Archiwa tagu: leki

Depresja!

Wiele razy pisałam na blogu, że chorowałam, a może i dalej choruję na depresję i mam ataki paniki.

Wczoraj wybrałam się na spacer. Pierwszy raz po śmierci matki, a minęło już 6 miesięcy.

Wieczór był cudny i mało ludzi na ulicach, a ja po zrobieniu kilku zdjęć czym prędzej chciałam wrócić do domu, do mojej oazy spokoju.

Zmęczyłam się, bo szłam szybkim krokiem, aby jak najszybciej być w domu.

Zrozumiałam, że wciąż mam wątpliwości, czy nadaję się do życia na zewnątrz, skoro dopadają mnie lęki.

Rodzina mi zarzuciła, że w pewnym momencie 4 lata nie odwiedziłam swojej matki, ale rodzina nie zainteresowała się ani na jotę, dlaczego tak się stało?

Stało się więc tak, że mnie matka wydziedziczyła, bo miała tylko jedną córkę!

Nie zauważyła, że potrzebowałam pomocy!

Siedziałam w tamtym okresie w domu, albo leżałam i zastanawiałam się jak mam dalej żyć, skoro wszystkiego się bałam.

Zawsze byłam smutna, bo ojciec alkoholik wyprał ze mnie poczucie wartości i czułam się gorsza od swoich koleżanek, które pytały mnie w szkole średniej dlaczego jestem taka smutna.

Tak byłam smutna, bo czułam się od nich gorsza po prostu – stygmatyzowana alkoholizmem ojca.

Potem w życiu dorosłym wiele rzeczy poszło nie tak i się zwyczajnie załamałam.

Położyłam się do łóżka na wiele miesięcy i nie potrafiłam się pozbierać, by czerpać z życia wszystko, co najlepsze.

Poszłam do lekarza, bo miałam myśli samobójcze, które się dokonały, ale mnie uratowano.

Przepisywane leki były źle dobrane i cierpiałam jeszcze bardziej i czułam się źle wciąż.

Funkcjonowałam jakoś tylko dlatego, że miałam dzieci, ale faszerowałam się psychotropem, który przez 20 lat jakoś trzymał mnie w ryzach, ale organizm się zbuntował i wylądowałam na detoksie!

Przez 7 tygodni przeżywałam horror, ale jako tako z tego wyszłam.

Potem pojechałam na 3 miesięczną psychoterapię i od razu zauważyłam tam, że były tam osoby faktycznie chore na depresję, ale i byli kombinatorzy, którym zależało na papierku potrzebnym do uzyskania renty!

Nikomu na świecie nie życzę depresji, która zbiera coraz większe żniwo, bo nawet dzieci myślą o samobójstwie, gdyż tak bardzo są zagubione we współczesnym świecie.

Z depresji nie można się wyleczyć, a co najwyżej ją zaleczyć, co pozwala w miarę żyć!

Ja to wiem, bo wczorajsze uczucie lęku na spacerze uzmysłowiło mi, że jestem na pograniczu, kiedy w swojej ostoi jestem bezpieczna i nie wolno mi się denerwować, bo serce chce wyskoczyć i informuje, że tylko spokój może mnie uratować!

Przeczytajcie świadectwa ludzi dotkniętych depresją, bo ile bólu jest w tych zwierzeniach i nigdy nie można tym ludziom powiedzieć – weź się w garść, bo to jest krzywdzące!

Piszę o tym tak szczerze, bo pisanie mi pomaga przetrwać!

„Chyba przerosło mnie zwykłe życie”. Historie depresji pokazują, z czym mierzą się ludzie na całym świecie.

  • Ludzie z depresją muszą cały czas mierzyć się z tym, że inni nie uznają ich za chorych. Tak jakby wymyślili sobie chorobę, żeby przykryć, że są po prostu smutni i leniwi. A to przecież choroba, która finalnie prowadzi do śmierci. Tyle, że samobójczej – mówi Andrzej, jeden z bohaterów naszej akcji #NOTJUSTAMOOD. Historie naszych czytelników z Polski, Serbii, Węgier, Niemiec i Słowacji pokazują, że depresja ma wiele wcieleń i objawów, a jej bagatelizowanie może mieć tragiczne skutki.

Leczę się z depresji, a jednocześnie bardzo kocham życie – Ewa, 25 lat, Polska  

Prawdopodobnie jestem ostatnią osobą, jaką ktokolwiek podejrzewałby o depresję. Jestem towarzyska, pełna energii i pomysłów. Ale czasem tak się zdarza, że osoba, która najwięcej się uśmiecha, kryje w sobie najcięższe tajemnice. Miałam naście lat, gdy mój ojciec zaczął pić. Moja rodzina straciła dom, a ja na zawsze wewnętrzną równowagę. Nawet psa musiałam oddać do schroniska. Przez te wszystkie lata radziłam sobie z traumami dzieciństwa bez leków i terapii, bo miałam chłopaka, który był dla mnie wsparciem. Rok temu odszedł. Straciłam nie tylko miłość, ale przede wszystkim jedyną osobę, przy której czułam się bezpiecznie, której mogłam się wygadać i wypłakać. Gdy go zabrakło, nic już nie chroniło mnie przed „czarną dziurą”. Mimo że mam wielu znajomych, nikomu nie mogłam już powiedzieć, jak podle się czuję. Przestałam jeść i spać, ale do psychiatry poszłam dopiero, gdy zaczęłam mieć fantazje, że rzucam się z mostu. Wiem, że tak naprawdę nie chcę się zabić, że to choroba we mnie podsuwa mi takie myśli. Mam depresję i leczę się na nią, a jednocześnie kocham życie i kocham to, co robię w życiu. Leki stabilizują mnie i dają mi pewność, że jestem bezpieczna sama ze sobą. Będę brać je tak długo, aż zyskam całkowitą pewność, że chęć życia jest silniejsza niż myśli samobójcze.

Pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo – Carmel Paradise, 21 lat, piosenkarka, Słowacja

Nie miałam pojęcia, że to jest depresja, bo miałam tylko 12 lat. Czułam się źle, miałam ataki paniki. O tym, że jestem w depresji dowiedziałam się, gdy jako 15-latka próbowałam popełnić samobójstwo. Gdy wychodziłam ze szpitala, w raporcie przeczytałam, że mam depresję, zaburzenia lękowe, ataki paniki i zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne. Może to dziwne, ale ucieszyłam się – w końcu zrozumiałam, kim jestem i dlaczego tak się czułam, wiedziałam, jak nad tym pracować. Początkowo byłam przerażona wizją wyzdrowienia, lekarze powiedzieli, że „to minie i będzie lepiej”, ale nie wiedziałam co to znaczy i czy odnajdę się w tej „nowej ja”. Dziś wiem, że pomoc jest potrzebna, trzeba ją przyjąć i zaakceptować siebie na nowo.

Zatapiałam się w nienawiści do siebie – Carlotta Pollmann, 21 lat, blogerka modowa, Niemcy

Historia mojej choroby zaczęła się, gdy miałam 14 lat. Powoli zdałam sobie sprawę z emocji, o których wcześniej nie miałam pojęcia: czułam albo pustkę, albo ból. Zaczęłam więc szukać drogi wyjścia z tych dwóch stanów. Najpierw nożyczki, potem sięgnęłam po nóż, a w końcu żyletki. Oczywiście, nie były to zdrowe sposoby radzenia sobie z moimi uczuciami, ale nie widziałam lepszego rozwiązania. Stałam się zależna od bólu i uczucia ulgi, która się z nim wiązała. Z czasem małe zadrapania stały się głębokimi cięciami, a raz w tygodniu zamieniło się w trzy razy dziennie. Samookaleczenie było dla mnie jedynym sposobem na chwilę spokoju. Cięłam się, gdy wpadałam w pustkę, bo ból i krew sprawiały, że znów czułam, że żyję. Cięłam się, gdy dopadał mnie wewnętrzny ból, bo ten fizyczny łatwiej było znieść niż to, co działo się we mnie. Samookaleczenie jest uzależnieniem i jak każdy nałóg daje ulgę tylko na chwilę, a potem jest tylko gorzej. Żałowałam tych cięć, zatapiałam się w nienawiści do siebie i znów się cięłam. To było błędne koło, z którego bardzo trudno było mi się wyrwać. Udało się dzięki pomocy rodziny, przyjaciół, niezliczonych terapii, ale przede wszystkim mojej własnej woli. Od kilku lat jestem wolna od samookaleczeń i akceptuję swoje depresje. Nauczyłam się o tym rozmawiać i radzić sobie z bólem w zdrowy sposób.

 

Depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam – Marta, 38 lat, redaktorka Noizz, Polska

W swoje 35. urodziny nie wstałam z łóżka, ale depresja nie przyszła nagle, bardzo długo na nią pracowałam. Tego dnia moje ciało zrozumiało, że nigdy sama niczego nie zmienię i to ono zdecydowało za mnie. Wcześniej zignorowałam wszystkie sygnały – trwającą dwa lata bezsenność, narastające ataki paniki, natrętne myśli samobójcze. Gdy nie mogłam spać – biegałam, gdy myślałam, żeby się zabić – zatapiałam się w pracy, gdy przestałam rozumieć, co czytam – powtarzałam jedno zdanie tyle razy, aż jego treść dotarła. Czułam, że jestem chora, ale robiłam wszystko, żeby nie przyznać, że mam depresję. To oznaczałoby, że nie jestem dość fajna, że nie doceniam tego, co mam, że nie daję rady. Gdy złamiesz nogę – to widać, ale jak wytłumaczyć innym, że łamiesz się w środku? Gdy nie dało się już dalej tego ukrywać, dziewczyna znalazła mi psychiatrę. Dostałam zwolnienie z pracy na miesiąc i leki, po których spałam ponad 12 godzin na dobę i czułam się gorzej, niż przed wizytą u specjalisty. Byłam totalnie „odcięta” od rzeczywistości – nic nie mogło mnie ani zdenerwować, ani ucieszyć. Lekarz sam nie był pewny czy to “zwykła” depresja, czy choroba afektywna dwubiegunowa. Zmieniał leki, a ja brałam kolejne zwolnienia. Miałam szczęście, bo byłam na etacie, a szefowa podeszła do mojej choroby z pełnym zrozumieniem. Co bym zrobiła, gdybym, jak większość moich znajomych, nie miała takiego zabezpieczenia? Po 4 miesiącach wróciłam do pracy, leki odstawiłam po ponad roku. Równolegle z antydepresantami zaczęłam psychoterapię. To bardzo drogi sposób, ale po trzech latach nadal tam chodzę, żeby nie stracić równowagi.

Zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień – Sara, 40 lat, Węgry

Nie byłam pierwszą osobą w rodzinie, która zachorowała na depresję, wśród moich bliskich były nawet próby samobójcze, więc gdy pojawiły się pierwsze objawy od razu poszłam do psychoterapeuty. Na terapii przepracowałam traumy z dzieciństwa – anoreksję, złe relacje, ale przede wszystkim śmierć taty. Myślę, że moja depresja jest silnie związana z jego odejściem. Uciekałam w alkohol, który – mimo że był tylko substytutem – dodawał mi energii i pomagał przezwyciężyć pustkę. Nie chciałam żyć, ale nie myślałam o samobójstwie, bo sama mam dziecko i czułam się za nie odpowiedzialna. Nie mogłam go zawieść. W końcu zdecydowałam się na leki antydepresyjne, ale to też nie było proste rozwiązanie, bo leki dobiera się metodą prób i błędów. Po niektórych byłam agresywna, inne za bardzo mnie usypiały. Minął rok zanim udało nam się z lekarzem dobrać odpowiednie tabletki. To ważne, by chorzy mieli świadomość, że zdrowia psychicznego nie odzyskuje się z dnia na dzień. U mnie pierwsze pozytywne efekty pojawiły się dopiero po kilku miesiącach farmakoterapii. Dziś mogę już spotykać się ze znajomymi, często się śmieję, mniej martwię się o niepotrzebne sprawy i nie towarzyszy mi ciągły niepokój, ale to nie znaczy, że jestem w pełni zdrowa. Nadal obserwuje siebie, żeby mieć pewność, że w przyszłości poradzę sobie bez leków.

Przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem – Sebastian Goddemeier, 25 lat, dziennikarz Noizz, Niemcy

Mój pierwszy atak paniki miał miejsce w 2016 roku. Miałem 22 lata. Tego dnia zdiagnozowano u mnie guz w lewym płucu. Obwód: osiem centymetrów.

Wieczorem siedziałem w barze z przyjaciółmi, piłem tylko wodę. W pewnym momencie ściany wydawały się zbliżać, muzyka stała się nieznośnie głośna, nie mogłem oddychać. Wyszedłem na zewnątrz, usiadłem na chodniku i nie mogłem uwierzyć w to, co się ze mną dzieje. Tak wygląda atak paniki.

Wróciłem do domu i tłumaczyłem sobie, że to nic, tylko muzyka była za głośna i zrobiło mi się słabo. Ale gdy zasypiałem, moje serce nagle zaczęło bić jak dzikie, ścisnęło mnie w klatce piersiowej, a w głowie pojawiła się natrętna myśl, że zaraz umrę. Zadzwoniłem po karetkę, w szpitalu podano mi Tavor (Lorazepam – przyp. red.), silny lek przeciwlękowy, po którym czujesz się jak pusta skorupa i śpisz cały dzień.

W międzyczasie pomyślnie przeszedłem operację płuc, guz wycięto, ale panika pozostała. Przez dwa lub trzy lata zmagałem się ze strachem. Ataki paniki pojawiały się coraz częściej – w biurze, w metrze, w trakcie ćwiczeń, w domu, w Boże Narodzenie. W pewnym momencie bałem się już nawet samego strachu. Żeby go nie czuć, odurzałem się alkoholem. Jednocześnie wstydziłem się moich ataków i nie chciałem nikomu wyjaśniać co się ze mną dzieje, zwłaszcza w pracy.

Po operacji płuc zacząłem psychoanalizę. Trzy razy w tygodniu leżałem na kozetce i opowiadałem o swoich stanach. Dzięki terapii zdałem sobie sprawę, że przez lata starałem się być kimś, kim nie byłem. Lęk często pojawiał się, gdy traciłem kontakt ze sobą i odwracałem uwagę od swoich uczuć i nie słuchałem intuicji. By lepiej poznać siebie w 2018 roku przestałem pić alkohol.

Dziś mogę powiedzieć, że jestem bardziej sobą niż kiedykolwiek, ale to nie znaczy, że jestem całkowicie wolny od lęków. Benedict Wells napisał: „Trudne dzieciństwo jest jak niewidzialny wróg: nigdy nie wiadomo, kiedy uderzy”. Tak samo jest z paniką.

Samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi – Judit, 25 lat, Węgry

Miałam 22 lata, kiedy pojawiły się pierwsze objawy depresji. Wszystko zaczęło się od poczucia samotności, a właściwie wyobcowania. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Wykonanie codziennych czynności sprawiało mi olbrzymią trudność. Depresja i paniczny lęk doprowadziły mnie do jedynego rozwiązania – zaczęłam sama siebie krzywdzić. Myślałam, że fizyczny ból pozwoli łatwiej znieść to, co czuję w środku. Ale samookaleczenie nie przyniosło oczekiwanej ulgi. Czułam się jeszcze gorzej, bo w ten sposób krzywdziłam nie tylko siebie, ale także całą moją rodzinę. Dotarło do mnie, że potrzebuję pomocy. Psycholog skierował mnie do psychiatry, a ten dał mi leki psychotropowe. Farmakoterapia wzmocniła mnie na tyle, że mogłam odstawić tabletki już po czterech miesiącach, ale na terapię chodziłam ponad rok. Gdy czułam się już w miarę stabilnie, postanowiłam wyjechać na trzy miesiące do Stanów, zmiana otoczenia bardzo mi pomogła, wróciłam do domu silniejsza i spokojniejsza.

Przerosło mnie zwykłe życie – Olja, 17 lat, Serbia

Zaczęło się od bólu w klatce piersiowej i dławienia się, potem doszły lęki, niepokój, bóle mięśni, w końcu myśli samobójcze. Na początku płakałam codziennie, potem już nawet na to nie miałam siły. Dlaczego? Chyba przerosło mnie zwykłe życie – kłótnie z rodzicami, rozstanie z chłopakiem, próba gwałtu, śmierć babci. Do tego styl życia, któremu nie obce były alkohol i narkotyki. Depresja zaczęła się prawie rok temu. Rodzice od razu zauważyli zmianę i zachęcali mnie, żebym poszła do psychologa. Na początku ich nie słuchałam, nie zdawałam sobie sprawy, że mój stan jest tak poważny, ale też nie wierzyłam, że ktoś może mi pomóc. Trafiłam do lekarza, gdy nie mogłam już zrobić niczego koło siebie, nawet wstać z łóżka. Psychiatra od razu dał mi leki. To była dobra decyzja, bo dość szybko poczułam poprawę. Zaczęłam trenować i sport do dziś bardzo mi pomaga. Biegam, mam grono zaufanych osób, z którymi spędzam czas. Nie powiedziałabym, że jestem w pełni zdrowa, ale kontynuuję leczenie i czuję, że jest mi o wiele lepiej.

Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała” – Umelkyňa Denisa, Słowacja

Odkąd skończyłam 12 lat, byłam “dziwna”, spięta, zdemotywowana, apatyczna. Dopiero w szkole średniej pomyślałam, że to może być depresja. Myśli, że do niczego się nie nadaję, że nikt mnie nie lubi, że nie mam żadnej wartości stały się tak natarczywe, że paraliżowały mnie. Rodzice widzieli, że mam problemy, ale ignorowali je. Sama je ignorowałam, aż do pojawienia się dziecka. Depresja poporodowa po prostu mnie “złamała”, wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym, gdy moje dziecko miało zaledwie 2,5 miesiąca. Spędziłam tam cztery tygodnie, lekarze zdecydowali, że najlepszą metodą dla mnie będą elektrowstrząsy, bo one przynoszą najszybszą poprawę. Sześć zabiegów postawiło mnie na nogi.

Na terapię poszedłem o 5 lat za późno – Paweł, 25 lat, Polska

Myślę, że pewna melancholia jest niejako „wbudowana” w mój system. W liceum jarałem się tym, że jestem smutny. Pewnie już wtedy zamiast programować w sobie, że smutek jest fajny i twórczy, powinienem się udać na pierwszą konsultację psychologiczną, bo z biegiem lat przestałem kontrolować moje lęki. Kryzysy przychodziły falami, trwały dwa-trzy miesiące, a później jakoś udawało mi się wyjść z dołka. O ile nie miałem problemów z codziennym funkcjonowaniem, coraz trudniej szło mi kontaktowanie się z otoczeniem: ludzie wydawali mi się wrogami, panicznie bałem się zabierać głos na zajęciach, mimo że naprawdę miałem dużo do powiedzenia. Zasypiałem i budziłem się z lękiem.

Cudem skończyłem studia; zacząłem unikać imprez, bo zabawianie ludzi i ciągłe zastanawianie się czy jestem odpowiednio fajny było dla mnie zbyt trudne. Pozwoliłem, by paraliżujący stres zdominował moje życie, z czasem pojawiał się już nawet wtedy, gdy teoretycznie znajdowałem się w bezpiecznych warunkach. Niedawno poszedłem do lekarza, ale znalezienie odpowiedniego terapeuty też zajęło mi bardzo dużo czasu. Możecie się domyślić, że dzwonienie do przychodni i chodzenie po lekarzach to nie jest ulubiona czynność osoby, która jest w depresji. Szczególnie, gdy na terapię zapisujecie się jakieś 5 lat za późno. Teraz chodzę prywatnie na terapię indywidualną, a lekarkę otrzymałem z polecenia od zaufanej osoby. Gdyby nie to polecenie, pewnie nadal byłbym bez terapii.

