Archiwa tagu: matka

Rozmowa matki z córką!

www.egeppert.com

Z moim Mężem poznaliśmy się w 1972 roku i zaczęliśmy ze sobą chodzić-  jak to się dawniej nazywało.

Chodziliśmy więc po naszych alejkach nad jeziorem przez 4 lata.

Długo się nie całowaliśmy, bo każde z nas było bardzo nieśmiałe ha ha.

Pewnego dnia, a był to rok 1976 powiedziałam Mamie, że postanowiliśmy się pobrać i oto moja Mama przeprowadziła ze mną taką rozmowę – prawie tak dokładną jak w piosence Edyty Geppert napisaną przez Michała Łuszczyńskiego:

„Mamo, on zaprosił wczoraj mnie do kina
Mamo, on mi dzisiaj kupił tuzin róż
Mamo, on ma tutaj być za pół godziny
Mamo, on beze mnie żyć nie może już

Córko, sądząc po nazwisku żaden z niego książę ani hrabia
Córko, on nie skończył w życiu żadnych studiów ani szkół
Córko, czy ty wiesz, ile tak naprawdę on zarabia
Córko, nie pozwolę, żeby taki życie tobie psuł

Mamo, dziś nieważne pochodzenie i tytuły
Mamo, nie chcę żeby pieniądz rządził mną
Mamo, nawet nie wiesz jaki on jest dla mnie czuły
Mamo, zrozum dzisiaj czasy całkiem inne są

Córko, chcę pomówić właśnie o dzisiejszych czasach
Córko, to co widzę chyba mi się śni
Córko, taki w nic nie wierzy, nie uznaje żadnych zasad
Córko, on ma jedno w głowie, uwierz mi

Mamo, w takim razie powiedz, czemu wyszłaś za mąż za tatusia
Czemu nie słuchałaś babci przestróg oraz mądrych rad
Mamo, to przeze mnie on się z tobą żenić musiał
Mamo, sama widzisz nie zawalił się od tego świat

Córko, nie porównuj mnie do siebie, bo to nie to samo
Córko, tamte czasy to nie to, co dziś
Córko, mam rozumieć, że zostaniesz… mamą
Córko… mamo… córko… mamo…”

Autor tekstu: Michał „Lonstar” Łuszczyński

Moja Mama uważała, że do siebie kompletnie nie pasujemy, bo mówiła, że jestem spokojną dziewczyną, a wybrałam sobie łobuza takiego, w którym kochały się wszystkie dziewczyny, bo dziewczyny lubią takich chłopaków z fantazją!

Uważam, że Mama się pomyliła, gdyż jesteśmy ze sobą za chwilę 44 lata i mimo przeróżnych turbulencji wciąż się kochamy.

Parę razy było na noże i blisko rozwodowi, ale przetrwaliśmy i już do końca życia naszego będziemy razem.

Moja Mama niestety też źle wybrała, a chciała pouczać mnie, kiedy wzięła rozwód z moim Ojcem po 17 lat pożycia!

Jestem dumna z siebie, że walczyłam jak lwica o swoje małżeństwo, bo teraz na stare lata mam do kogo otworzyć buzię i wciąż się z Mężem uzupełniamy!

Dziś zrobiliśmy wspólnie mały lifting łazienki, bo zmieniliśmy łazienkową lampę na bardziej nowoczesną i jasną, a także kratkę wentylacyjną, oraz zmieniliśmy deskę klozetową. Niby nic, ale zawsze jest to taka mała zmiana!

Mamy dwie Córki, które dokonały samodzielnie swoich wyborów, co do towarzysza życia i nigdy im nie odradzałam i nie tłumaczyłam, że to zły wybór!

Jestem z tego dumna, że pozwoliłam im na samodzielne wybory i żadna nie ma do mnie pretensji, gdyż nie interweniowałam, a im zaufałam!

Morał z tego taki, że niech każdy sam poszukuje swojego szczęścia na tym świecie i jeśli zaiskrzy – nie wtrącajmy się!

W niedzielę oglądałam program pt. „Szansa na sukces”, w którym amatorzy śpiewają piosenki sławnych artystów i trafiłam na Edytę Geppert, którą bardzo lubię i jej piosenki.

Zapraszam więc na koncert jej nietuzinkowych piosenek!

 

 

Rodzić po ludzku!

Dla każdej kobiety urodzenie dziecka powinno być wielkim wydarzeniem, a więc także wielkim szczęściem.

Wczoraj dokumentalny program „Czarno na białym” pokazał jakże w wielu przypadkach jest to szok dla kobiety, który będzie kobieta pamiętała do końca życia.

Rodziłam swoje Córki pod koniec lat 70 – tych, a więc w głębokim PRL-u.

Naprawdę nie wspominam tego mile i gdy po porodzie wracałam do domu z dzieckiem byłam tylko  na szczęście w lekkiej depresji!

Pierwszą Córkę rodziłam dość długo i byłam pozostawiona sama sobie w boleściach, a położna tylko powiedziała, że te pierwiastki, to są histeryczki!

Kiedy w końcu urodziłam dziecko zostało automatycznie mi zabrane i nie było tego, abym je przywitała na tym świecie i nawet mi nie pokazano jak wygląda!

Zabrali mi je i dopiero rano podano do karmienia i nawet nikt nie zainteresował się, że moja Córka nie chce podjąć piersi do karmienie! Siedziałam i płakałam.

Nawet mi nie powiedziano, że nakarmili moje dziecko mlekiem innej kobiety!

Drugą Córkę rodziłam w grudniu 1979 roku i była to zima stulecia w Polsce.

Urodziłam ją dużo lżej o godzinie 12.20 i znowu zabrali mi dziecko bez możliwości przywitania się!

Położono mnie pod nieszczelnym oknem w kusej koszulinie, na basenie pod prześcieradłem i tak leżałam obolała i drżąca z zimna do godziny 19 z minutami.

Położne świętowały jakieś imieniny i nie miały czasu, aby przewieźć mnie do ciepłej sali.

Dziecko ponownie dano mi dopiero rano, abym mogła je poznać po wielu godzinach.

Dwa porody i dwie traumy, z których wychodziłam wiele miesięcy po porodzie.

Reasumując, to 40 lat temu czułam się na porodówce jak jakiś intruz, który musi urodzić bez słowa wsparcia i pomocy!

