Archiwa tagu: leczenie

Nie wolno lekceważyć pierwszych symptomów depresji!

Jadwiga siedziała w fotelu i ukryła w trzęsących się dłoniach swoją zapłakaną twarz. Nie mogła już tego wszystkiego znieść, a wydawało się jej, że zrobiła już wszystko dla swojej jedynej córki, którą kochała nad życie. Ratuje ją wraz z lekarzami od roku i nie ma żadnych efektów.

Monika leżała od roku  w łóżku z przerwami na toaletę i wymuszone posiłki, bo na nic więcej nie miała siły. Opuściła ją życiowa energia z dnia na dzień i niczego takiego się nie spodziewała. Zawsze energiczna i pełna pomysłów na życie, usiadła po pracy pewnego dnia i wyleciało z niej powietrze. Nagle wydało się jej, że to co robi i jak żyje jest bez sensu.

Monika była zawsze ambitna. W szkole podstawowej dostawała świadectwa z czerwonym paskiem, a potem w szkole średniej nie miała sobie równych w wygrywaniu wszystkich olimpiad. Była dumą dla nauczycieli, jako wyjątkowo zdolna uczennica. Zdobyła wiele nagród i dyplomów i została przyjęta bez egzaminu na studia, które ukończyła z wyróżnieniem. Była panią architekt i ze znalezieniem pracy nie miała żadnego problemu. Od razu przyjęto ją do korporacji, w której dostała stanowisko w obrocie nieruchomościami i przystosowaniem ich do sprzedaży. Remontowała te mieszkania i urządzała, aby potem je sprzedać po intratnej cenie. Była bardzo dobra w tym, co robi i zbierała wiele pochwał od szefa, który był bardzo wymagający, ale wciąż stawiał przed nią coraz wyższą poprzeczkę, a ona starała się robić tak, aby swojego szefa zadowolić. Pracowała po dwanaście godzin dziennie, bez wytchnienia z wyrywanymi chwilami na szybką kawę i złapanie oddechu. Źle się odżywiała przez kilka lat, bo jadła w biegu i mało odpoczywała. Kiedy miała chwilę na odpoczynek, to i tak wciąż myślała o pracy i wpadła w taki stan, że przestała umieć w końcu odpoczywać.

Kilka razy miała okazję na miłość, ponieważ podobała się płci przeciwnej, ale odkładała takie uczucia na później. Może kiedyś będzie miała czas na to  – nie teraz! Musi się wyrobić i nadrobić, bo tego oczekuje od niej kierownictwo zakładu, a ona miała we krwi, aby nie zawodzić i być zawsze najlepszą.

Nadszedł ten dzień, że się nie poznawała. Doznała ogromnego uczucia pustki i osamotnienia. Nagle wchłonęła ją czarna dziura, w której zobaczyła ciemny i nieskończony tunel nie widząc w nim promienia światła. Ze strachu nie widziała jak się z tego wydostać.

Poszła na drugi dzień do pracy, do której z ledwością się przyszykowała. Nie miała siły na poranny prysznic i makijaż. Zrobiła to jakby w jej ciele była zupełnie inna istota. Jakby ktoś inny namydlał jej ciało i wkładał na nie ubrania. Była poza tymi czynnościami, wykonywanymi nie jej rękoma i nie jej świadomością swoich ruchów i czynności.

W pracy poczuła, że ręce jej drżą, serce chce wylecieć z piersi, a ludzie ją otaczający są jacyś obcy i jej nie znani. Poczuła się jak w obcym miejscu, bo to nie był jej komputer i jej pokój pracy. Przestały docierać do niej wszelkie bodźce i nie widziała kiedy zemdlała.

Znalazła się na pogotowiu i pierwsza diagnoza brzmiała – przemęczenie i stres. Dostała leki wzmacniające i jakieś proszki na uspokojenie. Lekarz kazał jej odpocząć  dwa tygodnie na nic nie robieniu. Miała odpoczywać, dużo spacerować i dobrze się odżywiać. Mówił, że powinna wyjechać gdzieś, najlepiej nad morze by złapać dobrą energię z szumiącego morza i wdychania największej dawki jodu.

Na zwolnieniu lekarskim brała lekarstwa, a proszki na uspokojenie ją tylko usypiały, a więc spała dzień i noc, pozostawiwszy całe tętniące życie za oknem, które było szczelnie zasłonięte. Nie miała ochoty wychylać nosa do dawnego świata. Bała się przebudzeń, ku zmartwieniu swojej mamy, która otaczała ją troską, ale Monika nie chciała żadnej pomocy. Odrzucała matkę i zamykała przed nią drzwi. Chciała być sama ze swoim strachem, który zawładnął ją w całości. Całe ciało było zdrętwiałe i czuła ból każdej swojej kosteczki. Przejmujący ból duszy mówił jej, że wszystko, co robiła do tej pory było bez sensu i kompletnie przestało ją interesować.

