Archiwa tagu: książka

Mały sukces – radość!

Pisanie bloga jest dość ryzykowne, bo nigdy nie wiemy kto nas czyta!

Jednak kiedy piszemy prosto z serducha i nic nie zmyślamy, nie koloryzujemym, a piszemy jak jest , to może spotkać nas miła  niespodzianka.

Czytelnik zawsze wywęszy fałsz, a więc staram się pisać strasznie szczerze i przyjaźnie dla innych ludzi.

Czasami ofuknę polityków, bo obecny stan w Polsce jest nieznośmy, falszywy i destukcyjny i mam nadzieję, że wkrótce przy uranch pokażemy politykom – dość!

5 października 2018 roku napisałam tekst pt. „Zakochani”, który wkleiłam poniżej.

Tekst ten spodobał się i trafi na łamy poniższej ksążki, napisanej prze Bohdana Gadomskiego, w której zawarta jest biografia pisarza – Andrzeja Rodana.

Udzieliłam zgody na publikację i oczywiście się cieszę z tak małego „sukcesiku”, bo miło jest być zauważonym.

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

„ANDRZEJ RODAN z taką pewną nieśmiałością tako rzecze: wybitny publicysta multimedialny BOHDAN GADOMSKI, redaktor tygodnika “ANGORA”, tracąc nerwy i czas napisał o mnie biograficzną książkę, która niebawem trafi do drukarni. Autorem okładki jest wszechstronnie utalentowany WOJCIECH “VOVO” FULARSKI. Utalentowany pod każdym względem, bowiem kilka dni temu urodził mu się syn Leo. Gratuluję Wojtkowi, Oli oraz małemu Leo”.

 

Pisarza – Pana Andrzeja Rodana poznałam na fejsbukowych ścieżkach bodajże 8 lat temu, kiedy zaczynałam swoją przygodę z Facebookiem.

Andrzej Rodan jest pisarzem i napisał ponad 50 książek, a można się zapoznać z Jego twórczością tutaj:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Rodan

Andrzej Rodan (ur. 14 stycznia 1945 w Łodzi[1]) – polski pisarz, publicysta, filozof, z wykształcenia historyk kultury.

Pan Andrzej ma wielkie grono znajomych i często na Jego profilu odbywają się ciekawe dyskusje, w których i ja biorę udział i zawsze dobrze się bawię, bo zaglądają na Jego profil naprawdę ciekawi ludzie, którzy wyrażają swoje zdanie na zajawkę Pisarza.

Kto będzie chciał bliżej poznać uznanego pisarza, to niechaj poszpera w sieci, a może nawet zakupi jakiś Jego tytuł, bo Andrzej Rodan pisze ciekawie i w punkt, za co był nieraz krytykowany.

Ale ja nie o tym chciałam.

Andrzej Rodan zamieścił na swojej Osi Czasu zdjęcie ze swoją ukochaną Bogumiłą Pawłowską – Lewandowską – Rodan – wyśmienitą śpiewaczką i piękną blondynką.

Poznali się i pobrali, choć oboje są już niemłodzi, ale za to wciąż piękni.

Moje serce zawsze się cieszy, kiedy ludzie się zakochują w sobie niezależnie od wieku i takim związkom życzę szczęścia na tej ostatniej prostej.

Ja z moim Mężem jesteśmy razem zaraz 43 lata i doskonale wiem o tym, że życie we dwoje jest lepsze, bo ma się chociaż do kogo odezwać i planować następny rok we dwoje.

Dlatego zawsze kibicuję ludziom, którzy chcą się razem zestarzeć i być ze sobą na dobre i złe – tak do końca.

Mamy więc parę, która się w sobie zakochała, a spotkali się piękni ludzie z apetytem na życie.

On wciąż pisze, a Ona śpiewa i tak się te artystyczne dusze dopełniają!

Andrzej Rodan właśnie wydał książkę pt. „Historia Głupoty w Polsce”, w której nie oszczędza obecnej władzy.

Nagrywa też filmiki na yt, w których analizuje najciekwasze postaci z tego nierządu i  robi to po mistrzowsku i ze smakiem.

Zawsze kiedy widzę takich zakochanych, to sobie śpiewam cichutko piosenkę, że piękna miłość między nami – tak delikatna jak aksamit! 🙂

Obraz może zawierać: 4 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

 

Reklamy

Warto kochani pisać – nawet blogi!