Mam nerwicę. Terapia mi pomaga, bo uświadamia mi, że nie jestem z moimi lękami sam. Terapeutka poleca mi środki farmakologiczne, myślę, że wkrótce skorzystam z jej rady, bo przeczytałem, że permanentny stres i nerwica powoduje zmiany chemiczne w mózgu.

#NOTJUSTAMOOD – rozmawiajmy o depresji

W Noizz chcemy wyraźnie powiedzieć, że depresja to poważny temat, którego nie można ignorować. Mamy nadzieję, że dzięki akcji #NOTJUSTAMOOD zaczniemy rozmawiać o leczeniu otwarcie: bez tabuizowania i stygmatyzowania chorych, bez porad w stylu “weź się w garść” albo “spróbuj się uśmiechnąć”. Będziemy pokazywać temat zdrowia psychicznego z różnych perspektyw, mówić o tym, że warto sięgać po pomoc specjalistów. Przez następne miesiące będziemy rozmawiać z ekspertami oraz osobami cierpiącymi na depresję. Będziemy publikować wywiady oraz osobiste historie ludzi z Polski, Niemiec, Słowacji, Serbii i Węgier, czyli krajów, w których jesteśmy obecni. Jeśli chcesz się podzielić swoją historią, opisać swoje doświadczenia ze zmaganiami z depresją lub opisać historię znajomego, napisz na notjustamood@noizz.pl

*

Jeśli czujesz, że jesteś w ciężkiej sytuacji i potrzebujesz porozmawiać z psychologiem, nie czekaj i porozmawiaj ze specjalistą całodobowego Centrum Wsparcia800 70 2222. Numer jest bezpłatny. Możesz również wysłać maila lub porozmawiać na chacie. Jeśli jesteś dzieckiem zadzwoń pod (również bezpłatny i anonimowy) numer przeznaczony dla nieletnich: 116 111.

https://noizz.pl/not-just-a-mood/depresja-historie-ludzi-ktorzy-zachorowali-objawy-depresji-notjustamood/0bfkxxw

Reklamy

Depresja!

Znalezione obrazy dla zapytania depresja

 

Co to jest depresja, a więc garstka wiedzy z netu!

Depresja
Depresja to temat mało wdzięczny i mało medialny, dlatego nieczęsto się o niej mówi. A szkoda, bo zdaniem lekarzy depresja jest jak grypa: może się zdarzyć każdemu.
Depresja to zaburzenie psychiczne wymagające specjalistycznego leczenia. Charakterystyczne jest dla niej występowanie objawów i ich utrzymywanie się przez dłuższy czas. Powodem do niepokoju jest nie tyle przygnębienie, a jego wpływ na codzienne życie, które nagle zostaje zaburzone. Osoby z depresją przez cały czas odczuwają smutek, który z dnia na dzień zaczyna ich coraz bardziej zmieniać. Przygnębienie to często nie ma konkretnej przyczyny. Tak po prostu nasze życie zaczyna być szare, pozbawieni zostajemy energii życiowej, występują kłopoty z najprostszymi czynnościami, myśleniem i emocjami. Również ważne dotychczas ambicje i sukcesy zawodowe/życiowe przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Osoby zmagające się z depresją zasypiają szybko, lecz budzą się bardzo wcześnie rano.
http://www.medonet.pl/psyche/choroby-psychiczne,depresja—objawy-i-leczenie,artykul,1677658.html
Nie boję się przyznać, że kilka razy w swoim życiu doznałam tego paskudnego stanu, że grunt mi się usuwał i nie wiedziałam, w którą stronę mam iść.
Ojciec bił mnie jak mokre żyto za nic i już w tym momencie czułam się gorsza, beznadziejna, nic nie warta!
Wyśmiewał mnie, kiedy zaczęłam dojrzewać, a mnie brunetce pokazał się nad górną wargą – wąsik.
Czułam się bardzo niekomfortowo i źle, bo tak mnie traktował.
Potem w życiu zdarzały się momenty, że byłam źle traktowana w pracy, bo spotkał mnie mobbing i nie umiałam sobie z tym poradzić.
Nie spałam po nocach i budziłam się o 4 rano cała zestresowana, że muszę znowu iść do tych ludzi, którzy niezasłużenie mnie źle traktowali.
Był taki dzień, że nie potrafiłam sobie poradzić z obowiązkami służbowymi i i lekarz skierował mnie na półroczne zwolnienie lekarskie.
Położyłam się do łóżka, bo nic mi się nie chciało.
Byłam okrutnie zmęczona życiem i nawet leki mi nie pomagały.
Odcięłam się od rodziny, koleżanek i cierpiałam we własnym sosie, w którym nie znajdowałam sensu życia.
Czułam się źle, a w głowie pojawiały się myśli samobójcze.
W końcu to zrobiłam i żałowałam, że mnie odratowali – strasznie żałowałam.
Znalazłam się w szpitalu, gdzie podawali mi leki, po których czułam się jeszcze bardziej rozbita, bo były nie trafione.
Od rodziny słyszałam, że mam się wziąć w garść, bo nikt nie wczuł się w mój stan, bo nikt na deprechę nie zachorował, a tylko ja – wrażliwiec!
Byłam w depresji kilka lat i raz się podnosiłam, a za chwilę znowu traciłam poczucie własnej wartości.
Mąż płakał widząc mnie w takim stanie.
W końcu moja lekarz wypisała mi skierowanie na trzymiesięczną psychoterapię!
Nie chciałam tam jechać, bo z góry sobie założyłam, że to głupota i nic mi to nie pomoże.
Spakowali mnie i na siłę wsadzili do samochodu.
150 kilometrów i byłam na miejscu, a w czasie podróży nie odezwałam się do Męża ani słowem, bo taka byłam zła.
Dostałam na miejscu swoje łóżko, szafkę i półkę w szafie.
Nie odzywałam się do ludzi i stałam się samotnicą.
Na zajęciach z psychoterapii milczałam przez miesiąc wysłuchując zwierzeń innych ludzi, aż w końcu dostałam olśnienia, że się otworzyłam i poleciało!
Nawiązałam tam wspaniałe przyjaźnie i było dużo spacerów i nagle się odnalazłam, a ludzie mnie polubili.
Na początku terapii dzwoniłam do Męża, aby mnie stamtąd zabrał, a pod koniec nie chciałam wyjeżdżać, bo tak dobrze się tam poczułam.
Odnalazłam tam siebie  – mądrą, lojalną, uczciwą i szczęśliwą.
Wróciłam do domu inna ja!
Ten stan mój trwa już 10 lat i cieszę się, że na tej psychoterapii uwierzyłam w siebie.
Każdemu polecam taką formę leczenia, bo trzeba szukać drogi do siebie!

Chora służba zdrowia w Polsce

Dość już dawno posłanka PO – śliczna Joanna Mucha wydaliła z siebie, że seniorzy chodzą do lekarzy i siedzą w kolejkach, bo im się bardzo nudzi.

Obraziła mnie w tym momencie, bo jestem tego zaprzeczeniem.

Idę do lekarza tylko wówczas, gdy mi coś poważnie dolega, a swoje leki załatwiam telefonicznie i nie muszę siedzieć w poczekalnich.

Ale i z tym czasami bywa kłopot!

Wczoraj policzyłam moje leki i stwierdziłam, że na weekend mi zabraknie, a więc z wielką tremą, jak zawsze, dzwonię do rodzinnej.

Piszę z wielką tremą, bo mam głupi charakter i uważam, że zawracam komuś głowę i nie chcę być natrętna, a więc jest to dla mnie zawsze wielki stres.

Ja stara kobita mam obiekcje, że dzwonię do lekarza i mu się narzucam, a przecież taka jest lekarzy praca!

Dzwonię więc cała w stresie, a tu rodzinna odrzuca moje połączenie.

Pomyślałam sobie, że może jest zajęta i dzwonię drugi raz po godzinie.

Ponownie moje połączenie odrzuciła.

Wnerwiona dzwonię do rejestracji i czekam dość długo na odebranie mojego telefonu.

No w końcu rejestratorka odebrała, a ja grzecznie pytam, czy jest moja rodzinna w pracy i usłyszałam, że jest na urlopie!

Pytam więc, co ja mam zrobić, aby wypisano mi receptę i słyszę w słuchawce – nie wiem!

Konsternacja chwilowa i usłyszałam – no dobrze, to niech pani podaje te swoje leki!

Podałam, ale sobie pomyślałam, czy tak trudno rodzinnej byłoby nagrać  informację  w telefonie, że właśnie przebywa na urlopie?

Może warto w sieci założyć informację, że lekarz od – do przebywa na urlopie, a nie żeby pacjent musiał się domyślać.

Co w takich sytuacjach mają zrobić starzy ludzie, którzy nie są w stanie iść samodzielnie do lekarza i nie mają bliskich do pomocy?

Nie lubię naszej służby zdrowie, bo kiedy tylko się z nią zetknę, to czuję się jak intruz, że zawracam komuś głowę i jestem kłopotem.

W dobie komputerów, telefonów komórkowych tak trudno służbie zdrowia jest obsłużyć pacjenta i naraża się go na stres.

Ja wiem, że oni marnie zarabiają i w rejestracji te panie niechętnie robią robotę za lekarzy, będąc wciąż nadąsane, bo są zmęczone, ale są granice, że w końcu ten pacjent potrzebuje ludzkiego traktowania, a nie chce być popychadłem.

Mój kolega „D” tak napisał o służbie zdrowia w Polsce!

Jest coraz gorzej i od czterech lat służba zdrowia chyli się ku upadkowi!

„Służba zdrowia w stanie przedzawałowym.

