Archiwa tagu: Komputer

Spieszę z pomocą, bo może komuś się przyda

Cały dzień walczyłam z polskim znakami z ogonkami i w końcu o 20.00 mi się udało znaleźć przydatną informację, która mi pomogła odzyskać mój komfort w pisaniu i podaję 🙂

http://pcfaq.pl/windows/brak-polskiego-znaku-na-klawiaturze-nie-dziala-pojedynczy-klawisz/

Pobrałam program o nazwie AdwCleaner i problem znikł, uf – nawet nie wiecie jaka ulga.

Zapiszcie sobie, bo naprawdę sieć oferuje wiele rozwiązań, a mnie dopiero wieczorem się naprawiło po wielogodzinnych poszukiwaniach.

Hurra. 😀

Kompletny misz masz dzisiaj – jestem nerwowa

Dzień dobry. 🙂

Tematów na bloga chyba nigdy nie zabraknie, bo wciąż coś się dzieje i wpadają do głowy różne myśli i przemyślenia, a także dlatego, że adrenalina wzrasta i aż chce się o tym klepnąć ze złością na blogu.

Od wczoraj borykam się z moim, ukochanym laptopem, który się na mnie wnerwił i nie wybija mi polskich literek z ogonkami, to znaczy ł,ą,ę,ś,ć i tak dalej, dlatego jestem wściekła, bo bardzo nie lubię, kiedy mi coś nawala.

Wpadłam w Google, ale wszystkie porady mi nie pomogły, to znaczy kombinacja klawiszy i takie tam. Wniosek z tego taki, że trzeba oddać sprzęt do naprawy, bo nie może tak być, że pisząc bloga trzeba kombinować jak koń pod górę.

Siedzę przy stacjonarnym komputerze i klepię, ale już się odzwyczaiłam od tej klawiatury i ciężko mi się pisze, ale przynajmniej mam niezbędne ogonki, bez kombinacji akrobatycznych i alpejskich.

Miałam się wiele razy pozbyć staruszka, ale coś mi podpowiadało, że może się przydać, bo te delikatne laptopy, choć wygodne tak kruche są. Często sama sobie radzę z usuwaniem problemów, ale tym razem mnie to przerosło i mam nerwa i niech idzie do lekarza!

Okej, naskarżyłam się tytułem wstępu, a teraz zmierzam do meritum.

Moje młodsze dziecko z mężem ma zaproszenie na wesela do brata męża. Wszyscy się cieszą, bo para młoda już nie jest taka młoda i sporo czasu zwlekali z tym uroczystym momentem, ale stało się i w sobotę powiedzą sobie sakramentalne „tak”.

Tylko wiecie ile kosztuje teraz to wszystko i nie tylko młodą parę, ale i gości, bo na przykład rodzina mojej córki już poniosła dość wysokie koszty, bo przecież trzeba kupić kieckę na okoliczność i nowy garnitur dla mężusia, bo ze swojego ślubnego wyrósł. Trzeba ubrać odświętnie też dzieciaki, które rosną jak na drożdżach. Oczywiście trzeba coś włożyć w kopertę, a więc koszty to są nie małe i jak średnio policzyłam, to na taką imprezę lekko już im poszło około 3 tysięcy złotych i nie ma to, czy tamto. Jakby nie oszczędzał, to w takiej sumie kalkuluje się i nie piszę tego z jakimś żalem, czy wyrzutem, a tylko dlatego, że takie mamy realia.

Wiem, że Córka za kieckę zapłaciła około 400 złotych, a i tak się za nią nachodziła, a mój zięć sprawił sobie garnitur taki, aby mu służył w przyszłości, a kosztował  około 1 tysiąca złotych. Ubranka dla dzieci i tak dalej, a więc chyba dobrze im te koszty policzyłam, ale co tam – żyje się raz, a młodej parze, którą znam, życzę szczęśliwego, miłego życia, bo jest tyle gór do zdobycia, a my rodzice z obu stron doszliśmy do wniosku, że młodych trzeba finansowo wspomóc, bo jeśli nie my, to kto? 😀

 

Samotność na własne życzenie

Jan Twardowski

Są ta­cy, którzy uciekają od cier­pienia miłości. Kocha­li, za­wied­li się i nie chcą już ni­kogo kochać, ni­komu służyć, ni­komu po­magać. Ta­ka sa­mot­ność jest straszna, bo człowiek uciekając od miłości, ucieka od sa­mego życia. Za­myka się w so­bie.

Przytaczam oto ten cytat dlatego, że ostatnio rozmawialiśmy na Facebooku wśród ludzi w różnym wieku na temat samotności. Z tej rozmowy wynikło, że wszyscy jesteśmy na swój sposób samotni i to jest udowodnione naukowo, gdyż „Bob Briscoe uważa, że będziemy bardzo samotni. Owszem, interakcji społecznych będzie więcej, ale będą one płytkie i powierzchowne. Będziemy czuć się samotni i wyizolowani, mimo że cały czas będziemy w jakiś sposób otoczeni ludźmi”  W dobie komputerów, smartfonów i tych wszystkich elektronicznych urządzeń chowamy się za nimi i skrywamy nasze prawdziwe emocje. Udajemy, że wszystko u nas jest w porządku, pokazujemy najbardziej udane zdjęcia z wakacji i chwalimy się swoim życiem w taki sposób, aby nikt nie zauważył, że coś u nas nie gra.

Tak, jesteśmy teraz bardziej samotni, niż kiedykolwiek i co najgorsze nie lubimy się do tego przyznać. Przecież udzielamy się na Facebooku, Twitterze, na różnych forach internetowych, a więc jesteśmy obecni. Jesteśmy obecni, ale nie w życiu realnym, bo większość czasu spędzamy w sieci i to niezależnie od wieku.

