Archiwa tagu: matka

Matkę się ma tylko jedną!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Na zdjęciu jest moja Teściowa, czyli Mama mojego Męża.

Szczuplutka kobieta w wieku po 80-tce, którą opiekują się Jej Synowie, bo od kilkunastu lat jest wdową.

Często jest tak, że śpimy, a tu w nocy telefon od Teściowej, bo nagle skoczyło Jej ciśnienie.

Mój Mąż wówczas się ubiera, aby z Nią pobyć do chwili, kiedy leki zaczynają działać, a często zasypia u Mamy i zjawia się w domu o poranku.

Ma dwóch synów i każdy w miarę możliwości i wolnego czasu Matką się interesują, bo czują taką potrzebę, bo to w końcu jest ich Matka.

Bardzo często wożą Ją na badania do Szczecina, aby była pod opieką fachowych lekarzy, bo często prywatnie.

Teściowa choruje na serce, a więc te wizyty są dość częste i Teściowa może liczyć na swoje 60 – letnie dzieci.

Jeden z nich pilnuje, aby brała regularnie leki, a drugi wyciąga Matkę na spacery, kiedy tylko pogoda dopisuje.

Najczęściej spacerują wieczorem, kiedy na ulicach nie ma już ruchu samochodowego i powietrze się oczyszcza.

Mąż zabiera Ją także do lasu, aby sobie pospacerowała i oddychała świeżym, leśnym powietrzem.

Kiedy tylko może, to dzwoni i pyta jakie zrobić Jej zakupy, a także wozi na bazarek, by sobie sama kupiła warzywa i inne produkty.

Ja sama kiedy tylko mogę i jest taka potrzeba, pakuję dla Niej świeżą zupę, aby nie stała przy garach.

To samo robi moja Córka, która także przywozi Babci obiady ze szkoły, a wszystko dlatego, że Babcia nie ma już tyle siły, by gotować dla siebie.

Piszę to dlatego, że jestem dumna z mojego Męża, że dba o swoją rodzicielkę i jest Ona mu bardzo droga.

Jakże często jest tak, że rodzice są zostawieni sami sobie i nikt się nimi nie interesuje, a oni w swoich czterech ścianach są często samotni i bezradni.

Moja Teściowa ma wykupione mieszkanie, a w akcie notarialnym synowie mają zapisane po połowie, a więc nie będą musieli się włóczyć po Sądach – tak jak ja!

Moja Teściowa zostawi po sobie ład i porządek, kiedy moja Mama pozostawiła po sobie bałagan i mogę nie dożyć sprawy w Sądzie o zachwek, bo to trwa bardzo długo.

Mam czasami wrażenie, że byłam podrzutkiem, którego trzeba było wychować, ale na koniec odrzucić, bo chyba Mama miała tylko jedno dziecko!

Nie żyje się z taką myślą komfortowo, a żyje się jak zbity pies!

Znalezione obrazy dla zapytania matka

Reklamy

26 maja 2019 – to bardzo ważna data dla Polski!

Podobny obraz

Za chwilę nastanie cisza wyborcza, a ja mam plan na wyborczą niedzielę.

Będzie to inny dzień dla mnie, bo trochę się zadzieje.

Wstanę gdzieś około 10 rano, bo teraz tak długo śpię i zacznę się szykować do wyjścia, aby zagłosować na zaufane nazwisko do Parlementu Europejskiego.

Kiedy spełnię z Mężem swój obywatelski obowiązek, to wybiorę się na cmentarz i z okazji Dnia Matki zapalę Matce i Ojcu światełko.

Mamy nie ma wśród nas już trzy miesiące, ale ja Jej przez ten czas nie odwiedziłam na cmentarzu, bo zostawiła we mnie wielki żal i do dziś się z tym nie pogodziłam.

Chce się wyć!

Okazało się, że nie byłam dla Niej ważna, bo posłała mnie po śmierci do Sądu, tak jakby miała tylko jedno dziecko.

Kiedy była na początku choroby, napisałam do Niej list od siebie i napisałam jak bardzo Ją podziwiałam przez całe, moje życie, ale list ten przepadł i stało się tak, że jakbym go nigdy nie napisała i zostało masę niedomówień.

Myślałam, że ten list w nas wzbudzi powód do wspomnień, czegoś sobie do wyjaśnienia, ale przepadł w maminej szufladzie.

Jest mi do dzisiaj strasznie przykro, ale muszę nauczyć się żyć z odrzuceniem.

Postanowiłam jednak, że pójdę na cmentarz i pokonam swój żal i to cholerne wydziedziczenie.

Tu nie chodzi o kasę, a o prawdę i odpowiedź na pytanie – dlaczego?

Opiekowałam się Nią i wiem, że chorowało Jej ciało, a głowę miała niesłychanie przytomną, a mimo to nie wyjaśniła mi niczego i zostawiła ze znakami zapytania.

Kiedy wieko trumny zakryło nieboszczkę, urwały się telefony i nastała rodzinna cisza!

Ale…

Potem będzie już tylko milej, bo moje Dziecko zaprasza nas na uroczysty obiad  z okazji Dnia Matki i to jest dobra nowina dla mnie i mojego Męża.

Posiedzimy sobie pewnie na tarasie, który jest piękny – w otoczeniu zieleni i kwiatów, bo na zachodzie Polski pogoda się klaruje i jest słonecznie, czego życzę Polsce południowej, w której powodzie i wichury unieszczęśliwły tyle rodzin i domostw.

Po powrocie do domu będę czekała na godzinę 21.oo, kiedy to zacznął spływać wyniki z wyborów.