Polska ma jeden z najniższych odsetków PKB wydawanych na opiekę zdrowotną.
W kontekście postępującego starzenia się społeczeństwa nie wróży to nic dobrego. :dobani:
Obrazek
Szpitale odsyłają ciężko chorych pacjentów, bo ich leczenie się nie opłaca. :bezradny:
W dużym szpitalu miejskim w Pruszkowie k/Warszawy – właśnie ODESZLI Z PRACY NARAZ WSZYSCY LEKARZE Oddziału Wewnętrznego.. :boisie:
Obrazek
W szpitalach coraz częściej opiekują się chorymi starsze panie pielęgniarki, bo średnia wieku pielęgniarek z braku napływu nowych – od kilku lat systematycznie wzrasta a weteranek ochrony zdrowia nie ma kto zastąpić.
W przyszłym roku prawie połowa pracujących pielęgniarek osiągnie wiek emerytalny. :szok:
Już dziś co trzecia z nich ma skończone 60 lat.

Jeszcze gorzej wyglądamy pod względem liczby lekarzy – co czwarty lekarz jest dziś w wieku emerytalnym, a 11 proc. ma powyżej 71 lat.
W Unii Europejskiej zajmujemy ostatnie miejsce ze współczynnikiem 2,4 lekarza na 1000 mieszkańców.

Młodzi wyjeżdżają albo zmieniają zawód. :smutny:
Obrazek
Kiedy lekarze i pielęgniarki przejdą na zasłużone emerytury – TO BĘDZIE ZAPAŚĆ SŁUŻBY ZDROWIA!!

Rządzący Polską PiS – ma to głęboko w dupie, bo oni mają KLINIKĘ RZĄDOWĄ i najlepszych specjalistów.. :VV:
Pielęgniarki i lekarze to nie jest ktoś – kto da im miliony głosów, a napalonej na „prezenty Prezesa” tłuszczy rzuci się jakieś ochłapy przed wyborami i biegusiem polecą głosować na PiS.. :zabawa:

Jakbym się umiał modlić – to bym się modlił przede wszystkim O ZDROWIE!! :poklon:
A WY?” :wariat:

W poszukiwaniu cudownego leku!

Pisałam na blogu, że mamy chorą Mamę!

Mama jest już leżąca i pojawiły się odleżyny niestety.

Zostały zakupione różne specyfiki, które nie za bardzo pomagają.

Wpadłam do sieci w poszukiwaniu czegoś, co ulży mojej Mamie.

Przeczytałam artykuły o magicznych właściwościach oleju z drzewa herbacianego i zakupiłam ten specyfik. Jutro zastosuję go u Mamy.

Mam nadzieję, że tak jak piszą, to tak ten olej działa, który ponoć ma wiele zastosowań, w różnych chorobach, choć nie wszyscy o tym wiedzą.

Może komuś te porady się przydadzą. Może ktoś stosuje ten olej i ma o nim znakomite zdanie.

Dobrze by było, aby od innych się o tym dowiedzieć w komentarzach.

Dziś dodałam po kilka kropel oleju do żelu do mycia mojego i Męża, a także do szamponów do włosów.

Jutro zrobię tonik do twarzy, a także będę dodawała kilka kropel oleju do prania i tak będę obserwowała działanie tego oleju, który wcale nie pochodzi z drzewa herbacianego, ale tak nazwał go pewien odkrywca, podróżnik po Australii. 

80 ZASTOSOWAŃ OLEJKU Z DRZEWA HERBACIANEGO

 

Otarcia i małe skaleczenia

Po oczyszczeniu skaleczonego miejsca, wkropl bezpośrednio na ranę parę kropli czystego olejku herbacianego. Jeśli opatrzenie rany wymaga bandażowania, wpuść parę kropli olejku w bawełniany płatek lub wacik i dopiero zawiń bandażem.

Trądzik

Dodaj kroplę olejku herbacianego do używanego zwyczajowo płynu myjącego, czy mydła dozowanego na dłoń  i umyj twarz jak zawsze.

By uniknąć codziennego dozowania olejku przy myciu twarzy, wystarczy dodać 20-40 kropli olejku do pojemnika z płynem do mycia twarzy.

Miejscowo, użyj czystego, nierozcieńczonego olejku herbacianego na pryszcze, wypryski acne. Wystarczy kroplę olejku wkroplić na opuszek palca, bądź wacik i nałożyć bezpośrednio na skórę.

Odświeżacz powietrza

Przygotuj sobie, by mieć pod ręką, woreczek (najlepiej zip-lock, z zasuwanym zamknięciem) lub puszkę bawełnianych wacików nasączonych kilkoma kroplami olejku z drzewa herbacianego i sięgaj po jeden wacik za każdym razem , gdy w domu pojawi się nieświeży zapach, mniej przyjemne opary gotowania; zapach wilgoci, pleśni, czy nawet zapach lekarstw w domu obłożnie chorego. Czasem warto użyć nawet kilka wacików do odświeżenia pomieszczenia.

Reumatyzm

By złagodzić bóle reumatyczne związane z reumatycznym opuchnięciem stawów, dodaj 20 kropli olejku z drzewa herbacianego do odrobiny oleju winogronowego, czy każdego innego olejku, który ułatwi rozprowadzenie i wnikanie olejku w bolące miejsca. Wmasowuj w bolące miejsca 2-3 razy dziennie.

Alergie – duszności

Użyj miejscowo wmasowując w klatkę piersiową, tors i receptory w stopach. Warto zajrzeć do podstaw refleksologii, by dowiedzieć się więcej o swoich stopach i najtrafniej sobie pomóc.

Astma

Dodaj kilka kropli olejku herbacianego do niewielkiego garnka z wodą i podgrzewaj na kuchence. Nakryj głowę ręcznikiem i oddychaj nad stygnącym garnkiem z wodą parującą olejkiem herbacianym przez kilka minut.

Oskrzelowe duszności

Stosować jak w astmie – 5-10 kropli olejku z drzewa herbacianego wymieszane w odrobinie oleju nośnego wmasować w klatkę piersiową i szyję. Zabieg powtarzać 2-3 razy dziennie.

Zapalenie oskrzeli

Dodaj parę kropli olejku herbacianego do garnuszka z gorącą wodą i wdychaj opary, lub wmasuj miksturę olejku w klatkę i szyję.

Rozdema płuc (Emphysema)

Stosować jak w zaleceniach przy zapaleniu oskrzeli. W inhalacji zastosować 10 kropli olejku herbacianego w podgrzanej wodziei wdychać przez 10 minut.

Kaszel

Stosować jak w infekcji oskrzelowej (j/w) Do inhalacji dodać 10 kropli olejku herbacianego i wdychać przez min. 5 do 10 minut.

Zapalenie zatok

Stosuj olejek herbaciany jak w zapaleniu oskrzeli (j/w).

Jako środek udrażniający, dodaj 10 kropli olejku z drzewa herbacianego do naczynia parującego w inhalacji i wdychaj powietrze nosem, głęboko, przez 5-10 minut.

Dodaj 2 krople olejku herbacianego do dzbanuszka neti ( tradycyjne naczynie przelewające wodę przez komory nosowe w celu oczyszczenia zatok).

Bolące gardło

Dodaj 2 krople olejku herbacianego do 1 szkl. ciepłej wody z dodatkiem szczypty soli. |Płucz 2-3 razy dziennie. Nie połykać!

Zapalenie krtani

Dodaj 5-10 kropli olejku herbacianego i szczyptę soli do szklanki ciepłej wody. Płucz gardło 2-3 razy dziennie. Nie przełykaj!

Infekcje wirusowe

Rozpylaj olejek w zawirusowanym domu. Wdychaj opary podgrzewanego roztworu wody z olejkiem herbacianym. Nacieraj stopy olejkiem z drzewa herbacianego w czystej postaci, by wzmocnić układ odpornościowy i wykurzyć wirusy. Czyść dom środkami czystości (również domowymi) z dodatkiem kilku kropli olejku herbacianego.

Grzybica stóp

Umyj dokładnie stopy, szczególnie między palcami. Posmaruj skórę stóp czystym olejkiem herbacianym i powtarzaj zabieg co dwa tygodnie. Po zabiegu zasyp stopy mączką kukurydzianą. Dodaj 10 kropi olejku herbacianego do 1 łyżki oleju winogronowego, oliwy czy oleju nośnego i wmasowuj w skórę pomiędzy palcami codziennie.

Pieluszki wielorazowe – przechowywanie

Olejek z drzewa herbacianego jest antybakteryjny i grzybobójczy, pomaga więc przechowywać pieluszki czekające w wiaderku na wypranie, w higienicznym środowisku. Wkropl 5-6 kropli olejku herbacianego na dno wiaderka, lub na ściereczkę przymocowaną do wewnętrznej strony pokrywki pojemnika, by ewaporowała.

Mieszankę wody z dwiema łyżkami stołowymi olejku herbacianego rozpyl nad stosem czekających na pranie pieluszek, lub rozpyl wokół wiaderka.

Pieluszki wielorazowe – pranie

Dodaj kilka kropli olejku herbacianego do podajnika proszku i wypierz pieluszki w zwyczajowo wybieranym cyklu prania. Pieluszki będą odkażone już w 40-50 st.C.

Infekcje bakteryjne

Stosuj miejscowo, wmasowując w receptory w stopach odpowiadające infekcji, lub wkropl kilka kropli olejku do kąpieli, ostrożnie aplikując zainfekowanej okolicy.

Nieświeży oddech

Płucz jamę ustną po umyciu zębów mieszanką odrobiny wody z 1 kroplą olejku. Nie połykaj!

Zapalenie pęcherza

W płytkiej kąpieli w wannie lub misce, dodaj 10-15 kropli olejku do wody i podmywaj delikatnie okolice intymne. Pęcherze: Wash area carefully, then apply as for cuts and wounds.

Pęcherze

Obmyj okolicę pęcherza delikatnie i zastosuj olejek jak na otarcia i małe rany.

Wrzody

Przyłóż do rany ciepłą ściereczkę na kilka minut. Potem wkropl na ściereczkę kroplę, dwie olejku herbacianego w okolicy bezpośrednio nad wrzodem. Infekcja powinna podchodzić bezpośrednio pod skórę, ropa wezbrać, by ostatecznie wycieknąć.

