Archiwa tagu: opowiadanie

Niech sobie ka偶dy kocha, kogo chce!

To by艂 pi臋kny wiosenny dzie艅, a w ogrodach zacz臋艂y zakwita膰 wiosenne, pierwsze kwiaty.

W sadzie zakwita艂y owocowe drzewa, a w 艣rodku sta艂 sobie pi臋kny, du偶y dom.

Wszystko budzi艂o si臋 do 偶ycia, a mieszka艅cy domu, przygotowywali si臋 na przyjazd go艣ci w zwi膮zku z zar臋czynami. 

Jerzy, pan po pi臋膰dziesi膮tce spotka艂 na swojej drodze Krystyn臋, kobiet臋 urodziw膮, w kwiecie wieku.

Po d艂u偶szej znajomo艣ci pragn臋li oznajmi膰 swoim doros艂ym dzieciom, 偶e chc膮 sp臋dzi膰 reszt臋 偶ycia we dwoje i planuj膮 wsp贸ln膮 przysz艂o艣膰.

W domu trwa艂y ostatnie przygotowania w zwi膮zku z uroczysto艣ci膮.

Szampan si臋 ch艂odzi艂, a przysz艂a para wygl膮da艂a bardzo podnio艣le i uroczy艣cie.

Wyczekiwali z niecierpliwo艣ci膮 na zjazd rodziny.

Pierwsza przyjecha艂a Ola – c贸rka Krystyny.

Mieszka na sta艂e z Pary偶u, gdzie prowadzi prywatn膮 szko艂臋 dla dzieci.

Jest pi臋kn膮, wysok膮 blondynk膮 o niebieskich oczach.

Wygl膮da wspaniale po艣r贸d tych wszystkich wiosennych kwiat贸w.

Pi臋kna kobieta, zgrabna i delikatna w wieku 27 lat.

Nast臋pnie w domku na skraju lasu, zjawi艂a si臋 Alicja – c贸rka Jerzego.

Przyjecha艂a z Warszawy ze swoim narzeczonym Piotrem – bardzo przystojnym m艂odym brunetem z lekkim zarostem na twarzy.

Alicja za艣 by艂a rasow膮 brunetk膮 o g臋stych, kruczoczarnych w艂osach.

Oboje z narzeczonym prowadzili biuro, w kt贸rym zajmowali  si臋 architektur膮 i urz膮dzaniem dom贸w.

Interes nie藕le si臋 im rozwija艂 i nale偶eli naprawd臋 do grona szcz臋艣liwych par, kt贸rym si臋 uda艂o.

Sw贸j 艣lub zaplanowali za trzy miesi膮ce, o czym pragn臋li poinformowa膰 Jerzego i Krystyn臋.

Ola i Alicja nie zna艂y si臋 i to by艂o ich pierwsze spotkanie w cztery oczy.

Jerzemu i Krystynie bardzo zale偶a艂o, aby ich c贸rki si臋 polubi艂y i zaprzyja藕ni艂y.

Kiedy nadszed艂 ciep艂y i pachn膮cy wiosn膮 wiecz贸r, w domu na skraju rozbrzmiewa艂y toasty i 偶yczenia skierowane do narzeczonych, aby ich zwi膮zek rozkwita艂 i byli szcz臋艣liwi.

S艂ycha膰 by艂o muzyk臋 i rozpocz臋艂y si臋 ta艅ce, a atmosfera zrobi艂a si臋 bardzo przyjazna.

Obie m艂ode kobiety przypad艂y sobie do gustu i okaza艂o si臋, 偶e impreza zapoznawcza okaza艂a si臋 bardzo udana.

Jerzy i Krystyna okazywali sobie wiele czu艂o艣ci, co cieszy艂o ich c贸rki.

Jerzy i Krystyna nie mieszkali jeszcze razem, a wi臋c nast臋pnego dnia Krystyna zaprosi艂a Alicj臋 do swojego domu, aby om贸wi膰 ewentualn膮 przebudow臋 swojego domu.

Pragn臋艂a, aby to w jej domu, oddalonym kilka kilometr贸w od domu Jerzego, mogli oboje zamieszka膰.

Krystyny dom mia艂 pi臋kne po艂o偶enie, tu偶 nad malowniczym jeziorem.

Jerzy zgodzi艂 si臋 na taki uk艂ad, a sw贸j dom pod lasem planowa艂 zapisa膰 Alicji.

Takie by艂y to rodzinne plany.

Alicja widzia艂a du偶y potencja艂 w domu Krystyny i zapewni艂a, 偶e razem z Piotrem sporz膮dz膮 plan przebudowy.

O poranku Krystyna usiad艂a na ganku i zaraz dosiad艂a si臋 do niej, jeszcze w porannym stroju, zaspana Ola.

鈥 Olu, zapro艣 Alicj臋 na spacer i poka偶 jej nasz膮 urocz膮 okolic臋 鈥 zaproponowa艂a.

鈥 Mamo, oczywi艣cie, 偶e zajm臋 si臋 Alicj膮 i zapewniam, 偶e nie b臋dzie si臋 nudzi艂a 鈥 odpar艂a.

鈥 P贸jdziemy na spacer i pop艂ywa膰 , a potem si臋 poopalamy.

Piotr zosta艂 z Jerzym, aby mu pom贸c w uk艂adaniu drzewa, to zaopiekuj臋 si臋 Alicj膮 – b膮d藕 pewna i nie martw si臋.

Znasz mnie, 偶e jestem bardzo kontaktowa i otwarta.

Kiedy Alicja zesz艂a z pi臋tra, Ola zaproponowa艂a jej spacer, podaj膮c fili偶ank臋, 艣wie偶o zaparzonej kawy.

  • Oczywi艣cie, dzi臋kuj臋 Olu.

Wybierzemy si臋, bo dzie艅 jest przecudowny i szkoda go na le偶enie na tarasie 鈥 z u艣miechem oznajmi艂a.

Obie, m艂ode damy posz艂y w膮sk膮 dr贸偶k膮 przez las nad jeziorem, zabieraj膮c ze sob膮 koszyk z jedzeniem i koc.

Dzie艅 zapowiada艂 si臋 cudownie, a na niebie nie by艂o 偶adnej chmurki.

Tylko lekki wiaterek od jeziora potrz膮sa艂 m艂odymi listkami drzew.

鈥 Tu sobie usi膮dziemy, zaproponowa艂a Ola.

To jest pla偶a moja i mojej mamy. Tu najlepiej nam si臋 odpoczywa. Tu czytamy ksi膮偶ki i relaksujemy si臋.

Ola wyj臋艂a z koszyka butelk臋, czerwonego wina i nala艂a do plastikowych kubeczk贸w.

鈥 Zapalisz, – posun臋艂a Alicji paczk臋 z papierosami.

鈥 Ch臋tnie, cho膰 rzadko to robi臋, odpar艂a Alicja, bior膮c papierosa z paczki.

Ola, poda艂a zapalniczk臋 Alicji, ale wiatr robi艂 swoje i co chwila ogie艅 gas艂.

Ola wzi臋艂a zapaliczk臋 i uda艂o jej si臋 zapali膰 tego nieszcz臋snego papierosa, nie spuszczaj膮c z oczu Alicji.

Ich oczy co troch臋 si臋 spotyka艂y, tak jakby chcia艂y sobie co艣 wa偶nego powiedzie膰.

Czu艂o si臋 miedzy nimi napi臋cie, a mo偶e to by艂a chemia.

Nagle Alicja niespodziewanie po艂o偶y艂a poca艂unek na ustach Oli, kt贸ry trwa艂 d艂ug膮 chwil臋.

Nie by艂 to poca艂unek przelotny, a by艂 to nami臋tny poca艂unek dw贸ch m艂odych kobiet, kt贸re nagle poczu艂y do siebie dziwny poci膮g.

鈥 Nie, nie, nie, Alicja z艂apa艂a si臋 za g艂ow臋 i zakry艂a r臋koma twarz.

鈥 Co ja robi臋, wybacz, nie chcia艂am.

  • Przecie偶 mam Piotra. Za trzy miesi膮ce 艣lub. Obr膮czki kupione, zaproszenia wybrane, co ja robi臋! Wsta艂a szybko z koca i pr臋dko zostawi艂a Ol臋 na pla偶y.

Ola pobieg艂a szybko za ni膮 i kiedy dogoni艂a, wpad艂y sobie w ramiona.

Nie mog艂y si臋 sob膮 nasyci膰, a ich poca艂unki by艂y  odwzajemnione bardziej i bardziej.

Nie wiedzie膰 kiedy znalaz艂y si臋 w domu, na pi臋terku i tam odda艂y si臋 sobie w ca艂o艣ci.

Ich mi艂o艣膰 i kochanie by艂y bardzo delikatne, sprawiaj膮ce obu i ka偶dej z osobna ogromn膮 rado艣膰 i satysfakcj臋 seksualn膮.

Sta艂o si臋, 偶e te dwie, m艂ode kobiety nie wiedzie膰 kiedy poczu艂y do siebie ogromn膮 mi艂o艣膰 i po偶膮danie.

Odnalaz艂y si臋 i nie mia艂y ochoty nigdy sko艅czy膰.

Nie mog艂y si臋 sob膮 nasyci膰 i nic wi臋cej, gdzie艣 tam ich nie obchodzi艂o.

Spotyka艂y si臋 jeszcze wiele razy.

Alicja wykrada艂a chwile ze wsp贸lnego 偶ycia z Piotrem i lecia艂a jak na skrzyd艂ach na spotkania z Ol膮.

Oszukiwa艂a Piotra, pudrowa艂a malinki, k艂ama艂a, aby tylko by膰 blisko ukochanej.

Nie mog艂y si臋 nigdy rozsta膰, aby nie obsypywa膰 si臋 setk膮 poca艂unk贸w i u艣cisk贸w i rozstanie ka偶d膮 z nich rani艂o.

Pewnego dnia, obejmowa艂y si臋 na ulicy, kiedy rozstawa艂y si臋 po spotkaniu w hotelu.

