Archiwa tagu: kochanka

Kochanki i ich córki!

Jerzy żałował, że zdradzał swoją żonę. Teraz żałował najbardziej, kiedy leżał w hospicjum i był podłączony rurkami to tych wszystkich kroplówek, które pozwalały mu przeżyć jeszcze jeden dzień.

Leżał na łóżku wpatrzony w okno, za którym kołysały się wesoło liście na drzewach już lekko zbrązowiałe i wiedział, że ta jesień będzie dla niego ostatnią jesienią. Czuł, że koniec się zbliża, bo lekarze zrobili już wszystko, by ratować mu życie.

Patrzył w okno i żałował, że był na tyle głupi i zachłanny na przeżywanie swojego życia wbrew wszystkim przykazaniom i przysiędze, jaką składał podczas ślubu swojej żonie. Przysięgał wierność i te ważne słowa, że nie opuszczę cię, aż do śmierci. Było wesele i był taki szczęśliwy, że spotkał na swojej drodze tak ładną i mądrą kobietę. Obsypywał ją pocałunkami, a wyglądała w pięknej białej sukni  tak niewinnie, a w jej oczach widać było wielką miłość do niego.

Urodziły im się dzieci i jego żona poświęciła się dla nich całkowicie. Była bardzo dobrą matką, która macierzyństwo przedłożyła nad karierę zawodową. Myślała sobie, że wróci do pracy kiedy już dzieci podrosną. Tak bardzo zaangażowana w rodzinę nie zauważyła, że…

Jerzy przychodził do domu coraz później. Nadmiernie zaczął ją okłamywać i nie raz i nie dwa wracał do domu z zapachem innej kobiety. Zaczął o siebie dbać bardziej i zmienił garderobę na taką bardziej wyluzowaną. Kłamał, że jedzie w delegację, a szedł do tamtej, a kiedy pytała, odpowiadał pokrętnie i plątał się.

W końcu się dowiedziała i ta wiadomość spadła na nią jak grom z jasnego nieba. Miała żal, że była tak bardzo ślepa i tak długo dawała się oszukiwać.

Dziecko sobie zrobił z tamtą i to był gwóźdź do trumny, ponieważ tego nie była w stanie już wybaczyć. Mogła wybaczyć jednorazowy skok w bok, ale nie będzie się z nim dzieliła z tamtą i wniosła sprawę o rozwód i alimenty na dzieci.

Jerzy po rozwodzie nie związał się ze swoją kochanką, bo się wystraszył. Był ojcem jej trzeciego dziecka i nie miał w sobie siły, aby wychowywać nie swoje dzieci. Uciekł i nie brał udziału w wychowaniu swojej córki. Wyjechał i przesyłał alimenty regularnie, choć od czasu do czasu, spotykał się z córką na gruncie neutralnym i zdawało by się, że ma dobry kontakt z nią.

Mijały lata i Jerzy związał się z drugą kobietą. Ta też miała córkę z pierwszego małżeństwa. Mąż tej drugiej się powiesił, a więc była wolna. Spotykali się na seks i nie wiedział do końca, czy chce z nią się związać. Córka kochanki okazała się ćpunką i to też Jerzego wystraszyło. Nie chciał walczyć z nie swoim dzieckiem i nigdy nie zdecydował się, aby zamieszkać razem ze swoją kobietą. Przerosły go problemy i walka o córkę kochanki, która ćpała i uciekała z domu. Próbował do tego dziecka po męsku dotrzeć kilka razy i chyba dziewczyna go polubiła, ale mimo to, Jerzy wolał mieszkać sam.

Czasami spotkał się ze swoimi biologicznymi dziećmi, które były bardzo dobrze wychowane i zgadzały się na te spotkania, ale nigdy mu nie wybaczyły, że tak bardzo skrzywdził ich matkę, która z nikim innym się nie związała. Były już duże i świetnie się uczyły, bo zaraz po skończeniu średniej szkoły dostały się na studia mimo, że nie było im lekko z finansami. Jednak ich matka marzyła, aby jej dzieci wyrosły na wykształconych ludzi i wszystko robiła, aby tak się też stało. Pracowała ciężko, by jej dzieciom zapewnić dobry start w dorosłe życie.

Kiedy Jerzy zachorował, odwiedził go kolega. Jerzy się zwierzył, że będzie umierał sam, bo nikt go z pewnością nie odwiedzi. Mógł mieć obok siebie bliskich, ale to zniweczył i wszystko popsuł. Będzie umierał sam, ponieważ nikomu nie dał od siebie miłości i musi za to zapłacić. Podczas rozmowy wyszło, że córka jego pierwszej kochanki związała się ze złodziejem i robią skoki na sklepy i praktycznie z tego żyją. Żyją z kradzieży i towar sprzedają pokątnie za pół ceny. Natomiast córka jego drugiej kochanki jest prostytutką na niemieckim terenie, bo przecież, skoro nie skończyła żadnej szkoły, to z czegoś musi żyć!

Jerzy patrzył w to okno, za którym kołysały się brązowe liście, podłączony do tych wszystkich rurek i wiedział, że tej jesieni już nie przeżyje. Kiedy tak patrzył, do pokoju weszły jego biologiczne dzieci. Przyszły, aby się z nim pożegnać, a on ze łzami w oczach, prosił je o wybaczenie!

