Archiwa tagu: PiS

Między kuchnią, a polityką!

Obraz może zawierać: drzewo, roślina, niebo, na zewnątrz i przyroda

Odchodzi pomału lato!

W domu dość zimno,  więc ogrzewamy się kominkiem i chciałoby się lato zatrzymać, ale się nie da.

Być może będą jeszcze cudowne, ciepłe i słoneczne dni, ale powoli będzie ich coraz mniej.

I dlatego na początek wpisu osadzę wiersz:

Koniec lata

Odchodzi lato, ulotnie przemija, dzień kurcząc,
jak dziecięcy sweterek, który nie wystarcza,
nie grzeje! porankiem leniwym ziewa, snując:
mgły po ścierniskach, babie lato w parkach.

w sadach, jak na paradzie, owoc dojrzewa
zdobiąc ociężałe konary drzew, jakby dźwigały
wszystkie grzechy tego świata, słodko omdlewa
śliwa, oddając z wolna swój bagaż, wspaniały.

szkoda lata, mimo, że słońcem zwodzi wrzesień
i przedwieczornym, dźwięcznym cykad graniem.
przyroda zmieniając szatę, godzi się na jesień
i na nic tu nasze żale, niemy bunt, biadanie.

krajobrazy w kolorach, od spłowiałej zieleni toną,
po żółcie, winobluszczu szkarłat mieni się w rosie,
tylko patrzeć, jak wszystko zacznie płonąć
intensywnie purpurą, na jesiennym stosie.

Zofia Szydzik

Znowu napiszę o gotowaniu, ponieważ aby żyć, to trzeba jeść.

Mąż zakupił mi za dużo warzyw i byłoby zbrodnią je zmarnować.

Ugotowałam najprostszą zupę na chłodną u mnie sobotę!

Moja zupa, to zupa krem z przewagą marchewki!

Marchewki po wyglądzie pochodzą z działki bez nawozów i nie były doskonałe, jak te modyfikowane.

A więc zabrałam się do gotowania.

A co trzeba, to napiszę – ja amatorka od zupy krem.

  • na dnie garnka podsmażyłam na rozgrzanym oleju pokrojoną w kostkę cebulę i dwa posiekane ząbki czosnku,
  • dodałam do cebuli łyżkę warzywka zamiast soli,
  • następnie dodałam obraną,  pokrojoną w kostkę marchew – pięć dużych sztuk,
  • dodałam posiekaną ćwiartkę kapusty młodej i dwa obrane ziemniaki,
  • dodałam także mały, obrany kabaczek, a także kilka pomidorów koktajlowych i to z cebulą podsmażyłam,
  • w czajniku zagotowałam 1,5 litra wody i zalałam nią warzywa i dodałam kostkę rosołową,
  • kiedy warzywa się ugotowały, dodałam sporą garść zielonej pietruchy i kopru,
  • odstawiłam do lekkiego wystygnięcia i wszystko przepuściłam przez mikser do uzyskania gęstej, aromatycznej zupy, a na koniec dodałam pieprz mielony,
  • Mąż usmażył na suchej patelni chleb pokrojony w kostkę – trochę przypalił.

Zupę nalewa się do miseczki i należy dodać kleks śmietany i posypuje się uprażonym chlebem – pycha wychodzi i taka zupa rozgrzewa.

Między kuchnią, a telewizorem coś mi umknęło z przemówienia Kaczyńskiego, co jest bardzo groźne.

Oglądając jednak FpF, które prowadziła Kolęda – Zalewska dowiedziałam się, że Kaczyński ma chrapkę na media prywatne i marzy mu się, aby dziennikarzy zamknąć w jakimś stowarzyszeniu, aby im zamknąć buzie i wywalać z zawodu!

Mało mu swojej propagandowej telewizji i szykuje zamach, aby prezesem tego stowarzyszenia był jego człowiek, a niepokornych dziennikarzy będą wsadzali do ciupy!

Ludzie – idźcie na wybory, bo zrobią z nami wszystko, co najgorsze i zamkną nam gęby, bo tak sobie zamarzył kanclerz tego kraju!

Musimy walczyć o WOLNOŚĆ i DEMOKRACJĘ

Kaczyński jest obłąkany i ci, co mu klaszczą też są obłąkani!
Powinien coś o tym napisać dobry psychiatra!

Już nie ma „Czarnych parasolek”.
Już nie ma „Białych róż”.
Na wszystko się zgadzamy i urządzamy się
w dyktaturze!

Obraz może zawierać: jedzenie

Obraz może zawierać: jedzenie

Reklamy

Pogoda jest dla bogaczy – dla nie bogaczy są prognozy złe!

Znalezione obrazy dla zapytania kaczyński zły

Co się w tej Polsce dzieje?

Wczoraj oglądałam obrady Sejmu, które miały trwać trzy dni, a zostały przerwane i będą wznowione po wyborach, które odbędą się 13 października.

15 października w tym samym składzie od 4 lat obrady zostaną wznowione z tymi samymi posłami.

Czegoś takiego nie było w polskiej polityce i trzeba być czujnym, bo oni mają jakiś, dziki, kłamliwy plan, który nie wiadomo do czego może doprowadzić!

Dlaczego zrobili taki myk?

Może się zabezpieczają, że mogą te wybory przegrać, albo stracić w Sejmie większość i się zabezpieczają, aby władzy nigdy nie oddać i wprowadzą jakiś tajny plan!

Osobiście przez dwa dni od 13 do 15 października będę żyła w strachu, bo pragnę powrotu Polski do jakieś normalności i chcę spokoju  w Polsce, a nie przekrętów i kłamstwa i boję się, co oni wymyślili!

PiS jest zdolne do wszystkiego i zrobi wszystko, by Polskę wyprowadzić z Unii Europejskiej, a także tego, by panować co najmniej przez 30 lat!

Pamiętam doskonale kordony Policji i sprzętu wystawionego przeciw przyzwoitym ludziom z białymi różami.

Pamiętam postawione płoty, aby broń boże nic się nie stało Kanclerzowi Polski!

Pamiętam zdewastowanie Konstytucji i Trybunału.

Pamiętam wyłączanie mikrofonu  opozycji w Sejmie i karanie finansowe.

Widziałam wczoraj jak komunistyczny prokurator Piotrowicz wyłączył mikrofon Rzecznikowi Praw Obywatelskich i pozwolił go znieważać kretynce z zaburzeniami -Pawłowicz!

Pamiętam jak zostaliśmy wyzwani od gorszego sortu, kanalii  i od komunistów i złodziei i dlatego wiem, że Kaczyński nie cofnie się przed niczym i niżej przytaczam, co ludzie piszą o przerwanej debacie w Sejmie.

To jest bardzo prawdopodobne i czytamy:

„Tekst internautki , emerytowanej prof. szkoły średniej Zofii Lech.

  • Uwaga!!! Ostatnie posiedzenie Sejmu miało potrwać trzy dni, jednak we wtorek na wniosek Prawa i Sprawiedliwości prezydium izby zadecydowało, że drugi i trzeci dzień obrad odbędzie się dopiero po wyborach, czyli 15 i 16 października. Oficjalnym powodem jest trwająca kampania wyborcza, jednak opozycja uważa, że decyzja ma drugie dno i służy PiS-owi do zabezpieczenia się na wypadek przegranych wyborów. Niektórzy z polityków i z internautów podejrzewają nawet, że partia rządząca może posunąć się do nieuznania wyników wyborów, a nawet wprowadzenia stanu wyjątkowego. WSZYSCY, KTÓRYM JEST DROGA OJCZYZNA== DO URN WYBORCZYCH. JEŚLI WYGRAJĄ TO UGRUTUJE SIĘ PAŃSTWO KLERYKALNO-PISOWSKIE I ZOSTANIEMY WYRZUCENI Z UE. WSZYSCY STRACIMY, POGŁĘBIMY SIĘ W MROKACH CIEMNOTY NA WIELE LAT” 

Dariusz Weroniecki do Sympatycy Koalicji Obrońców Demokracji

„Możliwy scenariusz nr 1: 13. października idziemy do urn. 14. października, przed południem, PKW ogłasza wstępne wyniki, PiS przegrywa z kretesem, 14. października po południu, bojówki PiS, MW, ONR i inne tałatajstwo wychodzi na ulicę i zaczyna „protest” (wiemy jak to może wyglądać w ich wydaniu), 15. października, zbiera się Sejm i uchwala Stan Wojenny, zawiesza konstytucję, wprowadza komisarzy, PiS przejmuje całą władzę.
Możliwy scenariusz nr 2: 13. października idziemy do urn. 14. października, przed południem, PKW ogłasza wstępne wyniki, PiS je fałszuje i wygrywa, 14. października po południu, bojówki PiS, MW, ONR i inne tałatajstwo podszywa się pod opozycję i wychodzi na ulicę, zaczyna „protest” (wiemy jak to może wyglądać w ich wydaniu), 15. października, zbiera się Sejm i uchwala Stan Wojenny, zawiesza konstytucję, wprowadza komisarzy, PiS przejmuje całą władzę.
Znając tę PiSowską bandę, wszystko jest możliwe.”

Krystyna Pawłowicz nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich?

Ziemniaki i polityka!

 

Obraz może zawierać: jedzenie

Uwielbiam ziemniaki pod każdą postacią i zawsze tak miałam, choć z tego powodu są spięcia z Mężem, bo On jest makaroniarzem!

Musimy jakoś w temacie iść na kompromis! 😀

W mojej klatce mieszka młody człowiek z rodziną – świetny kucharz i raz nas poczęstował ziemniakami pieczonymi w piekarniku – pycha.

Takie ziemniaki można kupić gotowe w marketach, ale dlaczego nie zrobić sobie ich samemu, a więc:

  • włączyłam piekarnik na 180 stopni i włączyłam na termoobieg,
  • blachę wyłożyłam papierem do pieczenia,
  • 1,5 kg ziemniaków (średniej wielkości) wyszorowałam porządnie szczoteczką pod bieżącą wodą, a potem pokroiłam je na ćwiartki,
  • do większej miski wlałam kilka łyżek oleju i dodałam ząbek czosnku,  mieszankę ziołową do grilla, oraz sól i pieprz i to porządnie wymieszałam,
  • do tej mieszanki dodałam pokrojone ziemniaki i także je obtoczyłam, aby zioła oblepiły ziemniaki,
  • potem zostaje tylko ułożenie cząstek ziemniaków na brytfance i do pieca na jedną godzinę,
  • ziemniaki układamy skórką do góry, aby się fajnie przyrumieniła i wychodzi mniam, mniam!

Upieczone tak ziemniaki można jeść prosto z blachy, ale także z katchupem, czy majonezem.

Można także zjeść z sosem i jakimś mięskiem oraz surówką!