Pech chcia艂, 偶e w tym samym czasie Piotr by艂 te偶 w tym mie艣cie i zauwa偶y艂 Alicj臋 i Ol臋, gdy obejmowa艂y si臋 czule, 偶egnaj膮c.

Kiedy Alicja przysz艂a do domu, zauwa偶y艂a na pod艂odze samolociki zrobione z ich 艣lubnych zaprosze艅.

Ju偶 wiedzia艂a, 偶e tajemnica jej wysz艂a na jaw i nagle us艂ysza艂a, 偶e ma si臋 wynosi膰.

Piotr siedzia艂 w ciemnym pokoju na fotelu.

To koniec, pomy艣la艂a Alicja.

鈥 Zmarnowa艂a艣 mi siedem lat 偶ycia, ty lesbo 鈥 us艂ysza艂a zdr臋twia艂a i przera偶ona.

鈥 Wyno艣 si臋 natychmiast, nie chc臋 ci臋 zna膰 ty, ty, ty!

Przera偶ona, szlochaj膮c, przykl臋k艂a przed Piotrem i wy艂ka艂a.

鈥 Wybacz mi, wybacz.

  • Zawsze by艂o ze mn膮 co艣 nie tak.
  • My艣la艂am, 偶e jak poznam m臋偶czyzn臋 i si臋 zakocham, to b臋dzie dobrze i b臋d臋 mog艂a by膰 szcz臋艣liwa z tob膮.
  • Wybacz, ale nie mog臋 si臋 ju偶 wi臋cej oszukiwa膰.
  • To wbrew mojej naturze.
  • Nie chcia艂am ciebie skrzywdzi膰, ale Olk臋 kocham ponad wszystko i nie wyobra偶am sobie bez niej 偶ycia.
  • To jest silniejsze ode mnie i p贸jd臋 za ni膮 na koniec 艣wiata i nie obchodzi mnie, co na to ludzie powiedz膮.
  • Nie obchodzi mnie, jak to przyjmie Krystyna i Jerzy. Wybacz 鈥 艂ka艂a.

鈥 Pakuj si臋 i nie chc臋 ci臋 zna膰. Piotr energicznie j膮 odepchn膮 od siebie.

Zacz臋艂a si臋 pakowa膰 , zabieraj膮c wszystkie swoje rzeczy.

Niedbale wrzuca艂a swoje ubrania do walizek, aby szybko opu艣ci膰 Piotra i ten ich dom.

Chcia艂a jak najszybciej znowu m贸c obj膮膰 Ol臋 i by膰 blisko niej.

鈥 Olu, opuszczam Piotra, zd膮偶y艂a jeszcze zadzwoni膰, kiedy Piotr przesta艂 krzycze膰.

鈥 B臋d臋, b膮d藕, wyje偶d偶amy, tak jak ustali艂y艣my.

W torebce mia艂a bilet do Pary偶a i czym pr臋dzej uda艂a si臋 na lotnisko, na kt贸rym ju偶 czeka艂a na ni膮 Ola

Polecia艂y, aby zacz膮膰 wszystko od nowa – razem!

Niech sobie ka偶dy kogo chce – wy bigoci z PiS-u!

Gotowanie nie na ekranie i opowiadanie!

Prawie codziennie zastanawiamy si臋, co b臋dzie dzi艣 na obiad.

Jak偶e cz臋sto kombinujemy, co by tu ugotowa膰 tak, aby by艂o zdrowo, tanio i szybko!

I u mnie w domu tak jest i dzi艣 wpad艂am na pomys艂 do powrotu do m艂odo艣ci, kiedy to na biwakach w szybkowarze gotowali艣my danie jednogarnkowe!

W kuchni by艂y ziemniaki i dokupili艣my pozosta艂e produkty i wysz艂o nam z tego co艣 smacznego i tak:

  • obra艂am 6 艣rednich ziemniak贸w, kt贸re pokroi艂am w talarki,
  • potem pokroi艂am kawa艂ek wieprzowiny i boczku,
  • obra艂am 6 sporych marchewek, 艣redni seler, por, korze艅 pietruszki i te偶 pokroi艂am w talarki, a tak偶e posieka艂am kawa艂ek bia艂ej kapusty,
  • doda艂am te偶 s艂oik fasoli w sosie pomidorowym,
  • doda艂am te偶 troch臋 samego sosu pomidorowego,
  • w艂o偶y艂am wszystko do szybkowaru i na wierzch doda艂am zielon膮, posiekan膮 pietruszk臋, oraz posiekan膮 cebul臋.
  • wszystko zala艂am wod膮 – nie za du偶o i tak mi si臋 to pitrasi艂o 40 minut!

W szybkowarze wszystkie wydobyte smaki sprawi艂y, 偶e ugotowa艂a mi si臋 prawie zupa w臋gierska.

Cz臋sto jest tak, 偶e w naszych lod贸wkach s膮 produkty i nie wiemy czasami, co z tym zrobi膰, a wi臋c polecam tak膮 kombinacj臋, bo wszy艂o danie syc膮ce i smaczne.

A teraz opowiadanie:

Aby nie zgubi膰 po drodze mi艂o艣ci!

To ju偶 ponad trzydzie艣ci lat po 艣lubie, pomy艣la艂a i spojrza艂a nie艣mia艂o na siebie w lustro.
By艂 wiecz贸r, taki niby jak zawsze, kiedy wieczorem ka偶de z nich sz艂o do swojego pokoju na odpoczynek po ca艂ym dniu.
– O nie, nie mo偶e by膰 tak zawsze, do ko艅ca 偶ycia i posz艂a do 艂azienki wzi膮膰 wieczorny prysznic.
Ubra艂a najpi臋kniejsz膮 koszul臋, u艂o偶y艂a w艂osy i zrobi艂a delikatny makija偶.
Spojrza艂a ponownie na siebie w lustro i stwierdzi艂a, 偶e jest jeszcze fajnie 聽i聽 podoba艂a si臋 sobie.
Wzi臋艂a g艂臋boki oddech i wesz艂a do pokoju m臋偶a, kt贸ry czyta艂 w 艂贸偶ku gazet臋.
Spojrza艂 na ni膮 od niechcenia i nie zauwa偶y艂 jej pragnienia w oczach, a zarazem ogromnego za偶enowania.
Stan臋艂a w progu z oczekiwaniem, 偶e zaprosi j膮 do wsp贸lnego 艂o偶a i po prostu przytuli.
– Chcia艂a艣 co艣, co艣 si臋 sta艂o, tylko takie pytanie us艂ysza艂a, rzucone z za gazety.
– Nie, nic si臋 nie sta艂o i wycofa艂a si臋 do swojego pokoju, zakrywaj膮c za艂zawion膮 twarz.
Po艂o偶y艂a si臋 w swoim pokoju, pe艂na t臋sknoty za tamtymi latami, kiedy kochali si臋 nami臋tnie i prawdziwie, a tu ju偶 od czterech lat, 偶yj膮c pod jednym dachem, w pi臋knym mieszkaniu czuje si臋 coraz bardziej samotna i pomy艣la艂a, 偶e chyba wszystko si臋 ju偶 wypali艂o i nic j膮 nie czeka.
Tak bardzo go kocha, a mimo to nie potrafi mu opowiedzie膰, co czuje, co j膮 uwiera i do czego tak bardzo jeszcze t臋skni.
Codzienna rutyna j膮 zabija艂a i coraz bardziej czu艂a si臋 odepchni臋ta przez swojego kochanego m臋偶czyzn臋.
O poranku usma偶y艂a kolejny raz m臋偶owi jajko na bekonie, po czym on wychodzi艂 do pracy na d艂ugie godziny, bez poca艂unku i bez grama czu艂o艣ci.
Gdzie艣 te wszystkie uczucia si臋 zagubi艂y i to j膮 okropnie uwiera艂o.
Nie mog艂a si臋 pogodzi膰, 偶e by膰 mo偶e on ju偶 jej nie kocha i go ani troszeczk臋 nie poci膮ga.
Przecie偶 nie mo偶e tak dalej 偶y膰, w艣r贸d niedom贸wie艅 i wstydu za czu艂o艣ci膮, delikatnym dotkni臋ciem, przelotnym poca艂unkiem, a o seksie nie wspominaj膮c.
Nie mo偶e tak by膰 i postanowi艂a poszuka膰 specjalisty, kt贸ry pomo偶e jej odnale藕膰 si臋 w zaistnia艂ej sytuacji.
Kto艣 kto pobudzi ich dwoje do powrotu do siebie, b膮d藕 odrzucenia bez wzgl臋du na wyniki terapii.
Musi to wiedzie膰, co mi臋dzy nimi jest jeszcze do ocalenia. Odda ka偶dy grosz, aby ratowa膰 swoje ma艂偶e艅stwo, kt贸re po odej艣ciu dzieci z domu, sta艂o si臋 skostnia艂e, jakby go nie by艂o.
By艂o by jej 艂atwiej, gdyby j膮 opu艣ci艂 i czu艂aby si臋 mniej samotna, ni偶 obok niego, kt贸ry zamkn膮艂 si臋 w 艣wiecie swoich zaj臋膰 i rutyny.
Gdyby zechcia艂 jej si臋 zwierzy膰 z tego, czy ma jeszcze jakie艣 oczekiwania i pragnienia. Nie wiedzia艂a o nim nic w艂a艣ciwie i chcia艂a przy pomocy specjalisty na nowo go pozna膰 i rozszyfrowa膰.
Postawi艂a wszystko na jedn膮 kart臋, bo albo si臋 rozstan膮, albo na nowo si臋 do siebie zbli偶膮 w oparach nowej nami臋tno艣ci.
Ka偶da kobieta wychodz膮c za m膮偶 ma swoje oczekiwania i pragnienia.
Ka偶da z nas chce by膰 po偶膮dana przez swojego m臋偶czyzn臋 wybranego spo艣r贸d miliona innych.
Wychodzimy za m膮偶, budujemy gniazdo rodzinne, rodzimy dzieci, pracujemy i tak nam ucieka wiele lat.
Nie zauwa偶amy, 偶e obok 偶yje z nami drugi cz艂owiek, kt贸ry tak偶e ma swoje fantazje i pragnienia.
Jak偶e cz臋sto nie rozmawiamy na te tematy, bo wstydzimy si臋 ujawnia膰 nasze najskrytsze pragnienia.
Mijaj膮 lata, dzieci odchodz膮 z domu i nie potrafimy cieszy膰 si臋 t膮 wolno艣ci膮, przestrzeni膮, kt贸ra jest niespodziewanie nam dana.
Codzienne czynno艣ci, codzienne przyzwyczajenia zatracaj膮 w nas potrzeb臋 blisko艣ci. Dochodzi do tego tak偶e zmiana naszego wygl膮du, dodatkowych kilogram贸w, posiwia艂ych w艂os贸w.
To wszystko oddala nas od bliskich spotka艅 w sypialni, poniewa偶 szybko przekre艣lamy swoj膮 atrakcyjno艣膰.
Rezygnujemy z blisko艣ci, obawiaj膮c si臋 odrzucenia. Spogl膮damy na siebie w lustro i stwierdzamy, 偶e nie powinni艣my ju偶 domaga膰 si臋 seksu, przytule艅, poca艂unk贸w. Oddalamy od siebie swoje pragnienia, cho膰 pojawiaj膮 si臋 nie raz.
Kto艣 to wszystko 藕le urz膮dzi艂, poniewa偶 kiedy mamy tak wiele czasu na blisko艣膰, odrzucamy j膮 niejednokrotnie, wstydz膮c si臋 swoich my艣li, a co dopiero rozmawia膰 o tym z kochanym partnerem i dop贸ki kto艣 z tych dwojga nie przerwie tego przekl臋tego milczenia, poczujemy nagle, 偶e omija nas jeszcze co艣 bardzo wa偶nego w 偶yciu.
Omija nas szcz臋艣cie jakie mo偶e da膰 nam bliska i kochana osoba.
Jak to zmieni膰? Trzeba rozmawia膰, a je艣li si臋 nie udaje, trzeba poszuka膰 rady dobrego psychologa, aby nam pom贸g艂 prze艂ama膰 te lody, bo szkoda czasu, ostatniego czasu na mi艂o艣膰.
PS. Moja bohaterka wygra艂a, bo m膮偶 zgodzi艂 si臋 na terapi臋 i jej determinacja sprawi艂a, 偶e zosta艂y pokonane wewn臋trzne obawy przed blisko艣ci膮, bo sobie za艂o偶y艂a, 偶e je艣li on kocha, to do niej mentalnie i fizycznie wr贸ci i po艣wi臋ci jej jeszcze nie jedn膮 upojn膮 noc.