Na pogrzeb przyszła żona Jerzego i jego prawdziwe dzieci. Położyli na grobie trzy białe lilie i zapłakali na swoim losem. Nikt, nigdy nie widział, aby Jerzego grób odwiedziły jego, dwie kochanki.

Jeden wyskok jej męża, a życie jej się wali!

Zofię ta zdrada bolała jak diabli i miała na nią niezbite dowody. Nie wiedziała, co z tą wiedzą zrobić, bo tak bardzo bała się jego reakcji. Może ją zostawi, a może będzie błagał o przebaczenie i danie mu drugiej szansy. Bała się cholernie rozmowy z nim, że wszystko wie, choć dowiedziała się ostatnia w mieście. Jakie to typowe, że żony dowiadują się na szarym końcu, że ich mężowie cichaczem spotykają się ze swoimi kochankami. Nie ona pierwsza i nie ostatnia, ale ją to szczególnie ubodło – tak myślała.

Po kątach płakała i myślała, że może się zabić i po prostu uwolnić się od tego upokorzenia. Przecież wszyscy wiedzieli i szeptali za jej plecami, a więc bała się spojrzeń ludzkich i ukradkiem przemykała się po mieście, aby dojść do pracy i zrobić szybko zakupy.

Zauważył, że jest z nią coś jest nie tak, bo nagle w domu zrobił się bałagan i brakowało gorących obiadów. Nagle jego żona była leżąca i odwrócona plecami do całego świata, za zamkniętymi drzwiami i to milczenie, które do niej było niepodobne. Zawsze była taka radosna i od progu opowiadała, co się jej w ciągu dnia wydarzyło, a tu taka zmiana!

Domyślał się, że chyba Zofia już wszystko wie, ale też się bał rozmawiać na ten temat. Nie tłumaczył się i czekał.

Pewnego dnia kupił jej kwiaty, choć wciąż się bał do niej podejść i otworzyć te zamknięte drzwi, za którymi się skryła na kilka, zbyt długich dni.

Nie wytrzymała i rzuciła mu tymi kwiatami w twarz i kazała się wynosić.

– Pakuj się natychmiast i nie chcę cię tu dłużej widzieć. – Wynoś się do tej swojej kochanki i nie okłamuj mnie więcej, bo ja ci tego nigdy nie wybaczę i wiesz co? Cieszę się, że nie mamy dzieci, bo tak mi jest łatwiej i sobie sama poradzę bez ciebie.

Wywaliła jego ubrania z szafy i pakowała je do walizki jak leci. Buty jego wrzuciła do worka i wszystkie jego kosmetyki wylądowały na przedpokoju.

Patrzył na nią przerażony i nie wiedział jak się zachować, kiedy jego rzeczy wylądowały na klatce, a ona pokazała mu całą sobą, gdzie są drzwi.

Wyszedł i pozbierawszy to, co leżało na klatce, nie wiedział, co dalej ma począć, bo przecież nie pójdzie do kochanki, skoro ona ma trójkę dzieci. Nie chciał im robić za ojca, a więc poszedł do kumpla, aby go przetrzymał parę dni, aż sobie czegoś nie znajdzie.

Kumplowi opowiedział, że to był jednorazowy wybryk, przy alkoholu i tamta go omotała i tak znalazł się u niej w łóżku, ale nic do niej nie czuł i nie czuje i się siebie brzydzi, że zdradził Zofię z kobietą polującą na facetów, bo taką miała naturę. Zwierzył się, że nawet dokładnie nie pamięta jak mu było z nią w łóżku i wszystko stało się tak szybko, że kiedy rano się u niej obudził i zauważył, że  zmyła makijaż, a jej twarz i dekolt były pełne siarczystych piegów i poczuł od razu do niej niechęć, bo zupełnie nie była w jego guście i nie mógł sam siebie zrozumieć, co mu się w niej podobało.

Znalazł kawalerkę i tak żył samotnie przez parę miesięcy. Nie kontaktował się z Zofią. Nie śmiał jej prosić o przebaczenie, gdyż zbyt ją kochał, aby dokładać jej i ją nachodzić. Cierpiał i tęsknił ogromnie, lecz nie miał śmiałości, bo koledzy mu mówili, że Zofia się jako tako podniosła, ale nikomu się nie zwierzała. Ukryła się w swoim świecie. Zapisała się na basen i tam spędzała z innymi kobietami swój wolny czas. Pokazywała światu, że wszystko sobie już poukładała, choć wieczorami bardzo za nim tęskniła, wtulając się w jego poduszkę, która nim jeszcze pachniała.

Pewnej, samotnej niedzieli, tuż po porannej kawie Zofia usłyszała, że ktoś puka do drzwi. Kiedy otworzyła, zobaczyła na progu kolegę swojego męża. Powiedział, że chce kilka chwil z nią porozmawiać.

– Nie mogę patrzeć jak marnujecie swoje życie – rzekł i opowiedział całą historię zdrady jej męża. Powiedział, że powinni się zejść, bo się wciąż kochają, a tamta kobieta, to była jedna, wielka pomyłka i ona nie powinna rozdzielać dwoje ludzi, którzy nie widzą poza sobą świata. Zostawił adres do męża Zofii, napisany już wcześniej na kartce i wyszedł.

