Archiwa tagu: małżeństwo

Moje kino – zawalczyć o miłość, czyli „Lekcja miłości”

Na blogu poruszam często tematy o seniorach i tym razem też tak będzie.
Na HBO GO obejrzałam premierę polskiego filmu dokumentalnego, który ogląda się jak film fabularny o bardzo dzielnej pani Joli!
Film nosi tytuł „Lekcja miłości” w reżyserii Małgorzaty Goliszewskiej Katarzyny Mateja
O tym filmie opowiada Tomasz Raczek na swoim kanale na YT:
Po obejrzeniu tego filmu pomyślałam sobie, że kobiety żyją latami w toksycznych związkach, bo boją się cokolwiek zmienić, a także nie mają odwagi przerwać piekła domowego.
Pani Jola postawiła na siebie i wygrała!
Na samej końcówce życia doznała szczęścia i spełniała swoje marzenia skrywane przez lata.
Z nowym partnerem, który traktował ją jak swoją królową doznała tego, czego nikt jej nigdy nie dał!
Dlaczego tak długo trwała przy mężu pijaku?
Ksiądz na ślubie kościelnym powiedział, że „na dobre i na złe”, a więc 45 lat trwała w swojej przysiędze, ale w pewnym momencie postanowiła zawalczyć o swoje szczęście i powiedziała – dość!
„Lekcja miłości”: nie zawsze „na dobre i na złe” to słuszne rozwiązanie. Przekonała się o tym pani Jola
Wytrwała 45 lat u boku alkoholika, a potem powiedziała basta! Choć ksiądz odradził jej rozwód, nie przeszkodziło jej to w znalezieniu mężczyzny, który pokocha ją taką jaka jest. A pani Jola jest najbarwniejszą bohaterką polskiego dokumentu ostatnich lat.

Wystarczy, że pani Jola pojawi się na horyzoncie, a nie sposób oderwać od niej wzroku. Zawsze elegancka, w sukni, wystawnej biżuterii i mocnym makijażu. Ale życie przez długi czas nie pozwalało jej być na co dzień damą.

W młodym wieku związała się z Bogdanem, którego uwielbiała, gdy był trzeźwy. Jednak po ślubie coraz rzadziej można było go zobaczyć w takim stanie. Zaczęło się piekło: codzienne picie alkoholu i bijatyki. Ale pani Jola urodziła 6 dzieci i chciała zapewnić im pełną rodzinę. W końcu przysięgała przed Bogiem, że będą razem „na dobre i na złe”.

Dziś bohaterka filmu „Lekcja miłości”, który robi furorę na festiwalu Millenium Docs Against Gravity, jest przekonana, że trzymanie się tej ślubnej maksymy przyniosło jej więcej strat niż korzyści. Mimo że pytając młodego księdza o zdanie w sprawie rozstania, usłyszała, że powinna mężowi-alkoholikowi wybaczyć i trwać z nim do końca, bo przecież rozwód nikomu nie przyniesie nic dobrego.

Po latach upokorzeń postanowiła jednak zawalczyć o siebie. Spakowała siebie i dzieci i spod Kielc ruszyła pieszo aż do Szczecina. Stamtąd trafiła na włoską emigrację. Jej oprawca postanowił podążyć jej śladami i znowu z nią zamieszkał.

Dopiero gdy usłyszała śmiertelną diagnozę, poczuła, że w końcu może pozwolić sobie na bycie egoistką. Po operacji zaczęła chodzić na lekcje śpiewu i dancingi do szczecińskiej Cafe Uśmiech. Tam poznała nowych przyjaciół i Wojtka, który zdobył jej serce.

Nagrania do filmu powstawały przez 4 lata, przez co widać, jak pani Jola zaczęła zmieniać swoje nastawienie i rozkwitła u boku nowego ukochanego. Z osoby, która myślała, że wszystko co dobre jest już za nią, stała się spragnioną nowych przygód szczęśliwą seniorką.

Dziś bohaterka dokumentu śpiewa „szukanie swej miłości to nie stracony czas, może powróci, mam tą nadzieję, połączy znowu nas”. W swoim repertuarze oprócz własnych utworów ma też przeboje Hanki Ordonówny. Zawsze w torebce nosi ze sobą mikrofon i jeśli widzi smutnych ludzi na przystankach, to wyciąga go i śpiewem poprawia im humor.

Życiorys 70-latki to nie tylko historia trudnej drogi do miłości, ale też wolności. W ostatnich latach wiele osób próbowało nakłonić ją do rozwodu z Bogdanem. Postanowiła, że szkoda jej na to nerwów i zdrowia. Czeka aż Bóg ją wyręczy.

Fenomen pani Joli wykracza poza granice kraju. „Lekcja miłości” miała światową premierę na prestiżowym festiwalu IDFA w Amsterdamie, a po jego pokazie publiczność ustawiała się w kolejkach po zdjęcie i chwilę rozmowy z bohaterką filmu. Bo takich herosek nam trzeba.

"Lekcja miłości": Jola i Wojtek na dancingu.

„Lekcja miłości”: Jola i Wojtek na dancingu. (Materiały prasowe)

ZAMKNIJ

Dziś bohaterka filmu „Lekcja miłości”, który robi furorę na festiwalu Millenium Docs Against Gravity, jest przekonana, że trzymanie się tej ślubnej maksymy przyniosło jej więcej strat niż korzyści. Mimo że pytając młodego księdza o zdanie w sprawie rozstania, usłyszała, że powinna mężowi-alkoholikowi wybaczyć i trwać z nim do końca, bo przecież rozwód nikomu nie przyniesie nic dobrego.

Po latach upokorzeń postanowiła jednak zawalczyć o siebie. Spakowała siebie i dzieci i spod Kielc ruszyła pieszo aż do Szczecina. Stamtąd trafiła na włoską emigrację. Jej oprawca postanowił podążyć jej śladami i znowu z nią zamieszkał.

Dopiero gdy usłyszała śmiertelną diagnozę, poczuła, że w końcu może pozwolić sobie na bycie egoistką. Po operacji zaczęła chodzić na lekcje śpiewu i dancingi do szczecińskiej Cafe Uśmiech. Tam poznała nowych przyjaciół i Wojtka, który zdobył jej serce.

Nagrania do filmu powstawały przez 4 lata, przez co widać, jak pani Jola zaczęła zmieniać swoje nastawienie i rozkwitła u boku nowego ukochanego. Z osoby, która myślała, że wszystko co dobre jest już za nią, stała się spragnioną nowych przygód szczęśliwą seniorką.

