Archiwa tagu: obiad

Gratuluję PiS-owi wygranej!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

To był bardzo ważny dzień, bo ja jako wyborca i moja rodzina poszliśmy do wyborów.

Mamy właśnie wieczór wyborczy i słupki wskazują, że PiS ponownie wygrał i wiecie co?

Nie jestem zła na PiS, ale jestem wściekła na Polaków, którzy zrobili bardzo niską frekwencję i wybrali ponownie Piwo i Szaszłyk, zamiast ruszyć dupsko i walczyć o demokrację i praworządność w Polsce.

Puścili do PE taką Szydło, która wstydziła się falgi Unii i taką Zalewską, która rozłożyła polską edukację i takiego Brudzińskiego, który z Policji zrobił pajaców.

Oni idą do Unii bez znajomości języków i zwieją przed odpowiedzialnością, ale na to im Polacy pozwolili.

Nie ma mądrości Narodu, który przestał kumać, że PiS dalej będzie rujnował ten kraj.

Nie mam zamiaru się tym przejmować, bo mnie już bliżej jak dalej, a potem choćby potop!

Zawsze wierzyłam w mądrosć Narodu, ale to już było i nie wróci więcej, a ja się cieszę tym, że spędziłam dzisiaj miły czas u Córki w ogrodzie, w którym kwitną rododenrony z okazji Dnia Matki.

Sumując gratuluję PiS, a współczuję głupoty Polaków – cebulaków.

Przed wyborami jesiennymi mam życzenie, aby Kaczyński mi dał 500+ jako dodatek do emeryturki i przyjmę i nie będzie mnie obchodziło, że to z podatków! Taka wredna się zrobiłam, a i tak nigdy na PiS nie zagłosuję.

Taki wpis znalazłam na Twitterze:

(((hellvis)))
Wyniki dzisiejszych wyborów są logiczne.

Polacy się boją Żydów.

Boją się odmówić wysłania siedmiolatka samego z księdzem na tygodniowe „wakacje”.

Boja się edukacji seksualnej.

Boja się, że będą musieli wrócić do pracy bo im „ktoś odbierze 500+” mimo, że nikt tego nie zrobi

21:14 – 26 maj 2019

I to by było  na tyle!

Obraz może zawierać: roślina, kwiat i przyroda

Obraz może zawierać: roślina i napój

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

 

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: roślina, kwiat, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: kwiat, roślina, drzewo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, tabela i na zewnątrz

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, w budynku i jedzenie

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, salon, tabela, roślina i w budynku

Obraz może zawierać: tabela, salon, na zewnątrz i w budynku

 

Do mamy chowającej się w łazience, potrzebującej spokoju przez choćby minutę, gdy łzy spływają jej po policzkach.

Do mamy, która jest tak zmęczona, że nie może już dłużej funkcjonować i zrobiłaby wszystko, by położyć się i choć przez chwilę odpocząć.

Do mamy siedzącej samotnie w samochodzie, zajadającej smutki śmieciowym jedzeniem i ukrywającej to przed całym światem.

Do mamy płaczącej na kanapie po tym, jak krzyknęła na swoje dzieci z powodu jakiejś błahostki i teraz czuje się winna i bezwartościowa.

Do mamy, która desperacko próbuje założyć te stare dżinsy, bo chce tylko spojrzeć w lustro i poczuć, że wygląda dobrze.

Do mamy, która nie chce wyjść z domu, bo czuje, że życie ją przerasta.

Do mamy, która znowu zamawia na obiad pizzę, bo nie udało jej się ugotować tego, co zaplanowała.

Do mamy, która czuje się sama, niezależnie od tego, czy siedzi samotnie w pokoju, czy przebywa wśród tłumu.

JESTEŚ WYSTARCZAJĄCA.
JESTEŚ WAŻNA.
JESTEŚ WARTOŚCIOWA.

Tak właśnie wygląda ten etap życia, w którym teraz JESTEŚ. Macierzyństwo bywa naprawdę trudne, wymagające i pełne wyzwań. Gdy nadejdzie właściwy czas, okaże się, że było warto. Ale teraz bywa trudno. I jest trudno dla wielu z Was i w przeróżny sposób. Nie zawsze o tym mówicie, ale tak jest i nie jesteś z tym sama.

Jesteś wystarczająco dobra. Robisz co w Twojej mocy.