I mam taki apel:

Ojczyzno

1. Nie oddajmy naszej Polski XXX
Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno …..

Między Moskwą a Brukselą jest Warszawa
W której żyją ludu sorty wrogie dwa
Jedni nie chcą dyktatury Jarosława
Drugim dyktatura jego „pasie, Gra”

2. Rządy PiS-u wiodą naród do upadku
Wiodą suwerena nad przepaści skraj
Dobry Boże nie zasypiaj, daj im mądrość
A nam siłę i odwagę ojcze daj.

Byśmy mogli swą Ojczyznę uratować
Od faszyzmu, dyktatury, krwawych dni
Byśmy mogli suwerenność swą zachować
Byśmy nadal w wolnym kraju mogli żyć.

3. Mały poseł wraz ze świtą mu poddaną
Niszczy wszystko co się demokracją zwie
Najpierw TK, teraz sądów niezawisłość
Czego ten szaleniec od rodaków chce.

Nie pozwólmy na kolejne zniewolenie
Rozsiewanie nienawiści pośród nas
Nie pozwólmy aby przyszłe pokolenie
Otrzymało w spadku utracony czas.

4. Nie oddajmy naszej Polski XXX

Nie oddajmy XXX naszych praw
Nie prowokuj Jarosławie swych rodaków
„By nie ostał ci się jeno sznur lub staw”

BROM – Berlin 20.07.2017

Andrzej Klukowski

 

Warto być przyzwoitym!

Znalezione obrazy dla zapytania spadek

Pani Julia kiedy jej mama została wdową, to sprowadziła ją do swojego miasta i wzięła pod swój  dach.

Mama pani Julii przystała na taki układ, gdyż bała się samotności i chętnie się spakowała i zamieszkała u córki.

Była pełna werwy, a więc szykowała rodzinne obiady, kiedy pani Julia i jej mąż byli w pracy.

Dom był duży, a więc mama miała swój, osobisty pokój, gdzie mogła wypoczywać, oglądać telewizor, czy też poczytać.

Pani Julia z mężem pracowali bardzo ciężko i do późnych godzin, a więc dom ogarniała mama, ale nigdy się nie skarżyła i w domu nie było nigdy żadnych zatargów, a i mąż pani Julii nigdy nie wszedł w konflkt z teściową.

Mama pani Julii lubiła też latem pogrzebać w przydomowym ogródku, a także czuwała nad dziećmi pani Julii, które babcię bardzo szanowały i kochały.

Żyli w takiej symbioze ładne, parę lat i wszystko do siebie pasowało i się układało.

Mama pani Julii miała jeszcze dwie córki, mieszkające w innych miastach, ale to była zgrana rodzina i spotykali się na wspólne świętowanie i celebrację rodzinnch stosunków.

Ta rodzina stanowiła przykład dla innych, że można żyć w rodzinie zgodnie i się nie sprzeczać i nie drzeć pierza.

Minęło parę lat i nagle mama pani Julii zaczęła chorować.

Pakowali ją do samochodu i jeździli z nią po lekarzach, a także pilowali, aby brała systematycznie leki, ale niestety było coraz gorzej i w końcu mama pani Julii wylądowała w łóżku, nie mogąc pokonać swojej choroby.

Pani Julia zrezygnowała z pracy i opiekowała się swoją, chorą mamą, a więc wykonywała wszystkie zabiegi niezbęde przy chorym jak mycie, karmienie, pilnowanie higieny, a także towarzyszenie matce prawie przez 24 h.

Nie była w tym sama, bo w opiekę włączył się też mąż pani Julii i jej już dorosłe dzieci.

Mama w końcu odeszła otoczona troskliwymi i kochającymi bliskimi.

Na pogrzeb przyjechali wszyscy i okryci żałobą, po stypie – usiedli do wspólnego stołu i między sobą podzielili wszystko, co po mamie zostało – sprawiedliwie!

Mama pani Julii nigdy nie napisała żadnego testamentu, bo wiedziała, że jej córki są przyzwoitymi ludźmi i żadna z nich się nie wyłamie, a podział majątku odbędzie się w spokoju i zgodzie.

Nikt nie musiał się awanturować, że komuś się więcej należy, a także nie musiał iść się sądzić o spadek, bo po prostu warto być przyzwoitym.

Znam jeszcze drugą, bardzo podobną historię, że po śmierci mamy wszystkie dzieci po pogrzebie podzieliły spadek po matce tak, że z narady wyprosiły swoich małżonków i tylko we wspólnym gronie – jako dzieci rozdysponowały wszystko między sobą – sprawiedliwie.

Warto być przyzwoitym, tak, aby do końca życia móc sobie spojrzeć w lustro.

Jeśli rodzina się rozpada, to najczęściej przez wiarę, politykę i pieniądze!

Mój tragiczny Ojciec!

 

Znalezione obrazy dla zapytania jaromin

Zajęło mi to bardzo wiele lat, aby w końcu dowiedzieć (domyślić) się dlaczego?

Dlaczego mój ojciec w 1997 roku targnął się na swoje życie, rzucając się z okna w Domu Pomocy Społecznej w Jarominie  – blisko Trzebiatowa.

Nie zostawił żadnego listu wyjaśniającego, co go popchnęło do tak drastycznej decyzji.

Do dziś było, to dla mnie wielką zagadką i w końcu zrozumiałam!

Nie umarł od razu, a dopiero w szpitalu, kiedy go odwiedziłam, to poprosił mnie o papierosa, bo był palaczem, ale uważałam, że nie może zapalić na szpitalnej sali i żałuję tego do dziś!

Opuściłam szpital mając nadzieję, że przeżyje, ale on umarł tak po prostu!

Chciałam, aby go pochowano w moim mieście i wysłałam karawan, ale za parę godzin dzwoniła do mnie prokuratura, że muszą zbadać, czy ktoś mu nie pomógł i karawan wrócił bez ojca.