 

Znalezione obrazy dla zapytania: szbkowar

Obraz mo偶e zawiera膰: jedzenie

Znalezione obrazy dla zapytania: seks ludzi starszych

Jak weto zrodzi艂o si臋 w g艂owie Adriana?

Zesz艂y weekend by艂 jednym z pi臋kniejszych tego lata!

Temperatura w granicach 22 stopni nad morzem i lekka przyjemna bryza.

S艂o艅ce nie zas艂aniane przez chmury, co zapowiada艂o przyjemne i spokojne dwa dni z dala od zgie艂ku w mie艣cie.

Tam gdzie艣 w Polce wysz艂o tysi膮ce ludzi na ulic臋 i krzyczeli co艣 o wolnych s膮dach, demokracji!

Nie艣li transparenty, flagi, jakie艣 znicze i bia艂e r贸偶e – normalnie horror.

Adrian mia艂 do艣膰 tego ha艂asu pod Pa艂acem Prezydenckim i wykona艂 telefon do Agaty!

– Kochanie! Zwiewamy z tego miejsca! – Szykuj si臋 kochanie, bo lecimy helikopterem do spokojnej Juraty! – Ja musz臋 odpocz膮膰!

Wyl膮dowali w Juracie i Adrian liczy艂 na spokojny, przemi艂y, ma艂偶e艅ski czas.

Agata zachwycona miejscem 聽– z kaw膮 usiad艂a na tarasie. Mia艂a ciekaw膮 lektur臋 i si臋 w niej zatopi艂a.

Czu艂a si臋 bezpieczna, a kiedy Adrian zaproponowa艂 jej rejs skuterem po falach Ba艂tyku – zaproszenie przyj臋艂a.

Nadszed艂 wiecz贸r i oboje po atrakcjach, udali si臋 po pysznej kolacji z o艣miorniczkami w roli g艂贸wnej 聽– do sypialni.

Sypialnia przepi臋knie urz膮dzona z du偶ym 艂o偶em i haftowan膮 po艣ciel膮! Bajka!

Agata wzi臋艂a relaksuj膮cy prysznic, a potem nasmarowa艂a cia艂o balsamem i twarz najlepszym kremem.

Na艂o偶y艂a na siebie zwiewn膮 koszul臋 i wygl膮da艂a bardzo pon臋tnie!

Adrian i nie tylko – 聽oszala艂 na widok 偶ony.

Te偶 wzi膮艂 tusz i spryska艂 cia艂o dobr膮 wod膮 kolo艅sk膮. 聽By艂 gotowy do skoku jak rasowy lew!

Kiedy w艣lizgn膮艂 si臋 pod ko艂dr臋 – Agata czyta艂a Pudelka na tablecie.

Adrian swoj膮 delikatn膮 d艂oni膮 pog艂aska艂 udo Agaty, ale ta go ofukn臋艂a.

– Ale偶 Agatko! – Mam ch臋膰 na mi艂o艣膰 z tob膮, bo przecie偶 nie mamy nigdy na to czasu.

Agata by艂a z艂a i jej twarz si臋 brzydko zmarszczy艂a!

– Adrian! – Nie b臋dzie 偶adnej mi艂o艣ci, bo ty nie masz jaj!

– Je艣li dalej b臋dziesz si臋 ugina艂 przed prezesem, to ja bior臋 z tob膮 rozw贸d, bo mam do艣膰 takiego tch贸rza za m臋偶a! Ju偶 nie potrafi臋 robi膰 dobrej miny do z艂ej gry – Mam do艣膰 – krzykn臋艂a!

– Namy艣l si臋, co masz zamiar zrobi膰 z ustawami o s膮downictwie i masz czas do ko艅ca weekendu!

– Nawet nie wiesz jak nasza Kinga cierpi przez takiego ojca bez kr臋gos艂upa, co to si臋 nie umie postawi膰 zwyk艂emu pos艂owi.

– Masz czas do poniedzia艂ku i je艣li nie zawetujesz tych ustaw to ja odchodz臋!

– Odejd臋 i ca艂y 艣wiat b臋dzie si臋 z ciebie 艣mia艂!

Agata obr贸ci艂a si臋 na drugi bok 聽z impetem i zasn臋艂a.

Adrian nie spa艂 dwie noce! 馃榾

Skre艣lona mi艂o艣膰 na stare lata!

Zbli偶a艂a si臋 ich 45 rocznica 艣lubu i Janina pomy艣la艂a sobie, 偶e dobrze by by艂o tak donios艂膮 rocznic臋 jako艣 uczci膰.

Zacz臋艂a si臋 wi臋c szykowa膰, a wi臋c obesz艂a sklepy z odzie偶膮 by kupi膰 co艣 eleganckiego i stosownego na tak膮 okoliczno艣膰.

Kupi艂a 艣liczn膮 granatow膮 sukienk臋 i do tego czerwone korale i wisz膮ce kolczyki. Kupi艂a te偶 kosmetyki i pi臋knie pachn膮ce perfumy, gdy偶 chcia艂a by膰 elegancka i pragn臋艂a podoba膰 si臋 m臋偶owi.

Ale nie tylko siebie obkupi艂a, poniewa偶 tak偶e zakupi艂a dla swego m臋偶a 艣wi膮teczn膮 koszul臋 i dobra艂a do niej odpowiedni krawat. Zawsze kupowa艂a mu garderob臋 i on zwykle by艂 zadowolony.

Swoje zakupy ukry艂a g艂臋boko w szafie, czekaj膮c na stosowny moment, by m臋偶owi zakomunikowa膰, 偶e ma ochot臋 na uroczysty obiad, taki tylko we dwoje.

Tydzie艅 przed rocznic膮 przytuli艂a si臋 powabnie do m臋偶a i zaproponowa艂a, aby w ten dzie艅 pojechali razem do ich ulubionej restauracji i od艣wi臋tnie ubrani celebrowali swoj膮 rocznic臋.

Spojrza艂 na ni膮 z艂owrogo i odsun膮艂 od siebie, a to co us艂ysza艂a zwali艂o j膮 z n贸g.

– Jeste艣 jak pies w budzie i obiad zjesz i owszem, ale jak sobie i mnie go sama ugotujesz!

Poczu艂a si臋 okropnie, jakby dosta艂a porz膮dnie w twarz i od tego momentu by艂o ju偶 tylko coraz gorzej!

Byli szcz臋艣liwym ma艂偶e艅stwem i tak byli postrzegani przez 艣rodowisko w mie艣cie. Zawsze razem pod r臋k臋 na spacerach z dw贸jk膮 dzieci bardzo udanych i grzecznych.

On wojskowy, a ona pani domu, bo to on nigdy nie chcia艂, by ona pracowa艂a. Mia艂a zajmowa膰 si臋 domem i wychowaniem dzieci i tylko tyle od niej wymaga艂. Mieli rodzinn膮 dzia艂k臋, gdzie ka偶dego lata ich widywano i tej dzia艂ce oddawali si臋 w du偶ej mierze.

On 艂agodny, lekko 艂ysy z wysokim czo艂em, a ona wysoka brunetka, szczup艂a i bardzo zgrabna – malowniczo si臋 prezentowali.

Nikt nie mia艂 o nich z艂ej opinii, gdy偶 pasowali do siebie pod ka偶dym wzgl臋dem.

