Archiwa tagu: małżeństwo

Za młodzi na sen – za starzy na grzech! Piosenka Rynkowskiego!

 

Karol Strasburger szczerze o porodzie 35-letniej żony: "TO NIE JEST ATRAKCYJNY WIDOK"

Między mną, a Mężem jest zaledwie rok różnicy i pobrawszy się w młodym wieku swoje dzieci wychowaliśmy do momentu tzw. „pustego gniazda”.

Dzieci poszły w świat, a my już parę lat mieszkamy tylko we dwoje, a dzieci wiodą już swoje, dorosłe życie.

Odeszły w wieku dość późnym i rodziły swoje dzieci dość późno i zdaje się, że my rodzice nie doczekamy ślubów i wesel swoich Wnuków, bo kto wie, co będzie z nami za 15 lat!

Przeczytałam gdzieś, że mój ulubiony, polski aktor – Karol Strasburger pamiętny z filmu „Noce i dni” w scenie z nenufarami został ojcem w wieku 72 lat.

Aktor rozwiódł się z pierwszą żoną, a drugą stracił w 2013 roku, a następnie za jakiś czas ożenił się z kobietą młodszą od niego o 37 lat!

Jest taka piosenka, że każdemu wolno kochać i tylko przyklasnąć, że senior Karol ma wciąż wzięcie, ale mnie zastanawia fakt, że parę dni temu urodziła mu się córeczka o imieniu Laura.

Tylko się cieszyć, że aktor wciąż jest w świetnej formie i może nadal ten – tego, ale życie bywa różne i nigdy w starszym wieku nie wiemy, kiedy nagle zdrowie się zepsuje i poczęte w tym wieku dziecko może nie poczuć miłości ojcowskiej.

Miejmy tylko nadzieję, że Karol Strasburger ma dobre geny i swoje dziecko będzie w stanie wychować.

Inna sprawa, która mnie zastanawia, to jak taka młoda kobieta jest w stanie kochać się z mężczyzną już nie pierwszej świeżości, ale widocznie są i takie kobiety, które lubią ten wiek u mężczyzn, bo inaczej można by domniemywać, że chodzi o kasę i sławę!

Jest jeszcze takie coś, iż naukowcy głoszą, że kiedy ojciec dziecka jest dojrzałym mężczyzną, to jego potomstwo ma wysokie iloraz inteligencji – gdzieś o tym czytałam.

Co myślicie, bo czy to jest odpowiedzialna postawa?

Znalezione obrazy dla zapytania druga zona strasburgera

Seniorzy się rozwodzą!

Wiele razy pisałam na blogu, że z Mężem mamy ponad 40 letni staż małżeństwa, a bliżej 26 stycznia 2020 roku będziemy obchodzili 44 lecie bycia razem.

Pamiętam, że kiedy byliśmy 10 letnim małżeństwem nastąpił u nas potężny kryzys i byłam skłonna złożyć do Sądu pozew rozwodowy i tak też zrobiłam.

Dostaliśmy powiastkę z Sądu, że mamy się stawić na rozprawę.

Ubrałam się w lekką, białą,  powiewną sukienkę w drobne kwiatki i poszłam do Sądu.

Sędzina nas przesłuchała na sali sądowej, a po rozprawie zaprosiła  do swojego gabinetu i kazała nam usiąść.

Sędzina z nazwiska, co pamiętam Dąbrowska rzekła tak:

  • Obserwuję was przez wiele lat i wiem, a nawet jestem przekonana, że nie udzielę wam rozwodu, bo wy jesteście dla siebie stworzeni, a więc mam poważną radę – dogadajcie się i kiedyś mi za to podziękujecie.

Chyba miała rację i choć w moim małżeństwie było sporo tąpnięć, to jakoś z tego wychodziliśmy wzmocnieni, że wciąż chcemy być razem.

Jesteśmy już seniorami i jest tylko coraz lepiej, bo nauczyły nas nasze błędy, że warto walczyć o związek, bo samemu na tym świecie jest smutno i źle.

Dzieci odeszły z domu i musieliśmy na nowo nauczyć się bycia razem i o dziwo nam wyszło.

Ja się troszczę o Męża, a On o mnie i nie zmyślam i nie konfabuluję, bo właśnie na stare lata jest nam najlepiej i nauczyliśmy dawać sobie przestrzeń!

Przestało być nerwowo, pośpiesznie i wszystko toczy się w swoim, niespiesznym rytmie, a i rozmawiać mamy o czym, a to jest bardzo ważne w związku.

Robimy coś razem i się uzupełniamy, a jutro jedziemy na zakupy, bo coś trzeba wymienić i zastąpić nowym!

Przeczytałam w sieci bardzo smutny artykuł, w którym opisane są smutne losy ludzi starszych, którzy na stare lata się po prostu rozchodzą!

Tendencja jest zwyżkowa od 2016 roku, że małżeństwa z 40 letnim stażem decydują się na rozstanie, gdyż chcą doświadczyć czegoś innego.

Ja sobie takiej sytuacji nie wyobrażam!

Nie wyobrażam, gdyż dopiero teraz wiem, że warto było walczyć o moje małżeństwo, kiedy rodzina grzmiała – rozwiedź się, ale nie dodała, że wyląduję z dziećmi pod mostem, bo znikąd pomocy!