Przecież nie napiszemy nigdzie, że jest nam źle i czujemy się samotni, bo lepiej jest pokazywać uśmiechniętą twarz i swoje poukładane życie, bo tak jest bezpieczniej. Jestem na Facebooku kilka już lat i bardzo rzadko czytam o tym, że komuś jest źle i czuje się samotnym człowiekiem. Wszyscy lajkują, rozmawiają na przeróżne tematy i udzielają się w grupach, ale mimo to prawdziwe dramaty skrywane są przed ekranem komputera. Bardzo rzadko ktoś się przyzna, że ciężko choruje i jest sam w tej chorobie. Bardzo rzadko ktoś napiszę, że nie układa mu się z własnymi dziećmi, czy też małżonkiem, bo jest to tylko nasza tajemnica i lepiej niech inni nic nie wiedzą i się nawet nie domyślają.

Obserwuję wątki o samotności i na nich przeważnie są pozdrowienia poranne, wirtualna kawa i sprawozdanie tego, co ma się w planach, ale nikt nie pisze, że ma podły nastrój i źle mu z tym jest. Ludzie w sieci nie przyznają się do takich nastrojów, bo lepiej nie narazić się na wirtualną krytykę.

Podobno przeciętnie rozmawiamy z drugim człowiekiem codziennie w realu tylko trzy minuty i uciekamy od wszelkich spotkań towarzyskich. Przestaliśmy lubić innych ludzi i spotkania sąsiedzkie, wspólne wypicie kawy i rozmowy w realu można włożyć już między bajki. Mamy komputery i to tam się udzielamy, choć nie jesteśmy do końca szczerzy.

Czytam często takie wyznania starszych pań, że męczą je już wizyty dorosłych dzieci i wnuków, którzy przyjeżdżają na niedzielny obiad i oddychają z ulgą, że wreszcie sobie pojechali a pozostawili po sobie masę brudnych naczyń. Owe panie narzekają, że już męczą je takie spotkania, a kiedy tylko goście pojadą, natychmiast siadają do komputera i takie spędzanie czasu uważają za najlepsze, bo wreszcie mają święty spokój.

Wszystko się zmieniło i między bajki już można włożyć sceny z dawnych lat, kiedy matki dzieci z jednego podwórka nie wstydziły się zapukać do sąsiadki, aby pożyczyć szklankę cukru, albo mąki i przy okazji sobie pogawędzić. Między bajki można włożyć sąsiedzką pomoc i tamte matki, które swoimi dziećmi na podwórkach dyrygowały z okien i nikomu to nie przeszkadzało. Było głośno i było gwarnie, a teraz wszyscy pozamykani w swoich enklawach i nikogo nic nie obchodzi. Nic o sobie nie wiemy, nawet mieszkając w tych samych klatkach i co najgorsze wcale nie chcemy tego zmienić, a jednak!

A jednak czujemy się samotni i zagubieni, choć komputery częściowo niwelują tę naszą samotność, bo po włączeniu komputera mamy złudne wrażenie, że jesteśmy obywatelami świata i świat leży u naszych stóp, ale tam w środku wciąż jesteśmy samotnymi ludźmi i tu powstaje pytanie? Czy nie lepiej było kiedyś, kiedy byliśmy blisko drugiego człowieka i mogliśmy realnie z nim rozmawiać, a nie przy pomocy klawiatury. Może warto zatrzasnąć klapę laptopa i wyjść poszukać realności. Z drugiej jednak strony, to taka schowana twarz i osobiste emocje bezpieczniej jest chować za ekranem komputera i może po prostu tak jest dobrze.  Dziwne czasy nastały i w dużej mierze samotni jesteśmy na własne życzenie.

Francois Mauriac – „W chwi­li, w której umiera w nas dziec­ko, zaczy­na się starość”

Polskie społeczeństwo się starzeje w zastraszającym tempie. Starzeje się ludzkość i na przykład w Japonii za chwilę nie będzie miał kto pracować na starych ludzi. Taka tendencja już zagląda w oczy i naszemu społeczeństwu i czytamy : „Polacy należą do najszybciej starzejących się społeczeństw UE – podkreślali eksperci na posiedzeniu sejmowej komisji polityki senioralnej. Aktywizacji osób starszych mają służyć przyjęte przez rząd założenia polityki senioralnej”.

http://http://polska.newsweek.pl/demografia-starzenie-sie-spoleczenstwa-newsweek-pl,artykuly,287041,1.html

Zbliżają się wybory na Prezydenta Polski i kandydaci do tego pierwszego urzędu w Polsce dużo obiecują, że będą chcieli poprawić to i owo i nie ma sensu tu przytaczać ich programów naprawczych, bo jest to sieczka i słowa bez pokrycia w przyszłości.   Słowa rzucane na wiatr bez większego znaczenia, bo Polska to wciąż biedny kraj i nie ukręci się z piasku bicza.

Martwi mnie tylko dlaczego ludzie starzy w naszym kraju spychani są na margines i w tych wielkich programach wcale się o nas – ludziach dojrzałych nic nie mówi, a może to ja nie słyszę?

W telewizji są różne programy przeznaczone dla ludzi młodych, a o starości się solidarnie milczy. Jesteśmy obecni  jedynie wówczas, gdy wyjdzie jakaś afera ze starym człowiekiem w roli głównej. Afera, że gdzieś tam stary człowiek wziął pożyczkę bo zaufał, a potem jest obciążony spłatą nie na jego możliwości finansowe. Jesteśmy obecni w programach interwencyjnych, kiedy na przykład wychodzi na jaw, że jakiegoś staruszka przywiązano do kaloryfera w domu spokojnej starości.

