Archiwa tagu: obiad

Niedzielna, jesienna wycieczka!

O poranku w niedzielę padła od Męża propozycja, że nie gotujemy obiadu, a wsiadamy w samochód i jedziemy do ulubionej restauracji.

Pogoda u nas dziś deszczowa, ale momentami przedzierało się słońce i po drodze podziwialiśmy kolorowe, jesienne drzewa.

Wyglądało to bajkowo i naprawdę nie dość mi było patrzenia na te barwy. Jechało się bardzo przyjemnie.

Zrobiliśmy błąd w logistyce, bo nie zamówiliśmy miejsca telefonicznie i kiedy dojechaliśmy, to okazało się, że cała restauracja była zarezerwowana na jakąś rodzinną imprezę i obeszliśmy się smakiem.

Pojechaliśmy nad jezioro i plażę w malutkim miasteczku i przetarłam oczy ze zdziwienia, bo plaża wielce zadbana i nawet w deszczu wyglądała pięknie. Widać było dobrą rękę gospodarza, który wiedział jak spożytkować unijne pieniądze.

Pomyślałam sobie, że szkoda, iż u mnie w mieście takiego obiektu brakuje – z zadaszonym paleniskami na grilla i  miejscem na wielkie ognisko i cudnie zagospodarowaną zielenią.

Postanowiliśmy, że jedziemy do innej restauracji i tak przejechaliśmy pół naszej gminy.

Pod drugą restauracją stały samochody z rejestracją z całej Polski.

Tymi samochodami jadą do pracy – na zachód młodzi mężczyźni po zjedzeniu obiadu w tej, właśnie restauracji.

Naliczyłam trzy starsze małżeństwa, które tak jak my – postanowiły miło spędzić czas w niedzielę.

To był miły dzień!

 

 

 

 

 

 

 

Reklamy

Dawno nie było gotowania – zrazy Eli!

Miałam w zamrażarce spory kawałek karkówki i postanowiłam z niej zrobić coś innego.

Zazwyczaj robiłam karkówkę w sosie i tyle, aż tu nagle wpadł mi do głowy pomysł, by zrobić zrazy.

Zrazy kojarzą się przeważnie z wołowiną, ale postanowiłam poeksperymentować.

– Pocięłam więc karkówkę na plastry o grubości 1.5 cm i je rozbiłam tłuczkiem.

– Pokroiłam cebulę w piórka, a kiszony ogórek w pionowe plasterki.

– Karkówkę lekko posoliłam, popieprzyłam i wysmarowałam musztardą.

– Następnie cebulę i ogórek, zawinęłam i tak zrulowane zrazy obwiązałam nitką, bo zabrakło mi wykałaczek.

– Przygotowałam garnek, do którego włożyłam kilka ziaren ziela angielskiego i kilka liści laurowych, oraz 1,5 łyżki jarzynki.

– Zrazy usmażyłam na mocno rozgrzanym smalcu, bo olej mi się skończył i zrumieniłam z obu stron.

– Zrumienione przełożyłam do garnka i następnie na smalcu zeszkliłam  cebulę i trzy ząbki czosnku.

– Dodałam to do zrazów i podlałam gorącą wodą.

Tak mi się to pitrasiło około godziny, a na koniec dodałam dwie, duże łyżki musztardy i zagęściłam mąką krupczatką.

Zrazy z wołowiny zazwyczaj gotują się długo, a karkówka bardzo szybko i tak miałam szybki, smaczny obiad złożony ze zraza, ziemniaków i surówki!

Najważniejszy mebel w domu, to rodzinny stół!

 Dziś miałam w domu gości – najdroższą mi Rodzinę.

Szykowałam stół byśmy zasiedli przy nim wspólnie i abyśmy zjedli razem obiad.

Miesiąc sierpień w mojej Rodzinie jest obfity w jubileusze i inne święta, a więc postanowiłam wraz z Mężem przygotować uroczysty obiad, aby pobyć ze sobą nie tylko w święta.

