Archiwa tagu: małżeństwo

Słynne YES,YES,YES!

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!
Czy ja mógłbym serce złamać? I te pe…
Kiedyś to zrozumiesz sama, to był błąd.
Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd!

Bo to się zwykle tak zaczyna, że dorosły mężczyzna w średnim wieku zakochuje się!

Miał cudowną żonę i z nią bodajże czwórkę, odchowanych dzieci.

Razem chodzili w niedzielę do kościoła i byli uważani za wzorowe małżeństwo – takie poprawne i szczęśliwe.

Dzieci zadbane, żona ładna, ale on w pewnym momencie on trafia na salony polityczne i nawet zdarzyło mu się być Premierem w rządzie Kaczyńskiego.

Pojechał do Warszawy z Gorzowa Wlkp., a potem będąc Premierem wynegocjował w Brukseli dla Polski 60 mld euro i młodzieżowym okrzykiem zwieńczył to słynnym YES,YES,YES!

Oczywiście piszę o Kazimierzu Marcinkiewiczu, który kiedy kariera polityczna legła w gruzach, pojechał do Londynu i tam się zakochał w niejakiej Izabell – poetce i to dla niej zostawił swoją inteligentą żonę i udane dzieciaki.

Piszę o inteligentej żonie, która musiała przeżyć osobiste piekło, ale nigdy, przez lata nie udzieliła ani jednego wywiadu w mediach.

Można tylko jej współczuć jak kobieta – kobiecie, bo zdrada jest zwykle bardzo bolesna.

Izabell była młoda, zabawna, rozkoszna i zawróciła Kazowi w głowie.

Zaczęły się więc wywiady, okładki, wycieczki do Wenecji i takie tam pokazywanie swojego szczęścia.

Ten związek jednak nie przetrwał, a żyli ze sobą bodajże tylko 5 lat. Potem było wielkie bum i Izabell w wypadku, poturbowana od czterech lat nosi stelaż, gdyż cierpi na przeczulicę ręki – jak zwał, tak zwał.

Isabell ma swojego Facebooka i tam wylewa swoje żale, że Kaz nie płaci alimentów, a sprawa rozwodowa się ciągnie i ciągnie.

Napisała jakieś dwie książki, w których opisała ich życie i celebryckie życie swojego męża i tak pierze brudy publicznie i tu można postawić pytanie – czy karma faktycznie wraca?

 

rozwód rozwodowi nie równy…
Podczas tzw. normalnych rozwodów obie strony dochodzą do konsensusu i chcą zakończenia rozwodu w jak najszybszym terminie. Inaczej wygląda to gdy mamy do czynienia z tzw. ‚narcyzem’.
Rozwód z wyżej wymienionym należy do najcięższych. Wymaga dużych pokładów energii i ogromnej cierpliwości. Ja muszę dodatkowo borykać się z faktem, że druga strona jest osobą publiczną, która niegdyś pełniła wysoką funkcję państwową. Być może sam zainteresowany i wielu pomyśli, że przysługuje mu bezkarność z tytułu wcześniejszej lub obecnie pełnionej roli celebryty i byłego polityka, ale to akurat dotyczy nie tylko tych na wysokim szczeblu kariery zawodowej, publicznej itp. Nie on jeden ucieka od obowiązku alimentacyjnego, gdyż prawo jest mało skuteczne.
To, że małżonek jest osobowością narcystyczną, może utrudnić sprawę rozwodową w ogromnym stopniu, bo:
– zapłaci on jakiekolwiek pieniądze pełnomocnikowi, aby nie płacić alimentów i wygrać
– ‚show must go on’ – chętnie przedłuży sprawę, aby ‚show’ zamienił się w kilkuletni maraton
– nie zależy mu na długości sprawy i ile będzie kosztować. Im dłużej, tym lepiej, bo łatwiej będzie mu odgrywać rolę OFIARY i zmęczyć przeciwnika.
– będzie arogancki, będzie manipulować, oskarżać innych, drugiej stronie będzie przypisywać cechy wariatki/wariata i wyłącznie winnej
– będzie kłamać, mimo przysięgi sądowej
– będzie grał z sądem, pełnomocnikiem, rodziną i innymi – oni będą pionkami w jego grze
– empatia jest mu obca, skupiać będzie się wyłącznie na sobie i wygranej,
– będzie dążył do kapitulacji, rezygnacji drugiej strony
– nie będzie płacić zasądzonych pieniędzy w trakcie trwania rozwodu, aby pokazać swą władzę i emocjonalnie rozbić drugą stronę
– ukryje swoje dochody, bo spróbuje ‘zataić ’ majątek – jak?:
-przepisze swoje dobra materialne na innych członków rodziny
– dogada się ze swoimi pracodawcami, aby zaniżali mu pensje wynagrodzenia miesięcznego lub
– będzie pracować bez żadnych umów, tzw. ‘na czarno’ albo podpisze umowy na innych członków rodziny
– może wyjechać za granicę, założyć konto zagraniczne, podpisać umowy tam – bez możliwości udokumentowania ich w Polsce.