Ich dzieci bardzo dobrze si臋 uczy艂y i ona by艂a szcz臋艣liwa i dumna, kiedy poko艅czy艂y studia i posz艂y swoj膮 drog膮 w doros艂e 偶ycie.

Zosta艂a z m臋偶em sama i my艣la艂a, 偶e teraz ju偶 tylko we dwoje b臋d膮 p臋dzi膰 szcz臋艣liwe 偶ycie na stare lata.

Jednak tak si臋 nie sta艂o, bo co艣 dzia艂o si臋 z jej m臋偶em. Zacz膮艂 j膮 strofowa膰 na ka偶dym niemal kroku. Nagle przesta艂y mu smakowa膰 jej potrawy, kt贸re zawsze chwali艂. Nagle zacz膮艂 wylicza膰 jej ka偶dy grosz i twierdzi艂, 偶e jest rozrzutna i wydaje pieni膮dze na bzdury. Nagle wytyka膰 jej zacz膮艂 jaki艣 kurz i nie wyprasowane na czas ubrania i przede wszystkim strasznie j膮 wyzywa艂. Nie przebiera艂 w s艂owach i rani艂 j膮 od rana do wieczora. Jako by艂y wojskowy wprowadzi艂 jej domow膮 dyscyplin臋 i zabrania艂 gdziekolwiek wychodzi膰 i spotyka膰 si臋 z lud藕mi.

Kocha艂a m臋偶a, ale bardzo j膮 martwi艂 swoim zachowaniem i czasami uda艂o si臋 jej tylko wymkn膮膰 do ulubionego parku, gdzie przysiada艂a do r贸wnych pa艅 jej wiekiem i si臋 skar偶y艂a na swoje 偶ycie. Tyle tylko by艂o jej, 偶e sobie ponarzeka艂a na m臋偶a tyrana.

Jednego dnia po przyj艣ciu z parku i zrobieniu potrzebnych zakup贸w 聽do domu, zasta艂a swojego m臋偶a martwego na dywanie. Zadzwoni艂a na pogotowie, ale by艂o ju偶 za p贸藕no. Lekarz o艣wiadczy艂, 偶e m膮偶 dozna艂 rozleg艂ego zawa艂u i w zasadzie nie do uratowania.

D艂ugo nie mog艂a podnie艣膰 si臋 z 偶a艂oby, bo jaki by艂, taki by艂, ale zawsze go kocha艂a jako jedynego m臋偶czyzn臋 swojego 偶ycia, kt贸re po艣wi臋ci艂a dla niego i dla ich dzieci.

Min臋艂y trzy lata od pogrzebu m臋偶a. Wykupi艂a na cmentarzu miejsce obok niego i 偶y艂a z dnia na dzie艅 w samotno艣ci przerywanej od czasu, do czasu wizyt膮 dzieci i wnuk贸w.

Jednego lata przyjecha艂y jej dzieci i zaproponowa艂y, 偶e pomog膮 jej w remoncie mieszkania, kt贸re od wielu lat wymaga艂o od艣wie偶enia. Podczas likwidacji wielkiej szafy w przedpokoju znalaz艂a pami臋tnik swojego 艣p. m臋偶a.

Usiad艂a na kanapie i czyta艂a z wypiekami na twarzy, to, co jej m膮偶 pisa艂 o by艂ych kochankach zapoznanych podczas d艂ugich poligon贸w 聽w wojsku.

Dowiedzia艂a si臋, 偶e by艂a w jego 偶yciu Krysia, Marysia, Joanna i wiele innych kobiet. Opisywa艂 swoje pikantne szczeg贸艂y, z kt贸rych si臋 dowiedzia艂a, 偶e przez ca艂e 偶ycie by艂a tylko kuchark膮 i sprz膮taczk膮, oraz matk膮 i to wprawi艂o j膮 w niesamowit膮 w艣ciek艂o艣膰. Nagle znienawidzi艂a tego m臋偶czyzn臋, kt贸rego tak szczerze kocha艂a przez tyle lat.

Oznajmi艂a dzieciom, 偶e po jej 艣mierci nie maj膮 prawa jej pochowa膰 u boku ich ojca! Zapragn臋艂a po tamtej stronie spokoju i nieograniczonej wolno艣ci.

List z szuflady!

Poczu艂a si臋 藕le. By艂a w momencie wchodzenia w menopauz臋 i nagle zauwa偶y艂a, 偶e krwawi cz臋艣ciej ni偶 to kalendarzyk kobiecy przewiduje.

Zmartwiona nie mia艂a wi臋c 偶adnej wym贸wki, by p贸j艣膰 do ginekologa. Diagnoza po kilku specjalistycznych badaniach – rak szyjki macicy, a wi臋c dlatego pojawia艂y si臋 dodatkowe krwawienia.

Szpital i nast臋pna diagnoza, 偶e jest o wiele za p贸藕no, by da膰 jej nadziej臋 na pe艂ne wyleczenie.

Przyj臋艂a to ze spokojem i mia艂a nadziej臋, 偶e si臋 wywinie i wszystko b臋dzie dobrze, ale gdzie艣 podsk贸rnie czu艂a, 偶e umrze, Mia艂a 偶al tylko do siebie, bo nie w por臋 wybra艂a si臋 do lekarza i zlekcewa偶y艂a fakt, 偶e kobieta raz w roku powinna si臋 bada膰. Ona u lekarza nie by艂a trzy lata.

Kiedy powiedzia艂a m臋偶owi, 偶e czuje, i偶 umrze, to si臋 za艂ama艂, ale by艂 przy niej w ka偶dym momencie i wozi艂 gdzie tylko trzeba by艂o, a wi臋c na badania, chemi臋 i zrobi艂by dla niej wszystko.

Dzieci tak samo. By艂y przy niej i j膮 wspiera艂y z ca艂ych si艂. Kiedy ona le偶a艂a w szpitalu opiekowa艂y si臋 te偶 bezradnym ojcem, kt贸ry gdyby nie one – zag艂odzi艂by si臋 na 艣mier膰.

Wszyscy my艣leli, 偶e je艣li w tych ci臋偶kich chwilach b臋d膮 razem, to pokonaj膮 chorob臋 matki i 偶ony.

Opada艂a z si艂, bo chemia j膮 wyka艅cza艂a. Mia艂a lepsze i gorsze dni, ale kiedy w艂osy traci艂a, zacz臋艂a 偶egna膰 si臋 z 偶yciem.

W cicho艣ci szpitalnej pisa艂a pami臋tnik. Powolutku rozlicza艂a si臋 ze swoim 偶yciem. Kaza艂a sobie przywie藕膰 sw贸j komputer i kiedy tylko czu艂a si臋 na si艂ach – pisa艂a.

Za艂o偶y艂a 聽w sieci bloga i tam opisywa艂a wszystko, co jej si臋 w 偶yciu zdarzy艂o. Opisywa艂a 偶ycie przy boku ukochanego m臋偶czyzny, kt贸rego kocha艂a z ca艂ych si艂. Pisa艂a o dumie ze swoich dzieci i o tym, jak wyje偶d偶ali ca艂膮 rodzin膮 na wakacje i byli tacy szcz臋艣liwi. Pisa艂a o kole偶ankach i kolegach z pracy i o tym, 偶e wiedzia艂a, 偶e jej m膮偶 j膮 zdradza艂, ale nie mia艂a si艂 z tym walczy膰, bo by艂 dla niej zawsze dobry i kochaj膮cy. Pisa艂a, 偶e zawsze mia艂 ci膮goty do innych kobiet i si臋 im podoba艂, ale nigdy nie odwa偶y艂 si臋 j膮 i dzieci opu艣ci膰. Pisa艂a, 偶e mocno cierpia艂a i nie przespa艂a nie jedn膮 noc, ale nie zrobi艂a nigdy awantury i ruchu, 偶eby si臋 rozsta膰 i zako艅czy膰 ten dziwny zwi膮zek. Pisa艂a, 偶e przeprasza swoje dzieci za to, 偶e godzi艂a si臋 na upokorzenia, ale robi艂a to wszystko dla dobra rodziny.

Kiedy rozliczy艂a si臋 z 偶yciem – napisa艂a mejla do swoich dzieci i poda艂a link do swojego bloga, w kt贸rym mog艂y przeczyta膰 wszystkie jej my艣li i poprosi艂a, aby dzieci wskaza艂y swojemu ojcu miejsce, gdzie schowa艂a dla niego list, kt贸ry mia艂 by膰 spowiedzi膮 ze swojego 偶ycia, bo jest mu to winna. List by艂 schowany w ostatniej szufladzie, gdzie m膮偶 trzyma艂 klasery, bo by艂 hobbyst膮 i zbieraczem znaczk贸w pocztowych. Napisa艂a ten list zaraz, gdy dowiedzia艂a si臋, 偶e jest nieuleczalnie chora.

Napisa艂a do dzieci, 偶e o li艣cie maj膮 ojca powiadomi膰 po roku od jej 艣mierci 聽i tak te偶 si臋 sta艂o, 偶e dzieci ustosunkowa艂y si臋 do jej ostatniej woli.

Min膮艂 rok i kiedy nasta艂a Wigilia – dzieci wskaza艂y miejsce tajemniczego listu. Wigilia by艂a ju偶 bez matki, ale wszyscy starali si臋 sp臋dzi膰 j膮 tak, jakby ona wci膮偶 z nimi by艂a.

Kiedy ojciec dosta艂 ten list pod choink臋, na kopercie by艂o zaznaczone, 偶e ma go przeczyta膰 w samotno艣ci i koniecznie bez obecno艣ci dzieci.