Jak to nigdy nie wiadomo, co nam przyniesie nowy dzień, a mnie przyniósł wiadomość na Facebooku od pisarza Andrzeja Rodana o takiej, poniższej treści:

„Elżbieta: Bohdan Gadomski, publicysta tygodnika „Angora” pisze o mnie książkę. Prawdopodobnie ukaże się w marcu br. Chce zamieścić tam fragment Twojego bloga, w którym piszesz o mnie i o Bogusi. Oczywiście podaje nazwę bloga oraz Twoje imię i nazwisko. Ale ma pytanie: tam gdzie piszesz o swoim 43-letnim związku i mężu, powinno się podać jego imię. Jeśli się zgadzasz daj mi tu imię męża”.

Ujawniłam imię mojego Męża i się ucieszyłam, że mój jeden wpis sprawił komuś radość i znajdzie się w książce.

Warto pisać- naprawdę warto, bo pisanie może stać się wielką przyjemnością poprzez wyrażanie siebie i swoich myśli, spostrzeżeń na świat i życie nas otaczające.

Jestem taką osobą, że zawsze lepiej mi się pisało i wyrażało swoje myśli, aniżeli rozmawiało na żywo, bo jestem nieśmiałą osobą i choć żadną pisarką nigdy się nie stanę, bo mam za mało doświadczenia, to piszę bloga tak jak umiem i jak mi serce dyktuje.

Mój blog przechodził różne koleje swojego istnienia, a najważniejsze i najbardziej traumatyczne było to, że Policja skasowała mnie z komputerów, bo niby wystąpiłam w jednym wpisie przeciwko państwu polskiemu, co było bzdurą, bo jeno cytowałam.

Potem przeszłam traumę hejtu w sieci, ale na szczęście hejterka się uspokoiła, bo zrozumiała, że mnie nie złamie, a ja znam jej dane osobowe.

Obraziła się też na mnie rodzina kilka razy, bo pisałam jak Maks Kolonko – prawdę – jak jest!

Przetrwałam i w czerwcu 2019 roku będę miała 8 rocznicę mojego bloga.

Kiedy byłam młodą dziewczyną i nie było oczywiście Internetu, to pisałam pamiętniki, które mam do dzisiaj głęboko schowane.

W tych pamiętnikach opowiadałam o swoich dylematach z ojcem, który bił i ze swoim dorastaniem, dojrzewaniem i pierwszej miłości.

W moich pamiętnikach do dziś są wklejone bilety z kina, teatru, wiersze i moje, osobiste zwierzenia, a więc zawsze chciało mi się pisać, a pisze jak potrafię.

Prowadzę mejlową korspondencję z „A”, z którą napiasałam ponad 2 tysiące mejli i to Ona w czasie choroby mojej Mamy stawiała mnie do pionu, radziła, współczuła i jestem jej wdzięczna, bo pisanie do Niej i otrzymywanie wiadomości ma dla mnie ogromną wartość.

„A” jesteś niezwykła.

Czasami ludzie piszą, że nie mają weny, że gdzieś uciekła i nie mają o czym pisać czekając na pojawienie się weny, a ja nie mam takich problemów, bo czytając różne miejsca w sieci i obserwując np. telewizję zawsze coś wzruszy, zdenerwuje, zaciekawi, zainspiruje i warto o tym pisać w swoich, kolejnych notkach.

Pod choinkę dostałam od Córki i Zięcia ciekawą książkę – autorki Reginy Brett pt. „Mów własnym głosem” i zaczęłam ją czytać, a w pierwszym rozdziale jest o tym, że warto pisać i czytamy:

Znalezione obrazy dla zapytania regina brett

„Piasanie uratuje ci życie.

A potem uratuje komuś innemu.

Taką moc ma wyrażanie swojej prawdy.

Ja straciłam tę umiejętność we wczesnym dzieciństwie.

Jednym z moich pierwszych wspomnień w dzieciństwie jest wrzask taty, spuszczającego mi lanie.

Byłam jeszcze małą dziewczynką i próbowałam mu wytłumaczyć cichym , smutnym głosem: „Nie musisz na mnie krzyczeć. Jestem tylko dzieckiem”.

Miałam zaledwie cztery, albo pięć lat więc nie mogłam wygrać z nim ani z jego pasem.

Po pewnym czasie przestałam mówić cokolwiek na swoją obronę.

Później jednak zaczełam pisać. I to uratowało mi życie.

W szkole podstawowej zaczęłam pisać pamiętnik, a pisanie stało się moją terapią i moim najlepszym przyjacielem.

Było moją bratnią duszą, kiedy czułam się samotna.

Moim jedynym słuchaczem, kiedy nie miałam komu się zwierzyć ze swojego cierpienia.

Moim oparciem, bezpieczną przystanią i zbawieniem, zanim znalazłam Boga, który dał mi to wszysto i wiele więcej”.

Regina Brett  – „Mów własnym głosem”.

 

Znalezione obrazy dla zapytania regina brett

Nie bądźmy pruderyjni!