Dlaczego w takim razie, w ogóle, wychodzić za mąż za narcyza? Bo na początku jest pięknie cudownie, a małżonek czarujący i troskliwy – do czasu!

Co ma począć osoba, która rozwodzi się z ‚narcyzem’? wskazówki w kolejnym wpisie…

Zdjęcie użytkownika Izabela OlchowiczMarcinkiewicz.
Reklamy

Do zakochania jeden krok!

Znalezione obrazy dla zapytania zakochani

Lubię czytać poezję i mam w ulubionych takiego bloga, na którym autorka zamieszcza od kilku lat, tylko wiersze.

Przeczytałam chyba wszystkie z tego bloga i ciekawa jestem codziennie, co nowego na blogu zamieściła.

Dziś przeczytałam zamieszczony tekst piosenki z repertuaru Urszuli Sipińskiej mówiący o szkolenej, niespełnionej miłości.

Obliczyłam ile lat jestem z moim Mężem i wyszło z wyliczenia, że 47 lat.

Chodziliśmy do tej samej podstawówki, tylko do innych klas i odbyła się szkolna zabawa, bodajże pod koniec 7 klasy!

Orkiestra zagrała kawałek i o dziwo to ja Jego poprosiłam do tańca, bo już miałam na Niego oko i żadni koledzy z klasy mi urodą nie imponowali.

Uciekł na schody i powiedział, że nie umie tańczyć, ale byłam nieustępliwa.

Na drugi dzień umówiliśmy się na pierwszą randkę i tak już zostało.

Chodziliśmy ze sobą prawie 4 lata, a potem się pobraliśmy, choć byliśmy bardzo młodzi i niedojrzali.

Piszę o tym dlatego, aby Was zapytać, czy przeżywaliście takie miłości szkolne, które mimo strzały Amora nigdy nie zostały sfinalizowane, bo może to były miłości platoniczne, iż druga osoba nie miała pojęcia o tym uczuciu.

Może tę miłość coś przerwało – jakieś zdarzenie losowe i dlatego nie mogliście być razem, a mimo to do dzisiaj macie uczucie, że wszystko w Waszym życiu, potoczyło by się inaczej, jeśli ta osoba była z Wami już na całe życie.

W styczniu minie nam 44 lata naszego pożycia i naprawdę nigdy w swoim życiu żaden mężczyzna mi się więcej nie spodobał!

W naszym małżeństwie zdarzyły się kataklizmy i byliśmy nie raz od rozstania, a mimo to wciąż trwamy razem i na stare lata jesteśmy jeszcze bardziej – jak nigdy do siebie przwiązani i nie jest to przyzwyczajenie, a wciąż się tli ta iskra i niech tak będzie do końca.

Miłość ze szkolnych lat

Przychodziłeś co dzień,
grałeś w szachy z moim Bratem.
Potrafiłeś godzinami z Nim grać – nie widząc mnie…
Przychodziłeś co dzień.