Te małe oczy, które na Ciebie patrzą – dla nich jesteś idealna. Dla nich jesteś więcej niż tylko wystarczająca..

Te małe rączki, które sięgają do Ciebie, aby Cię objąć – dla nich jesteś najsilniejsza. Według nich możesz zdobyć cały świat.

Te małe usta, zjadające jedzenie, które im podajesz – dla nich jesteś najlepsza, bo dzięki Tobie brzuszek jest zawsze pełen.

To małe serduszko, pragnące spotkać się z Twoim sercem – nie chce niczego więcej. Tylko Ciebie.

Bo jesteś wystarczająco dobra. Jesteś bardziej niż wystarczająca, Mamo.”

Bethany Jacobs

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO KOCHANE MAMY

Reklamy

I po świętach!

Dzisiejszy dzień świąteczny spędziliśmy rodzinnie w domu naszej Starszej Córki.

Mieszka z Mężem w tym samy mieście, a więc bardzo blisko i stawiliśmy się na godzinę 14 by wspólnie spożyć obiad.

I znowu muszę napisać, że cieszę się z tego czasu spędzonego razem, bo nie często się to zdarza.

Z tyłu domku jest niewielki ogródek, gdzie Wnuki się mogły bawić i jest miejsce dla kotów, pieska i na kwitnące drzewa oraz tulipany.

Pogoda znowu dopisała i dzieci się sobą zajęły, kiedy my dorośli mogliśmy swobodnie porozmawiać.

Były wspomnienia, rozmowy o filmie, muzyce i trochę o polityce, ale tylko trochę!

Muszę pochwalić moje Dziecko, bo przygotowała typowo, polski obiad, a więc:

  • pyszny rosół z makaronem,
  • ziemniaki z koperkiem, a do tego zraz wołowy i surówki do wyboru,
  • hitem stała się fasolka szparagowa z masłem i bułką tartą, którą Córka robi w słoiki i jest o każdej porze roku,
  • ciasto i pyszna kawa z pianką i lampka wina.

Mam więc święta za sobą, tak jak my wszyscy i cieszę się, że udało nam się pobyć ze sobą.

Jutro wszystko wróci do normy i znowu zaczną się potyczki polityczne i wszyscy politycy zapomną, że było Zmartwychwstanie. Będą się bili na słowa i argumenty oraz przekręty!

W Sri Lance wybuchy bombowe – giną ludzie w kościołach i kiedy my wstajemy od stołu z pełnymi brzuchami, to tam gdzieś w świecie leje się krew.

Taki mamy teraz świat – niesprawiedliwy, pogubiony, a to wszystko w imię wiary, pieniędzy i zysku!

WIELKANOC

To nie rzeżucha, zając i baranek,
Nie żurek, bazie i drożdżowa babka…
I nie kurczaczki, i z bukszpanu wianek,
Lukrowany mazurek, jarzynowa sałatka…
Bo Wielkanoc,
To uśmiech Boga w Twoim życiu,
niezależnie, przy jakim siedzisz nakryciu…

 

Magdalena Apostołowicz

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, kwiat, niebo, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, drzewo, dziecko, buty, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: pies, roślina, trawa, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, roślina, chmura, na zewnątrz i przyroda

To był naprawdę dobry dzień!

Już minął miesiąc od śmierci Mamy i nie ma dnia, abym o Niej nie myślała, tak jak w piosence – nieutulony w sercu żal.

Dziś Mąż znalazł trochę wolnego od pracy i pojechaliśmy sobie na wycieczkę samochodem, aby zobaczyć pierwsze oznaki wiosny, bo na zachodzie jest ciepło i słonecznie i widać to już na polach, które cudnie się zielenią.

Gdzieś tam widzieliśmy w polu maszyny rolnicze i pracowników, którzy przy drogach pielęgnują drzewa i przycinają krzaki, aby było ładnie i zadbanie.

Jest tylko jedno ale, bo jadąc drogą, to po obu stronach, na poboczach walają się tony śmieci wyrzucanych przez okna samochodów.

Nie będzie tego widać, kiedy urośnie trawa i zakryje ten ludzki bajzel, który w oczy kole i dużo mówi o człowieczej naturze.

Po drodze minęliśmy parę farm wiatrowych, które pięknie się prezentowały na ołowianym niebie.

Lubię gapić się na te stwory, choć oczywiście są piękniejsze w Holandii – takie prawdziwe wiatraki z duszą!