Jasne, seks to podstawa krążenia wokół Słońca naszej zapełnionej ludźmi planety, bo gdyby nie seks, Ziemia byłaby bezludna.

Od trzech lat rządów tego nierządu stało się coś, co mnie ogromnie ucieszyło, ale nie to, że nastąpił właśnie moment, że ten nierząd wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej i dąży do POLEXITU.

Ucieszyła mnie nowiutka książka o erotyce z pod pióra Anji Rubik, naszej medalowej modelce pt. „#sexedpl” traktująca o dojrzewaniu, miłości i seksie.

Ja jako seniorka uważam, że książka – poradnik jest bardzo potrzebny polskiej młodzieży i niech zrobi dobrą robotę w temacie zamiatanym pod dywan i ukrywany za czarną kurtyną.

Mamy wszak XXI wiek i mamy Internet, ale w temacie seksualności z ledwością schodzimy z drzewa i czasami w sieci czytam tak nieprawdopodobne niedoinformowanie wśród dzieci i młodzieży, że włos się jeży ze zdumnienia.

Od trzech lat żyjemy w Polsce konserwatywnej, w którym kościół jest wszędzie, bo nawet w szkołach.

Młodzież i dzieci mają w tygodniu wiele lekcji religii, a lekcji o ludzkiej rozrodczości „O”.

Jakże często rodzice nie potrafią rozmawiać o tym temacie ze swoimi dziećmi, bo sami nie mają dostatecznej wiedzy, albo się wsydzą i mówią, że jakoś to będzie i sądzą, że ich dziecko jakoś z tematem sobie poradzi.

Ja sama pamiętem moje szkoły kończone w czasach PRL-u, w których nie edukowano nas wcale, a pod ławką dziewczynki czytały książkę, jedyną na rynku pt. „O dziewczętach dla dziewcząt”, a te starsze „Sztukę kochania” – Wisłodzkiej.

To była jedyna metoda, aby dowiedzieć się czegoś o własnym ciele, kiedy wchodziło się w dorosłe życie.

Anja Rubik napisała swoją książkę po wielu spotkaniach ze specjalistami w dziedzinie i odbyła wiele spotkań na warsztatach z młodzieżą.

Nie jest to jej moralizowanie, a wiedza oparta na wielu pytaniach i wątpliwościach zebranych podczas spotkań.

Cieszę się, że taka pozycja się ukazała i jeśli ta książka zapobiegnie jednej niechcianej ciąży to brawo!

Jestem babcią i mam trójkę Wnucząt, które za chwilę staną się nastolatkami i ogromnie cieszę się, że będą mogły wejść w dorosłe życie jako osoby świadome i uświadomione!

Nie ma się doprawdy czego wstydzić i dziwię się, że szkoły się boją, a także rodzice, którzy nie rozumieją, że gdyby nie seks, to nie było by nas na tej kuli ziemskiej i zwierząt też!

 

Znalezione obrazy dla zapytania anja rubik

Książka na półce!

Kto mnie czyta, ten wie, że mam chorą Mamę, która żyje z wyrokiem rak, już za chwilę będzie dwa lata.

Tak przykro się na to patrzy, bo całkowicie jest zależna od rodziny.

Lekarze po diagnozie dawali Jej 3 – 4 miesiące życia, a tu taki sprawdzian dla rodziny, ale nikt nie pomyślał, aby oddać Ją do hospicjum.

Wiem, że przydzie taka noc  – taki dzień, że Mama odejdzie i oto nastąpi jej życia kres.

W tej sytuacji niewiele mnie cieszy, ale aby nie popaść w stan depresyjny mówię sobie, że mnie cieszy jednak coś!

Cieszy mnie, że z Mężem mamy jeszcze jako takie zdrowie i we dwoje ciągniemy ten przysłowiowy wózek i razem dajemy sobie jeszcze radę.

Cieszy mnie, że moje Dzieci mają pracę i sobie radzą, a moje Wnuki, to super są dzieci, z których jestem ogromnie dumna.

Cieszy mnie, że mam swoje miejsce na Ziemi i swój malutki kąt, w którym czuję się świetnie i nigdy swojego kąta nie opuszczę, bo to w nim czuję się bezpieczna.

Cieszy mnie, że mam, co do garnka włożyć i sama wciąż gotuję obiady i nie jestem zależna od jakiegoś kateringu, czy pomocy Dzieci.

Cieszy mnie kiedy wciąż potrafię się wzruszać i mam wielką wrażliwość i przy takiej twórczości płaczę!

Przeżyłam w swoim życiu naprawdę wiele lat traumy, a jednak udało mi się zachować człowieczeństwo i moje przyżycia nie zabiły we mnie niczego!