W naszym domu wisiał Twój płaszcz.
Nie mówiłeś nic, że kochasz mnie…
Milczałam też…
Dlaczego milczeliśmy tak???!!!

A teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam złych nocy strach.
Żabą mnie straszyłeś…
A teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych dni!
Ty do mnie nie możesz przyjść…

Dokąd chodzisz co dzień?
W czyim domu wisi Twój szary płaszcz?
Czy Ty jeszcze lubisz w szachy grać – ciekawi mnie…
Dokąd chodzisz co dzień?

Komu dajesz Twoją wierną twarz?
Gdzie, Kochany, teraz możesz być?
Czy wszystko masz?
A może zacząłeś już pić?!

Teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam zielony sad.
Żabą mnie straszyłeś…
Teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych lat!
Choć został w zeszycie kwiat…

Z repertuaru Urszuli Sipińskiej

A kiedy nastąpi kres życia!

Jesteśmy z Mężem już 43 lata razem, a poznaliśmy się kiedy mieliśmy po 15 lat – gówniarze!

Chodziliśmy z sobą prawie cztery lata, włócząc się alejkami nad jeziorem i się wzajemnie poznając – no wiecie takie nieśmiałe przytulaski i pierwsze pocałunki.

Pamiętam to jak by to było wczoraj i nigdy nie zapomnę tego naszego zakochania sztubackiego i tych motyli w brzuchu.

Zaszłam w ciążę i chyba tak jak tysiące młodych kobiet w pierwszych chwilach uniesień i całkowitym zatraceniu się w miłości.

Czułam, że to jest ten jedyny na całym świecie i całkowicie oddałam się tej miłości.

Wzięliśmy ślub i byłam na tyle dojrzała, aby stworzyć poważny związek i mieć jeszcze jedno dziecko.

Pracowałam i wychowywałam swoje pierworodne dziecko, kiedy Mąż odbywał dwa lata w zasadniczej służbie wojskowej, a ja cierpliwie czekałam na Jego powrót.

W ciągu tych 43 lat nie raz dopadł nasze małżeństwo armagedon i nie raz otarliśmy się o rozwód!

Ale przetrwaliśmy i teraz po latach oboje wiemy, że po co to, co złe się stało!

Nie rozumieliśmy wtedy, że życie jest tak krótkie i szkoda, że tak wiele razy się zraniliśmy.

To teraz na stare lata doceniamy bycie razem, i to co było złe nie wspominamy, a coraz bardziej się kochamy i żałujemy, że w młodości zrobiliśmy sobie tyle krzywdy.

W obliczu starości oboje nie wiemy jak potoczy się nasze życie i czy ja pierwsza zachoruję, czy mój Mąż.

Kto kim pierwszy będzie się opiekował w razie choroby, bo ten czas się zbliża nieuchronnie i kiedyś nastąpi kres naszego małżeństwa i się rozstaniemy na zawsze.

Bardzo mnie wzruszają takie historie – jak ta poniżej i może i u nas tak się zdarzy, że jedno nie będzie mogło żyć bez drugiego – czas pokaże i tylko nasze dzieci będą tego świadkami.

Po prawie 70 latach małżeństwa umarli w odstępie 40 minut. Gdy dzieci popatrzyły na ich dłonie, zalały się łzami.

Historia Izaaka i Teresy to dowód na to, że nawet dzisiaj taka miłość istnieje.

Historia tej dwójki zaczęła się jeszcze przed II wojną światową, gdy w 1926 roku w Urugwaju urodził się Izzak, a 2 lata później w Argentynie Teresa. W tym drugim kraju para poznała się. Był to 1945 rok. Pomimo młodego wieku wiedzieli, że spotkali miłość swojego życia. 2 lata od pierwszej randki byli już małżeństwem.

Młodzi zaczęli wspólne życie w jednej z dzielnic Buenos Aires. Tam zostały poczęte ich dzieci: Lew, Klara oraz Daniel. W 1968 roku rodzina przeprowadziła się do Chicago.