Na drodze masę samochodów i każdy gdzieś jedzie, pędzi i ludzie pokonują kilometry, bo widzielismy rejestracje z Warszawy i Poznania.

Mieliśmy w planach zjeść dobry obiad i Mąż proponował restaurację z chińszczyzną, ale ja sobie zażyczyłam kuchnię polską, którą uwielbiam niezmiennie.

Pojechaliśmy do „Pierogarni” w Stargardzie już nie Szczecińskim i mimo, że na stołach królowały obrusy ceratowe, to jedzenie było pyszne jak u mamy.

Ostatnio owa „Pierograrnia” zmieniła lokum i powierzchniowo się powiększyła, ale się nie dziwię, bo drzwi do tej restauracji się nie zamykają, a ludzie przychodzą po jedzenie na wynos.

Jest więc podstawowa zasada – dają dobre jedzenie, a klientów nie zabraknie, bo ludzie szybko wyczują dobrą, smaczną kuchnię.

Za zupę i drugie danie zapłaciliśmy tylko 37 złotych i jeszcze podali nam bardzo smaczny kompot z jabłek z cynamonem i goździkami.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela i w budynku

PiS pozamykał w niedzielę w Polsce sklepy, a my mieliśmy w planie zakup w „Castoramie” .

Sobota i na parkingu masę samochodów, że nie ma gdzie się wcisnąć, bo ludzie pracujący robią zakupy właśnie w sobotę, bo niektórzy pracują cały tydzień i rok temu mogli zrobić zakupy w niedzielę, ale wszystko kumuluje się w sobotę – masakra.

Pomijając te niedogodności, to był dla nas dobry, super dobry dzień, bo spędzilismy ze sobą miłe chwile – razem.

W restauracji gadalismy ze sobą i nigdy nie jesteśmy sobą znudzeni, a do tego dziś dotarła do nas wiadomość, że Rodzice mojej Wnusi pojechali do Szamotuł, aby kupić Jej Maltańczyka – malutkiego pieska kanapowca, ale kto to tam wie, jaki to będzie nowy członek rodziny i jak się odnajdzie między dwoma kotami. Może być ciekawie. 🙂

 

Znalezione obrazy dla zapytania maltańczyk

 

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i ludzie siedzą

Refleksje świąteczne!

Jak zwykle święta, święta i za chwilę będzie po świętach, a także pójdzie w zapomnienie, to wariactwo sprzątania i pitraszenia.

Odpoczniemy za chwilę od świąt.

Jeszcze jutro u nas odbędzie się świąteczny obiad i wieczorem będę mogła Mężowi powiedzieć, że kolejny raz staruszki dali radę.

Kto wie jak będzie, to wszystko wyglądało za rok, bo przecież nie młodniejemy, a zbliżamy się do tego ostatecznego.

Kiedy szykowałam świąteczne potrawy, to zewsząd słyszałam kolędy, ale żadna mnie w tym roku nie rozczuliła.

Nawet moja ulubiona „Lulaże Jezuniu – moja perełko”,  ani na minutę nie sprawiła, że poczułam w tym roku tą sławną magię świąt!.

Uciekła gdzieś, schowała się w cierpieniu z powodu umierającej Mamy i nie byłam w stanie i nie jestem, aby wykrzesać z siebie ten nastrój świąteczny, mimo, że potraw zrobiłam chyba za dużo – jakby w amoku!.

Nie potrafię szykować świąt minimalistycznie, a zawsze się rozpędzamy z Mężem i gotujemy o wiele za dużo, tak jak byśmy się bali, że będzie za mało, za skromnie!.

Zawsze miałam tak, że lubiłam moich gości nakarmić i naprawdę lubię gotować, ale chyba z Mężem przesadziliśmy, bo lodówka pęka w szwach, a i na balkonie stoją gary!

Ja wiem i rozumiem, że w tym wszystkim nie chodzi o żarcie, ale o atmosferę, a mimo to zawsze się rozpędzam za bardzo, a potem pakuję jedzenie dla bliskich w pojemniki, aby się nie zmarnowało nic, a nic.

Moim popisowym daniem, którego nauczyła mnie moja Teściowa, to są drożdżowe racuchy z sosem grzybowym i na to danie wszyscy czekają cały rok.