Obraz może zawierać: jedzenie

A teraz trochę polityki jak zwykle, bo mimo wszystko ona mnie interesuje, choć ze złości często gryzę pazury!

Chyba w żadnym ustroju w naszym kraju nie było tyle draństwa, że hejterzy atakują najważniejszą w Państwie instytucję jaką jest sądownictwo.

Takiej zgnilizny dawno nie było w tym kraju, kiedy alkoholiczka w porozumieniu z innymi sędziami postanowiła zaatakować ludzi z zawodu – przyzwoitych!

Mam nadzieję, że MałaEmi kiedyś odpowie za to prawnie, kiedy opozycja ogarnie sądownictwo i przywróci ją na literę prawa!

Komu będzie się chciało przebrnąć przez poniższy tekst, to się dowie jakie szambo wybiło w Polsce za przyzwoleniem Prokuratora Generalnego – Ziobry!

MałaEmi sypie:

– Atakowałam sędziów, których nazywaliśmy lewackimi, których chciano się w ministerstwie pozbyć albo ich zdyskredytować, bo nie popierali reformy sądownictwa i dobrej zmiany. Dostawałam za to pochwały od wiceministra Łukasza Piebiaka – mówi w szczerej rozmowie z „Wyborczą” Emilia Szmydt, internetowa hejterka o pseudonimie „mała Emi”

Agnieszka Kublik: Od czego zaczęła się pani współpraca z wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem?

Emilia Szmydt: W 2016 r. mój mąż Tomasz zajmował się w Ministerstwie Sprawiedliwości reprywatyzacją. Ale bardzo źle mu się współpracowało z sędzią Kamilem Zaradkiewiczem. Gdy po pół roku kończyła mu się delegacja do resortu, spotkał któregoś dnia na korytarzu kolegę ze studiów Macieja Miterę, dziś rzecznika nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Mąż nie chciał zostać w wydziale reprywatyzacyjnym i poprosił Miterę, by pomógł mu przenieść się do innego wydziału. Maciek powiedział, że się postara.

Mąż przeniósł się do wydziału administracyjnego. I wtedy poznał mnie z Kubą Iwańcem w knajpie niedaleko ministerstwa. Działam na Twitterze i zaczęliśmy rozmawiać o współpracy – czy mogłabym im pomóc w mediach społecznościowych.

Ministra Piebiaka osobiście poznałam parę miesięcy później na imprezie u jednego z sędziów w wynajętym służbowym mieszkaniu. To była zwykła popijawa.

Już wtedy współpracowała pani z Iwańcem?
– Tak, dosyć intensywnie, tylko niespecjalnie się dogadywaliśmy. Mam ciężki charakter, on również. Koło kwietnia 2018 r. poznałam sędziego Arkadiusza Cichockiego, bo na „Kaście” chłopaki zauważyły, że coś się z nim dzieje niedobrego, że się poddaje – i miałam go wesprzeć.

Na „Kaście”, czyli?
– Na zamkniętej grupie „Kasta” na komunikatorze WhatsApp.

Dlaczego panią poproszono, by wspomóc nieznanego sobie sędziego?
– Bo wcześniej chłopaki z „Kasty” poprosili mnie o interwencję w sprawie sędziego Rafała Stasikowskiego [za rządów PiS w ciągu kilkunastu miesięcy awansował z sądu rejonowego do Naczelnego Sądu Administracyjnego, wskazała go tam neo-KRS]. W międzyczasie dostał od ministra Ziobry stanowisko prezesa Sądu Okręgowego w Katowicach. I jakoś tam go mobilizowałam. Więc później, jak coś się zaczęło dziać z Arkiem, również zasugerowano mi taką pomoc.

Czy sędzia Iwaniec powiedział, czego od pani oczekuje?
– Pierwsza rozmowa była ogólna: że potrzebne jest wsparcie dla ministerstwa, dla nowych sędziów, dla nowej KRS. Pytał mnie o pomysły, jak można wykorzystać moje konto na Twitterze i co można ogólnie zrobić, by poprawić PR Ministerstwa Sprawiedliwości, nowych sędziów itd. Potem kazano mi zainstalować konta na WhatsAppie i na Signalu, dostałam numery do chłopaków i informacje do rozprowadzania w internecie.

Na początku od Jakuba Iwańca. Rozmawialiśmy, jaki temat trzeba poruszyć, kogo z nowych sędziów wesprzeć, z kim się zaprzyjaźnić. Na zasadzie, że wspieramy sędziów „dobrej zmiany”, że ten sędzia jest fajny, a tego trzeba załatwić. Takie wpisy wrzucałam na Twittera. Robiłam też banery dla nowej KRS.

Na początku była taka akcja, że wysyłaliśmy SMS-y do sędziego Bartłomieja Przymusińskiego ze stowarzyszenia Iustitia. Dostaliśmy wszyscy jego numer telefonu i przekaz, że jest złym człowiekiem, że nie działa dla Polski. Gdzieś go zachowałam.

SKŁAD GRUPY „KASTA”
„My”?
– No, cała nasza grupa. Mnie nie było w grupie „Kasta” na WhatsAppie, ale wiem, co tam się działo, bo dostawałam niektóre screeny z rozmów od sędziego Cichockiego lub czytałam je w telefonie męża, który sam mi je pokazywał.

Mąż był w grupie „Kasta”.
– Był.

Kto jeszcze?
– Sędzia Wytrykowski, sędzia Radzik, sędzia Mitera, sędzia Lasota, Kuba Iwaniec, Arkadiusz Cichocki, sędzia Dudzicz, no i minister Piebiak. Miałam do nich numery telefonów. Jak coś się działo, to do mnie pisali czy dzwonili, że trzeba np. wysłać donos na jakiegoś sędziego.

Kontaktowaliście się na WhatsAppie i na Signalu, żeby was nie namierzono?
– Tak byliśmy umówieni. Na początku współpraca miała polegać na wsparciu dla nowej KRS i nowych sędziów. A potem przyszła pierwsza prośba o hejt, potem kolejne. To nie było polecenie wprost, że masz zhejtować tego i tego. Tylko: słuchaj, mamy sprawę, np. sędzi Przeczek. Dostałam na nią dokumenty i miałam coś z tym zrobić. Czyli albo zainteresować dziennikarzy, z którymi współpracowałam, albo publikować coś sama, albo zrobić i to, i to.

Jakie dokumenty pani dostawała?
– Choćby ze sprawy dyscyplinarnej. Była lista sędziów i prawników, którzy wiosną 2018 r. pojechali do Brukseli na spotkanie z Komisją Europejską, z wiceprzewodniczącym Timmermansem. Przeważnie były to dokumenty ze stemplami i ręcznymi uwagami, np. ministra Piebiaka, w żaden sposób nie zamazane.

Często wysyłałam je do dziennikarzy bez tych stempli i podpisów, a później ktoś potwierdzał te dokumenty. Na przykład Wojtek mnie dopytywał.

Wojtek to kto?
– Wojciech Biedroń z portalu wPolityce.pl [braci Karnowskich]. Pytał o oryginał. Więc dzwoniłam albo pisałam, że potrzebuję takiego i takiego potwierdzenia.

Do kogo pani dzwoniła?
– Do któregoś z chłopaków z grupy, np. do Kuby. On mówił, że musi spytać. Potem informował: dobra, masz zgodę, żeby udostępnić oryginał, ale on nie może tego pokazać.

Kogo Kuba pytał?
– Wydaje mi się, że wiceministra Piebiaka, bo on wyrażał zgodę na większe akcje. No i on mi za nie dziękował.

Często pani dostawała dokumenty z postępowań dyscyplinarnych, z prokuratury, z sądu?
– Później, jak współpraca się rozkręciła, sporo. Jak dostawałam dokumenty, zawsze je wykorzystywałam – pojawiał się wpis w internecie albo artykuł w mediach.

Miała pani wolną rękę, jak je wykorzystać?
– Tak. Mogłam zrobić z tym, co chciałam.

„Chłopaki” miały do pani zaufanie?
– O tak. Wiedzieli, że bardzo mi zależy na karierze męża. Kuba mi obiecał, że Tomek zostanie w ministerstwie i albo awansuje, albo dostanie delegację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Dlatego tak mocno o to walczyłam.

Tylko za obietnicę awansu dla męża? Bez etatu, bez pensji?
– Tak. W którymś momencie dostałam nawet wprost zapewnienie od Kuby. I zapewnienie od Łukasza [Piebiaka], kiedy z mężem popsuły nam się stosunki. Prosiłam go, by moje sprawy nie wpłynęły na karierę Tomka. Łukasz mi odpisał, że to nie ma żadnego znaczenia, bo oni razem walczą o dobrą Polskę.

I załatwiła pani awans mężowi.
– Tak, został dyrektorem prawnym w KRS i dostał delegację do NSA. Były z tym jakieś problemy, bo mąż miał dostać inne stanowisko, ale pan Mazur się nie zgodził.

Mąż wyłącznie pani zawdzięcza ten awans?
– Nie tylko mnie. Nie jest złym sędzią ani złym człowiekiem. Ciężko pracował na to, myślę, że to wspólne nasze dzieło.

Wiedział dokładnie, co pani robi w mediach społecznościwych wspólnie z Piebiakiem i Iwańcem? O tym, że hejtujecie sędziów?
– O tak. I pomagał mi. Jak np. nie wiedziałam, jak coś napisać, bo nie jestem prawnikiem, to często konsultowałam się z mężem. Doradzał mi, jak coś poprawnie sformułować.

POCHWAŁY OD PIEBIAKA
Kto pani jeszcze przekazywał dokumenty?
– Tylko dwie osoby: Kuba i Arek, czyli sędzia Cichocki.

Piebiak?
– Nie, on nie, od tego miał Kubę. Miałam tylko zgodę Łukasza, że mogę je gdzieś puścić dalej.

Kto panią nakłaniał do ataku na pierwszą prezes Sądu Najwyższego Małgorzatę Gersdorf?
– To sędzia Wytrykowski wymyślił na WhatsAppie [rzucił pomysł wysyłania pocztówek z hasłem „Wypier…j”]. Dostałam screena rozmów od Arka o tym pomyśle, więc wiedziałam, że mam coś z tym zrobić. Od Kuby dostawałam też instrukcje takie jak: słuchaj, atakujemy sędzię Przeczek albo sędziego, który jechał pod wpływem alkoholu. A od Łukasza pochwały po jakiś konkretnych akcjach.

Dużo ich było?
– Trochę. Czułam wtedy, że robię coś dobrego. No bo jeżeli chwali mnie sam wiceminister, że akcja wyszła super – a widać to było też po liczbie kliknięć w tweet, potrafiły dochodzić do 98 tys. – to sprawiało mi to radość. Wiedziałam, że będzie to dobrze dla Tomka i dla sprawy.