Sprawa się przeciągnęła i prokuratura wydała ciało, a ja ponownie musiałam wysłać karawan po ojca i organizować pogrzeb.

Ojciec nigdy nie opowiadał o swojej młodości i nie wiem prawie nic o tym, jakim był człowiekiem, a wiem jeno tylko to, że był dobrym synem i pomagał matce w wychowaniu jeszcze dwóch braci młodszych.

Zbierał węgiel na torach dla matki i organizował jedzenie, aby matce ulżyć, gdyż nie miał już ojca.

Potem wstąpił do Ludowego Wojska Polskiego i tam dość szybko piął się po szczeblach kariery.

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi

Poślubił moją mamę i pojawiłam się na świecie ja i moja siostra, ale w jego karierze zawodowej nie działo się dobrze, bo system był okrutny i tylko twardziele przeżyli.

Ojciec się rozpił i w końcu moi rodzice rozwiedli się po 17 wspólnych latach.

Kompletnie sobie nie radził jako mężczyzna samotny i w końcu trafił do szpitala w Gorzowie Wlkp., a tam ja rozmawiałam z ordynatorem, aby pomógł mi przeniesć ojca do Domu Opieki Społecznej i się udało.

Był w tym domu 7 lat i go odwiedziałam z Mężem, ale niestety stał się człowiekiem wycofanym i trudno było z nim rozmawiać.

Dom Pomocy w Jarominie to piękny dom, wyremontowany, tak jak na zdjęciu powyżej.

Żyją tam ludzie, którymi nie ma się kto zająć,  a także Senorzy, ale ojciec się tam nigdy nie odnalazł i nie nawiązał żadnej przyjaźni, jako dumny oficer wojska.

Na stronie tego domu przeczytałam taką opinię ,napisaną przez jednego z mieszkańców:

„Tutaj jest jak u Pana Boga za piecem , jak w sanatorium , jak w ośrodku wczasowym ; wczasy dozgonne , rehabilitacja , opieka , blisko misto , sklepy , banki , 2 wiele szpitale w Gryficach i Kołobrzegu , fachowa opieka , wysoki standard wew. budynków , internet – tylko żyć i nie umierać i o takich warunkach socjalno – bytowych każdy marzy w chorobie i na starość . Piszę to jako tutejszy mieszkaniec od 7 lat .

Wiesław Jóźwik”

Mój ojciec nigdy tego nie poczuł i dziś mnie oświeciło, że samobójstwo popełnił w wyniku samotości, bo nagle zdał sobie sprawę z tego, że jest kompletne sam na tym świecie, bo bracia byli daleko i w nosie go mieli, a ja nie mogłam być u niego zbyt często.

Mój ojciec nie był chory psychicznie, ale się w życiu pogubił, a ja mogę być z siebie dumna, że przedłużyłam mu życie o siedem lat.

Na jego nagrobku kazałam wyryć, że – „naszym smutkiem było twoje cierpienie”.

Po tylu latach zdałam sobie sprawę z tego, że on na swój sposób cierpiał i zdał sobie sprawę z tego, że nie ma nikogo bliskiego – blisko – zresztą na własne życzenie.

Ja na swój sposób kochałam swoich rodziców, ale widzocznie było to niezauważone.

Okazało się , że matka mnie wydziedziczyła, a siostra okradła w białych rękawiczkach.

Poczułam w sercu ten smutek i gdyby nie mój Mąż, to może bym podzieliła z żalu los mojego ojca!

 

Czająca się depresja!

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ocean, tekst, woda i na zewnątrz

Od kiedy mama umarła analizuję i nagle zdałam sobie sprawę z tego, że oto zostałam sama na tym świecie.

Mam przy sobie Męża, który o mnie dba i opiekuje się mną, ale często z racji pracy nie ma go w domu i ja jestem wtedy sama.

  • nigdy nie poznałam swoich babć i dziadków, bo umarli jeszcze przed moim narodzeniem,
  • wszystkie ciotki i wujkowie od dawna nie żyją,
  • moi rodzice nie żyją także,
  • nie mam już siostry, która pefidnie mnie oszukała,
  • moje dzieci toczą swoje życie i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc nie mają dla mnie zbyt dużo czasu.

Zostałam sama na tym świecie i po zgonie mamy zdałam sobie z tego sprawę.

Nie mam z kim przerobić tematu, że matka mnie wydziedziczyła i nie mam już szansy, by zpytać ją – dlaczego?

Poczułam się strasznie samotnym bytem, odsuniętym od rodziny i czuję się z tym wprost fatalnie.

Z każdym dniem czuję, że mogę popaść z powrotem w stan depresyjny, bo zostałam skrzywdzona najbardziej w rodzinie przez własną matkę i siostrę.

Nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie, a tylko żałuję, że nie spytałam matki dlaczego tak postanowiła i czym jej zawiniłam.

Czuję się bardzo samotna, kiedy Mąż jest w pracy i nawet nie będę miała do kogo zwrócić się o pomoc, gdyby mój Mąż odszedł wcześniej z tego świata.

Zostanę sama jak palec, choć z nikim nie byłam w konflikcie i żyłam tak, aby nikogo nie obrażać, obgadywać i być w zatargach.

Nie opłaca się takie życie, bo czasami trzeba było walnąć w stół i domagać się swoich praw, a ja tego nie potrafię i dlatego jest tak, jak jest – wyobcowana zostałam i odsunięta przez cwaniaków!

Jest mi strasznie żle – tak źle, że czasami brakuje mi oddechu i czuję, że ponownie czai się za plecami moja przyjaciółka – depresja.

W latach 90-tych jeździłam do mojego ojca, który po rozwodzie z mamą mieszkał w innym mieście.

Sprzątałam u niego zbierając pety z podłogi i wynosiłam gówna, bo mu się zapchał kibel.