W sierpniu obchodzimy dwie rocznice ślubu moich Córek, imieniny Wnusi i moje urodziny, a więc bardzo się cieszę, że udało nam się zgrać czasowo, a to nie jest łatwe.

Myślę, że wszyscy spędzili dobre, przyjemne chwile przy smacznym obiedzie i na koniec z kawałkiem bardzo dobrego tortu i kawą.

Jestem ogromnie zadowolona, że mi się to udało zorganizować i pobyłam także z Wnukami, które coraz częściej mnie zaskakują w swoim dorastaniu. To już nie są maluchy, a raczej powoli wkraczają w nastoletnie dzieci.

Ale ten dzień ma też swoją ciemną stronę.

Kiedy goście wyszli – włączyłam tv i mnie zmroziło.

Podczas naszego obiadu odszedł mój ukochany Dziennikarz – Grzegorz Miecugow.

Uwielbiam oglądać jego program – „Szkło Kontaktowe”, które śledzę od początku jego powstania i zrobiło mi się bardzo źle!

Grzegorz Miecugow miał zaledwie 61 lat, a jego odejście tak niespodziewane, to nie jest ładne zagranie.

Panie Grzegorzu, takich numerów się nie robi!

Są tacy ludzie, po których odejściu łzy leją się strumieniem i ja zapłakałam nad marnością naszego tu na Ziemi życia.

Długo, długo nikt nie będzie w stanie zapełnić tego pustego miejsca w świecie mediów.

Niech spoczywa w spokoju! [*]

Moi Indianie! 🙂

 

Zostałam dziś porwana!

 Moje Dziecko porwało mnie dziś – wywiozło.

Rano wiadomość – mamo bądź gotowa dziś do drogi.

Jechałyśmy wśród cudownej przyrody, która buchnęła majem.

Rzepaki takie piękne, jak rzepakowy miód. 

Drzewa zielone i fantazyjne chmury na niebie.

Kawiarenki śpiewała Jarocka z ciekawym menu.

Wiosna – ach to Ty i Ty moje drogie Dziecko.

Gadu, gadu i tak zleciały dwie godziny.

Kawa aromatyczna na koniec i czas pędzący,

 a w  nim My – nienagadane.

Jeszcze nie wszystko stracone, bo może jeszcze pożyję

i doczekam kolejnego Dnia Mamy.

Dziękuję Ci moja pierworodna i Tobie druga Córko,

której z powodu kilometrów nie mogłam przytulić.

LOVE!

Gulasz, czyli stanie w kuchni i kombinowanie

Coś trzeba jeść, a więc codziennie trzeba coś upitrasić i nie szkodzi, że jesteśmy już tylko we dwoje.

Popatrzyłam do lodówki i znalazłam:

– 1 kg polędwiczek cielęcych,

– dwie cebule dość duże,

– pieczarki,

– warzywa mrożone (marchew, pietruszka, seler, por),

– masło i postanowiłam zrobić z tego pyszny gulasz.

Polędwiczkę pokroiłam w średnie  kawałki i podsmażyłam w garnku na maśle.

W międzyczasie pokroiłam cebulę i usmażyłam ją też na maśle, aż stała się szklista.

To samo zrobiłam z pieczarkami i mieszanką warzywną, którą też poddusiłam na maśle.

Podsmażone produkty dodałam do gulaszu – popieprzyłam, posoliłam Jarzynką i podlałam 1.5 szklanki rosołem, ale nie z kostki, a własnym, ugotowanym wczoraj.

Dodałam też listki laurowe i ziele angielskie.

To wszystko musi się dusić ok. 1 godziny – do miękkości.

Na koniec dodałam śmietanę – uważając by się nie zważyła. 

Dobiorę parę ziemniaków i obiad będzie!

