Archiwa tagu: młodzież

A teraz drogie dzieci pocałujcie ten rząd w dupę!

 

Obraz może zawierać: tekst „Polska jest krajem, W którym współczynnik samobójstw wśród dzieci młodzieży jest jednym z najwyższych w Europie. Około 630 000 dzieci w Polsce wymaga opieki psychiatrycznej psychologicznej. W naszym kraju mamy obecnie 419 psychiatrów dzieci młodzieży. Dzieci wymagajÄ…ce pilnej pomocy psychiatrycznej czekajÄ… w kilkumiesiÄ™cznych kolejkach. ww.zieciecapsychvlvcia.pl”

PiS nakazuje rodzić, rodzić nawet dzieci bez mózgu, z rozszczepem kręgosłupa, bez rąk i nóg tzw. potworki i takie dzieci, które zagrażają życiu matki oraz dzieci pochodzące w gwałtu!
Dlatego kobiety w Polsce wyszły na ulicę, aby się temu kategorycznie sprzeciwić!
Na razie Strajki Kobiet są zawieszone, ale jestem pewna, że wrócą na nowo!
W Senacie nie przegłosowano 80 milionów na psychiatrię dziecięcą, bo senatorom z PiS temat jest mało ważny!
Każą rodzić, ale jeśli nasze, polskie dzieci mają problemy psychiczne z różnych powodów, to dla tych dzieci w Polsce pieniędzy brak!
Dzieci miesiącami czekają na pomoc i ich rodzice także, a w szpitalach brakuje łóżek i dzieci koczują na korytarzach, a także brakuje personelu medycznego, czyli jest dramat!
Pamiętam, że ten rząd zamknął telefon zaufania dla dzieci i młodzieży i to my, jako społeczeństwo zbieraliśmy na to pieniądze!
Urodziłeś się i masz problemy psychiczne w wieku dziecięcym i  dorastania, a rząd ci mówi – a teraz drogie dzieci pocałujcie misia w dupę!
Obraz może zawierać: 1 osoba, mem, tekst „A TERAZ DROGIE DZIECI Chamsko POCAŁUJCIE MISIA W DUPE”
Psychiatria dziecięca w Polsce jest w dramatycznym stanie.
Potrzeba natychmiastowych działań i ogromnych pieniędzy, by zatrzymać katastrofę i zapobiec jeszcze większej katastrofie.
Tymczasem kolejny raz zostaje wstrzymany budżet mający ją ratować.
Nie pojmuję, nie rozumiem, boję się co będzie dalej…
Polska jest krajem, w którym współczynnik samobójstw wśród dzieci i młodzieży jest jednym z najwyższych w Europie.
Około 630 000 dzieci w Polsce wymaga opieki psychiatrycznej i psychologicznej.
Dzieci i młodzież umierają na skutek śmierci samobójczej, miesiącami czekają na wizytę u psychiatry, psychoterapeuty, psychologa. Miesiącami cierpią i nie mają pomocy.W naszym kraju mamy obecnie 419 psychiatrów dzieci i młodzieży. Tak- 419 na całą Polskę.
Potrzeba lat, by wykształcić nowe pokolenia psychiatrów dziecięcych.
Brakuje psychoterapeutów dzieci i młodzieży. To również lata kształcenia, bo psycholog bez wykształcenia psychoterapeutycznego nie ma uprawnień do prowadzenia psychoterapii, której potrzebują dzieci z zaburzeniami psychicznymi.
W teorii ruszyła reforma psychiatrii, powstają centra zdrowia psychicznego, jednak to ciągle za mało.
Brakuje pieniędzy na szkolenia specjalizacyjne, brakuje pieniędzy na tworzenie nowych placówek, brakuje pieniędzy na szpitale psychiatryczne- na remonty, wyposażenie, stworzenie dzieciom warunków wspierających w zdrowieniu. Psychiatria dziecięca nie może dłużej czekać.
Potrzebuje priorytetowego wsparcia.
Chodzi o zdrowie i życie dzieci. Mam nadzieję, że mówienie o tym głośno, w końcu wpłynie na tych, od których wszystko zależy…Źródło danych:

Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę

 https://fdds.pl
http://orka2.sejm.gov.pl/…/ATTBDKHYQ/%24FILE/i31560-o1.pdf 

 

My dorastający w PRL-u!

Obraz może zawierać: 6 osób, dziecko i na zewnątrz

Dorastaliście w latach sześćdziesiątych,
siedemdziesiątych lub osiemdziesiątych?
Jak, do cholery, udało się wam przeżyć?!
Samochody nie miały pasów bezpieczeństwa ani zagłówków !
Można było jeździć na rowerze bez kasku.
Szkoła trwała do południa, a obiad jadło się w domu.
Nikogo nie wysyłano do psychologa.
Nikt nie był hiperaktywny ani dyslektyczny.
Po prostu powtarzał rok i to była jego szansa.
Wcinaliśmy słodycze , piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem i nie mieliśmy problemów z nadwagą,
bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy aktywni.
Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli i nikt z tego powodu nie umarł.
Nie mieliśmy Playstation, Nintendo 64, X-Boxa, 99 kanałów w TV, DVD i wideo, Dolby Surround, komórek, komputerów ani chatroomów w internecie…
…lecz przyjaciół !
Mogliśmy wpadać do kolegów pieszo lub na rowerze, zabrać ich na podwórko lub bawić się u nich, nie zastanawiając się, czy to wypada.
Można się było bawić do upojenia,
Nie było komórek… I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy!
Nieprawdopodobne!
Całkiem bez opieki!
Jak to było możliwe?
Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, złamane kości, ale nigdy nie podawano nikogo z tego powodu do sądu!
Nikt nie był winien, tylko my sami.
Nie baliśmy się deszczu, śniegu ani mrozu.
Nikt nie miał alergii na kurz, trawę ani na krowie mleko.
Mieliśmy wolność i wolny czas, klęski, sukcesy i zadania.
I uczyliśmy się dawać sobie radę!
Pytanie za 100 punktów brzmi:
Jak udało się nam przeżyć?
A przede wszystkim:
Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość?
Też jesteś z tej generacji?
Przypomnij sobie, jak było.
Pewnie, można powiedzieć,
że żyliśmy w nudzie,
ale…przecież byliśmy szczęśliwi !!!
Czyż nie?!

Tak, tak było i ja z powyższym opisem znalezionym w sieci zupełnie się identyfikuję!

Pamiętam, kiedy ojciec dostał przeniesienie służbowe do miasta, w którym mieszkam do dzisiaj.

Szłam do nowej szkoły i matka do niej zaprowadziła mnie tylko raz!

Potem na tych małych nóżkach, jako siedmiolatka pokonywałam odległość codziennie -dwóch kilometrów z kluczem na szyi i nie było żadnych sentymentów!

Tak wklejam te wspomnienia, bo często piszę o naszym pokoleniu, które dorastało w PRL-u i my musieliśmy sobie często radzić sami, bo rodzice przeważnie pracowali!

Bawiliśmy się na podwórkach i naprawdę było nas dużo, a teraz czytam statystyki w mojej gminie, że mimo sztandarowego programu 500+, rodzi się coraz mniej dzieci!

Ciekawe dlaczego polskie rodziny nie chcą się rozmnażać, bo może na te statystyki ma wpływ pandemia, któż to wie!

„Statystyczne podsumowania z 2020 roku, zaczynamy od podkreślenia, że po raz pierwszy w historii gminy, aż tak radykalnie spadła ilość urodzeń dzieci. Cyfry mówią wyraźnie, że burzy się jedno z głównych założeń programu 500 plus, bo w 2019 roku urodziło się ich 309 (dwoje mniej niż w 2018 roku), natomiast w minionym, na świat przyszło tylko 275! W poprzednich latach najczęściej wybieraliśmy dla nich imiona Antoni i Zuzanna, tym razem, rodzice najchętniej sięgali po Aleksandrę i Jana”

Dziś otrzymaliśmy z Mężem zdjęcia z gór i wklejam je, bo mimo zakazu w góry ludzie jeżdżą, bo ileż można siedzieć w domu z powodu koronawirusa.

Trzeba przyznać, że zima jest bajkowa, kiedy śnieg się iskrzy w słońcu!

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

Muzyka naszych Wnuków!

Brak opisu.

Okładka „TIME” pokazała koreański zespół złożony z młodych, koreańskich chłopców!

Znaleźli się na okładce, gdyż biją rekordy popularności i wzięli wszystko!

