Archiwa tagu: marzenia

Moje marzenie!

Znalezione obrazy dla zapytania mała kuchnia

W ciągu naszego ponad 40 letniego małżeństwa meble całkowicie zmienialiśmy tak, co dziesięć lat.

Najbardziej utkwiła mi meblościanka do dużego pokoju zakupiona w czasie stanu wojennego i cieszyłam się jak głupia.

Meble były zapakowane w paczkach i nie wiedzieliśmy w sklepie jakie one są, ale po rozpakowaniu były nawet fajne.

Duża meblościanka z szufladami, pakowna i pojemna.

Po paru latach Mąż zmienił jej wygląd, bo pomalował ją na czarno i dodał nowe uchwyty i delikatne ozdobniki z drewna i naprawdę wyglądało to na mebel bardziej nowoczesny!

Potem z pożyczki kupiłam meble jasne i do dzisiaj stoją w drugim pokoju i się kompletnie nie starzeją i niech sobie stoją.

W dużym pokoju mam solidny segment, w którym wiele się mieści, ale nie jest taki toporny jak meble z PRL-u.

Czasami mam takie myśli, że kiedy nam się zemrze, to nowi lokatorzy młotami rozwalą wszystko i wywalą na śmietnik, bo będą chcieli mieszkać po swojemu i ja to rozumiem.

Dlatego już w moim wieku nie myślę od nowa wszystko meblować, bo to, co jest – jest w porządku, ale mam jedno marzenie póki żyjemy.

Chciałabym mieć nowoczesną, świeżą, białą kuchnię, której by nowi lokatorzy nie rozwalili młotami, bo była by piękna tak jak na obrazku!

Moja, obecna kuchnia trąci już myszką i dlatego marzy mi się coś nowego i to zrealizuję wkrótce!

Zaproszę do domu architekta i mi to wszystko zaprojektuje!

Jedno wiem, że na te starsze lata nie warto wydawać kasy, bo przyjdą i „rozpierniczą”nasze całe życie!

Dlatego chcę zrobić kuchnię marzeń dla młodszych pokoleń, by nie musieli się wstydzić!

Obraz może zawierać: ekran

Wchodzić w Nowy Rok – 2019

 

Brak automatycznego tekstu alternatywnego.

Nigdy nie robiłam z wejściem w Nowy Rok żadnych postanowień, bo znając siebie żadnego bym nie dotrzymała, a więc po co się katować!

Dziś pierwszy raz od dwóch lat się spłakałam, kiedy moja Mama leży w łóżku jak warzywo.

Przepraszam, że ja tak ciągle o tym, ale zdałam sobie sprawę z tego, że te dwa lata Jej choroby upłynęły mi na pstryk palcami i wszystkie dni mi się zlały w jeden dzień i stanowią jedną całość, a nie żaden miks przeżytych dni.

Przepraszam, że wypłakuję się Wam w rękaw, ale tak naprawdę mogę tylko na blogu się wykrzyczeć i opisać swoje emocje związane z chorobą Matki.

Ludzie się cieszą z nadejścia Nowego Roku, a ja jestem jednym wielkim smutkiem, bo w każdej chwili Mama może umrzeć, a więc takie czekanie jest bardzo wyczerpujące i wyniszczające.

Kiedy rano ktoś do nas zadzwoni, to umieram, bo może to być decydująca wiadomość i tak jest przez cały dzień, kiedy wsłuchuję się w telefon.

Uspokoję się wówczas, kiedy Mama odejdzie, bo to ciągłe napięcie mnie zabija i nie potrafię się cieszyć ze zwykłych, codziennych zdarzeń.

Sprzątam w napięciu, gotuję w napięciu, odpoczywam w napięciu i wciąż towarzyszy mi potężny stres, powodujący arytmię serca i rozdrażnienie.

Im jestem starsza, tym mniej mnie cieszy Sylwester i wchodzenie w Nowy Rok, bo zdaję sobie sprawę z tego, że ten Nowy Rok jest wielką niewiadomą i może stać się wszystko!

Mogę ja się rozchorować, albo mój Mąż, bo nie jesteśmy już młodzieniaszkami.

Moja Teściowa też już wiekowa i może być różnie, albo nie daj Boże może stać się coś złego moim bliskim!

Wiem, sama się nakręcam, ale każdy nowy dzień niesie niespodzianki nie zawsze przyjemne i nie zawsze optymistyczne.

Piszę właśnie o dziwnym dniu jaki przeżyłam tuż przed Wigilią!

Zadzwoniła do mnie koleżanka, której nie widziałam 25 lat, bo była w Ameryce.

Wróciła do Polski i przypomniała sobie o mnie.

Spotkałyśmy się i wydawało się, że jest mi życzliwa, tak jak kiedyś.

Zadzwoniła z życzeniami wesołych świąt i nagle spytała, co u mnie!

Odpowiedziałam, że mam chorą Mamę i te święta absolutnie mnie nie cieszą i nagle ona się rozłączyła nie z powodu braku zasięgu, bo oddzwoniła i skończyła swoje życzenia!

Nie chciała słuchać przykrych wiadomości – przygnębiających i dlatego jest tak, że swoje bolączki zatrzymuję dla siebie, bo ludzie chcą żyć w świecie tylko dobrych wiadomości i nie lubią cudzych opowieści o tym, że coś ich trapi i spędza sen z oczu.

A teraz coś innego w temacie balów Sylwestrowych, bo pasuje świetnie do mnie!

Sylwestrowe porady Michela Houellebecqa:

„Wystarczy zaplanować zabawę, aby mieć pewność, że się człowiek śmiertelnie wynudzi. Kilka poniższych rad powinno pozwolić na uniknięcie najgorszego:
– Z góry mieć świadomość, że zabawa skończy się fiaskiem. Przypomnieć sobie przykłady poprzednich porażek. Pogodzenie się ze zbiorową katastrofą, pokornie i z uśmiechem, może pozwolić na sukces, przekształcając nieudaną zabawę w banalnie przyjemne przeżycie.
– Zawsze zakładać, że będzie się wracać taksówką i samotnie.
– Przed zabawą: napić się.
– Podczas zabawy napić się, ale zmniejszając dawki. Lepiej we właściwym momencie wziąć pół pastylki lexomilu. Można się spodziewać szybkiego zapadnięcia w drzemkę, co jest stosowną chwilą to wezwania taksówki. Dobra zabawa to krótka zabawa.
– Po zabawie zadzwonić z podziękowaniami.
I na koniec pocieszająca perspektywa: wraz z wiekiem mija poczucie obowiązku zabawy, a zwiększa się potrzeba samotności. Prawdziwe życie bierze górę”.