Sędzina Dąbrowska przewidziała, że nigdy się nie rozstaniemy!

„Rozwód na emeryturze. ”Separacje są dobre dla młodych, którzy nie wiedzą, czego chcą”.

Dwoje staruszków czule trzymających się za ręce podczas spaceru to milion lajków w mediach społecznościowych. A przecież związek dwojga starszych ludzi nie zawsze jest różami usłany. Rosnąca liczba rozwodów w tej grupie jest dowodem, że w jesieni życia potrafimy mieć siebie dosyć bardziej kiedykolwiek wcześniej.

Kiedy Elżbieta i Zbigniew* podczas śniadania wielkanocnego oświadczyli, że rozwodzą się po 39 latach małżeństwa, wszyscy obecni przy stole na chwilę wstrzymali oddech. A potem wybuchnęli gromkim śmiechem. Jak już dotarło do nich, że to jednak nie żart, wydawali się zdruzgotani. Tak jakby w gruzy legło ich wyobrażenie o szczęśliwym związku.

– Ale czy mamy być małżeństwem na pokaz, czy dla siebie? Życie jest zbyt krótkie, żeby tkwić w czymś, co nie daje nam już radości – tłumaczyli zawiedzionej rodzinie małżonkowie u progu rozwodu. – Oboje chcemy spróbować szczęścia gdzie indziej. Ja chciałabym na starość przenieść się do domku za miastem, a Zbyszek – wyjechać w Bieszczady. Nasze drogi się rozeszły. Rozważaliśmy separację, ale separacje są dobre dla młodych, którzy nie wiedzą, czego chcą – mówili zgodnie.

Chociaż jedno i drugie zarzekało się, że za ich rozstaniem nie stoi nikt inny, okaże się wkrótce, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Zbigniew zacznie być nagle widywany z młodszą sąsiadką. Elżbieta zacznie starać się o powrót do panieńskiego nazwiska po 39 latach.

Dlaczego?

Powodów, dla których starsi ludzie dochodzą nagle do wniosku, że nie chcą już ze sobą dłużej być, jest równie dużo jak w przypadku par z kilkuletnim stażem. Przyczyny rozstań po latach wydają się niekiedy przyziemne i błahe. Brudne skarpety rzuca na podłogę. Odbija się mu/jej po posiłku. Albo mamrocze przy jedzeniu. Zrzędzi, nie myje się, ogląda się za młodszymi, pije albo po prostu – wkurza niemiłosiernie. Kiedy na wokandę trafia sprawa rozwodowa, wszystko ląduje w jednym worku pod hasłem: różnice charakterów. I chociaż owe różnice powinny ujawnić się już po dwóch czy trzech latach bycia razem, a nie po kilkudziesięciu, sędziowie się nad tym specjalnie nie zastanawiają i z reguły bez zbędnych komentarzy udzielają rozwodów osobom z dużym małżeńskim stażem.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że pierwsza fala rozwodowa pojawiła się w 2014 roku. Wtedy niemal jedna trzecia to były rozstania par mających 20- czy 30-letni staż związku. W porównaniu do lat 90. – wzrost niemal trzykrotny.

W 2017 roku rozwiodło się już 67 tys. małżeństw, o około 1,5 tys. więcej niż w roku 2016. Przy czym 63 tys. Polaków rozwiedzionych w 2016 r. to niemal dwukrotnie więcej niż w roku 1980. Blisko 6 tys. z rozstań dotyczy 30-letniego i dłuższego pożycia małżeńskiego. Najwięcej rozwodów seniorskich orzekanych jest w dużych miastach, w Warszawie, Krakowie, Łodzi i Wrocławiu. Najwięcej par decyzję o rozstaniu podejmuje po perłowej (30 lat) lub rubinowej (40 lat) rocznicy zawarcia związku.

W 2016 roku wzrosła liczba potwierdzonych sądownie seniorskich separacji. Zdecydowały się na takie rozwiązanie 443 osoby, które poszły do ołtarza w wieku 50 i więcej lat, oraz 123, które w chwili sakramentalnego „tak” miały ponad 60 lat.

Ciąg dalszy pod linkiem:

https://www.msn.com/pl-pl/styl-zycia/rodzina/rozw%c3%b3d-na-emeryturze-separacje-s%c4%85-dobre-dla-m%c5%82odych-kt%c3%b3rzy-nie-wiedz%c4%85-czego-chc%c4%85/ar-BBIGlpl?ocid=sf#page=1

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się

Rozmowa matki z córką!

www.egeppert.com

Z moim Mężem poznaliśmy się w 1972 roku i zaczęliśmy ze sobą chodzić-  jak to się dawniej nazywało.

Chodziliśmy więc po naszych alejkach nad jeziorem przez 4 lata.

Długo się nie całowaliśmy, bo każde z nas było bardzo nieśmiałe ha ha.