 

Eksperyment w kuchni :)

Dzień dobry, choć chłodny 🙂

 

Pierwszy raz przymierzam się do upieczenia batatów, czyli słodkich ziemniaków. Nie mam kompletnie doświadczenia w tym temacie, ale chcę spróbować nowego smaku.

Ciekawe, czy jedliście i jakie są Wasze wrażenia, a robię wg. przepisu z sieci:

Pieczone bataty, czyli słodkie ziemniaki z piekarnika

http://www.zajadam.pl/fastslowfood/pieczone-bataty

Bataty, zwane inaczej słodkimi ziemniakami, a także wilcem ziemniaczanym (za Wikipedią) to warzywo uprawiane powszechnie w ciepłych krajach. Ostatnio coraz łatwiej dostępne w naszych sklepach. I bardzo dobrze!

 

Co ciekawe, bataty uważane są za warzywo o wiele zdrowsze niż nasze rodzime ziemniaki. Mają bardzo dużo witamin, białka, a także żelaza, potasu i magnezu. Na początek przygody z tym sympatycznym warzywem najbardziej polecam przyrządzenie batatów pieczonych w formie frytek XXL, z dodatkiem ziół i czosnku oraz ze śmietanowym dipem.

Składniki

Bataty to duże warzywa, zwykle jedna sztuka pozwoli najeść się jednej osobie. Podaję proporcje dla dwóch osób.

  • 2 spore bataty
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 łyżka suszonego rozmarynu
  • 5 łyżek oliwy z oliwek
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • sól do smaku

Przygotowanie pieczonych batatów

  1. Piekarnik rozgrzej do temperatury 200 stopni
  2. Bataty obierz ze skóry i pokrój w podłużne słupki o grubości ok. 1 – 1,5 cm i wrzuć do dużej miski
  3. Następnie obsyp je solą i rozmarynem, skrop od serca sokiem z cytryny i polej oliwą. Zamieszaj bataty rękoma aby wszystkie kawałki dobrze pokryły się przyprawami i oliwą.
  4. Tak przygotowane słodkie ziemniaki wrzuć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i rozprowadź na niej, aby kawałki batatów nie nachodziły na siebie. Ząbki czosnku lekko rozgnieć np. przy pomocy noża i wrzuć na blachę razem z łupinkami. Czosnek zapewni rewelacyjne zapachy, a także będzie stanowił przepyszny dodatek do upieczonych batatów.
  5. Tak przygotowane bataty włóż do piekarnika i piecz ok. 25-30 minut, do czasu aż zaczną się lekko brązowić i będą miękkie. Najlepiej przed wyjęciem spróbować jednej pomarańczowej frytki i ocenić, czy już są gotowe.
  6. Bataty upieczone z rozmarynem i w czosnkowym aromacie są tak pyszne, że szkoda zabijać ich smak np. intensywnym sosem czosnkowym. Ja najbardziej lubię maczać takie frytki po prostu w gęstej śmietanie lub jogurcie. Możesz też spróbować jako dipu użyć majonezu.

Moje gotowanie

– Mężu, co mam dziś gotować na obiad?

Pewnie w każdym domu pada takie oto pytanie, kiedy domownicy stołują się w domu, a nie gdzieś tam w mieście.

– Zjadłbym kotlety w sosie z ziemniakami i surówką, a więc taki polski obiad.

Tak więc wpadłam do kuchni, aby się zrealizować i oczywiście ugotować obiad dla nas dwojga.

Zmielone mięso, nawet nie wiem jaka była jego waga i tak na oko modziłam, a bardzo mi zależało, aby kotlety były soczyste w środku, a to znaczy, że nie wolno dodać za dużo jajek, bo się robią jak kamienie.

Miałam w lodówce pieczarki, które pokroiłam drobno i wrzuciłam na olej, by puściły swój grzybowy smaczek i tak samo podsmażyłam cebulę i dodałam niewiele bułki tartej.