Jakie środowisko miała pani atakować?
– Sędziów, których między nami nazywaliśmy lewackimi. Były to osoby, których chciano się w ministerstwie pozbyć albo je zdyskredytować, bo nie popierały reformy sądownictwa i „dobrej zmiany”.

Jeśli jakiś sędzia w mediach krytykował „dobrą zmianę”, to z automatu dla pani był celem?
– Przeważnie tak. Ale i sama wiedziałam, że np. sędzia Żurek jest „zły”, więc trzeba go zaatakować. Nie zastanawiałam się, czy on naprawdę jest zły, po prostu wiedziałam, że tego grupa ode mnie oczekuje. A ja byłam waleczna, walczyłam o Polskę, robiłam coś dobrego – tak mi to chłopaki przedstawiali.

Czyli niektórych sędziów atakowała pani bez prośby Iwańca?
– Tak.

PIEBIAK ZATWIERDZAŁ AKCJE
Kiedy współpraca z Iwańcem zaczęła się psuć?
– Latem 2018 r. Kuba mocno naciskał, żeby nie ujawniać informacji o rzekomej aborcji kochanki sędziego Krystiana Markiewicza, prezesa Iustitii.

Skąd w ogóle pani miała taką informację?
– Od Iwańca. Ponoć kiedyś przyjaźnił się z sędzią Markiewiczem i on sam mu o tym powiedział. Mocno pokłóciliśmy się z Kubą, który twierdził, że sędzia Markiewicz będzie wiedział, że ta informacja jest od niego. A poza tym ta partnerka jest koleżanką – już nie pamiętam, czy wiceministra Piebiaka, czy też jego żony – i że to może nas pogrążyć.

Uważałam, że to nie ma żadnego znaczenia. Bo albo atakujemy wszystkich, którzy są źli, albo nie robimy nic. Spytałam wtedy bezpośrednio wiceministra Piebiaka, czy mogę zadziałać z tą informacją, i on powiedział, że tak.

W tej sprawie współpracował ze mną sędzia Stasikowski. To on zatwierdził mejla, który poszedł do Iustitii z informacją o aborcji. Kilka razy ten tekst poprawiałam, bo to miało być krótkie, konkretne. Później pół nocy drukowałam, bo część poszła listownie. I właśnie wtedy wiceminister zatwierdził akcję, a z Kubą się całkowicie popsuło.

Kto płacił za wysyłanie tych listów, papier, znaczki, koperty?
– Ja.

Za telefony?
– Jeden z tych telefonów, który jest dzisiaj w prokuraturze, należy do mojego męża. Opłacał go z naszych wspólnych pieniędzy.

Miała pani jakieś telefony na karty prepaidowe?
– Nie. Kiedyś poprosiłam Kubę, że przydałby się laptop i telefon, które byłyby odpowiednio zabezpieczone. Ale nie zareagował na te prośby.

Gdy popsuło się z Iwańcem, zaczęła pani w lipcu 2018 r. współpracować z sędzią Cichockim.
– Tak, już wtedy znałam Arkadiusza Cichockiego. Dużo rozmawialiśmy, m.in. o sędziach stanu wojennego, i wymyśliliśmy, by powstała specjalna grupa, która się tym zajmie. Tak go poznałam. Jak miała powstać ta grupa, to spotkaliśmy się w knajpie z trójką prokuratorów, którzy byli potrzebni do wyciągania informacji o sprawach tych sędziów.

Cichocki, jak Iwaniec, przesyłał pani dokumenty i wskazywał cel do oczerniania?
– Arek dogadywał się z Kubą, co ma mi przekazywać.

Piebiak wiedział, dlaczego zerwała pani współpracę z Kubą?
– Tak, wiedział, że pokłóciliśmy się o tę aborcję i o groźby Kuby wobec mnie.

I zatwierdził, że Kubę zastąpi Cichocki?
– Tak, na spotkaniu towarzyskim. Był wiceminister, Arkadiusz Cichocki, sędzia Ireneusz, nazwiska nie pamiętam, gdzieś spod Gliwic. Były dwie panie, których nie kojarzę, mój mąż i dyrektor mojego męża. Podeszłam do Piebiaka i powiedziałam, że jest pomysł takiej grupy, ale że już z Kubą współpracować nie będę. I proponuję, by to Arek zastąpił Kubę. Łukasz powiedział „w porządku”.

DECYZYJNY JEST ZIOBRO
Co „w porządku”? Pomysł specgrupy w sprawie sędziów stanu wojennego?
– Tak, powiedział, że pomysł jest dobry, ale że musi mu to ktoś zatwierdzić, bo on nie jest decyzyjny.

A kto jest?
– Jego szef, Ziobro.

I Ziobro się zgodził?
– Chyba tak. Podjęto nawet uchwałę, że taka grupa powstaje, że będzie się zajmować dyscyplinarkami dla sędziów stanu wojennego. Mieliśmy szukać sędziów, którym nie przedawniły się jeszcze jakieś sprawy, by zrobić im postępowanie dyscyplinarne.

Na początku do tej grupy trafił Arkadiusz, ale między nami powstało uczucie. I wtedy mój mąż postawił warunek, że będzie należał do tej grupy, jeśli nie będzie w niej Arkadiusza. Napisałam w czerwcu zeszłego roku do Piebiaka, że Arkadiusz ma zostać wyrzucony. I wiceminister powiedział, że w porządku. Potem Arkadiusz przyjechał osobiście do ministerstwa i złożył rezygnację. Niby z powodu nadmiaru obowiązków.

W tym zespole dyscyplinarnym zasiadał też Iwaniec. Miała pani wątpliwości, czy może tam być. Dlaczego?
– Uważałam, że na to nie zasługuje, gdy dowiedziałam się o jego sprawie dyscyplinarnej. I poinformowałam o tym wiceministra Piebiaka.

I Iwaniec przestał być członkiem tego zespołu?
– To Ziobro powoływał ten zespół, więc wydaje mi się, że chyba on musiał ostatecznie zdecydować o usunięciu Iwańca.

Wpływowa pani była.
– Przeszłość. Współpraca z Arkadiuszem trwała krótko, to było już w 2018 r. Wdaliśmy się w romans i to jakoś się rozpadło.

Od sędziego Cichockiego, od końca lipca do początku września 2018 r., dostała pani kilka przekazów na 6,5 tys. zł. Za co?
– Czysto osobiste sprawy: na kosmetyczkę, fryzjera. Oprócz tego jedyna rzecz, którą dostałam od chłopaków z „Kasty” – później okazało się, że z inicjatywy Arkadiusza, który już był ze mną blisko – to była ta figurka husarza. I raz były kwiaty.

BYŁAM ICH ŻOŁNIERKĄ
Husarz był od „Herszta” i żołnierzy – taki widniał na nim napis. Dlaczego Piebiaka nazwali „Hersztem”?
– Po prostu chłopaki tak go traktowali. A żołnierze to my, nasza grupa.

Pani też?
– Byłam ich żołnierką. Byłam „Inką” [pseudonim bohaterki niepodległościowego podziemia Danuty Siedzikówny, skazanej na śmierć w procesie w 1946 r.], przynajmniej tak mnie nazywali.

Bo?
– Miałam kiedyś w swoim opisie na Twitterze, że chciałabym na koniec życia powiedzieć jak „Inka”, że zachowałam się jak trzeba.

Zachowała się pani jak trzeba?
– Nie.

Dlaczego?
– Trudno mi odpowiedzieć. Duże znaczenie miała jeszcze wtedy miłość do męża i jego kariera. I przekaz, że tak właśnie trzeba, że to jest dla Polski dobre. Ja w to uwierzyłam. Uwierzyłam, że tamci sędziowie są źli.

Właściwie dlaczego uznała pani, że sędzia Żurek był zły?
– Bo był po przeciwnej stronie. Bo nie popierał reformy sądownictwa, więc musiał być zły. Tak naprawdę prawie w żadnej sprawie nie chodziło o sędziego jako osobę, tylko o to, że nas nie popiera.

Ale pani atakowała konkretne osoby, raniła ich rodziny.
– Wie pani, to jest trochę tak, jak się wpada w spiralę. Zaczyna się od czegoś dobrego, a później się to ciągnie, choć już tak dobre nie jest. Bo tak trzeba. Bo dostaje się za to pochwałę. Bo mąż awansuje. Bo sam wiceminister sprawiedliwości chwali.

Żadnych wątpliwości?
– Nie, wtedy jeszcze nie. Ba, byłam z tego dumna.

Kiedy przyszły wątpliwości?
– Tak naprawdę zaczęłam się nad tym zastanawiać z czysto samolubnych powodów, kiedy w 2018 r. zaczęło rozpadać się moje małżeństwo i pozostawiono mnie samą sobie. Miałam dostać wsparcie, sprawy z Arkadiuszem Cichockim miało nie być, rozwód miał być cichy, spokojny, a ja miałam być bezpieczna.

Sprawa z Cichockim?
– Jego zawiadomienie do prokuratury o nękanie, stalking i opublikowanie jego nagiego zdjęcia w internecie.

Kto pani obiecywał wsparcie?
– Kuba i wiceminister Piebiak. Kuba był tym łagodzącym sytuację z moim mężem. Dostałam od niego zapewnienie, że Tomaszowi się nic nie stanie, że na pewno awansuje, a ja nie pójdę siedzieć i nie poniosę żadnych konsekwencji, bo za dobro się nie karze. Zrozumiałam, że będą rozmawiać z Arkadiuszem, by wycofał zawiadomienie z prokuratury. Nie wycofał, a czy rozmawiali, nie wiem.

NIE DALI MI OBIECANEJ OCHRONY
W końcu przyszła do pani w marcu 2018 r. policja i na polecenie prokuratury zarekwirowała telefony, komputer, laptop.
– Tak.

Wtedy już pani wiedziała, że ochrony nie ma?
– Wiedziałam już wcześniej, ale jeszcze liczyłam, że to wszystko jakoś się ułoży. Latem 2018 r. zapaliły mi się w głowie wszystkie czerwone lampki. Zaczęłam obiektywnie patrzeć na to, co się dzieje np. z sędzią Żurkiem, i dystansować się od Twittera i grupy „Kasta”. I zaczęłam się zastanawiać nad tym, co robiłam. I że nie mam tej obiecanej ochrony, i tak naprawdę w ogóle nic z tego nie mam. I nie chodzi o pieniądze, tylko o poczucie bezpieczeństwa. Zaczęłam się też zastanawiać, czy nie byłam tylko zwykłym pionkiem, którego potrzebowali na chwilę, by wykorzystać, a później spalić.

Tak się pani czuje, wykorzystana i porzucona?
– Teraz czuję się nikim.