Robię je tak:

  • do miski wsypuję kilogram mąki, dodaję 4 jajka, lekko solę i dodaję odrobinę cukru, oraz trzy szklanki mleka,
  • wcześniej nastawiam całą kostkę drożdży rozpuszczonych w mleku do wyrośnięcia na kaloryferze,
  • Kiedy drożdże wyrosną, to dodaję to do mąki i jajek, a potem ręką wyrabiam ciasto mocno, aby dostało się do niego powietrze,
  • Tak wyrobione ciasto znowu stawiam na kaloryferze do wyrośnięcia i następnie nabieram na łyżkę zamoczoną w wodzie i smażę na dobrze rozgrzanym oleju.

Sos grzybowy to łatwizna, bo:

  • cztery garście suszonych grzybów zamaczam na noc,
  • na drugi dzień je osączam i mielę w starej maszynce do mielenia mięsa,
  • na oleju podsmażam pokrojoną w kostkę cebulę, dodaję zmielone grzyby i kostkę rosołową,
  • lekko solę i podlewam wodą, mieszając aż grzyby zrobią się miękkie, a na koniec dodaję odrobinę śmietany i to wszystko.

Jutro swoim bliskim zaserwuję:

  • rosół z makaronem,
  • ziemniaki ubijane ze schabem w sosie chrzanowym,
  • surówkę z czerwonej kapusty z rodzynkami, lekko zakwaszoną,
  • dwie sałatki – jarzynową i z paluszków krabowych z selerem naciowym,
  • rybę po grecku,
  • bigos i kiełbasę białą – smażoną w głębokim oleju,
  • ciasto, kawę, herbatę i kompot z suszu.

Mam nadzieję, że głodni nie wyjdą, a ja kolejny raz podkreślę, że z Mężem wspólnie daliśmy radę, choć trochę boli mnie krzyż i biodro, ale staram się nie poddawać.

Tak po cichu liczę na to, że na następne święta, to my starzy zostaniemy zaproszeni na świąteczny obiad, ale Oni są młodzi i uczestniczą w wyścigu szczurów, a więc jest takie powiedzenie, że jeśli umiesz liczyć, to licz na siebie i niech los nam – starym da zdrowie na następne święta.

Pragnę ogromnie, aby kiedy my odejdziemy, to nasze Dzieci i ich rodziny miały wspomnienia, że jednak się staraliśmy, by być razem.

Trzeba coś po sobie zostawić, a najbardziej pamięć, że się staraliśmy.

Obraz może zawierać: ludzie siedzą, tabela, jedzenie i w budynku

Obraz może zawierać: jedzenie

 

Obraz może zawierać: tabela, roślina i w budynku

Niedzielna, jesienna wycieczka!

O poranku w niedzielę padła od Męża propozycja, że nie gotujemy obiadu, a wsiadamy w samochód i jedziemy do ulubionej restauracji.

Pogoda u nas dziś deszczowa, ale momentami przedzierało się słońce i po drodze podziwialiśmy kolorowe, jesienne drzewa.

Wyglądało to bajkowo i naprawdę nie dość mi było patrzenia na te barwy. Jechało się bardzo przyjemnie.

Zrobiliśmy błąd w logistyce, bo nie zamówiliśmy miejsca telefonicznie i kiedy dojechaliśmy, to okazało się, że cała restauracja była zarezerwowana na jakąś rodzinną imprezę i obeszliśmy się smakiem.

Pojechaliśmy nad jezioro i plażę w malutkim miasteczku i przetarłam oczy ze zdziwienia, bo plaża wielce zadbana i nawet w deszczu wyglądała pięknie. Widać było dobrą rękę gospodarza, który wiedział jak spożytkować unijne pieniądze.

Pomyślałam sobie, że szkoda, iż u mnie w mieście takiego obiektu brakuje – z zadaszonym paleniskami na grilla i  miejscem na wielkie ognisko i cudnie zagospodarowaną zielenią.

Postanowiliśmy, że jedziemy do innej restauracji i tak przejechaliśmy pół naszej gminy.

Pod drugą restauracją stały samochody z rejestracją z całej Polski.

Tymi samochodami jadą do pracy – na zachód młodzi mężczyźni po zjedzeniu obiadu w tej, właśnie restauracji.

Naliczyłam trzy starsze małżeństwa, które tak jak my – postanowiły miło spędzić czas w niedzielę.

To był miły dzień!

 

 

 

 

 

 

 

Dawno nie było gotowania – zrazy Eli!