Cytat dzięki Justyna Sobolewska
(Interwencje 2, przeł. Beata Geppert)

Do siego roku wszyscy, którzy tu zabłądzili, a poznaliśmy się dokładnie rok temu, kiedy na WP przeniosłam mojego bloga!

Cieszę się, że Was poznałam i dziękuję za komentarze i wspólną konwersację!

I jeszcze chcę napisać, że w każdego Sylwestra i przed – cierpiałam z moją suczką, której nie ma już z nami dwa lata, ale każdy Sylwester był dla niej traumą mimo środków uspokajających.

Tylko durnie i pajace odpalają race!

Obraz może zawierać: w budynku

Chcę jeszcze napisać, że ten Nowy Rok będzie fatalny dla polskiej polityki i na ulicę wyjdą wszystkie grupy społeczne i będą domagać się swojego, ale co ja tam wiem!

Dziś dotarła do Polaków wiadomość, że narodowiec dostał stanowisko w Ministerstwie Cyfryzacji, a to oznacza, że mogą nam zamknąć portale społecznościowe!

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

Mamo Seniorko – Babciu – tego ci już nie wypada!

 

Pani Jadwiga już miała przechodzić na zasłużoną emeryturę kiedy spadł na nią grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zapadła diagnoza, że jej mąż, Jurek ma raka jelita grubego i rokowania są niestety, ale bardzo słabe, a lekarze nie dawali mężowi większej nadziei.

Postanowili walczyć z całych sił i jeździli po prywatnych lekarzach, a także uzdrowicielach, aby tylko choróbsko pokonać, ale niestety.

Minęły dwa lata i mąż Jadwigi zmarł po morderczej walce.

Długo nie mogła się pozbierać, bo  tak się stało jakby ktoś odłączył Jadwigę od tlenu i oddychała na zwolnionych obrotach.

Przeszła na emeryturę i nie wiedziała jak ma dalej pokierować swoim życiem, aby mogła się na nowo nim cieszyć.

Szukała czegoś takiego, co było by balsamem na schorowaną i obolałą jej duszę.

Syn, jedynak pewnego razu zadzwonił i oznajmił jej, że jego żona, którą Jadwiga średnio lubiła jest w ciąży i tu zapaliło się Jadwidze światełko, że może to jeszcze nie narodzone dziecko stanie się dla niej ratunkiem.

I faktycznie tak było, ponieważ sama zaproponowała, aby synowa jak najszybciej wróciła do pracy, a ona zajmie się maleństwem, bo czuje się na siłach.

Pani Jadwiga mimo zbliżającej się sześćdziesiątki trzymała się świetnie i była w dobrej formie, a więc opieka nad maluchem nie będzie stanowiła żadnego problemu.

Synowa przyklasnęła, bo każdy rok przerwy w pracy oddalał ją od wymarzonego awansu w szkole, a bardzo jej zależało, aby zrobić nauczyciela mianowanego i w związku z tym jej finanse znacznie by się poprawiły.

Kiedy urodził się wnuczek od razu się w nim zakochała i wzięła na siebie obowiązek pilnowania malucha, aby nie musiał chodzić do żłobka i nie łapał wszelkich wirusów od innych zakatarzonych maluchów.

Wnusiu rósł jak należy i tak też się rozwijał, a Jadwiga doskonale radziła sobie z obowiązkami.

Kiedy maluch spał, to gotowała dla syna i synowej obiad, aby zawsze po pracy mieli na stole  ciepłą strawę.

Nie dokładała się do rachunków, bo syn zawsze się z nią rozliczał, a więc była w stanie zaoszczędzić dla siebie trochę pieniędzy, bo najadała się razem z młodymi.

Mijały lata i się nie obejrzeli wszyscy, kiedy wnuczkowi trzeba było kupić wyprawkę do szkoły.

Przyszła już pora na szkołę, a więc pewnego dnia Jadwiga zagadnęła, że w związku z tym nie będzie  już tak bardzo potrzebna i młodzi sobie dadzą już świetnie radę.

Kochała oglądać w telewizji programy podróżnicze i zawsze marzyła, aby zwiedzić jeszcze kawałek świata.

Nie czekała długo na realizację swojego marzenia, bo wykupiła wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić Rzym, a potem jeszcze Hiszpanię i Portugalię.

Miała oszczędności, a więc nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie.

Zadzwoniła do syna, że właśnie się pakuje i za tydzień rusza w świat i oznajmiła, że jest tak bardzo szczęśliwa, że na stare lata spełni swoje marzenie.

Myślała, że syn się ucieszy razem z nią, ale tak się nie stało.

Po godzinie wpadła do niej synowa z pretensjami, że chyba zwariowała, że chyba jej odbiło, bo ona wciąż jej potrzebuje, bo kto jej syna odprowadzi do szkoły i przyprowadzi.

Kto ugotuje im obiad skoro oni do domu wracają dopiero po 17, a więc niech sobie wybije z głowy te swoje urojone marzenia, bo jej miejsce jest przy wnuku i rodzinie i niech pokaże zaświadczenie od psychologa i psychiatry, że jest zdrowa na umyśle, bo to będzie cud, gdyż stare kobiety siedzą w domu i mają obowiązek pomagania swoim dzieciom, a nie tam jakieś szlajanie się po świecie – wykrzyczała na jednym tchu.

Tak wrzeszczała na Jadwigę, że ta w końcu zwątpiła w swoje marzenie i prawie uwierzyła synowej, że faktycznie chyba jej odwaliło, że zachciało jej się wojaży.

