Archiwa tagu: małżeństwo

Wspólny obiad i wspomnienia!

Obraz może zawierać: dom, chmura, niebo, roślina i na zewnątrz

Zupełnie bez żadnej okazji pojechałam z Mężem do innej miejscowości na obiad.

Miejscowość oddalona od naszej o jakieś 20 kilometrów, a w niej ulubiony, ze smacznym jedzeniem „Big Bar”, w którym jedzą najczęściej kierowcy tirów, ale nie tylko.

Jedzenie jest iście domowe i dlatego lubimy kuchnię tego baru.

Obsługa bardzo miła i do tego nie czeka się na dania zbyt długo, a zamówiliśmy sobie zupę grzybową, a do tego placek cygański z warzywami.

Na stole stała świeczka i Mąż poprosił kelnerkę, aby dla nas ją zapaliła, a obserwowały nas dwie seniorki, które przyjechały na ciasto i kawę i obdarzyły nas przyjaznym uśmiechem, a mnie było strasznie miło.

Tak sobie myślę, że takie wyjazdy, tylko we dwoje są sprawdzianem dla nas, czy potrafimy wciąż ze sobą rozmawiać będąc 43 lata po ślubie.

Inaczej się zachowujemy we wspólnym zamieszkaniu, gdzie jest masę bieżących spraw do obgadania, a inaczej jest, kiedy jesteśmy na neutralnym gruncie i okazało się kolejny raz, że jest dobrze i wciąż mamy wspólne tematy do pogawędek.

Czekając na nasze zamówione dania zaczęliśmy wspominać nasze dzieciństwo i jak one nas ukształtowało?

To były lata 60-te, 70-te, kiedy to dorastaliśmy w Polsce siermiężnej, ponurej, szarej, a nasi rodzice robili wszystko, abyśmy wyszli na ludzi.

Mąż wspominał swoją Mamę, która latem przynosiła mu na plażę kanapki ze smalcem i posolony świeży ogórek oraz zsiadłe mleko.

Ja wspominałam swoje drzewo z innej plaży, pod którym czytałam książki, ale los tak chciał, że spotkaliśmy się, kiedy mój Mąż z rodzicami przeprowadził się do tej samej, blokowej klatki i tak się to wszystko potoczyło, że wciąż jesteśmy razem.

To były czasy, kiedy dzieci były podwórkowe z kluczem na szyi i żaden psycholog nie podpowiadał naszym rodzicom jak mają wychowywać swoje dzieci, a było to tak jak w tekście wklejonym z sieci – poniżej i także jak wyglądała Polska, kiedy my dzieci – wchodziliśmy w dorosłość i mieliśmy już swoje dzieci:

Zdjęcia pobrane z sieci ze strony facebookowej, które zatrzymały w kadrze moje życie w Polsce, kiedy Wałęsa wyrywał kraj spod buta Rosji.

Było smutno, ale byliśmy młodzi i pokonaliśmy transformację, o której ówcześni, młodzi nie mają zielonego pojęcia, ile nas kosztowało, aby przeżyć:

Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:
  • Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
  • Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
  •  Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
  • Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
  • Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
  • Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
  • Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
  • Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
  • Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
  • Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
  • Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
  • Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
  • W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
  • Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
  • Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
  • Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
  • Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
  • Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
  •  Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
  • Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
  • Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
  • Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
  • Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
  • Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
  • Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
  • Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
  • Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
  • Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
  • Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
  • Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
  • Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
  • Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
  • Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
  • Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
  • Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, dziecko i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: 1 osoba, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie stoją

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, śnieg i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, kapelusz, dziecko, na zewnątrz i zbliżenie

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, samochód i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, dziecko i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 17 osób, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 6 osób, rower i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 3 osoby, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 7 osób, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, motocykl i na zewnątrz

Reklamy

Zawsze trzeba dać drugą szansę!

 

Dzisiaj, tj. 26 listopada 2018 roku Małgorzata i Donald Tusk obchodzą swoją 40 Rocznicę Pożycia Małżeńskiego.

Piszę z dużej litery, bo to w dzisiejszych czasach jest już mało  spotykane, że małżeństwa trwają tak długo.

40 lat wspólnego życia, to wymaga od obojga wielkiej miłości, determinacji, pokonywania życiowych trudności, rozłąki i dlatego podziwiam takie pary, które mimo wszelkich życiowych zawirowań potrafiły być wciąż ze sobą.

Autorką zdjęcia jest Kasia Tusk – córka Tusków, która na Instagramie napisała, że wraz ze swoim mężem przebiją tę rocznicę, a Donald Tusk jej odpisał, że to wcale nie jest takie łatwe!

Oczywiście, że nie jest łatwe życie przy boku polityka, który więcej czasu jej poświęca, a rolą żony jest się z tym pogodzić i dźwigać na swoich, kruchych barkach całą rodzinę, w której pojawiły  się dzieci!

Dlatego oboju życzę wszystkiego najlepszego i jeszcze długich lat w szczęściu i zdrowiu.

Gdzieś czytałam, że w Ich małżeństwie pojawiła się rysa, krzywa, zakręt, ale napiszcie mi, w którym małżeństwie się nie pojawiają kryzysy?

Najważniejsze jest to, aby przetrwać, pokonać i być wciąż razem!

Być może, że ta właśnie para niedługo stanie się Parą Prezydencką, która godniej nas będzie reprezentować, aniżeli ta z nazwiskiem Duda.

W takich sytuacjach, kiedy czyta się o szczęściu w małżeństwie, to automatycznie włączają mi się moje wspomnienia.

