Archiwa tagu: nauczyciel

I co mi zrobisz, stara krowo, czyli witaminy w polskiej szkole

Nauczyciele nie mają obowiązku życia w celibacie, więc i oni mogą korzystać z programu 500+ – ocenił w sobotę w „Śniadaniu w Trójce” Krzysztof Szczerski, szef gabinetu prezydenta RP.
Znalezione obrazy dla zapytania szczerski
Szef gabinetu prezydenta RP zaproponował polskim nauczycielom, aby płodzili więcej dzieci, to do portfela wpadnie im 500+ zamiast podwyżek, o jakie będą za chwilę strajkować nauczyciele!
Bezczelność tej władzy sięga szytów w Himalajach i obrazić tak szczytną grupę, społeczność, to dla nich jest codziennością.
Mam pytanie do tego głupca, czy 50 letni nauczyciel też ma płodzić dzieci, aby zarobić na to nędzne 500+?
Tak upodlić ludzi edukacji, to jest wielka sztuka i nawet ignorant tego by nie wymyślił, a tylko nieczuła kanalia!
Wszyscy – my starsi pamiętamy naszą naukę, którą zaczynalismy w czasach PRL-u i pamiętam, że nasi nauczyciele byli dla nas – zaraz po rodzicach, a szkoła stanowiła dla nas drugi dom, w którym staraliśmy się być grzeczni i dojrzali.
Mało było przypadków, że uczeń skakał do oczu nauczycielowi, a jeśli się takie coś zdarzało, to było marginalne.
Szkoła średnia i pamiętam jak zdawałam do niej egzaminy wstępne i trafiłam do klasy dziewczęcej, gdzie było nas 33 sztuk najlepszych uczennic, wyłonionych przez egzamin.
Wszystko szło bardzo dobrze, ale zdarzyło się coś dziwnego w klasie maturalnej.
Wszystkie prawie obniżyłyśmy loty, bo pierwsze milości, zakochania i nauka poszła w las.
Nasza wychowawczyni po sprawdzniu średniej bardzo się zdenerwowała i zagroziła, że jeśli się nie poprawimy do matury, to ona rezygnuje z wychowawstwa.
Położyłyśmy uszy po sobie i zabrałyśmy się ostro do nauki, a efekt był taki, że wszystkie zdałyśmy maturę – celująco. Było nam po prostu wstyd.
Taka kiedyś była młodzież, że wystarczyło wpłynąć nam na ambicję i od razu stawaliśmy do pionu i miło wspominam czas mojej edukacji i do dzisiaj mam w sercu moich nauczycieli.
Co dzieje się teraz w szkołach, to wystarczy przeczytać  poniższy felieton – dość długi, ale mrożący krew w żyłach.
Panie głuptaku Szczerski powinieneś to przeczytać i zaproponować nauczycielom nie rozdrodczość, ale wyższe pensje i do tego szkodliwy dla zdrowia dodatek do pensji –  zwykła kanalio!
Z polityki odejdziesz kiedyś, a smród zostanie!
„I co mi zrobisz, stara krowo, czyli witaminy w polskiej szkole.
Niektórzy nauczyciele wypracowują własne sposoby na radzenie sobie z dziećmi, ale najwrażliwsi po dwóch latach pracy z agresywnymi klasami zapadają na zespół stresu pourazowego. Jakby wrócili z wojny.
Kto ma strach na twarz wpisany, wojnę przegra. Kto ma miękkie serce, wojnę przegra. Kto nie umie być konsekwentny, wojnę przegra. Kto chce się zaprzyjaźnić z wrogiem, zdobyć go uśmiechem albo lizakiem, wojnę przegra. Kto jest słaby w mowie i głosie, wojnę przegra.
Najważniejsze są pierwsze dwa tygodnie każdego września. Wtedy rozstrzygają się decydujące bitwy na słowa, bąki, beknięcia i ogryzki. Jedna strona wojny ma nieograniczone możliwości, drugiej wolno najwyżej wpisać uwagę do dzienniczka.
Z góry na klęskę skazane są młode kobiety, tuż po studiach.
Stres weteranów wojennych
Tomasz Wojciechowski, psycholog z Fundacji na rzecz Bezpieczeństwa i Współpracy w Szkole „Falochron”, mówi, że nauczyciele utracili władzę w wielu szkołach. Tylko rok temu prawie połowa nauczycieli spotkała się z agresją ze strony uczniów (badania CBOS 2011). I wcale nie chodzi o to, że ktoś im włożył kosz na głowę. Wystarczyło, że uczniowie ignorowali ich polecenia do tego stopnia, że prowadzenie lekcji stało się niemożliwe. Albo używali wobec nich wulgarnego słownictwa. Albo tak długo prowokowali nauczycieli, aż wybuchali gniewem.
Wokół agresji wobec nauczycieli w polskich szkołach (podstawówkach, gimnazjach i liceach) panuje zmowa milczenia. Uczniowie przecież nie pochwalą się przed dorosłymi, że poniżają panią od polskiego czy biologii. Nauczyciele milczą, bo wstydzą się swojej bezradności.
Wojciechowski uważa, że nauczyciele nie potrafią sobie radzić z agresją uczniów, bo nikt ich do tego nie przygotowuje. Niektórzy wypracowują własne sposoby na radzenie sobie z dziećmi, ale najsłabsi, najwrażliwsi po dwóch latach pracy z agresywnymi klasami zapadają na zespół stresu pourazowego. – Ten sam, jaki dotyka weteranów wojennych – tłumaczy psycholog.
– Zachodzą w nich fizjologiczne zmiany. Nigdy się nie uspokajają. Wycofują się z relacji społecznych.
Tresura dzikich uczniów
Przemysław (lat 38), biolog z Gdańska, wie. że w jego mieście są elitarne szkoły średnie, gdzie uczniowie słuchają nauczycieli. Na lekcji panuje spokój. Jednak biolog Przemysław uczy w liceum i gimnazjum, które są na szarym końcu rankingu szkół w Trójmieście. Tu trafiają dzieci, które miały niską średnią w poprzedniej szkole. Biolog zauważył, że oznacza to także z reguły ich niską kulturę osobistą. W tych szkołach nauczyciel nie walczy o autorytet, tylko o godność i przetrwanie,
Uczenie było jego pasją. Kilka lat po studiach pracował na uczelni, ale wolał mieć kontakt z uczniami. Piętnaście lat temu trafił do nieistniejącego już liceum w okrytej złą sławą dzielnicy Stogi, gdzie rządził „Tygrys”, szef lokalnej mafii. Mówi, że praca w tamtej szkole wydawała mu się wtedy trudna, część uczniów pracowała dla „Tygrysa”, wielu miało na koncie wyroki. Ale dziś tęskni za tamtymi czasami, gdy nawet młodociani przestępcy znali granice.
Przemysław najbardziej żałuje, że daje się czasem wciągnąć uczniom w słowne, wulgarne potyczki. Takiej bitwy nauczyciel nie może przegrać, bo straci resztki szacunku u uczniów. Ale nie wolno mu jej też wygrać, bo przestanie szanować sam siebie. Dlatego czasem najlepiej udawać, że się nie słyszało rzuconego tekstu w swoją stronę: „Weź spierd**laj, ch**ju” albo „Idź, ssij pałę”. Kiedyś jednak biolog Przemysław nie wytrzymał. Na soczystą wiązankę od ucznia odpowiedział gwałtownie: „I vice versa”. Uczeń na chwilę zamilkł, potem odpowiedział: „Pan nie ma prawa mnie obrażać”.
Po czterech miesiącach prób uspokojenia na lekcji ucznia czwartej klasy szkoły podstawowej Agacie (lat 38), matematyczce z Warszawy, puściły nerwy. Kiedy poprosiła, żeby był cicho, a on się zaśmiał: „I co mi zrobisz, stara krowo?”, złapała go za ucho i wyprowadziła z klasy. Wyszarpała go za to ucho na korytarzu, pilnując jednocześnie, żeby nie wejść w zasięg oka kamery zawieszonej pod sufitem. Od tego dnia krnąbrne dziecko na jej lekcji milczy jak zaklęte, a na przerwie kłania się z daleka. Ale Agata nie jest dumna ze swojego zachowania. Poza tym gdyby chłopiec poskarżył się komukolwiek, miałaby kłopoty. Polski nauczyciel nie ma prawa tknąć ucznia. Ostatnio w jej szkole polonistka chciała przyspieszyć gimnazjalistki marudzące przy wejściu do klasy. Klepnęła jedną lekko w pośladki. Została oskarżona o naruszenie nietykalności uczennicy.
