Archiwa tagu: małżeństwo

Bo to mądra kobieta jest!

Sąsiedzi dziś wzięli się do roboty pod swoim balkonem.

Wcześniej już był tam mini ogródek z kwiatami, a dziś postanowili go poszerzyć.

Wycięli żywopłot i iglaki i tak powiększyli ogródek o jakieś 1,5 metra.

To odzyskane miejsce już jest obsadzone, a oni pielą i podlewają i mają zajęcie.

Sama im dałam roślinkę do posadzenia jaką miałam w domu.

Sąsiedzi są trochę młodsi od nas i tak znaleźli sobie sposób na życie.

Mam więc nową perspektywę z balkonu.

A teraz wkleję tekst, jaki znalazłam w sieci – nowy, bo z 2022 roku zamieszony na ONET i ciekawa jestem Waszego zdania, bo ja osobiście uważam, że to mądra kobieta jest, bo wszystko przewidziała i tak:

„Zaakceptowałam kochankę. Postawiłam warunek, święta i sylwestra mąż spędza ze mną”

– Wiele kobiet mówi w takiej sytuacji: „albo ja, albo ona”. Mąż mówi – „ona” i te żony zostają w kiepskiej sytuacji. A to błąd – mówi Wanda. I dodaje, że wielu facetów wcale nie chce odchodzić z domu, zwyczajnie chcą spełnić jakieś swoje fantazje.

Dlatego ona nie stawiała sprawy na ostrzu noża. Uznała, że w jej sytuacji jest to kompletnie bez sensu. Byli razem ponad 30 lat. Razem się dorabiali, on w dużej mierze osiągnął sukces zawodowy właśnie dzięki niej.

– To ja zajmowałam się domem i dziećmi, kiedy brał dyżury, robił specjalizację, pisał doktorat, a potem habilitację. Ja dbałam o wszystko, żeby mógł się rozwijać. Nie żałuję, takie mieliśmy priorytety, ja też korzystałam z tej sytuacji. Dlatego nie miałam zamiaru oddać nikomu swoich przywilejów – opowiada Wanda.

Mąż był wziętym lekarzem, profesorem, kierownikiem kliniki, swego czasu nawet dziekanem. Znał odpowiednich ludzi, miał kontakty, zarabiał ogromne pieniądze.

– Przyjmował trzy razy w tygodniu w prywatnym gabinecie w domu, ludzie przynosili też przecież koperty. Ale nigdy niczego nie warunkował ani nie wymuszał. Ne brał też grosza, kiedy widział, że sytuacja jest beznadziejna – podkreśla Wanda.

Ona przez jakiś czas też pracowała, potem została w domu, kiedy już mocno stanęli finansowo na nogi. Organizowała pracę gabinetu męża, zapisywała pacjentów, prowadziła rachunki. Dzięki jego pozycji ona też była ważna. Pani profesorowa, hołubiona, zapraszana, towarzysząca mężowi na bankietach czy podczas spotkań towarzyskich.

Czy mąż wcześniej ją zdradzał? Wanda nie ma złudzeń.

– Nie był klasycznie przystojny, ale miał w sobie taką męską siłę, a to przyciąga kobiety. Do tego pozycja, pieniądze, myślę, że miewała jakieś przygody na boku. Ale na poważnie zaangażował się, kiedy byliśmy obydwoje dobrze po pięćdziesiątce – mówi Wanda.

W klinice pojawiła się nowa lekarka, 15 lat młodsza od męża i to ona zawróciła mu w głowie. Była po rozwodzie, przyjechała do pracy z innego miasta, żeby życie na nowo ułożyć, żeby zapomnieć o tamtym związku. Wanda z przekąsem mówi, że szkoda tylko, że tak szybko zapomniała, jak miło jest być żoną męża, który ma romans z inną kobietą.

– Przecież wiedziała, że jej ukochany ma żonę. Ale zostawmy ją na boku. Cóż, kobieta kobiecie zrobi przecież wszystko – mówi Wanda.

Romans jej męża stał się tajemnicą poliszynela. Mówiło o nim chyba pół miasta. Wanda też się w końcu dowiedziała, nie było jej miło, ale też postanowiła nie przejmować się zanadto.

– Po tylu latach małżeństwa przynajmniej ja miałam inny stosunek do sprawy. Nie czułam się już tak strasznie w kobiecej dumie urażona. Uznałam raczej, że muszę zrobić wszystko, aby nie stracić tego, co mam – mówi Wanda.

To ona zainicjowała rozmowę, rzeczową i spokojną. Nie było żadnego „ona albo ja”. Stwierdziła, że kochankę zaakceptuje, byle by było bez nadmiernego afiszowania. Wystarczy, że jeżdżą razem non stop po całym świecie na różne sympozja. Wystarczy, że ona wie, że jej mąż odwiedza ją w jej domu. Ma jednak swoje warunki – święta, sylwestra on spędza z Wandą, z nią pokazuje się na oficjalnych przyjęciach. I niech nie liczy na to, że ona, Wanda, zgodzi się kiedykolwiek na rozwód.

– Widziałam po jego minie, że poczuł wielką ulgę. On też nie miał ochoty zaczynać od nowa, dzielić majątku, robić w swoim życiu ogromnej rewolucji. Więc żyliśmy dalej na moich warunkach – opowiada Wanda.

Pieniędzy miała pod dostatkiem, kupowała najlepsze ubrania, jeździła z koleżankami na wycieczki, do sanatorium. Dalej bywała na oficjalnych bankietach, wyjeżdżała z mężem na zagraniczne wakacje w towarzystwie innych miejscowych bonzów.

