Archiwa tagu: opinia

Jak nas widz膮 i czytaj膮!

„Jak偶e si臋 ciesz臋, 偶e 偶yj臋 na 艣wiecie, w kt贸rym istnieje pa藕dziernik!

Jakie偶 to by艂oby okropne, gdyby natychmiast po wrze艣niu nast臋powa艂 listopad!”

Lucy Maud Montgomery,聽Ania z Zielonego Wzg贸rza

Uwielbiam pa藕dziernik, gdy偶 w tym w艂a艣nie miesi膮cu ro艣linno艣膰 pokazuje swoje, cudne kolory i barwy.

Listopad chyba dla wszystkich jest do艂uj膮cy, bo kojarzy si臋 ze 艣wi臋tem zmar艂ych, pluch膮 i gnij膮cymi li艣膰mi, kt贸re ju偶 masowo spadaj膮 na groby.

Mo偶e nie jest to regu艂膮, gdy偶 listopady mog膮 te偶 by膰 pi臋kne i nostalgiczne.

Grudzie艅 za艣 kojarzy mi si臋 z po艣piechem ze wzgl臋du na zbli偶aj膮ce si臋 艢wi臋to Bo偶ego Narodzenia i my Polki wpadamy w amok domowego sprz膮tania, zakup贸w, pitraszenia – nie lubi臋 tego stanu.

Niestety, ale ju偶 o godzinie 19 w Polsce robi si臋 ciemno, a wi臋c zapalam w oknie swoj膮 lampk臋, by pok贸j m贸j uton膮艂 w spokojnym o艣wietleniu i tak lubi臋, bo przy takim 艣wietle pisz臋 bloga.

Tak o艣wietlone okno wygl膮da bardzo tajemniczo i z zewn膮trz.

Teraz jednak zmierzam do meritum:

Wczoraj wieczorem na mojej Osi Czasu napisa艂am, 偶e wkurza mnie nawet tembr g艂osu polityk贸w z PiS, bo mnie wkurza!

Nie mog臋 na spokojnie s艂ucha膰 An偶eja, kt贸ry modeluje sztucznie swoje wyst膮pienia, a tak偶e dra偶ni mnie g艂os Pinokia, kt贸ry m贸wi jednostajnie, bez charyzmy przez zapchany nos – notorycznie k艂ami膮c.

Jednak to jest moje wra偶enie, 偶e Kaczy艅ski brzmi dla mnie jak zachrypni臋ta 偶aba, kt贸ra skrzeczy!

Wsta艂am dzisiaj o godzinie 10 – zrobi艂am sobie kaw臋 i w艂膮czy艂am komputer, a na mojej stronie przeczyta艂am jak mnie oceni艂a znajoma z FB, kt贸ra mnie po przeczytaniu jej wpisu dokumentnie obudzi艂a, bo przeczyta艂am:,

  • Elu, to si臋 nazywa obsesja i jest niebezpieczne! Ca艂y dzie艅 sp臋dzasz przed telewizorem i po艂ykasz ka偶de s艂owo, co odbija si臋 w twoich postach. Wyrzu膰 telewizor, b臋dziesz zdrowsza. Id啪 z m臋偶em na spacer…

Odpisa艂am jeszcze na 艣pi膮co.

  • Mam 偶y膰 w nie艣wiadomo艣ci? Ja musz臋 wiedzie膰!

Otrzyma艂am wyk艂ad wi臋c:

  • Wiedzie膰, a 偶y膰 tylko tym co m贸wi膮, to du偶a r贸偶nica. Rozbiera膰 ka偶de s艂owo na cz臋艣ci pierwsze, podnieca膰 si臋 i wr臋cz szale膰, to ju偶 choroba. Martwi臋 si臋 o Ciebie, bo jeste艣 dobr膮 i empatyczn膮 osob膮. Doskonale wiesz, 偶e nie mamy na to wp艂ywu. Nic nie zrobimy, a rodacy s膮 zadowoleni. Wi臋c mam to gdzie艣, 偶yj臋 tu i teraz i niewiele mi czasu zosta艂o. Nadal jestem patriotk膮, wy膰 mi si臋 chce, kiedy patrz臋 na zniszczenia i pod艂o艣膰, dlatego unikam, nie ogl膮dam, 偶adnych przekaz贸w. Ludzie szalej膮 na FB i jak wida膰 ta WALKA im wystarcza. Nawet postrach pisior贸w Tusk, nie wie jak to ugry藕膰. A tak si臋 cieszy艂a艣 i twierdzi艂a艣, 偶e zaraz po jego powrocie, b臋dzie dobrze! Utopia…

Ju偶 przebudzona opowiedzia艂am:

  • Nigdy nie napisa艂am, 偶e powr贸t Tuska b臋dzie ratunkiem dla Polski – nigdy! Mam si臋聽艣wietnie聽psychicznie i nie pos膮dzaj mnie o jak膮艣 chorob臋, gdy偶 je艣li co艣 pisz臋, to tylko z oburzenia, 偶e tak mo偶na rz膮dzi膰 Polsk膮. Jest we mnie sprzeciw i nie wychodz臋 na ulic臋 jak babcia Kasia i nikt mnie po chodniku nie czo艂ga, bo to babcia Kasia jest zaburzona. Ja tylko jestem obserwatork膮 i nie sp臋dzam ca艂ego dnia z polityk膮. Mam swoje programy, kt贸re ogl膮dam, a tak偶e zbieram materia艂y na bloga. Ju偶 mi nie raz zarzuca艂a艣, 偶e si臋 podniecam polityk膮, ale i Ty tu jeste艣 i z pewno艣ci膮 czytasz rewelacje polityczne.

Doda艂am jeszcze:

Nasta艂a cisza i wiecie co?

Nigdy, ale to nigdy nie zwr贸ci艂am na FB nikomu uwagi, 偶e powinien i艣膰 na spacer, albo powinien wyrzuci膰 telewizor, bo grozi mu szale艅stwo i ob艂臋d.

Ludzie maj膮 prawo do wyra偶ania w艂asnych pogl膮d贸w i je艣li robi膮 je w spos贸b kulturalny, to mnie to absolutnie nie przeszkadza.

Jednak chyba ludzie s膮 r贸偶ni, ale ja i tak b臋d臋 wierzy艂a w cz艂owieka, ale nigdy w pisiora, cho膰 mi si臋 oberwa艂o.

Kontrowersyjne 偶ycie Wis艂ockiej

Na ekrany kin wszed艂 film „Sztuka kochania” na postawie ksi膮偶ki Michaliny Wis艂ockiej.聽

Nie widzia艂am jeszcze tego filmu, ale przygotowuj臋 si臋 do jego obejrzenia.