Zespół nazywa się „BTS” i ja seniorka nie ogarniam oczywiście ich fenomenu, bo to już jest zupełnie inna epoka!

Ich clipy mają miliardowe odsłony, a komentarze liczą się też w miliony, a to oznacza, że słucha ich cały świat, pewnie przez młodych ludzi – zakochanych w zespole i jego piosenkach!

Przejrzałam parę clipów i stwierdzam, że ich teledyski są bardzo interesujące i ze smakiem, ale co ja tam wiem!

Tak niby bardzo niedawno mojej Wnuczce śpiewałam dziecięce piosenki, a tu od Jej Mamy dowiedziałam się, że moja Wnusia – nastolatka wsiąkła w ten zespół i po prostu może ich słuchać na okrągło.

Zainteresowałam się więc jako babcia, czego słucha moja Wnusia i już wiem, a naprowadziła mnie właśnie okładka!

Chciałam poznać ten zespół, a jednocześnie sobie pomyślałam, że czasy diametralnie się zmieniły, bo młodzież przy pomocy technologii słucha muzy często samotnie i specjalnie nie ma z kim porozmawiać o tym, co ta muzyka im daje!

Tym bardziej, że teraz dzieci znają dobrze język angielski i wiedzą o czym te piosenki są!

Pamiętam, że będąc młodą dziewczyną bywałam na prywatkach u kogoś w domu, albo na szkolnych zabawach, co w stosunku do dzisiejszych czasów może wyglądać prymitywnie.

Niestety tak nie było, bo tańczyliśmy na parkiecie w parach, przy modnych i ulubionych piosenkach w tamtym czasie.

Były to piosenki „Czerwonych Gitar”, „Trubadurów”, ‚Skaldów” i w ten sposób się integrowaliśmy na całe życie.

Choć życie nas rozniosło po świecie, to każde z nas, mimo wieku ma w pamięci tamte chwile!

Nie było wówczas dopalaczy, narkotyków i nie piliśmy na prywatkach alkoholu, a sam taniec sprawiał nam wielką przyjemność i ja żałuję, że mam z tamtego czasu tak mało zdjęć!

Pamiętacie swoje młode lata i te prywatki w gronie rówieśników?

Ja pamiętam i miło wspominam, bo na jednej z zabaw w szkole poderwałam na 45 lat swojego Męża!

 

To idzie młodość!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i na zewnątrz

Wieczorem u Moniki Olejnik w „Kropce nad i” wysłuchałam w wielkich nerwach, niejakiego Dworyczka z ministerstwa sprawiedliwość – specjalnie małą literą, bo nie zasługują na szacunek.
Napiszę szczerze, gdyby można było przywalić mu czymś w łeb za pomocą telewizora, to byłby obity jak śliwka węgierska!
Nie da się tolerować, tych kłamstw o polskiej policji na ulicach i nawet kanalia nie wzięła w obronę dziecka – tego 14 – latka, do którego do domu wparowała policja za udostępnienie  plakatu popierającym Strajk Kobiet!
Kto śledzi obecną politykę w Polsce, to jest zorientowany, że policja aresztowała 17 – letniego  Janka  i nawet rodzina przez wiele godzin nie wiedziała, gdzie chłopak się znajduje i co się z nim dzieje!
Nie słuchałam dziś wyjątkowo programu Andrzeja Morozowskiego, który zaprosił chłopaka do rozmowy, co się z nim działo i oto w sieci przeczytałam pochwałę mądrości tego młodego człowieka i czytamy, że rośnie nam mądre,  sprawiedliwe pokolenie!
Wysłuchałem przed chwilą rozmowę, jaką w TVN24 Andrzej Morozowski w swym programie „Tak jest!” przeprowadził z aresztowanym wczoraj przez policję pod warszawskim sądem rejonowym 17-letnim Jankiem Radziwonem.
Słuchałem tego dialogu z zapartym niemal tchem, szczególnie wypowiedzi tego chłopca. Choć po tym, co słyszałem, lepiej będzie jak napiszę – tego młodego mężczyzny.
Ze zdumieniem słuchałem tego, co mówił.
Tu się zatrzymam.
Nie chciałbym mu zaszkodzić pisząc peany o nim, co mogłoby skupić czyjąś niedobrą uwagę na nim, ale nie mogę się oprzeć konstatacji, że… I tu zwrócę się wprost do niego:
Nie wiem, jaki zawód dla Ciebie wymarzyli sobie Twoi rodzice, i jaki Ty sam chciałbyś może wykonywać, ale… według mnie czeka Cię, chłopie, wielka kariera polityczna.
Trzymaj się”
To idzie młodość kochani!
A Policja po robocie w kanciapach wali wódę, za błędy na górze!
Adrian ogłosił dzisiaj, że jako ozdrowieniec oddał swoje osocze i wiecie co?
Brzydzę się tym osoczem, oddanym pod publiczkę!
Trochę na wesoło, a może jednak na smutno –  więc!
Obraz może zawierać: 2 osoby, tekst „Dosi zbigniewczerwiński @kancelaria27 Oglądam to zdjęcie któryś raz i dopiero, jak obejrzałem je z komentarzem w postaci cytatu z Pana Tadeusza (o Jankielu), przypomniał mi się cytat z XIlI księgi autorstwa Fredry. Jaja nadął, jak balony. Jak nie piardnie pierdolony, aż kondony z górnej półki szybowały jak jaskółki.”
Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst „Donald Tusk @donaldtusk Wszystkie, podkreślam, wszystkie działania PiS wpisują się precyzyjnie w rosyjską strategię rozbijania Unii Europejskiej i geopolityczną izolację Polski. Czy robią to świadomie jest pytaniem drugorzędnym. 15:39. 23.11.2020 Twitter for iPhone”

My dzieci PRL-u i pitraszenie!

Obraz może zawierać: jedzenie

Upiekłam dziś w rękawie kawałek schabu, by było na kanapki, bo wychodzenie do sklepów jest dość ryzykowne.

Wyszedł smaczny i soczysty, a robiłam tak:

  • wczoraj do miski wlałam 3/4 łyżki oleju i do tego dodałam przyprawy jakie miałam w domu, a więc słodką paprykę, majeranek i dużo czosnku,
  • do tego dodałam jarzynkę, odrobinę soli i pieprzu,
  • wszystko wymieszałam dokładnie i wtarłam w  schab, który potraktowałam widelcem, aby przyprawy przeniknęły do środka,
  • tak natarty kawałek mięsa wstawiłam pod przykryciem na noc do lodówki,
  • dzisiaj włożyłam mięso do rękawa i upiekłam w piekarniku nastawionym na 180 stopni  na godzinę i 20 minut!

Tak upieczone mięso zostawiłam do wystygnięcia w piekarniku, a kiedy wystygło to posmakowałam mniam, mniam – polecam!

A teraz inny temat!

Wczoraj zostawiłam komentarz pod zdjęciem blogera o nazwie „365 dni w obiektach LG / Samsunga”.

Napisałam pod zdjęciem dawne powiedzenie brzmiące – rzuć wapno na druty i Łukasz nie wiedział o co chodzi, gdyż jest młodym człowiekiem i nie może wiedzieć jakim slangiem posługiwała się młodzież za czasów PRL-u.

My ludzie już dojrzali pamiętamy tamte czasy, gdyż też kiedyś byliśmy młodzieżą.

Spotykaliśmy się na boiskach, w klasach i z pewnością więcej się słownie wypowiadaliśmy bezpośrednio, kiedy teraz młodzież rozmawia  przede wszystkim w Internecie.

Nie znam slangu obecnej młodzieży, tak jak młodzież nie zna naszego z tamtych lat, a więc warto powspominać:

„Rzuć wapno na druty, czyli odzywki sprzed lat.

„Są ludzie i parapety” – mawiała młodzież kilkadziesiąt lat temu. Choć przez tego typu wyrażenia niejednemu „skoczył gul”, przypomnijmy tamten sztubacki slang. Językowi puryści niech nie „peniają” – przekleństw nie będzie.

Fri, lol, nieogar, nołlajf… Ze zrozumieniem tego, co mówią dziś młodzi ludzie, „wapniacy”, czytaj – wcześniej urodzeni, miewają trudności. Zanim jednak wapniacy stali się wapniakami, również byli małolatami i – ku przerażeniu entuzjastów „czystej” polszczyzny – mieli własną gwarę, jedyny w swoim rodzaju kod językowy, którym się posługiwali i który z gruntu obcy był „jareckim”. Tak już w latach 70. zeszłego stulecia nazywano rodziców.

