Archiwa tagu: plany

Planowanie świąt w rytm muzyki :)

Witam po południu w wciąż dobrym humorze. 🙂

Nie będę oryginalna, bo na blogach już zaczyna huczeć w tematach o świętach, ale co mi tam. Jeszcze dwa tygodnie niby, ale przygotowania czas zacząć, aby nie obudzić się z ręką w nocniku i potem wszystko na hura i z nosem przy ziemi.

Usiadłam dziś i już zaczęłam planować co i jak, a więc kartka w dłoń i piszę, a co się w trakcie przypomni to się dopisze. 

Muszę się przyznać, że planowanie menu na tyle dni, to zawsze był dla mnie największy stres i mimo, że się ogarnia zawsze, to i tak się denerwuję tym planowaniem, ale wiem, że dam po raz kolejny sobie radę przy pomocy mojego mężczyzny.

Piszę i słucham sobie moich ostatnich odkryć muzycznych, trochę się wesoło kiwając w rytm muzy i to nie jest prawda, że w moim wieku już się nic nie podoba, bo się podoba i nawet w zagranicznej piosence może się spodobać.:)

Zapraszam do wysłuchania kilku moich propozycji i obyście do wieczora złapali dobry humor i energię, choć za oknem zaraz będzie ciemno. 🙂

Serdecznie pozdrawiam i nie dajmy się i wspierajmy się na blogach, aby nie poddać się zimowej depresji, a przedświątecznej ani się ważcie 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=fPZoaGqLGpQ

Jeden telefon, czyli mam kochanego męża

Włączyłam o poranku telewizor i informują mnie, że Ukraina w nocy walczyła o swoje prawa. Pogoda nie sprzyja, bo jest mokro i zimowo, ale  to im nie przeszkadza, bo dopominają się swoich praw i dążą z całych sił na zachód. Nic im nie sprzyja, bo nawet pogoda się sprzysięgła, ale to mocny Naród i jakoś wierzę, że swoją determinacją swoje wywalczą, tylko dlaczego ja się denerwuję, że gdzieś tam w świecie ludzie muszą wychodzić na ulice, aby walczyć o lepszą Ukrainę. Nie lubię takich sytuacji, bo zaraz przypomina mi się, że ponad 20 lat temu przeżywaliśmy to samo. My Polacy szykujemy się spokojnie do świąt, a Oni musieli wyjść na ulicę!

Otrzymałam jeden telefon, który wiele zmienił w moich świątecznych planach. Usłyszałam w słuchawce: – Zapraszamy Was do nas na święta i będzie nam miło, jeśli się zjawicie.

– Zaniemówiłam i pytam dlaczego tak i skąd taka decyzja?

– Chcemy abyście się zjawili i nie pytaj dlaczego, tylko się szykujcie, bo będzie prawie cała rodzina i będzie miło i rodzinnie. Ucieszyłam się w pierwszej chwili, ale za chwilę potok myśli przepłynął mi przez głowę, że trzeba będzie naszykować więcej, dużo więcej na świąteczny stół.

Na drugi dzień wstałam z myślą, że muszę sobie opracować strategię działania, aby zadowolić swoimi kulinariami gości przy świątecznym stole. Układałam sobie w głowie plan  i lekko się denerwowałam, czy dam radę, aby wszystko zdążyć, a potem przewieźć do domu gospodarzy.

Wieczorem mąż, kiedy wrócił z pracy zagaił, jak sobie to wyobrażam i zauważył moje lekkie zaniepokojenie. On mnie zna i potrafi wyczuć moje zachowania w różnych sytuacjach – wiem o tym.

– Siadaj, pogadamy i wszystko sobie zaplanujemy. Pomogę ile będę mógł, tylko zrób listę zakupów, a ja ją zawiozę do brata, do jego sklepu i wszystko Ci dostarczę, abyś nie musiała z siatkami latać. Nie denerwuj się, damy oboje radę i mnie przytulił.

– Uf, jak dobrze, że zechciał właśnie dziś ze mną o tym porozmawiać, bo jako Zosia Samosia, chciałam wszystko sama.

– To będą fajne święta – wspomniał, gdyż od wielu lat spędzaliśmy je w naszym domu, a tu taka miła odmiana. I wiesz co, bardzo się cieszę, że ten jeden telefon wprowadził w nas trochę niepokoju, bo to nas ożywi do działania, a lekka adrenalina jest każdemu potrzebna. To jest ten smaczek, bo przyznaj, że też się cieszysz, że nas chcą w rodzinie, a jeśli chcą, to i lubią.

– Cieszę się i jutro zabieram się za planowanie – odparłam, a kamień spadł mi z serca.