Przeczyta艂am wywiad z C贸rk膮 Wis艂ockiej i troch臋 mnie zmrozi艂o.

Tak si臋 w moim 偶yciu potoczy艂o, 偶e w m艂odo艣ci tej ksi膮偶ki nie czyta艂am, a mo偶e i dobrze, bo z tego wywiadu wynika, 偶e ta kobieta 偶y艂a tylko dla siebie i jej post臋powanie mi si臋 na podstawie tego wywiadu nie podoba.

Jestem tradycjonalistk膮 i kiedy czytam, 偶e dwie kobiety 偶y艂y pod jednym dachem z jednym m臋偶czyzn膮, kt贸ry sypia艂 z nimi dwiema, a po domu biega艂y dzieci, to zdumiewa.

Zdumiewa, 偶e w tamtych, puryta艅skich czasach 偶y艂o si臋 rozwi膮藕le i dla mnie bardzo nieetycznie.

Nie wiem, mo偶e si臋 myl臋 i oceniam za ostro, ale z wywiadu wynika te偶, 偶e Wis艂ocka zaniedbywa艂a swoj膮 C贸rk臋 i ma szcz臋艣cie, 偶e m膮dra C贸rka nie wystawi艂a jej fatalnej 聽laurki i w ci膮gu swojego 偶ycia wiele jej wybaczy艂a.

Kto ma ochot臋, to niech przebrnie przez ten, do艣膰 d艂ugi wywiad.

Film obejrz臋, 聽by wyrobi膰 sobie, swoje, obiektywne zdanie.

Mama mia艂a jakby rozdwojenie ja藕ni. Jedna Michalina Wis艂ocka to by艂 cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 do celu po trupach. A druga by艂a s艂ab膮, kochaj膮c膮 kobietk膮, kt贸r膮 艂atwo zrani膰. T臋 pierwsz膮 zna艂am ja, rodzina, znajomi. A t臋 drug膮 znali tylko jej m臋偶czy藕ni. Rozmowa z Krystyn膮 Bielewicz

Jakie jest pani pierwsze wspomnienie z dzieci艅stwa?

W og贸le nie pami臋tam z dzieci艅stwa dobrych rzeczy, mam pojedyncze wspomnienia i najcz臋艣ciej bardzo przykre, pami臋tam sytuacje, kt贸re mnie w jaki艣 spos贸b r膮bn臋艂y. Mia艂am mo偶e pi臋膰 lat, mieszkali艣my w dw贸ch pokojach w mieszkaniu s艂u偶bowym na Wawelskiej. W wi臋kszym mieszka艂a moja mama z tat膮, ze mn膮 i moim bratem bli藕niakiem Krzysiem. Drugi pok贸j zajmowa艂a Wanda. Do jej pokoju nikt opr贸cz Krzysia nie m贸g艂 wchodzi膰. Wi臋c oni si臋 tam bawili, a ja si臋 nudzi艂am. Otwiera艂am szaf臋, ubiera艂am si臋 w buty i sukienki mamy, przegl膮da艂am w lustrze i wydawa艂o mi si臋, 偶e jestem ksi臋偶niczk膮. A Wanda wylatywa艂a z pokoju, krzycz膮c: „Znowu narobi艂a艣 ba艂aganu!”. I kaza艂a mi sprz膮ta膰.

Gdzie byli w tym czasie mama i tata?

Mama studiowa艂a medycyn臋, szuka艂a swojej drogi naukowej, mentora, kt贸ry si臋 ni膮 zajmie i przy kt贸rym dokona wielkiego naukowego odkrycia. Marzy艂a, 偶e b臋dzie drug膮 Mari膮 Sk艂odowsk膮-Curie. Rzadko bywa艂a w domu, ucieka艂a od domowych obowi膮zk贸w. Pami臋tam mam臋 punktami, najcz臋艣ciej by艂a w domu w weekendy i 艣wi臋ta, uczy艂a nas robi膰 zabawki na choink臋 z wydmuszek i papieru kolorowego.

Ojca te偶 nigdy nie by艂o, by艂 biologiem, ca艂ymi dniami pracowa艂 w Instytucie Pasteura. Mia艂 laboratorium ze zwierz膮tkami, robi艂 do艣wiadczenia. By艂y tam 艣winki morskie i kr贸liki, wi臋c czasem tam chodzi艂am. Pami臋tam, 偶e ojciec zawsze by艂 z jak膮艣 pani膮. Te panie si臋 do niego tuli艂y, a dla mnie by艂y s艂odkie i kochane. Przez serce dziecka chcia艂y dotrze膰 do serca taty. M贸j ojciec podrywa艂 wszystko, co si臋 rusza. Wszystkie kobiety musia艂y by膰 jego. By艂 bardzo przystojnym m臋偶czyzn膮, wysokim, mia艂 nordyck膮 urod臋, prosty nos, szare, du偶e oczy. Baby za nim szala艂y. By艂 te偶 bardzo dowcipny, m膮dry i oczytany. Wci膮偶 tworzy艂 jakie艣 wierszyki, wymy艣la艂 nam imiona – ja by艂am Ciartka Niedorajdka, m贸j brat Ciuciu艣, bo by艂 taki ciu-ciu-ciu s艂odki. 艁epek ca艂y w z艂otych loczkach, niebieskie oczki, prosty nosek. A ja by艂am brzydka, wszyscy tak m贸wili. Podobno ojciec, kiedy mnie pierwszy raz zobaczy艂, powiedzia艂: „Skrzy偶owanie starego 呕yda z ma艂p膮”.

Wanda w tym czasie sprz膮ta艂a, gotowa艂a i zajmowa艂a si臋 wami. Lubi艂a j膮 pani?

Kocha艂am j膮! Tylko tak膮 nieodwzajemnion膮 mi艂o艣ci膮. Ci膮gle zabiega艂am o jej wzgl臋dy, zupe艂nie bezskutecznie. Nawet kiedy ju偶 by艂am doros艂a, kiedy zdawa艂am na studia. Powiedzia艂a: „Jeste艣 debilk膮 i si臋 nigdzie nie dostaniesz”. Po pierwszym roku pojecha艂am do niej, 偶eby pokaza膰 jej dyplom dla najlepszej studentki na roku, a ona na to: „Id藕 ju偶, bo nie mam czasu”. Zawsze mi 藕le 偶yczy艂a, przez ca艂e 偶ycie.

Dlaczego?