– Oczywiście, mówiło się też „starzy”, „stary”, „starszy”, rzadziej „tato”, „ojciec” – wspomina rzeszowianin Paweł Pasterz, popularyzator nauki i techniki. – Inne słówko to właśnie „wapniak”. No i słynne było powiedzonko: „Rzuć wapno nadruty”. Znaczyło: „Poproś rodzica do telefonu”.

Rzeź uczniowskich niewiniątek

Do słów, które współcześnie są na młodzieżowym topie, zalicza się „sztos” (wariantywnie: „sztosik”, „sztosowo”, „sztosiwo”), co oznacza coś dobrego, fajnego. W latach 70. i 80., kiedy sztubak chciał wyrazić zadowolenie albo pochwałę, mówił „extra”, „w pytę”, „git”. Bywało również „fajowo” czy „fajowsko”, a w końcu szaloną popularność osiągnęło „spoko”.

Tego typu słowa rzadko odnosiły się do instytucji szkoły („budy”), bo tej się przeważnie nie lubiło. Na różne sposoby dawano temu wyraz w języku. Momentami wręcz wiało grozą, bo oto plan lekcji okazywał się być, dajmy na to, „planem tortur”, a „pytanina” przez całą lekcję – „rzezią niewiniątek”.

– Ze szkolnych wyrażeń przypominam sobie „goga”, zapewne skrót od pedagoga. O gogach pisał w swoich powieściach Edmund Niziurski. Na dyrektora szkoły mówiło się „dyro”, „dyrek”. Ocena niedostateczna była „pałą”, „lufą”, a na przeciwnym biegunie szkolnych stopni znajdowała się „piona”.

– nadmienia Paweł Pasterz.

Melony i bańki

Ktoś, kto trzymał rękę na pulsie w kwestii najnowszych trendów w szczeniackim języku, zyskiwał w oczach nie tylko szkolnych kumpli i mógł tym słownictwem „zaszpanować” jak – nie przymierzając – kolorowym plakatem Bruce’a Lee. Szpanerami mogli stać się ici, którzy mieli „szmal” vel „szmalec” ew. „forsę”, „kasę”.

W przypadku smarkaterii żadne znaczące kwoty pieniędzy zwykle jednak nie wchodziły wrachubę, jeśli już to np. „kafel”, „tysiak” „patyk” bądź „koło” – jak z reguły mówiono na tysiąc złotych.

– Mnie utkwiły w pamięci takie określenia, jak „tauzen” i „kopernik” – dorzuca Pasterz. – A złotówki funkcjonowały jako „zety”, „złocisze”.

„Wapno spłucz żywszym biegiem krwi” - śpiewa Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu w utworze „Pocztówka do państwa Jareckich”. „Wapno” i „jareccy”
ArchiwumNa banknot o nominale 1000 złotych mawiano „patyk”, „tysiak”, „kafel”, „koło”, „tauzen”, „kopernik”…

Kto dysponował aż milionem zetów, ten miał „melona”. Po przełomie w1989 roku melona wyparła „bańka”. Modna była, z tym że też tylko do czasu. W połowie lat 90. przeprowadzono denominację, wskutek czego bańka przestała być milionem, a miała odtąd wartość 100 zł. To miało nanią niekorzystny wpływ. Zdenominowana bańka straciła w oczach użytkowników slangowej polszczyzny, chociaż całkiem z obiegu dziś jeszcze nie wypadła.

Mieć do kogoś romans

W pewnym wieku chłopcy zaczynają się interesować dziewczynami – i vice versa. Dzisiejsza „loszka” wczoraj była „laską”, „lasencją”, „dżagą”, „siksą”, „szprychą”. Tych słów używały też dziewczyny, a o chłopakach mówiły np. „men”. Jeśli ktoś „miał do kogoś romans”, to wcale nie znaczyło, że się w tym kimś „zabujał”, tylko ma sprawę do omówienia.

– Kiedyś biust – nie wiedzieć czemu – to były „uszy”. „Panienki” o niepokaźnych uszach dzierżyły miano „desek”. Jak chodzi o takie oldschoolowe sformułowania, kojarzę jeszcze np. „piękną Mary z domu starców”. To o dziewczynie, której Pan Bóg poskąpił wdzięku i urody

– wspomina z uśmiechem Tomek, przedstawiciel handlowy z Rzeszowa, rocznik 1974.

Bywało, że o względy jednej panienki rywalizowało dwóch gości. I bywało, że konflikt starano się rozwiązać przy użyciu pięści. Nazywało się to „wyjściem na solo”.

– Czasami padało hasło: „Chodź na śnieg”. A niektórzy dodawali: „Śniegu nie ma, przegrałeś” – uśmiecha się Paweł Pasterz.

Wolty i fazy

Zdarzało się, że uczestnicy „solówy” mieli pecha, bo namierzyli ich stróże prawa. Tych nazywano – jasna sprawa – gliniarzami, a oprócz tego m.in. „pałami”, „mendami”, „smerfami”. Charakterystyczny niebieski pojazd nosił nazwę „kabaryny”, „suki”. A gdy ktoś uznał, że jego kolega ma niskie IQ, plecie androny lub nieracjonalnie się zachowuje, pytano: „Głupi czy z milicji?”

Nie da się ukryć, że młody człowiek od czasu do czasu chodził na„imprezy” (o „melanżu” nikt wówczas nie słyszał ani nie mówił). Jeśli tam napił się jakiegoś wyskokowego trunku, to potem był „na fazie”. Uczniowie szkół elektryczno-mechanicznych mawiali nawet, że zadziałał „przesuwnik fazowy”. Do ucznia szkoły o takim profilu jak ulał pasował też wyraz „wolty”. W tym wypadku wcale jednak nie chodziło o jednostki potencjału elektrycznego, lecz o alkoholowe procenty.

„Wapno spłucz żywszym biegiem krwi” - śpiewa Grzegorz Markowski, wokalista Perfectu w utworze „Pocztówka do państwa Jareckich”. „Wapno” i „jareccy”
Bartosz Sadowski / Polska Press„Metale” nosili długie „pióra”.

Reprezentanci młodego pokolenia lubili też posłuchać rocka. Na przełomie lat 80. i 90. niemałą rzeszę wielbicieli miały najcięższe gatunki muzyczne, takie jak thrash i death metal. Amator takich wyrafinowanych dźwięków, czyli „metal”, szerokim łukiem omijał zakłady fryzjerskie, nosząc długaśne „pióra”, poza tym chodził w „katanie” (skórzanej względnie dżinsowej kurtce), na ręce nosił „pieszczochę” (opaskę nabijaną ćwiekami) i gardził fanami wkraczającego właśnie na arenę dziejów disco-polo (wtedy to była „muzyka chodnikowa”), których to fanów metale, inie tylko oni, wyzywali od „discomułów”.

Cep cepa cepem poganiał

Deathmetalowych kapel w telewizji na ogół nie pokazywano. W schyłkowej dekadzie PRL-u najpopularniejszym (nie mylić z najlepszym) programem był brazylijski tasiemiec „Niewolnica Isaura”. Imię niejakiej Rosy (czyt. „Roza”) – jednej z bohaterek serialu, przy czym akuratnie nie pierwszoplanowej – przeniknęło do języka. Co znaczyła „roza”? Za Bogusławem Lindą można by powiedzieć, że to „zła kobieta była”. Okazała się jednak tylko językową efemerydą i dziś już tego określenia nie pamiętają nawet ci, którzy go używali.

Pojawiały się też zwroty quasi-polityczne. Już przedszkolaki rymowały: „Chcesz cukierka? Idź do Gierka. Gierek ma, to ci da” (niektórzy dopowiadali: „… kopa w tyłek i pa pa”). Z kolei w latach 80. prawie każdy, kto miał odstające uszy, na podwórku był… rzecznikiem rządu, to znaczy „Urbanem”.

– Pamiętam, że rosyjski skrótowiec CCCP (w polskim tłumaczeniu ZSRR – przyp. red.) odczytywaliśmy jako „Cep Cepa Cepem Poganiał”, ewentualnie „Córka Cesarza Całuje Piekarza” – uśmiecha się Tomek.

Były i są w młodzieżowym slangu zapożyczenia z gwary więziennej – grypsery (np. „kopsnij szluga”).