Nikt się nie pokusi, aby zrobić program przeznaczony li tylko dla ludzi starszych, często samotnych, zamkniętych w czterech ścianach i zdanych tylko na siebie, albo Telewizję Trwam.  A gdyby tak ktoś pomyślał, że w takim programie można byłoby uświadamiać ludzi starszych, doradzać, aby nie dali się nabrać metodzie na wnuczka. Może warto uświadomić ludziom starszym, że nie powinni się bać komputera, bo komputer dla wielu starszych ludzi, to jedyne okno na świat. Może taki program przeznaczony dla starszego pokolenia byłby bardzo pomocny, jak zacząć przygodę z komputerem i krok po kroku oswajał z jego obsługą.

Ludzie starsi boją się tej maszynki, ale należy mówić głośno, że komputer to nie jest groźny smok, który pożera, a uświadomić, że warto w swojej samotności go mieć. Może warto pokazać seniorom, że są w sieci strony przeznaczone tylko dla ludzi starszych? Może warto pomóc założyć seniorowi swoją stronę na Facebooku, albo pokazać, jak założyć bloga tematycznego, a także jak wgrywać zdjęcia i się nimi dzielić.

Niestety, ale komputer kosztuje i miesięczna opłata także, a więc nie każdego seniora stać na ten luksus. Jednak mam marzenie, aby wszystkich odważnych seniorów, chcących mieć komputer, to w chwili osiągnięcia wieku na przykład 60 lat – umownie, zwolnić go z tej opłaty?

Ludzie z NFZ dostają wysokie premie za swoją pracę i są na to pieniądze o czym napisała dziś blogerka: http://http://kuradomowa.blogujaca.pl/,ale w Polsce nie ma pieniędzy dla ludzi starych, co skutecznie powoduje, że rezygnują z komputera z powodu wciąż wysokich opłat i zwyczajnie ich nie stać na korzystanie z sieci i jest jak jest. Siedzą więc samotni w domach i dobrze jest jeszcze, że są w stanie  o siebie zadbać, czy wyjść na spacer. A co z tymi, którzy są unieruchomieni i nie mają żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym?

Nasze rządy powtarzam się, ale nie dbają o ludzi starych i nóż w kieszeni się otwiera, kiedy się słucha obiecanek cacanek, a potem wszystko wraca na stare śmieci, a więc jest byle jak, bez empatii do tych, którzy pracowali w naszym kraju i go dźwigali z wojennych ruin.

Tak samo nikt nie dba o ludzi starych w domach opieki, czy jak zwał, tak zwał – starości. Zajrzałam do sieci, aby się zorientować jaki rytm dnia mają ludzie starzy w takich przybytkach i wygląda to bardzo blado:

PLAN DNIA MIESZKAŃCÓW DOMU POMOCY SPOŁECZNEJ

7.00 – 8.00 poranna toaleta
8.00 – 9.00 śniadanie
9.00 – 13.00

  • fizjoterapia
  • terapia grupowa: muzykoterapia, zjęcia manualne, realizacja indywidualnych programów dla mieszkańców
  • w trakcie trwania zjęć przerwa na drugie sniadanie, kawę i herbatę

13.00 14.00 obiad
14.00 -15.30 warsztaty terapii zajęciowej, realizacja indywidualnych programów dla mieszkańców prowadzona przez pracowników pierwszego kontaktu
15.30 – 17.00 czas wolny
17.00 – 18.00 kolacja
18.00 – 19.00 wieczorna toaleta
19.00 – 7.00 czas wolny, odpoczynek, sen.

Owszem, proponuje się warsztaty terapii zajęciowej, jakieś muzyczne, jakieś pogadanki, ale w jednym z warunków jest odpłatne słuchanie radia i oglądanie telewizji, a więc o czym ja tu gadam – o luksusie korzystania z komputera!? Opłaty w tych domach wciąż są za wysokie, bo wynoszą do trzech tysięcy złotych i dlaczego dodatkowo pacjent ma płacić za telewizję, że o komputerze nie wspomnę.

W jednym z domów takich, o czym czytałam niedawno, pacjenci mieli pieski, które mogli przytulać i głaskać, ale wpadł sanepid i kazał usunąć je, bo coś tam, coś tam. To jest granda banda i dalej będę twierdziła, że w Polsce starość, to kłopot dla rządzących i mają nas w nosie.

„Musi pani usunąć wszystkie zwierzęta – usłyszała w sanepidzie dyrektorka ośrodka opiekuńczego pod Legnicą, gdzie pensjonariusze opiekują się kilkoma psami. ‚Miejcie serce, nie zabierajcie im przyjaciół!’ – w ich obronie pisali internauci, gdy staruszki płakały przed kamerami”

Cały tekst: http://wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/10,88292,17552165,Sanepid_kazal_usunac_psy_z_domu_opieki__Oto_historia.html#ixzz3VrjFwppH

Japończycy wymyślili dla swoich seniorów przyjemną maskotkę, którą można się opiekować i się z nią komunikować. Paro, bo tak nazywa się zwierzątko jest w wielu domach spokojnej starości na świecie, ale nie u nas!

„Paro to terapeutyczny robot osobisty japońskiej produkcji wyglądający jak foka – pełni rolę zwierzęcia domowego w miejscach, gdzie ich przebywanie jest zabronione – w szpitalach oraz domach starców. Ma własny charakter, który zmienia się w zależności od tego, jak się go traktuje. Japońscy inżynierowie projektowali go 12 lat.”

Myślę, że dzieci starych matek i ojców powinni namawiać ich do zaprzyjaźnienia się z komputerem, bo ja sama proponowałam mojej mamie, ale niestety jej wzrok już nie ten i powiedziała mi, że dziesięć lat temu, to i owszem, bo szybko uczy się nowej techniki, ale teraz odmawia ze względu na wzrok. 😦

Tak więc w Polsce ani Paro, ani komputera, choć powoli się to zmienia, ale moim zdaniem zbyt wolno i bez pomocy i edukacji i braku zainteresowania naszych rządzących.