Myślałam, że skoro minęło tyle lat, to kobiety teraz rodzą w dobrych warunkach i czują się zaopiekowane.

To jest ten czas, kiedy mogą skorzystać z USG i innych technologii do bezpiecznego prowadzenia ciąży, kiedy my kobiety PRL-u do końca ciąży nie wiedziałyśmy jaką płeć nosimy w brzuchu i czy dziecko jest zdrowe.

Niestety, ale nadal polskie kobiety rodzące są traktowane jak zło konieczne na porodówkach i mimo specjalistycznego sprzętu są poniewierane, że wychodzą do domu z depresją do tego stopnia, że  nie potrafią po traumie pokochać swojego dziecka!

Dokument „Czarno na białym” obnażył bardzo dokładnie, że od czasów PRL-u niewiele się zmieniło, a może nawet położne jeszcze bardziej schamiały i czytamy:

„Nie drzyj się, tylko przyj!”. Trauma porodu może być przyczyną depresji.

Narodziny dziecka – moment tak samo piękny, jak trudny, nie powinien być okraszony przemocą, wyzwiskami czy krzykiem. Żadna rodząca kobieta nie powinna czuć strachu wobec lekarzy, niepotrzebnego bólu czy uprzedmiotowienia. Niestety wciąż wiele matek z porodówek wychodzi nie tylko z noworodkiem, ale również traumą.

Kolejne standardy opieki okołoporodowej, zmiany w przepisach i nagłaśnianie tych najgorszych przypadków nie wiele zmieniają na polskich porodówkach. Ostatni raport Fundacji Rodzić po Ludzku pozostawia wiele do życzenia względem opieki nad rodzącymi kobietami. Blisko 17 proc. badanych doświadczyło przemocy słownej lub fizycznej, takiej jak krzyki, grożenie, rozkładanie nóg na siłę czy przywiązywanie do łóżka.

1. Poród, o którym chcę zapomnieć

Iwona bardzo źle wspomina opiekę podczas pierwszego porodu. Już na wejście usłyszała, że „pani się za bardzo stresuje, jak się pani tak będzie stresować to nic z tego nie będzie.” W trakcie porodu położna dalej była niemiła, teksty „nie drzyj się, tylko przyj!” padały wielokrotnie.

Jednak to szycie krocza było jej największą traumą.

 

– Do dziś mi słabo, jak sobie przypomnę. Nie dostałam znieczulenia, położne trzymały mnie za nogi, krzyczałam z bólu, wyrywałam się na fotelu i błagałam, żeby przestały. Mówiły do mnie: „Dziewczyno, nie dajesz mi pracować, przestań się rzucać! Muszę cię pozszywać, żeby mąż był zadowolony, potem przyjdzie i będzie miał do nas pretensje!” – wspomina Iwona. – Potem dostałam gaz, poczułam się jeszcze bardziej upodlona. Zdawało mi się, że obserwuję całą sytuację z zaświatów. Słyszałam własne krzyki, wyzwiska lekarki i płacz mojego synka, gdzieś w kąciku do ważenia. Pomyślałam, że umieram – podsumowuje. Wszystkiego doświadczyła w Wojewódzkim Szpitalu Podkarpackim im. Jana Pawła II w Krośnie.

Kasia rodziła w Szpitalu Śląskim w Cieszynie. Kiedy próbowała przekonać personel, że ma skurcze, usłyszała, że ma się uspokoić, dostała leki na uspokojenie.

– Później nie miałam skurczów partych, nie umiałam urodzić. Akcja się przedłużała, padły słowa: „No Kasia, nie starasz się, my nie mamy całego dnia, myślisz tylko o sobie.” Największym problemem było bagatelizowanie tego, co mówiłam, że nie dam rady, że nie wiem, jak to robić – mówi.

Podczas całego pobytu w szpitalu Kasia usłyszała również komentarz o tym, że nie ma męża, i że fajnie tak sobie zrobić dziecko i odpoczywać w szpitalu.

Marta do Szpitala MSWiA w Warszawie trafiła jeszcze w ciąży. Lekarza zaniepokoiły jej wyniki, więc dostała skierowanie na oddział. Lekarz, który ją badał z obrzydzeniem poinformował ją, że istnieją golarki i on nie wie, jak mogła się tak zapuścić.

Sylwia w związku z silnym lękiem przed porodem leczyła się u psychiatry. Z zaświadczeniem o strachu przed cesarskim cięciem pojawiła się na porodówce. Tam otrzymała pseudonim psychiczna… Przez cały pobyt w Szpitalu Wojewódzkim w Białymstoku czuła się wyśmiewana.

Ola usłyszała, że nie potrafi przeć, w ogóle tego nie robi.

– Położna powiedziała, że zaraz uduszę dziecko i je męczę. Tętno spadało, lekarze szeptali między sobą. Zbiegło się jeszcze kilka osób, lekarka przytrzymywała mi brzuch, żeby syn nie cofał się po skurczu. Ostatecznie położna nacięła krocze, mimo że główka nie była na krawędzi. Bolało jak skurczybyk – opowiada.

Agatę do terapii skłonił fakt, że nie potrafiła nawet myśleć o własnym porodzie bez łez:

– Na jego wspomnienie nie mogłam złapać oddechu. To, co wydarzyło się na sali porodowej wpłynęło na moje postrzeganie siebie, czułam, że się zawiodłam. Wiem, że gdyby to był mój pierwszy poród, to miałabym tylko jedno dziecko – wraca do traumatycznych przeżyć Agata.

Iwona po porodzie czuła się jak śmieć, nie potrafiła nawet karmić piersią. Kolejny poród był dużo łatwiejszy, mimo to wszystkie emocje wróciły – zdecydowała się na terapię i dopiero ta pomogła jej znów poczuć się dobrze.

2. Trudny poród przyczyną depresji poporodowej?

Blisko 30 proc. młodych mam dotyka depresja poporodowa. I choć jej przyczyny nie są do końca pewne, to trudny poród jest wymieniany jako jeden z czynników mogących ją powodować. Nie trudno dostrzec związku między poniżającym, pełnym przemocy porodem, a złym stanem psychicznym kobiety, która i tak znajduje się w zupełnie nowej życiowej roli.