– W tym wypadku daje osobie znać atrakcyjność tego, co zakazane. Zakazane nawet nie w sensie „nie wolno ci”, tylko napiętnowane, groźne, owiane legendą – wyjaśnia dr hab. Katarzyna Czarnecka z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, współautorka „Słownika gwary uczniowskiej”.

To część naszych wspomnień

Nastolatki od niepamiętnych czasów starają się nadać własny językowy kształt temu, z czym się stykają.

– Służy to wzmocnieniu więzi w obrębie pewnej społeczności, odróżnieniu się od tego, co na zewnątrz, radzeniu sobie z napięciami, emocjami, wyrażeniu tego, co myślimy dobrze, ale częściej – co myślimy niedobrze o dorosłych, szkole i innych instytucjach – tłumaczy Katarzyna Czarnecka. – Widoczny jest również zamiar zabawy słowem. Te cechy miała ta odmiana języka w przeszłości, takie tendencje widać i dzisiaj.

Niezmienne jest i to, że młodzieżowy socjolekt nie wszystkim się podoba.

– Sztuka nie polega na tym, aby młodym ludziom tego języka zakazywać ani ich za to karcić, tylko nauczyć dobierania sposobu mówienia do sytuacji, tak by dysponowali kilkoma repertuarami: jednym dla kolegi, drugim dla babci, trzecim dla nauczyciela – podkreśla Katarzyna Czarnecka. – Jeżeli to zaniedbamy na poziomie szkoły, a trochę też domu, to mamy problem. Wtedy język z natury rzeczy będzie uboższy, nieprecyzyjny, czasem śmieszny, a czasem skandalicznie niestosowny.

Gros sztubackich wyrażeń sprzed kilkudziesięciu lat dzisiaj już nie żyje. Dużo jednak przetrwało próbę czasu; niektóre przeszły do języka potocznego, a nawet oficjalnej polszczyzny. Można się zżymać na takie czy inne odzywki, ale nie zmienia to faktu, że dla współczesnych 40- i 50-latków stanowią one dziś też cząstkę wspomnień o czasach ich młodości. Czasach niby nie tak odległych, mimo wszystko trochę innych niż te obecne.

SŁOWNIK BYŁEJ MŁODZIEŻY

Wybrane terminy i powiedzonka sprzed kilkunastu, kilkudziesięciu lat

  • bajerancki – ładny, efektowny
  • brecht – śmiech
  • cudzesy – cudze papierosy
  • czacha dymi – ból głowy
  • czerstwy (także: denny, drętwy, kijowy) – brzydki, nudny, banalny
  • „daj” to chiński sprzedawca jaj – reakcja na żądanie, w którym brak słowa „proszę”
  • glutnąć – splunąć
  • gul mu skoczył – o kimś, kto się zdenerwował
  • jak bonie dydy (także: jak bum cyk cyk) – słowo daję, naprawdę
  • jeny – słowo wyrażające zachwyt, zdziwienie
  • kabel (kablarz) – skarżypyta, donosiciel
  • kradziej – złodziej
  • kto cię słucha, babcia głucha – przestań mówić
  • która na osi – pytanie o godzinę
  • kur Warszawa nie hoduje, ale jaja eksportuje – fraza zastępująca przekleństwo
  • lala, bucik ci się rozwala – zaczepka
  • lampa – upał
  • lutnąć – uderzyć
  • łoś – półgłówek, naiwniak, nieudacznik
  • miał trudne dzieciństwo: żelazne zabawki, bomba w kołysce – o kimś, kto dziwnie się zachowuje, wygaduje głupstwa
  • minuta osiem – krótka chwila
  • nakarmić raka – zapalić papierosa
  • nie dziękuj, w polu odrobisz – kpiąca reakcja na słowa podziękowania
  • nie pogadasz – wyraz uznania albo drwina
  • obora – wstyd, nieprzyjemna sytuacja
  • obstawić – zostawić
  • paker – osiłek, człowiek dobrze zbudowany
  • peniać – bać się, panikować
  • przychlast – wyzwisko
  • są ludzie i parapety – wyraz dezaprobaty dla czyjegoś zachowania, dosłownie: są ludzie mądrzy i głupi
  • schabowe – papierosy „Popularne”
  • sępić – prosić, błagać
  • siwy dym – bójka, zamieszanie
  • skroić – ukraść
  • spaślak – otyły człowiek
  • spodzień – spodnie
  • strit – kiepski wzrok, zez
  • styknie – wystarczy
  • tegować – robić coś
  • turlaj beret (także: weź się) – odczep się, daj mi spokój
  • walnąć jak łysy grzywką o kant stołu – powiedzieć coś niemądrego
  • wsiur – wyzwisko albo ktoś ze wsi
  • wystroił się jak szczur na otwarcie kanału – ironicznie o czyimś ubiorze
  • zagramaniczny – zagraniczny”

Posiłkowałem się „Słownikiem gwary uczniowskiej”, opracowanym przez Katarzynę Czarnecką i Halinę Zgółkową (Poznań 1991).

Seniorka w sieci!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i w budynku

Cieszę się, że w pewnym momencie mojego życia uczyłam się obsługi komputera, a potem laptopa, gdyż tym sposobem będąc seniorką mam okazję śledzić to, co dzieje się w moim mieście.

Pamiętam, że z dużą nieśmiałością zakładałam mojego Facebooka i także się go uczyłam!

Na Facebooku jest wiele fan-page, które pokazują i relacjonują wszystkie, ważne wydarzenia  dziejące się u mnie.

Poszłam po rozum do głowy i sama założyłam swojego fan-page, na którym są moje autorskie zdjęcia miasta i okolic, a także zbieram ważne informacje i je pokazuję publice.

Sprawia mi to przyjemność, bo naprawdę mam masę odsłon i stałych obserwatorów!

Dzisiaj zauważyłam cudowną wiadomość, że w mojej, byłej szkole podstawowej na hali sportowej zebrali się uczniowie, nauczyciele, rodzice, oraz goście i został o godzinie 11.11 odśpiewany Hymn Polski dla naszej „Niepodległej”.

Moją szkołę podstawową nr 1 ukończyłam ponad 50 lat temu i praktycznie nie wiele się zmieniło.

Dziś uczniowie ubrani byli w świąteczne białe koszule, tak jak kiedyś ja na przeróżnych apelach.

Zmieniło się tylko to, że szkoła wybudowała w końcu salę gimnastyczną, której my nie mieliśmy i lekcje sportowe odbywały się na boisku!

W naszych klasach nie wisiał krzyż, a teraz wisi i na uroczystości nie przybywał ksiądz,bo Państwo było świeckie, a kto chciał, to szedł do salek katechetycznych.

Nie chodziłam i nigdy nie miałam z tego powodu nieprzyjemności.

Szkoła dzisiaj  otrzymała sztandar i zawleczono  dzieciaki i żołnierzy do kościoła, aby ksiądz odprawił mszę na cześć sztandaru i szkoły.

Ciekawa jestem czy zbierali na tacę?

Nie będę krytykowała, bo sorry, ale od czterech lat taki mamy klimat!

Mamy taki klimat ponieważ świetlice na komisariatach policji zamieniane są w sale katechetyczne, kiedy Błaszczak daje policjantom pełniącym służbę 2.75 złotych na dzienne wyżywienie!

Hurra – kościół rządzi i zawsze się nakarmi!

W szkole nauczono mnie patriotyzmu i żaden ustrój tego ze mnie nie wyplenił.

Płaczę kiedy słyszę Hymn Polski, bo jestem z niej dumna mimo PiS!

Dziękuję za to, że to jest kultywowane mimo skrętu ku kościołowi – kiedyś się to wyprostuje i będzie znowu normalnie!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba

Jeszcze Polska nie zginęła!

 

Obraz może zawierać: 6 osób, uśmiechnięci ludzie, tłum i na zewnątrz

Fot. Damian Mekal – Fotograf

Dziś był dzień pełen wzruszeń, bo obchodzimy 75 Rocznicę Wybuchu Powstania Warszawskiego i zawsze chlipię pod nosem, bo odzywa się we mnie ta moja patriotyczna duma i wzruszenie.

Nie chcę się wdawać w obchody, bo mamy inne rządy i inne obchodzenie, a więc staram się trzymać tylko powstańców, których jest coraz mniej i dlatego te wzruszenia są silniejsze.