Pewnego dnia, a był to rok 1976 powiedziałam Mamie, że postanowiliśmy się pobrać i oto moja Mama przeprowadziła ze mną taką rozmowę – prawie tak dokładną jak w piosence Edyty Geppert napisaną przez Michała Łuszczyńskiego:

„Mamo, on zaprosił wczoraj mnie do kina
Mamo, on mi dzisiaj kupił tuzin róż
Mamo, on ma tutaj być za pół godziny
Mamo, on beze mnie żyć nie może już

Córko, sądząc po nazwisku żaden z niego książę ani hrabia
Córko, on nie skończył w życiu żadnych studiów ani szkół
Córko, czy ty wiesz, ile tak naprawdę on zarabia
Córko, nie pozwolę, żeby taki życie tobie psuł

Mamo, dziś nieważne pochodzenie i tytuły
Mamo, nie chcę żeby pieniądz rządził mną
Mamo, nawet nie wiesz jaki on jest dla mnie czuły
Mamo, zrozum dzisiaj czasy całkiem inne są

Córko, chcę pomówić właśnie o dzisiejszych czasach
Córko, to co widzę chyba mi się śni
Córko, taki w nic nie wierzy, nie uznaje żadnych zasad
Córko, on ma jedno w głowie, uwierz mi

Mamo, w takim razie powiedz, czemu wyszłaś za mąż za tatusia
Czemu nie słuchałaś babci przestróg oraz mądrych rad
Mamo, to przeze mnie on się z tobą żenić musiał
Mamo, sama widzisz nie zawalił się od tego świat

Córko, nie porównuj mnie do siebie, bo to nie to samo
Córko, tamte czasy to nie to, co dziś
Córko, mam rozumieć, że zostaniesz… mamą
Córko… mamo… córko… mamo…”

Autor tekstu: Michał „Lonstar” Łuszczyński

Moja Mama uważała, że do siebie kompletnie nie pasujemy, bo mówiła, że jestem spokojną dziewczyną, a wybrałam sobie łobuza takiego, w którym kochały się wszystkie dziewczyny, bo dziewczyny lubią takich chłopaków z fantazją!

Uważam, że Mama się pomyliła, gdyż jesteśmy ze sobą za chwilę 44 lata i mimo przeróżnych turbulencji wciąż się kochamy.

Parę razy było na noże i blisko rozwodowi, ale przetrwaliśmy i już do końca życia naszego będziemy razem.

Moja Mama niestety też źle wybrała, a chciała pouczać mnie, kiedy wzięła rozwód z moim Ojcem po 17 lat pożycia!

Jestem dumna z siebie, że walczyłam jak lwica o swoje małżeństwo, bo teraz na stare lata mam do kogo otworzyć buzię i wciąż się z Mężem uzupełniamy!

Dziś zrobiliśmy wspólnie mały lifting łazienki, bo zmieniliśmy łazienkową lampę na bardziej nowoczesną i jasną, a także kratkę wentylacyjną, oraz zmieniliśmy deskę klozetową. Niby nic, ale zawsze jest to taka mała zmiana!

Mamy dwie Córki, które dokonały samodzielnie swoich wyborów, co do towarzysza życia i nigdy im nie odradzałam i nie tłumaczyłam, że to zły wybór!

Jestem z tego dumna, że pozwoliłam im na samodzielne wybory i żadna nie ma do mnie pretensji, gdyż nie interweniowałam, a im zaufałam!

Morał z tego taki, że niech każdy sam poszukuje swojego szczęścia na tym świecie i jeśli zaiskrzy – nie wtrącajmy się!

W niedzielę oglądałam program pt. „Szansa na sukces”, w którym amatorzy śpiewają piosenki sławnych artystów i trafiłam na Edytę Geppert, którą bardzo lubię i jej piosenki.

Zapraszam więc na koncert jej nietuzinkowych piosenek!

 

 

Ostatnie grzybobranie w tym roku!

Pisałam już o tegorocznych zbiorach grzybów i naprawdę mam ich już sporo, ale postanowiliśmy jeszcze raz jechać do lasu, by nazbierać dla Córki.

Miastowi, zapracowani, z małymi dziećmi nie zawsze mają czas pojechać do lasu, a więc w domu ponownie pachnie i zostanie im przekazane.

Do lasu, który uwielbiamy mamy 40 kilometrów w jedną stronę i w tym miejscu grzyby są zawsze w okresie grzybobrania.

Jest to  Drawieński Park Narodowy i do niego wchodzić nie wolno, ale obok jest las, gdzie można buszować!

Byliśmy w lesie w południe i ja zbierałam bliżej samochodu.

W ciągu 30 minut udało mi się zebrać całe wiaderko – wiem, wiem, że powinno się wrzucać grzyby do koszyka, ale gdzieś nasze kosze przepadły z dawnych lat i ostał się tylko jeden.

Dreptałam sobie w kółko i gdzie się nie obróciłam, to tam znajdowałam podgrzybki rosnące w grupach, a więc szybko mi to poszło!

Mąż oznajmił mi, że idzie do swojego lasu po prawdziwki, a ja cofnęłam się do samochodu, by coś zjeść i odpocząć.

W lesie praktycznie już nie było widać samochodów i grzybiarzy, bo w tym roku grzyby obrodziły i każdy się zaopatrzył do woli.

W lesie totalna cisza, słońce, nawet ptaki chyba spały, a ja zrobiłam kilka zdjęć na pamiątkę, bo w tym roku pojechaliśmy ostatni raz na grzybobranie.

Jednak nie do końca było tak pięknie, bo Mąż poszedł po te prawdziwki i dość długo nie wracał, a ja nie wzięłam telefonu.