Gdzie i kim ja jestem – myślała w oszalałych myślach i miała wrażenie, że chyba zwariowała, nie mogąc poskładać myśli i ich poskromić. Miała tysiąc myśli na minutę i były tak poplątane, że już nie rozróżniała, które są racjonalne, a które ją obezwładniają. Czuła się tak źle, że nie chciała aby ktokolwiek ją odwiedzał, kiedy jej twarz skręcała się z bólu duszy, a ciało było niewładne i nie słuchało żadnych przebłysków, że tak nie można żyć!

Jadwiga szukała dla córki najlepszych lekarzy, a więc każda kolejna wizyta u psychiatry i kolejne leki, coraz nowszej generacji w nadziei, że Monika w końcu stanie na nogi. Koleje terapie i kolejne spotkania z psychologiem nie dawały pożądanych oczekiwań, a lekarze rozkładali ręce i kazali czekać, aż leki zadziałają i uwolnią Monikę od wyjątkowo paskudnej depresji.

Przyszła piękna jesień ze wszystkimi swoimi kolorami i Monika rzuciła okiem na te barwne drzewa za jej oknem. Dawno się tak nie zachwyciła. Chciała być bliżej tego widoku i zapragnęła wyjść do parku i nasycić oczy tymi barwami. Jeśli pojawił się taki impuls, jedyny od wielu miesięcy, postawiła go wykorzystać. Założyła ciemne okulary i wyszła z domu w kierunku dużego parku w środku miasta. Po drodze postanowiła w akcie odwagi kupić nową partię leków, aby odciążyć matkę.  Potem chciała jak najszybciej dotrzeć do parku. Chciała, aby nie widzieli jej ludzie, aby było ich jak najmniej na jej drodze, a więc w wielkim strachu i popłochu mijała ich i zauważyła, że się ich boi. Boi się ludzi i ją denerwują, bo z pewnością widzą, że jest chora psychicznie i się z niej śmieją. Miała wrażenie, że pukają się w głowę i kiwają głowami z politowaniem na jej widok.

W parku wzięła wszystkie lekarstwa jakie wykupiła w aptece. Nie miała siły i nie chciała już tak żyć. Usiadła na ustronnej ławce, tak aby nikt jej nie zauważył i zasnęła spokojnym snem bez bólu i cierpienia.

Ktoś wezwał karetkę, ale było już na późno!

 

Kiedy mężczyzna skopie życie kobiety!

Już była wolna. Sprawa rozwodowa kosztowała ją wiele nerwów, ponieważ wytoczył przeciw niej najcięższe działa. Mówił na kolejnych sprawach, że była niegospodarna i źle wychowywała ich dzieci. Mówił, że w łóżku była do niczego, co spowodowało, że ich pożycie seksualne można włożyć między bajki. Sypał zmyślonymi przykładami, oczerniając ją w obliczu sądu, a wszystko miał to spisane na kartkach, aby czegoś nie pominąć.

Została w sądzie zbrukana i  na każdej sprawie nie potrafiła powstrzymać łez, bo przecież byli ze sobą 25 lat, a kiedy dowiedziała się, że ją zdradza z młodszym modelem, to ona założyła mu sprawę rozwodową, wiedząc, że nigdy mu tej zdrady nie wybaczy. A teraz, wszystko obróciło się przeciwko niej, bo człowiek, z którym żyła okazał się draniem bez klasy i był gotów zmieszać ją z błotem i wykręcić jak brudną ścierkę. Tyle były warte te wszystkie zmarnowane lata, że walczył jak lew, by po rozwodzie zostawić ją ze świadomością całkowitej winy za rozpad ich małżeństwa.

Była wolna, ale nie mogła się pozbierać po tym cyrku, jaki jej zafundował. Wyprowadził się do tamtej, zabierając najwartościowsze rzeczy z ich mieszkania. Zostawił szafę, łóżko do spania i stół z krzesłami. Zabrał telewizor, pralkę, lodówkę, uważając, że robi jej niedźwiedzią przysługę, bo spać będzie miała na czym. Nie miała siły protestować!