Bolało ją, że syn nie chciał się narazić żonie i nie chciał się narazić matce, a więc dziwnie zamilkł i schował się, bo chciał być niewidzialnym w tym sporze.

Minęła bezsenna noc i Jadwiga biła się z myślami.

Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że w oczach swojego syna i synowej jest już wrakiem i nie wolno jej marzyć, a więc swoją wycieczkę nie odwołała, ale przesunęła na inny termin, co było dość trudne, ale się udało.

Poszła do psychologa prywatnie, za co zapłaciła 200 zł, ale za kilka dni rzuciła synowej przed oczy opinię, że jest całkowicie zdrowa na umyśle i pojechała tam gdzie sobie wymarzyła

.Kiedy wróciła z poznanym panem z wycieczki była na nowo szczęśliwa, ale tym się młodym nie pochwaliła, a z ukochanym kupili działkę, na której przebywali od wczesnej wiosny, do późnej jesieni.

A młodzi? Poradzili sobie znakomicie.

 „Dorota Wellman (skończyła 54 lata): Nie wiedzieć czemu, mężczyznom wiek dodaje doświadczenia i mądrości. Kobietom wieku się nie wybacza”

„Najczęściej kobieta po 50-tce słyszy, że takiej jak ona „starej wiedźmie”, „starej pudernicy”, w najlepszym razie „dzidzi piernik” nie wypada tego, czy tamtego”

http://http://stylzycia.newsweek.pl/dyskryminacja-kobiet-w-polsce-polki-po-50-tce,artykuly,358571,1.html

Hakuna matata, jak cudownie to brzmi :)

Aby się Wam dobrze spało i mnie, to pomarzmy sobie w pochmurną jesień w Polsce!

Zabieram Was tam, gdzie jest pięknie, ciepło, spokojnie, uroczo, a przede wszystkim nie jesiennie!

Prośba o wyspy szczęśliwe

 

 

Konstanty Ildefons Gałczyński


 

 

A ty mnie na wyspy szczęśliwe zawieź,wiatrem łagodnym włosy jak kwiaty rozwiej, zacałuj,ty mnie ukołysz i uśpij, snem muzykalnym zasyp, otumań,

we śnie na wyspach szczęśliwych nie przebudź ze snu.Pokaż mi wody ogromne i wody ciche,
rozmowy gwiazd na gałęziach pozwól mi słyszeć zielonych,
dużo motyli mi pokaż, serca motyli przybliż i przytul,
myśli spokojne ponad wodami pochyl miłością.

 

1. Whitsunday Islands, Australia
Wyspy Whitsunday na wybrzeżu Queensland uznawane są za  jedno z najpiękniejszych miejsc w Australii. Ich największą atrakcją są piękne plaże, z których najsłynniejsza to Whitehaven z 7-kilometrowym odcinkiem białego piasku. Nurkowanie można tu uprawiać od rana do wieczora. Cudo!

 

2. Capri, Włochy
Kwintesencja włoskiego dolce vita. Zdumiewająca swą nowoczesnością Villa Malaparte, niesamowite skały Faraglioni przy wejściu do Marina Piccola i rozbijające się o nie fale, urocze pejzaże z kolorowymi domami. Capri broni się jeszcze przed nawałą turystów swoją niedostępnością. Można tu się dostać wyłącznie promem lub łodzią. A dostać się naprawdę warto!

 

3. Malediwy
Ze swoim suchym klimatem i panującą przez cały rok przyjazną temperaturą Malediwy są idealnym miejscem relaksu. Dodajmy jeszcze do tego turkusowe laguny i tropikalne ogrody, a otrzymamy obraz prawdziwego raju na ziemi. Nic dziwnego, że najlepsze sieci hotelowe zbudowały tam właśnie swoje ośrodki: ustronne bungalowy i wille z prywatnymi plażami. Piasek na nich jest oczywiście śnieżnobiały.

 

4. Bali, Indonezja
Wspaniałe plaże i nieznająca żadnego umiaru, wiecznie zielona roślinność. No i jeszcze pola ryżowe, świątynie, dżungla, palmy kokosowe i kwiaty, których nie zobaczycie nigdzie indziej na ziemi… Do wyboru luksusowe hotele z bajecznymi spa i proste chatki przy plaży. Czego chcieć więcej?

 

5. Santorini, Grecja
Rzeczywiście, obiecywaliśmy wam spokój. A trudno go znaleźć podczas zachodu słońca na greckim Santorini. Restauracje, tawerny i bary przeżywają wtedy prawdziwe oblężenie. Ale wystarczy ruszyć się poza tłoczną Firę by odkryć inne oblicze wyspy. Kto wie, czy nie piękniejsze.

 

6. Fernando de Noronha, Brazylia
Na początek trochę geografii. Fernando de Noronha to archipelag na Oceanie Atlantyckim, położony ok. 350 km na wschód od wybrzeży Brazylii. I znowu, niektórzy twierdzą, że właśnie tam znajdziecie najczystszy piasek na świecie. To również miejsce pro-ekologiczne. Dlatego liczba odwiedzających wyspy turytów jest ściśle monitorowana.

 

 

7. Minorka, Hiszpania
Spokojniejsza niż Majorka, czy Ibiza powoli wyrasta na nową gwiazdę Balearów. Ma bowiem wszystko, czego w wakacje potrzeba: wspaniałe widoki, gaje oliwne i malownicze winnice. A także hotele butikowe oraz restauracje z widokiem na morze. Trzeba ją odwiedzić zanim przyjadą na nią znudzeni bywalcy Ibizy!

 

 

8. Saint-Barthélemy, Francja
Wyspa Saint-Barthélemy jest terytorium zależnym Francji leżącym na odległym archipelagu Małych Antylina Oceanie Atlantyckim. To ją wybierają gwiazdy, modelki i milionerzy jeśli liczą na niczym nie zakłócone wakacje. Na Saint-Barthélemy można leżeć całe dnie przy kobaltowym basenie albo tańczyć do upadłego w jednym z barów przy plaży w gorącą karaibską noc

 

9. Ponza, Włochy
Ukryty włoski skarb. Jest świetnym miejsce zarówno na tygodniowe wakacje, jak i na jednodniową wycieczkę. Na wyspę można dopłynąć wodolotem z Neapolu lub Anzio. Droga morska zapewnia dodatkowe atrakcje. Wybrzeże Ponzy wygląda bowiem z tej perspektywy jak wspaniała operowa dekoracja.

