że Beacie jest bardzo z tym źle.

Nie chciała jej zdemaskować, choćby ze względu na to, że jak dotąd Beata była świetnym pracownikiem.

Przyszedł okres, kiedy Beata stwierdziła, że musi zostać dłużej w pracy, gdyż musi dokończyć sprawozdanie, aby je przedłożyć nazajutrz przełożonemu.

Wszyscy już wyszli z pracy, a Beata została, ale nikogo to nie dziwiło, gdyż Beata miała takie okresy w swojej pracy, wymagające godzin nadliczbowych.

Nagle w mieście rozległy się syreny karetki jadącej na sygnale w godzinie dość już późnej, a do Hani zadzwonił kolega z pracy, że Beata wpadła pod samochód i jest bardzo ciężko ranna, a najgorsze jest to, że była kompletnie pijana i to była jej wina, że pod ten samochód wpadła.

Hania zamarła po tym telefonie i na drugi dzień wybrała się do szpitala, aby dowiedzieć się jaki jest stan jej koleżanki.

Lekarze nie chcieli z nią rozmawiać, ale po znajomości dowiedziała się, że Beata jeśli przeżyje i wybudzą ją ze śpiączki, już nigdy nie stanie na własnych nogach.

Czeka ją wózek i prawdopodobnie rehabilitacja nie przyniesie oczekiwanej poprawy.

Mijały miesiące i Beata otrzymała grupę inwalidzką. Zniknęła wszystkim z oczu i zapadła się jakby pod ziemię i tylko Hania wie, że mąż Beaty złożył pozew o rozwód i ją zostawił z tym nieszczęsnym wózkiem!

Dom wypełnia nie żona, a kobieta. Autorka: Gabriela Zapolska

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Przed Świętami Wielkanocnymi,  jakoś krytycznie popatrzyłam się na moje fotele w pokoju telewizyjnym i śniadaniowo – obiadowym.

Niby jeszcze nie stare, ale jakieś brzydkie fotele mi się wydały, a może opatrzyły.

Powiedziałam do Męża, że czas je wymienić, albo odnowić tapicerkę.

Zrobiliśmy więc rozeznanie i okazało się, że zmiana tapicerki kosztuje tyle samo, co zakup nowych mebli.

Wskoczyłam więc do Internetu i zamówliśmy dwa fotele pod kolor mebli i ścian.

Zamówiliśmy je  telefonicznie i po dwóch tygodniach mamy nówki w moim pokoju.

Są to fotele typu Finka i naprawdę za dwa zapłaciliśmy tyle samo, jak gdybyśmy dali stare do renowacji.

Mężowi stare fotele nie przeszkadzały, ale jak to kobiecie – od czasu do czasu zachciewa się zmian w domu.

Piszę o tym dlatego, że dzisiaj robiąc coś w kuchni wyjrzałam przez okno.

Zauważyłam młodą kobietę, która zakupiła cudną paprotkę do swojego domu i tak sobie pomyślałam, że każda kobieta – młoda, czy też starsza chce mieszkać ładnie i schludnie.

To my kobiety dekorujemy Mężom i Rodzinie mieszkania i staramy się o to, aby stworzyć ciepłą i domową atmosferę.

Kobiety mają taki zmysł do urządzania domu za pomocą jakiś tam bibelotów, wazoników, koszyków, albumów, książek, aby tylko stworzyć ciepłe, domowe gniazdo.

To my kobiety swoim mężczyznom wskazujemy miejsce, gdzie ma zawisnąć dany obraz i to my dekorujemy okna i sadzimy kwiaty w ozdobne donice, a także ustawiamy lampki oświetleniowe i wybieramy żyrandole.

Jednak ja tu muszę pochwalić mojego Męża, bo bardzo często, to On pod moje dyktando coś zakupuje i w zasadzie jestem z tego zadowolona.

Może krzywdzę mężczyzn swoją opinią, bo wiem, że wielu z nich ma podobny do kobiet dar w dekoracji mieszkania i wcale nie odstają gustem od kobiet.

Mam więc takie pytanie?

Jakim jesteś mężczyzną, bo czy zdajesz się na wybory żony, partnerki, czy sam potrafisz trafić w jej gust?

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

STOP – przemocy wobec kobiet!

Zdjęcie użytkownika Choszczno i okolice w obiektywie.

Jestem już niestety seniorką jak to pięknie brzmi i zdaje się, że zamknęłam tamten rozdział w swojej głowie.

Nie myślę już tak często o tym, jak byłam bita przez swojego Ojca, który już nie żyje od 1997 roku.

Niby się już nie babrzę w tym temacie i nie rozdrapuję tamtych ran, które tak przez wiele lat mojej młodości były bolesne i czasami nie do zniesienia.