Wystraszyłam się, że może zabłądził, a ja zostanę w tym lesie do wieczora – taką miałam wizję!

Usiadłam na wiaderku na leśnej drodze i wypatrywałam Męża, bo powinien wrócić tą samą drogą.

Trwało to chyba z godzinę, kiedy umierałam ze strachu i w końcu pojawił się z oddali – odetchnęłam!

Niby wygląda na to, że jest to ostatnie grzybobranie, ale w październiku i listopadzie jest jeszcze wysyp zielonek, które uwielbiamy szukać we mchu!

Te grzyby są smaczne w sosie z cebulką!

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, chmura, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, niebo, roślina, tabela, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: chmura, niebo, drzewo, trawa, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, drzewo, roślina, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, na zewnątrz, jedzenie i przyroda

 

Popełnione błędy!

Kiedy miałam dość swojego ojca, który jak to się potocznie mówi – pił i bił, to jak najszybciej chciałam zwiać z  rodzinnego domu.

Poznałam chłopka, w którym od pierwszego wejrzenia się zakochałam i wymyśliłam sobie, że się z nim zestarzeję i będziemy żyli długo i szczęśliwie.

Już w wieku nastolatki byłam romantyczką i wierzyłam, że mi się uda stworzyć modelowe małżeństwo i rodzinę.

Nie chciałam żyć w kłamstwie rodzinnym i dlatego dążyłam do tego, aby mi się udało być szczęśliwą i kochaną.

Pobraliśmy się, a ja urodziłam pierwsze dziecko, kiedy mąż był dwa lata w wojsku.

Sama więc wychowywałam dziecko przy pomocy mojej matki i czekałam cierpliwie na powrót męża na łono domowego ogniska.

Wychowywałam dziecko i biegałam do roboty, aby zarobić na potrzebne rzeczy dla swojej córeczki.

Nie było lekko, ale starałam się, gdyż zależało mi, aby dziecku niczego nie brakowało na tamte, chude czasy.

Po trzech latach pojawiła się druga córka i doszły więc nowe obowiązki, ale ja zawsze chciałam mieć dwoje dzieci, bo zawsze twierdziłam, że w razie co – mam swoje dwie ręce i będę miała jak je ochronić.

Nigdy o tym nie pisałam, ale kiedy moja starsza córka szła do komunii, to w tym dniu dowiedziałam się, że mąż będzie miał dziecko z inną kobietą!

Kobietą, która w swoim życiu nie przepracowała ani jednego dnia, a każde dziecko pochodziło z innego związku!

Miała ich czwórkę i tak zagięła parol, że mój mąż się dał uwieść jak to młody byczek.

Mój świat runął!

Nie wytrzymałam tego, że tak kochając zostałam zdradzona!

Wzięłam za dużo tabletek, bo chciałam odejść i nie myślałam w tamtym momencie o moich dzieciach.

Rodzina się wypięła i nawet nie próbowała mnie ratować.

Nabrali wody w usta i zostawili mnie samą z wielką, moją tragedią!

Mój anioł czuwał i lekarze mnie uratowali, a kiedy doszłam jako, tako do siebie, to kazałam mężowi wybierać, bo albo ja i dzieci, albo ona.

Został przy mnie i tak jesteśmy ze sobą już 43 lata.

Poszłam kiedyś to niej i spytałam dlaczego mi to zrobiła, a ona, że się zakochała i było jej wszystko jedno, czy rozbije moją rodzinę!

Tamte przeżycia tkwią we mnie przez ponad 30 lat i choć staram się o tym nie mówić, nie rozdrapywać, to wryły się tak mocno, że od czasu do czasu demony mnie atakują w cichości mojej duszy.

Nikt o tym nie wie, bo nawet mąż, gdyż nie wracam  do tamtego czasu, ale ja mam w sobie wciąż ten ból, to odrzucenie i poniżenie tylko za to, że kochałam i kocham za bardzo.

Kiedy tylko spotkałam jakiś rodzaj sztuki nazwany przeze mnie – tylko w dwoje, które mam do dzisiaj, to mi przypomina jak cholernie pragnęłam miłości! – zdjęcia poniżej!

Udało się nam to wszystko posklejać, choć minęły lata i teraz kiedy mąż do mnie mówi, że szkoda, iż nie miał takiego rozumu jak teraz, to by się to zło nigdy nie wydarzyło.

Jesteśmy teraz tacy, że się cholernie kochamy i żadne z nas nie umie żyć bez siebie.

Jesteśmy małżeństwem,  przyjaciółmi i wspieramy się na każdym kroku i tamte wypadki sprawiły, że rozumiemy się bez słów.

Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy nie byłam.

Ta smutna historia zakończyła się happy – endem!

Tylko, teraz jest tak, że boję się kto, kogo zostawi i odejdzie pierwszy!

Piotr piszesz bloga o zdradach i proszę Ciebie – przestań zdradzać swoją żonę!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Postanowiłam być szczęśliwą!

Dziś mnie olśniło z samego rana, że mam już prawo do tego, by być w końcu szczęśliwą.

Zajęło mi to całe, moje dotychczasowe życie, a jest tych lat już sporo.