Myłam naczynia  w zimnej wodzie, zasyfione, bo nie opłacał gazu i płaciłam jego rachunki!

Załatwiłam mu Dom Spokojnej Starości i tak mu przedłużyłam życie o siedem, dobrych lat.

Robiłam to, bo w jakimś sensie mi na nim zależało, choć o milości trudno mówić.

Odwiedzając go, dostałam od niego dwa razy po tysiąc złotych i potem w księgowości zostało cztery tysiące, które przeznaczyłam na pominik, kiedy odszedł.

Z powodu tych pieniędzy, jakże skromnych, miałam nalot na mój dom i krzyczały – oddaj kasę i oddałam płacąc kamieniarzowi.

Do dziś pamiętam tą pazerność i oskarżenie mnie o kłamstwo finasnowe, ale muszę z tym jakoś żyć, kiedy siostra zgarnęła za mamy mieszkanie 79 tysięcy!

Mnie nie chodzi o te pieniądze, ale nie mogę pojąć tego, że moja, własna matka tak mnie zlekceważyła i to będzie mnie boleć do końca moich dni!

Przepraszam czytających za to, że jestem monotematyczna, ale jak się z tym draństwem uporam, to na blogu znajdą się inne tematy, a siostrze życzę spokojnego życia w zgodzie z własnym sumieniem!

Jakie to smutne jest!

 

Obraz może zawierać: tekst

To jest mój blog i taka forma pamiętnika i oczyszczenia się z emocji, bo pisanie zawsze mi pomagało.

Pamiętam, że kiedy byłam młodą mężatką, a siostra miała już też dzieci zrobiłam prezent dla jej malutkiej córki na imieniny i kupiłam „małego lekarza’.

Na to wszedł mój szwagier i zastrzegł sobie, że nie będziemy robić prezenów dla swoich dzieci, bo to kosztuje.

Dostałam po ryju jak nic, a potem kiedy odwiedzałam swoją siostrę, to wyprosił mnie z mieszkania i tak usunęłam się z ich życa na 30 lat.

Była też taka sytuacja, że przyszła do mnie moja mama, którą z impetem wyprosiłam z mojego mieszkania, bo wiedziała razem z siostrą, że mój mąż mnie zdradza, ale tego nie dowiedziałam się od nich, a od osób spoza rodziny, czyli jak zwykle – ostatnia.

Byłam po próbie samobójczej, ale żadna z nich mnie nie wsparła i nie otoczyła rodzinną troską i musiałam z depresji wydobywać się sama, bo nikt z rodziny mnie nie odwiedził w szpitalach i nikt się o mnie nie martwił.

Podczas choroby mamy byłam straszona sądem i zostałam zmieszana z błotem, a tylko dlatego, że pisałam prawdę, że inni podczas choroby mamy wypoczywali, kiedy ja byłam pod telefonem, aby zmienić mamie pampersa, czy podać pić i nakarmić, ale oczywiście to wszystko było za mało!

Siostra wypoczywała nad morzem z mężem, a ja czuwałam nad chorą matką, ale to też dla nich było za mało!

W tym czasie nie wyjechałam nigdzie by odpocząć, a byłam na każde zawołanie, ale to też było za mało!

Przez dwa lata choroby mamy nie wzięłam z jej budżetu ani grosza, a często bywało tak, że z przyjemnością kupowałam coś, na co miała ochotę!

Nie chcę się użalać nad sobą, ale z rodziny nikt nie wyciągnął do mnie pomocnej dłoni i od mamy też – nie!

Siostro przypomnij mi, kiedy odwiedziałaś mnie w szpitalu?

Mam sporo zdjęć albumie, że mama bywała u mnie na świętach.

Moja siostra chyba zapomniała, że na początku chorby mamy napisała do mnie list, w którym jest jasno na białym, że mam iść do sądu po zachowek, a potem, że mam się nie martwić i tak mnie zmaipulowała – przebiegła.

Muszę z tym życ!

Mamo nie odwiedzę ciebie na cmentarzu!

Siostra napisała mi w liście, że po zachowek mam iść do sądu, a mimo to sprawowałam opiekę nad mamą, kiedyty tylko była taka potrzeba.

Oto słowa z listu bardzo bolesne:

Za tak wspaniałą opiekę domagasz się zachowku – Idż do sądu, takie masz prawo!”

„Co do spadku – przyjdzie czas, to otrzymasz to, co ci się prawnie będzie należało. Nie martw się!”

TEKST PIOSENKI
FISZ EMADE TWORZYWO: DWA OGNIE
zapomnij o tych, co skrzywdzili cię
gdy robiło się ciemno
jakby nie było latanie mamy tak grubych skór
by to nie trafiło w czuły punkt
wiem coś o tym
uwierz, wiem coś o tymzdradzili cię bliscy
a tak obcy, jakby stali za mgłą

to trochę jak zabawa w dwa ognie
czekasz aż pila cię dotknie
a ty zejdziesz z boiska zbita jak pies

kiedy zacznie się ściemniać
a moja ręka jak skrzydło zasłoni cię
będzie chronić przed ciemną woda
mętną woda
odpocznij
zapomnij o tych co skrzywdzili cię
ciemna woda
mętna woda
w twoich oczach
pełnych obaw
odpocznij
zapomnij o tych co skrzywdzili cię
mętna woda
ciemna woda
w twoich oczach
pełnych obaw

wspieramy się tyle lat
to co między nami jest święte
choć tracę wiarę
moja wiara blednie
to kiedy patrzę ci w oczy
anioły i inne światy wirują mi w głowie
jak belnder

ocal mnie od ognia
kiedy leżę sam w sypialni
ogień liże parapety i firanki

to trochę jak zabawa w dwa ognie
czekasz aż pila mnie dotknie
zejdę z boiska zbity jak pies
to trochę jak zabawa w dwa ognie
w dwa ognie

kiedy zacznie się ściemniać
a moja ręka jak skrzydło zasłoni cię
będzie chronić przed ciemną woda
mętną woda
odpocznij
zapomnij o tych co skrzywdzili cię
ciemna woda
mętna woda
w twoich oczach
pełnych obaw
odpocznij
zapomnij o tych co skrzywdzili cię
mętna woda
ciemna woda
w twoich oczach
pełnych obaw

Czarno na białym!