Współpracowała pani z dziennikarzami. Kto ich wybierał?
– Próbowałam wszędzie, gdzie są media prawicowe. Portal wPolityce.pl, czyli redaktor Biedroń. TVP, czyli Michał Rachoń, Przemysław Wenerski, Samuel Pereira. Raz udało mi się nawet dotrzeć do pana Jarosława Olechowskiego, czyli szefa „Wiadomości”. Chodziło o jakąś sprawę nepotyzmu w sądzie, już nie pamiętam.

I materiał o tym ukazał się w głównym wydaniu „Wiadomości”?
– Tak.

DOSTAWAŁAM KONTAKTY DO DZIENNIKARZY
Jak pani się przedstawiała dziennikarzom?
– Z imienia i z nazwiska. Mówiłam, że współpracuję z Ministerstwem Sprawiedliwości i z nową KRS. Miałam na to zgodę Łukasza, chociaż nie byłam żadnym pracownikiem ani współpracownikiem resortu.

A gdyby ktoś chciał to potwierdzić?
– Toby wiceminister Piebiak potwierdził. Tak byliśmy umówieni.

Ile w sumie było przez panią zainspirowanych tekstów w portalu wPolityce.pl?
– Ojejku! Bardzo, bardzo dużo.

Zatwierdzała pani te teksty przed publikacją? Jest o tym mowa w pani czatach z Kubą czy Cichockim.
– Był jeden tekst, który weryfikowałam.

Nagradzała pani dziennikarzy?
– Chciałam im podziękować za to, co robią, ale nigdy do tego nie doszło. Nie dostałam na to pieniędzy od chłopaków z „Kasty”, choć pojawił się taki temat rzucony przez Arka albo przez mojego męża, już nie pamiętam, że potrzeba pieniędzy, by coś kupić i w ten sposób podziękować dziennikarzom. Nie spotkało się to jednak z odzewem. Czyli, jeśli chodzi o pieniądze, to „Kasta” nie była chętna.

Czy któryś z dziennikarzy z telewizji, do którego się pani zwróciła, nie chciał współpracować?
– Nie. Za to często dostawałam od nich numery telefonów albo kontakty do innych dziennikarzy. A raz nawet od rzecznika policji, który też mi dawał namiar na kogoś z dziennikarzy.

Po programie „Alarm” w TVP 1 o sędzim Piotrze Gąciarku w maju 2018 r. w jednym z czatów Piebiak panią chwali i mówi, że już wysyła ten materiał „Szefowi”. Potem był jakiś sygnał, co Ziobro na to?
– Nie dostałam żadnego sygnału, ale myślę, że był zadowolony. Nie protestował, bo przecież by mnie Łukasz wycofał.

ZNIKŁA GRUPA NA SIGNALU
W jednym z czatów z Iwańcem prosi pani o przyspieszenie dwóch spraw, podaje sygnatury.
– To były sprawy mojego męża.

Jedna z nich to ta, kiedy poprosiła pani o pomoc prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego? Sprawa kontaktów pani męża z córkami z poprzedniego małżeństwa?
– Nie. To inne prywatne sprawy męża.

Iwaniec pomógł je przyspieszyć?
– Termin kolejnego posiedzenia był w miarę szybko i doszło do mediacji.

W obu sprawach?
– Tak. Była również taka sytuacja, że wyrok karny i 3 tys. grzywny dostał redaktor Biedroń. Napisał o tym do mnie, a ja napisałam do wiceministra. On poprosił o sygnaturę i jakieś dokumenty związane ze sprawą [Biedroń został skazany z art. 212 Kodeksu karnego; chodziło o opisanie sprawy sędziego Wojciecha Łączewskiego; miał on na Twitterze nawiązać prywatną korespondencję z osobą, którą wziął za dziennikarza Tomasza Lisa i którą miał namawiać do przyjęcia nowej strategii w politycznej walce z rządem; Ziobro w lutym br. publicznie obiecał wnieść w sprawie Biedronia kasację do Sądu Najwyższego].

W którymś momencie grupa „Kasta” się zamknęła i chłopaki otworzyli nową. Pojawiali się nowi sędziowie, inni znikali. Jeden sędzia w którymś momencie się wkurzył, bo chciał się dostać do Sądu Najwyższego, ale lista była już dawno gotowa, więc nie było takiej możliwości. Zatem też się z grupy wypisał, później do niej wrócił. Z tego, co wiem, Arkadiusz też wcześniej się tam pojawiał i znikał, bo miał na pieńku z Kubą. A to on był administratorem „Kasty” na WhatsAppie. Decydował, kto może do niej należeć, a kto nie.

Na tym koncie były pokazywane dokumenty, np. z postępowań dyscyplinarnych, do których dostęp ma tylko bardzo określona grupa osób.
– Dostałam zapewnienie, że można je tam bezpiecznie publikować.

Od kogo?
– Od Łukasza i Kuby. Aha, była jeszcze jedna grupa, po której w ogóle nie ma śladu, ponieważ znikła z telefonami na Signalu. Był w niej Arkadiusz Cichocki, mój mąż, wiceminister Piebiak i ja. Omawialiśmy tam tematy, o których nie chcieliśmy, by wiedzieli chłopaki z „Kasty”. Założył ją Arek, a mnie zrobił administratorem. Ale już nie ma po niej śladu. Bo mieliśmy taką niepisaną zasadę, że codziennie wieczorem każdy czat ma być skasowany.

MYŚLAŁAM, ŻE WSZYSTKO ZATWIERDZA MINISTER
Ale pani zaczęła archiwizować czaty.
– Mam ogólną tendencję do archiwizowania. Jakoś czułam, że w którymś momencie coś się może wydarzyć. Nie wiem, może kobieca intuicja, że te zapisy czatów mogą być dla mnie jakąś formą zabezpieczenia. A jak pojawiły się moje problemy osobiste, to chłopaki zaczęły zakładać swoje konta i przejmować moją robotę.

Kto przejął?
– W dużej mierze Kuba. Pojawiły się na Twitterze konta sędziów Radzika, Lasoty, Dudzicza. Sędzia Dudzicz był dosyć aktywny na Twitterze i dosyć ostry, czasami nawet dla mnie zbyt niegrzeczny. Obserwowałam to z zewnątrz i bardzo się cieszyłam, że mnie już tam nie ma. Spadły mi klapki z oczu, zaczęłam widzieć, co naprawdę robią, że niszczą ludzi.

I zrozumiałam, że nie mamy prawa oceniać ludzi, tylko ich zachowania. A ja bezpośrednio atakowałam ludzi. I że nie miałam do tego prawa, bo to ludzie, którzy de facto mnie ani innym nie zrobili nic złego.

Czy na jakimkolwiek etapie współpracy z Piebiakiem miała pani wątpliwości, czy to akceptuje, czy wie o tym Ziobro?
– Myślałam, że jeżeli taka grupa powstała i jest w niej sam wiceminister, to wszystko jest zatwierdzane przez górę, czyli ministra. A ponieważ byłam chwalona za to, co robię, to się upewniałam w tym, że Ziobro wie i pochwala. Ale nikt mi wprost tego nie powiedział.

„Hejterka”, tak panią nazywają.
– Boli mnie to. Nie uważam się już za hejterkę. Myślę, że jestem po prostu człowiekiem popełniającym błędy.

A „nawrócona hejterka”?
– Czy jestem nawrócona? Może trochę znormalniałam. Jestem uczciwsza, to na pewno. I świadoma, że ludzie popełniają błędy, a my możemy je oceniać, ale nie oceniać ludzi.

 

W poszukiwaniu piękna i normalności!

Szukam piękna i dobra w tej mojej Polsce!

Mam dość brzydoty jaka się od 4 lat rozlała i dla własnego, lepszego samopoczucia staram się otaczać pięknymi obrazami, które można jeszcze w Polsce zobaczyć.

Poniższe słowa piosenki – „Gdzie są kwiaty z tamtych lat”, którą śpiewała Sława Przybylska sprawiły, że w oku zakręciła się łza.

„Gdzie są kwiaty z tamtych lat,
jasne kwiaty?
Gdzie są kwiaty z tamtych lat?
Czas zatarł ślad…

Gdzie są kwiaty z tamtych lat?
Każda z dziewcząt wzięła kwiat…
Kto wie, czy było tak,
kto wie, czy było tak?…

Już teraz takich piosenek się nie pisze, które uderzają prosto w serce!

Trzeba je szukać na YT i się zachwycać!

Telewizja, którą oglądam pokazała jak na Dworcu Centralnym w Warszawie zabrzmiała 7 września Aria Moniuszki, a potem ludzie zatańczyli Poloneza – ryczałam ze wzruszenia, bo jednak można zrobić coś pięknego, kiedy PiS nie wtrynia w to swoich łap!

Już dawno zauważyłam u siebie taki objaw, że kiedy widzę, że ludzie wspólnie czynią dobro obojętnie dla kogo, to ja wrażliwiec bardzo się wzruszam.

Pamiętam rok 1997, kiedy Wrocław został zalany powodzią, a ludzie się zjednoczyli i usypywali wały z piasku, by ratować swoje miasto – także bardzo się wzruszyłam.

Dziś odbył i mecz na Stadionie w Warszawie, w którym grała ekipa TVN-u kontra Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy i grali o karetkę dla dzieci!

Obejrzałam od początku do końca wielce wzruszona, że oto dzieje się dobro!

Brat mojego Męża wraz z żoną pojechali na ten mecz do Warszawy i automatycznie dostałam zdjęcia z tego, wielkiego wydarzenia. Niech żyje współczesna technika, kiedy w sekundę można otrzymać poniższe zdjęcia.

Dziś we wspomnieniach na FB odkryłam słowa piosenki, które pod koniec życia przypomniała sobie moja mama.

To wspomnienie także zaszkliło mi oczy, bo tak chciałabym do końca dni z moim Mężem.

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

„Nie wiem, nie wiem

Jak to wytłumaczyć mam
Przecież, przecież
Ledwie parę godzin cię znam
Pewnie, pewnie
Moje słowa zdziwią cię
Może śmieszne
Trochę są zmartwienia me, bo chcę…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
Pantofle ranne dawać ci przed snem
I wychodzić na dwór z naszym psem
Razem głośno śmiać się w kinie – ja i ty
Razem łykać aspirynę w mokre dni
Mieć z tobą wspólny sufit, wspólny piec
Czego więcej można chcieć?

I, doprawdy, aż się boję
To taki dziwny fakt
Starczyło tylko raz popatrzeć w oczy twoje
A już marzę tak…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
W radościach i kłopotach razem być
I już więcej nie chcę nic
I już więcej nie chcę nic

I, doprawdy, aż się boję
To taki dziwny fakt
Starczyło tylko raz popatrzeć w oczy twoje
A już marzę tak…

Rogaliki na śniadanie z tobą jeść
Wspólną szafę na ubranie z tobą mieć
W radościach i kłopotach razem być
I już więcej nie chcę nic
I już więcej nie chcę nic”

Znalezione obrazy dla zapytania linie gify

 

A tymczasem mamy dewastację Polski. Fałszowana jest kultura, która kiedyś była dla nas bardzo ważna.