Nie zmieniłam się w jędzę, wiedźmę, sekutnicę, bo potrafiłam pożyczyć modem do Internetu sąsiadowi, który mieszka w mojej klatce i jest chory na raka, który ani razu w życiu mi się nie ukłonił!

Jesteśmy z Mężem tacy, że jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to się nie migamy i pomagamy!

Nie piszę tego, aby się chwalić, a piszę dlatego, że warto być przyzwoitym.

Na rynku księgarskim pojawiła się książka, za którą Marcin Wicha otrzymał nagrodę Nike – 2018.

Od razu zainteresował mnie tytuł, bo brzmi – „Rzeczy których nie wyrzuciłem”.

Książki jeszcze nie mam, ale pójdę do księgarnii i ją kupię, bo jest to rozrachunek  autora z życiem po śmierci swojej matki.

Nie kupię jej przez Internet, bo chcę poczuć tę magię zakupu książki w księgarnii, by poczuć od razu jej zapach.

Postanowiłam sobie, że nie przeczytam tej książki w czasie choroby mojej Mamy, bo pewnie bym się rozsypała na kawałki.

Przeczytam ją wówczas, kiedy uporam się z żałobą!

Niech książka leży na półce nawet rok, bo moja Mama może tyle jeszcze pożyć, ale kiedy się otrząsnę, to sięgnę już na spokojnie po tę pozycję.

Myślę, że ta książka zrobi furorę na wzór filmu pt. „Kler”

 

 

Literacka Nagroda Nike 2018: Marcin Wicha ze statuetką

Trafiony, świąteczny prezent

W Wigilijnym ferworze tyle się dzieje.

Dostajemy prezenty od Mikołaja i często od razu ich nie otwieramy, a zostawiamy tę czynność, aż się wszystko uspokoi, uciszy.

Ja pod choinkę dostałam książkę i też odłożyłam ją na spokojniejszy czas.

Przeczytałam tylko tytuł i odłożyłam prezent na bok, ale pomyślałam sobie, że oto otrzymałam jakiś poradnik z aforyzmami i poradami jak żyć, albo jak żyć obok innych.

Dziś wzięłam książkę do rąk i zaczęłam czytać, a im głębiej wchodziłam w treść, to zaczęłam też wyć, bo książka tak jest napisana, by wejść w każdą sferę naszego życia – także seksualną.

Autorka tej książki – Regina Brett opisuje bardzo wnikliwie swoje dość, tragiczne i traumatyczne życie. Pisze do bólu szczerze i obnaża swoją rodzinę oraz oskarża ją za swoje niepowodzenia późniejsze.

Dlaczego tak mnie ta książka pochłonęła? – Dlatego, że  życie autorki  było bardzo podobne do mojego, choć Ona urodziła się w innym kraju, ale w tym samym czasie.

W książce nie ma żadnych ilustracji, a jest zwięzły, prawdziwy tekst bez owijania w bawełnę. Jest szczerze i mądrze.

Jeśli więc byliście bici w dzieciństwie.

Jeśli byliście molestowani w dzieciństwie.

Jeśli byliście poniżani w szkole.

Jeśli wchodziliście w nieciekawe związki i byliście zdradzeni.

Jeśli nie układało się w związku i dopadł Was rozwód.

Jeśli byliście poniżani w środowisku.

Jeśli byliście zgwałceni.

Jeśli mieliście kłopoty w pracy i dużo tych  jeśli – to przeczytajcie książkę Reginy Brett, a ta lektura spowoduje, że się oczyścicie z poczucia winy, strachu, niemocy.

Staniecie się silniejsi i mocniejsi i wiem, co piszę, bo mi ta lektura już pomogła w wielu moich życiowych problemach, które ciągle mam, ale wiem dzięki książce jak mam sobie z nimi radzić.

 

Regina Brett

Kochaj

Najnowsza, niezwykle osobista książka Reginy Brett, autorki bestsellerów Bóg nigdy nie mrugaJesteś cudemBóg zawsze znajdzie ci pracę i Twój dziennik.

Ta książka nie jest dla każdego. Napisałam ją z myślą o tych, którzy zostali zranieni albo kochają zranionych, ale i dla tych, którzy są nieświadomi własnych ran, chociaż innym wydają się one oczywiste.

No dobrze, wygląda na to, że ta książka jest dla każdego.

Głodna miłości – tak czułam się przez wiele lat mojego życia. I wiem, że nie jestem w tym odosobniona.

Przeżyłam wiele trudnych chwil. Dziś potrafię spojrzeć wstecz i dostrzec dar w każdym z moich doświadczeń. Gdybym mogła wybierać z menu życia, nigdy nie zdecydowałabym się na większość sytuacji, które mi się przytrafiły – a mimo to żadnej nie żałuję. Każde doznanie i każdy związek uczyniły mnie tą osobą, którą jestem. Dziś wreszcie mogę powiedzieć, że kocham ją całym sercem.