Historie opisywane w artykule, są pełne przemocy. Wiele z nich nosi znamiona traumy, jest powodem ogromnego cierpienia młodych matek. Trauma ta jest tym dotkliwsza, bo wydarzyła się w czasie wielkiej wrażliwości i podatności na zranienie. Skutki traumatycznych wydarzeń w tak delikatnym dla kobiecej psychiki okresie, jakim jest sytuacja porodu czy połogu oraz brak wsparcia ze strony personelu i najbliższego otoczenia, mogą wpływać bezpośrednio na matkę – mówi psycholog i psychoterapeuta Magdalena Borkowska.

3. Depresja poporodowa – problem całej rodziny

Warto pamiętać, że depresja poporodowa to poważna choroba. Ma ona wpływ nie tylko na matkę, ale również na dziecko. Badania nad relacjami potwierdzają, że kiedy występuje depresja, pomocy potrzebują dwie osoby – matka i dziecko. Zły stan psychiczny matki może negatywnie wpłynąć na więź tworzącą się między nią a dzieckiem oraz rozwój młodego człowieka.

 Nie należy zapominać także o wpływie opisywanych traum na dziecko i relację partnerską między rodzicami. Kobiety doznające krzywdy i przemocy ze strony osób, które w założeniu mają się nimi opiekować, są bardziej narażone na wystąpienie objawów depresji poporodowej, a także zespołu stresu pourazowego – tłumaczy Magdalena Borkowska.

4. Poród to nie koniec

Traumatyczne doświadczenia porodowe dają o sobie znać również w domu, kiedy mama z dzieckiem może już odetchnąć od szpitalnej rzeczywistości. Nawet jeśli to, jak została potraktowana, nie skończy się depresją, może mocno wpłynąć na to, jakie będą początki jej macierzyństwa.

– Moment pojawienia się dziecka na świecie, ale i całe wczesne macierzyństwo – szczególnie pierwsze dni z dzieckiem są dla matek chwilą, którą zazwyczaj wyobrażają sobie, jako coś pięknego. Zaniedbania personelu prowadzące do brutalizacji chwili, która miała i mogła być piękną, może spowodować wielkie poczucie straty. Straty tego wymarzonego czasu, którego nie da się przecież powtórzyć – tłumaczy psycholog. – Matka w takiej sytuacji może doświadczać procesu żałoby i potrzebować czasu, aby powrócić do równowagi psychicznej.

Pozostaje mieć nadzieję, że nie tak dużo czasu musi upłynąć, zanim na polskich porodówkach zmieni się stosunek do rodzących. W żadnym wypadku nie należy traktować matek jako roszczeniowych, bo szacunek do drugiej osoby nie jest czymś, o co powinniśmy walczyć. Szczególnie w tak trudnym i wyjątkowym momencie, jak poród.

Trauma porodu

Idzie starość i nie ma na to rady!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Wczoraj mój Mąż wyszedł do miasta, aby załatwić swoją, zawodową sprawę i przechodząc obok tablicy z klepsydrami – stanął jak wryty!

Zadzwonił do mnie i powiedział mi, że oto kolejny nasz znajomy z lat szkolnych – odszedł!

Młody jeszcze, bo miał zaledwie 63 lata – wysoki, przystojny, porządny facet!

Mąż bardzo się zmartwił, gdyż niestety odchodzą nasi znajomi jakże często w kwiecie wieku.

Oboje ubolewamy, że nas urodzonych w latach 50-tych, coraz mniej zostaje.

Dlatego nie zabraniam Mężowi spotykać się z tymi, co żyją, bo być może jutro kogoś może znowu zabraknąć.

Dziś się spotkali koledzy z dawnej pracy i „trunkują” sobie delikatnie drinki, a delikatnie, bo są już w kwiecie wieku!

Zrobiłam chłopakom zakąskę i poprosiłam o selfie na pamiątkę z tego męskiego spotkania.

Wszyscy panowie ze zdjęcia mają wciąż swoje żony i niech tak zostanie bardzo długo!

Za chwilę będzie 22.oo, a mój Mąż pobiegł do swojej Mamy – 85 letniej, by zbadać jej ciśnienie i tak jest 2 do 3 razy dziennie na dobę – niezależnie od pory dnia.

Boję się i Mąż się boi, że nadejdzie ten przykry moment, ale póki co – trzeba być w pogotowiu!

Szanuję Męża za to, że bardzo się troszczy o swoją Mamę razem ze swoim Bratem i wspólnie dzielą się obowiązkami.

Na szczęście po odejściu Mamy Męża bracia nie będą musieli sądzić się o mieszkanie po Matce, bo jest zapisane 50 na 50, a więc sprawa jest uczciwa!

A teraz inny temat o tym jak jestem z siebie dumna!

Otóż dziś zauważyłam, że nie wysuwają mi się po prawej stronie ekranu powiadomienia o nowych komentarzach na blogu!

Jak ja nie lubię, kiedy na blogu coś mi nie gra i szwankuje.

WP powiadomił mnie, że muszę odświeżyć przeglądarkę Chrome i poszperać w ustawieniach, aby przywrócić tą opcję.

Wpadłam w Google i zaczęłam szukać, a zabrało mi to godzinę, albo i więcej.

Nie znoszę, kiedy coś mi się dzieje z komputerem, ale dałam radę i po nitce do kłębka odzyskałam powiadomienia – hurra – dałam radę bez informatyka!

 

Czasami trzeba oczyścić się z czasów PRL!

 

Å»ony mundurowych zdradzają, jak wygląda ich życie. „Z pozoru miły, a w domu piekło”

Znalazłam w sieci poniższy felieton o kobietach bitych,  maltretowanych przez swoich ojców, mężów, którzy służą Polsce i bronią jej w wojskowych mundurach.

To skłoniło mnie do wspomnień jak to było w mojej rodzinie, kiedy dorastałam.

Ojciec mój wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego w latach 50-tych jeszcze przed moimi narodzinami.

W 1954 roku pobrali się z moją mamą i tak za dwa lata na świecie pojawiłam się ja.

Ojciec naprawdę szybko awansował i był człowiekiem ambitnym, a więc piął się po szczeblach kariery wojskowej.