– Byłam kimś, osobą, z którą należało się liczyć. Gdybym uniosła się ambicją, zostałabym praktycznie z niczym. A tak żyliśmy dalej, jakby nic się nie stało. Spędzaliśmy święta z dziećmi, Sylwestra na najlepszych balach w mieście. To ona siedziała wtedy sama w domu – opowiada Wanda.

Kilka lat temu jej mąż nagle zachorował i zmarł dość nieoczekiwanie. To Wanda stała z dziećmi przy trumnie, to ona odziedziczyła po nim pokaźny majątek. Dalej jest kimś, z kim wiele osób nadal się liczy, wdową po znanym profesorze.

– Ona była na pogrzebie, stała z boku, no niby jako koleżanka z kliniki. Została sama tak jak i ja, ale to ja jestem na wygranej pozycji – mówi Wanda. I podkreśla, że czasami warto zrezygnować z niepotrzebnych ambicji. Choćby za cenę wygodnego życia, bez trosk finansowych i zamartwiania się o przyszłość. Ona ma niezłą emeryturę po mężu i jeszcze z życia chce korzystać.

Imiona i niektóre szczegóły zostały zmienione.

Źródło:Kobieta XL

Ślub brany w PRL-u!

24 stycznia 1976 roku poszliśmy do Urzędu Stanu Cywilnego.

Była piękna zima, mroźna, taka zdrowa, słoneczna i rześka.

Pamiętam, że bardzo wcześnie pobiegłam do fryzjera oddalonego o 3 kilometry od miejsca zamieszkania.

W rodzinie nie było samochodu, a więc po uczesaniu mnie przez fryzjerkę znowu biegiem wracałam, bo ślub był w samo południe.

Włosy miałam długie i naprawdę trzeba było je ogarnąć w koka, bo taka moda była.

We włosy wpięto mi białe kwiatki i nawet to wyglądało.

W 1976 roku, to był taki czas, że już zaczęło wszystkiego brakować, a więc był problem z sukienką.

Pamiętam, że więcej wyboru było w policyjnych konsumach i tam mama dostała materiał – żorżetę w kolorze lekkiej niebieskości.

Krawcowa mi ją tak uszyła, że nie pokazałam w niej ani kawałeczka ciała, bo wszystko było zasłonięte, a więc żadnego dekoltu, pleców – nic i wyglądałam w białych butach na koturnie jak jakaś gejsza – dosłownie.

Nie było też żadnej sali wolnej – weselnej, a więc mama musiała kombinować i tu Jej dziękuję.

W naszym bloku było wolne mieszkanie składające się z niewielkiego pokoju z wnęką i kuchnią.

Mama pracowała w jednostce wojskowej, a więc wypożyczyła stoły i krzesła, które były ustawione w literę „L”

Nie mieliśmy też orkiestry muzycznej, ale wypożyczono mamie wojskową kapelę pod warunkiem, że my nie weźmiemy ślubu kościelnego.

Tak było – takie to były czasy w PRL-u.

Goście weselni byli ograniczeni, bo tylko najbliższa rodzina. gdyż ograniczone były miejsca.

Salą taneczną było mieszkanie mojej teściowej obok wynajętego i tam po wyniesieniu mebli zmieściła się orkiestra i tańczący goście – masakra wprost.

Byłam tak bardzo spięta, że kompletnie nie pamiętam kto szykował menu, choć chyba bigos gotowała moja mama i teściowa.

Nie pamiętam jaki alkohol i skąd wziął się na stole, ale pamiętam, że goście bawili się dobrze i było swojsko i wesoło.

Tamte czasy były pełne kombinacji, ale zawsze twierdzę, że kiedyś było jakoś fajniej.

Minęło 46 lat wspólnie i naprawdę było różnie, ale dalej ciągniemy ten wózek i chyba teraz – na stare lata jest najlepiej i niech trwa.

Była sukienka, były buty i garnitur ślubny, ale gdzie się to podziało – nie pamiętam.

Znalazłam takie oto wspomnienia z tamtych lat – jak to za PRL-u bywało!

Jak wyglądały wesela w PRL-u? „Bimber płynął strumieniami, wódkę pili nieliczni”

– Jak braliśmy ślub w 1981, były kartki na alkohol, a na śluby dawali przydział tylko na 30 butelek. (…) To było wyzwanie zrobić wesele z produktami na kartki. Daliśmy radę z rodzicami. Teraz to są luksusy – wspominają swoje śluby w PRL-u nasze czytelniczki oraz nasi czytelnicy.

ub to wyjątkowe wydarzenie dla każdej pary, jednak nie da się ukryć, że sposób świętowania czy samej organizacji znacznie zmienia się na przestrzeni lat. Nie ma bowiem wątpliwości, że zupełnie inaczej wyglądają wesela dziś, niż te organizowane np. w PRL-u.

Pamiętam wesela na wsi. Bimber płynął strumieniami, wódkę pili nieliczni. Wcześniej zabijano świniaka, były swojskie wyroby, drób, często baranina. Kobiety sobie pomagały, jedne piekły ciasta, drugie gotowały bigos. Później prawie całą wieś się bawiła. Przynajmniej tak było w moich rodzinnych stronach.