Zamykane są instytuty filmowe, muzea i trzeba się samemu siebie zapytać, co zostawimy naszym dzieciom i wnukom?

Przeczytajcie poniższe, bo znowu łza kręci się w oku, ale nie ze wzruszenia, a ze złości!

Nikodem Madziara

CO MY IM POWIEMY?

Ciekawe, co powiemy naszym dzieciom i wnukom, gdy kiedyś zapytają nas…

„Dlaczego pozwoliliście zniszczyć w ciągu zaledwie kilku lat naszą Polskę, za wolność której nasi przodkowie bez wahania przelewali krew i oddawali życie?!”

„Dlaczego pozwoliliście bandzie zwykłych złodziei, chamów, kłamców i nieudaczników zrobić to, czego nie udało się zrobić, mającym potężne armie, hitlerowcom i Sowietom???”
Co im powiemy?!

Co powiemy naszym dzieciom, gdy za kilka lat zapytają nas, „dlaczego muszą jeszcze przez całe dekady spłacać długi, które rządzący krajem PIS zaciągnęło w ciągu zaledwie kilku lat?” I to w czasach światowej koniunktury, gdy inne państwa zmniejszały swoje zadłużenie? „Dlaczego na to pozwoliliśmy?!”

Jak im wytłumaczymy, dlaczego nasz Naród, przez dziesięciolecia podawany jako przykład heroizmu, poświęcenia i bezinteresownego patriotyzmu, po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. i powrocie do „świata zachodu”, znów jest pariasem Europy i przykładem zmarnowanych szans?
Przez ostatnie 200 lat ludzie na zachodzie Europy współczuli nam, ale także podziwiali i szanowali za niezłomność, umiłowanie wolności, kolejne zrywy niepodległościowe, bohaterstwo naszych żołnierzy na setkach pól bitewnych…

Pomogli nam po upadku komuny, przyjmowali z otwartymi rękoma setki tysięcy uchodźców z Polski, darowali dawne długi, przyjęli do swojej „rodziny” państw zrzeszonych w Unii. A dziś staliśmy się dla nich czymś, czym nigdy nie byliśmy! POŚMIEWISKIEM I WSTYDEM! Gdy choćby widzą, jakich swoich „reprezentantów” wybraliśmy do PE… Kempę, Szydło, Czarneckiego, Zalewską… Jak to wytłumaczymy swoim dzieciom i wnukom?

Jak im wytłumaczymy, że musimy wyburzać dziesiątki pomników jakiegoś Lecha Kaczyńskiego i zmieniać setki nazw ulic, których jest patronem, skoro te pomniki budowano już w naszych czasach, gdy Polska była rzekomo wolna i demokratyczna? Dlaczego na ich budowę pozwoliliśmy?! Dlaczego o zwykłym nieudaczniku, który zginął w wypadku komunikacyjnym, one muszą się uczyć się z podręczników, jakby był bohaterem wojennym lub wzorem odwagi, mądrości, poświęcenia i wszelkich cnót?
Dlaczego o jego bracie, człowieku, który zniszczył kraj i demokrację w tym kraju, one muszą się uczyć takich samych kłamstw, jakich z kolei nasi ojcowie musieli się uczyć o Stalinie? Co im odpowiemy?!

Dziękuję za uwagę.
I proszę o udostępnianie tego tekstu gdzie się da, komu się da i kiedy się da…

Nikodem Madziara

Obraz może zawierać: stadion, tłum i na zewnątrz

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, stadion i na zewnątrz

Mogą zapukać do mnie o 6 rano!

Obraz może zawierać: 1 osoba

Kiedy ONET wypowiedział właścicielom swoją platformę blogową, to udało mi się z niemałym wysiłkiem przenieść moje treści na WP!

Bardzo żałowałam, że tak się stało, gdyż ONET promował nasze blogi na stronie głównej i tym sposobem miałam ponad milion siedemset tysięcy odsłon, gdyż kilka moich notek trafiło na główną.

Potem strach, czy uda się bloga przenieść i się udało, a ja jestem dumna, że seniorka dała radę!

Na WP piszę więc od 2015 roku, kiedy to PiS doszedł do władzy i na marginesie napisałam, że na moim blogu będzie sporo o polityce, bo czasy będą ciekawe i nie pomyliłam się.

Nie pomyliłam się, gdyż w moim kraju codziennie odbywają się na wielką skalę łajdactwa stosowane na mojej Ojczyźnie i na Narodzie.

Dziś w Lublinie partia wodzowska znowu dała popis, że przypominają się czasy PRL-u, a może nawet gorsze, bo dla mnie PRL był ustrojem przyzwoitszym niestety!

Gnom na konwencji bredził o rodzinie, że kobieta, mężczyzna i dzieci, to jest wzór katolickiej rodziny, kiedy jego bratanica parzyła się z trzema i każde jej z dzieci ma inne nazwisko – wzór katolicyzmu!

Swoje draństwa i kłamstwa przykrywają kiecką księży, choć sami popełniają rozłam w społeczeństwie – skłócając je!

Mój znajomy napisał na FB:

„POLAKU! DLACZEGO HETEROSCEPTYCZNY GNOJEK PLUJE CI W TWARZ?!
ANDRZEJ RODAN tako rzecze: Przypomnę tylko część bogatego arsenału Jarosława Kaczyńskiego i jego lizodupców adresowanego do narodu: element animalny, gorszy sort, komuniści i złodzieje, zdradzieckie mordy, UBeckie wdowy, KODomici, naćpana hołota, upiory bolszewickie, gówniarze zboczeni, ukryta opcja niemiecka, wykolejone ulicznice, rowerzyści i wegetarianie, absolutny establishment, łże-elity, ciemny lud, lemingi, element antypatriotyczny…”.

Tak nas wyzywają od 4 lat, a potem wchodzą na trybuny i pieprzą coś o wolności i równości!

Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że oto będą nas inwigilować programem „Pegasus” i oto nowy Minister MSWiA – Kamiński ( drobny pijaczek ), stworzył super resort do podsłuchiwania nas, śledzenia naszej korespondencji i wiadomości, oraz wykradania naszych danych i zdjęć.

Ludzie naprawdę nie zdają sobie z tego sprawy i pod każdym artykułem prawie nie ma komentarzy i ja się dziwię jak niska jest świadomość w społeczeństwie.

W 2015 roku wpadła do mnie Policja i zarekwirowała mi komputery, a więc wiem, co to są represje za wyrażenie swojego zdania na tematy tej partii.

Dziś Facebook wywalił mi post z mojej osi, w którym spytałam dlaczego nie ma logo ORLENU na cysternach PiS-u i napisali mi, że naruszyłam standardy Facebooka!

To draństwo już się dzieje, bo każdy pisowiec może zgłosić wpis do administracji, też już pisowskiej!

Także zaczynają robić nam zdjęcia, kiedy dron krążył na domem Tomasza i Anny Lis!

Odsłuchałam wczoraj z Mężem song stworzony przez Maleńczuka, którego uwielbiam i płakaliśmy, bo nie zgadzamy się na taką Polskę!

Mąż mnie ostrzega, bo znowu mogą zapukać do naszych drzwi o 6 rano!

Wkleiłam słowa songu, a kto chce niech sobie go odsłucha! Jest moc!

„Gdzie byłeś co robiłeś
Mów natychmiast skąd to masz
Z kim spotykasz się po nocach
Wyspowiadać się już czas
Cicho siedź nie podskakuj
Szanuj władze kochaj kraj
A jak nie to cie zgnoją
Odczytają resztki praw
Nie pamiętasz już tej Polski
Z osiemdziesiątych lat ?

Pozagryzajcie s******y się nawzajem
Spuście na siebie gończe psy
Donosiciele i szaleńcy rządzą krajem
Lecz jaki będzie finał gry

Gdy w rytmie disco – k***o – polo maszerują
Chłopcy goleni w faszystowski sznyt
Szukają wroga nawołują, szczują, plują
Tak nas kochają jak nie kocha kurwa nikt

Pozagryzajcie się nawzajem
Spuście na siebie gończe psy
Cały ten teren pójdzie w końcu pod wynajem
I taki będzie finał gry

Chowaj się uciekaj podsłuchują śledzą nas
Ktoś notuje ktoś donosi zdjęcia chyba robią nam
Informacje są zbierane i sprawdzane wszystkie dane Ciebie mnie chcą w garści trzymać
Chcą nas dopaść, chcą zatrzymać
Obudź się otwórz oczy
Nie daj się omamić
Powiedz głośne nie Dość, dość tej władzy!

Pozagryzajcie się nawzajem
Spuście na siebie gończe psy
Cały ten teren pójdzie w końcu pod wynajem
I taki będzie finał gry

Za wszelka cenę historie chcą wymazać
Na fundamentach kłamstw nową Polskę stawiać
Naród skłócony naród do gardeł sobie skacze
Zniszczyli wszystko, ludzie chorzy na władze
Oskarżycielem chcą być, zarazem katem
Będą na stosach palić, okładać nas batem
Do lochów będą wrzucać za inna wiarę
To my poniesiemy wkrótce za ich błędy kare

Pozagryzajcie się nawzajem
Spuście na siebie gończe psy
Cały ten teren pójdzie w końcu pod wynajem
I taki będzie finał gry”

Lew kontra miś koala!

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Jestem wściekła, gdyż mój kandydat startujący w Szczecinie z pozycji „1” – Sławomir Nitras jest dla mnie niedostępny.

Dlaczego ja mieszkanka zachodniopomorskiego muszę głosować w obwodzie Koszalin, a tam na listach nie znajduję żądnego wyrazistego polityka, który by mnie porwał i poszłabym jak w dym na niego głosować.

I znowu mnie postawili w pozycji – mniejsze zło, a głosować będę bez entuzjazmu!

Nitras jest wojownikiem takim, jakiego lubię i nie daje sobie w kaszę dmuchać i mnie jest potrzebny taki wyrazisty i bojowy polityk, a tak jestem w de… ze swoją chęcią wzięcia udziału w wyborach.

Oczywiście wezmę udział i pójdę do urny tylko dlatego, aby moim głosem przyczynić się do tego, aby tych drani odsunąć od władzy!

Jeśli PiS wygra następne 4 lata, to będzie po Polsce, ale tego nie rozumieją wyborcy i wiem, że pójdą jak jeden mąż do wyborów ich wyznawczy – jakieś 6 milionów uprawnionych.

Powtórzy się schemat, że wyborcy nie popierający PiS nie podniosą dupska z kanap i te wybory także oleją brzydko określając.

Słuchałam dziś konwencji Koalicji Obywatelskiej i nie podobało mi się to Lelum Polelum, co oznacza – „Określenie człowieka – flegmatycznego, ciamajdy, sieroty.
Występuje w wyrażeniu: „człowiek lelum polelum”.