Zdaniem matematyczki Agaty jedyną skuteczną, choć absolutnie niepedagogiczną i nieksiążkową metodą wychowawczą w szkole jest pokazanie, kto ma władzę. Uczniowie muszą wiedzieć, kto na lekcji jest szefem. Mimo wszystko praca w szkole nadal sprawia Agacie frajdę, choć coraz mniejszą. Czasem myśli, że chciałaby już pracować gdzie indziej.
Wuefistka Mirosława (lat 55) z Poznania mówi, że gimnazjum, w którym uczy jest uważane za dobre i stabilne. Ale i tak nie ma dnia, żeby nauczyciele nie prosili jej o interwencję u uczniów z III klasy, której jest wychowawczynią. Ostatnio fizyk, starszy już człowiek powiedział jej: „Ja sobie nie życzę, żeby chłopcy z pani klasy, wchodząc na lekcję, wołali do mnie >>Hello, Kitty!<<„. W dzienniku szkolnym jej klasy roi się od uwag typu: „Uczeń nazwał mnie na lekcji kur**ą”.
Mirosława uczy w szkole już 30 lat i osobiście nie spotkała się z aktem agresji ze strony uczniów. Gwizdek, dres, mocny głos i nieustępliwość sprawiły, że przez lata w swoim gimnazjum zyskała szacunek. Ale wie, że postępowanie z uczniami jest jak tresura dzikich zwierząt. Nigdy nie wolno okazać strachu i słabości, nie wolno powiedzieć: „Nie mogę sobie dać rady”, nawet jeśli to prawda. Inaczej uczniowie, jak dzikie zwierzęta, odgryzą treserowi głowę. A przynajmniej zniszczą samochód, jak chemiczce, której zalali auto farbą olejną, bo nie wpuściła jednego z krnąbrnych uczniów na szkolną dyskotekę.
Oj, dobra, weź przestań
Agata, matematyczka z Warszawy, mówi: – Najważniejsze są dwa pierwsze tygodnie roku szkolnego. Przedstawiam im program na półrocze, wymagania i zasady. Jeśli w tym czasie zapowiem, że zrobię kartkówkę, a potem jej nie zrobię, jeśli zadam pracę domową, a jej nie sprawdzę, jeśli nie wpiszę zapowiedzianej uwagi, to koniec ze mną. Zniszczą mnie. Do końca roku będę miała hałas i niesubordynację na lekcji. Bedą mnie testować, posuwać się po kroczku do przodu, zbadają, gdzie są moje granice wytrzymałości.
Ale nigdy nie wolno opuszczać gardy, nawet po tych dwóch tygodniach. Nauczyciel musi być przebiegły i inteligentny przez cały rok. Ostatnio zwyciężyła ping-pong słowny z liderem
w jednej z klas gimnazjalnych. Poprosiła go, żeby nie jadł na lekcji. Odparł, że nie je, tylko ssie lizaka. Liczył, że się zaczerwienię, spuszczę oczy. – A ja mu dałam paranaukowy wykład, że ssanie z punktu widzenia fizjologicznego też jest jedzeniem – opowiada. – Obśmiałam go w ten sposób, klasa miała radochę, a on odłożył lizak. Od dawna nie mam złudzeń, że nauczyciel może przyjaźnić się z uczniem, być jego przewodnikiem, autorytetem, tutorem. Ja im mówię: „Nie musicie mnie szanować ani lubić. Macie się uczyć”. Są klasy, gdzie się trochę rozluźniam. Nawet jeśli łobuzują, to są dowcipni, inteligentni. Ale przed lekcjami w tych najgorszych czuję dyskomfort psychiczny. Tam zachowuję się inaczej, wbrew swojej naturze. Zamieniam się w sztywniarę, nauczycielkę z PRL. Dzwonek, sprawdzam obecność, pracę domową, żadnych pobocznych, robię swoje i modlę się o dzwonek. To mnie bardzo męczy i wyczerpuje, bo na co dzień jestem miłą i ciepłą kobietą.
Przemysław, biolog z Gdańska: – Wchodzę na lekcję do klasy, gdzie nie jest dobrze. Nie zacznę, jeśli nie wstaną, żeby się przywitać. To zajmuje kilka minut, bo kończą rozmowy, wyłączają empetrójki, w końcu siadamy. Mówię, czym zajmiemy się dziś na lekcji i zawsze jest jęk: „A do czego nam się to przyda?”. Na każdej lekcji stosuję rzutnik multimedialny, żeby uatrakcyjnić zajęcia. Ale to nieważne, cokolwiek bym mówił i pokazywał, zaczyna się harmider. W klasie jest 36 uczniów. Podchodzę do jednego i go uspokajam, ale reszta już gada na całego. Rzucają papiery, gumki, ogryzki, jak dzidzie. Podobnie jest na sprawdzianie. Zwracam uwagę, że ktoś ściąga. Ale 15 innych robi to samo. Nie do opanowania. Najgorsi są klasowi podkręcacze. Czasem udaje się ich spacyfikować, jednak przeważnie zaczynają testowanie. Bekną. Stukną. Rzucą mięsem albo chociaż powiedzą do mnie: „Oj, dobra, weź przestań”. Podchodzę do nich i zastanawiam się, co zrobić, jak zareagować, żeby go nie poniżyć, nie złamać jego praw, ale nie stracić też twarzy. A lekcja ucieka. Bywają jednak momenty, gdy obojętnieję na ich zachowanie. Nazywam to zamykaniem się w słoiku edukacyjnym. Odrywam się, czuję, że nie dam już więcej rady, jestem z nimi, ale mnie nie ma. Najbardziej współczuję młodym nauczycielom, tuż po studiach, szczególnie kobietom. Dla nich pierwszy rok pracy w gimnazjum jak moje to walka o życie. Nauka spada na plan dalszy. One po dzwonku na lekcję mają strach w oczach. Idą do klasy powoli, widać, że się modlą o siły, potem płaczą na przerwie w pokoju nauczycielskim. Często zdarza się, że rezygnują po roku z pracy, idą do podstawówek, bo myślą, że tam bezpieczniej. Albo w ogóle odchodzą z zawodu.
Bezradny funkcjonariusz
Nauczyciele Przemysław, Mirosława i Agata mówią, że są bezradni, bo nie mają żadnych narzędzi dyscyplinujących uczniów.
Polski nauczyciel może: dać uczniowi uwagę do dzienniczka, wpisać uwagę do dziennika szkolnego, zawiadomić wychowawcę, pedagoga, dyrektora, rodziców.
Polski nauczyciel nie może: obrazić ucznia słowami, dotknąć go fizycznie, wyprosić z klasy, nie wpuścić do klasy, jeśli się spóźnił, wybiec za nim z klasy, jeśli uczeń wyszedł z lekcji trzaskając drzwiami, bo nie może na sekundę zostawić uczniów samych w klasie.
Biolog Przemysław tłumaczy, że nie może zrobić karnej kartkówki rozwydrzonej klasie, bo uczniowie mogą się poskarżyć rodzicom na jego niehumanitarne zachowanie. Czasem najbardziej rozrabiających uczniów zostawia po lekcji, bo chce ich zapytać, dlaczego się tak zachowują. Przeważnie milczą obrażeni. Bywa, że o zachowaniu klasy na lekcji zawiadamia dyrektora szkoły. Ten musi powiadomić rodziców i zorganizować zebranie w sprawie zachowania się ich dzieci. Najbardziej straci na tym biolog, który będzie musiał zostać w szkole.