Ojciec mnie bił, bo posypała mu się zawodowa kariera w czasach PRL-u i nie potrafił znaleźć innego sposobu na życie i zaczął chlać jak szewc.

Alkohol sprawił, że z mądrego faceta zamienił się w bestię i nie panował nad swoimi instynktami.

Najbardziej dostawałam kiedy broniłam Mamy, którą winił za swoje nieudane życie.

Kiedy mu się stawiałam, to brał w rękę, co popadnie i bił do siniaków.

Raz chwycił drewnianą pałkę i nią mnie walił po głowie, a innym razem chwycił za nóż i przysadził się za moimi plecami.

Gdyby nie szybka reakcja Mamy, to bym padła trupem w kuchni.

Krzyczał do mnie – nastolatki, że nigdy do niczego w życiu nie dojdę, choć byłam wzorową uczennicą, a on nigdy nie pojawił się w szkole na wywiadówce.

Zgasił we mnie poczucie własnej wartości, tuż na starcie wchodzenia w dorosłe życie.

Sprawił, że za wcześnie stałam się dorosłą zamiast radosną nastolatką.

Moje koleżanki wciąż się śmiały z byle czego, a ja się usuwałam w kąt tak bardzo smutna i zahukana.

Kiedy Ojciec tak szalał, to wybijał w domu wszystkie szyby w drzwiach, kredensie i łamał inne sprzęty w swojej zwierzęcej furii.

Nie mogłam nikogo zaprosić do domu, gdyż po prostu się wstydziłam.

Wstydziłam się tego, że nie mam sprzyjającego domu do nauki, oglądania telewizji, swojego kąta.

Nigdy nie wiadomo było kiedy on wkroczy i trzeba było podpierać drzwi, aby w nocy nas nie pozabijał.

Kiedy miałam 17 lat postawiłam się Mamie i poprosiłam, aby w końcu wzięła z Ojcem rozwód, bo wszystkie kiedyś znajdziemy się na cmentarzu.

Tak się stało i Mama z nami odeszła od Ojca do innego mieszkania – malutkiego i od tej pory przestałam się bać razów!

Kiedy wyszłam za mąż, to Ojciec mieszkał w innym mieście.

Kompletnie sobie nie radził, a więc jeździłam do niego, aby mu posprzątać chociaż mieszkanie.

Setki petów na podłodze, brudne gary i pościel. Sprzątałam i prosiłam aby się ogarnął.

Niestety, ale w pewnym momencie musiałam załatwić mu Dom Opieki Społecznej, w czym pomógł mi pewien lekarz. Wydłużyłam  mu życie o 7 lat, spokojnych lat w cieple i pełnej misce, a potem On zdecydował skrócić sobie życie!

Piszę o tym dlatego, że dziś w moim mieście odbyła się akcja w celu przeciwdziałania przemocy wobec kobiet.

Ta akcja utrwalona jest na filmiku, który nakręcił mój Mąż na moją prośbę, a ja się otworzyłam na moje smutne wspomnienia i się poryczałam, bo tamto wróciło!

Jutro będzie dobry dzień i wiecie co?

1 kobieta w Polsce na 8 doznaje codziennieJ przemocy w zaciszu domowego ogniska.

Te kobiety są systematycznie bite i jakże często trwają w takich związkach, bo nie mają dokąd odejść.

Aby być uczciwą w swoich osądach, to statystyki pokazują, że coraz więcej kobiet stosuje przemoc wobec swoich partnerów i to jest nowy trend w stosunkach między jedną, a drugą płcią!

 

 

Niech zasznurują jeszcze kobietom „cipki”!

Kiedyś, w dobrych czasach jako młoda kobieta i jak każda kobieta, musiałam korzystać z usług lekarza – ginekologa.

Taka wizyta oczywiście była stresująca, ale prosta do wykonania.

Szło się i czekało w kolejce na swoją kolej. Czasami długo to trwało w zależności od liczby pacjentek, ale zostało się przyjętym.

Ale to było kiedyś, kiedy Państwo dbało o polskie kobiety, a nie tak  jak teraz!

Zamiast ułatwiać kobiecie, to w czasach dzisiejszych robi się wszystko, by te kobiety zniechęcać do profilaktyki i badań.

Teraz trzeba się zapisywać na listę i czasami na wizytę czeka się tydzień, albo i dłużej. Przynajmniej tak jest w mojej miejscowości.

Kobieta obecnie ma utrudniony dostęp w NFZ do jakże ważnego lekarza.

Co się dzieje, kiedy kobieta potrzebuje tej wizyty na cito? Idzie badać się prywatnie i słono płaci.

Lekarz prywatnie wypisuje receptę bez zniżki, czyli bez refundacji i kobieta musi zostawić w aptece znowu spore pieniądze.

