Archiwa tagu: plaża

Co się stało z ludźmi!

Urodziłam się nad morzem i mieszkaliśmy bodajże cztery lata w Ustce!

Plaża była blisko, że kiedy był sztorm, to było go słychać w domu.

Pamiętam, że kiedy było lato, to Mama zabierała nas na wiele godzin na plażę i to wtedy pokochałam  Bałtyk i tak mi zostało na całe, moje życie.

Pamiętam, że gotowała coś ciepłego, robiła kanapki i brała ze sobą domowy kompot i to wszystko pakowała i szłyśmy na dziką plażę, na której nie było tłumu.

Najbardziej zapamiętałam bigos z młodej kapusty, gotowany przez Mamę i do dziś pamiętam ten smak.

To była dzika plaża, na którą przychodziły i inne mamy ze swoimi, małymi dziećmi i, niektóre miały na sobie kostiumy kąpielowe, a te mniejsze często biegały na golasa.

2 i 3 letnie dzieci bawiły się w piasku, brodziły pod opieką w morzu i nikomu do głowy nawet nie przyszło, aby ganić te matki i zwracać im uwagę, że postępują niewłaściwie.

Potem w latach 80 – tych jeździłam na wczasy i także zdarzało się, że były golaski na plaży  i znowu nikomu, to nie przeszkadzało.

Ale czasy się zmieniły i oto mamy Internet i wiele matek publikuje zdjęcia swoich pociech. Nie zdają sobie nawet sprawy z tego – kto te zdjecia ogląda, a nawet kradnie!

Mamy takie czasy, że wszystko kojarzy się z seksem, erotyką, pedofilią i naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni, że te zdjęcia mogą trafić wszędzie i do każdego.

Czytam wiele w sieci o  zagrożeniach jakie mogą dzieci spotkać, bo w kościele nawet kwitnie pedofilia, ale nie tylko.

W sieci siedzą zboczeńcy, którzy czyhają tylko na zdjęcia dzieci i je kolekcjonują!

Kiedy moje Wnuki jadą na kolonie, to ja babcia drżę, aby nie spotkało ich żadne zagrożenie ze stony zboczeńca i aby nikt nie wykorzystał niewinności moich Wnuków.

Świat stał się straszy i trzeba bardzo uważać, bo psycholi na nim nie brakuje, a Internet jest wspaniałym dla zboczeńców wynalazkiem.

Napiszę szczerze, że gdybym była plażowiczką w wieku Seniora i widziałabym gołe dziecko, to grzecznie bym podeszła do mamy tego dziecka i po cichu wyłuszczyła swoje racje – grzecznie i z troską.

Nigdy bym się nie zachowała tak, jak ta kobieta w poniższym tekście i uważam tą kobietę za prostaczkę!

„Widać, że to patologia”. Kobieta wyzwała matkę, której dziecko biegało nago po plaży.

przez Aleksandra 

Pani Ania w krótkiej wiadomości do nas opisała to, co spotkało ją na wakacjach w Kołobrzegu. Nie tak wyobrażała sobie wolny czas, który miała spędzić z mężem i synkiem…
Usłyszała takie słowa od obcej kobiety na plaży, że aż się rozpłakała…
Wyjazd na wakacje do Kołobrzegu to zawsze była dla nas wyprawa. Z Krakowa to jest kawałek drogi, ale nas to nie przerażało i zawsze z wielką chęcią i radością wybieraliśmy się nad polskie morze. Niestety w tym roku byliśmy nieco rozgoryczeni kilkoma rzeczami, ale tylko jedna zapadła mi głęboko w pamięć.
Nie będę opowiadać o drodze, która trwała kilka godzin, ale już o samym opalaniu i plażowaniu, które okazało się być dla mnie w tym roku horrorem. To były nasze pierwsze wakacje z synkiem, bo ostatni raz odpoczywaliśmy przed moją ciążą, czyli dobrych kilka lat temu. Obiecałam sobie, że gdy Jaś skończy dwa latka i trochę sobie odłożymy, to na pewno gdzieś pojedziemy.
Zacznijmy może od tego, że z malutkim dzieckiem bardzo ciężko było znaleźć miejsce na tyle ustronne, aby syn mógł się swobodnie bawić, ale i na tyle zaludnione, aby mógł spotkać dzieci w swoim wieku. Wiem, to brzmi jak misja na Marsa 😃
Wydawało mi się, że takie miejsce znaleźliśmy! Obok nas tylko cztery parawany i dużo wolnego miejsca. Jasiu szybko zakolegował się z małym Robciem i razem stawiali babki z piasku. Umówiłam się tak z jego mamą, że raz ja doglądam ich zabawy, a drugi raz ona. Dzięki temu jedna z nas mogła się opalać, w momencie gdy druga pilnowała dzieci.