Pragnę, żebyś i ty ze wszystkich sił pokochał siebie, swoje życie i otaczających cię ludzi.

REGINA BRETT

Marzę o napisaniu książki, ale…

Od kilku miesięcy chodzi mi po głowie szatańska myśl. Łazi i grzebie w moich zwojach mózgowych, że chciałabym napisać książkę.

Powiecie wariatka i po co jej to, ale gdzieś mnie gna wewnętrznie, ale także mam obawy, że nie zdołam nigdy tego uczynić, bo nie mam warsztatu, choć pomysł w głowie jest prawie gotowy.

Chciałabym zamknąć swoje życie na kartach powieści, czy też biografii i tu się trochę waham. Mam o czym pisać, choćby ze swojego życia, bo było ciekawe i burzliwe, ale boję się, że nie zdołam oddać słowem swoich emocji i sprawić, aby nie wyszedł z tego gniot, którego nikt nie będzie chciał wydać.

Zdaję sobie sprawę, ze swoich ułomności i braków, ale w końcu nie wszyscy piszący mają obcykany warsztat, choćby taka Danuta Wałęsa i wielu, wielu innych, którzy dyktowali swoje wspomnienia, a ktoś inny ubierał je w działy i pisał w sumie za te osoby.

Noszę w sobie wiele emocji i przemyśleń, o których nie chcę, a może nie mogę napisać na blogu. Kotłują się we mnie i wciąż proszą się o spisanie, ale ja jestem w tym temacie kobietą małej wiary w swoje umiejętności i w sumie nie wiem jak się do tego zabrać.

Mam w domu dwa komputery i mogłabym jeden wykorzystać tylko na pisanie, aby się nie rozpraszać, a drugi używać do pisania bloga, bo sprawia mi to przyjemność. Dzięki blogowi poznałam wspaniałych, wirtualnych ludzi komentujących i też piszących swoje blogi. To wspaniałe uczucie, kiedy się wie, że piszę bloga nie tylko dla siebie, a jednocześnie mogę podglądać innych i czytać, co mają do powiedzenia światu.

Czuję się spełniona, pisząc bloga, a jednak czegoś mi brak i marzy mi się rozszerzone pisanie, ale myślę, że jestem na to za słaba i emocje idą w odstawkę.

Dlatego pytam, czy warto poważnie pomyśleć o pisaniu i doskonalić swój warsztat oraz szukać w sieci porad, jak się zabrać do pisania książki.

Idzie zima i długie wieczory, a więc łatwiej będzie usiąść i popróbować, ale skłaniam się od razu do tego, że nie każdy pisać może.

Oczekuję w komentarzach jakiś porad, a może wskazówek, ale jeśli ich nie będzie, to spróbuję usiąść do stacjonarnego komputera i coś tam spróbować.

Dobrej nocy 🙂

 

Ja tego gościa nie kupuję!

Ja naprawdę jestem wiele w swoim życiu zrozumieć, bo rozumiem odmienność i nie przeszkadza mi to w seniorkowym życiu. Jesteśmy, my homo sapiens bardzo różni, bo gdybyśmy byli jednakowi, to byłoby na tym świecie niezwykle nudno.

Geje, Lesbijki, trans coś tam, coś tam, kiedy nie epatują zbytnio tą swoją innością mają moją zgodę, łącznie z paradami tęczowymi, ale raz w roku!  Taki jest ten świat i tak jest urządzony, że z innością spotykamy się i już. Nie ma na to rady, bo inność jest wszędzie. Jest na naszych ulicach, a zwłaszcza w dużych miastach i jest w mediach. Jeśli ktoś jej nie toleruje, to musi się nauczyć omijać inność szerokim łukiem, albo powinien nauczyć się z innością żyć.

Jednak czegoś nie rozumiem, kiedy znany i okropnie poczytny pisarz Michał Witkowski z fajnego homoseksualisty przemienił się w dziwaka, którego ja nie potrafię rozszyfrować i nie rozumie tego też świat show biznesu.

Facet, który nie narzeka na powodzenie, bo jego książki tłumaczone są na wiele języków świata i sprzedają się jak świeże bułeczki,  a więc hajs ma, nagle zmienił się w potworka napompowanego botoksem, który szokuje, albo zniesmacza.

Jego stylizacje być może są jakąś formą sztuki i pewnie są, ale ja żadnego jego projektu i stylówy nie potrafię prawidłowo odczytać, bo może nie mam tego czegoś w sobie. Jednak nie mam wyrzutów sumienia, bo jego przebrania są dziwne i dla koneserów sztuki i nikt właściwie inaczej tego nie tłumaczy jak tylko lans i próba zwrócenia uwagi koniecznej na sobie.