Siniaki i stłuczenia

Po nałożeniu lodu, nałóż mieszankę olejku (jak w zaleceniu leczenia bóli reumatycznych, j/w)

Haluksy

Masuj 5 kropli olejku herbacianego wymieszane z 1 łyżką oleju nośnego.

Oparzenia:

Podłóż miejsce oparzenia pod strumień zimnej bieżącej wody. Po kilku minutach, dodaj 5 kropli olejku herbacianego do 1 łyżeczki prawdziwego miodu. Połóż na ranę. Powtarzaj zabieg 3-5 razy dziennie.

Odciski, modzele  i nagniotki:

Wmasowuj 5 kropli olejku herbacianego z 1 łyżką stołową oleju nośnego. Powtarzaj zabieg 2 razy dziennie. Gdy nagniotek czy odcisk zacznie mięknąć, wytnij go cążkami, wyrwij pincetą, czy narzędziem do usuwania odcisków. Możesz odkazić narzędzie czystym olejkiem herbacianym. W miejsce usuwanego odcisku wkropl kilka kropli czystego olejku i zabandażuj je.

Afty i zgorzelinowe zapalenie jamy ustnej:

Nanieś wacikiem lub patyczkiem higienicznym 2 krople olejku herbacianego bezpośrednio na zainfekowaną okolicę, dwa razy dziennie. Płucz jamę ustną jak zalecone w walce z nieświeżym oddechem – 1 kropla olejku herbacianego zmieszana z odrobina wody (nie połykać!)

Zapalenie mieszka włosowatego, czyraki:

Wsmaruj kroplę, dwie olejku herbacianego na waciku bezpośrednio na chore miejsce. Powtarzaj 2 razy dziennie.

Pierzchnące usta:

Dodaj 1 lub 2 kropli olejku herbacianego do pomadki ochronnej. W miarę potrzeby aplikować.

Ospa:

Krople olejku herbacianego aplikuj na pęcherzyki. Pozwól wyschnąć, posyp mączką kukurydzianą lub ziemniaczaną. Powtarzaj co kilka godzin aż do zniknięcia pęcherzy i mokrych strupków.

Ugryzienia pcheł:

Aplikuj kroplę olejku herbacianego bezpośrednio w miejsce ugryzienia. Znieczula i łagodzi podrażnienie

Ukąszenia komarów:

Nanieś kroplę olejku herbacianego bezpośrednio na ukąszone miejsce. Znieczula i łagodzi ukąszenie.

Opryszczka:

Nanieś wacikiem lub patyczkiem higienicznym kroplę lub dwie olejku bezpośrednio na wykwit opryszczki. Powtarzaj aplikację 2-3 razy dziennie.

Łupież:

dodaj 20-30 kropli olejku herbacianego do swojego powszechnie używanego szamponu. Po myciu, wetrzyj i wmasuj kilka kropli olejku w skórę głowy.

Zapalenie skóry (Dermatitis):

Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 1 łyżki stołowej oleju nosnego (winogronowego, awokado itp) i wetrzyj w okolice chorej skóry. Powtarzaj 2-3 razy dziennie.

Sucha skóra:

Dodaj 3-5 kropli olejku herbacianego do 1 łyżki stołowej olejku ze słodkich migdałów. Wmasuj w skórę.

Ból i zapalenie ucha:

Dodaj 2-3 krople olejku herbacianego do 2 łyżek stołowych ciepłej oliwy. Zaaplikuj parę kropli jeszcze ciepłej mikstury wkraplaczem bezpośrednio w bolące ucho. Pochyl głowę tak, by wpłynęło głębiej i pozostań w tej pozycji moment. Odchyl z powrotem głowę, by nadmiar olejku wypłynął. Powtarzaj zabieg 2-3 razy dziennie.

Egzema:

Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 1 łyżki stołowej olejku nośnego (olej z awokado, kokosowy, olej z pestek moreli, migdałowy) i wmasuj w egzemalną skórę. Powtarzaj aplikację 2-3 razy dziennie. Mozna wmasować nierozcieńczony w oleju, jednak warto sprawdzić reakcję skóry smarując wyłącznie jej małą powierzchnię.

Gościec, podagra (dna moczanowa):

Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 2 łyżek stołowych oleju nośnego. Wmasowuj w skórę 2-3 razy dziennie.

Infekcja i podrażnienie dziąseł:

Przygotuj płyn do płukania: oczyszczona woda, 1 kropla olejku miętowego i 1 kropla olejku z drzewa herbacianego.

Wszawica:

Dodaj 20 kropli olejku herbcianego do 2 łyżek stołowych szamponu. Wmasuj w skórę głowy i włosy, pozostaw na głowie przez 10 min. Wypłucz. Powtórz zabieg 3 – 4 dziennie do momentu wytępienia wesz i gnid.

Pokrzywka:

Dodaj 10 kropli olejku z drzewa herbacianego do 4 łyżek oleju z orzechów laskowych. Aplikuj wacikiem.

Można wymieszać z olejem kokosowym, który również  jest kojący i leczniczy dla skóry. Delikatnie nakładaj na skórę.

Płyn do płukania jamy ustnej:

Wymieszaj w preferowanej proporcji wodę oczyszczoną z kilkoma kroplami olejku herbacianego.

Sprzątanie domu:

Olejek herbaciany w sprzątaniu stosowany jest dla jego właściwości zapachowych, ale przede wszystkim ze względu na jego właściwości antybakteryjne – sanityzujące, gdyż dodanie olejku herbacianego do domowych środków czyszczących zapobiega rozprzestrzenianiu się bakterii, wirusów i grzybów.

Przygotuj swój domowy płyn do sprzątania: 2 łyżki olejku herbacianego i 2 kubki wody wymieszać w butelce z rozpylaczem. Potrząśnij przed użyciem. Szczególnie doceniany w toaletach i łazienkach.

Odporność:

By wzmocnić swój system odpornościowy, regularnie rozpylaj w powietrzu odrobinę olejku herbacianego i smaruj nim stopy. Pobudza to układ odpornościowy do pracy i wzmacnia go.

Zainfekowane rany:

Dodaj olejek do parującej wody i utrzymaj zainfekowaną ranę nad strumieniem pary.

Rozpuść 1 kroplę olejku herbacianego w 1 szkl. wody i przemywaj ranę 1-2 razy dziennie, zgodnie z potrzebą.

Stany zapalne (obrzęki, bóle itp):

Delikatnie wmasuj w miejsca zaatakowane stanem zapalnym, zawsze w kierunku serca, bądź wdychaj rozcieńczony olejek olejek herbaciany.

Wrośnięte włosy:

1-2 krople olejku herbacianego skroplone bezpośrednio w miejsce wrośniętego włosa. Powtarzaj co 2 godziny, aż objawy infekcji znikną.

Odstraszacz na komary:

Dodaj 15 kropli olejku herbacianego do 250 ml. wody i rozpylaj na odzież, w powietrzu i na skórę.

Grzybica pachwiny (Grzybica cruris – u mężczyzn):

Nanieś mieszankę 10-15 kropli olejku herbacianego i 2 łyżek tłustego oleju nośnego. Powtarzaj aplikację dwa razy dziennie. Posyp mączką kukurydzianą lub ziemniaczaną by uniknąć pierzchnięcia naskórka.

Płyn do płukania tkanin:

Dodaj 1/2 łyżeczki olejku herbacianego do podajnika proszku, lub podajnika na płyn do płukania w zwyczajowo stosowanym cyklu prania. Szczególnie cenny dodatek w praniu ręczników i wszelkich rzeczy podatnych na tęchnięcie i zatrzymywanie wilgoci.

Usuwanie pleśni:

Rozpyl uniwersalny płyn do czyszczenia ( 2 łyżki olejku z 400ml. wody) na pokryte, czy cuchnące pleśnią miejsca. Przeduzyciem wstrząśnij, po użyciu nie płucz i nie ścieraj.

Ukąszenia komarów:

Nanieś kroplę olejku herbacianego bezpośrednio na ukąszone miejsce. Znieczula i łagodzi ukąszenie.

Bóle mięśniowe, zakwasy:

Dodaj 10-15 kropli olejku herbacianego do soli gorzkiej (tj. siarczan magnezu) i rozpuść w kąpieli.

Dodaj 10 kropli olejku do 2 łyżek łustego oleju nośnego. Dobrze rozmasuj mięśnie (najlepiej po kapieli).

Świnka (Zapalenie Ślinianki Przyusznej):

Wcieraj olejek (rozcieńczony w oleju nośnym wg. uznania, z naciskiem na jak najwyższe stężenie olejku z drzewa herbacianego) w całe ciało i w stopy. Rozpylaj olejek w całym domu chorującego.

Grzybica paznokci:

Zakropl 1-2 kropli olejku herbacianego bezpośrednio na paznokcie i skórę wokół paznokci. Pozwól dobrze wyschnąć zanim zaczniesz dotykać przedmioty. Powtarzaj zabieg wieczorem i rano przez tydzień.

Dezynsekcja:

Mrówki domowe i inne domowe robactwo nie znoszą oparów olejku z drzewa herbacianego. Wystarczy kilka kropli olejku rozprowadzonych u wejścia do domu, by je odstraszyć od wprowadzenia się.

Dla wypędzenia, lub prewencji Mrówek Faraona przecieraj kuchenne szafki ściereczką nasączoną olejkiem herbacianym rozpuszczonym w wodzie.

Brodawki podeszwowe:

Aplikuj czysty nierozcieńczony olejek z drzewa herbacianego na brodawkę 2-3 razy dziennie..

Łuszczyca:

Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 1 łyżki oleju nośnego i wmasuj w skórę zajętą łuszczycą. Powtarzaj 2-3 razy dziennie. Spróbuj aplikowania czystego olejku herbacianego. Jeśli nie wywoła podrażnienia, kontynuuj aplikacje nierozcieńczonym olejkiem.