Dzieci rozesłane po szkołach, bardzo się o nią martwiły. Dzwoniły i wspierały duchowo, ale jej było źle w tych czterech ścianach i nie miała siły, aby zacząć żyć na nowo i się pozbierać. Leżała całe dnie z wbitym wzrokiem w sufit. Leżała i nie mogła swoim umysłem ogarnąć swojego, zmarnowanego życia. Opuściły ją siły i mimo rocznego urlopu zdrowotnego nie potrafiła odnaleźć się w sytuacji bez wyjścia, bo mężczyzna, któremu niegdyś ufała, wycisną z niej sok jak z cytryny. Było jej ciężko i wpadła w depresję, przestając całkowicie interesować się światem. Zastygła w tym bólu i nie odbierała żadnych telefonów – od dzieci też.

Pewnego dnia przyjechała jej córka i siłą zaprowadziła do psychiatry. Nie mogła dłużej patrzyć, jak jej matka pogrąża się w bólu i tonie emocjonalnie w swojej rozpaczy.

Lekarz zapisał leki, które miały ją uwolnić od bólu, a także w rozmowie z córką, zasugerował, że konieczna będzie psychoterapia, przynajmniej pół roczna. Napisał zlecenie o przyjęcie swojej pacjentki do ośrodka leczenia depresji i zaburzeń nerwicowych.

Brała leki i spała. Wstawała tylko, by się umyć i coś od niechcenia zjeść i tak wyglądały jej kolejne dni. Wciąż oderwana od świata, nie miała bladego pojęcia, co się na tym świecie dzieje. Nie odbierała telefonów od koleżanek z pracy, które się o nią szczerze martwiły, bo zniknęła w swojej nicości, a więc wciąż było z nią źle. Leki tylko ją otumaniały i przesypiała całe dnie, a nocą miała koszmary z przeszłego życia. Wciąż nie mogła się pogodzić z tym, jak skończyło się jej małżeństwo – co za wstyd i niesława – myślała.

Ale obudziła się pewnego poranka i powiedziała sobie, że ma dość takiego życia. Musi się podnieść i odnaleźć. Spakowała walizkę i wsiadła do autobusu, który zawiózł ją do szpitala.

Po rozmowie z lekarzem i niezbędnym wywiadzie, otrzymała pokój jednoosobowy i grafik z codziennymi zajęciami. Weszła do przyjemnego pokoju i rozpakowała rzeczy, a także zmieniła ubranie na wygodny dres. Nie wiedziała, co ją tutaj będzie czekało i była pełna obaw na nowych ludzi, których minęła na korytarzu. Siedzieli też w salonie, oglądając telewizję, a gdzieś w kącie, ktoś układał samotnie puzzle, Było cicho i spokojnie.

Na drugi dzień zaprowadzono ją na psychoterapię, która miała za zadanie wyspowiadanie się z tego, co boli. Grupa była mieszana i dość liczna. Siedzące w okręgu osoby były w jej wieku, co trochę ją uspokoiło i ciekawa była tego, dlaczego oni tu są i co ich tu przywiodło. Jakie mieli problemy –  ci ludzie w wieku 50+?

Została poproszona o złożenie przysięgi, że wszystko, co usłyszy w tym gronie, powinna zachować tylko dla siebie,a więc złożyła taką klauzulę lojalności wobec grupy i zostawiono ją w spokoju, bo na tym spotkaniu opowiadał o sobie Ryszard. 

Ryszard długo opowiadał o tym, że po śmierci swojej żony, która zmarła na raka, nie potrafi się podnieść i pogodzić z jej odejściem. Opowiadał o pustym domu i strachu przed samotnością, a więc grupa go wspierała i wywiązała się dyskusja, która ją odciągnęła myślami od swoich spraw. Poczuła się pewniej i już wiedziała na czym owa psychoterapia będzie polegała.

Jej leczenie było przewidziane na pół roku, ale czas szybko mijał, gdyż do południa odbywały się liczne zajęcia i spotkania ze specjalistami, a popołudnia spędzała przeważnie w swoim pokoju. Nie miała śmiałości wejść w jakąś grupę ludzi się znających, bo zawsze cechowała ją nieśmiałość. Jeśli wychodziła, to spacerowała sama po przyszpitalnym parku i rozmyślała o tym, co to leczenie jej da.

Przyszedł dzień, że poproszono ją na terapii, aby opowiedziała o sobie, a więc nie miała wyjścia i ze łzami w oczach opowiedziała jak posypało się jej małżeństwo. Opowiadała niechętnie, ale taki jest wymóg tego leczenia i musiała się zastosować. Nie chciała stroić fochów, że nie będzie się obcym zwierzała.