Wiązało się to z przenoszeniem go po różnych zielonych garnizonach, co było udręką dla mojej matki, która załatwiała to logistycznie, bo ojciec nie miał na to czasu.

Kiedy następna przeprowadzka osadziła nas w Ustce, a ja miałam 5 lat – ojciec został oddelegowany do Warszawy i tam współpracował ze znanym Kiszczakiem, który był szefem kontrwywiadu w Polsce.

Pamiętam jak ojciec przyjeżdżał z Warszawy na przepustki i długo w nocy z mamą rozmawiał i płakali. Miałam siedem lat, ale wówczas nie rozumiałam wszystkiego.

Musieliśmy się znowu przeprowadzać i w 1963 roku zamieszkaliśmy w pipidówce, jaką było moje miasto, w którym mieszkam do dziś.

Ojciec  w randze kapitana rozsypał się na drobny mak i utopił się w alkoholu, a to wiązało się z końcem kariery wojskowej.

W domu zaczął się horror, gdyż pod wpływem szalał i bił mnie, siostrę,  matkę i cały stres wyładowywał na rodzinie.

Fruwało w domu wszystko, bo meble, szkło w drzwiach, ataki na nas w nocy, kiedy drzwi były podparte krzesłami, a ja spałam na łóżku polowym.

Oberwałam po głowie pałąkiem i czym się dało, a nawet miał zamiar dźgnąć mnie nożem w plecy i tu uratowała mnie matka.

Zamarzył sobie hodowlę kur w domu i w drugim pokoju stworzył kurnik, a ja ze względu na smród nie mogłam do siebie nikogo zaprosić, bo tak się wstydziłam!

Przeszłam piekło i chyba każda z nas przeżyła horror, bo to wszystko nie było normalne.

W końcu matka wzięła rozwód, ale ojciec kompletnie sobie nie radził i w pewnym momencie znalazł się w psychiatryku, bo tak zniszczył go alkohol i samotność,

Postarałam się i ordynator szpitala pomógł mi znaleźć dla niego Dom Pomocy Społecznej i tak uratowałam go na 7 bezpiecznych lat!

Pewnego dnia dostałam telefon, że ojciec skoczył z okna i za parę dni zmarł.

Co mnie to nauczyło?

Nauczyło mnie bardzo wiele, bo chociażby to, że dzieci są świętością i nie wolno ich bić i należy tak  postępować, aby nikt nie płakał przeze mnie.

W życiu coś mi się udało, a może coś spieprzyłam, ale wciąż pracuję nad sobą, by po mojej śmierci nikt nie miał żalu, a jeśli, to niech mi wybaczy, bo każdy z nas ma prawo do błędu, ale i każdemu należy dać drugą szansę!

1 Lutego 2019 roku zmarła mama i spoczęła w jednym grobie z ojcem!

Mam nadzieję, że w końcu się pogodzili i zjednali!

Mam Męża, który przeżył w domu rodzinnym prawie to samo, bo jego ojciec także wylewał swoje wojskowe frustracje na rodzinie.

Dlatego tak świetnie się rozumiemy i we dwoje pragniemy, aby nasze dzieci nam wybaczyły małżeńskie błędy, które po latach doprowadziły nas do zgody i miłości, bo lepiej późno, niż wcale!

„Żony mundurowych zdradzają, jak wygląda ich życie. „Z pozoru miły, a w domu piekło”.

Jak wygląda życie z „wojskowym”? Czy faktycznie „za mundurem panny sznurem” i nic więcej się nie liczy? W Internecie można przeczytać wiele historii kobiet, które nie tak wyobrażały sobie życie z mężem mundurowym. Zamiast poczucia bezpieczeństwa czują w domu strach. Zamiast pomocnej dłoni mają pięść przy twarzy. Te, które przeżywają w domu podobne piekło, odważyły się napisać o tym publicznie.

Czy faktycznie prawdą może być to, że mężczyźni, którzy na co dzień są żołnierzami, policjantami, czy strażakami, mogą siłowe rozwiązania przenosić do domu?

O tym przekonały się te kobiety, które nie bały się powiedzieć o swoich historiach:

Z pozoru na zewnątrz bardzo miły, a w domu istne piekło. W większości przypadków z takimi ludźmi życie jest niemożliwe. Są dwa wyjścia, albo udawać, że nic się nie dzieje, albo go zostawić.

Niestety bardzo łatwo znaleźć takie historie, w których z pozoru spokojni mundurowi, którzy w sferze publicznej uchodzą za wzór cnót, na co dzień, za zamkniętymi drzwiami są oprawcami swoich żon.

Ja jestem dopiero 2 lata po ślubie niestety… Tyran, tyran i jeszcze raz tyran! Dzień w dzień alkohol w domu i awantury. Nie mogę mieć żadnych koleżanek, bo boi się, że będę gadała o nim, z żadnym facetem nie mogę rozmawiać, bo jest zazdrosny i robi mi wojnę, że się wtedy k…! Łamie mi hasła na komputerze czy próbuje na maile wchodzić, nie wspomnę już o sprawdzaniu telefonu. On jest najlepszy we wszystkim, o wszystkim wie, najlepiej zarabia, pracuje itp. Wszyscy wokół są głupkami i biedakami. Za kogo ja wyszłam??

Mój mąż odkąd pracuje w mundurówce, zmienił się diametralnie, alkohol i koledzy są zawsze na pierwszym miejscu. Imprezy wielogodzinne, ciągi alkoholowe, godziny nadliczbowe – to moja smutna codzienność. To prawda, że mundur zmienia ludzi, może nie wszystkich, bo nie można generalizować. Wierzę, że są mundurowi, którzy po powrocie do domu są normalnymi mężami. Mój taki nie jest. Praca w mundurówce odsłoniła jego koszmarne oblicze. Mundur uruchomił w mózgu mojego męża jakiś impuls, bo on przychodząc do domu – mentalnie wciąż w tym mundurze jest. Na razie wyprowadziłam się z domu, bo nie wierzę w żadną zmianę. Tyle razy obiecywał.