Dziś bohaterka dokumentu śpiewa „szukanie swej miłości to nie stracony czas, może powróci, mam tą nadzieję, połączy znowu nas”. W swoim repertuarze oprócz własnych utworów ma też przeboje Hanki Ordonówny. Zawsze w torebce nosi ze sobą mikrofon i jeśli widzi smutnych ludzi na przystankach, to wyciąga go i śpiewem poprawia im humor.

OBEJRZYJ JESZCZE RAZ

 

Życiorys 70-latki to nie tylko historia trudnej drogi do miłości, ale też wolności. W ostatnich latach wiele osób próbowało nakłonić ją do rozwodu z Bogdanem. Postanowiła, że szkoda jej na to nerwów i zdrowia. Czeka aż Bóg ją wyręczy.

Fenomen pani Joli wykracza poza granice kraju. „Lekcja miłości” miała światową premierę na prestiżowym festiwalu IDFA w Amsterdamie, a po jego pokazie publiczność ustawiała się w kolejkach po zdjęcie i chwilę rozmowy z bohaterką filmu. Bo takich herosek nam trzeba.

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku

A kiedy kończy się miłość, a zaczyna rutyna!

Wszyscy pamiętamy nasze młode lata, kiedy spotkaliśmy na swojej drodze drugą osobę i nagle zaczęło iskrzyć i budziło się zakochanie i miłość!

W narzeczeństwie, a potem w początkowym okresie małżeństwa jest tylko sielanka, kiedy oto dwoje ludzi poznaje się nawzajem i poznaje swoje ciała nie wychodząc z łóżka, bo seks jest w tym okresie – na samym początku bardzo ważny.

Mówią sobie, że oto jest ta jedyna i ten jedyny i przysięgają sobie, że oboje pragną się razem zestarzeć!

Oto za kilka lat wpadają w rutynę życia, kiedy rano pędzą do pracy i spotykają się późnym popołudniem, a po drodze jest do załatwienia masę spraw i obowiązków i nagle coś się psuje, choć oboje tego nie zauważają w tym pędzie przez życie!

Pojawiają się też dzieci, które sprawiają, że oboje się od siebie oddalają, a w łóżku brakuje żaru, bo padają ze  zmęczenia po trudach dnia!

Kochają się raz na kilka miesięcy, wzajemnie się obwiniając za ten stan rzeczy i jakże często nagle kobieta dla tego mężczyzny jest  za głupia, za mało wykształcona, za chuda, czy też za gruba a on za mało zarabia i jest dupkiem.

Nagle to ona jest obwiniana, że zaniedbuje dom, nie gotuje za dobrze, nie sprząta dokładnie – jest złą matką i żoną, a ona do niego, że nie dba o rodzinę i ma brzuch piwny stając się nieatrakcyjnym.

Przestają sobie robić drobne przyjemności i nie wychodzą wspólnie do kina, czy też do restauracji na pyszną kolację i w ogóle są na siebie wściekli i kipiący złością i niechęcią – trzaskając drzwiami!

W sieci znalazłam 10 jasnych znaków, że partner przestaje szanować swoją żonę, matkę jego dzieci i na odwrót.

Warto się z tym zapoznać, aby zdać sobie sprawę z tego, że w tym związku dzieje się źle i jeśli nad tym oboje nie popracują – oznacza to koniec związku, lub trwanie w toksycznym – na siłę dla dobra dzieci!

„10 jasnych znaków, że partner cię NIE SZANUJE. Nie ignoruj ich w związku.

Bez wzajemnego szacunku nie ma związku. A jak poznać, że nie jesteś szanowany? To proste. Wystarczy przyjrzeć się poniższej liście dziesięciu zachowań, które nie pozostawiają żadnych wątpliwości – twój partner nie traktuje cię z szacunkiem. A przecież zasługujesz na znacznie więcej, nie daj się!

1. Partner pokazuje, że ma nad tobą władzę

Podkreślanie swojej władzy nad tobą to jedna z czerwonych flag sygnalizujących, że twój partner nie ma do ciebie szacunku. Łatwo jej jednak nie zauważyć, gdyż ta demonstracja wyższości objawia się często w małych rzeczach. Takich, jak, chociażby, mówienie w twoim imieniu w towarzystwie, a więc odbieranie ci głosu albo uparte milczenie po twojej krytycznej uwadze, co sprawia, że automatycznie czujesz, że to ty zawiniłeś. Partner, który nagle urwie kontakt i będzie podkreślał fakt, że jest obrażony, będzie czekał, aż padniesz przed nim na kolana i przeprosisz, nawet jeśli przepraszać nie masz za co. A ty w tym czasie będziesz torturować się myślą, że to wszystko twoja wina. Jeśli twój partner by cię szanował, dążyłby do rozmowy i nie „strzelałby focha” bez powodu.

2. Partner obraża cię i umniejsza twoją wartość.

Słowne zniewagi to przejaw przemocy werbalnej, który trudno zignorować. Jednak czasami partner ogranicza się „jedynie” do pasywno-agresywnych, rzuconych niby żartem uwag, które nadszarpują twoje poczucie własnej wartości. Zwraca uwagę, że przytyłaś i sugeruje, że nie jesteś już atrakcyjna, robi kąśliwe i krytyczne komentarze pod adresem twojej pracy, twoich zainteresowań lub twojego gustu, śmieje się złośliwie ze wszystkiego, co powiesz albo sprawia, że czujesz się jak życiowa porażka, gdy zdarzyło cię się upić na imprezie. To nie wszystko – partner, który cię nie szanuje, zwykle daje ci też do zrozumienia, że jest tobą zawiedziony albo znudzony, nawet jeśli robisz absolutnie wszystko, co możesz, żeby go zadowolić. W rezultacie czujesz się zupełnie bezwartościowy.

3. Partner nie traktuje cię priorytetowo.

Kiedy zauważasz, że nagle przestajesz być dla swojego partnera priorytetem – co wcale nie oznacza, że ma zwracać uwagę tylko na ciebie, ale respektować twój czas i zdanie – masz prawo czuć się zaalarmowany. Partner odpowiada na wiadomości po kilku godzinach, coraz rzadziej chodzi z tobą na randki, odwołuje spotkania w ostatniej chwili albo nie pojawia się w umówionych miejscach, nie chce odwiedzić z tobą twojej rodziny, ignoruje cię w towarzystwie? Takie zachowanie to brak szacunku i znak, że partner nie traktuje cię poważnie. W związku nie chodzi przecież o to, żeby jedna strona cały czas naginała swoje potrzeby i plany do towarzysza życia.