Kiedy dzieci posz艂y do swojego 偶ycia, rozerwa艂 z ciekawo艣ci膮 list, jakby za grobu i przeczyta艂:

„Kocha艂am Ci臋 nad 偶ycie. Kocha艂am z ca艂ych si艂 i robi艂am wszystko, aby utrzyma膰 rodzin臋, cho膰 zdradza艂e艣 mnie na lewo i na prawo, a ja to pokornie znosi艂am. Wiedzia艂am kiedy mnie zdradzasz i wiedzia艂am z kim, ale wci膮偶 by艂e艣 dla mnie i dzieci taki dobry, 偶e nie potrafi艂am tego zako艅czy膰 i przerwa膰, ale wiedz o jednym:

Zdradzi艂am i ja Ci臋 dwukrotnie i to byli Twoi koledzy, kt贸rzy na mnie zawsze lecieli. Chcia艂am pozna膰 to uczucie, kiedy si臋 jest w innych ramionach i w innym 艂贸偶ku. Chcia艂am pozna膰 smak innego m臋偶czyzny i poczu膰 ten dreszczyk adrenaliny, ale zdradz臋 Ci kochany m臋偶u, 偶e 偶aden z tamtych nie sprawi艂, 偶ebym poczu艂a si臋 szcz臋艣liwa. Ja nie potrafi臋 mechanicznie si臋 kocha膰, tak ja Ty. Zawsze mnie zaspokaja艂e艣, a tamci nie umywali si臋 do Ciebie. Czy 偶a艂uj臋, 偶e Ci臋 zdradzi艂am? Nie 偶a艂uj臋 i s膮dz臋, 偶e tamte Twoje kobiety pie艣ci艂e艣 i ca艂owa艂e艣 jak przez kalk臋, bo to mnie kocha艂e艣 najbardziej i wybaczam Ci te durne wyskoki, bo nam w 艂贸偶ku by艂o kosmicznie – czy偶 nie? Je艣li jaka艣 kochanka by艂aby lepsza ode mnie, by艣 mnie zostawi艂!

呕egnam Ci臋, ca艂uj臋 Ci臋 i teraz mo偶esz sobie u艂o偶y膰 na nowo 偶ycie, bo mnie ju偶 nie ma!

A kiedy to szata nie zdobi cz艂owieka, a to, co w sercu si臋 nosi

Pani Ania siedzia艂a samotnie na 艂awce 聽ka偶dego dnia, kiedy tylko pogoda sprzyja艂a wyj艣ciu z domu. Siedzia艂a zawsze na tej samej 艂aweczce, kt贸ra nie wiadomo czemu nie by艂a ucz臋szczana przez innych ludzi i zawsze sta艂a tak, jakby czeka艂a na ni膮. Mo偶e dlatego, 偶e by艂a ukryta w zaro艣lach i z tej 艂aweczki nie wiele by艂o wida膰.

Pewnego razu mija艂y j膮 trzy panie, kt贸re ka偶dego dnia umawia艂y si臋 na spacer z kijkami i w ten spos贸b sp臋dza艂y swoj膮 emerytur臋. Sz艂y sobie i gaw臋dzi艂y o tym i o tamtym, do艣膰 g艂o艣no i zachowywa艂y si臋 jak nastolatki. Opowiada艂y sobie w marszu jakie to zakupy poczyni艂y i co tam dziergaj膮 na drutach i szyde艂ku. Jak to starsze panie mia艂y sobie wiele do powiedzenia, a wi臋c Anna tylko z za ksi膮偶ki czasami na nie spojrza艂a i zaraz wraca艂a do czytania, bo czytanie to jej wielka nami臋tno艣膰 i w艂a艣nie na tej 艂aweczce czyta艂o si臋 jej najlepiej.

Pewnego razu us艂ysza艂a niespodziewanie, 偶e panie w臋druj膮ce skrytykowa艂y j膮, 偶e dziwacznie i bez gustu si臋 ubiera i us艂ysza艂a, 偶e z pewno艣ci膮 ubiera si臋 w lumpeksie, bo to od razu rzuca si臋 to w oczy. Reszty rozmowy ju偶 nie s艂ysza艂a, ale zrobi艂o si臋 jej strasznie przykro. Nale偶a艂a do samotnic i nie chcia艂a, a mo偶e uwa偶a艂a, 偶e nie umie zawiera膰 znajomo艣ci i pokocha艂a swoj膮 samotno艣膰. Jednak przenios艂a si臋 z czytaniem na inn膮 艂aweczk臋, aby te panie ju偶 nigdy jej na swojej drodze nie widzia艂y.

Ania cz臋sto rozmy艣la艂a o swoim 偶yciu i chcia艂a co艣 w nim zmieni膰. Brakowa艂o jej ludzi i rozm贸w z nimi, ale by艂a now膮 mieszkank膮 ma艂ego miasteczka, do kt贸rego przyby艂a z przyczyn osobistych. Mia艂a malutkie mieszkanko, kupione za do艣膰 nisk膮 cen臋 i stara艂a si臋 nikomu nie zawadza膰 i nie przeszkadza膰. Lubi艂a kwiaty, a wi臋c od wiosny sadzi艂a je na swoim balkonie i tam te偶, kiedy tylko pogoda pozwala艂a, co艣 tam w zeszycie pisa艂a. Nikt nie wiedzia艂 o niej nic, a ona przemyka艂a po osiedlu i siadywa艂a na swojej wybranej 艂aweczce.

Kiedy艣 zauwa偶y艂a wywieszone og艂oszenie, 偶e Biblioteka Miejska zaprasza Senior贸w, aby zg艂osili swoj膮 ch臋膰 czytania poezji, je艣li takow膮 uprawiaj膮 amatorsko.

Pomy艣la艂a sobie wi臋c, 偶e dlaczego by nie. Posz艂a i zapisa艂a si臋 na list臋, przezwyci臋偶aj膮c swoj膮 nie艣mia艂o艣膰, ale mo偶e to b臋dzie dobry spos贸b, aby kogo艣 ciekawego pozna膰 i zaistnie膰 w miejskiej spo艂eczno艣ci.

Kiedy przyszed艂 ten dzie艅, to okaza艂o si臋, 偶e jest jedyn膮, kt贸ra ma ch臋膰 czyta膰 swoje wiersze. To by艂a niewielka salka, gdzie zapalono 艣wiece, aby stworzy膰 dobry nastr贸j. Po kr贸tkim wst臋pie, zaproszono j膮 i wr臋czono mikrofon, a na sali siedzia艂y tak偶e trzy w臋drowniczki z parku.

Zacz臋艂a czyta膰 swoje wiersze, ale jakie to by艂y wiersze? Pe艂ne mi艂o艣ci do m臋偶a, kt贸rego ju偶 nie ma i t臋sknoty do dzieci, kt贸re umar艂y zaraz po porodzie, Wiersze o spleceniu si臋 przyrody z ludzkimi t臋sknotami i wiersze opowiadaj膮ce o t臋sknocie do ludzkich serc. By艂o w nich tyle b贸lu i tyle pi臋kna, bez patosu, a wszystko ubrane w przepi臋kny, polski j臋zyk, pe艂en metafor i niedopowiedze艅.

S艂ysza艂a, 偶e kto艣 tam na ko艅cu zaszlocha艂 i widzia艂a 艂zy w oczach tych pa艅, kt贸rym nie podoba艂 si臋 jej ubi贸r i uzna艂y j膮 za dziwaczk臋.

Kiedy przyszed艂 czas na ostatni wiersz, Ania wsta艂a, poprawi艂a swoj膮 sp贸dnic臋 z lumpeksu i g艂o艣nym i pewnym g艂osem przeczyta艂a sw贸j wiersz, co艣 w rodzaju, 偶e nie szata zdobi cz艂owieka, ale to, co jest ukryte we wra偶liwym sercu.

Kiedy na salce rozbrzmiewa艂y oklaski pe艂ne podziwu, nikt nie wiedzia艂 do kogo kierowany jest ten ostatni wiersz, a panie w臋drowniczki skuli艂y si臋 ze wstydu.

Pr贸bowa艂y Ani臋 przeprosi膰 i Ania przeprosiny przyj臋艂a, ale jednak wola艂a wr贸ci膰 na swoj膮 艂aweczk臋, t臋 pierwsz膮 – ju偶 bez wstydu, a od dyrekcji biblioteki dosta艂a zaproszenie, by organizowa艂a dla miasta wieczorki autorskie i przy okazji prezentowa艂a swoje, wspania艂e wiersze. 馃檪

Dwie kobiety, dwie zdrady – opowiadanie

Poszed艂 jak zwykle do pracy na wieczorn膮 s艂u偶b臋 i kiedy uk艂ada艂a si臋 do snu, po艂o偶ywszy dzieci, nagle zadzwoni艂 telefon. Zdziwi艂a si臋, 偶e o tej porze kto艣 do niej dzwoni.

– Halo jeste艣? 鈥 Tak, a co chodzi, spyta艂a poznawszy, 偶e dzwoni ciotka plotkara.

– Pos艂uchaj uwa偶nie, bo ju偶 d艂u偶ej nie mog臋 milcze膰. Wiem, 偶e tw贸j m膮偶 przebywa cz臋sto, g臋sto u tej, co mieszka na g艂贸wnej ulicy. Oni si臋 tam wspaniale zabawiaj膮, no wiesz alkohol i oczywi艣cie seks i m贸wi臋 ci o tym dlatego, 偶e to trwa ju偶 d艂u偶szy czas. Tam odbywaj膮 si臋 orgie i czas temu postawi膰 kres 鈥 s艂uchasz mnie, grzmia艂o z s艂uchawki,bo聽ciotka si臋 nie hamowa艂a nigdy, gdy jak膮艣 plotk臋 dorwa艂a.

– 呕e co? Wyj膮ka艂a w s艂uchawk臋 zdenerwowanym g艂osem. 鈥 Gdzie jest to mieszkanie, spyta艂a.

– Poczekaj, mam zapisany adres, a wi臋c nr domu 34b/6 i id藕 tam pr臋dko, bo mo偶e nie jest jeszcze na p贸藕no i pami臋taj, 偶e nic ci nie m贸wi艂am, no to cze艣膰 i dzia艂aj kochana. Dobrej nocy.