Obliczyłam ile lat jesteśmy razem i wyszło, że 24 stycznia 2019 roku będziemy obchodzili 43 rocznicę naszego małżeństwa.

Biję się w piersi i pamiętam nasze kryzysy, a było ich sporo i nasze małżeństwo było na krawędzi i obiło się o sprawę rozwodową.

Rodzina radziła rozwód, rozwód, rozwód, ale nie miała pomysłu na moje życie z dziećmi – samej!

Gdzie bym miała po rozwodzie zamieszkać? Z czego bym miała żyć, choć pracowałam – na to już nie mieli pomysłu i musiałam walczyć i musiałam dać kolejną i kolejną szansę, choć mnie to kosztowało prawie utratę zmysłów!

Wiecie ile jest durnych kobiet, z którymi mężczyźni zdradzają swoje żony, które myślą, że ten facet zostawi żonę i rodzinę i zamieszka z nią?

Jest tych naiwnych cała rzesza, które myślą, że są najlepsze, bo on z żoną nie śpi i wcale nie są ze sobą!

Niestety, ale jakże często się zawodzą i święta spędzają same, bo kochanek spędza je z mądrą żoną i udanymi dziećmi!

Poznaliśmy się w 1973 roku i chodziliśmy ze sobą parę lat.

Pobraliśmy się w 1976 roku i tak zostanie już do naszego końca, bo oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że los nas połączył na zawsze i dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z tego, że popełnione błędy tylko  umocniły nasz związek.

Wszystko, co wypracowałam w moim małżeństwie jest moją zasługą, bo na rodzinę nigdy nie mogłam liczyć i jestem z tego dumna!

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

 

Obraz może zawierać: 2 osoby

„Żona” – moje kino!

W zachodniej części Polski skończyła się już piękna, złota jesień i od dwóch dni jest smutno i ponuro.

Pada deszcz i dość mocno wieje wiatr, który strząsa kolorowe liście z drzew, które robią się łyse i złowrogie, zapowiadając długą zimę, którą trzeba jakoś przeżyć.

Bardzo współczuję paniom sprzątającym, które wygrabują złote runo z trawników i pakują je do platikowych worków i tak wielkokrotnie.

No właśnie trzeba przeżyć i trzeba zagospodarować sobie wolny czas, kiedy jest się seniorką!

Zaczynam więc odpalać swoje domowe kino, bo wieczory już są długie, a więc w wolnej chwili lubię oglądać, dobre, porządne kino!

Na blogu mam tag – kino, film i można tym sposobem prześledzić proponowane przeze mnie filmy – gorąco polecam.

Wczoraj wybrałam dla siebie film pt. „Żona” – produkcji szwedzko – amerkańskiej, zrealizowany w 2017 roku z posągową Glenn Close i świetnym Jonathan Pryce.

Mogłabym wkleić na blogu recenzję z sieci i było by szybciej, ale nie chcę tak i chociaż nie jestem na tyle uzdolniona, aby pisać recenzje fachowo, to napisze po swojemu tak jak umiem.

Björn Runge – reżyser tego filmu skierował swój film chyba najbardziej do kobiet, żon, matek, które swoje całe życie poświęcają dla mężczyzny, w którym się zakochały miłością bezgraniczną i najczęściej ślepą.

Joan i Joe poznali się w latach 50-tych i zbudowali swoje szczęście na nieszczęściu innej kobiety, bo Joe był w związku małżeńskim i w tym związku urodziło się dziecko.

Joe był profesorem literatury – początkującym pisarzem, a Joan była jego studenntką i od razu wpadli sobie w oko – zasikrzyło i pojawiła się chemia.

Ona też pisała, ale inna pisarka na pewnym wernisażu powiedziała jej, że książki pisane przez kobiety najczęściej zalegają na półkach i w świecie pisarzy liczą się tylko pisarze.

Poświęciła się więc swojemu małżonkowi, któremu urodziła dwoje, wspaniałych dzieci, ale ich małżeństwo miało swoją tajemnicę, o której nikt na świecie nie wiedział.

Pewnej nocy otrzymali telefon ze Sztokholmu i zostali powiadomieni, że mąż Joan otrzymał nagrodę Nobla za całokształt swojego pisarstwa.

Pojechali na ceremonię i w pokoju hotelowym stało się coś dziwnego.

Żona pisarza zdała sobie sprawę z tego, że swoje, całe życie poświęciła nieudacznikowi, który ją wykorzystał, bo to ona nadawała treść i artyzm w jego powieściach i to ona powinna zostać nagrodzona, gdyż w zamkniętym pokoju, latami poprawiała męża powieści i nadawała im głęboką treść.

Przypomniała sobie o tym jak wiele razy ją zdradzał, kiedy to ona dbała  o jego wizerunkek poprawiając krawaty i muszki i to ona przez 40 lat ich małżenstwa pilnowała, aby zażywał leki i odpowiednio się odżywiał.

Całkowicie poświęciła się swojemu mężowi, aby stał się kimś w świecie pisarzy, ale na rozdaniu nagrody Nobla zrozumiała, że to nie było warte, bo w ten sposób zatraciła swoją, własną tożsamość i godność.

Mąż umarł na atak serca zaraz po przyjęciu nagrody Nobla, kiedy oświadczyła mu, że odchodzi!

Otworzyła w samolocie wracając do Ameryki brulion z czystą kartką, co by oznaczało, że będzie pisała na własny rachunek, bo była piekielnie uzdolnioną pisarką.

Obejrzycie ten film – koniecznie!

Nie liczę na komentarze na ten wpis, bo zwykle tak bywa, że Polacy deklarują miłość do filmów na festiwalach, ale gorzej jest z recenzją!