Polski nauczyciel jest funkcjonariuszem państwowym. Obrażony przez ucznia może zawiadomić policję. Ale rzadko nauczyciele korzystają z tego prawa. Wuefistka Mirosława zna przypadek wyzwanej nauczycielki, która zawiadomiła policję. Uczeń stanął przed sądem rodzinnym, trafił do ośrodka opiekuńczego i wyleciał ze szkoły. Ale biolog Przemysław mówi: „Przecież na każdej lekcji spotykam się z kilkunastoma przypadkami agresji słownej. Do każdego mam wzywać policję? Już widzę, jak pędzą na sygnale”. Agresywnego ucznia można ostatecznie wyrzucić ze szkoły. Będzie przerzucany jak gorący kartofel do kilku placówek, aż w końcu nigdzie go nie będą chcieli”. Jeśli szkoła, z której wyleciał pierwszy, była jego rejonową, będzie musiał do niej wrócić.
Wyrzucanie uczniów nie jest jednak dobrze widziane. W szkołach panuje niż demograficzny, dyrektorzy obniżają poziom edukacyjny, żeby zgarnąć jak największą liczbę uczniów. Żeby dostać się do liceum, w którym uczy biolog
Przemysław, na egzaminie gimnazjalnym wystarczy przekroczyć próg 50 punktów. Do najbardziej prestiżowego liceum w Gdańsku próg wynosi 150 punktów. Biolog: – Tak naprawdę, żeby móc normalnie pracować, próg u nas powinien wynieść 100 punktów. Ale musimy brać każdego, bo inaczej polecimy na bruk. Problem tylko w tym, że taki uczeń z progiem 50 punktów nie jest się w stanie nauczyć niczego. Nawet jeśli chciałby. Więc, żeby nie wyjść na tępe pośmiewisko klasy, staje się agresywny, bo chociaż w tym jest najlepszy.
Zlizywał własną krew
Dorota, pedagog w jednym z warszawskich gimnazjów, które uchodzi za przyjazne dziecku, pokazuje mi wpisy nauczycieli na temat ucznia x. Pochodzą z jednego roku szkolnego.
„Dzisiaj podczas lekcji biologii X, uczeń II klasy naszego gimnazjum, wyjął z plecaka zapalniczkę i zapałki. Nie chciał ich oddać ani schować. Podpalił kartki w swoim zeszycie oraz ulotkę reklamową. Nie mając innej możliwości, zgasiłam płomień, zamykając zeszyt, przy czym oparzyłam sobie prawą dłoń”.
„X chodzi za dziewczynką ze szkoły podstawowej, nazywając ją przez całą przerwę „łajzą” <<. Nie reaguje na żadne perswazje nauczyciela i odpowiada: >> Co mi może pani zrobić? <<„.
„X całą lekcję żuł kartkę z papieru. Wychodząc na przerwę, opluł tym drzwi”.
„W czasie lekcji matematyki przedrzeźniał nauczyciela. Słuchał głośno muzyki, bryłą mokrego papieru rzucił w tablicę, na której w danej chwili pisałam. Komentował moje uwagi, używając wulgaryzmów”.
„Dziś na lekcji polskiego X w obecności nauczyciela i uczniów wyjął z kieszeni żyletkę i okaleczył swoją rękę, wielokrotnie naciskając skórę przedramienia. Potem próbował ochlapać krwią kolegów i koleżanki, zlizywał własną krew. Nie reagował na prośby i łagodną perswazję nauczyciela. Uciekł na boisko szkolne”.
Dorota: – „Nogi na stole, głośna muzyka na lekcji to była u X norma. Był nieprzewidywalny, to budziło u nauczycieli lęk. Brzydko pachniał, więc uczniowie nazywali go „Śmierdzielem”. Postanowiliśmy wspólnie popracować nad nim. Byliśmy wobec niego łagodni, ale stanowczy. Nasza wuefistka zaopiekowała się nim, pilnowała, żeby się mył, miał klapki i kąpielówki na basen. Mieliśmy dla niego serce, mieszkał w altance działkowej z wiecznie pijaną matką, która nie zamierzała współpracować z nami. Ale lekceważył wszystkich, mnie, nauczycieli, dyrektora, kuratora. Kiedy wchodziłam na lekcję i mówiłam, że będę musiała zadzwonić po policjantkę do spraw nieletnich, mówił do mnie: „Dobra, tylko włącz tryb głośnomówiący, to też posłuchamy”.
Po dwóch latach starań szkoła się poddała. X przeszedł badania psychiatryczne, okazało się, że jest inteligentnym, zdrowym chłopcem, tylko bardzo zdemoralizowanym. Sąd rodzinny nakazał umieszczenie X w młodzieżowym ośrodku wychowawczym. Ale to rzadkie przypadki. Przeważnie tacy uczniowie są odsyłani od wychowawcy do pedagoga, od psychologa szkolnego do dyrektora, przepycha się ich z klasy do klasy, byle jak najszybciej się ich pozbyć.
Dziwak i outsider
Nauczyciele, z którymi rozmawiam, biją się w pierś Polskich Nauczycieli, którzy nie potrafią zapanować nad agresją w szkole, ale trochę sami są temu winni.
Biolog Przemysław: – Nie jesteśmy konsekwentni ani wobec siebie, ani wobec uczniów. Niby mamy jakiś wewnątrzszkolny system, jakieś zasady postępowania z dziećmi, ale prawie nikt się do nich nie stosuje.
Wuefistka Mirosława: – Jeden z trudnych uczniów w mojej klasie niszczy wszystko, co ma pod ręką. Maże ściany, wykręca śrubki z szafek. Nie robi tego, jeśli siedzi w środkowym rzędzie z przodu. Wypisałam w dzienniku apel do wszystkich nauczycieli, żeby go tak sadzali na lekcji. Zrobiłam to przy nim, żeby wiedział, co go czeka. I co? I nic. Żaden z nauczycieli nie respektuje mojego zalecenia. Chłopiec wie, że nic mu nie grozi.
Matematyczka Agata: – Jestem wymagającym, konsekwentnym nauczycielem. Ale klasa przychodzi do mnie po lekcji u nauczyciela Y, gdzie wolno im wszystko. Więc połowę lekcji zajmuje mi zwykle ustawienie ich na właściwe tory.
Biolog Przemysław: – To ja w oczach szkoły jestem dziwakiem i outsiderem. Bo to ja nie pozwalam sobie podskoczyć. I mam przeciwko sobie uczniów, bo wymagam, ich rodziców, bo stawiam jedynki, przez co poniżam ich dzieci, i nauczycieli, bo to przeze mnie ci najgorsi zostaną na drugi rok.
Matematyczka Agata: – Prawda jest też taka, że połowa nauczycieli nie powinna iść do tego zawodu. Nie radzą sobie ze sobą, a co dopiero z uczniami. Wielu wpada w depresję albo agresję.
Choć biolog i matematyczka nie popierali działań byłego ministra edukacji Romana Giertycha, to przyznają, że za jego panowania był największy porządek w szkolnictwie.
Matematyczka Agata: – Porządki Katarzyny Hall były świetne. Nakazała na przykład indywidualizować nauczanie, inaczej mówiąc, pochylać się nad każdym uczniem z osobna. Ale to się może udać tylko w małych grupach, 10-15-osobowych klasach. Jak mam indywidualizować nauczanie w 36-osobowej klasie?
Nauczyciele, z którymi rozmawiam, biją się też w pierś Polskich Rodziców.
W szkole wuefistki Mirosławy pod koniec gimnazjum organizuje się bal. Każdego roku rodzice angażowali się w pomoc. Mirosława: – W tym roku żaden ojciec ani żadna matka nie zgłosiła się do pomocy. Nasze gimnazjum w tym roku kończy 150 uczniów. Mam wrażenie, że rodziców mało obchodzi, co się dzieje w szkole.
Agata: – Jeszcze w podstawówce chodzą, pytają, współpracują. A w gimnazjum nagle następuje cięcie. Jakby myśleli, że ich dzieci kupiły w sklepie dorosłość i odpowiedzialność.
Biologa Przemysława śmieszą rodzice, którzy pytają go, jak mają sobie poradzić z własnymi dziećmi. „Co ja mam państwu powiedzieć? – odpowiada im. – To od was oczekuję rady. Szkoła nie jest od wychowywania, tylko od wspierania”.
Reklamy