Obraz może zawierać: tekst

Ten wpis będzie brutalny i wiem, że się powtarzam, ale dziury w sercu szmatą nie zapchasz.

Tak, mam w sercu wielką dziurę, której nijak od dwóch prawie miesięcy nic nie jest w stanie uleczyć.

Liczę sobie 62 lata, ale jestem zdrowa na umyśle i to, co piszę jest zgodne z prawdą.

Nie boję się tego, że czyta mnie najbliższa rodzina, ciekawa każdego wpisu i nie boję się potępienia, bo piszę samą prawdę i o tym jak ja się czuję.

Czuję się fatalnie, bo po śmierci mojej Mamy dowiedziałam się jak mało byłam dla niej ważna, tak jakbym nie istniała, choć mała dwie córki.

Czuję się jakbym wypadła sroce z pod ogona i kompletnie nie należała do rodziny – odsunięta i zlekceważona.

Miałaś Mamo dwie córki, ale każda inna i one nie miały nigdy dobrych ze sobą kontaktów, bo  o to nigdy nie zadbałaś, a po swojej śmierci poróżniłaś je tak, że tego już nigdy nie da się naprawić!

Wydziedzczyłaś mnie dokumentnie i nigdy nie chciałaś tego sporostować, choć byłam przy Tobie przez ostatnie dwa lata na każde wezwanie i też się Tobą opiekowałam.

Sprawiłaś z premedytacją, że budzą się z żalem o poranku, a w ciągu dnia mielę temat i analizuję, a więc i kładę się spać z pytaniem – dlaczego?

Tu nie chodzi o pieniądze, ale o fakt, że mogłaś to naprawić w ciągu choroby, ale tego nie zrobiłaś i to boli jeszcze bardziej.

Ja nigdy się z tym nie pogodzę i choć stara już jestem, to zawsze chciałam być Twoim dzieckiem, a Ty mnie potraktowałaś tak jakby mnie wcale nie było.

Dlaczego ja nie zauważyłam przez tyle lat, że nie byłam Ci bliska i na samym początku choroby usiadłam do komputera i napisałam list do Ciebie, który wręczyłam Ci na samym początku choroby w szpitalu.

Powiedziałaś, że przeczytasz go po wyjścu ze szpitala do domu i nigdy nie wróciłaś do tego listu, a ja miałam nadzieję, że sobie o nim pogadamy i powspominamy! – Tekst listu poniżej!

Zawsze Ciebie kochałam i podziwiałam, a Ty nie potrafiłaś się do listu odnieść i zostałam z ręką w nocniku.

Nie lubiłaś u mnie spędzać świąt, bo zaraz gnałaś do drugiej córki i tam sobie siedzieliście do późnych godzin, z alkoholem w tle, a i przez 40 lat nie zrobiłaś ani razu obiadu w swoim domu, by zbliżyć do siebie dwie córki.

Mamo podlewali Ci ten alkohol, bo wiedzieli, co robią, a robili  to dla kasy!

Płaciłaś za remonty, bo oni wiedzieli, że po Twojej śmierci mieszkanie zyska na wartości – sprytne!

Taka sptrytna taktyka długoterminowa.

Gdybym wiedziała jak mnie załatwiłaś, to bym tego listu nigdy nie napisała, bo i po co?

Miałam ogromne problemy osobiste – nie wsparłaś.

Miałam próby samobójcze – nie wsparłaś, bo lepiej było milczeć i się nie wtrącać.

Mówiłaś rozwiedź się, ale nie proponowałaś swojego dachu dla mnie i moich dzieci!

Wolę Ciebie Mamo pamiętać jak w tym liście, ale zdaje się, że bardzo się pomyliłam.

Odeszłaś i nagle mój telefon zamilkł i nikt już o mnie nie pamięta.

Nikt nie powie, że przyjdź na kawę – porozmawiamy.

Czuję się jak zbity pies, jak ktoś mało ważny, a tak byłam potrzebna przez dwa lata, kiedy ta Twoja druga córka odpoczywała na wczasach, kiedy  Ty zmagałaś się z ciężką chorobą i byłam przy Tobie.

Umierałaś bardzo długo i sądzę, że cierpiałaś mając świadomość, że tak bardzo mnie skrzywdziłaś!

Muszę z tym żyć niestety, ale dziury w sercu nie jestem w stanie niczym zapchać.

Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy, że po Tobie zostanie mi tylko stara patelnia i to, co kupiłam dla Ciebie z okazji imienin.

Mam w sobie takie myśli, że tylko usiąść i wyć z bólu.

Nie wiem kiedy odwiedzę Ciebie Mamo na cmentarzu, ale może być tak, że nigdy!