Potem posoliłam, popieprzyłam, a po dokładnym wymieszaniu – siur na olej. 🙂

Kwestia sosu, to już indywidualna sprawa, bo może być pomidorowy, chrzanowy, albo grzybowy.

Muszę  się pochwalić, że wyszła pychota, a ja i Mąż lubimy od czasu do czasu zjeść trochę mięsa.

 

 

Dawno kuchni nie było na blogu :)

Dobry wieczór. 🙂

Dziś mnie coś natchnęło na ziemniaki, bo ja jestem typem – kochać ziemniaczki pod każdą postacią.

Nie, nie pochodzę z wielkopolski, czy nawet samego Poznania, gdzie pyrki ceni się wysoko. Ja po prostu się taka urodziłam – ziemniaczana baba.

Jedni mówią, że od ziemniaków się tyje, a inni to dementują, a ja zawsze miałam to w nosie, a więc ziemniaki ponad wszystko i w każdej postaci.

Zachciało mi się zapiekanki, a więc wpadłam do kuchni i lodówki, co tam jest, aby nie wybierać się po składniki do sklepu.

Ziemniaki były, ser też. W zamrażarce warzywa i oczywiście była cebula. Nie miałam tylko żadnej wędliny, a więc moja zapiekanka wyszła wegetariańska, ale Mężowi smakowała też.  Przyprawiłam ją ziołami, czosnkiem, solą i pieprzem i zalałam sosem pomidorowym i mówię Wam, że wyszło całkiem smacznie. To była taka spontaniczna akcja w kuchni i kombinowałam bez żadnego przepisu.

I tu mam prośbę. Jeśli robicie ziemniaczane zapiekanki, to podzielcie się swoim patentem na doskonałe danie ziemniaczane z naczynia żaroodpornego.

Będę wdzięczna. 🙂

Biznes na lepieniu pierogów :)

Dzień dobry 🙂

Dziś chcę coś fajnego polecić. Jeśli tylko będziecie odwiedzali Stargard – już nie szczeciński, to gorąco polecam byście odwiedzili „Pierogarnię Izdebkę”, która mieści się przy ul. Stefana Czarneckiego.

Kiedy tylko jesteśmy w tym mieście, to zahaczamy o to miejsce, aby pysznie i tanio zjeść.

Lokal jest niezbyt okazały, bo bardzo skromny, ale za to jakie jedzonko tam podają, to niebo w gębie.

Jest to nasza, polska, pyszna kuchnia, a więc pierogi pod każdą postacią, naleśniki, pyszne zupy i placki po zbójnicku.

Trzeba mieć jednak szczęście, by trafić na wolny stolik, bo przez pierogarnię przetacza się bardzo wiele ludzi o przekroju od małych dzieci z rodzicami, do osób starszych, którym nie opłaca się gotować tylko dla siebie.

Jedzenie nie jest odgrzewane, bo wszystko robione jest tego samego dnia, a więc od samego wejścia uderzają zapachy, które przyciągają, by w takich skromnych progach zjeść dobrze i treściwie.

Polecam gorąco i uważam, że biznes najlepszy można zrobić na naszej, polskiej, smacznej kuchni!

 

 

 

 

Pojechać gdzieś, by odreagować i się spotkać

Dobry wieczór. 🙂

Bywają takie dni, że chce się pobyć choć trochę razem. Chce się porozmawiać ze swoją rodziną i choć nie zawsze możemy być wszyscy razem, to pielęgnujemy spotkania w mniejszym gronie.

Dziś była taka chwila, bo pojechaliśmy na obiad do pobliskiej miejscowości, gdzie mamy sprawdzoną i ulubioną knajpkę z pysznym jedzeniem.

Okazji do spotkania jest w styczniu mnóstwo, bo imienny, bo rocznica, bo dzień babci i dziadka. a więc było co świętować.

Bardzo cieszę się na takie pobycie razem, bo  jest o czym rozmawiać i z czego się pośmiać.

Takich chwil nigdy za wiele, bo zostają w pamięci na zawsze.