Reforma Zalewskiej jest zbrodnią na polskiej edukacji!

Znalezione obrazy dla zapytania nauczyciel

Nie tak dawno rozmawiałam z kimś, kto blisko widzi, co zrobiła reforma szkolnictwa podczas rządów Anny Zalewskiej.

Jest horror, gdyż nauczyciele uczący do niedawna tylko w jednej szkole i będący na etacie, teraz biegają od szkoły do szkoły i łapią godziny, aby jakoś zarobić na chleb.

Jest ogólny rozgardiasz, co przekłada się na stosunki nauczyciela z dyrekcjami szkół, które nie przejmują się rozdarciem tych ludzi i nakładają na nich obowiązki ponad zdrowy rozsądek.

Nauczyciele zarabiają mało i dlatego strajkują, ale to co zrobiła Zalewska z tymi ludźmi jest zbrodnią na żywym człowieku.

Dochodzi do tego fakt, że teraz uczniowie są strasznie roszczeniowi, niegrzeczni, rozwydrzeni i jak często zapominają, że ten człowiek, który chce ich czegoś nauczyć ma swoje życie poza szkołą i nie jest ono często różowe.

Nie sprowadza się tylko do sprawdzenia kartkówek, testów, wypracowań, bo nauczyciel ma masę swoich problemów, często na ostrzu noża!

Wszyscy chodziliśmy do szkół i mało kto z nas wiedział o problemach swoich nauczycieli poszczególnych przedmiotów, bo oni przychodzili do pracy i nie epatowali swoimi nimi.

Pamiętam, że w szkole podstawowej mieliśmy nauczycielkę od języka polskiego, o której chodziły pogłoski, że jej mąż jest przemocowcem, ale ona nigdy nie dała tego po sobie poznać.

Przychodziła do szkoły nienagannie ubrana i uczesana z lekkim makijażem – była piękną osobowością i ja ją kochałam za jej charakter, wiedzę i podejście do każdego ucznia.

Z pewnością i inni nauczyciele mieli swoje problemy po szkole, ale byli oddani swojej pracy i im zależało!

Jakże często teraz bywa, że dzieciarnia nie szanuje swoich nauczycieli i na lekcjach robi różne akcje poniżej pasa i pewien nauczyciel napisał list do dzieci i młodzieży, a także do jej rodziców.

Wszyscy powinni to przeczytać, bo jest to nauka o tym, że każdy nauczyciel – to człowiek!

Ps. Czasami wspominam swoich nauczycieli i wszyscy byli wspaniali, pełni pasji i wykonywali swój zawód nienagannie. Szanowałam każdego z nich i do dziś są w moim sercu, bo kiedyś szkoła, to nie był przymus, a przywilej!

Trzeba też mocno podkreślić, że nie mieliśmy komórek, smartfonów, tabletów, bo te przedmioty zastępowali nam wspaniali ludzie!

 

„Dwa etaty, chora matka, mąż alkoholik”. List nauczyciela otwiera oczy”.

Nie wystarczy powiedzieć, że „nauczyciel to też człowiek”, żeby dziecko to zrozumiało. Jeśli jednak powie mu się, że być może opiekuje się chorą mamą, że zarabia marne grosze i ledwo wiąże koniec z końcem, że boi się czy uczennica z równoległej klasy nie popełni samobójstwa – empatia rośnie. I współpraca uczeń-nauczyciel zaowocuje.

Krystian Ostrowski jest jednym z tych nauczycieli, którzy wciąż „chcą zmienić świat”. Uczy języka angielskiego i prowadzi facebookowy profil „School Sucks”, na którym pojawia się co jakiś czas pisany z serca list – najpierw do nauczycieli, potem do rodziców.

Teraz pojawił się list, który powinien przeczytać każdy uczeń – ze szczególnym wskazaniem na tych nastoletnich. Nauczyciel przypomina o tym, co każdy uczący się wie doskonale: że nie jest fajnie zwlekać się z łóżka skoro świt, że nie jest niczym miłym „uczenie się miliona pierdół”, że w szkole bywa nudno, a nauczyciele częściej niż mili i kompetentni okazują się zdenerwowanymi i zmęczonymi służbistami, którzy nie traktują ucznia jak człowieka.

„Dwa etaty, chora matka, mąż alkoholik”
– To prawda, że nauczyciel jest w szkole z własnego wyboru, a Ty musisz do niej chodzić. To prawda, że on jest dla Ciebie, bo to jego praca. Pomyśl jednak, że on też jest człowiekiem. Że też jest mu czasem cholernie ciężko, bo wykonując jeden z najważniejszych zawodów, dostaje za to marną zapłatę i aby utrzymać rodzinę, pracuje na dwóch etatach albo w kilku szkołach, i musi na to znaleźć siłę. Że też musi walczyć ze sobą o 7:30, aby poprowadzić lekcję, która z powodu wczesnej pory nie ma większego sensu, ale nie ma na to wpływu.