 

 

10. Ko Ngai, Tajlandia
Maleńka wysepka na Morzu Andamańskim. Podróż na nią to nie lada wyzwanie. Samolot, kolejny samolot, samochód, łódź… a ostatnie metry trzeba pokonać brodząc w przejrzystej (i ciepłej) morskiej wodzie. Ale wysiłek się opłaca. Na wyspie znajduje się zaledwie parę ośrodków zapewniających malownicze domki. A plaże i wszystkie atrakcje rafy koralowej należą tylko do was. Nie zapominajmy też o wspaniałej, tajskiej kuchni!

 

  

http://party.pl/viva/najpiekniejsze-wyspy-swiata-24294-r3/10/

Nie zabij jej, tej dziewczynki co w tobie jest, tej, co wierzy, że w ludziach są jeszcze dobro i sens.

Dzień dobry. 🙂 Lato, lato wszędzie – oszalało, zwariowało moje serce. Dbajcie o siebie i pijcie dużo wody, to tak na początek tego wpisu.

Dzisiaj zrobiłam już dość dużo, bo umyłam jedno okno i zmieniłam firankę. Słońce zajrzało w moje okna i dostałam drgawek, że jest strasznie brudne, a przecież promienie muszą zaglądać, bo na sercu robi się weselej.

Odkurzyłam całe mieszkanie i ugotowałam leczo, bo przecież wszystkie warzywa są świeże i tylko je łyżkami jeść.

Ale to ze mną jest tak, że kiedy robię cokolwiek, to myśli pchają się jak szalone i jeden impuls w postaci piosenki skłonił mnie do tego wpisu. Zawsze byłam wrażliwcem i potrafiłam płakać nad wierszem, piosenką, albo filmem i nie wstydzę się tego, że łezka i na starsze lata w oku się kręci.

Posłuchajcie piosenki w wykonaniu Magdy Welc, tej malutkiej dziewczynki, która wygrała „Mam talent. Wygrała, gdyż zaśpiewała po mistrzowsku piosenkę Niemena „Dziwny jest ten świat”.

Magda podrosła i urzekła mnie piosenką, którą przyjęłam do siebie, a w refrenie mamy:

Ref:

Nie zabij jej,
tej dziewczynki co w tobie jest,
tej, co wierzy, że w ludziach są jeszcze dobro i sens.

Za każdym razem słucham i płaczę.

Wzięłam album i wyszukałam zdjęcie moje z koleżankami ze szkoły średniej. Był rok 1972. Ja, Tereska i Lusia jeździłyśmy ze sobą cztery lata do jednej szkoły. Pamiętam tamte pociągi z drewnianymi ławkami i my trzy dziewczyny, które się zaprzyjaźniłyśmy i tak było do końca, bo do matury.

Z nami jeździli także chłopcy, oraz inne dziewczyny, ale my trzymałyśmy się razem. Pierwsze próbowanie papierosów, kupowanych ze zrzutki, popalanych w ukryciu, a także wspólne praktyki i czasami jakieś ucieczki na wagary. Lubiłyśmy się i śmiechu było czasem, co nie miara, bo jazdę pociągiem trzeba było sobie jakoś urozmaicić i wpadałyśmy w głupawki. Ale jakże często milczałyśmy w pociągu, bo nosy miałyśmy w zeszytach i książkach, bo czekała nas klasówka.

Wielką śmieszką była Tereska, która szybko się zakochiwała, a Lusia była kujonem i o ile w pierwszej klasie jej nie szło, to potem jak się wzięła za naukę, to trudno było jej dorównać, bo taka ambitna bestia się z niej stała.

Ja zakochana na umór, często zamyślona z powodu swojej miłości, pomieszanej z problemami w domu, zawsze miałam w nich wsparcie. Wyciągały mnie z dołków i wspominam tamten czas z rozrzewnieniem, bo byłyśmy zgrane do końca, ale jak to zwykle bywa, potem nasze drogi się rozeszły i zostało tylko zdjęcie.

Miałyśmy swoje plany na przyszłość, ale w tamtych czasach trzeba było szybko dorosnąć, bo rodzicom się nie przelewało, a więc po pierwsze praca, a potem poszło, bo ślub i dzieci i każda z nas spełniła się jako żona i matka.

Lusia wyjechała do innego miasta. Tereska jest gdzieś tam i los nas już więcej ze sobą nie spotkał, a tylko w przelocie kilka zdań i każda z nas biegła do swoich spraw.

Dlaczego piosenka na początku się pojawiła? Dlatego, że mimo, iż mam na karku już sporo lat, to wciąż, gdzieś tam w środku jest ta dziewczynka, która kiedyś miała koleżanki ze szkoły, a także marzenia na przyszłość. Część się z nich ziściła, a część jednak nie – z różnych losowych przyczyn.

Tak sobie myślę, że mimo tych przeżytych lat, gdyby mi wypadało i zdrowie pozwoliło, to bym sobie z chęcią pograła w klasy, poskakała w gumę, alby rowerem zygzakiem jechała przez ulicę. Weszłabym na drzewo, przepłynęła jezioro, wlazła na górę i jak dawniej byłabym szaloną dziewczyną z bliznami na nogach, bo taka przecież byłam!

Kończąc ten wpis, też dość chaotyczny nigdy bym nie chciała, aby ta  dawna dziewczyna  ze mnie nie uszła i oby jakaś demencja starcza nie zmieniła mnie w potwora i zrzędę, która uprzykrza życie swoim bliskim.

Tego Wam życzę także – wszystkim dziewczynom i chłopcom, ze szronem na głowie, a w sercu ciągle z majem.:)

Niech młodzi nie zabierają Babciom marzeń

Pani Jadwiga już miała przechodzić na zasłużoną emeryturę kiedy spadł na nią grom z jasnego nieba. Pewnego dnia zapadła diagnoza, że jej mąż Jurek ma raka jelita grubego i rokowania są niestety, ale bardzo słabe i lekarze nie dawali mężowi większej nadziei.