Zdj臋艂a z wieszaka pierwszy lepszy ciuch i nie przebieraj膮c nawet dolnej pid偶amy posz艂a pod wskazany adres. Nie by艂o to daleko i na szcz臋艣cie ulica by艂a pusta, a wi臋c nikt nie widzia艂, 偶e jest w pid偶amie. Podesz艂a pod okna i z pierwszego pi臋tra dop艂ywa艂a muzyka, by艂o do艣膰 g艂o艣no. Pozna艂a rozweselony g艂os swojego m臋偶a i j膮 sparali偶owa艂o. Nie wiedzia艂a, co ma pocz膮膰. I艣膰 i zrobi膰 awantur臋, czy sama nie wiedzia艂a co? Usiad艂a na stopniu i zapali艂a papierosa, kt贸ry mia艂 j膮 uspokoi膰, a u g贸ry by艂o coraz g艂o艣niej i s艂ycha膰 by艂o, 偶e towarzystwo 艣wietnie si臋 bawi.

Nie wesz艂a na g贸r臋, bo si臋 wstydzi艂a, a mo偶e nie r臋czy艂a za siebie. Wr贸ci艂a do domu i do rana nie zmru偶y艂a oka. Kiedy si臋ga艂a w 艂azience po zapasowe myd艂o, z kubeczka wylecia艂y prezerwatywy, a ona przecie偶 zabezpiecza艂a si臋 tabletkami. Wszystko u艂o偶y艂o si臋 jej w ca艂o艣膰 i ju偶 wszystko wiedzia艂a.

Kiedy wr贸ci艂, zacz膮艂 kr臋ci膰 i si臋 t艂umaczy膰, 偶e to tylko kole偶anka, kt贸rej za艂atwi艂 wa偶n膮 spraw臋 i dlatego go zaprosi艂a, 聽ona w to nie uwierzy艂a, albo chcia艂a uwierzy膰.

Ogarn臋艂a si臋 i posz艂a do tej kobiety, a kiedy zapuka艂a, otworzy艂a jej brunetka w ci膮偶y, lekko jeszcze wstawiona.

– Musimy porozmawia膰, kategorycznie za偶膮da艂a i prosz臋 mi powiedzie膰, czyje to b臋dzie dziecko.

– To nie pani sprawa, 艣mia艂o i z impetem wypowiedziane s艂owa, mocno j膮 uderzy艂y.

– Prosz臋 napisa膰 mi o艣wiadczenie, 偶e nie jest to dziecko mojego m臋偶a i za kilka miesi臋cy nie b臋dzie mia艂 m贸j m膮偶 sprawy o alimenty. Tak chc臋 si臋 zabezpieczy膰, rozumie pani.

Odm贸wi艂a, a wi臋c si臋 ba艂a i za kilka miesi臋cy jej m膮偶 zawis艂 na wokandzie o alimenty na by膰 mo偶e swoje dziecko.

Nie wywali艂a go z domu, bo sama mia艂a z nim dzieci, a wyprowadzi膰 si臋 nie chcia艂. 呕yli jak pies z kotem, nie odzywaj膮c si臋 do siebie, a tamta urodzi艂a i dalej si臋 艣wietnie bawi艂a z tym, 偶e ju偶 bez jej m臋偶a.

Postanowi艂a da膰 mu szans臋, ale nie mog艂a poradzi膰 sobie z emocjami. Zacz臋艂a pisa膰 w sieci z pewn膮 m艂od膮 kobiet膮, na babskim forum, kt贸ra przesz艂a dok艂adnie to samo. U niej min臋艂y cztery lata od zdarze艅 i mimo, 偶e strasznie to prze偶y艂a da艂a m臋偶owi szans臋.

By艂o ci臋偶ko, bo przesz艂a szpital psychiatryczny i w czasie jej leczenia, m膮偶 bardzo si臋 o ni膮 martwi艂 i kl臋ka艂, 偶e nigdy wi臋cej jej nie skrzywdzi, a teraz, po latach nie 偶a艂uje, 偶e da艂a mu kredyt zaufania, bo jest najszcz臋艣liwsz膮 kobiet膮 pod s艂o艅cem.

Pisa艂y, a ona wylewa艂a w jej r臋kaw wszystkie swoje zmory i w膮tpliwo艣ci, a偶 spotka艂y si臋 w realu i d艂ugo trwa艂o ich spotkanie, bo przegada艂y ca艂膮 noc i ca艂y dzie艅 i op艂aci艂o si臋, bo zrozumia艂a mechanizm m臋skich wyskok贸w. Tamta by艂a m艂odsza, a jakby bardziej do艣wiadczona, a mo偶e dlatego, 偶e by艂a po studiach psychologii i do tematu podesz艂a z innej strony, bardziej naukowej. Postawi艂a jej fundamentalne pytanie, czy nadal kocha m臋偶a i wiedzia艂a, 偶e kocha do granic wytrzyma艂o艣ci, a wi臋c postaraj si臋 zapomnie膰, bo tamta tylko b臋dzie si臋 cieszy艂a, 偶e do niej si臋 przeprowadzi, a gdy zostanie z 偶on膮, b臋dzie gryz艂a pazury.

Min臋艂y cztery lata i ten niewdzi臋czny m膮偶 stara si臋 jak g艂upi, aby zatrze膰 艣lady dawnej zbrodni i robi wszystko, aby by艂a najszcz臋艣liwsz膮 kobiet膮 pod s艂o艅cem i tak pozytywnie sko艅czy艂a si臋 sprawa, dw贸ch kobiet i dw贸ch zdrad.

Mora艂 z tego taki, 偶e kochani zazwyczaj zostaj膮 same, bez skradzionej mi艂o艣ci, bo 偶ony cechuje wi臋ksza m膮dro艣膰 i rozwaga i dlatego m臋偶owe zostaj膮 przy tych m膮drych, a najwy偶ej g艂upsze tylko pukaj膮, ale jak 艣wiat, 艣wiatem tak by艂o i b臋dzie, 偶e pierwsza mi艂o艣膰 nie rdzewieje, a te samotne kochanki zostaj膮 w ka偶de 艣wi臋ta same licz膮c na marny聽telefon 聽kt贸ry nagle dzwoni膰 przestaje i tym si臋 r贸偶ni膮, bo kochanki gryz膮 tylko psy i wyrzuty sumienia, cho膰 nie zawsze 聽he he.

My艣la艂am, 偶e on pani nie kocha!

My艣la艂a, 偶e zwariuje, kiedy odczyta艂a sms – a o tre艣ci:

– My艣la艂am, 偶e jemu na pani nie zale偶y i ci膮gn臋艂am ten romans 4 lata. On obiecywa艂, 偶e si臋 z pani膮 rozwiedzie, a teraz zostawi艂 mnie. Chc臋 si臋 z pani膮 spotka膰, aby obna偶y膰 jego w pani oczach. Mam nadziej臋, 偶e nie wybaczy mu pani tego i ja si臋 zemszcz臋. Prosz臋 o kontakt.

Przeczyta艂a i ugi臋艂y si臋 pod ni膮 nogi. A wi臋c to tak! Te wszystkie delegacje, wyjazdy, kiedy ona siedzia艂a na wychowawczym z ich dwiema c贸reczkami. By艂a taka cierpliwa i podsuwa艂a po nos wszystko, co najlepsze, bo przecie偶 jest przem臋czony i pracuje ci臋偶ko na ich rodzin臋.

Odpisa艂a, 偶e zgadza si臋 na spotkanie i chce wiedzie膰 wszystko! Do kawiarni wesz艂a wysoka i zgrabna brunetka, ca艂kiem 艂adna, gdy ona by艂a rasow膮 blondynk膮, jego ukochan膮 blondynk膮. Dowiedzia艂a si臋, 偶e obieca艂 si臋 rozwie藕膰 i pozostawi膰 rodzin臋, bo 偶y膰 bez brunetki nie mo偶e, a do tego ten seks nieziemski, jakiego 偶ona mu nigdy nie da艂a. Obiecywa艂 kupi膰 mieszkanie i zamieszka膰 z brunetk膮, a na dzieci b臋dzie p艂aci艂 alimenty. Brunetka naciska艂a na rozw贸d, ale on zwleka艂 i w ko艅cu powiedzia艂a – do艣膰, bo wci膮偶 zwleka艂, a ona nie chcia艂a kolejny raz sp臋dza膰 samotnie 艣wi膮t. 聽Okaza艂o si臋, 偶e on wci膮偶 kocha 偶on臋 i jako艣 trudno mu rozsta膰 si臋 z dzie膰mi.

Do艣膰! I niech pani pogoni mu kota, bo zdradza艂 pani膮 w ka偶d膮 nadarzaj膮c膮 si臋 okazj臋. Umawiali si臋 w hotelach, a tak偶e je藕dzi艂a z nim w delegacje nami臋tnie sp臋dzane. Obsypywa艂 j膮 prezentami i na nic jej nie 偶a艂owa艂. Brunetce nie zamyka艂a si臋 buzia, bo w ci膮gu kr贸tkiej chwili chcia艂a opowiedzie膰 sw贸j czteroletni romans z m臋偶em blondynki.

Ju偶 wszystko wiem – rzek艂a blondynka i dopiwszy resztk臋 kawy odesz艂a od stolika. Nie wiedzia艂a, co ma powiedzie膰 brunetce. Nie wiedzia艂a, czy powinna plun膮膰 jej w twarz, czy te偶 odej艣膰 bez s艂owa. Zakr臋ci艂o jej si臋 w g艂owie i na chwil臋 straci艂a 艣wiadomo艣膰 i trze藕we my艣lenie. Nie wiedzia艂a jak znalaz艂a si臋 na ruchliwej ulicy i nagle klakson jad膮cego samochodu j膮 otrze藕wi艂.

Nie wiedzia艂a jak dosz艂a do swojego domu i co z dzie膰mi, bo przecie偶 nie mog膮 jej zobaczy膰 w takim stanie. Poprosi艂a, aby c贸rki spakowa艂y kilka rzeczy i mog膮 i艣膰 do ukochanej babci, mieszkaj膮cej na tej samej ulicy. Musia艂a w samotno艣ci doj艣膰 do siebie.