Gadali dziś o tym, że „”jutro będzie lepsze”, a ja się pytam skąd oni wezmą pieniądze na swój, dość słaby program skoro budżet jest wypompowany do cna, ale może dałoby się coś ludziom dać!

Jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i dlaczego nie zaproponowano Seniorom dopłaty każdego miesiąca do emerytury w wysokości 500+, a także niepełnosprawnym?

Tak zrobił PiS płacąc rodzinom na dzieci, a jak wiadomo do ludu najbardziej kasa przemawia.

Każdy Senior i niepełnosprawny,  choćby na wózku i o lasce wówczas by zagłosował na KO!

Dlatego po tej konwencji ludziom w głowie niewiele zostanie i zawiedzeni do urn nie pójdą, ale za to pójdą wyznawcy Kaczyńskiego i tak doczekamy się kolejnej ich kadencji!

Umrę chyba na zawał!

Przeczytajcie analizę dlaczego ludzie nie chcą głosować na opozycję, którą nazywają misiem koala, a partię PiS – lwem!

„Fakty nie głosują“. Z jego badań wyszło, co musiałoby się stać, żeby opozycja wygrała z PiS.

Szef IBRiS Marcin Duma tłumaczy, dlaczego wyborcy opozycji są zdemotywowani do głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu.

Szef IBRiS Marcin Duma tłumaczy, dlaczego wyborcy opozycji są zdemotywowani do głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu.  fot. archiwum prywatne.

– Fakty nie głosują. Głosują ludzie, którzy mają emocje i wrażenia. Jako badacz nie mówię, czy to dobrze, czy źle: tak po prostu jest. Opozycji obywatelskiej został miesiąc na to, by mocno popracować nad swoim wizerunkiem przed wyborami – mówi naTemat Marcin Duma, szef Instytutu Badań Społecznych i Rynkowych (IBRiS). Opisuje, z jakimi zwierzętami kojarzą się wyborcom Koalicja Obywatelska, Lewica i PiS.

Anna Dryjańska: Największym problemem opozycji w nadchodzących wyborach jest…?

Marcin Duma: Wbrew pozorom wcale nie PiS, tylko demobilizacja elektoratu. Pewna, wcale niemała część wyborców opozycji po prostu nie zamierza głosować. Tak wynika z badań, jakie IBRiS przeprowadził na przełomie sierpnia i września. Tymczasem wyborcy PiS są zwarci i gotowi, by pójść do urn i ponownie poprzeć ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego.

Dlaczego wyborcy opozycji nie są zmotywowani do udziału w wyborach?

Bo oczekują od swoich polityków, że będą walczyć w kampanii zębami i pazurami, a widzą uprzejmą niemrawość. Zamiast ostrych zawodników i zawodniczek, którzy będą walczyć do ostatniego tchu, nawet jeśli w końcu przegraja, widzą ludzi co prawda sympatycznych, ale trochę rozmemłanych.

Mówiąc krótko: wyborcy opozycji nie wierzą, że sami politycy opozycji wierzą w swoje zwycięstwo.

Dlaczego więc oni mieliby inwestować swój czas i energię by 13 października iść do lokalu wyborczego? Opozycja ma problem z tym, jak jest postrzegana przez wyborców. Dobitnie pokazały nam to badania wizerunku emocjonalnego partii.

Zapytaliśmy respondentów, z jakimi zwierzętami i cechami kojarzą im się główne siły polityczne startujące w tych wyborach. Okazało się, że wyborcy postrzegają Koalicję Obywatelską jak misia pandę.

Miś panda jest postrzegany jako miły, sympatyczny, fajnie jest zrobić sobie z nim zdjęcie, ale jednocześnie jest leniwy, ospały, powolny… Takimi przymiotnikami badani opisywali Platformę, Nowoczesną i ich sojuszników z samorządu.

Z jakim zwierzęciem skojarzyła im się Lewica?

Zależy od tego, czy pytaliśmy o SLD, Wiosnę, czy Razem.

Zacznijmy od Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Ta partia najczęściej kojarzyła się ludziom ze starym kotem wylegującym się na podwórku. Nie jest energiczny, ale gdy już się podniesie, dobrze wie co, gdzie i jak. Zna na wylot każdy zakamarek, nie wykonuje niepotrzebnych ruchów, jest skuteczny. Tak właśnie wyborcy widzą SLD. Wiedzą, że to stara partia, ale z drugiej strony dostrzegają w tym zaletę: polityczne doświadczenie.

A Wiosna z czym się kojarzy wyborcom?

Z narowistym źrebakiem. Wyborcy dostrzegają w niej energię, świeżość i wolność. Widzą nieokiełznanie, które w języku polityki można przełożyć na niedoświadczenie, ale rekompensuje im to wola życia i potencjał rozwoju. Lewica stanowi więc bardzo interesujące połączenie wiedzy z mocą.

Gdzie w tym wszystkim jest Razem?

Razem nie jest na tyle rozpoznawalne, by budzić skojarzenia. Dopiero gdy się dopytuje i naprowadza, od niektórych respondentów pada krótkie stwierdzenie, że to “ludzie tacy jak my”.

A PiS jakim jest zwierzęciem zdaniem wyborców?

Lwem. Takim tatą Simby, który rządzi jak chce i nikt mu nie podskoczy, nawet jeśli coś mu się nie podoba. To budzi niechętny podziw nawet u elektoratu opozycji. I to jest problem dla Koalicji Obywatelskiej.

Dzięki za zepsucie “Króla Lwa”. Idźmy dalej. Dlaczego ten podziw jest problemem dla KO?

Ponieważ część jej wyborców dopuszcza do siebie możliwość głosowania na PiS, o ile ten złagodziłby swoją retorykę, pozamykał albo przynajmniej wyciszył fronty, na których prowadzi walkę, przesunął do drugiego szeregu kontrowersyjnych polityków, takich jak poseł Pawłowicz czy wiceprezes Macierewicz…

I PiS właśnie to robi w swojej kampanii. Gra na demobilizację wyborców Koalicji Obywatelskiej, bo nawet jeśli ostatecznie nie zagłosują na PiS, to może chociaż w ogóle nie pofatygują się na wybory. Tak czy inaczej, PiS zyskuje.

Wyborcy Lewicy też są skłonni do wsparcia PiS?

Nie. Mogą chwalić ich niektóre posunięcia, zwłaszcza pomoc socjalną, ale nie do przejścia jest dla nich konserwatyzm obyczajowy.

Ten korzystny wizerunek emocjonalny Lewicy wśród wyborców to efekt jakichś konkretnych działań polityków tej formacji?

Nie, plusują głównie dzięki kontrastowi z leniwą Koalicją Obywatelską.

Dużo pan mówi o wizerunku i postrzeganiu, a przecież politycy Koalicji Obywatelskiej cały czas gdzieś jeżdżą, coś robią. To dlaczego są uważani za ospałych?

Bo dla wizerunku liczą się wrażenia, a nie fakty. Jeśli Bartosz Arłukowicz mówi, że kampanię można wygrać tylko poprzez bezpośrednie spotkania z wyborcami i to jest recepta na zwycięstwo, to rozbudza oczekiwania, które trudno zaspokoić.

Nie da się dotrzeć do każdej miejscowości w Polsce, spotkać się z każdym. To fizycznie niemożliwe w państwie takiej wielkości. I potem wyborcy mówią naszym badaczom, że są zawiedzeni, bo w ich miejscowości polityków opozycji nie było. Zostają z przekonaniem, że Koalicja Obywatelska nie dowozi, a to z kolei zniechęca ich do głosowania.

Nie uświadomią sobie: w moim miasteczku ich nie było, ale za to byli w trzech miejscowościach obok?

Wyborców nie interesują trzy miasteczka obok, interesuje ich własne.

Sam pan mówi, że wszystkich odwiedzić się nie da. Kwadratura koła.

Nie, jeśli nie rozbudza się oczekiwań, których nie da się zaspokoić. Można być w tak wielu miejscach ilu się da, a sprawiać wrażenie, że jest się wszędzie. Ostatecznie to wrażenie jest najważniejsze.

Fakty nie głosują. Głosują ludzie, którzy mają emocje i wrażenia. Jako badacz nie mówię, czy to dobrze, czy źle: tak po prostu jest. Gdyby pani rozmawiała z etykiem, ten wywiad wyglądałby pewnie zupełnie inaczej.

Ja mówię o tym, co działa. A w polityce liczy się skuteczność. Opozycji obywatelskiej został miesiąc na to, by mocno popracować nad swoim wizerunkiem przed wyborami. To ostatni moment by zacząć, za tydzień będzie już za późno.

Co jeszcze zdaniem wyborców Koalicja Obywatelska robi źle w tej kampanii?

Jest wrażenie, że w Koalicji nic się nie dzieje, bo nawet jak zrobią konwencję lub pokażą szóstkę Schetyny, to i tak jutro rzucą się na kolejną aferę w PiS-ie… Wie pani, co się dzieje, gdy rzuci się psu piłkę do tenisa?

Biegnie za nią.

A gdy rzuci się drugą?

Zostawia poprzednią piłkę i biegnie za kolejną.

No właśnie. Te piłki – a jest ich znacznie więcej, niż dwie – to w tej metaforze afery PiS. Można biegać za nimi i stracić dużo czasu i energii, ale nic z tego nie wynika. Badani mówili na przykład, że wkurzają ich loty Kuchcińskiego, ale nie pałali z tego powodu cieplejszym uczuciem do Platformy. Nawet połowa nie wie, o co chodzi z nagonką w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Proszę zauważyć, że jak politycy PiS są pytani o nadużycia, to odpowiadają jednym zdaniem, a potem zaczynają się rozwodzić nad 500 plus czy innym flagowym projektem. Mówią to w kółko nie dlatego, że są głupi, ale dlatego że wiedzą, że to działa. PiS trzyma się swojego przekazu, opozycja – nie. Nic dziwnego, że tylko jeden z nich dociera do wyborców.

Czy zdaniem wyborców Lewica robi coś dobrze w tej kampanii? Bo na razie ustaliliśmy, że bonus dostaje rykoszetem dzięki KO.

Wyborcy popierają hasła Lewicy, które są sformułowane w bardzo ogólny sposób. Każdy może sobie podłożyć pod równość, wolność, świeckość to, co mu podpowiada wyobraźnia.

Problemem dla Lewicy może być skonkretyzownie tych postulatów przed wyborami. Wtedy może się okazać, że ktoś chciał czegoś mniej, bardziej, inaczej, albo w ogóle nie to miał na myśli. Dlatego mówienie okrągłymi zdaniami wydaje się skutecznym sposobem na utrzymanie, a nawet zwiększenie poparcia.