Braliśmy ślub w 1975 r do urzędu stanu cywilnego jechaliśmy taxi ale wracaliśmy już tramwajem. Do kościoła samochodem znajomego nasi rodzice dostali przydział z okazji naszego ślubu i niczego na nim nie brakowało chociaż było ciężko. A prezenty ślubne (niektóre) służą nam do dnia dzisiejszego.

Jak braliśmy ślub w 1981,były kartki na alkohol, a na śluby dawali przydział tylko na 30 butelek, a tu trzeba było dla Pani młodej bo rodzice musieli zapewnić wszystkim gościom od jedzenia po alkohol, pan młody robił u siebie przed weselem drużbiny dla swoich gości. Dopiero wszyscy się spotykali u pani młodej na uczcie weselnej. To było wyzwanie zrobić wesele z produktami na kartki. Daliśmy radę z rodzicami. Teraz to są luksusy.

Za to to były wesela bez fajerwerków, telefonów, bez animatorów, jedzenia wege. Ludzie bawili się do rana, dzieci bez opiekunki wracały do domu. Super czasy. Teraz wszystko na pokaz.
Tak wyglądało nasze wesele. Wódka „Żytnia” z Pewexu, butelka 1litr kosztowała 1 dolar amerykański. Świniak na wsi zamówiony ,świeże mięso i wyroby zrobione. Pychotka. Tort weselny i ciasta pieczone przez kucharkę. Wszystko pyszne i swojskie, a bez dekoratorów i fajerwerków!!! I orkiestra super, wszyscy się świetnie bawili i po 35 latach nadal wspominają.
Moje wesele było w czasach kartek żywnościowych. Było skromne, ale odbyło się i było wesoło jak na takie zwariowane czasy.

Media aż huczą!

Ciasto dzisiaj piekłam – spokojnie nie spaliło mi się, bo jako owoce użyłam borówkę amerykańską!

Proste i szybkie w wykonaniu – tak do porannej kawy, a druga sprawa M najbardziej takie lubi.

Słucham koncertu z Berlina – „Ratujmy Ukrainę” i musiałam zając się pisaniem, bo ryczę!

Na ciasto potrzeba:

  • 2 szklanki mąki
  • 5 jajek
  • 1 szklankę cukru
  • 2 cukry waniliowe
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 szklanka oleju
  • kilka kropel olejku do ciasta
  • owoce jakie chcemy
  • i to wszystko mieszamy, a potem nakładamy owoce – mogą być każde.

Konieczna jest kruszona i tak:

  • nie cała szklanka mąki
  • pół szklanki cukru – może być trzcinowy
  • pół kostki masła i to wyrabiamy, aby powstały grudki kruszonki
  • wstawiamy blachę do nagrzanego piekarnika na 180 stopni i pieczemy 25 minut i gotowe.

Polecam tak od czasu do czasu!

Może mi sprzedacie swój przepis na ciasto, które zawsze się udaje – byłabym rada.

Zmiana tematu:

Codziennie są wzmianki w prasie i na portalach społecznościowych o rozwodzie Katarzyny Cichopek i Marcina Hakiela.

Niby mieli się rozstać bez rozgłosu, ale się nie udało i aż huczy w mediach.

O co tam poszło, to tylko oni wiedzą, ale spodziewam się, że i społeczeństwo niedługo się dowie.

Podobno chodziło tam po 17 latach związku o rywalizację, że Kaśka jest rozrywana medialnie, a on przy niej to taki malutki był.

Ale ich rozstanie to pikuś naprawdę, kiedy słucha się o rozstaniu wielkiej pary aktorskiej –  Johnny’ego Deppa i Amber Heard!

To jest dopiero rozwód na cały świat i choć naprawdę tego syfu nie śledziłam, to i tak zostałam w to wciągnięta.

Pobrali się z wielkiej miłości, bo ona śliczna, a on zdolny i bogaty pirat.

Nie brakowało niczego, bo dom z basenem, luksusy i nagle zaczęli się naparzać w swoim domu – prawie bez świadków.

Pewnie był alkohol, narkotyki i zaczęła się gehenna i walka o duże pieniądze.

On ją podobno bił, a ona zrobiła kupę do łóżka, to on ją zgwałcił butelką, a ona walnęła w niego butelką wódki.

Wściekł się i zaczął chlać od rana i rozbijać szafki w kuchni i strasznie się na nią darł.

Ludziom w głowach się poprzewracało i zamiast się rozstać kulturalnie, to zaczęli ze sobą walczyć prawie na śmierć i życie.

Podobno w przyszłym tygodniu ma zostać ogłoszony wyrok, czyja to była wina, a ja skwituję to tak:

Spotkali się w święto o piątej przed kinem
Miejscowa idiotka z tutejszym kretynem
Tutejsza idiotko – rzekł kretyn miejscowy –
Czy pragniesz pójść ze mną na film przebojowy
Miejscowa kretynka odrzekła: z ochotą
Albowiem Cię kocham, tutejszy idioto!
Więc kretyn miejscowy uśmiechnął się słodko
I poszedł do kina z tutejszą idiotką
Na miłym macaniu spłynęła godzinka
I była szczęśliwa miejscowa kretynka
Aż wreszcie szepnęła: kretynie tutejszy
Ten film, mam wrażenie, jest coraz nudniejszy
Więc poszli na sznycel, na melbę, na winko
Miejscowy idiota z tutejszą kretynką
Następnie się zwarli w uścisku zmysłowym
Tutejsza idiotka z kretynem miejscowym
W ten sposób dorobią się córki lub syna –
Idioty idiotki, kretynki kretyna
By znowu się mogli spotykać przed kinem
Tutejsza idiotka z miejscowym kretynem.