Uzależniona egoistka od komputera

Lubimy swoje komputery i laptopy, a zwłaszcza kiedy znajdziemy sobie miejsce w sieci, gdzie się zagnieżdżamy na dłużej i tam szukamy znajomych, czy też chętnych do pisania. Wiadomo, że takimi miejscami są fora dyskusyjne, gdzie po jakimś czasie identyfikujemy się z grupą i piszemy na forum, albo prywatnie.

Ja pisałam jakiś czas z jedną kobietą, użytkowniczką forum właśnie. Już nie pamiętam od czego zaczęła się ta nasza korespondencja, ale na początku było mi miło, że mogę o poranku skrobnąć do niej pozdrowienia. To jest takie miłe uczucie, kiedy mamy do kogo się w tej przepastnej sieci odezwać.

Nazwę tę panią od luźniej korespondencji Krysią np. Krysia była w naszym pisaniu od razu bardzo wylewna i kiedy nie prosiłam o jej zdjęcia i jej rodziny, bo sama nie miałam zamiaru się dzielić, to zaraz na poczcie je miałam i tym sposobem wiedziałam z kim piszę. Przystojna kobieta nie powiem, ale ja byłam na etapie składania do kupy swojego małżeństwa i nie miałam zamiaru dzielić się swoją prywatnością, którą wolałam przeżywać w swojej, tylko duszy. Nie miałam się czym chwalić i starałam się nie zwierzać, jakie to przeżywam katusze i dlatego wolałam czytać, co też Krysia ma mi do napisania.

Krysia dzieliła się ze mną swoim życiem prywatnym i wiedziałam jak wygląda jej życie na co dzień. Czasami udzielałam jej swojego poparcia, czy też negacji, ale Ona się nie gniewała. Od niej dowiedziałam się, że jej mąż bardzo się denerwuje kiedy Ona siedzi całymi dniami na forum i w zasadzie na nią krzyczy, bo to On robił zakupy do domu i On sprzątał, a także gotował, bo Krysia była przypięta łańcuchem do komputera. Od rana do wieczora udzielała się na wątku babskim pisząc takie bzdurki nic nie znaczące.

Pisała mi, że by ułagodzić męża, to szła z nim na szybki seks i na jakiś czas miała spokój, aż do następnej awantury. Tego seksu to jej zazdrościłam najbardziej, bo u mnie na etapie odbudowy małżeństwa mogłam sobie tylko o tym pomarzyć, ale wspierałam ją w jej trudnej doli, choć tłumaczyłam, że mąż ma prawo mieć do niej pretensje, gdyż wyraźnie go zaniedbuje. Nie posłuchała, a ja jej szczerze zazdrościłam, że kobieta ma tylko takie problemy ze swoim chłopem. Stukała dalej, nabijając na forum ponad 30 tys. postów i pisała z przerwą, tylko na sen.

Pewnego razu przeczytałam jej euforyczny wpis na forum, że wyprowadziła się od męża, a mieli dwa domy, a więc miała dokąd. Mieli dom w apartamencie i domek letni z ogrodem, a więc spakowała swoje rzeczy, wzięła psa i oczywiście komputer.

Mnie ten wpis wprawił w osłupienie, bo nie wierzyłam, że powodem rozstania po 30 latach małżeństwa jest uzależnienie od pisania na forum od rana do wieczora. Wstawała rano, napaliła w kominku i zaszywała się w koc z laptopem i po śniadaniu miała luz bluz na cały dzionek z przerwą na nakarmienie i wyprowadzenie pieska.

Zganiłam ją za takie potraktowanie męża, a Ona mi napisała, że mam się nie wtrącać i jestem psychicznie chora, skoro bronię jej męża, a nie ją… hm.

I tak skończyła się nasza pisanina, a ja sobie odpuściłam kobietę, egoistkę, której od dobrobytu w de… się przewróciło. Niech jej będzie, pomyślałam, ale śledziłam jej wpisy na forum.

Była szczęśliwa, choć nie do końca, bo latem ogród wołał o to, by się nim zająć. Chwasty rosły na potęgę, a winorośle wołały o pielęgnację. Trzeba było zacząć gromadzić opał do kominka i trzeba było robić drobne naprawy, bo w domu zawsze coś się psuło, a do tego?

Przychodziła synowa z wnuczką bardzo energiczną, co odciągało Krysię od komputera i bardzo ją to męczyło. Pisała, że po tych wizytach jest padnięta i czekała z utęsknieniem kiedy sobie pójdą, aby Ona miała czas na klikanie z wirtualnymi koleżankami, bo tylko to jej sprawia niesamowitą przyjemność.

Odpuściłam czytanie jej pierdół, ale pewnego dnia zajrzałam na ten jej ukochany wątek i się dowiedziałam, że mąż machnął ręką i stwierdził, że niech Krycha sobie klepie te bzdury, z których nie ma żadnej korzyści dla niego, ale tak bardzo za nią tęsknił i ubolewał nad swoją samotnością, że machnął ręką i się zeszli. Znowu on robi zakupy i gotuje i pierze, a Krycha uwiązana do kompa klepie i klepie i klepie i tylko pies to zaakceptował siedząc z panią pod kocem.

Już nikt jej nie zrzędzi i jest szczęśliwą kobietą, notabene i ja też, bo przez ten czas na nowo zbliżyłam się z mężem i zbudowaliśmy wszystko od początku i On godzi się na to, że piszę bloga, a potem spędzamy czas razem najczęściej jak się da.:)

Morał z tej historii jest taki, że na starsze lata nie wszystkie panie rozumieją, że to są może ostanie wspólne chwile, które powinno się cenić jak drogocenny skarb, bo drugi raz na ten świat nikt nas nie zaprosi. 