„Mamo, ja wszystko pamiętam jak bardzo starałaś się wychować nas na porządnych ludzi, ale może od początku opowiem Ci, co pamiętam:

Babie Doły, rok 1959 bodajże, kiedy ja, jako szkrab uciekałam Ci z domu nad morze i złaziłam po stromych wydmach, albo znajdywałaś mnie w lesie na jakiś drzewie, bo już wówczas lubiłam chodzić swoimi drogami ku Twojej udręce. Pamiętam, że uszyte przez Ciebie porcięta, rwałam na gwoździach i potem bałam się do tego przyznać, a także jak przychodziłam zakrwawiona, posiniaczona, a Ty jechałaś na pogotowie, aby mi te szramy zaszyli. Pamiętam, gdy opowiadałaś o czasach wojny i jak byłaś głodzona jako dziecko, przez swoją macochę, a potem jak zaczęłaś pracować w wieku 14 lat, jako mała dziewczynka w szwalni i  przekradałaś się  po ulicach wojennej Łodzi. Jak Niemcy przychodzili i robili w domu przeszukania, a Radogoszcz poszedł z dymem pochłaniając pracujących tam ludzi.

Po przeprowadzce do Ustki, pamiętam jak gotowałaś bieliznę  w kotle i strasznie się oparzyłaś, a Ojca w domu nie było długie miesiące i wszystko było na Twojej głowie, a ja właśnie poszłam do pierwszej klasy, a Ty w wolnych chwilach robiłaś nam zabawki – takie mebelki dla lalek. Pamiętam, że po położeniu nas spać, pisałaś w kuchni wiersze w niebieskim zeszycie, albo długo rozmawiałaś z Ojcem, który przyjechał, a był w domu gościem z racji swojej pracy. Pamiętam, że często płakałaś w czasie tych rozmów, a do tego opiekowałaś się bratem Ojca, który nie miał się gdzie podziać, a potem zwalił Ci się na głowę brat następny, bo też nie miał się gdzie podziać i to wszystko na Twoją biedną głowę.

Potem następna przeprowadzka i Ojciec już w domu, ale czasami sobie myślę, że lepiej nam było bez niego. Wieczne awantury i alkohol i tak minęło 17 lat, w których walczyłaś jak lwica o nasz dom, pracując jednocześnie. Pamiętam, jak pomagałaś mi robić do szkoły zadania z plastyki i wszystko potrafiłaś. Nie był Ci obcy młotek, gwóźdź, malowanie, remonty, ponieważ nie mogłaś liczyć na nikogo, bo jesteś przecież jedynaczką. 

Nastał dzień, że trzeba było z domu uciekać, bo poziom awantur przybrał apogeum. Wyszłyśmy z domu z paroma ciuchami do zupełnie mi obcych ludzi. Chciałaś mnie z siostrą uchronić przed psychicznym znęcaniem się, abyśmy wszystkie nie zwariowały. Mieszkanie poza domem przez pół roku i znowu wszystko było na Twojej głowie. Dorastałyśmy, uczyłyśmy się i trzeba było nas ubrać, zakupić podręczniki, zeszyty i sama na to wszystko pracowałaś i długo by wymieniać i pisać o Twojej dobroci, cierpliwości i pracowitości, a do tego nigdy się nie załamałaś. Zawsze Cię podziwiałam, zawsze byłaś dla mnie wzorem i wybacz, że kiedy odeszłam z domu i założyłam swoją rodzinę, było mnie mniej w Twoim życiu, ale wówczas to ja musiałam zadbać o swoją rodzinę i wychować swoje dzieci na porządnych ludzi. Zadanie wykonałam i teraz Mamo jestem myślami bliżej Ciebie, bo mam teraz na to czas. Dziękuję Ci Mamo za wszystko i kłaniam Ci się w wielkiej atencji”.

 

Tego nie robi się własnemu dziecku!

Znalezione obrazy dla zapytania pusta ramka

Jakieś dwadzieścia lat temu weszłam w posiadanie malutkich zdjęć z legitymacji moich, młodych rodziców.

Jeśli dobrze liczę, to mieli oboje po 26 lat, gdyż byli z jednego rocznika.

Moja Mama z ładną fryzurą, a kiedyś kobiety nosiły na głowach delikatne fale, a Ojciec przystojny w mundurze i żołnierskiej  czapce.

Chciałam mieć pamiątkę i poprosiłam kolegę z pracy – komputerowca, aby mi te zdjęcia znacznie powiększył, abym mogła osadzić je w ramce i powiesić u siebie w domu na wieczną pamiątkę.

Zdjęcia te wiszą bardzo blisko mojego siedziska, z którego piszę bloga i przeglądam Internet, a więc są w zasięgu wzroku i o każdej porze dnia mogłam sobie na nie zerknąć, a przez głowę przepływały wspomnienia z lat dzieciństwa i młodości.

Wiele razy byłam w życiu skrzywdzona i wiele razy cierpiałam jak zbity pies.

Wiele razy wydobywałam się z dołków i depresji, bo jestem wrażliwcem i bardzo łatwo jest mnie zranić, a więc wiele razy cierpiałam okropne katusze, ale mimo to – żyję!

Żyję dzięki lekarzom, którzy wydobywali mnie z dna i trzymiesięcznej psychoterapii, dzięki, której zrozumiałam, że jestem silna i wartościowa i ten stan trwa do dziś i oby jak najdłużej.

Zauważyłam, że zaczęłam gadać do zdjęcia mojej Mamy i pytałam dlaczego mnie tak skrzywdziła.

Doszłam więc do wniosku, że zdejmę ze ściany zdjęcie Matki, która wbiła mi nóż w serce odrzucając mnie z premedytacją.

Była w chorobie bardzo ciężkiej ponad dwa lata i ani razu mnie nie przeprosiła i nie wyjaśniła dlaczego tak postąpiła, chociaż na początku choroby była całkowicie świadoma swoich myśli i czynów.

Ani razu w swoim życiu nie przeprowadziła ze mną rozmowy, że może nie spełniam jej oczekiwań, że powinnam się zmienić, poprawić, zmienić myślenie i postępowanie.

Nie było takich rozmów, a ja zawsze starałam się być dobrym dzieckiem, aby Jej nie sprawiać specjalnych kłopotów.