Swędzenia:

Wkropl kilka kropli olejku herbacianego do oleju kokosowego i natrzyj swędzące miejsce.

Grzybica skóry:

Aplikuj 1-2 krople nierozcieńczonego olejku herbacianego w chore miejsce. Powtarzaj 2 razy dziennie. Dodatkową korzyścią będzie dodanie 1 kropli olejku lawendowego.

Różyczka:

Rozcieńcz według uznania (ile przynosi ulgę, ile zapachu jest w stanie tolerować chory) i wcieraj w skórę. Łagodzi bóle, stymuluje układ odpornościowy.

Świerzb:

Aplikuj bezpośrednio na zaświerzbioną skórę 1-2 krople czystego olejku herbacianego rano i wieczorem.

Rwa kulszowa:

Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 1 łyżki tłustego oleju nośnego. Wmasuj w bolące miejsce. Powtarzaj zabieg 2-3 razy dziennie. Można aplikować olejek w nierozcieńczonej postaci.

Łojotok:

Skóry: Dodaj 10 kropli olejku do 1 łyżki tłustego oleju nośnego i wmasuj w zaatakowane łuszczycą miejsca. Głowy: Dodaj 10 kropli olejku herbacianego do 2 łyżek swojego powszechnie stosowanego szamponu. Wetrzyj w skórę głowy i włosy, pozostaw na 10 min. Wypłucz. Powtarzaj zabieg 3-4 razy tygodniowo.

Dodaj 10-15 kropli olejku herbacianego do kąpieli.

Półpasiec:

Dodaj 10-15 kropli olejku herbacianego do 1/2 kubka soli gorzkiej ( tj.siarczanu magnezu- Magnesium Sulphate USP) Add 10-15 drops of oil to half cup Epsom salts, and dissolve in bath. Add 10 drops of oil to 2 tbsp. of grapeseed oil or coconut oil and massage well.

Zakażenie gronkowcem:

Najlepiej stosować olejek herbaciany miejscowo. Ponadto wcierać w podbicie stóp, by stymulować dodatkowo układ odpornościowy.

Jęczmień:

Dodaj 5 kropli olejku do garnka z gotującą się wodą. Nakryj głowę ręcznikiem i poddaj się parówce. Nałóż ciepły kompres wody w rozcieńczeniu z olejkiem herbacianym bezpośrednio na jęczmień.

Poparzenia słoneczne:

Wymieszaj 1 łyżkę oleju kokosowego z 1 kropla olejku z drzewa herbacianego i 1 kropla olejku lawendowego. Delikatnie nakładaj na poparzona skórę.

Tatuowanie:

Nałóż na świeżo wytatuowane miejsce, by uniknąć ryzyka infekcji. Użyj nierozcieńczonego olejku, bądź rozcieńczonego w oleju kokosowym i w rozpylaczu z oczyszczoną wodą bezpośrednio na tatuaż

Pleśniawki, kandydoza:

Płucz jamę ustną roztworem wody z solą morską i 1 kroplą olejku herbacianego.

Wyciąganie kleszczy:

Nanieś kroplę, dwie olejku herbacianego bezpośrednio w miejsce wczepionego kleszcza i okolice skóry wokół. Kleszcz powinien rozkurczyć wczepienie i odpaść.

Grzybica paznokci stóp:

Wsmaruj1-2 krople olejku herbacianego w czystej postaci bezpośrednio na zaatakowane grzybica paznokcie i pod odstającą płytkę paznokciową. Aplikuj raz dziennie, najlepiej przed snem.

Odkażacz szczoteczki do zębów:

Odrobina czystego olejku wkroplona bezpośrednio na szczoteczkę do zębów 1-2 razy w tygodniu, zabija powszechnie mnożące się w szczoteczce bakterie.

Angina:

Wdychaj opary olejku herbacianego w inhalacji; płucz gardło roztworem wody z sola morską i paroma kroplami olejku; wcieraj olejek herbaciany w szyję i stopy.

Grzybica pochwy:

Dodaj kilka kropli olejku herbacianego do kąpieli. Przy bardziej przewlekłym przebiegu infekcji grzybiczej, zastosuj nasiadówkę z wody i kilku kropli olejku herbacianego. Możesz również wkroplić 1-2 krople olejku herbacianego na wkładkę higieniczną,czy panty liner.

Kurzajki:

Aplikuj nierozcieńczony olejek herbaciany bezpośrednio na kurzajkę. Powtarzaj zabieg rano i wieczorem, aż kurzajka zniknie. Dla skóry wrażliwej – rozcieńcz minimalnie olejek w wodzie.

WAŻNA INFORMACJA O OLEJACH NOŚNIKOWYCH (TŁUSTYCH)

W celu jak najbardziej efektywnego używania olejków esencjonalnych – nie tylko olejku z drzewa herbacianego – czasem może okazać się koniecznym rozcieńczenie olejku w innym oleju, tak by ułatwić wprowadzenie, rozprowadzenie, czy wmasowanie olejku w wymagającą interwencji okolicę.

Takie oleje nazywane są olejami nośnikowymi, nośnymi, rozsmarowującymi, czy rozprowadzającymi. Najbardziej powszechnie używanymi olejami nośnikowymi są olej kokosowy, winogronowy, olej ze słodkich migdałów, z pestek moreli, olej z jojoba, awokado, oliwa z oliwek i inne.

Frakcjonowany olej kokosowy i olej z winogron są całkowicie bezzapachowe, a w przypadku frakcjonowanego oleju kokosowego całkowicie odpornego na jełczenie. W praktyce, każdy olej może być wykorzystany jako nośnik, jedynie jedne są bardziej, inne mniej bogate w cenne składniki i odżywcze dla skóry.

http://pieluszkarnia.pl/product-pol-302-Ecopi-Olejek-z-Drzewa-Herbacianego.html

 

Spotkało mnie coś dziwnego :)

Dzień dobry 🙂

U mnie na zachodzie wcale nie ma żadnej rewolucji w pogodzie. Wciąż brakuje słońca i do tego mocno wieje. Wczoraj wybrałam się po raz drugi do lekarza, bo niżej pisałam, że męczy mnie mocy kaszel już prawie od tygodnia. Tym razem otrzymałam od mojej Pani Doktor antybiotyk i tym sposobem dzisiejszą noc miałam spokojniejszą, ale chcę napisać o tym, że zdarzyło się coś bardzo dziwnego, czego ja do dziś nie potrafię sobie wyjaśnić.

Otóż zarejestrowałam się do lekarza i spytałam, kto ostatni jest w kolejce. Ucieszyłam się, gdyż przede mną było tylko młode małżeństwo z malutkim dzieckiem, a więc oczekiwanie nie będzie zbyt długie.

Usiadłam grzecznie na przeciwko drzwi do gabinetu, a zaraz za mną pojawiły się dwie panie i też się ucieszyły, że kolejka nie jest zbyt długa.

Młode małżeństwo weszło do gabinetu i ja cierpliwie czekam na swoją kolej. Siedzę i siedzę, a tu mija jakieś 30 minut, a ci młodzi państwo nie wychodzą. Pomyślałam sobie, że trochę to dziwne, aby tak długo dziecko było badane, ale cóż – cierpliwa jestem. Jednak jedna z Pań nie wytrzymała i zajrzała do gabinetu. Okazało się, że w gabinecie była tylko Pani Doktor, która coś tam wpisywała do komputera. 

Oburzona Pani spojrzała na mnie z wyrzutem, że nie pilnuję kolejki, a ja, że kompletnie nie wiem, kiedy ci ludzie wyszli z gabinetu, a co dziwne, to nikt tego nie zauważył. Gdyby nie wnerwiona pani, to wszyscy byśmy dalej siedzieli nieświadomi na tym korytarzu. 😀

Nie mam pojęcia dlaczego tego nie zauważyłam, a do tego wszyscy oczekujący. Ja starsza pani mogłam się zawiesić, ale zdaje się, że wszyscy się zawiesili, bo nie podejrzewam, że moja Pani Doktor wypuściła swoich pacjentów przez okno, gdyż gabinet jest na parterze ha ha.

Nie potrafię sobie tego wyjaśnić i myślę i myślę i żadne rozwiązanie zagadki nie przychodzi mi do głowy. 😀

Kilka fotek zrobionych podczas drogi powrotnej do domu z receptą. 🙂

 

Przyszła baba do lekarza!

Dzień dobry 🙂

Na zachodzie Polski wciąż mamy zimny maj. Nie wiedzieć kiedy i gdzie, ale się przeziębiłam i od przedwczoraj mocny męczy mnie kaszel. Budzę się w nocy i najgorzej jest nad ranem i boli mnie od tego wysiłku już klatka piersiowa.

Pomyślałam sobie, że nie ma żartów i wybrałam się więc do lekarza, bo może to zapalenie płuc, czy też jakieś inne choróbsko. Osłabłam trochę, bo mnie mocno męczy i poprosiłam męża, aby mnie podwiózł do przychodni, gdyż naprawdę, ale jestem w kondycji nie za bardzo.

Z drżeniem serca jechaliśmy, bo ja już dawno nie byłam u znachora i nie miałam pojęcia, czy w sobotę ośrodek pracuje, a w sieci nie chciało mi się sprawdzać.

Ciągnę drzwi, uf otwarte, a więc śmiało wchodzę, a z jakiegoś pokoju słyszę – tutaj proszę! 

Jest pokój, przypominający dyżurkę, a więc zachrypniętym głosem pytam, czy przyjmuje dzisiaj jakiś lekarz?

Postawna pani odpowiada mi, że nie jakiś lekarz, a lekarz dyżurny. Ups!

Na starcie zostałam zjechana, ale ugryzłam się w język i odpowiedziałam, że właściwie ma pani rację.

– W jakim celu – usłyszałam od pani pielęgniarki. Aby się osłuchać – odpowiedziałam. 

-To niech dowód da i niech siada, bo zaraz lekarz przyjdzie, ups!