Czy komputery i tablety – nie dla Seniora niestety?

„Parę dni temu ruszyła kampania „Wyloguj się do życia”, która ma zwrócić uwagę na problem uzależnienia od internetu.

Badania EU Kids Online 2011 pokazują, że ponad 38 % polskich nastolatków w wieku 11-16 lat „czuje się bardziej sobą online” niż w kontaktach bezpośrednich z innymi ludźmi. 35 % dzieci w tym wieku zaniedbuje bliskich, szkołę i hobby z powodu spędzania czasu w internecie, a 32 % bezskutecznie próbuje marnować mniej czasu przy komputerze, czyli nie kontroluje już problemu.”

http://www.wylogujsie.org/

Faktem jest, że komputery są już wszechobecne. Widzimy je w bankach, sklepach, u lekarzy, w biurach, a więc nie potrafimy z nimi już się rozstać. Martwi tylko, że młodzież, tak jak kiedyś bywało, gdy nikt jeszcze o komputerach nie słyszał nie spędza więcej czasu z rówieśnikami na podwórkach. My starsi więcej czasu spędzaliśmy na boiskach, uprawiając sport i tak się wyżywaliśmy w ruchu i będąc większość czasu na świeżym powietrzu. Każdy senior pewnie pamięta swoje dzieciństwo i młodość i byliśmy chyba szczęśliwsi, niż współczesne nastolatki, które bez komputera nie potrafią już żyć. Załatwiają wszystkie swoje sprawy przez portale społecznościowe, komunikatory i tak się ze sobą porozumiewają. Smutne jest to, że nie potrafią już inaczej funkcjonować i chyba wielu z nich cierpi na samotność, bo brak realnych kontaktów z innymi, tę samotność jednak musi sprawiać.

Rodzice często nie panują nad swoimi dziećmi i praktycznie nie mają pojęcia, co ich latorość w sieci robi. Nie kontrolują, często niewłaściwego zachowania swoich dzieci. Smutne jest to, że Internet często sprawia, że młodzież chce się komuś przypodobać i publikują swoje zdjęcia, narażając się niejednokrotnie na ostrą krytykę, a potem nie mogą sobie z tym poradzić.

Istotne zagrożenia czyhają w sieci dla ludzi bez doświadczenia życiowego, co często powoduje rozterki i niemoc poradzenia sobie z krytycznymi ocenami. 

Dlatego myślę, że akcja „Wyloguj się do życia” jest bardzo potrzebna, ale tutaj dużą rolę musi odegrać zaangażowanie rodziców i szkoły – rzecz jasna.

A jak jest z Seniorami?

 „Badania przeprowadzone w marcu 2012 roku przez Megapanel PBI Gemius pokazują wyraźnie, że niewielu polskich seniorów korzysta z komputera i internetu – w grupie 60+ to jedynie 12 proc, czyli ponad 900 tys. osób. Polska boryka się z problemem starzejącego się społeczeństwa i powinniśmy pamiętać, że grupa osób 60+ stale rośnie. Na tle grupy wiekowej 7-59, z której ponad 65 proc. osób korzysta z sieci, wynik najstarszej części społeczeństwa nie napawa optymizmem. Starsze osoby nie korzystające z komputera i odcięte od sieci tracą szansę na realizację swoich pasji i nie są w stanie skorzystać z wszystkich rzeczy, które oferuje im internet.”

http://tech.wp.pl/kat,1009785,title,Internet-dla-babci-i-dziadka-Czy-seniorzy-korzystaja-z-komputerow-i-sieci,wid,15270537,wiadomosc.html

Senior powinien za to wbrew wszelkich uzależnieniom od Internetu mieć w domu komputer i to jest Seniorowi zalecane po prostu! 

Senior z racji, że ma więcej wolnego czasu, bo się już w życiu napracował, powinien nauczyć się serfowania po sieci, choć zdaję sobie sprawę, że wielu Seniorów nie stać jest, aby ten komputer sobie kupić, odbyć jakiś kurs na początek, a potem opłacić abonament.

Ale jeśli tylko tak się składa, że stać nas na ten komputer, to lekarze wręcz zalecają Seniorom surfowanie po sieci, ponieważ taka aktywność powoduje, że Senior ćwiczy sobie komórki mózgowe o wiele skuteczniej, niż podczas czytania książek, czy rozwiązywania krzyżówek. Sorry, tak wyczytałam gdzieś tam.

Ponadto Senior często mieszka sam, z dala od swoich dzieci i rodziny, a więc za pomocą tej szalonej maszynki, może z powodzeniem spotkać się na komunikatorach z kamerką i sobie tak umilić życie. 

W sieci mamy wszytko, dosłownie wszystko i za pomocą Internetu Senior będzie się mniej czuł samotny, bo przecież jeśli tylko jest dobra wola, można w sieci zapoznawać nowych ludzi i spełniać swoje marzenia. Można posłuchać ulubionej muzyki, czytać wiersze, czy też oglądać filmy. Wszystko to za pomocą tego czegoś, bez wychodzenia z domu, pod ciepłym kocem i z gorącą herbatą. Fajnie co nie? 