4. Partner nie respektuje twoich granic.

Ten punkt to bardzo głośny sygnał alarmowy. Prosisz, żeby partner cię nie dotykał, on cię dotyka. Nie chcesz wysyłać mu nagich zdjęć, on się śmiertelnie obraża. I tak dalej, i tak dalej. To znak, że partner ma za nic twoje fizyczne i emocjonalne granice, które wyznaczasz. A to objaw zupełnego braku szacunku i znak, że nadszedł czas, aby uciekać i to jak najszybciej. Bo może być tylko gorzej.

5. Partner nie zwraca uwagi na twoje potrzeby.

Związek to relacja dwóch osób, z których każda ma swoje potrzeby. Jeśli relacja jest zdrowa, oboje będą brali te potrzeby pod uwagę i starali się im sprostać. Jednak jeśli twój partner zbywa twoje uwagi lub prośby machnięciem ręki, śmiechem, złością albo słowami „to tylko w twojej głowie”, coś jest bardzo nie tak. W sytuacji, gdy mówisz, że jesteś zraniony, a druga osoba zaczyna cię przedrzeźniać, nie zostaje ci nic innego, jak dobrze przemyśleć ten związek.

6. Partner nie traktuje cię jak osobę, ale jak swoją własność.

Jesteś osobą, a nie rzeczą. Masz własne ambicje, zainteresowania, marzenia, emocje i uczucia. Jednak jeśli czujesz, że dla partnera jesteś tylko ładną, atrakcyjną rzeczą do posiadania albo zwierzątkiem, które ma posłusznie za nim tuptać, oznacza to, że nie jesteś szanowany. To może się objawiać i w zwracaniu przez niego uwagi jedynie na twój wygląd albo stan konta w banku, traktowaniu cię pobłażliwie, chwaleniu się tobą przed światem w sposób, który jest dla ciebie niekomfortowy albo nie braniu na poważnie twoich planów zawodowych. Jeśli nie czujesz się przy partnerze pełnowartościową osobą, jest to bardzo wyraźna czerwona flaga.

7. Partner flirtuje z innymi osobami.

Jeśli twój partner cię szanuje, nie będzie ciągle odwracał głowy za kimś innym albo z nim flirtował. Jasne, flirt potrafi być bezwiedny i niegroźny, jednak robi się niebezpiecznie, gdy jedna z osób zwraca uwagi na innych atrakcyjnych ludzi nawet w twoim towarzystwie: zaczyna z kimś flirciarską rozmowę, zapomina o twoim istnieniu albo, co jest już absolutnie negatywne, porównuje ciebie do kogoś innego i przy okazji wytyka ci twoje wady.

8. Partner celowo rani twoje uczucia.

Jesteśmy tylko ludźmi – popełniamy błędy i bezwiednie się ranimy. Jednak co innego zranić kogoś niechcący, a co innego zrobić to celowo i z premedytacją. Jeśli zdajesz sobie sprawę, że twój partner specjalnie mówi ci rzeczy, które sprawią ci przykrość, wyśmiewa twoje życiowe wybory, wbija ci nóż w serce swoim zachowaniem albo nie szanuje twoich nawyków i nie próbuje nawet wziąć ich pod uwagę, jest to ewidentny brak szacunku.

9. Partner cię nie słucha.

Niełatwo jest być dobrym słuchaczem. Umiejętność słuchania to nie tylko duża zaleta w relacjach międzyludzkich, ale oznaka szacunku do drugiej osoby. Jak dobrze słuchać? Zwracać uwagę na słowa rozmówcy, nie rozpraszać się, nie przerywać, darować sobie zbędne komentarze. Jeśli czujesz się w związku zupełnie niesłuchany, masz święte prawo czuć się nieszanowany.

10. Partner cię okłamuje.

Szczerość i zaufanie to podstawy każdego związku. Nawet najmniejsze kłamstwo może wstrząsnąć związkiem nawet z najdłuższym stażem. Jeśli więc partner zaserwuje ci kłamstwo – czy to te białe, czy podchodzące pod zdradę – może to oznaczać, że w waszym związku sypie się komunikacja i obopólny szacunek. Prawdomówność to zawsze oznaka respektu”

https://natemat.pl/295957,szacunek-w-zwiazku-10-znakow-ze-partner-cie-nie-szanuje

Mój mąż mnie nie kocha: problemy małżeńskie - JaMama.pl

 

I nadeszła jesień życia!

Obraz może zawierać: 2 osoby, okulary przeciwsłoneczne i zbliżenie

Zrobiłam sobie o poranku kawę i jak zwykle w niedzielę oglądam „Kawę na ławę”,  ale w okresie letnim ten program nazywa się „Ława polityków”.

Patrzę na ekran, a tam poseł Horała miał w tle nie biblioteczkę pełną książek, a obraz święty!

Przetarłam okulary i patrzę jeszcze raz i faktycznie, a więc zrobiłam zdjęcie.

Ten nierząd już wlazł do kościołów i oni wygłaszają kazania nawet z ambony, a także kościół unieważnia dla fazyreuszy śluby kościelne, a teraz obraz święty jako rekwizyt w programie politycznym.

Oni nie mają już żadnych zahamowań i panoszą się jak plaga szerszeni!

Co będzie dalej i czym nas jeszcze zaskoczą, tego prócz nich – nie wie nikt!

A teraz zmieniam temat nie na polityczny!

Mamy lato, a więc często wychodzę na balkon, by się pogapić na świat.

Za balkonem biegnie sobie taka wydeptana ścieżka i nią szły dwie pary nastolatków, czyli dwie 15 letnie dziewczyny i dwóch chłopców – jedli bobie lody!

Dziewczyny w rozpuszczonych włosach i krótkich spodenkach – wszyscy szli i się śmiali, chichotali z czegoś tam!

Widać było, że wiąże ich młodzieńcza chemia, bo w tym wieku budzą się hormony!

Lato zresztą sprzyja pierwszym zauroczeniom, bo słońce, bo zieleń, bo kąpiele w jeziorze, a więc wszystko sprzyja aby budziły się pierwsze miłości, które pamięta się do końca życia!

Patrzyłam tak na tych młodych ludzi i zaczęłam sobie przypominać jak to było, kiedy byłam nastolatką z długimi włosami, szczuplutka i gdzieś tam  platonicznie zakochana!