Był to kolejny rozdział rodziny, który również był bardzo szczęśliwy. Izzak prowadził restaurację, która przynosiła niemałe zyski. Mimo tego zakochani nadal żyli dosyć skromnie. Prawie całe pieniądze inwestowali w edukację swoich dzieci.

Mijały kolejne lata, a ich miłość nadal była żywa. W pewnym momencie kobieta zachorowała na Alzheimera. Mimo to mąż nadal dzielnie się nią opiekował i dbał, aby niczego jej nie zabrakło. Po pewnym czasie również i Izaak zaczął podupadać na zdrowiu.

W końcu nie mógł już samodzielnie opiekować się żoną. Wtedy też podjęto decyzję o przeniesieniu Teresy do domu opieki, gdzie mąż codziennie ją odwiedzał.

W wieku 92 lat Izaak zachorował na ciężką grypę. W tym samym czasie zachorowała i Teresa, ale na zapalenie płuc. Oboje trafili do jednego szpitala. Kiedy ich dzieci weszły na salę, gdzie byli rodzice, zobaczyły coś wzruszającego.

Mimo tego iż obydwoje byli wyczerpani i umierający, nadal trzymali się za ręce. Wspierali się do samego końca.

 

Teresa odeszła pierwsza. Czterdzieści minut później zmarł również Izaak. Odeszli prawie w tym samym momencie. Po latach prawdziwej miłości rozdzieliła ich śmierć…

Czy warto wybaczyć zdradę?

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Pamiętam czasy kiedy to biegłam do Kiosku, aby kupić sobie kobiece czasopismo i nie tylko, by w chwili wolnej oddać się lekturze.

Kupowałam więc „Przyjaciółkę”, „Kobietę”, „Ekran” i „Film” oraz „Przekrój”.

Kiedy miałam dostęp do komputera, to zaprzestałam czytania na papierze, bo uważałam, że sieć mi wystarczy i właściwie tak było wiele lat – do dzisiaj!

Zatęskniłam za zapachem farby drukarskiej i papieru i zafundowałam sobie miesięcznik „Twój Styl”.

Mam balkon, a na nim wygodny leżak i kwiaty i tak sobie dzisiaj posiedziałam, a moje oczy na kilka chwil odpoczęły od ekranu komputera.

Zdenerwowało mnie jednak coś, bo we współczesnych gazetach jest cała masa reklam, kiedy kiedyś tego nie było, a były wartościowe jeno artykuły do poczytania!

Przeczytałam na początek cudny wywiad z Anitą Werner – dziennikarką z telewizji TVN, którą uważam za najlepszą!

Opowiedziała o swojej toksycznej mamie, która bardzo dużo od niej wymagała, kiedy ojciec Anity był jej ostoją i miała w nim ogromne wsparcie.

Opowiedziała o tym jak to było, kiedy była modelką i grała w filmach, ale własną pracą znalazła się tu i teraz i nie żałuje!

Przerzucałam strony czasopisma nieśpiesznie i natrafiłam na jedną opinię Pani Małgorzaty, która odniosła się do jakiegoś artykułu w poprzednim wydaniu i tu możemy sobie podyskutować!

Jak wiadomo zdrady małżeńskie były od zawsze, bo nawet jaskiniowcy się zdradzali!

Zdradzali i zdradzają aktorzy, politycy, dziennikarze, sędziowie, lekarze itd. – i w końcu zwykli śmiertelnicy.

Jakże wiele małżeństw przez zdradę się rozstaje i nie wiadomo jaki procent ludzi zdradę wybacza, choć żyją w upokorzeniu i strachu – czy to się powtórzy!

I kochani czytamy opinię Pani Małgorzaty, która nie ma taryfy ulgowej dla zdradzacza.

Co o tym myślicie?

„Własnie przeczytałam Wasz materiał w „Twój Styl” pt. ” Walczę bo kocham”.

Felieton napisany przez Agnieszkę Litorowicz – Siegiert i nie zgadzam się z postępowaniem bohaterek.

Bo właściwie po co miały walczyć?