Poświęcono jej w grupie bardzo dużo czasu, a dyskusje były bardzo żarliwe, bo zahaczające o temat zdrady i klasy przy rozstaniach. Grupa dała jej dużą dawkę wsparcia i z dnia na dzień czuła się silniejsza i bardziej rozumiała siebie. Dowiedziała się, że miała prawo się załamać, ale musi się teraz otrząsnąć i żyć dalej.

Nie żałowała, że zdecydowała się na przyjazd do szpitala, choć na początku miała wrażenie, że to będzie zmarnowany czas. Terapia była jej potrzebna, bo powoli uwalniała się od złych emocji i pogodziła się z tym, że żyła tyle lat z obcym sobie człowiekiem. 

Terapia sprawiła, że otworzyła się na ludzi i kiedy jej grupa spotykała się po zajęciach, chętnie do nich dołączyła, bo czuła się z nimi dobrze i bezpiecznie. Ta grupa bardzo ją wzmocniła i uwolniła z poczucia winy.

Ryszard często siadał obok niej i chętnie razem pili poranną kawę. Jeszcze przed zajęciami, w szlafrokach wszyscy szli na stołówkę rozbić sobie poranną kawę, rozczochrani po nocy, w kapciach i nikomu to nie przeszkadzało. Oddział stał się ich drugim domem i często było gwarnie i wesoło. Dużo rozmawiali, albo ktoś siadał do pianina, a pozostali śpiewali, albo tańczyli. Grupa rosła w siłę i z dnia na dzień się scalała i wzmacniała – wolna od plotek i niesnasek.

Czuła, że powzięła bardzo dobrą decyzję, decydując się na to leczenie. Ryszard zabierał ją na spacery, które bardzo ją cieszyły, bo właśnie budziła się wiosna, a ona nie czuła się taka sama. Delikatnie szukał je dłoni, kiedy siedzieli na ławce przy rzece. Miał taki delikatny i czuły głos i bardzo lubiła go słuchać. Czuła się w jego towarzystwie bardzo bezpiecznie i jego towarzystwo sprawiało jej przyjemność.

Nastała pewna noc i kiedy oddział całkowicie zasnął, usłyszała, że ktoś wszedł do jej pokoju i delikatnie wsunął się pod jej kołdrę. Tylko pragnę cię przytulić – usłyszała szept Ryszarda. Zgodziła się i sama wtopiła się w jego oddech. Było jej tak dobrze.

Na drugi dzień została wezwana do ordynatora, który kazał jej się spakować i opuścić szpital, gdyż złamała obowiązujący regulamin, bo przyjęła mężczyznę do swojego pokoju, co jest kategorycznie zabronione. Ryszard nie otrzymał żadnego upomnienia i mógł kontynuować leczenie, ale już be z niej. 

Było jej tak przykro, bo do ordynatora nie trafiły żadne tłumaczenia, że to tylko była niewinna chęć pobycia z drugim człowiekiem i do niczego nie doszło, ale ordynator słuchać jej nie chciał.

Wróciła do domu, ale na tyle silniejsza, że ta sytuacja jej nie złamała. Nauczono ją, że musi o siebie dbać i walczyć, a tym bardziej, że znów ją posądzono za niewinność. Mąż były ją oczernił, a także szpital, a więc drugi raz jej nikt nie złamie, co to, to nie!

Nie zdążyła się jeszcze rozpakować, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Otworzyła zdziwiona, a w drzwiach stał Ryszard z bagażem i spytał, czy może dokończyć to przerwane przytulanie?

Wyjechała z Ryszardem do jego miejscowości, zostawiając za sobą złą przeszłość, z dala o złego męża i przykrych wspomnień i są już razem – bardzo szczęśliwi. 🙂

Egzorcyzmy w Polsce bardzo modne

Często zdarza się tak, że nie radzimy sobie z problemami życiowymi. Często zdarza się, że spadają na nas wielkie ilości niepowodzeń, tak w pracy, jak i w życiu osobistym, czyli wali się wszystko, jak efekt domina. Ile razy byliśmy w takim okresie życia, że stwierdziliśmy, że więcej znieść nie jesteśmy w stanie. Ja sama byłam w takiej sytuacji, że wydawało mi się, że nie zniosę więcej, że to ponad moje siły i chyba mój świat zawalił się całkowicie. Byliście kiedyś w takiej sytuacji, że wszystko zaprzysięgło się wobec Wam? Byliście kiedyś, że przeklinaliście los i sytuacje, że wydawało się  Wam, iż cierpicie i nie wiedzieć za jaką karę i pytaliście się – dlaczego ja, dlaczego mnie to spotkało? Byliście, bo każdy człowiek narażony jest na niepowodzenia, bo nie da się iść przez życie tylko po płatach róż.