„Wolność kocham i rozumiem. 
Wolności oddać nie umiem”
Chłopcy z Placu Broni!
Brak dostępnego opisu zdjęcia.
Dzisiejszy mój Facebook poświęcony jest właśnie Powstaniu!
Ileż razy spłynęła mi łza z oka dziś – taka jestem, że chcę dla mojej Polski jak najlepiej.
Boli mnie to, że obecna polityka sprawia, że wszystko w mojej Polsce zbrzydło!
Ale kochani!
Nie zbrzydł mi największy na świecie Pol’and’Rock Festival pod patronatem Jurka Owsiaka.
Przyjechali na Festiwal młodzi ludzie z całej Polski i starsi też.
Przyjechali Niemcy, Brytyjczycy i wszyscy mają zamiar się bawić przez trzy dni pod hasłami – przyjaźń, wolność, tolerancja, demokracja.
Ja seniorka jestem zachwycona, że ten Festiwal tak cudnie łączy ludzi, którzy tam zjechali, aby odreagować to wszystko, co złe się w Polsce dzieje.
O godzinie 15 usłyszałam z Mężem to słynne słowo „Odjazd”, które jak co roku słyszymy z ust emeryta kolejowego – Romana Polańskiego.
Siedziałam z Mężem przed telewizorem i płakaliśmy, bo w końcu zobaczyliśmy uśmiechniętą i radosną Polskę, a nie zgniłą, kłamliwą i brzydką pod rządami tych ludzi – wiecie jakich?
Niech się taplają w błocie, niech sobie zapalą trawkę, ale niech się cieszą muzyką, która zawsze ludzi łączyła.
Obecni rządzący niech sobie zapamiętają, że nigdy tego festiwalu nie zdołają zatrzymać, bo młodzi ludzie na to nie pozwolą i zrobią raban, że tamci nie będą wiedzieli gdzie zwiewać.
Nie chcieli uruchomić pociągów, bo tak chcieli zablokować ten festiwal, ale w porę się kapnęli, że elektorat im za to zapłaci.
Na tym festiwalu zobaczyłam inną Polskę jaka jest od czterech lat.
Zobaczyłam radość i ludzi z jakże polskimi słonecznikami w dłoniach i z flagą biało – czerwoną – jest tam moc!
Jednym zdaniem, że gdybym była młodsza, gdybym była, to na ten festiwal bym trafiła.
Czuć stamtąd  energię wspólnoty, radości i młodości.
Obejrzyjcie jak cudnie ludzie się zachowali w Godzinę „W” – łzy same lecą!
Jeszcze Polska nie zginęła póki są takie festiwale, a na nich rozmowy, wykłady i może tak się stanie, że młodzi pójdą na wybory!

Przekleństwo Niebieskiej Teczki!

Na początku spytam, bo czy ja przegapiłam rekonstukcję rządu, że Ministrem Edukacji już nie jest Zalewska, a stała się nią jęcząca Beata Szydło?

Na swoim Facebooku napisałam:

„Mam nadzieję, że ten strajk nauczycieli przyczyni się do tego, że młodzież uprawniona do głosowania pójdzie do urn.
Taka lekcja!”.

Dziś rozpoczął się pierwszy dzień strajku nauczycieli i ma być bezterminowy.

Dlaczego nauczyciele strajkują?

Ano dlatego, bo walczą o swoje, godne życie, a jeśli teraz nic nie wywalczą, to już nigdy!

Oni mają swoje życie, swoje kredyty, rodziny  i rachunki do opłaty – jakby ktoś zapomniał.

Pamiętam doskonale jak Beata Szydło w kampanii wyborczej wymachiwała niebieską teczką, że kasy starczy dla wszystkich i na wszystko i wystarczy nie kraść!

Ta teczka oto staje się przekleństwem dla PiS, bo ludzie pamiętają zapewnienia tego nierządu i zaczynają się dopominać o swoje i nie ma, co się im dziwić.

Oni się boją, że jeśli dadzą tysiaka nauczycielom, to upomną się o swoje lekarze, kolejarze, lekarze, pielęgniarki i pracownicy administracyjni sądów oraz sprzątaczki!

Powstaje nowa śwadomość u młodych ludzi i chętnie popierają postulaty swoich nauczycieli i chwała młodym.

Oto wkracza nowy elektorat, bardziej świadomy, a to przeloży się na wybory i chcę w to wierzyć bardzo mocno.

Może uda im się przekonać swoich rodziców i dziadków, aby zagłosowali przeciwko kłamstwom PiS  i wybrali inaczej!

Im strajk będzie dłuższy, to tych młodych, świadomych pójdzie do urn więcej i zagłosują przeciwko arogancji tego nierządu, bo zdali sobie sprawę z tego, że ich nauczyciele uczą za głodowe stawki.

Kaczyński chętnie dofianasuje krowy i świnie i jak świnie traktuje nauczycieli, którzy uczą polskie dzieci i dają z siebie więcej jak 100% normy.

Dawid Posiadło, to jest młody człowiek, na którego wysyłałam sms-y, kiedy wystąpił w X Faktor, bo od początku zauważyłam w nim  mądrego i utalentowanego człowieka.

Przez parę lat wybił się w świecie artystycznym i tworzy bardzo dobre piosenki, których chętnie słucham jako seniorka.

Dostrzegłam w nim wszystko, co najlepsze i się nie pomyliłam.

Nie jest celebrytą, a  zdolnym artystą i dziś na swoim Facebooku zostawił taki wpis:

Dawid jesteś wielki i rozumiesz przysłowie, że jeśli się komuś chce dokopać, to się mówi – obyś cudze dzieci uczył!

nagłówek-dawid-podsiadło.jpg

PODSIADŁO PO STRONIE STRAJKU. „WSPIERAM NAUCZYCIELI CAŁYM SERCEM”

aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaawkwoswsss.png

W sieci właśnie znalazłam taki tekst pisany dzisiaj.

https://www.calareszta.pl/obys-cudze-dzieci-uczyl/

Tekst jest długi dość, ale może ktoś przez niego przebrnie.

 

Nauczyciele w Polsce strajkują. A to przecież roszczeniowe, leniwe darmozjady bez powołania, które sobie dzieci wzięły za zakładników, dwa miesiące wakacji, 18 godzin w tygodniu, żyć nie umierać! Nic im się nie należy! Obyś cudze dzieci uczył, specjalisto od edukacji i związków zawodowych. 

Bleee. Nauczyciele, jak każda inna grupa społeczna czy zawodowa, bywają różni. Każdy z nas pamięta tych, którzy byli cudowni, inspirujący, motywujący, pozostawili na nas swój ślad i będziemy ich wspominać do końca swoich dni. Byli też tacy, z których się śmialiśmy, którzy sami nie potrafili rozwiązać zadania, które rozpisali na tablicy, ani zdania po polsku sklecić. Byli też i tacy, których się baliśmy. To oni często pierwsi wiedzieli o naszych szkolnych sympatiach, to oni znali nasze ksywki i wiedzieli, z kim chcemy siedzieć w ławce. Znali nasze słabsze strony, podkreślali atuty, wciągając nas w prowadzenie akademii dla całej szkoły. To oni łapali nas na pierwszej fajce, podawali ściągi na maturze, trzymali kciuki na olimpiadach. Uczyli nas grać w siatkę, uczyli nas o Holocauście, o stolicy Wielkiej Brytanii i rozmnażania. To z nimi spędziliśmy przynajmniej 13 lat swojego życia.

Polska szkoła jest chora, bo chory jest system, chora jest polityka, w której nikt od wielu lat nie dba o dobro obywatela, a bardziej o dopchanie się do koryta, rozdrapywanie starych ran i udowodnienie czyja to jest wina, że w Polsce AD 2019 jest teraz źle. Bardziej dba się o głos wyborczy i agitację, niż o zrealizowanie wyborczych postulatów. Polska szkoła nie jest dla ucznia i dla rodzica, a od lat nie jest też przyjemnym miejscem pracy dla pracowników oświaty. Notoryczne zmiany programu, ciągłe reformy edukacji, z których jedna gorsza od drugiej, TRAGICZNIE niskie zarobki, uwłaczające godności traktowanie przez rodziców, a co za tym idzie, również uczniów, obcinanie etatów, ciągła konieczność podnoszenia kwalifikacji kosztem własnych pieniędzy i czasu. Wymieniać dalej?