Dalczego jest tak, że większość facetów bez przerwy interesuje się innymi kobietami?

Dlaczego jesteśmy liberalne wobec skoku w bok na wyjeździe integracyjnym?

Jest coraz więcej zdrad i coraz więcej rozwodów.

Wiecie dlaczego tak się dzieje?

Bo jest na to przyzwolenie, Zdradziłeś żonę? To nic. Koledzy polubią twoją nową partnerkę i powiedzą „To nie moja sprawa”.

Co to w ogóle ma być?

Ja się temu przeciwstawiam.

Jeśli mąż zaczyna pisać z inną, spotykać się z nią, to niech idzie w cholerę! Widocznie mnie nie kocha!

Ludzie! Zacznijmy w końcu potępiać zdrady i dziwne twory typu patchwork.

Może wtedy zaczniemy się szanować w związkach!”

Małgorzata

 

Kochajcie starszych panów – mądre dziewczyny!

Coś mi się dzisiaj przypomniało i wielkie dzięki, że mi się przypomniało.

Będąc młodą mężatką w czasach słusznie minionych, byłam sumienną Polką i regularnie oglądałam  Teatr Telewizji na kanale nr 1, bo wtedy mieliśmy do wyboru tylko dwa kanały.

Mieliśmy dwa kanały, ale wieczory zapełnione, bo w każdy poniedziałek był teatr, a w czwartki teatr kryminalny „Kobra”.

Jeśli coś pokręciłam, to mnie starsze pokolenie niech poprawi.

W inne dni, w każdy wieczór puszczano filmy, najczęściej to było kino rosyjskie i europejskie, oraz nasze rodzime.

Dzisiaj szukałam dla siebie filmu, ale trafiłam na najnowszy Teatr Telewizji, bo z marca 2018 roku.

Napiszę, że warto żyć dla takiego teatru i dla tak mistrzowskiej gry naszych, polskich aktorów.

Maria Pakulnis, Jan Frycz, Olga Bołądź, Michalina Łabacz, to jest najwyższa półka i o tych aktorach nie przeczytamy nic na „Pudelku”, bo ci aktorzy siebie szanują i szanują swoją prywatność, co ogromnie mi się podoba.

Spektakl Ewy Pytki oparty jest na tekście Joanny Murray-Smith i nosi tytuł „Victoria”.

Jest to psychologiczna opowieść o małżeństwie z 32 letnim stażem.

On wzięty i uznany pisarz, a ona w czasach młodości nagradzana poetka.

Do ich domu wkroczyła młoda dziennikarka w celu przeprowadzenia wywiadu z pisarzem – piekielnie inteligentna i wywraca życie tego małżeństwia.

Gorąco polecam ten spektakl, a nie chcę zdradzać wszystkiego, ale jest to widowisko tak wartościowe, że zachęcam do obejrzenia wszystkich wrażliwych!

Mój morał po tym spektaklu jest taki, że mężczyźni porzucający swe doświadczone i piękne żony ze zmarszczkami, a którzy myślą, że życie z młodszą o 30 lat kobietą to wielkie szczęście – przeważnie kończą z ręką w nocniku! 😀

 

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

 

Znalezione obrazy dla zapytania VIXTORIA TEATR TELEWIZJI

To już 42 lata – razem!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Dzisiaj u mnie – w zachodniej części Polski była prawie wiosna.

Wyszło słońce i stopniały resztki śniegu, a ludzie rozpinali płaszcze i kurtki.

Jeszcze więcej takiej pogody, a przyrodzie się pomiesza wszystko.

Pamiętam w 1976 roku – 24 stycznia, kiedy w moim mieście była siarczysta zima, taka skąpana w słońcu i było pięknie.

Miałam 20 lat i biegłam przez pół miasta do fryzjera, bo w tym właśnie dniu sobie przysięgaliśmy miłość i wierność – taką do końca życia.

No i dziś nam skoczyło 42 lata wspólnego życia, choć z tą miłością i wiernością było różnie – to udało nam się ocalić nasz związek.