Pamiętam Adama – syna mojej nauczycielki od historii, z którym rzucaliśmy sobie tajemne karteczki na lekcjach, ale wyjechał i ślad po nim zaginął.

Pamiętam Bogdana, który był tylko kolegą i na filmie „Love story” złapał mnie za rękę w kinie i go znienawidziłam!

Pamiętam Waldka, który odprowadził mnie do domu i na klatce chciał mnie pocałować i zniesmaczona uciekłam do domu!

Pamiętam Julka, który przyjechał na wakacje do mojego miasta i umówiłam się z nim na randkę, ale był strasznie nudny i dobrze, że wyjechał.

A potem pojawił się mój Mąż i to była strzała amora!

24 stycznia 2021 roku będziemy obchodzili 45 rocznicę naszego ślubu!

Tak się kochani,  to nasze życie plecie, że lato, lato i już po  lecie i nagle jesteśmy oboje w jesieni życia!

Jeszcze jesteśmy razem i się wspieramy, a tak wielu naszych dobrych znajomych z roku na rok ubywa.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Zakochany nastolatek - Kobieta.pl

Kobiety paprotki!

 

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo i na zewnątrz

Moje kwiatki na balkonie mają się dobrze, że tak je pokażę!

Była sobie  piękna, zgrabna, wysoka dziewczyna, która miała zadatki na światową karierę modelki, a nazywa się Ilona Felicjańska.

Ilona prowadziła także fundację związaną z pomocą dla dzieci i jej kariera się szybko rozwijała.

Wyszła za mąż i urodziła dwoje dzieci i zdawałoby się, że jest kobietą spełnioną i szczęśliwą.

Nikt jednak nie wiedział, że Ilona po kryjomu sobie popijała, co poskutkowało wypadkiem, w którym rozbiła dwa samochody, gdyż Ilona prowadziła po spożyciu.

Koniec jej w tym właśnie momencie nastał, gdyż rozwiodła się z mężem, a kariera się posypała jak domek z kart.

Straciła wszystko, a na odwyku napisała książkę o alkoholizmie kobiet i wydawałoby się, że kobieta wychodzi z nałogu i jej życie mogłoby się jeszcze dobrze potoczyć!

Ilona nie mała jednak szczęścia do mężczyzn i na swojej drodze spotkała niejakiego Paula Montanę – marnego  biznesmena, gołodupca i za niego wyszła za mąż.

On nie miał nic i ona nie miała nic, ale to im nie przeszkodziło razem pójść w tango i on jej na to pozwolił, choć wiedział, że nie wolno jej pić!

Poszli na całość, a podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych zostali oboje aresztowani, bo doszło między nimi do przemocy!

Dziś czytam, że ich związek najprawdopodobniej skończy się rozwodem!

Montana udzielił wywiadu jakiejś szmatławej gazecie i powiedział, że zostawia ją dla jej dobra.

Stwierdził, że w Ilonie są dwie kobiety, bo ta trzeźwa i ta pijana, a więc zamiast jej pomóc, to facet daje nogę!

Czytając doniesienia z tego związku przypomniał mi się film  Woody Allena, który nakręcił go pt. „Blue Jasmine”.

Film opowiada także o pięknej kobiecie, którą zagrała Cate Blanchett!

Ona także bez wykształcenia żadnego uwiesiła się na bogatym facecie i nie brakowało jej ptasiego mleka.

Lubiła jak Felicjańska dobre alkohole i nie umiała przeżyć dnia bez Martini!

Szczęśliwa, że nigdy nie musiała pracować, a i tak wszystko wokół niej przypominało bajkę, ale pewnego dnia obudziła  się z pięknego snu w taksówce, bez grosza przy duszy, bez męża, który ją oszukał, bez syna, który od niej uciekł.

I nagle znalazła się bez pieniędzy na dnie, wmawiając sobie, że jeszcze do czegoś dojdzie w swoim życiu, ale to jej się nie udało i skończyła bardzo smutno i tak samo wróżę Felicjańskiej – no chyba, że zacznie się leczyć!

Pisze o tym dlatego, że kobieta nigdy nie powinna opierać się tylko na mężczyźnie, bo losy mogą się różnie potoczyć i nagle takie kobiety, zostawione na pastwę losu przegrywają swoje życie!

Jeśli dochodzi do tego uzależnienie i samotność,  to koniec jest bliski!

Uważam, że każda kobieta powinna pokierować swoim życiem tak, aby mieć po prostu swoje pieniądze, a nie opierać się tylko na facecie, bo życie lubi płatać figle i psikusy!

 

Wylewny Paul Montana rozprawia o przyczynach rozstania z Iloną w tabloidzie: "Pokłóciliśmy się O ZUPĘ"

Blue Jasmine” – granica Woody'ego Allena :: Filmowo - ciekawsza ...

Prime Video: Blue Jasmine

 

Tylko jedno zdjęcie!

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją, ocean, na zewnątrz i woda

Zobaczyłam to zdjęcie na Twitterze i bardzo mi się spodobało, bo nagle moje życie przeleciało mi przed oczami.

Nie wiem kto jest autorem tego zdjęcia, choć szukałam w sieci, ale temu komuś udało się zrobić zdjęcie tak bardzo prawdziwe.

Za siedem miesięcy z Mężem będziemy obchodzili 45 lat wspólnego pożycia i jako młodzi ludzie szliśmy w stronę słońca i horyzontu bezkresnego.

Minęło tyle lat i oboje teraz idziemy w stronę nieuchronności, czyli w stronę, której każdy z nas się boi, a może nie wszyscy jednak.

Nasze życie było burzliwe jak w jakimś  psychologicznym filmie i pewne momenty dobrze by było wyciąć jak w kadrze.

Było tyle burz i wichur, a jednak trwamy i jakby teraz jest najfajniej, bo w końcu zrozumieliśmy oboje, że mamy tylko jedno życie i szkoda go pod koniec marnować.

Długo nam to zajęło, aż w końcu złagodnieliśmy oboje i po prostu na nowo się pokochaliśmy!

Dajemy sobie przestrzeń, bo Mąż wciąż pracuje i nikt niech mu tej pracy nie zabiera, bo zrobi się z niego nieszczęśliwy człowiek i tego bym nie chciała.

Mąż daje mi wolność, a odwdzięczam mu się tym, że staram się dbać o nasz dom i co jest najważniejsze, że wciąż mamy ze sobą o czym rozmawiać!