Miałam w zamrażarce spory kawałek karkówki i postanowiłam z niej zrobić coś innego.

Zazwyczaj robiłam karkówkę w sosie i tyle, aż tu nagle wpadł mi do głowy pomysł, by zrobić zrazy.

Zrazy kojarzą się przeważnie z wołowiną, ale postanowiłam poeksperymentować.

– Pocięłam więc karkówkę na plastry o grubości 1.5 cm i je rozbiłam tłuczkiem.

– Pokroiłam cebulę w piórka, a kiszony ogórek w pionowe plasterki.

– Karkówkę lekko posoliłam, popieprzyłam i wysmarowałam musztardą.

– Następnie cebulę i ogórek, zawinęłam i tak zrulowane zrazy obwiązałam nitką, bo zabrakło mi wykałaczek.

– Przygotowałam garnek, do którego włożyłam kilka ziaren ziela angielskiego i kilka liści laurowych, oraz 1,5 łyżki jarzynki.

– Zrazy usmażyłam na mocno rozgrzanym smalcu, bo olej mi się skończył i zrumieniłam z obu stron.

– Zrumienione przełożyłam do garnka i następnie na smalcu zeszkliłam  cebulę i trzy ząbki czosnku.

– Dodałam to do zrazów i podlałam gorącą wodą.

Tak mi się to pitrasiło około godziny, a na koniec dodałam dwie, duże łyżki musztardy i zagęściłam mąką krupczatką.

Zrazy z wołowiny zazwyczaj gotują się długo, a karkówka bardzo szybko i tak miałam szybki, smaczny obiad złożony ze zraza, ziemniaków i surówki!

Najważniejszy mebel w domu, to rodzinny stół!

 Dziś miałam w domu gości – najdroższą mi Rodzinę.

Szykowałam stół byśmy zasiedli przy nim wspólnie i abyśmy zjedli razem obiad.

Miesiąc sierpień w mojej Rodzinie jest obfity w jubileusze i inne święta, a więc postanowiłam wraz z Mężem przygotować uroczysty obiad, aby pobyć ze sobą nie tylko w święta.

W sierpniu obchodzimy dwie rocznice ślubu moich Córek, imieniny Wnusi i moje urodziny, a więc bardzo się cieszę, że udało nam się zgrać czasowo, a to nie jest łatwe.

Myślę, że wszyscy spędzili dobre, przyjemne chwile przy smacznym obiedzie i na koniec z kawałkiem bardzo dobrego tortu i kawą.

Jestem ogromnie zadowolona, że mi się to udało zorganizować i pobyłam także z Wnukami, które coraz częściej mnie zaskakują w swoim dorastaniu. To już nie są maluchy, a raczej powoli wkraczają w nastoletnie dzieci.

Ale ten dzień ma też swoją ciemną stronę.

Kiedy goście wyszli – włączyłam tv i mnie zmroziło.

Podczas naszego obiadu odszedł mój ukochany Dziennikarz – Grzegorz Miecugow.

Uwielbiam oglądać jego program – „Szkło Kontaktowe”, które śledzę od początku jego powstania i zrobiło mi się bardzo źle!

Grzegorz Miecugow miał zaledwie 61 lat, a jego odejście tak niespodziewane, to nie jest ładne zagranie.

Panie Grzegorzu, takich numerów się nie robi!

Są tacy ludzie, po których odejściu łzy leją się strumieniem i ja zapłakałam nad marnością naszego tu na Ziemi życia.

Długo, długo nikt nie będzie w stanie zapełnić tego pustego miejsca w świecie mediów.

Niech spoczywa w spokoju! [*]

Moi Indianie! 🙂

 

Zostałam dziś porwana!

 Moje Dziecko porwało mnie dziś – wywiozło.

Rano wiadomość – mamo bądź gotowa dziś do drogi.

Jechałyśmy wśród cudownej przyrody, która buchnęła majem.

Rzepaki takie piękne, jak rzepakowy miód. 

Drzewa zielone i fantazyjne chmury na niebie.

Kawiarenki śpiewała Jarocka z ciekawym menu.

Wiosna – ach to Ty i Ty moje drogie Dziecko.

Gadu, gadu i tak zleciały dwie godziny.

Kawa aromatyczna na koniec i czas pędzący,

 a w  nim My – nienagadane.

Jeszcze nie wszystko stracone, bo może jeszcze pożyję

i doczekam kolejnego Dnia Mamy.