Mamy z tego związku dwie cudne Córki i troje cudownych Wnuków!

Jesteśmy szczęściarzami!

Dziś robiliśmy sobie drobne przyjemności i od Męża dostałam prezent, a ja buszowałam w kuchni, bo do mego Męża trafia – przez żołądek do serca.

Zrobiłam dla Męża tatar z wołowiny wg. przepisu Magdy Gessler!  😀

Wyszedł smaczny, choć z dekoracją mam zawsze kłopoty.

Wieczorem Mąż mi zadedykował disco – polo – „żono moja” i tak kończymy nasze, małżeńskie święto!  😀

Może uda się dożyć następnej – może!

We wpisie mogą być błędy, bo mi tłumaczy tekst na angielski!

Zdjęcie użytkownika Elżbieta Maria Saga.

Jak dwie połówki jabłka!

Mój dzień od roku wygląda tak samo, bo idę do swojej chorej Mamy, aby podać Jej obiad i dziś też tak było.

Kiedy wróciłam do domu, to zabrałam się za przygotowanie obiadu dla mnie i dla Męża.

Usiadłam na swoim małym stołeczku i obrałam kilka ziemniaków, które wstawiłam na gaz.

W lodówce miałam usmażoną dzień wcześniej rybę i kiszoną kapustę, a więc zrobiłam  z niej surówkę.

Kiedy się gotowały ziemniaki wszedł do domu Mąż, który był w delegacji i wrócił o godzinie 13.30.

Ja siedziałam w pokoju i oglądałam wiadomości, a Mąż wszedł z marszu do tego pokoju i rzekł:

– Wiesz – mamy rybę w lodówce, a więc ją odgrzejemy, a ty obierzesz ziemniaki i zrobisz surówkę!

Spojrzałam na Niego zalotnie i ujawniłam, że właśnie to wszystko już zrobiłam!

Podobna sytuacja zdarzyła się wczoraj:

Podczas śniadania we dwoje oglądaliśmy feralne lądowanie samolotu, w którym podwozie do lądowania zawiodło i pilot lądował na brzuchu samolotu!

Lądowanie się szczęśliwie udało, ale ja w pewnym momencie powiedziałam, że wszystkie samoloty powinny na stałe mieć zamontowane malutkie, mocne, awaryjne koła, a Mąż zaskoczony rzekł, że  to samo sobie pomyślałem i zaczęliśmy się z siebie śmiać.

Po 42 latach małżeństwa jesteśmy jak dwie połówki jabłka i tylko śmierć nas rozłączy!

Ps. Jutro może nie będzie nowej notki, bo mam masę roboty z drukowaniem – do Prokuratury! 

Jak się zakończyła wirtualna znajomość?

Kto mnie czyta, to wie, że żyję sobie w małym miasteczku i nie mam szczególnej styczności ze światem, gdyż Senior żyjący na emeryturze jest jakby na aucie.

Nie lubię przesiadywać na ławeczkach w parku z innymi Seniorami, bo mi to kompletnie nie leży i nie odpowiada.

Kocham Internet i to z niego wiem, co na świecie się dzieje i to mi zupełnie wystarcza.

Nie pamiętam kiedy zostałam przyjęta przez Pana Andrzeja Rodana do grona znajomych, ale nigdy nie byłam zawiedziona  tą znajomością. Chyba jesteśmy znajomymi jakieś 7 lat – nie pamiętam.

Bardzo mi pasuje poczucie humoru Jegomościa Rodana, który jest znanym pisarzem, a Wiki podaje, że urodził się w 1945 roku, a więc jest ode mnie starzy o 11 lat.

http://www.andrzejrodan.pl/

Nie będę tu wymieniała dorobku mojego Znajomego, bo to wszystko jest w sieci. Najważniejsze jest to, że nasze dyskusje w grupie Rodana są na poziomie i bardzo wartościowe, a mnie dają wiele satysfakcji.