Szkoda wielka, że sam zainteresowany nie opowiada, o co mu chodzi w następnym projekcie i szkoda, że z tak fajnej buzi na początku kariery, mamy twarz okropnego dziwaka i wiecie co? Nie przeczytam ani jednej jego książki, bo mi obrzydził moją chęć bardzo skutecznie.

Przyznał się odważnie, że cierpi na stany depresyjne i łyka leki łącznie z Prozakiem, co by w sumie tłumaczyło jego zachowanie i może wielcy tego świata muszą się wyróżniać z tłumu. Jednak ja wolę twardych mężczyzn, mogą być zarośnięci, mogą być inteligentnie chamscy, a tu mamy ewidentnie jakieś flaki z olejem i nie mężczyznę, a jakiegoś żałosnego złamasa!

Ta historia mi pasuje do Larsa Von Triera, który tworzył tylko pod wpływem narkotyków i alkoholu i sam napisał, że:

– Wszystkie najlepsze filmy stworzyłem pod wpływem alkoholu lub narkotyków. Teraz chodzę na terapię i prześladuje mnie wizja, że już nigdy nie nakręcę żadnego obrazu – wyznał Lars Von Trier, reżyser „Nimfomanki” i „Antychrysta”, w wywiadzie dla duńskiego dziennika „Politiken”. Skandalista, który kiedyś zadeklarował, że „rozumie Hitlera”, zdradził, że wypijał dziennie butelkę wódki, aby być bardziej kreatywnym.

http://http://www.tvn24.pl/kultura-styl,8/von-trier-jestem-alkoholikiem-i-narkomanem-na-odwyku-moge-juz-nie-stworzyc-zadnego-filmu,493891.html

I może będzie tak z Witkowskim, że kiedy skończy koksowanie chemiczne, to będzie po pisarzu, a może i po człowieku i trzeba to wszystko podkreślić – wężykiem!  Kurtyna!

Z Wikipedii

Pisarstwo:

Witkowski Michał zadebiutował w 1997 tomikiem Zgorszeni wstają od stołów[1]. Oficjalnie za swą pierwszą książkę pisarz uznaje zbiór opowiadań Copyright wydany w 2001 roku. W 2005 r. wydał powieść Lubiewo, która wkrótce zyskała miano kultowej[2][3]. Kolejną jego powieścią była Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej, która powtórzyła sukces Lubiewa[4][5]. Prawdziwą popularność przyniosła mu jednak dopiero wydana w 2011 roku powieść kryminalna Drwal. W 2014 roku ukazał się kolejny kryminał Zbrodniarz i dziewczyna. Jego książki tłumaczono na 30 języków, m.in. angielski, niemiecki, fiński, szwedzki, norweski, francuski, hiszpański[6], niderlandzki, hebrajski, węgierski, słoweński, litewski, chorwacki, ukraiński, koreański, czeski, słowacki, rumuński, włoski, serbski, duński, łotewski, estoński. Przez sześć lat (do roku 2014) współpracował z „Polityką”, obecnie jest felietonistą tygodnika „Wprost[7]. Współpracuje z magazynem „Viva! Moda”.

Nagrody:

Trzykrotnie nominowany do Paszportu „Polityki” w kategorii „Literatura” (2005, 2006, 2007), w 2007 został laureatem tej nagrody[8]. Trzykrotnie nominowany do Nagrody Literackiej Nike, w 2006 (za Lubiewo), 2007 (za Fototapetę) i 2012 (za Drwala). W 2006 był finalistą[9]. Ponadto otrzymał Nagrodę Literacką Gdynia 2006 w kategorii „proza” za Lubiewo. Jego powieść Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej została wybrana Książką Lata 2007 Przeglądu Nowości Wydawniczych w Poznaniu[10]. Powieść Drwal znalazła się w finale Nagrody Literackiej Europy Środkowej Angelus 2012[11].

Nie pali się książek – czekam na propozycję

Wczoraj robiłam porządki w swoim księgozbiorze. Kilka pozycji zupełnie mi do niczego już nie potrzebnych oddam do biblioteki, bo po co mają się u mnie kurzyć i zajmować miejsce, skoro mogą się przydać komuś młodszemu, a chodzi o lektury z dawnych lat szkolnych.

Jednak jest taka pozycja, która mi zalega, której nie trawię,  a skoro jest skserowana, to raczej nie nadaje się do biblioteki, a chcę się jej koniecznie pozbyć i niech zejdzie mi z oczu raz na zawsze.

Przecież nie podrę książki i jej nie spalę, bo to nie są metody, które preferuję, gdyż każdą książkę szanować trzeba, choć nie zawsze zgadzamy się z autorem.