Zwiększenie?

Między elektoratami Lewicy i Koalicji Obywatelskiej są ruchome drzwi. Wyborcy Platformy i Nowoczesnej to ludzie o poglądach centrowych lub centrolewicowych – nie mieliby oporów, by postawić krzyżyk jednak na liście Lewicy. Wystarczyć może jakiś drobiazg, coś, co jest nieistotne politycznie, ale zauważalne pod względem wizerunkowym.

Skoro elektorat Koalicji Obywatelskiej to centrolewica, to dlaczego przewodniczący Grzegorz Schetyna zarzucił “konserwatywną kotwicę”? Przecież to tak, jakby próbował cumować na pustyni.

To dobre pytanie, ale powinno być skierowane do władz Platformy Obywatelskiej.

 

PiS robi ze mnie kretynkę!

 

Lodołamacz Puma

Jestem Polką, czystą Polką bez żadnych domieszek, a przynajmniej o tym nic nie wiem.

Jestem Polką, która już od szkoły podstawowej kochałam mój kraj – nawet ten socjalistyczny, poraniony, skopany!

Moi nauczyciele byli wielkimi patriotami i uczyli nas miłości do własnego kraju!

Cała nauka w szkołach była podporządkowana tym, że mówiono nam, iż Polska zasługuje na szacunek, ponieważ tak dużo złego w swojej historii przeszła.

Czytaliśmy w szkole  lektury Sienkiewicza, Reymonta, Mickiewicza, Żeromskiego, Orzeszkową i nikomu na złe to nie wyszło.

O ile sobie przypominam, to na lekcji historii nie wspomniano o Katyniu, bo uczono nas, że Związek Radziecki pomógł nam wygrać II WŚ  i to im zawdzięczano zwycięstwo nad faszyzmem.

Przemilczano więc Katyń, w którym Rosjanie strzałem w tył głowy mordowali polski kwiat inteligencji!

Kiedy rządziło PO, to byłam w miarę spokojna o mój kraj, bo weszliśmy do Unii Europejskiej i do wielu innych organizacji światowych i zaczynaliśmy być dostrzegani oraz doceniani przez światowe struktury militarne także.

PO przegrało wybory w 2015 roku, bo Kamiński skonfigurował podsłuchy u „Sowy i Przyjaciele” i nagle Polacy usłyszeli, że politycy są nie moralni i tak PO przegrało!

Dziś usłyszałam, że PiS pokazał lodołamacz poklejony taśmą i dostałam w twarz!

Zakpiono z mojej inteligencji i chce się wyć, bo nawet Bareja takiego czegoś by nie wymyślił.

Na lodołamaczu z dykty chcą wygrać następne wybory i głupi lud to kupi!

Pamiętam czasy, kiedy polskie stocznie wodowały potężne jednostki, które pływały po całym świecie i byliśmy dumni z polskiej żeglugi.

To były wielkie statki budowane w polskich stoczniach, o które przed wodowaniem rozbijano szampana i to było wielkie święto!

W lodołamacz nie odważyli się walnąć szampanem, bo by się zrobiła dziura!

Codziennie od czterech lat robią ze mnie polską kretynkę, bo codziennie wybucha kolejna afera i każą mi myśleć, że to wszystko, co robią, to robią dla dobra Polski!

Nie robią, a oszukują i konfabulują i obrażają moją inteligencję na każdym kroku.

1 września odbyły się uroczystości z 80-tej Rocznicy II Wybuchu Wojny Światowej i tylko kretyn nie zauważył, że goście byli ukryci pod estetycznym zadaszeniem, a kombatanci prawie 100 letni gotowali się pod piekącym słońcem!

Na tej impresie zrobili sobie kampanię wyborczą i postawili trybunę z gośćmi tyłem do Pomnika Nieznanego Żołnierza, a przodem do pomnika smoleńskiego, gdyż tu nie chodziło o wojnę, a o  oficjalne czczenie najgorszego prezydenta Polski – Lecha Kaczyńskiego, który bez małpeczek nie mógł rządzić.

Każdego dnia dostaję kopa, bo starają mi się wmówić, że jestem kretynką i nie potrafię oddzielić ziarna od plew!

A ja się pytam dlaczego Kaczyński kazałeś wykarczować las pod przekop Mierzei Wiślanej skoro nie powstanie tam żaden przekop i dlaczego wspomagasz Rydzyka milionami i znowu mnie upokarzasz jako myślącą Polkę – draniu!

Upokorzyłeś mnie jako Polkę zakupując sprzęt szpiegujący w celu podsłuchiwania Obywateli za miliony i  to opisał mój znajomy w sieci – „D”:

Izraelski System Szpiegowski Pegasus nazywany jest „bronią atomową w rękach służb”. 
Program ten bez wiedzy użytkownika potrafi m.in. odczytać dane z telefonu, nagrywa rozmowy i ma dostęp do mikrofonu, czy kamery.
A co najgorsze: jest niewykrywalny. :bezradny:

To najniebezpieczniejsze narzędzie do inwigilacji zakupił PiS za 25 milionów (+kolejne 10 milionów kosztowało jego wdrożenie!) – i działa również w Polsce od wielu miesięcy. :szok
Potwierdzili to m.in. informatycy z kanadyjskiej organizacji Citizen Lab, którzy śledzą aktywność tego systemu na świecie.:okok:

A kasę na ten system – ukradł Ziobro z funduszu pomocy ofiarom przestępstw! :bezradny:
Na trop zakupu Pegasusa wpadła najpierw Najwyższa Izba Kontroli, która przeglądała faktury CBA. Uwagę urzędników zwróciła rachunek na 25 mln zł, które CBA dostało z Funduszu Sprawiedliwości, czyli instytucji powołanej przy resorcie Zbigniewa Ziobry.

Z podstawy specyfiki działania systemu może wynikać, że PiS (czyli OBA) nie stosuje się go do inwigilacji masowej, a raczej ukierunkowanej na przeciwników politycznych i ludzi nieposłusznych PiS-owi. :grozi:
Obrazek
Według eksperta działania ofensywne Pegasusa polegają na niewidzialnym przełamywaniu zabezpieczeń smartfonów dowolnej marki czy systemu operacyjnego, może przechwytywać całą zawartość telefonu w tym hasła, dokumenty, korespondencję a także (co najciekawsze monitorować otoczenie urządzenia z użyciem kamery i mikrofonu.

Tak więc jeśli macie telefon, to pamiętajcie że w PiS-owskiej Polsce, nigdy nie wiecie kiedy jesteście sami a kiedy jest z wami dobry duszek z „CBA”… :ubaw:

WARTO ZAUWAŻYĆ ŻE UŻYWANIE TEGO PROGRAMU JEST W POLSCE NIELEGALNE, I DLATEGO FAKT JEGO POSIADANIA I UŻYWANIA PRZEZ PIS – JEST UKRYWANY! :grozi:

 

 

 

Polska będzie drugą Grecją!

niewygodne.info.pl

  

     Mało znany fakt: Dług Polski w I kwartale 2019 r. rósł w szalonym tempie 232,7 mln zł dziennie!

środa, 12.06.2019 r.

Budżet w Polsce, to nie jest studnia bez dna i kiedyś, a może za chwilę staniemy się drugą Grecją.

Ludzi ten rząd nauczył brać – dużo brać, a pieniądze topnieją, gdyż jest niewyobrażalne rozdawnictwo.

Rządowi zależy na tym, aby dawać kasę i nic od obywateli nie żądać i tak powstało społeczeństwo roszczeniowe!

Polakom wielu nie chce się pracować i nie śledzą więc budżetu, bo co, to ich obchodzi skoro kasa płynie na konto!

Bezmyślne dawanie 500+ biednym i bogatym sprawia, że budżet jest mocno obciążony i za chwilę tych pieniędzy zabraknie!

Kupują  od Rosji węgiel za miliardy, a sami sobie rozdają ogromne premie i latają po niebie za miliony!

Zakupili szpiegowski program do inwigilacji obywateli za miliardy od „Mosad – u”

Ojciec Rydzyk też doi budżet, bo mu się to po prostu należy.

Przeciętny Polak nie zastanawia się skąd są te pieniądze i jaki Polska ma dług publiczny,  bo ma to w nosie, gdy tymczasem następne pokolenie będzie żyło w biedzie!

Taką Polskę zostawią Polakom ci, którzy wydają niekontrolowanie miliardy i premier kompletnie nad tym nie panuje!

Nie jestem dobrym matematykiem, ani ekonomistką, ale z poniższego wynika, że Polska – bul, bul tonie!

Jeśli wygrają kolejne wybory, to zapłacimy za wszystko wiele procent więcej, aż tak, że z naszych portfeli pieniądze będą znikać z prędkością światła!

Za premiera mamy Pinokio, który obiecał Polakom 100 tysięcy mieszkań, gdzie tymczasem wybudowano zaledwie 800 i tak jest ze wszystkim!

Kłamią, konfabulują, ale żadną kasą nie pogardzą i doprowadzili Polskę do bankructwa!

foto: Kancelaria Premiera (Flickr.com / PD1.0)

Zgodnie z informacjami ujawnionymi przez Ministerstwo Finansów – na koniec pierwszego kwartału państwowy dług publiczny pierwszy raz w historii przekroczył barierę biliona złotych i wyniósł 1.005,26 mld zł. W porównaniu z końcem 2018 roku dług ten urósł o 20,94 mld zł. To oznacza, że w okresie od 1 stycznia do 31 marca powiększał się średnio każdego dnia w szalonym tempie 232,7 mln zł. Niestety kolejne kwartały mogą być pod tym względem jeszcze gorsze. Mateusz Morawiecki obiecywał bowiem „emisję nowego długu” (o czym raczej nie dowiemy się z TVP).

Państwowy dług publiczny to skumulowane zobowiązania sektora finansów publicznych z tytułu wyemitowanych papierów wartościowych, zaciągniętych kredytów / pożyczek oraz innych wymagalnych zobowiązań, za których spłatę odpowiedzialne jest państwo lub jednostki samorządu terytorialnego. Zgodnie z najnowszym komunikatem opublikowanym przez Ministerstwo Finansów na koniec pierwszego kwartału dług ten przekroczył barierę biliona złotych i wyniósł 1.005,26 mld zł.