A propos wojskowych. Byłą żoną nie jestem, ale córką. Dużo jest prawdy w tym co, kobiety, piszecie 🙂 Mój ojciec ma wiele cech o których wspominacie. Jest despotyczny i nie znosi sprzeciwu. Po pracy często się na nas wyżywa (na moich siostrach i mamie). Nie pije, ale zdarzało mu się często bić mnie i moje siostry. Powodów nie było albo były błahe. A kiedy byłyśmy małe w domu musiała panować grobowa cisza. Nie mogłyśmy się bawić, słuchać muzyki itd. Mamy, mam nadzieję, nigdy nie uderzył. Moja przyjaciółka też ma ojca wojskowego. I to już jest pełna patologia. Pije, zdradza, bije itd. No i koleżanka z klasy. Jej ojciec jest „porządny”. Taki, wiecie, wyprasowany, wypachniony, elegancki. W domu błysk, zawsze pyszny obiad. Jego żona nie pracuje, więc robi wszystko w domu. Wszystko by było super, gdyby nie to, że moja przyjaciółka (19 lat) nie może sobie sama nawet ciuchów sama wybrać. Wszystko kontroluje ojciec – pułkownik. Krój, kolor itd. można powiedzieć: wojskowa dyscyplina. A, no i jeszcze sąsiadka ma męża wojskowego. On jest lekarzem wojskowym. Cóż, nie pije, chodzi do kościoła itd. ale robi łaskę, że daje pieniądze na cokolwiek, trzeba mu usługiwać na każdym kroku bo jaśnie pan nie potrafi sobie herbaty sam zalać, wszyscy wokół to hołota nie warta powiedzenia „dzień dobry”. Aha, no i też bije swoje dzieci, ot tak, żeby się za głośno nie śmiały.

„U mnie też nie można w własnym domu być szczęśliwym. Jak słucham muzyki albo bawię się z dzieckiem i głośno się śmiejemy to od razu szuka zaczepki, żeby tylko była kłótnia”.

Wtedy… idę dziecko położyć spać i sama kładę się przy nim i udaję, że śpię, żeby tylko się odczepił. Obiad o 15.30 podany na stół już musi stać jak „pan i władca”, jak chce mi zrobić na złość to nie zje go, bo nie jest głodny, a jak obiadu nie zrobię to jestem leniwą k… Jak wychodzę gdzieś z domu, muszę dokładnie co do minuty określić o której będę z powrotem, sprawdza mi paragony, telefon, łamie hasła. Ostatnio zabronił mi na studia jechać, bo tam nie wiadomo co robię… Jednym słowem żyję terroryzowana.

Oczywiście nie wszyscy tacy są, czego dowodem był ten wpis przepełniony miłością i szacunkiem.

Współczuję wam dziewczyny, ja mam zupełnie inne obserwacje związane z wojskowymi – mój śp. Tata (starszy chorąży sztabowy): cudowny, ciepły i rodzinny człowiek, jeśli przynosił jakieś problemy z pracy do domu, to po prostu rozmawiali z mamą, zero awantur, dyscypliny, alkoholu – oprócz normalnego „używania” podczas np. imprez rodzinnych, Sylwestra itp. Mój brat – major (bardzo stresująca i odpowiedzialna praca, wielu podwładnych pod sobą, odpowiedzialność za życie pilotów): udana rodzina, dwie dorosłe już córki (brat starszy ode mnie o całe pokolenie), podobnie rodzinny i kochający (chociaż mnie wkurza na każdym kroku z powodu odmiennych poglądów na życie), alkohol okazyjnie, wielu przyjaciół.

Mój kolega – lekarz wojskowy – super facet, ma świetną żonę, udane życie, synka, niezwykle uczynny wobec znajomych – kiedy mój tata ciężko zachorował, ten nieba by mu przychylił, choć nie musiał… Musiałyście bardzo pechowo trafić, ja miałam szczęście i cudowne dzieciństwo, ale wiem i widzę, jak wokół mnie (sąsiedzi to niemalże sami wojskowi) wielu z nich, zwłaszcza wojskowych starszej daty strasznie stoczyło się przez alkohol.

Jakie Wy macie doświadczenia?

https://www.popularne.pl/mundurowi-w-domu-sa-tyranami/?utm_source=facebook&utm_medium=Fanpage&utm_campaign=olap&fbclid=IwAR3Q_ChG-QhRKboDAbVEvxnKTyWHHmQJD-mCiwHvvYK2W61mQBbU-4yy4Sc

Dziś o matkach!

 

Image

Mam konto na Twitterze, ale praktycznie się tam nie udzielam, a tylko czasami czytam, co piszą politycy ze wszystkich opcji.

Wczoraj natrafiłam na wpis Doroty Zawadzkiej, która wyśmiała wpis byłej premier – Beaty Szydło, która przekręciła słowa z piosenki „Chłopców z Placu Broni” brzmiące:

„Wolność kocham i rozumiem. 
Wolności oddać nie umiem”
Chłopcy z Placu Broni!

Zawadzka to skrytykowała i napisała, że dziewczynka z Placu Broni wymyśliła sobie własną wersję.

Automatycznie pojawiły się nienawistne słowa skierowane do Zawadzkiej, której syn miał epizod z próbą gwałtu na koleżance, której podczas szarpaniny wybił ząb.

Zawadzka po raz wtóry naraziła siebie i syna na okropną krytykę prawicowych ludzi, którzy tak ją i syna skopali, że trudno mi było to czytać.

Czytałam te nienawistne komentarze i pomyślałam sobie, że pani psycholog kompletnie nie rozumie, że wdając się w krytykę PiS-u automatycznie naraża swoje dziecko na tak okrutne komentarze.

Jaka matka tak robi wiedząc, że do syna przykleiła się łatka gwałciciela i będzie musiał z tym żyć do końca swego żywota, bo media mocno nagłośniły ten jego wybryk, za który spędził 3 miesiące w areszcie.

Zawadzka ma tendencję do krytyki, a to celebrytów, a to polityków i ma prawo do swojego zdania, ale po każdej, takiej krytyce spływa na nią nienawistny hejt i dalej niczego się nie nauczyła.

Nie pojmuję dlaczego ściąga na swoje dziecko tak bardzo okrutne słowa i zamiast chronić swoje dziecko, to sama wystawia je na hejt, a tak przykro się to w sieci czyta.

Druga strona medalu, to stwierdzam, że PiS wygra wybory, bo ma ogromne poparcie tak bezwzględnych ludzi, chamskich ludzi, którzy w sieci zostawiają obrzydliwy ściek.