Moje życie nie było usłane różami, a wręcz przeciwnie – musiałam zmagać się z wieloma draństwami wystosowanymi w moją, bardzo skromną osobę.

Mam bardzo poważną wadę, że nie potrafiłam i chyba nadal nie potrafię być osobą asertywną i nie umiem wykłócać się o swoje, choć jestem pewna, że mam rację i postępuję po ludzku, aby nie ranić nikogo.

Moje życie było bardzo często na rozdrożu – między życiem, a śmiercią, bo było parę razy tak, że żyć nie chciałam i tylko Anioły chyba zachowały mnie przy życiu, jeśli istnieją.

Bardzo długo pracowałam nad tym, abym w końcu mogła żyć w spokoju i miłości i to co mam teraz, to jest moja ogromna praca, choćby nad związkiem, bo to ja uratowałam swoje małżeństwo i wiem ile mnie to kosztowało!

Nikt na tym świecie nie może nawet się domyślić ile mnie to kosztowało, abym mogła już na stare lata żyć w zgodzie ze sobą, Mężem kiedy nasze dzieci wiodą już swoje życie, do którego ja się nie wtrącam.

Oni są dorosłymi ludźmi i niech żyją po swojemu i nie potrzebują interwencji z mojej strony –  jako matki i teściowej.

Z pewnością bym wkroczyła, gdyby działo się coś niepokojącego, ale jak na razie wszystko jest chyba w porządku.

Moja dobra koleżanka po klawiaturze napisała mi, że w naszym wieku czas odpoczywać od zabieganego życia i postawić na siebie – dla własnego dobra.

Dziś więc mnie olśniło, że mój każdy kolejny dzień, będzie dniem szczęśliwym o ile zdrowie jeszcze jako tako dopisuje.

Mam problemy z sercem, ale jeśli tylko się nie denerwuję, to tabletki robią dobrą robotę.

Postanowiłam więc, że jeśli ktoś nie ma czasu by mnie odwiedzić i ze mną porozmawiać, to ja się tym przejmować nie będę.

Jeśli ktoś przychodzi do mnie raz na ruski rok, aby tylko zagłuszyć swoje sumienie, a ja to wyczuję, to także nie będę się tym przejmowała, bo być może kiedy odejdę, a ten ktoś doświadczy wyrzutów sumienia.

Jeśli ktoś nie ma odwagi ze mną porozmawiać dlaczego matka tak mnie potraktowała przed śmiercią, to po wielu miesiącach doszłam do tego, że komuś w tej rodzinie zabrakło odwagi, aby mnie oświecić i oczyścić atmosferę.

Przez ponad 700 dni byłam na telefon do opieki nad matką i nie dostałam za to ani złotówki, ale powtarzam, że mogła mi powiedzieć dlaczego w akcie notarialnym darowała po sobie schedę, tylko dla jednej córki.

Ja się pogodziłam w ciągu paru miesięcy i nie będę już zabijać się myślami, że nie byłam dla matki ważna, bo tu chodzi o moje szczęście, a reszta to parszywa, nieczysta gra!

Jestem na etapie, że się z tym pogodziłam, a ta kasa niech im służy, bo ja za wiele od życia nie chcę, a tylko zdrowia chcę i dalszego życia z moim Mężem, który żałuje, że kiedyś nie miał takiego rozumu, jak ma teraz!

Przepraszam, ale na końcówce życia stałam się egoistką i nie wstyd mi!

Meryl  Streep napisała i ja się z tym identyfikuję i lubię mądre kobiety świata!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Wspólny obiad i wspomnienia!

Obraz może zawierać: dom, chmura, niebo, roślina i na zewnątrz

Zupełnie bez żadnej okazji pojechałam z Mężem do innej miejscowości na obiad.

Miejscowość oddalona od naszej o jakieś 20 kilometrów, a w niej ulubiony, ze smacznym jedzeniem „Big Bar”, w którym jedzą najczęściej kierowcy tirów, ale nie tylko.

Jedzenie jest iście domowe i dlatego lubimy kuchnię tego baru.

Obsługa bardzo miła i do tego nie czeka się na dania zbyt długo, a zamówiliśmy sobie zupę grzybową, a do tego placek cygański z warzywami.

Na stole stała świeczka i Mąż poprosił kelnerkę, aby dla nas ją zapaliła, a obserwowały nas dwie seniorki, które przyjechały na ciasto i kawę i obdarzyły nas przyjaznym uśmiechem, a mnie było strasznie miło.

Tak sobie myślę, że takie wyjazdy, tylko we dwoje są sprawdzianem dla nas, czy potrafimy wciąż ze sobą rozmawiać będąc 43 lata po ślubie.

Inaczej się zachowujemy we wspólnym zamieszkaniu, gdzie jest masę bieżących spraw do obgadania, a inaczej jest, kiedy jesteśmy na neutralnym gruncie i okazało się kolejny raz, że jest dobrze i wciąż mamy wspólne tematy do pogawędek.

Czekając na nasze zamówione dania zaczęliśmy wspominać nasze dzieciństwo i jak one nas ukształtowało?

To były lata 60-te, 70-te, kiedy to dorastaliśmy w Polsce siermiężnej, ponurej, szarej, a nasi rodzice robili wszystko, abyśmy wyszli na ludzi.