Znalezione obrazy dla zapytania żona film fotosy

 

To nie jest mydlana opowieść!

 

Znalezione obrazy dla zapytania zdradza

Zawsze się zastanawiam z czego żyją kobiety rozwiedzione, które nigdy w życiu nie parały się pracą?

Mają mieszkania i mają dzieci zrodzone z przygodnych związków, które opuścili kolejni partnerzy, którzy jakieś tam pieniądze musieli na swoje dziecko płacić.

Sądzę jednak, że były to niewysokie kwoty, płacone dość nieregularnie, a jednak te kobiety, matki nie kwapiły się, aby iść do pracy, aby swoim dzieciom zapewnić byt i opierunek.

Znam w swoim otoczeniu dwie, takie kobiety, które mają już dorosłe dzieci, a więc alimenty odpadają, a one nadal nie podejmują żadnej roboty i żyją!

Każda mieszka w bloku i za mieszkanie trzeba średnio płacić, jakieś 400 złotych miesięcznie.

Dochodzą do tego media i rachunki za gaz i światło, co może wynosić jakieś 300 złotych i wciąż się zastanawiam skąd mają pieniądze, aby to wszystko opłacić?

Każda z nich pali nałogowo papierosy, co w skali miesiąca wynosi jakieś 450 złotych.

Obie chodzą dobrze ubrane i gustują w markowych ciuchach, a do tego mają na sobie więcej złota od kobiety, która całe życie uczciwie pracuje.

Rozumiem kobiety, które są w związkach i często, to ich mężowie nie pozwalają żonom pracować, bo wolą, aby siedziały w domu i zajmowały się tylko domem, a oni zarabiają na ten dom.

Jest wcale nie mała ilość takich małżenstw, że tylko mężczyzna zarabia na rodzinę.

Jednak nie pojmuję skąd samotne kobiety nie pracujące całe życie – trwają!

Skąd mają pieniądze na kosmetyki, rachunki, ubrania, domową chemię itp.

Znam taką jedną z tej półki, niepracującą całe życie, która urodziła dziecko w bardzo młodym wieku, a ten gość ją zostawił w ciąży.

Kiedy urodziła, to pewnie płacił jej jakieś alimenty i trwała, ale chyba nie za bardzo, bo jej rodzice wzięli na wychowanie jej dziecko i wychowywali je do uzyskania pełnoletności, a więc jedno miała z głowy!.

Poczuła wolnośc i wiatr w żagle, że zaczęła organizować w swoim mieszkaniu balangi na skalę miasta i tam zawędrował facet żonaty z dwojgiem dzieci.

Balował i dobrze się bawił za plecami żony i w końcu spłodził tamtej kobiecie kolejne dziecko.

Sprawa się wydała i jak zwykle żona dowiedziała się ostatnia, kiedy miasto kipiało od plotek.

Zaraz po skandalu wzięła ślub z facetem, który spłodził jej dwójkę dzieci, a potem zaraz zostawił, bo ciągnęła od niego kasę! Miał dość i odszedł do innej kobiety!

Żona tego mężczyzny nie mogąc się pogodzić ze  zdradą – targnęła się na swoje życie, gdyż nie mogła się pogodzić ze zdradą męża.

Pewnego, jesiennego poranka połknęla wszystkie prochy jakie miała w domu i wyszła z domu.

Szła jesienną aleją, nad jeziorem  z zamiarem, że kiedy tabletki zaczną działać, to usiądzie na kładce i w czasie utraty świadomości wpadnie do wody i się utopi.

W ostatnim stadium świadomości zeszła z kładki i upadła nieprzytomna w parku obok, gdzie znalazł ją przypadkowy przechodzień.

Trafiła szybko do szpitala i tam zaczęło się ratownie jej życia.

Mąż był przy niej cały czas i choć leczyła się latami z traumy, to ją wspierał i przepraszał za swój błąd życiowy.

Minęło tak wiele lat i teraz uchodzą za udane małżeństwo i tylko tamta kobieta wiąż nie pracuje, a świetnie jej się żyje i nie ma żadnych wyrzutów sumienia, że komuś zniszczyła życie!

 

Odejścia i powroty

To był wiosenny, ciepły poranek. To był dzień budzącej się przyrody do życia, a i oczywiście budzącej się nadziei w każdym człowieku, zmęczonym długą i mroźną zimą, której ma się szczerze dość i każdy zielony listek i każdy wschodzący kwiat cieszy – cieszy.

Wiosną ludzie budzą się do życia z nowymi wyzwaniami, że schudną, że będą się lepiej odżywiać, że więcej będą się ruszać, jeździć na rowerze, biegać, plażować i odpoczywać, a więc budzi się w człowieku tyle marzeń i zamiarów do spełnienia.

Jadwiga obudziła się w tym wiosennym dniu z nadzieją, że ugotuje mężowi pyszny obiad, posprząta, a potem pójdą na spacer i małe zakupy.

Obudziła się, ale męża już w łóżku nie było, choć lubił sobie pospać do dziewiątej, jak to na emeryturze.

Nie było go, a więc założyła podomkę i udała się do drugiego pokoju, oddzielonego długim korytarzem. Jeszcze trochę zaspana szurała kapciami i lekko ziewała, ale po kawie z mężem zawsze się dobudzała. Mieli taki poranny rytuał, póki nie przeszli do normalnego cyklu dnia.

Roman się pakował!

– A cóż ty wyprawiasz, po co te walizki? – Wyjeżdżasz gdzieś, o czym mi nie wiadomo nic?