Już myślałam, że to będzie idealne popołudnie, gdy nagle usłyszałam pretensjonalny krzyk dochodzący z parawanu oddalonego o kilka metrów od nas.

„Na litość boską, jak tak można?! To nie jest prywatna plaża! Przecież tutaj wszyscy przychodzą. Jak ja miałam małe dziecko i byłam na plaży, to w życiu takiego czegoś nie robiłam. Pani syn nie jest pępkiem świata. Niech się pani trochę zastanowi!”

No mnie szczerze mówiąc wcięło, bo nie spodziewałam się, że komukolwiek, a zwłaszcza matce, może przeszkadzać to, że małe dziecko biega po plaży bez majtek. Wydaje mi się, że jedyną osobą, której mogłoby to przeszkadzać, jest mój syn. Przez kilka minut nie wiedziałam, co mam odpowiedzieć tej kobiecie, ale ona z pewnością siebie dalej brnęła w tym temacie.

„No oczywiście, że nawet pani nie zareaguje. Widać, że to jakaś patologia z południa Polski. Przyjeżdżają tylko i piwska piją, a normalni ludzie już nie mają gdzie odpoczywać. Jak się nie umie dostosować do reszty to się powinno w domu siedzieć. Tak tylko Polacy potrafią. Aż wstyd w innych krajach się przyznać że się z Polski pochodzi”

Wiecie co ja głupia zrobiłam? Zwyczajnie się rozpłakałam, bo nie miałam siły ani pomysłu na to, co ja mogłabym odpowiedzieć. Mojego męża akurat nie było, bo poszedł po lody, ale może to i lepiej, bo gdyby to usłyszał, to mógłby wpaść w niemały szał. Jakim prawem ktoś mówi mi, że jestem patologią i że powinnam siedzieć w domu?! Na jakiej podstawie wysnuwać wnioski, że mi się coś nie należy?!

Nie zareagowałam, bo nie wiedziałam nawet, co mam powiedzieć. I tak uważam, że ta kobieta niczego by nie zrozumiała tylko dalej tkwiłaby w swoich przekonaniach i racjach. Zrobiło mi się tylko przykro, bo odkładaliśmy pieniądze na te wakacje, licząc, że Jasiu zobaczy po raz pierwszy morze i będzie szczęśliwy i razem spędzimy rodzinny i pełen ciepła wyjazd. Jeśli mam być szczera, po takim popołudniu i takich słowach, miałam ochotę spakować się i wrócić do domu.

Oczywiście tego nie zrobiłam, a przez kolejne dni ubierałam Jasiowi kąpielówki, przez co dodatkowo powstała kłótnia między mną, a mężem, bo on nie chciał, abym robiła tak, jak oczekują tego ode mnie inni ludzie. Ja po prostu nie chciałam problemów i tyle. Chciałam tylko miło spędzić ten czas… Nic poza tym…

„Widać, że to patologia”. Kobieta wyzwała matkę, której dziecko biegało nago po plaży
Czy waszym zdaniem pani Ania przesadziła? Czy powinna założyć dziecku majteczki? Dajcie znać jakie jest wasze zdanie w tej sprawie
https://popularne.pl/gole-dziecko-na-plazy/?utm_source=Facebook&utm_medium=cpm&utm_campaign=special_soft
Reklamy

Plaża, słońce i Wnuki

Pamiętam swoje dzieciństwo nad naszym, miejskim jeziorze. W tym jeziorze nauczyłam się pływać.

Potem były szaleństwa moich Dzieci i nagle przyszedł czas na Wnuki.

Lipiec w końcu okazał się łaskawy i w takie dni wszyscy wybywają nad nasze jezioro, by złapać promienie i zażyć kąpieli. Jest tłoczno, ale my usadowiliśmy się w takim miejscu, gdzie było z dala od tłumu.