Mąż wspominał swoją Mamę, która latem przynosiła mu na plażę kanapki ze smalcem i posolony świeży ogórek oraz zsiadłe mleko.

Ja wspominałam swoje drzewo z innej plaży, pod którym czytałam książki, ale los tak chciał, że spotkaliśmy się, kiedy mój Mąż z rodzicami przeprowadził się do tej samej, blokowej klatki i tak się to wszystko potoczyło, że wciąż jesteśmy razem.

To były czasy, kiedy dzieci były podwórkowe z kluczem na szyi i żaden psycholog nie podpowiadał naszym rodzicom jak mają wychowywać swoje dzieci, a było to tak jak w tekście wklejonym z sieci – poniżej i także jak wyglądała Polska, kiedy my dzieci – wchodziliśmy w dorosłość i mieliśmy już swoje dzieci:

Zdjęcia pobrane z sieci ze strony facebookowej, które zatrzymały w kadrze moje życie w Polsce, kiedy Wałęsa wyrywał kraj spod buta Rosji.

Było smutno, ale byliśmy młodzi i pokonaliśmy transformację, o której ówcześni, młodzi nie mają zielonego pojęcia, ile nas kosztowało, aby przeżyć:

Ja, moi bracia i reszta naszej ulicy spędzaliśmy dzieciństwo na obrzeżach małego miasteczka—właściwie na wsi. Byliśmy wychowywani w sposób, który psychologom śni się zazwyczaj w koszmarach zawodowych, czyli patologiczny. Na szczęście, nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominany z nostalgią nasze szalone lata 80.:
  • Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych w naszej okolicy budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy).
  • Nie chodziliśmy do przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.
  •  Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy.
  • Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, herbata ze spirytusem i pierzyna. Dzięki temu nigdy nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za raczenie dzieci spirytusem.
  • Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce był nagradzany paskiem.
  • Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo—jak zwykle.
  • Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą do niej wracać.
  • Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.
  • Zimą ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy się trochę baliśmy. Dorośli nie wiedzieli do czego służą kaski i ochraniacze.
  • Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego.
  • Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy  pomocą dydaktyczną, a policja zajmowała się sprawami dorosłych.
  • Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt, z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka.
  • W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać.
  • Pies łaził z nami—bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi.
  • Raz uwiązaliśmy psa na „sznurku od presy” i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze.
  • Mogliśmy dotykać innych zwierząt. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.
  • Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie osikać lub „tam” nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył, po tej czynności, rąk.
  • Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić dzień dobry i nosić za nią zakupy.
  •  Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić dzień dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to dzień dobry wymusić.
  • Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka.
  • Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo.
  • Do szkoły chodziliśmy półtorej kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów.
  • Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot.
  • Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.
  • Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz.
  • Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść.
  • Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.
  • Żuliśmy wszyscy jedną gumę, na zmianę, przez tydzień. Nikt się nie brzydził.
  • Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi. Nikt nie umarł.
  • Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd.
  • Musieliśmy całować w policzek starą ciotkę na powitanie—bez beczenia i wycierania ust rękawem.
  • Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem.
  • Nikt nas nie chronił przed złym światem. Idąc się bawić, musieliśmy sobie dawać radę sami.
  • Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością.
  • Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie i koledzy ze starszej klasy. Rodzice chętnie przyjmowali pomoc przypadkowych wychowawców.
Wszyscy przeżyliśmy, nikt  nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami. Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani.
My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli, jak należy nas dobrze wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.
A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają!
Obraz może zawierać: 1 osoba, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie siedzą i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie stoją, dziecko i w budynku

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Obraz może zawierać: 1 osoba, roślina i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 2 osoby, na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie stoją

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, śnieg i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, kapelusz, dziecko, na zewnątrz i zbliżenie

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, samochód i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, dziecko i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 3 osoby, ludzie stoją i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 17 osób, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 6 osób, rower i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 3 osoby, w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi i w budynku

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Obraz może zawierać: 7 osób, ludzie stoją i w budynku

Obraz może zawierać: 1 osoba, motocykl i na zewnątrz

Zawsze trzeba dać drugą szansę!

 

Dzisiaj, tj. 26 listopada 2018 roku Małgorzata i Donald Tusk obchodzą swoją 40 Rocznicę Pożycia Małżeńskiego.

Piszę z dużej litery, bo to w dzisiejszych czasach jest już mało  spotykane, że małżeństwa trwają tak długo.

40 lat wspólnego życia, to wymaga od obojga wielkiej miłości, determinacji, pokonywania życiowych trudności, rozłąki i dlatego podziwiam takie pary, które mimo wszelkich życiowych zawirowań potrafiły być wciąż ze sobą.

Autorką zdjęcia jest Kasia Tusk – córka Tusków, która na Instagramie napisała, że wraz ze swoim mężem przebiją tę rocznicę, a Donald Tusk jej odpisał, że to wcale nie jest takie łatwe!

Oczywiście, że nie jest łatwe życie przy boku polityka, który więcej czasu jej poświęca, a rolą żony jest się z tym pogodzić i dźwigać na swoich, kruchych barkach całą rodzinę, w której pojawiły  się dzieci!

Dlatego oboju życzę wszystkiego najlepszego i jeszcze długich lat w szczęściu i zdrowiu.