Poczułam się jak w czasach komunistycznych, bo pani pielęgniarka kiedy już mnie posadziła, to zagadnęła do mojego męża, który czekał na korytarzu.

– I jak tam panie L. Mamusia zdrowa? Ups.

Za chwilę ktoś do mnie zmierzał, ale nie wyglądał mi na lekarza, gdyż nie miał na sobie białego kitla, a koszulkę ratownika medycznego.

Jednak usłyszałam, że mam wchodzić za „lekarzem” do gabinetu.

Oczywiście najpierw biurokracja po raz drugi i czekam grzecznie na krzesełku, kiedy zostanie dopełniona kolejna weryfikacja mojej osoby.

– I z czym pani do mnie przyszła, usłyszałam wreszcie. Opowiadam więc swoje objawy, a lekarz bierze słuchawki i mnie bada. – Gardło proszę pokazać!

Nie ma pani zapalenia żadnego, a jest to zwykła wirusówka, a więc niech se pani kupi teraflu i po kolei mi jeszcze wymienia co kupić, podając nieznane mi kompletnie nazwy leków. Lekarz zwierza mi się, że sam męczył się dwa tygodnie z czymś podobnym i dalej nie zapisuje mi nazw leków. Proszę, by mi to zanotował, bo nie spamiętam. A on dalej, że antybiotyk jest niepotrzebny, bo to tak jak bym piła oranżadę i takie tam inne dziwactwa mi opowiadał, ups!  Patrzyłam na niego i zastanawiałam się gdzie ja trafiłam, bo zamiast pomocy otrzymałam wykład, co mnie zaczęło nudzić, ale w końcu napisał mi nazwę dwóch leków, a ja za torebkę i w nogi, czym dalej od tego dziwnego miejsca, jak z filmu „Pora umierać”. 😀

Najlepsze jeszcze było w aptece, gdyż chyba bardziej zawierzyłam farmaceutce, której opisałam moje objawy, a ta spojrzawszy na kartkę z nazwami leków  powiedziała mi, że ten „lekarz” dzisiaj wszystkim przepisuje teraflu, a więc wróciłam do domu z zupełnie innymi lekami, które poleciła mi pani w aptece.

Istny kabaret i jeszcze takiej dziwacznej sytuacji ze służbą zdrowia, to ja nie przeżyłam.

 

Kiedy Babcia skacze wyżej niż wnuczka

Każdą Seniorkę i Seniora coś tam w pewnym wieku boleć zaczyna. Podobno jak boli, to znaczy, że jeszcze się żyje.

Bolą stawy, kręci coś w kościach, czy nawala kręgosłup, bo mają te części i inne już prawo nas boleć, wszak nosiły nas przez tyle lat, kiedy w pędzie życia nie zważaliśmy na nic, bo przecież nas nie bolało.

Źle się schylaliśmy, za dużo podnosiliśmy, zbyt szybko wchodziliśmy po schodach, czasami po dwa stopnie i tak się stało, że coś się wytarło, a w kościach brakuje smarowidła i trą się kostki o siebie i ścierają. Kręgosłup też daje do wiwatu, bo wchodzą lata pracy w pozycji siedzącej przy biurku, czy też stojącej w fabryce.

Nie ma mocnych kochani i na każdego z nas przyjdzie pora na Telesfora i trzeba się pogodzić z upływającym czasem, choć czasami bierze jasny gwint, że tak nagle zabrakło sprawności i wiele rzeczy wykonuje się o wiele wolniej, a niektórych to już wcale.

Trzeba iść do lekarza i u niego się wyspowiadać, że już nie jest się tą sarenką sprzed lat i z ciężkim bólem, choć nadzieją wykupić leki, które ulżą w portfelu, a może i pomogą.

Dziś to ja się uśmiałam do rozpuku, kiedy babcia w reklamie Dohespan max skacze po tym leku jak sarenka w białych spodenkach. Skacze wyżej niż własne wnuczki, a więc drodzy Seniorzy – czerpmy siłę z reklam, która cuda czyni, a nigdy nie zgnuśniejemy i niechaj zawsze w nas dziecko będzie.

Chyba też muszę się tak jakoś przebrać, by wrócić do dzieciństwa i wystawić się na FB, tylko moje dzieci musiałyby mnie chyba zablokować ze wstydu, a może ja przesadzam? 😀

Kiedy kobieta kocha za bardzo!

Ewa była ładną kobietą i mogłaby mieć wiele miłości, bo podobała się mężczyznom. Dość wysoka blondynka o gibkiej kibici i ładnych nogach. Oglądali się za nią, kiedy biegła do pracy, a była bardzo punktualna. Nie lubiła się spóźniać i zawsze była pierwsza. Mimo, że miała dwoje, malutkich dzieci starała się być zadbana i nigdy nie pozwoliła sobie, aby biec do pracy bez makijażu.

Zakochała się na umór w żołnierzu zawodowym, strasznie przystojnym facecie i za nim oglądały się też babki, ale ona mu ufała bez granic. On wyjeżdżał często do innego garnizonu i zostawił ją na długie tygodnie, a czasami na miesiące. Radziła sobie świetnie, bo była ogromnie zorganizowana, młoda i silna. Tylko kiedy kładła się zmęczona wieczorem, brakowało jej bardzo męża. Kochała go do szaleństwa, ale nie wiedziała, że:

W małym miasteczku, gdzie stacjonował jej mąż,  urzędowały  w jednym z mieszkań, panie miłe i młode i bardzo rozkoszne, które prowadziły dom otwarty i każdego wieczora odbywały się w nim alkoholowe libacje. Panie uważały się za otwarte i bezpruderyjne, a więc po mieście poszła fama, że można tam wstąpić i dobrze się zabawić. Nie było przepustek i żadnych ograniczeń, a więc panowie lgnęli tam jak pszczoły do ula.

O tej melinie dowiedzieli się dwaj panowie, którzy byli żołnierzami zawodowymi i mieszkali w koszarach, choć w innym mieście czekały na nich spragnione i tęskniące żony z dziećmi. Panowie korzystali z przepustek i zachodzili, zresztą bardzo chętnie do młodych dam, rozrywkowych dam i tam często i gęsto budzili się o poranku, po mocno zakrapianej nocy, a potem wracali do swoich zajęć w jednostce.

Wszystko ładnie i pięknie się układało i panowie dobrze z paniami się bawili, bo zawsze to była jakaś rozrywka w ich monotonnym i stresującym życiu. Wracali od żon, gdzie pobawili się ze swoimi dziećmi, a po powrocie do koszar, rozrywka z paniami była nad wyraz znów  pociągająca i nie chcieli z tego rezygnować. Panie były wesołe i dobrze się z nimi spędzało puste wieczory.

Jedna z pań, a było jej na imię Grażynka zakochała się w jednym z nich, czyli w mężu Ewy.  Pasowali do siebie, bo ona brunetka z niebieskimi oczyma, a on przystojny, śniady mężczyzna, który wpadł w oko Grażynie. Miał to coś w sobie, a więc urodę i niesamowite poczucie humoru. Grażynie nie przeszkadzał fakt, że facet ma w domu żonę i dwie śliczne córki. Ubzdurała sobie, że musi go mieć za wszelką cenę i odbierze go żonie, która gdzieś tam na męża czekała.

Żartowała sobie, że gdyby z nią został, to ona z pewnością urodzi mu syna, o którym tak zawsze mówił między jednym kieliszkiem, a drugim. Śmiała się, że kiedy będzie pełnia księżyca, to ona zwabi go do alkowy i tak poczną wymarzonego syna, o  którym on w żartach mówił, że chciałby przedłużyć swoje nazwisko, a córki tego mu nie gwarantowały. Utwierdziła go, że widocznie żonka jest do niczego, skoro rodzi mu same baby.

Tak bardzo wzięła sobie to do serca, że pewnego wieczora, kiedy była pełnia księżyca, a ona miała dni płodne, podlała mu sporo alkoholu i zwabiła do drugiego pokoju, wijąc się przed nim, aby tylko doszło do kontaktu seksualnego i faktycznie doszło, czego on na drugi dzień kompletnie nie pamiętał.

To był początek lat 80-tych, kiedy nikt nie słyszał jeszcze o Internecie, mejlach i wiadomościach na Facebooku. Pisano listy, które szły dość długo i do Ewy przyszedł właśnie taki list od anonimowego adresata, podpisany – życzliwa.

Ewa dowiedziała się o romansie męża i ciąży jego kochanki. Oczywiście mąż się wszystkiego wyparł jak to zwykle bywa. Wsiadła w pociąg i odnalazła ową Grażynkę, która też się wyparła, ale po urodzeniu córki podała męża Ewy do sądu o alimenty, a więc dla Ewy sprawa była jasna. Mąż Ewy wciąż się wypierał i zaklinał, a więc kazała mu zrobić badania. Nie było przecież badań DNA, a jedynie badanie z krwi. Okazało się, że jej mąż może, ale nie musi być ojcem.

Ewa jednak uwierzyła, że jej mąż jest ojcem tego dziecka i kompletnie się rozsypała. Mimo, że była silną kobietą, to ją to wszystko psychicznie wessało i nie dawała sobie kompletnie z tym rady. Pewnego razu pojechała do tego miasteczka i widziała jak ulicą przechadza się kochanka jej męża z ich wspólnym dzieckiem. Nie mógł się wywinąć, bo mała była jak zdjęta skóra z jej męża.

Ten widok ją dobił i sięgnęła po alkohol. Zapijała swój smutek i te wszystkie niedopowiedzenia między nią, a jej mężem. Piła, ale nie zaniedbywała domu i dzieci. Nie zaniedbywała też pracy i sama nie wiedziała jak to wszystko była w stanie ciągnąć, ale wszystko było do czasu.

Wkradły się tabletki między alkohol i tak to wszystko mieszała. Nie miała siły na sprawę rozwodową, bo wciąż kochała jak wariatka tego faceta. Uciekała od myśli, które ją drążyły, a wyobraźnia pracowała.