Teraz, jak to roztrz膮sam, to wydaje mi si臋, 偶e by艂a zazdrosna o uczucia, kt贸re moja mama i ojciec po艣wi臋cali mnie. Wszystko mia艂o by膰 dla niej i dla Krzysia, kt贸ry by艂 taki 艣liczny i m膮dry. A ja mia艂am zesp贸艂 Aspergera, zreszt膮 tak samo jak moja c贸rka i wnuczka, a wcze艣niej tak偶e moja mama, chocia偶 wtedy jeszcze nie by艂 diagnozowany. W tym zespole typowe s膮 potworne problemy w szkole podstawowej. Zanim taki osobnik dojrzeje, to si臋 zachowuje jak przyg艂up. I dlatego Wanda ocenia艂a mnie jako kompletn膮 idiotk臋. Nie potrafi艂am si臋 nauczy膰 literek, a Krzysio ju偶 czyta艂 i liczy艂.

Dzieci z zespo艂em Aspergera nie s膮 akceptowane przez r贸wie艣nik贸w. Dlatego je偶eli takiemu dziecku si臋 trafi przyjaci贸艂ka, to jest cud i ono bardzo t臋 przyja藕艅 ceni. Moja matka mia艂a w podstaw贸wce jedn膮 jedyn膮 przyjaci贸艂k臋 – Wand臋. Kocha艂a j膮 jak siostr臋. Musia艂a zawsze by膰 ko艂o niej, jak jej nie by艂o, to si臋 藕le czu艂a. A ojciec by艂 bardzo zaborczy, chcia艂 mie膰 mam臋 tylko dla siebie i mie膰 na ni膮 ca艂kowity wp艂yw.

Zakocha艂a si臋 w nim, kiedy mia艂a 12 lat, szalenie jej imponowa艂. Od dzieci艅stwa marzy艂a, 偶e b臋dzie wielkim naukowcem, a on by艂 taki m膮dry! Wzi臋li 艣lub we wrze艣niu 1939 roku, pod bombami nieomal, mia艂a 18 lat. Tylko 偶e po 艣lubie by艂a strasznie samotna, bo Wis艂ocki wszystkich od niej odsuwa艂.

By艂 egocentrykiem.

Potwornym. To by艂 szalenie zimny cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 tylko do swojej przyjemno艣ci. Tak go wychowa艂a matka. By艂 jedynakiem, najwa偶niejszym, cudownym. Takie wychowanie jedynak贸w jest zgubne, ci ludzie potem nie s膮 w stanie zak艂ada膰 rodzin.

A moja mama – tak samo jak ja – jak kocha, to ca艂ym sercem, i ludzi, kt贸rych kocha, lubi mie膰 jak najbli偶ej ko艂o siebie. I dlatego moja rodzina zawsze trzyma si臋 razem. Jak z m臋偶em jedziemy na wakacje i wynajmujemy 艂贸d藕, to zaraz rodzina i znajomi te偶 wynajmuj膮 i wszyscy razem p艂yniemy. Wi臋c moja mama po 艣lubie strasznie t臋skni艂a za Wand膮.

Musia艂a si臋 藕le czu膰 w domu r贸wnie偶 dlatego, 偶e nie lubi艂a sprz膮ta膰 i gotowa膰.

Nigdy. A Wanda to by艂a taka typowa kobietka, troch臋 w stylu Marilyn Monroe – loczkowata, z艂ota, lekko pulchniutka i s艂odka. Panowie si臋 ni膮 zachwycali. Gotowa艂a, sprz膮ta艂a, pi臋knie si臋 ubiera艂a, bardzo dba艂a o siebie. Ca艂kowite przeciwie艅stwo mojej mamy, kt贸r膮 kiedy艣 okrzykni臋to najgorzej ubran膮 kobiet膮 w PRL-u. Nie przejmowa艂a si臋 mod膮, ubiera艂a si臋 w to, co jej si臋 podoba艂o. A 偶e podoba艂o jej si臋 spodnium w kolorowe kwiaty i chustka na g艂owie, to tak chodzi艂a i mia艂a w nosie, co inni powiedz膮.

Wi臋c wymy艣li艂a, 偶e 艣ci膮gnie Wand臋 do siebie i pomo偶e jej sko艅czy膰 szko艂臋 艣redni膮, bo ona zawsze mia艂a problemy z nauk膮. Ale jak przekona膰 Stasia, 偶eby jej nie wykopa艂? Podsun臋艂a mu j膮, delikatnie m贸wi膮c.

<podzial_strony>

Tak na ch艂odno podsun臋艂a ukochanemu m臋偶owi inn膮 kobiet臋?Na pocz膮tku chcia艂a, 偶eby to by艂 czysto kole偶e艅ski uk艂ad. Ale bardzo szybko zorientowa艂a si臋, 偶e je偶eli nie zgodzi si臋, 偶eby jej ukochany Stasio sypia艂 z Wand膮, to on j膮 po prostu wygoni. A mama nie chcia艂a, 偶eby j膮 wygania艂. Innego wyj艣cia nie by艂o.

Czyli to nie by艂o tak, 偶e Michalina Wis艂ocka by艂a wyj膮tkowo seksualnie wyzwolona?

Wtedy nie. Sz艂a na ust臋pstwa. R贸wnie偶 dlatego, 偶e by艂a ca艂kowicie fizycznie niedopasowana z Wis艂ockim. To si臋 bardzo rzadko zdarza. Szala艂y za nim wszystkie panie, w艂膮cznie z Wand膮, a moja mama najch臋tniej by z nim w og贸le nie sypia艂a. Seks z nim nie dawa艂 jej 偶adnych prze偶y膰, godzi艂a si臋 na to, bo tak trzeba. Dlatego nie by艂a zazdrosna o seks z Wand膮, tak samo jak nie by艂a zazdrosna o tabun bab, z kt贸rymi on sypia艂. A on t艂umaczy艂: „Przelec臋 je tylko, a ciebie kocham”. To by艂o dla niej wa偶ne – ta pi臋kna, wyidealizowana mi艂o艣膰. To, 偶e on nie kocha Wandy, tylko j膮.

A kocha艂?

Gdzie tam! On kocha艂 tylko siebie. Ale mama jeszcze tego nie wiedzia艂a. W tr贸jk膮cie na pocz膮tku czu艂a si臋 dobrze. By艂a szcz臋艣liwa, 偶e ma z kim gada膰, plotkowa膰 godzinami. Tylko 偶e Wanda szybko si臋 w Stachu zakocha艂a. Mama akurat chorowa艂a na tyfus, le偶a艂a w 艂贸偶ku, mia艂a ogolon膮 g艂ow臋, a oni za 艣cian膮 sobie 艣wiergotali. Poczu艂a si臋 odtr膮cona i przez m臋偶a, i przez przyjaci贸艂k臋. I nied艂ugo potem strasznie zapragn臋艂a dziecka. Chcia艂a wreszcie mie膰 kogo艣 do kochania, kto b臋dzie tylko jej. Przesta艂a uwa偶a膰, ale i tak nie zachodzi艂a w ci膮偶臋. Lekarze m贸wili, 偶e z ni膮 wszystko w porz膮dku, wi臋c zacz臋艂a ci膮ga膰 Stacha po lekarzach. I w ko艅cu kt贸ry艣 powiedzia艂 mu, 偶e ma sobie zbada膰 nasienie. On si臋 obruszy艂: „Ja? Taki wspania艂y m臋偶czyzna mam mie膰 problem z nasieniem?”.