Jako córka nauczycieli i wnuczka dyrektorki szkoły wiem, jak ta praca wygląda od środka. Nauczyciele żyją problemami dzieci, zapamiętują niektórych przez całe życie. Ta praca nigdy się nie kończy, bo szkoła to skomplikowana społeczność, w której w każdy dzień coś ważnego się dzieje. Przecież dziecko poza domem i szkołą nie ma nic innego. Praca nauczyciela to ogromna presja i stres, to odpowiedzialność. Ale poza nią to masa papierkowej roboty. To sprawdziany, to klasówki, to egzaminy, to studniówki, to bale, to wywiadówki, to akademie, to konkursy. To wszystko samo się nie robi. Znam nauczycieli, którzy sami malują sobie klasę, żeby na 1 września było kolorowo. Robią po nocach dekoracje. Szyją kostiumy na apel. Płacą za wycieczkę uczniowi z ubogiej rodziny. Wożą uczniów prywatnym samochodem na olimpiadę. Odwiedzają w domu, kiedy dziecko złamie nogę. Tej pracy nie da się skończyć o 14 i olać do dnia następnego. Nie w czasach, w których żyjemy. Tylko dlaczego nauczycieli ciągle się dyskryminuje i olewa ich żądania?

Jestem całym sercem za nauczycielami i jestem oburzona komentarzami w sieci na temat strajku.

Chyba najbardziej popularny to ten, że nauczyciele wzięli sobie dzieci za zakładników, strajkują w nieodpowiednim czasie, są nieodpowiedzialni, pozostawiają rodziców na lodzie. Nie wiem za bardzo, kiedy mieliby strajkować, jeśli nie w czasie, kiedy ich głos ma szansę zostać usłyszany i kiedy społeczeństwo zauważy, co by było, gdyby nie było nauczycieli, zajmujących się naszymi dziećmi, kiedy my idziemy do pracy? To się wydarzy kosztem dzieci, kiedy większość myślących nauczycieli odejdzie do lepiej płatnych zawodów, bo w tym momencie za ladą w sklepie można zarobić więcej, nie mówiąc już o pracy w korporacji w większym mieście. Po co ktoś wszechstronnie wykształcony miałby się męczyć za grosze w szkole, kiedy może pójść do lepiej płatnej pracy, w której możliwe, że czeka go awans, dodatkowe szkolenia, pakiet dodatkowy, rozwój, roczny bonus, może ciekawe delegacje? Nauczyciel może sobie ewentualnie pojechać piętnasty raz obejrzeć Panoramę Racławicką z bandą dwunastolatków, którzy malowidło mają w nosie, za to nie mogą się już doczekać obiecanej wycieczki w McDonald’s.

Nauczycielom zarzuca się wyrachowanie. Chcą tylko kasy, a przecież ten zawód do powołanie. Dla większości nauczycieli jest to powołanie, bo przecież chyba żaden z 600 tysięcy nauczycieli w Polsce nie jest w stanie przyznać, że robi to dla pieniędzy. Jest to jednak zawód, jak każdy inny. Wielu nauczycieli marzy o większej ilości godzin, ale ich zwyczajnie nie ma. Nauczyciele w wielu szkołach biją się o awans, niestety brakuje im godzin. To jest pasja, która musi jednak pozwalać na godne życie. Gdyby nauczycieli bardziej się szanowało i za ich wysiłek odpowiednio wynagradzano, możliwe, że większości chciałoby się bardziej mobilizować dzieci do nauki, do czytania, do sportu. Za głodową pensję niektórzy dają tyle, za ile jest im płacone – minimum. I nie ma się im co dziwić. Przecież mają swoje rodziny, którym muszą zapewnić byt.

Wiele komentarzy dotyczy tego, że nauczyciele mają ciepłe posadki. Żebyś cudze dzieci uczył! To nie są czasy, kiedy nauczyciel może dać pałę i wyrzucić ucznia z lekcji. Mamy czasy, w których w każdej klasie są dzieci bez żadnego szacunku dla dorosłych, z rodzin, w których nie poświęca się dzieciom czasu, a rodzice mają nadzieję, że szkoła odbębni za nich konieczność wychowania dziecka, w domu mówi się o nauczycielach, że są głupimi darmozjadami. Dzieci są bezczelne, kłamią, szydzą, a pierwsze spotkanie z rodzicami od razu rozwiewa wątpliwości skąd taka postawa dziecka się wzięła. Jako rodzice tracimy często siły, cierpliwość i energię użerając się z własnymi dziećmi. Oddychamy często z ulgą zawożąc dzieci do placówki w poniedziałek rano. Zgadnij, kto wtedy bierze na siebie ciężar temperowania Twojego dziecka? Bingo. Nauczyciel. Nie ma jednak władzy takiej jak rodzic. Nie zabierze iPada, nie zablokuje hasła do wi-fi, nie schowa smartfona, nie da szlabanu na telewizję i wyjścia z kolegami, nie kupi nowych najków. Nie ma nic. Może jedynie mieć nadzieję, że uczeń ZECHCE uczestniczyć w zajęciach. Tylko tyle. A potem do szkoły wpadają rodzice i oprócz pretensji nie mają nic więcej do powiedzenia. Bo dziecko nie umie, bo nie rozumie, bo potrzeba korepetycji, bo ma pałę. Trzeba by chyba być cudotwórcą, aby 35 uczniów, na 45 minutowej lekcji, załapało tabliczkę mnożenia. Nauka to proces, w którym praca w domu odgrywa bardzo ważną rolę. A tymczasem coraz częściej rodzice PRZECHWALAJĄ się tym, że nie mają pojęcia, co dziecko robi w szkole. Aha. No tak.

Pozdrawiam też rodziców, którzy prowadzą do przedszkola dzieci chore, po czym nie odbierają sześciu kolejnych połączeń z przedszkola, zostawiają dzieci w żłobku na 10 godzin dziennie. Ci, którzy się nimi opiekują, podcierają im zielone gluty i dają się opluwać karmioną właśnie zupką to darmozjady! Oczywiście.

Nauczyciele mają za długie wakacje. Owszem, mają. Podejrzewam, że większość skróciłaby wakacje czy ferie na korzyść większej wypłaty. Nauczyciel nie może sobie wziąć dnia na żądanie. Nie może pojechać na wakacje poza sezonem, kiedy jest taniej. Nie może osiąść na laurach, musi się gimnastykować, aby jego lekcje były ciekawe, zajmujące, a sam miał dobry kontakt z uczniami. Musi poprawiać klasówki, podczas gdy inni mogą w tym czasie oglądać serial. Kiedy wszyscy cieszą się z długich ciepłych czerwcowych wieczorów, nauczyciel musi wypełniać świadectwa. Nikt go nie pyta o to, czy ma ochotę chodzić we wtorki na salsę, bo we wtorki musi mieć wywiadówki i prowadzić wojenki z rodzicami, zapatrzonymi w swojego bąbelka, który w szkole jednak jest wrednym bachorem. Jak nie wywiadówki, to jeszcze ciągnące się godzinami rady pedagogiczne. Nie ma możliwości pracy z domu. Musi ślęczeć nad internetowym dziennikiem. Musi jeździć na wycieczki, gdzie ma oczy wkoło głowy, opiekując się całą klasą nie swoich dzieci. A w wolnych chwilach musi pisać scenariusz akademii, bo cała szkoła patrzy. I znaleźć czas i uśmiech dla każdego.

Nauczyciel, to zaraz po rodzicu osoba najważniejsza w życiu dziecka, a potem nastolatka.
Nauczyciel to ten, kto zmobilizował ucznia do podejścia jednak do matury, która potem otworzyła mu drogę na studia.
Nauczyciel to ten, który zaszczepił miłość do historii.
To ciocia, która bierze na kolana płaczącego malucha w przedszkolu.
To Pani, która podciera pupę dziecku w żłobku.
Nauczyciel to ten wychowawca, którego pamięta się całe życie.

I jeśli chcemy, aby Ci najlepsi nadal zapisywali się w sercach i umysłach naszych dzieci, mobilizowali do zdobywania wiedzy, pokonywania swoich trudności, podkręcali ambicję, pocieszali i stawiali do pionu – bądźmy z nimi. Jeśli chcemy lepszej Polski musimy inwestować w kadrę, która nam, coraz bardziej zajętym rodzicom pomoże w wychowaniu kolejnych pokoleń Polaków.

Nauczycielom należy się godziwa pensja i szacunek społeczeństwa. Niech rząd zrozumie, że skoro ma pieniądze dla rolników, emerytów, 500+, rocznic smoleńskich, a ostatnio nawet świń, to niech ma je również dla tej ważnej grupy społecznej. Bo im się to zwyczajnie należy. I naszym dzieciom również.

https://www.calareszta.pl/obys-cudze-dzieci-uczyl/

Kaczyński specem od rodziny i seksu!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Będą bronić polskie rodziny, które na grafice nie mają oczu! Znamienne uciemężenie!