Tak się zastanawiam nad tym, że w Sejmie zablokowano tabletkę „Dzień po” i teraz jest ona dostępna na receptę.

Ta tabletka ma takie działanie, że trzeba ją wziąć do 72 godzin po niefortunnym stosunku, czy przypadkowym seksie.

Ta tabletka potrzebna jest kobiecie, kiedy nie chce mieć dziecka, a antykoncepcja w postaci prezerwatywy zawiodła – np.

Ta tabletka ma takie działanie, że nie dopuszcza do zapłodnienia, a nie jest tabletką wczesnoporonną!

Ta tabletka ratowała życie wielu kobietom, które w wyniku gwałtu mogły zajść w ciążę. Nawet gwałtu ze strony męża!

I chwała medycynie za to, że taka tabletka się pojawiła.

Niestety, ale w obecnej sytuacji kobieta ma długą drogę do uzyskania recepty na tę tabletkę, bo skoro są zapisy do lekarza, to czas działa na niekorzyść kobiety. Może być za późno!

Każda kobieta ma prawo do samodzielnego podejmowania decyzji, czy chce mieć dziecko, czy nie i ta tabletka sprawiała, że kobieta miała jakieś wyjście, ale nie teraz!

Kiedy PiS doszedł do władzy, to mnożą się listy lekarzy z klauzulą sumienia i mnożą się farmaceuci, którzy takiej tabletki nie sprzedadzą i koło się zamyka!

Urodziłam się wcześnie i dobrze, bo w ciążę już nie zajdę, ale współczuję młodym kobietom żyjących w tych czasach, kiedy mają wszystko pod górkę!

To nie jest kraj dla młodych kobiet i martwię się, co z nimi będzie!

Ale to nie wszystko, bo:

Ustawa Katolickich Farmaceutów już w Sejmie. Aptekarz nie sprzeda leku, jeśli to „niezgodne z jego sumieniem”

Stowarzyszenie Farmaceutów Katolickich Polski złożyło w trybie petycji projekt ustawy o klauzuli sumienia dla aptekarzy. Aptekarz może nie sprzedać leku, gdy uzna, że to niezgodne z jego sumieniem. W grę wchodzi także sumienie „właścicieli i wspólników prowadzących aptekę”. Stowarzyszenie lansuje koncepcję „aptek pro-life”, bez środków antykoncepcyjnych

Projekt ustawy jest inicjatywą obywatelską, złożoną w trybie petycji. Oznacza to, że projektu nie musi popierać 100 tys. obywateli i ich podpisy nie muszą zostać dołączone do petycji. Z drugiej strony petycja nie musi zostać w ogóle rozpatrzona przez Sejm. Projekt katolickich farmaceutów został już (26 maja) skierowany do komisji ds. petycji. Zdecyduje ona, czy projektem zajmie się Sejm.

Trudno się dziwić, że wnioskodawcy wykorzystali tę ścieżkę legislacyjną. Pod projektem udało się zebrać zaledwie 14,5 tys. podpisów. A potrzeba 100 tys., by projekt złożyć w trybie inicjatywy obywatelskiej.

 Stowarzyszenie Katolickich Farmaceutów, do którego należy 500-800 spośród ok. 25 tys. polskich farmaceutów, chce, by do siedmiu przypadków, w których aptekarz nie musi wydać leku, dodać jeszcze jeden: „wydanie produktu leczniczego jest niezgodne z sumieniem farmaceuty, technika farmaceutycznego, lub przedsiębiorcy prowadzącego jednoosobową działalność gospodarczą, w ramach której prowadzi aptekę, albo wspólników prowadzących aptekę” (na ilustracji „patronka stowarzyszenia błogosławioną Marię Sagrario, farmaceutka i karmelitanka hiszpańska zamordowana przez komunistów w 1936 roku”).

zobacz siedem przypadków, kiedy farmaceuta może odmówić sprzedaży leku
Katoliccy farmaceuci proponują też, by uzupełnić zapis z ustawy prawo farmaceutyczne: „apteki ogólnodostępne są obowiązane do posiadania produktów leczniczych i wyrobów medycznych w ilości i asortymencie niezbędnym do zaspokojenia potrzeb zdrowotnych miejscowej ludności”. Chcą, by dodać tu wyjątek, że „od tego obowiązku można odstąpić, jeżeli wydanie produktu leczniczego jest niezgodne z sumieniem farmaceuty lub przedsiębiorcy (…) lub wspólników”.