M贸j tata stosowa艂 wobec wszystkich kobiet stosunek przerywany jako 艣rodek antykoncepcyjny. By艂 zimny i wyrachowany, wi臋c 艣wietnie mu si臋 to udawa艂o. No, mo偶e od czasu do czasu co艣 mu si臋 trafi艂o. Raz si臋 zdarzy艂o, 偶e zrobi艂 jednej pani bli藕niaki. Rzuci艂 j膮, ona chcia艂a pope艂ni膰 samob贸jstwo i wtedy straci艂a t臋 ci膮偶臋. M贸j tata bardzo 藕le traktowa艂 wszystkie swoje kobiety. Po mamie mia艂 jeszcze cztery 偶ony i wszystkie ma艂偶e艅stwa rozpad艂y si臋 z powodu jego licznych zdrad. Ale jak mu wtedy lekarz tak膮 straszn膮 rzecz powiedzia艂, to przesta艂 przerywa膰 stosunki. I raz-dwa-trzy Wanda by艂a w ci膮偶y.

Nie艣lubne dziecko to by艂 wtedy skandal.

W艂a艣nie. Wi臋c Wanda powiedzia艂a, 偶e nie b臋dzie chowa膰 tego dziecka. By艂a bardzo drobnomieszcza艅ska, a偶 dziwne, 偶e si臋 w og贸le zgodzi艂a na tr贸jk膮t. Mama z tat膮 nam贸wili j膮, 偶eby jednak urodzi艂a, tak 偶eby Michalina, nie mog膮c mie膰 swoich dzieci, mia艂a chocia偶 dziecko ukochanego Stasia. Ale po miesi膮cu okaza艂o si臋, 偶e mama te偶 jest w ci膮偶y. Bardzo si臋 ucieszy艂a. Ale pojawi艂o si臋 pytanie, jak t臋 sytuacj臋 rozwik艂a膰. Postanowili, 偶e urodz膮 obie.

Mama eksponowa艂a sw贸j brzuch, Wanda ukrywa艂a, nosi艂a lu藕niejsze sukienki. Ale jak jej ci膮偶a zacz臋艂a by膰 widoczna, obie wyjecha艂y na wie艣. Wanda urodzi艂a w domu, a mama ponad miesi膮c p贸藕niej w szpitalu, bo mia艂a jakie艣 problemy z ci膮偶膮. Akuszerka za odpowiedni膮 op艂at膮 wypisa艂a za艣wiadczenie, 偶e urodzi艂y si臋 bli藕ni臋ta. Mama posz艂a z tym za艣wiadczeniem do urz臋du stanu cywilnego, gdzie zarejestrowano mnie i Krzysia jako bli藕ni臋ta. I z tymi bli藕ni臋tami obie wr贸ci艂y do Warszawy.

Jak im si臋 udawa艂o ukry膰 t臋 relacj臋 przed rodzin膮 i s膮siadami? Przecie偶 mieszkali we tr贸jk臋.

Tata i Wanda nigdy si臋 publicznie nie tulili, nie ca艂owali, nie trzymali za r膮czki. Przy mamie zreszt膮 te偶 nie. S膮siedzi s艂yszeli, 偶e m贸wimy do Wandy „ciociu” i nie dopytywali si臋, kto to taki. Wobec rodziny Wanda wyst臋powa艂a jako przyjaci贸艂ka mamy, kt贸ra w Warszawie nie ma gdzie mieszka膰 i kt贸rej mama pomaga przy studiach. Ale jej mama chyba wiedzia艂a, co si臋 dzieje. Nigdy o tym nie rozmawia艂y, ale mama po jej oczach widzia艂a, 偶e babcia rozszyfrowa艂a tajemnic臋 bli藕niak贸w. By艂a bardzo m膮dr膮 kobiet膮.

Podobno po wojnie brakowa艂o m臋偶czyzn i cz臋sto si臋 zdarza艂o, 偶e m臋偶czyzna mia艂 na boku drug膮 rodzin臋. Mo偶liwe, 偶e r贸wnie偶 dlatego tata mia艂 takie udane polowania.

Michalina nie by艂a zazdrosna. A Wanda?

Bardziej. Ojciec nawet na wakacje je藕dzi艂 z kochankami. Wandzie szybko ta mi艂o艣膰 do niego przesz艂a. Po kilku latach tr贸jk膮t zacz膮艂 si臋 rozpada膰, zacz臋艂y si臋 animozje. Mama ucieka艂a w nauk臋, Wanda mia艂a dosy膰 bycia darmow膮 gosposi膮 i niani膮. Nie chcia艂a przez ca艂e 偶ycie by膰 t膮 trzeci膮. Pozna艂a Janka, sympatycznego i przystojnego faceta, kt贸ry si臋 jej o艣wiadczy艂. Wtedy m贸j tata si臋 zdenerwowa艂. Wanda bez jego zgody o艣miela si臋 odej艣膰? Je偶eli ju偶, to on mo偶e pogoni膰 bab臋, ale nie baba jego! Chcia艂 j膮 za wszelk膮 cen臋 zatrzyma膰. Powiedzia艂, 偶e rozwiedzie si臋 z Misi膮, o偶eni z ni膮 i dalej b臋d膮 razem, tylko w innym uk艂adzie. Wanda i tak odesz艂a, ale nie omieszka艂a mamy o ca艂ym zdarzeniu poinformowa膰. I mamie wtedy p臋k艂o serce. O seks nie by艂a zazdrosna, natomiast o uczucia i mi艂o艣膰 – jak najbardziej. Wtedy kaza艂a ojcu si臋 wynosi膰, a w艂a艣nie przeprowadzili si臋 do nowego, wi臋kszego mieszkania. Ojciec nie chcia艂. Przecie偶 wygodnie mu by艂o mie膰 偶on臋, kt贸ra nie jest zazdrosna. A mama w trakcie przeprowadzki znalaz艂a stosy pornograficznych zdj臋膰 ojca z r贸偶nymi babami. Zagrozi艂a, 偶e poka偶e zdj臋cia w pracy, a on przelatywa艂 wszystkie panie profesor, panie adiunkt, panie dyrektor. By艂by sko艅czony. Przerazi艂 si臋 i zgodzi艂 na wszystko. Mama bardzo prze偶y艂a to rozstanie, wyl膮dowa艂a w szpitalu.

A pani i Krzy艣?