Postanowili walczyć z całych sił i jeździli po prywatnych lekarzach, a także uzdrowicielach, aby tylko choróbsko pokonać, ale niestety. Minęły dwa lata i mąż Jadwigi zmarł po morderczej walce.

Długo nie mogła się pozbierać, bo  tak się stało jakby ktoś odłączył Jadwigę od tlenu i oddychała na zwolnionych obrotach. Przeszła na emeryturę i nie wiedziała jak ma dalej pokierować swoim życiem, aby mogła się na nowo nim cieszyć. Szukała czegoś takiego, co było by balsamem na schorowaną i obolałą jej duszę.

Syn, jedynak pewnego razu zadzwonił i oznajmił jej, że jego żona, którą Jadwiga średnio lubiła jest w ciąży i tu zapaliło się Jadwidze światełko, że może to jeszcze nie narodzone dziecko stanie się dla niej ratunkiem.

I faktycznie tak było, ponieważ sama zaproponowała, aby synowa jak najszybciej wróciła do pracy, a ona zajmie się maleństwem, bo czuje się na siłach. Pani Jadwiga mimo zbliżającej się sześćdziesiątki trzymała się świetnie i była w dobrej formie, a więc opieka nad maluchem nie będzie stanowiła żadnego problemu.

Synowa przyklasnęła, bo każdy rok przerwy w pracy oddalał ją od wymarzonego awansu w szkole, a bardzo jej zależało, aby zrobić nauczyciela mianowanego i w związku z tym jej finanse znacznie by się poprawiły.

Kiedy urodził się wnuczek od razu się w nim zakochała i wzięła na siebie obowiązek pilnowania malucha, aby nie musiał chodzić do żłobka i nie łapał wszelkich wirusów od innych zakatarzonych maluchów. Wnusiu rósł jak należy i tak też się rozwijał, a Jadwiga doskonale radziła sobie z obowiązkami. Kiedy maluch spał, to gotowała dla syna i synowej obiad, aby zawsze po pracy mieli na stole  ciepłą strawę.

Nie dokładała się do rachunków, bo syn zawsze się z nią rozliczał, a więc była w stanie zaoszczędzić dla siebie trochę pieniędzy, bo najadała się razem z młodymi.

Mijały lata i się nie obejrzeli wszyscy, kiedy wnuczkowi trzeba było kupić wyprawkę do szkoły. Przyszła już pora na szkołę, a więc pewnego dnia Jadwiga zagadnęła, że w związku z tym nie będzie  już tak bardzo potrzebna i młodzi sobie dadzą już świetnie radę.

Kochała oglądać w telewizji programy podróżnicze i zawsze marzyła, aby zwiedzić jeszcze kawałek świata. Nie czekała długo na realizację swojego marzenia, bo wykupiła wycieczkę do Włoch, aby zwiedzić Rzym, a potem jeszcze Hiszpanię i Portugalię. Miała oszczędności, a więc nic nie powinno stanąć jej na przeszkodzie.

Zadzwoniła do syna, że właśnie się pakuje i za tydzień rusza w świat i oznajmiła, że jest tak bardzo szczęśliwa, że na stare lata spełni swoje marzenie.

Myślała, że syn się ucieszy razem z nią, ale tak się nie stało. Po godzinie wpadła do niej synowa z pretensjami, że chyba zwariowała, że chyba jej odbiło, bo ona wciąż jej potrzebuje, bo kto jej syna odprowadzi do szkoły i przyprowadzi i kto ugotuje im obiad skoro oni do domu wracają dopiero po 17, a więc niech sobie wybije z głowy te swoje urojone marzenia, bo jej miejsce jest przy wnuku i rodzinie i niech pokaże zaświadczenie od psychologa i psychiatry, że jest zdrowa na umyśle to będzie cud, bo stare kobiety siedzą w domu i mają obowiązek pomagania swoim dzieciom, a nie tam jakieś szlajanie się po świecie – wykrzyczała na jednym tchu.

Tak wrzeszczała na Jadwigę, że ta w końcu zwątpiła w swoje marzenie i prawie uwierzyła synowej, że faktycznie chyba jej odwaliło, że zachciało jej się wojaży. Bolało ją, że syn nie chciał się narazić żonie i nie chciał się narazić matce, a więc dziwnie zamilkł i schował się, bo chciał być niewidzialnym w tym sporze.

Minęła bezsenna noc i Jadwiga biła się z myślami. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć, że w oczach swojego syna i synowej jest już wrakiem i nie wolno jej marzyć, a więc swoją wycieczkę nie odwołała, ale przesunęła na inny termin, co było dość trudne, ale się udało.

Poszła do psychologa prywatnie, za co zapłaciła 200 zł, ale za kilka dni rzuciła synowej przed oczy opinię, że jest całkowicie zdrowa na umyśle i pojechała tam gdzie sobie wymarzyła, a kiedy wróciła z poznanym panem z wycieczki była na nowo szczęśliwa, ale tym się młodym nie pochwaliła, a z ukochanym kupili działkę, na której przebywali od wczesnej wiosny, do późnej jesieni.

A młodzi? Poradzili sobie znakomicie.

 „Dorota Wellman (skończyła 54 lata): Nie wiedzieć czemu, mężczyznom wiek dodaje doświadczenia i mądrości. Kobietom wieku się nie wybacza”

„Najczęściej kobieta po 50-tce słyszy, że takiej jak ona „starej wiedźmie”, „starej pudernicy”, w najlepszym razie „dzidzi piernik” nie wypada tego, czy tamtego”

http://http://stylzycia.newsweek.pl/dyskryminacja-kobiet-w-polsce-polki-po-50-tce,artykuly,358571,1.html

Czy komputery i tablety – nie dla Seniora niestety?

„Parę dni temu ruszyła kampania „Wyloguj się do życia”, która ma zwrócić uwagę na problem uzależnienia od internetu.