Mamy XXI wiek i zaczyna się dziać coraz gorzej jeśli chodzi o uświadomienie dzieci i młodzieży w temacie seksualności i poznawania własnego ciała.

Niby mamy Internet, ale to nie pomaga, aby dzieci i młodzeż czerpały z niego dobrą wiedzę na te tematy.

My nastolatki urodzone w czasach PRL-u nie mieliśmy Intenetu i faktycznie nie uczono nas w szkole niczego, bo na lekcjach biologii, co najwyżej o pierowotniakach i pantofelkach.

Pamiętam, że kiedy byłam już nastolatką, spotkałam się z koleżanką, która mnie spytała, że jeśli kochała się z chłopakiem w fotelu, to chyba nie zaszła w ciążę, bo w ciążę zachodzi się tylko w łóżku!

Nie byliśmy edukowani i nic nie wiedzialiśmy o seksie i jego konsekwencjach, ale jakimś sposobem  my dziewczyny nie zachodziłyśmy w ciążę mając 12-13 lat, bo w tym wieku nie w głowie był nam seks.

Rodzice wcale nie podjemowali z nami tego tematu, bo  się zwyczajnie wstydzili, a i my pytać się o te sprawy też  się wstydziliśmy.

Pamiętam czytanie książki jedynej na rynku pt. „O dziewczętach dla dziewcząt” w altanie koleżanki na działkach z wypiekami na twarzy.

Potem w szkole średniej krążyła książka Wisłockiej, którą czytałyśmy pod ławką, bo był tylko jeden egzemtlarz i tyle było edukcaji dla nas – dziewczyn.

Nie pamiętam ani jedego przypadku, aby dziewczynka w szkole podstawowej zaszła w ciążę, a dopiero w szkole średniej dwie uczennice przystąpiły do matury będąc w ciąży, a i to dziwilo.

Wpajano nam jedno, że w wieku 18 lat dopiero stajemy się dorosłymi i odpowiadamy za swoje czyny i ponosimy konsekwencje.

Minęło tyle lat, a w tym temacie niewiele się zmienia, a nawet jest coraz gorzej.

Młode dziewczynki chwalą się na Facebooku swoimi ciążami nie mając nawet 15 lat!

Zadaję sobie pytanie, co poszło nie tak, że te dziewczynki na starcie marnują swoje życie zamiast planować je, a  wpadają w patologię, bo ktoś zaniechał edukację seksualną!

Do władzy dorwał się PiS i bezdzietny staruch wypowiada się na temat seksualizacji dzieci i młodzieży, kiedy jego bratanica, no właśnie przedstawia taki oto kanon:

A dzisiaj kanon świętej rodziny to:
Trzy śluby,
Troje dzieci,
Dwa rozwody,
Jeden proces o zaprzeczenie ojcostwa.

Stary dziadyga nie dopuszcza do swojej mózgownicy, że w szkole powinna być edukacja o życiu w rodzinie, zapobiegania niechcianej ciąży i umiejętność nazywania rzeczy po imieniu, a więc wciąż wstydliwe słowa jak penis i wagina!

Nie dopuszcza do tego, aby młodzi ludzie poznawali swoje ciała i je po prostu pokochali, a także nie rozumie tego, że ktoś urodził się dziewczynką, ale źle się czuje w swoim ciele i chce być chłopcem i na odwrót!

Stary dziadadyga prowadzi ten kraj do średniowiecza i nie zauważa patologii pośród niedoinformowanej młodzieży opuszczonej przez system!

Na szczęście Anja Rubik opracowała podręcznik prawidłowego pojmowania seksualności, ale i to sprawy nie załatwi jeśli szkoły nie zaczną edukować smarkaczy!

„Mąż Kaczyńskiego” – Oficer WSI w liście do Zbigniewa Stonogi.

Poniżej prezentujemy treść listu oficera WSI do Zbigniewa Stonogi, a dotyczący homoseksualnych relacji Jarosława Kaczyńskiego. List ten Zbigniew Stonoga opublikwał na swoim Facebookowym profilu:

http://thefad.pl/aktualnosci/maz-kaczynskiego-oficer-wsi-w-liscie-do-zbigniewa-stonogi/

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Młodzież musi się wyszumieć!

Dziś siedząc z chorą Mamą oglądałam wiadomości i dowiedziałam się, że Pol’and’Rock  dawna nazwa   Woodstock właśnie  dobiegł końca!

Trzy dni totalnego szaleństwa wśród muzy, rozmów z ciekawymi ludźmi, dobrej zabawy się zakończyło.

Na ten festiwal zjechło ponoć 70 tysięcy ludzi, gdzie przeważała oczywiście młodzież, ale i byli też starsi, którzy młodość chcieli znowu poczuć.

Dziennikarka TVN była tam dzisiaj i przechadzała się ubitym traktem z mikrofonem i zauważyłam podczas peanów nad festiwalem ją pośród ogromnej ilości śmieci!

Od razu rzuciło mi się to w oczy i ten festiwal zaczął mi zgrzytać, bo pole było zasłane ogromną ilością śmieci, a zwłaszcza plastikiem.

Ja zawsze płaczę, bo jestem wrażliwcem, kiedy ludzie się gromadzą i wspólnie coś przeżywają. To mnie zawsze ogromnie wzrusza, kiedy ludzi łączy muzyka, ale nie tylko to, bo wspólne ideały i miłość do swojego kraju!

Po festiwalu będzie wielkie sprzątanie i wynajęta ekipa opłacona przez organizatora będzie sprzątała to wszystko przez, co najmniej dwa tygodnie!

Wszędzie pojawiają się Janusze i Grażyny, którzy jadą gdzieś i zachowują się wbrew zasadom, etyce i psują obraz prawdziwego Polaka.

Pojechali już do domów – rozjechali się, ale zostawili po sobie syf i to mnie wkurza!

Spójrzcie na te zdjęcia po niżej, bo ja uważam, że młodzież musi się wyszumieć, ale zdjęcia pokazują tych Januszów i te Grażyny, którzy się napili i wzięli narkotyki, bo przecież nad tak wielkim tłumem trudno jest zapanować!

Jurek Owsiak ze sceny zachęcał, by młodzi ludzie poszli do wyborów, bo nasz kraj został przejęty przez miernoty intelektualne, ale czy te słowa do wszystkich trafiły – wątpię!

Skończą się wakacje i ten luz i proponuję młodym, aby z uwagą przeczytali kogoś mądrego z doświadczeniem:

Wywiadu udzielił prof. Marek Safian!

 

Prof. Marek Safjan: Musiałem trzy razy powtarzać, co robi PiS. Prawnikom z UE nie mieści się to w głowach.

 