„Może wymiotuje na samą myśl”
I wykłada to, co nieraz niewidoczne: że nie każdy nauczyciel z entuzjazmem zgadza się wykonywać swoje obowiązki. Że widzi „jak głupi jest system i jak przeładowany jest program”, ale niewiele może z tym zrobić.– Jak nie przerobi narzuconego z góry materiału, to dostanie opierdziel najpierw od dyrektora, potem od kuratora, a na deser jeszcze od rodziców, może nawet Twoich, że jest beznadziejnym nauczycielem, bo nie daje rady.Może wymiotuje na samą myśl, jaka atmosfera panuje w pokoju nauczycielskim i ma dyrektora, któremu zwisa to, jak się czują jego pracownicy i jakie mają problemy. Jeśli zarzuca Cię sprawdzianami co dwa tygodnie, pomyśl, że nie potrafi inaczej, bo nikt go tego nie nauczył. Może wpisuje uwagi częściej, niż się uśmiecha, bo sobie nie radzi, bo musi pracować w ponad dwudziestoosobowej klasie, co nie jest normalne – pisze anglista.„Nie ma żadnego eksperta, z którym mógłby pogadać”
I opisuje oczywistość, którą czasem trudno dostrzec – że nauczyciel też jest człowiekiem, który ma prywatne życie. A jego prywatne życie nie zawsze układa się rewelacyjnie, co ma wpływ na wszystko, co robi.– Cierpisz, bo rzuciła Cię dziewczyna albo zdradził chłopak? A czy wiesz, że Twojego nauczyciela od chemii rzuciła żona i mimo tego musi iść do pracy i udawać, że wszystko jest ok, bo nie ma nikogo, z kim mógłby o tym pogadać? Czy wiesz, że Twoja polonistka jest taka zgorzkniała czy może nawet wredna, bo jej mąż znowu puścił się z młodszą i po raz kolejny zawalił się jej świat?Czy masz świadomość, że nauczyciel, który sobie nie radzi w pracy, nie ma nikogo, z kim mógłby o tym porozmawiać? Żadnego doradcy, eksperta, psychologa, trenera? Że nie rozumie Twojego języka, bo jego znajomi to tylko ludzie w jego wieku – tłumaczy.– Nie możesz zasnąć, bo wciąż myślisz jak pomóc swojemu chłopakowi, którego ojciec nie akceptuje jego niskich ocen. Pomyśl, że Twój nauczyciel kładzie się spać, próbując wymyślić, jak pomóc tej Klaudii, która nie radzi sobie z życiem i dwa razy już próbowała popełnić samobójstwo i Michałowi, który zaczynał od marihuany, a teraz regularnie wciąga amfę. I jeszcze Kacprowi, którego rodzice się rozwodzą, a on płacze na każdej lekcji, bo sobie z tym nie radzi. I Gosi, nad którą koleżanki z klasy znęcają się psychicznie tylko dlatego, że jest gruba.„Bądź takim uczniem, którego Twój nauczyciel kiedyś miło wspomni”
– Czy widzisz w swoim nauczycielu człowieka? Człowieka, któremu czasem potrzeba wsparcia, dobrego słowa, zapytania „co słychać?” – pisze założyciel profilu „School Sucks”.I zachęca, żeby dać nauczycielowi szansę. Uśmiechnąć się i powiedzieć „dzień dobry”, nawet bez czekania na odpowiedź. Pochwalić, kiedy przeprowadzi ciekawą lekcję albo wykaże się zrozumieniem dla uczniowskich wybryków.– Traktuj nauczyciela tak, jak sam chciałbyś być traktowany. To bardzo trudne, wiem, ale trudne rzeczy mają sens w życiu. Jeśli jest dla Ciebie autorytetem, nie traktuj go jako kogoś doskonałego. Ludzi doskonałych nie ma. On ma prawo się pomylić, ma prawo nie wiedzieć (nie jest Wikipedią).– Pokaż, że można inaczej. Że można być człowiekiem. Że można kochać. Rozumieć i wybaczać. Że szkoła nie musi być do du*y. Bądź takim uczniem, którego Twój nauczyciel kiedyś wspomni i pomyśli: „Ale to był zaje*isty koleś. Gdyby nie on, nie byłbym teraz tym, kim jestem”. Dobro za dobro. Miłość za miłość. Szacun za szacun – kończy swój list Ostrowski, niewątpliwie skłaniając do refleksji.

Obyś cudze dzieci uczył!

Chyba jeszcze nigdy nie pisałam o tym, że wychowywanie cudzych dzieci, to jest katorżnicza praca.

Nigdy nie miałam w sobie takich zapędów, żeby wychowywać i uczyć dzieci.

Kiedy jestem na imprezach w przedszkolach moich Wnucząt z okazji Dnia Babci i Dziadka, to podziwiam wielką cierpliwość Pań, które przygotowują Dzieci do występów.

Dzieci są różne, bo odważne i bardziej wstydliwe i często z tremą przed występem, a jednak te Panie muszą delikatnością wykrzesać z Dzieci odwagę.

Moja mowa więc będzie krótka i tu biję pokłony dla cierpliwości i profesjonalizmu Pań, które wykonują naprawdę ciężką robotę.

Dla mnie i mojego Męża występy Dzieci w przedszkolach naszych Wnucząt, dostarczają mnóstwo wrażeń emocjonalnych i za to dziękujemy.

Robicie naprawdę coś wielkiego!

Na poniższym filmiku jest dzieło Pań z Dziećmi – z okazji Dnia Mamy i Taty w 2017 roku! 🙂

 

Psycholog mówi, że klaps to bicie – jak w Norwegii!

Wczoraj obejrzałam w sieci filmik o tym, jak trzy gimnazjalistki z Gdańska, katują swoją koleżankę tak, aby ją upodlić.

Szarpały ją, a kiedy się broniła, to dostała kopniaki w głowę i inne części ciała.

Agresja! I tu sobie nie przypominam takich akcji, kiedy sama byłam uczennicą szkoły podstawowej, nawet w klasie późniejszej.

My w tamtych czasach nikogo tak nie traktowaliśmy i ja czegoś takiego nie mam w pamięci.

Szkoła dla nas, to był drugi dom i choć w wielu domach agresja rodzinna istniała, to nie mieliśmy w szkole psychologa, aby iść i się pożalić. Rodzinne kłopoty chowaliśmy w sobie i nikt nie wywalał buntu na koleżance, czy koledze.

Często z Mężem wspominamy lata podstawówki i hitem jest to, że kiedy nauczyciel złapał mego Męża na paleniu papierosa, to ten po prostu podszedł do niego i dał mu potężnego kopa w dupę. Mąż na zawsze zapamiętał, że musi przestrzegać norm obowiązujących w szkole.

Dawniej dopuszczalne było, by nauczyciel mógł wytargać ucznia za ucho, czy postawić go do kąta za niesubordynację. W każdej klasie były ośle ławki i tam sadzano uczniów niegrzecznych i zakłócających proces nauczania i było okej.

Z opowiadania wiem, że teraz w klasie ośmiolatków zaledwie, jest dwóch ancymonków, którzy rozwalają każdą lekcję. Jeden z nich podobno ma ADHD, a drugi jakiś zespół sensoryczny. Nauczycielka zamiast prowadzić zajęcia zgodnie z planem, zmuszona jest do uciszania chłopców, co nie daje żadnych rezultatów. Oni wprost nauczycielce mówią, że mają swoje prawa, a nauczycielka ma związane ręce.

Rodzice się buntują, a szkoła nic zrobić nie może i koło się zamyka. Rodzice tych chłopców upierają się, że ich dzieci  muszą do tej, a nie innej szkoły uczęszczać i nie będą serwować swoim dzieciom indywidualnego toku nauczania. Cierpi nauczycielka, ciepią rodzice i cierpią uczniowie w klasie i figa!

Jest to problem naszych czasów, kiedy dzieci i młodzież wchodzą nam, dorosłym na głowę i ja twierdzę, że to wina psychologów, którzy uparcie twierdzą na miarę poprawności, że dzieci bić nie wolno i każdy klaps to jest przemoc.

I co my tu mamy w tym bezstresowym wychowaniu? Uczennice mające 14 lat katują swoją koleżankę, bo one mają prawa, a żadnych obowiązków!

Tymczasem te siksy nie wiedzą i ci, którzy kręcili filmik, nie udzielając pomocy poszkodowanej, że na świecie 165 milionów dzieci w krajach afrykańskich nie mają dostępu do nauki, bo muszą ciężko pracować już w wieku od 7 lat.

Sudan, Kongo – dzieci wydobywają kobalt niezbędny do produkcji smartfonów, tabletów, laptopów, aby szczeniaki bijące i zbuntowane mogły z nich korzystać w każdej sytuacji.

Dlaczego świat o tym milczy i nie przekazuje rozwydrzonym obrzydliwie dzieciakom z bogatych metropolii, że gdyby nie praca tamtych dzieciaków, to by byli tacy jak my – dzieci wychowanych na sporcie i w kółkach zainteresowań, bez dostępu do nowoczesnej technologii.

Opadają ręce i gacie na teraźniejszą młodzież i ich wychowywanie i tu już nie pomoże likwidacja gimnazjów, bo to socjal media kształtują młodzieży chowanie! Kaplica!

Dojdzie do tego, że w każdej klasie zawiśnie kamera, aby nauczyciel bronić się mógł!

 

 

https://www.youtube.com/watch?v=k5fj6qsdALY

 

 

Taka dziwna rozmowa i osłupienie moje!

Powiedzcie mi co jest nie tak w sprawie uświadamiania młodzieży odnośnie seksualności i oczywiście zapobiegania niechcianej ciąży?