Badania EU Kids Online 2011 pokazują, że ponad 38 % polskich nastolatków w wieku 11-16 lat „czuje się bardziej sobą online” niż w kontaktach bezpośrednich z innymi ludźmi. 35 % dzieci w tym wieku zaniedbuje bliskich, szkołę i hobby z powodu spędzania czasu w internecie, a 32 % bezskutecznie próbuje marnować mniej czasu przy komputerze, czyli nie kontroluje już problemu.”

http://www.wylogujsie.org/

Faktem jest, że komputery są już wszechobecne. Widzimy je w bankach, sklepach, u lekarzy, w biurach, a więc nie potrafimy z nimi już się rozstać. Martwi tylko, że młodzież, tak jak kiedyś bywało, gdy nikt jeszcze o komputerach nie słyszał nie spędza więcej czasu z rówieśnikami na podwórkach. My starsi więcej czasu spędzaliśmy na boiskach, uprawiając sport i tak się wyżywaliśmy w ruchu i będąc większość czasu na świeżym powietrzu. Każdy senior pewnie pamięta swoje dzieciństwo i młodość i byliśmy chyba szczęśliwsi, niż współczesne nastolatki, które bez komputera nie potrafią już żyć. Załatwiają wszystkie swoje sprawy przez portale społecznościowe, komunikatory i tak się ze sobą porozumiewają. Smutne jest to, że nie potrafią już inaczej funkcjonować i chyba wielu z nich cierpi na samotność, bo brak realnych kontaktów z innymi, tę samotność jednak musi sprawiać.

Rodzice często nie panują nad swoimi dziećmi i praktycznie nie mają pojęcia, co ich latorość w sieci robi. Nie kontrolują, często niewłaściwego zachowania swoich dzieci. Smutne jest to, że Internet często sprawia, że młodzież chce się komuś przypodobać i publikują swoje zdjęcia, narażając się niejednokrotnie na ostrą krytykę, a potem nie mogą sobie z tym poradzić.

Istotne zagrożenia czyhają w sieci dla ludzi bez doświadczenia życiowego, co często powoduje rozterki i niemoc poradzenia sobie z krytycznymi ocenami. 

Dlatego myślę, że akcja „Wyloguj się do życia” jest bardzo potrzebna, ale tutaj dużą rolę musi odegrać zaangażowanie rodziców i szkoły – rzecz jasna.

A jak jest z Seniorami?

 „Badania przeprowadzone w marcu 2012 roku przez Megapanel PBI Gemius pokazują wyraźnie, że niewielu polskich seniorów korzysta z komputera i internetu – w grupie 60+ to jedynie 12 proc, czyli ponad 900 tys. osób. Polska boryka się z problemem starzejącego się społeczeństwa i powinniśmy pamiętać, że grupa osób 60+ stale rośnie. Na tle grupy wiekowej 7-59, z której ponad 65 proc. osób korzysta z sieci, wynik najstarszej części społeczeństwa nie napawa optymizmem. Starsze osoby nie korzystające z komputera i odcięte od sieci tracą szansę na realizację swoich pasji i nie są w stanie skorzystać z wszystkich rzeczy, które oferuje im internet.”

http://tech.wp.pl/kat,1009785,title,Internet-dla-babci-i-dziadka-Czy-seniorzy-korzystaja-z-komputerow-i-sieci,wid,15270537,wiadomosc.html

Senior powinien za to wbrew wszelkich uzależnieniom od Internetu mieć w domu komputer i to jest Seniorowi zalecane po prostu! 

Senior z racji, że ma więcej wolnego czasu, bo się już w życiu napracował, powinien nauczyć się serfowania po sieci, choć zdaję sobie sprawę, że wielu Seniorów nie stać jest, aby ten komputer sobie kupić, odbyć jakiś kurs na początek, a potem opłacić abonament.

Ale jeśli tylko tak się składa, że stać nas na ten komputer, to lekarze wręcz zalecają Seniorom surfowanie po sieci, ponieważ taka aktywność powoduje, że Senior ćwiczy sobie komórki mózgowe o wiele skuteczniej, niż podczas czytania książek, czy rozwiązywania krzyżówek. Sorry, tak wyczytałam gdzieś tam.

Ponadto Senior często mieszka sam, z dala od swoich dzieci i rodziny, a więc za pomocą tej szalonej maszynki, może z powodzeniem spotkać się na komunikatorach z kamerką i sobie tak umilić życie. 

W sieci mamy wszytko, dosłownie wszystko i za pomocą Internetu Senior będzie się mniej czuł samotny, bo przecież jeśli tylko jest dobra wola, można w sieci zapoznawać nowych ludzi i spełniać swoje marzenia. Można posłuchać ulubionej muzyki, czytać wiersze, czy też oglądać filmy. Wszystko to za pomocą tego czegoś, bez wychodzenia z domu, pod ciepłym kocem i z gorącą herbatą. Fajnie co nie? 

Ja nie wiem, jak ja kiedyś żyłam bez Internetu, a teraz to sobie kompletnie nie wyobrażam życia bez kompa, jak to mawia młodzież. Jestem zakochana w moim laptopie i cieszę się, że mogę zajrzeć na YT, mogę obejrzeć film na VOD. Mogę pogadać na FB i mogę się zobaczyć z rodziną na Skype. Obcykana jestem – prawda? 😀

Pewnie, że jeszcze dużo nie wiem i wciąż szperam i wciąż szukam czegoś nowego i się uczę jak mądrze korzystać z sieci, a wciąż mam z tego radość. Może powinnam trochę się wylogować, bo dzieci się trochę martwią, że ich matka spędza tyle czasu w sieci, ale ja Im zadaję od razu pytanie, czy jeśli mnie potrzebują, to czy mnie nie ma? W ten sposób zakańczam dyskusję nad moim uzależnieniem, a z drugiej strony, to ciężko jest zagospodarować Seniorowi cały swój dzień i tych wszystkich godzin w ciągu doby, a więc komputer to jest świetne rozwiązanie, na samotność i na poszerzanie swoich horyzontów i oczywiście świetne rozwiązanie, by pisać bloga. 🙂

Ciekawa jestem jak to z Wami jest? Pogadajmy. 🙂

Meno – furia, czy to jest koniec życia kobiety?