Dziękuję Ci moja pierworodna i Tobie druga Córko,

której z powodu kilometrów nie mogłam przytulić.

LOVE!

Gulasz, czyli stanie w kuchni i kombinowanie

Coś trzeba jeść, a więc codziennie trzeba coś upitrasić i nie szkodzi, że jesteśmy już tylko we dwoje.

Popatrzyłam do lodówki i znalazłam:

– 1 kg polędwiczek cielęcych,

– dwie cebule dość duże,

– pieczarki,

– warzywa mrożone (marchew, pietruszka, seler, por),

– masło i postanowiłam zrobić z tego pyszny gulasz.

Polędwiczkę pokroiłam w średnie  kawałki i podsmażyłam w garnku na maśle.

W międzyczasie pokroiłam cebulę i usmażyłam ją też na maśle, aż stała się szklista.

To samo zrobiłam z pieczarkami i mieszanką warzywną, którą też poddusiłam na maśle.

Podsmażone produkty dodałam do gulaszu – popieprzyłam, posoliłam Jarzynką i podlałam 1.5 szklanki rosołem, ale nie z kostki, a własnym, ugotowanym wczoraj.

Dodałam też listki laurowe i ziele angielskie.

To wszystko musi się dusić ok. 1 godziny – do miękkości.

Na koniec dodałam śmietanę – uważając by się nie zważyła. 

Dobiorę parę ziemniaków i obiad będzie!

 

Eksperyment w kuchni :)

Dzień dobry, choć chłodny 🙂

 

Pierwszy raz przymierzam się do upieczenia batatów, czyli słodkich ziemniaków. Nie mam kompletnie doświadczenia w tym temacie, ale chcę spróbować nowego smaku.

Ciekawe, czy jedliście i jakie są Wasze wrażenia, a robię wg. przepisu z sieci:

Pieczone bataty, czyli słodkie ziemniaki z piekarnika

http://www.zajadam.pl/fastslowfood/pieczone-bataty

Bataty, zwane inaczej słodkimi ziemniakami, a także wilcem ziemniaczanym (za Wikipedią) to warzywo uprawiane powszechnie w ciepłych krajach. Ostatnio coraz łatwiej dostępne w naszych sklepach. I bardzo dobrze!

 

Co ciekawe, bataty uważane są za warzywo o wiele zdrowsze niż nasze rodzime ziemniaki. Mają bardzo dużo witamin, białka, a także żelaza, potasu i magnezu. Na początek przygody z tym sympatycznym warzywem najbardziej polecam przyrządzenie batatów pieczonych w formie frytek XXL, z dodatkiem ziół i czosnku oraz ze śmietanowym dipem.

Składniki

Bataty to duże warzywa, zwykle jedna sztuka pozwoli najeść się jednej osobie. Podaję proporcje dla dwóch osób.

  • 2 spore bataty
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól do smaku

Przygotowanie pieczonych batatów

  1. Piekarnik rozgrzej do temperatury 200 stopni
  2. Bataty obierz ze skóry i pokrój w podłużne słupki o grubości ok. 1 – 1,5 cm i wrzuć do dużej miski
  3. Następnie obsyp je solą i rozmarynem, skrop od serca sokiem z cytryny i polej oliwą. Zamieszaj bataty rękoma aby wszystkie kawałki dobrze pokryły się przyprawami i oliwą.
  4. Tak przygotowane słodkie ziemniaki wrzuć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i rozprowadź na niej, aby kawałki batatów nie nachodziły na siebie. Ząbki czosnku lekko rozgnieć np. przy pomocy noża i wrzuć na blachę razem z łupinkami. Czosnek zapewni rewelacyjne zapachy, a także będzie stanowił przepyszny dodatek do upieczonych batatów.
  5. Tak przygotowane bataty włóż do piekarnika i piecz ok. 25-30 minut, do czasu aż zaczną się lekko brązowić i będą miękkie. Najlepiej przed wyjęciem spróbować jednej pomarańczowej frytki i ocenić, czy już są gotowe.
  6. Bataty upieczone z rozmarynem i w czosnkowym aromacie są tak pyszne, że szkoda zabijać ich smak np. intensywnym sosem czosnkowym. Ja najbardziej lubię maczać takie frytki po prostu w gęstej śmietanie lub jogurcie. Możesz też spróbować jako dipu użyć majonezu.