Posiedziałam w leżaku pod drzewem. Zrobiłam kilka impresji i płynęłam motorówką. Przypomniałam sobie zapach wodnej bryzy, a jezioro tak cudnie pachniało.

To był bardzo przyjemny dzień. 🙂

 https://www.youtube.com/watch?v=uSD5dcYUNPI

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Coraz bardziej chamiejemy!

Dzień dobry w kolejny, upalny dzień.

Mam nadzieję, że trzymacie się dzielnie i sobie jakoś radzicie. Ja siedzę w domu, w schłodzonym pokoju, a więc nie jest źle, ale za to targają mną różne, niezbyt ciekawe przemyślenia.

Mamy pretensje do polityków, że nie spełniają naszych oczekiwań, że posłują, bo im się to finansowo opłaca na ciepłym stołku. Pomstujemy, że kłamią i sypią obietnicami bez pokrycia. Dajemy temu wyraz na forach i portalach społecznościowych, śmiejemy się z nich, albo zwyczajnie nienawidzimy!

Polityka jest okropna, ale i my, na dole jesteśmy okropni, a dlaczego?

Tegoroczne, upalne lato sprawiło, że ludzie masowo przyjechali nad morze. Opalają się i czerpią ze słońca tak bardzo zdrową wit, „D”. Jest więc tłoczno i jest radośnie, bo w końcu pogoda, jak nigdy dopisała, co daje ludziom spełnienie, udane urlopy i wyjazdy rodzinne, z dziećmi, albo samotnie – jak komu pasuje.

Tegoroczne, upalne lato obnażyło jak nigdy, może bardziej jak w stanie wojennym polskie chamstwo i cebulactwo. Może przesadziłam z tym stanem wojennym, bo to były zupełnie inne czasy i inna mentalność, kiedy nie było, co do gara włożyć. Teraz wszystkiego jest pod dostatkiem, a jednak chamstwo i słoma wyszły na polskie plaże.

Tegoroczne lato pokazało jakim jesteśmy społeczeństwem, a jesteśmy społeczeństwem nieżyczliwym, chamskim i okropnie zachłannym o wszystko, bo nawet o kawałek plaży, aby tylko mnie dobrze było i nie obchodzą mnie inni – absolutnie.

Dziwne zjawisko zapanowało na plażach, jakiego ja ze swoich wakacji nad morzem nie pamiętam. Jestem wychowana nad morzem i moje wakacje, a potem dorosłe życie związane było z wypoczynkiem właśnie nad polskim morzem, które uwielbiam i kocham.

Dziwne zjawisko polega na tym, że tatuś, wujek, dziadek idą o poranku na plażę z młotkiem, specjalnie zakupionym do wbijania palików od parawanów, kiedy rodzina jeszcze śpi, albo je śniadanie. Wbija tych palików, nie cztery, a czternaście i łączy taki jeden z drugim – cztery i więcej parawanów, zajmując sobie pole nad samym brzegiem w wielkości wypasionej willi.

Dziwne zjawisko, które jest dla mnie nowością i nie do wytłumaczenia i zadaję sobie pytanie skąd to się w ludziach bierze?

Może stąd, że nie mamy ochoty na dzielenie się z innymi – niczym! Może stąd, że powstają coraz bardziej grodzone i chronione osiedla i tak ludzie myślą też o plażach, aby nie patrzeć na nic i nic nie słyszeć, co dzieje się u sąsiada?

Nie mam pojęcia i biję się z myślami, bo oto nadchodzi społeczeństwo oderwane od życia realnego i współżycia społecznego, a więc może w dobie komputerów i telefonów wszyscy żyjemy w Matriksie i stąd biorą się takie zachowania?

Lato wzbudziło w ludziach agresję

I, aby nie było, że we mnie obudziła się agresja,  bo to zdjęcie niżej, naszego męża stanu uważam za bezczelne podciągnięcie jakimś programem, a więc nałożono mu na butki trochę błotka i oderwano guziki od marynarki i specjalnie pomięto, bo niemożliwym jest, aby mąż stanu tak właśnie wyglądał. Mąż stanu nie może iść po władzę w takim stanie, a więc wredni internauci bawią się brzydko kosztem męża stanu. Nu, nu, nu – nie wolno tak znieważać męża stanu, wszak istnieje realna szansa, że te wybory wygra wreszcie Pan Prezes, a więc będzie nas reprezentował na arenie międzynarodowej, a tu takie kawały wiszą w sieci. Ludzie, opamiętajcie się i nie nie róbcie z Prezesa niezguły i niechluja. 😀