Dała jej ta rozmowa wiele do myślenia, ale nie miała odwagi zapukać do drzwi swojego, wciąż męża. Sprawa była dość świeża i wciąż się nie zabliźniła w jej sercu. Postanowiła dać sobie jeszcze czas, aby to wszystko poukładać w jedną całość i nie stać było ją jeszcze na wybaczenie.

Pewnego dnia znów ktoś zapukał i Zofia zdziwiona otworzyła drzwi, a była zdziwiona, bo w zasadzie nikt jej w domu nie odwiedzał, gdyż zerwała wszelkie towarzyskie kontakty. Chciała mieć w swoim domu spokój.

Otworzyła od nie chcenia drzwi i zobaczyła tą piegowatą kobietę, która pod warstwą pudru ukrywała swoje piegi. Była umalowana dość dziwacznie i usta miała podkreślone niezdarnie konturówką. Była taka komiczna i tak strasznie prosta z przepalonym głosem i przepitym.

– Przyszłam, by pani powiedzieć, że jestem w ciąży z pani mężem! Nie wiem, gdzie on się teraz podziewa, ale informuję panią, że podam go o alimenty, bo skoro zrobił mi dziecko, to ja będę musiała je wychować, a nie usunę, gdyż jestem katoliczką i moja wiara zabrania mi takich czynów.

Zofia stała jak wryta i odjęło jej mowę. Słuchała oto kobiety, która określa się jako katoliczka, która zaprasza żonatych do łóżka, ale jedno, co nagle przyszło jej do głowy, to jej zatrzasnąć przed nosem drzwi i kazać się wynosić i tylko wykrzyknęła, że kurwa nie ma prawa nachodzić ją, w jej domu i niech zrobi badania DNA, bo nie wierzy, że jej mąż jest ojcem jej dziecka i zatrzasnęła z impetem przed nosem tamtej drzwi.

Sięgnęła po adres, jaki zostawił jej kolega męża i poszła do niego z podniesioną głową i już była pewna, że chce się z nim zestarzeć, a badania DNA zaprzeczyły ojcostwa tamtego dziecka!

Dwie kobiety, dwie zdrady – opowiadanie

Poszedł jak zwykle do pracy na wieczorną służbę i kiedy układała się do snu, położywszy dzieci, nagle zadzwonił telefon. Zdziwiła się, że o tej porze ktoś do niej dzwoni.

– Halo jesteś? – Tak, a co chodzi, spytała poznawszy, że dzwoni ciotka plotkara.

– Posłuchaj uważnie, bo już dłużej nie mogę milczeć. Wiem, że twój mąż przebywa często, gęsto u tej, co mieszka na głównej ulicy. Oni się tam wspaniale zabawiają, no wiesz alkohol i oczywiście seks i mówię ci o tym dlatego, że to trwa już dłuższy czas. Tam odbywają się orgie i czas temu postawić kres – słuchasz mnie, grzmiało z słuchawki,bo ciotka się nie hamowała nigdy, gdy jakąś plotkę dorwała.

– Że co? Wyjąkała w słuchawkę zdenerwowanym głosem. – Gdzie jest to mieszkanie, spytała.

– Poczekaj, mam zapisany adres, a więc nr domu 34b/6 i idź tam prędko, bo może nie jest jeszcze na późno i pamiętaj, że nic ci nie mówiłam, no to cześć i działaj kochana. Dobrej nocy.

Zdjęła z wieszaka pierwszy lepszy ciuch i nie przebierając nawet dolnej pidżamy poszła pod wskazany adres. Nie było to daleko i na szczęście ulica była pusta, a więc nikt nie widział, że jest w pidżamie. Podeszła pod okna i z pierwszego piętra dopływała muzyka, było dość głośno. Poznała rozweselony głos swojego męża i ją sparaliżowało. Nie wiedziała, co ma począć. Iść i zrobić awanturę, czy sama nie wiedziała co? Usiadła na stopniu i zapaliła papierosa, który miał ją uspokoić, a u góry było coraz głośniej i słychać było, że towarzystwo świetnie się bawi.

Nie weszła na górę, bo się wstydziła, a może nie ręczyła za siebie. Wróciła do domu i do rana nie zmrużyła oka. Kiedy sięgała w łazience po zapasowe mydło, z kubeczka wyleciały prezerwatywy, a ona przecież zabezpieczała się tabletkami. Wszystko ułożyło się jej w całość i już wszystko wiedziała.

Kiedy wrócił, zaczął kręcić i się tłumaczyć, że to tylko koleżanka, której załatwił ważną sprawę i dlatego go zaprosiła,  ona w to nie uwierzyła, albo chciała uwierzyć.

Ogarnęła się i poszła do tej kobiety, a kiedy zapukała, otworzyła jej brunetka w ciąży, lekko jeszcze wstawiona.

– Musimy porozmawiać, kategorycznie zażądała i proszę mi powiedzieć, czyje to będzie dziecko.

– To nie pani sprawa, śmiało i z impetem wypowiedziane słowa, mocno ją uderzyły.

– Proszę napisać mi oświadczenie, że nie jest to dziecko mojego męża i za kilka miesięcy nie będzie miał mój mąż sprawy o alimenty. Tak chcę się zabezpieczyć, rozumie pani.