Julian Tuwim

Może zakończenie nie bardzo pasuje tego wiersza, ale początek jak najbardziej!

Depp twierdzi, że ona zmarnowała mu karierę i życie i nigdy już nic nie będzie takie samo.

Spokojnie – będą się do nich dobijali pisarze i reżyserzy i zarobią na tym oboje wielkie pieniądze.

Będą mieli na narkotyki!

Jak można sobie tak schrzanić życie z powodu tak toksycznej relacji!

Białe małżeństwo!

Bożena i Krystyna od 5 lat pracowały w jednym dziale, dużej korporacji w księgowości.

Nigdy nie były jakoś ze sobą blisko i w zasadzie niewiele się sobie zwierzały – ot były tylko koleżankami.

Nigdy nie spotykały się po pracy na damskich pogaduchach w kawiarni, czy retauracji.

Każda z nich po pracy biegła do domu, bo obie będąc mężatkami z małymi dziećmi spełniały się jako żony i matki, bo rodzina była dla nich bardzo ważna.

Pewnego dnia szef ogłosił, że w związku z podpisaniem intratnego kontraktu z bogatą firmą – organizuje wyjazd integracyjny i nie ma mowy, aby ktoś z tego się wymigał.

Wyjazd do ekskluzywnego hotelu z basenem i SPA miał trwać 3 dni i dwie noce.

Na początku była wytrawna kolacja z dobrym winem, a potem tańce przy mocniejszym alkoholu, a wszystko po to, aby załoga się bliżej poznała.

Zabawa była naprawdę wesoła, bo po wypitym alkoholu było, że panowie proszą panie, a także, że panie proszą panów do tańca.

Zabawa skończyła się około północy i wszyscy zaczęli rozchodzić się do swoich pokoi.

Bożena i Krystyna miały pokój tylko we dwie i zamówiły jeszcze po dwa drinki, bo buzie się im rozwiązały.

Bożena ośmielona alkoholem zadała Krystynie pytanie, czy byłaby ona zdolna do zdrady męża w takich frywolnych okolicznościach.

Krystyna się trochę zamyśliła i zdumiała pytaniem, ale po krótkiej chwili odparła, że ona z mężem po prostu nie uprawiają seksu.

W tym momencie Bożena zaniemówiła, no bo jak to – nie uprawiają seksu.

  • Ale macie przecież dziecko, a więc skąd się ono wzięło.
  • A wiesz Bożeno, bo kiedyś się upiliśmy i poszliśmy na całość, a ja po prostu zaszłam w ciążę.
  • Obiecaliśmy sobie, że nigdy więcej tego nie zrobimy, gdyż oboje się seksu brzydzimy i uważamy to – za niehigieniczne.

Ale przecież musicie jakoś się zaspokajać spytała Bożena.

  • Nie moja droga, boja nie lubię być dotykana, a mój mąż to rozumie, bo i on taki jest.
  • Wystarczą nam nasze wspólne pasje, prowadzenie domu, wychowywanie dziecka, obowiązki i jesteśmy w tym szczęśliwi.
  • Wiemy, że spędzimy ze sobą całe życie, bo bardzo się kochamy, a ja wiem, że mój mąż nigdy mnie nie zdradzi.

Bożena zamilkła, bo trudno było jej pojąć taki model relacji między kobietą i mężczyzną, ale zadała pytanie – gdzie się poznali.

Krystyna chętnie odpowiedziała, że w grupie zamkniętej „Białe małżeństwo” na Facebooku i najpierw długo ze sobą pisali i od razu sobie wyjaśnili, że nie lubią seksu, a za rok wzięli ślub.

Zdradziła, że śpią osobno, a poranny buziak im zupełnie wystarcza i ona i on czują się szczęśliwi w takim układzie.

Mają zamiar być ze sobą na zawsze i ona nie boi się, że mąż ją zdradzi, bo wie, że i on brzydzi się seksem.

Po tej integracji obie kobiety się zaprzyjaźniły, bo Bożena zrozumiała, że Krystyna jej zaufała, a nikt w firmie się nie dowie jak ona żyje.

Spotykają się od czasu do czasu na kawie i lampce i Krystyna zdradza, że jej wieczory z mężem często wyglądają tak, że wymieniają opinie o wspólnie obejrzanym filmie, albo o przeczytanej książce i są w tym całkowicie spełnieni!

Smutek!

Zawsze kiedy czytam, że rozpada się po latach małżeństwo, związek jest mi przykro.

Właśnie rozpada się 17 letnie małżeństwo Katarzyny Cichopek z Marcinem Hakielem.

Nie obserwowałam ich Instagrama, bo właściwie nigdy mnie oni nie obchodzili.

Wiem tylko, że poznali się w trakcie programu rozrywkowego „Taniec z Gwiazdami” – zakochali się i pobrali.

Mają dwoje dzieci i ona jest aktorką w serialu, a on podobno ma szkołę tańca.

Na zdjęciach zawsze uśmiechnięci, razem, szczęśliwi, aż nagle wydają oświadczenie, że postanowili się rozstać, po tylu latach – po 17, a to jest naprawdę kawał czasu.

Jaki powód tego rozstania jest, to wiedzą chyba tylko ich najbliżsi znajomi i rodzina, a powodów może być wiele – może kiedyś i my się dowiemy, ale dla mnie, to nie jest istotne.