Prawda, że ładnie bronię Pana Prezesa zwalając wszystko na program do gniecenia garnituru. Może to GIMP, bo nie za bardzo się na tym znam. 😀 Nie ma we mnie ani odrobiny letniej agresji, jaką obserwuję w sieci, bo takowa się pojawiła z nastaniem upałów i nie wiem, czy to wysokie temperatury, czy też konflikt, albo może już wojna na wschodzie, wzbudza w nas Polakach najgorsze instynkty. Niedługo się wszyscy pozagryzamy, bo w sieci już się ludziska zagryzają i chłop żywemu nie przepuści.

Dlaczego tak piszę? Ponieważ kto żyw wsiada w samochód i jedzie na wczasy, gdzie oczy poniosą, albo gdzie zostały te wczasy opłacone – tak będzie lepiej.

Jadą i stoją w tych korkach i narzekają na te bramki na autostradach, że to taka badziewna ta Polska i tylko w Polsce takie cuda się dzieją, co jest oczywiście wierutnym kłamstwem, bo w okresie wakacyjnym w każdym kraju w korkach postać trzeba, bo w Niemczech i we Francji – no wszędzie, ale Polak musi widzieć tylko swój koniec nosa i klnie ile wlezie.

Jak już Polak dojedzie do tego morza, to narzeka na tłumy na plażach, na drożyznę, na brudny piasek, na wrzeszczące bachory, na piwoszy, na brudasów, na parawany, na goliznę, na niechlujstwo, na pety w piachu, na badziewne, chińskie pamiątki, na gołe dzieciaki i matki nieodpowiedzialne. No dosłownie zaczyna nam wszystko przeszkadzać, no to ja się pytam? Na jaki czort jechać nad to polskie morze w takie zatłoczone miejsca, kiedy naprawdę jest tyle cichych i spokojnych zakątków do wypoczynku. Narzekają Polacy, a mimo to na następny okres wakacyjny znów będą jechać w te same miejsca, bo człowiek jest ssakiem stadnym i mimo wszelkich niedogodności, wybiera miejsca, aby być blisko drugiego człowieka i tak kółko się zamyka. Bez sensu jak dla mnie, bo ilekroć wypoczywaliśmy nad morzem, wybieraliśmy prawie dzikie plaże i problemu żadnego nie było z dostępem do morza i wspaniałymi widokami. Mam jeszcze inną radę dla zdenerwowanych wczasowiczów, że należy zająć się sobą, a nie rozglądać, podsłuchiwać i z tego powodu się nakręcać i stać się wściekłym wczasowiczem, bo czy warto jechać tyle kilometrów, stać w korkach, żeby dostać apopleksji? 😀

 

Ale Polak potrafi się dumnie też zachować, a więc może przesadziłam 😀

Panie i panowie – żar leje się z nieba

Żar z nieba się leje, ale muszę innych zmartwić, bo w zachodniej Polsce jest tylko 31 stopni na plusie, czyli mamy najzimniej. 😀

Mieliśmy wybrać się w plener, ale niestety termometr jest na skraju wytrzymałości i my seniorzy także, a więc czas aby szaleństw sobie już trochę odmówić, bo możecie sobie wyobrazić seniora z nadciśnieniem, czy też arytmią serca? Nie ma to tamto, żar z nieba się leje, a więc siedzimy w domu rozkoszując się specjalnie wywołanym cieniem, poprzez zasłonięte rolety i dużą dawkę wody.

Jako, że dziś niedziela, to sobie trzeba czas jakoś zająć, tym bardziej, że wszyscy się już rozjechali i wracają po urlopowych szaleństwach do pracy, a więc czasu jakby więcej.

Poszukałam letnich piosenek trochę w sieci i łza się w oku zakręciła, bo młode lata stanęły mi przed oczyma. Lata, których już wrócić się nijak nie da.

Miłego słuchania więc i dbajcie o siebie, bo żar z nieba się leje 😀

 

Już nie ma dzikich plaż?