Odmówiła, a więc się bała i za kilka miesięcy jej mąż zawisł na wokandzie o alimenty na być może swoje dziecko.

Nie wywaliła go z domu, bo sama miała z nim dzieci, a wyprowadzić się nie chciał. Żyli jak pies z kotem, nie odzywając się do siebie, a tamta urodziła i dalej się świetnie bawiła z tym, że już bez jej męża.

Postanowiła dać mu szansę, ale nie mogła poradzić sobie z emocjami. Zaczęła pisać w sieci z pewną młodą kobietą, na babskim forum, która przeszła dokładnie to samo. U niej minęły cztery lata od zdarzeń i mimo, że strasznie to przeżyła dała mężowi szansę.

Było ciężko, bo przeszła szpital psychiatryczny i w czasie jej leczenia, mąż bardzo się o nią martwił i klękał, że nigdy więcej jej nie skrzywdzi, a teraz, po latach nie żałuje, że dała mu kredyt zaufania, bo jest najszczęśliwszą kobietą pod słońcem.

Pisały, a ona wylewała w jej rękaw wszystkie swoje zmory i wątpliwości, aż spotkały się w realu i długo trwało ich spotkanie, bo przegadały całą noc i cały dzień i opłaciło się, bo zrozumiała mechanizm męskich wyskoków. Tamta była młodsza, a jakby bardziej doświadczona, a może dlatego, że była po studiach psychologii i do tematu podeszła z innej strony, bardziej naukowej. Postawiła jej fundamentalne pytanie, czy nadal kocha męża i wiedziała, że kocha do granic wytrzymałości, a więc postaraj się zapomnieć, bo tamta tylko będzie się cieszyła, że do niej się przeprowadzi, a gdy zostanie z żoną, będzie gryzła pazury.

Minęły cztery lata i ten niewdzięczny mąż stara się jak głupi, aby zatrzeć ślady dawnej zbrodni i robi wszystko, aby była najszczęśliwszą kobietą pod słońcem i tak pozytywnie skończyła się sprawa, dwóch kobiet i dwóch zdrad.

Morał z tego taki, że kochani zazwyczaj zostają same, bez skradzionej miłości, bo żony cechuje większa mądrość i rozwaga i dlatego mężowe zostają przy tych mądrych, a najwyżej głupsze tylko pukają, ale jak świat, światem tak było i będzie, że pierwsza miłość nie rdzewieje, a te samotne kochanki zostają w każde święta same licząc na marny telefon  który nagle dzwonić przestaje i tym się różnią, bo kochanki gryzą tylko psy i wyrzuty sumienia, choć nie zawsze  he he.

Myślałam, że on pani nie kocha!

Myślała, że zwariuje, kiedy odczytała sms – a o treści:

– Myślałam, że jemu na pani nie zależy i ciągnęłam ten romans 4 lata. On obiecywał, że się z panią rozwiedzie, a teraz zostawił mnie. Chcę się z panią spotkać, aby obnażyć jego w pani oczach. Mam nadzieję, że nie wybaczy mu pani tego i ja się zemszczę. Proszę o kontakt.

Przeczytała i ugięły się pod nią nogi. A więc to tak! Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedziała na wychowawczym z ich dwiema córeczkami. Była taka cierpliwa i podsuwała po nos wszystko, co najlepsze, bo przecież jest przemęczony i pracuje ciężko na ich rodzinę.

Odpisała, że zgadza się na spotkanie i chce wiedzieć wszystko! Do kawiarni weszła wysoka i zgrabna brunetka, całkiem ładna, gdy ona była rasową blondynką, jego ukochaną blondynką. Dowiedziała się, że obiecał się rozwieźć i pozostawić rodzinę, bo żyć bez brunetki nie może, a do tego ten seks nieziemski, jakiego żona mu nigdy nie dała. Obiecywał kupić mieszkanie i zamieszkać z brunetką, a na dzieci będzie płacił alimenty. Brunetka naciskała na rozwód, ale on zwlekał i w końcu powiedziała – dość, bo wciąż zwlekał, a ona nie chciała kolejny raz spędzać samotnie świąt.  Okazało się, że on wciąż kocha żonę i jakoś trudno mu rozstać się z dziećmi.

Dość! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradzał panią w każdą nadarzającą się okazję. Umawiali się w hotelach, a także jeździła z nim w delegacje namiętnie spędzane. Obsypywał ją prezentami i na nic jej nie żałował. Brunetce nie zamykała się buzia, bo w ciągu krótkiej chwili chciała opowiedzieć swój czteroletni romans z mężem blondynki.

Już wszystko wiem – rzekła blondynka i dopiwszy resztkę kawy odeszła od stolika. Nie wiedziała, co ma powiedzieć brunetce. Nie wiedziała, czy powinna plunąć jej w twarz, czy też odejść bez słowa. Zakręciło jej się w głowie i na chwilę straciła świadomość i trzeźwe myślenie. Nie wiedziała jak znalazła się na ruchliwej ulicy i nagle klakson jadącego samochodu ją otrzeźwił.

Nie wiedziała jak doszła do swojego domu i co z dziećmi, bo przecież nie mogą jej zobaczyć w takim stanie. Poprosiła, aby córki spakowały kilka rzeczy i mogą iść do ukochanej babci, mieszkającej na tej samej ulicy. Musiała w samotności dojść do siebie.