Dlaczego chcę pozbyć się tej książki? Opowiem od początku więc:

Swego czasu, bo może to był rok 2010, zaczęłam prywatnie pisać z autorką tej książki, która ukryła się pod pseudonimem „Aleksandra”. Opisała w tej książce dzieje swojego, jakże skomplikowanego życia. Fabuła  rozpoczyna się w samolocie i autorka zupełnie obcej osobie, towarzyszce podróży opowiada od początku, co spotkało ją w życiu. Opowiedziała, że była więźniarką obozu, a potem jak zawierała kolejne związki i opisywała swoje kolejne miłości i tu wątków erotycznych nie brakuje. Opisała swoją pracę w czasach słusznie minionych i jak rodziła kolejne dzieci, a potem opuściła Polskę. Naprawdę wciągająca historia, którą pochłaniałam swego czasu nad brzegiem morza nie zważając na pogodę, bo byłam osadzona w leżaku i czytałam tak namiętnie, że horyzont morza, którego nie widziałam, a który uwielbiam, a jednak książka owa bardziej mnie pochłonęła i czytałam ją z rozdziawioną buzią, że nie zauważałam, że wyszło słońce.

Minął rok od przeczytania tej fascynującej opowieści, a autorka wciąż udzielała się na forum seniora, na którym była moderatorem, potem jej to odebrano, a potem znów przyznano. Po drodze owa autorka zniszczyła kilka osób za przyzwoleniem administracji, bo jak tytuł książki brzmi, że „Kot zawsze spada na cztery łapy”, tak autorka książki zawsze się wymigała od odpowiedzialności, choć grała ostro i bezwzględnie. Ja tam nie wiem jakie koneksje ta pani miała i ma wciąż  z administracją forum seniora, ale wszystko jest jej wybaczane. Ja tam nie wiem kto finansuje to forum w jakimś tam momencie, ale ta pani wciąż jest na fali, mimo, że wiele osób z forum przez nią płakały.

Autorka książki i mnie w pewnym momencie zaatakowała stosując perfidne metody na forum, choć jest możliwość wyjaśniania spraw na priv, to wolała ostrymi tekstami popisać się otwartym tekstem na forum, by przypodobać się jej podobnym! To było tak perfidne zagranie i bez klasy, że wyrobiłam sobie pogląd na osobę, która ma dwie twarze!

Czytamy książki i wolimy, aby ich autor był człowiekiem z klasą. Czytamy książki i wyobrażamy sobie jakim człowiekiem jest autor, a ja tu mam kawa na ławę, że autorka to perfidna manipulatorka, która karmi się cudzym nieszczęściem, a jak jej przygrzeje w tej Hiszpanii, to wymyśla brednie na temat danej osoby i dlatego szukam osoby, która chce się zmierzyć z jej historią, choć sądzę sporo naciąganą i wymyśloną. Książek się nie pali. Książek się nie niszczy i dlatego szukam osoby, która by chciała zapoznać się z historią kobiety, która zwiała z Polski do ciepłego kraju i stamtąd się mądrzy na temat naszej polityki, naszego premiera i prezydenta. Chwali się swoją zasobnością portfela i wykształconymi dziećmi w liczbie 7. Nie rozumie, że my tu w Polsce, emeryci ledwo wiążemy koniec z końcem i zaprasza polskich emerytów na wczasy w ciepłe kraje, ale jak z tego wynika, to syty nie zrozumie głodnego. Zupełne nie zrozumienie naszych realiów, ale to niech jej będzie. My tu marzniemy, a ona spaceruje po ciepłej plaży i gadaj tu z taką ha ha. Jest tylko jedno pytanie, dlaczego obywatelka świata zwiała z naszej Ojczyzny. Dlaczego nie chciała się zmierzyć z naszymi realiami, a teraz gęga i gęga jak nie kot, a kwoka, głupia i nie na czasie!

Mój adres jest w formularzu kontaktowym i chętnie wyślę pozycję, która mnie drażni i nie życzę sobie mieć jej w swoim księgozbiorze. Wyślę na swój koszt i czekam na kontakt.

 Ta pozycja parzy mnie w dłonie i wywołuje odruch wymiotny.

Na szczęście trzeba czasami poczekać

Wstałam rano i miałam wrażenie, że to kolejny, zwykły dzień będzie. Chcę podkreślić, że potrafię cieszyć się z każdego danego mi dnia, bo w moim wieku tak już trzeba patrzeć na sprawy życia i śmierci. Taka jest kolej rzeczy i nic i nikt tego nie jest w stanie zmienić bo przychodzi taki dzień, że następuje nieuchronny kres wszystkiego.