Zgodnie z danymi resortu finansów w pierwszym kwartale br. państwowy dług publiczny przyrastał w tempie +232,7 mln zł dziennie. Dla porównania prezentuje poniżej zestawienie średnich dziennych przyrostów tego długu w poszczególnych kwartałach licząc od początku czwartego kwartału 2015 roku:

1Q’2019: +232,7 mln zł / dziennie
4Q’2018: +76,1 mln zł / dziennie
3Q’2018: -78,2 mln zł / dziennie
2Q’2018: -51,6 mln zł / dziennie

1Q’2018: +271,1 mln zł / dziennie
4Q’2017: -113,0 mln zł / dziennie
3Q’2017: -54,3 mln zł / dziennie
2Q’2017: +26,4 mln zł / dziennie
1Q’2017: +106,7 mln zł / dziennie
4Q’2016: +278,2 mln zł / dziennie
3Q’2016: +28,2 mln zł / dziennie
2Q’2016: +414,3 mln zł / dziennie
1Q’2016: +244,4 mln zł / dziennie
4Q’2015: +9,7 mln zł / dziennie

Z powyższego wyłania się wniosek, iż tempo przyrostu / spadku zadłużenia może być różne i uzależnione od czynników występujących przejściowo w danym kwartale (w okresie od 4Q’2015 do 1Q’2019 średni dzienny przyrost zadłużenia wynosił +99,34 mln zł).

Niestety wiele wskazuje na to, iż w najbliższym czasie państwowy dług publiczny zamiast spadać będzie raczej rósł, a średni dzienny przyrost będzie zdecydowanie wyższy niż porównywanym powyżej okresie. Mateusz Morawiecki pytany o to skąd jego rząd weźmie brakujące pieniądze na realizację tzw. piątki Kaczyńskiego, odpowiedział wprost: „będzie emisja nowego długu”. Innymi słowy: ekipa rządowa (w imieniu Polski i na jej odpowiedzialność) będzie zaciągała nowe długi tylko po to, aby pokryć wydatki związane z realizacją obietnic wyborczych jednej z partii. Efekt może być taki, że dług publiczny będzie niebawem przyrastał w tempie wydatków socjalnych wynikających np. z programu 500+, co przy załamaniu się gospodarczej koniunktury może oznaczać budżetową katastrofę naszego kraju…

Źródło: Zadłużenie Sektora Finansów Publicznych I kw./2019

Polacy wracają z wakacji!

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, tłum, noc i na zewnątrz

Jeszcze mamy bardzo ciepłe dni. Jeszcze trwają wakacje, ale ludzie powoli z nich zjeżdżają.

Mój Poznań, który mam głęboko w sercu i choć oddalony, to pamiętam, że to w Poznaniu się zakochałam na śmierć i życie.

Ostatnie klasy z podstawówki pojechały do opery na „Halkę”, a także zwiedzaliśmy Poznań i tam wpadł mi w oko kolega z innej klasy i tak jesteśmy ze sobą 43 lata będąc małżeństwem, a chodziliśmy ze sobą 4, a więc to już szmat czasu!

Wracam do meritum jednak:

Zjechali ludzie z wakacji i oto w Poznaniu,  ponownie wychodzą na ulicę ze światełkami w obronie Sądów w Polsce i domagają się dymisji Zbigniewa Ziobro – Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości – czyli 2 w jednym jak szampon „wash and go”.

Temu człowiekowi dano ogromną władzę i to on ma nasze życie w swoich rękach.

Ten człowiek może z nami wszystko i pamiętam rok 2011, kiedy to Kaczyński pożegnał się z Ziobro, Kurskim i Cymańskim!

Stanęłam tak przed telewizorem i powiedziałam do Męża, że Ziobro jest bardzo niebezpiecznym człowiekiem i on kiedyś dostanie taką władzę i moc, iż nie zawaha się jej użyć.

Nie pomyliłam się, bo oto ten człowiek – zły człowiek zatrudnił sędziów hejterów i trolli, którzy niszczą porządnych ludzi w zawodzie i gmerają w ich życiorysach, ośmieszając ich i dyskwalifikując ich przygotowanie do zawodu!

Sędziowie zatrudnieni przez Ziobrę już się boją i gadają po telewizjach głupoty, bo każdy walczy o przetrwanie.

Ciekawa jestem ile trolli opłaca Ziobro by zdyskredytować takiego, prawego Sędziego jakim jest Igor Tuleja.

Pamiętam jego gnojenie lekarza, który to ponoć zabił jego ojca, a którego przeczołgał po wszystkich sądach, aby tego człowieka zniszczyć.

Pytanie – dlaczego w przeszłości zniszczył swojego laptopa i co w nim tak naprawdę było?

Z taką władzą i butą zagrożony jest zwykły Kowalski i Nowak, bo jeśli Ziobro zarządzi, to za błahostkę będziemy siedzieć w pierdlu i zdaje się, że ludzie, którzy wrócili z wakacji zaczynają to rozumieć.

Jeśli w moim mieście będą tego typu protesty, to wyjdę z innymi i będę domagała się dymisji tego bałwochwalczego człowieka!

Świat musi wiedzieć, że pali się Amazonia i musi wiedzieć, że Polska to już Białoruś!

A tym czasem karma wróciła do Emilki, która niszczyła Sędziów za przyzwoleniem Ziobry:

Karma wraca jednak!

Beata W

Emilia jesteś podła i niewdzięczna  

pomogła Ci kiedy byłaś bez dachu nad głowa, pieniędzy i perspektyw a Ty oczerniasz Ją i Jej męża,już zapomniałaś co wyprawiałaś u mojej mamy w domu, pamietaj ze kłamstwo ma krótkie nogi

 

Mała Emilka – szparka sekretarka!

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, fotka z ręki i zbliżenie

Następna głupia blondynka w sieci, której się wydawało, że hejtem załatwi porządnych ludzi – sędziów i wylewała na tych ludzi pomyje grzebiąc w ich życiorysach.

Głupiej blondynce wydawało się, że tak pomaga dobrej zmianie i robi coś wspaniałego dla partii rządzącej.

Takie rzeczy, to tylko w Polsce za rządów tej kasty, zepsutej do granic możliwości, która sama podawała jej dane osobowe porządnych ludzi, którzy chcą być tylko dobrymi sędziami!

Kto nie przeżył w sieci internetowego hejtu nie jest sobie w stanie wyobrazić, jak się czuje osoba hejtowana!

Ja to przeżyłam i trwało to 5 długich lat! ‚

Przeżyłam piekło, a zgotowała mi taki los stara kobieta z Krakowa – Maria Pałac!

W konsekwencji podała mnie do Prokuratury i weszła do mnie Policja zgarniając mi do przeszukana dwa komputery!

Zrobiła zrzut z bloga, który był cytatem, ale stara baba tego nie zauważyła.

Przeszukiwali 6 tygodni, a ja podając ją z imienia i nazwiska, by ją ukarano za hejt  obrzydliwy na mojej osobie – przegrałam.

Nic jej nie zrobili, choć miałam wydruki wszystkich jej perfidnych wpisów i teraz ta kobieta pisze gdzie indziej i udaje intelektualistkę, ale ja wiem jaką ona ma czarną, zepsutą, obrzydliwą duszę.

Mam pytanie do Ziobry – dlaczego głupiej Emilce nie zarekwirował komputera i nie sprawdzają tego, co ona ma jeszcze na sumieniu?

Oczywiście tego nie zrobią, bo ta działała na zlecenie Ziobry i on doskonale wie o tym, że głupia hejterka działała pod ochroną tego ministerstwa.

W innym, demokratycznym kraju za takie coś na pysk poleciałby cały rząd, a u nas nabrali wody w usta i nie wiedzą,  co z tą śmierdzącą rybą zrobić.

Dlaczego Ziobro nie wyszedł na konferencję i nic nie wyjaśnia, ano dlatego, że wszyscy w tym są umoczeni i myślą, że się rozejdzie po kościach!

Nie po to upolitycznili wszystko, a by teraz się tłumaczyć. Mają Polskę w głębokim poważaniu, a najważniejsze są stołki i dojenie państwa.

Kto nie był hejtowany, to sobie nawet nie wyobraża jak to boli i ile z człowieka wysysa energii.

Głupia hejterka nie zdawała sobie sprawy z tego, że atakując sędziów, to atakuje także ich rodziny, które tak samo cierpią jak osoba hejtowana.

Teraz ona przeprasza, ale ja nie mam dla niej litości i cieszę się, że oto zło wraca i nagle pojawił się hejt na głupią hejterkę, a nie weźmie ją w obronę jej ukochana partia i zostanie z tym kompletnie sama.

Rycz mała rycz – karma wraca!

Doprowadziła do tego, że cały świat już wie, w co się umoczyła i zapisze się w historii jako głupia blondynka na alkoholu i prochach, a do tego jej własny mąż zrobił z niej wariatkę!

Tak obecnie wygląda Polska i nasza praworządność, a do tego w ten sposób mogą zniszczyć mnie i ciebie i nigdzie nie otrzymamy ochrony i sprawiedliwości.

To państwo już nie działa i niech świat o tym się dowie!

Kaczyński ochroni Ziobro, bo ten ma haki na wszystkich w tej szemranej partii!

Szparka sekretarka gryzie pazury i wylewa krokodyle łzy – niech wylewa!

4 lata temu przed wyborami ostrzegałam wszystkich, że ta partia wchłonie wszystkie służby i nas wchłonie, bo nigdzie nie uzyskamy w razie co – sprawiedliwości!

O tym wiedzieli także ci ludzie, którzy stali pod sądami z białymi różami i jakże to wszystko się sprawdziło!

I taka myśl:

50% Polaków nie zna znaczenia słowa #hejt!
To nie wpłynie na wyniki wyborów – przykro mi!

EMILIA SZMYDT :
” TWORZYŁAM HEJT, TERAZ JESTEM OFIARĄ HEJTU „Emilia Szmydt, zaufana Łukasza Piebiaka, specjalistka od hejtu przeciwko niezawisłym sędziom prywatnie…. jest żoną sędziego Tomasza Szmydta.
To ona za pieniądze Ministerstwa Sprwiedliwości szkalowała w mediach najwartościowszych i najlepszych sędziów w Polsce, m.in. prof.Krystiana Markiewicza, Igora Tuleyę czy Waldemara Żurka. 
Jej mąż, sędzia Tomasz Szmydt wiedział o przestępczej działalności żony, zapewne razem współpracowali, gdyż w neoKRS zajmuje się sprawami dyscyplinarnymi niepokornych sędziów. Do wczoraj był również podwładnym Łukasza Piebiaka.
Aby uniknąć odpowiedzialności karnej w przyszłości Emilia wydała oświadczenie, twierdząc, że wszystkie bezeceństwa wypisywała dla dobra Polski, że miała problemy alkoholowe, rodzinne ale nie jest niepoczytalna. Zatem próbuje stworzyć sobie alibi w postaci tzw. „pomroczności jasnej”. Coś tam pisałam, ale w tamtym momencie nie rozumiałam znaczenia tych słów, gdyż byłam pod wpływem alkoholu, środków psychotropowych i silnego wzburzenia emocjonalnego.
Szanowni państwo, PiS stawia nam Polskę na głowie. Nie wierzę, że to wszystko dzieje się w demokratycznym państwie prawa będącym członkiem Unii Europejskiej.