Co tutaj w Polsce nie gra? Czy to rodzice nie potrafią swoich latorośli odpowiednio przygotować do dorosłego i odpowiedzialnego życia w tej sferze, czy też lekcje religii zabierają czas na uświadamianie młodzieży w szkole, by wiedziały, że seks to nie jest tylko przyjemność i zabawa, ale poważna sprawa?

Jakże często młodzież w gronie rówieśników pragnie zaimponować, że ten pierwszy raz ma się już za sobą!

Młodzież uważa, że jest już dorosła, ku mojemu ubolewaniu, bo już 14 letnie dziewczynki zakochują się w swoich rówieśnikach i cierpią zawody miłosne jak dorosła młodzież. Mają swoje dylematy sercowe i w zasadzie jest to normalne w dobie Internetu, portali społecznościowych i tym całym dostępem do filmów porno, które o wiek nie pytają.

Widziałam trzy, a może cztery razy odcinki paradokumentu na TVN pt. „Szkoła” i wiecie co? Przeraziłam się, ponieważ wachlarz problemów młodzieży pokazany w tych odcinkach odbierało mi często mowę. Kiedy usłyszałam, że dziewczynka 15 letnia postarała się, aby do picia kolegi wlać krew miesięczną, co miało sprawić, że się w niej zakocha – zdębiałam!

Nie wiem komu służą takie seriale, bo z pewnością nie młodzieży je oglądającej. Robi się papkę w mózgu jakże jeszcze niedoświadczonej dzieciarni i uczy się ich tym sposobem ogromnej głupoty. Ręce opadają, że telewizja w XXI wieku bierze udział w ogłupianiu młodzieży, zamiast pokazywać im zdrowe zachowania.

Zmierzam do tego, że dziś wyszłam z moim pieskiem na siusiu, a że mój pies nigdy nie załatwia się obok miejsca zamieszkania, to wyprowadzamy ją za sklep na obrzeżach miasta, za którym jest wielkie pole, a więc nie obsikuje podwórka i nikt nie ma do nas pretensji, bo z ludźmi różnie to bywa. Tak jest od 11 lat i nikomu się nie naraziliśmy, że nasz pies obsrywa blokowe trawniki!

Wyszłam więc z moim psiakiem, którego odpięłam ze smyczy i stanęłam pod daszkiem sklepowym, bo trochę padało, a tu nagle usłyszałam rozmowę dwóch nastolatek, którą mimo woli usłyszałam.

Kurzył się dymek i pannice paliły papierosy, a więc może uciekły ze szkoły na wagary, bo była to wczesna godzina, albo do szkoły nie dotarły choć obie miały plecaki szkolne.

Nie chciałam rzecz jasna podsłuchiwać, ale się nie dało, bo dziewczyny były dość głośnie i dotarła do mnie rozmowa:

– Kaśka, a wiesz co? – Boję się, że jestem w ciąży, bo od trzech tygodni nie mam ciotki. – Boję się, że jestem w ciąży!

– Hej nie panikuj – uspokajała koleżanka. 

– Ty Kaśka powiedz mi, czy ja mogłam zajść w ciążę z Bartkiem, skoro kochaliśmy się w fotelu, a ja byłam dziewicą i to wszystko wypłynęło ze mnie? – To chyba nie możliwe, bo zachodzi się w ciążę chyba tylko w łóżku, a my to zrobiliśmy w fotelu jego ojca, a więc chyba nie mogę być w ciąży co?

Dziewczyny dalej dyskutowały, ale mój pies przyleciał mnie zabrać.

Zapięłam smycz, ale po drodze brzmiały mi w uszach słowa jakże niedoświadczonej dziewczyny i ten fotel i ta niechciana ciąża i ten brak miesiączki, oraz utracone dziewictwo – od trzech tygodni.

Pomyślałam sobie, że kiedy byłam nastolatką, to uczyłam się seksualności i planowania rodziny z jedynej książki, która krążyła pod ławką w szkole średniej i wszystkie się tak w klasie edukowałyśmy, a teraz? 

No właśnie, a teraz nawet Internet i kupa wiedzy w nim nie uczy i nie edukuje, a więc co tu jest grane?

Potwory w szkołach bez tarczy i fartuszka

Dzień dobry. 

Kochani! Jest czasami tak, że nie można obojętnie przejść obok jakiegoś tekstu i ja nie mogłam przejść obok niżej wklejonego. Muszę mieć ten tekst na blogu ponieważ treść tego artykułu pokazuje, jak bardzo zmienia się świat i obyczaje. 

Pamiętacie z pewnością swoje lata w szkole podstawowej, a potem średniej i myślę, że uczyliśmy się w kryształowych czasach, kiedy przestrzegaliśmy podstawowych zasad, iż nauczyciel był zaraz po rodzicach. Byliśmy karni i zdyscyplinowani i w zasadzie nikomu do głowy nie przyszło, aby znieważyć swojego nauczyciela, czy też wychowawcę klasy.

Czasy się zmieniają, a młode pokolenia chamieją i niech mi tu nikt nie mówi, że takie zachowania spowodowane są problemami w rodzinie i tym, że rodzice się rozwodzą.

Za naszych czasów też rozpadały się rodziny. Był w domu obecny alkohol, bo ojciec pił na umór, a matka z ledwością wiązała koniec z końcem, a jednak mimo różnych problemów nie zachowywaliśmy się w taki sposób jak jest to opisane.

Według mnie to bezstresowe wychowanie jest powodem, że już nikt nie potrafi zapanować nad zubożeniem mentalnym nowego pokolenia. Uczeń się nie boi nauczyciela, a rodzic nauczycielowi powierza wychowanie swojego dziecka i rodzic wymaga bezwzględnie i obarcza szkołę za niepowodzenia.  Poplątanie z pomieszaniem stworzyło potworów bez tarczy i fartuszka.

Agata: Pięć lat temu, z dyplomem polonistyki trafiła do gimnazjum. Marzyła: będę pedagogiem, jak z filmu „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”. Spotkała zblazowanych, agresywnych uczniów. Słowo „spier….aj” na porządku dziennym.

Dziś mówi: – Myślałam: „To moja wina”. Jestem za młoda, za słaba psychicznie, nie mam autorytetu. Gdzieś popełniam błąd. A potem rozmowy w pokoju nauczycielskim: „Ta klasa to koszmar”, „Bez rewolwera nie podchodź. Co się dzieje z tymi dziećmi? Co się dzieje z rodzicami? Dlaczegoagresję nazywają umiejętnością walki o swoje? Dlaczego mówią dziecku:„Twój nauczyciel to piz…, nie przejmuj się”.

Agata. : W torbie nosi hydroksyzynę. Drążą jej ręce. Najgorzej jest w weekend. Sama myśl o poniedziałku: dreszcze. Jeszcze miesiąc, byle do wakacji. Potem odchodzi ze szkoły. Nie ze szkoły beznadziejnej, w małej miejscowości. Z jednej z lepszych szkół w dużym mieście. Wysoko w rankingach, ceniona.

Opowiada: – Klasa. Większość chłopaków. Wyrośnięci. Testosteron i adrenalina w powietrzu. Kilka zahukanych, grzecznych dziewczynek i jedna liderka. 13 lat, długie tlenione włosy, piersi, kręcenie biodrami, makijaż.„Lolitka” pomyślałam, jak ją zobaczyłam. Obcisłe spodnie, wystające stringi. Chłopcy przez całą lekcje chichoczą: „Miau, ale cipeczka”. Po klasie krążą karteczki. „Popchnąłbym ją dziś w d…”. Łapię jedną z nich. Myślę: „Nie będę rozkręcać awantury, to upokarzające i dla nich, i dla mnie”. Na przerwie proszę Anię, żeby została. „Aniu, nie ubieraj się tak do szkoły….”. Ania żuje gumę, patrzy w podłogę. „Aniu…” powtarzam. Znudzone „Dobrze”. Tego samego wieczoru maile: „Zazdrościsz jej macioro, bo sama masz wielką d….”. „Odpier… się od naszej Anki”.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1FTapn3]Blink Ofanaye[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/]CC BY-NC-SA[/url]
Fot. Flickr / Blink Ofanaye / CC BY-NC-SA

„Może autor chciał się bzykać?”
Początki nie były złe. To ambitne dzieci, inteligentne. Pomysłowe. Ale nie respektujące żadnych zasad. Jeden z chłopców w trakcie lekcji wyciąga kanapki. Mówię: „Nie jemy podczas lekcji”. On: „A kto mi zabroni”. Wzywam matkę. Proszę i tłumaczę. Ona: A czy może pani respektować wolność mojego syna?!