Ja nie wiem, jak ja kiedyś żyłam bez Internetu, a teraz to sobie kompletnie nie wyobrażam życia bez kompa, jak to mawia młodzież. Jestem zakochana w moim laptopie i cieszę się, że mogę zajrzeć na YT, mogę obejrzeć film na VOD. Mogę pogadać na FB i mogę się zobaczyć z rodziną na Skype. Obcykana jestem – prawda? 😀

Pewnie, że jeszcze dużo nie wiem i wciąż szperam i wciąż szukam czegoś nowego i się uczę jak mądrze korzystać z sieci, a wciąż mam z tego radość. Może powinnam trochę się wylogować, bo dzieci się trochę martwią, że ich matka spędza tyle czasu w sieci, ale ja Im zadaję od razu pytanie, czy jeśli mnie potrzebują, to czy mnie nie ma? W ten sposób zakańczam dyskusję nad moim uzależnieniem, a z drugiej strony, to ciężko jest zagospodarować Seniorowi cały swój dzień i tych wszystkich godzin w ciągu doby, a więc komputer to jest świetne rozwiązanie, na samotność i na poszerzanie swoich horyzontów i oczywiście świetne rozwiązanie, by pisać bloga. 🙂

Ciekawa jestem jak to z Wami jest? Pogadajmy. 🙂

Niepełnosprawność, to nie koniec świata :)

To była taka malutka wioseczka w Beskidach. Daleko od wszystkiego, jakby za górami za lasami, stało sobie dwadzieścia domków, tworzących pewną społeczność, która trzymała się razem, gdyż jej mieszkańcy musieli liczyć tylko na siebie. Robili więc listę zakupów, aby jednym wyjazdem do miasta zaopatrzyć wszystkich w potrzebne artykuły. Tutaj szli spać zaraz po zachodzie słońca i tu budzili się z pianiem koguta. Cicha społeczność, która zawsze walczyła, aby przetrwać. Trochę uprawiano tutaj ziemię i trochę hodowano zwierzęta, aby mieć, co do garnka wrzucić. Byli w zasadzie szczęśliwi, bo żyli z dala od miejskiego zgiełku i za żadne skarby by tego nie zamienili. Żyli tak z dziada, pradziada i hołubili ten swój maleńki skrawek na ziemi. Kochali to miejsce i tutaj się rodzili i tutaj umierali, ale oczywiście zakładali rodziny, pojmując za żony panny z drugiego domu, uważając, że tak jest najlepiej, bo po co przyprowadzać obce panny, skoro swoja już wie, jak tutaj się żyje.

Nie było między nimi specjalnych zatargów, o nic, a jeśli się pojawiły, to starszyzna to rozwiązywała i wszystko wracało do normy. Kochali się i szanowali, jak nigdzie indziej na ziemi.

Pewnego dnia na świat przyszła maleńka Ania. Dano jej imię po Ani z Zielonego Wzgórza, bo akurat jej mama przeczytała kiedyś tę książkę i tak jej się spodobała, że postanowiła, że jeśli kiedyś zrodzi córeczkę, to tak ją właśnie nazwie.

Anię urodziła się w domu, przy pomocy akuszerki i poród przebiegał bez żadnych komplikacji. Aneczka rosła zdrowo, ale w pewnym momencie zorientowano się, że Ania nie mówi i nie słyszy. Tak, urodziła się jako głucho – niema i jeśli taka się urodziła, taką ją wszyscy przyjęli i zaakceptowali. Przychodziła do niej pani nauczycielka, aby nauczyć ją czytać i pisać. Pani nauczycielka przyjeżdżała z miasta i miała doświadczenie z takimi dziećmi, a Ania była bardzo pojętną dziewczynką i szybko nauczyła się czytać i pisać, ale na tym jej edukacja się zakończyła, bo rodzice uznali, że to powinno jej wystarczyć. Nie chcieli jej gonić w świat, bo sami byli z ledwością edukowani, ale Ani to nie wystarczyło.

Zaczęła czytać książki, które były w domu, a nie było tego wiele, a więc ktoś tam przywoził jej książki z miejskiej biblioteki. Pochłaniała wszystko bez składu i ładu, a najbardziej lubiła czytać latem pod wielkim drzewem, kiedy pasły się konie i krowy. Miała takie drzewo, wielkie i rozłożyste, które latem chroniło ją przed upałem. Kiedy była zima, siadała przy piecu i pochłaniała książki, a najbardziej interesowały ją pozycje historyczne i autobiograficzne, a pamięć miała niebywałą i szybko kodowała w głowie nazwiska i daty. Nie mogła mówić i nie słyszała, ale za to pamięć jej nie zawodziła.

Pewnego razu w jakieś gazecie przeczytała, że jest konkurs na felieton o codzienności ludzi nie będących nikomu znanymi.  O codzienności w różnych warunkach społecznych i ekonomicznych i Ania napisała ten felieton, w ukryciu, aby nikt nic nie wiedział. Podała to komuś, kto jechał do miasta, aby kupił znaczek i wysłał jej pracę.

Po miesiącu otrzymała gratulacje i wiadomość, że oto stała się szczęśliwą posiadaczką komputera. Nie wiedziała z czym to się je – ta maszyna i bardzo się bała, że nie da sobie rady, aby to uruchomić i  tym się poruszać po sieci. Owszem, coś tam wiedziała, ale potrzebne były jej instrukcje.

Znalazł się taki Jurek, co to kazał jej kupić modem, by tak się połączyć, a potem powolutku pokazywał jej, jak ogarnąć tę maszynę, a ona znów szybko wszystko złapała w lot.

Weszła w świat sieci i czytała i czytała i szukała sobie pokrewnych osób. Szukała osób niepełnosprawnych, takich do niej podobnych i pewnego razu spotkała na forum Andrzeja.

Andrzej był poetą i publikował swoje wiesze na swoim blogu, a także na forum i był rozchwytywany, bo pod każdym wierszem było moc komentarzy. Jego blog także cieszył się ogromną popularnością i tak odważyła się ona do niego napisać, że jest zachwycona. Tak rozpoczęła się ich korespondencja, a Andrzeja zachwycił w Ani jej wielki zasób słów i to, że pisała do niego najwspanialsze mejle.