Do tej notki skłoniło mnie zdjęcie z hiszpańskiej plaży, gdzie ludziska mają swoje, co najwyżej metr kwadratowy do wypoczynku i pławieniu się w morskiej bryzie i promieniach słonecznych. Z tego zdjęcia można wywnioskować, że ludzie są ssakami stadnymi i bardzo boją się samotności, a więc lgną do siebie jak stadne pingwiny ha ha

Na pewno gdzieś, parę kilometrów jest pusta plaża, gdzie można swobodnie i bez skrępowania się położyć na ciepłym piasku i oddać  kontemplacji, a jednak ludzie wolą być w gromadach, choć nie ma gdzie wcisnąć palca. Każdy wypoczywa jak chce i  mnie się w związku z tym przypomniały nasze młode lata, kiedy to każdego roku, latem nasz dom był zamknięty na klucz, bo nie było nas w domu.

Od rana trwało pakowanie potrzebnych rzeczy, a więc picie i jedzenie i wyruszaliśmy nad nasze jezioro. Spędzaliśmy tam całe dnie z dziećmi, albo wyjeżdżaliśmy na biwaki, zabierając naprawdę spory ładunek namiotów, materacy, poduszek, garnków, no dosłownie mieliśmy wielką wprawę w pakowaniu. Wyjeżdżaliśmy na tydzień, albo dwa i kto by się tam bał komarów i kleszczy. Nie złego nikomu się nie wydarzyło i potrafiliśmy tak spędzać wakacje z dziećmi, albo jechaliśmy nad morze, na wczasy, kiedy dzieci już podrosły i przemierzały wakacyjne ścieżki ze swoimi rówieśnikami. 

To były wspaniałe czasy, a najbardziej na fakt, iż byliśmy młodymi ludźmi i nie straszne były nam gorące lata i kilometry do przejechania, czy też przejścia daleko, brzegiem morza. Uwielbiałam ten wakacyjny czas i tą słodką chwilę, spędzaną na gorącym pisaku, a kiedy byliśmy na wczasach, komfort, że jedzenie poddane pod nos, sprawiało, że o nic nie trzeba było się martwić. 

Niestety czas szybko zleciał, a lekarz zabronił przebywania na nasłonecznionych plażach, a więc zostaje balkon z parasolem i lektura i też słodkie lenistwo. Niech to będzie dziś dla mnie namiastka szerokiej i piaszczystej plaży, pod palmami 🙂

Wszystkim wypoczywającym, życzę wspaniałego weekendu, a ja czekam także na moje wnuki, które już korzystają z uroków naszego jeziora.

 

I ja wisiałam na trzepaku :)

Spróbujcie z okazji Dnia Dziecka wrócić do swojego dzieciństwa. Kiedy to było – spytacie, bo w moim przypadku to jakieś 40 lat temu. Tak, tak, czas poleciał jak rzeka i teraz już jestem Babcią trojga, kochanych wnucząt.

Dzieciństwo jakże inne, od dzieciństwa współczesnych dzieci, obytych od małego z komputerem i telefonem komórkowym. Dzieciństwo jakby uboższe we wrażenia i przeżywanie świata na sposób beztroskiej zabawy.

Pamiętam podwórka pełne dzieciaków, które swój wolny czas spędzali na podwórkowych zabawach, często z kluczem na szyi, bo rodzice najczęściej byli w pracy i jakoś nikt nie bał się zostawić nas z tym kluczem na szyi. 

Pamiętam, że dzieciaki organizowały sobie zabawy z niczego, bo nie było przecież takich zabawek jak dzisiaj. Szkiełko, kapsel, kawałek gumy, albo kamień – to wszystko było inspiracją do zabaw podwórkowych. Pamiętam podchody w parku, albo zabawa w pięć cegiełek, lub zabawa w chowanego z zaklętą regułką – pałka, zapałka, dwa kije, kto się nie schowa, ten kryje – szukam!

Jakoś tak się składało, że wakacje były przeważnie gorące, a może mi się teraz tak wydaje? Plaża w mieście oblegana przez naszą podwórkową grupę, a więc brało się koce, piłkę i kompot z rabarbaru i tak się spędzało całe dnie na pływaniu w jeziorze i grze w piłkę, a gdzieś w tle leciała muzyka nadawana z głośnika plażowego.

