Archiwa tagu: lajki

Lajki na chorobie – to jest barbarzyństwo!

Ja wiem, że moje ostatnie wpisy są cholernie dołujące, ale może tylko w ten sposób mogę wykrzyczeć swój ból.

Od trzech miesięcy żyję ze słowem „RAK” i to mnie maksymalnie pochłania i absorbuje. Jakże często budzę się w nocy pełna obaw i strachu.

Mogę ze swoim lękiem uciekać w film, telewizję, albo normalne życiowe czynności, ale niestety, ale nie uda się uciec od choroby Mamy.

Boję się każdego, następnego dnia i boję się dźwięku telefonu, bo może usłyszę najgorsze.

Nie da się ukryć, że lęk ten paraliżuje i odbiera mi radość życia od trzech miesięcy.

Nie da się uciec od własnych myśli, jeśli się wie, że choroba Mamy jest wstrętnie złośliwa i nie ma tu mowy o żadnym, tam łagodnym gadzie.

Przykro się patrzy na to, że z dnia na dzień degradacja jest coraz większa i nic z tym nie można zrobić, bo i lekarze są bezradni.

Ludzie sprzedają chorobę swoich bliskich w sieci i liczą na „lajki” i ja nie zrobię ani jednego zdjęcia mojej, schorowanej Mamie, która jest już kruszynką i nie wstawię tego zdjęcia do sieci.

Choroba człowieka jest tak intymną sprawą, że wara od robienia zdjęć i zbierania lajków na dramacie, tak jak to zrobiła pewna matka, chorego dziecka na białaczkę.

Do wpisu nie dodałam zrobionego przez nią zdjęcia, które sprzedała w sieci. Uważam, to za głęboko naganne.

Choroba każdego człowieka – małego, czy starego jest tylko intymną sferą i kto, to upublicznia jest hieną.

„Tego nie powinno się ukrywać. Życie nie zawsze jest piękne i kolorowe”. Opublikowała post łamiący serca

Napisała i pokazała, jak jej niespełna 11-letni syn cierpi. Dlaczego upubliczniła jego wizerunek, obnażyła słabości, ukazała brzydotę tej okrutnej choroby i ból własnego dziecka?

 

– Tego nie powinno się ukrywać. Życie nie zawsze jest piękne i kolorowe – napisała. 

 

Takie obrazy nie pasują do tego, czym jesteśmy bombardowani na co dzień. Idealne życie, idealnych rodzin miga nam w telewizorach i na plakatach reklamowych. – Dziecko chore na raka? A no tak, dzieci też na to chorują. To straszne – myśli wielu. Przy czym kompletnie nie zdają sobie sprawy, jaki przebieg może mieć ta choroba. Owszem wszyscy czujemy żal, współczucie, bo nie może być nic gorszego niż świadomość, że lada moment rak może zabrać nam nasze dziecko na zawsze. Wiemy, że takie dzieci cierpią, ale jednocześnie przecież gdzieś w programach widzieliśmy ich uśmiechnięte twarze. Nie zdajemy sobie sprawy, że może to być obraz zaledwie kilku minut, kiedy to w ogóle mają siłę na taki gest. 

Mama Drake’a chorego na nowotwór krwi, który potocznie nazywamy białaczką, nie chcę, by te wszystkie „nieestetyczne rzeczy” codziennego życia były ukrywane. Każde jest inne i każde prawdziwe, a rak nie jest piękny, powiedzmy to sobie szczerze. W liście wyraża swój apel, żeby nie ukrywać się z tą chorobą, nie udawać, że jest inaczej, niż jest. Walczyć, ale nie w samotności. Pragnie, by ludzie zrozumieli, co tak naprawdę oznacza rak.

LIST MATKI

„To dla każdego, kto walczy z rakiem lub przechodzi chemioterapię. Dla każdego, kto znosi tę straszną chorobę. Chodzi o realia, o uzyskanie prawdziwego obrazu rzeczywistości. To zdjęcie zostało zrobione dzisiaj rano. I zanim zaczniesz się zastanawiać, dlaczego wstawiam zdjęcie słabości, że to nieprzyzwoite, uświadom sobie dwie rzeczy. Po pierwsze nie pokazuję nic, czego wcześniej nie widzieliście, a po drugie życie nie zawsze jest piękne. 

To jest prawdziwe życie. Rak niszczy człowieka. To było dziś rano po przyprowadzeniu Drake’a do łazienki. Muszę to robić, bo w 75 procentach nie jest on w stanie kontrolować swoich potrzeb. Została na nim skóra i kości. Każdego dnia błagam, żeby wziął kęs zielonej fasolki, napił się wody. Śpi ze mną, bo boi się, że umrze…

Nie jest łatwo rozmawiać w środku nocy z dziesięciolatkiem, który pyta, czy jak umrze, to pójdzie do nieba i spotka się z tatą. Czy tam w końcu będzie mógł się pobawić i rozmawiać? To mój syn, który zasypia, gdy ktoś do niego mówi, bo jest zbyt wyczerpany, który wymiotuje lekami, które mu daję, bo jego żołądek jest pusty, prócz jedynie łyżki jogurtu, którą był w stanie przełknąć. 44 tabletki w ciągu 24 godzin chemioterapii.

To mój syn, który mówi mi, że tego nie zniesie. To mój syn, któremu każde dotknięcie sprawia ból. To mój syn, który tylko dzięki morfinie jest w stanie przetrwać dzień. Boi się, że nie doczeka swoich jedenastych urodzin. To on i ja, będę za niego walczyć, nawet gdy już nie będziemy mieć sił. To nasz świat. To on, Drake, mój cały świat…” 

Post, który tak naprawdę jest przejmującym wyznaniem ma prawie 80 tysięcy udostępnień i 45 tysięcy komentarzy pełnych współczucia, wsparcia, osobistych wyznań dotyczących walki z rakiem, także tych przegranych.

KOMENTARZE Z FACEBOOKA
fragmenty

Siędzę w pracy i łzy ciekną mi po policzkach. Całym sercem jestem z waszą rodziną!

Nikt nie wie jak to jest, póki sam tego nie doświadczy. Rak nie wybiera.

To wymaga ogromnej siły. Bądź silna dla swojego syna!

Złamało mi to serce.

Tak mi przykro… My przez raka straciliśmy naszego syna. Miał 4 latka.

Mama Drake’a kończy list słowami, które są w sercu każdej kochającej mamy: „Od chwili, gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, stał się moim powodem, by żyć. On jest moim uśmiechem, miłością, biciem serca. Jest również moim bólem, łzami. Jest moim życiem”.

http://mamadu.pl/130719,opublikowala-post-lamiacy-serca-tak-wyglada-zycie-matki-i-syna-toczacych-walke-z-rakiem