Jeśli sobie nie radzimy, popadamy w odrętwienie. Kładziemy się do łóżka, bo tak jest bezpiecznie i wydaje się nam, że kiedy leżymy, problemy się same rozwiążą, ale zwykle się nie rozwiązują i powstaje błędne koło. Zasłaniamy często zasłony i nie chcemy wpuścić świata zewnętrznego do swojego bezpiecznego mieszkania, bo chcemy być sami i w samotności chcemy, a może próbujemy rozwikłać swoje problemy, co zwykle  się nie udaje.

Nie szukamy pomocy u psychiatry, bo być może zapadliśmy w stan depresyjny, nie zdając sobie z tego sprawy. Nie szukamy pomocy u psychologa, aby przerobić nasz problem, czyli nie wierzymy, że ktoś  bardziej doświadczony i wykształcony może nam pomoże wyjść ze świata matni, w którym się zasklepiliśmy i tu zmierzam do sedna, bo Polska stoi na egzorcyzmach. Nie wierzycie, to wklejam fragment felietonu, jaki znalazłam w sieci:

http://www.focus.pl/czlowiek/polska-choruje-na-egzorcyzmy-8056

egzor

„W Polsce racjonalne podejście do medycyny nadal nie jest zbytnio w cenie. W aptekach dostępne są preparaty homeopatyczne, choć dawno już wykazano, że bazują one na pseudonauce, podobnie jak wszelkiego rodzaju bioenergoterapie czy radiestezja. Gabinety „medycyny” alternatywnej dobrze prosperują w każdym większym polskim mieście. Egzorcyzmy po prostu wpisują się w ten nurt.

Dodatkowym czynnikiem jest nieufność Polaków wobec specjalistów, zwłaszcza tych od zdrowia psychicznego. Natomiast księża nadal cieszą się dość wysokim zaufaniem. W większości są oni zapewne dobrymi specjalistami od teologii i duszpasterstwa, ale w kwestii problemów psychicznych ich przeciętna wiedza nie jest większa od wiedzy ich petentów” – wskazuje Paweł Krukow, neuropsycholog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. „Obawiam się, że renesans egzorcyzmów jest wynikiem niskiej jakości usług psychologicznych i psychiatrycznych z jednej strony, a rosnącej tolerancji na pseudonaukowe formy terapii z drugiej. Sprzyja temu dodatkowo stan prawny zawodu psychoterapeuty w Polsce. Dzisiaj może nim zostać każdy – wystarczy, że zarejestruje działalność gospodarczą. Nic dziwnego, że pacjenci szukają pomocy gdzie indziej” – dodaje dr Witkowski.

Teoretycznie egzorcyści podlegają kontroli biskupów. W praktyce, jak sami przyznają, nie prowadzą żadnych statystyk – nie potrafią powiedzieć dokładnie, ilu opętanych uwolnili od demonów, nie monitorują też długofalowych skutków swej terapii. Możliwe więc, że w wielu przypadkach blokują chorym dostęp do psychiatry lub opóźniają rozpoczęcie racjonalnego leczenia. Dr Klebaniuk twierdzi wręcz, że to jeden z objawów walki ideologicznej i ekonomicznej Kościoła. „Niedługo doczekamy się, że egzorcyści będą pobierać państwowe pensje, podobnie jak kapelani i katecheci” – mówi psycholog. Miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo wtedy z pewnością staniemy się światowym centrum opętań i ich pseudoleczenia”

Kochani, z tego wniosek, że boimy się profesjonalnej pomocy, bo wolimy iść do księdza egzorcysty, aby wypędził z nas demony, bo tak jest prościej i szybciej. Czy idziemy z postępem, czy się niestety cofamy?

To nie jest wpis prima aprillisowy

Dziś rano usłyszałam w programie śniadaniowym, że przyszła do nas nowa moda z Ameryki, którą zaczęli stosować polscy celebryci, a więc zamieniałam się w słuch, a potem wpadłam do sieci w poszukiwaniu wiadomości na ten temat. Chodzi o ssanie i płukanie ust olejem słonecznikowym, każdego dnia przez,na początek 15 minut. Sceptycznie podchodzę do takich niekonwencjonalnych metod leczenia i trochę pod wąsem się uśmiechnęłam, no bo jak to niby ma działać. I tak mi zeszło do południa na wgłębianiu się w temat i postanowiłam spróbować, a co mi tam.