Pamiętam, że po plaży wrażeń było mało, a więc wieczorem była obowiązkowa zbiórka przy trzepaku z tranzystorem i dopóki rodzice nas nie zwołali do domu, to byśmy siedzieli do rana.

Pamiętam, że bawiliśmy się w „niewidzialną rękę” i nawet udało nam się przynieść starszej pani wodę do podlewania ogrodu, a na miejscu zostawiliśmy odrysowaną – niewidzialną rękę.

Mam z okresu dzieciństwa trzy blizny, ponieważ szalałam na rowerze i sama nauczyłam się na nim jeździć, co powodowało sporo kontuzji. Pamiętacie łyżwy przykręcane do butów, które co trochę trzeba było dokręcać, bo odpadały?

Działo się wiele na boiskach szkolnych, na których spędzało się całe popołudnia i szalało rzucając piłkę do kosza, albo grało się z chłopakami w nogę. Nasze dni były szczelnie zapełnione i nie było czasu na nudę. 

A teraz? Właśnie wyjrzałam na plac zabaw, który mam pod oknem, a tam? Ani jednego dziecka. Nie ma ich i nie mam pojęcia, co robią, bo być może siedzą przed komputerem i grają w jakieś strzelanki? Nie mam pojęcia w jakim kierunku to idzie, bo już nie słychać dziecięcych wrzasków i rywalizacji jak to dawniej bywało.

No to sobie powspominałam i stwierdzam, że moje dzieciństwo było dzieciństwem pośród przyrody i rówieśników o imionach: Jola, Marek, Sławek, Leszek. Ania, Marysia, Krysia, Tomek i wielu innych, których już nigdy w życiu nie spotkałam, ale myślę, że i oni wspominają naszą paczkę i przyjaźń w dniu dzisiejszym.

Podobno:

„66% dzieci 2-5 lat używa komputera zanim nauczy się jeździć na rowerze.
47% – smartfon zanim nauczy się pisać.
28 % – korzysta z komputera przed śniadaniem”.

Dzisiaj będzie lato z radiem

Synoptycy już z pewnością dużego prawdopodobieństwa wieszczą, że idzie do nas afrykański wyż i będziemy mieli w Polsce +30 stopni na termometrach. Z tej okazji wróciłam pamięcią do czasów, kiedy dostało się trochę urlopu i wykorzystywało  te dni na plażowanie z dziećmi. U mnie sprawa była bardzo prosta, gdyż mamy własne, osobiste jeziora i nie trzeba było pokonywać kilometrów, aby znaleźć się nad wodą. 

Plaża, biwaki i radio koniecznie. Były to czasy, kiedy powstawały wspaniale wpadające w ucho przeboje, których wszyscy słuchali i ta muza łączyła ludzi. Każdy sobie pod nosem podśpiewywał, bo były to bardzo wakacyjne nutki. 

Nie szkodzi, że na półkach w latach wiadomych nie wiele było. Nieważne, że ludzie nie znali komputerów i nie było tego wielkiego internetowego kontaktu ze światem, gdzie ludzie w sekundę mogą się ze sobą połączyć i porozumieć, albo wypromować. Nie ważne, bo My mieliśmy swoje Lato z Radiem, które było wszechobecne  i to ono rozświetlało ludziom w miesiącach wakacyjnych szaro burą rzeczywistość.

To były zupełnie inne czasy – chyba fajniejsze, bo bliżej drugiego człowieka.

Wkleję tutaj kilka sentymentów, ale wszystkiego nie da się, bo w tamtych latach przeboje pojawiały się jak grzyby po deszczu. W naszym Lecie z Radiem występowały wspaniałe osobowości, z piękną polszczyzną i wielką kulturą.Były to smaczki, które chciało się łyżkami jeść 🙂

Miłego słuchania i miłych wspomnień 🙂

 

Tak pięknie pachnie wiosną – chce się żyć

Od rana słonko zagląda do okien i nie straszna mi była zmiana czasu, jedna godzina w tą, czy w tą stronę. Ja nie reaguję nigdy na te zmiany i nie  mam w związku z tym żadnych kłopotów z bólem głowy, jakimś rozkojarzeniem i nie muszę pić drugiej, czy trzeciej kawy, aby się dobudzić. Bardzo się cieszę, że dzień będzie po prostu dłuższy i chyba nie tylko ja. 