Kiedy została sama, wyjęła z barku butelkę wódki i piła jeden kieliszek za drugim. Musiała znieczulić się i chciała zapomnieć. Chciała, aby było tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobrażała sobie dalszego życia przy boku męża. 

Co robić, myślała już podchmielona, a kiedy w butelce pokazało się dno, sięgnęła po następną butelkę. 

Nagle drzwi się otworzyły i usłyszała – cześć kochanie, jak minął ci dzień? Wrócił zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauważył ją pijaną mina mu zrzedła.

Kochanie, napiłam się, bo mam dziś zły dzień – bełkotała. Położył ją do łóżka nie pytając o nic i niczego się nie domyślając.

Kiedy obudziła się rano z wielkim bólem głowy, męża już w domu nie było. Wszystko wróciło do niej, ten cały koszmar, ale postanowiła, że da mu odpowiednią nauczkę.

Kupiła sobie bardziej seksowną bieliznę na gorący wieczór z mężem. Chciała mu pokazać, że też potrafi być pociągająca i zrobi wszystko, aby miał na nią ochotę. Włożyła więcej pracy w perfekcyjny makijaż i fryzurę i obejrzała się w lustrze. Była o wiele ładniejsza i zgrabniejsza od brunetki i choć łzy lały jej się po twarzy i zanosiła się z rozpaczy, postanowiła, że się opanuje i zrobi swój chytry plan.

Wieczorem zachęciła go do łóżka i swoimi sztuczkami go rozpaliła. Kiedy był gotowy i miało dojść do miłosnej igraszki, wcisnęła guzik w telefonie. Usłyszał to, czego by nigdy usłyszeć nie chciał. Kochanka go zdradziła i wyśpiewała wszystko w tej przeklętej kawiarni.

Zbladł i spytał tylko, co teraz? 

Blondynka długo podnosiła się z traumy i musiała skorzystać z porady psychologa, ale się opłaciło, a dzieci trzymały ją przy życiu. 

Od czasu, do czasu przechodząc przez miasto, mija załamanego i pijanego mężczyznę, który stracił w jednej chwili wszystko.  To jest jej mąż!

łzaPs. Brunetka ma już nowego faceta, ale czy żonaty, blondynki to już nie interesuje.

Był na każde jej skinienie!

ha haByli bardzo młodzi, kiedy się poznali i od razu wybuchło między nimi wielkie uczucie, a więc nie widzieli bez siebie  życia. Oboje pochodzili z rodzin bardzo ubogich, wręcz patologicznych, gdzie jedno z rodziców nadużywało alkoholu. Nie mieli dzieciństwa wcale i dlatego postanowili szybko się pobrać, choć na rodzinę nie mogli liczyć wcale.

Wiedzieli, że muszą sami dorabiać się od początku i do wszystkiego, a więc zaraz po skończeniu studiów oboje poszli do pracy, aby jakoś zacząć sobie układać swój świat. Na początek kupili domek do remontu, który powoli zamieniał się w miłe gniazdko. Uwielbiali to swoje ciche miejsce na ziemi, a wspólny cel tylko umacniał ich uczucie. Kochali się strasznie i wiedzieli, że mają tylko siebie.

Za jakiś czas urodziła im się zdrowa i śliczna córeczka. On skakał do sufitu ze szczęścia, bo nie należał do facetów, którzy marzą o pierwszym synu. Miał je dwie i wiedział, że da im wszystko, co najlepsze.

Ona przy dziecku miała swój grafik, a więc opieka nad córeczką, gotowanie dla niego obiadu, bo ciężko pracował i te wszystkie domowe kobiece zajęcia. Nie narzekała, bo nie miała powodu. Finansowo układało im się coraz lepiej.

Za jakiś czas urodziła syna. Podobny do ojca jak dwie krople wody. Szczęścia końca nie było i wszystko układało się wspaniale. Dom na ukończeniu, dużo miejsca dla dzieci i wspaniały ogród zadbany jej ręką. Trochę się martwiła, że on pracuje po 12 godzin dziennie, ale miała nadzieję, że gdy dzieciaki podrosną, ona wróci do pracy i będą mieli więcej czasu dla siebie.

Tak im mijały lata, kiedy dzieciaki zdrowo im rosły i dobrze się uczyły i nie mieli z nimi żadnych wychowawczych kłopotów, a kiedy poszły na studia, dom opustoszał i ona zauważyła, że jest w tym domu sama. Dalej ciężko pracowała, aby zapełnić sobie czas, a w tym czasie on dostał jeszcze lepsze stanowisko i wyjeżdżał na zagraniczne delegacje i był coraz bardziej zmęczony, ale się nie skarżył, gdyż należał do ludzi, którzy bez pracy żyć nie mogą.

Zaczęli się kłócić – o wszystko. O brak seksu, a także o jej samotność w dużym domu. On jej zarzucił, że znacznie przytyła i powinna coś z tym zrobić, bo go nie pociąga. Robiło jej się coraz smutniej i oddaliła się od niego, choć wciąż bardzo kochała. Zaczęła chorować i to od razu na wiele chorób, zagrażających jej życiu. Załamała się i schowała w domu i ogrodzie będąc na rencie chorobowej.

Postanowili, że oboje muszą od siebie odpocząć i on wyjedzie na samotne wakacje, aby to wszystko przemyśleć i sobie poukładać. Ona się na to zgodziła i czekała na niego z książką na leżaku. Dwa tygodnie szybko minęły i myślała, że po powrocie rzucą się sobie w ramiona i rzucili, tylko ona poczuła od niego dziwny chłód, jak to zazwyczaj kobiety intuicyjnie wyczuwają.

Kiedy brał kąpiel, na jego komórkę przyszedł sms i go przeczytała, że tamta już tęskni i śle całusy na następnego razu. Już wszystko wiedziała, dlaczego bił od niego ten dziwny chłód!

Kiedy skończył się kapać, podała mu jego telefon i kazała odczytać. Nie wypierał się, tylko, że on ją wciąż bardzo kocha, a ta kobieta jest z jego zakładu pracy i napatoczyła się, kiedy między nimi nie iskrzyło i się coś popsuło i bardzo przeprasza. Nie chce stracić tych wspólnych lat i zerwie z tamtą, bo kocha nad życie i to jest jego wielka pomyłka.

Słuchała tego wszystkiego w miarę spokojnie i liczyła na jego inteligencję. Wiedziała, że dała mu do zrozumienia, że powinien się wyprowadzić, ale przyrzekła sobie, że skoro dalej ją kocha, będzie na jej każde skinienie.

Wyprowadził się z dwoma walizkami, pozostawiając jej wszystko, ale widziała, że robi to wbrew sobie i chciałby wszystko naprawić. Nie przejednała się i pozwoliła mu odejść. Nie potrafiła na tę chwilę mu wybaczyć.

Cierpiała okrutne męki i musiała zająć się swoim zdrowiem, co łączyło się z częstymi wyjazdami po lekarzach i szpitalach. Nie miała prawa jazdy, a więc dzwoniła do niego, aby ją podwiózł, czy też zawiózł do lekarza w innym mieście, gdzie przyjmowali specjaliści. Nigdy jej nie odmówił i zawsze przy niej był.

Dzwoniła, że coś w domu się popsuło i potrzebuje jego pomocy. Dzwoniła, że nie da rady sama skosić trawnika i nie da rady skopać ogrodu. Dzwoniła, że trzeba poobcinać drzewa w sadzie i przywieźć obornik. Był na każde jej zawołanie i zawsze miał dla niej miłe słowo.

Minęły trzy lata i obojgu posiwiały głowy, a on był na każde jej skinienie i tylko raz się poskarżył, że jego młodsza o 15 lat kobieta ma do niego pretensje, że pomaga swojej byłej i po każdym telefonie robi mu karczemną awanturę, że nie chce mu się do domu wracać i wcale nie jest z nią szczęśliwy i nagle usłyszał – no to wracaj. Po tych słowach oczy zalały mu się łzami i za dwie godziny stanął w progu ich dawnego domu z dwiema walizkami.

Teraz oboje siedzą w ogrodzie na leżakach z książką i tak jest im teraz dobrze!

Słodka zemsta!

Byli stosunkowo młodym małżeństwem z 10 letnim stażem. Mieszkali w wygodnej dzielnicy domków jednorodzinnych na obrzeżach miasta. Barbara otrzymała w spadku dobrze utrzymany domek po swojej babci  z niewielkim ogrodem. Naprawdę żyło im się spokojnie, a kiedy Basia urodziła córeczkę, postanowiła wychować ją samodzielnie rezygnując tymczasowo z pracy zawodowej, gdyż uważała, że tak będzie lepiej dla ich dziecka długo wyczekiwanego. Mąż, Robert miał dobrą posadę w biurze księgowym i z roku na rok piął się coraz wyżej. Pewnego dnia otrzymał awans na głównego księgowego, co oczywiście wiązało się z większymi pieniędzmi, ale i dodatkową pracą po godzinach. Lubił swoją pracę i był w niej dobry, a szefowie byli zadowoleni z jego dokładności i rzetelności.

Ona wyrozumiale czekała na niego, najczęściej z ciepłą kolacją, bo zjawiał się z pracy kiedy wieczór już zapadał. W tym czasie Basia zajmowała się dzieckiem i swoim ukochanym ogrodem. Lubiła wyszukiwać nowe rośliny i wszelkie nowinki sadziła w grodzie, tworząc bardzo ciekawą enklawę zieleni i harmonii. Cieszyła się, że sąsiadki ją chwaliły za estetykę i utrzymanie ogrodu innego od wszystkich. Była dumna ze swojej pracy, a w międzyczasie pisała bloga, aby podzielić się z resztą świata swoimi dokonaniami  ogrodniczymi. Robiła bardzo udane zdjęcia nowo zdobytych roślin i je opisywała na blogu, tak jak pielęgnacja, warunki i nawożenie. To był jej konik, dla którego się poświęciła, kiedy rosła jej córeczka pielęgnowana i dopieszczane jak te jej roślinki.

Trzy lata szybko minęły i Barbara postanowiła wrócić do pracy. Jej stanowisko w biurze projektowym wciąż na nią czekało, a więc z powodzeniem załatwiła miejsce w żłobku dla córeczki i pewnego zimowego miesiąca pomaszerowała do swojego biura. Mąż jej ochoczo  przyklasnął i był zadowolony, że ponownie będzie między ludźmi. Cieszył się, że tak wszystko im się gładko układa.