Trudno pracować z dziećmi, które uczą się od rodziców: szanuj tylko siebie, walcz, mów co chcesz, nikt nie ma prawa cię ograniczać.

Początek lekcji. 10 minut uciszania, a potem 15 sprawdzania obecności. Bo trwa kabaret. Temat X. „Co autor chciał przez to powiedzieć”. W klasie rechot: „Może chciał się bzykać?” „Może się naćpał i bredził?”. „Czy mogę prosić o ciszę?” pytam. Znów rechot: „Prosić zawsze możesz, s…”.

Rozmawiam z innymi nauczycielkami. Obwiniam się. „Kochana, mój ośmiolatek napisał na tablicy – ch… i d…. Wzywam rodziców. A pani nie umie sama wytłumaczyć, ze słowa ch… i d… są normalne?” – słyszę. Tłumaczę; „Może normalne, ale z jakiś powodów ludzie nie chodzą bez majtek. Ja im to wytłumaczyłam. Teraz proszę państwa. Oni nie mogą się tak zachowywać”. Wzruszenie ramion.

Fot. Flickr / [url=http://bit.ly/1KDLiHH]Vlastimil Ott[/url] / [url=https://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/]CC BY-SA[/url]
Fot. Flickr / Vlastimil Ott / CC BY-SA

„No taki wiek” słyszę.Proszę o spotkanie z naszą dyrektorką. Brak wsparcia. „Pani klasa jest wyjątkowo rozwydrzona, rozumiem. Rodzice są straszni, wiem. Ale pani musi umieć radzić sobie z tym sama. Potrzeba siły, stawiania granic. Przecież nie rozwiążę klasy”. To tyle. Żadnej innej pomocy.

Tak, zgadzam się. W klasie jest lider. Kuba. To on dyktuje warunki. Rodzice po rozwodzie. Walczący ze sobą. On po środku, bezradny. Przecież ja to widzę. Pośrodku lekcji dostaję samolotem z papieru w plecy. „Zamilcz, kur…”. Po lekcji pękam, jestem okrutna. „Kuba, bardzo cię boli, że twoi rodzice się tobą nie zajmują?”. Nie powinnam. Kuba ma łzy w oczach. Czuję się podła. A potem myślę: to nie dziecko, to potwór. Ale w gruncie rzeczy wiem, że to tylko dziecko.

Spokojne dziewczynki nie mogą się uczyć, bo chłopcy na lekcji bekają, śmieją się, tarzają po podłodze. Wyrzucam ich z klasy, grożę jedynkami, wpadają rodzice: „Niech pani znajdzie inne metody, to skandal”. „Debilka, a nie pedagog”.

Kolejne spotkania z psychologiem szkolnym. Dzieci wbijają wzrok w buty, żują gumę. A potem rozpadają się przy mocniejszych pytaniach psychologa. O miłość, rodzinę, samotność. Albo reagują agresją. Jedna z matek: „Czy pani jest popie….ona, że wypytuje syna o męża?”. A psycholog o nic nie wypytywała. Chciała tylko zrozumieć skąd u chłopca taka agresja.

Rodzice, gdzie jesteście?
Rodzice, gdzie jesteście z tym waszym brakiem miłości? Zajęciem sobą, narcyzmem? Gdzie? Rodzice mówią: To nauczyciel musi mieć autorytet i dać radę.

A ja się pytam: Jak mamy dać radę, jak nie stawiacie im granic? Bo jesteście zajęci, zmęczeni pracą, bo was nie ma, rozstajecie się. I w porządku. Ale proszę, weźcie też za swoje dzieci odpowiedzialność. Bo to jest cholernie niesprawiedliwe! Nauczcie wasze dzieci, że ważne są zasady. Jak one mają poradzić sobie w świecie, kiedy myślą, że mogą wszystko i zawsze? Bo mogą. Nie kochacie ich jak trzeba, więc pozwalacie na wszystko, żeby uśpić wyrzuty sumienia.

Jedna z dziewczynek podchodzi do mnie: „Niech pani się nie złości na Maćka. Tata od nich odszedł, mama wciąż pracuje. Jego życie to gry komputerowe”.

Agata: „Pamiętam reportaż o przemocy w szkole. Matematyczka z wrocławskiego liceum leży na OIOM- ie. Podłączona do kroplówki, liczne opatrunki. Uczeń zaatakował ją siekierą, straciła palce u rąk. Sąd skazał go na kilka lat więzienia. Chociaż był nieletni, za czyn odpowiadał jako dorosły.

http://mamadu.pl/119073,ty-macioro-swinio-piz-o-nie-nudz-umyj-sie-smierdziuchu-szokujace-wyznanie-nauczycielki-przesladowanej-przez-trzynastolatkow

 

Przemoc w szkole – nie lekceważ żadnych sygnałów!

12 letnia Ania była bardzo dobrą uczennicą. Należała do kategorii uczennic cichych i spokojnych, a do tego bardzo dobrze ułożonych. Nie sprawiała żadnych wychowawczych problemów, ani rodzicom, ani tym bardziej nauczycielom. Uczyła się pilnie, bo uczyć się lubiła, a często sama sięgała po materiały, które nie należały do podstawowego programu. Wypożyczała w bibliotece książki poszerzające jej wiedzę i to procentowało, gdyż zapytana na lekcji, odpowiadała na szóstkę, wtrącając do odpowiedzi dodatkowe wiadomości z geografii, historii, czy innego przedmiotu. Rodzice byli z niej bardzo dumni, ale nie koleżanki z klasy!

Koleżanki z klasy nie lubiły tej kujonki, co to pozjadała wszystkie rozumy i postanowiły ją odpowiednio sprowadzić na ziemię. Ania była dla nich solą w oku, bo niby taka mądra jest i zadziera nosa – ten mol książkowy nie będzie im podnosiła poprzeczki i zbierała wszystkie pochwały od nauczycieli.

Na przerwach Ania nie miała życia, bo kiedy przechodziła korytarzem, była specjalnie potrącana przez koleżanki z klasy, a z czasem dołączyli się do szykan też chłopcy. Szczypali i szturchali ją i nie szczędzili niewybrednych epitetów.

Potem dobrali się do jej strony na Facebooku i tam, pod zdjęciami wstawianymi przez Anię szydzili z jej wyglądu i obśmiewali jej jeszcze dość płaski biust. W końcu Ania musiała zamknąć swój profil, gdyż było jej bardzo przykro z powodu spadającej fali nienawiści ze strony rówieśników.

Kiedy Ania przebierała się w szatni, nagrano to i wrzucono do sieci, aby ją upokorzyć i kiedy się o tym dowiedziała, nie miała siły rano iść do szkoły, bo paraliżował ją ogromny lęk, wymieszany ze wstydem, ale to nie koniec, bo…

kiedy korzystała ze szkolnej toalety, też ją nagrano jak siusia, a potem papierem toaletowym się podciera. Filmik został też wrzucony o sieci i tego już dla Ani było za dużo.