– Odchodzę Jadwigo. – Zakochałem się i chcę jeszcze przeżyć coś nowego. – Chcę pożyć jeszcze i wybacz, ale nie utrudniaj mi tego.

Zamilkła i stanęła jak wryta i od razu się przebudziła!

– Kto to jest, powiedz mi!

– Będę szczery i nie mam zamiaru cię okłamywać. – Pamiętasz tą kelnerkę, która nas obsługuje w tej kawiarni, gdzie pijemy czasem kawę? – To ona i spotkam się z nią już pół roku.

Kłamałem, że jestem na rybach. – Byłem zawsze u niej i zakochałem się jak sztubak. – Owinęła sobie mnie wokół palca i nie utrudniaj mi, bo nasze małżeństwo, to już tylko rutyna, a ja potrzebuję czegoś świeżego.

– Przecież ona jest od ciebie nieprzyzwoicie młodsza – krzyknęła. – Jak się nie wstydzisz naszych dzieci i chyba rozum ci odjęło!

– Dzieci są już dorosłe, a tobie będę pomagał finansowo. – Zostawiam ci mieszkanie i z czasem złożę pozew o rozwód. – Wybacz mi Jadwigo i życzę ci wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że się pozbierasz.

Zostawił klucze na toaletce i zamknął za sobą drzwi.

Nie wstawała z łóżka przez trzy miesiące. Wyła z rozpaczy i brała środki na uspokojenie w nadmiernej ilości, aby tylko spać, spać i nie myśleć o swoim losie. Nie powiadomiła dzieci i on ich nie powiadomił, a więc żyły w błogiej nieświadomości, że ich rodzice nie są już razem.

Pewnego letniego poranka postanowiła to wszystko zmienić. Miała dość rozpaczy po niewiernym mężu.

Wyszła do ludzi i zapisała się na kurs malarstwa i uczyła się robić zdjęcia w klubie dla seniora. Pochłaniała książki i zaczęło być jej dobrze na tym świecie i w swoim świecie. Zaczęła być szczęśliwa, choć wciąż tęskniła za tymi porankami ze wspólną kawą przed telewizorem.

Jadwiga biegała po wernisażach i po prostu zadbała o swoją sferę duchową.

Zaczęła bardziej o siebie dbać i na znak protestu zmieniła kolor włosów i fryzurę i kiedy patrzyła na siebie w lustro, to zaklinała, że jest dobrze, że jest okej i daje sobie radę. Cierpienie rozstania blakło.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia i miały przyjechać dzieci z zagranicy, gdzie pracowały na poważnych stanowiskach, ale nagle zadzwoniły, że nie mogą, bo właśnie na święta jadą na kontrakty i nie dadzą rady jej odwiedzić.

Załamała się świadomością, że to jej pierwsze, samotne święta, ale miała na półce filmy i postanowiła spędzić święta spokojnie i na luzie, bo i poczyta książki, pójdzie na spacer i obejrzy zaległą porcję filmów.

Nie przestraszyła się tej samotności i było jej całkiem  fajnie samą ze sobą, ale nagle ktoś zadzwonił do drzwi i kiedy otworzyła, to zdębiała z wrażenia.

– Mogę wejść – spytał jakby skruszony Roman. – Wejdź, choć nie wiem, co cię tu do mnie sprowadza. – Chcesz mi złożyć życzenia świąteczne? – Mogłeś telefonicznie, a więc po, co ta fatyga?

Zmieszany wszedł i klęknął i jednym tchem wyrzucił z siebie.

– Wciąż cię kocham, wciąż tęsknię za tobą, bo to ty dawałaś mi paliwo do życia, a tamta to każe mi tańczyć w rytm hip hopu i disco polo.

Jest pusta ja wiadro. W domu są wieczne imprezy, alkohol, bałagan, a ja w tym wszystkim jestem dodatkiem do wynoszenia śmieci, sprzątania, gotowania.

Ona mną poniewiera i wyzywa od staruchów. Zdradza mnie z kolesiami, a mnie wytyka błędy i wyzywa od nieudaczników, którzy nie czują bluesa.

– Jadziu, to z tobą miałem wspólny język, bo ty zawsze byłaś mądrą kobietą, oczytaną, mającą własne zdanie. To ty interesujesz się polityką. To ty masz zawsze swoje, jakże trafne zdanie. To ty kochanie wiedziałaś, co mi trzeba. – Wybacz, ja pragnę do ciebie wrócić.

Łzy leciały z jego oczu i błagalnym wzrokiem prosił o przebaczenie, a Jadwiga uklękła obok niego zapłakana i pogładziła go po twarzy.

Usłyszał, że ma zostać. Wciąż go kochała i w jednej minucie wybaczyła!

Dzieci się nigdy nie dowiedziały o ich rozstaniu i następne święta Bożego Narodzenia spędzili już wszyscy razem.

Brunetka i blondynka

Znalezione obrazy dla zapytania kobiea w bieliźnie

Myślała, że zwariuje, kiedy odczytała sms – a, o treści:

– Myślałam, że jemu na pani nie zależy i ciągnęłam ten romans 4 lata.

On obiecywał, że się z panią rozwiedzie, a teraz zostawił mnie, bo ma już inną!

Chcę się z panią spotkać, aby obnażyć jego w pani oczach. Mam nadzieję, że nie wybaczy mu pani tego i ja się zemszczę. Proszę o kontakt.

Przeczytała i ugięły się pod nią nogi. A więc to tak!

Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedziała na wychowawczym z ich dwiema córeczkami.

Była taka cierpliwa i podsuwała po nos wszystko, co najlepsze, bo przecież jest przemęczony i pracuje ciężko na ich rodzinę.

Odpisała, że zgadza się na spotkanie i chce wiedzieć wszystko!

Do kawiarni weszła wysoka i zgrabna brunetka, całkiem ładna, gdy ona była rasową blondynką, jego ukochaną blondynką.

Dowiedziała się, że obiecał się rozwieźć i pozostawić rodzinę, bo żyć bez brunetki nie może, a do tego ten seks nieziemski, jakiego żona mu nigdy nie dała.

Obiecywał kupić mieszkanie i zamieszkać z brunetką, a na dzieci będzie płacił alimenty.

Brunetka naciskała na rozwód, ale on zwlekał i w końcu powiedziała – dość, bo wciąż się tłumaczył, a ona nie chciała kolejny raz spędzać samotnie świąt.

 Okazało się, że on wciąż kocha żonę i jakoś trudno mu rozstać się z dziećmi.

Dość! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradzał panią z każdą nadarzającą się okazją.

Umawiali się w hotelach, a także jeździła z nim w delegacje namiętnie spędzane.

Obsypywał ją prezentami i na nic jej nie żałował. Brunetce nie zamykała się buzia, bo w ciągu krótkiej chwili chciała opowiedzieć swój czteroletni romans z mężem blondynki.

Już wszystko wiem – rzekła blondynka i dopiwszy resztkę kawy odeszła od stolika.

Nie wiedziała, co ma powiedzieć brunetce. Nie wiedziała, czy powinna plunąć jej w twarz, czy też odejść bez słowa.

Zakręciło jej się w głowie i na chwilę straciła świadomość i trzeźwe myślenie. Nie wiedziała jak znalazła się na ruchliwej ulicy i nagle klakson jadącego samochodu ją otrzeźwił.

Nie wiedziała jak doszła do swojego domu i co z dziećmi, bo przecież nie mogą jej zobaczyć w takim stanie.

Poprosiła, aby córki spakowały kilka rzeczy i mogą iść do ukochanej babci, mieszkającej na tej samej ulicy.

Musiała w samotności dojść do siebie.

Kiedy została sama, wyjęła z barku butelkę wódki i piła jeden kieliszek za drugim.

Musiała znieczulić się i chciała zapomnieć.

Chciała, aby było tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobrażała sobie dalszego życia przy boku męża. 

Co robić, myślała już podchmielona, a kiedy w butelce pokazało się dno, sięgnęła po następną butelkę. 

Nagle drzwi się otworzyły i usłyszała – cześć kochanie, jak minął ci dzień?

Wrócił zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauważył ją pijaną mina mu zrzedła.

Kochanie, napiłam się, bo mam dziś zły dzień – bełkotała.

Położył ją do łóżka nie pytając o nic i niczego się nie domyślając.

Kiedy obudziła się rano z wielkim bólem głowy, męża już w domu nie było.

Wszystko wróciło do niej, ten cały koszmar, ale postanowiła, że da mu odpowiednią nauczkę.

Kupiła sobie bardziej seksowną bieliznę na gorący wieczór z mężem.

Chciała mu pokazać, że też potrafi być pociągająca i zrobi wszystko, aby miał na nią ochotę.

Włożyła więcej pracy w perfekcyjny makijaż i fryzurę i obejrzała się w lustrze.

Była o wiele ładniejsza i zgrabniejsza od brunetki i choć łzy lały jej się po twarzy i zanosiła się z rozpaczy, postanowiła, że się opanuje i zrobi swój chytry plan.

Wieczorem zachęciła go do łóżka i swoimi sztuczkami go rozpaliła.

Kiedy był gotowy i miało dojść do miłosnej igraszki, wcisnęła guzik w telefonie.

Usłyszał to, czego by nigdy usłyszeć nie chciał. Kochanka go zdradziła i wyśpiewała wszystko w tej przeklętej kawiarni.

Zbladł i spytał tylko, co teraz? 

Blondynka długo podnosiła się z traumy i musiała skorzystać z porady psychologa, ale się opłaciło, a i dzieci trzymały ją przy życiu. 

Od czasu, do czasu przechodząc przez miasto, mija załamanego i pijanego mężczyznę, który stracił w jednej chwili wszystko.  To jest jej były mąż!

Liczą się drobne, malutkie gesty!

Podobny obraz

Mąż wrócił z kilkugodzinnej delegacji i od progu mi mówi, że coś dla mnie kupił.

Ucieszyłam się, a jakże i rozglądłam się za jakąś torebką, pakunkiem, a tu nic z tego!

Wyjął ze swojej saszetki swój portfel i wyjął z niego malutką, złotą wsuwkę z kwiatkiem z małymi diamencikami – oczywiście sztucznymi.

Od jakiegoś czasu próbuję zapuścić włosy do długości, lekko za ucho i chcę by grzywka zrównała się i poszła właśnie lekko za ucho.

Od jakiegoś czasu, kiedy coś robiłam, to ta grzywka właziła mi w oczy i spinałam ją zwykłą wsuwką i to Mąż zauważył. Oznajmił mi, że kupi mi ładniejszą, ale ja o tym zapomniałam.

Taki malutki gest z Jego strony ucieszył mnie bardzo, a kiedy sam mi tą nową wsuwką zapiął grzywkę, to pojawił się między nami gest miłości i zrobiło się tak bardzo miło.