Podczas sprzątania kuchni, z dużą dawką obaw, nalałam na dużą łyżkę tego oleju i wprowadziłam do ust. Myślałam, że będę miała odruch wymiotny, bo olej ma konsystencję tranu, tak znienawidzonego w dzieciństwie. Było okej i wytrzymałam na początek te 15 minut. Na co powinno przeprowadzić się taką kurację, a więc ludzie piszą, że to działa na:

Kurację olejową stosujemy dla poprawy samopoczucia, oczyszczenia organizmu, poprawy stanu zdrowia i na schorzenia takie jak: 
•Bóle głowy 
•Zapalenie oskrzeli 
•Bóle zębów 
•Zakrzepica żył głębokich 
•Przewlekłe choroby krwi 
•Artroza 
•Egzema 
•Choroby żołądkowe 
•Choroby jelit 
•Dolegliwości serca 
•Problemy nerkowe 
•Choroby kobiece 
•Choroby płuc 
•Dolegliwości wątrobowe 
•Choroby układu nerwowego 

A więc najbardziej rozchodzi mi się o zlikwidowanie, to za dużo powiedziane, ale o wzmocnienie mojego serca i ogólne oczyszczenie organizmu z toksyn. Mam dużo czasu, a więc pomyślałam sobie, a co mi szkodzi, skoro tak bardzo zachwalana jest to metoda, a do tego nic nie kosztująca. Podobno lekarze dentyści proponują ssanie oleju przy kłopotach z dziąsłami i ludzie piszą, że to działa, a może nawet lepiej jak te wszystkie cudowne pasty do zębów. Piszą, że pozbyli się trądzika i wszelkich łuszczyc po dłuższym stosowaniu. Naprawdę jest w sieci wiele pozytywnych opinii, jak wzmocnienie włosów i paznokci, a także spowodowanie piękniejszej cery, bez przebarwień i wyprysków. Niektórzy piszą, że ustąpiły im bóle reumatyczne, leczone latami, albo sygnalizują, że ustąpiła im alergia, lub częste i nawracające przeziębienia. Po prostu chwalą tą metodę i głęboko w nią wierzą, a nawet są od niej uzależnieni i każdego poranka, co robią na początek dnia – właśnie ssą olej przed pójściem do pracy, wykonując w tym czasie inne czynności.

Podobno najlepszy jest olej słonecznikowy z pierwszego tłoczenia, ale opinie są różne, bo piszą też o lnianym. Należy na początek ssać go przez 15 minut, po czym wypluć, koniecznie do muszli klozetowej, a następnie szybko spłukać, gdyż usunięte z jamy ustnej bakterie powinny być szybko zneutralizowane, Następnie należy wypłukać dokładnie usta wodą z sodą i na koniec umyć zęby. Ja wiem, że opis mój może wydawać się obrzydliwy, ale niestety tak to wygląda. Człowiek jest największą chemiczną fabryką i wiele się dzieje w naszych organizmach.

Na YT jest sporo filmików na ten temat i jeśli  ktoś będzie chciał więcej się dowiedzieć, to łatwo znajdzie materiały doszkalające i nie ma sensu, abym wklejała w tym wpisie skopiowane instrukcje. Po pierwszym razie, jaki ze sobą zastosowałam, poczułam niezwykłą czystość i lekkość w jamie ustnej, bardzo przyjemną, jaką nie daje najlepsza pasta do zębów, ani żaden płyn do płukania jamy ustnej.

Mam nadzieję wytrwać w tym postanowieniu, a pierwsze efekty można zauważyć już po paru dniach. Może wzmocnię  sobie włosy? Czas pokaże. Nie zachęcam, a sygnalizuję, że taka metoda się pojawiła na nowo, choć pisał o nej prof. Tombak w swoich książkach poradnikowych. Wybór należy do Ciebie i Ciebie.

Czy musimy zawsze czegoś się bać?

Nie może być zawsze pięknie i kolorowo. Wczoraj otrzymałam telefon od Siostry – Mama w szpitalu. Ciśnienie urosło do ponad 200 i karetka zabrała ją do szpitala. Nie muszę chyba pisać, co w takim momencie z człowiekiem się dzieje, bo dzieje się niezbyt ciekawie. Przy wieku mojej Mamy wszystkiego już można się spodziewać – niestety. Tym bardziej, że niedawno też zaliczyła szpital i po nim, jakby zaczęła  – trudno to pisać, ale niknąć w oczach. Zrobiła się taka malutka i krucha, choć rozum wciąż jak u nastolatki. Nie ma lekarstwa na starość, bo przy takich wiadomościach zdajemy sobie sprawę, że starzejemy się wszyscy – ja też. Sama cierpię na wiele schorzeń, choć staram się nie poddawać, ale wiem, że z roku na rok będzie coraz gorzej.