Istotne jest to, że ludzie teraz jakby szybciej skłaniają się do rozwodów i nie próbują ratować swoich związków – nawet jeśli trzeba będzie w sądach bić się o podział majątku!

Piszę o tym dlatego ponieważ Marcin Hakiel wstawił swoje ostatnie zdjęcie, które mnie zszokowało!

Na powyższym zdjęciu nie jest podobny wcale do dawnego wizerunku.

Widzę mężczyznę z wielkim bólem w oczach – z zupełnie innym spojrzeniem i spostrzegam w tych oczach rozpacz i ból.

Zdaje się, że jest w wielkiej traumie i próbuje wyżyć się w sieci, co nie jest dobrym posunięciem, bo wystawia się na przeróżne oceny.

Jestem zdania, że jeśli coś wali się z związku, to należy go zakończyć, ale mimo to rozpacz może trwać latami i tak po ludzku trochę się o faceta boję!

Nie wiadomo, co się wydarzyło, ale musiało się wydarzyć coś bardzo poważnego.

Ogarnął mnie smutek, ale nie tylko z tego powodu!

Dziś miała swoją konwencję Platforma Obywatelska i uważam ją za bardzo dobrą i przemyślaną.

Wystąpił na konwencji Donald Tusk z bardzo dobrą przemową i uważam go za dobrego polityka – tak jakby innym, dojrzalszym od tego, który był polskim Premerem.

Weszłam na TVPInfo, a tam od rana do wieczora napieprzają na Tuska i powtarzają jak modlitwę swoją nagonkę na tego człowieka.

Wyprali narodowi mózg i oto na FB czytam komentarze pisane wszak przez moich Rodaków – straszne, po prostu straszne, że w obliczu wojny jesteśmy wciąż niereformowalni i czytamy:

  • Ty walczysz o interesy swojego niemieckiego Pana a praworządność dla ciebie nie istnieje 🤷🏻‍♂️ kundelek angeli ☝️
  • Co się dziwić…żółwiki z Putinem itd…chory człowiek…
  • Widać że nadal niczego nie zrozumiał … szuja będzie szują a Judasz Judaszem, Kanalia kanaliom dla swoich mocodawców zrobi wszystko…..a może POd tyłkiem się Pali bo coś się wyda… i razem z Nowakiem zasiedlą wspólną celę…..oby jak najszybciej…
  • Kreatura Dostał kolejne zadanie od swoich zwierzchników z Niemiec
  • Wy juz pokazaliście z Komorowskim jak się pomaga podczas powodzi jak to było woda ma to do siebie że spłynie. Dziś byście pewnie uchodźcom powiedzieli ze wojna ma to do siebie że się kiedyś skończy.

I tak dalej i tak dalej. 🤑 Nowy Ład za mało dał po tyłku widocznie – ślepcy!

W tym kraju już nigdy nie będzie zgody!

To nie klimat wykończy ludzkość.

To ludzkość wykończy sama siebie.

Chwała Ukrainie!

46 lat minęło!

Nowy Rok się zaczął, a więc od nowa obchodzimy wszyscy swoje uroczystości i świętowania.
Dzisiaj, tj. 24 stycznia przypada nasza Rocznica Ślubu – to już 46 lat razem.
24 stycznia 1976 roku, to była piękna, słoneczna zima – taka, którą chyba wszyscy lubią!
Był mróz, a ja biegłam od fryzjera podziwiając oszronione, pięknie drzewa.
Z tej okazji dostałam od M skromne kwiatki i od Córki taki oto wiersz:
 
 
Już wiele lat idziecie razem,
Obrączki złote podrapał czas,
Tyle spotkało Was różnych zdarzeń,
Lecz przecież miłość trwa dalej w was.
Czasami burze, czasami deszcze,
To znowu tęcza kolorem lśni,
Wiele przed Wami tych chwil jest jeszcze,
Wiele przed Wami słonecznych dni.
Więc idźcie dalej tą wspólną drogą,
bo przecież
Wasze marzenia tak wiele mogą,
Nawet gdy czasem brakuje sił.
 
Wszystko się w tym wierszu zgadza, bo jak każde małżeństwo z długim stażem musiało przejść przez różne fazy jego trwania.
I u nas raz świeciło słońce, kwitły kwiaty, ale także były burze i gromy z jasnego nieba.
Myślę, że wszystko w życiu jest po coś i jeśli były burze i gromy, to dlatego by nauczyć się od nich uciekać, łagodzić i dążyć do tego, aby żyć w przyjaźni i zgodzie, bo lata lecą tak szybko, że na naprawę może być za późno!
Jesteśmy spełnionym małżeństwem, bo wychowaliśmy dwie wspaniałe Córki – mamy Wnuki i najbardziej mnie dziwi, że patrząc na moje Dzieci nie widzę tego, że są już po 40 – tce.
Dla mnie to są wciąż tamte – małe dziewczynki!
Był w naszym życiu taki epizod, że wniosłam sprawę do sądu o rozwód – niestety!
Pani Sędzina z sali rozpraw zaprosiła nas do swojego gabinetu i powiedziała, że nie udzieli nam rozwodu, bo jesteśmy dla siebie stworzeni i mamy się po prostu dogadać.
Tak było i dość często zastanawiam się jakby nasze życie wyglądało gdybyśmy się rozwiedli?
Teraz takie długoletnie związki są chyba niemodne i ludzie się rozstają dość wcześnie, ale ja nie będę moralizowała, bo ja wygrałam swoje życie przy boku faceta, który jest dla mnie w tej chwili wszystkim i wydaje się na odwrót – bo zmądrzeliśmy oboje i wiemy, że bez siebie nigdy nie mogliśmy żyć!
Od Córki na nową kuchnię dostaliśmy nowe garnki, a stare spakowałam i oddałam potrzebującym.
Czego sobie życzę i mojemu M – tylko zdrowia i tego abyśmy dalej się ze sobą nie nudzili!