Nasze małżeństwo otarło się o sprawę rozwodową, ale się nam to nie udało i teraz wiemy, a może zawsze wiedzieliśmy, że jedno nie potrafi żyć bez drugiego.

Niby nie jesteśmy jeszcze tacy starzy, ale czasami zagląda nam w oczy strach i myślimy o tym, kiedy przyjdzie nam się rozstać na zawsze i które z nas będzie pierwsze, ale odganiamy smutne myśli od siebie póki co!

Właśnie póki co cieszymy się z naszych dorosłych dzieci i ich rodzin, a także ze zdrowych i wspaniałych Wnucząt.

Pewnie na 45 rocznicę zaprosi nas Urząd Stanu Cywilnego, aby z nami świętować rocznicę, ale bardzo bym chciała tego uniknąć, bo to jest moja, osobista walka o to małżeństwo, którą wygrałam i nikomu nic do tego!

To by było na tyle odnośnie powyższego zdjęcia, bo o swoim życiu piałam na blogu wiele razy, a zdjęcie sprawiło, że napisałam swoją osobistą refleksję odnośnie tego obrazu.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zahaczyła o politykę, bo nią żyję, choć niektórzy mnie za to ganią.

Będę głosowała na Rafała Trzaskowskiego i chcę na blogu zamieścić wpis na Facebooku napisany przez Tadeusza Rossa!

Za Wikipedią:

Tadeusz Edward Ross (ur. 14 marca 1938 w Warszawie) – polski aktor, satyryk, piosenkarz, autor musicali, tekstów piosenek i wierszy dla dzieci, scenarzysta i polityk. Poseł VI kadencji Sejmu, poseł do Parlamentu Europejskiego VII kadencji.

I czytamy:

„DO RAFAŁA
Drogi Rafale! Przeczytałem na fb, że zareagowałeś na to, co się dzieje w Trójce, na piosenkę Kazika i rezygnację Marka Niedźwieckiego. Napisałeś, że niszczycie wszystko, na czym wychowały się muzycznie całe pokolenia. Tak mniej więcej brzmiał Twój wpis. Tak, Rafale, to prawda. Niszczą wszystko co się da, a jak się nawet nie da, to i tak niszczą. Tylko to potrafią, niszczyć i rozdawać nie swoje. Ale zauważyłeś o czym my mówimy? Co znów przywołujemy jak jakiś zły sen? To powiedzenie, że jesteśmy „my” i są „oni”. To przekleństwo całych pokoleń Polaków, ten straszny podział, który zawsze sprawiał, że nasze społeczeństwo było podzielone i musiało z kimś walczyć. Czy nie jest tak przypadkiem, że lubimy mieć tych „onych”, bo wtedy możemy wreszcie z kimś się bić, bo przecież Polak bez wroga nie żyje. To trochę ironia z mojej strony ale i tragiczna w skutkach konstatacja. Czy nie jest przypadkiem tak, że skutkiem złych wyborów sami siebie skazujemy na zagładę? Bo kto wybrał tych „onych”? My sami. Nie ktoś obcy, tylko my. Tak jest teraz i tak było zawsze. W czasach gdy byłem młody też byli „oni” i byliśmy „my”. Tylko tamte czasy mimo wszystko były inne. Istniał wtedy wróg zewnętrzny i społeczeństwo nie było podzielone. Oczywiście byli wśród nas łajdacy, donosiciele, sprzedawczyki i ubecy. Ale oni są wszędzie, na przestrzeni historii i nie tylko w naszym kraju. To jedna z cech ludzkich. Być łajdakiem czasem się opłaca. Kapusiem też. Sprzedawczykiem, jak najbardziej. Jest taki żart: „Ziemia zachorowała i wezwano do Niej lekarza. Lekarz Ją zbadał i powiedział: Nie mam dla Pani dobrych wiadomości. Ma Pani ludzi”. Więc być przyzwoitym jest trudniej. Ilu jest prawych, przyzwoitych ludzi u nas i na świecie? Pewnie wielu, ale ich nie znamy, bo przyzwoitość nie jest spektakularna. Przyzwoitość i życzliwość jest skromna i cicha. Nie wymaga oklasków, nie pcha się na salony, nie staje na ściance w blasku flesza. Młodzież tamtych, moich młodych lat, była inna. Skromna, przyzwoita właśnie, zapatrzona w nieosiągalne wówczas standardy. Sama sobie kombinowała skądś dżinsy lub kupowała je w Rembertowie na ciuchach (zwłaszcza dziewczyny, które chodziły po Krakowskim Przedmieściu i były w uszytych przez siebie szmatkach najpiękniejsze na świecie), kochała muzykę, czytała książki, i jak nic na świecie ceniła wolność. Wiedzieliśmy doskonale gdzie jest zło, odróżnialiśmy je od dobra z niezwykłą precyzją, nie było żadnej pomyłki. Dziś jest inaczej. Młodzi ludzie często nie widzą zła, ba, uważają zło za coś normalnego, wpisanego na zawsze w ich krajobraz życia. Na przykład nie głosują, bo to ich nic nie obchodzi. A przecież to „nic” to jest ich Polska, właśnie. A może nie ich, bo czują się obywatelami świata. Tylko jednocześnie zapominają, że w jednej chwili mogą nimi przestać być, bo tak działa dyktatura. Wolność zabiera po kawałku, niezauważenie. Ale młodzi o tym nie mają pojęcia, nigdy tego nie doświadczyli. Więc co tam! Niech sobie starzy wybierają kogo chcą. Nas to nie dotyczy. My jesteśmy młodzi, nas wiele rzeczy nie dotyczy, choroby, starość, może nawet śmierć. Pamiętam naszą grupę, w której się bez przerwy obracałem: Romek Polański, Krzysiek Komeda, Janek Zylber, słynny Henio Meloman i Twój wspaniały Tata, Andrzej Trzaskowski, znakomity muzyk i pianista jazzowy. My wszyscy mieliśmy ideały. Czasem godzinami stałem przy fortepianie albo pianinie Andrzeja, słuchałem i patrzyłem jak grał. Strasznie Mu zazdrościłem tych umiejętności, talentu i techniki, bo sam jestem niedoszłym pianistą. Podobnie gapiłem się i słuchałem Jurka Maksymiuka, którego przekupywałem za trzy złote żeby sobie zjadł zupę w Dziekance, a Jurek za to grał mi mojego ukochanego Poloneza As-dur Chopina lub Etiudę Rewolucyjną. Byłem wtedy młodym studentem Szkoły Teatralnej. Twój ojciec Andrzej był trochę starszy ode mnie, ja zawsze byłem wszędzie najmłodszy, ale teraz gdyby żył bylibyśmy prawie równolatkami. Mówiło się wśród studentów: „idziemy do Hybryd, dziś gra Trzaskowski”. I kupa ludzi waliła. Ścisk był nieprawdopodobny, widoczność prawie zerowa, bo wtedy wszyscy palili i mimo, że każdy się dusił od dymu, słuchano Andrzeja. Dziś młodzi ludzie gapią się w ekran smartfona, wchodzą na YouTube i słuchają czego zechcą. Dobrze, niech słuchają. Świat stoi dla nich otworem, wszystko jest w zasięgu ręki, oka i ucha. Tylko niech pamiętają o kraju w którym się urodzili. Nie żeby byli jakimiś przesadnymi patriotami, ale niech pamiętają, że to oni za chwilę (jeśli nie wyjadą) będą żyć w takim kraju, który będzie skutkiem ich niezaangażowania i braku świadomości czym grozi obojętność. Piszę o tym dlatego żebyś startując na najwyższy urząd w Polsce, nie zapomniał ich przekonać, zapalić, uświadomić im powagę sytuacji. To samo dotyczy wielu innych ludzi, Twoich przyszłych wyborców. Nie wszyscy są intelektualistami, więc do nich musisz mówić trochę innym językiem żeby ich przekonać do Twojej wizji Ojczyzny. Pamiętaj o Wszystkich! Wiem jaki jesteś, bo Twój Ojciec też taki był: ludzki, ciepły, mądry, szeroko rozumiejący świat. Masz wszystkie zalety żeby być dobrym prezydentem, masz rozum, inteligencję, olbrzymią kulturę osobistą i polityczną, świadomość, znasz doskonale języki, potrafisz się poruszać w świecie, w którym liczy się prawdziwa dyplomacja i jej niuanse. Dlatego z perspektywy przeżytych lat a także przez moją pamięć o Twoim wspaniałym Ojcu, życzę Ci Rafale żebyś zdobył ten zaszczytny urząd i godnie i skutecznie reprezentował nasz Kraj. Czas Go z powrotem przestawić na właściwe i prawe tory. Polska potrafi się odwdzięczyć. Życzliwy Ci i wierzący w Ciebie Tadeusz Ross”.