Codziennie przyrzekam sobie, że pójdę na spacer, że się dotlenię i rozruszam swoje kości, ale co ja zrobię, że nie cierpię tych spacerków bez sensu. Mąż mnie rozpieszcza i robi wszystkie zakupy, a więc nie mam jak to się mówi bodźca, a skoro jest wszystko, to co będę się wałęsała i do tego sama. Samotne spacery mnie przytłaczają i włącza mi się myślenie na wyrost, a to nie jest dobre dla mnie. Staram się odganiać od siebie takie momenty, kiedy myśli się w nadmiarze. No może z wiosną, kiedy wszystko zacznie się budzić do życia, pozwolę sobie na spacery z aparatem – nie obiecuję, ale i się nie zapieram, że nic z tego nie wyjdzie, bo wiem, że wystarczy samodyscyplina i trzeba po prostu chcieć, a więc może mi się zachce? Co ja jednak mam począć, że tak strasznie lubię swój dom i wcale się w nim nie nudzę i tak mi jest dobrze i bezpiecznie?

Po tym telefonie miałam w nocy koszmary i obudziłam się w środku nocy i nie mogłam ochłonąć. Z pewnością dołożyły mi te wiadomości ze świata i groźba wojny na Ukrainie. Martwię się, jak się to wszystko rozwinie, i w którą stronę pójdzie. Martwię się, bo życie jest takie piękne, a możni tego świata nie mogą sobie poradzić z takim jednym, co to inteligencją nie grzeszy, który to oderwał się od rzeczywistości, jak to określiła Kanclerz Merkel. Po co to światu, na co to ludzkości, aby w XXI w. dochodziło do zabijania i zastraszania się wzajemnego. Mało jest na tym świecie łez, biedy, niesprawiedliwości, aby jeszcze dokładać następnych cierpień? Martwi mnie, bo boję się o nas Polaków i boję się o moje wnuki, bo pragnę, aby nigdy nie zaznały niepokojów i nigdy się nie bały.

Eh, świat nie wierzy łzom, tak śpiewa Laskowski:

Powiedz, powiedz – jak to jest,
Że na świecie tym.
Jest tak dużo łez
Co dzień wielki deszcz.
Pada wokół nas.
Powiedz – jak to jest?
Że świat płacze cały czas?
Że świat płacze cały czas …
Ref:
Świat nie wierzy łzom.
Szkoda naszych łez.
Świat nie wierzy łzom.
Bo za dużo jest …
Na tym świecie łez.