Wszędzie się głosi, żeby przestać hejtować, ale to jak grochem o ścianę i o tym przekonałam się wczoraj obserwując profil Zawadzkiej.

Zła, zmartwiona napisałam do niej mejla o treści:

Przeczytałam dzisiejszy hejt na Twitter i dziwię się, że ponownie naraziłaś swojego syna na hejt.
Dlaczego wdajesz się w dyskurs z prawicą, która wyrzyguje hejt na Twego syna.
Dlaczego mu to robisz, bo wydaje się, że jesteś najgorszą matką  w Polsce.
Wydaje się, że nie masz za grosz wyczucia i sama wystawiasz się na hejt i swoją rodzinę.
Jakie to przykre!”
Odpisała mi:
„Nie narażam swojego syna na hejt, bo ob jest osobą prywatną i w ogóle go to nie dotyka. Prawica wyrzyguje na wszystkich a ja nie będę milczeć bo ktoś bzdury pisze. Im o to chodzi. Niech sobie piszą co chcą. Nic z tego co wypisują nie jest prawdą, to czemu mam się przejmować?
Wyjaśnij mi to. D.”
Odpowiedziałam:
„Syn nie jest osobą prywatną. Ludzie go znają! A jednak swojego TT zamknęłaś, bo chyba dotarło w końcu, że syn czyta i dostało mu się strasznie. „
Kolejny mejl od Zawadzkiej:

„Jest osobą prywatną. Ci którzy go znają, wiedzą. Brednie innych mamy w nosie 😉

Nie ma tweetera 😉
Gdyby ci pisali obcy ludzie , ze jesteś idiotką to byś sie przejęła?  Ja nie 😉
Miłego dnia. D.”

Odpowiedziałam więc:

„5 długich lat byłam hejtowana i sprawa trafiła do Prokuratury, a więc doskonale znam smak hejtu. Przykro czytać ile pomyj wylano na syna i powinna pani go chronić, a nie narażać na ściek w sieci.
Też miłego dnia!”
Dlaczego do Zawadzkiej napisałam?
Ano dlatego, że strasznie żal mi się zrobiło tego jej syna, który tym jedynym wybrykiem sprawił, że matka w sieci może pisać już tylko neutralnie, bo w innym wypadku katuje i zabija swoje dziecko!
Znalezione obrazy dla zapytania matki w smartfonach
A teraz o młodych matkach – znalezione na Facebooku!
Stosunek współczesnych matek do swoich dzieci:
Napisała to pewna nauczycielka przedszkolna, która pilnie obserwuje obecną rzeczywistość.

„Dzień dobry, jestem matką 10 latki oraz nauczycielka z 15 letnim stażem w publicznym przedszkolu. Jestem przerażona, tak na poważnie. Czym? Właściwie kim? Otóż rodzicami(czyt. niepracujacymi „madkami”) , którzy w piękne słoneczne dni zadają sobie wiele trudu, aby wstać wcześnie rano, wyszykowac miłość swojego życia, czyli ich osobiste kochane dzieciątko i prowadzą je do dyzurujacego przedszkola, zostawiają na cały dzień w nagrzanych salach, a same idą na zasłużony odpoczynek, na pogaduszki z koleżanką itp.., po kilku godzinach pojawiają się z pytaniem „czy zjadło? ” bo przecież nie będą gotować specjalnie! O nic więcej nie pytają, bo po co? Co robiło, czy się dobrze czuje, czy jest zmęczone, czy nauczyło się czegos nowego? To jest nie ważne! I idą trzy kroki przodem zapatrzone w ekrany smartfonów przeglądając nowe posty… A dziecko… no jest gdzieś tam z tyłu… idzie…. coś tam mówi… nieważne. I tak mija dzień za dniem, ze smartfonem w ręku i dzieckiem gdzieś tam… Nawet fajnie, że jest ten dzieciak bo jeszcze 500+ wpadnie. O jeszcze trzeba kilka ładnych fotek wstawić w ładnych modnych ubrankach, które znalazły godzinami przeglądając na chińskich stronach… I mam wrażenie, że ja znam te dzieci lepiej niż one same. Mówią mi, że są niegrzeczne… ja się pytam kiedy? Bo nie zauważyłam… Może wtedy gdy się nudzą? Bo w przedszkolu są cudowne, ciekawe świata, zabawne, rozmowne… Trzeba tylko usiąść z nimi, odłożyć telefon i posłuchać co mają ciekawego do opowiedzenia, iść na spacer i poznawać świat, tam nie ma nudy! Mogłabym tak pisać i pisać…, ale mam od dzisiaj urlop, a moja 10 latka czeka na mnie, idziemy zrywać śliwki… będzie ciasto śliwkowe do kawy i ki po obiedzie…. fajnie się przy tym gada…”

Macierzyństwo wczoraj i dziś!

Obraz może zawierać: w budynku

Mam taki kolaż, który zrobiłam w gotowej ramce jakieś 30 lat temu.

Często na niego patrzę i tak sobie myślę, jakie było to moje macierzyństwo?

Zawsze chciałam mieć rodzinę, taką dobrą, lepszą od rodziny jaką stworzyli moi rodzice.

Zawsze sobie mówiłam, że będę dobrą matką, a mój Mąż lepszym ojcem dla swoich dzieci.

Oboje byliśmy poharatani przez rodziców, a zwłaszcza ojców i dlatego marzyła  mi się rodzina bez blizn, co różnie, niestety było.

Nie ma chyba małżeństwa na świecie, którym się układa jak po różach, bo niestety, ale zdarzają się kataklizmy i musimy wszyscy przez to przejść i chwała tym, którym się udaje.

Matką starałam się być na 100%, choć wiem, że popełniłam po drodze masę błędów jak każda matka zresztą.

Kiedyś może od swoich Dzieci my rodzice usłyszymy jakieś żale  i uwagi i weźmiemy to  na klatę, to tylko to już można zrobić.

Moje dzieci mają już swoje rodziny, dzieci i one też popełniają błędy, choć starają się swoje dzieci wychowywać książkowo, kiedy ja takich porad wychowawczych nie miałam i wychowywałam je intuicyjnie.