Mieli艣my wtedy po siedem lat. Jak zabiera艂 reszt臋 rzeczy, to si臋 na nas nadzia艂. Spojrza艂 na nas i powiedzia艂: „Pami臋tajcie, wstr臋tne bachory, 偶eby nie przysz艂o wam do g艂owy, 偶e macie ojca. Nigdy nie wolno wam nawet do mnie zadzwoni膰. Od dzisiaj nie mam dzieci”. Odwr贸ci艂 si臋 i wyszed艂. M贸j brat za艂ama艂 si臋 kompletnie. P艂aka艂 przez rok, moczy艂 si臋 w nocy. On by艂 zawsze zapatrzony w ojca, kt贸ry mia艂 go gdzie艣 kompletnie, kt贸ry ucieka艂 z domu, poniewa偶 nie lubi艂 ma艂ych dzieci i nie chcia艂 si臋 nami zajmowa膰. Ja nie prze偶y艂am tego tak mocno, by艂am bardziej uczuciowo zwi膮zana z mam膮.

Jak mama sobie poradzi艂a nagle sama z dw贸jk膮 dzieci?

W og贸le sobie nie poradzi艂a. W艂a艣nie sko艅czy艂a studia i zacz臋艂a karier臋 naukow膮, je藕dzi艂a do pracy do Bia艂egostoku. Zatrudni艂a jak膮艣 gosposi臋, ale tak naprawd臋 nikt nas nie pilnowa艂. Ja mia艂am same dw贸je, Krzy艣 w og贸le nie chodzi艂 do szko艂y. Mama posz艂a na wywiad贸wk臋 i dowiedzia艂a si臋, 偶e ma 180 dni nieobecno艣ci. Wtedy zadzwoni艂a do Wandy si臋 po偶ali膰, a ta przyjecha艂a, spakowa艂a Krzysia i go zabra艂a. Krzy艣 nawet si臋 ucieszy艂, bo za ni膮 t臋skni艂, zawsze go rozpieszcza艂a. A z mam膮 si臋 pok艂贸ci艂y i nie odzywa艂y do siebie przez wiele lat.

Tylko 偶e Wanda nieuczciwie si臋 zachowa艂a wobec Janka, bo nie powiedzia艂a mu, 偶e to jej dziecko. Janek przez lata plu艂 jadem na moj膮 mam臋, bo uwa偶a艂, 偶e tak po prostu odda艂a dziecko kole偶ance.

<podzial_strony>

Ale pani膮 naprawd臋 odda艂a kole偶ance.Zawsze umia艂a si臋 tak ustawi膰, 偶eby unika膰 obowi膮zk贸w. Ju偶 p贸艂 roku po naszym urodzeniu stwierdzi艂a, 偶e musz膮 z Wand膮 studiowa膰, a nie nia艅czy膰 bachorki. W moim domu m贸wi艂o si臋 o nas „bachorki”, ale nie w sensie negatywnym. Dla mnie to jest pi臋kne s艂owo, te偶 czasem tak m贸wi臋 o swoich dzieciach. Wi臋c odda艂a nas do swojej matki do 艁odzi. Babcia przez p贸艂tora roku nas wychowywa艂a, po czym zadzwoni艂a, 偶e ju偶 nie mo偶e, bo jest chora, wi臋c mama musia艂a, niestety, zabra膰 nas z powrotem.

Po tym, jak Wanda zabra艂a Krzysia, mama odda艂a mnie na dwa lata matce chrzestnej. Odwiedza艂a mnie czasami, chocia偶 nie za cz臋sto, bo wreszcie mia艂a swobod臋 i mog艂a si臋 odda膰 naukowym pasjom. Matka chrzestna by艂a bardzo ciep艂膮 osob膮, mia艂a jedno swoje dziecko, a brat mamy te偶 podrzuci艂 jej swoje c贸rki, bo si臋 rozwi贸d艂. Tylko 偶e ja nie potrafi艂am si臋 z matk膮 chrzestn膮 dogada膰, by艂am z艂o艣liwa i wredna. W ten spos贸b odreagowywa艂am to, co si臋 wok贸艂 mnie dzia艂o. Krzy艣 zamyka艂 si臋 w sobie, a ja robi艂am si臋 coraz wredniejsza. W ko艅cu mama mnie stamt膮d zabra艂a. Ale nied艂ugo potem ci臋偶ko zachorowa艂a, musia艂a i艣膰 do szpitala. Ja mia艂am 12 lat. I wtedy mnie odda艂a swojej kole偶ance lekarce. Mieszka艂am tam chyba z rok.

Kiedy wr贸ci艂am do domu, ci膮gle chorowa艂am. Nikt nie wiedzia艂, co mi jest. W ko艅cu okaza艂o si臋, 偶e jestem ci臋偶ko chora na gru藕lic臋 w臋z艂贸w ch艂onnych. Jako 14-latka trafi艂am na dwa lata do sanatorium.

Mama pani膮 odwiedza艂a?

Raz by艂a. Przyjecha艂a na ca艂y dzie艅. List贸w te偶 prawie nie pisa艂a. Bardzo za ni膮 t臋skni艂am, ona by艂a ca艂ym moim 艣wiatem, ale innego 偶ycia nie zna艂am, nie wiedzia艂am, 偶e mo偶e by膰 inaczej. Wi臋c nigdy nie mia艂am do niej 偶alu. W sanatorium zacz臋艂am pisa膰 do Wandy. Tat臋 skre艣li艂am, a ona by艂a dla mnie po mamie najbli偶sz膮 osob膮. Napisa艂am te偶 do Krzysia. Od kilku lat nie widywa艂am go w og贸le.

W tym czasie Krzy艣 dowiedzia艂 si臋 wszystkiego. Pok艂贸ci艂 si臋 z Wand膮 i chcia艂 wr贸ci膰 do matki, zacz膮艂 si臋 nawet pakowa膰. I Wanda w czasie piekielnej awantury powiedzia艂a mu, 偶e jest jego matk膮. Us艂ysza艂 to Janek i o ma艂o go z n贸g nie 艣ci臋艂o. Do ko艅ca 偶ycia mia艂 偶al do Wandy, 偶e mu wcze艣niej nie powiedzia艂a. Nie mieli wi臋cej dzieci, Janek by艂 bezp艂odny.

Krzy艣 by艂 bardzo delikatnym ch艂opakiem, wra偶liwym, ciep艂ym i uczuciowym. Nigdy nie poradzi艂 sobie z t膮 sytuacj膮. Ju偶 w szkole podstawowej zacz膮艂 pali膰 i pi膰. W wieku 14 lat trafi艂 do domu poprawczego. Potem zacz膮艂 jeszcze wi臋cej pi膰, nie pracowa艂, w jego domu by艂a melina, stacza艂 si臋, mia艂 szemranych przyjaci贸艂. Wanda mu wozi艂a jedzenie, 偶eby nie umar艂 z g艂odu.