Zawsze miałam nadzieję, że po życiowych zawirowaniach w naszym małżeńskim życiu, to na stare lata zmądrzejemy na tyle, że będziemy chcieli się ze sobą zestarzeć i zdaje się, że jesteśmy już na 100% na tym etapie, a rozłączy nas tylko śmierć!

Jesteśmy ze sobą już 42 lata i wcale nie ma między nami nudy, a wręcz odwrotnie, bo mamy sobie coraz więcej do powiedzenia i ostatnio Mąż mi oznajmił, że bardzo żałuje, że w pewnym okresie swojego życia popełnił tyle głupstw i za to mnie przeprosił. Tak sam z siebie, bo ja nie wracam w rozmowach do przykrych chwil.

Staram się żyć chwilą obecną i nie rozdrapuję ran, bo uważam, że ważniejsze są te nasze, dobre chwile teraz.

Mąż wciąż pracuje, mimo, że jest już na emeryturze i choć z tego powodu jestem często sama, to nie przeszkadzam, nie marudzę, bo wiem ile ta praca dla Niego znaczy.

Oprócz pracy jest w zarządzie naszej wspólnoty mieszkaniowej i jeśli coś jest nie tak, to zawsze pomoże, naprawi, zorganizuje i tak mamy nowy stojak na rowery i blokowy kosz na śmieci.

Sadzi nowe drzewa i dba o nasze obejście i co najważniejsze ludzie Go lubią!

A ja co mu daję od siebie? Jestem przy Nim i spełniam Jego zachcianki kulinarne i ostatnio dość często gotuję mu budyń, bo jak dziecko się dopomina i twierdzi, że tylko ja taki dobry gotuję, choć to jest proste jak drut.

Staram się aby codziennie miał świeży obiad i dogadzam, bo mam motywację, że On jest dobry dla mnie!

Ja zajmuję się domem, choć mam takie ułatwienie, że to Mąż robi wszystkie zakupy i o co tylko  poproszę, to zaraz mam produkty w domu i mogę spełniać się kulinarnie.

Mąż wie, że piszę bloga, ale go nie czyta i może i dobrze.

Miałam fazę, że chciałam bloga zamknąć, bo hejterka nie dawała mi żyć, ale się sprzeciwił temu, abym się nie poddała i nie pokazała swojej niemocy – prosił bym pisała dalej, bo wie, że sprawia mi to radość.

Dziękuję mu za wiele, bo za to, że stać jest nas prawie na wszystko, a najważniejsze, że stać nas jest na godne życie na emeryturze i na leki i nie musimy wybierać między jedzeniem, a medycyną.

Na razie nie rozmawiamy za często o odchodzeniu i śmierci, która nas rozłączy, ale oboje w sobie wyczuwamy – strach przed rozstaniem, ale ja chyba bardziej, bo ja chyba kocham Go bardziej, kiedy Mąż mówi, że mnie kocha taką, jaką niedoskonałą jestem!

Może nie wytrzymam w zapuszczaniu włosów i w cholerę obetnę je na krótko, ale wsuwkę przechowam w pudełeczku z biżuterią.

 

Słynne YES,YES,YES!

Czy te oczy mogą kłamać? Chyba nie!
Czy ja mógłbym serce złamać? I te pe…
Kiedyś to zrozumiesz sama, to był błąd.
Czy te oczy mogą kłamać? Ależ skąd!

Bo to się zwykle tak zaczyna, że dorosły mężczyzna w średnim wieku zakochuje się!

Miał cudowną żonę i z nią bodajże czwórkę, odchowanych dzieci.

Razem chodzili w niedzielę do kościoła i byli uważani za wzorowe małżeństwo – takie poprawne i szczęśliwe.

Dzieci zadbane, żona ładna, ale on w pewnym momencie on trafia na salony polityczne i nawet zdarzyło mu się być Premierem w rządzie Kaczyńskiego.

Pojechał do Warszawy z Gorzowa Wlkp., a potem będąc Premierem wynegocjował w Brukseli dla Polski 60 mld euro i młodzieżowym okrzykiem zwieńczył to słynnym YES,YES,YES!

Oczywiście piszę o Kazimierzu Marcinkiewiczu, który kiedy kariera polityczna legła w gruzach, pojechał do Londynu i tam się zakochał w niejakiej Izabell – poetce i to dla niej zostawił swoją inteligentą żonę i udane dzieciaki.

Piszę o inteligentej żonie, która musiała przeżyć osobiste piekło, ale nigdy, przez lata nie udzieliła ani jednego wywiadu w mediach.

Można tylko jej współczuć jak kobieta – kobiecie, bo zdrada jest zwykle bardzo bolesna.

Izabell była młoda, zabawna, rozkoszna i zawróciła Kazowi w głowie.

Zaczęły się więc wywiady, okładki, wycieczki do Wenecji i takie tam pokazywanie swojego szczęścia.

Ten związek jednak nie przetrwał, a żyli ze sobą bodajże tylko 5 lat. Potem było wielkie bum i Izabell w wypadku, poturbowana od czterech lat nosi stelaż, gdyż cierpi na przeczulicę ręki – jak zwał, tak zwał.

Isabell ma swojego Facebooka i tam wylewa swoje żale, że Kaz nie płaci alimentów, a sprawa rozwodowa się ciągnie i ciągnie.

Napisała jakieś dwie książki, w których opisała ich życie i celebryckie życie swojego męża i tak pierze brudy publicznie i tu można postawić pytanie – czy karma faktycznie wraca?