Rano wstałam z postanowieniem, że muszę przywitać z mężem wiosnę w naszym mieście. Robi się zielono i tak strasznie chce się wyjść z domu i przywitać z najpiękniejszą porą roku, kiedy wszystko się budzi do życia. Postanowiliśmy zrobić sobie wycieczkę nad naszym jeziorem, gdzie jest tak tłoczno, jak to się mówi – w Rzymie. Ludzie wylegli na spacery, przebieżki, rowery. Trzeba bardzo uważać, aby na wąskiej ścieżce nie zostać potrąconym, bo ludziska szaleją wprost. Biegają, jeżdżą rowerami, albo maszerują z kijkami. Jest cudnie, sorry powtarzam się, ale jest cudnie i dlatego chce się na świeże powietrze, powdychać, albo usiąść na kładce i porozmawiać we dwoje. Musimy po zimie częściej wydobywać się z domowych pieleszy i tak będziemy robili. U nas w mieście, mamy ten komfort, że jest dużo miejsca do spacerów i wyciszenia się na łonie przyrody.

Mąż zakupił łódkę i wózek do niej, a więc mamy szerokie plany, aby przemierzać na nowo, okoliczne jeziora. Mam nadzieję, że z naszymi Wnuczętami wreszcie, bo są już przecież duże i gotowe na przygodę. Jest cudnie, uwierzcie mi.

 

 

Po spacerze wizyta w ogrodzie mojej córki i zięcia,  w którym to rozpoczęły się pierwsze ogrodowe prace. Mały i duży – wszyscy zaangażowani – Wiosno trwaj, a ja będę dokumentowała zdjęciami wszystko. Wiosna, wiosna, ach to ty?

Wspomnienia po latach mnie nie załamały

Facebook i miliony ludzi ma na nim profile. Wszystkie kraje i kontynenty spotykają  się na Facebooku. Ludzie piszą do siebie w przeróżnych językach, pozdrawiają się, wymieniają swoimi myślami, szukają swoich dawnych znajomych i dzielą się zdjęciami. Jeśli należysz do tej wielkiej społeczności to wiesz, co się dzieje na Facebooku. Nie na darmo  fruwają tam wszelkie reklamy, bo ktoś zarabia na kliknięciach i polubieniach. Kompletnie się na tym nie znam, jak można zarabiać na tym portalu. Nie kumam tych Fanpagów i nie jaram się za wszelką cenę robioną promocją swojego wizerunku, promocji swojej firmy, czy innego biznesu. Bardziej skupiona jestem na aktualnych wiadomościach ze świata, a także przemyśleniach innych ludzi w sprawie bardzo palącej świat.  Polityka ma się silnie na tym portalu i się dzieje, bo zbliża się kampania wyborcza wszak.

Nie spodziewałam się, że dzisiaj, ktoś zapuka do moich drzwi na Facebooku i poprosi o przyjęcie do grona znajomych. Oj, nie jestem wyrywana i najpierw sprawdzam kto to jest? Sprawdzam skąd pochodzi i jeśli jest z okolic mojego miejsca zamieszkania, to czemu nie – sentyment do ziomala bierze górę  i klikam na tak. Nie jestem wredna przecież i skoro ktoś prosi, to ma ku temu potrzebę bycia w społeczności, z której się wywodzi.

No więc poprosił mnie dziś Krzysiu o przyjęcie, z którym dawno temu, bo chyba 14 lat temu spotkaliśmy się i jego żoną w pięknych okolicznościach, to znaczy nad naszym pięknym jeziorem i wiecie co? On cyknął podczas tego spotkania kilka fotek, które przez tyle lat miał w swoim komputerze. Ludzie, ja nie sądziłam, że razem z moim mężem tkwimy gdzieś tam w plikach Krzysztofa, a On mi dziś przysłał te zdjęcia. 14 lat, o matulku jedyna, bo jacy inni byliśmy i jak bardzo się zmieliliśmy – wszyscy.

Krzysiu dziękuję Ci za te zdjęcia i jednocześnie przeklinam, bo jestem o parę kilo cięższa teraz, mój Mąż bardziej siwy i lekko wyłysiał, ale pocieszam się, że i Tobie za głowie przybyło więcej siwizny – ot życie nie oszczędza nikogo, a grunt to pozytywne wspomnienia i może tacy jacy jesteśmy, spotkamy się na dobrej kawie i wspomnieniach?