Nie pamiętam kiedy Pan Andrzej Rodan spotkał się w realu z dwoma kobietami poznanymi w sieci! Maszerowali wesoło przez miasto Łódź żartując sobie i filmując eskapadę. Naprawdę było to zabawne i ze smakiem.

Jedną z tych wirtualnych kobiet była Pani Bogusia – śpiewaczka o krystalicznym głosie, której klipy można znaleźć na YT. Dwa z nich wkleiłam na końcu wpisu. Jestem zauroczona Jej talentem. Pani Bogusia jest piękną kobietą do tego, a i Pan Andrzej jest „piękna menszczyzna” 😀

Mistrz Rodan często pisał, że jest zmęczony, bo ta kobieta – demon seksu tak go wykończyła. 😀 Myślałam sobie, że tak sobie straszy Pan fantazjuje, aż do dzisiaj!

Oto dzisiaj Pan Andrzej Rodan zawarł związek małżeński z Panią Bogusią – śpiewaczą!

 

Miłość zrodzona w sieci dziś została zalegalizowana prawnie i niech im się wiedzie. Niech im zdrowia starczy na długie lata w wielkim szczęściu.

Niech mi nikt nie mówi, że nie można zakochać się  i do tego w tak zacnym wieku. 🙂

  

https://www.youtube.com/watch?v=hceC4p8USPU

https://www.youtube.com/watch?v=sCuLs2ZF_QY

 

Czy technologia psuje tak młodzież?

Kiedy byłam młodą dziewczyną, to wydaje mi się, że nigdy nie wpadłoby mi do głowy takie zachowanie!

Było to tak:

Małżeństwo z 25 letnim stażem miało syna w wieku 20 lat.

Było to udane małżeństwo, choć raz miało mocne tąpnięcie i o mało by się nie rozleciało.

On ją zdradził z koleżanką z pracy i ta zdrada szybko wyszła na jaw.

Żona jego wówczas wpadła w potężną depresję i musiała korzystać z psychoterapii i brała antydepresanty.

On przysięgał, że nigdy więcej się to nie powtórzy i w końcu mu wybaczyła.

Minęło 5 lat, a ich syn szykował się do ślubu, gdyż zakochał się w dziewczynie ze swojej szkoły i zamieszkali razem jeszcze przed ślubem.

Pewnego dnia cała rodzina wybrała się do galerii, aby rozejrzeć się za ślubnym garniturem dla syna, gdyż ślub zbliżał się wielkimi krokami.

Szli zadowoleni,dowcipkowali i robili plany odnośnie ślubu swojego jedynaka. Atmosfera była luźna, a oni zadowoleni.

Nagle do jej męża podbiegła młoda dziewczyna i uwiesiła się mu na szyi, robiąc wyrzuty, że do niej nie dzwoni od jakiegoś czasu i stwierdziła, że zmarnował jej pół roku, kiedy ona tak bardzo się w nim zakochała.

On stwierdził, że to jakaś tragiczna pomyłka, że ma żonę i syna i nic ich nie łączy.

Niestety, ale zraniona kiedyś żona mu nie uwierzyła, a tym bardziej syn, gdyż dziewczę było wiarygodne i wyglądała na bardzo zakochaną.

Wszyscy byli w szoku, a najbardziej jego żona, która po powrocie do domu spakowała mu walizki i wyrzuciła go z domu.

Nie miał wyjścia i się wyprowadził do hotelu!

Syn przeczuwał, że matka się rozchoruje znowu, a więc spakował parę rzeczy i wrócił do domu, aby przypilnować matkę.

Leżała całe dni na kanapie i nie chciała z nikim rozmawiać. Zapłakana, załamana, nie mogła się pogodzić z rozpadem swojego małżeństwa. Nie pomógł syn i nie pomogła koleżanka, która stawiała ją do pionu proponując wakacje, czy wyjście do kina.

Wszystkich się pozbywała i w samotności bardzo cierpiała, gdyż swojego męża kochała nad życie.

Pewnego dnia syn musiał wyjść z domu, a kiedy wrócił, to znalazł matkę nieprzytomną, a obok leżała fiolka po silnych lekach uspokajających.