W ko艅cu bardzo ci臋偶ko zachorowa艂, dosta艂 udaru m贸zgu. By艂 cz臋艣ciowo sparali偶owany, je藕dzi艂 na w贸zku. Wzi臋艂am go do siebie do domu, przez 15 lat si臋 nim zajmowa艂am. Rok temu umar艂.

A co robi艂a mama po rozstaniu z m臋偶em, kiedy tak pani膮 oddawa艂a w r贸偶ne miejsca?

Pracowa艂a w szpitalach.

I romansowa艂a.

Tak, ale ja o tym za du偶o nie wiedzia艂am. Ci m臋偶czy藕ni raczej nie przychodzili do domu, kiedy tam by艂am, a je偶eli ju偶, to ze wzgl臋du na moje dziewicze oczy i uszka udawali przyjaci贸艂. No, mo偶e p贸藕niej ju偶 taka g艂upia nie by艂am. Jednych lubi艂am, innych nie. Na przyk艂ad tego jej pierwszego, Jurka, kt贸rego spotka艂a po rozwodzie i kt贸ry j膮 nauczy艂 mi艂o艣ci, otworzy艂 na seks, to od pierwszego spojrzenia polubi艂am. To by艂 facet, kt贸ry si臋 ka偶dej kobiecie podoba艂.

Du偶o by艂o tych m臋偶czyzn?

Nie wiem, ja ich nie liczy艂am. Z tych wa偶niejszych: Fernandzio – mecenas, W艂odzio – dyrektor Nowej Huty, Rysio – redaktor, kt贸ry pomaga艂 jej przy pisaniu „Sztuki kochania”, Wieloryb – komandor marynarki. Przyg贸d raczej nie mia艂a, by艂a bardzo kochliwa. Jak si臋 zakocha艂a, to ten m臋偶czyzna stawa艂 si臋 dla niej ca艂ym 艣wiatem. A potem bardzo szybko okazywa艂o si臋, 偶e w drug膮 stron臋 tak nie jest, 偶e tylko ona widzi w nim kr贸lewicza z bajki. I tak by艂o za ka偶dym razem. Je偶eli chodzi o mi艂o艣膰, by艂a niesko艅czenie naiwna. Kocha艂a tak bardzo po babsku, k艂ad艂a si臋 na pod艂odze jak dywanik, by on m贸g艂 po niej st膮pa膰.

Skoro tak kocha艂a, to dlaczego ju偶 nigdy nie wysz艂a za m膮偶?

Mia艂a propozycje od trzech z tych pan贸w. Rysiek bardzo chcia艂 si臋 z ni膮 o偶eni膰 i ona nawet by艂a sk艂onna si臋 za niego wyda膰, bo to by艂 opieku艅czy, ciep艂y facet, ale jak powiedzia艂, 偶e musi mie膰 dziecko, to si臋 wycofa艂a. Mia艂a bez przerwy k艂opot, co zrobi膰 z jednym dzieckiem, i wcale nie mia艂a zamiaru mie膰 drugiego. Powiedzia艂a: „Szukaj sobie 偶ony, kt贸ra ci urodzi dziecko”. No to sobie znalaz艂. Potem byli niby ju偶 tylko wsp贸艂pracownikami i ta 偶ona chyba w to wierzy艂a.

W艂odek rozwi贸d艂 si臋 ze swoj膮 偶on膮 i o艣wiadczy艂 si臋 mamie. Ale ona nie chcia艂a za niego wyj艣膰, bo potrzebowa艂 takiej kobiety jak Wanda – pior膮cej, gotuj膮cej i czyszcz膮cej. Tak膮 mia艂 偶on臋 wcze艣niej i takiej sobie 偶yczy艂. A ona si臋 do tego nie nadawa艂a. Jak sobie wyobrazi艂a siebie gotuj膮c膮 obiadki i prasuj膮c膮 mu sztywne koszule, to jej si臋 zrobi艂o s艂abo. Powiedzia艂a mu, 偶e nie jest szczotk膮 do zamiatania, kt贸ra w k膮cie stoi i mo偶na j膮 w ka偶dej chwili wzi膮膰. Jak tyle czasu zwleka艂, to ona teraz ju偶 nie chce.

Wieloryb te偶 co艣 m贸wi艂, 偶e si臋 rozwiedzie, to nawet sama s艂ysza艂am. Ale mama przypadkowo pozna艂a jego 偶on臋 i powiedzia艂a: „Tak cudownej kobiety w 偶yciu nie widzia艂am. Mi臋dzy nami wszystko sko艅czone!”. Potem ju偶 tylko pisali do siebie listy.

Mi艂o艣膰 mi艂o艣ci膮, ale mia艂a do艣膰 trze藕wy ogl膮d swojej sytuacji.

Praca by艂a zawsze na pierwszym miejscu. Nie chcia艂a, by cokolwiek j膮 ogranicza艂o.

<podzial_strony>

Co pani mama mia艂a w sobie takiego, 偶e ci m臋偶czy藕ni tak do niej lgn臋li? Podobno nie by艂a zbyt pi臋kna.By艂a przeci臋tnej urody. Ani 艂adna, ani brzydka, ale mia艂a w sobie bardzo du偶o uroku. By艂a bezpo艣rednia i by艂a bardzo ciekaw膮 kobiet膮. Oni si臋 z ni膮 nigdy nie nudzili. Poza tym od razu stawia艂a ich na piedestale. Facet, kt贸ry jej si臋 podoba艂, nie mia艂 szans. Jak spojrza艂a na niego tymi kosymi oczkami, to od razu by艂 jej. Zreszt膮 co powoduje, 偶e na pi臋kn膮 kobiet臋 nikt specjalnie nie zwraca uwagi, a za 艣rednio pi臋kn膮 m臋偶czy藕ni uganiaj膮 si臋 jak w艣ciekli? Nie wiem.Podobno Wieloryb usi艂owa艂 pani膮 poca艂owa膰.Mama raczej nie ko艅czy艂a zwi膮zk贸w definitywnie. Bardzo wielkie przyja藕nie z by艂ymi kochankami ci膮gn臋艂y si臋 do ko艅ca 偶ycia. Wieloryb te偶, zawsze jak przyje偶d偶a艂 do Warszawy, wpada艂 na godzink臋 pogada膰. Raz poszed艂 do mojego pokoju si臋 po偶egna膰 i zacz膮艂 mnie obca艂owywa膰. Mia艂am 14 lat i to by艂o dla mnie obrzydliwe. Opowiedzia艂am o tym mamie i tak si臋 w艣ciek艂a, 偶e pogoni艂a Wieloryba na amen.