Znalazłam na Facebooku poniższy wpis o zmęczonej mamie, która płacze w ukryciu, bo jest  wyczerpana –  pełna obaw i się obwinia, czy jest dobrą matką.

Zaczęłam grzebać w pamięci, aby sobie przypomnieć kiedy płakałam z powodu dzieci.

Płakałam kiedy był Stan Wojenny, a ja nie miałam dla swoich dzieci nawet budyniu, kisielu, herbatników, jajka.

Nie miałam czym nakarmić  swoich dzieci, bo w sklepach stał tylko ocet.

Drugi raz płakałam, kiedy moja druga Córka zachorowała i znalazła się w szpitalu, bo lekarze zapisywali zbyt dużo antybiotyków i dziecko zachorowało na anemię.

Kochałam i kocham swoje dzieci, choć pamiętam, że byłam dość szorstką matką, bo musiałam trzymać się grafiku.

Budziłam je o 5 rano, by je nakarmić i odstawić do przedszkola oddalonego sporo od domu, a sama musiałam się stawić punktualnie w pracy na godz. 7.oo

My matki PRL- u nie miałyśmy łatwo, bo w każdej ciąży pracowałam do ostatnich dni, a mimo to, podołałam i nigdy nie żałowałam, że jestem matką!

Nie wyłam do księżyca, że mam dość!

Teraz trochę czytam w Internecie, że młode mamy są przemęczone, sfrustrowane macierzyństwem, choć mogą iść na zwolnienie od pierwszych dni ciąży.

Mają w sklepach wszystko, co potrzebują i nie muszą prać,  gotować pieluch, przecierać zupek, polować w sklepach niemal na wszystko.

Mimo to są zmęczone rolą matki i to jest chyba znak czasów, że wszystko powinno być łatwe i przyjemne, a jeszcze do tego psychologowie mieszają matkom w głowach!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku
DO ZMĘCZONEJ MAMY…

„Do zmęczonej mamy, która chowa się na kilka minut pod prysznicem, żeby trochę popłakać… Do mamy, która ukrywa się w łazience, bo potrzebuje kilku minut spokoju, kiedy z jej oczu płyną łzy. Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już nic więcej zrobić i oddałaby wszystko za chwilę spokoju. Do mamy, która płacze cicho w pokoju, bo nakrzyczała na dzieci bez powodu i teraz ma poczucie winy.

Do mamy, która desperacko usiłuje wcisnąć się w dżinsowe spodnie, bo chce wyglądać ładnie i poczuć się lepiej. Do mamy, która zamawia pizzę na kolację, bo znowu nie miała czasu, żeby zrobić kolacji, tak jak się tego spodziewała.

Do mamy, która czuje się samotna, nawet kiedy nie jest sama.

Jesteś wartościowa. Jesteś ważna. Jesteś wystarczająco dobra.

To tylko etap, wymagający czas dla wszystkim mam. To wszystko okaże się jednak tego warte. Teraz jest ciężko. To trudne na wiele różnych sposobów dla każdej mamy. Nie zawsze o tym rozmawiamy, ale wszystkie walczymy. Nie jesteś sama. Dajesz z siebie wszystko.

Te małe oczy, które Cię obserwują, uważają Cię za idealną, myślą, że więcej niż doskonała. Te małe ręce, które proszą byś wzięła je w ramiona, myślą, że jesteś najsilniejszą osobą na świecie i możesz podbić świat.

Te małe usta, które jedzą to, co gotujesz, uważają, że jesteś najlepsza. Te małe serca, potrzebują Twojego, nie chcą nikogo oprócz Ciebie. Jesteś dla nich wystarczająca, jesteś więcej niż wystarczająca, mamo. Jesteś cudowna!

Źródło: The Mum Source”

Dzień Ojca!

Obraz może zawierać: 3 osoby, dziecko i niemowlę

Wykopałam to zdjęcie z pudła i nawet nie wiedziałam, że je mam.

Moi już nieżyjący Rodzice i tak patrzę na to zdjęcie i chce mi się wyć!

Byli  tacy ładni i na zdjęciu, tacy szczęśliwi,  pasujący do siebie, a ja w środku zadowolona i też uśmiechnięta.

Na zdjęciu mam chyba z 8 miesięcy, a więc to był 1957 rok.

Rodzice chyba się na tym etapie kochali i kochali mnie, skoro wybrali się razem do fotografa zrobić zdjęcie na wieczną pamiątkę.

Rodzice mieszkali chyba w Pruszczu Gdańskim i w tym mieście, to zdjęcie zostało zrobione.

Patrzę więc na to zdjęcie i zadaję sobie pytanie – co poszło nie tak z moimi Rodzicami?

Będąc niemowlakiem nie mogłam sobie zdawać sprawy z tego, że się rozwiodą po 17 latach pożycia i to ja prosiłam Mamę, by złożyła pozew rozwodowy, bo Ojciec by nas wszystkie pozabijał.

Ojciec był kapitanem w Wojsku Ludowym i nagle system go zniszczył, a to przerodziło się w alkoholizm i znęcanie się nad rodziną.

To było istne piekło i naprawdę nie pamiętam dobrych chwil z Ojcem w tle, ale pamiętam agresję, bicie, awantury, znęcanie się!

O ile Mama sobie dobrze radziła jako rozwódka, to Ojciec kompletnie sobie nie radził, a więc wkraczałam, by mu pomóc wychodzić na prostą.

Walczyłam o to, aby umieścić go w dobrym Domu Spokojnej Starości i się udało.

Pewien Ordynator pomógł mi to załatwić i tak Ojcu przedłużyłam życie o 7 lat.

Miał świetną opiekę i przestał pić, ale coś się działo z jego psychiką i popełnił samobójstwo w 1998 roku.

Dziś obchodziliśmy Dzień Ojca i automatycznie włączyły mi się wspomiienia.

Kochałam go na swój sposób, chociaż w chwili amoku chciał mnie zadźgać nożem, co pamiętam bardzo dokładnie.

Minęło tyle lat, a ja biłam się z myślami, czy mu wybaczyć to, że mnie bił i wylewał na mnie swoją frustrację.

Zaczęłam z czasem rozumieć, że system w wojsku kompletnie go zniszczył i tak reagował na przegraną karierę wojskową.

Po kilkunastu latach wybaczyłam, bo zdałam sobie sprawę z tego, że był ambitnym facetem, ale przegrał z Kiszczakiem.