– Ludzie zrozumieli, że tu chodzi o to, czy będziemy społeczeństwem wolnym. Że bez wolności sądów nigdy nie będziemy pewni, czy sędzia w naszej sprawie wyda sprawiedliwy wyrok – mówi prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.
Panie profesorze, co mówi się o reformie sądów PiS w kuluarach Trybunału Sprawiedliwości UE?
– Tam pracuje 2,5 tysiąca osób ze wszystkich krajów europejskich, reprezentujących różnorodne kultury polityczne i prawne. Praktycznie bez przerwy pytają mnie: co się u was dzieje?
Co pan odpowiada?
– Mam ogromne kłopoty z wytłumaczeniem im tego. Jak mówię: „mamy do czynienia z ustawą rozwiązującą Sąd Najwyższy i możliwością mianowania sędziów SN przez prokuratora generalnego”, to każą mi to powtarzać trzy razy.
Dlaczego?
– Ludzie wychowani w tradycjach i wartościach Unii i demokracji zachodnich, zwłaszcza Francji, Niemiec czy Hiszpanii, nie są w stanie tego zrozumieć. Nie dociera do ich świadomość, że coś takiego może się zdarzyć. Nie chcą uwierzyć, że to jest prawda.
A pan?
– Ja też nie mogłem uwierzyć, dopóki nie zobaczyłem tekstów tych ustaw. Moja wyobraźnia nie nakreśliła takiego scenariusza.
Ujdzie nam to płazem w Unii?
– Proszę pamiętać, że to nie jest tak, że we Wspólnocie może funkcjonować państwo, które nie przestrzega zasad. Nie może. Unia Europejska to jest wspólna przestrzeń, system naczyń połączonych. Jeśli w jednym z nich poziom gwałtownie spada, to musiałby spaść wszędzie. Żadna demokracja, która uczestniczy we wspólnej przestrzeni prawnej UE, nie zaaprobuje standardów, które dzisiaj chcą wprowadzać polskie władze. Nigdy. Bo to jest zaprzeczenie wartości, na których od samego początku opiera się Unia.
Widzę coraz poważniejsze zagrożenie dla naszego miejsca i pozycji w UE. Tu muszę się zatrzymać, zanim wygłoszę polityczny komentarz, ponieważ jestem sędzią Trybunału Sprawiedliwości UE. Ale uważam, że sygnały płynące do nas z instytucji unijnych są bardzo wyraźne. I powinny naszemu społeczeństwu uświadomić, na czym polega to zagrożenie.
Co, jeśli władze odpowiedzą – jak poprzednio – twardą linią i oświadczeniami, że UE nie powinna się wtrącać w wewnętrzne sprawy Polski?
– Wtedy wpadniemy w rzeczywistość, z której przez długie, długie lata nie będziemy się w stanie wydobyć. Zadaję sobie pytania, które chcę zadać też moim studentom i wszystkim, którzy czują odpowiedzialność za przyszłość naszego kraju: co będzie następnego dnia po upadku „dobrej zmiany”? Jak odbudować demokrację i państwo prawa? Przecież trudno sobie wyobrazić, żeby ci, którzy będą sprzątać po obecnej władzy, mieli zastosować do tego metody, którymi obecna władza tę demokrację i państwo prawa niszczy. Trzeba tego uniknąć za wszelką cenę. Jeżeli ktoś zaczyna posługiwać się metodami swojego przeciwnika, to zamienia się w tego przeciwnika. Dam przykład. Mój przyjaciel, prezes Sądu Najwyższego Izraela Aron Barak, tłumaczył mi kiedyś, dlaczego Sąd Najwyższy Izraela nie mógł nigdy, nawet w stanie największego zagrożenia kraju, zaaprobować tortur jako środka wymuszenia zeznań od potencjalnych terrorystów. Nawet od tych, o których służby wiedziały, że mają informacje, gdzie będzie następny zamach. Mówił, że gdyby zastosowali terror fizyczny, nie byłoby dalej sensu walczyć z tym terrorystą. Ponieważ staliby się tacy sami, jak on. Ale zgodnie z tą logiką jesteśmy w klinczu.
Dlaczego?
– Musimy myśleć o naszym państwie, demokracji, wartościach i zasadach tak, by zachować wszystko to, co jest cenne, i odbudowywać państwo prawa, ale nie wiemy, w jaki sposób to zrobić, nie adaptując metod PiS. Tymczasem ta odbudowa może być trudniejsza niż w 1989 roku. Jak działać? Zmieniać Konstytucję? Tu potrzeba silnej większości. Nie można zmieniać Konstytucji zwykłą ustawą. Co zresztą teraz właśnie jest robione.
Trzeba to jasno, wyraźnie powiedzieć: Konstytucja w Polsce nie funkcjonuje. Jest łamana każdego dnia przez takie zabiegi ustawodawcze jak w sprawie Sądu Najwyższego. Tymczasem nie można, nie mając większości konstytucyjnej, wprowadzać prawa, które odpowiada wyłącznie przekonaniom aktualnej władzy.
Dlatego już teraz czeka nas ogromnie skomplikowana praca. Nie możemy się skupiać tylko na lamentach, tylko dziś bardzo poważnie tworzyć program, który pozwoli nam wrócić do rządów prawa i demokracji. Nie będzie to łatwe.
Może te protesty to niezła lekcja wiedzy o społeczeństwie? Niektórzy ze zdumieniem patrzyli, ilu Polaków wyszło bronić sądów.
– I to jest najbardziej pozytywny sygnał tych demonstracji. Że wreszcie wszystko dotarło do świadomości tych, którzy na co dzień mówią: „to mnie nie dotyczy, to są sprawy elit”. Ludzie, także młodego pokolenia, zrozumieli, że tu chodzi nie o jakąś czysto formalną i abstrakcyjną sprawę, ale o to, czy będziemy społeczeństwem wolnym. Problem w tym, że nie wiemy jeszcze, czy entuzjazm z Wrocławia, z Poznania czy spod Sejmu jest przejawem powszechnego przekonania społecznego. Obawiam się, że nie jest. Obawiam się, że przed nami bardzo, bardzo długa droga, by dotrzeć do społeczeństwa, które musi zrozumieć, że bez względu na to jak bardzo różnimy się w poglądach politycznych czy społecznych, nie możemy różnić się kwestiach podstaw, na których to nasze społeczeństwo działa.
Taką podstawą jest właśnie wolność i niezależność sądów. Bez niej demokracja nie może funkcjonować. Bez niej nie będziemy w UE. Bez niej będziemy każdego dnia coraz bardziej zagrożeni i pozbawiani pewności, że jak coś nam się zdarzy, jak będziemy mieli proces w sądzie, to niezależny człowiek, arbiter, sędzia, rozstrzygnie naszą sprawę. Otóż jeśli jedna partia przejmie sądy, to ten arbiter będzie działał na telefon polityczny. Jeżeli ludzie tego nie zrozumieją, znajdziemy się za chwileczkę – a być może już się znaleźliśmy – w takiej rzeczywistości, która mojemu pokoleniu i mnie osobiście jest znana z lat 70. czy 80.
Czyli jakiej?
– Takiej, w której ludzie byli zastraszeni. Bali się siebie wzajemnie. Bali się pokazywać swoje przekonania na zewnątrz. Działali w podziemiu i uważali, że państwo jest ich wrogiem i nie stoi w obronie ich najbardziej żywotnych praw.
Pierwsza grupa, która może zacząć się bać, to sędziowie. Myślę o małym sądzie w małym mieście, w którym sędzia wie, że jego prezes jest właśnie tym na polityczny telefon.
– Oczywiście. Sędziowie są – dzisiaj – najbardziej narażoną kategorią osób. Nie mam wątpliwości, że te zmiany, które przeprowadza PiS, są przeciwko nim, a nie po to, żeby usprawnić postępowanie sądowe. Nie potrafię wskazać w ustawach PiS żadnego, dosłownie żadnego mechanizmu, który by poprawiał cokolwiek w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.
Tymczasem sędziowie mają pełną świadomość tego, że musi nastąpić głęboka zmiana, która umożliwi sprawne funkcjonowanie sądów. Był nie tak dawno kongres prawników, który bardzo precyzyjnie wskazywał, co jest do poprawienia. Natomiast prace w Sejmie, jeśli można je w ogóle nazwać pracami parlamentarnymi, nie mają nic wspólnego z ideą naprawy wymiaru sprawiedliwości. Są antytezą naprawy. Zaprowadzą efektywność, ale polityczną. To jest budowanie kompletnie oderwanego od rzeczywistości mirażu. Którym niestety można zwieść ludzi, nie rozumiejących funkcjonowania współczesnej demokracji i państwa prawa.
Panie profesorze, tacy ludzie to większość społeczeństwa. Dla zwykłego obywatela, nie-prawnika twarzą polskiego sądownictwa jest jeden sąd i jeden sędzia. Sąd, w którym ów obywatel miał lub ma proces. I sędzia, który wydał niekorzystny dla obywatela wyrok.
– W sprawie sądowej są wygrani i przegrani. Zawsze ktoś wychodzi z sądu niezadowolony. Na przykład z tego, że musiał czekać 10 lat na rozstrzygnięcie. Albo tak dlatego, że proces np. z ochrony dóbr osobistych stracił już sens, bo trwał zbyt długo. I teraz Zbigniew Ziobro mówi, że jego ekipa wszystko pozmienia i będzie działać w interesie społeczeństwa. I jego ludzie zrobią to lepiej niż inni.
To jest złudzenie! Bo ten wściekły na sąd człowiek ma rację – jest źle, trzeba to zmienić. Ale nie tymi metodami. Metody stosowane przez PiS zmierzają w zupełnie innym kierunku.
W jakim?
– Państwa autorytarnego. Po wejściu ustawy o SN w życie nie będziemy już państwem demokratycznym i państwem prawa. Pójdę dalej. My od 2015 roku już nim nie jesteśmy – po tym, jak rząd odmówił publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego. To, że dziś zamiast Trybunału Konstytucyjnego jest sparaliżowana wydmuszka, sprawia, że w parlamencie odbywają się prace, które nie mają nic wspólnego z procesem ustawodawczym.