Powiedziała o tym swojej mamie, że jest w szkole zaszczuta i chyba będzie musiała zmienić szkołę, gdyż dłużej tego nie wytrzyma. Po interwencji matki Ani w szkole odbyła się pogadanka, że tak nie można się zachowywać i nakazano usunięcie filmików z sieci i na tym się skończyło i Anię przeproszono.

Interwencja podziałała na kilka dni, a potem rozpętało się piekło, kiedy chłopcy na stołówce szkolnej, coś Ani wrzucili do kompotu i kiedy Ania poczuła się źle w drodze do domu, tracąc zupełnie świadomość – zaciągnęli ją do parku i zgwałcili, a po fakcie zostawili taką leżąca w krzakach.

Kiedy się ocknęła i ogarnęła, na trzęsących się nogach, zrozpaczona i zbrukana, poszła na tory i rzuciła się pod jadący z wielką prędkością pociąg!

Podobne piekło w szkole przeżywał 13 letni Pawełek. Pawełek był trochę grubszy od swoich kolegów i dlatego był kopany przez rówieśników z klasy, którzy wyzywali go od grubych i śmierdzących świń. Najbardziej śmiali się z niego na lekcjach Wuefu, kiedy Pawełek z trudnością wykonywał polecenia nauczyciela od gimnastyki. Pokonanie kozła, czy też bieg dystansowy, albo skok w dal, wywoływały u innych uczniów salwę śmiechu i był wytykany palcami, że taki tłuścioch i nieudacznik jest z tego Pawełka.

Szturchano go na przerwach i podszczypywano, nie dając mu spokoju i z tej przyczyny Pawełek każdą przerwę spędzał zamknięty w toalecie, aby się usunąć z pola widzenia i mieć święty spokój. 

Kiedy przychodził o domu, zamykał się w pokoju i płakał, uważając, aby nie zauważyła tego mama, która samotnie go wychowywała. Był dobrym i wrażliwym chłopcem, który kochał swoją mamę i nie chciał sprawiać jej dodatkowych kłopotów. Milczał i nikomu się nie skarżył.

Kiedy wracał ze szkoły, trzech potężnych drabów, którzy byli braćmi jego kolegów z klasy, zmasakrowali Pawełka w ciemnej bramie, tak, że z ledwością się pozbierał. 

Nie wytrzymał i po powrocie do domu połknął wszystkie tabletki jakie były w apteczce jego mamy. Kiedy mama jego przyszła do domu, było już za późno. Wezwany lekarz stwierdził zgon, a za śmierć Pawełka nikt nie poniósł kary!

Piszę o tym dlatego, że nie udawajmy, iż przemocy w szkole nie ma, a gdzieś w sieci przeczytałam, że szkoły wiedzą, że jest przemoc w ich placówkach, ale zamiatają ją pod dywan, bagatelizując, aby się tylko nie wydało i nie skrzywiło tak cennej opinii dyrekcji i nauczycieli, ale może ktoś napisał nieprawdę?

Mała Wściekła Blondyna

Mam 21 lat, 156 cm wzrostu, blond kłaki.. Jestem idealistką, stąd mam wiele częstych bólów dupy. Denerwuje mnie wiele, od zamkniętych głów przez dziwne ogólnie przyjęte zasady bytowania na naszej Planetce. Stąd Mała Wściekła Blondyna. Palę fajki, mam tatuaże i bluźnię, więc jeśli Cię to gorszy istnieje możliwość, że się nie polubimy. Jeśli zaś nie przeszkadza Ci to, masz chęć poczytać wypociny młodej autystycznej duszyczki, zainteresowanej zagadnieniami z dziedzin motywacji, nauki, literatury ... ZAPRASZAM! Oczywiście na blogu pojawiają się również tematy beauty, czy miłe proste, przyjemne babskie pier*olenie! MIŁEJ LEKTURY!

w drodze

gazeta domowa.

Piotrek

Zdrada - tak to można określić, chciałbym się wygadać o swoich zdradach, uzależnieniu od kobiet, etc.

U stóp Benbulbena

pocztówki z Irlandii

Roma Carlos

I'm not sure what I did last time

Wiedźmowisko

Dzień po dniu

365 dni w obiektywie LG

365 days a lens LG

Program PIT 2019

Programy do rozliczenia PIT

michael ogazie's blog

blogging , Love, Google, Seo, Relationship, Faith, Life, 2019 blogger Award

ulotnechwile

Kiedyś malowałam pędzlem, teraz słowem, nigdy nie byłam w tym dobra, tak jak w okazywaniu uczuć. Jednak dobry jest każdy sposób żeby je z siebie wyrzucić. Zanim cię uduszą.

blogcaffe.wordpress.com/

z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia * from my point of view *z mojego punktu widzenia *

Sport News

Blood Sport

Free gold bird

No one let you down, we can move the mounds/mount

Wrzosy

O tym co było, co jest i czasem trochę marzeń

Myśli (nie)banalne Joanny

czyli spostrzeżenia, refleksje, moje spojrzenie na świat.

Alek Skarga Poems

Poezja w słowach i obrazach

ZLEPEK KLEPEK ALBO BECZKA ŚMIECHU

BLOG TADEUSZA HAFTANIUKA

Kałuże i Róże.

Szukam sensu w Krakowie

Walcz zawsze do końca

Osobiste zapiski z mojego życia

Życie jest piękne , uśmiech dodaje mu blasku :)

Rozważ , jak trudno jest zmienić siebie , a zrozumiesz , jak znikome masz szanse zmienić innych. "(Wolter)

Tatulowe opowieści

Poczuj się jak słuchacz opowieści ojca wracającego po pracy do domu i dzielącego się z rodziną tym, co przemyślał i przeżył

sasza4

Subskrybuj moją twórczość.

Związek niesakramentalny

my bez żadnego trybu

mysz galaktyczna

prywatny blog prywatnej osoby o zmianie na lepsze. välkommen.

Antropozofiablog

Rudolf Steiner, Antropozofia i inne

Blog o Australii

O życiu, podróżach i spełnianiu marzeń

wzzw.wordpress.com/

strona byłych działaczy »Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża«

alina-ala

... na swą słabość patrząc postaraj się zrozumieć innych...

Sześćdziesiąt równa się dwadzieścia

Wiek nie ogranicza człowieka w działaniu

teresa ozimek

Hajnowski blog lokalny - Piszcie o swoich sprawach na adres: teresa.ozimek@wp.pl

KRYSTYNA RYSUJE

Mając 8 lat narysowałam swój pierwszy obraz. Po długiej przerwie znów powróciłam do kartki i ołówka. Cały czas się uczę i dążę do perfekcji

Niepełnosprawny Świat Blogerki

Moja DUSZA to bezdenna głębia Oceanu, czasem zmącona przez wzburzone fale Życia ...

życie umysłowe

Najlepszy blog o rzeczach oczywistych. Niby oczywistych

paulainstyle.com

Blog lifestylowy

ogryzekzycia

Nauczyć się być radosnym, kiedy serce płacze... Nauczyć się płakać, kiedy serce się cieszy... Nauczyć się dawać, nie dając... Nauczyć się brać, nie biorąc... Nauczyć się żyć, nie czując życia.. Nauczyć się ....miłości nie kochając... Nauka jest sztuką!!!!

bezpukania.eu

Poznaj oblicze XXI wieku i poczuj blisko oddech epoki, w której żyjesz. Zapraszam na blog.

Zapisz.org

Poetów, pisarzy, eseistów i publicystów zainteresowanych publikacją na naszych łamach zapraszamy do przesyłania propozycji tekstów na adres magazynzapisz@gmail.com

#2latado30charyszka - 2 lata do 30 charyszka

Zbiór myśli mniej lub bardziej nieuporządkowanych. Składnica uczuć, pomników pamięci, ludzkich sylwetek. Światem, który migotliwie zachęca do uczestnictwa w nim i komentowania jego cudów i porażek.