Gdzieś czytałam, że w Ich małżeństwie pojawiła się rysa, krzywa, zakręt, ale napiszcie mi, w którym małżeństwie się nie pojawiają kryzysy?

Najważniejsze jest to, aby przetrwać, pokonać i być wciąż razem!

Być może, że ta właśnie para niedługo stanie się Parą Prezydencką, która godniej nas będzie reprezentować, aniżeli ta z nazwiskiem Duda.

W takich sytuacjach, kiedy czyta się o szczęściu w małżeństwie, to automatycznie włączają mi się moje wspomnienia.

Obliczyłam ile lat jesteśmy razem i wyszło, że 24 stycznia 2019 roku będziemy obchodzili 43 rocznicę naszego małżeństwa.

Biję się w piersi i pamiętam nasze kryzysy, a było ich sporo i nasze małżeństwo było na krawędzi i obiło się o sprawę rozwodową.

Rodzina radziła rozwód, rozwód, rozwód, ale nie miała pomysłu na moje życie z dziećmi – samej!

Gdzie bym miała po rozwodzie zamieszkać? Z czego bym miała żyć, choć pracowałam – na to już nie mieli pomysłu i musiałam walczyć i musiałam dać kolejną i kolejną szansę, choć mnie to kosztowało prawie utratę zmysłów!

Wiecie ile jest durnych kobiet, z którymi mężczyźni zdradzają swoje żony, które myślą, że ten facet zostawi żonę i rodzinę i zamieszka z nią?

Jest tych naiwnych cała rzesza, które myślą, że są najlepsze, bo on z żoną nie śpi i wcale nie są ze sobą!

Niestety, ale jakże często się zawodzą i święta spędzają same, bo kochanek spędza je z mądrą żoną i udanymi dziećmi!

Poznaliśmy się w 1973 roku i chodziliśmy ze sobą parę lat.

Pobraliśmy się w 1976 roku i tak zostanie już do naszego końca, bo oboje zdajemy sobie sprawę z tego, że los nas połączył na zawsze i dopiero teraz zdajemy sobie sprawę z tego, że popełnione błędy tylko  umocniły nasz związek.

Wszystko, co wypracowałam w moim małżeństwie jest moją zasługą, bo na rodzinę nigdy nie mogłam liczyć i jestem z tego dumna!

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, ludzie stoją i w budynku

 

Obraz może zawierać: 2 osoby

„Żona” – moje kino!

W zachodniej części Polski skończyła się już piękna, złota jesień i od dwóch dni jest smutno i ponuro.

Pada deszcz i dość mocno wieje wiatr, który strząsa kolorowe liście z drzew, które robią się łyse i złowrogie, zapowiadając długą zimę, którą trzeba jakoś przeżyć.

Bardzo współczuję paniom sprzątającym, które wygrabują złote runo z trawników i pakują je do platikowych worków i tak wielkokrotnie.

No właśnie trzeba przeżyć i trzeba zagospodarować sobie wolny czas, kiedy jest się seniorką!

Zaczynam więc odpalać swoje domowe kino, bo wieczory już są długie, a więc w wolnej chwili lubię oglądać, dobre, porządne kino!

Na blogu mam tag – kino, film i można tym sposobem prześledzić proponowane przeze mnie filmy – gorąco polecam.

Wczoraj wybrałam dla siebie film pt. „Żona” – produkcji szwedzko – amerkańskiej, zrealizowany w 2017 roku z posągową Glenn Close i świetnym Jonathan Pryce.

Mogłabym wkleić na blogu recenzję z sieci i było by szybciej, ale nie chcę tak i chociaż nie jestem na tyle uzdolniona, aby pisać recenzje fachowo, to napisze po swojemu tak jak umiem.

Björn Runge – reżyser tego filmu skierował swój film chyba najbardziej do kobiet, żon, matek, które swoje całe życie poświęcają dla mężczyzny, w którym się zakochały miłością bezgraniczną i najczęściej ślepą.

Joan i Joe poznali się w latach 50-tych i zbudowali swoje szczęście na nieszczęściu innej kobiety, bo Joe był w związku małżeńskim i w tym związku urodziło się dziecko.

Joe był profesorem literatury – początkującym pisarzem, a Joan była jego studenntką i od razu wpadli sobie w oko – zasikrzyło i pojawiła się chemia.

Ona też pisała, ale inna pisarka na pewnym wernisażu powiedziała jej, że książki pisane przez kobiety najczęściej zalegają na półkach i w świecie pisarzy liczą się tylko pisarze.

Poświęciła się więc swojemu małżonkowi, któremu urodziła dwoje, wspaniałych dzieci, ale ich małżeństwo miało swoją tajemnicę, o której nikt na świecie nie wiedział.

Pewnej nocy otrzymali telefon ze Sztokholmu i zostali powiadomieni, że mąż Joan otrzymał nagrodę Nobla za całokształt swojego pisarstwa.

Pojechali na ceremonię i w pokoju hotelowym stało się coś dziwnego.

Żona pisarza zdała sobie sprawę z tego, że swoje, całe życie poświęciła nieudacznikowi, który ją wykorzystał, bo to ona nadawała treść i artyzm w jego powieściach i to ona powinna zostać nagrodzona, gdyż w zamkniętym pokoju, latami poprawiała męża powieści i nadawała im głęboką treść.