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie siedzą, tabela, salon i w budynku

W telegraficznym skrócie!

La La La
La La La
Ta piosenka to piosenka całkiem zła
To piosenka, która mówi
Jak się nie ma, co się lubi
To nie lubi się i tego, co się ma.

Andrzej Poniedzielski!

„We wsi gadają, że na Nowogrodzkiej jest filia Tworek. Paranoiczny „naczelny” ma ciągłe napady szału i furii.
Jest niebezpiecznie”.

Napisał na FB – Krzysztof Borowski!

Jednak jest i fajnie w Senacie.

Śledziłam i dzisiaj obrady w Senacie, w którym rozstrzygała się spawa wyborów prezydenckich na 10 maja!

Wszyscy śledzący politykę pewnie pamiętają, kiedy w Sejmie wszystkie głosownia wygrywał PiS i opozycja nie miała żadnych szans w ciągu ostatnich 5 lat!

PiS śmiał się opozycji prosto w twarz, ale oto role się zmieniły, bo teraz PiS przegrywa każde głosowanie w Senacie – hurra!

Zdenerwowani chcieli utajnić obrady w Senacie, abyśmy my wyborcy nie widzieli ich sromotnej klęski, ale i to im się nie udało – hurra!

Miło jest patrzeć na ich twarze zdumione, że teraz oni nic nie mogą, bo tak chce matematyka!

Prezesowi marzyło się, by ta ustawa nie trafiła do Sejmu, bo tam nie wiadomo jak by się zachowali „gowinowcy”.

Prezes sobie wymyślił, aby ustawa trafiła prosto do Adriana, a on wiadomo, że wszystko podpisuje nawet nie czytając!

Radzę Adrianowi teraz czytać wszystko, bo Prezes może mu podłożyć decyzję o jego dymisji! 😀

Na Nowogrodzkiej wielkie poruszenie – ci odlatują – ci zostają,  bo Gowin siedział z Kaczyńskim 5 godzin i nie wiadomo jaki zrobili „dil”, a to okaże się jutro podobno w Sejmie!

Jak to się skończy, to nawet geniusze nie wiedzą z PiS, a tymczasem w moim województwie dzieje się:

Czegoś takiego świat nie widział, gdyż do skrzynek już włożono pakiety wyborcze!

„Pakiety Wyborcze” z kartami do głosowania trafiły do tysięcy skrzynek pocztowych. Z telefonami do PiS.

Cytat:
Odbiorcy są zdezorientowani, w siedzibach PiS w całej Polsce rozdzwoniły się telefony, sprawę bada już policja w kilku regionach Polski. Bo prawdopodobnie nie są to „karty Sasina”. Kto je więc rozprowadził?

Cd. niżej o moim kłopocie technicznym.  😀 – bez mężczyzny ani rusz!

https://szczecin.wyborcza.pl/szczeci…C-B.3-L.1.male

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Teraz chcę napisać o tym jak dziś narozrabiałam.

Otóż zachciało mi się przesadzić kwiat bardzo duży i postanowiłam to zrobić w brodziku.

Przechyliłam doniczkę i z niej wypadła mi spora ilość ziemi – zresztą już starej.

Trochę jej zebrałam, ale nie wszystko się dało, bo zalałam ją wodą myśląc, że spłynie sobie przez odpływ.

Niestety, ale odpływ mi się zapchał tak mocno, że nawet ta gumowa pompka nie dała rady!

Spanikowałam, ale zostawiłam to i czekałam na Męża, bo może coś zrobi i naprawi szkodę.

Pomyślałam sobie, że w pewnych momentach kobieta nie poradzi sobie bez mężczyzny.

Przyszedł i udało się to udrożnić tzw. „wężownicą”, czy jak to się tam nazywa.

Odetchnęłam z ulgą i nadal twierdzę, że kobita czasami jest bezradna jeśli chodzi o sprawy techniczne, a ja kompletnie nie mam talentu do takich usterek.

 

Kaczyński i PiS - kolejna afera. Senator ujawnia szokujące ...

A życie kołem się toczy!

Wyjrzałam dzisiaj przez okno i zauważyłam, że moja ukochana wierzba się już zazieleniła.