Małżeńskie wyzwanie!

meble2

Właśnie się dowiedziałam, że ktoś z mojej rodziny ma COVID, chociaż się zaszczepił dwa razy Astrą Zeneka – kurde!

A tymczasem twierdzę, że:

Anżej to najgorsza głowa państwa na świecie. Dziś znowu mrugnął do antyszczepionkowców, że muszą rozważyć wszystkie za i przeciw czy się szczepić! To kanalia!

Rozum mi podpowiada jednak, że jeśli nie będziemy się szczepić, to pandemia nigdy się nie skończy!

Już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, bo myślałam naiwnie, że te szczepionki nas chronią!!

Dojrzeliśmy z Mężem, że czas odnowić naszą kuchnię, bo swoje lata już ma, a rozmawialiśmy o tym często.

Kuchnia jest mała i wiem, że remont nie będzie łatwy, ale kiedyś w końcu trzeba się za to zabrać, a zbliżająca się zima jest dobrą porą!

Chciałabym, aby wyglądała mniej więcej jak ta na zdjęciu, ale to nie będzie łatwe.

Nie mamy czasu, aby zamówić kogoś, by zrobił kuchnię na wymiar, a po prostu kupimy gotowy zestaw i będziemy kombinować po pomierzeniu mebli i rozrysowaniu gdzie, co ma być!

Mąż chodzi z metrówką i wszystko mierzy, a więc ma w głowie koncepcję, a logistykiem jest bardzo dobrym.

Nawet był u młodego sąsiada i podpatrzył pewne rozwiązania i już mamy koncept jak to ma wyglądać.

Ja osobiście chciałam zatrzymać stare meble, bo można by je było odmalować, okleić i tak dalej, ale moja myśl nie została przyjęta.

Czeka więc nas – staruszków ciężka robota, bo wszystko trzeba będzie usunąć, poskładać w kartony, co niepotrzebne wywalić na śmietnik.

Byliśmy dzisiaj w sklepach meblowych i wybór jest bardzo duży, bo od wyboru do koloru w cenach powyżej 2 tysięcy.

Z naszych ustaleń w końcu będę miała zmywarkę – hurra.

Zawsze uważałam, że jest mi zbędna, ale doszłam do wniosku, że latka lecą i mnie.

Wszystko się więc zmieni włącznie z podłogą, zlewem, ścianami i to tam wie jeszcze i wiem, że wywalę dużo „przydasiów”, które przez lata nazbierałam, choć jestem minimalistką!

Czeka nas więc nowy rozdział w życiu i chyba ostatni, ale mam nadzieję, że do ŚBN się wyrobimy.

Żywić się będziemy przez ten czas „barowo” niestety, ale potem będzie tylko piękniej.

Damy radę z remontem jak zawsze – tylko we dwoje.

Na poniższym filmiku jaki dziś nakręciłam jest pierwszy śnieg w zachodnio – pomorskim.

Ale jeszcze coś politycznego, bo się dzieje wciąż źle w tym kraju, który stał się taki słaby w Unii Europejskiej i poeci tworzą!

CO Z TOBĄ POLSKO…
Nic nie mów, nie pytaj mnie o nic
Dziś sam już niewiele wiem
Gdzie Bóg i Honor? Gdzie moja Ojczyzna?
Bezkresne pole walki wygłodniałych hien…
Romantyzm umiera wśród żywych
Jad trupi, z ran starych – dziś sączy się znów
Żadna idea już serc nie porusza
Ulicą płynie potok… bezsensownych słów
W milczeniu, bezwolnie… Wciąż umieramy
Coraz mniej odwagi. I tak dzień za dniem
W oddali słychać: Bóg, Honor, Ojczyzna…
Bezduszni mistrzowie obrzydliwych ściem
I dziś już doprawdy nie dziwi mnie wcale
Że hydra – choć jedna – miała wiele głów
Dobra zmiana, ład nowy – jedno tylko kłamstwo
Jedna hydra, głów wiele… Jeden potok słów
MoC

Starość idzie i nie ma na to rady!

Zdjęcie zrobiłam dzisiaj i jest lekko poruszone, gdyż biegłam po aparat do drugiego pokoju i spieszyłam się, by je zrobić mając pomysł na wpis.

Kiedy jest ładna pogoda, a póki co mamy piękne dni, to sporo czasu przebywam na balkonie i tak sobie ten mój świat obserwuję.

Codziennie podczas ładnej pogody widzę, jak córka idzie na spacer ze swoją już wiekową mamą.

Mama chwyta córkę pod pachę i pomału z nią idzie podpierając się laseczką.

Ten widok mnie rozczula, ale i niepokoi, bo przecież ja, sama nie młodnieję, ale o tym potem.

Mamy w rodzinie seniorkę, a jest to Mama mojego Męża, która liczy sobie ponad 80 lat.

Zawsze taka żywotna, bo bardzo uwielbiała uprawianie działkę, a potem przerabiała swoje zbiory na zimę.

Zawsze uwielbiała szydełkować i robiła prześliczne rzeczy na drutach, bo nawet dla moich Córek, ale potem dla prawnuków, ale do czasu.