Przypomniała sobie o tym jak wiele razy ją zdradzał, kiedy to ona dbała  o jego wizerunkek poprawiając krawaty i muszki i to ona przez 40 lat ich małżenstwa pilnowała, aby zażywał leki i odpowiednio się odżywiał.

Całkowicie poświęciła się swojemu mężowi, aby stał się kimś w świecie pisarzy, ale na rozdaniu nagrody Nobla zrozumiała, że to nie było warte, bo w ten sposób zatraciła swoją, własną tożsamość i godność.

Mąż umarł na atak serca zaraz po przyjęciu nagrody Nobla, kiedy oświadczyła mu, że odchodzi!

Otworzyła w samolocie wracając do Ameryki brulion z czystą kartką, co by oznaczało, że będzie pisała na własny rachunek, bo była piekielnie uzdolnioną pisarką.

Obejrzycie ten film – koniecznie!

Nie liczę na komentarze na ten wpis, bo zwykle tak bywa, że Polacy deklarują miłość do filmów na festiwalach, ale gorzej jest z recenzją!

Znalezione obrazy dla zapytania żona film fotosy

 

To nie jest mydlana opowieść!

 

Znalezione obrazy dla zapytania zdradza

Zawsze się zastanawiam z czego żyją kobiety rozwiedzione, które nigdy w życiu nie parały się pracą?

Mają mieszkania i mają dzieci zrodzone z przygodnych związków, które opuścili kolejni partnerzy, którzy jakieś tam pieniądze musieli na swoje dziecko płacić.

Sądzę jednak, że były to niewysokie kwoty, płacone dość nieregularnie, a jednak te kobiety, matki nie kwapiły się, aby iść do pracy, aby swoim dzieciom zapewnić byt i opierunek.

Znam w swoim otoczeniu dwie, takie kobiety, które mają już dorosłe dzieci, a więc alimenty odpadają, a one nadal nie podejmują żadnej roboty i żyją!

Każda mieszka w bloku i za mieszkanie trzeba średnio płacić, jakieś 400 złotych miesięcznie.

Dochodzą do tego media i rachunki za gaz i światło, co może wynosić jakieś 300 złotych i wciąż się zastanawiam skąd mają pieniądze, aby to wszystko opłacić?

Każda z nich pali nałogowo papierosy, co w skali miesiąca wynosi jakieś 450 złotych.

Obie chodzą dobrze ubrane i gustują w markowych ciuchach, a do tego mają na sobie więcej złota od kobiety, która całe życie uczciwie pracuje.

Rozumiem kobiety, które są w związkach i często, to ich mężowie nie pozwalają żonom pracować, bo wolą, aby siedziały w domu i zajmowały się tylko domem, a oni zarabiają na ten dom.

Jest wcale nie mała ilość takich małżenstw, że tylko mężczyzna zarabia na rodzinę.

Jednak nie pojmuję skąd samotne kobiety nie pracujące całe życie – trwają!

Skąd mają pieniądze na kosmetyki, rachunki, ubrania, domową chemię itp.

Znam taką jedną z tej półki, niepracującą całe życie, która urodziła dziecko w bardzo młodym wieku, a ten gość ją zostawił w ciąży.

Kiedy urodziła, to pewnie płacił jej jakieś alimenty i trwała, ale chyba nie za bardzo, bo jej rodzice wzięli na wychowanie jej dziecko i wychowywali je do uzyskania pełnoletności, a więc jedno miała z głowy!.

Poczuła wolnośc i wiatr w żagle, że zaczęła organizować w swoim mieszkaniu balangi na skalę miasta i tam zawędrował facet żonaty z dwojgiem dzieci.

Balował i dobrze się bawił za plecami żony i w końcu spłodził tamtej kobiecie kolejne dziecko.

Sprawa się wydała i jak zwykle żona dowiedziała się ostatnia, kiedy miasto kipiało od plotek.

Zaraz po skandalu wzięła ślub z facetem, który spłodził jej dwójkę dzieci, a potem zaraz zostawił, bo ciągnęła od niego kasę! Miał dość i odszedł do innej kobiety!

Żona tego mężczyzny nie mogąc się pogodzić ze  zdradą – targnęła się na swoje życie, gdyż nie mogła się pogodzić ze zdradą męża.

Pewnego, jesiennego poranka połknęla wszystkie prochy jakie miała w domu i wyszła z domu.

Szła jesienną aleją, nad jeziorem  z zamiarem, że kiedy tabletki zaczną działać, to usiądzie na kładce i w czasie utraty świadomości wpadnie do wody i się utopi.

W ostatnim stadium świadomości zeszła z kładki i upadła nieprzytomna w parku obok, gdzie znalazł ją przypadkowy przechodzień.

Trafiła szybko do szpitala i tam zaczęło się ratownie jej życia.

Mąż był przy niej cały czas i choć leczyła się latami z traumy, to ją wspierał i przepraszał za swój błąd życiowy.

Minęło tak wiele lat i teraz uchodzą za udane małżeństwo i tylko tamta kobieta wiąż nie pracuje, a świetnie jej się żyje i nie ma żadnych wyrzutów sumienia, że komuś zniszczyła życie!