Rozmawia艂a pani z mam膮 o seksie?

Od przedszkola! Dla mamy nie by艂o temat贸w tabu. Nie mog艂a zrozumie膰, dlaczego mo偶emy opowiada膰 ze szczeg贸艂ami o ataku 艣lepej kiszki, a nie mo偶emy opowiada膰, 偶e nam nie wychodzi w tych sprawach. Pami臋tam tak膮 scen臋. Narysowa艂am dziwny rysunek i przedszkolanka spyta艂a, co to. A ja m贸wi臋: „Macica!”. I ona kompletnie zg艂upia艂a. Wezwa艂a rodzic贸w, m贸wi艂a, 偶eby uwa偶ali, 偶e dziecku nie mo偶na pokazywa膰 takich rzeczy. Moja mama ci膮gle rysowa艂a pogl膮dowe plansze na studia, wi臋c ja wszystko wiedzia艂am.

Interesowa艂am si臋 rysunkiem, sko艅czy艂am szko艂臋 sztuk pi臋knych w 艁azienkach. Chcia艂am by膰 artystk膮, ale potem mi przesz艂o. Poci膮ga艂a mnie diagnostyka i leczenie. Mo偶e dlatego, 偶e ci膮gle by艂am w szpitalach? Atmosfera choroby zawsze mnie fascynowa艂a. By艂am szcz臋艣liwa w szpitalu, zdarza艂o mi si臋 udawa膰 chor膮, 偶eby tam trafi膰.

Kojarzy艂 si臋 pani z mam膮?

Nie wiem, po prostu to lubi艂am. Stwierdzi艂am, 偶e na akademi臋 medyczn膮 po szkole plastycznej si臋 nie dostan臋, wi臋c um贸wi艂am si臋 z mam膮, 偶e za艂atwi mi korki i za rok podejd臋 do egzamin贸w. W czerwcu, tu偶 po maturze, pozna艂am m臋偶a.

Mama wyje偶d偶a艂a na miesi膮c, wi臋c spyta艂am si臋, czy b臋dzie m贸g艂 zosta膰 na noc. „Jeste艣 doros艂a, r贸b, co chcesz”. Andrzej zostawa艂 na noc, uprawiali艣my petting na wszystkie mo偶liwe sposoby, ale ja si臋 strasznie ba艂am pierwszego razu. Jak mi mama opowiedzia艂a o swoim, to mi si臋 w艂osy zje偶y艂y i od tamtej pory my艣la艂am, 偶e to strasznie boli. Mama dziwi艂a si臋, 偶e dziewczyny m贸wi膮, 偶e to takie wspania艂e, bo ona nie wiedzia艂a, czy ucieka膰, czy p艂aka膰. Kiedy wr贸ci艂a, chcia艂a mnie zbada膰, a ja jej m贸wi臋, 偶e do niczego nie dosz艂o. Z艂apa艂a si臋 za g艂ow臋: „Bo偶e drogi, ten ch艂op si臋 nerwicy seksualnej nabawi przez ciebie! Jak si臋 tak strasznie boisz, to ci wziernikiem za艂atwi臋 t臋 b艂on臋 i b臋dzie po krzyku”. I w ten spos贸b pozby艂am si臋 dziewictwa. Do dzisiaj m贸j m膮偶 nie wierzy, 偶e by艂am dziewic膮.

Jak wzi臋li艣my 艣lub, mia艂am nieca艂e 20 lat.

Kiedy pani przeczyta艂a „Sztuk臋 kochania”?

Od razu jak wysz艂a. Mama zacz臋艂a pracowa膰 nad ksi膮偶k膮, jak ko艅czy艂am liceum. Po 艣lubie na par臋 lat w艂a艣ciwie straci艂am z ni膮 kontakt, od czasu do czasu dzwoni艂y艣my tylko do siebie. By艂am zakochana, szcz臋艣liwa, 偶e wreszcie mam sw贸j dom i to nie s膮 tylko cztery 艣ciany. W艂a艣ciwie nie by艂am ciekawa „Sztuki kochania”.

Ale ta ksi膮偶ka by艂a rewolucyjna, pani r贸wie艣niczki czyta艂y j膮 z wypiekami na twarzach. Zawiera艂a praktyczne porady – pozycje, techniki seksualne. Pani to nie interesowa艂o?

To tak, jakby teraz pani nagle kto艣 pokaza艂, jak wygl膮daj膮 literki. Zachwyci艂aby si臋 pani? To by艂o dla mnie jak alfabet, ja tym nasi膮ka艂am od ma艂ego. Tam nie by艂o nic, czego bym nie wiedzia艂a. I by艂am zdziwiona, jakie wra偶enie ksi膮偶ka robi na innych ludziach.

Podobna otwarto艣膰 zreszt膮 by艂a u mnie w domu. Kiedy艣 syn przyszed艂 z przedszkola, mia艂 mo偶e pi臋膰 lat i pyta: „Mamusiu, co to jest burdel?”. Z tym mia艂am troszeczk臋 problem. W ko艅cu powiedzia艂am, 偶e to jest takie miejsce, do kt贸rego panowie chodz膮, jak jest im smutno, i chc膮, 偶eby jaka艣 pani ich przytuli艂a, a potem musz膮 jej za to zap艂aci膰.

Moim dzieciom „Sztuk臋 kochania” da艂am do przeczytania, jak mia艂y 10-12 lat. Proste rzeczy wyja艣nia艂am, a jak chcia艂y szczeg贸艂贸w, to m贸wi艂am: „Tu jest ksi膮偶ka babci, umiecie czyta膰?”.

A nie czu艂a si臋 pani dziwnie, wiedz膮c, 偶e mama pewnie pisa艂a na podstawie w艂asnych do艣wiadcze艅?

Szczeg贸艂贸w o seksie mamy dowiedzia艂am si臋 dopiero po jej 艣mierci z jej pami臋tnik贸w. To by艂o troch臋 dziwne uczucie. Wcze艣niej czasem towarzyszy艂am jej na wyk艂adach i z sali pada艂y pytania: „Tyle pani pisze o tych pozycjach, sk膮d pani to wie?”. A mama na to: „艢lepy o kolorach nie napisze”. Wi臋c wiedzia艂am, 偶e mia艂a barwne 偶ycie.

Moja mama by艂a zupe艂nie inna w seksie ni偶 ja. Mnie si臋 podobali m臋偶czy藕ni energiczni w 偶yciu, a kobiecy, delikatni i wra偶liwi w seksie, bo ja by艂am w seksie przewodnikiem. Natomiast moja mama, kt贸ra w 偶yciu by艂a bardzo m臋ska i energiczna, w seksie by艂a ma艂膮, bezradn膮 dziewczynk膮. I lgn臋艂y do niej typowo m臋skie typy.