Kiedy zosta艂a sama, wyj臋艂a z barku butelk臋 w贸dki i pi艂a jeden kieliszek za drugim. Musia艂a znieczuli膰 si臋 i chcia艂a zapomnie膰. Chcia艂a, aby by艂o tak, jak przed kilku godzinami. Nie wyobra偶a艂a sobie dalszego 偶ycia przy boku m臋偶a.聽

Co robi膰, my艣la艂a ju偶 podchmielona, a kiedy w butelce pokaza艂o si臋 dno, si臋gn臋艂a po nast臋pn膮 butelk臋.聽

Nagle drzwi si臋 otworzy艂y i us艂ysza艂a – cze艣膰 kochanie, jak min膮艂 ci dzie艅? Wr贸ci艂 zadowolony jak zawsze, ale kiedy zauwa偶y艂 j膮 pijan膮 mina mu zrzed艂a.

Kochanie, napi艂am si臋, bo mam dzi艣 z艂y dzie艅 – be艂kota艂a. Po艂o偶y艂 j膮 do 艂贸偶ka nie pytaj膮c o nic i niczego si臋 nie domy艣laj膮c.

Kiedy obudzi艂a si臋 rano z wielkim b贸lem g艂owy, m臋偶a ju偶 w domu nie by艂o. Wszystko wr贸ci艂o do niej, ten ca艂y koszmar, ale postanowi艂a, 偶e da mu odpowiedni膮 nauczk臋.

Kupi艂a sobie bardziej seksown膮 bielizn臋 na gor膮cy wiecz贸r z m臋偶em. Chcia艂a mu pokaza膰, 偶e te偶 potrafi by膰 poci膮gaj膮ca i zrobi wszystko, aby mia艂 na ni膮 ochot臋. W艂o偶y艂a wi臋cej pracy w perfekcyjny makija偶 i fryzur臋 i obejrza艂a si臋 w lustrze. By艂a o wiele 艂adniejsza i zgrabniejsza od brunetki i cho膰 艂zy la艂y jej si臋 po twarzy i zanosi艂a si臋 z rozpaczy, postanowi艂a, 偶e si臋 opanuje i zrobi sw贸j chytry plan.

Wieczorem zach臋ci艂a go do 艂贸偶ka i swoimi sztuczkami go rozpali艂a. Kiedy by艂 gotowy i mia艂o doj艣膰 do mi艂osnej igraszki, wcisn臋艂a guzik w telefonie. Us艂ysza艂 to, czego by nigdy us艂ysze膰 nie chcia艂. Kochanka go zdradzi艂a i wy艣piewa艂a wszystko w tej przekl臋tej kawiarni.

Zblad艂 i spyta艂 tylko, co teraz?聽

Blondynka d艂ugo podnosi艂a si臋 z traumy i musia艂a skorzysta膰 z porady psychologa, ale si臋 op艂aci艂o, a dzieci trzyma艂y j膮 przy 偶yciu.聽

Od czasu, do czasu przechodz膮c przez miasto, mija za艂amanego i pijanego m臋偶czyzn臋, kt贸ry straci艂 w jednej chwili wszystko. 聽To jest jej m膮偶!

艂zaPs. Brunetka ma ju偶 nowego faceta, ale czy 偶onaty, blondynki to ju偶 nie interesuje.

By艂 na ka偶de jej skinienie!

ha haByli bardzo m艂odzi, kiedy si臋 poznali i od razu wybuch艂o mi臋dzy nimi wielkie uczucie, a wi臋c nie widzieli bez siebie聽 偶ycia. Oboje pochodzili z rodzin bardzo ubogich, wr臋cz patologicznych, gdzie jedno z rodzic贸w nadu偶ywa艂o alkoholu. Nie mieli dzieci艅stwa wcale i dlatego postanowili szybko si臋 pobra膰, cho膰 na rodzin臋 nie mogli liczy膰 wcale.

Wiedzieli, 偶e musz膮 sami dorabia膰 si臋 od pocz膮tku i do wszystkiego, a wi臋c zaraz po sko艅czeniu studi贸w oboje poszli do pracy, aby jako艣 zacz膮膰 sobie uk艂ada膰 sw贸j 艣wiat. Na pocz膮tek kupili domek do remontu, kt贸ry powoli zamienia艂 si臋 w mi艂e gniazdko. Uwielbiali to swoje ciche miejsce na ziemi, a wsp贸lny cel tylko umacnia艂 ich uczucie. Kochali si臋 strasznie i wiedzieli, 偶e maj膮 tylko siebie.

Za jaki艣 czas urodzi艂a im si臋 zdrowa i 艣liczna c贸reczka. On skaka艂 do sufitu ze szcz臋艣cia, bo nie nale偶a艂 do facet贸w, kt贸rzy marz膮 o pierwszym synu. Mia艂 je dwie i wiedzia艂, 偶e da im wszystko, co najlepsze.

Ona przy dziecku mia艂a sw贸j grafik, a wi臋c opieka nad c贸reczk膮, gotowanie dla niego obiadu, bo ci臋偶ko pracowa艂 i te wszystkie domowe kobiece zaj臋cia. Nie narzeka艂a, bo nie mia艂a powodu. Finansowo uk艂ada艂o im si臋 coraz lepiej.

Za jaki艣 czas urodzi艂a syna. Podobny do ojca jak dwie krople wody. Szcz臋艣cia ko艅ca nie by艂o i wszystko uk艂ada艂o si臋 wspaniale. Dom na uko艅czeniu, du偶o miejsca dla dzieci i wspania艂y ogr贸d zadbany jej r臋k膮. Troch臋 si臋 martwi艂a, 偶e on pracuje po 12 godzin dziennie, ale mia艂a nadziej臋, 偶e gdy dzieciaki podrosn膮, ona wr贸ci do pracy i b臋d膮 mieli wi臋cej czasu dla siebie.

Tak im mija艂y lata, kiedy dzieciaki zdrowo im ros艂y i dobrze si臋 uczy艂y i nie mieli z nimi 偶adnych wychowawczych k艂opot贸w, a kiedy posz艂y na studia, dom opustosza艂 i ona zauwa偶y艂a, 偶e jest w tym domu sama. Dalej ci臋偶ko pracowa艂a, aby zape艂ni膰 sobie czas, a w tym czasie on dosta艂 jeszcze lepsze stanowisko i wyje偶d偶a艂 na zagraniczne delegacje i by艂 coraz bardziej zm臋czony, ale si臋 nie skar偶y艂, gdy偶 nale偶a艂 do ludzi, kt贸rzy bez pracy 偶y膰 nie mog膮.

Zacz臋li si臋 k艂贸ci膰 鈥 o wszystko. O brak seksu, a tak偶e o jej samotno艣膰 w du偶ym domu. On jej zarzuci艂, 偶e znacznie przyty艂a i powinna co艣 z tym zrobi膰, bo go nie poci膮ga. Robi艂o jej si臋 coraz smutniej i oddali艂a si臋 od niego, cho膰 wci膮偶 bardzo kocha艂a. Zacz臋艂a chorowa膰 i to od razu na wiele chor贸b, zagra偶aj膮cych jej 偶yciu. Za艂ama艂a si臋 i schowa艂a w domu i ogrodzie b臋d膮c na rencie chorobowej.

Postanowili, 偶e oboje musz膮 od siebie odpocz膮膰 i on wyjedzie na samotne wakacje, aby to wszystko przemy艣le膰 i sobie pouk艂ada膰. Ona si臋 na to zgodzi艂a i czeka艂a na niego z ksi膮偶k膮 na le偶aku. Dwa tygodnie szybko min臋艂y i my艣la艂a, 偶e po powrocie rzuc膮 si臋 sobie w ramiona i rzucili, tylko ona poczu艂a od niego dziwny ch艂贸d, jak to zazwyczaj kobiety intuicyjnie wyczuwaj膮.

Kiedy bra艂 k膮piel, na jego kom贸rk臋 przyszed艂 sms i go przeczyta艂a, 偶e tamta ju偶 t臋skni i 艣le ca艂usy na nast臋pnego razu. Ju偶 wszystko wiedzia艂a, dlaczego bi艂 od niego ten dziwny ch艂贸d!

Kiedy sko艅czy艂 si臋 kapa膰, poda艂a mu jego telefon i kaza艂a odczyta膰. Nie wypiera艂 si臋, tylko, 偶e on j膮 wci膮偶 bardzo kocha, a ta kobieta jest z jego zak艂adu pracy i napatoczy艂a si臋, kiedy mi臋dzy nimi nie iskrzy艂o i si臋 co艣 popsu艂o i bardzo przeprasza. Nie chce straci膰 tych wsp贸lnych lat i zerwie z tamt膮, bo kocha nad 偶ycie i to jest jego wielka pomy艂ka.

S艂ucha艂a tego wszystkiego w miar臋 spokojnie i liczy艂a na jego inteligencj臋. Wiedzia艂a, 偶e da艂a mu do zrozumienia, 偶e powinien si臋 wyprowadzi膰, ale przyrzek艂a sobie, 偶e skoro dalej j膮 kocha, b臋dzie na jej ka偶de skinienie.

Wyprowadzi艂 si臋 z dwoma walizkami, pozostawiaj膮c jej wszystko, ale widzia艂a, 偶e robi to wbrew sobie i chcia艂by wszystko naprawi膰. Nie przejedna艂a si臋 i pozwoli艂a mu odej艣膰. Nie potrafi艂a na t臋 chwil臋 mu wybaczy膰.

Cierpia艂a okrutne m臋ki i musia艂a zaj膮膰 si臋 swoim zdrowiem, co 艂膮czy艂o si臋 z cz臋stymi wyjazdami po lekarzach i szpitalach. Nie mia艂a prawa jazdy, a wi臋c dzwoni艂a do niego, aby j膮 podwi贸z艂, czy te偶 zawi贸z艂 do lekarza w innym mie艣cie, gdzie przyjmowali specjali艣ci. Nigdy jej nie odm贸wi艂 i zawsze przy niej by艂.