Pogotowie szybko przyjechało. Zaczęto ratowanie jej życia, ale niestety – kobieta zmarła. Lekarze nie dali rady, gdyż dawka była zabójcza.

Po pogrzebie syn swojemu ojcu nie przebaczył i rozstali się jak wieczni wrogowie. Miał ogromny żal do ojca, który całe życie uczył go, by był porządnym i honorowym facetem!

Minęło kilka tygodni i chłopak idąc ulicą rozpoznał dziewczynę, która zniszczyła jego rodzinę i przez nią matka nie żyje!

Zatrzymała się, a on ją spytał jak zaczął się jej romans z jej ojcem.

Spojrzała na chłopaka i nie wiedziała o co mu chodzi.

Przypomniał jej sytuację, kiedy rzuciła się w ramiona jego ojca, wyznając mu miłość.

Znieruchomiała i przypomniała sobie, że tak właśnie było.

Okazało się, że razem z koleżankami często robią podobne akcje i zakładają się, że taki numer wywiną. Czasami jakaś ma zemdleć na ulicy, a czasami zagadać do starszego faceta idącego z żoną. Nagrywają więc filmiki i wrzucają na swoje blogi, aby było fajnie i wesoło, bo czytelników na blogu przybywa i toczy się zażarta dyskusja małolatów.

Jest to taki zgryw, fejk jak to określa teraz młodzież i się kręci i jest wesoło.

Syn przeprosił ojca, który został oczyszczony, ale tylko jego żona już nigdy nie usłyszy od męża, że nigdy więcej jej nie zdradził.

Ta historia jest na podstawie paradokumentu, który jako jedyny oglądam w tv pt. „Ukryta prawda”.

Ten odcinek zapadnie we mnie na długo, gdyż potępiam bezmyślność ludzką, kiedy to dla marnej popularności niszczy się innym życie.

Napisałam na początku, że też byłam młodą dziewczyną i miałam koleżanki, ale nigdy nam do głowy taki pomysł podłego zachowania nie wpadł.

Można by na koniec zadać pytanie? – Co dzieje się z tym światem, z młodzieżą, która myśli, że jest pępkiem świata i dokąd to wszystko zmierza?

Okropnie kocham swojego Męża!

Obejrzałam dzisiaj film pt. „Ostatnia stacja”, który opowiedział mi historię życia Lwa Tołstoja, który przeżył ze swoją żoną 48 lat.

Jakże to było burzliwe małżeństwo, w którym się na śmierć i życie ze sobą kłócili, a jednak przeżyli ze sobą tyle lat.

To była miłość namiętna i burzliwa, kiedy on miał inne priorytety, a ona zupełnie inne, a mimo, to urodziła mu 13 dzieci.

Ich miłość była toksyczna, ale wytrzymali ze sobą długie lata. Tołstoj nazywał swoją żonę kokoszką, a ona jego kogutem i tak spędzali czas w sypialni, gdzie namiętnie się kochali.

To była miłość wprost metafizyczna, której  nie rozumieli obserwatorzy, gdyż czasami leciały na podłogę tłuczone talerze.

Oglądałam ten film i zdałam sobie sprawę z tego, że moje 41 letnie małżeństwo dokładnie wyglądało tak   samo.

Walczyliśmy ze sobą jak bohaterzy z tego filmu, a jednak nigdy nie potrafiliśmy się rozstać.

Kochamy się jak wariaci i licytujemy jak to będzie, kiedy jedno z nas odejdzie pierwsze.

To są strasznie bolesne myśli, bo chcemy być ze sobą do końca świata i o jeden dzień dłużej.

Nie wyobrażamy sobie chwili, kiedy przyjdzie się nam rozstać.

Kochamy się jak wariaci i nie potrafimy bez siebie żyć.

Były chwile, że sobie dokuczaliśmy, a teraz się boimy, że nadchodzi dzień rozstania.

Tak bardzo się kochamy, a zegar tyka!