Mąż Ewy dbał o nią i dzieci i ona to widziała, bo starał się jak tylko mógł, aby dodać jej sił i by zapomniała o tym wszystkim, co złego jej zrobił. Odrzuciła więc alkohol, który wciągał ją w przepaść, ale biegała do lekarzy, aby tylko mieć wciąż przy sobie zapas tabletek na uspokojenie. Łykała je przed pracą, po pracy i przed snem i tak minęło jej 20 lat życia.

W pewnym momencie tabletki wmanewrowały ją w potężną depresję i przestała kompletnie radzić sobie ze wszystkim. Poddała się i sama przed sobą się przyznała, że musi brać coraz większe dawki, bo inaczej pociąg życia ją wysadzi i zostanie na bocznym torze.

Zwierzyła się swojemu lekarzowi, że bierze coraz więcej leków, a ten natychmiast skierował ją na oddział psychiatryczny na odtrucie kategoryczne od tego leku.

Pojechała, choć bała się piekielnie, co dalej i jak będzie żyła jeśli lekarze zaznaczą w karcie na czerwono, że nikt, ale to nikt nie może już jej wypisać tego leku.

W szpitalu przeszła piekło w swojej głowie. Coś jej się waliło na głowę, a mózg wywracał się na drugą stronę i z wielkim hukiem dawał jej znać, że albo przeżyje, albo zwariuje. Nikomu się nie skarżyła, że w jej psychice zapalił się wulkan i leje się lawa, a tylko leżała dniami i nocami skulona jak pies i wyła wewnętrznie. Brakowało jej sił i już myślała, że nigdy nie wróci do domu, a jeśli wróci, to nikt jej nie pozna i nie będzie wiedziała jak dalej ma żyć.

Kiedy lekarze stwierdzili, że już jest gotowa, z klauzulą, że zaszyły zmiany w mózgu, które kwalifikują ją na dozgonną rentę, to się załamała, ale zdawała sobie sprawę, że mają rację. Wiedziała, że nigdy już nie wróci do pracy. Wiedziała, że wszystko nadal ją przeraża, a depresja rozganiana przez antydepresanty będą jej towarzyszyły do końca jej żywota. Bez nich popadała w stany lęku i paniki. Bez nich nie sypiała i  była drażliwa, a więc dziękowała lekarzom, że dobrali jej dobre leki dzięki którym jako tako mogła funkcjonować.

Mąż Ewy wciąż był przy niej i był na każde jej zawołanie. Woził po lekarzach i czekał cierpliwie w kolejkach do nich. Zmienił się i bił się w piersi, że tak bardzo zniszczył jej życie.

Ewa powoli wracała do równowagi, ale potrzebowała poczucia wielkiego bezpieczeństwa i stabilności i to po latach szarpaniny dał  jej mąż. Powoli wracała do siebie i mimo potwornych przeżyć zaczęła się uśmiechać, choć schowała się w swojej skorupie i mało wychodziła do ludzi. Nie zdawała sobie sprawy z tego, że mimo wszystko ludzie w mieście , którzy kiedyś ją potępiali, że się nie rozeszła, teraz ją podziwiają i uśmiechają się do niej. Pamiętają, jaka była uprzejma w pracy, ale najważniejsze usłyszała od swoje lekarki po latach.

– Pani Ewo, jest pani piękną wewnętrznie kobietą i silną. Mam pacjentki, które nigdy sobie nie poradziły z alkoholem i tabletkami i wciąż trwają w swojej matni i przeżywają swoje demony, a pani dała radę. Gratuluję. 

Po tych słowach swojej lekarki szła do domu, a łzy zasłaniały jej drogę. Nikt jej tak nie pochwalił po latach heroicznej walki o swoje małżeństwo i miłość.

Ewa na zawsze znienawidziła imię Grażyna! Mąż po ponad dwudziestu latach zaproponował, że jest w stanie zrobić badania DNA, ale Ewa zabroniła, gdyż nie chciała krzywdzić jego ewentualnej córki!

Wciąż żyją razem, a ludzie mówią, że są wspaniałym małżeństwem. Ewa mimo, że schowała się przed światem, okazała się silną i mądrą kobietą, ale tylko ona wie, ile za tę miłość zapłaciła!

Wiele ludzi udaje depresję!

A dlaczego? Gdyż na depresję można szybko otrzymać rentę, albo inne świadczenia od państwa. Wystarczy wejść do neta i poczytać sobie o objawach depresji i napisać ściągawkę niezbędną u lekarza psychiatry. 

Wystarczy opowiedzieć o bezsennych nocach, zlewnych potach, strachu i lęku i co najważniejsze, że boimy się wychodzić z domu, bo wszystko, co jest na zewnątrz nas przeraża i sprawia, że czujemy lęk przed światem zewnętrznym. Opowiedzieć lekarzowi, że czujemy się źle rano, a wieczorem to jest trochę lepiej, a także, że nasi bliscy nie mogą się z nami dogadać, bo jesteśmy zamknięci i najlepiej byśmy leżeli całe dnie w łóżku, bo ani ręką, ani nogą i takie tam inne objawy wyczytane w sieci. Proste prawda i wiem, że wiele ludzi w ten sposób otrzymuje renty posiłkując się opisem swojego lekarza, która jest prawdę mówiąc – fikcyjna, a piszę to dlatego, że spotkałam na swojej drodze takich cwaniaków, a trochę żyję na tym świecie, a oni śmieją się w twarz otoczeniu, czerpiąc beztrosko świadczenia państwowe.

Justyna Kowalczyk, nasza wielka sportsmenka udzieliła wywiadu, iż cierpi od roku na depresję i ja jej wierzę, jak nikomu innemu. Nie gada się w mediach byle czego w sprawie tak poważnej, bo wielu bzdury gada, ale ta dziewczyna o wielkiej ambicji w pewnym momencie wysiadła i zeszło z niej powietrze. Opowiada w wywiadzie, że nagle zabrakło jej radości życia, mimo, że ma sukcesy i pieniądze. Można by pod wąsem uśmiechnąć się i nie współczuć, bo przecież nie brakuje jej ptasiego mleka, a jednak ja wierzę tej dziewczynie i będę ją tak po ludzku wspierała. Oczywiście tylko Ona wie kiedy podupadła na zdrowiu i mdlała i nie mamy prawa oceniać jej stanu zdrowia, bo depresja to cholernie podstępna choroba i życzę jej, aby miała dużo szczęścia i aby otoczyli ją opieką dobrzy ludzie wspierając bez końca. To jest jej bardzo potrzebne, aby nie została sama ze swoim bólem i przeświadczeniem, że nikt jej nie wspiera, że  została ze swoją chorobą zupełnie sama. Justyno, a może spotkasz na swojej drodze wielką miłość, czego nieustająco Ci życzę, co wiąże się ze stworzeniem szczęśliwej rodziny, bo medali masz już dość 🙂

Syty, głodnego nie zrozumie – Alpy Jolanty Kwaśniewskiej

Polska Dama, dawniej Pierwsza Dama, Jolanta Kwaśniewska poradziła polskim emerytom w swoim kąciku śniadaniowym, aby nie siedzieli na tyłeczkach, w cieplutkich kaputkach w domu, a powinni wybrać się każdej zimy i tu uwaga – w Alpy! Jej słowa to: „Jeżdżąc na nartach bardzo często patrzę na wspaniałych starszych ludzi, którzy mają grubo po 70-tce. Trzymając się za ręce, piją ciepłą herbatę siedząc wysoko na 3 tysiącach metrów – mówi w wywiadzie.”

Mam tylko pytanie w jakim to języku porozumiewali się ci emeryci, trzymający się za ręce, na tej wysokości, bo wydaje mi się, że nie w języku polskim. Może na tej wysokości słuch Pani Jolancie szwankuje z powodu różnicy ciśnienia. Pani Jolanta oderwała się całkowicie od polskiej rzeczywistości i być może z powodu wieku, zaczyna bredzić trzy po trzy.

Niechże Pani Jolanta, zejdzie na ziemię, to usłyszy od polskich emerytów „Huston mamy problem”, ponieważ polski, przeciętny emeryt ma problem, aby związać koniec z końcem. Polski emeryt liczy pieniążki, aby starczyło mu od pierwszego do pierwszego i Pani Jola nie ma pojęcia, jaką gimnastykę w związku z tym musi wykonać polski emeryt. Jest to o wiele trudniejsze, niż zjeżdżanie na nartach z górki na pazurki.

Pani Jola już się więc nie ośmiesza, bo zacznę zgadywać, czy dopadła ją jakaś choroba, zwana manią wielkości, większą niż te 3 tys. metrów nad poziomem morza. Pani Jola niech się bacznie rozejrzy i spojrzy na niziny i depresje, w których wegetują polscy emeryci, których nie stać jest bardzo często, aby wyjechać choćby nad nasz ukochany Bałtyk, bo co miesiąc musi ze swojej nędznej emeryturki opłacić opcjonalnie:

– czynsz – ok. 400 zł

– energię – ok. 100 zł, ale musi oszczędzać.

– media – 120 zł

– leki – ok. 200 zł i często rezygnuje z jakiegoś

– wyżywienie skromniusie – 300 zł

– środki czystości – ok. 50 zł

A na rękę przeciętny emeryt ponoć ma 2 tys., ale tę sumę można między bajki włożyć, bo choć tyrał  dla Polski jak wół, to na koniec i tak liczy straty, niewspółmierne do włożonego wysiłku.

Pani Jola niech zajrzy do lodówki przeciętnego emeryta, w której to wyliczone są plasterki wędliny i wszystko jest wymierzone i obliczone, zważone wagą aptekarską, aby nie zdechnąć z głodu.

Pani Jola z mężusiem za dobę w Szwajcarii płaci w swoim ukochanym kurorcie, 450 zł  i ja jej tego luksusu nie zazdroszczę, bo każden chce żyć godnie, ale Pani Jola niech odłoży na półkę już bajeczki dla dzieci, a zacznie czytać poważną, życiową literaturę.

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.