Ojciec miał jeszcze dwóch braci, którzy już także nie żyją.

Mama odeszła 1 lutego 2019 roku i z jej strony także wszyscy umarli i ja gdyby nie moje Córki i Mąż zostałabym na tym świecie samotna jak pies!

Moja Mama ze zdjęcia – kobieta o wielkich, pięknych,  oczach zadecydowała, że przepisze wszystko, co ma mojej Siostrze, a więc tym bardziej ostałam się sama z wieloma pytaniami, na które już nie otrzymam żadnej odpowiedzi.

A na zdjęciu było tak bosko!

Matkę się ma tylko jedną!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Na zdjęciu jest moja Teściowa, czyli Mama mojego Męża.

Szczuplutka kobieta w wieku po 80-tce, którą opiekują się Jej Synowie, bo od kilkunastu lat jest wdową.

Często jest tak, że śpimy, a tu w nocy telefon od Teściowej, bo nagle skoczyło Jej ciśnienie.

Mój Mąż wówczas się ubiera, aby z Nią pobyć do chwili, kiedy leki zaczynają działać, a często zasypia u Mamy i zjawia się w domu o poranku.

Ma dwóch synów i każdy w miarę możliwości i wolnego czasu Matką się interesują, bo czują taką potrzebę, bo to w końcu jest ich Matka.

Bardzo często wożą Ją na badania do Szczecina, aby była pod opieką fachowych lekarzy, bo często prywatnie.

Teściowa choruje na serce, a więc te wizyty są dość częste i Teściowa może liczyć na swoje 60 – letnie dzieci.

Jeden z nich pilnuje, aby brała regularnie leki, a drugi wyciąga Matkę na spacery, kiedy tylko pogoda dopisuje.

Najczęściej spacerują wieczorem, kiedy na ulicach nie ma już ruchu samochodowego i powietrze się oczyszcza.

Mąż zabiera Ją także do lasu, aby sobie pospacerowała i oddychała świeżym, leśnym powietrzem.

Kiedy tylko może, to dzwoni i pyta jakie zrobić Jej zakupy, a także wozi na bazarek, by sobie sama kupiła warzywa i inne produkty.

Ja sama kiedy tylko mogę i jest taka potrzeba, pakuję dla Niej świeżą zupę, aby nie stała przy garach.

To samo robi moja Córka, która także przywozi Babci obiady ze szkoły, a wszystko dlatego, że Babcia nie ma już tyle siły, by gotować dla siebie.

Piszę to dlatego, że jestem dumna z mojego Męża, że dba o swoją rodzicielkę i jest Ona mu bardzo droga.

Jakże często jest tak, że rodzice są zostawieni sami sobie i nikt się nimi nie interesuje, a oni w swoich czterech ścianach są często samotni i bezradni.

Moja Teściowa ma wykupione mieszkanie, a w akcie notarialnym synowie mają zapisane po połowie, a więc nie będą musieli się włóczyć po Sądach – tak jak ja!

Moja Teściowa zostawi po sobie ład i porządek, kiedy moja Mama pozostawiła po sobie bałagan i mogę nie dożyć sprawy w Sądzie o zachwek, bo to trwa bardzo długo.

Mam czasami wrażenie, że byłam podrzutkiem, którego trzeba było wychować, ale na koniec odrzucić, bo chyba Mama miała tylko jedno dziecko!

Nie żyje się z taką myślą komfortowo, a żyje się jak zbity pies!

Znalezione obrazy dla zapytania matka

26 maja 2019 – to bardzo ważna data dla Polski!

Podobny obraz

Za chwilę nastanie cisza wyborcza, a ja mam plan na wyborczą niedzielę.

Będzie to inny dzień dla mnie, bo trochę się zadzieje.

Wstanę gdzieś około 10 rano, bo teraz tak długo śpię i zacznę się szykować do wyjścia, aby zagłosować na zaufane nazwisko do Parlementu Europejskiego.

Kiedy spełnię z Mężem swój obywatelski obowiązek, to wybiorę się na cmentarz i z okazji Dnia Matki zapalę Matce i Ojcu światełko.

Mamy nie ma wśród nas już trzy miesiące, ale ja Jej przez ten czas nie odwiedziłam na cmentarzu, bo zostawiła we mnie wielki żal i do dziś się z tym nie pogodziłam.

Chce się wyć!

Okazało się, że nie byłam dla Niej ważna, bo posłała mnie po śmierci do Sądu, tak jakby miała tylko jedno dziecko.

Kiedy była na początku choroby, napisałam do Niej list od siebie i napisałam jak bardzo Ją podziwiałam przez całe, moje życie, ale list ten przepadł i stało się tak, że jakbym go nigdy nie napisała i zostało masę niedomówień.

Myślałam, że ten list w nas wzbudzi powód do wspomnień, czegoś sobie do wyjaśnienia, ale przepadł w maminej szufladzie.

Jest mi do dzisiaj strasznie przykro, ale muszę nauczyć się żyć z odrzuceniem.

Postanowiłam jednak, że pójdę na cmentarz i pokonam swój żal i to cholerne wydziedziczenie.

Tu nie chodzi o kasę, a o prawdę i odpowiedź na pytanie – dlaczego?

Opiekowałam się Nią i wiem, że chorowało Jej ciało, a głowę miała niesłychanie przytomną, a mimo to nie wyjaśniła mi niczego i zostawiła ze znakami zapytania.

Kiedy wieko trumny zakryło nieboszczkę, urwały się telefony i nastała rodzinna cisza!

Ale…

Potem będzie już tylko milej, bo moje Dziecko zaprasza nas na uroczysty obiad  z okazji Dnia Matki i to jest dobra nowina dla mnie i mojego Męża.

Posiedzimy sobie pewnie na tarasie, który jest piękny – w otoczeniu zieleni i kwiatów, bo na zachodzie Polski pogoda się klaruje i jest słonecznie, czego życzę Polsce południowej, w której powodzie i wichury unieszczęśliwły tyle rodzin i domostw.

Po powrocie do domu będę czekała na godzinę 21.oo, kiedy to zacznął spływać wyniki z wyborów.

I mam taki apel:

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski XXX
Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno …..

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski XXX

Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski