Archiwa tagu: odchodzenie

Odchodzenie!

 

Znalezione obrazy dla zapytania umieranie

Nigdy w swoim życiu nie byłam blisko przy osobie umierającej.

Mam już dużo lat, ale los mi oszczędził bycia przy odchodzeniu widzianym na własne oczy.

Nigdy nie miałam babci i dziadka, gdyż wszyscy odeszli kiedy mnie jeszcze nie było na świecie.

Nigdy nie siedziałam na kolanach ukochanej babuni i nigdy nic dla mnie nie ugotowała, jak to się często czyta o tym, że babcie kochają karmić swoje wnuki.

Nigdy żaden z dziadków mnie nie wziął za rączkę – jak małego dzieciaka i nie zaprowadził na przykład do lasu, aby pokazać piękno tego lasu i nie zdążył mi pokazać jak trzeba zbierać grzyby, czy jak nazwać ptaki, albo drzewa.

Zawsze, całe życie zastanawiałam się dlaczego los mnie tak doświadczył, że nie poznałam swoch babć i dziadków, kiedy inne dzieci w szkole opowiadały o swoich.

Mój Ojciec umarł szybko i w szpitalu, a więc nie widziałam na własne oczy Jego odchodzenia.

Odszedł 20 lat temu i pamiętam go w trumnie, która była otwarta.

Pamiętam, że pierwszy raz w życiu pożegnałam nieboszczyka, który był taki zimny i sztywny.

Pierwszy raz zetknęłam się ze śmiercią i potem długo, długo było mi to oszczędzone.

Zawsze wiedziałam, że Mama kiedyś odejdzie, ale byłam szczęśliwa, że mimo wieku doskonale sobie radziła.

Wciąż miała dość dobry wzrok, świetną pamięć i wciąż wiele rzeczy robiła sama nie potrzebując pomocy z zewnątrz, co z czasem się zmieniało, ale mimo wieku można rzec, że była bardzo dzielna.

Dwa lata temu, dokładnie w listopadzie Mama zachorowała na raka wątroby i w ciągu tych dwóch lat chyba ze cztery razy myśleliśmy, że to koniec, ale to były takie przełomy i dzielnie wracała do rzeczywistości.

Leżąca i kompletnie od nas zależna jakoś się otrzepywała i wciąż wracała do nas.

Dziś nastąpił przełom na niekorzyść i chyba nam Mama umiera, bo Jej mózg prawie się wyłączył i przestała z nami się kontaktować.

Patrzyłam tak na Nią i wydaje mi się, że Ją tracimy, choć nikt nie wie ile taki stan może jeszcze potrwać, ale ja przygotowuję się do żałoby i moi bliscy także.

Zbliża się dzień Wszystkich Świętych i możemy w ten dzień utracić Mamę, ale Ona jest mimo wszystko bardzo mocna i może zrobić nam psikusa!

Wszycy zgłupieliśmy w tej Jej chorobie, bo na żadnym filmie nikt nie widział takiej woli życia mimo, że Mama od wielu miesięcy jest warzywem.

Na razie trzymam się dzielnie, bo Mama wciąż oddycha, ale boję się pogrzebu i czasu po tym, bo mogę się rozsypać na kawałki i długo będę się zbierała do kupy.

Ludzka psychika w takich momentach jest niezbadana i każdy z nas inaczej reaguje na odchodzenie Rodziców.

Ja siebie nie znam w tej materii, bo mnie temat śmierci oszczędzał.

Mój Mąż wyprowadza swoją Mamę – staruszkę na spacery, która choruje na serce i tak oboje i moja Rodzina osaczeni jesteśmy śmiercią, a prawda jest taka, że nadchodzi czas na nas – ludzi też już w kwiecie wieku seniora.

Reklamy

Odchodzenie!

Córka podesłała mi na Facebooku link do rewelacyjnej muzy, w której od pierwszego odsłuchania się zakochałam.

Współczesne piosenki mało, kiedy mnie porywają, a w tej słyszę z lat 60-tych Mirę Kubasińską i tamte rytmy zespołu Breakout .

Posłuchajcie i na chwilę się zatrzymajcie, bo piosenka w wykonaniu Barbary Wrońskiej ma świetne komentarze i oceny.

Znalezione obrazy dla zapytania matka chora i córka

A teraz napiszę o smutku:

Mija właśnie 15 miesięcy od diagnozy – rak wątroby u mojej Mamy.

Napiszę tak jak to czuję:

Miałam w życiu to szczęście, że nigdy nie towarzyszyłam nikomu w odchodzeniu i nigdy tego nie doświadczyłam i może dlatego nie do końca rozumiem jak się odchodzi z tego świata.

Moje babcie i dziadkowie odeszli zanim ja się urodziłam i nie było mi dane widzieć  jak opuszcza życie i świat osoba śmiertelnie chora.

Kiedy umarł mój Ojciec, to widziałam go tylko w trumnie i się z nim pożegnałam całują go w czoło i dotknęłam Jego ręki.

Jednak to nie to samo przeżycie, kiedy widzę leżącą Mamę, która może nas opuścić w każdej, niemal chwili.

Umierała chyba już ze cztery razy w ciągu tych miesięcy, ale wciąż z nami jest.

Mama ma straszną wolę życia i choć od kilku miesięcy leży, to się nie poddaje!

Potrafi się śmiać ze swojej choroby – dosłownie!

Nie ma żadnych łez i lamentów, że Jej życie dobiega końca, bo się z tym pięknie pogodziła.

W czasie choroby schudła bardzo dużo i jest słabiutka jak witka na wietrze, a mimo to nienawidzi pampersów i prosi, by Ją prowadzić do WC. Tak bardzo się pilnuje, aby opiekujący nie musieli – no wiecie co!

Nie pozwala się karmić, a więc podkładamy Jej poduchy i na tacy stawiamy jedzenie, a Ona się upiera, by wciąż w tej kwestii być wciąż samodzielną.

Parę dni temu wzięło Ją na wspomnienia jak to było w czasie II Wojny Światowej i nawet zaśpiewała mi łódzką, starą piosenkę o tym jak mordowano w Łodzi Żydów.

Opowiedziała o smalczownice, która wydawała ludzi Niemcom, a kiedy weszła Armia Czerwona, to ją zastrzelili gdzieś w polu.

Mama mimo znacznego ubytku słuchu czyta paski w wiadomościach i doskonale się orientuje, co dzieje się w Polsce i nad tym ubolewa.

Powiem szczerze, że tak godnego odchodzenia, to nie widziałam w najlepszych filmach. Jej postawa przed ostatecznością nadaje się na jakiś traktat o odchodzeniu, bo tak dumna w tym jest.

Gdybym miała przybliżyć Wam charakter mojej Mamy, która zawsze była radosna, to gdyby miała więcej sił, to by tak zatańczyła  jak ta starsza pani w tym clipie.

Uczę się od własnej Mamy jak się dumnie odchodzi z tego świata, choć wątpię by było mnie stać na to. Mam słabe serce i umrę szybciej od mojej Mamy, która serce ma jak dzwon!

 

Dlaczego w epoce kosmosu nie ma leku na raka?

Siedzę w swoim gnieździe i myślę!

Już minął rok od diagnozy u Mamy – rak wątroby i przerzuty, które się rozsiały z prędkością komety.

Boli tam i tu i jeszcze tam i choć medycyna zapewnia ponoć życie w raku bez bólu, to sobie z tym nie zawsze radzi!

Boli i Mama to pokornie znosi już ponad rok, a my jako rodzina nie jesteśmy w stanie nic więcej zrobić – kompletna bezradość, skoro lekarze sobie z tym bólem nie radzą!

Boże drogi – jaka Ona jest dzielna w tym bólu i jak się potrafi nie skarżyć, choć boli jak diabli.

Tak naprawdę pierwszy raz towarzyszę w odchodzeniu, bo życie mi tego oszczędziło, ale jakie to jest dumne odchodzenie.

Codziennie jestem u Mamy i widzę jak cierpi, ale chyba nigdy więcej nie zobaczę jak dzielne to jest odchodzenie.

Mama ma wciąż bardzo bystrą psychikę i potrafi w tych boleściach rozmawiać ze mną nawet o polityce.

Wciąż potrafi logicznie myśleć i orientować się w otaczającej Ją rzeczywistości, co mnie zadziwia wprost.

Jej ciało się powoli poddaje, ale rozum nie śpi i wciąż jest taki ludzki, taki normalny, taki rzeczowy.

Nie mogę się temu nadziwić  i ubolewam, że powoli odchodzić będzie moja Matka, która psychicznie nie potrafi pożegnać się z życiem, kiedy ciało kompletnie się poddało.

Mama nie zgodziła się na chemię ze względu na wiek i jakby przeczuwała, że ta chemia Ją szybko zabije i zdaje się, że miała rację.

Dany Jej był rok czasu życia w bólu, ale nie bez świadomości. Doskonale się orientuje w tym, co rak wyrabia w Jej organizmie, a mimo to wciąż się nie poddaje i jest tak dzielna w tej swojej chorobie.

Miliony ludzi na świecie choruje na tą straszną chorobę, a medycyna wciąż jest bezradna.

Podają ludziom chemię, która jednym pomoże, a drugich zabija i nie chce mi się wierzyć, że na to dziadostwo nie ma wciąż lekarstwa.

Ludzkość poleciała w kosmos. W kosmos są wysyłane rakiety, sputniki, łaziki, a także wynaleziono Internet, dzięki któremu ludzie w sekundę mogą się połączyć z innymi ludźmi w każdym zakątku świata, a leku na raka nie ma!

Może to jest taka zmowa milczenia, bo za tym idą wielkie pieniądze, czyli lobby – tego zwykły człowiek nie wie.

Owiane to jest wielką, medyczną tajemnicą i być może nigdy nie dowiemy się, czy wynaleziono lekarstwo, aby uzdrawiać beznadziejnie dotąd chorych?

Takie towarzyszenie w odchodzeniu jest bardzo wyczerpujące i sama wiem po sobie, że w tym czasie jestem wiecznie zdenerwowana, zatroskana i pełna strachu oraz niepokoju.

Wiem jedno, że bycie przy chorym obniża automatycznie imunologię i taki potencjalny opiekun też może zachorować, gdyż organizm jest obciążony i w pewnym momencie będzie w stanie odmówić posłuszeństwa.

W kampanii krzyczeli o darmowych lekach dla Seniora! Moja Mama nie ma nic darmo i żadnej opieki od Państwa też nie ma!

Za wszystko trzeba zapłacić, bo za leki i za materac p/odleżynowy oraz za pożyczone, specjalistyczne łóżko.

Nawet na pampersy nie ma zniżki!

Chory może liczyć tylko na rodzinę, bo jeśli przyjdzie pielęgniarka, to tylko aby dać zastrzyk, lub podłączyć kroplówkę!

Takie są realia w Polsce, że nawet za odchodzeniem idą wielkie, emeryckie pieniądze i kogo to obchodzi, że Mama płaciła podatki od 14 roku życia, bo tak poszła do pracy w fabrycznej Łodzi!

W tym roku nie mam sił szykować świąt i nic mnie nie cieszy – jestem na ciągłym czuwaniu!

https://www.youtube.com/watch?v=KNWyYmwiJ70

W Polsce zwierzęta odchodzą humanitarnie, a człowiek nie ma takiego prawa!

Lubię pisać sobie wieczorem na blogu, kiedy świat nagle zaczyna się wyciszać i robi się tak niespiesznie.

Nie oglądam żadnych tam „Tańców z Gwiazdami”. Nie oglądam ogłupiających seriali, ani idiotycznych, nowo powstałych typu „Rolnik szuka żony”.

Wieczór jest dla mnie i cudownie się wyciszam, a do głowy przychodzą przemyślenia.

Niestety, ale nie młodnieję i z tygodnia na tydzień staję się tylko starsza, a więc temat przemijania od czasu do czasu puka do mojej łepetyny i drąży.

Drąży tym bardziej, że jestem w żałobie po piesku, którego wczoraj pożegnaliśmy. Był z nami ponad dziesięć lat i uważam, że miała z nami szczęśliwe życie. Nie brakowało jej niczego i swoją miłością nam dziękowała.

Wczoraj patrzyła na mnie tymi pięknymi ślipiami i prosiła – pomóż mi wyzdrowieć, albo pomóż mi odejść! Nigdy nie zapomnę tego wzroku. Wycałowałam ją na pożegnanie, choć serce mówiło mi, że może dać jej jeszcze jeden dzień. Niestety, ale już medycyna się nad jej chorobą rozkraczyła.

Odeszła spokojnie, bo najpierw lekarz zapodał jej tzw. „głupiego Jasia”, a za chwilę docelowy i skuteczny zastrzyk. Zasnęła spokojnie i to już był koniec!

Tak sobie myślę, że w Polsce zwierzęta chore odchodzą bardziej humanitarnie od człowieka.

Człowieka się ratuje, podtrzymuje na siłę. Podłącza się respirator i pompuje lekarstwa, choć medycyna też już się w danej chorobie rozkraczyła.

Ileż jest próśb ludzi śmiertelnie chorych, ale o zdrowym umyśle, że wyrażają wolę odejścia, bo już nie chcą obciążać sobą rodziny?

Ileż jest świadomej woli, że życie im zbrzydło, bo nie chcą być przewijani,myci, karmieni przez ośrodki, czy rodzinę i duma im nie pozwala na to, że są wielkim ciężarem. Chcą odejść, ale nikt ich nie słucha i na siłę trzymają takich ludzi przy życiu – wbrew ich woli!

W Polsce bardziej humanitarnie odchodzą zwierzęta, a ludzi pragnących godnej śmierci tyranizuje się, bo polskie prawo nie przewiduje eutanazji.

Uważam, że to jest nieludzkie i tak sobie pomyślałam, że kiedy medycyna i nade mną się rozkraczy, bo mogę trafić do hospicjum, albo domu seniora, gdzie jakaś franca będzie mnie waliła po pysku, bo się załatwiłam do łóżka, to ja tak nie chcę!

Może tak być? Może, bo nie znamy jaka choroba rozłoży nas na łopatki i kto będzie się nami opiekował.

Może być tak, że będę bita, poniewierana przez bezduszne pielęgniarki, ale może być też tak, że to Dzieci mną się zajmą, ale do cholery – nie będę chciała zaprzątać ich sobą, a wówczas bym chciała odejść humanitarnie jak mój pies!

Ale póki żyję, to chciałabym Wam pokazać dom pogodnej starości w Japonii. Senior zmęczony życiem, będący na emeryturze, może tak tam wypoczywać. 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Samotność, to jest bardzo smutne słowo!

Do tego wpisu skłonił mnie telefon od mojej wiekowej Mamy.

– Halo Ela!

– Tak Mamo, to ja.

– A wiesz kto umarł w naszym mieście?

– Nie wiem Mamuś, bo ja omijam tablice z nekrologami i o tym wiesz.

I tu moja Mama wymienia mi trzy kobiety, które odeszły, gdyż chorowały na raka.

Kojarzę jedno nazwisko, a dwa powinnam pamiętać wg. mojej Mamy, ale nie kojarzę.

Mama się złości trochę, gdyż powinnam kojarzyć, a ja nie koduję i mówię Jej, że postaram się  skojarzyć.

Uspokajam Ją, ale pytam skąd o tym wie, skoro jest chora i nie wychodzi z domu. Okazuje się, że otrzymała telefon i ktoś Jej te wiadomości przekazał, bo w małych miasteczkach wszystko jest ciekawe i wszystko rozchodzi się lotem błyskawicy.

Rak – to jest ta choroba, która najczęściej zabiera ludzi bez względu na wiek na tamtą stronę.

Pomyślałam, że znowu ktoś kogoś zostawił i ktoś płacze po stracie. Pomyślałam sobie, że życie człowieka jest jedną, wielką zagadką i tak jest skonstruowane, że dziś jesteśmy, a jutro nas już nie ma.

Omijam tablice z nekrologami dlatego, że mam już tyle lat ile mam i zauważyłam, że nastała we mnie wielka zmiana, a jest nią moja pokora.

Moja pokora sprawia, że chcę być na koniec życia też dobrym człowiekiem. Człowiekiem, który nie rani i nie zadaje bólu innym. Stałam się cholernie wyrozumiała i wszelkie potknięcia innych ludzi tłumaczę sobie i jak najmniej ich osądzam. Wczoraj ktoś mocno w sieci mnie obraził – niesłusznie, bo miał taki kaprys, a więc odpowiedziałam tylko, że ja w sieci ludzi nie obrażam i życzyłam dobrej nocy. Otrzymałam za swoją postawę ponad 100 lajków. Poszłam spać spokojna i bez wyrzutów sumienia.

Moja psychofanka  z Krakowa ponownie zaczęła lżyć na mnie, a więc bardzo delikatnie napisałam do jej córki, by postarała się zatrzymać agresję swojej, niewątpliwie chorej matki i od trzech dni jest spokój. Myślę, że załatwiłam to dyplomatycznie, choć wiem, że nie na zawsze!

Wracając do odchodzenia, to moim marzeniem jest, by odejść szybciej od mojego Męża, a dlaczego?

Nie znoszę permanentnej samotności i wiem doskonale, że po ewentualnym odejściu Męża odejdę  wkrótce i ja.

Kocham tak mocno, że odejście Męża spowodowałoby, iż zeszło by ze mnie powietrze i nie szkodzi, że oboje zadaliśmy sobie wiele ran. Kochamy się jak wariaci, którzy na starość zdali sobie sprawę, że nie możemy bez siebie żyć. Wiem, że Mąż też boi się już starości i chorób, bo o tym rozmawiamy.

Moim marzeniem jednak jest, by odejść pierwszą, gdyż kompletne nie poradzę sobie z samotnością i nie dlatego, że słowo samotność jest tak bardzo smutne.

Jeszcze do niedawna w moim sercu był spory żal do Męża i o tym pisałam mejlowo z moją wielką znajomą wirtualną. Opisujemy swoją codzienność i to Ona otworzyła mi oczy, że powinnam wszelkie żale wymazać ze swojej świadomości, bo Mąż o mnie dba. Dzięki niemu codziennie budzę się zaopiekowana i jest między nami wciąż ogromna chemia i tu dziękuję Ci „A”, że otworzyłaś mi oczy. To dzięki Tobie inaczej patrzę na swój związek. Jesteś bardzo mądrą kobietą i życzę Ci szczęścia, choć sama w życiu przeszłaś przez piekło, z którego się podźwignęłaś.

Boję się odchodzenia, bo zaczynam coraz bardziej kochać życie. Choć nie zawsze tak było i tu apelują do zrezygnowanych i zawiedzionych, aby bez względu na koleje życia zawsze myśleli o sobie, że kiedyś zaświeci słońce i szkoda rezygnować z życia, bo perspektywa się zmienia – najbardziej na stare lata.

Dopiero teraz kocham swojego Męża bardziej, a może to On kocha mnie bardziej i naprawdę, że żal będzie się kiedyś rozstać, choć jest to nieuniknione, ale póki czas cieszymy się sobą, bo lepiej późno, niż wcale.

Martwię się jednym, że z pewnością nie doczekam ślubów moich Wnucząt, gdyż moje Córki późno rodziły, ale napiszę, że strasznie Was wszystkich kocham i życzę tylko szczęścia w  życiu! Babcia Ela i Dziadek Leszek.

Samotność zdąży nas zawsze dopaść i tu wklejam bardzo mądry artykuł – ku przemyśleniu.

Nagle zostałam sama – w tym dosłownym sensie

Nauczmy się akceptować samotność. Ona prędzej czy później nas znajdzie i żadna praca nas od niej nie uratuje
Siedzę w kawiarni. Piję kawę. Sama. Zastanawiam się, czemu wszyscy dookoła tak bardzo pragną z kimś być. Boją się bycia w pojedynkę czy może boją się samotności? Bo to dwie różne rzeczy. Tak mi się wydaje. Bycie samemu nie oznacza, że jesteśmy samotni. Tylko czy potrafimy zaakceptować ten stan?Gdy zostajemy sami (bo tak ułożył się nasz los, bo coś zepsuliśmy albo ktoś nas zawiódł), wielu z nas stara się robić wszystko, by o tym nie myśleć. Uciekamy do pracy, do ćwiczeń, do wszelakich zajęć, tylko żeby nasze myśli nie krążyły wśród dręczącego tematu. Jednak przychodzi chwila, w której musimy się zatrzymać, i nagle pojawia się moment ciszy przerywanej tylko naszymi myślami. I co wtedy? No właśnie, i co wtedy? To czas na zdanie sobie sprawy, że nie uciekniemy przed sobą, przed swoimi myślami – prędzej czy później będziemy musieli się z nimi skonfrontować.Na pewno przynajmniej raz spotkała was taka sytuacja. Mnie też. A co jeśli po prostu usiąść/położyć się i nic nie robić? I tylko myśleć? O sobie, o sytuacji, o tym, jacy jesteśmy i jacy chcielibyśmy być…Wyjeżdżając samotnie za granicę, nie spodziewałam się, jak bardzo to wpłynie na moje życie i postrzeganie otaczającej rzeczywistości. Nagle zostałam sama – w tym dosłownym sensie. Po raz pierwszy w życiu musiałam zmierzyć się z tym rodzajem samotności, gdzie byłam swoim jedynym rozmówcą.Moje życie wywróciło się całe do góry nogami: popełniłam błędy, które chciałabym dziś naprawić, poznałam ludzi, którzy otworzyli mi oczy, i poznałam siebie – jak nigdy dotąd.Tu znajdziesz wszystkie listy emigrantek z akcji „Polki bez granic”Bycie samemu może dać nam więcej, niż potrafimy sobie wyobrazić. Kto lepiej zrozumie ciebie, jeśli nie ty sam? A jeśli nie potrafisz wytrzymać ze sobą, to jak mają to zrobić inni?Może więc warto odłożyć pracę na bok i przez chwilę po prostu nie robić nic? Sprawdzić, czy podoba mi się to, co mam w środku.Bycie samemu nie oznacza, że jesteśmy samotni i na odwrót. Jednak obu rzeczy musimy się nauczyć lub po prostu zaakceptować. To nie jest takie straszne. Jasne, ja też chciałabym mieć kogoś. Byłoby zawsze raźniej, prawda? A jednak czasem losy toczą się tak, że nie mamy tego, co byśmy chcieli. Nauczmy się akceptować samotność. Ona prędzej czy później nas znajdzie i żadna praca nad od niej nie uratuje.

Już nigdy nic nie powie i nie napisze! :(

 

 

 

Złote myśli Mari Czubaszek

Złote myśli Marii Czubaszek. .. „Niepalący też żyją tylko do śmierci”.
„Młodość musi się wyszumieć, a starość wypalić”.
„Każda kobieta powinna w pewnym wieku ustalić ile ma lat i już się tego trzymać”.
„Jestem w rozwojowym okresie późnej dojrzałości”.
„Zero ruchu. Przez sport do kalectwa”.
„Lepiej być młodym niż starym, ale lepiej być starym niż martwym”.
„Wszyscy myślą, że jestem optymistką, a to nie prawda. Ja jestem pesymistką, ale pogodną”.
„Niektórzy pytają, dlaczego czasem tracę płynność finansową. Trudno jej nie tracić, gdy ma się męża jazzmana. Karolak ma co prawda emeryturę artystyczną – 719 złotych. To masa pieniędzy, ale w ludziach jest tyle pazerności… że czasem dorabia koncertami”.
„Co ja z tym zdrowiem zrobię, przecież do grobu go nie wezmę”.
„Natchnienie to miał Mickiewicz. Do takich głupot jak ja piszę, nie potrzeba natchnienia. Ja muszę mieć motywację. Dla mnie to są zawsze trzy niezapłacone rachunki”.
Podczas jednego ze spotkań, 5-letnia dziewczynka zapytała Marię Czubaszek czy ta także była kiedyś młoda.
– Dawno, dawno temu, w co trudno, uwierzyć byłam młoda, ale świadków już nie ma, bo wszyscy umarli – odpowiedziała Czubaszek.
– A czy była Pani ładna ? – zapytała dziewczynka
– Młoda rzeczywiście byłam, ale urodę zawsze miałam nienachlaną – odpowiedziała Czubaszek.

 

Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, kiedy umrzesz – Julian Tuwim

Dziś w święto Babci odszedł od nas Bogusław Kaczyński w wieku 74 lat. Walczył długo ze swoją niemocą i dzisiaj przegrał heroiczną walkę.

„Bogusław Kaczyński miał wiele programów telewizyjnych, głównie w TVP. Zwykle odpowiadał za prowadzenie najważniejszych wydarzeń muzyki klasycznej w naszym kraju, takie jak Konkurs Chopinowski, Konkurs im. Henryka Wieniawskiego, koncerty Pavarottiego, czy Placido Domingo.

Podnosi się także jego zasługi jeśli chodzi o popularyzację opery i operetki. Był ponadto dziennikarzem i publicystą. Często jego rolę, jeśli chodzi o muzykę klasyczną, porównuje się do tej, jaką odegrał Jerzy Waldorff.”

http://natemat.pl/168991,boguslaw-kaczynski-nie-zyje-zmarl-w-wyniku-doznanego-udaru

Ludzie piszą w sieci, że zmarł człowiek, którego będzie bardzo trudno kimś innym zastąpić, gdyż był profesjonalistą w swojej profesji. Myślę dokładnie tak samo, bo Pana Bogusława słuchało się z rozdziawioną buzią, gdyż potrafił cudownie opowiadać i niezmiernie ciekawie. Miał w sobie po prostu ten rzadko spotykany dar. Niechaj Mistrz spoczywa w spokoju i chóry anielskie niech mu tam grają wszystko, co tak bardzo uwielbiał.

Panie Bogusławie, będzie nudo tu na ziemi – bez Pana. 😦

Małe miasteczko.

Przed tablicą z klepsydrami stoją trzy Panie i wczytują się kto odszedł z miejskiej społeczności.

Jedna zauważa, że odszedł Pan Antoni i głośno to skomentowała, jakby nikt miał jej nie słyszeć.

– Wreszcie kosa zabrała tego skurwiela.

– Co pani mówi. O zmarłych źle się nie mówi – zauważyła inna kobieta.

– Z pewnością nie pójdę na pogrzeb tego dziada, choć doskonale go znałam i całą jego rodzinę.

– Tak, a co paniusiu masz do niego i tu padły pytania ze strony kobiet, które zaciekawione ciągnęły temat.

– No jakże mam szanować tego chu..ja, który szpiclował w pracy wszystkich i donosił na wszystkich, bo to zły człowiek był.

– Doniósł na mojego męża, że niby kradł paliwo i choć sąd mego męża oczyścił, to zepsuł mu zdrowie i mąż po zawale nie może się pozbierać. – Taki to był cwaniak i nie żal mi go!

– On żył tylko po to, by komuś zrobić przykrość i wymyślał swoje teorie na swoich kumpli, bo taki donosiciel z niego był.

– Wszędzie miał wtyki, a i nie jednego kolegę zniszczył. – Lubił wypić, a jak wypił to bestia z niego wychodziła i zniszczył niejedną rodzinę, bo kogoś wywali z pracy.

– Ciekawe ile osób przyjdzie na jego pogrzeb, prócz rodziny?

Niestety, ale kobieta miała rację, bo na pogrzebie była tylko najbliższa rodzina i jedynie delegacja z byłej pracy. Wszyscy kumple od kieliszka nie przyszli, bo znali go z tego, że kapował.

I tak sobie myślę, że ludzie po śmierci oceniają człowieka i to, jakim człowiekiem był, bo ludzie nie zapominają.

Ile czytam w sieci wypowiedzi bardzo złych ludzi. Ile szamba po sobie zostawiają, bo myślą, że są anonimowi, ale nie zdają sobie sprawy z tego, że Internet nie zapomina i wszystkie kalumnie jakie zostawili w sieci, zostaną w niej na zawsze. Uważam to za naganne i uważam, że trzeba mieć nie po kolei w głowie, aby potomnym zostawić po sobie taki syf.

Niech Prezes Kaczyński sobie żyje jak najdłużej, bo wszak nikomu śmierci się nie życzy. Nawet największemu wrogowi i sądzę, że nikt go w razie śmierci dobrze wspominać nie będzie i wielu odetchnie, bo Prezes psuje codziennie naszą Polskę.

Kiedy Prezes odejdzie, to wielu odetchnie i po jego odejściu mądremu nudno nie będzie.

Jeśli przeżyję Jarosława Kaczyńskiego, co może się zdarzyć, choć nie musi, to nie uronię ani jednej łzy, bo moim Wnukom robi piekło w Polsce. Zapłakałam po innym Kaczyńskim – Bogusławie!

To tyle moich rozważań na temat tego, jak żyjemy i jak nas ocenią po śmierci.

David Bowie pożegnał się z światem

Takie jest życie właśnie, że każdego dnia niesie wielkie niespodzianki i są one miłe, albo wręcz bardzo smutne.

David Bowie grał, tworzył, komponował przez całe swoje życie. I choć lubię tylko kilka piosenek z jego repertuaru, bo nie jestem fanką takiej muzyki i nigdy nie byłam, to jego ostatni teledysk wbija w ziemię.

Kilka dni temu wydał swoją ostatnią, pożegnalną płytę i cały świat zwariował z radości. Nakręcił ostatni teledysk i cały świat się zafascynował, ale nikt nie zgadł, bo nawet najwięksi muzyczni znawcy, że tą płytą i tym teledyskiem pożegnał się świadomie ze światem.

Wiedział, że ma mało czasu i dlatego postanowił na zakończenie pokazać światu, że jest gotowy na odejście.

Miał zaledwie 69 lat, ale ludzie nie są wolni od chorób. Ktoś to źle zaplanował. Niech spoczywa w spokoju.

Wniosek z tego taki, że wielcy tego świata mają środki wyrazu, by się pożegnać, a mali umierają w cichości. Taka moja refleksyjna myśl.

David Bowie – Lazarus

Spójrz tutaj, jestem w niebie
Noszę blizny których nie zobaczysz
Przeżywam tragedię, nikt mi jej nie odbierze
Wszyscy mnie teraz znają
Spójrz tutaj, jestem w niebezpieczeństwie
Nie mam już nic do stracenia
Jestem tak wysoko, że kręci mi się od tego w głowie
Upuściłem telefon, który poleciał w dół
Jakbym to nie był ja
Zanim dotarłem do Nowego Jorku
Żyłem jak król
Potem wydałem wszystkie pieniądze
Rozglądałem się za twoim tyłkiem
Po mojemu, albo wcale
Wiesz dobrze, że będę wolny
Dokładnie jak ten drozd
Zupełnie jakbym to nie był ja
Oh będę wolny
Dokładnie jak ten drozd
Oh będę wolny
Jakbym to nie był ja

 

Przychodzimy, odchodzimy leciuteńko na paluszkach

Młodzi ludzie poznali się i w sobie zakochali.

Ona zawsze z nim pod rączkę, a on dumnie z nią kroczył.

Ona malutka, a On wysoki, taka dziwna para.

Urodziły się im dzieci, córka i syn.

Obchodzili swoje dziesięciolecie małżeństwa, ale lata leciały.

Dzieci odeszły z czasem z domu i było im razem cudownie.

Nikt nie słyszał, aby się kłócili.

Zawsze razem po zakupy.

Ona malutka, a On wysoki.

Taka dziwna para.

Na balkonie zawsze były latem pelargonie różnokolorowe.

Ona lubiła kwiaty, a On je często podlewał.

Obchodzili swoje 50 lecie małżeństwa i przyjechały dzieci i wnuki.

Był uroczysty obiad i wszyscy im życzyli zdrowia i szczęścia.

Po koniec jesieni – w październiku ona cichutko odeszła.

Nikt nie wiedział, że odeszła.

On ściągnął skrzynki z kwiatami z balkonu, bo szyły mrozy.

Sam, o lasce już chodził po zakupy.

W domu wydarzyła się katastrofa, bo z uszkodzonego kaloryfera polała się woda

i nie wiadomo, czy to go przeraziło, czy los tak chciał.

Nie minęło 30 dni i dołączył do swojej żony.

Zdążył zdjąć pelargonie, ale kto się nimi teraz zajmie?

Już nie mam znajomych sąsiadów za ścianą!

Eutanazja – straszne słowo!

Belgia. Starsza pani po 80-tce w Domu Spokojnej Starości. Jeszcze normalnie myśląca, choć poruszająca się z trudem o balkoniku postanowiła, że chce umrzeć, bo w środku czuje się wypalona i zmęczona życiem. Pragnie z całych sił dołączyć do swojej córki, która odeszła przed nią, a więc zgłasza swoją chęć do eutanazji.

Po jakiś konsultacjach lekarskich i psychologicznych zostaje zatwierdzona do ostateczności.

Wstaje rano, je ostatnie śniadanie i dokładnie wie, o której zostanie jej podane lekarstwo i za pięć minut będzie już po wszystkim.

Ma kilka chwil, by pożegnać się ze współmieszkańcami, choć nie wszyscy podzielają jej decyzję i nawet się na nią obrazili w potępieniu według ich, tej egoistycznej decyzji. Niechętnie się z nią żegnają więc.

Przychodzi określony czas i lekarz w jej pokoju chwilę jeszcze z nią rozmawia i ostatni raz pyta, czy jest to nieodwołalna decyzja. Kiedy słyszy, że staruszka zdania nie zmienia, wlewa do szklaneczki żółtą miksturę i poleca, aby wypiła to powolutku, nie jednym haustem i oznajmia, że starsza pani wpadnie za chwilkę w głęboki sen i odejdzie.

Za pięć minut lekarz bada puls, bicie serca i stwierdza zgon. Jest po wszystkim – bez bólu i tylko jedna osoba jej towarzyszy w odchodzeniu.

Eutanazja na życzenie i wczorajszy dokument w TVN24 zamiast „Szkła Kontaktowego”, które w „Zaduszki” nie nadaje.

Obejrzałam ten dokument bardzo spokojnie, bo przecież już nie jestem młódką, a w życiu może każdego z nas dopaść taki stan, że nie będzie chciało się ciągnąć dalej tego balu.

Na ekranie telewizora bez żadnych ogródek pokazano jak łatwo skrócić sobie życie w dzisiejszych czasach, choć nie w Polsce i długo, długo nie w Polsce.

Żyjemy w kraju, w którym nic nie jest uregulowane, bo ani in vitro, ani prawo do aborcji i inne światopoglądowe sprawy są nie załatwione raz na zawsze. Polska, to kraj katolicki, a więc słowa eutanazja w polskich mediach się nie wypowiada.

Czytałam niedawno, że Maria Czubaszek, która mówi o kontrowersjach stwierdziła, że rozmawiała z lekarzem, który ją poinstruował jaki lek i w jakiej ilości należy wziąć, aby skutecznie rozstać się ze światem,

Nie wiem, co to za lekarz, który bez ogródek podał receptę na bezpieczne odchodzenie, co w Polsce nazywa się samobójstwem, tak bardzo w katolickim kraju potępianym. Skąd w końcu wziąć taką dawkę i co?

W naszych realiach kiedy zachorujemy na raka, podaje się choremu wielkie ilości chemii, środków przeciwbólowych i podłącza się chorego na siłę do różnych rurek i urządzeń, aby jak najdłużej chorego utrzymać przy życiu.

Nie wiem, co jest lepsze! Nie mogę przestać myśleć na ten, jakże trudny temat po wczorajszym dokumencie. Czy człowiek nie ma prawa decydować o sobie i o tym, kiedy chce odejść z tego świata?

Takie usługi są dostępne gdzieś tam w świecie, ale nie u nas! 

Poza Szwajcarią, Holandią, Belgią i Luksemburgiem śmiertelnie chorzy pacjenci muszą cierpieć do końca. Przyspieszenie śmierci to nowa usługa cywilizacji XXI wieku. Bardzo pożądana, choć trudno dostępna.

No i jest jeszcze jeden aspekt tego jakże kontrowersyjnego odchodzenia, bo nazywa się, to usługą, a jak wiadomo, za usługę trzeba zapłacić, a nie są to małe pieniądze. Niemniej jest coraz więcej chętnych na wykonanie takiej usługi, bo nie tylko śmiertelnie chorzy na raka o nią proszą, ale także ludzie młodzie cierpiący nawet na depresję, którzy nie widzą przed sobą żadnego sensu życia. Jest to wielka pułapka, gdyż można źle ocenić sytuację i z powodu zwykłego focha na życie, wysłać kogoś na tamten świat!

Temat trudny i temat emocjonalny, ale uważam, że mądre przepisy dotyczące odchodzenia z godnością mogłyby ulżyć w cierpieniu i wielkim bólu nie do zniesienia.

Myślę, że się nie doczekam na regulację eutanazji w Polsce i może też będę kiedyś warzywem, którego rurki i aparatura trzymać będzie przy życiu, a chciałabym mieć jednak wybór i czas na pożegnanie swoich bliskich.

Ja wiem, że piszę na trudny temat i wiem, że ocena tematu zależy od punktu siedzenia i jeśli na razie nie boli, to będziemy się wzdrygać i oburzać.

Osobiście znam siebie i  jestem cholernie nie odporna na ból i okropnie bólu się boję!