Postanowili się spotkać i o dziwo, Andrzej się nie przestraszył, że Ania jest głucho  -niema. Nie wystraszył się, że mieszka w takiej małej społeczności, a uznał ją za nie odkryty diament, wyjątkową, intelektualną perłę. Zakochał się bardzo szybko, bo poczuł pokrewną duszę i postanowił z nią się zestarzeć. 🙂

Senior i Seniorka klika – często z psychiatryka!

Muszę po pewnych refleksjach i obserwacji napisać, że gdyby nie Internet, to nie miałabym zielonego pojęcia o wielu sprawach. Prawdą jest, że komputer podłączony do sieci, stanowi wielgachne okno na świat, przez które można zobaczyć nie tylko swoje poletko za domem, ale i inne krajobrazy i można wyczytać dosłownie wszystko.

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę daną frazę i wyskakują linki, wiele linków i tym sposobem można wyczytać jak pozbyć się niechcianej plamy, jak wychowywać dziecko, jak pozbierać się po stracie bliskiej osoby itd. Wchodzimy do Internetu, aby sprawdzić jak objawia się depresja, czy też nerwica i wszystkie choroby świata. To pudełeczko powie nam wszystko, co w danej chwili nas interesuje.

Możemy posłuchać muzyki, obejrzeć film, ściągnąć dostępne programy do malowania i grafiki, czy też pograć z innymi w brydża, czy jakieś tam literaki. Można zapisać się na forum i wymieniać z innymi poglądy i tam zamieszkać na lata.

Kiedy poruszałam się w realnym świecie, bo z komputerem jestem jakieś pięć lat, wierzyłam w człowieka i jego ludzkie odruchy i zachowania. Byłam i jestem otoczona dobrymi i prawymi ludźmi, a jeśli miałam wrogów, bo któż ich nie ma, już dawno spisałam takie osoby na straty i wywaliłam z pamięci, jako prymitywy i zamknęłam rozdział.

Zmierzam do tego, że czytając np. na Facebooku komentarze tam zamieszone pod artykułem, czy felietonem, rzuca się w oczy obrzydliwe hejterstwo i gnój jaki można przeczytać. Włos się jeży na głowie, że ludzie potrafią być tak podli bez grama empatii i zrozumienia. Nie jest tak, że to tylko młodzież i gównażeria się tak zachowuje – oj nie!

Zachowują się też tak Seniorzy, których nigdy o hejt bym nie podejrzewała. Zachowują się jak świry w sieci i wylewają na wszystko swoje frustracje pomieszane z fekaliami i śmierdzi okropnie. Seniorzy się nienawidzą i skaczą sobie do oczu i wiecie co? Oni są gorsi od gimbazy, która nie ma jeszcze sprecyzowanych poglądów na życie i w dupsko im się jeszcze nie nalało. Jestem w stanie zrozumieć gówniarza, który nie ma pojęcia, co to jest prawdziwe życie, bo jeszcze go nie przeżył i dopiero zbiera życiowe doświadczenia, ale Senior?  Wydawałoby się, że Senior brzmi dumnie. Wydawałoby się, że życie nauczyło go wyrozumiałości, taktu i tych różnych życiowych mądrości, ale się bardzo zawiodłam i wiecie co? Ubolewam nad stanem umysłowym tych ludzi i zastanawiam się jacy byli, kiedy jeszcze pracowali i obracali się między ludźmi. Jacy byli, kiedy byli mężami i żonami i wychowywali swoje potomstwo. Jacy byli, kiedy trzeba było pracować między ludźmi i się z nimi komunikować z najróżniejszymi sprawami? Niepojęte, że na starość tak można się zmienić i dokopywać sobie wirtualnie. Niepojęte, że starość kiedy dopada człowieka zamienia go w wampira.

Moi drodzy czytelnicy. Nie generalizuję, że wszystkie starsze osoby takie są. Przecież czytam wiele blogów, fantastycznych blogów, prowadzonych przez Seniorów i sama należę do tej grupy, ale jest pewna grupa taka, która w sieci potrafi tylko zrzędzić, obrażać, kląć, wyzywać i mieszać z błotem i wiem, co piszę, gdyż z racji wieku poruszam się w rejonach, gdzie piszą w moim wieku i mogłabym tutaj wkleić setki, dosłownie setki przykładowych wpisów Seniorów – świrów, którym zamiast dowodu powinni zabrać dostęp do komputerów.

Nie zaśmiecę swojego bloga takimi wpisami, bo wstydzę się za ludzi w moim wieku. Niektórzy kwalifikują się, że ten i owa klika i – powinno się zamknąć ich  do psychiatryka i na tym zakończę brutalnie ten wpis. Zniesmaczona Ela!

Yes, yes, yes i znów czegoś się nauczyłam

 No i super. Kłopot z głowy, bo już się martwiłam, że nie wstawię na blogaska żadnego zdjęcia, gdyż przestrzeń wyczerpałam jaki blogierom jest przyznawany. Blog bez zdjęć byłby smutny, kiedy chce się pokazać gdzie się było, co zwiedzało, albo przeżyło. Biorę ze sobą zawsze aparat, bo uwieczniam cyfrowo fajne chwile i chciałoby się podzielić z innymi.

Jest na to rada i Blog.pl właśnie taki znalazł i dziś rozpracowałam ten sposób i fotka znalazła się na blogu. Łatwo i bezboleśnie, choć troszkę pogłówkować musiałam.

Jeśli ktoś nie wie, to podaję link do instrukcji. Stres ze mnie właśnie spłynął he he.

http://blog.blog.pl/2014/05/05/za-malo-przestrzeni-dyskowej-na-blogu-jest-na-to-rada/

A kiedy komputer prawdę ci powie!