Kochałam swoich rodziców tak jak umiałam i choć Ojciec mnie bił, to z upływem lat zrozumiałam, że ambitnego faceta zniszczył system i nie potrafił sobie z tym poradzić, a więc targnął się na swoje życie i tu przywołuję Kiszczaka, który zniszczył mi Ojca.

Moi rodzice się rozwiedli po 17 latach wspólnego pożycia i Mama sobie poradziła, a Ojciec wręcz przeciwnie.

Na ścianie powiesiłam ich zdjęcia obok siebie i stały się dla mnie powodem do wspomnień i pamięci o czasach, kiedy nie działo się dobrze w rodzinnym domu, ale mimo to wywodzę się z takiej właśnie potrzastkanej rodziny.

Ojca na ścianie zostawiłam, bo dawno mu wybaczyłam, ale nie jestem w stanie jak na razie wybaczyć Matce i póki, co nie pójdę na Jej grób, bo tego się nie robi własnemu, pieroworodnemu dziecku.

Czuję się zraniona, odepchnięta, odrzucona, a w głowie pojawia się  tysiąc myśli za co i dlaczego, chociaż byłam przy niej i towarzyszyłam w chorobie na każde zawołanie.

Pewnego razu wzięłam swoje zdjęcie kiedy miałam 20 lat i przystawiłam je do zdjęcia Ojca i odkryłam, że jestem kalką swojego Ojca i może stąd moja Mama czuła do mnie niechęć.

Podczas ciężkiej choroby w przypływie uczuć powiedziała mi, że jestem dobrym dzieckiem, ale to za mało Mamo!

Kochałam Ciebie do końca Twoich dni i martwiłam się, że odejdziesz, ale po Twojej śmierci odkryłam jak mało byłam dla Ciebie ważna i będę z tym piętnem musiała żyć do końca swoich dni.

 

 

Kiedy matka nie kocha

Znalezione obrazy dla zapytania odrzucene

 

Zawsze byłam niekochanym dzieckiem swoich rodziców i do dziś odczuwam to niekochanie mnie, choć liczę sobie po 60-tce.

Ojciec bił mnie jak mokre żyto, szydził, wyzywał, poniżał kiedy byłam wrażliwą nastolatką, w której powinno powstawać poczucie wartości i wkraczanie w dorosłość.

Byłam brunetką, a więc dojrzewałam tak, że pojawił mi się pod nosem mały wąskik, którego tak bardzo się wstydziłam, a on to wyśmiewał i śmiał się z mojego dojrzewania.

Zawsze mówił, że nic dobrego ze mnie nie będzie i do niczego w życiu nie dojdę, a kiedy się broniłam, to łapał, co pod ręką i walił mnie tym po głowie. Cierpiałam w samotności, bo matka też była wystraszona i stłamszona.

Kiedy jej broniłam, to dostawałam jeszcze więcej razów i takie traktowanie odbiło się na moim, całym życiu i te obrazy wracają bardzo często!

Moja matka odeszła ponad miesiąc temu i zdałam sobie sprawę z tego, jak mnie nie lubiła, choć z pewnością na swój sposób kochała.

Zrobiła coś takiego, że na razie o tym pisać nie chcę, ale poczułam jak za grobu dała mi plaskacza, że od miesiąca chodzę prawie po ścianach, bo taki mi numer wywinęła.

Nagle zrozumiałam, że ja dla swoich rodziców byłam bardzo mało ważna, a matka udawała przed obcymi, że mne kocha, a w rzeczywistości tylko tolerowała i wykonywała przy mnie zabiegi, aby tylko je wykonać i być poprawną wobec ludzkich języków.

Owszem, bo wiele razy mi pomogła w życiu, ale bardziej z obowiązku, aniżeli z miłości, bo co by ludzie powiedzieli.

Podczas dwuletniej choroby, kiedy miała na początku jeszcze jasny umysł, ani razu mi nie powiedziała, że mnie kocha i przeprasza za krzywdę jaką mi zrobiła i nie próbowała nawet tego naprawić!

Byłam przy niej przez ten czas i czekałam na naprawienie błędu, ale się nie doczekałam i zostałam wyrzucona na aut, bez słowa przepraszam i niestety będę musała z tym żyć, choć  wiem, że będzie to wracało i drążyło, bo każde odrzucenie boli do końca naszego istnienia.

Mamo tak bardzo mnie skrzywdziaś, że jestem na etapie takim, że moja noga nie postanie przy Twoim grobie!

Tego się nie robi własnemu dziecku, które kochało Ciebie całym sobą i wiem, że o zmarłych źle sie nie mówi, ale są granice odrzucenia!

Moja matka mnie chyba nie lubi …

– Ona mnie chyba nie lubi … – powiedziała do ślubnego przy okazji ostatniej wizyty w rodzinnym domu. – Jak może Cie nie lubić? Przecież to Twoja matka, ona Cię kocha! – odpowiedział, widząc smutek na jej twarzy. – Kochać kocha, nie wątpię, ale to nie oznacza, że lubi …. Tego wieczora coś w niej pękło, nie że bez powodu. Chyba jak zawsze za dużo spodziewała się po tej wizycie. Myślała, że usiądzie z matką przy gorącej herbacie i jej się po ludzku wygada … jakiś ciężki czas miała ostatnio, tak potrzebowała kogoś bliskiego – kobiety („rozmów” z facetami – krótkich i rzeczowych, miała aż zanadto), ale dostała kosza … Nie pierwszy raz zresztą.