Pewnego dnia, Basia szybciej wyszła z pracy, z powodu lekkiego przeziębienia. Jej szef widział, że kiepsko się czuje i kazał jej wracać do domu, aby się pod kurowała. Wykorzystała ten moment i postanowiła zrobić mężowi niespodziankę. Dwa przystanki autobusem i była pod jego biurem.

Wsiadła do windy, która zawiozła ją pod niemal same drzwi gabinetu męża. Jak kocica, skradła się i cichutko nacisnęła klamkę, aby był zaskoczony jej wizytą.

Drzwi były otwarte i nie zaskrzypiały nawet. Kiedy je uchyliła, natychmiast zauważyła swojego męża w objęciach swojej sekretarki, siedzącej na jego biurku z rozchylonymi nogami. Oddawali się namiętnością i nie zauważyli jej pojawienia się w gabinecie. Scena była tak dwuznaczna, że nie miała wątpliwości, że mąż ją zdradza od dłuższego czasu i stąd te jego późne powroty do domu.

Wycofała się cicho, jak cicho się pojawiła, a nogi miała jak z waty. Nagle zakręciło się jej w głowie i z impetem wpadła do windy, aby czym prędzej zaczerpnąć świeżego powietrza. Nie wiedziała jak znalazła się w swoim domu. Nie wiedziała kiedy sięgnęła po alkohol w barku, by choć częściowo się uspokoić. Nie wiedziała nic, tylko ciężko usiadła na kanapie i nagle poczuła, że wszystko się dla niej skończyło. Mężczyzna, którego kochała nad życie ją zdradza i tu zadała sobie pytanie – dlaczego?

Dlaczego zdradza ją, kobietę zadbaną, pracowitą, oddaną żonę i matkę i nie znalazła na to odpowiedzi, ale po czasie opracowała plan działania, aby zabolał jej męża, tak jak zabolała ją jego zdrada.

Przed laty była w związku z bardzo przystojnym Aleksandrem. To był burzliwy związek jeszcze przed poznaniem  Roberta, jej męża. Mieli się ku sobie, ale w porę zauważyła, że Aleksander jest typem kobieciarza i żadnej nie przepuścił. Nie chciała tak żyć, w poczuciu wiecznego zagrożenia i postanowiła od niego odejść.

Wzięła telefon komórkowy i wybrała numer do Aleksandra.

– Musisz mi w czymś pomóc, ale to nie jest rozmowa na telefon. Spotkajmy się dziś w naszej, dawnej kawiarni i wszystko Ci wytłumaczę.

– Okej, dla Ciebie wszystko, a więc o 17 będę na Ciebie czekał.

Ubrała się najszykowniej jak tylko umiała, a więc mała czarna, szpilki i stosowny makijaż i biżuteria. Córeczkę oddała pod opiekę zaufanej sąsiadki i wybiegła z domu. Była bardzo zdenerwowana i pełna obaw.

Aleksander już na nią czekał, a na stole stało już zamówione jej ulubione wino. Pamiętał jakie lubiła przed laty.

– Musisz, ale to musisz mi pomóc odparła po wstępnym, pełnym nostalgii przywitaniu i uznaniu, że oboje niewiele się zmienili.

– Powoli, chwycił ją za rękę, próbując wyciszyć. – Napijmy się wina, a potem mi wszystko wyjaśnisz, zaproponował.

Rozmawiali długo, a wino tylko jej pomogło, choć łzy raz po raz płynęły jej po policzkach.

– No więc jak? Pomożesz spytała , aby się upewnić, że pomoże jej rozwiązać jej małżeństwo.

– Dam Ci Aleksandrze znać, kiedy Robert będzie wcześniej wracał do domu, a więc czekaj na mój telefon.

Spokojnie dotarła do domu i wiedziała, że może liczyć na Aleksandra, który wciąż miał do niej słabość i zauważyła, że wydoroślał i bardzo się zmienił na korzyść. Jej serce ponownie do niego zabiło, aż się wystraszyła tego nagłego uczucia.

To był ten dzień, kiedy Robert zakomunikował jej, że wróci wcześniej niż zwykle, bo będzie się musiał spakować, aby następnie wyjechać na trzy dni w delegację.

– Delegację, pomyślała i czym prędzej zadzwoniła do Aleksandra.

– To jest ta chwila i musi się udać, a więc zapaliła świece na odświętnym obrusie, a w piekarniku dopiekała się jej ulubiona zapiekanka. Wino chłodziło się w lodówce. Sama ubrała szykowną bieliznę i poprawiła perfekcyjny makijaż. Umierała ze strachu i kiedy Aleksander zapukał do jej drzwi, drżała jak osika.

– Musi się udać szepnęła i podała Aleksandrowi kieliszek wina. Tak, to ten moment słodkiej zemsty i zaciągnęła Aleksandra do sypialni.

Położyli się obok siebie i czekali. Ona drżała, a Aleksander ją przytulił jakby w miłosnym uścisku.

Nagle drzwi skrzypnęły i wiedzieli, że Robert wrócił do domu. Ta cisza go zaciekawiła i swoim zwyczajem ją zawołał. Nikt mu nie odpowiedział, a więc zaczął ciekawie się rozglądać po mieszkaniu.