Teraz zrobiła się taka krucha, malutka, której trzeba już pomagać w codziennych czynnościach, ale zrobiła się także bardzo złośliwa i podejrzliwa.

Mąż opłaca opiekunkę, która się nią zajmuje, ale Teściowa jest dla niej strasznie surowa i potrafi nawet na nią krzyczeć.

Mąż wciąż pracuje i dzieli swój czas między pracą, a dochodzeniem do swojej Mamy i często Jej proponuje właśnie spacer, ale propozycje są odrzucane.

Wiemy, że ciężko już jej się chodzi, a fuka na propozycję spaceru na wózku, gdyż twierdzi, że nikt nie będzie jej oglądał Jej na tym wózku!

Sytuacja jest więc patowa, a ja się obawiam wizyty u Niej, gdyż potrafi posądzić niektóre osoby o kradzież czegoś tam, a potem jest opowiadanie na telefon, że ktoś Jej coś ukradł.

Ograniczam się więc do tego, że gotuję obiady i zawsze mam dla Niej coś ciepłego, bo wiem, że już zaprzestała dla siebie gotować!

Wracam więc do tego, że każdego z nas czeka starość i często sobie wyobrażam jaka ona będzie dla mnie i mojego Męża, bo jesteśmy równolatkami.

Póki co nie jest źle, bo jeszcze jest bardzo dobrze, ale lata lecą i każdy dzień nas do tej starości przybliża.

Jeszcze o tym nie rozmawiamy, ale zdarza się, że coś tam w rozmowach się pojawia.

Ja mam wyobraźnię i sobie wyobrażam, że będę leżała w wyrku jako roślina, albo jeśli Mąż nie da rady, to znajdę się w jakim domu starości!

Wyobrażam sobie, że może będą musiały nasze Dzieci chodzić koło mnie, a może i koło Męża i to mnie strasznie przygniata, bo tak bym nie chciała być ciężarem dla nikogo.

Pochodzę z rodziny samobójców, bo członkowie mojej rodziny nie zgadzali się na starość.

Ojciec mojej Mamy się powiesił, a Matka mojego Ojca utopiła wmawiając sobie, że ma raka, a nie miała.

Mój Ojciec też popełniła samobójstwo, bo także bał się starości, a jak będzie ze mną?

W moim małżeństwie podczas rozmowy o starości padło, że jeśli oboje będziemy schorowani, to wsiądziemy w samochód i się na drzewie z impetem rozwalimy!

Seks Seniora

Romantyczne zdjęcia starszych par udowadniają, że miłość się nie starzeje -  Kobieta.pl

Każdy z nas ma w życiu pierwszy seks i ostatni i to niekoniecznie, że zmarł współmałżonek!

Mój blog w dużej mierze z racji mojego wieku, poświęcam właśnie tematom o ludziach starszych zwanych Seniorami!

Temat seksu ludzi starszych owiany jest milczeniem i stanowi temat tabu, bo ludzie wstydzą się opowiadać o swoim życiu intymnym!

Jakże często nasze dorosłe dzieci, które odeszły z domu rodzinnego zastanawiają się, czy ich rodzice jeszcze to robią!

Jeśli robią, to dzieci się krzywią, że to jest niesmaczne i niestosowne i patrzą na rodziców ze zdziwieniem, a nawet z ironią, że jak to?

Zaprzestanie uprawiana seksu w dojrzałym wieku może mieć bardzo różne podłoże i to nie oznacza wcale, że ludzie przestają się kochać i żyją ze sobą tylko z przyzwyczajenia, bo wcale tak nie musi być!

Wydaje się, że pierwszym sygnałem, iż małżonkowie przestają uprawiać seks są zmiany naszego ciała i oboje się tego przed sobą wstydzą, bo stają się dla siebie mniej atrakcyjni!

Inną przyczyną może być obniżenie libido i dlatego uważają oboje, że skoro tak się dzieje, to nie ma nic na siłę!

Choroby wszelkie także sprawiają, iż ludzie przestają się kochać z powodu zdrowotnych ograniczeń!

Seniorzy wciąż dzielą ze sobą łoże małżeńskie, ale po to by się poprzytulać, pocałować, wzmocnić więź, ale już nie ma w nim dawnych szaleństw i to dla obojga wystarcza!

Bywa też tak, że oto żona utraciła piersi z powodu raka, a wówczas odsuwa się od małżonka, mimo, że on zapewnia, iż to mu nie przeszkadza, a jednak powstaje bariera.

Z czasem małżonkowie zaczynają sypiać osobno dla własnego komfortu, ale rano wstają, robią sobie wspólną kawę, jedzą śniadanie planując kolejny dzień i wciąż patrzą sobie w oczy z miłością!

Jakże często wspominają, że w czasach młodości nie wychodzili z łóżka i nie mogli się sobą nasycić, ale przyjmują fakt, że to już nie wróci i to jest zdrowe podejście do tematu!

Nie załamujmy jednak rąk nad seksem Seniora, bo w wielu sanatoriach aż kipi od seksu!

Zdarzają się tam zdrady, a także poznawanie nowych partnerów na dalsze życie w przypadku wdowieństwa!

Od czasu do czasu w mediach pojawiają się akcje promujące seks Seniora i dobrze, choć one nie docierają do wszystkich i dlatego na blogu promuję jedną z nich!

„Każdy z nas potrzebuje miłości i czułości… BEZ WZGLĘDU NA WIEK!