 

rozwód rozwodowi nie równy…
Podczas tzw. normalnych rozwodów obie strony dochodzą do konsensusu i chcą zakończenia rozwodu w jak najszybszym terminie. Inaczej wygląda to gdy mamy do czynienia z tzw. ‚narcyzem’.
Rozwód z wyżej wymienionym należy do najcięższych. Wymaga dużych pokładów energii i ogromnej cierpliwości. Ja muszę dodatkowo borykać się z faktem, że druga strona jest osobą publiczną, która niegdyś pełniła wysoką funkcję państwową. Być może sam zainteresowany i wielu pomyśli, że przysługuje mu bezkarność z tytułu wcześniejszej lub obecnie pełnionej roli celebryty i byłego polityka, ale to akurat dotyczy nie tylko tych na wysokim szczeblu kariery zawodowej, publicznej itp. Nie on jeden ucieka od obowiązku alimentacyjnego, gdyż prawo jest mało skuteczne.
To, że małżonek jest osobowością narcystyczną, może utrudnić sprawę rozwodową w ogromnym stopniu, bo:
– zapłaci on jakiekolwiek pieniądze pełnomocnikowi, aby nie płacić alimentów i wygrać
– ‚show must go on’ – chętnie przedłuży sprawę, aby ‚show’ zamienił się w kilkuletni maraton
– nie zależy mu na długości sprawy i ile będzie kosztować. Im dłużej, tym lepiej, bo łatwiej będzie mu odgrywać rolę OFIARY i zmęczyć przeciwnika.
– będzie arogancki, będzie manipulować, oskarżać innych, drugiej stronie będzie przypisywać cechy wariatki/wariata i wyłącznie winnej
– będzie kłamać, mimo przysięgi sądowej
– będzie grał z sądem, pełnomocnikiem, rodziną i innymi – oni będą pionkami w jego grze
– empatia jest mu obca, skupiać będzie się wyłącznie na sobie i wygranej,
– będzie dążył do kapitulacji, rezygnacji drugiej strony
– nie będzie płacić zasądzonych pieniędzy w trakcie trwania rozwodu, aby pokazać swą władzę i emocjonalnie rozbić drugą stronę
– ukryje swoje dochody, bo spróbuje ‘zataić ’ majątek – jak?:
-przepisze swoje dobra materialne na innych członków rodziny
– dogada się ze swoimi pracodawcami, aby zaniżali mu pensje wynagrodzenia miesięcznego lub
– będzie pracować bez żadnych umów, tzw. ‘na czarno’ albo podpisze umowy na innych członków rodziny
– może wyjechać za granicę, założyć konto zagraniczne, podpisać umowy tam – bez możliwości udokumentowania ich w Polsce.

Dlaczego w takim razie, w ogóle, wychodzić za mąż za narcyza? Bo na początku jest pięknie cudownie, a małżonek czarujący i troskliwy – do czasu!

Co ma począć osoba, która rozwodzi się z ‚narcyzem’? wskazówki w kolejnym wpisie…

Zdjęcie użytkownika Izabela OlchowiczMarcinkiewicz.

Do zakochania jeden krok!

Znalezione obrazy dla zapytania zakochani

Lubię czytać poezję i mam w ulubionych takiego bloga, na którym autorka zamieszcza od kilku lat, tylko wiersze.

Przeczytałam chyba wszystkie z tego bloga i ciekawa jestem codziennie, co nowego na blogu zamieściła.

Dziś przeczytałam zamieszczony tekst piosenki z repertuaru Urszuli Sipińskiej mówiący o szkolenej, niespełnionej miłości.

Obliczyłam ile lat jestem z moim Mężem i wyszło z wyliczenia, że 47 lat.

Chodziliśmy do tej samej podstawówki, tylko do innych klas i odbyła się szkolna zabawa, bodajże pod koniec 7 klasy!

Orkiestra zagrała kawałek i o dziwo to ja Jego poprosiłam do tańca, bo już miałam na Niego oko i żadni koledzy z klasy mi urodą nie imponowali.

Uciekł na schody i powiedział, że nie umie tańczyć, ale byłam nieustępliwa.

Na drugi dzień umówiliśmy się na pierwszą randkę i tak już zostało.

Chodziliśmy ze sobą prawie 4 lata, a potem się pobraliśmy, choć byliśmy bardzo młodzi i niedojrzali.

Piszę o tym dlatego, aby Was zapytać, czy przeżywaliście takie miłości szkolne, które mimo strzały Amora nigdy nie zostały sfinalizowane, bo może to były miłości platoniczne, iż druga osoba nie miała pojęcia o tym uczuciu.

Może tę miłość coś przerwało – jakieś zdarzenie losowe i dlatego nie mogliście być razem, a mimo to do dzisiaj macie uczucie, że wszystko w Waszym życiu, potoczyło by się inaczej, jeśli ta osoba była z Wami już na całe życie.

W styczniu minie nam 44 lata naszego pożycia i naprawdę nigdy w swoim życiu żaden mężczyzna mi się więcej nie spodobał!

W naszym małżeństwie zdarzyły się kataklizmy i byliśmy nie raz od rozstania, a mimo to wciąż trwamy razem i na stare lata jesteśmy jeszcze bardziej – jak nigdy do siebie przwiązani i nie jest to przyzwyczajenie, a wciąż się tli ta iskra i niech tak będzie do końca.

Miłość ze szkolnych lat

Przychodziłeś co dzień,
grałeś w szachy z moim Bratem.
Potrafiłeś godzinami z Nim grać – nie widząc mnie…
Przychodziłeś co dzień.