Byli małżeństwem od 10 lat uważanym niemal za idealne. Na świat w odstępie dwóch lat przyszły na świat ich śliczne i zdrowe córeczki. Postanowili, że Marek będzie pracował, a żona Danuta zajmie się ich dziećmi do chwili, kiedy ich dzieci zasiądą w ławkach szkolnych. Danuta miała wyższe studia, ale postawiła na rodzinę i dzieci. Marek jako doskonały informatyk otrzymał kontrakt w Londynie i postanowili, że to on będzie na rodzinę zarabiał.

Wiodło się im bardzo dobrze, bo zarobki Marka były wystarczające i w zasadzie nie musieli niczego sobie odmawiać. Co roku stać było ich na zagraniczne wakacje w ciepłych krajach, a także na remont domu, który wyposażali w najlepsze meble i sprzęt ułatwiający prace domowe. Danuta lubiła w mężu to, że dbał o nią i ich dzieci. Niczego jej nie brakowało i mogła spokojnie zająć się wychowywaniem córek.

Kiedy Marek zjawiał się w domu raz na miesiąc, starał się spędzić 4 dni wraz ze swoją rodziną, zapewniając im sporo atrakcji, zabierając ich w ciekawe miejsca, odległe od miejsca zamieszkania. Kochał swoje córeczki i pragnął przez te dni poświęcić im jak najwięcej swojego czasu. Żonie nie skąpił wyjść do najlepszych restauracji i zapewniał jej wieczór przy świecach – tylko we dwoje.

Danuta nie miała prawa narzekać na męża, bo dbał o nią, obsypując drobiazgami w postaci dobrych perfum, czy też biżuterii. Koleżanki zazdrościły jej męża, gdyż ich mężowie nie byli w stanie zapewnić im takiego statusu na państwowych posadkach i wiązały ledwo koniec z końcem. Nie to, co Danuta, która zawsze była szykownie i modnie ubrana. Stać było ją na fryzjera i kosmetyczkę, a także zakupy w najdroższych butikach. Koleżanki lubiły jej towarzystwo, gdyż zawsze była uśmiechnięta i służyła pomocą. Dość często korzystały z drobnych pożyczek , których Danuta nie odmawiała. Wiedziała, że oddadzą i był to układ pełnego zaufania. Wspólne kawy i spotkania na babskich wieczorach były dla Danuty okazją do wyrwania się z monotonii i skracały czas oczekiwania na męża.

Kiedy Marek przyjechał ponownie, pewnego wieczoru Danuta bardzo źle się poczuła i wezwał pogotowie, gdyż bardzo się wystraszył, gdyż zrobiła się biała jak ściana i była bardzo osłabiona. Po rutynowym badaniu w szpitalu, lekarz skierował ją jeszcze na badanie ginekologiczne i okazało się, że Danuta jest w ciąży. Marek się bardzo ucieszył, ba, był bardzo szczęśliwy, choć drżał, aby ciąża się utrzymała. Zawsze marzył o większej rodzinie i wiadomość o ciąży żony była dla niego radosną nowiną.

Danuta wymagała hospitalizacji i dlatego Marek swój wyjazd do Londynu musiał przełożyć, aby być blisko córek i swojej żony. Lekarz oznajmił, że ciąża jest zagrożona i w konsekwencji Danuta musi być pod ścisłą opieką lekarską.

Wiedział, że musi zająć się dziećmi i wychodziło mu to całkiem zgrabnie. Dziewczynki były posłuszne i nie miał z nimi żadnych kłopotów. Radził sobie z posiłkami i sprzątaniem i w między czasie odwiedzał żonę w szpitalu, donosząc jej świeże owoce i soki. Dbał, aby niczego jej nie brakowało.

Pewnego wieczora, kiedy córeczki poszły już spać, otworzył komputer  żony w celu skontaktowania się z kolegą. Miał fajnego kumpla, z którym od lat łączyła ich przyjaźń.

Kiedy zajrzał do sieci, jednym kliknięciem wszedł na profil Danuty, która się nie wylogowała z portalu. Od niechcenia zauważył, że ma ona 10 wiadomości nie odebranych. Ufał żonie i zaczął  czytać je od niechcenia. Nagle w trakcie tej lektury zapragnął odczytać wszystkie wiadomości żony, bo z każdą chwilą zawalał mu się świat.

Okazało się, że Danuta pisała z jego kolegą, przyjacielem i umawiała się z nim na randki w tym czasie, kiedy on harował na nią i ich dzieci. Były to bardzo intymne zwierzenia, od  których Markowi włosy stanęły dęba. Pisała, że już go nie kocha i jest z nim tylko, ze względu na pieniądze i dobrobyt jaki jej zapewnił. Czytał, że seks z nim jest nudny i robi to tylko z przymusu. Czytał, że każdy jego przyjazd, to dla niej teatr, bo musi udawać, iż jest wciąż w nim zakochana. Czytał, że nie wie jak mu powiedzieć o ciąży i wmówić mu, że to będzie jego dziecko. Czytał, że nie może być z tamtym, bo wiele na tym straci, ale nigdy nie zrezygnuje z nim z seksu. Zajrzał jeszcze do galerii i zobaczył zdjęcia tylko dla tamtego w różnych, roznegliżowanych pozach w bieliźnie jaką jej kupował.

Wstał od komputera jakby nagle ktoś dał mu czymś ciężkim w głowę. Postanowił działać natychmiast i wykonał telefon do swojej matki, aby rano postarała się do niego przyjechać. Kiedy się zjawiła, był już spakowany do wyjazdu. Nie chciał niczego wyjaśniać dzieciom, a poprosił tylko, by były grzeczne i słuchały babci.

Z Londynu złożył pozew o rozwód i wyłączną opiekę nad dziećmi. Nie chciał mieć już żadnego kontaktu z Danutą, która miała urodzić kolejne dziecko – nie jego.