Dopiero teraz baczniej się sobie przyglądam w lustrze, gdyż przez całe zabiegane życie tylko szybki makijaż i w drogę pędzić przez życie. Lubię patrzeć na siebie właśnie teraz i nie szkodzi, że mam o wiele więcej lat. Lubię patrzeć na siebie taką spokojną i nie szkodzi, że tych zmarszczek przybywa, skoro jest taka kolej rzeczy. Widzę w lustrze osobę, która wiele przeżyła w swoim życiu, ale mimo to, żyje nadal i cieszy się, że żyje.

Ludzi w moim wieku powinna cechować mądrość życiowa, taka, aby tłumaczyć młodym, by żyli zgodnie z prawami ludzkimi. Aby mieli na uwadze prawość i szczerość wobec innych ludzi, wobec swojej rodziny. Ludzie starsi powinni być dla młodych – drogowskazem, który kieruje ich na ścieżkę prawdy i ludzkich ideałów.

Jakże często spotyka się ludzi starszych, nadąsanych i wiecznie niezadowolonych. Takich starych zgredów, których przeżyte lata niczego nie nauczyły. Młodzi mówią, że wapno jest na drucie, kiedy matka zgorzkniała dzwoni do swojego dziecka i mędzi mu farmazony, bo wydaje jej się, że to ona ma patent na wszystko. Kiedy dzwoni matka inteligentna, to nikt jej nie nazwie wapnem, a będzie się cieszył, że może ze swoją staruszką, czy kochanym staruszkiem chwilę pogadać i sprawia mu to przyjemność.

Jest wiele określeń na ludzi w moim wieku, ale jak się zachowujemy, tak jesteśmy postrzegani, a więc nie wiem od czego to zależy, że niektórzy ludzie starsi tak szybko gorzknieją i robią się nie do zniesienia, kiedy inni roztaczają nad sobą tęczową aurę i zarażają innych uśmiechem i pogodą ducha.

W mediach często widzi się ludzi starszych, których telewizje zapraszają, aby opowiedzieli o tym, na czym się najlepiej znają, a więc niedawno widziałam na ekranie Annę Dymną, aktorkę i wielką społeczniczkę. Pani Ania nabrała kilogramów, a wiąż jest piękną kobietą. Potrafi tak wspaniale zarażać ludzi do pomocy dzieciom upośledzonym, a jednocześnie opowiada o poezji i prozie i wciąż się rozwija. Podaję taki jednostkowy przykład, kiedy starsze lata wpływają na człowieka mobilizująco, a nie destrukcyjnie.

Taki pan Jan Pietrzak, ikona kabaretu z czasów PRL-u. Wszyscy starsi pamiętają jak śpiewał, aby Polska była Polską i tą piosenką porywał tłumy. Co się z nim stało na stare lata, to strach go teraz słuchać i oglądać. Tak samo przedstawia się osoba kabareciarza Rywińskiego, którego już nie widać za jego ogromnej brody, bo tak się zapuścił i ta sama sytuacja, co z Pietrzakiem. Kto by pomyślał, że kiedyś nas bawili, a teraz tylko drażnią i budzą niesmak.

Każdy ma prawo do krytyki, ale uważam, że powinno się wyrażać swoje myśli w sposób kulturalny, zgodnie z kanonami dyskusji, a ile razy słyszy się i czyta, jak ludzie starsi idą na noże, tylko ja się pytam, po co? Została do przeżycia końcówka danych nam lat i już prawie śmierć w oczy zagląda w postaci różnistych chorób, a mimo to niektórzy szarpią się i obrażają innych ludzi, którzy inaczej postrzegają rzeczywistość i potrafią trzymać nerwy na wodzy, bo nie uchodzi, aby cały czas pluć jadem i twierdzić, że to tylko pada deszcz.

Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że ktoś inny od tego jadu się uchyla i wciąż wyciera, ale dojdzie kiedyś do takiej granicy, że też będzie musiał uruchomić gruczoły jadowe, czasami wbrew sobie i swoim poglądom, ale jak mus to mus.

Nie jestem w stanie pojąć tych trolli, którzy mnie codziennie obrażają i ja mam nadzieję, że znajdzie się na nich sposób i odpokutują swoją nieziemską głupotę. Ja nie mam pojęcia, jak te babinki patrzą na siebie w lustrze. Przecież to musi być straszny widok, takiej zmarszczonej i zaciętej twarzy, wykrzywionej przez ten jad, tak bardzo pielęgnowany i podkarmiany. Przecież od tego jadu, musi mieć w gębie tylko samą gorycz, że nawet zjedzony kawałek czekolady ma gorzki smak.Podobno Ukraińcy byli tacy zacięci, kiedy mordowali Polaków!

Ale ja nie o tym, bo wracając do mojej osoby, to stwierdzam z pełną odpowiedzialnością, że życie po menopauzie jest całkiem spoko, a oto przykład najważniejszy – już nigdy nie zajdę w ciążę i ten tego jest zupełnie bezpieczne. Po drugie, nie muszę prawie nic i choć chcę, to robię kiedy mam na to ochotę. Po trzecie, wciąż jesteśmy razem, mądrzejsi i bardziej spokojni. Po trzecie, moje dzieci żyją szczęśliwie w swoich rodzinach i jeśli potrzebują mojej rady, to ją otrzymują. Naprawdę ta meno – furia jest przereklamowana, bo ja widzę w niej same pozytywy. Kiedy wkraczałam w meno – furię, owszem były te zlewne poty, ale dawałam sobie z tym radę, bez tych wszystkich pigułek i plasterków, bardzo groźnych dla zdrowia, bo wystarczyło przeczytać ulotkę, aby wywalić to do kosza.

Meno – furia nie zrobiła ze mnie jędzy, a wręcz odwrotnie. Stałam się bardziej opanowana i najpierw myślę, a potem robię. Kobieta w meno – furii ma szereg dolegliwości i kłopotów ze zdrowiem, ale to od niej zależy, czy się pogodzi z tą granicą, wkraczającą w starość. Niektórzy myślą, że kobieta po meno – furii, to już tylko niańczenie wnuków i pomoc swoim dzieciom. Jest to błędne rozumowane, bo wiele kobiet dopiero po meno – furii realizuje swoje marzenia, na które czasu nie było w zaganianym życiu, a więc pochwała dla meno – furii, bo ja widzę w niej same pozytywy.