Weź się w garść, czyli o depresji

Weź się w garść. Zrób coś ze swoim życiem. Jesteś silny/a tylko ci się nie chce. Wszyscy ludzie cierpią, nie jesteś jedyny/a. Takie słowa są najczęściej kierowane do tego kogoś, kto nagle traci chęć do życia. Nie wiedzieć kiedy, zapada się w siebie i nic go już nie cieszy. Nagle pochyla się i garbi, a przedmioty lecą mu z bezradności i braku siły na podłogę. Wyraz twarzy się zmienia i widać na nim ogromny smutek, bez cienia jakichkolwiek oznak chęci do życia. Myśli się plączą i nagle chory na depresję zatraca się w swoim smutku i beznadziejności. Nie umie wytłumaczyć otoczeniu, co mu dolega, a tylko sygnalizuje, że nie ma chęci dalej żyć i wszystko straciło dla niego sens. Najczęściej ucieka w sen, albo też cierpi na wielkie pokłady bezsenności. Często pojawia się nadmierne obżarstwo, albo kategoryczne odmawianie posiłków. Jest wiele odmian depresji i zdiagnozować tę właściwą, to dla lekarza jest wielką sztuką, jeśli w ogóle pacjent zdecyduje się na takie leczenie. Wciąż w naszym społeczeństwie pokutuje przekonanie, że pojawienie się przed gabinetem psychiatrycznym, to jak wydanie na siebie wyroku – jestem chory psychicznie i za chwilę wszyscy będą o tym gadać. Będę skreślony/a i nie nigdzie nie dostanę pracy, albo wszyscy się ode mnie odsuną. Zostanę sam/a. Jak pomóc osobie chorej na chorobę duszy? Jak poprowadzić i wyciągnąć rękę ku drodze uzdrowienia , bo sam/a sobie nie pomoże. Jakie uruchomić mechanizmy, gdzie skierować, aby zajęli się nim, nią specjaliści i wyciągnąć z tego czarnego dołka. Najczęściej namawiamy do wizyty u dobrego psychiatry. W dobie Internetu, wpadamy więc do sieci i szukamy najlepszych lekarzy w naszym rejonie – chcemy pomóc, bo zależy na na nim, niej. Na naszym dziecku, mężu, żonie, czyli na  naszym bliskim. Jesteśmy zdrowi, silni i robimy wszystko, aby pokierować tak chorym, aby do nas wrócił. Jeśli uda nam się namówić chorego do wizyty u lekarza, najczęściej po wstępnym wywiadzie, otrzymuje chory receptę na leki, czyli tzw. antydepresanty.  Jest nadzieja, że leki te od razu sprawią, że chory poczuje się lepiej i złapie pierwszy oddech od wielu miesięcy i zacznie patrzeć optymistyczniej na świat. Jednak często tak bywa, że lekarz z lekiem nie trafi i chory zamiast czuć się lepiej, wpada jeszcze w większy dół. Druga i kolejna wizyta, a efektów brak i wówczas lekarz rozkłada ręce i wypisuje skierowanie do szpitala. Jeśli u chorego pojawiają się myśli samobójcze, tym szybciej należy umieścić chorego w placówce zamkniętej, na obserwacji. I tu zaczyna się dramat. Widziałam różne szpitale w swoim życiu. Wielkie sale, zastawione kilkoma łóżkami i przy nich malutka szafeczka. Nikt nie oddziela ludzi bardzo chorych, niewyleczalne, ciężkie przypadki, od ludzi z nadzieją na wyleczenie. Pierwszy wywiad, zrobiony na szybko i wpisanie leków do karty i tyle. Nagle słyszy się na korytarzu szpitalnym, wycie, przeklinanie i wiązanie w pasy. Nagle chory narażony jest na niewyobrażalny stres sytuacyjny. Nie może się odnaleźć, bo nie ma w tym miejscu cichego miejsca, gdzie mógłby się odizolować. Nie obchodzi to żadną pielęgniarkę i nikt nie uchroni go od tego dodatkowego przeżywania. Takie leczenie nie ma sensu i chory prosi rodzinę, aby go jak najszybciej zabrano do domu, bo dłużej tego nie wytrzyma. Widziałam też szpital, gdzie jedyną rozrywką dla chorego jest palarnia i mocna kawa. Gdzie spotykają się ludzie, aby opowiedzieć sobie jak spędzili noc. Czy leki działają, czy też powodują większe rozdrażnienie. Spotykają się w tej palarni, aby pogadać, pomilczeć, popłakać. Nikt z personelu tam nie zagląda i nikt nie wspomina o tym, że w szpitalu palić nie wolno. Nikt nie jest w stanie zlikwidować palarni w szpitalach psychiatrycznych, gdyż palarnia działa jak pokój psychoterapeutyczny. Widziałam jeszcze jeden szpital, chyba zbliżony najbardziej do cywilizowanych warunków. Pokoje ładnie udekorowane. Każdy ma swój kawałek podłogi. Nie ma w nim przypadków skrajnych. Nikt nie wrzeszczy i nikogo nie zakuwa się w pasy. Chorzy są pod ciągłą opieką lekarza i psychologa. Ułożony grafik zajęć, sprzyja samodyscyplinie. Powstają grupy wsparcia. Chorzy uczęszczają na zajęcia z muzyką, tańcem, a także muszą ćwiczyć na sali sportowej. Psychoterapia w kółku, powoduje większe otwarcie się na problemy innych ludzi, co wywołuje różne emocje, zmuszając chorego do współodczuwania, dyskusji i uwierzenia w siebie. Długie spacery po parku, rozmowy z zaprzyjaźnioną grupą i taki szpital z takim programem kieruje chorego na drogę ku uzdrowieniu. Widziałam ludzi po takiej kuracji, że na twarzach chorych pojawiała się chęć do życia. Dlaczego o tym piszę, ano dlatego, że są w Polsce jeszcze i dobrze się mają, szpitale skostniałe,niczym z filmu CK Dezerterzy, gdzie chorego na depresję podciąga się pod chorobę psychiczną, najcięższego gatunku. Powinno się to zmieniać i powinno się o tym mówić bardzo głośno!