Ej, ale póki co jestem, żyję i cieszę się, że jeszcze spotyka mnie trochę przyjemności. Jednak dzień po kawce porannej wołał, że trzeba coś tam ugotować na obiad i choć temperatura nie zachęca do przebywania w kuchni, to i tak trzeba coś sklecić, tylko oczywiście odwieczny dylemat – co dziś będzie na obiad? Nie mamy z mężem w te upały zbytniego apetytu i chyba większość ludzi tak ma, ale coś ciepłego na ruszt trzeba wrzucić.

Kiedy zupa była gotowa, zajrzałam na mojego bloga, a tu licznik lata jak szalony. Onet polecił moją notkę, kolejny raz na stronę główną. Oczy mi się zrobiły wielkie jak pięć złotych, zabłysły gwiazdami i buziak się uśmiechnął, że warto coś tam pisać i nie tylko dla siebie.

Nagle ktoś puka do drzwi i przyszła zamówiona internetowo, książka ( z marnej renciny, jak to trollusie wiedzą  he he ),mojego znajomego z Facebooka i znów się uśmiechnęłam i ucieszyłam, że ten dzień, to taki szczodry jest dla mnie.

Aby coś w naszym życiu się działo, chyba sami musimy o to zadbać i zawalczyć, bo nic samo się nie stanie i nie przyjdzie, a więc i Wy dbajcie o to, aby Wasze życie miało od czasu, do czasu takie niespodzianki, które rozświetlą wydawałoby się nudne dni i nudne życie. Wcale nie musi tak być kochani i miłego dnia Wam życzę,

Nie umiem odpoczywać!

Ciągle muszę coś robić. Tak mam, że nie potrafię wypoczywać. Nie, nie przemęczam się już za bardzo, bo dość się w życiu napędziłam, napracowałam biegnąc przez życie z wywieszonym jęzorem, aby wieczorem paść jak kawka. Tak to jest, że w młodości pędzimy z domu do pracy i z powrotem, do następnych obowiązków, bo kobiety mają ich w rodzinie jakby zawsze więcej. 

Gotowanie, pranie, prasowanie, opieka nad dziećmi, praca, a zresztą, co ja tu będę wymieniała, same kobitki wiecie jak to jest. Kiedy przestałam pracować, myślałam sobie, że odpocznę za wszystkie czasy i będę delektowała się nic nie robieniem, a tu figa z makiem, bo mnie to nie wychodzi. 

Od rana wiadomości z telewizora przy porannej kawie – koniecznie! Muszę wiedzieć, co w piszczy w trawie, potem jakieś sprzątanie w domu, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia, a jak już założy się okulary, to tego sprzątania momentalnie przybywa, bo się widzi po prostu niedociągnięcia. 

Potem komputer, bo tam też jest ciekawie i też mnie ciągnie, co tam ludzie piszą w sieci i z czego się cieszą, a na co przeklinają i się złoszczą, a kogo zmieszają z błotem, czego nie pochwalam. Nienawidzę chamstwa w sieci i nie wdaję się w żadne dyskusje prowadzące do wulgaryzmów, a kiedy widzę, co się święci – wycofuję się natychmiast.

Kiedy komputer mi się znudzi, to jak dziś zaświeciło słońce, bo lato sobie o nas przypomniało, wybyłam z książką na balkon. Fajnie się czyta, kiedy ogarnięta ciszą wtapiam się w treść. Wakacje się zaczęły, a dzieci nie ma na placu zabaw, a więc spokojnie mogłam oddać się lekturze. Polecam książkę Maryli Rodowicz, którą dostałam w prezencie od córek. Długo po nią nie sięgałam, bo czekałam na ten ciepły balkonik, a wiec dziś była doskonała okazja. Maryla pisze o początkach swojego dzieciństwa i wspomina, wspomina, przyznając, że wiele uleciało jej z pamięci, choć ja i tak podziwiam ją za doskonałą pamięć. Miała bardzo ciekawe życie i można się dowiedzieć, że do wielu rzeczy doszła swoją pracą i talentem, a ciekawostką jest, że miała zostać sportowcem. Polecam te ciepłe w odbiorze wspomnienia i podsumowanie swojego życia.

Kiedy nasyciłam się książką, której jeszcze nie skończyłam, zamierzam obejrzeć wybrany film, choć nie wiem na co dziś padnie. Jak widzicie, nie potrafię glebnąć się na poobiednią drzemkę, bo mi kompletnie to nie wychodzi. Wciąż gdzieś mnie gna, ale to chyba dobrze, że nie rdzewieję i jest we mnie wciąż ciekawość świata.
P1050540-001A może jednak wypoczywam, właśnie w ten sposób – jednak? 😀

I jeszcze piosenka mi się po głowie tłucze – fajna nutka 🙂