No to się napisałam, a teraz zjem sobie bobiku. 😀

Wszystko jest na swoim miejscu

Kumulacja z Toto-Lotka, czy jak to się tam pisze, bo nigdy nie byłam hazardzistką. Mąż mówi, że chyba dziś wyśle kupon, bo jest ta kumulacja i pyta mnie, co ma mi kupić, jeśli wygra te miliony. Może kupię ci wypasiony komputer, albo zrobię ci studio komputerowe i czeka na moją odpowiedź, a ja, że komputer mam i w zasadzie wszystko mam, a więc na mnie za dużo tej kasy nie wyda i on się zawiódł, że nie wymieniłam czegoś tam z górnej półki, aby mógł zaspokoić moją próżność. 😀

To jestem właśnie cała ja, że nie pożądam rzeczy materialnych i nie mam mani otaczania się gadżetami. Nie mam marzeń, aby zwiedzić cały świat, bo kocham ten świat, w którym obecnie żyję. No może poprosiłabym o zakup domu nad naszym morzem i żeby tam zamieszkał oczywiście ze mną mój mąż, bo mam fioła na punkcie naszego Bałtyku i już sobie wyobraziłam siebie, spacerującą brzegiem i robieniu zdjęć zachodom i wschodom słońca i to, jak kontempluję i rozmyślam nad sensem życia. 😀 To jest moje jedyne marzenie, mieć dom nad morzem, ale nie realne, bo tutaj mąż ma pracę, którą kocha, a więc pstryk i po marzeniu.

Ludzie, którzy mają kasę robią w życiu różne rzeczy. Kupują jachty, samoloty, skaczą ze spadochronem, szybują po niebie, bywają w luksusowych hotelach w Dubaju, zwiedzają świat, ale czy są szczęśliwsi ode mnie? Kiedy już się tak nasycą tym światem i spełnią wszystkie swoje marzenia, zaczynają fiksować, bo wszędzie już byli, a i tak szczęścia nie znaleźli. Ile ludzi, którym zdawałoby się nie brakowało ptasiego mleka, skończyło bardzo tragicznie, bo wpadli w szpony alkoholu, rozpusty, czy też narkotyków i dziwnych związków. Weźmy przepiękną kobietę Marlin Monroe. Miała wszystko, bo pieniądze i wszystkich mężczyzn u swoich stóp. Mogła czerpać z życia najlepsze kąski, a skończyła tak bardzo żałośnie i jej śmierć jest nadal wielką zagadką.

Weźmy takiego Michaela Jacksona , króla muzyki. Obracał milionami, kupując wszystko, czasami wielki kicz i umarł z przedawkowania leków, bo nie radził sobie z popularnością. Wstydził się, że jest czarnoskóry i wydawał wielkie pieniądze by się wybielić, co skończyło się dość żałosnym widokiem.

Można tak wymieniać i takich przypadków jest nieskończoność, w świecie sztuki, biznesu i innych dziedzin, na których ludzie dorobili się wielkich pieniędzy i z tego wysnuwam oklepany wniosek, że pieniądze szczęścia nie dają i to tłumaczę mężowi, że mamy tyle ile mamy i nam starcza, a więc po co to zmieniać?

Dokąd się tak spieszyłam całe życie?

Kiedy byłam chyba 10 letnią dziewczynką, chciałam czym prędzej mieć cycki. Chciałam być już dorosła i dlatego zakładałam Mamy biustonosz i wypychałam go watą, a także zakładałam jej pas do pończoch i na żabki zapinałam pończochy. Z koleżanką zakładałyśmy szpilki naszych Mam i bawiłyśmy się w dorosłe kobiety.

Kiedy miałam 16 lat, marzyłam już o przystojnym mężczyźnie, z którym wezmę ślub i będziemy mieli śliczne i zdrowe dzieci. Chciałam i marzyłam, aby moja rodzina była najszczęśliwsza ze wszystkich.

Kiedy byłam już mężatką w wieku 20 lat, marzyłam aby zajść w ciążę z tym moim wybranym i mieć z nim dwoje dzieci, bo tylko dwoje chciałam mieć.

Kiedy miałam 28 lat, a moje dzieci wyszły już z pieluch, marzyłam, aby dobrze się uczyły i wyrosły na piękne i mądre kobiety.

Kiedy miałam 50 lat, marzyłam, aby One znalazły sobie odpowiedzialnych facetów, którzy będą dla nich podporą i opoką i będą miały z nimi fajne, zdrowe dzieci.

A co teraz, kiedy zbliżam się do 60 – tki w zastraszającym tempie? Cholera i tu nie wiem dlaczego się tak nerwowo do wszystkiego spieszyłam? Po co mi był ten pośpiech, kiedy czas biegnie jak szalony, a mnie codziennie prześladuje myśl, że to końcówka niestety. Nie mogę pozbyć się tych natrętnych myśli i tak mi żal minionych lat. Myślę sobie, że tak wiele spraw mogłoby inaczej być rozwiązanych. Niepotrzebne były te wszystkie życiowe zawirowania i moje życie mogłoby wyglądać nieco inaczej. Myślę sobie, co po sobie zostawię, oprócz szafy pełnej ciuchów i albumów ze zdjęciami? Może to wszystko kiedyś wyląduje na śmietniku i tyle z tego wszystkiego będzie!

Owszem, zostawię moje dzieci i moje wnuki, ale już nie będę mogła obserwować jak rosną i dojrzewają i tego kurde najbardziej mi będzie żal.

Nie mogę poddawać się. Nie mogę zapaść się w sobie, bo wciąż kocham życie, męża  i swoją rodzinę, a jutro pomyślę  jak uciec od katastroficznych myśli.

Piszę bloga i nie tylko dla siebie, a dlatego, żeby w razie czego pozostał mój mały ślad, że byłam na tej ziemi, czułam i odczuwałam. Tęskniłam i potępiałam. Cieszyłam się i płakałam. Niech zostanie dla potomnych – taki jest bloga cel.