Ujrzałam małe, soczyste, zielone listki i to się stało dosłownie z dnia na dzień, kiedy temperatura poskoczyła do 16 stopni!

Zrobiłam więc poniższe zdjęcie i zawsze jak patrzę na tę wierzbę, to przypomina mi się bardzo smutna historia z nią związana.

Jakieś 10 metrów dalej rośnie jej siostra i obie zostały posadzone na oko licząc –  jakieś 35 lat temu.

Posadził je mój sąsiad wówczas jeszcze młody człowiek!

W moim bloku mieszkało w następnej klatce bardzo udane małżeństwo.

Mieli dwóch synów, a kiedy dorośli, to wyprowadzili się i tych dwoje radziło sobie mając już swoje lata i siebie!

Mąż  zawsze prowadził żonę pod rękę, gdyż miała problemy z chodzeniem z powodu tuszy.

Wszędzie razem na zakupy i do kościoła i widać było po nich, że są małżeństwem szczęśliwym.

Czas płynął  bardzo szybko i pewnego dnia on zmarł, zostawiając żonę samą na tym świecie, bo dzieci były daleko i te wierzby!

Ona nie radziła sobie zupełnie bez męża, a także targała nią tęsknota i w miasto poszła straszna wiadomość.

Napełniła wannę ciepłą wodą i w niej poderżnęła sobie gardło nożem i tak odeszła.

Jej syn przyjechał w celu organizacji pogrzebu matki, ale pamiętam, że stał na balkonie i odpalał papieros od papierosa.

Nie potrafił znieść tego, a ja tak patrząc na te drzewa za każdym razem przypominam sobie tę tragedię.

Piszę o tym dlatego, że każdy z nas potrzebuje wsparcia od ukochanej osoby, a kiedy go brakuje, to kończy się to różnie.

Jedni są mocni psychicznie i sobie radzą ze stratą, a inni się poddają.

Idą Święta Wielkanocne i w takich momentach się spotykamy przy wspólnych stołach, ciesząc się sobą!

Jestem ciekawa jak to będzie wyglądało w tym roku, kiedy koronawirus się rozprzestrzenia i może w nas uderzyć najbardziej w czasie świąt, a to już za niecały miesiąc!

Nie wiadomo jakie będą rządowe zalecenia, bo może być tak, że nadal mamy zostać w domach unikając dużych zbiorowisk.

Czy będziemy się spotykać za pomocą portali społecznościowych i video?

Każdego ranka się budzę z nadzieją, że to się skończyło do chwili włączenia mediów!

Ten stan zawieszenia sprawia, że coraz bardziej tęsknię do świątecznych spotkań, ale zapowiadają, że pandemia dopiero się rozkręca!

We Włoszech podczas doby umiera 500 osób!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo i na zewnątrz

Moje miasto w okresie kwarantanny – smutno mi!

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Historia małżeńska!

Weronika i Marek pobrali się w bardzo młodym wieku, gdyż zakochali się w sobie bez pamięci.

Skromny ślub, bo nie mieli pieniędzy, a potem ich rodzice wybudowali dla nich skromny domek, w którym zamieszkali i zaczęli go dla siebie urządzać.

Domek stał w urokliwej okolicy blisko lasu i pięknego jeziora i chętnie razem po nim spacerowali, łowili ryby w jeziorze i celebrowali swoją miłość często z kieliszkiem wina patrząc wysoko na gwiazdy przy rozpalonym ognisku!

Weronika była piękną kobietą, bo dość wysoką o dużych, brązowych oczach i wielu ludziom mogłoby się wydawać, że tych dwoje jest rodzeństwem, bo tak idealnie do siebie pasowali.

Nie wychodzili czasami z łóżka, bo tak ich rozpalała namiętność i oboje myśleli, że ta miłość przetrwa długie lata, aż do śmierci.

Z tej miłości najpierw na świecie pojawiła się śliczna córka, a za trzy lata syn, który był bardzo podobny do ojca, jak zdarta skóra z niego.

Ona miała zajęcie, bo wychowywała dzieci, kiedy Marek pracował  w geodezji, a ona w tym czasie uprawiała przydomowy ogródek, aby dzieci jadły tylko zdrowe warzywa z jej ogrodu.

Ich życie kwitło i tych dwoje się nigdy nie kłócili, a sporne sprawy załatwiali przez spokojną i wyważoną rozmowę.

Kiedy dzieci podrosły, to Weronika także poszła do pracy i była pracownikiem biurowym w dziale księgowości i naprawdę dobrze zarabiała.

Szczęście rodziny kwitło, bo oni mieli pracę, a dzieci uczyły się świetnie, choć ich życie seksualne przygasło, bo mijali się często w drzwiach z powodu różnych godzin pracy.

Mijały lata nie wiedzieć kiedy i ich dzieci wyfrunęły z domu na swoje, a oni zostali tylko we dwoje.

Czas tak szybko przeleciał, że oboje przeszli na emeryturę i wiedli życie tylko we dwoje, gdyż dzieci z racji swoich obowiązków coraz rzadziej odwiedzali rodziców, którzy mieli już po 60-tce.

Nagle Marek się rozchorował i zaczynał mu dokuczać kręgosłup, a więc lekarz wystawił mu skierowanie do sanatorium w celu rehabilitacji!

Żona bardzo dokładnie go spakowała, aby niczego mu nie brakowało w walizce.

Maż na pożegnanie obdarzył ją buziakiem i pojechał.

To był początek jesieni, a więc ona na spokojnie zbierała z ogrodu warzywa i owoce i wpadła w ich przetwarzanie na zimę.

Postanowiła też, że będzie się rozpieszczała dłużej sypiając, a także przygotowała sobie sporą porcję książek do przeczytania w ulubionym fotelu!

Czuła się szczęśliwa, że po wielu latach harówki w końcu ma czas tylko dla siebie i się dopieszczała ufając całkowicie mężowi.

Ani razu nie przeszła jej przez głowę zła myśl, bo przecież on nie mógł jej skrzywdzić.

Zbliżał się jego powrót i akurat była ich 40 rocznica ślubu!

Upiekła pyszną szarlotkę, którą on uwielbiał i także schłodziła sampana, by wspólnie uczcić ich rocznicę.

Wyglądała niecierpliwie przez okno,czy już on wraca.

Wrócił i niedbale postawił walizkę w korytarzu i od progu oznajmił jej, że się zakochał i odchodzi.

Na początku nie rozumiała jego słów i wzięła to jako żart!