W naszym domu wisiał Twój płaszcz.
Nie mówiłeś nic, że kochasz mnie…
Milczałam też…
Dlaczego milczeliśmy tak???!!!

A teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam złych nocy strach.
Żabą mnie straszyłeś…
A teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych dni!
Ty do mnie nie możesz przyjść…

Dokąd chodzisz co dzień?
W czyim domu wisi Twój szary płaszcz?
Czy Ty jeszcze lubisz w szachy grać – ciekawi mnie…
Dokąd chodzisz co dzień?

Komu dajesz Twoją wierną twarz?
Gdzie, Kochany, teraz możesz być?
Czy wszystko masz?
A może zacząłeś już pić?!

Teraz za późno jest już!
Nie znaliśmy słów, przepadła gdzieś nam
ta miłość ze szkolnych lat…
Pamiętam zielony sad.
Żabą mnie straszyłeś…
Teraz, choć tyle znam słów,
za późno jest już, za późno jest już,
za późno do tamtych lat!
Choć został w zeszycie kwiat…

Z repertuaru Urszuli Sipińskiej

A kiedy nastąpi kres życia!

Jesteśmy z Mężem już 43 lata razem, a poznaliśmy się kiedy mieliśmy po 15 lat – gówniarze!

Chodziliśmy z sobą prawie cztery lata, włócząc się alejkami nad jeziorem i się wzajemnie poznając – no wiecie takie nieśmiałe przytulaski i pierwsze pocałunki.

Pamiętam to jak by to było wczoraj i nigdy nie zapomnę tego naszego zakochania sztubackiego i tych motyli w brzuchu.

Zaszłam w ciążę i chyba tak jak tysiące młodych kobiet w pierwszych chwilach uniesień i całkowitym zatraceniu się w miłości.

Czułam, że to jest ten jedyny na całym świecie i całkowicie oddałam się tej miłości.

Wzięliśmy ślub i byłam na tyle dojrzała, aby stworzyć poważny związek i mieć jeszcze jedno dziecko.

Pracowałam i wychowywałam swoje pierworodne dziecko, kiedy Mąż odbywał dwa lata w zasadniczej służbie wojskowej, a ja cierpliwie czekałam na Jego powrót.

W ciągu tych 43 lat nie raz dopadł nasze małżeństwo armagedon i nie raz otarliśmy się o rozwód!

Ale przetrwaliśmy i teraz po latach oboje wiemy, że po co to, co złe się stało!

Nie rozumieliśmy wtedy, że życie jest tak krótkie i szkoda, że tak wiele razy się zraniliśmy.

To teraz na stare lata doceniamy bycie razem, i to co było złe nie wspominamy, a coraz bardziej się kochamy i żałujemy, że w młodości zrobiliśmy sobie tyle krzywdy.

W obliczu starości oboje nie wiemy jak potoczy się nasze życie i czy ja pierwsza zachoruję, czy mój Mąż.

Kto kim pierwszy będzie się opiekował w razie choroby, bo ten czas się zbliża nieuchronnie i kiedyś nastąpi kres naszego małżeństwa i się rozstaniemy na zawsze.

Bardzo mnie wzruszają takie historie – jak ta poniżej i może i u nas tak się zdarzy, że jedno nie będzie mogło żyć bez drugiego – czas pokaże i tylko nasze dzieci będą tego świadkami.

Po prawie 70 latach małżeństwa umarli w odstępie 40 minut. Gdy dzieci popatrzyły na ich dłonie, zalały się łzami.

Historia Izaaka i Teresy to dowód na to, że nawet dzisiaj taka miłość istnieje.

Historia tej dwójki zaczęła się jeszcze przed II wojną światową, gdy w 1926 roku w Urugwaju urodził się Izzak, a 2 lata później w Argentynie Teresa. W tym drugim kraju para poznała się. Był to 1945 rok. Pomimo młodego wieku wiedzieli, że spotkali miłość swojego życia. 2 lata od pierwszej randki byli już małżeństwem.

Młodzi zaczęli wspólne życie w jednej z dzielnic Buenos Aires. Tam zostały poczęte ich dzieci: Lew, Klara oraz Daniel. W 1968 roku rodzina przeprowadziła się do Chicago.

Był to kolejny rozdział rodziny, który również był bardzo szczęśliwy. Izzak prowadził restaurację, która przynosiła niemałe zyski. Mimo tego zakochani nadal żyli dosyć skromnie. Prawie całe pieniądze inwestowali w edukację swoich dzieci.

Mijały kolejne lata, a ich miłość nadal była żywa. W pewnym momencie kobieta zachorowała na Alzheimera. Mimo to mąż nadal dzielnie się nią opiekował i dbał, aby niczego jej nie zabrakło. Po pewnym czasie również i Izaak zaczął podupadać na zdrowiu.

W końcu nie mógł już samodzielnie opiekować się żoną. Wtedy też podjęto decyzję o przeniesieniu Teresy do domu opieki, gdzie mąż codziennie ją odwiedzał.

W wieku 92 lat Izaak zachorował na ciężką grypę. W tym samym czasie zachorowała i Teresa, ale na zapalenie płuc. Oboje trafili do jednego szpitala. Kiedy ich dzieci weszły na salę, gdzie byli rodzice, zobaczyły coś wzruszającego.

Mimo tego iż obydwoje byli wyczerpani i umierający, nadal trzymali się za ręce. Wspierali się do samego końca.

 

Teresa odeszła pierwsza. Czterdzieści minut później zmarł również Izaak. Odeszli prawie w tym samym momencie. Po latach prawdziwej miłości rozdzieliła ich śmierć…