Wszedł do ich sypialni i zaniemówił widząc jego żonę w objęciach nieznanego mu mężczyzny, a na stoliku nocnym leżały jego zdjęcia z kochanką, jakie zrobił detektyw, którego Barbara zatrudniła. Wiedziała wszystko o swoim mężu, ale nie chciała zamienić się w pogrążoną w smutku żonę, pełną pretensji i wyrzutów. Chciała zamienić się w kobietę, z którą żal będzie się rozstać i dlatego uknuła ten chytry plan.

– W drugim pokoju stoją spakowane walizki, a więc bądź tak dobry i wyprowadź się bez słowa – mimochodem mu oznajmiła i z bijącym sercem, pełnym rozpaczy,  wtuliła się w ramiona Aleksandra.

Kochanka mego męża chciała przespać się ze mną!

Jeszcze jedną Wigilię pamiętam bardzo dobrze. Nie pamiętam tylko dlaczego się na to zgodziłam, chyba z przekory i chęci przechytrzenia. Otóż, urodziła to nieślubne dziecko i lekko już podchowała, a kiedy się do niej zbliżyłam w wiadomym celu, zostaliśmy  razem z moim mężem, podkreślam tylko moim, na wspólną Wigilię. Zadysponowałam, że najpierw Wigilia z naszymi dziećmi i rodziną, a potem możemy iść.Miałam plan bliżej ją poznać.  Moje dzieci zostawiłam pod opieką bardzo dobrą i poszliśmy piechotą, bo to tylko 500 m , a zima była przecudowna. W latach 80 – tych były jeszcze mroźne zimy.  Warto było się przejść po świeżym powietrzu, trzymając się za ręce. Pukamy, jesteśmy i miłe przywitanie jej i jej świeżego męża. Była jak zwykle umalowana przesadnie i objuczona nadmiarem złota, ale co mi tam. Ja dość skromnie, tak jak lubię, niemniej nienaganna fryzura i ubiór stosowny do tego wieczoru. Czarna, obcisła sukienka tzw. mała czarna i skromna biżuteria. Zostaliśmy poproszeni do pokoju, w którym lśniła choinka i był zastawiony na nowo stół, gdyż ich rodzina się już rozeszła. Usiadłam dość nieśmiało, ale powiedziałam sobie, że spoko, jako tako nie dam się i zachowam zimną krew. Kawa, a i owszem, bo jeszcze mogłam pić wieczorem kawę. Pamiętam, że była ryba po grecku, sałatka tradycyjna, i coś tam jeszcze. Rozmowa się kleiła, ale broń Boże o tym romansie.  Jej mąż dał nazwisko temu dziecku, a więc widziały gały co brały. Nie moja sprawa przecież. To oni się poznali i pokochali, chyba, a ja ze swoim mężem jako na podanie sobie graby w tej dziwnej sytuacji, zostaliśmy zaproszeni. W tle leciały kolędy, a panowie, jak to panowie trunkowali. Jako, że ja nie cierpię mocnych alkoholi, sączyłam całkiem dobre wino. Ona wtórowała chłopakom i cóż, mnie nic do tego. Rozmowa ni to ni sio, trochę mnie wnerwiała, ale wciąż robiłam dobrą minę do złej gry. Umiem tak i wiem, że jestem w tym dobra. Wyszliśmy na balkon, bo jej mieszkanie wygląda nad samo jezioro i widok był przecudny. Umiem zauważyć takie klimatyczne chwile i mnie cieszy każda celebracja niesamowitych widoków, kiedy zmarznięty księżyc wisi na firmamencie. Ale w pewnym momencie zauważyłam, że pani domu ma nieźle w czubie. Nie moja sprawa, bo jej alkohol, jej święto i jej sposób na świętowanie. Panowie, jak zaczęli się poznawać, zapragnęli więcej alkoholu, który się skończył. Mieli ochotę na więcej i postanowili iść na metę, czy ja wiem gdzie, aby dokupić. Zgodziłam się na to, bo skoro już u nich jesteśmy, a ja taka otwarta, ha ha na przyjaźń, niech sobie jeszcze wypiją. Cwana bestia ze mnie, bo czułam, że gram o dość dużą stawkę – alimenty. Panowie poszli i jakoś długo ich nie było. W międzyczasie gospodyni przygotowała gorący barszczyk i jakieś tam kanapki. Kiedy usiadłyśmy oko w oko, nagle zauważyłam, że kochanka mego męża zbliża się do mnie, co by tu powiedzieć, za blisko. Jej dłonie zaczęły krążyć w okolicy mojego krocza, zahaczając o piersi. Nagle zaczęłam być obsypywana pocałunkami i takie tam. Podniosłam się raptownie i spytałam, czy ma na mnie chęć. – Tak, bo jesteś taka czyściutka i milutka, a oni nie wrócą tak wcześnie.

No kurza twarz, kim trzeba być, aby przelecieć mojego męża, zrobić sobie z nim dziecko i mieć za chwilę ochotę na żonę swojego kochanka – a paszoł zboczona kobieto.

Wzięłam męża pod pachę jak tylko wrócili, bez tłumaczeń, nic nie zdradzając i wróciliśmy do swojego normalnego domu! Mój mąż do dzisiaj nic nie wie, co się wydarzyło w ten dziwny wigilijny dzień.