<podzial_strony>

Spotka艂o j膮 z powodu ksi膮偶ki troch臋 nieprzyjemno艣ci.

Jakie listy dostawa艂a! W b艂ocie j膮 k膮pano r贸wno. Nawet nie chcia艂a tego czyta膰. Jacy艣 ludzie na przyk艂ad grozili jej, 偶e jak tylko si臋 pojawi na Targach Ksi膮偶ki i b臋dzie podpisywa膰 „Sztuk臋 kochania”, to j膮 oblej膮 kwasem solnym. By艂a bardzo psychicznie twarda, 偶e si臋 nie za艂ama艂a po tym wszystkim.

Atakowano j膮 te偶, bo walczy艂a o upowszechnienie antykoncepcji.

Sama mia艂a trzy aborcje. Kiedy艣 podczas rozmowy o antykoncepcji powiedzia艂a mi, 偶e chcia艂a by膰 uczciwa wobec swoich pacjentek i wypr贸bowywa艂a na sobie wszystkie 艣rodki antykoncepcyjne, kt贸re polecali lekarze. Wynikiem tych pr贸b by艂y trzy niechciane ci膮偶e: dwie z przypadkowych spotka艅, jedna – noc po konferencji, dwoje ludzi, troch臋 chemii. Kiedy艣 po latach spotka艂a jednego z tych m臋偶czyzn i kusi艂o j膮 jak diabe艂, 偶eby mu powiedzie膰, 偶e ma 17-letni膮 c贸rk臋. Bardziej prze偶y艂a usuni臋cie ci膮偶y, w kt贸r膮 zasz艂a z m臋偶czyzn膮, kt贸rego kocha艂a. Dlatego tak walczy艂a o upowszechnienie antykoncepcji.

Ale prowadzi艂a te偶 wiele ci膮偶 u kobiet, kt贸re bardzo chcia艂y mie膰 dzieci, a im si臋 nie udawa艂o. Pami臋ta艂a r贸wnie偶, jak bardzo kiedy艣 chcia艂a zaj艣膰 w ci膮偶臋.

Zmieni艂a si臋, kiedy wyda艂a „Sztuk臋 kochania”?

Bardzo. Ca艂e 偶ycie marzy艂a o karierze, zawsze chcia艂a odkry膰 co艣 wa偶nego. Na polu cytologii nie bardzo jej wychodzi艂o, wi臋c ta ksi膮偶ka sta艂a si臋 zwie艅czeniem jej marze艅. Sta艂a si臋 s艂awna, a ka偶dy cz艂owiek si臋 zmienia, kiedy staje si臋 s艂awny. Je偶eli ludzie, z kt贸rymi si臋 stykasz, latami m贸wi膮 ci, jaka jeste艣 cudowna, w ko艅cu zaczynasz w to wierzy膰. I to psuje ludzi. Nikt chyba nie jest odporny na takie uwielbienie.

Nie mia艂a pomys艂u na wakacje, wi臋c je藕dzi艂a z nami na Mazury. Jak moje dzieci by艂y ma艂e, stawiali艣my na brzegu jeziora przyczep臋. Jak jej przynosi艂am dziecko, to by艂a obra偶ona, bo to przecie偶 jej przyczepa, ona tam pisze ksi膮偶ki. Nie chcia艂a si臋 zajmowa膰 wnukami. Ile razy j膮 o to prosi艂am, to zawsze si臋 藕le czu艂a i serce j膮 bola艂o. Wi臋c do tego si臋 przyzwyczai艂am. Ale jak wywiesi艂a na przyczepie kartk臋 z godzinami, kiedy mog臋 do niej przyj艣膰 pogada膰, to si臋 w艣ciek艂am! Czasem zachowywa艂a si臋 jak rozkapryszona primabalerina, ale to nie by艂a jej wina, to przysz艂o z dobrodziejstwem inwentarza.

Pani ma艂偶e艅stwo jest szcz臋艣liwe?

Przez 35 lat kochali艣my si臋 jak dwa anio艂ki. Chcia艂am mie膰 m臋偶a, kt贸ry b臋dzie mi pomaga艂, b臋dzie si臋 mn膮 opiekowa艂, dla kt贸rego b臋d臋 wa偶n膮 osob膮, nie takiego jak m贸j tatu艣 – i takiego mia艂am. Ale jak m膮偶 sko艅czy艂 60 lat, to mu serdeczny przyjaciel powiedzia艂: „Po kopie to po ch艂opie”. W sensie seksualnym. No to Andrzej postanowi艂 sobie udowodni膰, 偶e jeszcze nie jest po nim. Sko艅czy艂o si臋 to kr贸tkim romansem.

Wybaczy艂a mu pani?

Tak, ale nie zapomnia艂am. Trzeba troch臋 praktycznie my艣le膰. Przez tyle lat mia艂am cudownego m臋偶a, kt贸ry mnie kocha艂 i nosi艂 na r臋kach. Ch艂op mo偶e zg艂upie膰, ale dlaczego ja mia艂abym w zwi膮zku z tym po tylu latach zosta膰 sama i nieszcz臋艣liwa? By艂 najlepszym ojcem, kocha艂 tr贸jk臋 swoich dzieci.

Ja te偶 by艂am na ka偶de ich skinienie, zawsze mia艂am dla nich czas. Wychowana w uczuciowej lod贸wce marzy艂am, 偶eby stworzy膰 cudown膮 rodzin臋. To by艂 m贸j priorytet 偶yciowy, zupe艂nie inny ni偶 u mojej mamy. Praca by艂a na drugim miejscu, chocia偶 te偶 j膮 lubi艂am. Pracowa艂am w szpitalu jako szef laboratorium.

Pani mama kocha艂a, ale nie umia艂a prze艂o偶y膰 tego uczucia na codzienno艣膰. Pani umie.

Mama mia艂a jakby rozdwojenie ja藕ni. Jedna Michalina to by艂 cz艂owiek, kt贸ry d膮偶y艂 do celu po trupach. A druga Michalina to by艂a s艂aba, kochaj膮ca kobietka, kt贸r膮 bardzo 艂atwo zrani膰. T臋 pierwsz膮 zna艂am ja, jej rodzina, znajomi. A t臋 drug膮 znali tylko jej m臋偶czy藕ni. Poza tym moja mama bra艂a z mi艂o艣ci, czerpa艂a z niej obiema r臋kami. A ja przez mi艂o艣膰 rozumiem raczej dawanie. Ale na 艣wiecie musz膮 by膰 i tacy, i tacy. Tacy, kt贸rzy bior膮, i tacy, kt贸rzy daj膮.

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,16270351,Sztuka_kochania__czyli_trojkat_z_dwojka___rozmowa.html