Farmaceuci uznają, że brak takiej możliwości w polskim prawie łamie wolność sumienia, chronioną przez Konstytucję RP. Twierdzą, że farmaceuci są zastraszani i zwalniani z pracy, gdy odmówią sprzedaży środków antykoncepcyjnych lub pigułki „dzień po”. Rysują wstrząsający obraz dyskryminacji: „Nie tylko pracownicy aptek, ale również właściciele aptek, którzy pragną, by ich apteka była prowadzona z poszanowaniem wymogów sumienia są narażani na szykany, prowokacje oraz są przymuszani do dystrybucji środków, które ze swej natury nie służą zdrowiu, ani życiu”.

Wnioskodawcy powołują się przy tym na Konstytucję RP (art. 53), Międzynarodowy Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych (art. 18), Konwencję o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (art. 9) i Kodeks Aptekarza RP. Autorzy przypominają opinie Biura Analiz Sejmowych sporządzone na wniosek Jarosława Sellina (20 marca 2011) i Jacka Żalka (10 maja 2012).

Karolina Kędziora z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego podkreśla, że „dyrektywy unijne, które obowiązują też Polskę, zakazują dyskryminacji ze względu na płeć w dostępie do dóbr i usług, a taka ustawa byłaby formą dyskryminacji. Prawo dotknęłoby szczególnie kobiety z małych miejscowości.

To drastyczne obniżenie standardów w dostępie do dóbr i usług. Poza tym, to nie farmaceuta ma wiedzę dotyczącą stanu zdrowia pacjentki i tego, jakiego leku jej potrzeba, ale lekarz, który wystawia receptę”.

Komitet Bioetyki: farmaceuci nie podejmują decyzji
Na gruncie obecnego prawa nie ma opisuje czegoś takiego jak klauzula sumienia dla farmaceutów. To właśnie autorzy projektu chcieliby zmienić. Komitet Bioetyki PAN uzasadniając swoje stanowisko w sprawie aptekarzy i farmaceutów zaznaczył:

„Wykonywanie tych zawodów (w szczególności realizowanie recept) nie wiąże się z osobistym podejmowaniem czynności, które bezpośrednio godzą bądź stanowią bezpośrednie i realne zagrożenie dla określonego dobra”. Farmaceuta – w odróżnieniu od lekarza – nie podejmuje decyzji o leczeniu, bo zażycie leku pozostaje w gestii pacjenta. Ostatecznie to on podejmie działanie, zgodnie ze swoim sumieniem.

W sprawie klauzuli sumienia dla aptekarzy do Głównego Inspektora Farmaceutycznego pisał w kwietniu 2017 Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar: „Zgodnie z przekazami medialnymi w Polsce pojawiają się apteki nieprowadzące sprzedaży środków antykoncepcyjnych z uwagi na powoływanie się przez farmaceutów w nich pracujących na „klauzulę sumienia”. W mojej ocenie takie praktyki pozostają w sprzeczności w obowiązującym prawem i mogą prowadzić do ograniczenia praw pacjenta do świadczeń zdrowotnych”. Rzecznik poprosił GIF o stanowisko i ewentualne dane o skali zjawiska.

GIF: farmaceuta może odmówić
W odpowiedzi Główny Inspektor Farmaceutyczny stwierdza, że określenie „klauzula sumienia”, które umożliwiałoby odmowę sprzedaży leku, nie funkcjonuje w polskim prawie. Jednocześnie jednak „Konstytucja RP przewiduje jako jedną z najważniejszych i podstawowych wolności gwarantowanych przez ustawę zasadniczą wolność wyrażania swoich poglądów, myślenia czy wolność sumienia. Należy podkreślić, iż wolność słowa, wolność myśli czy wolność sumienia są wolnościami koniecznymi, bez których prawa i wolności człowieka byłyby mocno ograniczone.

Mając na uwadze poszanowanie praw jednostki w świetle ustawy zasadniczej jaką jest Konstytucja, właściwym wydaje się dopuszczenie możliwości odmowy przez farmaceutę sprzedaży leków antykoncepcyjnych powołującego się na „klauzulę sumienia” przy czym przedsiębiorca prowadzący aptekę, u którego taka sytuacja występuje, musi zapewnić sprzedaż produktów leczniczych antykoncepcyjnych przez innego farmaceutę”.

W proponowanym przez katolickich farmaceutów prawie nie ma nawet tej furtki – aptekarz nie ma obowiązku zapewnić klientowi sprzedaży leku np. przez innego farmaceutę.

Konsekwencją nowego prawa będzie nie tylko drastyczne ograniczenie dostępu do środków antykoncepcyjnych, szczególnie w małych ośrodkach, ale także dowolna interpretacja zapisów. „Produkty niezgodne z sumieniem farmaceuty” mogą oznaczać wiele różnych leków, także środki przeciwbólowe, czy leki, które mogą być wykorzystywane jako środki psychoaktywne.

 

https://oko.press/ustawa-katolickich-farmaceutow-juz-sejmie-aptekarz-sprzeda-leku-jesli-niezgodne-sumieniem/