Dzwoni艂a, 偶e co艣 w domu si臋 popsu艂o i potrzebuje jego pomocy. Dzwoni艂a, 偶e nie da rady sama skosi膰 trawnika i nie da rady skopa膰 ogrodu. Dzwoni艂a, 偶e trzeba poobcina膰 drzewa w sadzie i przywie藕膰 obornik. By艂 na ka偶de jej zawo艂anie i zawsze mia艂 dla niej mi艂e s艂owo.

Min臋艂y trzy lata i obojgu posiwia艂y g艂owy, a on by艂 na ka偶de jej skinienie i tylko raz si臋 poskar偶y艂, 偶e jego m艂odsza o 15 lat kobieta ma do niego pretensje, 偶e pomaga swojej by艂ej i po ka偶dym telefonie robi mu karczemn膮 awantur臋, 偶e nie chce mu si臋 do domu wraca膰 i wcale nie jest z ni膮 szcz臋艣liwy i nagle us艂ysza艂 鈥 no to wracaj. Po tych s艂owach oczy zala艂y mu si臋 艂zami i za dwie godziny stan膮艂 w progu ich dawnego domu z dwiema walizkami.

Teraz oboje siedz膮 w ogrodzie na le偶akach z ksi膮偶k膮 i tak jest im teraz dobrze!

Fatalny splot wydarze艅

Ania mia艂a 14 lat i by艂a bardzo zdoln膮 i utalentowan膮 dziewczynk膮. Jej matka wychowywa艂a j膮 sama, bo tak jej si臋 w 偶yciu u艂o偶y艂o, 偶e ojciec Ani zaraz po porodzie j膮 opu艣ci艂. Musia艂a si臋 z tym pogodzi膰 i musia艂a tak偶e pogodzi膰 prac臋 z wychowaniem c贸rki. Pracowa艂a na dw贸ch etatach, bo musia艂a zarobi膰 na dom i potrzeby swojego dziecka, a wi臋c nie by艂o jej w domu od rana do wieczora. Ania by艂a bardzo samodzieln膮 dziewczynk膮 i w wielu obowi膮zkach domowych pomaga艂a swojej mamie, bo wiedzia艂a, 偶e mama si臋 dla niej po艣wi臋ca.

Ania zapozna艂a w szkole ch艂opca,聽 kt贸ry od razu wpad艂 jej w oko i nawzajem. Chodzili nad jezioro razem si臋 opala膰 i przy okazji uczy膰. Uchodzili w艣r贸d r贸wie艣nik贸w za par臋 zakochanych i nieroz艂膮czn膮. I tak by艂o w rzeczywisto艣ci 鈥 wsz臋dzie razem ich widywano. Mama Ani wiedzia艂a o ch艂opcu i ufa艂a mu, 偶e nie zrobi jej c贸rce 偶adnej krzywdy i spokojnie pracowa艂a, ciesz膮c si臋, 偶e Ania ma przyjaciela i nie czuje si臋 taka osamotniona.

Pewnego dnia Ania zaprosi艂a swojego ch艂opca do domu i nie wiadomo kiedy sta艂o si臋 co艣, co zmieni艂o 偶ycie Ani na zawsze 鈥 zasz艂a w ci膮偶臋. Nie powiedzia艂a mamie, 偶e co艣 si臋 z ni膮 dzieje, ale mama pilnie j膮 obserwowa艂a, jak to matka i si臋 w pewnym momencie domy艣li艂a.

Co robi膰, zadawa艂a sobie tysi膮ce takich pyta艅, nie 艣pi膮c po nocach. Jak uratowa膰 przysz艂o艣膰 c贸rki, bo przecie偶 marzy艂a o tym, aby c贸rka si臋 dalej kszta艂ci艂a i wyros艂a na m膮dr膮 kobiet臋 i urodzi艂a swoje dzieci, ale na Boga 鈥 nie teraz!

Postanowi艂a, 偶e Ania zaraz po porodzie odda dziecko do adopcji z zastrze偶eniem, 偶e Ania nigdy nie b臋dzie mia艂a mo偶liwo艣ci odnalezienia swojego dziecka.

Po porodzie przysz艂a obca rodzina i potajemnie, w zupe艂nej dyskrecji adoptowa艂a c贸reczk臋 Ani o imieniu Lidia i to imi臋 mia艂a prawo nada膰 tylko Ania i z tym imieniem w g艂owie mija艂y jej lata. Ch艂opiec Ani wyjecha艂 daleko od niej z rodzicami i tak偶e 艣lad po nim zagin膮艂, bo nikt mu nie powiedzia艂, 偶e Ania by艂a z nim w ci膮偶y.

Ania dorasta艂a i kszta艂ci艂a si臋 i tak mija艂y lata, a kiedy mama jej zachorowa艂a 鈥 Ania zupe艂nie odda艂a si臋 pracy i opiece nad schorowan膮 matk膮. By艂a bardzo troskliw膮 opiekunk膮, dbaj膮c膮 o to, aby mama jej ostatnich lat do偶ywa艂a pod jej troskliw膮 opiek膮. Kiedy pracowa艂a, opiek臋 sprawowa艂a wynaj臋ta opiekunka, kt贸ra聽 mia艂a w tym wysokie do艣wiadczenie.

Min臋艂o wiele lat i Ania nigdy nie za艂o偶y艂a rodziny, ale pewnego razu tam gdzie pracowa艂a zjawi艂 si臋 Pawe艂, kt贸ry zwr贸ci艂 na ni膮 uwag臋. By艂 to m臋偶czyzna po przej艣ciach i cho膰 Anna by艂a dzik膮 w stosunku do m臋偶czyzn, Pawe艂 mia艂 w sobie tak wiele delikatno艣ci, ale i stanowczo艣ci, 偶e zgodzi艂a si臋 p贸j艣膰 z nim na randk臋. Randka przebiega艂a do艣膰 burzliwie, bo Anna nie wierzy艂a, 偶e jaki艣 m臋偶czyzna ma szczere intencje wobec jej osoby.

Umar艂a mama i Anna poczu艂a niesamowit膮 pustk臋 w sercu i w domu. Kocha艂a swoj膮 matk臋 nad 偶ycie, mimo, 偶e mia艂a do niej 偶al, i偶 Lidia, jej c贸rka posz艂a w obce r臋ce. Ka偶dego wieczora my艣la艂a o swoim dziecku, kt贸re jest tam, gdzie艣 w innym miejscu, ju偶 jako 37 letnia kobieta. Zastanawia艂a si臋 jak mo偶e wygl膮da膰 i co robi w 偶yciu? Czy wysz艂a za m膮偶 i czy ma ju偶聽 swoje dzieci. My艣la艂a, 偶e tak wiele j膮 omin臋艂o i nigdy nie widzia艂a jak robi pierwsze kroczki i wypowiada pierwsze s艂owa i do kogo m贸wi 鈥 mamo. Ze swoj膮 matk膮 nie rozmawia艂a na ten dla nich trudny temat, bo ka偶da z nich ba艂a si臋 wzrusze艅 i聽 wspomnie艅 i rozdrapywania ran.

Pawe艂 o艣wiadczy艂 si臋 Annie i ona zgodzi艂a si臋 zosta膰 jego 偶on膮 i pewnego wieczora Pawe艂 widz膮c jej strapienie, nam贸wi艂 Ann臋 do odszukania swojego dziecka. Anna si臋 ogromnie ba艂a, bo co powie jej, je艣li j膮 faktycznie odnajdzie. Co powie swojej c贸rce, wychowywanej w innej rodzinie 鈥 jak si臋 wyt艂umaczy, 偶e to nie ona czesa艂a jej dzieci臋ce warkoczyki i nie ona kupowa艂a dla niej sukienki.

Po d艂ugim przemy艣leniu zdecydowali z Paw艂em, 偶e rozpoczn膮 poszukiwania i udali si臋 do domu adopcyjnego. Naprzeciwko nich siedzia艂a starsza zakonnica i oznajmi艂a jej po sprawdzeniu w ksi臋gach, 偶e rodzice Lidii zastrzegli sobie, ujawnianie ich to偶samo艣ci i adopcja odby艂a si臋 z tak膮 w艂a艣nie klauzul膮. Zakonnica zaproponowa艂a, i偶 po tylu latach Anna powinna napisa膰 list do c贸rki, kt贸ry zostanie zdeponowany w aktach i je艣li c贸rka 聽zechce j膮 odnale藕膰, ten list zostanie jej przekazany.

Min膮艂 rok i nic si臋 nie wydarzy艂o. Anna straci艂a nadziej臋 na odnalezienie swojego dziecka, kobiety, gdzie艣 tam 偶yj膮cej w 艣wiecie.

Pewnego dnia listonosz przyni贸s艂 Annie list powiadamiaj膮cy j膮, 偶e jej c贸rka umar艂a przy porodzie. Powiadomienie przysz艂o od zakonnicy, kt贸ra powiadomi艂a j膮 jednocze艣nie, 偶e Lidia tak偶e zostawi艂a list, tylko si臋 on zawieruszy艂 w aktach i dlatego si臋 nigdy nie spotka艂y. Bardzo przeprasza艂a za niedopatrzenie, ale ju偶 by艂o za p贸藕no!

W tym samym o艣rodku adopcyjnym inna, m艂oda rodzina adoptowa艂a c贸reczk臋 Lidii, do kt贸rej Anna prawnie nie mia艂a 偶adnych praw, ale kiedy otrzyma艂a od zakonnicy adres rodziny adopcyjnej jej wnuczki, wpad艂a w histeryczny 艣miech i p艂acz. Okaza艂o si臋, 偶e jej wnusia mieszka na tej samej ulicy, tylko 5 minut drogi od jej rodzinnego domu.

Odzyska艂a po cz臋艣ci swoj膮 c贸reczk臋, a oczy wnuczki przypomina艂y jej spojrzenie swojej matki! Dowiedzia艂a si臋 jeszcze, 偶e jej c贸rka by艂a zawodowo, wzi臋t膮 prawniczk膮. 馃檪