Brytyjska organizacja charytatywna RELATE wystartowała z kampanią poruszającą temat, który długo był omijany.„Let’s Talk The Joy of Later Life Sex”, czyli „POROZMAWIAJMY O RADOŚCI Z SEKSU W PODESZŁYM WIEKU”

Kampania poświęcona dojrzałej seksualności ma za cel przełamanie tabu i burzenie stereotypu o tym, że seks jest tylko dla młodych.

Do kampanii zaproszono znanego fotografa RANKINA, który uwiecznił dojrzałe pary na wyjątkowych zdjęciach.

Według przeprowadzonego sondażu, dwie trzecie osób powyżej 65. roku życia twierdzi, że seks i intymność w ich grupie wiekowej jest rzadko (43%) lub nigdy (24%) przedstawiane w mediach.

Większość z nich nie czuje się komfortowo, poruszając temat seksu i intymności.

Wskazywane powody: wstyd, nie mówiło się o tym, kiedy byliśmy młodsi, nie chcę sprawiać, żeby inni czuli się niekomfortowo, nie wiem kiedy o tym mówić, czy po prostu „brak mi pewności siebie”.

CZAS PRZEŁAMAĆ TO TABU! Ludzkie ciało jest wspaniałe, niezależnie od wieku.

A miłość, bliskość, intymność to tematy, które nie powinny wiązać się z poczuciem wstydu

Więcej o kampanii przeczytacie na stronie RELATE. Bardzo polecam! Link znajdziecie na instastory. M.#love#loveislove

Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym 1 osoba
Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym 1 osoba i w budynku
Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba
Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba
Może być czarno-białym zdjęciem przedstawiającym dziecko

Awaria sieci – awaria w związku!

Najstbarsze małżeństwo w Polsce - dębowa rocznica Dadasów

Wstałam rano i jak zwykle włączyłam laptopa, ale zauważyłam, że nie mam Internetu!

Pomyślałam, że to tylko chwilowa awaria, ale na szczęście mam połączenie dodatkowe z Plusa i tak więc mogłam Internet przeglądać!

Doczytałam się, że awaria jest bardzo poważna, bo w całej Polsce!

Nawaliła Vectra i na Facebooku przeczytałam pomstowanie na sieć, gdyż nawet nie działała infolinia, a przecież dzieci wciąż mają zdalne nauczanie, a ludzie pracują w domach – czyli katastrofa!

W takich momentach człowiek sobie uzmysławia jak ważny jest Internet w naszych czasach i jak wiele od niego zależy!

Codziennie korzystamy z Internetu i w razie awarii jesteśmy bezradni, a często po prostu od sieci uzależnieni!

Ja tego nie odczułam, bo miałam łączność, ale wielu ludziom ta awaria pokrzyżowała plany i na Vectrę spadły gromy na Facebooku!

Kiedy świat zostanie odłączony od Internetu, to tak jakby słońce zgasło i nastąpi koniec ludzkości!

Awarię naprawiono około 18 i ludzie odetchnęli!

Dzięki temu, że mogłam surfować, to przeczytałam wspaniały artykuł o tym, że można życie spędzić pięknie z drugą osobą, kiedy teraz jest tak wiele rozwodów, nawet wówczas, kiedy żyje się razem jak pączki w maśle!

Ludzie mają wypasione domy z wielkim metrażem, samochody, ekstra wakacje, a mimo to często ich związki szybko się kończą, kiedy dawnymi czasy ludzie inaczej podchodzili do rodziny, małżeństwa, pracy i czytamy:

Władysława i Jan są razem 80 lat! Najstarsze małżeństwo w Europie zapytano o sekret związku.

Władysława miała ledwie 17 lat, gdy wzięła z Janem ślub po 9 miesiącach znajomości. Dziś są prawdopodobnie najstarszym małżeństwem w Europie, a ostatnio świętowali dębową rocznicę ślubu. Pani Władysława zdradza tajemnicę tak długiego związku.

Najstarsze małżeństwo w Polsce — dębowa rocznica ślubu

Współczesne małżeństwa coraz częściej i coraz szybciej się rozwodzą. Jednak wciąż można spotkać te zawarte kilkadziesiąt lat temu i podziwiać długi staż związku. Ostatnio dębową, czyli 80. rocznicę ślubu obchodzili Władysława i Jan Dadasowie.

Jak podaje portal podlasie24.pl prawdopodobnie to najstarsze małżeństwo w Polsce, ale także w całej Europie. Wzięli ślub w 1941 roku i są ze sobą do dziś.

Jaki jest sekret tak długiego małżeństwa?

— Trzeba było pracować, nie było czasu na spieranie się, bo przecież było pięcioro dzieci, które chodziły do szkoły. I na zarobek trzeba było chodzić, żeby było na wyszkolenie, a kiedyś się tylko z gospodarki żyło — czytamy wypowiedź pani Władysławy na podlasie24.pl

Poza tym małżeństwo uchodzi za pełne humoru, pogody ducha i pozytywnie nastawione do życia. Wychowali 5 dzieci, mają 11 wnucząt i 15 prawnucząt. Państwo Dadasowie mieszkają w Miastkowie Kościelnym – małej wsi w województwie mazowieckim.
Z okazji 80. rocznicy ślubu odwiedziły ich władze samorządowe i obdarowały w ten dzień upominkami. Z kolei lokalna biblioteka ogłosiła konkurs na najpiękniejsze życzenia dla najstarszego małżeństwa w Polsce. Czego wy byście życzyli pani Władysławie i panu Janowi?