Nigdy nie były ze sobą przesadnie blisko. Oczywiście matka swoje rodzicielskie obowiązki wypełniała bez najmniejszych zastrzeżeń, ale nie było w tym …hmmm… chemii? Tak, tak, wiedziała, że może też najlepszą córką nie była – nerwowa, krzykliwa, uparta, no cóż, może też nie o takiej córce rodzicielka marzyła? Miała jednak wybór, córek wszak miała i ma dwie. Drugiej też daleko do ideału, ale ta (może z racji pierwszeństwa pojawienia się na świecie) bardziej chyba do gustu maminego przypadła. Starsza lubiła porządek, oszczędna była, każdą złotówkę odłożyła, nie to co ONA – bałaganiara, rozrzutna – co dostała to „rozesrała” jak mawiano. Nieraz wypominała matce, to, że czuje się gorsza, jednak albo spotykało się to ze stanowczym zaprzeczeniem i  stwierdzeniem, że „głupoty wygaduje”, albo z wielkim żalem, że też dziecku w ogóle takie rzeczy do głowy przychodzą. Co jednak począć skoro tak czuła? W sumie czuje do dziś … Pamięta obecność matki jedynie jako kompana na wizytach lekarskich (chorowita wszak była bardzo), czuwającą przy niej w chorobie – tak, matka jej to bardzo troskliwa kobieta; nie pamięta jednak wspólnych zabaw, wspólnego odrabiania lekcji, rozmów o życiu czy współżyciu… Nie upiera się, że takich nie było, może to efekt pamięci wybiórczej. Wiele rzeczy robiła, by zwrócić uwagę matki. Pochwał za „dobre uczynki” doczekać się nie mogła, więc przeszła na złą stronę mocy. Szybko jednak zauważyła, że buntowniczą postawą jeszcze więcej traci. Postanowiła więc, że stanie się matczyną dumą – udział w konkursach, olimpiadach, ba nawet sukcesy … nie wywoływały one jednak takiego entuzjazmu jakiego oczekiwała. Wolała się matka na niedociągnięciach skupiać. Nie, nie jakoś przesadnie, po prostu poświęcała im więcej czasu i uwagi. Nie zraziła się jednak ONA i do dziś jako dorosła kobieta dzwoni do matki, gdy odniesie jakiś sukces. Czeka na fanfary … Może się jeszcze kiedyś doczeka. Być może dotychczasowe (w jej ocenie) osiągnięcia są zdaniem matki po prostu zwykłym należycie wykonanym zadaniem…?

Opuszczała dom bez przesadnego żalu; wizyty ograniczyła do świątecznych występów, z  czasem i te okroiła do niezbędnego minimum, wywoływały w niej bowiem niedosyt, a może  niesmak … Teraz sama jest matką. Jaką? Chyba nie najlepszą, a może wymagania co do matczynej instytucji ma zbyt wysokie? Dzieci ma co prawda jeszcze małe; dadzą jej na pewno wiele okazji, by się wykazać. Ona jednak czuje, że powieli wzorce. Chyba już zaczyna powielać… Łapie się na tym, że każde ze swoich dzieci darzy innym uczuciem. Pomińmy miłość, bo tak jak matka ją kocha tak i ona kocha bezwarunkowo swoich potomnych, ale … lubi inaczej, za coś innego. Zauważa, że traktuje ich czasem niesprawiedliwie. Powiecie, że przecież wie jakich relacji z matką pragnęła, więc niech wypielęgnuje takie we własnym ogródku. Taki zapewne ma plan, ale wzorować chciałaby mieć się na kim …

Czytaj więcej: https://kobietapo30.pl/matka-mnie-chyba-nie-lubi/

Sukces polskiej, pisowskiej Policji – buhaha

Widzieliście to zdjęcie słodkiego bobaska? 

Obrazek

To 3-letnia Amelka uprowadzona przez uzbrojonych po zęby zamaskowanych bandytów z maskami na twarzach!
Pewnie widzieliście , bo ja przez parę dni jakikolwiek kanał informacyjny otworzyłam na TV – zaraz ją widziałam i relacje na gorąco (przez 3 dni te same) z akcji dzielnej PiS-owskiej policji!
Potem tą tragedią żyła już cała Polska a komunikaty były powtarzane do znudzenia:
Obrazek
– aż dzielni policjanci odbili z rąk bandytów zarówno dziecko jak i jego matkę.
Zaraz potem ujawniono portret herszta bandy – Cezarego:
Obrazek

Na szczęście to tylko ZAINSCENIZOWANE NA POTRZEBY MOTŁOCHU PRZEDSTAWIENIE.

Historia z „porwaniem” jest w całości wymyślona przez babcię dziecka!
25-letnia matka Amelki (żona Cezarego !!!) – mieszkała wcześniej z Cezarym (ojcem dziewczynki !!!) w Niemczech. Wróciła jednak do Białegostoku zabierając dziecko – pod wpływem matki, która nie przepadała za zięciem.
Ojciec Amelki – Czarek nigdy, nie stosował przemocy psychicznej, ani fizycznej wobec matki dzieci.
Przyjechał do Polski aby odzyskać dziecko i przekonać do powrotu żonę.
Żona Cezarego – Natalia i jej córka Amelia wsiadły do wypożyczonego przez niego auta dobrowolnie, więc nie ma mowy o porwaniu.

Zresztą Natalia przekazała informację że jest z nią wszystko w porządku i że udają się do domu do Niemiec.

W pewnym momencie doszło jednak do dziwnego incydentu, gdyż człowiek, który był z Cezarym wynajęty jako ochroniarz przez niego, prawdopodobnie przestraszył się wrzawy podniesionej w tej sprawie w mediach – zmienił jakby front, zmienił zdanie, po czym zaatakował gazem pana Czarka.
Potem udał się z dzieckiem i matką w kierunku Łomży, gdzie oddali się w ręce policji.

No to jak to jest naprawdę z tym … PORWANIEM DZIECKA (własnego zresztą)?

Autor: „D”