Spakował jeszcze trochę swoich rzeczy i całując ją w usta rzekł, że musi zmienić coś w swoim życiu, a potem zamówił taksówkę i odjechał!

Ona się tak załamała, że znalazła się u psychiatry, by pomógł jej przetrwać!

Przyjechały dzieci, aby ją wyrwać z tej rozpaczy, ale do niej nic nie docierało.

Leżała pół roku w łóżku, brała leki, które nie przynosiły żadnej ulgi, gdyż stwierdziła, że przegrała swoje życie!

Pewnego dnia on wrócił do niej i przepraszał mówiąc, że to była pomyłka, że tamtej chodziło tylko o pieniądze i został wykorzystany!

I znowu to była jesień, a ona wzięła wszystkie swoje leki i szurając na ścieżce pośród jesiennych liści siadła na kładce i pod wpływem leków wpadła do głębokiej i zimnej wody i się utopiła!

 

Znalezione obrazy dla zapytania: kbieta nad jeziorem

Mówił jej, że jest tą jedyną!

Jakże często słyszymy od swojego partnera życiowego, że jesteś dla mnie ten jedyny, czy też jesteś dla mnie ta jedyna.

Jakże często ludzie mówią sobie, że nawet kiedy po latach którąś ze stron dopadnie ostateczność, to druga strona przysięga, że nie zwiąże się z nikim po raz drugi i pozostanie w żałobie do końca swoich dni.

Przysięgają, że nikt inny nie zamieszka w domu, w którym się spędziło z partnerką, konkubiną i w końcu z żoną czy mężem, a więc będzie zachowana pamięć o tej drugiej osobie.

Mam takie osobiste przeczucie, że to ja pierwsza odejdę z tego świata i mam przeczucie, że po mojej śmierci inna kobieta będzie robiła sobie miejsce na swoje ciuchy, buty i pozbędzie się po mnie wszelkich śladów.

Mąż mówi, że kocha, ale nigdy nie wiadomo jak będzie chciał żyć po moim odejściu z tego świata.

Wiecie dlaczego tak myślę?

Otóż w 2018 roku umarła Olga Jackowska zwana „Korą”.

Zdradziła swojego męża Marka Jackowskiego z Kamilem Sipowiczem, z którym potem żyła wiele podobno szczęśliwych lat!

Pobrali się dopiero, kiedy Kora mocno zachorowała, a tak żyli w wolnym związku i mieli jedno dziecko.

Podobno byli szczęśliwym związkiem i Sipowicz trwał przy Korze w jej strasznej chorobie.

Zorganizował jej piękny pogrzeb, a Polska cała płakała, bo odeszła legenda piosenki!

Ja też płakałam, bo uwielbiam jej dzieła, które do mnie trafiają w punkt.

Śpiewała:

„Czekam na wiatr, co rozgoni
Ciemne skłębione zasłony
Stanę wtedy na „RAZ!”
Ze słońcem twarzą w twarz”.

Autor: Olga Jackowska.

Mam w sobie chaos w związku z tym związkiem.

Mógł Sipowicz nie mówić w mediach, że zaledwie nie całe dwa lata po śmierci Kory – związał się z dużo młodszą Sylwią!

O Sylwii wiemy tylko tyle, że jest miłośniczką twórczości Kory, ale cóż się dziwić, kiedy konar wciąż płonie, a jak Sipowicz mówi, że Kora byłaby szczęśliwa z powodu jego szczęścia.

Ja będąc Korą bym go straszyła w nocnych koszmarach, ale zdaje się nie mam racji!

Jeśli chodzi o mnie, to jestem pewna, że gdyby Mąż odszedł pierwszy, to nigdy bym się z nikim nie związała w imię miłości jaką od lat mam dla Niego!

Oj może głupia ja?

Znam taki przypadek, że zdradził żonę 7 razy, co raz z innymi kobietami, ale nigdy od żony nie odszedł, bo żona była mądrą kobietą, a ta reszta nadawała się tylko do bzykania!

W ramach rekompensaty on nie żałuje żonie niczego i ona z tego korzysta, choć o wszystkim wie!

Taki układ!

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania: sipowicz kora"

Za młodzi na sen – za starzy na grzech! Piosenka Rynkowskiego!

 

Karol Strasburger szczerze o porodzie 35-letniej żony: "TO NIE JEST ATRAKCYJNY WIDOK"

Między mną, a Mężem jest zaledwie rok różnicy i pobrawszy się w młodym wieku swoje dzieci wychowaliśmy do momentu tzw. „pustego gniazda”.

Dzieci poszły w świat, a my już parę lat mieszkamy tylko we dwoje, a dzieci wiodą już swoje, dorosłe życie.

Odeszły w wieku dość późnym i rodziły swoje dzieci dość późno i zdaje się, że my rodzice nie doczekamy ślubów i wesel swoich Wnuków, bo kto wie, co będzie z nami za 15 lat!

Przeczytałam gdzieś, że mój ulubiony, polski aktor – Karol Strasburger pamiętny z filmu „Noce i dni” w scenie z nenufarami został ojcem w wieku 72 lat.

Aktor rozwiódł się z pierwszą żoną, a drugą stracił w 2013 roku, a następnie za jakiś czas ożenił się z kobietą młodszą od niego o 37 lat!

Jest taka piosenka, że każdemu wolno kochać i tylko przyklasnąć, że senior Karol ma wciąż wzięcie, ale mnie zastanawia fakt, że parę dni temu urodziła mu się córeczka o imieniu Laura.

Tylko się cieszyć, że aktor wciąż jest w świetnej formie i może nadal ten – tego, ale życie bywa różne i nigdy w starszym wieku nie wiemy, kiedy nagle zdrowie się zepsuje i poczęte w tym wieku dziecko może nie poczuć miłości ojcowskiej.

Miejmy tylko nadzieję, że Karol Strasburger ma dobre geny i swoje dziecko będzie w stanie wychować.

Inna sprawa, która mnie zastanawia, to jak taka młoda kobieta jest w stanie kochać się z mężczyzną już nie pierwszej świeżości, ale widocznie są i takie kobiety, które lubią ten wiek u mężczyzn, bo inaczej można by domniemywać, że chodzi o kasę i sławę!

Jest jeszcze takie coś, iż naukowcy głoszą, że kiedy ojciec dziecka jest dojrzałym mężczyzną, to jego potomstwo ma wysokie iloraz inteligencji – gdzieś o tym czytałam.

Co myślicie, bo czy to jest odpowiedzialna postawa?

Znalezione obrazy dla zapytania druga zona strasburgera